Archive | November 2020

USA to jedyny kraj, który rozlicza mułłów

UE musi skończyć z polityką appeasement wobec mułłów w Iranie. Na zdjęciu: irański “najwyższy przewodnik” ajatollah Ali Chamenei (po lewej) i prezydent Hassan Rouhani, 21 sierpnia 2019 roku. (Zdjęcie: khamenei.ir)

USA to jedyny kraj, który rozlicza mułłów

Majid Rafizadeh

Tłumaczenie:
Małgorzata Koraszewska


Jedynym zachodnim rządem, który podejmuje konkretne kroki, by pociągnąć irański reżim do odpowiedzialności za łamanie praw człowieka, destabilizujące zachowanie i agresywną politykę na Bliskim Wschodzie, jest administracja Trumpa. 24 września Stany Zjednoczone wpisały na czarną listę i narzuciły sankcje na wielu irańskich funkcjonariuszy i instytucje za poważne łamanie praw człowieka. Sankcje zostały także narzucone na sędziego, który brał udział w wydaniu wyroku śmierci na irańskiego mistrza zapasów, Navida Afkariego.

UE, ONZ i organizacje praw człowieka nie podjęły żadnego konkretnego działania także po tym, jak Amnesty International opublikowała raport o szokującym łamaniu praw człowieka Amnesty International ostrzegała, że irański reżim popełnia nieakceptowalne potworności, włącznie z ofiarami “z zawiązanymi oczyma; bitymi pięściami, kopanymi i chłostanymi; bitymi pałkami, wężami gumowymi i kablami; podwieszonymi lub zmuszonymi do przyjmowania bolesnych pozycji przez długi czas; pozbawionymi wystarczającej żywności i wody pitnej; umieszczonymi w długotrwałej izolacji, czasami przez tygodnie, a nawet miesiące; i pozbawionymi opieki medycznej do ran odniesionych podczas protestów lub w wyniku tortur”.

Stany Zjednoczone narzuciły także sankcje na sędziego Sejjeda Mahmouda Sadatiego, sędziego Mohammada Soltaniego z Oddziału 1 Rewolucyjnego Sądu w Sziraz i Adela Abada z Uramji jako odpowiedzialnych za poważne łamanie praw człowieka, włącznie z torturami, arbitralnym internowaniem i nieuzasadnionymi egzekucjami. Elliott Abrams, specjalny przedstawiciel USA na Iran i Wenezuelę, powiedział podczas posłuchania w senackiej Komisji Stosunków Zagranicznych:

“USA są zdecydowane pociągać do odpowiedzialności tych, którzy odmawiają wolności i sprawiedliwości ludziom w Iranie i za kilka godzin Stany Zjednoczone ogłoszą sankcje na wielu irańskich funkcjonariuszy i instytucje, włącznie z sędzią, który skazał Navida Afkariego na śmierć”.

Afkari, podobnie jak wielu innych ludzi, którzy uczestniczyli w protestach przeciwko reżimowi, był brutalnie torturowany. Wyjaśnił w liście:

“Przez około 50 dni musiałem znosić najbardziej koszmarne tortury fizyczne i psychiczne. Bili mnie kijami i pałkami, uderzeniami po rękach, nogach, brzuchu i plecach. Umieszczali mi na głowie torbę plastikową i torturowali mnie aż dusiłem się. Wlewali mi także alkohol do nosa”.

Pociąganie irańskich przywódców do odpowiedzialności tylko za łamanie praw człowieka nie wystarcza. Trzeba wywierać naciski za militarne awanturnictwo tego reżimu. W odróżnieniu od UE, USA podejmują konkretne kroki w przeciwstawianiu się temu bandyckiemu reżimowi także na innych arenach. 21 września prezydent USA, Donald Trump, wydał nowy dekret prezydencki wycelowany w związane z Iranem transfery broni konwencjonalnej, nakierowany na tych, którzy starają się zawrzeć umowy handlu bronią z irańskim reżimem i obejść oenzetowskie embargo na broń. Chociaż USA niedawno przedstawiły rezolucję w ONZ, by przedłużyć embargo na broń do Iranu, Rosja i Chiny użyły swojego prawa weta. Pozostałych 11 członków wstrzymało się od głosu.

Przywódcy Rosji wydają się bardziej niż chętni, by pomóc Iranowi. Władimir Żyrinowski, przywódca Liberalno-Demokratycznej Partii Rosji, powiedział w styczniu 2020 roku, że Rosja musi “zaoferować Iranowi porozumienie o współpracy wojskowej i pilnie sprzedać najnowocześniejszą broń, żeby nikt nie ośmielił się rzucić czymkolwiek w kierunku Iranu”. W końcu Rada Bezpieczeństwa ONZ przegłosowała 14 sierpnia pozwolenie na wygaśnięcie 13-letniego embargo na broń dla irańskiego reżimu. To znaczy, że irański reżim będzie mógł swobodnie kupować, sprzedawać, importować i eksportować broń.

Aby nie dopuścić do zawierania przez Iran umów na zakup broni, skutecznie narzucono sankcje na kilka znaczących organizacji i osób, włącznie z irańskim ministerstwem obrony i sił zbrojnych; Organizacją Przemysłów Obronnych Iranu i jej dyrektorem, Mohammadem Ghannadi Maraghehem; zastępcą szefa Jądrowego Planowania i Strategicznego Nadzoru Organizacji Energii Atomowej Iranu (AEOI), Mohammadem Kannadim, jak również Dżavadem Karimi Sabetem, zastępcą szefa AEOI i szefem jej Instytutu Badawczego Nauk Jądrowych i Technologii; oraz Grupą Przemysłową Mammut i jej filią, Mammut Diesel, za to, że są “kluczowymi producentami i dostawcami militarnych towarów podwójnego użytku do programu rakietowego Iranu”.

