Archive | October 2018

Zbrodni nie wolno przemilcza

Zbrodni nie wolno przemilcza

August Grabski


Czy antysemici mogą być polskimi bohaterami narodowymi?

W lutym 2010 r. prezydent Lech Kaczyński podjął inicjatywę ustawodawczą w sprawie wprowadzenia Narodowego Dnia Pamięci „Żołnierzy Wyklętych”. Ustawa ta została ostatecznie przyjęta przez Sejm 3 lutego 2011 r. Za jej przyjęciem głosowała olbrzymia większość posłów, w tym – co zadziwiające – prawie cały klub Sojuszu Lewicy Demokratycznej. Nowe święto wpisało się w świadomość społeczną. Co roku odbywają się różne uroczystości ku czci „żołnierzy wyklętych” z udziałem władz państwowych, samorządowych i szkół, ma miejsce wiele inicjatyw społecznych poświęconych „wyklętym”: koncertów, wydarzeń sportowych itp.

A jednak to święto budzi też zastrzeżenia. Bezkrytycznie idealizuje bowiem „wyklętych” i wyklucza z pamięci społecznej ofiary powojennego konfliktu. Ofiary często niewinne i niezaangażowane bezpośrednio w ówczesną „ograniczoną wojnę domową”. Choćby przedstawicieli różnych mniejszości: Żydów, Ukraińców, Białorusinów, Słowaków, świadków Jehowy itp. Pamięć o nich po raz kolejny zostaje wykluczona z dominującej narracji o historii Polski. Co mają czuć przedstawiciele tych mniejszości – obywatele RP – w Narodowym Dniu Pamięci „Żołnierzy Wyklętych”?

Wbrew pamięci ocalonych z Zagłady

Ustanowienie święta pozostawało w całkowitej sprzeczności z powojennym doświadczeniem polskich Żydów i deklaracjami ze strony przywódców społeczności żydowskiej, która w powojennym konflikcie politycznym popierała polską lewicę komunistyczną, widząc w niej jedyną gwarancję swojego bezpieczeństwa i równouprawnienia. Zarówno Centralny Komitet Żydów w Polsce (CKŻP), jak i inne organizacje żydowskie wielokrotnie potępiały zbrojne podziemie i jego zbrodnie, w szczególności wymierzone przeciwko Żydom.

Zbrodnie te były traktowane nie jako coś nowego, ale jako kontynuacja zbrodni popełnianych przez żołnierzy Armii Krajowej i Narodowych Sił Zbrojnych już w okresie okupacji. Jest to warte podkreślenia, ponieważ fakt popełniania zbrodni na Żydach przez struktury Polskiego Państwa Podziemnego do dnia dzisiejszego pozostaje tematem tabu dla zdecydowanej większości opinii publicznej. Bardzo dobrze pokazały to dziesiątki głosów oburzenia w polskich mediach po emisji niemieckiego serialu „Nasze matki, nasi ojcowie”, gdzie wątek antysemityzmu partyzantów AK został zresztą przedstawiony marginalnie i w sposób względnie łagodny.

Zbrodnie „żołnierzy wyklętych” traktowane były przez CKŻP jako jeden z ważnych powodów emigracji Żydów z powojennej Polski. W memorandum z lutego 1946 r. dla Komisji Anglo-Amerykańskiej ds. Palestyny, badającej m.in. położenie ocalonych z Zagłady, przywódcy polskich Żydów pisali: „W 1945 r. zamordowano 353 Żydów. Akty te są inspirowane i dokonywane przez reakcyjne grupy podziemne, które znajdują się w stałym kontakcie z reakcyjnym generałem Andersem we Włoszech i z resztkami b[yłego] rządu londyńskiego na emigracji. Ta sama zbrodnicza ręka, która godzi w działaczy partii demokratycznych, oficerów Wojska Polskiego itd., prowadzi również działalność antysemicką. […] Rząd polski i partie demokratyczne zwalczają antysemityzm, zakorzeniony jeszcze w okresie caratu i wzmocniony w okresie okupacji niemieckiej przez nazistowską propagandę hitlerowską. Dekret o sądach doraźnych przewiduje karę śmierci za uprawianie terroru z powodów narodowościowych, rasowych i religijnych. Mimo to wypadki faszystowskiej działalności antyżydowskiej mają jeszcze miejsce”.
W konsekwencji jednoznacznego poparcia władzy ludowej na łamach prasy żydowskiej życzono antykomunistycznemu podziemiu jak najgorzej i podobnie przedstawiano metody jego działania. Jeden z lewicowych syjonistów, Mordechaj Bentow, późniejszy członek kilku rządów w Izraelu, w piśmie „Mosty” stwierdzał: „Obecnie zaś, gdy demokratyczny rząd dokłada wysiłków, by odbudować kraj i wyplenić szkodliwe nawyki przeszłości, zwolennicy Arciszewskiego i Andersa nie mogą znaleźć sobie miejsca w nowej rzeczywistości. Ci »zawodowi patrioci« rewolweru i granatu nie mają powrotu, idą do lasu, wysadzają mosty i tory kolejowe, mordują Żydów, socjalistów i spokojnych obywateli, łudząc się nadzieją bliskiego wybuchu nowej pożogi światowej, kiedy ich ojczyzna znów będzie polem bitwy i wtedy nadejdzie »wyzwolenie«. Taki jest los patriotyzmu faszystowskiego, staczającego się w dół”.

