Archive | 2023/02/15

Księga światła ukrytego / Sefer ha-bahir | fragment


Księga światła ukrytego / Sefer ha-bahir

Wojciech Brojer, Jan Doktór, Bohdan Kos


.

1. [1] Rzekł rabbi Nechunja ben Hakana: Pewien werset powiada: Teraz nie widzą światła ukrytego w chmurach[1] (Hi 37,21)[2], natomiast inny werset [powiada]: uczynił ciemność swoim ukryciem (Ps 18,12), a jeszcze inny: chmura i mgła otoczeniem jego (Ps 97,2). Sprzeczność? Dochodzi werset trzeci i rozstrzyga między nimi: Za Twoją sprawą nawet ciemność nie zaciemni dla Ciebie, a jak dzień zajaśnieje noc. Ciemność będzie jak światłość (Ps 139,12).

2. [2] Powiedział rabbi Berachja: Co znaczą słowa: A ziemia była tohu i bohu (Rdz 1,2)? Jaki jest sens tohu?[3] Że już [ziemia] była tohu. A co to jest bohu, jak nie to, że tohu była?[4]

– Co to jest tohu?

– Coś, co spowodowało zamęt w synach człowieczych i wróciło do bohu.

– Więc co to jest bohu?

– Coś, w czym jest substancja[5], bo napisano: bohu, w tym On [Bóg][6].

3. [3] Dlaczego Tora zaczyna się od bet?

– Po to, by rozpocząć od błogosławieństwa.

– Czy dlatego Tora nazywana jest błogosławieństwem?

– [Tak], powiedziano bowiem: Pełnia błogosławieństwa Pana morze i południe posiądzie (Pwt 33,23). Morze oznacza Torę, ponieważ powiedziano: rozleglejsza jest od morza (Hi 11,9).

– Co oznacza: Pełnia błogosławieństwa Pana, jak nie to, że każde miejsce nazwane bet wskazuje na błogosławieństwo?

– Powiadamy: Bet [jest] początkiem (Rdz 1,1), a nie ma początku innego niż mądrość. Bo powiedziano: Początkiem mądrość, bojaźń Pana (Ps 111,10)[7]. Nie ma innej mądrości niż błogosławieństwo, powiedziano bowiem: „błogosławił Bóg Salomonowi” i napisano: Pan dał mądrość Salomonowi (1Krl 5,26). Przypomina to króla, który ożenił swą córkę ze swoim synem, dał mu ją podczas wesela i powiedział mu: Postępuj z nią wedle swej woli.

*****

Twórcy Sefer ha-bahir nie zrobili nic, by ułatwić odbiorcy zrozumienie tekstu, uczynili natomiast wiele, by zagrodzić profanowi drogę – wiodącą przez warstwy wieloznacznych symboli, niejasnych aluzji i sprzecznych konkluzji – do celowo ukrywanego sensu. Fragmenty i sekwencje tematyczne czynią wrażenie świadomie przetasowanych. Jedne problemy lokalnie dominują, stanowiąc kanwę, na której rozwija się narracja, by nagle zniknąć bezpowrotnie, inne występują przygodnie, marginalnie; jedne wzajemnie się dopełniają, potwierdzają, inne stanowią dysonans i zdają się rozbijać ideową spójność; jedne pojawiają się w spodziewanym punkcie narracji i wiążą logiczną nić wywodu, inne – przeciwnie – rwą tę nić lub deorientują. Jak widzieliśmy, sprawy podstawowe dla środowiska: stosunek do Talmudu i kwestia miejsca własnej tradycji w Torze Ustnej, nie pojawiają się na początku traktatu, lecz w części końcowej, rozbite zresztą na kilka rozrzuconych w tekście fragmentów. Oto ezoteryczna strategia autora: tajemna tradycja, skoro staje się książką, tekstem spisanym, może łatwo trafić w niepowołane ręce, ale inspirować może tylko wtajemniczonych, prawdziwych udziałowców jedynej autentycznej Tory Ustnej.