Sankcje ewidentnie mają na celu spowodowanie, by firmy i rządy dobrze zastanowiły się zanim zaczną prowadzić interesy z mułłami, ryzykując tym samym prowadzenie interesów z USA. Irański prezydent, Hassan Rouhani, wyraźnie czując naciski sankcji, ostro zaatakował USA; w wystąpieniu telewizyjnym gniewnie oskarżył USA o “barbarzyństwo”.

Kraje europejskie powinny przestać robić interesy z Iranem, ponieważ wzmacniają reżim, który zakłada komórki terrorystyczne na europejskiej ziemi. Iran od początków JCPOA, siał terror i mordercze spiski w UE. Jeśli mułłowie zdobędą broń jądrową i pociski do dostarczenia jej, nawet nie będą musieli ich użyć; tylko zagrożenie dla europejskich miast wystarczy, by dać natychmiastową uległość. Niemiecki wywiad przyznał, że ponad tysiąc członków Hezbollahu, irańskiej marionetki, używa tego kraju do rekrutowania nowych członków, zbierania pieniędzy i kupowania broni.

W październiku zeszłego roku albański szef policji kraju, Ardi Veliu, ujawnił, że albańskie służby bezpieczeństwa odkryły aktywną jednostkę cudzoziemskich operacji związaną z irańską Siłą Kuds. W ostatnich latach serie spisków prowadzących do zabójstw i terroryzmu miały miejsce w całej Europie – jednym udało się, innym nie, ale wszystkie były dziełem irańskich agentów ze śladami prowadzącymi do Teheranu. W lipcu 2018 roku celem udaremnionego zamachu terrorystycznego w Paryżu była duża konferencja, w której brał udział nie tylko autor niniejszego tekstu, ale także wielu mówców z wysokiego szczebla, takich jak były kanadyjski minister spraw zagranicznych, John Baird, były spiker Izby Reprezentantów USA, Newt Gingrich, i były burmistrz Nowego Jorku, Rudy Giuliani.

Kilka miesięcy później, w październiku, irański dyplomata i kilka innych osób irańskiego pochodzenia aresztowano we Francji, Belgii i Niemczech za to, co według funkcjonariuszy francuskiego wywiadu było udaremnionym zamachem bombowym, za którym stał irański reżim. Reżim Iranu mordował także dysydentów na europejskiej ziemi. Ahmad Mola Nissi, holenderski obywatel irańskiego pochodzenia i krytyk irańskiego reżimu, został zastrzelony przed drzwiami swojego domu w listopadzie 2017 roku. Holenderskie władze publicznie przyznały, że mają “silne wskazówki”, że irański rząd zlecił dokonanie tego morderstwa.

UE musi skończyć z polityką appeasementu wobec mułłów w Iranie. Powinna dołączyć do USA w rozliczaniu irańskich przywódców za ich czyny.


Majid Rafizadeh: Amerykański politolog irańskiego pochodzenia. Wykładowca na Harvard University, Przewodniczący International American Council. Członek zarządu Harvard International Review.


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com


6,500-year-old ‘furnace’ discovered in Beersheba

6,500-year-old ‘furnace’ discovered in Beersheba

HANNAH BROWN


“It’s important to understand that the refining of copper was the high tech of that period.”

Archaeologists dig at the site in Beersheba. / (photo credit: ANAT RASYUK / ISRAEL ANTIQUITIES AUTHORITY)

Beersheba may have been the true birthplace of Start Up Nation, since according to a new study by Tel Aviv University and the Israel Antiquities Authority, the capital of the Negev could have been the home of the world’s first furnace 6,500 years ago.

The results of the study have just been published in the prestigious Journal of Archaeological Science.

It details how a 6,500-year-old workshop for smelting copper ore once operated in the Neveh Noy neighborhood of Beersheba.

This study sheds light both on the level of technical advancement in that era and region and the hierarchy in the society, giving evidence for a theory that there was a clearly defined elite that possessed expertise and knew professional secrets, which preserved its power, because its members were the only ones who knew how to create shiny copper.

The study, which was conducted over several years, began in 2017 in the capital of the Negev when the workshop was first uncovered during an Israel Antiquities Authority emergency archaeological excavation to safeguard antiquities.

The study was conducted by Prof. Erez Ben-Yosef, Dana Ackerfeld and Omri Yagel of the Jacob M. Alkow Department of Archeology and Ancient Near Eastern Civilizations at Tel Aviv University, in conjunction with Dr. Yael Abadi-Reiss, Talia Abulafia, and Dmitry Yegorov of the Israel Antiquities Authority and Dr. Yehudit Harlavan of the Geological Survey of Israel.

According to Abulafia, director of the excavation on behalf of the Israel Antiquities Authority, “The excavation revealed evidence for domestic production from the Chalcolithic period, about 6,500 years ago. The surprising finds include a small workshop for smelting copper with shards of a furnace – a small installation made of tin in which copper ore was smelted – as well as a lot of copper slag.”

