Archive | August 2019

‘Rina took the whole blast and saved us’

‘Rina took the whole blast and saved us’

Arutz Sheva Staff


Father hurt in bomb blast recounts moment attack killed daughter, seriously wounded son.

Rabbi Eitan Shnerb / Flash 90

Rabbi Eitan Shnerb, the Rina Shnerb, who was murdered in a bomb blast on Friday, recounted the terrorist attack in an interview with Niv Raskin on Channel 12 News.

Rabbi Shnerb and his son Dvir remain hospitalized after they were both injured in the same attack in which Rina was murdered.

“The situation has greatly improved on Saturday,” he said of his son’s condition. “He was anesthetized and on a breathing machine, and now he is communicating on his own.”

“It all started when I took the kids on a trip in the land of Israel. They are both bigger now and I wanted to spend more personal time with them. We reached the Ein Bubin spring next to Dolev, parked the car, and went down the path. At the end of the trail there was a big explosion. It was clear to me from the start that this was a large bomb.

“The place was empty. There was one car which we were looking for, but the place was empty. It was not normal because the place is usually filled with people on Friday. It was a little strange to us that there were no people.

“There was black in my eyes. Soot was everywhere. Dvir shouted ‘Dad’ and I shouted ‘Rina, Rina.’ I went to her and after a few seconds I saw that there was nothing I could do,” the bereaved father said. “I am a professional medic, and Dvir is also in a medical course. We realized there was nothing to do and then we strengthened each other. Already in the first few seconds Dvir performed amazingly. There are no words. He told me to call the rescue forces. I called while we continued to help each other. It was just seconds after the attack that we saw that Rina was no longer with us.”

“I hugged and kissed her. I told her we were with her and we wouldn’t leave her. Dvir and I reinforced each other and said we would come out strong and not despair.

“Dvir was hurt much more than I was. He had a lot of bleeding and yet in those moments he told me to take the clothes off to make it easier for paramedics to take care of us. He also told me: ‘Dad, don’t tell mom about Rina right away so she won’t go into shock.'”

Rabbi Shneb said that it was clear to him that Rina was killed instantly and did not suffer. “She was peaceful and we could say goodbye to her. It took a long time for them to get to us. I said that the best thing to do with be to use the longest tzizit tassle as a tourniquet to stop Dvir’s bleeding. In the ambulance we were told that was what saved him. Obviously, G-d saved him. Rina absorbed all of the explosion to save us.”

“I told her, ‘We really love you.’ She is a martyr. We believe she wants us to grow stronger and not weaken and to strengthen the people of Israel.”


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com


Instrukcja obsługi emigracyjnego czasopisma.

Instrukcja obsługi emigracyjnego czasopisma. O pierwszym tomie korespondencji Gustawa Herlinga-Grudzińskiego i Jerzego Giedroycia

Piotr Kieżun


Warto do tego olbrzymiego tomu zajrzeć z jednej prostej przyczyny: jego lektura pozwala odbrązowić matuzalemowe sylwetki obu panów, do których przyzwyczaiły nas media w latach 90. Gustawa Herlinga-Grudzińskiego w pozie Katona, i Giedroycia – w pozie Scypiona Afrykańskiego.

Rozmiar pierwszego z trzech zaplanowanych tomów korespondencji Gustawa Herlinga-Grudzińskiego z Jerzym Giedroyciem trochę onieśmiela. Siedemset stron tekstu, sto stron przypisów, komentarzy i glos, reprodukcje oryginalnych listów, noty edytorskie i wreszcie dwa eseje poświęcone bohaterom tej książki. To niewątpliwie sporo do czytania dla kogoś, kto nie zajmuje się zawodowo twórczością polskiego pisarza zamieszkałego w Neapolu lub historią paryskiej „Kultury”.

A jednak warto do tego tomiszcza zajrzeć z jednej prostej przyczyny: jego lektura pozwala odbrązowić matuzalemowe sylwetki obu panów, do których przyzwyczaiły nas media w latach 90. Pierwszy surowo rozprawiał się wówczas z polską rzeczywistością po grubej kresce na łamach „Rzeczpospolitej”, ferując niewzruszone wyroki; drugi stał się polityczno-duchowym autorytetem dla przynajmniej połowy klasy politycznej. Liczba „wychowanych na paryskiej «Kulturze»” rosła w tym okresie w postępie geometrycznym.

