Archive | December 2018

Mija właśnie 70 lat od powstania Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej (PZPR).

Jak się zostawało władcą PRL-u? Czasami Moskwa „brała do ręki pałę”

PIOTR OSĘKA


Każda zmiana na szczytach PZPR musiała zostać zaakceptowana przez Moskwę. A ta nie ograniczała się do dobrych rad. Czasami „brała do ręki pałę”, jak nakazywali dostojnicy Kremla. Mija właśnie 70 lat od powstania Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej (PZPR).

Fot.: Wojciech Krynski / PAP

Od kiedy w Polsce w 1952 roku zniesiono urząd prezydenta, oficjalny tytuł głowy państwa brzmiał: I sekretarz Komitetu Centralnego PZPR. Używano go także podczas wizyt zagranicznych. Problem w tym, że takie stanowisko formalnie nie istniało: nie wspominała o nim nie tylko konstytucja, ale nawet statut PZPR. Najwyższy dostojnik PRL, podobnie jak wódz w państwach plemiennych, sprawował władzę w oparciu o prawo zwyczajowe.

Chociaż przepisy partyjne nakazywały, aby głosowania odbywały się w trybie tajnym, przywódców najczęściej wybierano jawnie, właściwie – przez aklamację. Prawdziwe decyzje zapadały wcześniej za kulisami, a oficjalna ceremonia bardziej przypominała składanie życzeń jubilatowi niż rzeczywisty wybór polityczny. Warto zobaczyć, jak wyglądało to np. w listopadzie 1968 r. podczas V Zjazdu PZPR.

„Na koniec przystąpiono do wyboru I sekretarza – zapisał w »Dziennikach« Mieczysław Rakowski.

– Gierek zgłosił Gomułkę, co było oczywiste. Wiesław wyraźnie się wzruszył. Zaczął dziękować za zaufanie, mówił coś o tym, że już trzy kadencje przewodniczy partii, potem, że nie wie, ile jeszcze życia mu pozostało, bo każdy człowiek jest śmiertelny, że na każdego przychodzi kres i w tym momencie bardzo wzruszony przerwał i łzy stanęły mu w oczach. Wszyscy wstali i zgotowali mu ogromną owację”.

Stan zdrowia I sekretarza Polacy mieli okazję poznać szczegółowo dopiero wtedy, gdy nie był już w stanie sprawować władzy. W poniedziałek 21 grudnia 1970 r. „Trybuna Ludu” obwieściła: „Od kilku tygodni wystąpiły u Władysława Gomułki zaburzenia w zakresie układu krążenia, powodujące przemijające zakłócenia sprawności widzenia. (…) W dniu 19 grudnia w godzinach rannych powyższe dolegliwości pojawiły się ponownie w stopniu nasilonym. Rozpoznano podwyższenie ciśnienia tętniczego, zaburzenia krążenia prowadzące do przejściowego upośledzenia widzenia oraz stan ogólnego przemęczenia. (…) Leczenie będzie wymagało dłuższego okresu”.

Fot.: CAF / PAP

Z powyższą notatką sąsiadowały gratulacje dla nowo wybranego I sekretarza Edwarda Gierka. Po dziesięciu latach także jego zdrowie nadwyrężyły trudy władzy. „W dniu 5 września 1980 r. w godzinach rannych u pierwszego sekretarza KC PZPR wystąpiły poważne zaburzenia czynności serca. Konsylium lekarskie uznało za konieczne leczenie w szpitalu” – zawiadomiła „Trybuna”, zarazem obwieszczając wybór Stanisława Kani na przywódcę.

Zwróćmy uwagę na wymowny kontrast. Podczas gdy w demokracjach parlamentarnych ustąpienie prezydenta lub premiera zawsze rozgrywa się w konwencji politycznego show, w PRL działo się na odwrót: o wymianie rządzącej ekipy Polacy dowiadywali się z lakonicznych komunikatów. Gdy dochodziło do przesilenia, gazety – zamiast jak zwykle streszczać przebieg partyjnych narad – całą uwagę poświęcały kryzysowi we Francji lub w Wietnamie. Kulisy przewrotów pałacowych stanowiły pilnie strzeżoną tajemnicę systemu.

Na kulturze politycznej polskich komunistów zaciążyła mroczna przeszłość

W listopadzie 1942 r. na warszawskiej Woli został zastrzelony I sekretarz KC PPR Marceli Nowotko. Poufne śledztwo w tej sprawie prowadzone przez Małgorzatę Fornalską i Franciszka Jóźwiaka pod przewodnictwem Pawła Findera wykazało, że zabójstwa dokonał Zygmunt Mołojec na polecenie swego brata Bolesława, członka sekretariatu partii i dowódcy Gwardii Ludowej. Motywem zbrodni miały być ambicje Bolesława Mołojca, pragnącego objąć funkcję I sekretarza. Władze partii zdecydowały, że obu Mołojców należy zgładzić. Zrezygnowano z przedstawiania zarzutów i nie próbowano dociec, czy oskarżeni mają coś na swoją obronę. Bolesław zginął na warszawskiej ulicy Kamienne Schodki z rąk Janka Krasickiego, w PRL okrzykniętego „bohaterem polskiej młodzieży”; Zygmunta wraz z narzeczoną zwabiono do leśnej chaty na Kielecczyźnie i zastrzelono podczas przyjacielskiej biesiady.

