Archives

Czwarta władza i test moralności

Źródło zdjęcia: Wikipedia


Czwarta władza i test moralności


Andrzej Koraszewski


Próbuję zrozumieć otaczający mnie świat. Nic oryginalnego. Wszyscy to robią. Jestem uprzedzony? Tak, wszyscy jesteśmy uprzedzeni. Jestem uprzedzony przez rodziców, przez nauczycieli, przez pisarzy. Nie jestem mądrzejszy od innych, nie mam również dostępu do specjalnych informacji. Korzystam z źródeł, do których każdy ma dostęp. Nigdy nie mam pewności czy informacje, które znajduję, są poprawne, ani czy są ścisłe. Nieliczne są w końcu poza wszelką wątpliwością, stanowiąc fundament pozwalający poruszać się po tych obszarach, które są niepewne.

Dlaczego uważam, że stosunek do Izraela jest dziś nie tylko testem moralności, ale również testem porządkującym informacje o innych sprawach? Ponieważ kłamstwa o Żydach tysiące razy zmieniały ludzką moralność w szambo, ponieważ kłamstwa o Żydach pozwalają ukrywać inne łajdactwa, ponieważ kłamstwa o Żydach wyzwalają najmroczniejsze instynkty, zmieniają ludzi w bestie, ale serwowane są przez bywalców salonów. Działają tak silnie, ponieważ są zakorzenione w tradycji religijnej, kulturowej i politycznej. Tliły się nieprzerwanie od poprzedniej zarazy i wybuchły jak pożar po orgii mordów, zarażając głównie młode pokolenie.

Ale ci, którzy szerzą zarazę, którzy odmawiają zauważenia, co się dzieje, którzy „tylko” odmawiają dawania wiary Żydom, tylko powtarzają sztampowe formułki, którzy tylko zbyt pospiesznie dają wiarę oczywistym kłamstwom, to nie są tylko młodzi, naiwni ludzie żywiący się fałszywą empatią. To dziennikarskie gwiazdy, profesorowie uniwersytetów i politycy. Wracamy do atmosfery lat trzydziestych ubiegłego wieku, jednak nośnikami zarazy nie są już tylko jarmarczni mówcy, księża, drukowane broszury i radio, ale potężne technologie, które przekazują żarliwe głosy tandetnych celebrytów, guru idiotów, jak również cieszące się najlepszą reputacją media zatrudniające najbardziej wyrafinowanych propagandystów w służbie najbardziej odrażającej idei. Ponownie znaleźliśmy się w punkcie, w którym zwykły człowiek ma nieodparte wrażenie, że przecież cały świat potępia tych strasznych syjonistów. 

Weteran brytyjskiego dziennikarstwa Charles Moore, który był w przeszłości redaktorem naczelnym „The Daily Telegraph”, „The Sunday Telegraph”  i „Spectator”, pisze na łamach The Telegraph o wieloletnim propagandyście BBC Jeremy Bowenie. BBC jest medium o najszerszym zasięgu na świecie i najsilniejszym wpływie na polityków, na środowiska dziennikarskie i na zwykłych ludzi. Dyskretny antysemityzm był obecny w tej korporacji od chwili jej powstania. Mniej dyskretna antyizraelska tendencja była przedmiotem wielu badań wewnętrznych i zewnętrznych, zaś raporty piętnujące to stałe skrzywienie w żaden sposób nie wpływały na jakość i styl informowania o Izraelu i o konfliktach na Bliskim Wschodzie.

Jeremy Bowen jest od blisko 30 lat zaangażowany w informowanie o sprawach Bliskiego Wschodu. Przez wiele lat kierował biurem BBC w Jerozolimie, między 2005 rokiem a 2022 odpowiadał za dział bliskowschodni BBC w Londynie, obecnie kieruje całym działem zagranicznym BBC.