Pobieżne nawet spojrzenie na Sefer ha-bahir pozwala stwierdzić, że tekst – wbrew opinii Nachmanidesa oraz niektórych współczesnych nam badaczy, i w odróżnieniu od innego traktatu kabalistycznego, Zoharu – nie jest midraszem w sensie komentarza do wersetów czy perykop biblijnych. Co więcej, nie jest on również utworem mistycznym w znaczeniu, jakie się przyjęło w historii judeochrześcijańskiej literatury religijnej, a mianowicie tekstu stanowiącego opis technik i zachowań prowadzących do wejścia w stan mistycznego uniesienia, wizji i bezpośredniego kontaktu (zjednoczenia) ze sferą Boską; nie jest też relacją z tego typu wizji i tego rodzaju kontaktu. Motywy wizyjne są w traktacie niemal nieobecne. Mistycznym można go nazwać jedynie w tym znaczeniu, że przedmiotem zainteresowania autorów jest przede wszystkim odnajdowanie ukrytego, głębszego (mistycznego właśnie) sensu tekstów biblijnych, programowo wręcz przekraczającego talmudyczną barierę peszaṭ, interpretacji literalnej. W tym miejscu autorzy Sefer ha-bahir heurystycznie spotykają się zarówno z niemieckimi pietystami, jak i z filozofią żydowską w poszukiwaniu znaczeń alegorycznych Pisma i w dociekaniu sensu nakazanych przez Torę przykazań, choć zdecydowanie odrzucają Majmonidesa metodę wyłącznie racjonalnego i pragmatycznego (społecznego) wyjaśniania sensu halachy.

Poetyce Sefer ha-bahir najbliżej jest do poetyki traktatu talmudycznego. Bahir został spisany językiem jesziwy, typową rabanicką mieszaniną hebrajskiego z aramejskim, do złudzenia chwilami przypominającą język babilońskich amoraitów. Odnajdujemy tu wiele bezpośrednich cytatów z Talmudu, w żaden sposób nieodróżniających się uzusem językowym od pozostałych partii traktatu. Autorzy posługują się charakterystycznymi dla tradycji babilońskiej retorycznymi zwrotami i całym arsenałem metod egzegetycznych. Na dobrą sprawę zdecydowana większość fragmentów Bahiru mogłaby się odnaleźć w polifonii Talmudu, oczywiście poza eksplikowanymi wyżej tropami dotyczącymi sporu o Torę Ustną. Nie ulega też wątpliwości, że znaczna część roztrząsanych w Sefer ha-bahir problemów ma swoje korzenie w tradycji babilońskiej (i palestyńskiej), szczególnie w hagadzie talmudycznej i midraszowej oraz w poezji modlitewnej (hebr. pijutim). Wszak osią sporu między tosafistami i mistykami nie były kwestie teologiczne czy rytualne, lecz status Talmudu w judaizmie oraz jednostronna, dosłowna i prawna interpretacja halachy.

*****

[1] Przekład cytatów biblijnych własny.

[2] W cytacie z Księgi Hioba pominięto słowo hu’ – „on”, co wydaje się zmieniać znaczenie całego biblijnego wersetu. Podmiotem zdania jest światło, a nie – jak w Biblii – Bóg. RM f. 2v przywraca wersję biblijną. Podobnie RV 505 f. 67v i RV 635 f. 86r, RV 110 f. 8r oraz DSz i DW.

[3] RM f. 2v i RV 635 f. 86r: „Jaki jest sens była?”. RV 110 f. 8r: „Jaki jest sens była tohu i bohu?”. RV 505 f. 67v: „Co to znaczy? Byt, który był już tohu. Czym jest bohu, jak nie to, że bohu była?”. RV 635 f. 86r zapisuje tohu oraz bohu ze znakiem samogłoskowym

cholam gadol (vav).

[4] RM f. 2v: brak tego zdania.

[5] Mamasz – „substancja”, „byt”, „istnienie”.

