Archive | April 2022

News From Israel- April 10, 2022

News From Israel- April 10, 2022

ILTV Israel News


The IDF conducting ongoing arrest operations and raids in the terrorist-hotbed city of Jenin. This after yet another Palestinian terror attack – this time in Tel Aviv – leaving three more civilians killed, and nearly a dozen injured.

The three victims from Thursday night’s terror-shooting – Tomer Morad, Eytam Magini, and Barak Lufan – laid to rest Sunday afternoon.

amidst all the terror-related chaos, Israel’s government increasingly under threat of collapse. one coalition member after the next seemingly looking for the exits


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com


Stalin wyznaczył termin III wojny światowej

Józef Stalin na tle mapy Związku Radzieckiego. W 1951 r. wyznaczył termin III wojny światowej (Heritage Art)


Stalin wyznaczył termin III wojny światowej

Aleksandr Gogun
Tłum. Sergiusz Kowalski 


Życiowym celem Stalina była nie tyle władza na świecie, ile władza nad światem. Wyznawał zasadę: “Jak możesz, uderzaj. A jak nie, to nie stawaj do walki”. I cały czas przygotowywał atak na Stany Zjednoczone i Europę Zachodnią, czyli III wojnę światową.

.

Wojna Rosji z Ukrainą, której towarzyszy wyrachowana apokaliptyczna histeria propagandzistów Putina, przywodzi na myśl poprzedników obecnego neoradzieckiego reżimu. Po zwycięstwie nad Niemcami Stalin szykował się na „ostatni bój”, oczywiście nie z myślą o jakimś samopoświęceniu. Przez dziesięciolecia jego życiowym celem była nie tyle władza na świecie, ile władza nad światem.

Jeszcze podczas wojny domowej, kiedy Armia Czerwona parła na Warszawę, na forum Kominternu Stalin radził Leninowi „postawić kwestię zorganizowania powstania we Włoszech i w nieokrzepłych jeszcze państwach jak Węgry i Czechy (Rumunię przyjdzie rozbić)”. Konkretny plan zajęcia kilku krajów był ewidentnie wstępem do dalszych podbojów – nie europejska, ale globalna „dyktatura proletariatu” była w latach 1917-20 na ustach całego bolszewickiego kierownictwa, w tym Ludowego Komisariatu do spraw Narodowości.

Józef Stalin, marzec 1935Józef Stalin, marzec 1935 Fot. domena publiczna

W latach 20. i 30. już jako jedynowładca Stalin raz po raz zapowiadał światową rewolucję, a nawet „nieuchronną” wojnę z kapitalistycznym światem. W rozmowie 9 września 1927 r. z delegacją amerykańskich robotników zrobił czytelną aluzję do przyszłego starcia ze Stanami Zjednoczonymi: „(…) w toku dalszego rozwoju rewolucji międzynarodowej i reakcji międzynarodowej będą się kształtować dwa ośrodki w skali światowej: ośrodek socjalistyczny skupiający kraje ciążące ku socjalizmowi i ośrodek kapitalistyczny skupiający kraje ciążące ku kapitalizmowi. Walka tych dwóch obozów rozstrzygnie o losach kapitalizmu i socjalizmu na całym świecie”.

Sowiecka sieć światowa

W połowie lat 30. uruchomiono szeroki program budowy floty oceanicznej wstrzymany na początku II wojny światowej, kiedy siły i środki przekierowano na produkcję broni i amunicji dla sił lądowych. Ale nawet w obliczu rychłego starcia z nazizmem, faszyzmem i japońską juntą horyzonty Stalina nie ograniczały się do Eurazji. W sierpniu 1940 r. wywiad marynarki wojennej ZSRR przygotował „Perspektywiczny plan budowy światowej sieci nadawczo-odbiorczej na lata 1940-1943″. Przewidywał on instalację tajnych odbiorników i nadajników m.in. w strefie Kanału Panamskiego, w Nowym Jorku, San Francisco, Argentynie, Brazylii i Afryce. Plan budowy tak wielkiej sieci musiał być uzgodniony ze Stalinem.

Wojna z Niemcami nie poszła po myśli radzieckiego kierownictwa, ale gdy tylko zamajaczył w oddali kres zmagań z III Rzeszą, na konferencji w Teheranie Stalin próbował skłonić aliantów do eksterminacji pojmanego dowództwa Wehrmachtu. Zaproponował egzekucję 50-100 tys. oficerów i sierżantów, co Roosevelt próbował obrócić w żart, a przerażony Churchill kategorycznie odrzucił. Nasuwa się jedyne możliwe wyjaśnienie tej inicjatywy wodza – chęć zapobieżenia szybkiej odbudowie armii niemieckiej przez aliantów. Stalin zdawał sobie sprawę z tego, jak trudną byłaby przeszkodą podczas marszu na Lizbonę.

Podbój Europy jest realny

Pod koniec stycznia 1945 r., kiedy Armia Czerwona kontynuowała operację wiślańsko-odrzańską, były szef Kominternu Gieorgij Dymitrow opisał w dzienniku przyjęcie na daczy Stalina. Obecnych było wielu czołowych komunistów jugosłowiańskich i bułgarskich i wielu radzieckich popleczników wodza, który w jednym z toastów zdobył się na szczerość: „Kryzys kapitalizmu przejawił się podziałem kapitalistów na dwie frakcje – faszystowską i demokratyczną. Zawarliśmy sojusz z demokratyczną frakcją kapitalistów, bo mieli interes w zapobieżeniu dominacji Hitlera, jako że to brutalne państwo doprowadziłoby klasę robotniczą do skrajności i do obalenia samego kapitalizmu. Teraz mamy sojusz z jedną frakcją przeciw drugiej, ale w przyszłości zwrócimy się też przeciw tej pierwszej frakcji kapitalistów”.