Wątpliwości budzi też rola odegrana w całej sprawie przez Pawła Findera. To właśnie pod jego naciskiem podjęto decyzję o szybkim zakończeniu śledztwa i egzekucji Mołojców. Poufne relacje składane po wojnie m.in. przez Gomułkę ujawniły, że Finder wprowadził towarzyszy w błąd, informując, że otrzymał nominację Kominternu na stanowisko I sekretarza. W istocie funkcję tę Moskwa powierzyła Bolesławowi Mołojcowi, jednak Finder zdołał się pozbyć konkurenta. Bezprawnie objętym przywództwem w partii nie cieszył się długo: w listopadzie 1943 r. został aresztowany przez gestapo, a następnie rozstrzelany na Pawiaku.Skazany przez partię na śmierć Zygmunt Mołojec działał w dobrej wierze – jak ustaliło śledztwo, w intrygę został wplątany przez brata, który polecił mu zgładzenie domniemanego agenta gestapo. Zygmunt nie znał osobiście Nowotki, nie miał pojęcia, do kogo naprawdę strzelał. Zlikwidowania rzekomego donosiciela wcale przed kierownictwem partii nie ukrywał. Mimo to musiał zginąć, bo część przywódców PPR obawiała się, że jeśli którykolwiek z braci Mołojców pozostanie przy życiu, może z pomocą swoich zwolenników z Gwardii Ludowej wziąć odwet na wykonawcach i inicjatorach wyroku.

PPR widziana z perspektywy tych wydarzeń jawi się nie jako zdyscyplinowana i hierarchiczna partia, lecz jako organizacja o strukturze mafijnej. Dochodzenie w sprawie śmierci I sekretarza nie prowadziło do wymierzenia sprawiedliwości ani nawet do wyeliminowania z kierownictwa chorobliwie ambitnych towarzyszy: jego celem było zgładzenie konkurencyjnej grupy, zanim jej przywódcy sami nie rozprawią się z członkami trybunału.

Członkowie elity PPR uprawiali politykę, kierując się etyką gangsterską. Porównania tego nie należy odczytywać jako inwektywy – podobne wnioski wyciągnęli politolodzy badający kręgi władzy w Związku Radzieckim. Zauważyli np., że etos i sposób działania partii typu leninowskiego bliski był wzorów postępowania mafii włoskiej, w której obowiązywała wzajemna lojalność członków opierająca się na więzach rodzinnych.

O wszystkim decydował doraźny układ sił w elicie komunistycznej

Fundamentalne cechy takiego stylu rządzenia przetrwały w kierownictwie PZPR przez następne dekady. Ich przejawem był np. brak procedur i przepisów określających, w jaki sposób powinna się odbyć zmiana przywódcy.

Nowe zasady wprowadzono dopiero podczas IX Zjazdu PZPR w lipcu 1981 r. Odtąd partia miała być na wskroś demokratyczna. „Zjazd wybiera w głosowaniu tajnym Komitet Centralny i I sekretarza KC – zapisano w statucie – każdorazowo ustala liczbę członków i zastępców członków Komitetu Centralnego i Biura Politycznego oraz sekretarzy”.

Przez cały okres PRL obowiązywała tylko jedna żelazna reguła dotycząca elekcji kolejnych I sekretarzy – wszelkie zmiany na najwyższym szczeblu wymagały bądź akceptacji strony radzieckiej, bądź były przez nią inicjowane. Nieliczne udostępnione stronie polskiej stenogramy z posiedzeń politbiura świadczą, że radzieckie kierownictwo potrafiło rozmawiać z polskimi towarzyszami bardzo brutalnie i w kwestii zmian personalnych na pewno nie ograniczało się do sugestii i dobrych rad. Na posiedzeniu Biura Politycznego KC KPZR w kwietniu 1981 r.Jednak praktyka pokazała, że szeregowi członkowie partii nadal nie mają nic do powiedzenia. W październiku 1981 r. Biuro Polityczne zdecydowało się ratować autorytet władz partyjnych przez zastąpienie Stanisława Kani Wojciechem Jaruzelskim. Głosował na niego Komitet Centralny zdominowany przez „twardogłowych”, a o statutowym obowiązku zwrócenia się w sprawie nominacji do zjazdu delegatów „zapomniano”. Dlatego z formalnego punktu widzenia aż do 1986 r., kiedy to X Zjazd wybrał Jaruzelskiego, stanowisko I sekretarza pozostawało nieobsadzone!

Leonid Breżniew tak streścił swoją niedawną rozmowę telefoniczną z Kanią, poświęconą ocenie polskiego kierownictwa: „Powiedziałem: »Was trzeba nie krytykować, ale wziąć do ręki pałę. Wówczas, być może, zrozumielibyście«”.

Trzy lata później również na posiedzeniu politbiura Konstantin Rusakow powiedział wprost, że to Moskwa decyduje, kto obejmie stanowisko I sekretarza. „Co się tyczy kierownictwa PZPR, to w sprawach kadrowych zrobiliśmy generalnie prawidłowy wybór – podsumował, komentując ówczesną sytuację w Polsce. – W danej sytuacji osoba Jaruzelskiego jest jedyną do przyjęcia do kierowania krajem”.

