Archive | September 2019

JAN ROCHWERGER — WSPOMNIENIE

JAN ROCHWERGER — WSPOMNIENIE

Alicja Kościan, Kaja Wieczorek


W dniu 28.08.2019 w wieku 103 lat zmarł nasz wieloletni pracownik i kolega Jan Rochwerger.

Urodził się 19 listopada 1915 r. w Brnie, w rodzinie mieszczan krakowskich uciekających przed frontem I wojny światowej. Po Wielkiej Wojnie zamieszkał w Krakowie, gdzie ukończył VI Gimnazjum im. T. Kościuszki. Po zdaniu matury, studiował chemię na Wydziale Filozoficznym Uniwersytetu Jagiellońskiego. Niestety, wybuch II wojny światowej nie pozwolił mu ukończyć studiów. W 1939 roku Pan Jan znalazł się we Lwowie, gdzie pracował na kolei, a następnie a po 1941 roku w kołchozie Svietlyj Jar niedaleko Stalingradu. W szeregach Wojska Polskiego przeszedł szlak bojowy aż do Berlina. Od 23.07.1944 do 23.10.1967 r. był żołnierzem Ludowego Wojska Polskiego.

Od 15.11.1968 r. był zatrudniony w ŻIH-u. pełniąc różne funkcje. Czytał w sześciu językach i dzięki tej umiejętności od 1984 r. zamieszczał w Biuletynie ŻIH przeglądy prasy zagranicznej oraz recenzje książek i artykułów prasowych. Od 1994 r. był specjalistą do spraw kontaktów i promocji Instytutu. Od 1996 r. pracował w bibliotece. Do końca 2008 r. był zatrudniony na pełnym etacie, następnie na pół etatu. Do setnych urodzin pracował 3 razy w tygodniu katalogując czasopisma i nadal przygotowując przeglądy prasy zagranicznej, które zamieszczano w naszym biuletynie, a w ostatnim okresie na stronie internetowej Instytutu.

Krótko po swym jubileuszu ze względu na zły stan zdrowia zakończył pracę w ŻIH-u.

Będziemy Go pamiętać jako przeuroczego, kulturalnego Starszego Pana.


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com


“Malowany ptak” na Festiwalu Filmowym w Wenecji. Widzowie wychodzą z sali

“Malowany ptak” na Festiwalu Filmowym w Wenecji. Widzowie wychodzą z sali

Krzysztof Kwiatkowski


Malowany Ptak, reż. Vaclav Marhoul

“Malowany ptak”, ekranizacja słynnej powieści Jerzego Kosińskiego, podzielił widzów festiwalu filmowego w Wenecji. Wywołuje debatę na temat nie tylko konsekwencji przemocy, ale też udziału mieszkańców Europy Środkowej w Holocauście.

Na wieczornym pokazie filmu w czasie festiwalu filmowego w Wenecji nie było minuty, żeby z seansu ktoś nie wyszedł. Obrazy śmierci, gwałtu, wykłuwania oczu stołową łyżką nie układają się w dobry finał upalnego, słonecznego dnia na Lido. Ale przecież to część naszego DNA. „Malowany ptak” po raz kolejny uzmysławia skalę moralnego kataklizmu drugiej wojny światowej.

– Dla Kosińskiego przemoc nie była jednowymiarowym zjawiskiem – komentuje reżyser „Malowanego ptaka” Václav Marhoul. – Jej kolejne akty pozwalały mu wyznaczyć ramy człowieczeństwa.

“Malowany ptak” według Kosińskiego – agresja, bo inaczej nie umieją

Marhoul tworzy film cichy i minimalistyczny. Dzieli go na kolejne rozdziały nazwane imionami ludzi, których na swojej drodze spotyka żydowski chłopiec. Gdy kobieta, której dali go na przechowanie jego rodzice, umiera, zostaje zupełnie sam. Tuła się po omacku z jednym celem: przetrwać. Idzie na ślepo, bez żadnej taktyki ucieczki. Ale przecież i tak na nic by się ona nie zdała. Jego wygląd zdradza pochodzenie, z którym ani przez chwilę nie jest bezpieczny.