O podobnych nastrojach w armii przypomniał walczący na froncie poeta i pisarz Dawid Samojłow: „Wariant dalszego pochodu przez Europę – wojna z obecnymi sojusznikami – nie wydawała się niemożliwa ani mi, ani wielu moim braciom żołnierzom. Sukces militarny, smak zwycięstwa i niezwyciężoności, jeszcze niewygasły ofensywny zapał – wszystko to rodziło myśl, że podbój Europy jest możliwy i realny. Z takimi nastrojami w wojsku można było nie zatrzymać się w Berlinie”.

Winston Churchill, Harry Truman i Józef Stalin w Poczdamie, lipiec 1945 r.Winston Churchill, Harry Truman i Józef Stalin w Poczdamie, lipiec 1945 r. Fot. domena publiczna

Ale Stalin był wyrachowany i daleki od hurraoptymizmu. Rozumiał, że najpierw trzeba lizać rany i przygotować kraj i armię do wojny z nowym przeciwnikiem. O tej perspektywie mówił ezopowym językiem 9 lutego 1946 r. na zebraniu stołecznego okręgu wyborczego. Opublikowane nazajutrz w „Prawdzie” przemówienie obfitowało w wojowniczą retorykę, ale najszczerszy był wstęp: „Wojna była nieuchronnym skutkiem rozwoju światowych sił ekonomiczno-politycznych na bazie współczesnego monopolistycznego kapitalizmu. (…) Światowy kapitalistyczny system gospodarczy niesie w sobie elementy powszechnego kryzysu i militarnych konfliktów. (…) Wojennej katastrofy dałoby się może uniknąć, gdyby możliwa była okresowa redystrybucja surowców i rynków zbytu między krajami zgodnie z ich ekonomicznym potencjałem drogą uzgodnionych pokojowych decyzji. Uniemożliwiają to obecne kapitalistyczne warunki rozwoju światowej gospodarki”.

Odpowiedzią na mowę Stalina było przemówienie Churchilla w Fulton, 5 marca 1946 r., gdzie padły słowa opadnięciu żelaznej kurtyny.

Gdzie dwóch się bije…

W 1948 r. Stalin przedstawił jasno komunistycznym przywódcom Bułgarii i Jugosławii perspektywy rozwoju sytuacji międzynarodowej i konieczność wsparcia bojowników wojny domowej w Grecji: „Nie bójcie się jakiegoś »imperatywu kategorycznego« w kwestii obowiązku moralnego. My nie mamy takich imperatywów. Cały problem sprowadza się do równowagi sił. Jak możesz, uderzaj. A jak nie, to nie stawaj do walki. Walczymy nie wtedy, kiedy chce wróg, tylko kiedy to jest w naszym interesie”.

Stalin, kiedy uruchomił produkcję broni chemicznej i biologicznej i miał własną bombę jądrową, już w 1950 r. nie wykluczał przystąpienia do ostatniego boju. Ściślej mówiąc, zrozumiał, że wojna, którą wszczął w Korei, może przerodzić się w masakrę globalną. Pisał o tym szczerze do Mao Zedonga na początku października 1950 r.: „Ze względów prestiżowych USA mogą wdać się w wielką wojnę, (…) potem wciągnąć w nią Chiny, a wtedy do wojny przystąpi ZSRR. (…) Czy mamy się tego bać? Według mnie nie, bo razem będziemy silniejsi niż USA i Anglia. (…) Jeśli wojna jest nieunikniona, niech będzie teraz”.

Po ataku Korei Północnej na Koreę Południową dowództwo sił powietrznych USA zasugerowało kontratak nie na Phenian, tylko na zakłady zbrojeniowe na Uralu i Syberii.

Ale ostrożni politycy odrzucili ten pomysł. Przecież na początku 1950 r. ZSRR i ChRL podpisały układ o wzajemnej pomocy i z końcem 1950 r., wraz z pojawieniem się „ochotników” Mao, konflikt na Dalekim Wschodzie przerodził się w wojnę chińsko-amerykańską. Tego właśnie chciał Stalin, który zręcznie przeciwstawił najliczniejszy naród świata najbogatszemu. Podobną metodę testował już w latach 1939 i 1941, kiedy paktami o nieagresji z Niemcami i Japonią sprowokował globalną jatkę.

Stalin, Ulbricht i Mao Zedong, 1949 rokStalin, Ulbricht i Mao Zedong, 1949 rok domena publiczna

W 1950 r. ponownie postawił się w roli trzeciego, który cieszy się, gdy dwóch się bije. Co więcej, według doniesień, które miał na biurku w grudniu, odrzutowce MiG-15 okazały się skuteczne przeciwko „latającym superfortecom”, a także eskortującym je myśliwcom. Amerykański odwet jądrowy stał się mniej straszny. Wkrótce kontyngent amerykański w Korei przewyższył liczebność oddziałów USA stacjonujących w Europie. ZSRR zwiększył też dostawy broni dla wietnamskich powstańców – zarówno rękami Mao, jak i bezpośrednio – żeby odciągnąć część wojsk francuskich z Europy, której pragnął.