To Jeremy Bowen bez chwili zastanawiania się puścił na cały świat pobrane z Ministerstwa Zdrowia Hamasu kłamstwo o zburzeniu przez Izrael szpitala Al Ahli 17 października 2023 r.  i o zabiciu ponad 500 osób, mimo, że niemal natychmiast dostępna była informacja z Jerozolimy, że nie było żadnego ostrzału w tamtym rejonie i że wszystko wskazuje na palestyńską rakietę. Jednak w BBC dziennikarzy informujących o izraelskich zbrodniach nie obowiązują rygorystyczne zasady BBC o niepodawaniu wiadomość, które nie są potwierdzone, w szczególności, jeśli pochodzą z wątpliwych źródeł.   

Idąc za tym niedoścignionym wzorem światowego dziennikarstwa nasze Oko-Press donosiło: „Ponad 500 osób zginęło w eksplozji po ataku rakietowym na szpital al-Ahli w strefie Gazy 17 października 2023.” Polskie Radio grzmiało: „Lekarze pracujący w Gazie operują na korytarzach, często bez znieczulenia, próbując ratować ciężko rannych, ocalałych z wtorkowego wybuchu.” Wiadomości.wp.pl krzyczały: „Brutalna zbrodnia, celowy atak, hańba ludzkości”.

Tak, to była hańba ludzkości, ale nie jak kazały nam myśleć niemal wszystkie media całego świata, że to hańba ludzkości w wykonaniu Żydów, ale hańba ludzkości w wykonaniu międzynarodowego środowiska dziennikarskiego, pod przewodem BBC, która zmieniła świadome kłamstwo nazistowskiej organizacji terrorystycznej w rzekomo niepodważalny fakt.     

Zapytany o to, czy żałuje wprowadzenia światowej opinii publicznej w błąd, Jeremy Bowen nie miał najmniejszych wyrzutów sumienia, powiedział, że zdjęcia wskazywały, iż szpital jest całkowicie zburzony, więc to wszystko wydawało się prawdopodobne. (Tego, że zignorował informacje władz izraelskich, nie komentował. Ani tego, że dostępne były inne zdjęcia, pokazujące nienaruszony szpital.) Fakt, że była to wadliwa rakieta Palestyńskiego Islamskiego Dżihadu, która spadła na parking zabijając kilkanaście osób, nikogo z tych „dziennikarzy” nie wzruszał, po kilku dniach ukazały się notki, informujące, że rzeczywistość wyglądała zupełnie inaczej, że to nie Żydzi zbombardowali szpital i zabili 500 niewinnych Palestyńczyków, ale rakieta, która miała zabijać Żydów, spadła na parking i zabiła kilkanaście obecnych tam akurat osób. 

Tego rodzaju dezinformacja powtarza się niemal każdego dnia. Nie zawsze w tej skali, ale ta hańba ludzkości w wykonaniu międzynarodowego dziennikarstwa pod przewodem BBC powtarza się, kiedy armia izraelska uderza w zebranych w byłej szkole dowódców Hamasu, kiedy niszczy arsenał rakiet w pobliżu posterunku „sił pokojowych”, kiedy niszczy tunel pod budynkami mieszkalnymi i kiedy namawia cywilną ludność do ewakuacji ze stref walki. W tej walce o zmienianie każdego kłamstwa o Izraelu w szacowną wiadomość, za której rzetelność gwarantują cieszące się renomą media, ludzie tacy jak Jeremy Bowen są głównymi bohaterami.

Charles Moore w swoim artykule na łamach „Telegraphu”  zajmuje się reakcją Jeremy Bowena na śmierć Jahji Sinwara. Na potwierdzoną wiadomość o śmierci Sinwara Jeremy Bowen zareagował pisząc:

„To było największe zwycięstwo Izraela w wojnie z Hamasem, Sinwar uczynił Hamas siłą bojową, która pobiła państwo Izrael, jak jeszcze nikt inny w historii”. 

Charles Moore  zatrzymuje się przy słowie pobite. Pobicie kojarzymy z bitwami, ale Bowen ma na myśli bestialski pogrom cywilów, najazd morderczych zbirów, zaplanowany atak terrorystów motywowanych żądzą mordowania Żydów za to, że są Żydami.  

