Archive | October 2021

Protest, bo terrorystce odmówiono platformy

Palestyńska terrorystka, Leila Khaled


Protest, bo terrorystce odmówiono platformy
Hugh Fitzgerald
Tłumaczenie: Małgorzata Koraszewska


Leila Khaled jest weteranką międzynarodowego terroryzmu. To jest jej jedyne dokonanie powodujące uwielbienie ze strony świata. W 1969 roku, działając w grupie terrorystycznej pod nazwą Ludowy Front Wyzwolenia Palestyny (LFWP) pomogła porwać samolot TWA (lot 840), lecący z Rzymu do Tel Awiwu, zmuszając pilotów do lądowania w Damaszku. Sądziła, że na pokładzie jest Icchak Rabin i można go będzie albo wymienić za uwięzionych terrorystów, albo zabić, myliła się jednak. W Damaszku ona i jej towarzysze wysadzili w powietrze kokpit samolotu. Ona sama otrzymała schronienie od prezydenta Syrii Hafeza al-Assada, a w następnym roku powróciła do terroryzmu. 6 września 1970 roku razem z innym terrorystą znów porwała samolot, tym razem El Al (lot 219), z Amsterdamu do Nowego Jorku. Podczas lotu dwóch izraelskich ochroniarzy zabiło drugiego terrorystę, Patricka Argüello, Amerykanina pochodzącego z Nikaragui. Khaled miała przy sobie dwa granaty i chociaż otrzymała instrukcję, żeby nie narażać pasażerów cywilnego samolotu, wybrała inne działanie. Wyciągnęła zawleczkę i rzuciła granat wzdłuż przejścia; granat jednak nie wybuchł. (Gdyby wybuchł, spowodowałby dekompresję i prawdopodobnie katastrofę samolotu. Innymi słowy Leila Khaled jest niedoszłą masową morderczynią, która próbowała zniszczyć pasażerski samolot podczas lotu.
.

We wrześniu 2020 roku profesorka Rabab Abdulhadi z San Francisco State University (SFSU) zaprosiła Leilę Khaled do uczestnictwa w webinarium. Khaled miała być gościem w debacie zatytułowanej “Czyje narracje? Gender, sprawiedliwość i opór: rozmowa z Leilą Khaled”. Z powodu uczestnictwa Khaled zarówno Zoom, jak Facebook odmówiły udzielenia  platformy temu webinarium, które przez krótką chwilę było transmitowane na żywo na YouTube, ale dostawca usługi przerwał nadawanie.

Abdulhadi wniosła zażalenie, twierdząc, że SFSU naruszył jej wolność akademicką. Informacja o sprawie jej zażalenia jest w artykule: Faculty Panel Says SFSU Violated Professor’s Academic Freedom When Event With Palestinian Terrorist Was Denied Platform, Diona J. Pierre’a, “Algemeiner”, 15 października 2021 roku:

Trzyosobowy panel San Francisco State University utrzymał w mocy zażalenie wniesione przez profesorkę Rabab Abdulhadi, orzekając, że uniwersytet naruszył jej wolność akademicką, kiedy seminarium w 2020 roku, które zorganizowała, zostało przerwane, ponieważ brała w nim udział osoba związana z Ludowym Frontem Wyzwolenia Palestyny (LFWP).

Seminarium online, które krótko było transmitowane na żywo na YouTube we wrześniu 2020 roku, zanim dostawca usługi przeciął połączenie, odmawiając platformy zarówno Zoom, jak Facebooka z powodu uczestnictwa Leili Khaled.

Komisja Skarg i Zażaleń SFSU orzekła w czwartek, że pracownicy uniwersytetu naruszyli wolność akademicką Abdulhadi przez “nie dostarczenie odpowiedniego wsparcia” organizatorom webinarium i że spowodowali „stres dla jej zdrowia psychicznego”.

Jaki rodzaj “wsparcia” uniwersytet powinien był dostarczyć pani Abdulhadi? To nie uniwersytet, ale dwa giganty medialne, Zoom i Facebook, przerwały przekaz webinarium z powodu uczestnictwa Leili Khaled. Czy żądając “odpowiedniego wsparcia” Abdulhadi oczekiwała, że uniwersytet stanie do walki z Zoom i Facebookiem? Jak właściwie miałby to zrobić? Jakie jest prawdopodobieństwo, że SFSU wygrałby sprawę przed sądem, proces spowodowałby dla  uniwersytetu ogromne koszty opłat sądowych i honorariów dla adwokatów, stając przeciwko armii prawników, jakich mogą wystawić te dwa giganty mediów społecznościowych? Jak długo trwałaby taka sprawa sądowa zanim zapadłaby decyzja, być może całe lata po tym, kiedy miało odbyć się webinarium?  A co z tym “stresem dla zdrowia psychicznego”, jakiego Abdulhadi rzekomo doznała? Profesorka Rabab Abdulhadi nie robi na mnie wrażenia mimozy, delikatnej damy, która doznaje cierpień psychicznych, ponieważ jej seminarium nie mogło być przekazywane  online. Jest agresywna i wojownicza. Być może wysuwa to twierdzenie, żeby móc zaskarżyć uniwersytet i otrzymać solidne finansowe odszkodowanie, jakie czasem otrzymują osoby twierdzące, że narażono je na „psychiczne cierpienia”.

Panel przywołał email od administratorki uniwersytetu z ostrzeżeniem dla Abdulhadi i współorganizatorki Tomomi Kinukawa o możliwym ryzyku podjęcia działalności, która może być uznana za przestępczą. Odmawiając platformy dla webinarium z Khaled, pracownicy Zoom pisali wówczas o możliwym naruszeniu warunków usługi z powodu związków uczestniczki webinarium z LFWP, organizacją określoną przez władze amerykańskie jako „zagraniczna organizacja terrorystyczna”.