Stalin wyznaczył termin III wojny światowej

Związek Radziecki zyskał kolejną „pięciolatkę” na prace nad bombą termojądrową i przygotowywanie uderzenia, w którym dużą rolę miały odegrać siły satelitarne. Późnym wieczorem 9 stycznia 1951 r. na Kremlu rozpoczęła się odprawa wojskowo-politycznego kierownictwa ZSRR i pięciu środkowoeuropejskich krajów „demokracji ludowej”. Jak zanotował minister obrony Rumunii Emil Bodnaras, Stalin wyznaczył termin III wojny światowej: „To, że przez najbliższe dwa-trzy lata USA będą związane w Azji, jest okolicznością bardzo sprzyjającą dla nas, światowego ruchu rewolucyjnego. Musimy te dwa-trzy lata dobrze wykorzystać”. Potem wódz wydał „młodszym braciom” wiele poleceń sprowadzających się do tego, że mają zmienić swoje kraje w koszary i zakłady zbrojeniowe. Jak wspominał w rozmowie z Teresą Torańską uczestnik spotkania Edward Ochab: „Z ciężkim sercem przyjmowaliśmy te »sugestie« i wynikające z nich perspektywy”.

Swietłana Allilujewa, córka Stalina, wspominała, że podówczas wódz „(…) zawziął się na cały świat. (…) Zimą z 1952 na 1953 r. zapadły najmroczniejsze ciemności. (…) Do całego szaleństwa doszedł szczęk oręża. Z byle powodu z Moskwy wydalony został ambasador USA George Kennan. Jeden pułkownik, artylerzysta, towarzysz moich braci [zapewne adoptowany syn Stalina Artiom Siergiejew], rzekł mi wtedy poufnie:

»Och, teraz czas zacząć, żeby się odegrać, dopóki żyje twój ojciec. Teraz jesteśmy niezwyciężeni!«.

Trudno było myśleć o tym serio, ale takie faktycznie były nastroje w kierownictwie. Ludzie bali się mówić, to było jak cisza przed burzą”.

Nagły koniec dyktatora

Józef StalinJózef Stalin Fot. Domena publiczna

Ale 1 marca 1953 r. piorun trafił Stalina. Atak apopleksji, wylew, wezwani przez ochronę przerażeni towarzysze zwlekali z wezwaniem lekarza. Czego bali się bardziej – tego, że generalissimus ozdrowieje i urządzi im sądny dzień, czy że odzyskawszy przytomność, uzna przywołanie medyka za próbę odsunięcia go od władzy? Z czasem wyłoniła się obawa, że wszystkim grozi śmierć – wódz mógł dojść do siebie i rozgniewać się na tych, którzy nie udzielili mu pomocy. W końcu wezwano lekarzy, ale nie umieli już uratować despoty. Blisko pięć dni cierpiał straszne męki łącznie z krwawymi wymiotami.

Niemniej według świadectwa córki nawet na łożu śmierci próbował pracować: „Oddychał coraz szybciej. Od 12 godzin było jasne, że narasta niedotlenienie organizmu. Twarz mu pociemniała i zmieniła się, rysy stawały się trudne do rozpoznania, usta poczerniały. Przez ostatnią godzinę-dwie powoli się dusił. Agonia była straszna. Udusił się na oczach wszystkich. W pewnym momencie – nie wiem, czy naprawdę tak było, ale tak się wydawało – w ostatniej chwili nagle otworzył oczy i omiótł wzrokiem stojących wokół. To było straszne spojrzenie, jakby obłąkane lub wściekłe, pełne strachu przed śmiercią i przed pochylonymi nad nim obcymi twarzami lekarzy. Patrzył na nich przez niecałą minutę. I nagle – to było niepojęte i straszne, nadal tego nie rozumiem, ale nie umiem zapomnieć – nagle podniósł lewą rękę, tę, którą mógł poruszać, i jakby wskazał coś w górze albo pogroził nam wszystkim. Gest był niezrozumiały, ale straszny”.

Psychologowie zauważyli, że w objęciach Morfeusza człowiek najczęściej widzi to, co chciałby wyprzeć z pamięci, o czym na jawie usilnie stara się zapomnieć. Pewnie z tego powodu, odpowiadając na pytanie dziennikarza Feliksa Czujewa, czy Stalin nawiedza go w nocy, Wiaczesław Mołotow opisał scenę z Armagedonu: „Czasami śnię. W jakichś całkiem dziwacznych okolicznościach. Jakieś zrujnowane miasto. Nie mogę się wydostać. A potem spotykam jego”.


Aleksander Gogun – (ur. w 1980 r.) rosyjski historyk, pracuje w Instytucie im. Friedricha Meineckego na Wolnym Uniwersytecie w Berlinie. Zajmuje się II wojną światową i historią ZSRR okresu stalinowskiego. Patrz też: www.gogun.org


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com


Media should have been more responsible in covering Tel Aviv terror attack – editorial

Media should have been more responsible in covering Tel Aviv terror attack – editorial

JPOST EDITORIAL


This was about ratings and drama and there was nothing like it before on Israeli TV.

Members of Israeli ZAKA team clean blood from the site after a shooting terror attack on Dizengoff street on April 8, 2022 in Tel Aviv / (photo credit: Amir Levy/Getty Images)

Many people who watched the live TV news broadcasts from Dizengoff Street in Tel Aviv on Thursday night came away with an uneasy feeling. 

First was the suspense and drama playing out live on television, reminiscent of shows like “24” or Miami Heat. Here was a live chase for a terrorist on the streets of the State of Israel’s main commercial and entertainment hub. 