Państwo Izrael zostało pobite…

„W tym słowie – pisze – Moore – podobnie jak w wyrażeniu Bowena ‘siła bojowa’, mieści się legitymacja stanu wojny. Czy powiedziałby, że Einsatzgruppen Himmlera podczas nazistowskiej inwazji na Europę Wschodnią ‘pobiły’ cywilów (najczęściej Żydów), których ustawili w szeregach i rozstrzeliwali tysiącami przez kilka lat? Czy enkawudyści Stalina ‘pobili’ 22 000 polskich oficerów, których rozstrzelali w lesie katyńskim w maju 1940 r.? Czy ‘zamordowali’ nie byłoby bardziej trafnym słowem? Żadne prawo wojenne nie sankcjonuje morderstwa.”

Moore pisze, że te słowa Bowena są „słowami moralnego imbecyla” i pokazują duchową wspólnotę z ideologią Hamasu.   

„Jeśli ‘pobicie’ wroga oznacza celowe, wymarzone mordowanie cywilów, a ‘siła bojowa’ oznacza tych, którzy radują się zabijaniem starców, kobiet i dzieci, ponieważ byli (z kilkoma wyjątkami) rasy żydowskiej, to świat powinien być w stanie zobaczyć, czym jest Hamas.”

Było by to jednak trudne, ponieważ światowe media mówią niemal jednym głosem, ponieważ ten wzór jest przekazywany przez takie autorytety jak BBC, jak „New York Times”, jak „Le Monde”.     

To przede wszystkim renomowane światowe media utrudniają, jeśli wręcz nie uniemożliwiają dostrzeżenie przez zwykłych ludzi prawdziwej natury Hamasu, Hezbollahu, Islamskiej Republiki Iranu i codziennie przekonują swoich odbiorców, że to Izrael jest ludobójcą, a nie rzeczywiście ludobójcze grupy terrorystyczne i sponsorujące je państwa. 

Ta polityka światowych mediów nie jest przypadkiem, oczekiwanie, że Izrael w drodze dyplomacji przekona morderców, żeby porzucili psychopatyczny antysemityzm, to nie jest ze strony medialnych gigantów tylko naiwność. Jakby powiedział Szekspir, w tym szaleństwie jest metoda.

Moore pisze, że psychopatyczni mordercy muszą zostać przygwożdżeni.

Temu sprzeciwia się jednak nie tylko czwarta władza, dyktująca co mamy myśleć.  

„Polityka europejskich i amerykańskich sojuszników Izraela wydaje się śmieszna w obliczu tych wydarzeń. Zawieszenie broni, mówią wielcy tego świata przy każdym nowym zwrocie akcji. Rozmawiajcie! Zasiądźcie do stołu! Dajcie szansę dyplomacji!” – pisze Charles Moore.

Zwycięstwami, sukcesami Izraela ci politycy chętnie się dzielą, by natychmiast ostrzegać, żeby Izrael nie ważył się iść dalej.   

„Najlepszą nadzieją musi być to, że przywódcy zachodnich mocarstwa wiedzą, że mówią bzdury, ale czują, że muszą podtrzymywać ‘pokojowy’ bełkot z przyczyn wewnętrznych i aby uniknąć międzynarodowego potępienia.”

Obawiają się czwartej władzy, obawiają się wyborców, których poglądy zostały ukształtowane przez notorycznych kłamców. 

Jeremy Bowen poproszony o przeanalizowanie sytuacji po śmierci Sinwara natychmiast dał do zrozumienia, że jego prawdziwym czarnym charakterem jest premier Netanjahu, przez którego „wojna nadal trwa”, jakby ludobójczy napastnik był moralnym odpowiednikiem demokratycznego przywódcy narodu, który walczy o przetrwanie. 

Jeremy Bowen jest tylko jednym wybitnym i bardzo wpływowym przedstawicielem światowych mediów. Jest ich legion i to oni tworzą linię generalną światowych środków masowego przekazu.  Te media nie tylko nie zdały moralnego testu, coraz częściej trudno się oprzeć wrażeniu, że są dziś hańbą ludzkości.

Tymczasem jak pisze brytyjski dziennikarz, najważniejsza lekcja z sukcesów Izraela dotyczy Iranu. Osłabienie, chociaż jeszcze nie rozbicie, zdolności militarnych najemników tego państwa, otwiera możliwość uderzenia w instalacje nuklearne Iranu.         

