Archive | September 2018

What Is Hezbollah?

What Is Hezbollah?

   PragerU


When listing the world’s most notorious terrorist organizations, why is it that Al-Qaeda, ISIS and Boko Haram so quickly spring to mind, while Hezbollah is frequently forgotten? In this video, Tony Badran, Research Fellow at the Foundation for Defense of Democracies, explains how the backing of Iran has served to legitimize Hezbollah on the world stage, while simultaneously making the group all the more dangerous.
Donate today to PragerU! http://l.prageru.com/2eB2p0hGet PragerU bonus content for free! https://www.prageru.com/bonus-contentDownload Pragerpedia on your iPhone or Android! Thousands of sources and facts at your fingertips.iPhone: http://l.prageru.com/2dlsnbG
Android: http://l.prageru.com/2dlsS5e

Join Prager United to get new swag every quarter, exclusive early access to our videos, and an annual TownHall phone call with Dennis Prager! http://l.prageru.com/2c9n6ys

Join PragerU’s text list to have these videos, free merchandise giveaways and breaking announcements sent directly to your phone! https://optin.mobiniti.com/prageru

Do you shop on Amazon? Click https://smile.amazon.com and a percentage of every Amazon purchase will be donated to PragerU. Same great products. Same low price. Shopping made meaningful.

VISIT PragerU! https://www.prageru.com

FOLLOW us!
Facebook: https://www.facebook.com/prageru
Twitter: https://twitter.com/prageru
Instagram: https://instagram.com/prageru/
PragerU is on Snapchat!

JOIN PragerFORCE!

For Students: http://l.prageru.com/2aozfkP
JOIN our Educators Network! http://l.prageru.com/2aoz2y9

Script:

Imagine you live in a small country with more than a hundred thousand missiles pointed at it. And imagine the leaders who control those weapons had one stated purpose: to destroy you—to literally wipe your country off the map.

What would do you?

Strike first and try to destroy all the weapons? Set up an anti-missile defense system? Or would you ignore the problem and hope it goes away?

You can now stop imagining, because these are real-life questions that one country in the world has to ask itself every day.

That country is Israel.

And the leaders who control these missiles (and the number I gave is a low-ball estimate) belong to an organization known as Hezbollah—Arabic for “Party of God.” Moreover, they’re not rogue terrorists. They actually run a country—Lebanon. You should know something about them.

Hezbollah first burst onto the international scene in 1983, when they simultaneously bombed the United States Marine barracks and French paratrooper base in Beirut. 241 Americans—the largest loss of American military personnel in a single incident since World War II—and 58 Frenchmen were killed in the attacks.

But this was only the beginning.

More bombings followed, killing 24 people at the U.S. Embassy annex in Beirut in 1984; killing 85 at the Jewish Community Center in Buenos Aires in 1994; and killing 19 at a housing complex for American oil executives in Saudi Arabia in 1996.

In 1985, Hezbollah terrorists highjacked TWA Flight 847, during which they beat passengers, separated those with Jewish-sounding names, and murdered U.S. Navy diver Robert Stethem.

Hezbollah also supplied roadside bombs and helped organize groups who committed terror attacks against American forces during the Iraq War.

They routinely assassinated political rivals, most notably the former prime minister of Lebanon, Rafic Hariri in 2005.

They provoked numerous border clashes with Israel, which escalated into a war in 2006 during which Hezbollah launched thousands of rockets at civilian targets.

Today, Hezbollah is a military force, a political party, a terrorist group and a transnational criminal organization engaged in drug trafficking, money laundering, and arms smuggling.

But the most important thing to remember about Hezbollah is not Hezbollah; it’s Iran.

Hezbollah is an extension of Iran and it operates under its command.

Don’t take my word for it. Take it from the man who has been running Hezbollah for the last twenty-five years and is now the most powerful man in Lebanon, Hassan Nasrallah.

Here’s what he said in 2016:

“We are open about the fact that Hezbollah’s budget, its income, its expenses, everything it eats and drinks, its weapons and rockets, come from the Islamic Republic of Iran.”

That’s pretty much always been the case. Indeed, Hezbollah is the demon child of the Iranian Revolution.

Its founders were Iranian revolutionaries who operated out of Lebanon in the 1970s. After overthrowing the Shah of Iran in 1979, they set up Hezbollah in Lebanon. This is why in the early days, Hezbollah referred to itself as “the Islamic revolution in Lebanon.”

That definition still fits.

In the 1990s, Hezbollah added politics to its resume.
This led many scholars to claim that the group had abandoned its terrorist past and its subservience to Iran.

If only.