There were the initial images from the scene of the attack, at the Ilka Bar where three people were murdered and half a dozen more were wounded and then the live feed from Dizengoff 176 where dozens of policemen and IDF soldiers stood with their guns and assault rifles pointed upwards due to a suspicion that the gunman – later found near a mosque in Jaffa – was holed up inside. 

What they were thinking exactly, was unclear. Had the terrorist been inside the building and opened a window and started spraying the street below he would have hit many of those same security officers. Should the street have not been cleared and then only a select group sent to the building?

And this is only one of the many questions that came out of that evening. In general, what was obvious from the scene was that chaos reigned in Tel Aviv on Thursday night and no one was able to control what was happening.

Security forces take aim at a building where the gunman who opened fire on Dizengoff Street was suspected of hiding last night. At least two people were killed and another eight were wounded in the terrorist attack in the heart of Tel Aviv. (credit: JACK GUEZ/AFP VIA GETTY IMAGES)

The reason was that the terrorist was still on the run and was not neutralized right after the attack as mostly happens. As a result, with a terrorist on the run, the city went wild – and with it the country. 

Approximately 1,000 policemen and soldiers – including elite units like Sayeret Matkal and Shaldag – descended on the city and began going door-to-door searching for the terrorist. What also happened was that the media – there in larger numbers than usual since it was after all Tel Aviv – decided to follow the security forces on their house-to-house hunt. 

Reporters were running – mostly out of breath – after the soldiers and policemen as they went into apartment buildings, backyards and narrow alleyways in search of the shooter. That they were broadcasting police and army tactics on live TV meant nothing. That they were showing the soldier’s and policemen’s faces – some banned from being publicized- also meant very little. 

This was about ratings and drama and there was nothing like it before on Israeli TV. 

This does not mean that just the media is to blame. Reporters cannot necessarily be criticized for being caught up in the moment and doing their job even if that means chasing policemen and soldiers as they try to do their job. 

On the other hand, it can be expected of news directors and editors to understand that some situations are not meant to be covered in that way. A gunman on the loose, still armed and dangerous is a job for the security forces. 

For this to happen there needs to be someone who takes responsibility. During the evening pursuit on Thursday night, Communications Minister Yoaz Hendel (New Hope) tried to appeal to the media to follow the event from the main command post set up near the Ilka Bar, where the attack took place. No one really listened. 

What also needs to happen is for someone in the government to set rules of engagement with the media and not simply expect a situation to evolve a certain way. 

The Prime Minister’s Office has a National Information Directorate and the IDF has one of the biggest spokesperson’s offices in the country. The police PR apparatus has also grown tremendously over the years. Where were all these people? Why wasn’t there a clear flow of information? Why were Tel Aviv residents being asked to lock their doors and stay home but given very little additional information? 

Both sides need to learn lessons from what happened on Thursday night. The chaos that the entire country and world watched is not a long-term strategy. Israel needs to get its act together. 


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com


Artifact on Display at German Museum to Return to Jewish Heirs, Decades After Seizure by Nazis

Artifact on Display at German Museum to Return to Jewish Heirs, Decades After Seizure by Nazis

Shiryn Ghermezian


A general view shows part of an exhibition at the Yad Vashem World Holocaust Remembrance Center in Jerusalem, before beginning of Israel’s annual Holocaust Remembrance Day, as the centre is closed following the coronavirus disease (COVID-19) restrictions around the country, April 20, 2020 REUTERS/ Ronen Zvulun

The descendants of a German Jewish woman will be given restitution for silverware forcibly taken from her by the Nazis in Munich, after intervention by the magazine of B’nai B’rith International, the Jewish organization said on Thursday.

Hermine Bernheimer —who was born and raised in Göppingen, Germany, and later moved to Munich — was adhering to a 1939 Nazi order that Jews must turn over precious metal objects to their local pawn shops when she reliquished a silver cup she owned, according to B’nai B’rith Magazine. She was later deported to the Theresienstadt concentration camp and murdered.

Her great-niece Naomi Karp first learned about the silver cup in January 2020 from Dr. Matthias Weniger, head of provenance research at the Bavarian National Museum in Munich, which had the item held in storage for decades. Karp proved her relationship to Bernheimer, but she and her extended family had been waiting since April 2021 for the Bavarian Ministry of Science and the Arts to sign paperwork releasing the item to Bernheimer’s family.

After B’nai B’rith Magazine’s Dina Gold reached out to the ministry, asking why the objects were still being held by the national museum, the ministry signed the paperwork last month. Bernheimer’s family has decided to give the cup to the Jewish Museum in Goppingen.

“I’m thrilled that the logjam has been broken and grateful for Dina’s help,” Karp said.

Weniger commented, “There can never be a truly happy ending after all that’s happened. But I look forward to handing the cup, at Naomi and her family’s request, to the Jewish Museum in Göppingen, to be a permanent memory of Hermine’s terrible fate and that of so many others.”

B’nai B’rith said more details about Bernheimer’s silver cup and its history will be featured in magazine’s winter edition.


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com


Rozejm negocjują sami mężczyźni. Czy będą pamiętali o zgwałconych Ukrainkach

Vadim Ghirda / AP Photo


Rozejm negocjują sami mężczyźni. Czy będą pamiętali o zgwałconych Ukrainkach

Katarzyna Wężyk


Fot. Vadim Ghirda / AP Photo

Gwałt to broń, która eliminuje równie skutecznie, co broń konwencjonalna, ale dużo mniejszym kosztem

.