Fot.: Adam Hawałej / PAP

W grudniu 1970 r. Moskwa poinformowała polskich towarzyszy, że Gomułka utracił zaufanie Kremla. Oficjalny list politbiura adresowany do BP zawierał jedynie ogólnikowe „zaniepokojenie poważnym skomplikowaniem sytuacji”, jednak była w nim sugestia, aby „podjąć kroki i przedsięwzięcia natury politycznej”, co w języku partyjnym stanowiło synonim dymisji. Jednocześnie Kreml przekazał sygnał o swoim poparciu dla Gierka. Premier Aleksiej Kosygin wezwał na rozmowę do Moskwy Piotra Jaroszewicza i oświadczył mu, że „kierownictwo radzieckiej partii gotowe jest cofnąć poparcie dla Gomułki, wyraża dezaprobatę dla Moczara, nie zamierza wspierać nikogo, będącego w prostej linii »po Wiesławie« i z zadowoleniem przyjmie wybór Gierka na I sekretarza”. Jaroszewicz otrzymane wytyczne przekazał komuś z kierownictwa partii. Dwa dni później, 18 grudnia wieczorem, Stanisław Kania i Franciszek Szlachcic mogli już bez ryzyka pojechać do Katowic, aby zaproponować Gierkowi schedę po Gomułce.

Od kryzysu lat 1980-1981 wskazówki Moskwy okazały się bardziej enigmatyczne. Poczynając od drugiej połowy lat 70., za zaufanego człowieka Kremla uchodził Stefan Olszowski, co jak pisze we wspomnieniach Witalij Pawłow, rezydent KGB w Warszawie, stworzyło mu „wizerunek »pretendenta« nie tylko w oczach Gierka i [Edwarda] Babiucha, ale także […] u Jaruzelskiego i Kani”. Dlatego gdy u schyłku sierpnia 1980 r. stało się jasne, że dni Gierka na stanowisku I sekretarza są policzone, zarówno Kania, jak i Jaruzelski wzbraniali się przed zajęciem jego miejsca, nie mając pewności, czy ich kandydatury spotkają się z akceptacją Moskwy. Strona radziecka musiała upewniać polskich towarzyszy, że Olszowski uzurpuje sobie poparcie Kremla, a Breżniew nie życzy go sobie na czele PZPR.

W drugim przypadku – kiedy chodziło o zastąpienie Kani Jaruzelskim – wiemy, że komunikat przekazany został kanałami aparatu bezpieczeństwa. Pawłow tak opisał to wydarzenie: „Andropow zdecydowanie oświadczył Kiszczakowi i prosił o przekazanie tych słów Kani i Jaruzelskiemu, że Olszowski nigdy nie był i nie jest kandydatem Moskwy i że władze ZSRR ani radzieccy przedstawiciele w Warszawie nie popierali i nie będą popierać nikogo z opozycyjnie nastawionych do Kani i Jaruzelskiego polityków”.

Co się działo, jeśli polscy towarzysze odważyli się na nieposłuszeństwo?
Przykładem zdecydowanej reakcji Kremla jest wizyta delegacji radzieckiej w Warszawie w październiku 1956 roku. Powodem niezapowiedzianego przybycia członków politbiura z Nikitą Chruszczowem na czele nie było – jak powszechnie się przypuszcza – wysunięcie kandydatury Gomułki, lecz fakt, że strona polska wprowadzała zmiany na stanowisku I sekretarza bez uzgodnienia tego z Moskwą.

„Samowolna” dymisja Ochaba była naruszeniem kardynalnych (choć niepisanych) zasad – to właśnie ona rozjuszyła Moskwę. Na warszawskim lotnisku doszło do skandalu, gdy Chruszczow, wygrażając palcem, zaczął krzyczeć na Ochaba: „Etot nomier Wam nie projdiot, my gotowy na aktiwnoje wmieszatielstwo!”. Następnie, wedle relacji świadków, zwrócił się do Gomułki: „My do was nic nie mamy, my was witamy, ale on – tu radziecki przywódca wskazał na Ochaba – on z nami tego nie uzgodnił!”.

Warto pamiętać, że podczas gdy większość rozwiązań ustrojowych PRL skopiowano z sowieckiego wzorca, w kwestii modelu zmiany na stanowisku I sekretarza polscy towarzysze skazani byli na własną inicjatywę. Wszyscy – oprócz Chruszczowa – przywódcy radzieccy sprawowali swoje funkcje dożywotnio, zaś ich następcy nie byli wybierani w warunkach ograniczonej suwerenności. Podczas gdy w KPZR frakcje rywalizowały o władzę, gromadząc zwolenników – w pewnej mierze naśladując procesy w państwach demokratycznych – polski establishment wyspecjalizował się w sztuce okazywania lojalności, snucia subtelnych intryg i prowadzenia dwuznacznej gry z sowieckimi mocodawcami.

Tekst pochodzi z „Newsweeka Historia” 12/2014


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com


IDF Fires on Suspected Hezbollah Terrorists

IDF Fires on Suspected Hezbollah Terrorists Near Border, Warned Lebanon It Would Attack If Hezbollah Continues Developing Precision Missiles

Benjamin Kerstein


An Israeli soldier stands near the border with Lebanon, Dec. 5, 2018. Photo: Reuters / Ronen Zvulun / File.

In the first major flare-up since Operation Northern Shield began, the IDF fired on three suspected Hezbollah terrorists who approached the border with Lebanon.

The operation on the northern border has been ongoing since last Tuesday. It is intended to destroy cross-border attack tunnels dug by Hezbollah that Israel believes were intended to facilitate a full-scale attack on the Galilee region.

According to Israel’s Channel Two, the three suspected terrorists approached the border using the stormy weekend weather as cover. The IDF Spokesperson’s Office said IDF soldiers “shot toward the figures according to orders to open fire. The three escaped. The work continues as planned.”