For the complete script, visit https://www.prageru.com/videos/what-h…

 


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com

 


Lewicowy nacjonalizm i bolszewicka prawica

Lewicowy nacjonalizm i bolszewicka prawica

Andrzej Koraszewski


Byt określa świadomość, napisała z dumą młoda dama związana z opiniotwórczym tygodnikiem, który w poprzednim życiu reklamował się hasłem „proletariusze wszystkich krajów łączcie się”. Zgodziłem się poniekąd, dodając, że Bóg określa świadomość (ten wciskany od kołyski), bat określa świadomość, bit określa świadomość (przynajmniej od czasu rewolucji elektronicznej). Jest jeszcze kilka innych rzeczy, które określają świadomość, o czym możemy się dowiedzieć śledząc postępy neuronauki, psychologii ewolucyjnej, a nawet filozofii, ale wtedy warto szukać filozofów, takich jak Daniel Dennett, czyli tych którzy nie stronią od nauki. Niektórzy twierdzą, że dominujący wpływ na nasze poglądy ma grupa rówieśnicza i najbliższe środowisko. Więc wracamy do bytu, chociaż może się okazać, że czasem jest to byt kawiarniany.

Stwierdzenie, że byt określa świadomość jest oczywiście po części prawdziwe. Bycie Homo sapiens wyposażyło nas w zdolność nabywania fałszywej świadomości. Żadna małpa tak doskonale tego nie potrafi (pomijając fakt, że Homo sapiens to też małpa, tylko z wyuzdaną świadomością).

Szwedzki dziennikarz, Bawar Ismail pisze o szalejącym w Szwecji antysemityzmie. Obrzucono koktajlami Mołotowa synagogę w Göteborgu, w Malmö demonstranci ogłosili intifadę i zapowiadają, że będą strzelać do Żydów, w meczetach duchowni podżegają do nienawiści, dzieci z rodzin żydowskich są w szkołach prześladowane, a sądy ignorują przestępstwa nienawiści. Bawar Ismail wzywa do zaostrzenia kar za tego rodzaju przestępstwa, wzywa również do natychmiastowej deportacji imigrantów, którzy wchodzą w kolizję z prawem a nie mają jeszcze obywatelstwa. Zauważa, że problem nasilającego się antysemityzmu nie jest wyłącznie szwedzkim problemem.  

„Zachód powinien się wstydzić. Na całym europejskim kontynencie widzimy dziś jak wzrasta antysemityzm, nienawiść do Żydów, powodując coraz silniejsze poczucie zagrożenia wśród europejskich Żydów. W Wielkiej Brytanii Partia Pracy (siostrzana partia szwedzkich socjaldemokratow) jest dziś wstrząsana przez serię antysemickich skandali. Jej przywódca, Jeremy Corbyn, miał liczne kontakty i obsypywał pochwałami zarówno zdeklarowanych antysemitów, jak i antysemickie organizacje.”

Bawar Ismail urodził się w Szwecji, w rodzinie imigrantów z Kurdystanu i wydaje się należeć do gatunku tych „zdrajców Trzeciego Świata”, którzy uważają, że demokracja jest wartością i że trzeba jej bronić, bo jest poważnie zagrożona.W innym artykule, znacznie bardziej osobistym, ten sam autor opisuje dylematy swojej podwójnej tożsamości, Bawar Ismail pisze, że ludzie często dają mu do zrozumienia, że jest obcym. W Szwecji wielu uważa go za intruza z Bliskiego Wschodu, w Kurdystanie uważają go za Szweda. Tu i tam znajduje również ludzi bliskich, dla których jego podwójna tożsamość nie stanowi problemu. Ci, którzy go uważają za obcego, to głównie prawica, która twierdzi, że broni tradycyjnych zachodnich wartości, ci którzy go akceptują, to zazwyczaj lewica, która broni jakiejś mulitkulturowości i nie tylko toleruje, wręcz chroni przestępstwa przeciw demokracji.

Pochodzący z Pakistanu, ale wychowany w Wielkiej Brytanii i mieszkający w Stanach Zjednoczonych Ibn Warraq, napisał kiedyś, że walka nie toczy się między Zachodem i Trzecim Światem, ani między chrześcijaństwem i islamem, ani między lewicą i prawicą, a między zwolennikami demokracji i zwolennikami totalitaryzmu. Ibn Warraq należy do zagorzałych krytyków islamu. Jest zwolennikiem idei świeckiego państwa, jest krytyczny wobec wszystkich religii, ale polityczny islam stanowi dziś jego zdaniem najpoważniejsze zagrożenie demokracji, a odmowa dostrzegania tego zagrożenia ze strony radykalnego islamu jest nie tylko samobójczą ślepotą, ale i kooperacją z wrogiem.

Czy polityczny islam jest rzeczywiście ideą totalitarną? Widzimy tu kilka zwalczających się ośrodków takich jak Islamska Republika Iranu, wahabicka Arabia Saudyjska, rządzona przez Bractwo Muzułmańskie Turcja, teoretycznie niepowiązane z nikim islamistyczne organizacje terrorystyczne takie jak ISIS, Al-Kaida, Boko-Haram i inne. Wszędzie jednak powtarza się idea kalifatu i dążenie do panowania nad światem, dążenie do wprowadzenia praw szariatu, otwarta niechęć do Zachodu i demokracji oraz antysemityzm jako odwieczny filar wszelkiego totalitaryzmu. Ten muzułmański totalitaryzm nosi wszystkie cechy prawicowego totalitaryzmu. Religijna teokracja, z pogardą dla praw człowieka, z wbudowaną dyskryminacją kobiet, z ludobójczą nienawiścią do mniejszości religijnych, z odrzuceniem wolności słowa i zgromadzeń, z nienawiścią do homoseksualistów, gloryfikacją średniowiecznych kar i militarnych podbojów. Jakim cudem ten wściekły, prawicowy totalitaryzm tak często znajduje gorących sojuszników wśród zachodniej lewicy? 