„Dlaczego Izrael nie miałby tego zrobić? To nie jest pytanie retoryczne: mogą istnieć dobre powody, dla których takie ataki byłyby krokiem za daleko. Chciałbym je usłyszeć.”

Wszyscy propagandyści w stylu Bowena twierdzą od roku, że Izrael nie może wygrać. „Być może ich prawdziwym strachem jest to, że może.” – konkluduje Charles Moore.

Dla nas, odbiorców serwowanej przez czwartą władzę papki o stanie świata, pozostaje pytanie, jak się przed tymi Bowenami bronić i czy mimo tego, że poruszamy się po trzęsawisku, możemy uniknąć pułapek zastawianych na nas przez tych, którzy rzekomo mają nas informować i dostarczać faktów pozwalających na lepsze zrozumienie świata.


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com


Amazon Deletes Promo Video of Executive Wearing Necklace Featuring Palestinian Flag Over Israel

Amazon Deletes Promo Video of Executive Wearing Necklace Featuring Palestinian Flag Over Israel

Shiryn Ghermezian


Ruba Borno speaks at AWS re:Invent 2022 in Las Vegas, Nevada, US, Nov. 30, 2022. Photo: Noah Berger/AWS/Handout via REUTERS

Amazon pulled a promotional video this week in which one of its senior vice presidents was wearing a necklace with a pendant in the shape of the map of Israel but with the Palestinian flag imposed on top.

Dr. Ruba Borno is the vice president of global specialists and partner organizations for Amazon Web Services (AWS) and was hired by the company in November 2021. She wore the controversial necklace in a promotional clip for the upcoming AWS re:Invent conference in Las Vegas.

“The violence and loss of life happening every day in the Middle East is tragic, and at Amazon, our hearts and thoughts are with any person or community that’s affected,” an Amazon spokesperson told Fox Business. “Our leadership remains in regular contact with our teams based in the region to offer our support. The video shot was not meant to be a political statement, but we’ve taken down the video and will repost a new one in the coming days.”

Borno has not responded to Amazon’s decision to delete the video.

According to the electrical and computer engineering department at the University of Michigan, Borno’s alma mater, the Amazon executive is a “Palestinian refugee who fled Kuwait during the first Gulf War with her family in 1990. Forced to abandon all their possessions and savings, her family was given just three days to evacuate to the United States, leaving behind everything they knew.”

The necklace worn by Borno in the recently deleted Amazon video sparked outrage on social media. Users criticized Amazon, vowed to cancel their Amazon Prime subscriptions and called for Borno to be fired. Some also noted that Alexander Trufanov, an employee of the Amazon subsidiary in Israel, was kidnapped from Kibbutz Nir Oz by Hamas-led terrorists during their deadly rampage across southern Israel on Oct. 7, 2023, and is among the 101 hostages still held captive in the Gaza Strip.

Amazon has yet to comment on Trufanov’s kidnapping, but two days after the Oct. 7 terrorist attack last year, Amazon CEO Andy Jassey addressed the massacre.

“The attacks against civilians in Israel are shocking and painful to watch,” he wrote in a post on X. “I have been in touch with our teammates there to make sure we do everything we can to help support their family’s and their safety, and to assist however we can in this very difficult time. We’re also in close contact with our humanitarian relief partners on the ground and will be supporting their efforts. Hoping that peace arrives as soon as possible.”

Borno and her family fled Kuwait when former Iraqi leader Saddam Hussein invaded the country in 1990 and came to the US as refugees granted political asylum.

“I’m Palestinian, my family’s Palestinian, and we were stateless, because Palestinians weren’t granted citizenship,” Borno said on the “No Turning Back” podcast with the McChrystal Group, a global advisory services firm. “And when Saddam Hussein invaded Kuwait, he decreed that those [harboring] American citizens could be shot on sight. One of my sisters was born in the United States, so the US embassy called my parents and said, ‘You’ve got three days to decide if you want to evacuate and move to the United States.’”