Po śmierci obydwu w 2000 roku ich postacie zastygły na dwóch osobnych piedestałach. Herling-Grudziński w pozie Katona, Giedroyc – Scypiona Afrykańskiego. Każdy z nich z marsowym, groźnym obliczem, bo przecież świeży był jeszcze ich spór o dekomunizację, który spowodował, że w 1996 roku Herling-Grudziński opuścił redakcję „Kultury”. Zresztą ten słynny konflikt dał wielu osobom łatwy argument do przeprowadzenia prostego podziału. Gustawa Herlinga-Grudzińskiego za antykomunizm zaczęła hołubić i zagarniać prawica, pomimo tego, że tuż po 1989 roku najbliższy mu był PPS Jana Józefa Lipskiego i pomimo jego wielokrotnych krytycznych wypowiedzi w stosunku do Kościoła katolickiego; Giedroyc stał się z kolei listkiem figowym dla wielu byłych komunistów.

Każdy, kto uważnie śledził relacje redaktora „Kultury” i autora „Innego świata”, wiedział, że stosunek do siebie obu panów do końca pozostał złożony i wielowymiarowy. Tuż po rozstaniu Herling-Grudziński – co prawda z poczuciem krzywdy, ale bez mrugnięcia okiem – zaliczył Giedroycia do najwybitniejszych postaci polskiej emigracji. „Chciałbym, żeby ci, którzy to przeczytają, uświadomili sobie, że ja nie jestem uprzedzony do Giedroycia”, mówił Elżbiecie Sawickiej w wywiadzie dla „Rzeczpospolitej”, przeprowadzonym w 1997 roku [1]. Cóż, czterdzieści lat wspólnej pracy robi swoje. Pierwszy tom ich korespondencji z lat 1944–1966 świetnie pokazuje, jak wykluwała się ta skomplikowana zażyłość dwóch niezwykle trudnych osobowości. Przynosi też parę niespodzianych odkryć.

Po pierwsze – listy doskonale uwypuklają metrykalne różnice. Dopiero one dają odczuć starszeństwo Giedroycia. W końcu Herling-Grudziński, urodzony w 1919 roku, był od niego prawie trzynaście lat młodszy. Kiedy w 1944 roku przyszły autor „Innego świata” zaczyna współpracę z „Orłem białym”, pismem 2 Korpusu wydawanym przez Giedroycia w Rzymie, ma zaledwie dwadzieścia pięć lat. Doświadczenie łagru przyspiesza co prawda jego dojrzewanie, ale to Giedroyc jest tym stateczniejszym, bardziej obytym i doświadczonym redaktorem, który zdążył przed wojną szefować dwóm czasopismom i zdobyć polityczne ostrogi w dwóch ministerstwach. Wszystko to odbija się w korespondencji, szczególne tej pisanej w latach 40. oraz tuż po ostatecznym osiedleniu się Herlinga-Grudzińskiego w Neapolu w połowie lat 50. To ten ostatni próbuje zazwyczaj grzecznie przekonać naczelnego do swojego zdania, a nie odwrotnie. Zresztą ton osoby, która czuje respekt przed starszym kolegą, pobrzmiewa w jego listach również później.

Po drugie, korespondencja wyraźnie pokazuje, w jak różnych obszarach ulokowane były ambicje obu redaktorów „Kultury”. Giedroyc to zwierzę polityczne, które – trawestując Clausewitza – widzi zagadnienia kulturalne i literaturę jako politykę uprawianą innymi środkami. Udostepnienie łamów Gombrowiczowi i Miłoszowi jest niewątpliwie jego wielką zasługą dla polskiej kultury, ale czytając wymianę zdań z Herlingiem-Grudzińskim trudno oprzeć się wrażeniu, że to, co doraźne i oddziałujące na polską publiczność tu i teraz, często jest dla Giedroycia ważniejsze niż szersze i bardziej zdystansowane spojrzenie.