Amerykański prawicowy dziennikarz, Daniel Greenfield, zdecydowany krytyk prezydenta Obamy i zwolennik prezydenta Trumpa przekonuje, że jest to perwersyjne zwycięstwo Związku RadzieckiegoZachodnia lewica walczy z zachodnim imperializmem i kolonializmem (a więc ze zjawiskami, które jakiś czas temu zeszły ze sceny i przeszły do historii) w ścisłym sojuszu z islamofaszyzmem, który nie tylko nigdy nie krył swoich związków z niemieckim nazizmem, ale w swojej ideologii stanowi całkowite przeciwieństwo wszystkich lewicowych wartości. W centrum jest poparcie dla palestyńskiego nacjonalizmu w oparciu o sowiecką doktrynę ruchów narodowo-wyzwoleńczych. Greenfield przypomina, że to amerykańscy republikanie pierwsi wsparli arabski nacjonalizm, kiedy prezydent Eisenhower poparł prezydenta Egiptu Nassera po jego decyzji o nacjonalizacji Kanału Suezkiego. Jak pisze Greenfield, od kilku dziesiątków lat wystarczyło, żeby Związek Radziecki wyszkolił i wyposażył w broń jakąś grupę terrorystów, żeby Stany Zjednoczone natychmiast zaczęły z nią flirtować. 

Procesy pokojowe z terrorystami trwają od ponad pokolenia nie przynosząc niczego poza nasileniem się terroryzmu. Organizacja Wyzwolenia Palestyny i Hamas są tu najlepszym przykadem.

Osławioną wojnę z terrorem zarówno w wykonaniu amerykańskich rządów republikańskich, jak i demokratycznych cechowała nieodmiennie taktyka gaszenia pożarów i zapraszanie do współpracy podpalaczy. Ta trącąca obłędem taktyka ma pełne poparcie mediów.

W zasadzie można powiedzieć, że nic nowego, zachodnia lewica powielała radziecką propagandę od bardzo dawna. Antysemicki, zmierzający do zniszczenia Izraela i antyzachodni ruch palestyński cieszył się sympatią zachodniej lewicy i w niczym jej nie przeszkadzały obozy treningowe w NRD i w Rumunii, porwania samolotów, zamachy terrorystyczne, religijny fanatyzm.

Twierdzenia o braku związku islamskiego terroryzmu z islamem przyjmowane są przez ateistyczną zachodnią lewicę z nabożeństwem. Nic dziwnego, ideologia ksztaltuje świadomość. W krajach, w których rządzą fanatycy jakiejś ideologii totalitarnej, świadomość jest kształtowana przy pomocy bata, a przeciwnicy są masowo mordowani. Twierdzenie, że wszyscy żołnierze Armii Czerwonej byli komunistami, i wszyscy żołnierze Wehrmachtu byli zdeklarowanymi nazistami nie jest tak całkiem prawdziwe. Ale zdanie, że naziści nie zabijali w imię nazizmu, a komuniści nie zabijali w imię komunizmu jest równie absurdalne, jak zdanie, że człowiek, który zabija z okrzykiem Allah akbar, nie robi tego w imię islamu.

Zachodnia lewica wierzyła głęboko, że Związek Radziecki jest obrońcą pokoju i zmierza do braterstwa wszystkich narodów. Ta wiara prowadziła do odmowy dania wiary, że są tam jakieś obozy pracy i że przeciwników komunizmu morduje się w ZSRR milionami. Kształtowana przez ideologię świadomość płata paskudne figle.

Zniewolony umysł Miłosza nadal warto czytać. Rozwinięta przez niego idea Witkiewicza, tabletek Murti-Binga nie straciła aktualności. Idea nowej wiary powiązana jest z rezygnacją z szukania prawdy. (Miłosz pisał to na długo przed pojawieniem się post-modernizmu, który u nas nosi swojską nazwę ponowoczesności). Wiara określa świadomość, zakazuje akceptacji faktów, które są z nią sprzeczne.

Muzułmański terroryzm nie ma nic wspólnego z islamem, nie ma czegoś takiego jak islamofaszyzm, wszyscy muzułmanie są dobrzy i tolerancyjni, a kwestionowanie tej szlachetnej tezy to islamofobia, rasizm i popieranie skrajnej prawicy.