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com


Dążąc do zwycięstwa, Izrael obnażył fałszywe założenia Waszyngtonu

Telewizyjne przemówienie do opinii publicznej w wiadomościach „Kanału 12” wygłoszone przez premiera Izraela Benjamina Netanjahu w Jerozolimie na temat wydarzeń ostatnich dni dotyczących Hezbollahu, zabójstwa jego przywódcy Hassana Nasrallaha i sytuacji na północnej granicy Izraela z Libanem, 28 września 2024 r. Zdjęcie: Yonatan Sindel/Flash90


Dążąc do zwycięstwa, Izrael obnażył fałszywe założenia Waszyngtonu

Jonathan S. Tobin

Tłumaczenie: Małgorzata Koraszewska


Oburzając swoich wrogów, Netanjahu pokazał Amerykanom, że pokonanie Iranu i Hezbollahu jest racjonalną alternatywą dla beznadziejnej dyplomacji Bidena/Harris.


Od redakcji „Listów z naszego sadu”: Artykuł Johnatana Tobina opublikowany był w „Tablecie” 30 września, od tego czasu wojska izraelskie weszły do południowego Libanu, a wczoraj wieczorem Iran wystrzelił 181 pocisków rakietowych na Izrael zabijając jednego Palestyńczyka na Zachodnim Brzegu i raniąc dwóch Izraelczyków w Tel Awiwie. 

Nie zmienia to wymowy tego artykuł i nie podważa argumentów Autora. 


Od 7 października premier Izraela Benjamin Netanjahu w dużej mierze przestrzegał zasad ustalonych przez amerykańskich sojuszników. Choć nie uchroniło go to przed ciągłą niesprawiedliwą krytyką, w której prezydent Joe Biden, wiceprezydent Kamala Harris i sekretarz stanu Antony Blinken często powtarzali propagandę Hamasu o nadmiernych ofiarach cywilnych w Strefie Gazy, Netanjahu był zdecydowany uniknąć otwartego rozłamu ze Stanami Zjednoczonymi.

W ostatnich tygodniach jednak, gdy rozpoczął poważne wysiłki, aby zmusić Hezbollah i jego irańskich sponsorów do wycofania się i zaprzestania ostrzału północnego Izraela, premier próbuje czegoś innego. Zamiast wikłać się w daremną i autodestrukcyjną politykę Bidena, która traktuje dyplomację jako cel sam w sobie, wybrał strategię, która daje jego narodowi rozsądne szanse na osiągnięcie zwycięstwa nad wrogami.

Okazało się, że był to równie wielki szok dla Waszyngtonu, jak dla Teheranu i jego oddziałów pomocniczych Hezbollahu w Libanie. Jak jasno wynika z serii artykułów w „New York Timesie”, zawsze pełniącym rolę wiarygodnego rzecznika administracji i establishmentu polityki zagranicznej, klasa ekspertów uważa, że Netanjahu złamał konwencję. Z ich punktu widzenia ujawnił, że Biden nie tylko nie jest w stanie „kontrolować” tego, co administracja nadal uważa za zależnego, drugorzędnego sojusznika, ale także nie potrafi zapobiec wojnie, w której nie chce brać udziału, bez względu na konsekwencje.

Można zlekceważyć każdą analizę obecnej sytuacji opublikowaną przez „New York Times”jako pochodzącą z tego samego źródła, które wysmażyło pean na cześć zlikwidowanego przywódcy Hezbollahu Hassana Nasrallaha, nazywając go „zdolnym mówcą”, który był bardziej wojownikiem o sprawiedliwość społeczną niż terrorystą i który – aż wydaje się nieprawdopodobne, że to napisali – wierzył w przyszłość Izraela, w której wszyscy ludzie będą żyć w pokoju i sprawiedliwości wobec siebie – w erę mesjańską, która oczywiście mogła nastąpić dopiero po ludobójstwie Żydów.


Światopogląd stojący na głowie

Ale nie można nie doceniać szoku odczuwanego w Departamencie Stanu, w Radzie Bezpieczeństwa Narodowego i w liberalnych think tankach, kiedy ofensywa Izraela przeciwko Hezbollahowi nie doprowadziła natychmiast do katastrofy dla państwa żydowskiego i Netanjahu. Zespół Bidena i Harris oraz jego zhańbiony specjalny wysłannik do Iranu, Robert Malley, jak również specjalny wysłannik do Libanu, Amos Hochstein, spędzili ostatnie cztery lata ciężko pracując, aby ugłaskać zarówno Iran, jak i Hezbollah. Tak więc seria niszczycielskich ciosów zadanych terrorystom przez Izrael jest poważnym rozczarowaniem dla administracji, która była zdecydowana powstrzymać pragnienie państwa żydowskiego zapewnienia bezpieczeństwa na swojej północnej granicy, nawet jeśli oznaczało to tolerowanie wyludnienia regionu z powodu ciągłego ostrzału rakietowego przez Hezbollah.