Objects on white cloth shows copper slag found at the Neveh Noy excavation. (Anat Rasyuk, Israel Antiquities Authority)

The Chalcolithic period (the word “chalcolithic” is made up of the Greek words for “copper” and “stone”) got this name because although metalworking was already in evidence, the tools used were still made of stone. An analysis of the isotopes of ore remnants in the furnace shards show that the raw ore was brought to Neveh Noy neighborhood from Wadi Faynan, located in present-day Jordan, more than 100 km. from Beersheba.

During the Chalcolithic period, when copper was first refined, the process took place far from the mines, unlike the prevalent historical model in which furnaces were built near the mines for both practical and economic reasons. Researchers theorize that the copper was refined so far from the mines to preserve the technological secret.

“It’s important to understand that the refining of copper was the high tech of that period. There was no technology more sophisticated than that in the whole of the ancient world,” Erez Ben-Yosef said. “Tossing lumps of ore into a fire will get you nowhere. You need certain knowledge for building special furnaces that can reach very high temperatures while maintaining low levels of oxygen.”

The study provides new evidence on the extent to which this society, which was not yet urbanized, was hierarchical. The scientists feel that the findings from Neveh Noy could show that the elite who knew how to use the technology held a privileged position. The copper objects were not made to be used, but rather served some ritual purpose and had a symbolic value. They were probably used in rituals while the everyday objects in use continued to be of stone.

Ben-Yosef said that the archaeology of the land of Israel shows evidence of the influence of the Ghassulian culture, named for the archaeological site in Jordan, Tulaylât al-Ghassûl, where the culture was first recognized. This culture, which spanned the region from the Beersheba Valley to present-day southern Lebanon, was unusual for its artistic achievements and ritual objects, as evidenced by the copper objects discovered at Nahal Mishmar and now on display at the Israel Museum in Jerusalem.

According to Ben-Yosef, the people who lived in the area of the copper mines traded with members of the Ghassulian culture from Beersheba and sold them the ore, but they were incapable of creating the shiny refined copper objects. Even among the Ghassulian settlements along Wadi Beersheba, copper was refined by experts in special workshops.

A chemical analysis of remnants indicates that every workshop had its own special formula which it did not share with its competitors. He said that it would seem that, in that period, Wadi Beersheba was filled with water year-round, making the location convenient for smelting copper where the furnaces and other apparatus were made of clay.

“At the first stage of humankind’s copper production, crucibles rather than furnaces were used,” Ben-Yosef explained. “This small pottery vessel, which looks like a flower pot, is made of clay. It was a type of charcoal-based mobile furnace. Here, at the Neveh Noy workshop that the Israel Antiquities Authority uncovered, we show that the technology was based on real furnaces.

“This provides very early evidence for the use of furnaces in metallurgy and it raises the possibility that the furnace was invented in this region. It’s also possible the furnace was invented elsewhere, directly from crucible-based metallurgy, because some scientists view early furnaces as no more than large crucibles buried in the ground,” Ben-Yosef added.

“The debate will only be settled by future discoveries, but there is no doubt that ancient Beersheba played an important role in advancing the global metal revolution and that in the fifth millennium BCE the city was a technological powerhouse for this whole region.”


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com


Israel offers Greece-Turkey aid; Dominican Republic ponders Jerusalem embassy

Israel offers Greece-Turkey aid; Dominican Republic ponders Jerusalem embassy

TV7 Israel News


1) The Ministry of Foreign Affairs of the Dominican Republic issued a statement in which it reported that it is examining the possibility of relocating its embassy in Israel from Tel Aviv to Jerusalem.

2) Jerusalem has conveyed its sympathies to both Turkey and Greece respectively, after both nations were impacted by a number of earthquakes in the Aegean Sea that consequently claimed dozens of lives and caused severe damage in its aftermath.

3) Another attack was reported in France; despite extensive efforts by Paris to protect its churches and schools throughout the country.


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com


Ostatnie minuty Zbigniewa Cybulskiego.

Zbigniew Cybulski (Fot. Kubiak Tadeusz / Filmoteka Narodowa / Filmoteka Narodowa)

Ostatnie minuty Zbigniewa Cybulskiego. Dotarliśmy do dokumentów z dochodzenia po śmierci aktora

Dorota Karaś, Magda Podsiadły


Śledczy wymierzył odległość, jaką pociąg ciągnął ciało po peronie: 12 metrów 20 centymetrów. Po 53 latach od śmierci Zbigniewa Cybulskiego udało nam się przeczytać teczkę z dochodzenia

.

Taksówka zatrzymuje się przed dworcem kolejowym we Wrocławiu o godzinie 4.18. Dwaj pasażerowie w biegu regulują rachunek, trzaskają drzwiami i pędem ruszają w kierunku stacji.

W hali dworca słychać głos megafonistki: „Pociąg ekspresowy do Warszawy przez Opole, Częstochowę odjeżdża z toru szóstego przy peronie trzecim. Proszę wsiadać…”.

Mężczyzna, który biegnie przodem, ma przy sobie podróżną torbę. Ten z tyłu ściska rączkę nesesera. Ruchy krępuje mu ciężki kożuch. Wpadają na schody na peron w momencie, gdy konduktor daje sygnał do odjazdu. Ekspres „Odra” rusza zgodnie z planem o godzinie 4.20.

– Łap! – krzyczy ten w kożuchu.

O wypadku na stacji Wrocław Główny usłyszy wkrótce cała Polska. Ustaleniem przyczyn zajmie się komisja powołana przez dyrekcję kolei. Raport nie zostanie nigdy opublikowany.