Wspólnota poglądów dostarcza ciepła i zwalnia z kłopotliwych pytań. Dysydenci z muzułmańskiego świata uważani są za zdrajców, ich świadectwo o tym, co dzieje się w więzieniach w Iranie, w Turcji, w Arabii Saudyjskiej, w Autonomii Palestyńskiej czy w Gazie burzą porządek świata. Informacje muzułmanów i byłych muzułmanów o wpajanej od dziecka totalitarnej ideologii uznawane są za wrogą propagandę. Czy jest w tym coś nowego? Kiedy w 1951 roku opublikowana została po angielsku książka Gustawa Herlinga-Grudzińskiego Inny świat, brytyjska lewica uznała, że opisujący sowieckie obozy autor jest kłamcą i sprzedawczykiem. Dziś głoszona przez dysydentów z muzułmańskiego świata pochwała demokracji, pochwała wolności i praw człowieka, a nie daj boże, również pochwała kapitalizmu, to zachowania w najwyższym stopniu podejrzane.

Czy to poparcie lewicy dla prawicowej idei totalitarnej powinno zdumiewać? Tak, w tym samym stopniu w jakim zdumiewające jest gloryfikowanie przez skrajną prawicę nazizmu w kraju, w którym naziści zabili ponad sześć milionów polskich obywateli. Prawicowa pokusa totalitarna nie ogranicza się jednak do hajlujących półgłówków. Bardziej „umiarkowana” prawica chce powrotu sojuszu tronu i ołtarza i na drodze do tego celu stosuje klasyczne bolszewickie metody. I znów trzeba przypomnieć, że nie jest to zjawisko wyłącznie polskie. Totalitarna pokusa przychodzi z lewa i z prawa, i wzmacniają się wzajemnie.

Zwolennicy totalitaryzmu stroją się zwykle w szaty obrońców demokracji i praw człowieka. Słyszeliśmy ostatnio o „realnej demokracji”, którą funduje nam pan Kaczyński, która tym różni się od „rzeczywistej demokracji” prezydenta Erdogana, że jeden zmierza do katolickiego desoptyzmu, a drugi do islamskiego. Obaj jednak doszli do poprawnego wniosku, że dążenie do despotyzmu wymaga działań osłonowych i zapewnień, że demokracji nic nie grozi, że jest wręcz odwrotnie, że dopiero pod ich rządami ludzie mają prawdziwą wolność i demokrację.

Nie da się wygrać z PiSem bez lewicy – zapewnia opiniotwórcza dama i poniekąd ma rację. Ucieczkę od racjonalizmu widzimy na wielu frontach, a w sporach politycznych słowa „lewica” i „prawica” stały się maczugami, którymi zwolennicy totalitarnych idei okładają się wzajemnie, ignorując możliwość oddania wszystkich katechizmów na makulaturę. Byt kształtuje świadomość, a byt jest niezmiernie przywiązany do parafialnych wspólnot. Czasem innych nie zna.     


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com

 


Let It Be

Let It Be

    Billy Joel


In 2008, Billy Joel commemorated the closing of the New York Mets stadium, Shea Stadium, with a legendary two-night concert of his top tracks as well as amazing guest performances. Watch here as Billy and his band perform the legendary Beatles tune ‘Let It Be’ off their 1970 final album of the same name with Paul McCartney.

 


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com

 


ŻYD STOSOWANY

KrytykaPolityczna.plŻYD STOSOWANY

BOŻENA KEFF


Fot. Bożena Keff*

Nie mówię, że wszyscy Polacy są antysemitami. Mówię, że w polskiej kulturze odruch antysemicki, antysemickie „wyjaśnienia”, antysemickie kalki są zawsze gotowe do startu. To, co antysemickie, staje się w Polsce neutralne. Stereotyp postrzega się jako rzeczywistość, mit jako fakt. I tak w polskiej pamięci zostali żydowscy bankierzy, lichwiarze i handlarze, a wypadł z niej polski ekonom i jego bicz, którym trzaskał po plecach chłopów niezgorzej niż dozorcy niewolników na plantacjach bawełny na południu USA. Esej Bożeny Keff.

Od dwóch-trzech lat w ramach imprezy FestivALT – Nowe nurty radykalnej sztuki żydowskiej w Krakowie kilka osób robi coś w rodzaju happeningu, odwołującego się do polskiego – czy wszechpolskiego nawet – zwyczaju wieszania w domu wizerunku Żyda z pieniążkiem.

Jak powszechnie wiadomo ów „Żyd” (tu piszę w cudzysłowie, bo to „każdy Żyd”, The Jew) stosowany jest jako manager i strażnik finansowego powodzenia nieżydowskiego domu. Od czasu do czasu wiesza się go głową w dół, żeby Żydowi wypadły z kieszeni pieniądze – albo żeby je po prostu oddał. A czasem tak po prostu wisi sobie głową w dół.

W roku 2017 happening polegał na tym, że autorzy – Żydzi ze Stanów i Kanady – ustawili coś w rodzaju kramiku, w którym zasiadał Żyd kanadyjski, aktor, a zarazem „każdy Żyd”. Miły z twarzy, z brodą niedużą, w czapce z daszkiem, w koszuli i kamizelce. Użyczał powodzenia finansowego za niewielką opłatą. Przyjmował złotówkę lub więcej, księgował wpłatę w tradycyjnej, papierowej księdze rachunkowej. Interesanci mogli jeszcze potrzeć jego brodę i – traktując rzecz serio lub nie – odejść.