Zarozumiałość amerykańskiej polityki opierała się nie tylko na wierze w zalety dyplomacji i trzymaniu się daremnej nadziei — leżącej u podstaw niebezpiecznego porozumienia nuklearnego z Iranem z 2015 r. byłego prezydenta Baracka Obamy — na pojednanie z Teheranem. Opierała się również na założeniu, że każdy zakrojony na szeroką skalę atak na Hezbollah nieuchronnie zakończy się niepowodzeniem i doprowadzi do znacznie szerszego konfliktu, który doprowadzi jedynie do katastrofy dla Izraela i Zachodu. To defetystyczne nastawienie było podobne do przekonania, że Hamasu nie da się pokonać, a można go jedynie powstrzymać, zaś wszelkie wysiłki mające na celu zatrzymanie, a nie tolerowanie (jak to zrobiła umowa Obamy) irańskiego programu nuklearnego, są także skazane na niepowodzenie.

Tak więc fakt, że w ciągu dwóch tygodni Netanjahu i Izrael obnażyli te założenia jako całkowicie błędne, jest nie tylko upokorzeniem dla ekipy zajmującej się polityką zagraniczną Bidena i Harris, ale także wywróceniem ich światopoglądu do góry nogami.

Jak długo Waszyngton kontynuował wysyłanie broni, której Izrael potrzebował do walki z Hamasem i Hezbollahem, choć wysyłka była coraz bardziej opieszała zamiast przyspieszona, Netanjahu niechętnie ustępował w obliczu amerykańskich obaw o izraelską strategię i taktykę walki w Gazie. Spowodowało to niepotrzebne spowolnienie wysiłku wojennego, co pozwoliło Hamasowi i krytykom Izraela wierzyć, że kampania lądowa była porażką i zachęcać do zawieszenia broni, które pozwoliłoby terrorystom przetrwać, a tym samym twierdzić, że wygrali. Chociaż Siły Obronne Izraela osiągnęły wiele ze swoich celów, to przekonanie, że ich wysiłki były w dużej mierze daremne, pomogło zachęcić ostatnie resztki Hamasu do trwania i odmowy uwolnienia pozostałych zakładników, których porwano 7 października.


Mit niezwyciężoności

Jednak po roku frustracji i wobec konieczności zrobienia czegoś, aby zmusić Hezbollah do zaprzestania ostrzału północnego Izraela i umożliwić Izraelczykom powrót do ich domów, Netanjahu w końcu miał dość amerykańskich wątpliwości i obsesyjnej wiary w dyplomację i multilateralizm.

Zaczynając od wyczynu służb wywiadowczych, czyli eksplozji pagerów i krótkofalówek — a następnie precyzyjnych uderzeń, które wyeliminowały głównych dowódców Hezbollahu i jego przywódcę Nasrallaha — siły izraelskie nie tylko zademonstrowały swój taktyczny geniusz. Przekłuły również mit o tym, że Hezbollahu jest niezwyciężony, który po raz pierwszy zakorzenił się podczas jego udanej wojny partyzanckiej mającej na celu wyparcie Izraela z południowego Libanu w latach 80. i 90. XX wieku. Iran przekształcił to, co zaczęło się jako szyicka milicja, w potężną siłę militarną, która również była postrzegana jako ta, która pokonała Izrael w drugiej wojnie libańskiej w 2006 roku.

Opierając się na sile militarnej Hezbollah ostatecznie przejął skuteczną kontrolę nad krajem podzielonym przez dziesięciolecia konfliktów religijnych, oddając w ten sposób Iranowi kontrolę nad strategicznym posterunkiem sąsiadującym z Izraelem. Następnie wykorzystał tę siłę militarną, aby osiągnąć kolejne zwycięstwo Iranu w Syrii, gdzie z pomocą sił irańskich i rosyjskiego lotnictwa, począwszy od 2011 r., wygrał wojnę domową dla brutalnego reżimu Baszara Assada, oddając ten torturowany naród pod dominację Teheranu.