Tej oceny zbrojnego antykomunistycznego podziemia działacze żydowscy nie zrewidowali w najmniejszym stopniu we wspomnieniach publikowanych przez nich po wyjeździe z Polski. Przykładem niech będą znane wspomnienia Antka Cukiermana czy Stefana Grajka.

Antysemityzm „wyklętych”

Mimo że w oświadczeniach CKŻP i jego archiwaliach znajdujemy liczne informacje na temat antysemickich zbrodni podziemia antykomunistycznego, dzisiejszą wiedzę o tych wydarzeniach zawdzięczamy dopiero badaniom z lat 90. i początku XXI w. Wśród autorów tych badań należy odnotować m.in.: Davida Engla, Marka Jana Chodakiewicza, Alinę Całą, Andrzeja Żbikowskiego, Adama Kopciowskiego, Juliana Kwieka.

Zanim jednak przejdziemy do statystyk zbrodni, przyjrzyjmy się antysemickiej propagandzie „wyklętych” prowadzącej do przemocy. Znawca antykomunistycznego podziemia Marek Jan Chodakiewicz przyznaje, że „miało dość niechętne nastawienie wobec Żydów, ale wyrażało się ono głównie w antysemityzmie chrześcijańsko-konserwatywnym, opowiadającym się za wyrzuceniem Żydów z kraju i izolacją tych, którzy pozostaną”. Było to zgodne z programami politycznymi głównych partii polskiej prawicy w okresie Zagłady – Stronnictwa Narodowego i Stronnictwa Pracy.

Antysemityzm był motywem wyraźnie obecnym w propagandzie opozycji antykomunistycznej. Zdaniem Rafała Wnuka 10% gazetek i 40% ulotek wydawanych przez AK-Delegaturę Sił Zbrojnych-WiN na Lubelszczyźnie ukazywało Żydów w negatywnym świetle. Równocześnie uważa on, że werbalny antysemityzm „niepodległościowców” jedynie w niewielkim stopniu znalazł odbicie w akcjach zbrojnych, które byłyby skierowane przeciwko mniejszości żydowskiej.

W jaki sposób przedstawiało więc Żydów Zrzeszenie Wolność i Niezawisłość w swojej propagandzie? Komenda lubelskiego okręgu AK-WiN informowała we wrześniu 1945 r. w odezwie: „Wreszcie dzięki komunistycznej robocie Żydów, których imperialistyczna Rosja wynajęła dla swoich zachłannych celów, w okresie Pekawuenu aresztowano i wywieziono dziesiątki tysięcy najbardziej twórczych Polaków i Polek. (…) Od tej pory Polska jęczy pod ciężkim pręgierzem żydowskim, chłostana nielitościwie z góry zarządzeniami żydowskiego Pekawuenu. Zagranicy mydli się oczy suwerenną demokratyczną Polską, a wielotysięczne rzesze najwartościowszych Polaków zapełniają więzienia i zsyłki.
A gdzie święte hasła demokracji!? Gdzie wolność słowa, pisma i poszanowanie własności? Fałsz i obłuda jest jasna, ale my, Polacy, wobec Rosji, która ma za zadanie nas wchłonąć – jesteśmy od pewnego czasu bezsilni, natomiast jako Naród nie mamy prawa żywić na swoim łonie ojczystym zdeklarowanego pasożyta i zdrajcy, gdyż wobec sąsiednich narodów i nas samych popełniamy błąd, którego nam własne dzieci i Ojczyzna gotowa nigdy nie wybaczyć. Dlatego też rozkazuję walkę godną Polaka z tym jadowitym plemieniem żydowskim.
Nic Żydom nie sprzedajemy i nic od nich nie kupujemy.

Pamiętaj, Obywatelu i Obywatelko, o tym haśle! Pamiętaj o krzywdach wyrządzanych nam przez Żydów, gdyż tylko w ten sposób usuniemy zdrajcę i pasożyta z naszej Ziemi. Ostrzegam, że każda transakcja handlowa przeprowadzona z Żydem będzie karana bardzo surowo, a w powtarzających się wypadkach, aż do spalenia mienia”.

Z kolei w ulotce WiN rozpowszechnianej na Lubelszczyźnie przed referendum czerwcowym z 1946 r. pytano retorycznie: „Polacy!!! Chcecie dalszej okupacji Polski? Chcecie w granicach państwa polskiego wojsk sowieckich? Chcecie, by z naszej żywności, naszego majątku zabierała Rosja sowiecka, wytwarzając w ten sposób u nas głód i drożyznę? Chcecie, by inteligencja polska zastąpiona została przez żydów? Chcecie, by polski robotnik był niewolnikiem władz sowiecko-komunistyczno-żydowskich?”.

Generalnie im niższego szczebla komórki konspiracyjne wydawały prasę, tym częściej pojawiały się w niej wątki antysemickie. Jednak nawet w memoriale do Rady Bezpieczeństwa ONZ opracowanym przez ZG WiN (i popieranym przez kilka innych organizacji antykomunistycznych) w 1946 r., obliczonym na zachodniego czytelnika, znajdujemy akcenty antysemickie. Wśród aneksów zaś znalazł się jawnie antysemicki paszkwil o dążeniu do opanowania władzy w powojennej Polsce przez Żydów. Chodzi o apokryf referatu Jakuba Bermana powielający schematy rodem z „Protokołów mędrców Syjonu”. Ten dokument WiN będzie jeszcze kolportowany w 1968 r., a nawet w III RP.