Hebrew news site Walla quotes the official Lebanese news service as saying, “The soldiers of the Zionist enemy fired in the air after they were surprised by a routine patrol by the Lebanese army on Lebanese territory, because of the heavy fog.”

In addition, Walla cites a report that Israel used the US and France to issue a back-channel warning to Lebanon, saying that Israel would attack Hezbollah on Lebanese territory if the group does not cease building precision-guided missiles with Iranian support.

Prime Minister Benjamin Netanyahu and Russian President Vladimir Putin spoke on Saturday regarding the ongoing operation. The Prime Minister’s Office stated, “Netanyahu updated President Putin on the details of Operation Northern Shield and Israel’s intention to continue to thwart the tunnel threat. The two of them agreed that military delegations from both countries will meet soon.”


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com


Man Wearing Keffiyeh Photographed Waving Machete Outside Los Angeles Synagogue

Police Detain Suspect After Man Wearing Keffiyeh Photographed Waving Machete Outside Los Angeles Synagogue

Dovid Efune


The disturbing image taken outside a Los Angeles synagogue. Photo: Facebook.

A suspect was arrested by North Hollywood police on Saturday after a man in a keffiyeh was photographed waving a machete in front of a sign outside a synagogue in the Los Angeles district on Friday.

The police are now seeking a warrant to search the man’s residence for any further information, a source within the community, who did not wish to be named due to the nature of the threat, told The Algemeiner. In the meantime, the suspect will remain in custody for 72 hours.

Images of the incident, which took place outside the Chabad of North Hollywood center, were circulated widely on social media over the weekend, leading to widespread concern.

“Obviously the image is very disturbing,” Rabbi Nachman Abend, the congregation’s spiritual leader, told KCAL 9. “A man with a sword standing in front of a synagogue with his face wrapped the way it was, is very concerning.”

The eerie photos, reminiscent of Islamic State propaganda videos, were captured by a local resident who caught sight of the man while on his way home from work at about 2:50 pm on Friday afternoon. The police arrived at the scene about 15 minutes later, the community source, who also witnessed the incident, told The Algemeiner, and used surveillance footage from the Chabad center to identify a vehicle used by the suspect and track him down.

“It looked like he was trying to make a public display, ‘let’s come after the Jewish people,’ very openly stating his hatred towards the Jews,” the witness said. “I was in total shock.”

The community member had words of praise for the local police force for their prompt response to the incident. “The community and everyone was so happy that the police reacted so quickly and the community reacted so quickly,” he said.

In response to news of the arrest, Rabbi Abend told KCAL 9, “Whenever these things happen it’s a wake up call for everybody and it puts everybody on edge to a certain extent. But we don’t live in fear and we have to continue moving on.”

Another rabbi at the congregation told the local channel that despite news of the arrest, people were still on edge.

Last month, a man was arrested for assaulting Orthodox Jewish women in the Los Angeles area. The suspect was believed to be behind a string of incidents in the North Hollywood-Valley Glen vicinity in which Orthodox Jewish women had their wigs ripped from their heads in public.

Also last month, a sign placed by a Jewish realtor at the site of one of her listings in the area was vandalized with antisemitic graffiti.


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com


70 lat temu ukazał się pierwszy numer „Trybuny Ludu”

70 lat temu ukazał się pierwszy numer „Trybuny Ludu”

Michał Szukała (PAP)


Pierwszy numer „Trybuny Ludu”. Fot. PAP/CAF/ADM/S. Dąbrowiecki

70 lat temu, 16 grudnia 1948 r., ukazał się pierwszy numer „Trybuny Ludu”, najważniejszego dziennika i tuby propagandowej reżimu komunistycznego w Polsce. W historii tej gazety odbijają się dzieje PRL-u oraz stosowane wówczas metody manipulowania opinią publiczną.

„Kongres Jedności Robotniczej powołuje do życia Polską Zjednoczoną Partię Robotniczą” – ogłaszał na pierwszej stronie pierwszy numer „Trybuny Ludu” 16 grudnia 1948 r. Poniżej zamieszczono fotografię i przemówienie prezydenta komunistycznej Polski, dotychczasowego I sekretarza KC PPR, nowego I sekretarza KC PZPR Bolesława Bieruta, które wygłosił on w Auli Politechniki Warszawskiej. 

Już od pierwszego numeru obok winiety widniało hasło „Proletariusze wszystkich krajów, łączcie się!”. Podtytuł wyraźnie informował, że nowa gazeta jest organem Komitetu Centralnego Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej. „Od dziś zatem jedna jest tylko partia robotnicza w Polsce – rozłam przeszedł do historii” – podkreślano w kolejnym artykule. Dziennik był więc kontynuacją dwóch wydawanych przez PPS i PPR gazet codziennych – „Robotnika” i „Głosu Ludu”. Pierwszym redaktorem naczelnym został działacz przedwojennej KPP, funkcjonariusz Kominternu i Armii Ludowej Leon Kasman.