W listach to autor „Dziennika pisanego nocą” okazuje się tym, który trzyma rękę na pulsie światowej literatury i stara się ją wciągnąć na łamy współredagowanego z Giedroyciem pisma. Kiedy w 1958 roku Herling-Grudziński przesyła do redaktora „Kultury” tłumaczenie opowiadania Osamu Dazaia, jednego z najważniejszych powojennych japońskich pisarzy (Herling-Grudziński widzi w nim pokrewieństwa z Hłaską), ten wciąż przesuwa datę publikacji. „Niestety «Japończyka» musiałem odłożyć – pisze w lutym tego samego roku. – Tym razem literatura przegrała na rzecz socjologii. Mam b. sensacyjny artykuł o Polonii australijskiej, który zajął mi potworną ilość miejsca” [2].

Ograniczenia miejsca, problemy z drukiem, zabieganie o czytelnika. W tej parze to Giedroyc jest buchalterem i siłą rzeczy jego listy zamieniają się często w techniczną instrukcję obsługi emigracyjnego czasopisma – ze wszystkimi ograniczeniami, utrudnieniami i wyzwaniami, jakie niesie redagowanie periodyku z permanentną dziurą budżetową. Herling-Grudziński pomaga, jak może. Wykorzystuje swoje włoskie znajomości, pisze podania i petycje, rozmawia z ustosunkowanymi politykami i pisarzami. Ale jego żywiołem jest literatura. Kiedy w 1947 roku komponuje z Giedroyciem drugi numer „Kultury”, robi to z iście intelektualnym rozmachem: eseje Orwella, Koestlera i Malraux, tłumaczenia Crocego i Eliota. Giedroyc liczy, studzi emocje i patrzy na to, co naprawdę może zainteresować odbiorców.

Dzięki korespondencji dostajemy więc szczegółowy obraz redaktorskiej roboty w dwóch uzupełniających się wydaniach – tym bardziej politycznym i bardziej literackim. Miejscami nieśmiało pojawia się jednak inny interesujący wątek – pisarstwa samego Herlinga-Grudzińskiego, mozolnego procesu twórczego. „Piszę b. wolno – usprawiedliwia się Giedroyciowi w liście z października 1958 roku – a co najgorsze – przeżywam ciągle to, co Anglicy nazywają up and down, okresy to względnego zadowolenia z tego, co piszę, to wahań i samoudręki” [3].

Ta trudność pisania prozy będzie towarzyszyła Herlingowi-Grudzińskiemu do końca. Jak sam zresztą wyznał w którymś z wywiadów, tylko „Inny świat” napisał nieomal na jednym wdechu. Nosił w sobie tę książkę przez kilka lat. Resztę tekstów kreślił z trudem, powoli je cyzelował. Dopiero „Dziennik pisany nocą”, w którym połączył ze sobą literaturę faktu, opowiadanie i esej, dał mu więcej pisarskiej swobody, pozwolił poluzować formę, którą z takim trudem wyciosywał w materii słowa. Z publikacją kolejnych odsłon „Dziennika…” łączy się zresztą bardziej regularna obecność Herlinga-Grudzińskiego na łamach „Kultury”. Tę przygodę mógł jednak rozpocząć dopiero po śmierci Gombrowicza, na początku lat 70.

Co jeszcze niespecjalista może wyczytać z opasłego pierwszego tomu korespondencji Herlinga-Grudzińskiego z Giedroyciem? Znane nazwiska, anegdoty, opinie o ludziach (jak ta o Turowiczu: „fałszywie uskromniony” czy Zawieyskim: „prawie grafoman”). Ważny jest jednak ogólny ton tej wymiany informacji i opinii, który warto porównać z innymi tekstami. Choćby z wydanym niedawno sekretnym „Dziennikiem 1957–1958”, w którym Herling-Grudziński pozwolił sobie na absolutną szczerość. Opisy tych samych spotkań w „Dzienniku” i w listach dużo mówią nie tylko o nim samym, ale też o stopniu zaufania do Giedroycia.

Ostatecznie najciekawsze jest jednak to, o czym trudno jeszcze się wypowiedzieć: jak ostatecznie zaprezentuje się całość tej korespondencji? Czy w kolejnych tomach zmieni się jej charakter? Czy pojawią się nieznane nam dotychczas wątki? I, by zadać kolejne, być może błahe, ale nie mniej frapujące pytanie: kiedy Gustaw Herling-Grudziński i Jerzy Giedroyc przejdą w końcu na ty? Do 1966 roku w ich listach obowiązuje bowiem serdeczne, aczkolwiek zdystansowane: „Szanowny Panie Jerzy”, „Szanowny Panie Gustawie”.