Agnieszka Graff w „Wysokich Obcasach” pisze: „Kanadyjski aktor Michael Rubenfeld urządził na krakowskim Kazimierzu artystyczny happening (…). Do Żyda kanadyjskiego dołączył polski – Jan Gebert”.

Jan Gebert kolekcjonuje wizerunki „żydka z pieniążkiem” i uważa je za „wyraz podświadomego pragnienia, by jakoś wypełnić wyrwę po żydowskiej ludności”.

*

„Żyd” jest podobno obecny w polskim folklorze w różnych rolach, nawet jako symbol płodności, o czym pisała Alina Cała. Jednak Żyda z pieniążkiem nie było w nim aż do przełomu ustrojowego, w 1989. Potem te wizerunki coraz bardziej się upowszechniły, tak, że dziś jest to polski Żyd stosowany. W warszawskiej żydowsko-polskiej restauracji Samson przy ulicy Freta przy szatni stoi ładne, realistyczne popiersie Żyda – takie z rodzaju charakterystycznych, z palcami złożonymi w „szczyptę”. Jakiś czas temu ktoś włożył mu w tę „szczyptę” pieniążek, a popiersie zmieniło temat: jak Żyd, to i pieniądz.

*

To dlatego powszechność wizerunku „żydka z pieniążkiem” odczytuję jako odpowiedź antysemickiej kultury na nowe okoliczności ekonomiczne. Antysemickiej, to znaczy o mocno i głęboko zakorzenionym antysemickim prawzorze, który ma różne mutacje i różnie się objawia w kulturze. Użycie symboli i języka tego wzoru jest łatwe, bo leży on, by tak rzec, na polskiej ziemi rodzinnej, pod językiem, pod ręką, pod nogą.

„Żydek z pieniążkiem” jest polską odpowiedzią na kapitalizm, na polskie, neoliberalne podejście do niego, na fakt, że polskie państwo w myśl polskiego najpowszechniejszego rozumienia neoliberalizmu pozostawiło ludzi samym sobie. Nie znaczy to oczywiście, że ludzie wieszający żydka w sieni są tego świadomi lub że zgodziliby się ze mną. Nie – Żyd ma im po prostu pomóc, a właściwie trzeba go do tej pomocy zmusić. Wieszanie człowieka głową w dół (a nawet jego wizerunku) jest bowiem gestem przemocy – w tym wypadku przemocy symbolicznej. To gest żądania, a nie prośby.

Dlaczego Żyd, by zadać to śmieszne pytanie? Właśnie. Bo któż lepiej od „Żyda” wie, jak sobie radzić z kapitalizmem, z bankiem, z interesem, z pieniądzem? Czyż „Żyd” nie zajmował się geszeftem? Nie robił szacher-macher? W polskim ludowym i nieludowym imaginarium jest to oczywiste.

Zdarzało mi się wykrzywić na ten wizerunek i wtedy słyszałam zdania (raczej już wygładzone lub autentycznie naiwne): „No, przecież Żydzi w Polsce zajmowali się handlem i mieli z tego pieniądze. Czy nie tak?”. Kiedy indziej znów mówi się, że „żydek z pieniążkiem” jest pozytywną figurą, bo chwali żydowską umiejętność zarabiania, gromadzenia, zarządzania finansami. Czy to coś złego?

Nie. Złem zaś jest to, że ludzie nie widzą czego i jak używają, co stosują.

To, czego się już nie mówi, a czasem nie myśli nawet, ale co jest tradycyjną konsekwencją tego sposobu widzenia to to, że ów żydek to wysłaniec w świat krętych interesów, abrakadabrycznych zasad ekonomii i bankowości. On już wie, jak sobie tam poradzić, jak się zakręcić, bo wie przecież, jak się rządzi gazetą, fabryką czy światem na swoją korzyść. Żydzi się na tym znają. A Rotszyld? (Główny Żyd z pieniążkiem, zaraz po Judaszu). A bank taki i owaki, żydowski? Linia graniczna między umiejętnością zarabiania i gromadzenia a rządzeniem światem na naszą zgubę czy biedę nie istnieje. I nie o to chodzi, żeby istniała. Ta linia nie ma znaczenia.

*

Chodzi o to, żeby Żyd z pieniążkiem nie istniał, żeby opuścił polskie mózgi.

Jest to życzenie utopijne. Jest to życzenie, żeby polska kultura zmieniła jeden z podstawowych swoich paradygmatów – paradygmat antysemicki. Nie chodzi oczywiście o samego „żydka z pieniążkiem”, który jest jak wysypka, którą wyrzuciło na skórę kultury wraz z innymi zjawiskami, których charakter jest jawniej i agresywniej antysemicki. Chodzi o diagnozę, o nazwanie choroby i uznanie jej powszechności. Chodzi o antysemicki prawzór, wzorzec wtopiony w treści polskiej kultury tak mocno, tak przepleciony, zmelanżowany z innymi treściami, że dla wielu ludzi porządkowanie i pojmowanie świata bez niego jest niemożliwe.