[6] Zmiana bohu na bo Hu’ przez podział na dwa wyrazy i dodanie na końcu drugiego litery ’alef. Hu’ – „On” jest w Księdze światła ukrytego synonimem Boga. Pobrzmiewa tu rozróżnienie tohu – „materia” i bohu – „forma” barcelońskiego fi lozofa Abrahama bar Chiji (zm. ok. 1136), por. G. Scholem, Origins…, s. 62, przyp. 22. Cały ten fragment cytuje Nachmanides w wersji RM f. 2v, por. Nachmanides do Rdz 1,2.

[7] W RM f. 2v i w watykańskich brak tego cytatu.

*****

Księga światła ukrytego / Sefer ha-bahir jest dostępna w stacjonarnej i internetowej Księgarni na Tłomackiem.

Polsko-hebrajska edycja traktatu uważanego za pierwsze dzieło kabalistyczne. Sefer ha-bahir powstał najpewniej we francuskiej Langwedocji w I połowie XIII wieku. Wywarł – obok późniejszego o pół wieku Zoharu – największy wpływ na rozwój mistyki żydowskiej. Zachowany w licznych rękopisach, drukiem ukazał się dopiero w połowie XVI wieku w Amsterdamie.

Dotychczas uważano powszechnie, że tytułowe bahir oznacza „jasność”, „blask”. Prawdopodobniej jednak twórcy traktatu rozumieli je inaczej, jako światło „mroczne”, „ukryte”. Stąd zaproponowany tytuł niniejszego wydania, przygotowanego na podstawie wersji amsterdamskiej: Księga światła ukrytego, który znacznie precyzyjniej oddaje istotę teologii traktatu. Tekstowi historycznemu towarzyszą eseje wyjaśniające okoliczności powstania traktatu, prezentujące zawartą w nim teologię oraz przybliżające dzieje recepcji w wiekach późniejszych, zwłaszcza wśród żydów polskich.

Wojciech Brojer, Jan Doktór, Bohdan Kos – tłumacze i komentatorzy wczesnych żydowskich pism mistycznych. Współpracują od połowy lat 80. Przełożyli i wydali m.in. mesjańskie fragmenty traktatu Sanhedrin (97-99) z Talmudu babilońskiego („Literatura na Świecie” 1993, nr 5-6) i Sefer jecira – Księga stworzenia (Warszawa 1995). Nad Sefer ha-bahir pracują od niemal trzech dziesięcioleci, publikując na jego temat artykuły w „Kwartalniku Historii Żydów” i „Kronosie”. Badania nad duchowością żydowską na ziemiach polskich prowadzą w Żydowskim Instytucie Historycznym im. Emanuela Ringelbluma.

Seria: Źródła do Studiów nad Duchowością Żydów

Dotychczas opublikowano w serii:

https://www.jhi.pl/wydawnictwo/ksiega-znaku,160

https://www.jhi.pl/wydawnictwo/testament-rabbiego-izraela-baal-szema,560

Dofinansowano z środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego

10.2022_logo_MKiDN.png [70.33 KB]


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com


It’s not about democracy

It’s not about democracy

CAROLINE GLICK


IDF reservists and veterans, and activists, block the main highway to Jerusalem, Road 1, near Abu Gosh, during a protest against the government’s planned reforms, Feb. 9, 2023. Photo by Yonatan Sindel/Flash90.

The left isn’t worried about democracy. It doesn’t like democracy. It likes its oligarchy.

.

What’s happening in Israel is not what it seems. The left, in all its component parts, is not fighting against an effort by the government and the Knesset to destroy Israel’s democracy.

We know this for three reasons.

First, the leaders of the fight against judicial reform, who claim that if Justice Minister Yariv Levin’s judicial reform package now making its way through the legislative process in the Knesset passes, Israeli democracy will die, know that this isn’t true.

In a past address to the Kohelet Forum, opposition leader Yair Lapid set out a position on judicial activism completely aligned with Levin’s package. Indeed, Lapid’s remarks laid the foundations of the current reform.