Uprzywilejowana pozycja

Mimo że pozornie „Trybuna Ludu” podlegała takim samym uwarunkowaniom prawnym jak inne gazety wydawane pod kontrolą cenzury, to jej teksty były traktowane odmiennie. W systemie medialnym PRL-u możliwe były ograniczone polemiki pomiędzy redakcjami niektórych czasopism oraz pewne niuansowanie wyrażanych poglądów. Bez wątpienia „linia polityczna” redakcji PAX-owskiego „Słowa Powszechnego” była inna niż „Trybuny Ludu” lub „Żołnierza Wolności”. Niemożliwa była jednak polemika przedstawicieli tych redakcji z „Trybuną Ludu”. Od 1975 r. ta zasada była sformalizowana przez urzędników Głównego Urzędu Kontroli Prasy, Publikacji i Widowisk. Wytyczne dla cenzorów głosiły: „Nie należy dopuszczać do żadnych polemik z materiałami opublikowanymi na łamach +Trybuny Ludu+ i +Nowych Dróg+ [najważniejsze pismo PZPR o charakterze ideologicznym – przyp. PAP]. Treść tego zapisu nie może być przekazywana redakcjom”. 

Szczególnie uprzywilejowana była także pozycja redaktorów naczelnych organu KC PZPR. Stanowisko to obejmowali zaufani działacze partii. Wśród nich byli m.in. posłowie, rzecznicy prasowi KC PZPR lub rządu oraz członkowie Komitetu Centralnego PZPR.

Linia polityczna redakcji „TL” nie zawsze była idealnym odzwierciedleniem linii politycznej władz PZPR, ale wpływały na nią również inne czynniki, m.in. walki frakcyjne, takie jak te, które rozpalały emocje członków partii w latach 1955–1956. Od 1954 do marca 1956 r. (z krótką przerwą w roku 1955) redaktorem naczelnym „Trybuny Ludu” był przedwojenny działacz KPP Władysław Matwin. Tym samym gazeta znalazła się pod wpływem opozycji wewnątrzpartyjnej. Matwin był bowiem związany z tzw. frakcją puławian, która w opozycji do twardogłowych tzw. natolińczyków opowiadała się za umiarkowanymi reformami i złagodzeniem terroru. W lutym 1955 r. na skutek kolejnego odwrócenia sił w KC został odwołany ze stanowiska. Ponownie Matwin pełnił tę funkcję w od listopada 1956 do marca 1957 r., a więc w czasie największych nadziei popaździernikowych i ich stopniowego wygaszania przez ekipę Władysława Gomułki. Co charakterystyczne, następcą Matwina w 1957 r. został Leon Kasman, redaktor naczelny w czasach stalinowskich. Funkcję tę pełnił do czasu rozpętania kampanii antysyjonistycznej w 1967 r.

Mechanizmy nadzoru

W czasach kryzysów politycznych na szczytach władz PRL-u, takich jak wydarzenia po śmierci Stalina, „Trybuna Ludu” podobnie jak inne instytucje reżimu była bacznie monitorowana nie tylko przez KC PZPR, lecz i „towarzyszy radzieckich”. Ambasadorowie ZSRS w czasach stalinizmu pełniący de facto role namiestników Moskwy w podporządkowanym kraju sporządzali raporty oceniające działalność redaktorów „Trybuny Ludu”. Jeden z takich raportów z 1955 r. zachował się w archiwach KC PZPR.

W lutym 1955 r. redaktorem naczelnym dziennika został działacz przedwojennej KPP i członek KC PZPR Roman Werfel. O jego zawodowych zaletach przekonywała sama Julia Brystigerowa, która już w 1943 r. uznała go za „zdolnego publicystę”, ale również „kiepskiego komunistę” i „tchórza”, który rozmyślał nad ucieczką z ZSRS do USA. W lutym 1955 r. nadzorujący propagandę PRL-u Jakub Berman pod pozorem „leninowskiej zasady kolegialności” wzmocnił nadzór na „TL” m.in. przez osłabienie pozycji redaktora naczelnego, który odtąd miał stosować zasadę „kolektywnego omawiania artykułów”. Gabinet Bermana i redaktora naczelnego „Trybuny” łączyła specjalna linia telefoniczna.

4 września 1955 r. na łamach „TL” ukazał się artykuł krytykujący opublikowany w tygodniku „Nowa Kultura” dwa tygodnie wcześniej „Poemat dla dorosłych” Adama Ważyka. Autorowi zarzucono zniekształcanie obrazu życia robotników i Nowej Huty. „Bez wielkiej miłości pisane są te strofy poematu, bez tej miłości, która przesycała najzjadliwsze strofy Majakowskiego. Chrome ma ta poezja skrzydło miłości” – pisał jeden z redaktorów dziennika, Bohdan Czeszko. Jak na standardy komunistycznej propagandy była to dość umiarkowana krytyka.

Miesiąc później „Trybuna Ludu” zamieściła tekst Jerzego Rawicza-Rabinowicza, w którym krytykował ton utworu Ważyka, ale jednocześnie podkreślał, że „Nowe miasto musi jeszcze wiele złego wyplenić, by uzasadnić dumne miano: miasto socjalistyczne”. Dopiero kilka tygodni później na te tezy zareagowali funkcjonariusze partyjni i wciąż lojalni wobec stalinizmu poeci i pisarze. W listopadzie kierownictwo „TL” zostało wezwane na posiedzenie Biura Politycznego KC PZPR. Redakcję wezwano do zachowania „bolszewickiej pryncypialności” i krytyki „tych wszystkich, którzy naruszają politykę partii”, pod warunkiem że krytyka ta jest „w zasadzie życzliwa i przyjazna w tonie”. Werfel stracił stanowisko dopiero pół roku później. Po latach wspominał, że na decyzję KC wpłynęły „sugestie” ambasadora ZSRS.