Po lekturze tekstów WiN dotyczących Żydów trudno się dziwić, że wielu najbardziej znanych dowódców oddziałów partyzanckich było zdecydowanymi antysemitami. Mjr Hieronim Dekutowski „Zapora” (z WiN, działający na Lubelszczyźnie) deklarował, że jego żołnierze „walczą o Polskę, żeby w Polsce nie było żydów [sic!] i sowietów [sic!]”. Kpt. Zdzisław Broński „Uskok” (z WiN, również działający na Lubelszczyźnie) pozostawił po sobie nawet antysemicki wiersz „Niewolnictwo”, w którym pisze o „żydowskim biczu” zmuszającym do bicia pokłonów „bolszewikom”. Józef Zadzierski z Narodowej Organizacji Wojskowej (która była jeszcze bardziej wroga wobec Żydów niż WiN), działający na Rzeszowszczyźnie, odpowiada za śmierć nie tylko setek Ukraińców, ale też co najmniej kilku Żydów. Radykalnymi antysemitami byli również działający w województwie łódzkim Stanisław Sojczyński „Warszyc” (z Pogotowia Akcji Specjalnej Narodowego Zjednoczenia Wojskowego) i Eugeniusz Kokolski „Groźny” (z Kierownictwa Walki z Bezprawiem). Tę listę można by rozszerzać.

Obraz zbrodni

Żydzi po wojnie byli zabijani z różnych przyczyn. Zdaniem Joanny Tokarskiej-Bakir źródłem agresji były: poczucie zagrożenia komunizmem, sprzeciw wobec awansu społecznego Żydów w Polsce Ludowej, obawa przed „żydowskim spiskiem” w postaci „konspiracji masońskiej” lub „światowego rządu żydowskiego”, panika demograficzna wywołana repatriacją Żydów z ZSRR i obawa, że mogą oni domagać się zwrotu swojego dawnego majątku przejętego przez Polaków, strach przed zhańbieniem wynikającym z rosnącej liczby małżeństw mieszanych, wzrost wpływów żydowskich mających zagrażać Polsce i polskości, w końcu zaś legenda o mordach rytualnych.

Szacunkowo możemy przyjąć, że w latach powojennych zabito w Polsce 700-1000 Żydów. Dane te należy widzieć na tle trwającej wówczas „ograniczonej wojny domowej”, w której zginęło 25-50 tys. osób. W świetle obecnych badań wydaje się, że podziemie odpowiada za mniejszą część antysemickich zbrodni. Według Marka J. Chodakiewicza ich ofiarą padły 132 osoby.

Żydzi rzadko stanowili główny cel ataków podziemia. Z reguły zabijano ich, gdy wpadli w ręce „żołnierzy wyklętych” lub przy okazji innych akcji. Pod tym względem wyjątkowy był atak z 5 lutego 1946 r. na Parczew, dokonany przez lokalnego dowódcę WiN Leona Taraszkiewicza, pseudonim „Jastrząb”. „Jastrząb” otwarcie deklarował wcześniej, że głównym celem są Żydzi i ich „rozgromienie”, by lokalny handel trafił w polskie ręce. Żołnierze WiN mogli liczyć na powszechny udział Polaków w działaniach przeciwko mniej więcej 200-osobowej społeczności żydowskiej. Jej mienie rozkradziono lub zniszczono. Zabici zostali trzej Żydzi ze straży ochrony miasta: Abraham Zysman, Dawid Tempy i Mendel Turbiner, oraz polski milicjant Wacław Rydzewski. Wkrótce przerażeni Żydzi masowo zaczęli opuszczać Parczew. Lokalna społeczność żydowska przestała istnieć.

Wspomniany pogrom miał przypomnieć Żydom podległą rolę, jaką odgrywali w II RP. Jak pisał o tym zdarzeniu historyk IPN Mariusz Bechta, „tego typu działania były w pewnym sensie kontynuacją identycznych akcji prewencyjnych z okresu inwazji bolszewików na Polskę latem 1920 r. W takiej perspektywie uderzenie konspiratorów z włodawskiego obwodu Zrzeszenia Wolność i Niezawisłość z lutego 1946 r. wpisuje się w sięgający swymi korzeniami do czasów II RP permanentny konflikt polityczny rozgrywający się między instytucjami niepodległego państwa a inspirowaną z Kremla agenturą prosowiecką działającą na polskiej prowincji”.

W optyce Bechty równouprawnienie mniejszości żydowskiej w Polsce Ludowej było rażącym przywilejem. Jego zdaniem w Parczewie przed pogromem „butę i arogancję uzbrojonych Żydów odbierali Polacy jako problem, z którym nie mogli sobie poradzić, stosując metody adekwatne do odczuwanego poczucia zgnębienia. (…) Pomoc mogła nadejść wyłącznie z zewnątrz. Stąd polskim mieszkańcom Parczewa pozostawało wyczekiwanie na stanowczą reprymendę udzieloną panoszącym się Żydom przez zbrojne podziemie”. „Sprawiedliwość” została wymierzona 5 lutego 1946 r. przez lokalną organizację WiN.

Warto zwrócić uwagę na posługiwanie się przez Bechtę terminem Polacy jako kategorią z definicji antylewicową, stojącą w opozycji do świata moralnego zła, jaki tworzyli: „tubylczy komuniści” (Bechta unika w ten sposób pisania o polskich komunistach), „zsowietyzowani Polacy”, „panoszący się na każdym kroku żydowscy kombatanci”.