In that speech, Lapid said, “I have opposed, and I still oppose, judicial activism of the sort introduced by [former Supreme Court President and the father of Israel’s judicial revolution] Justice Aharon Barak. I don’t think it is right that everything is justiciable. I don’t think it is right for the Supreme Court to change fundamental things in accordance with what it refers to as the judgment of ‘the reasonable person.’ That’s an amorphous and completely subjective definition that the Knesset never introduced to the legal code. It’s not right in my mind that the separation of powers, the sacrosanct foundation of the democratic method, should be breached by one branch of government placing itself above the others.”

Lapid is not alone. Nearly every prominent member of the opposition has made similar statements over the past several years. One of the most incendiary leaders of the protests against judicial reform is former defense minister and IDF chief of General Staff Moshe Ya’alon. Having lost his bid for reelection to the Knesset, Ya’alon restyled himself as a vigilante protest leader. At a press conference this week Ya’alon said the legal reform package will transform Israel “from a democracy into a dictatorship.” He called the Netanyahu government “criminal and illegal.”

Ya’alon called for a general strike and declared that “the thought of the State of Israel as a fascist, racist, messianic and corrupt state” is keeping people up at night.

But in a speech in 2009, when he first entered politics, Ya’alon sang a different tune. Back then Ya’alon railed against the very forces he now claims to represent. “The media here is biased,” he began.

“Unfortunately,” Yaalon continued, “today there are forces, call them the elites, who are influencing the discourse in Israel in a distorted way. It’s manipulative and misleading to the point where we need to be very worried today. I am still very worried. They have a lot of power. They have influence, if you like, on the prime minister. There’s a situation today where we have power centers with authority and no responsibility…. This isn’t democracy. The wealthy have become such a force. The media is a force like this. The Supreme Court is a force like this.”

Statements like these reflect polls that show the vast majority of Israelis believe the legal system is in need of reform. But this brings us to the second way we know that the current unrest ostensibly about judicial reform isn’t actually about judicial reform: No one in the opposition is willing to engage in a debate about the package itself. Opposition lawmakers on the Knesset Constitution, Law and Justice Committee aren’t discussing anything. Instead of discussing the draft and suggesting changes, or bringing bills of their own, MKs from the opposition parties insist the Knesset majority and the government have no right to do their jobs. The process in which the democratically elected Knesset and government advance proposals that match the pledges they made to voters, is illegitimate and anti-democratic.

In a speech before the Knesset ceremony marking the Israeli parliament’s 74th anniversary on Sunday, Lapid warned, “the price of the legislation you are leading now is not just the erasure of democracy, it is the painful breakup of our common life.” The left, he said, would disengage and secede from Israel, which would cease to exist as one unified body politic.

In his address, Lapid didn’t offer any path for averting the threatened societal breakup, except for the government to abandon its proposals. The word “compromise” never crossed his lips. Lapid didn’t offer to sit down with Prime Minister Benjamin Netanyahu and Levin and reach a deal that everyone can accept. He told them to stand down or he and his camp will tear Israel apart.

Likewise, former prime minister and IDF chief of General Staff Ehud Barak not only rejected compromise last Friday. Barak demonized President Isaac Herzog as Neville Chamberlain for daring to offer to host negotiations between the government and the opposition to avoid the civil clashes and violence promised by the likes of Barak, Ya’alon and their allies.

The final way we can see that the fight isn’t about judicial reform is by looking at the left’s talking points. Speaking before the Knesset plenary this week, Likud MK Ariel Kallner noted how the leftist establishment in politics, academia and the media are using the exact same talking points they used multiple times in the past.

Today, opponents of the reform insist that if it passes, Israel will become an international leper. In 2011, Ehud Barak warned that Israel would face a “diplomatic tsunami” and become a pariah nation if it didn’t bow to every PLO/Obama administration demand for territorial surrender. In 2015, then-opposition leader Tzipi Livni said that if Netanyahu failed to bow to the PLO/Obama administration’s demands for territorial surrender, Israel would face a “diplomatic tsunami” that would foment an “economic tsunami.”