Panel zajmujący się twierdzeniem Abdulhadi, że SFSU naruszył jej wolność akademicką, przywołuje e-mail, który w rzeczywistości pomaga uniewinnić uniwersytet: wysłała go do Abdulhadi administratorka SFSU, którą niepokoiło to, że przez pozwolenie znanej terrorystce na wystąpienia na sponsorowanym przez uniwersytet seminarium, uniwersytet może zostać oskarżony o to, że stawiając Leilę Khaled jako wzór, może motywować do terroryzmu. Zoom, prywatna firma, której nie obowiązuje Pierwsza Poprawka, nie miał żadnych trudności z uznaniem możliwego naruszenia warunków dostarczania usług, gdyby pozwolono Khaled na pojawienie się, z powodu jej związków z LFWP, organizacją uznaną przez rząd USA za organizację terrorystyczną.

Orzekając na rzecz Abdulhadi, panel wezwał SFSU do wydania publicznego przeproszenia profesorki, wydania “publicznego listu poparcia w sprawie akademickich wolności” i dostarczenia miejsca na seminarium.

Żebyśmy dobrze zrozumieli. Trzyosobowy panel uniwersytecki chce, by SFSU publicznie przeprosił Abdulhadi za to, że uniwersytet nie podjął walki z Zoom i Facebookiem, i w jakiś sposób nie zmusił ich (jak, właściwie?), do przekazania online seminarium, na którym Leila Khaled zajmowała honorowe miejsce. I dlaczego rektorka Lynn Mahoney miałaby przepraszać profesorkę Abdulhadi, skoro ta chce uhonorować kogoś, kto próbował zniszczyć  samolot pasażerski, detonując granat na jego pokładzie? Jakie konsekwencje dla reputacji SFSU miałaby akcja prawna przeciwko medium społecznościowym po to, żeby niedoszła masowa morderczyni mogła ukazać się jako „honorowy gość” na jednym z seminariów? Jaki wpływ miałoby takie pojawienie się na rządowe kontrakty z pracownikami naukowymi SFSU? Jak, zdaniem Rabab Abdulhadi, SFSU powinien zachować się, gdyby któryś z profesorów zaprosił Roberta Spencera, Ibn Warraqa lub Ayaan Hirsi Ali, by mówili na seminarium o islamie? Jestem pewien, że ona pierwsza zażądałaby anulowania tych zaproszeń. A gdyby któryś z tych gości rzeczywiście przyszedł, próbowałaby zablokować ich wejście do sali wykładowej, wrzeszcząc na całe gardło, depcząc wolność akademicką.

Czwartkowe orzeczenie skłoniło grupę wsparcia profesorki do oskarżenia SFSU na Facebooku o “współpracę z syjonistycznymi i prawicowymi grupami w celu wyciszenia palestyńskich głosów na kampusie.  

Ta “grupa wsparcia” uważa, że (jakieś, bliżej nieokreślone) “syjonistyczne i prawicowe grupy” chcą “wyciszyć palestyńskie głosy na kampusie”. Nie, nie chcą. Nie sprzeciwiają się “palestyńskim głosom”, niezależnie od tego, jak bardzo są nieprzyjemne, ale sprzeciwiają się głosom “palestyńskich terrorystów”, włącznie z tymi, którzy próbowali spowodować katastrofę lotniczą. A to jest czymś innym.

Grupa powiedziała także, że rektorka SFSU, Lynn Mahoney, ma trzy tygodnie na decyzję, czy podtrzyma wnioski panelu ….

Zastraszanie nie ma końca. Kto mianował tę grupę pracowników uniwersytetu, która dała rektorce SFSU ultimatum na spełnienie ich żądań w ciągu trzech tygodni? Jak mają czelność uważać, że mogą rozkazywać rektorowi uniwersytetu? I co stanie się, jeśli rektor nie przeprosi publicznie profesorki Abdulhadi, ani nie wystosuje „publicznego listu poparcia w sprawie akademickich wolności” i nie dostarczy miejsca na seminarium? Jeśli postanowi zrobić cokolwiek, to powinno to być raczej potwierdzenie zasady akademickiej wolności “która nie jest absolutna i z pewnością nie stosuje się do tych, którzy chcą honorować terrorystów”. Jeśli chodzi o dostarczenie miejsca na seminarium, to istnieją te same przeszkody jak wcześniej – Zoom i Facebook. Oni prawdopodobnie nie zmienią zdania w sprawie blokowania wystąpień Leili Khaled. Dlaczego rektor Lynn Mahoney ma być pociągana do  odpowiedzialności za to, o czym te media społecznościowe decydują, że powinno być zablokowane? Abdulhadi i jej gorliwi kolaboranci zdają się nie rozumieć, że Pierwsza Poprawka o wolności słowa odnosi się do ograniczania swobody słowa przez rząd, nie zaś przez prywatne firmy. Facebook i Zoom mogą zakazywać, kogo chcą. Twitter może zakazać pojawiania się Donalda Trumpa na swoich stronach i zrobił to. Jestem całkiem pewien, że Rabab Abdulhadi nie ma do tego żadnych zastrzeżeń.

Dla dobra reputacji SFSU mam nadzieję, że rektor Mahoney zignoruje te groteskowe żądania i powtórzy powszechne stanowisko, że wolność akademicka nie powinna obejmować gloryfikowania terrorystów i że firmy mediów społecznościowych mogą zakazywać, kogo chcą. Jeśli Rabab Abdulhadi i jej zaciekłych zwolenników wścieka odkrycie, że Pierwsza Poprawka o wolności słowa nie chroni wypowiedzi zakazanych przez prywatne organizacje, to trudno.


Faculty Panel Enraged That Terrorist leila Khaled Was Denied Platform by Zoom and Facebook
Jihad Watch, 19 października 2021


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com

The Shabbos Goyim

The Shabbos Goyim

NATHAN LEWIN


Thurgood Marshall, left, and Colin PowellLIBRARY OF CONGRESS PRINTS AND PHOTOGRAPHS DIVISION; JEROME DELAY/AFP VIA GETTY IMAGES

A lesson in interfaith understanding from Colin Powell and Thurgood Marshall

The sad passing of Colin Powell has generated many loving accounts in Jewish media of his recollections serving as a “Shabbos goy” in his youth, when he assisted with tasks that were forbidden to observant Jews on the Sabbath. “Collie,” as his Jewish employer called the teenaged Powell, told Jewish audiences that in addition to serving as a “shlepper” in a Bronx infant-goods store owned by an Orthodox Jew, he collected a quarter each Friday night for turning off the lights at the synagogue.