Takie stawianie sprawy przez apologetów „żołnierzy wyklętych” rozmija się z gwałtownym rozwojem bazy członkowskiej PPR i jej sojuszników. W świetle realnych (niesfałszowanych) wyników referendum ludowego z 1946 r. możemy określić ówczesne poparcie dla komunistów na przeszło jedną czwartą polskiego społeczeństwa. To bardzo dużo, jeśli będziemy pamiętać o antydemokratycznym charakterze II RP po 1926 r. i zwrócimy uwagę na fakt, że koncepcje polityczne dużej części podziemia (zwłaszcza tej związanej z endecją) również trudno uznać za liberalno-demokratyczne.

To właśnie zafałszowanie, negacja akcesu dużej części społeczeństwa do obozu PPR leży u podstaw agresywnej retoryki usiłującej zawłaszczyć dla małej, ekstremalnej grupy wartości niepodległościowe i tradycję powstań narodowych. Dzięki tej retoryce całkowicie usprawiedliwiane są pospolite rabunki, takie jak dokonywane w Parczewie, zbrodnie nie tylko na funkcjonariuszach państwa, co można by jeszcze usprawiedliwiać logiką wojny domowej, ale także na zwykłych sympatykach innej (lewicowej) opcji politycznej czy mniejszościach narodowych traktowanych jako zwolennicy komunizmu.

Badacz IPN Sławomir Cenckiewicz pisze: „Odbicie Parczewa z rąk komunistów przez partyzantów Zrzeszenia WiN na początku 1946 r. będzie dla mnie symbolem powstania Polaków przeciwko narzuconej przez Moskwę władzy”. Jeśli powstania narodowe mają być trudne do odróżnienia od pogromów antysemickich, to może nie każde powstanie warte jest poparcia?

Wśród organizacji zbrojnych zabijających Żydów przodowało Zrzeszenie Wolność i Niezawisłość, mieniące się kontynuacją Armii Krajowej. Wynikało to m.in. z dominacji liczebnej WiN nad formacjami zbrojnymi o proweniencji endeckiej. Niemniej jednak najwięcej Żydów zabił dowódca niezrzeszony, niezależny, Józef Kuraś „Ogień”.

Apologeci „żołnierzy wyklętych” mają tendencję do traktowania zbrodni antysemickich jako motywowanych politycznie, uzasadnionych udziałem Polaków pochodzenia żydowskiego i Żydów w strukturach nowej władzy. Jednak nawet z badań Marka J. Chodakiewicza wynika, że zdecydowana większość Żydów zabitych przez „niepodległościowców” nie może być powiązana z aparatem komunistycznym (jako funkcjonariusze lub jego współpracownicy). Podobne rezultaty przynoszą badania Adama Kopciowskiego dotyczące Lubelszczyzny. Według niego ok. 80% wszystkich zabójstw Żydów na Lubelszczyźnie – 94 ze 118 – miało charakter antysemicki lub rabunkowy, nie zaś polityczny.

Historia według polskiej prawicy

Chociaż szczegółowe określenie liczby Żydów zabitych przez „żołnierzy wyklętych” wydaje się uzasadnionym postulatem badawczym, jest mało prawdopodobne, by jakkolwiek wpłynęło na osłabienie kultu tej grupy politycznej. Stanowi on bowiem element polityki historycznej państwa polskiego, realizowanej przez wiele instytucji państwowych i samorządowych.

Realne zakwestionowanie kultu „żołnierzy wyklętych” byłoby możliwe, gdyby polityka ta miała charakter pluralistyczny, gdyby było w niej miejsce na różne narracje. Tymczasem działalność Instytutu Pamięci Narodowej – głównego instrumentu polityki historycznej – pokazuje, że jest on zdominowany przez jedną opcję ideologiczną. Oznacza to, że w ramach IPN z definicji nie mogą powstawać prace krytyczne np. wobec Armii Krajowej.

Nawet jeśli dowiemy się więcej o zbrodniach poszczególnych oddziałów „żołnierzy wyklętych”, nadal będą oni obiektem kultu ze względu na walkę przeciwko władzy komunistycznej. Jest to sytuacja analogiczna do fiaska protestów przeciwko odsłonięciu w 2006 r. w bezpośrednim sąsiedztwie Urzędu Rady Ministrów pomnika Romana Dmowskiego. Sprzeciw części opinii publicznej, m.in. takich autorytetów jak Marek Edelman czy prof. Maria Janion, został zignorowany przez władze państwowe, gdyż antysemityzm Dmowskiego uznano za mniej istotny od innych aspektów jego działalności. Można się spodziewać, że w najbliższych latach podobnie będą traktowane protesty przeciwko kolejnym upamiętnieniom „żołnierzy wyklętych”.

A jednak pamięć o ofiarach antysemickich zbrodni „wyklętych” niektórym z nas nie pozwala milczeć.


Autor jest doktorem historii, pracownikiem Centrum im. M. Anielewicza i Uniwersytetu Warszawskiego, opublikował wiele prac o historii Żydów, m.in. monografię „Centralny Komitet Żydów w Polsce (1944-1950). Historia polityczna


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com

 


Israeli Soldiers Share Their Stories on College Campuses, Face Some Protests

Israeli Soldiers Share Their Stories on College Campuses, Face Some Protests

Shiri Moshe


My Truth members Naftali Gross and Aviad Yisraeli speak at Mercer University in Georgia. Photo: Naftali Gross.

Former Israeli soldiers are touring US college campuses in an effort to raise awareness of the realities of their service, drawing both interested students and occasional protests.