W pierwszy weekend kwietnia w Polsce spadł śnieg i Instagram zalały ośnieżone forsycje, balkony w pierzynkach, ogrody, w których budzącą się wiosnę przysypała warstwa malowniczego puchu. Na Facebooku pełno narzekań na jakże nie w porę atak zimy. Na Twitterze uaktywnili się przeciwnicy tezy, że w ogóle mamy jakieś globalne ocieplenie.

W pierwszy weekend kwietnia w Buczy śniegu nie było. Wiosny też nie. W Buczy cykl pór roku w pierwszą niedzielę kwietnia zatrzymał się na typowym wschodnioeuropejskim przedwiośniu: niskie szare chmury, szare, bezlistne drzewa, szarawa, pozimowa trawa, szara ziemia, czarne od deszczu ulice.

A na tych ulicach trupy.

Z miasteczka dzień wcześniej wycofali się Rosjanie, zostawiając za sobą przykład, jak w praktyce wygląda russkij mir. Jednego mężczyznę zastrzelili, gdy jechał na rowerze; leżał na boku, z ramą wciąż między kolanami, jakby miał zaraz wstać i jechać dalej. Inny upadł na siatkę, taką sznurkową, ekologiczno-babciną, z siatki na ziemię wysypały się ziemniaki.

Najczęściej jednak agencje publikowały zdjęcia dłoni. Kobiecej, leżącej na asfalcie, z długimi czerwonymi hybrydami – na serdecznym lakier odprysł. Dłoni poczerniałej już, z której wysypały się klucze do samochodu z brelokiem w kształcie unijnej flagi. Dłoni związanych na plecach białym plastikiem.

Tych najgorszych obrazów nie szukałam. Podobno Rosjanie po zwłokach przejechali czołgiem. Podobno torturowali nastolatków. Podobno zgwałcili kilka kobiet, a ich ciała, aby nie było dowodów, próbowali spalić.

Zdjęcia z Buczy to dowody zbrodni wojennych. I międzynarodowe trybunały pewnie będą próbowały Rosjan z nich rozliczać; czy uda im się, to inna sprawa. Ale jest zbrodnia wojenna, którą rozliczyć najtrudniej. Która wciąż bardziej obciąża ofiary niż sprawców.

Herodot: Gdyby same nie chciały…

“Gwałt to najtańsza broń znana ludzkości. Niszczy rodziny i pustoszy wioski. Zmienia młode dziewczyny w wyrzutki. Płodzi dzieci, które ich matkom codziennie przypominają o ich cierpieniu. I jest niemal zawsze ignorowany przez podręczniki do historii”, pisze Christina Lamb, autorka książki “Our Bodies, Their Battlefield. What War Does to Women”.

Najtańsza i najskuteczniejsza. Narzędzia do mordowania stają się coraz bardziej wyrafinowane – przeszliśmy daleką drogę od maczugi do bayraktara – a gwałt na wojnie się nie zmienia. Kobiece ciało wciąż traktowane jest jak łup. A sam gwałt przez mężczyzn – tych prowadzących wojny, tych piszących o wojnach i tych rozliczających jej zbrodnie – był i wciąż często jest bagatelizowany. “Niech drzewa nie przysłaniają nam lasu. Musimy się skupić na torturach i morderstwach”, powiedział argentyński sędzia, gdy w procesie junty w 1985 roku jedna z ofiar zaczęła zeznawać, jak została zgwałcona.

Obowiązującą przez stulecia narrację ustanowił już pierwszy historyk, Herodot, w V wieku p.n.e., pisząc, że “rozsądni ludzie zgoła nie troszczą się o porwane kobiety: boć przecie to jasne, że gdyby same nie chciały, nie zostałyby uprowadzone”. W muzeach pełno jest płócien i rzeźb przedstawiających gwałt: czymże innym jest porwanie Europy i wszystkie pozostałe “miłostki” Zeusa albo porwanie Sabinek. Przez stulecia temat był dla artystów okazją do przemycenia do galerii trochę nagiego ciała – cycki mitologiczne czy biblijne, w przeciwieństwie do po prostu aktu, nie są wszak nieprzyzwoite, tylko edukacyjne – i nikt się nie pochylał nad tym, co czuły porwane i gwałcone.

W wojnach, które przez stulecia przetaczały się przez europejski kontynent, gwałt na kobietach wroga i łupienie miast były traktowane jako forma zapłaty żołnierzom: żołd był nieregularny, jedzenie podłe, więc armia przynajmniej zapewniała łupy. Nikt gwałcicieli nie rozliczał ani nie zbierał zeznań od zgwałconych: ot, życie, nad czym tu się rozwodzić.

Tej zbrodni Norymberga nie objęła

Reguły traktowania ludności cywilnej, przynajmniej na papierze, zaczęły się cywilizować na początku XX wieku. Komisja powołana do zbadania zbrodni popełnionych podczas I wojny światowej uznała gwałt i wymuszoną prostytucję za przestępstwa – ale też nikogo nie ścigała.