What many may not know is that Powell was not the only Shabbos goy to grow to greatness. In the summer of 1965, I was introduced to another national icon who—I discovered to my surprise—had youthful exposure to this same Jewish practice. I had been working for two years as an assistant to the solicitor general of the United States under Archibald Cox, a Harvard Law professor who had been appointed by President John F. Kennedy. (Years later, Cox gained national fame as the Watergate special prosecutor fired by President Richard Nixon.) That year, however, President Lyndon Johnson chose to replace Cox with the nationally respected attorney Thurgood Marshall, as a stepping-stone to making Marshall the country’s first African American Supreme Court justice.

Marshall had been named by Kennedy to the Federal Court of Appeals in New York, and left that judicial slot to become the federal government’s advocate in the Supreme Court. The Solicitor General’s Office at that time had seven assistants, and I was lucky enough to be one of the elite group that argued cases before the High Court. Marshall was confirmed by the Senate and arrived at his relatively modest corner office in the Justice Department in mid-August. The lawyers he inherited from the Cox era were told to come in, one at a time, to “meet the judge” who was to be our new boss. We were asked to begin the conversation by telling Marshall about our background, so that he could acquaint himself with his new staff.

Being relatively junior, I came late in the process. When notified that it was my turn, I entered his office, shook hands, and reviewed my education and experience, which included attendance at Yeshiva University and Harvard Law School, and service as a law clerk on the Court of Appeals and the Supreme Court. Marshall sat quietly through it all, exhibiting faint boredom. He had undoubtedly heard many such resumes before. When I finished, I thought I had better warn him that I was a Sabbath-observer and would be unavailable on Saturdays and Jewish holidays. All my prior bosses—Judge Lumbard, Justice Harlan, and professor Cox—had known this and readily accepted my absences.

I began by telling Marshall that I was an Orthodox Jew who observed the Sabbath. Since the holidays were approaching, I thought I had better mention those, too. So I continued, “In addition to Saturdays, I can’t work on the Jewish holidays, and they are coming soon. First there is the Jewish New Year, Rosh Hashana, and then comes the holiest day of the year, Yom Kippur.”

At this point, the judge interrupted. “Yes, and then there’s Sukkot, Shemini Atzeret, and Simchat Torah.” I almost fell over. “That’s right,” I said, and added, “But how do you know that?”

“Easy,” Marshall replied, “I grew up in a Jewish neighborhood in Baltimore. In fact, I made some money by turning off lights in homes there on Friday nights.”

Working for Solicitor General Marshall over the next two years was a pleasure, and we got along famously. When Marshall presented to the Supreme Court in a companion to the famous Miranda case—which mandated the practice of informing an arrested suspect of his right to remain silent—I worked with him in preparation for that argument and sat as second chair. Marshall thought well enough of me that, after I left government for private practice, he called to tell me that he was recommending that I be appointed to brief and argue a case in the High Court for a defendant who needed a court-appointed lawyer. I presented that case and unfortunately lost it, notwithstanding persuasive dissents by Justices Douglas, Brennan, and Marshall.

Justice Marshall even invoked his early years in an Orthodox Jewish neighborhood when it affected a case before him. In 1981, the Air Force threatened to court martial Simcha Goldman, a psychologist at an Air Force base in California, for wearing a yarmulke while in uniform at a military hospital. Goldman asked me to be his lawyer, and I argued that denying him the right to wear a skullcap violated the religious protections of the Constitution’s First Amendment. The case made its way up to the Supreme Court. In a 5-to-4 decision, it rejected our constitutional claim. (Shortly thereafter, Congress effectively nullified the Supreme Court ruling by enacting a law granting service members the right to wear “neat and conservative” items of religious apparel.) The four dissenters in Goldman’s case were Justices Brennan, Marshall, Blackmun, and O’Connor.

In his will, Justice Blackmun left his papers to the Library of Congress, so his handwritten notes of the private conferences attended only by the justices are now publicly available. The court held conferences each Friday after an argument session to exchange their initial thoughts on the cases heard that week. Blackmun’s notes of the conference held on Jan. 17, 1986, (the Friday following my oral argument of the Goldman case), show Marshall as voting in favor of Goldman’s constitutional right. In Blackmun’s handwriting, jotted down during the conference in the space allotted to “Marshall, J.,” appears the following: “I was raised in Orthodox J neighborhood in Baltimore. Very impt to them.”

May we all cultivate such understanding of those who live and worship differently from us.


Nathan Lewin is a Washington lawyer with a Supreme Court practice who has taught at Harvard, Georgetown, Columbia, and University of Chicago Law Schools.


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com

News From Israel- October 25, 2021

News From Israel- October 25, 2021

ILTV Israel News


Israel is joining the fight against climate change as Prime Minister Naftali Bennett says it is a new national security interest for the country

More details coming up on the space collaboration between Israel and the United Arab Emirates

We take a look at a special JNF-USA program that integrates disabled teens into the IDF


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com

Przyjaciele, konkurenci, obcy. Żydzi w „Lalce” Bolesława Prusa

Przyjaciele, konkurenci, obcy. Żydzi w „Lalce” Bolesława Prusa
[ 19.05.2021 ]
Przemysław Batorski

Portret Bolesława Prusa, ok. 1895 r. Polona


109 lat temu w Warszawie zmarł Bolesław Prus. W „Lalce”, uznawanej za najwybitniejszą polską powieść, ukazał różnorodne portrety warszawskich Żydów znajdujących się na historycznym rozdrożu, wahających się między asymilacją a przywiązaniem do religii i tradycji.