Reżyser nie stosuje taryfy ulgowej. Pokazuje skrajny prymitywizm środkowoeuropejskich wsi. Za inność płaci się tu życiem. Chyba że trafi się wędrowna szamanka, która kupi „małego diabła”.

Tak naprawdę bohaterowie nie mówią żadnym konkretnym językiem. Autorzy filmu zmieszali słowacki, czeski, polski, rosyjski, tworząc – jak sami to nazywają- słowiańskie esperanto. Ale ekranizacja prozy Kosińskiego oddaje krajobraz, który wyłania się z naukowych badań Jana Tomasza GrossaBarbary Engelking, Jana Grabowskiego.

Mit o masowym ratowaniu Żydów przez mieszkańców regionu jest fikcją. Owszem, zdarzały się heroiczne czyny. Ale była też agresja niewynikająca tylko ze strachu przed okupantem. Kolejni ludzie zadają chłopcu rany z różnych powodów. Bo jest Żydem, bo nie wypełnia ich poleceń wystarczająco dokładnie, bo wyżywają się na nim za własne niespełnienia. Bo inaczej nie umieją.

Podobne ciosy zadają sobie nawzajem. Jest w tym filmie cały katalog przemocy: mordy, gwałty, tortury. Chłop katuje żonę, kiedy wydaje mu się, że pożądliwie spojrzała na parobka. Kozacy palą całe wsie, zabijając mężczyzn i gwałcąc kobiety.

Trzy godziny ciosów w żołądek

A kamera wciąż patrzy w oczy chłopca, który nasiąka złem, wyzbywa się wrażliwości, buduje wokół siebie pancerz. Przestaje mówić. Bo są granice tego, co może znieść psychika. Wstrząsający w „Malowanym ptaku” jest obraz sierocińca. To już koniec wojny. Po podwórku przy niewielkim budynku biegają ośmio-, dziesięcio-, dwunastolatkowie. Ale przecież żaden z nich nie jest już dzieckiem.

W przeciwieństwie do „Syna Szawła” Laszlo Nemesa „Malowany ptak” nie wnosi dużo nowego do wizji Holocaustu. Ale jest perfekcyjnie zrobionym filmem, który porusza do głębi. To nie tylko opowieść o czasach wojny. Także o tym, czego już nie ma na ekranie: późniejszym życiu bohatera. O bagażu, z jakim w życie wchodziło całe pokolenie. Bo jak cokolwiek zbudować, kiedy rzeczywistość pozbawiła ludzi wszelkich fundamentów normalności?

Nic dziwnego, że ten seans podzielił widzów. Obrazy skrajnego okrucieństwa budzą wewnętrzny sprzeciw.

Deborah Young z “The Hollywood Reporter” nazywa film „trzema godzinami ciosów w żołądek”. Xan Brooks pisze w „Guardianie” o „drodze przez piekło”. Ale odwrócenie oczu byłoby oszustwem intelektualnym. Dzisiaj, kiedy do kin przychodzi pokolenie, które nie ma pod powiekami obrazów wojny, metafory nie wystarczają. Przypominanie o skali fizycznego upodlenia staje się obowiązkiem twórców.

Symbolicznym komentarzem do filmu zaś stało się w Wenecji piękne „O nieskończoności”. Roy Andersson wraca na Lido jako laureat Złotego Lwa z filmem, który znów napisał własnym charakterem pisma. A jego stylu nie da się pomylić z niczyim innym. W kilkuminutowych scenach i breuglowskich kadrach reżyser portretuje kolejnych ludzi. Narratorka powtarza: „Widziałam człowieka, który…” i wymienia kolejne doświadczenia bohaterów. Ktoś miał problem z butem, komuś zepsuł się samochód. Inny zamordował żonę w akcie desperacji albo stracił najbliższą osobę. Ból pozostaje bólem, nie da się obiektywnie ocenić jego skali. Jest tu i kobieta, która „myślała, że nikt na nią nie czeka” na dworcu. Potem zjawia się chwilę spóźniony mężczyzna, ale smak odrzucenia w niej zostaje. Raz zmąconego poczucia własnej wartości nie da się łatwo odtruć.