Podczas II wojny światowej, która skalą masowej, przemysłowej i zracjonalizowanej potworności przekroczyła wszystkie poprzednie, także przemoc seksualna osiągnęła nieznane wcześniej rejony. Japońska armia regularnie gwałciła setki tysięcy chińskich, koreańskich i filipińskich seksualnych niewolnic, zwanych drwiąco “kobietami do towarzystwa”. Armia niemiecka nie oszczędzała Słowianek. A Armia Czerwona w triumfalnym pochodzie na Berlin miała zgwałcić nawet dwa miliony Niemek – w tym 40 proc. gdańszczanek i co trzecią mieszkankę Berlina. Powojenne trybunały w Tokio i w Norymberdze nie skazały jednak nikogo za gwałt. A w 2014 roku Putin podpisał ustawę, która za oczernianie uczestników Wielkiej Wojny Ojczyźnianej przewidywała karę do pięciu lat więzienia. “Nie było nawet przeprosin. Tylko cisza. Przez dekady gwałt był najbardziej lekceważoną zbrodnią wojenną”, pisze Lamb.

W 1949 r. do konwencji genewskiej dołączono zapis, że “kobiety powinny być szczególnie chronione przed każdym atakiem na ich honor, zwłaszcza gwałtem”. Nie przeszkodził on pakistańskim żołnierzom zgwałcić między 200 tys. a 400 tys. kobiet podczas wojny o niepodległość Bangladeszu w 1971 r. Pakistański generał A.A.K. Niazi wprost nakazał żołnierzom gwałty: kobiety z “wschodniego Pakistanu” miały rodzić dzieci o odpowiednim profilu genetycznym. Australijski ginekolog wspominał potem, że robił aborcje “na przemysłową skalę”, sto dziennie w samej Dakce. Pakistan nigdy za ten ludobójczy gwałt nie przeprosił.

Gwałty masowo stosowali też wojskowi w argentyńskich katowniach w latach 70. Pierwszego skazano za tę zbrodnię dopiero w 2010 r.; w sumie odpowiedziało tylko 26 sprawców.

Podczas wojny w byłej Jugosławii na początku lat 90. ofiarami przemocy seksualnej padło 20-60 tys. kobiet. Serbowie, podobnie jak Pakistańczycy, chcieli zmienić profil etniczny wrogiego kraju, dlatego kobiety i dziewczęta miesiącami były przetrzymywane w obozach – tak długo, by na aborcję było za późno. To po tej, dobrze udokumentowanej, orgii przemocy seksualnej w 1998 r. gwałt jako zbrodnia wojenna został wpisany do statutu Międzynarodowego Trybunału Karnego. Przez pierwsze 20 lat działalności MTK nie skazał jednak nikogo za gwałt; pierwszy był, w 2019 r., kongijski watażka Bosco Ntanga.

W 1998 r. specjalny trybunał ds. rozliczenia zbrodni w Rwandzie wydał wyrok dożywocia dla Jean-Paula Akayesu za dziewięć zbrodni przeciwko ludzkości, w tym za – po raz pierwszy zaliczony do tego grona – gwałt. Szacuje się, że podczas stu dni rzezi zgwałconych zostało między 250 tys. do pół miliona kobiet. 250 do 500 dziennie. To dzięki pięciu z nich, które zdecydowały się zeznawać przeciwko Akayesu, doszło do uznania gwałtu za akt ludobójstwa, o ile popełniane są z zamiarem zniszczenia konkretnej grupy. “Od niepamiętnych czasów gwałt uważano za wojenny łup. Za efekt uboczny wojny, bez żadnego zrozumienia dla skutków, jakie rodzi dla kobiet. Teraz będzie uznawany za zbrodnię wojenną”, podsumowała sędzia Nava Pillay.

Bojownik dokupił sobie dziesięciolatkę

Co z tego uznania przez ćwierć wieku wynikło dla kobiet w strefach konfliktu? Niewiele.

Lamb, reporterka wojenna z 30-letnim doświadczeniem, w “Our Bodies, Their Battlefield” rozmawia z ofiarami wojennych gwałtów na całym świecie. Lektura jej książki jest jak schodzenie do coraz niższych kręgów piekieł. Masz ochotę, jak te trzy małpki, zasłonić uszy, oczy i usta, to może zło samo zniknie.

Jazydka Naima została sprzedana, po kolei, 12 bojownikom Państwa Islamskiego. Każdy traktował jej ciało jak swoją własność (“Robił mi wszystko. Bicie, seks, ciągnięcie za włosy, seks. Leżałam i próbowałam sprawić, żeby mój umysł unosił się nad ciałem, tak jakby to działo się komuś innemu, żeby nie mógł mnie całej ukraść”). Pamięta imiona i nazwiska wszystkich, bo chce, żeby zapłacili za to, co jej zrobili.

Jazydka Rojian była gwałcona kilka razy dziennie przez sześć tygodni. Potem jej “właściciel” z ISIS dokupił sobie drugą sabiyę, niewolnicę: dziesięcioletnią dziewczynkę. “Nigdy nie słyszałam, żeby ktoś tak krzyczał. Płakałam bardziej z powodu tej małej dziewczynki niż siebie”.

Nigeryjka Zara Shetima porwana przez Boko Haram: “Zgwałcił mnie. Oni wszyscy mnie zgwałcili. Jeśli się opierałam, zmuszali mnie do patrzenia, jak zabija ludzi”. Zara jest w obozie dla uchodźców, jej społeczność ją odrzuciła. Byłe niewolnice Boko Haram nazywane są annova, zła krew.

Rohindżka Munira: “Zgwałciło mnie pięciu mężczyzn, jeden po drugim. Bili mnie, kopali i gryźli. Gdy wstało słońce, byłam ledwo przytomna. Nie mogłam iść, czołgałam się. Wokół były martwe ciała”. W etnicznej czystce, którą buddyjscy Birmańczycy urządzili swoim muzułmańskim sąsiadom, Munira straciła męża i syna. Birmański rząd zaprzeczył, jakoby dochodziło do gwałtów; minister powiedział dziennikarzom, że Rohindżijki są za brzydkie, by ktoś chciał je zgwałcić.