Pan panu Łęckiemu da trzydzieści tysięcy rubli… a on panu ułatwi interes może na sto tysięcy rubli… Git!… Ja panu dam licytanta, co on za piętnaście rubelków podbije cenę domu. Bardzo porządny pan, katolik, tylko jemu nie można dawać wadium do ręki… Ja panu dam jeszcze jakie dystyngowane dame, co także za dziesięć rubelków będzie podbijać… Ja mogę dać jeszcze z pare Żydki, po pięć rubelków… Zrobi się taka licytacja, co pan może zapłacić za ten dom choćby sto pięćdziesiąt tysięcy i nikt nie zmiarkuje, jaki jest interes…

Wokulskiemu było trochę przykro.

W ogóle, może od roku, uważam, że do starozakonnych rośnie niechęć; nawet ci, którzy przed kilkoma laty nazywali ich Polakami mojżeszowego wyznania, dziś zwą ich Żydami. Zaś ci, którzy niedawno podziwiali ich pracę, wytrwałość i zdolności, dziś widzą tylko wyzysk i szachrajstwo. Słuchając tego, czasem myślę, że na ludzkość spada jakiś mrok duchowy, podobny do nocy.[1]

W pierwszym przytoczonym fragmencie Stanisław Wokulski prosi starego przyjaciela, Szlangbauma, właściciela kantoru i szaradzistę, o pomoc w kupnie domu Łęckich za 90 tysięcy rubli, co ma ocalić posag panny Izabeli. „Pan ujął się za mój Henryczek, pan nie prześladuje Żydów…” – docenia go stary Szlangbaum i wygrywa licytację dzięki pieniądzom „pożyczonym” przez Wokulskiego, któremu następnie oddaje w zastaw „długu” kupioną kamienicę. W drugim fragmencie Ignacy Rzecki nawiązuje, być może, do patriotycznego zbratania Polaków i Żydów, które miało miejsce w okresie powstania styczniowego, a w latach 70. XIX wieku odchodziło już w niepamięć, ustępując miejsca rosnącemu antysemityzmowi. Liczne obrazy życia Polaków i Żydów znajdujemy na kartach Lalki, ukazującej obraz dynamicznie zmieniającego się społeczeństwa Warszawy.

Między otwarciem Wielkiej Synagogi a pogromem

Bolesław Prus zmarł rankiem 19 maja 1912 r., a 22 maja odbył się jego pogrzeb. Wieńce żałobne, jak podaje Tadeusz Budrewicz, częściej przywoływały jego pierwszą powieść Placówka niż niedocenianą jeszcze w tym okresie Lalkę[2]. Jako że orszak pogrzebowy, który wyruszył spod kościoła św. Aleksandra w kierunku Powązek, zamienił się w olbrzymią manifestację o podtekście patriotycznym, „placówka” – słowo oznaczające żołnierski posterunek i kojarzone ze szczególną rolą wielkiego pisarza i wybitnego publicysty – lepiej nadawała się na sztandary. Nic dziwnego, bo w tym okresie Polacy byli wzburzeni antypolską polityką państw zaborczych, Rosji i Niemiec. W orszaku brało udział, według różnych świadectw, od 75 do 200 tysięcy ludzi, a nawet „całe miasto”. Prasa odnotowywała, że przez cały dzień w Warszawie nie doszło do „rabunków,  rozpraw  krwawych  i  grabieży  cudzej  własności”[3]. Pośród kondolencji przysyłanych przez Polaków z prowincji i emigracji „[s]tosunkowo  dużo  wyrazów  pamięci  płynęło  ze  strony  mniejszości żydowskiej”[4].

pogrzeb_prusa_kosciol_aleksandra_comp.jpg [577.60 KB]Pogrzeb Bolesława Prusa, 22 maja 1912 r. Kościół św. Aleksandra w Warszawie. Narodowe Archiwum Cyfrowe

Aż do Lalki, Żydzi zajmują stosunkowo niewiele miejsca w powieściach Bolesława Prusa – pisze Samuel Sandler[5] – mimo że pisarz często wspominał o Żydach w publicystyce. Akcja powieści o Stanisławie Wokulskim dzieje się w latach 1878-1879, ale samą powieść drukowano w latach 1887-1889. Poza jej fabularnymi ramami, jak pisze Jacek Leociak, znajdują się dwa wydarzenia kluczowe dla dziejów Żydów w Warszawie i „załamywania się pozytywistycznego optymizmu co do możliwości rozwiązania podnoszonej przez całe XIX stulecie «kwestii żydowskiej»”[6].

Pierwszym z tych wydarzeń było otwarcie Wielkiej Synagogi na Tłomackiem w 1878 r., co stanowiło znaczące osiągnięcie środowisk Żydów postępowych. Drugim był pogrom warszawski w Boże Narodzenie 1881 r. – zamieszki wywołane tragedią w kościele św. Krzyża na Krakowskim Przedmieściu, kiedy 20 osób zostało stratowanych podczas ucieczki tłumu przed rzekomym pożarem[7]. O wywołanie popłochu oskarżono Żydów; w pogromie „[u]cierpiało 2011 rodzin (ok. 10 tys. osób), z których 948 straciło cały majątek, dwie osoby zginęły, a 24 zostały ranne. Największe straty ponieśli najubożsi: kramarze, uliczni sprzedawcy, szynkarze i rzemieślnicy”[8] – podaje Robert Szuchta. „Tłum plądrujący sklepy, kramy i szynki prowadzone przez Żydów został powstrzymany przez policję carską dopiero trzeciego dnia rozruchów. Do tego czasu rosyjskie władze nie interweniowały, pozwalając na bezkarny rabunek i przemoc”[9] – pisze Agnieszka Żółkiewska.

Wzrostowi nastrojów antyżydowskich i przemocy przeciw Żydom towarzyszył rozwój antysemityzmu. Samo określenie „antysemityzm” – pisze Leociak – zostało utworzone przez Wilhelma Marra, niemieckiego dziennikarza, który w 1879 r. założył Ligę Antysemicką, w celu nadania wrogości wobec Żydów ram pseudonaukowych[10]. W Polsce już w 1876 r. ukazała się broszura Jana Jeleńskiego Żydzi, Niemcy i my, w której autor wykładał, jaką należy przyjąć „taktykę” wobec mniejszości mających rzekomo nieproporcjonalną siłę ekonomiczną i zagrażających Polakom gospodarczą dominacją. W 1882 r. Jeleński zaczął wydawać pierwsze w Polsce antysemickie pismo pt. „Rola”. Ogłosił w nim, że Bolesław Prus to ukryty Żyd o nazwisku Głowasser[11].