Po 53 latach od śmierci aktora Zbigniewa Cybulskiego uda nam się przeczytać teczkę z materiałami z dochodzenia.

Kłamstwo Marleny Dietrich

„Trybuna Ludu”, największy partyjny dziennik w Polsce, 9 stycznia 1967 roku informuje na pierwszej stronie: „W wielu domach polskich ludzie zamilkli z przejęcia i wrażenia. Zdarza się tak, gdy umiera ktoś osobiście znany, ktoś bliski”.

„Kurier Polski” zauważa: „Śmierć popularnego, tak lubianego aktora jest tematem dnia: dziś rano w tramwajach, autobusach, zakładach pracy miliony ludzi (…) ze smutkiem wspominają utalentowanego aktora”.

Zbigniew Cybulski miał 39 lat, wystąpił w prawie 40 filmach i kilkunastu sztukach teatralnych. Krytycy widzieli w nim drugiego Jamesa Deana. Po premierze „Popiołu i diamentu” Andrzeja Wajdy na ulice wyszły sobowtóry aktora: w ciemnych okularach, kurtkach z demobilu i z wojskowymi chlebakami zarzuconymi na ramię.

Wielbiciele w listach wyznawali Cybulskiemu miłość, prosili o pomoc w rozwiązywaniu życiowych kłopotów albo radę w sprawie wyboru mebli do mieszkania.

Po śmierci Cybulskiego Andrzej Wajda nakręci film „Wszystko na sprzedaż”, o niemożliwej do opowiedzenia stracie przyjaciela. Marlena Dietrich wymyśli piękne kłamstwo – w autobiografii wspomni, że aktor zginął, spiesząc się na spotkanie z nią.

Każdego roku przybywać będzie osób, które widziały się z nim ostatniej nocy albo były świadkami wypadku na dworcu we Wrocławiu.

81 stron po śmierci Zbigniewa Cybulskiego

Dokumentów z dochodzenia w sprawie wypadku szukałyśmy już w 1997 roku, gdy wrocławska „Wyborcza” wpadła na pomysł, żeby wmurować na peronie trzecim pamiątkową tablicę w 30. rocznicę śmierci aktora. Kilka lat temu, zbierając materiały do biografii aktora, pytałyśmy o nie kolejarzy.

– Było śledztwo w tej sprawie, ale przepadły albo zostały zniszczone – twierdzili nasi rozmówcy.

W czerwcu tego roku odnalazłyśmy teczkę dotyczącą wypadku Cybulskiego w Archiwum Państwowym we Wrocławiu. Dyrekcja Okręgowa Kolei Państwowych we Wrocławiu przekazała ją tutaj siedem lat temu. Czy ktoś do niej wcześniej zaglądał?

Remigiusz Kazimierczak, zastępca dyrektora Archiwum Państwowego we Wrocławiu, jest pewny: – Jednostka nie była udostępniana w czytelni archiwum.

Na okładce brunatnego skoroszytu tytuł wypisano piórem: „Śmiertelny wypadek przy pociągu nr 6108 na stacji Wrocław Główny w dniu 8 stycznia 1967 r. Zbigniewa Cybulskiego”. W środku 81 stron zeznań, protokołów, telegramów i szkiców.

Sprawę wypadku Cybulskiego bada czteroosobowa komisja: kontroler drogowy, dyspozytor stacji, starszy sierżant z kolejowej Milicji Obywatelskiej i członek ORMO – Ochotniczych Rezerw Milicji Obywatelskiej. Swoje śledztwo prowadzi również prokuratura we Wrocławiu (zostaje umorzone trzy tygodnie po wypadku).

Komisję interesuje nie tylko, jak doszło do wypadku, czy peron był suchy i kto pociągnął za hamulec bezpieczeństwa, ale też zawartość alkoholu we krwi Cybulskiego.

Na to pytanie śledczy długo nie dostaną odpowiedzi.

Dwie minuty

Wydarzenia tragicznej nocy pierwszy relacjonuje Alfred Andrys, młody inżynier z Krakowa, który razem z Cybulskim wskakiwał do jadącego pociągu. Przesłuchanie odbywa się następnego wieczora po wypadku.

Zbigniew Cybulski we Wrocławiu kręcił film „Morderca zostawia ślad” w reżyserii Aleksandra Ścibora-Rylskiego. Dwa dni przed wypadkiem Andrys przywiózł przyjacielowi zaległe honorarium.

(Andrys do dziś przechowuje telegram od Cybulskiego: „Nie mam pieniędzy na sylwestra załatw należność za spotkanie hotel i pociąg”).

Zatrzymali się w hotelu Monopol, najelegantszym w mieście. Aktora znają w nim wszyscy – od portierów po dyrektora. Zaledwie kilka miesięcy wcześniej na bankiecie w hotelowej restauracji pił wódkę z Marleną Dietrich. Kiedy miał pieniądze, zostawiał kelnerom sute napiwki. Ostatnio rzadko regulował rachunki.

W sobotę 8 stycznia 1967 roku Cybulski nie przesiaduje jednak w hotelowej restauracji. Prosto z wytwórni filmowej jedzie z Andrysem do Klubu Związków Twórczych na rynku we Wrocławiu. Spotyka się tam między innymi z Ewą Warwas, aktorką wrocławskiej pantomimy, z którą ma romans. Potrzebują chwili na spokojną rozmowę, ale wciąż ktoś dosiada się do stolika, chce pogadać, zamawia wódkę albo wino.