Chen and Aviv, whose last names were withheld for security purposes, spoke on Monday at Stanford University in California, at the invitation of the school’s Israel Association. “Ask the tough questions, and learn what it is actually like to live in a country that is the subject of so much discussion in the media and on campus,” organizers advertised.

The duo is part of the 11th Israeli Soldiers Tour sponsored by StandWithUs, an Israel advocacy and education organization, which brought six pairs of Israeli reservists to present on college campuses, high schools, synagogues, and churches nationwide from October 14 to October 28.

The group hopes that the young Israelis’ personal stories will help put a “human face” on the country’s military, which anti-Zionist groups often accuse of war crimes.

The tour includes stops at 44 colleges, the majority of which proceed without incident, according to StandWithUs. Yet some draw protests, as was the case recently at Stanford, where some 11 members of the anti-Zionist group Jewish Voice for Peace staged a demonstration. They stood in the back of the room with signs including, “the IDF =/= democracy,” and handed out fliers denouncing Israeli forces for using “excessive force against peaceful protesters” engaged in the “March of Return” in the Gaza Strip, which is organized by the Islamist terrorist group Hamas.

The incident comes on the heels of another protest on Wednesday at Oregon State University, where members of the school’s Students United for Palestinian Equal Rights (SUPER) club blocked Chen and Aviv’s presentation with signs calling for a “free Palestine” and an end to US military aid to Israel.

“This event is part of Israel’s efforts to minimize and erase the ongoing human rights violations against Palestinians,” SUPER argued.

Members of Jewish Voice for Peace protest Israeli reservists speaking at Stanford University on Oct. 22, as part of StandWithUs’ Israeli Soldiers Tour. Photo: StandWithUs.

Similar opposition has at times faced Aviad Yisraeli and Naftali Gross, members of My Truth, a group of Israeli reserve soldiers who seek to challenge those “who promote political agendas by cynically slandering” the IDF around the world.

The pair — currently on a tour that has included stops at Penn State, Mercer University, Wake Forest University, and Drake University, among others — spoke at the University of Minnesota on Thursday, at the invitation of the school’s Students Supporting Israel (SSI) group. They were greeted by about a dozen protesters organized by the Minnesota Anti-War Committee, who congregated on the steps of the building where their event was held.

Ilan Sinelnikov — a founder of SSI who attended the lecture — filmed one protester raising her middle finger while repeatedly calling the group “f*cking Zionists,” before another man derided them as “war criminals.”

“We tried to invite them in to hear us, and have a conversation,” My Truth said in a statement on Friday, “but they avoided any eye contact with the Zionists (aka- us), yelled and screamed, cursed and ignored our invitation.”

“We truly feel bad for people who are so afraid of hearing something that might compromise their one sided perspective, that the only way they could protect their world view is to ignore and avoid any conversation,” the group continued.

Their lecture nonetheless took place as planned in a classroom with some 15 students in attendance. “I didn’t choose to become a combat soldier because I have a gun fetish,” Yisraeli explained in his opening remarks, after recounting the personal impact Palestinian terrorism had on him as a child, including through the deaths of his classmates. “I chose to become a combat soldier because that meant protecting myself, protecting my values, protecting my family — and coming here as part of this organization to share these experiences with you is part of what we do to tell you that we do share the same values.”

“We all want peace, we all want safety, we all want freedom,” he continued, “and we just need to fight to protect those values.”

 


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com

 


Why a zionist fears the liberal left

Why a zionist fears the liberal left

Aaron Balshan


The unwarranted obsession with Israel in the form of the Boycott, Divestment, Sanction (BDS) movement is morally inconsistent and given the resurging rates of global antisemitism, it's kind of creepy. It has a tremendously negative impact on the amount of attention other, more egregious human rights abusers get. It also alienates liberal Jews in Israel, the exact constituency that the international left should be empowering, if peace and coexistence is truly their objective. Now, without any ideological home on the left, I and so many other Israelis like me have been forced to move away from our natural camp. This poem is meant to spotlight these feelings by calling out similar situations to Israel’s and to describe why it ultimately reinforces old tropes, harms other oppressed populations, and makes a viable peace with the Palestinians more difficult.

Publicerat av Aaron Balshan Tisdag 13 februari 2018

The unwarranted obsession with Israel in the form of the Boycott, Divestment, Sanction (BDS) movement is morally inconsistent and given the resurging rates of global antisemitism, it’s kind of creepy.

It has a tremendously negative impact on the amount of attention other, more egregious human rights abusers get. It also alienates liberal Jews in Israel, the exact constituency that the international left should be empowering, if peace and coexistence is truly their objective.

Now, without any ideological home on the left, I and so many other Israelis like me have been forced to move away from our natural camp. This poem is meant to spotlight these feelings by calling out similar situations to Israel’s and to describe why it ultimately reinforces old tropes, harms other oppressed populations, and makes a viable peace with the Palestinians more difficult.

 


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com

 


Odpowiedzialność Abbasa za kryzys w Gazie

Odpowiedzialność Abbasa za kryzys w Gazie

Bassam Tawil


Autonomia Palestyńska (AP) kontynuuje politykę dwulicowości w sprawie Strefy Gazy.

Z jednej strony prezydent Mahmoud Abbas i kierownictwo AP kontynuuje podżeganie przeciwko Izraelowi przez obarczanie go całą odpowiedzialnością za humanitarny i ekonomiczny kryzys w Strefie Gazy. Z drugiej strony, Abbas i jego rząd w Ramallah nadal narzuca ostre sankcje ekonomiczne na Strefę Gazy.