Mieszkanka Bangladeszu Hasna: “Złapali mnie, a moją córkę rzucili na ziemię tak mocno, że pękła jej czaszka. Zmarła 15 dni później. Dwóch żołnierzy mnie potem zgwałciło. Krzyczałam, więc pobili mnie kolbami karabinów”.

Rwandyjka Cecile: “Jeden z mężczyzn krzyknął: nie mogę włożyć mojego penisa w to brudne miejsce, użyję kija”.

Bośniaczka Bakira. Argentynka Graciela. Filipinka Estelita. Każda z wysłuchanych przez Lamb historii, porażająco podobnych niezależnie od części świata, religii i kultury, pokazuje skalę barbarzyństwa, jakie wciąż, w XXI wieku, dotyka kobiety. I kiedy myślisz, że nic gorszego już nie przeczytasz, autorka odwiedza szpital dla ofiar gwałtów w kongijskim Bukavu. Jego dyrektor, laureat Pokojowej Nagrody Nobla dr Denis Mukwege, jest najlepszym na świecie specjalistą od operowania przetoki, która tworzy się między rozerwaną pochwą a odbytem lub pęcherzem moczowym.

Przez 20 lat jego szpital pomógł 55 tys. kobiet. Najmłodsza pacjentka miała cztery miesiące.

W gwałcie nie ma nic seksualnego

Gwałt – wbrew temu, jak się go usprawiedliwia (“miała krótką spódnicę”, “prowokowała go”) – najczęściej niewiele ma wspólnego z męskim pożądaniem, za to wszystko z władzą. Zwłaszcza ten wojenny, gdzie na władzę nakłada się bezkarność, presja grupy i możliwość upokorzenia wroga. Jakiej fizycznej przyjemności doświadcza mężczyzna niszczący narządy wewnętrzne kobiety zaostrzonym kijem czy butelką? “W gwałcie nie ma nic seksualnego”, uważa dr Mukwege. “Gwałt to sposób zniszczenia drugiej osoby, pokazania jej, że nie istnieje, że jest niczym. Chodzi w nim o to, żeby ludzie poczuli się bezsilni, i o zniszczenie tkanki społecznej. Gwałt to broń wojenna, która tak samo jak broń konwencjonalna – ale dużo mniejszym kosztem – eliminuje całe grupy demograficzne”.

W osobie, która go doświadczy, pozostawia nie tylko blizny fizyczne, ale i psychiczne, i te drugie goją się znacznie dłużej. Czasem nigdy.

Rozmówczynie Lamb mówią to samo: coś we mnie zabili. Odebrali mi coś, czego nigdy nie odzyskam. Zabrali nam wszystko, co było w nas piękne. Już się nie boimy, bo nie ma się czego bać. Gwałt jest gorszy niż zabójstwo, bo musisz z nim żyć. Nie ma magicznej różdżki, która wymazałaby to, co nas spotkało.

W patriarchalnych społecznościach ofiary gwałtu wiktymizowane są podwójnie – przez gwałt i jego stygmatyzację. W kulturach, w których honor rodu mieści się między nogami kobiety, a utrata “cnoty” naraża na ostracyzm, to ofiara, nie gwałciciel, zostaje zbrukana. To ona jest wybrakowana, zepsuta, niedotykalna. Gwałt dla mężczyzny – no, chyba że to on zostaje zgwałcony, wtedy mówimy o najwyższym możliwym upokorzeniu: zdegradowaniu do roli żeńskiej – jest niczym, dla kobiety wszystkim. Dlatego kobiety tak często milczą.

Jedyna wojna, na której nie gwałcą

Choć prawo międzynarodowe uznało gwałt za zbrodnię wojenną, strefy konfliktu wcale nie są dla kobiet bezpieczniejsze – przeciwnie, w ostatnich latach ich traktowanie stało się jeszcze bardziej brutalne. Gdy w 2018 roku Rwandyjki spotkały się ze zgwałconymi przez islamskich bojowników Jazydkami, wracały do domu przygnębione. Jedyną z nielicznych wojen, w której można mówić o niskim poziomie przemocy seksualnej, jest konflikt izraelsko-palestyński. Izraelska armia składa się w jednej trzeciej z kobiet.

Sprawiedliwość dla ofiar wciąż jest raczej wyjątkiem niż regułą. Filipińskie “kobiety do towarzystwa” nie doczekały się nawet przeprosin od japońskiego rządu. Pierwszy raport o skali i brutalności gwałtów w Kongo opublikowano w 2001 r. Dr Mukgawe wciąż czeka na reakcję międzynarodowej społeczności. Irackie trybunały skazują byłych bojowników ISIS za terroryzm, nie za gwałty na Jazydkach. Bojownicy z Boko Haram, którzy porwali nigeryjskie dziewczęta, nie stanęli nawet przed sądem.

Ofiary wciąż rzadko dostają odszkodowania – nie dostały go Rwandyjki, Rohindżki, “kobiety do towarzystwa” ani Bośniaczki. Mieszkanki Bangladeszu po latach otrzymują niewielką zapomogę. “Nie prosimy tylko o pieniądze, ale przyznanie, że to nam zrobiono krzywdę”, powiedziała jedna z nich. Bogate zachodnie organizacje pozarządowe, jak gorzko zauważyła bośniacka aktywistka, więcej pieniędzy przeznaczają na konferencje w sprawie gwałtów i hotele dla panelistek i panelistów niż dla samych ofiar.