Przypisy:

[1] „Dżuma i generał” [w:] Elżbieta Sawicka, „Widok z wieży. Rozmowy z Gustawem Herlingiem-Grudzińskim”, Oficyna wydawnicza Most, Warszawa 1997, s. 134.

[2] Gustaw Herling-Grudziński, Jerzy Giedroyć, „Korespondencja. Vol. 1. 1944–1966”, tom 12. w serii „Dzieła zebrane” pod red. Włodzimierza Boleckiego, Wydawnictwo Literackie, Kraków 2019, s. 110.

[3] Tamże, s. 131.

Książka:

Gustaw Herling-Grudziński, Jerzy Giedroyć, „Korespondencja. Vol. 1. 1944–1966”, tom 12. w serii „Dzieła zebrane” pod red. Włodzimierza Boleckiego, Wydawnictwo Literackie, Kraków 2019.


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com


PA PRESIDENT ABBAS: WE SHALL ENTER JERUSALEM — MILLIONS OF FIGHTERS!

PA PRESIDENT ABBAS: WE SHALL ENTER JERUSALEM — MILLIONS OF FIGHTERS!

ALEX WINSTON


The Palestinian leader was speaking during a visit to the Jalazone Refugee Camp near Ramallah earlier this month.

Palestinian Authority President Mahmoud Abbas addresses Arab journalists in Ramallah on July 3. (photo credit: MOHAMAD TOROKMAN/REUTERS)

In a visit to the Jalazone Refugee Camp near Ramallah earlier this month, Palestinian Authority President Mahmoud Abbas claimed that the Palestinians “will enter Jerusalem – millions of fighters.”

In a video uploaded to Abbas’ Facebook page on August 10, and reported this week by the Middle East Media Research Institute [MEMRI], the Palestinian president stated that the Palestinian people “shall remain [here], and nobody can remove us from our homeland.”

Referring to Israelis, he continued, “If they want, they themselves can leave. Those who are foreign to this land have no right to it.

“No matter how many houses and how many settlements they declare that they [plan to build] here and there – they shall all be destroyed, Allah willing. They will all go to the garbage bin of history.”

To back up his statements, Abbas went on to claim that the Palestinians are descended from the people of ancient Canaan, saying “This land belongs to the people who live on it. It belongs to the Canaanites, who lived here 5,000 years ago. We are the Canaanites!”

The audience can then be heard chanting, “To Jerusalem we march, martyrs by the millions!”

Abbas responded to the chant by proclaiming, “We shall enter Jerusalem — millions of fighters! We shall enter it! All of us, the entire Palestinian people, the entire Arab nation, the Islamic nation, and the Christian nation… They shall all enter Jerusalem.”

Abbas ‘populist speech covered several topics, as he lambasted recent international conferences in Poland and Bahrain, where the US unveiled the financial part of the “Deal of the Century”, before rejecting the labeling of Palestinian “martyrs” as terrorists. The PA pays millions of dollars to terrorists or to the families of Palestinians killed, injured or imprisoned for involvement in attacking, assisting in attacking, or planning to attack Israelis.

“We will not accept their designation of our martyrs as terrorists. Our martyrs are the martyrs of the homeland,” Abbas said.

“We will not allow them to deduct a single penny from their money. All the money will go back to them, because the martyrs, the wounded, and the prisoners are the most sacred things we have.”


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com


‘It was a big explosive device, Rina saved us all’

‘It was a big explosive device, Rina saved us all’

Arutz Sheva North America Staff


Rabbi Eitan Shnerb, who was injured in the terror attack near Dolev, recalls the attack from his hospital bed.

Rina Shnerb

Rabbi Eitan Shnerb, who was injured in Friday’s terror attack near the Ein Bubin spring next to Dolev in the Binyamin region, recalled the attack from his hospital bed on Friday afternoon, before the start of Shabbat.

Rabbi Shnerb’s daughter, 17-year-old Rina, was killed in the attack. His son, Dvir Haim, was injured as well.