Uwaga: nie mówię, że wszyscy Polacy są antysemitami. Mówię, że w polskiej kulturze odruch antysemicki, antysemickie „wyjaśnienia”, antysemickie kalki są zawsze gotowe do startu, gotowe do użycia. Są zawsze pod ręką – w myśleniu, w języku. To, co antysemickie staje się neutralne, stereotyp postrzega się jako rzeczywistość, mit jako fakt. Jak w przypadku „żydka z pieniążkiem” właśnie.

Oczywiście użytkownicy polskiej kultury często nie rozpoznają antysemityzmu w tym wizerunku. Jakżeby mogli rozpoznać, skoro wychowano ich i ukształtowano tak, że nie mają takiego sitka, którym by mogli ten antysemityzm odłowić? Odwrotnie, to sitko jest antysemickie, w tym znaczeniu, że zatrzymuje to, co uznane za żydowskie i używa tego w opozycji do tego, co polskie. Polacy nie potrafią szacher-macher, geszefty nie płyną w ich krwi, kręte drogi bankowości są im obce, pieniądz się do nich nie klei – bo nie są Żydami. Jeśli więc chcą pieniędzy, muszą zgodnie z wzorcem kultury przywołać swoich „żydków”, a następnie wyciągnąć im z gardła (z kieszeni) to, co im się należy.

Prawdziwa historia Żydów w Polsce nie ma tu znaczenia. Nie chodzi o to, że ich tu wymordowano, gołych, poza prawem do życia, obdartych ze wszystkiego, że umierali masowo i strasznie. I nie o to chodzi, że w 1968 roku, po 23 latach od zakończenia wojny, wypędzono jeszcze tę resztkę z resztki w ohydny sposób.

Chodzi o to, że Żyd i pieniądz są złączeni na zawsze w polskich głowach. Bez całościowej diagnozy nie będzie leczenia. Bez przyznania i uświadomienia sobie, że problem jest całościowy, terapia się nawet nie zacznie.

A powinna się zacząć od edukacji, więc na razie i tak nie ma o czym mówić. Niemniej tę wiedzę o różnych aktach antysemityzmu, o powszechności antysemickich postaw, o Żydzie z pieniążkiem w każdym domu trzeba syntetyzować, a nie rozdzielać na mniejsze kęsy, które dają się strawić. Nie wolno chcieć pocieszeń, jeśli ma się coś zmienić. Nie wolno igrać z czadem, z dymem, który powstał z TEGO ognia. Z TAMTYCH ludzi.

*

Żydzi i pieniądze to rzeczywiście odwieczne skojarzenie. Pierwszy Żyd znany wszystkim chrześcijanom, który zarobił na złej sprawie, to Judasz. Przez długie wieki był synonimem Żyda w ogóle. Może dziś zbladł jako symboliczny wzorzec Żyda, ale nie zniknął – a już na pewno nie w Polsce.

Po Judaszu następują lichwiarze, handlarze, bankowcy i inni Żydzi z pieniążkami. Polacy często wierzą, że Żydzi niegdyś sami wybrali sobie te zajęcia – z zamiłowania. Ale nikt sobie nie wybierał zajęć w średniowiecznym kastowym społeczeństwie; zajęcia przydzielano i dziedziczono. Czy nie uczą o tym w szkole?

Gminy żydowskie w Europie, od średniowiecza po XX wiek, podobnie w okresie Zagłady, wiedziały, że są skazane na posiadanie pieniędzy. Musieli opłacać niezliczone podatki (o wiele więcej niż chrześcijanie), musieli mieć na wykupywanie się przed wygnaniem, przed pogromem, przed szantażem. Musieli mieć pieniądze, żeby przeżyć w świecie chrześcijan, a potem żeby w nim cokolwiek osiągnąć.W Polsce historycznie zaś społeczności żydowskie bywały rozpaczliwie biedne. Opisuje to między innymi Heinrich Heine, który wybrał się na tereny, które należały do I Rzeczypospolitej przed rozbiorami, a po nich do Prus. Był zaszokowany nędzą i „okropnymi norami”, w jakich mieszkali Żydzi. Ale w polskiej pamięci i często w nauczanej historii zostali karczmarze, lichwiarze, bankierzy etc. Ciekawe, że wypadł z niej polski ekonom i jego bicz, którym trzaskał po plecach chłopów niezgorzej niż dozorcy na plantacjach bawełny na południu Stanów.Lecz cóż, nie mówimy tu przecież o rzeczywistości, tylko o mitologii.

*

W czasie Zagłady z przekonania o nierozdzielności Żydów i pieniędzy wynikały w Polsce bardzo konkretne sytuacje. Np. to, że Żydów z reguły najpierw grabiono, a potem denuncjowano, że ich obdzierano i wyłudzano cokolwiek mieli. Nawet butelka wody dla konających w transporcie – przepraszam za banał – kosztowała złoty pierścionek czy obrączkę. Kiedy byli już tylko wychudzonymi szkieletami, wierzono, że mają w brzuchu worek diamentów. Żydzi powinni wyłaniać z siebie złoto, srebro i dolary jak bezmierny skarbiec Ali Baby.