Miasto Radości dla ofiar gwałtu

Lamb sporo miejsca poświęca leczeniu traumy. Przy szpitalu dr. Mukwege powstało Miasto Radości – ośrodek dla ofiar gwałtu. Spędzają tam pół roku: na terapię składa się muzyka, sztuka, medytacja i joga, a także zajęcia z samoobrony, fitnessu czy makijażu. “Zmieniamy ból w moc i dajemy ofiarom siłę do bycia liderkami ich społeczności”, deklaruje szefowa ośrodka Christine Schuler Deschryver. Niektórym nawet się udaje.

Niemcy przyjęli ponad 1 tys. Jazydek i zorganizowali im domy, gdzie dochodzą do siebie – terapeuci mówią, że działa, choć powoli, kontakt ze zwierzętami, lekcje malowania, ogrodnictwo.

Bośniaczki ze Srebrenicy posadziły róże. Sadzonki dostały od Holendrów – miały je hodować, a potem sprzedawać, by móc się utrzymać, ale najpierw obsadziły nimi domy. Zapach róż przypominał im o lepszych czasach.

Najbardziej ofiarom gwałtu pomaga jednak odzyskanie sprawczości i godności: skazanie sprawcy. Potwierdzenie, że to, co je spotkało, było złem, za które ktoś poniesie odpowiedzialność.

Dlatego Filipinki, panie bardzo już wiekowe, niezmordowanie domagają się sprawiedliwości dla “kobiet do towarzystwa”: uznania tego, co je spotkało, za zbrodnię wojenną, odszkodowania, wzmianki w podręcznikach. Narcisa: “Mój głos jest wszystkim, co mam, i będę używać go aż do śmierci”.

Dlatego Bośniaczka Bakira ściga zbrodniarzy wojennych. “Kiedy zobaczyłam, jak się jeszcze z nas śmieją, uznałam, że musimy przerwać ciszę. Jeśli nie będziemy mówić o tym, przez co przeszłyśmy, jeśli oni nie zostaną skazani, to czego możemy oczekiwać od ich dzieci poza tym samym czy nawet większym złem?”. Jej Stowarzyszenie Kobiecych Ofiar liczy 35 tys. członkiń: ponad 100 rozpoznanych przez nie gwałcicieli odpowiadało przed sądem. Sama sprawiedliwości nie otrzymała: jej oprawca siedzi, ale nie za gwałt – oskarżenie uznało, że łatwiej będzie go skazać za zabijanie cywili.

Dożywocie dla sprawcy pomogło też Argentynce Gracieli: “Zawsze będę tym naznaczona. Ale to, że wojskowi zostali po latach skazani, oddało mi moje życie”.

Inne rozmówczynie Lamb nie są tak powściągliwe: “Chciałabym, żeby ich zabito”. “Niech ich powieszą”. “Gdybyśmy miały noże, zabiłybyśmy ich”. “Chcę, żeby umierali, ale nie szybko i humanitarnie, ale powoli, bardzo powoli, żeby poczuli, jak to jest robić ludziom złe rzeczy”.

Pokój negocjują sami mężczyźni

Także w niedzielę, 3 kwietnia, Human Rights Watch opublikował raport – na pewno nie ostatni – o zbrodniach wojennych na kontrolowanych przez Rosję terenach Ukrainy. Jest wśród nich obszerna relacja Olhy (imię zmienione), 31-latki z wioski pod Charkowem. Rosjanie weszli tam już 25 lutego. Mieszkańcy, około 40, ukryli się w piwnicy szkoły. Olha znalazła się tam z matką, młodszym rodzeństwem i pięcioletnią córką.

W nocy 13 marca rosyjski żołnierz wdarł się do szkoły. Grożąc bronią, kazał cywilom ustawić się w szeregu. Wybrał Olhę. Zabrał ją do jednej z klas, nakazał się rozebrać i zgwałcił ją, najpierw oralnie, z pistoletem przy twarzy, potem waginalnie. Gdy się ubierała, powiedział jej, jak ma na imię, że ma 20 lat i że Olha przypomina mu dziewczynę, z którą chodził do szkoły.

Rano zażyczył sobie jeszcze paczki papierosów i odszedł. Olha z rodziną uciekła do Charkowa. Gwałt zgłosiła śledczym. “Mam szczęście, że żyję”.

Ukraińskie władze poinformowały o kilku przypadkach przypadkach rosyjskiej przemocy seksualnej, ale oficjalne informacje nie oddają skali problemu. Po wycofaniu się Rosjan z części zajętych wcześniej terytoriów na policję, do mediów i organizacji pozarządowych zgłasza się coraz więcej zgwałconych kobiet i dziewcząt. Opowiadają to samo, co Jazydki i Argentynki, Rohindżki i Bośniaczki: o gwałtach zbiorowych, gwałtach na oczach dzieci, brutalności sprawców.

Ukraińskie MSW już zapowiedziało, że “każdy rosyjski żołnierz zostanie pociągnięty do odpowiedzialności, jeśli przeżyje”. Podczas kolejnych rund rosyjsko-ukraińskich negocjacji pokojowych rozmawiają jednak sami mężczyźni. A w takim gronie rozliczenie wojennych gwałtów, jak pokazuje historyczne doświadczenie, nie jest traktowane priorytetowo.


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com