Jego intuicję potwierdza raport z posiedzenia. Krytykowano w nim nie tylko umiarkowany stosunek do „Poematu dla dorosłych”, lecz także wiele innych niedostatecznie doktrynalnych artykułów. Szczególne zdziwienie skalą sowieckich ingerencji w zawartość pisma wzbudzają niektóre fragmenty: „Wyjątkowe zdumienie wywołuje sytuacja, gdy gazeta usiłuje w tymże duchu [sensacji – przyp. PAP] wykorzystywać niektóre epizody z podróży towarzyszy N. A. Bułganina i N. S. Chruszczowa po Indiach. W szczególności informowano w niej o tym, że podczas wycieczki przywódców i członków sowieckiej delegacji po dżungli dwóch obywateli sowieckich zginęło, i dodawano przy tym, że krąży wersja o tym, jakoby rozszarpały ich tygrysy”. W konkluzjach ambasador Pantelejmon Ponomarienko podkreślał, że władze PRL-u zdyscyplinowały redaktorów „TL”, ale „póki co trudno powiedzieć, aby +Trybuna Ludu+ zmieniła swój styl pracy w lepszym kierunku, i w tym, niewątpliwie, przejawia się wina jej redaktora naczelnego R. Werfla”.

Wrogowie i „ocieplanie” wizerunku

Niecałe dwa lata po stworzeniu dziennika wybuchła wojna koreańska. Stała się okazją do zaprezentowania wielu kluczowych motywów propagandy reżimu. Pierwsze bezpośrednie starcie dwóch bloków wojskowo-politycznych postawiło reżim przed koniecznością przedstawienia konfliktu jako sprawy bliskiej Polakom. Stąd pojawianie się w zakładach pracy portretów Kim Ir Sena oraz ciągłe organizowanie wieców potępiających „napad Wall Street na Koreę”. Do końca wojny „TL” i inne media stalinowskiej Polski trzymały się wersji o ataku Południa na Północ. „W odpowiedzi na zbrojny atak bandy Li Syn Mana — Wojska Koreańskiej Republiki Ludowo-Demokratycznej posuwają się na południe” – pisała „Trybuna” w wydaniu z 27 czerwca 1950 r. Nie przeszkadzało to redaktorom „TL” w nazywaniu konfliktu „wojną domową”, ponieważ rząd z Południa był uznawany za marionetkowy, kolaboracyjny twór rządu USA.

Stałym elementem propagandy komunistycznej było porównywanie działań Południa i jego sojuszników ze zbrodniami niemieckimi w czasie II wojny światowej. „W Południowej Korei szaleje od dłuższego czasu krwawy terror faszystowski. Bandy policji faszystowskiej krążą po kraju, paląc miasteczka i wsie. Niszczycielska ta akcja nosi nazwę walki z partyzantami. Trzy miliony ludzi straciło dach nad głową” – pisano. Ważną częścią „polityki redakcji” było publikowanie licznych przemówień przywódców komunistycznych. W czasie wojny koreańskiej orędzia dyktatora Północy nie ustępowały wypowiedziom polityków sowieckich i ich towarzyszy z PRL-u. Polityków „kapitalistycznych” i ich przedstawicieli nazywano „krwawymi głupcami”. W okresie klęsk KRLD temat wojny był ignorowany lub pisano o „bohaterskiej obronie” wojsk komunistycznych. Ważnym elementem narracji o wojnie były również informacje o poparciu udzielanym komunistom przez „postępowych” intelektualistów z krajów zachodnich.

Znacznie większym wyzwaniem propagandowym dla władz PRL-u były powstanie niezależnego ruchu związkowego oraz wprowadzenie stanu wojennego. W retoryce „TL” z tego okresu można zauważyć wiele podobieństw do języka z czasów wojny koreańskiej. Szczególną wagę przykładano do demaskowania „rzeczywistych celów +Solidarności+”, „wpływów Zachodu” lub „ekstremy solidarnościowej”. Ważnym elementem propagandy na łamach „Trybuny” było także oddzielanie „zdrowego robotniczego” charakteru NSZZ „S” od „politykierów” i „ekstremistów” stojących na jego czele i sterujących akcjami strajkowymi.

Po 13 grudnia 1981 r. pozycja „TL” była ważniejsza ze względu na zawieszenie wydawania prasy z wyjątkiem dwóch gazet ogólnokrajowych: „Trybuny Ludu” i „Żołnierza Wolności” oraz szesnastu terenowych dzienników partyjnych. Również wówczas oddzielano „zmanipulowanych” robotników od ich cynicznych, ukrywających się przywódców, którzy „fabrykują scenariusze, redagują ulotki, opracowują instrukcje, ale już pisać na jezdniach i murach – co, gdzie, o której godzinie – każą innym”. Wielokrotnie wskazywano nazwiska odpowiedzialnych za „wywrotową działalność”: „Bujak i jego grupa”, „Bujak i koledzy”, „spółka polityczna pana Bujaka”, „ludzie typu Bujaka”. Zbigniewowi Bujakowi przypisywano też kontakty z Radiem Wolna Europa (finansowanym przez amerykański wywiad), które tak jak w latach pięćdziesiątych stało się jednym z odpowiedzialnych za funkcjonowanie agentury działającej na szkodę Polaków i zmierzającej do wywołania „krwawej wojny domowej”.

Wszelkie próby destabilizacji takie jak strajki miały się jednak spotykać „ze zdecydowanym sprzeciwem załóg zakładów pracy”. Jako zagrożenie traktowano także drugi obieg. Dążono do pomniejszania jego znaczenia. „Analiza treści oraz języka napisów ulotek i biuletynów wskazuje, że na ogół zaangażowane jest w konspiracji antypaństwowej środowisko o dość niskiej kulturze, niewybredne w doborze słów i kompozycji haseł, często ujawniające trudności w budowie zdań i rozumieniu używanych pojęć” – pisała „TL” w styczniu 1982 r.