Ale nieprawdą jest, że Roy Andersson nie komentuje przeszłości. Przeciwnie. Ona stale tu jest. Między współczesnymi Szwedami pojawiają się Adolf Hitler w bunkrze pod koniec wojny, armia prowadzona do syberyjskiego obozu po przegranej batalii, rodzina, która straciła na froncie syna. I tak zawsze było w kinie tego reżysera. 

W nagrodzonym Lwem „Gołębiu, który przysiadł na gałęzi i rozmyślał o istnieniu” pokazywał wielki bęben-komorę gazową, do której przytwierdzone są tuby. Kiedy zamknięci ludzie próbowali ratować się, na zewnątrz wydobywało się coś w rodzaju muzyki. W „Do ciebie, człowieku” bohaterowie skupieni na rutynowych czynnościach nie zauważali bombowców nadlatujących nad miasto. Także tym razem pogrążeni w apatii ludzie nie dostrzegą katastrofy, która nagle może położyć ich światu kres.

Oba te filmy tak naprawdę są portretami ofiar wielkiej historii. W „Malowanym ptaku” łamie ona biografię bohatera na samym początku jego drogi. U Roya Anderssona – odwrotnie. Zawiesza ona nad życiem widmo nadchodzącej zagłady, wobec której będziemy bezradni. I może właśnie dlatego oba te filmy powstały – z idealistycznej wiary obu reżyserów, że kino może zmieniać świadomość widzów? A może i w konsekwencji rzeczywistość?


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com


OUR MISSION IS TO SAVE LIVES

UNITED HATZALAH: OUR MISSION IS TO SAVE LIVES

ELI BEER


“At an early age, I realized what I wanted to do was to save lives. I wanted to be a doctor, but instead life took me in the direction of creating a volunteer EMS organization.”

Yehuda and the United Hatzalah team. (photo credit: Courtesy)

I have been working in emergency medical services for 30 years and began volunteering when I was 16 in the back of an ambulance.

The first time that I responded on my own and managed to save a life, I realized that I needed to create a first response organization comprised of volunteers who would be willing to drop everything, run out on their family and friends at a moment’s notice, and wake up in the middle of the night to help strangers whom they never had met.

Basically, I needed a bunch of like-minded people to save many lives. But people called me meshugga.

Some years later, I had a dream of achieving a three-minute response time for first responders across all of Israel. People thought that this, too, was meshugga.

Later, my dream grew to take the model of what became known as United Hatzalah and expand it to other countries around the globe. This, too, people thought was meshugga.

But I achieved those goals because people saw that I was meshugga for a good reason and they joined me.

I’ve often believed that everyone is a little crazy in their lives, and that the question we all face in life is: what do we do with it?

At an early age, I realized what I wanted to do was to save lives. I wanted to be a doctor, but instead life took me in the direction of creating a volunteer EMS organization.

I am blessed to have nearly 6,000 people join me in that mission and make my dream become a reality. These people are passionate and dedicated to helping others whom they’ve never met just because help is needed. The result is that we manage to save people who would otherwise not be saved.

When my own father collapsed with a heart attack, the first person at the scene was a Muslim volunteer from east Jerusalem who shares my meshuggas. The feeling I had at that moment was one that I will never forget.

It is the feeling of self-worth that comes with saving another person, not because you get paid to do it, not because anyone is there with fanfare, but simply the knowledge that the effort one puts in, the self-sacrifice involved in responding, can save the life of another.

This is what gives the impetus to a whole network of people all over the country to give of themselves to save others. It has created communities of people and crosses social, religious and cultural boundaries to unify them under a single banner. It is the reason that 20,000 children dress up as United Hatzalah EMTs every year for Purim – because they want to be part of this meshuggas when they get older. It is why we have 1,000 new trainees every year who want to join this meshuggas, so that they, too, can be a part of a national revolution of helping people, no matter who they may be.

I DIDN’T truly understand this until one of my own children started to volunteer. One of my daughters became an EMT while she was a young teenager, and the reason she did this is that she saw the look on my face when I came home after I had successfully saved a life.

The sense of fulfillment after saving a life is beyond anything else I have ever felt. When I succeed at a business deal, it never makes me as happy as when I help someone else.

My children grew up watching this. Today, four of my five kids and my son-in-law are United Hatzalah volunteers and save lives. It shows me that the thing that drives most people is the desire to be a part of something bigger, something that not only helps other people but can make a meaningful impact on another person’s life, while at the same time uniting them with like-minded people across an entire country.