Znajomy plastyk jest w takim stanie, że trzeba go odwieźć do domu. Cybulski z Andrysem oferują pomoc, potem wracają do klubu.

„Cybulski (…) wypił w towarzystwie plastyka zdaje się po jednym kieliszku wódki” – zeznaje Andrys. Dodaje też, że sam dał się namówić kolegom na dwie pięćdziesiątki.

Dancing kończy się dobrze po północy. Cybulski i Andrys odwożą Ewę Warwas do jej mieszkania na ulicy Żelaznej we Wrocławiu. Para zamyka się w pokoju i kilka godzin rozmawia o swoim związku.

Alfred Andrys: – Ewa chciała od Zbyszka konkretnej deklaracji, rozwiedzie się z żoną czy nie. A on nie umiał takiej decyzji podjąć.

Rozmowa się przeciąga. Andrys ponagla przyjaciela. W niedzielę o dziesiątej rano Cybulski musi być w Warszawie, na próbie sztuki do Teatru Telewizji. Jeśli znów zawali, może stracić tę pracę. W ostatnim czasie reżyserzy mają coraz mniej cierpliwości do jego spóźnień i nieobecności. Trudno o nowe propozycje.

Z mieszkania Ewy Warwas Cybulski z Andrysem wychodzą o czwartej nad ranem. Taksówką najpierw do hotelu Monopol, po bagaże. Recepcjonistka w hotelu na widok aktora w kożuchu, z neseserem w ręku, przypomina:

– Panie Zbyszku, za telefony trzeba jeszcze zapłacić.

– Ja tu jeszcze wracam – kiwa jej ręką.

Gdy wysiadają z taksówki pod dworcem, do odjazdu pociągu mają dwie minuty.

12 metrów 20 centymetrów

Szkic sytuacyjny dołączony do dokumentów w teczce wykonany jest rysunkiem technicznym. Śledczy zaznaczył nawet kamienie między torami.

Skrupulatnie wymierzył też odległość, jaką pociąg ciągnął ciało po peronie: 12 metrów 20 centymetrów.

Biegnących po schodach mężczyzn pierwsza dostrzega dyspozytorka biura rezerwacji miejsc. Kobieta stoi na peronie, przy wylocie tunelu i ostatnim wagonie ekspresu „Odra”. Jej zeznania są najbardziej szczegółowe.

„Gdy pociąg był w biegu, usłyszałam szybkie kroki w tunelu i głosy prędko, prędko , gdy odwróciłam się (…), zobaczyłam dwóch mężczyzn, jednego na połowie schodów, drugiego sylwetka wyłaniała się z tunelu” – opowiada prowadzącemu przesłuchanie.

– Do Warszawy? – pyta kobieta.

– Tak – dyszy Alfred Andrys.

– Za późno, pociąg ruszył – karci go dyspozytorka.

Mężczyzna nie słucha. Próbuje wskoczyć do drugiego wagonu od końca, ale z otwartych drzwi wychyla się konduktor.

– Nie wsiadać! – krzyczy kolejarz.

Andrys dobiega do kolejnego wagonu, łapie za klamkę i wrzuca do środka torbę.

– Zbysiu, Zbysiu, prędko! – woła, stojąc w drzwiach.

Dyspozytorka widzi, jak drugi pasażer podrywa się do ostatniego wysiłku. Zatacza się lekko i wyciąga przed siebie neseser, który chwyta mężczyzna w pociągu. Lewą ręką Cybulski usiłuje złapać uchwyt drzwi, ale dłoń zsuwa się z poręczy. Andrys próbuje przytrzymać przyjaciela za kożuch.

Cybulski jedną nogą jest już na stopniu, gdy pociąg przyspiesza. Wpada między wagon a krawędź peronu. Pociąg ciągnie ciało, które zatrzymuje się dopiero na betonowych schodkach prowadzących do przejścia służbowego na torach.

Alfred Andrys zaciąga hamulec bezpieczeństwa.

„Na widok ten na moment zamknęłam oczy, z przerażenia krzyknęłam przeraźliwie i zauważyłam, że pociąg zwalnia bieg” – zeznaje dyspozytorka.

Cybulskiego wyciągają na skraj peronu pasażerowie ekspresu „Odra”. Aktor leży na plecach, ma zakrwawioną twarz. Lekarz, którego wezwała dyspozytorka, pojawia się na miejscu pięć minut po wypadku, o 4.25.

– Alfa, nie zostawiaj mnie samego – Cybulski jest przytomny i zwraca się do przyjaciela.

– Beniu, leż spokojnie, jestem przy tobie – uspokaja Andrys.

Dyspozytorka przyzna na przesłuchaniu, że od obu mężczyzn wyczuła alkohol.

Ekspres „Odra” odjeżdża do Warszawy z 14-minutowym opóźnieniem. Ekipa konduktorska i pasażerowie nie mają pojęcia, kim jest pasażer, którego karetka zabiera do Szpitala imienia Rydygiera we Wrocławiu. Dopiero w Warszawie dowiedzą się, że do pociągu wskakiwał Zbigniew Cybulski.

Neseser, kożuch i okulary Cybulskiego, które leżą na peronie, zabiera Alfred Andrys.

Jeden skok więcej

Nazwiska w dokumentach, które dostajemy z Archiwum Państwowego we Wrocławiu, są zamazane. Rozszyfrowujemy je przy pomocy dyżurnej ruchu Wiesławy Grondkowskiej, która była świadkiem wypadku, i Jana Brody, późniejszego zastępcy naczelnika stacji regionalnej Wrocław Główny.