“I remember everything. We called the hotline and were told it was possible to enter [the spring]. We parked in the parking lot upstairs. When we got close to the spring, a large explosive device went off and everything turned black. I heard Dvir shouting, and I shouted ‘Rina, Rina’. I looked down, but after seeing Rina, I understood.”

“I have shrapnel stuck in my stomach but I feel good. Rina saved us all. She died the death of heroes. Her face was intact. I gave her a kiss and said to her: ‘We will be strong.’”

“My son Dvir is learning to become a paramedic. When he began to lose consciousness he said to me, ‘Dad, take off your shoes and pants, it will help the paramedics.’ That’s what he thought about. It is also time to say thank you to everyone who cared for us. We will move on, we have no choice, we have no other place. That’s what we educated our children and ourselves.”


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com


80 lat temu podpisano pakt Ribbentrop-Mołotow

80 lat temu podpisano pakt Ribbentrop-Mołotow

mjs/ mlu/ skp /


Podpisanie paktu Ribbentrop-Mołotow. Moskwa, 23.08.1939. Fot. PAP/DPA

80 lat temu, 23 sierpnia 1939 r., przedstawiciele dwóch totalitarnych mocarstw: minister spraw zagranicznych III Rzeszy Joachim von Ribbentrop oraz ludowy komisarz spraw zagranicznych ZSRS, pełniący jednocześnie funkcję przewodniczącego Rady Komisarzy Ludowych Wiaczesław Mołotow, podpisali w Moskwie w obecności Stalina sowiecko-niemiecki pakt o nieagresji wraz z tajnym protokołem dodatkowym, którego konsekwencją był IV rozbiór Polski.

Podpisany przez Joachima von Ribbentropa i Wiaczesława Mołotowa tajny protokół dodatkowy, stanowiący integralną część zawartego wówczas paktu o nieagresji pomiędzy III Rzeszą i ZSRS, składał się z czterech punktów.

W pierwszym z nich zapisano, iż: “W wypadku terytorialnych i politycznych przekształceń na terenach należących do państw bałtyckich (Finlandia, Estonia, Łotwa i Litwa) północna granica Litwy stanowić będzie jednocześnie granicę stref interesów Niemiec i ZSRS. W związku z tym obie strony uznają zainteresowanie Litwy w stosunku do rejonu Wilna”.

Drugi punkt, bezpośrednio dotyczący Polski, brzmiał następująco: “W wypadku terytorialnych i politycznych przekształceń na terenach należących do Państwa Polskiego granica stref interesów Niemiec i ZSRS przebiegać będzie w przybliżeniu po linii rzek Narwi, Wisły i Sanu. Kwestia, czy w obopólnym interesie będzie pożądane utrzymanie niezależnego Państwa Polskiego i jakie będą granice tego państwa, będzie mogła być ostatecznie wyjaśniona tylko w toku dalszych wydarzeń politycznych. W każdym razie oba rządy rozstrzygną tę kwestię na drodze przyjaznego porozumienia”.

Kolejny z punktów odnosił się do obszaru Europy Południowo-Wschodniej. Strona sowiecka podkreśliła w nim swoje zainteresowanie Besarabią (należącą do Rumunii), natomiast strona niemiecka wyraziła całkowity brak zainteresowania, co do tych terenów.

Prof. Garlicki: Pakt Ribbentrop-Mołotow przyniósł Hitlerowi pozornie mniejsze korzyści niż Stalinowi: terytorium polskie na zachód od linii Wisły oraz uznanie Litwy za niemiecką strefę wpływów. Ale Hitler otrzymywał równocześnie – i to było bezcenne – gwarancje neutralności Moskwy w jego konflikcie z Zachodem. Groźba wojny na dwa fronty, przynajmniej w najbliższym czasie, przestawała istnieć dla Niemiec. Obaj partnerzy podpisujący pakt na Kremlu traktowali go, jako rozwiązanie doraźne.

W ostatnim punkcie dokumentu stwierdzano: “Niniejszy protokół będzie traktowany przez obie strony, jako najściślej tajny”.