W czasie tzw. „suchego pogromu” w 1968 roku trzymano się tej tradycji. Celnicy, w rękach których znajdowali się wyjeżdżający, z błogosławieństwem dziesiątków przepisów, którymi wsparła ich polska administracja, obdzierali Żydów jak chcieli. Upokarzali ich przy tym do woli, dokuczali i nękali na setki sposobów.

Opisuje to wiele wspomnień, a ostatnio książka Sabiny Baral (i spektakl Zapiski z wygnania Krystyny Jandy i Magdy Umer, świetny). Celnicy wymuszali na wyjeżdżających niezliczone ilości łapówek – z każdej okazji i bez okazji. Rodzina, która zachowywała się opornie, została w nocy, w zimie, była wysadzana na jakiejś zapadłej stacji, gdzie miała czekać na ponowną odprawę celną. W końcu zapłacili, a jakże. 17-letnią wówczas siostrę mojej bliskiej znajomej też wysadzono wtedy na jakiejś stacyjce, w nocy, choć tym razem tylko dla własnej przyjemności.

*

Kilka lat temu napisałam pierwszy tekst na ten temat i zakończyłam go – ze złości i bezradności – propozycją, żeby do wizerunków „żydka z pieniążkiem” dołączać znane fotografie żebrzących na ulicach i umierających z głodu dzieci z getta warszawskiego, i żeby każde trzymało w rączce lub w miseczce złoty pieniążek. Także „żydek na szczęście. Inne ujęcie”.

Ktoś napisał w komentarzach, że nie rozumie, o co mi chodzi. No właśnie – przecież Żyd z pieniążkiem wiszący głową w dół, a choćby i do góry, to przecież inna bajka, nieprawdaż?

No właśnie nie. Ta sama.

*

rekomendował: Leon Rozenbaum

„Subwersywna sztuka jest ważna zwłaszcza wtedy, gdy historia groźnie przyspiesza” – pisze Agnieszka Graff.

Ale ważna dla kogo? – zachodzi pytanie. Bo gdy historia nawet wlecze się zwyczajnie, te ironie, te uśmiechy między nami może pomagają żyć zainteresowanym, ale niczego nie zmieniają. A sztuka, także subwersywna, ma coś zmieniać. Przestawiać myśli, poruszać uczucia. Tymczasem to, co widzę w Krakowie, to jest podśmiewanie się z ludzi, którzy kupują (dosłownie) naszą zabawę ufundowaną na ich przesądach – przesądach, których nie są świadomi, bo antysemityzm kojarzy się im z czymś dużo bardziej agresywnym – lub chichranie się razem z wtajemniczonymi. To ma pocieszać też Żydów polskich, a może i kanadyjskich – że nie są zupełnie bezradni i nie jest to w końcu takie okropne, bo proszę państwa, można się z tego pośmiać.

Ale to pierwsze odczucie happenera Michaela Rozenfelda było słuszne. „Ale jak to?! W kraju, gdzie zginęły trzy miliony Żydów, zagłodzonych, obdartych, umęczonych, nagle Żyd jest z pieniążkiem, Żyd przy pieniążku, i w dodatku na szczęście? Można oszaleć”. I przy tym trzeba zostać. Odejście od tego jest drogą fałszywą.

Polski happener zaś wierzy, że Żyd z pieniążkiem to forma „zasypywania wyrwy po społeczności żydowskiej”. Niestety – taka to wyrwa, jakie jej zasypywanie.


*Fot. na górze strony: Bożena Keff. Figurki kupione w Warszawie w Domu Handlowym Merkury. Firmuje je DOWIKA, 96-050 Konstantynów, ul Niesięcin 51, www.dowika.plFigurki są z punktu widzenia judaizmu bluźniercze. Żydzi w religijnym stroju, z szalem modlitewnym, tałesem, nie mogą dotykać pieniędzy. Gdyby znalazł się ktoś, kto chciałby tego i innych producentów zaskarżyć o obrazę uczuć religijnych, może to zrobić bez przeszkód.


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com

 


The Yom Kippur Holocaust Protest

The Yom Kippur Holocaust Protest: The Day the Rabbis Marched

Rafael Medoff


The entrance to Auschwitz-Birkenau in Poland. Photo: Wikimedia Commons.

In an era that has seen more than 400,000 people take part in a Women’s March on Washington, it may not sound very impressive that 400 rabbis marched in the nation’s capital in 1943. But numbers alone don’t always tell the whole story.

This week marks the 75th anniversary of the rabbis’ march, which took place three days before Yom Kippur in 1943. The ten days between Rosh Hashana and Yom Kippur are among the most hectic periods for a pulpit rabbi, who has major sermons to prepare and countless logistics to arrange for the most well-attended services of the year.

So there was no small inconvenience involved for the rabbis who answered the call of the political action committee known as the Bergson Group and the Orthodox rescue advocates of the Va’ad ha-Hatzala to come to Washington to plead for the rescue of Europe’s Jews.