– To, co mnie spotkało na początku mojej pracy, pół wieku potem dalej za mną chodzi – wzdycha Wiesława Grondkowska, przeglądając teczkę z materiałami z dochodzenia. – Do dziś mnie boli strasznie, że on miał wypadek na moim dyżurze.

Od miejsca wypadku dzieliły ją trzy wagony. – Widziałam Cybulskiego leżącego już na peronie, w takim wielkim, furmańskim kożuszysku, w rozpiętej koszuli. Badał go lekarz, zrobiło się zbiegowisko. Nie wyglądał na mocno pokiereszowanego, miał obitą skroń. Wtedy nie wiedziałam jeszcze, że to był Cybulski. Nie poznałam go, nie miał okularów.

Jana Brody śmierć Cybulskiego nie poruszyła tak bardzo. – Zależy, jak kto podchodzi do artystów. Dla mnie to był normalny człowiek.

Wypadek interesuje go od strony technicznej, bo sam był później dochodzeniowcem na kolei.

– Elektrowóz w tamtych czasach szybko ruszał w porównaniu z parowozem – tłumaczy. – Pociąg ekspresowy musiał być uważnie obserwowany w trakcie odjazdu. Dyżurna ruchu miała obowiązek sprawdzania na zmianę tyłu i przodu składu. Kierownik pociągu też monitorował koniec pociągu, ale w tym miejscu jest łuk na trasie, więc nie widział wszystkich wagonów.

Broda nie jest zaskoczony, że ekspres już kwadrans po wypadku ruszył dalej w drogę.

– Poszkodowany jeszcze żył, więc w tym momencie nie był to jeszcze wypadek śmiertelny – tłumaczy. – A opóźnienie pociągu słono kosztowało.

Byłego zastępcę naczelnika dziwi jednak, że telegram o śmierci aktora został nadany dopiero o godzinie 8.20. – Powinien być nadany w ciągu trzech godzin od wypadku. Ale na Głównym nigdy porządku nie było, to czegóż tu oczekiwać. Pewnie w tym zamieszaniu dyspozytor nie miał czasu, więc gdy zakończyła się zmiana, siadł po godzinach i go napisał.

Okazuje się też, że Cybulski nie pierwszy raz skakał do jadącego pociągu i był odnotowany przez kolejarzy.

– To było w sylwestra 1966 roku, też w pociągu do Warszawy. Został po tym ślad w notatkach służbowych dyżurnego – zapamiętał Bolesław Musiał, emerytowany dyrektor Dyrekcji Okręgowej Kolei Polskich we Wrocławiu.

Piąta dwadzieścia pięć

W karetce Cybulski prosi, by nie powiadamiać o wypadku matki. Potem traci przytomność. Rannego bada doktor Roman Witek z pogotowia kolejowego.

W orzeczeniu medycznym lekarz notuje charakterem pisma, który przypomina dziecinne literki: stłuczenie mózgu, rany szarpane głowy, złamanie żeber po lewej stronie klatki piersiowej oraz zatrucie alkoholowe.

Ostatnia informacja to godzina zgonu: 5.25.

Kierownikiem ostrego dyżuru w nocy z soboty na niedzielę w Szpitalu imienia Rydygiera jest lekarz Zygmunt Syciński. Mówi korespondentowi Polskiej Agencji Prasowej: „Przywieziono go nieprzytomnego, z zanikającym oddechem i czynnością serca. Z miejsca przystąpiono do akcji ratowniczej. Rannemu podano tlen pod ciśnieniem oraz środki krążeniowe i pobudzające ośrodek oddechowy. Mimo energicznej akcji personelu szpitala – czynność serca nie powróciła”.

Przed kolejarzami trudne zadanie. Komisja musi ustalić, z czyjej winy doszło do wypadku. Takie dochodzenia przeprowadza się przy każdym śmiertelnym wypadku, ale Cybulski to nie anonimowy pasażer. Sprawa powinna zostać dokładnie wyjaśniona. Referent dochodzeniowy codziennie dzwoni na komisariat z prośbą o informację, jaki był poziom alkoholu we krwi zmarłego (milicja i prokuratura prowadzą swoje śledztwo). W końcu wysyła w tej sprawie oficjalne pismo.

„Komenda Milicji Obywatelskiej z niewiadomych przyczyn nie udzieliła właściwej odpowiedzi” – zaznacza naczelnik oddziału ruchowo-handlowego PKP we Wrocławiu.

Komisja kończy dochodzenie na początku lutego 1967 roku. Za winnego wypadku uznaje Zbigniewa Cybulskiego, który wskakiwał do pociągu w stanie nietrzeźwym. Choć nie ma wyniku badania, zmarłego obciążają zeznania dyspozytorki.

Alfred Andrys zostaje uznany za współwinnego: złamał zasady bezpieczeństwa i namawiał do tego samego kolegę.

Ostatecznie śledczy stwierdzają jednak, że Andrys nie miał wpływu na zachowanie Cybulskiego: „Poszkodowany Cybulski był osobą dorosłą niepodlegającą opiece ze strony innych osób i w związku z tym nie musiał usłuchać dopingu i wskakiwać do pociągu będącego w biegu” – piszą w raporcie.

Dochodzenie z ramienia kolei prowadził Roman Jadczyk z Oddziału Ruchowo-Kolejowego. Nazwisko jest zamazane, ale Jan Broda rozpoznaje nieżyjącego kolegę po podpisie. – Andrys powinien być wdzięczny Jadczykowi, że go nie ciągali po sądach za to namawianie do skoku. Pięknie go obronił.