Przedstawiając okoliczności zawarcia powyższego układu prof. Paweł Wieczorkiewicz pisał: “Dobry grunt do porozumienia sowiecko-niemieckiego stworzyły podtrzymywane od kwietnia nieoficjalne kontakty polityczne, przykrywkę, dla których stanowiły rozpoczęte nieco później rokowania na temat traktatu handlowego. 21 sierpnia Stalin zaaprobował przyjazd do Moskwy Ribbentropa, warunkując wszakże zgodę na podpisanie traktatu o nieagresji zawarciem dodatkowego porozumienia regulującego interesy obu stron w kwestiach polityki zagranicznej. Niemiecki minister przyleciał do stolicy ZSRS w południe 23 sierpnia. Niebywały w takich razach pośpiech wynikał z faktu, iż Hitler postanowił uderzyć na Polskę w przeciągu trzech dni”. (P. Wieczorkiewicz “Historia polityczna Polski 1935-1945”)

Prof. Andrzej Garlicki oceniając porozumienie dwóch totalitarnych mocarstw stwierdzał: “Pakt Ribbentrop-Mołotow nazywa się często IV rozbiorem Polski. Ta nazwa dobrze oddaje jego istotę. Dwa sąsiadujące z Polską państwa zawarły porozumienie dotyczące podziału jej terytorium pomiędzy siebie. Po kilku tygodniach porozumienie to zostało zrealizowane. Pakt Ribbentrop-Mołotow przyniósł Hitlerowi pozornie mniejsze korzyści niż Stalinowi: terytorium polskie na zachód od linii Wisły oraz uznanie Litwy za niemiecką strefę wpływów. Ale Hitler otrzymywał równocześnie – i to było bezcenne – gwarancje neutralności Moskwy w jego konflikcie z Zachodem. Groźba wojny na dwa fronty, przynajmniej w najbliższym czasie, przestawała istnieć dla Niemiec. Obaj partnerzy podpisujący pakt na Kremlu traktowali go, jako rozwiązanie doraźne. Obaj mieli cele o wiele bardziej ambitne niż rozbiór Polski czy podporządkowanie republik nadbałtyckich. Były to cele sprzeczne, dlatego wojna pomiędzy III Rzeszą i Związkiem Radzieckim była nieunikniona” (A. Garlicki “Historia 1815-1939. Polska i świat”).

“Pakt Ribbentrop-Mołotow nazywa się często IV rozbiorem Polski. Ta nazwa dobrze oddaje jego istotę. Dwa sąsiadujące z Polską państwa zawarły porozumienie dotyczące podziału jej terytorium pomiędzy siebie. Po kilku tygodniach porozumienie to zostało zrealizowane. Pakt Ribbentrop-Mołotow przyniósł Hitlerowi pozornie mniejsze korzyści niż Stalinowi: terytorium polskie na zachód od linii Wisły oraz uznanie Litwy za niemiecką strefę wpływów. Ale Hitler otrzymywał równocześnie – i to było bezcenne – gwarancje neutralności Moskwy w jego konflikcie z Zachodem […]”.

Zdaniem niemieckiego historyka prof. Klausa Zernacka, autora książki “Polska i Rosja”, po podpisaniu porozumienia z ZSRS “Hitler mógł się cieszyć, że oto ma w kieszeni wszystkich swoich przeciwników, obecnych i przyszłych, na Zachodzie i Wschodzie. Zawdzięczał to sprzyjającej postawie Stalina, któremu (…) bliższy chyba był pokój z Niemcami, na dodatek związany z kuszącymi zdobyczami w Polsce, niż bezpieczeństwo europejskie. Toteż sowiecka polityka zagraniczna drugiej połowy lat trzydziestych ponosi jednoznaczną współwinę za podminowanie tego bezpieczeństwa, a w końcu – za katastrofę. Stalin zamierzał rzeczywiście wykorzystać dla Rosji Sowieckiej przyznaną mu przez Hitlera strefę interesów w Europie Środkowo-Wschodniej i przejąć te obszary. Tym samym Związek Sowiecki, zawarłszy pakt z Hitlerem, ma swój istotny udział w II wojnie światowej od jej pierwszego dnia”.

Przywódcy Wielkiej Brytanii, Francji i USA prawie od początku dysponowali wiedzą na temat tajnego protokołu paktu Ribbentrop-Mołotow. Informacji tej nie przekazali jednak przedstawicielom władz polskich.
23 sierpnia jest Europejskim Dniem Pamięci Ofiar Stalinizmu i Nazizmu, ustanowionym w 2008 r. przez Parlament Europejski.(PAP)


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com