Komuniści próbowali przełamywać wizerunek „Trybuny Ludu” jako gazety przeznaczonej dla członków partii i posługującej się partyjną nowomową. Już od początku istnienia „TL” wraz ze swoim czechosłowackim odpowiednikiem, dziennikiem partyjnym „Rudé Právo”, organizowała kolarski Wyścig Pokoju. W 1952 r. do grona organizatorów dołączył związek kolarski NRD, a wśród patronów prasowych pojawiła się gazeta „Neues Deutschland”. Mimo propagandowego charakteru sportowego przedsięwzięcia, którego celem miało być pokazanie braterstwa krajów socjalistycznych, Wyścig Pokoju stał się jedną z najważniejszych i najlepiej zorganizowanych imprez tego rodzaju w PRL-u. Jego zwycięzcy stawali się bohaterami narodowymi. W 1956 r. pierwsze miejsce zajął Stanisław Królak. Jego triumf śledziły przy odbiornikach radiowych i „kołchoźnikach” na ulicach miliony mieszkańców PRL.

Inną popularną imprezą nadzorowaną przez reżimowy dziennik było organizowane w latach 1971–1989 Święto „Trybuny Ludu”. Festyn odbywał się wiosną lub wczesną jesienią na warszawskim Podzamczu i Mariensztacie, a także na placu Defilad. Często dwudniowe „święto” wypadało w pierwszy dzień lata i jego elementem stawało się puszczanie wianków na Wiśle. Mimo propagandowego charakteru „święta” przyciągało ono tłumy mieszkańców Warszawy zainteresowanych stoiskami, na których na co dzień sprzedawano niemal niedostępne artykuły. Dodatkową atrakcją były koncerty i konkursy. W 1987 r. „Dziennik Telewizyjny” informował o loterii, w której warunkiem uczestnictwa było udzielenie odpowiedzi na pytanie: „Co najbardziej podoba nam się w Trybunie Ludu?”. Święto było też zauważane i bezpośrednio obserwowane przez przedstawicieli podobnych pism krajów „demokracji ludowej”, m.in. najważniejszej gazety między Berlinem Wschodnim a Władywostokiem – moskiewskiej „Prawdy”.

Zmierzch potęgi

Zapowiedzią upadku reżimu komunistycznego była pierwsza pielgrzymka Jana Pawła II do Polski w czerwcu 1979 r. W jej trakcie w Warszawie, Gdańsku, Krakowie i kilku innych miastach rozrzucono kilkaset lub według niektórych źródeł nawet kilka tysięcy egzemplarzy sfałszowanej „Trybuny Ludu”. Informowała ona m.in. o rozwiązaniu PZPR, przeniesieniu stolicy do Gniezna i koronacji Jana Pawła II na króla Polski. „W swym pierwszym przemówieniu, król Karol Pierwszy, powiedział, że uważa się tylko za regenta Królestwa Polski, którego korona należy się samemu Panu Bogu” – pisali nieznani autorzy. Co ciekawe, władze PRL-u i „Trybuna Ludu” zostały ośmieszone przez włoskich dziennikarzy z lewackiego i antyklerykalnego tygodnika „Il Male” („Diabeł”). Bezpiece nie udało się jednak wyjaśnić, jak udało się przeprowadzić tak szeroką „dystrybucję” łudząco podobnej do oryginału fałszywki. Według Radia Wolna Europa w kolejnych miesiącach falsyfikaty osiągały czarnorynkową cenę 40 dolarów za egzemplarz.

Już w czasie karnawału „Solidarności” władze PRL-u zdawały sobie sprawę z anachroniczności dotychczasowej siermiężnej propagandy i nowomowy partyjnej. Wiosną 1981 r. pojawił się pomysł stworzenia nowej gazety, która nie byłaby głosem słabnącej partii, lecz rządu. W styczniu 1982 r. ukazał się pierwszy numer „Rzeczpospolitej”. Mimo to „Trybuna Ludu” do końca PRL-u pozostała „lekturą obowiązkową” członków partii. Nakład gazety, sięgający blisko 1,5 mln egzemplarzy, był zawyżany z racji obowiązku prenumerowania „TL” przez zakłady pracy i wiele instytucji. Wiele tez artykułów było wprost cytowanych przez twórców „Dziennika Telewizyjnego”.

W grudniu 1988 r. „Trybuna Ludu” świętowała ostatnią w swej historii okrągłą rocznicę powstania. Władze PRL-u wciąż przywiązywały ogromną wagę do działań coraz bardziej anachronicznej gazety. Świadectwem roli „TL” są słowa Wojciecha Jaruzelskiego, który na jubileuszowym spotkaniu z funkcjonującą w redakcji organizacją partyjną podkreślił, że dziennik jest „jednym z głównych ogniw frontu propagandowego”. Co interesujące, pod koniec PRL-u redakcja „Trybuny”, podobnie jak inne instytucje reżimu komunistycznego, odwoływała się do dziedzictwa przedwojennej Polskiej Partii Socjalistycznej. 16 grudnia 1988 r. z udziałem jej redaktora naczelnego i członka KC PZPR Jerzego Majki odsłonięto kamień upamiętniający miejsce wydawania przedwojennego „Robotnika”. Mimo nieco większego otwarcia na głosy krytyczne wobec sytuacji w PRL-u gazeta wciąż podkreślała swój bezpośredni związek z PZPR. Jak podkreślał redaktor naczelny „TL”, kierowała się słowami Wojciecha Jaruzelskiego: „Piszcie o wszystkim, o czym mówią i myślą ludzie i tak jak ze sobą rozmawiają”.