Lalce odnajdziemy ślady nowoczesnego, ideologicznego antysemityzmu, oznaki niechęci Polaków do Żydów, a także i przede wszystkim – wzajemnej obcości. Wiele z tych epizodów dotyczy kwestii finansowych. „– Pan Wokulski sam wprowadza Żydów do handlu” – wypomina mu jeden z kupców podczas spotkania z arystokracją, która ma zainwestować w spółkę Wokulskiego do handlu z Rosją; ten jednak przeczy, jakoby jego projekt biznesowy był w jakikolwiek sposób wymierzony w Żydów. „Mój stary kupuje dom dla Wokulskiego, a oni myślą i pewnie mówią: ot, patrzajcie, znowu Żyd, lichwiarz zrujnował jednego katolika i pana z panów…” – myśli Henryk Szlangbaum, obawiając się konsekwencji udziału jego ojca w intrydze Wokulskiego. Sygnały niechęci do Żydów, jak i wielu innych chorób społecznych, są zresztą dyskretnie w tekst wplecione; kiedy stary Szlangbaum szuka Wokulskiego w teatrze, „naprzód nie miał z kim gadać, potem nie chciano z nim gadać, aż nareszcie dowiedział się, że pan Wokulski był dopiero co, ale że w tej chwili pojechał w Aleje Ujazdowskie”.

Przyjaciele

„Najciekawszym chyba pomysłem wykorzystanym przez Prusa przy prezentacji Żydów w Lalce jest ich zbliżenie do polskich bohaterów, zażyła przyjaźń między nimi, jak w żadnym chyba wcześniejszym polskim dziele literackim”[12] – pisze Sandler. O Wokulskim wiemy, że przed akcją powieści brał udział w konspiracji niepodległościowej, a na syberyjskim zesłaniu towarzyszyli mu żydowscy przyjaciele: doktor Michał Szuman i kupiec Henryk Szlangbaum, syn starego Szlangbauma. O Henryku pisze Rzecki w swoim pamiętniku:

Wrócił z Syberii razem ze Stachem i doktorem Szumanem i zaraz wstąpił do chrześcijańskiego sklepu, choć Żydzi dawali mu lepsze warunki. Od tej też pory ciągle pracował u chrześcijan i dopiero w roku bieżącym wymówili mu posadę. W początkach maja pierwszy raz przyszedł do Stacha z prośbą. Był bardziej skurczony i miał czerwieńsze oczy niż zwykle. – Stachu – rzekł pokornym głosem – utonę na Nalewkach, jeżeli mnie nie przygarniesz. – Dlaczego żeś od razu do mnie nie przyszedł? –spytał Stach. – Nie śmiałem… Bałem się, żeby nie mówili o mnie, że Żyd musi się wszędzie wkręcić. I dziś nie przyszedłbym, gdyby nie troska o dzieci.

Warto zauważyć, że Rzecki inaczej traktuje „swojego” Żyda Szumana – tego, który całkowicie się zasymilował – i wahającego się między różnymi tożsamościami Szlangbauma, któremu najwyraźniej mniej ufa, a także „Żydów” w liczbie mnogiej, traktowanych jako zupełnie obcy. Bliższa znajomość z Żydem niezasymilowanym pozostaje niemożliwa. Również Szuman w toku powieści będzie się odgrażał, że dołączy do Żydów postępowych, ale „nie wdzieje liberii tych parchów”. Oczywiście, nie każda niechęć wobec Żydów jest ostrym antysemityzmem, a raczej świadectwem braku wzajemnych kontaktów i nieufności podszytej ekonomiczną rywalizacją.

Kiedy Rzecki wraca z Węgier do Polski, w okolicach Krasnegostawu Żyd (być może opłacony przez Jana Mincla) udziela mu pomocy. „Nareszcie dał mi butelkę wybornego miodu, zaprowadził do gotowej już furmanki, lecz – ani chciał słuchać o żadnym wynagrodzeniu. – Ja bym się wstydził brać od takie osobe, co z migracje wraca – odpowiadał na wszystkie moje zaklęcia”. Żyd interesuje się tylko zakupem łupów wojennych – złotych dukatów – które, jak sądzi, Rzecki przywozi z Węgier. Podobne podejście reprezentuje stary Szlangbaum.

aron_tenenbaum_jpg.jpg [598.56 KB]Szaradzista Aron Tenenbaum w księdze jubileuszowej „Kuriera Warszawskiego”, 1896 r. / Biblioteka Cyfrowa Politechniki Warszawskiej

Chociaż nie lubię poszukiwania literackich „pierwowzorów”, dla starego Szlangbauma warto zrobić wyjątek. „Stary Szlangbaum – to postać rzeczywista; nazywał się Tenenbaum, a portret jego, kto chce, może oglądać w Księdze jubileuszowej «Kuriera Warszawskiego»” – pisał Ludwik Włodek[13]. Aron Tenenbaum był „dostawcą szarad kurierkowych” dla „Kuriera Warszawskiego”[14], do którego stale pisywał Prus, przez blisko czterdzieści lat, a pracował jako „odbiorca przysiąg w sądach”, czyli raczej nie miał wiele wspólnego z zamożnym właścicielem kantoru z Lalki.

Stary Szlangbaum, podobnie jak Tenenbaum, jest pięknym wspomnieniem o dawnej żydowskiej Warszawie; jednak największe znaczenie dla Wokulskiego ma Szuman, stanowiący – jak podkreśla Józef Bachórz za Zygmuntem Szweykowskim – swoiste przeciwieństwo Wokulskiego. Niegdyś romantyk i zakochany młodzieniec stał się zaciekłym pozytywistą i naukowcem amatorem. Wokulski zaś przeszedł podobną drogę, ale zaszedł dalej, znów stając się romantykiem[15]. Obu tych bohaterów cechuje samotność i wewnętrzne pęknięcie.