Obecnie Abbas robi co może, żeby nie dopuścić do zawieszenia broni między Izraelem a Hamasem i innymi grupami terrorystycznymi w Strefie Gazy. Abbas mówi, że niepokoi się, iż taka umowa utoruje drogę wprowadzeniu w życie jeszcze nie ogłoszonego planu pokojowego dla Bliskiego Wschodu prezydenta USA Donalda Trumpa.

Abbas i kierownictwo palestyńskie w Ramallah, choć nigdy nie widzieli planu Trumpa, twierdzą, że przedstawia on założenie odrębnego państwa palestyńskiego w Strefie Gazy. Utrzymują także, że plan Trumpa dąży do przekształcenia konfliktu palestyńsko-izraelskiego z konfliktu politycznego i narodowego w konflikt związany tylko z kwestiami humanitarnymi i ekonomicznymi. Abbas mówi, że boi się, iż pomoc humanitarna i ekonomiczna, jaką społeczność międzynarodowa obiecuje Strefie Gazy jako część umowy o zawieszeniu broni, jest skierowana na wydobycie ustępstw od Palestyńczyków, szczególnie w sprawie Jerozolimy i palestyńskich uchodźców.

Abbas twierdzi również, że każde porozumienie o zawieszeniu broni umacnia rozziew między Zachodnim Brzegiem a Strefą Gazy. Utrzymuje, że OWP, “jedyny legalny reprezentant ludu palestyńskiego” jest jedyną stroną autoryzowaną do podpisywania porozumień z Izraelem.

Przypomnienie: w marcu 2018 r. Abbas i jego rząd zdecydowali o narzuceniu szeregu karnych posunięć przeciwko własnym ludziom: Palestyńczykom w Strefie Gazy. Te posunięcia obejmują, między innymi, zatrzymanie wypłat pensji tysiącom pracowników państwowych i zmuszenie tysięcy innych do przejścia na wcześniejszą emeryturę. Zdecydował również o przestaniu płacenia Izraelowi za elektryczność przesyłaną do Strefy Gazy i ograniczył ilość przesyłek lekarstw do tej nadbrzeżnej enklawy.

Abbas broni sankcji wobec Palestyńczyków w Strefie Gazy argumentując, że Hamas odmawia oddania kontroli nad Gazą jego rządowi zgodnie z poprzednim porozumieniem o “pojednaniu”, podpisanym między jego rządzącą frakcją Fatahu a Hamasem.

Po wprowadzeniu sankcji Abbasa gwałtowne zamieszki Palestyńczyków wzdłuż granicy Gaza-Izrael – zorganizowane przez Hamas i nazwane “Marszem Powrotu” – które rozpoczęły się w marcu, osiągnęły szczyt, kiedy zaczęto wypuszczać na Izrael podpalające latawce i balony.

Innymi słowy, sam Abbas ponosi pełną odpowiedzialność za starcia między Palestyńczykami a izraelskimi żołnierzami wzdłuż granicy między Strefą Gazy a Izraelem. Gdyby nie jego sankcje, frakcje palestyńskie nie rozpoczęłyby “Marszu Powrotu” – którego głównym celem był protest przeciwko pogarszającym się warunkom w Strefie Gazy, o które Palestyńczycy obwiniają Izrael zamiast własnych przywódców. Krew ponad 150 Palestyńczyków zabitych podczas zamieszek jest wyłącznie na jego rękach.

Po lewej: Palestyński uczestnik zamieszek za zasłoną dymną z płonących opon przy granicy Gazy z Izraelem, 8 czerwca 2018 r. (Zdjęcie: Ilia Yefimovich/Getty Images) Po prawej: Prezydent Autonomii Palestyńskiej Mahmoud Abbas. (Zdjecie: Kevin Hagen/Getty Images)

Przemocy, jaką widzieliśmy w ciągu ostatnich kilku miesięcy wzdłuż granicy Strefy Gazy i Izraela, można było uniknąć, gdyby Abbas zgodził się znieść sankcje, które sam nałożył na dwa miliony mieszkańców Strefy Gazy. Wybrał jednak kontynuowanie sankcji, żeby Palestyńczycy w Strefie Gazy kierowali swój gniew na Izrael. Abbas nie ma kwatery głównej ani biura w Strefie Gazy, gdzie tamtejsi Palestyńczycy mogliby protestować przeciwko niemu. Nie musi się więc martwić, kiedy postanawia karać własną ludność. Nie musi się też o nic martwić w sprawie społeczności międzynarodowej, ponieważ wie, że jak zwykle o kryzys w Gazie będą obwiniać wyłącznie Izrael.

Dzisiaj, kiedy Egipt, ONZ i inni usilnie starają się osiągnąć długoterminowe zawieszenie broni miedzy Hamasem a Izraelem, Abbas nagle czuje się niewygodnie. W ostatnich dniach on sam i inni przywódcy w Ramallah podżegaliprzeciwko proponowanej umowie o zawieszeniu broni, twierdząc, że jest to część izraelsko-amerykańskiego spisku, by oddzielić Strefę Gazy od Zachodniego Brzegu i utorować drogę wprowadzenia w życie nieznanego jeszcze planu pokojowego Trumpa. Abbas jest szczególnie zaniepokojony tym, że społeczność międzynarodowa będzie finansować ekonomiczne i humanitarne projekty w Strefie Gazy poza jego plecami. Chce, by pieniądze szły przez jego rząd. Chce kontroli nad każdym groszem, jaki społeczności międzynarodowa przeznaczyła na pomoc dla jego ludności.