The more meshuggeners we have in this country who use their meshuggas to help others, the better off we will all be.


The writer is a social entrepreneur and president and founder of United Hatzalah of Israel, an independent, nonprofit, fully volunteer EMS organization that provides fast and free emergency first response throughout Israel.


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com


Postcard from Israel: Beersheva

Postcard from Israel: Beersheva

  21see



Postcard from Israel: Beersheva
Once a financially plagued metropolis, Beersheva is today a center of modernity, culture, academia and high-tech. The city’s development is seen in its urban design elements, playgrounds and parks, and newly erected university buildings and office towers.

Video by Asi Aivas for ISRAEL21c

Produced by Viva Sarah Press for ISRAEL21c


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com


Różnice w ocenie przyczyn wybuchu II wojny światowej

Polsko-Rosyjska Grupa ds. Trudnych: różnice w ocenie przyczyn wybuchu II wojny światowej

Norbert Nowotnik (PAP)


01.12. Warszawa (PAP) – Geneza II wojny światowej to najbardziej kontrowersyjna kwestia, co do której różnią się członkowie Polsko-Rosyjskiej Grupy ds. Trudnych w publikacji “Białe Plamy – Czarne Plamy”. Zdaniem Rosjan Polska przyczyniła się do wywołania II wojny światowej.
17 września atak ZSRR na Polskę.

Polska Agencja Prasowa dotarła do ponad 900-stronicowej publikacji “Białe plamy – Czarne plamy. Sprawy trudne w polsko-rosyjskich stosunkach 1918-2008”, której oficjalna prezentacja odbędzie się 6 grudnia – w dniu wizyty w Polsce prezydenta Rosji Dmitrija Miedwiediewa. Jest to zbiorowa praca polskich i rosyjskich uczonych, którzy w szesnastu rozdziałach przedstawili najtrudniejsze problemy w relacjach między Polską a Rosją w ciągu ostatnich 90 lat – od roku 1918 do roku 2008.

Jak powiedział PAP współprzewodniczący Polsko-Rosyjskiej Grupy ds. Trudnych i b. minister spraw zagranicznych prof. Adam Daniel Rotfeld, autorzy mieli pełną swobodę w przedstawianiu swoich punktów widzenia, co spowodowało, że stanowiska polskich i rosyjskich autorów w ocenie niektórych spraw okazały się różne.

“Ocena paktu Ribbentrop-Mołotow polskiego i rosyjskiego autora jest bardzo podobna; to samo dotyczy Katynia. Natomiast znacznie różnią się oceny przyczyn II wojny światowej. Według Rosjan Polska ponosi współwinę; (…) z kolei my uważamy, że zostaliśmy przez dwóch sąsiadów Polski – sowiecką Rosję i hitlerowskie Niemcy – postawieni pod ścianą” – mówił Rotfeld.

Podkreślił też, że przygotowując publikację Grupa nie dążyła do zacierania różnic i nie kierowała się polityczną poprawnością. Jego zdaniem, różnica zdań w ocenie niektórych historycznych wydarzeń powinna być uznana za przejaw normalności. “Kiedy zaczyna się rozmawiać z ludźmi kompetentnymi to więcej jest różnic w gronie polskich i rosyjskich historyków niż między Polakami i Rosjanami” – dodał Rotfeld.

“Geneza drugiej wojny światowej” (Przyczyny II wojny światowej. Polska, Związek Sowiecki i kryzys systemu) to rozdział trzeci wspólnej publikacji, w którym z rosyjskiej strony głos zabrał prof. Michaił M. Narinskij z Moskiewskiego Państwowego Instytutu Stosunków Międzynarodowych MSZ Rosji, a z polskiej strony – dr Sławomir Dębski, były dyrektor Polskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych, pełnomocnik ministra kultury ds. utworzenia Centrum Polsko-Rosyjskiego Dialogu i Porozumienia.