Obcość i wrogość

„To jest okropne, że Stach ma więcej zaufania do Żydów aniżeli do mnie…” – myśli Rzecki, który w toku powieści stopniowo nabywa antyżydowskie odruchy, dziwiąc się temu, że Wokulski dopuszcza Żydów do swojej założonej z polskimi arystokratami spółki do handlu z cesarstwem.

Chociaż autor Lalki w powieściach i felietonach krytykował u Żydów zacofanie i izolację, to „spod pióra Prusa wychodziły jednak przede wszystkim apele potępiające wszelkie formy prześladowania, dyskryminacji i ograniczeń, tak liczne w wielowiekowej historii Żydów europejskich”[16] – pisze Sandler. – „Bardzo często też Prus narzekał na wzajemną izolację i ignorancję, cechującą zarówno społeczeństwo polskie, jak i żydowskie, żyjące obok siebie i nieznające siebie nawzajem. Piętnował antysemityzm i przesądy antysemickie, między innymi oskarżenia o mordy rytualne i używanie krwi chrześcijańskiej do pieczenia macy, na co Rzecki uskarża się w Lalce[17].

Warszawa w latach 70. XIX wieku, kiedy dzieje się akcja Lalki, liczyła około 350 tysięcy mieszkańców, a blisko 1/3 z nich stanowili Żydzi[18]. Wraz z dynamicznym wzrostem ludności miasta rosła też liczba obywateli wyznania mojżeszowego – było to wówczas największe ich skupisko na świecie. Po klęsce powstania styczniowego i uwłaszczeniu chłopów w zaborze rosyjskim, tak zwane „sprawy żydowskie” zajmowały coraz ważniejsze miejsce w publicystyce pozytywistów. „Perspektywa wielokulturowego i wielonarodowościowego społeczeństwa nie mieściła się w pojęciach europejskich XIX wieku, poza utopiami”[19] – zaznacza Sandler. Prus odnosił się entuzjastycznie do rodzącego się syjonizmu, a na ziemiach polskich widział przyszłość dla Żydów tylko w asymilacji. W Lalce znajdujemy liczne i złożone przedstawienia tych napięć oraz dwie, a nawet trzy wersje żydowskiej tożsamości: przywiązanie do tradycyjnej religijności i obyczajów; pełną asymilację do kultury polskiej; rozwiązanie pośrednie, polegające na udziale w polskim życiu gospodarczym przy oporze przed asymilacją.

Bohaterowie Lalki często mają problem z antysemityzmem – dotyczy on jednak przede wszystkim drobnomieszczańskich subiektów i urzędników, których wrogość wobec Żydów zapowiada przyszłe pogromy. Niechęć czy nieufność do Żydów jest powszechna i tylko Wokulski pozostaje całkiem od niej wolny. Co ciekawe, nie zabiera jednak otwarcie głosu w obronie Żydów, oświadczając na zebraniu z polskimi arystokratami i kupcami, że nie musi się tłumaczyć ze swoich interesów. To dlatego, jak podkreśla Bachórz, że mężczyźni w Lalce również w kontaktach osobistych od łzawych wyznań wolą szorstkie słowa, gesty i czyny: „starczy to, by okazać przyjaźń na przekór emfatycznym zwyczajom sentymentalno-romantycznym”[20].

Odkąd Henryk Szlangbaum staje się subiektem w magazynie Wokulskiego, inni subiekci natychmiast zaczynają wymieniać za jego plecami odpowiednio głośne antysemickie docinki. „– Zerwać z Żydami” – mówi Wokulskiemu subiekt Lisiecki. – „Bardzo dobrze robi szef wycofując się z tych parszywych stosunków. Nieraz aż wstyd wydawać reszty, tak pieniądze zalatują cebulą”. Narrator powieści wspomina o tym, że młody Szlangbaum był drobnym, zaniedbanym mężczyzną, co dodatkowo podkreślało antysemicki stereotyp. W końcu to on jednak przejmuje magazyn po Wokulskim – i wysyła jednego z nowych pracowników, Gutmorgena, by szpiegował Rzeckiego, kiedy ten po godzinach pracy układa swoje ukochane lalki w witrynie sklepu. Polacy spotykają Żydów w sądzie, przy pożyczaniu pieniędzy, jednak przeważnie obie grupy pozostają w oddaleniu od siebie. Większość Żydów mówi zniekształconą polszczyzną, a ich świat jest dla Polaków niepoznawalny; żyją „w kompletnej nieomal izolacji społeczno-kulturalnej”[21].

W zakończeniu powieści nad zwłokami Rzeckiego spotykają się oprócz Szlangbauma aferzysta Maruszewicz i drobny urzędnik Węgrowicz, jednak Szuman wygania ich z pokoju i ze zmarłym pozostaje tylko on i Ochocki. Szlangbaum zostaje postawiony w szeregu z powieściowymi „mętami”, jednak Prus nie wpisuje się tu w język antysemicki, gdyż sam Węgrowicz jest antysemitą. O ile bohaterowie zostają w pewien sposób uporządkowani, to raczej według pojmowanej przez Prusa „użyteczności” – i to w jej ponurej, pesymistycznej i autoironicznej interpretacji.

Nad zwłokami Rzeckiego spotykają się dwie grupy nieudanych romantyków i pozytywistów – ci pierwsi, Ochocki i Szuman, pozostają romantykami trochę wbrew woli, bierni, bezpłodni, przegrani, mimo prób udoskonalenia społeczeństwa, zaangażowania w postęp naukowy. Sam Rzecki wybrał inną dziedzinę twórczości, chcąc poprzez swój pamiętnik zapisać się w pamięci przyjaciół i czytelników. Ci drudzy – reprezentują życiowe instynkty: pożądanie przyjemności, kariery, pieniędzy, a zarazem z punktu widzenia społeczności są bierni, niemi, bezczynni; nie mogą być filarem silnego społeczeństwa.