Przejdźmy do sedna: Abbas stara się przedłużyć cierpienia swojej ludności w Strefie Gazy, żeby móc nadal kierować wściekłość i przemoc Palestyńczyków na Izrael. Wydaje się mieć nadzieję, że sankcje, jakie narzucił na Strefę Gazy, skłonią żyjących tam Palestyńczyków do rewolty przeciwko Hamasowi. Choć udało mu się z pierwszym celem – wywołania fali protestów przeciwko Izraelowi – jak dotąd jego pragnienie zobaczenie powstania Palestyńczyków przeciwko jego rywalom w Hamasie nie zostało spełnione.

Zamiast pomóc w rozwiązaniu kryzysu w Strefie Gazy Abbas kontynuuje dolewanie benzyny do ognia przez podżeganie przeciwko Izraelowi i administracji USA. W niedawnych wystąpieniach przed Centralną Radą OWP w Ramallah, Abbas wielokrotnie potępił Izrael i USA i oskarżył ich o spiskowanie przeciwko Palestyńczykom i o “partnerstwo” w “zbrodniach” przeciwko Palestyńczykom. Przysiągł także kontynuować bojkot administracji USA z powodu jej “stronniczości” na korzyść Izraela.

Nie jest jasne, jak zawieszenie broni w zamian za polepszenie warunków życia Palestyńczyków w Strefie Gazy jest związane z jakimkolwiek izraelsko-amerykańskim spiskiem. Od kiedy ekonomiczna i humanitarna pomoc jest uważana za spisek przeciwko Palestyńczykom?

Abbas, podobnie jak większość arabskich przywódców nigdy nie dbał o poprawę warunków życia Palestyńczyków. Z łatwością mogli pomóc Palestyńczykom zbudować silną gospodarkę i porządne instytucje państwowe. Zamiast tego Abbas i przywódcy arabscy chcieli trzymać Palestyńczyków w obozach dla uchodźców i w biedzie, żeby mogli kontynuować wymuszanie pieniędzy od świata i zwalanie całej winy na Izrael. Arabscy przywódcy wydają się dbać tylko o jedno: o wzbogacanie własnych kont bankowych i zapewnianie przyszłości własnym synom i córkom.

Jak może mówić o domniemanym planie pokojowym Trumpa, skoro ani on, ani żaden inny Palestyńczyk go nie widział? Skąd on i jego bliski współpracownik z OWP, Saeb Erekat, wiedzą, że plan Trumpa ma na celu “likwidację” palestyńskiej sprawy i praw narodowych?

Jest równie nieszczere to, że Abbas który jest odpowiedzialny za obecną falę przemocy wzdłuż granicy Strefy Gazy i Izraela, żąda obecnie od społeczności międzynarodowej, a konkretnie od ONZ, dostarczenia “międzynarodowej ochrony” dla Palestyńczyków przeciwko izraelskim posunięciom. W liście do sekretarza generalnego ONZ minister spraw zagranicznych Abbasa oskarżył Izrael o popełnianie “zbrodni” wobec palestyńskich cywilów, szczególnie w Strefie Gazy i ponowił wezwanie dostarczenia międzynarodowej ochrony dla Palestyńczyków.

To jest ten sam Abbas, którego sankcje pozbawiają chorych na raka leków do chemioterapii w Strefie Gazy.

To jest ten sam Abbas, którego sankcje pozbawiły tysiące pracowników państwowych ich płac w Strefie Gazy.

To jest ten sam Abbas, którego sankcje wywołały niedawną przemoc wzdłuż granicy między Strefą Gazy a Izraelem.

Abbas woła o “międzynarodową ochronę” dla Palestyńczyków, podczas gdy sam robi wszystko, co może, żeby pogorszyć warunki życia ludności Strefy Gazy. Nie chce zawieszenia broni między Hamasem i Izraelem; nie chce znieść sankcji, jakie narzucił na Strefę Gazy i nie chce, by społeczność międzynarodowa finansowała bezpośrednio projekty ekonomiczne i humanitarne, które poprawiłyby warunki życiowej jego ludności. Czego więc właściwie chce Abbas? Chce, żeby ludzie w Strefie Gazy kontynuowali protesty, by on mógł nadal demonizować Izrael.

Co gorsza, Abbas nie chce, by jego ludzie podnosili głos przeciwko tym sankcjom. Palestyńczycy na Zachodnim Brzegu, którzy protestowali przeciwko jego karnym krokom, byli wielokrotnie bici przez policję Abbasa. W zeszłym tygodniu siły bezpieczeństwa Abbasa rozgromiły pokojowy protest w Ramallah przeciwko sankcjom.

Abbas nie ma nic przeciwko protestom, jak długo wzywają do obalenia Izraela lub USA. Ale Palestyńczycy, którzy ośmielają się krytykować jego politykę, często poddawani są różnego rodzaju karom, włącznie z zatrzymaniami i biciem.

Rozprawa Abbasa z protestami przeciwko jego sankcjom jest kolejną oznaką polityki podwójnych standardów w sprawie Strefy Gazy. Jeśli ktokolwiek potrzebuje “międzynarodowej ochrony”, to ci protestujący, z którymi rozprawiają się siły bezpieczeństwa Abbasa na Zachodnim Brzegu. Czyny i słowa Abbasa pokazują, że dobro jego ludności jest ostatnią rzeczą, o jakiej myśli.