Rozdział ten przedstawia główne założenia polityki zagranicznej ZSRR i Polski pod koniec lat 30., znaczenie układu monachijskiego z 1938 r., (porozumienie Niemiec, Włoch, Wielkiej Brytanii i Francji, umożliwiające Hitlerowi zaanektowanie części Czechosłowacji, co przypieczętowało jej koniec jako niepodległego państwa) oraz sowiecko-niemiecki pakt o nieagresji wraz z tajnym protokołem z sierpnia 1939 r. (pakt Ribbentrop-Mołotow).

Zdaniem Narinskiego zasadniczym celem polskiej polityki zagranicznej w tamtym czasie było umocnienie międzynarodowej pozycji kraju. “Teoretycznie Warszawa pozostawała na pozycjach +równej odległości+ między Berlinem a Moskwą, jednak dążenie do rozwiązania własnych problemów popychało Polskę do zbliżenia z Niemcami” – napisał rosyjski autor. Według niego po dokonaniu przez Hitlera aneksji Austrii nazistowska Rzesza rozpoczęła przygotowania do agresji na Czechosłowację, co działo się przy aktywnym współudziale Polski.

“W trakcie kryzysu czechosłowackiego Polska faktycznie solidaryzowała się z Niemcami hitlerowskimi” – podkreśla Narinskij, przypominając, że 30 września 1938 r. rząd polski wystosował do władz czechosłowackich notę, w której zażądał natychmiastowego odłączenia od Czechosłowacji części powiatów cieszyńskiego i frysztackiego i przekazania ich Polsce. “Było to żądanie-ultimatum wykraczające nawet poza ustalenia z Monachium” – dodaje.

“Znamienne, że we wrześniu 2009 r. polski prezydent Lech Kaczyński przeprosił za odegranie przez Polskę roli w hitlerowskim podziale Czechosłowacji i powiedział, że +przyłączenie się Polski do rozbioru, w każdym razie terytorialnego ograniczenia ówczesnej Czechosłowacji, było nie tylko błędem, było grzechem+” – pisze Narinskij.

W jego ocenie po upadku Czechosłowacji kształtował się niekorzystny dla ZSRR układ sił. “Związek Radziecki znalazł się w obliczu zagrożenia izolacją międzynarodową. Obiektywnie układ monachijski popychał Moskwę ku poszukiwaniu zbliżenia z Berlinem. (…) Monachium pogłębiło brak zaufania Stalina do polityki +demokracji zachodnich+” – dodaje rosyjski autor.

Według Narinskiego, w 1939 r. stanowisko rządu polskiego było niezmienne: nie zawierać żadnych porozumień ani z Niemcami przeciwko ZSRR, ani z ZSRR przeciwko Niemcom. Z kolei – jak napisał – “stanowisko radzieckie ukierunkowane było na formowanie sojuszu wojskowo-politycznego trzech państw (ZSRR, Wielka Brytania i Francja – PAP), z twardymi zobowiązaniami dotyczącymi wzajemnej pomocy i wzajemnymi gwarancjami dla europejskich sąsiadów ZSRR”.

Jak pisze, “Polska i Rumunia występowały przeciwko radzieckim gwarancjom i były uznawane w Moskwie za państwa nieprzyjaźnie nastawione do Związku Radzieckiego”. “Mimo to ZSRR konsekwentnie popierał Polskę, jeśli chodzi o sprzeciw wobec żądań niemieckich (chodzi o włączenie Gdańska do III Rzeszy i ustanowienie eksterytorialnego połączenia z Prusami Wschodnimi – PAP)” – zaznaczył. “10 maja, podczas rozmowy z Józefem Beckiem, zastępca komisarza ludowego Władimir Potiomkin podkreślił, że +ZSRR nie odmówiłby pomocy Polsce, jeśliby ta jej zechciała+. Jednak następnego dnia ambasador Wacław Grzybowski oświadczył Wiaczesławowi M. Mołotowowi, że Polska uważa za niemożliwe zawarcie z ZSRR paktu o wzajemnej pomocy” – napisał Narinskij.

Autor zauważa, że istniała “głęboka podejrzliwość i wzajemna nieufność między Londynem i Paryżem z jednej strony a Moskwą z drugiej; tradycyjną wrogość demokracji zachodnich wobec reżimu stalinowskiego potęgowały rezultaty wielkiego terroru i masowych represji w ZSRR; permanentna nieufność do polityki Wielkiej Brytanii i Francji, pogłębiona przez układ monachijski, panowała również w Moskwie”.