On Jan. 23, the Committee of University Heads signed a letter warning that if the judicial reform package passed, it will constitute “a devastating blow to Israeli academia.” In 2012, the same group signed a letter warning of the destruction of Israel’s academia if the government enabled Ariel University, then a “university center,” to receive full university status.

In 2015, Lapid and his partners on the left warned that if Israel harvested the natural gas deposits it discovered in its territorial and economic waters, the move would destroy Israel’s economy, social fabric and democracy.

In 2018, ahead of the Knesset’s passage of Basic Law: Israel as the Nation-State of the Jewish People, the left warned that passage of the law would cause investors to flee Israel. Israel’s credit rating would be downgraded. And Israel’s democracy would be no more.

In sum, we know the fight isn’t about judicial reform because leading members of the camp now insisting the reform will destroy democracy spoke on behalf of it in the past; because they oppose all discussion and reject all compromise on the legal reform package; and because their entire fight is based on slogans recycled from their previous campaigns that have nothing to do with the reforms on the table.

So if it isn’t judicial reforms they oppose, what is driving leading members of Israel society to call for civil war, threaten to murder Netanyahu and his ministers, threaten to pull their money out of the country and destroy its economy, lobby foreign governments to adopt policies hostile to Israel, and announce and organize insurrections, general strikes and violence?

A good way to understand what is actually moving the left is to ask what the judicial reform package has in common with not giving in to PLO/U.S. demands for territorial withdrawals, harvesting natural gas, passing the Basic Law: Israel as the Nation-State of the Jewish People, and permitting Ariel University to be a university.

The answer is twofold. First, the policies in question are not leftist policies. From this we can conclude that the left is unwilling to accept that when the right wins elections it has a right to implement its policies. The left isn’t worried about democracy. It doesn’t like democracy. It likes its oligarchy.

The current hysteria and threats of violence are driven by the central role the Supreme Court plays in preserving leftist power and privilege. Through a self-perpetuating selection process which Levin’s reform will correct, the Supreme Court today is dominated by ideologically rigid and radical justices. Legislating and dictating policies from the bench, the justices cancel the policies of right-wing governments and compel them to implement leftist policies.

By removing the left’s chokehold on policymaking and legislation, the government’s judicial reform plan will—like many previous right-wing initiatives the left ran political and lawfare campaigns to scuttle endeavored to—facilitate the expansion of Israel’s economic and strategic power and independence. And this brings us to the Biden administration and to the left’s open lobbying of the administration and other foreign governments to oppose the reforms.

For the Biden administration, like the Obama administration before it, Netanyahu is a threat primarily because he opposes the administration’s anti-Israel, pro-Palestinian and pro-Iran policies. And even worse for the White House, by advancing policies that increase Israel’s strategic and economic independence, Netanyahu’s government reduces Israel’s dependence on the U.S. and the administration’s power to force Israel to toe its line.

Biden’s National Security Advisor Jake Sullivan said, “We’ve reached a point where foreign policy is domestic policy, and domestic policy is foreign policy.” This is true for the Israeli left as well.

The Israeli left cultivates relations with foreign powers not on the basis of how those relations advance Israel’s national interests, but on how they serve the left’s interests against the right. In the Lapid-Bennett government’s willingness to give the U.S. veto power over Israel’s Iran policy and in its agreement to cede Israel’s natural gas deposit near Lebanon to the Hezbollah-controlled Lebanese government, it showed how the left is willing to concede Israel’s economic and strategic interests and independence in exchange for U.S. political support.

The similarity between the Democrats’ castigation of Republicans as a threat to democracy and the Israeli left’s current assault on the legitimacy of the government underlines their cooperation.

On Thursday night, leftist protesters burned tires and blocked major traffic arteries in Jerusalem. Former Attorney General Avichai Mandelblit said that violence is inevitable. Parents used their children to block a major traffic artery Thursday morning in Tel Aviv. And leftist reservists and retired generals from the IDF Armored Corps held a march to Jerusalem. The main effort of the protests is to bring the economy to a stop on Monday and hold a pitched riot outside Knesset as the votes begin on the judicial reform package. The leftist Movement for Quality Government has petitioned the Supreme Court asking that the justices force Netanyahu from office by ruling that he is unfit to lead. And with each hour, more and more calls for violence are heard from leftists.