Winy pracowników kolei komisja nie znajduje.

„Peron czysty (…), temperatura 2+ stopnie C, natłoku na peronie nie było, stopnie wagonu nieoblodzone, suche” – odnotowują prowadzący dochodzenie.

100 tysięcy dolarów

Alfred Andrys od kilkudziesięciu lat twierdzi, że Zbigniew Cybulski był trzeźwy, gdy wskakiwał do pociągu.

– W tamtym czasie każdy chciał się z nim napić – mówi Andrys. – Ustaliliśmy więc, że będziemy mieli dyżury. Raz ja mogę wypić, przy następnej okazji – on. W ten sposób zawsze jeden z nas był trzeźwy. Tej nocy Zbyszek miał dyżur. Napił się tylko symbolicznie, przy barze, z plastykiem, dlatego czuć było od niego alkohol. Potem przez kilka godzin rozwiązywał swoje życiowe problemy z Ewą Warwas. Która kobieta chciałaby rozmawiać na takie tematy z kompletnie pijanym partnerem?

Andrys uważa, że Cybulski nie był pijany, lecz znajdował się w euforii. W sobotę rano, podczas śniadania w wytwórni filmowej, odebrał telefon z informacją, że został wybrany do roli Kowalskiego w telewizyjnej wersji słynnego dramatu Tennessee Williamsa „Tramwaj zwany pożądaniem”. Wcześniej zagrał go Marlon Brando. Amerykanie zaproponowali polskiemu aktorowi za występ 100 tysięcy dolarów.

Nie wiadomo, czy Cybulski przyjąłby propozycję. Kilka lat wcześniej odrzucił rolę w „Zaćmieniu”, którą zaoferował mu Michelangelo Antonioni. Największy polski gwiazdor zbudowany jest z kompleksów i lęków. W dodatku na podróż z Polski do USA musiałby dostać zgodę władz, które wcześniej odmówiły mu wyjazdu na plan filmowy do Argentyny.

Na początku roku 1967 Zbigniew Cybulski jednak wierzy, że wszystko się uda. Proponuje Andrysowi, żeby pojechał z nim do Warszawy. Razem mają uczyć się angielskiego.

Muszą tylko zdążyć na ekspres „Odra”.

3,5 promila

Rok po zamknięciu dochodzenia dyrekcja kolei we Wrocławiu wraca do sprawy wypadku Cybulskiego. Prośbę o informację o poziomie alkoholu zmarłego aktora kieruje tym razem do Prokuratury Powiatowej dla dzielnicy Wrocław Krzyki.

Prokuratura zawiadamia, że śledztwo w sprawie wypadku zostało umorzone. Przestępstwa nie stwierdzono. Analiza wykazała 3,45 promila alkoholu we krwi zmarłego.

Alfred Andrys: – Bzdura, niemożliwe! Biskup Janiak miał we krwi tyle alkoholu i trzeba go było wozić karetką, bo nie dał rady stać. Poza tym dlaczego prokuratura nagle po roku wysłała takie informacje, skoro lekarz zaraz po wypadku tego nie określił?

W kolejowej teczce odpowiedzi na to pytanie nie ma. Może znajdziemy je w aktach śledztwa prokuratury? Te jednak przepadły prawdopodobnie jeszcze w latach 70.

– Takie postępowanie było prowadzone, ale akta zostały zniszczone za zgodą archiwum państwowego – tłumaczy Justyna Pilarczyk, rzeczniczka Prokuratury Okręgowej we Wrocławiu.

Dlaczego jedne dokumenty dotyczące śmierci Cybulskiego zostały uznane za cenne, a inne przepadły? Remigiusz Kazimierczak z Archiwum Państwowego we Wrocławiu tłumaczy, że taka sytuacja jest jak najbardziej możliwa. – PKP zakwalifikowało wypadki kolejowe do kategorii A, czyli materiałów archiwalnych. Tymczasem akta umorzonych spraw prokuratorskich zgodnie z ówcześnie obowiązującymi przepisami nie stanowiły dokumentacji o wartości wieczystej i w związku z tym mogły zostać zniszczone.

Brunatna teczka o numerze archiwalnym 380 więcej o śmierci Zbigniewa Cybulskiego nie powie.


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com


Does the ICC war crimes investigation threaten Israel?

Does the ICC war crimes investigation threaten Israel?

ALAN ROSENBAUM


Shurat HaDin has been very active in attempting to counter the potential investigation by the ICC.

Shurat Hadin President Nitsana Darshan-Leitner with farmers from the Gaza border communities whose fields were damaged by incendiary balloons, protesting at the ICC at the Hague.
(photo credit: SHURAT HADIN)

Will the International Criminal Court (ICC) at The Hague launch a criminal investigation into the State of Israel for war crimes violations? What are the possible ramifications of the court’s decision?

On October 18, Shurat HaDin, the Tel Aviv-based human rights organization that specializes in the legal and economic struggle against terrorist organizations, hosted a webinar on the subject with guests Joseph Lieberman, former US senator from Connecticut, Luis Moreno Ocampo, former chief prosecutor of the ICC, and Danny Danon, former Israeli permanent representative to the UN. The webinar was moderated by Adv. Nitsana Darshan-Leitner, president of Shurat HaDin.