Jego zdaniem, przywódcy Wielkiej Brytanii i Francji nie wykazywali zrozumienia powagi sytuacji międzynarodowej i konieczności poszukiwania kompromisu z ZSRR. “Niemniej jednak droga do trójstronnych negocjacji wojskowych w Moskwie była otwarta” – podkreśla Narinskij i przywołuje wizytę w Moskwie misji wojskowych brytyjskiej i francuskiej na początku sierpnia 1939 r., co miało przynieść efekt wspólnego sojuszu wojskowego przeciwko hitlerowskim Niemcom.

“7 sierpnia Kliment J. Woroszyłow zapisał instrukcje, zgodnie z którymi miał prowadzić negocjacje z misjami wojskowymi Wielkiej Brytanii i Francji. Wytyczne te, przypuszczalnie podyktowane przez Stalina, były następujące: +negocjacje sprowadzić do dyskusji nad poszczególnymi zasadniczymi sprawami, przede wszystkim nad przepuszczeniem naszych wojsk przez korytarz wileński i Galicję, a także przez Rumunię. (…) Jeśli okaże się, że swobodne przepuszczenie naszych wojsk przez terytorium Polski i Rumunii jest wykluczone, to oświadczyć, że bez tego warunku porozumienie jest niemożliwe, ponieważ bez swobodnego przepuszczenia wojsk radzieckich przez wymienione terytoria obrona przeciwko agresji w jakimkolwiek jej wariancie skazana jest na klęskę” – cytuje Narinskij.

“Ze względu na negatywny stosunek Polski i Rumunii do przepuszczenia przez ich terytoria wojsk radzieckich takie stanowisko Kremla przesądzało o niepowodzeniu trójstronnych negocjacji wojskowych” – stwierdza autor. Jak pisze, po podjętej przez Francję “rozpaczliwej próbie uratowania trójstronnych negocjacji w Moskwie”, marszałek Edward Rydz-Śmigły i szef Sztabu Generalnego Wojska Polskiego generał Wacław Stachiewicz oświadczyli, że żaden polski rząd nie zdoła rozpatrywać “jakiejś propozycji, skierowanej na przeprowadzenie okupacji części polskiego terytorium przez wojska rosyjskie, jakiekolwiek by były konsekwencje tej odmowy”. Narinskij podsumowuje, że polscy działacze nie wierzyli ani w dobrą wolę przywódców radzieckich, ani w ich pragnienie efektywnego udziału w działaniach wojennych przeciwko Niemcom.

Pakt Ribbentrop-Mołotow podpisanym w nocy z 23 na 24 sierpnia 1939 r. Narinskij nazywa “taktycznym sukcesem, który obrócił się w strategiczną pomyłkę”. “O ile radziecko-niemiecki pakt był właśnie taktycznym sukcesem Kremla, o tyle cały kurs na współpracę z Berlinem stał się strategicznym błędem Stalina. Pozwolił on Hitlerowi rozgromić Polskę i wytyczyć wspólną granicę ze Związkiem Radzieckim. Później Niemcy zyskały możliwość pokonania Francji, co pozbawiało ZSRR potencjalnego sojusznika w Europie. Taktyczna wygrana Stalina zmieniła się w jego strategiczną przegraną w czerwcu 1941 r.” – napisał politolog.

Dodaje, że tajny protokół Mołotowa i Ribbentropa dotyczący podziału II Rzeczpospolitej “był sprzeczny z zasadami moralnymi i normami prawa międzynarodowego”. “Dwa państwa nie tylko podzieliły nienależące do nich terytoria na strefy wpływów, lecz także postawiły pod znakiem zapytania samo istnienie niepodległej Polski, uznanego członka wspólnoty międzynarodowej” – pisze autor i dodaje, że nie ma żadnych podstaw, by uważać, że zawarcie tego paktu było krokiem decydującym o wybuchu II wojny światowej. “Wiadomo, że zasadniczą decyzję o dokonaniu napaści na Polskę nie później niż 1 września kierownictwo hitlerowskie podjęło jeszcze w kwietniu 1939 r., a zatem przed nawiązaniem kontaktów z ZSRR” – uznał Narinskij.