And their journey was likely made more than a little jittery by the fact that, just one month earlier, a new high-speed train on its way from New York City to Washington had derailed and killed 79 passengers.
Nevertheless, more than 400 rabbis put down their books, left their communities and congregations, and headed for Washington. Most came from the New York City area, but others traveled from as far away as Chicago, Cleveland, Cincinnati, Pittsburgh, and Worcester, Massachusetts.

As the station master shouted, “Clear the way for those rabbis!” the protesters emerged from Washington Union Station and made their way toward the cluster of buildings known as the Capitol.

It was not only their numbers, but also their stature, that was noteworthy. The marchers were led by Rabbis Eliezer Silver and Yisroel Rosenberg, co-presidents of the Union of Orthodox Rabbis. There were notable Hasidic rebbes, such as the Boyaner Rebbe, Rabbi Shlomo Friedman, and the Melitzer Rebbe, Rabbi Yitzchok Horowitz. And there were a number of younger rabbis who would soon become leaders of their generation, in particular Moshe Feinstein and Joseph B. Soloveitchik.

A columnist for the Yiddish-language newspaper Der Tog (“The Day”) was impressed by the reaction of passersby. As the rabbis in their “long silk and gabardines and round plush hats, moved along Pennsylvania Avenue … there [were] absolutely no snickers, no smirks on the faces of the onlookers,” he wrote. “They did not gape or guffaw as almost any crowd in a Central or East European land most decidedly would have. They watched in wonderment and in respect. The traffic stopped, and here and there a burgher removed his hat. I myself saw many a soldier snap in salute.”

Fear of East European-style antisemitic mockery was actually a large part of the reason that the rabbis’ march was so unusual. It was, in fact, the only march in Washington for the rescue of the Jews during the Holocaust years. Many American Jews, as immigrants or the children of immigrants, were extremely anxious to be seen as fitting in. They worried that noisy Jewish protests might be perceived as un-American.

In fact, one Jewish member of Congress, Representative Sol Bloom (D-New York), reportedly sought to persuade the rabbis to cancel the march on the grounds that “it would be very undignified for a group of such un-American looking people to appear in Washington.” The Jewish communal leader Cyrus Adler once referred to that attitude as “the ghetto crouch” — the phenomenon of Jews walking with their heads bowed so as not draw the attention of non-Jews.

The rabbis were greeted on the steps of the Capitol by Vice President Henry Wallace and members of Congress. After brief remarks, the rabbis proceeded to the Lincoln Memorial to recite prayers and sing the national anthem.

Then they marched to the White House. While most of the rabbis waited across the street in Lafayette Park, their leaders approached the gates of the White House to ask if President Roosevelt could “accord a few minutes of his most precious time.” They wanted to present him with a petition calling for the creation of “a special agency to rescue the remainder of the Jewish nation in Europe.”

A White House staffer informed the rabbis that the president was unavailable “because of the pressure of other business.” Actually, FDR’s schedule was clear that afternoon. But a presidential meeting would have conferred legitimacy on the protesters’ pleas for US action. And Roosevelt’s policy was that there was nothing that could be done to help the Jews, except to win the war. So, in order to avoid seeing the marchers, the president quietly left the White House through a rear exit.

That move backfired. “Rabbis Report ‘Cold Welcome’ at the White House,” declared a Washington Times-Herald headline the next morning. A leading Jewish newspaper columnist angrily asked: “Would a similar delegation of 500 Catholic priests have been thus treated?” The editors of the Jewish daily Forverts (“Forward”) reported signs of a new mood among some American Jews: “In open comment it is voiced that Roosevelt has betrayed the Jews” — a shocking sentiment in a community that repeatedly cast 90% of its ballots for FDR.

The publicity from the march helped galvanize a Congressional resolution urging the creation of a rescue agency. A Roosevelt administration official gave wildly misleading testimony at the hearings on the resolution. The embarrassing publicity that followed, combined with behind-the-scenes pressure from Treasury Secretary Henry Morgenthau, Jr. and his aides, convinced President Roosevelt to establish the War Refugee Board.

Although handicapped by the small size of its staff and the measly level of funding it received from the Roosevelt administration (private Jewish groups supplied 90% of its budget), the War Refugee Board accomplished near-miracles in its brief existence. It provided funds to hide Jewish refugees, bribe Nazi officials, and move tens of thousands of Jews out of the way of the retreating German armies. It also recruited Raoul Wallenberg to go to Nazi-occupied Budapest and financed his rescue missions there. Historians calculate that the Board played a crucial role in saving the lives of some 200,000 Jews in Europe during the final 15 months of the war.

There is no straight line from the rabbis’ march to Raoul Wallenberg pulling Jews off trains bound for Auschwitz. But the march was an important part of the series of events that eventually led to that outcome. Seventy-five years ago this week, the rabbis proved that you don’t always need 400,000 people in the streets of Washington to have an impact — sometimes 400 will do the trick.

Dr. Rafael Medoff is founding director of The David S. Wyman Institute for Holocaust Studies and the author of The Jews Should Keep Quiet: President Franklin D. Roosevelt, Rabbi Stephen S. Wise, and the Holocaust, forthcoming from The Jewish Publication Society in 2019.


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com