Konflikt tożsamości

„Tak tedy — myślał Wokulski — zanosi się na walkę między Żydami postępowymi i zacofanymi o naszą skórę, a ja mam brać w niej udział jako sprzymierzeniec tych albo tamtych… Piękna rola!… Ach, jak mnie to nudzi i nuży…” – rozmyśla Wokulski, kiedy doktor Szuman przedstawia mu wizję walki dwóch stronnictw Żydów.

„Prus ukazuje patologię kondycji psychicznej samotnika Szumana, który znalazł się w rozpaczliwej sytuacji zasymilowanego do kultury polskiej Żyda. Już nie ma dla niego miejsca w społeczności żydowskiej, którą dawno opuścił, a wie, że nie będzie przez społeczeństwo polskie nigdy widziany inaczej niż jako Żyd”[22] – pisze Sandler. Podobna jest sytuacja młodego Szlangbauma, który po próbie spolonizowania się powraca jednak do oryginalnego żydowskiego nazwiska i tożsamości, obawiając się jako przechrzta odrzucenia przez oba środowiska. Szuman stara się odwieść Wokulskiego od projektu małżeństwa z panną Izabelą, wspominając też własną młodość, kiedy był narzeczonym panny z chrześcijańskiej rodziny, ale niechęć jej środowiska do małżeństwa z Żydem doprowadziła do tragedii.

Problem antysemityzmu nakłada się także na piętnowany w powieści brak polskiej przedsiębiorczości. „Mieszczanie i arystokracja oskarżają Żydów o opanowywanie handlu i finansów, ale nie okazują najmniejszej ochoty i jakiejkolwiek przedsiębiorczości, by podejmować aktywność w tych dziedzinach. Wokulski dowodzi, że w całym kraju nie znalazł się nikt poza Żydami, kto chciałby nabyć jego sklep oraz przejąć po nim kierownictwo spółki do handlu ze Wschodem, przynoszącej świetne dochody”[23] – zaznacza Sandler. Szuman zaczyna nawet mówić antysemickimi kliszami, kiedy stara się odrzucić resztki romantycznego języka i zaangażować się w bliżej nieokreślony postępowy projekt: „w interesie cywilizacji leży, ażeby kierunek spraw był w naszych rękach” – mówi Wokulskiemu.

„Powieść Prusa to interesujący dokument historycznej roli, jaką Żydzi odegrali w polskiej ekonomii (i w dziejach kraju kluczowego dla historii i doświadczenia Żydów)” – pisze Fredric Jameson, podkreślając, że osobność polskiego doświadczenia daje Lalce wyjątkowe miejsce na tle powieści europejskiej[24]. I dodaje: „jest to świat tak bardzo obcy zachodniemu doświadczeniu, że odbiorcy Prousta lub czytelnicy angielskiej powieści mogliby uznać taki obraz społeczeństwa za całkowicie niezrozumiały”[25].

U nas, panie – mówi Wokulskiemu stary Szlangbaum – niby u Żydów, jak się młodzi zejdą, to oni nie zajmują się, jak u państwo, tańcami, komplementami, ubiorami, głupstwami, ale oni albo robią rachunki, albo oglądają uczone książki, jeden przed drugim zdaje egzamin, albo rozwiązują sobie: szarady, rebusy, szachowe zadanie. U nas ciągle jest zajęty rozum i dlatego Żydzi mają rozum i dlatego, niech się pan nie obrazi, oni cały świat zawojują. U państwa wszystko się robi przez te sercowe gorączke i przez wojne, a u nas tylko przez mądrość i cierpliwość.


Przypisy:

[1] Wszystkie cytaty z Lalki podaję za wydaniem w Wolnych Lekturach, na podstawie wydania: Bolesław Prus, Lalka, przedmowa Henryk Markiewicz, Warszawa 1975; tekst dostępny w internecie: https://wolnelektury.pl/katalog/lektura/lalka/, dostęp 19.05.2021 r.

[2] Tadeusz Budrewicz, Pogrzeb Bolesława Prusa, „Ruch Literacki” r. LVI, z. 4 (331)/2015, s. 370.

[3] Za: tamże, s. 358.

[4] Tamże, s. 372.

[5] Samuel Sandler, Żydzi i sprawy żydowskie w „Lalce” Bolesława Prusa, „Wiek XIX. Rocznik Towarzystwa Literackiego im. Adama Mickiewicza”, rok IX (LI) 2016, s. 168.

[6] Jacek Leociak, Żydzi (hasło) w: Leksykon „Lalki”, red. Agnieszka Bąbel i Alina Kowalczykowa, Warszawa 2011, s. 190.

[7] Tamże.

[8] Robert Szuchta, 1000 lat historii Żydów polskich. Podróż przez wieki, Warszawa 2015, s. 143.

[9] Agnieszka Żółkiewska, 8. Lata 1863-1918, w: Warsze-Warszawa. Żydzi w historii miasta 1414-2014, red. Paweł Fijałkowski, Wydawnictwo ŻIH, Warszawa 2020, s. 232.

[10] Jacek Leociak, Antysemityzm (hasło), w: Leksykon „Lalki”, dz. cyt., s. 11.

[11] Tamże, s. 12.

[12] S. Sandler, dz. cyt., s. 171.

[13] Za: Ludwik Bohdan Grzeniewski, Warszawa w „Lalce” Prusa, Warszawa 1965, s. 75.

[14] Określenie Aleksandra Kraushara. Za: tamże, s. 176.

[15] Józef Bachórz, Doktor Szuman w powieści Prusa, w: tegoż, Spotkania z „Lalką”, Gdańsk 2010, s. 165.

[16] S. Sandler, dz. cyt., s. 167.

[17] Tamże, s. 167-168.

[18] Tamże, s. 169. W 1882 r. dokładnie 127 917 osób. Za: A. Żółkiewska, dz. cyt., s. 216.

[19] S. Sandler, dz. cyt., s. 169.

[20] J. Bachórz, dz. cyt., s. 177.

[21] S. Sandler, dz. cyt., s. 171.