Jego zdaniem, hitlerowskie Niemcy były głównymi podżegaczami wojennymi. “To właśnie Hitler postawił na ekspansję terytorialną i na agresję, na ustanowienie panowania niemieckiego w Europie, a potem również na świecie” – pisze rosyjski politolog, podkreślając, że w skomplikowanej sytuacji międzynarodowej kierownictwo stalinowskie wolało zawrzeć umowę o nieagresji z hitlerowskimi Niemcami w sierpniu 1939 r. i dokonać z Berlinem podziału stref interesów w Europie Wschodniej.

Według polskiego historyka i politologa dr Sławomira Dębskiego, Polska w latach 1919-1939 wobec rewizjonizmu dwóch potężnych sąsiadów – sowieckiej Rosji i hitlerowskich Niemiec – dążyła przede wszystkim do zachowywania politycznej równowagi. Na poparcie tej tezy przywołuje m.in. słowa polskiego ministra spraw zagranicznych Józefa Becka, który 4 kwietnia 1939 r. wyjaśniał założenia polityki zagranicznej Polski premierowi Wielkiej Brytanii Neville’owi Chamberlainowi i ministrowi spraw zagranicznych lordowi Halifaksowi.

“Jeżeli chodzi o Polskę, to dwie prawdy dzięki jej sytuacji geograficznej są specjalnie istotne. A mianowicie: aby polityka polska nie opierała się ani o Niemcy, ani o Rosję. Gdyby Polska uzależniała swą politykę od jednego z tych mocarstw,, to przestałaby być czynnikiem pokoju, a stałaby się czynnikiem mogącym sprowokować konflikt; (…) zasada ta posiada dla nas znaczenie życiowe” – cytuje Dębski szefa przedwojennego MSZ.

Jak podkreślił, traktatowym przejawem aspiracji Polski do zachowania politycznej samodzielności był m.in. układ o nieagresji ze Związkiem Sowieckim z 1932 r. i deklaracja Polski i Niemiec z 26 stycznia 1934 r. Autor wskazuje jednak, że “pomimo zbliżenia z Niemcami po 1934 r. polskie władze konsekwentnie uważały, że gdyby doszło w Europie do konfrontacji zbrojnej między Niemcami a mocarstwami zachodnimi występującymi w obronie systemu wersalskiego, Polska musiałaby stanąć po stronie mocarstw zachodnich”.

Polski historyk zarzuca Sowietom, że przyczynili się do zwycięstwa faszyzmu w Niemczech, “nakazując niemieckim komunistom walkę nie z nazistami, ale z socjaldemokracją”. “Faszyzm był dla Stalina lepszy niż kapitalizm, a Hitler lepszy niż jakikolwiek polityk o przekonaniach demokratycznych (…). Niebezpieczeństwo, że Hitler będzie dążył do uzyskania dla narodu niemieckiego Lebensraumu (z niem. przestrzeni życiowej) na wschodzie, jawiło się Stalinowi jako bardzo odległa i mało prawdopodobna perspektywa” – przekonuje Dębski. Dodaje też, że dyplomacja sowiecka “cały czas żywiła nadzieję, że koniunktura na współpracę niemiecko-sowiecką powróci i doprowadzi do likwidacji państwa polskiego”.

Ponadto polski historyk i politolog wskazuje, że od drugiej połowy września 1939 r. do sierpnia 1940 r. “Związek Sowiecki realizował rachunek, który wystawił Hitlerowi za pomoc w rozprawie z Polską i za zneutralizowanie mocarstw zachodnich. Po rozbiorze Polski za umowę niemiecko-sowiecką zapłaciły Estonia, Łotwa i Litwa, potem przyszła kolej na Finlandię i wreszcie na Rumunię” – pisze.

W jego ocenie, współdziałanie niemiecko-sowieckie było charakterystyczne dla pierwszej fazy II wojny światowej. “Ten dziwny sojusz zaczął się rozpadać po upadku Francji. A niemiecka agresja na Związek Sowiecki 22 czerwca 1941 r. doprowadziła do wielkiego odwrócenia sojuszy. Zaczęła się nowa faza II wojny światowej” – podsumowuje swoje stanowisko polski historyk.


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com