Pół roku po hucznych obchodach czterdziestolecia „Trybuny” na mocy ustaleń okrągłego stołu ukazały się pierwsze legalne niezależne tytuły prasowe – odrodzony po ośmiu latach „Tygodnik Solidarność” i „Gazeta Wyborcza”. Organ KC PZPR wchodził w ostatni, kilkumiesięczny okres istnienia. Mimo to na łamach „Trybuny Ludu” wciąż pojawiały się artykuły, których tezy pasowałyby również do czasów rządów Gomułki i Gierka. Tuż przed obradami okrągłego stołu w 1989 r. jeden z redaktorów „TL” pisał: „Prawica Zachodu ma w Polsce swoich popleczników. Ich poglądy i hasła są te same. […] W naszej historii były okresy, gdy wysługiwanie się obcym interesom i szukanie oparcia u obcych, aby walczyć przeciw własnej władzy, osłabiały Polskę”. Ale też dzień po rozpoczęciu obrad okrągłostołowych na pierwszej stronie „Trybuny” nazwano je „Spotkaniem wielkiej szansy”.

Przed wyborami kontraktowymi mimo wezwań przywódców PZPR do prowadzenia kampanii „niekonfrontacyjnej” „Trybuna Ludu” próbowała zmierzyć się z „wyzwaniem” rzuconym przez media związane z „Solidarnością”. W rubryce „Gazet/k/a wyborcza” starano się wyśmiewać kampanię wyborczą „S” opartą na zdjęciach kandydatów z Lechem Wałęsą. Pisano w niej też o „dolarowej zawartości kieszeni” działaczy opozycji i potępiano wezwania do skreślania wszystkich kandydatów PZPR i partii satelickich. Tuż po historycznej klęsce redaktor naczelny „TL” Jerzy Majka w artykule wstępnym pisał w zupełnie innym tonie: „Elektorat związany z partią i innymi siłami naszej koalicji stanowił w dniu 4 czerwca około jednej trzeciej ogółu uczestniczących w głosowaniu. Wśród tych, którzy w pierwszej turze wyborów oddali głosy na kandydatów koalicji i niezależnych, dominuje dziś gorycz niepowodzenia. Ponieśliśmy wszak – co tu skrywać – dotkliwą porażkę. A porażki mają zawsze dotkliwy smak”. Czytelników miał pocieszać tytuł, który zgodnie z zasadami orwellowskiego dwójmyślenia stwierdzał: „Można przegrać i zwyciężyć”.

W kolejnych miesiącach na łamach „Trybuny Ludu” dominowała dyskusja na temat sposobów ratowania rozpadającej się partii oraz programu nowego ugrupowania. Kres dziennika nastąpił pod koniec stycznia 1990 r. wraz z końcem „przewodniej siły narodu”. Na czas ostatniego XI Zjazdu PZPR i pierwszego kongresu powołującego partię postkomunistyczną „TL” przekształciła się w „Trybunę Kongresową”. Po „wyprowadzeniu sztandaru” powołano nową, „socjaldemokratyczną” gazetę – „Trybunę”. Nowy dziennik tworzyło wielu dawnych działaczy komunistycznych i redaktorów „Trybuny Ludu” lub innych mediów reżimowych, takich jak Wiesław Dębski, Marek Barański, Janusz Rolicki i Andrzej Urbańczyk. Z powodów ekonomicznych ostatni numer ukazał się 4 grudnia 2009 r.



Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com


IDF’s Merkava IV crowned one of the world’s best tanks

IDF’s Merkava IV crowned one of the world’s best tanks

Itamar Eichner


Thanks to its armor, National Interest magazine crowns the Israeli Merkava Mark IV as one of the world’s best tanks; tank ‘has excellent armor’ and firepower; in first place is the Russian T-90 A.

The conservative American magazine National Interest, which deals with foreign relations and defense, has chosen the five best army tanks in the world, each of which has a unique quality making it a dangerous adversary on the battlefield. In fourth place is the Israeli tank Merkava Mark IV.

The magazine praised the armor system of the Israeli tank, which protects the crew from injuries in the event it is hit by enemy fire. “The sensitivity to human life in Israel, a small country in which the loss of life is strongly felt, has led the Israeli military to build a tank, which places top priority on its protective armor capability as well as firepower,” they wrote.

Merkava Mark 4 near Gaza (Photo: MCT)

“The Merkava has excellent armor; its turret and the sharply angled front of the tank are designed to present maximum armored defense at all angles, so that the turret has a knife-like edge. The tank’s engine is situated in the front, creating a dense mass between the enemy fire and the crew.

US Abrahams M1

 The tank’s armor can also be rapidly replaced (on the battlefield), if necessary. However, the most important feature is its active protection “Trophy” system, which can intercept rockets and anti-tank missiles.”

Who else made the list? In first place is the Russian T-90 A, “the best of its kind in long-range killing capability;” In second place: the American Abrahams M1, the US Army and Marines standard battle tank, “which sets the standard for the ideal combination of firepower, armor and mobility;” In third place: the German Leopard 2, the “best European tank” and fifth, the British Challenger 2, “one of the best armored tanks in the world.”


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com