[22] Tamże, s. 176.

[23] Tamże, s. 170.

[24] Fredric Jameson, Zakochany biznesmen, tłum. Ryszard Koziołek, „Teksty Drugie” nr 1/2 (121-122), s. 276.

[25] Tamże, s. 267.


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com


‘My Unorthodox Life’: The best gift to antisemites since ‘The Protocols’ – comment

‘My Unorthodox Life’: The best gift to antisemites since ‘The Protocols’ – comment

ELLIOT COHEN


If film is more your media of choice, check out The Eternal Jew, a 1940 Nazi propaganda film. There are disturbing similarities to My Unorthodox Life.

‘MY UNORTHODOX LIFE’ / (photo credit: NETFLIX)

Tuning in to My Unorthodox Life, I expected a glossy, scripted reality show. Instead, I found that Ilhan Omar’s infamous antisemitic quote “all about the Benjamins, baby” has been turned into an evening of Netflix and chill.

I watched every episode twice, hoping that my initial impression of antisemitic undertones packaged for global distribution was wrong. It wasn’t.

The show stars Julia Haart, “Elite World Group CEO and a former member of an ultra-Orthodox Jewish community, and her adult kids.” The plot is interesting, and the characters are colorful. Filmed on location in Paris and New York, featuring wealthy, good-looking people talking about sex and fashion.

Viewers are introduced to a Jewish woman who has “walked out” on her community, her religious practices and members of her immediate family. A woman whose life appears to now be one of materialism, manipulation and massive display of wealth.

JULIA HAART in ‘My Unorthodox Life.’ (credit: NETFLIX)

Many people who are familiar with Orthodox Jewish communities were very disturbed by the show, mainly because of the many blatant misrepresentations.

Haart states that she is a proud Jew, sharing an insider story. She describes her former community as closed, clannish, misogynist and isolationist, recalling centuries of antisemitism. The “Yeshivish” community of Monsey, New York that Haart left, does not restrict women from driving or girls from singing, dancing and participation in sports. It is a mainstream Orthodox community in which brainwashing and oppression are not acceptable.

In their quest to become the “Jewish Kardashians,” Netflix and Jeff Jenkins gave antisemites their greatest media gift since The Protocols of the Elders of Zion. Not the obvious acts of antisemitism that we experience today – swastikas sprayed on synagogues, cemeteries desecrated, Holocaust denial, physical violence and hate speech on college campuses. What Netflix has delivered is more subtle and potentially more dangerous. The antisemitic viewer meets a real Jewish family for the first time, who just happens to be living in a $55M Chelsea penthouse.

While the Protocols are clearly fake, Haart is real. Haart is not into global domination of the financial markets (maybe that’s coming next season) but her life fits in very well with the concepts of economic antisemitism.

The antisemitic dog whistles are loud and clear. Netflix has worked centuries-old tropes into the script, with Haart as collaborator – as she stated to the New York Times: “Nothing went in there without my approval.”
Chill, you say – the media is full of stereotypes. Jews have been stereotyping themselves in the name of entertainment for generations.

Archie Bunker’s Jewish lawyer and Mel Brooks’s Max Bialystock are fictional characters. Haart is real, “exposing” what Jews are like, documented as “fact” from an insider, not as a fictional stereotype. It’s also not the same as shows like Jersey Shore, which create an obviously artificial setting to exaggerate a common stereotype.

If film is more your media of choice, check out The Eternal Jew, a 1940 Nazi propaganda film. There are disturbing similarities to My Unorthodox Life. Sharing just one – the film claims that the Jewish people change their outward appearances when they leave their Polish nests and go out into the rich world. Sound familiar, Julia?

Did Jeff Jenkins study the scripted and faked scenes of this 1940 “reality show”?

Moving on to the “fundamentalist” dog whistle.

Haart describes her community as “fundamentalist,” mentioned three minutes into the first episode. I stopped counting after hearing the word repeated 15 times. This term is simply not used in any Jewish community. Orthodox groups may identify as ultra-Orthodox, hassidic, Yeshivish, Frum, Dati, haredi or Modern Orthodox. Never fundamentalist. Why has Haart been scripted into use of this word, which is typically used with the intent to stir up religious hatred?

She mentions it in the same breath as Muslim fundamentalism, as if putting the Saudi Jihadists of September 11 and the ultra-Orthodox teachers in her Monsey high school in the same category.

On this count, Netflix may be in violation of England’s Racial and Religious Hatred Act 2006 (c. 1).

Jenny Singer, writing for Glamour Magazine, states: “the show pushes one message: Ultra-Orthodox Jews are dangerous… a reality show that depicts them as monsters.”

Netflix and Julia Haart could have maintained the entertainment value of the show while reducing the traumatic undertones of antisemitism.
A scene of Haart donating money to the Kids Kicking Cancer charity or clothes to Goodwill would have added a positive dimension to her portrayal of Jewish values. Such a scene is completely absent.

Given that American activism likely helped free her family from Soviet antisemitism, would it have been out of place for her to promote an activist cause? I find it ironic that after her family’s oppression in Moscow, she and her show are now fueling antisemitism in New York.

Yosef Handler (her ex) and their 14-year-old son, Aron, are bright spots in the show. They clearly state their commitment to their beliefs while being accepting of others. Falsehoods and misrepresentations show up early in the first episode. Yosef’s words of wisdom to Aron (S1E8 7:23), showing a beautiful aspect of Jewish thought, are shared in one of the final episodes.

Now that a second season has been announced, I appeal to Julia, Batsheva, Miriam and Shlomo, to understand the potential lethal implications of your acting and the zero tolerance for antisemitism. Please do the right thing and retire on the success of the first season.

A bit of homework for the reader: Choose an ethnic group, race, nationality or religion. Put together a reality show plot synopsis. Make sure to incorporate relevant, common stereotypes. Add some fear and hatred of the “other” into the mix. Make a few copies. Consider the result and implications. Now throw it in the garbage.

That is what Netflix should have done with My Unorthodox World.


The writer is an occasional contributor. In his day job he is CEO of Coworking Israel.


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com