Darshan-Leitner provided background to the creation of the court and its rulings on Israel. The ICC was created by the Rome Statute, which established the court in 1998. Some 128 countries have signed on as member countries of the ICC, which meets in The Hague in the Netherlands. The court has jurisdiction to prosecute individuals for crimes of genocide, crimes against humanity, war crimes and the crime of aggression. Darshan-Leitner explained that while Israel initially supported the idea of an international court, it was concerned that it could become an instrument that could be used against it. Israel, the United States, and numerous other countries have not signed nor agreed to the Statute and have no legal obligations to abide by the ICC’s decisions.

After Operation Cast Lead, the three-week IDF operation in Gaza that began in late December 2008 and concluded in January 2009 in response to a prolonged period of terrorism and missile attacks on Israeli towns, the Palestinian Authority approached the ICC, accusing Israel of targeting civilians in the campaign. Additionally, they claimed that Israel’s building homes in communities in Judea and Samaria violated the Geneva Convention and constituted a war crime.

Luis Moreno Ocampo, Chief Prosecutor of the ICC at the time, responded that the PA could not bring their complaint to the court since it was not considered a state. The issue was discussed for an additional three years, and in 2012, the United Nations upgraded the Palestinian Authority to an observer state. In 2015, the Palestinian Authority signed the Rome Treaty and was accepted as an ICC member. In 2019, the court’s chief prosecutor, Fatou Bensouda, opened investigations of Israel for alleged violations in Operation Cast Lead and of the United States for possible violations in Afghanistan, even though both countries are not ICC members and have their own independent judicial systems.

During the webinar, former Senator Lieberman pointed out that both Israel and the United States are societies that uphold the rule of law.

Shurat Hadin’s webinar on ‘The ICC vs Israel’ was held on Oct. 18.

“On the face of it,” he said, “the ICC would appear to be something that ‘rule of law countries’ would support.” Nevertheless, he said, the ICC has become intensely politicized, has discriminated against countries that support the rule of law and has operated in an unlawful way

Darshan-Leitner added that part of the court’s charter is that it will not become involved in legal issues with countries that have their own independent legal systems. The United States prosecutes US soldiers who have committed war crimes, as does Israel. Therefore, the court cannot intervene in any war crimes case regarding these two countries.

Darshan Leitner explained that though Israel is not a signatory to the Rome Statute, and is therefore not bound by any ruling of the court, most of the European and Scandinavian countries are members of the court and are legally obligated to honor the court’s rulings. Therefore, if the ICC rules that IDF soldiers committed war crimes, any Israeli who served in the IDF in Operation Cast Lead who would be traveling in countries that are members of the court, such as Canada, Australia and New Zealand, for example, could be subject to arrest. Additionally, El Al would not be permitted to land in any countries that are signatories to the court.

Shurat HaDin, said Darshan-Leitner, has been very active in attempting to counter the potential investigation by the ICC.

“In 2015,” she said, “we filed complaints against Hamas leaders Khaled Mashal, Ismail Haniyeh, Yahya Sinwar, detailing their personal war crimes. We filed complaints against PA President Mahmoud Abbas, in his capacity as PLO head, for firing rockets from Gaza into Israel in the past.”

The organization also brought testimony of victims of Palestinian terror attacks illustrating the Palestinian Authority’s “pay to slay” policy that pays bounties to families of terrorists who have murdered Israelis.

“‘Pay to slay’ is a gross violation of international law, yet not on the ICC’s agenda,” said Darshan-Leitner. “I think that the court is biased against Israel. Despite the fact that we raised severe crimes that had been committed, all of our communications were ignored.”

With regard to the court’s possible decision on Israeli settlements, Darshan-Leitner said that these issues are parts of a political conflict and are for the countries to negotiate, not for the courts to decide. She is skeptical of the court’s impartiality, saying, “There is no way to control a court to be non-political. The judges can’t put ideology aside.”
ALSO PARTICIPATING in the webinar was Luis Moreno Ocampo, who served as the ICC’s first prosecutor from 2003 to 2012. Ocampo traced the development of the concept of an international court, explaining that the Nuremberg Trials of the Nazi leadership, held in 1945-46, was the first modern international tribunal. He suggested that the court’s position provides opportunities for Israel to think creatively and invent a solution that could remove the court’s need to rule in the case. Darshan-Leitner was skeptical about the prospect of renewing negotiations with the PA, saying that Israel had been trying this since the 1993 Oslo Accords with little success.

Danny Danon, who recently completed his term as Israel’s permanent representative to the UN, was equally skeptical that the ICC prosecutor would bother investigating war crimes in the wars that have been raging in Syria and Yemen.

“It will never happen because no one is pushing for it. In our case, the Palestinians and some European countries are pushing it. We have to be more vocal. We cannot be silent,” he said. Danon mentioned that the United States has imposed sanctions on Bensouda, denying visas to the US to the judges and prosecutors, and while Danon acknowledged that Israel does not have the same power as the US, he said, “I am asking our friends in the United States to apply the same pressure on the ICC when it comes to Israel.”

Summarizing the position of Shurat HaDin, Darshan-Leitner said, “Almost as soon as the ICC opened its doors in 2003, the enemies of Israel and the United States used the court as a tool for political confrontation and settling disputes through prosecution while harassing political and military leaders. Our position is that the ICC is not the one to decide what the borders of the Jewish state should be, whether the Palestinian Authority can be a state, or any of the political issues that are negotiable between Israel and its enemies, allies and neighbors.”


This article was written in cooperation with Shurat HaDin – Israel Law Center.


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com