How this will end is still unknowable. But if the reforms do not go through, the biggest loser will be Israel’s democracy.


Caroline Glick is an award-winning columnist and author of The Israeli Solution: A One-State Plan for Peace in the Middle East.


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com


Israeli, Iranian Directors Join Forces on Film About Judoka Earning Ire From Iranian Regime

Israeli, Iranian Directors Join Forces on Film About Judoka Earning Ire From Iranian Regime

Shiryn Ghermezian


Iranian judoka Saeid Mollaei (left) completes against Canadian Antoine Valois-Fortier (right) at the World Judo Championships in Tokyo, Japan, August 28, 2019. Photo: REUTERS/Kim Kyung-Hoon.

Israeli director Guy Nattiv and his Iranian counterpart Zar Amir Ebrahimi are teaming up for a new movie and have become the first filmmakers from Israel and Iran to co-direct a feature film, according to The Hollywood Reporter.

Untitled Judo is about an Iranian female judoka named Leila, played by The L Word: Generation Q actress Adrienne Mandi, and her coach Maryam, who will be played by Ebrahimi. Together they travel to the Judo World Championship with the hopes of bringing home Iran’s first gold medal but in the middle of the competition, the Iranian government orders Leila to fake an injury and lose a match. Forced to make a decision that could affect her and her family’s freedom, Leila must choose between following orders from the Iranian regime, as Maryam urges her to do, or ignore their demands and continue to compete for the gold medal.

The storyline resembles real-life events with Iranian judoka and Olympic athlete Saeid Mollaei, who has said that Iranian officials ordered him to forfeit a match at the 2019 World Judo Championships in Tokyo to avoid potentially going head-to-head with an athlete from Israel. Mollaei afterwards refused to return to Iran and instead sought asylum in Germany. The International Olympic Committee later approved from him to compete for Mongolia instead of his home country.

Many other Iranian athletes have faced the same pressure from the Islamic Republic to throw matches against competitors from Israel due to Iran’s longstanding ban on having its athletes compete against anyone from Israel.

“The story we’re telling in this film is the story of too many Iranian athletes who lost their lifetime opportunities, sometimes forced to leave their countries and beloved ones because of the conflict between systems and governments,” Ebrahimi told The Hollywood Reporter. “May this artistic and cinematographic collaboration with Guy be a tribute to them, beyond frenzies of blind hatred and mutual destruction.”

The film, currently in post-production, is being produced by Israel’s Keshet Studios in association with White Lodge Productions, New Native Pictures, Maven Pictures, Tale Runners and Sarke Studios and WestEnd Films, which has worldwide rights for the project. It is being supported by WestEnd’s WeLove label, which develops, produces and supporters female creatives and female-led content.

Nattiv is also co-producing the film. The script was co-written by Elham Erfani and the film stars Jaime Ray Newman (Dopesick, Little Fires Everywhere), Nadine Marshall (The Silent Twins, Small Axe) and Mehdi Bajestani (Holy Spider).

“It is a tremendous honor to be collaborating with these true creative forces of nature – Zar, Arienne and Elham, bringing this important story to life,” said Nattiv. The Oscar-winning director added that Untitled Judo “is more than a movie to all of us. It’s a creative statement to the world as thousands of innocent Iranian people are paying with their lives for freedom.”

Erfani said she feels honored to write the film and “grateful to have the opportunity to be a voice for the oppressed Iranian athletes, and to bring their stories to the world through this film.”

“As an Iranian woman who has experienced the suffocation of life in Iran and has a deep understanding of its problems, I wanted to bring to light the challenges faced by women in Iran,” she said. “So many of us have been forced to leave our homes and loved ones in search of freedom and peace. Despite being separated by distance, this film reminds us that there is power in unity and resistance.”


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com