Abbas ma jedną strategię: podżegać swoich ludzi przeciwko Izraelowi i USA. Jest gotowy walczyć z Izraelem i z USA do ostatniego Palestyńczyka. Jest to walka, jaką prowadzi kosztem chorych na raka i ubogich rodzin. Dla niego zawieszenie broni w Strefie Gazy jest czymś złym, ponieważ mogłoby przynieść spokój i pozbawić go możliwości wzniecania nienawiści do Izraela i USA.

Pozostaje pytanie: czy społeczność międzynarodowa pozwoli Abbasowi na dalsze rozgrywanie swojej brudnej gry kosztem jego ludu, czy też zbudzi się i zrozumie, że Abbas jest częścią problemu, a nie częścią rozwiązania? Najlepszym sposobem wywierania nacisku na Abbasa jest jasne postawienie sprawy, że jak długo kontynuuje taką politykę, włącznie z podżeganiem przeciwko Izraelowi i USA, społeczność międzynarodowa nie będzie finansowała jego rządu.


Bassam Tawil: Muzułmański badacz i publicysta mieszkający na Bliskim Wschodzie.


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com

 


KREMLIN ACCUSES U.S. OF DRONE ATTACK ON RUSSIAN AIR BASE IN SYRIA

KREMLIN ACCUSES U.S. OF DRONE ATTACK ON RUSSIAN AIR BASE IN SYRIA

SETH J. FRANTZMAN


Drone employment threatens to upset delicate cease-fire agreement in nearby Idlib

Members of the Syrian Democratic Forces control the monitor of their drone at their advanced position, during the fighting with Islamic State’s fighters in Nazlat Shahada, a district of Raqqa, Syria August 16, 2017.. (photo credit: ZOHRA BENSEMRA/REUTERS)

Russia’s deputy defense minister Aleksandr Fomin accused a US airplane of manually controlling 13 drones that attempted to attack Russia’s Khmeimim air base in Syria. The surprising allegations were made at a plenary session of the Beijing Xiangshan Forum on Thursday. A Russian diplomatic source elaborated on the comments, alleging that some Syrian militants in Idlib are being used by the US to create instability in northern Syria.

According to a report at TASS, Russia’s news agency, the official said that thirteen drones have “moved according to common combat battle deployment, operated by a single crew.” He linked their movements to the presence of an American Poseidon-8 reconnaissance plan patrolling in the Mediterranean Sea. He alleged that as the drones approached the sensitive Russian air base, the Russians used electronic countermeasures against them. The drones then began to use “manual guidance,” which he said could not have been done by local Syrian “villagers,” but was in fact done by the Poseidon-8 “which has modern equipment.” The drones were destroyed, according to Fomin.

“This should be stopped as well, in order to avoid fighting with the high-technology weapons of terrorists and highly-equipped terrorists it is necessary to stop supplying them with equipment,” Fomin said. He went on to note that in January, Syrian rebel groups had first used a large number of drones “in the attack on the Russian Khmeimim air base and the Russian naval base in Tartus.”

He said the latest attack was thwarted as Russia downed seven drones and “took control” over six others. Moscow’s evidence is based on the view that the technology necessary to coordinate the drones came from a “technologically advanced country.” Russia warned against a repeat of the incident.

The report comes on the heels of new satellite images from ImageSat International, which showed the presence of the S-300 systems Russia supplied Syria in the wake of downing of the Russian IL-20 in September during an Israeli air strike on Syria. Russia blamed Israel for creating the events that led to the downing, even though Syrian air defense shot the Russian plane down.

The recent news of the drones is one of many allegations in Russian media over the years that has sought to link the US to extremist groups. For instance in March, April and June, Sputnik news, which is close to the Kremlin, claimed the US had evacuated Islamic State fighters and commanders in Syria using helicopters.

This is a way to spread rumors in the region that the US is working with ISIS, even as the US leads a 70-nation coalition against ISIS. Russian sources have previously accused the US of working with the Nusra front, or al-Qaeda in Syria. Alleging that the US was supplying technology to Syrian rebels of extremist groups in Idlib would be in line with the previous accusations.

According to RT television network, which is also affiliated with Moscow, the Kremlin is now concerned by the report from its own deputy defense minister.

“This is undoubtedly a very alarming report,” Dmitry Peskov, a Kremlin spokesman, was quoted as saying.

Russia has documented more than 50 attempts to launch drones from Idlib at the Khmeimim air base since August, according to a Russian diplomatic source. This comes amid the Idlib agreement signed in mid-September between Russia and Turkey that halted a planned Syrian-regime offensive to retake Idlib province from the rebels and extremists. Instead heavy weapons are being withdrawn from part of the rebel enclave and the extremist Hayat Tahrir al-Sham is supposed to be removed from a demilitarized zone.

Idlib Province is near the Khmeimim air base and the drone attacks have come from there over the last months. That the rebels have used drones is not disputed, but Moscow’s allegations that the US is behind these attacks is a new claim.

“These groups are used by the US so that the situation in Idlib remains unsettled,” the diplomatic source said. “Drones are launched by militants from several groups which do not adhere to truce terms.”

The allegation at the forum in China therefore is a way to warn the US about any provocations in Syria, either from the sea or Idlib and also could be used as a pretext if Moscow responds. The deputy minister’s comments were made in such a way as to allude to US directly coordinating the drone attacks, as opposed to presenting clear evidence of the coordination, such as showcasing the drones themselves and where they originated, or documented radio communications. This allows Moscow some climb-down and allows Washington time to respond. It may also be a way to pressure Turkey to crack down on any new drone attacks from Idlib.

An inquiry to the US Coalition and Centcom regarding these allegations went unanswered as of press time.


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com