Wszystko to podsycało amerykańskie przekonanie, że Hezbollahowi nie należy stawiać wyzwania. Posiadanie przez niego do 200 tysięcy pocisków, które mogłyby zostać wystrzelone w kierunku Izraela w przypadku wojny totalnej — liczby, która przytłoczyłaby systemy obrony przeciwrakietowej Izraela i doprowadziłaby do masowych ofiar i zniszczeń — było postrzegane jako decydująca broń, na którą Izrael nie miał odpowiedzi.

To założenie obowiązywało nawet po tym, jak Hezbollah odpowiedział na masakry Hamasu w południowym Izraelu 7 października ostrzałem rakietowym, który zmusił dziesiątki tysięcy Izraelczyków do opuszczenia swoich domów. Przez rok Hochstein (autor umowy z 2021 r. narzuconej rządowi kierowanemu przez Naftaliego Bennetta i Jaira Lapida, która przekazała część izraelskich złóż gazu ziemnego na morzu Libanowi/Hezbollahowi) ciężko pracował, aby wywrzeć presję na rząd izraelski, aby nie robił nic więcej niż nieskutecznie odpowiadał na ostrzał Hezbollahu. Miało to na celu przekonanie terrorystów i Teheranu, że nie grozi im żadne realne niebezpieczeństwo poważnych izraelskich wysiłków mających na celu zmianę strategicznego równania.

Jednak Netanjahu i izraelskie wojsko znają pewne fakty na temat swoich przeciwników, których Amerykanie, jak się wydaje, nie są w stanie pojąć.


Prawdziwy cel Hezbollahu

Po pierwsze, choć Hezbollah jest potężny, nie jest niezwyciężony. Jego przywódcy są śmiertelni i pomimo całej obsesyjnej tajemniczości, uwierzyli we własne mity. Wiedzieli również, że jeśli rozpoczną wojnę na dużą skalę z Izraelem, mogą wyrządzić wielkie szkody, ale nie mogą pokonać państwa żydowskiego. Jedynym pewnym rezultatem takiego konfliktu byłoby zniszczenie Libanu. To zaś mogłoby obudzić różne grupy etniczne żyjące tam i w regionie, które niechętnie zaakceptowały Hezbollah i dominację Iranu, ale w sytuacji wojny mogą przystąpić do walki o swoją niepodległość.

Po drugie, i co ważniejsze, wartość Hezbollahu dla Iranu miała niewiele wspólnego z chęcią utrzymania kontroli nad Libanem lub Syrią.

Celem tych 200 tysięcy pocisków i rakiet Hezbollahu nie była obrona Libanu ani skorumpowanego i despotycznego reżimu Hezbollahu w Bejrucie. Istnieją one po to, by bronić Iranu, a nie terrorystów.

Iran stworzył Hezbollah jako część swojego imperialnego projektu stworzenia szyickiej hegemonii w regionie — dążenie, które należy uznać za przynajmniej częściowo udane, biorąc pod uwagę ich skuteczną kontrolę nad częścią Bliskiego Wschodu, która obejmuje Iran, Irak, Syrię i Liban. W ostatnich latach główną użytecznością Hezbollahu było działanie jako niezawodny system bezpieczeństwa dla reżimu islamistycznego w Teheranie. Te pociski i zdolność śmiercionośnego uderzenia na Izrael istnieją tylko po to, aby chronić mułłów i ich popleczników z Korpusu Strażników Rewolucji Islamskiej w przypadku izraelskiego lub zachodniego ataku na irański projekt nuklearny.

Dlatego też, mimo ciągłej pokusy wykorzystania potęgi Hezbollahu do szkodzenia Izraelowi, zwłaszcza gdy ten jest atakowany przez Hamas, a nawet gdy sam Iran podejmował próby zaatakowania państwa żydowskiego (jak w przypadku spektakularnie nieudolnego ataku rakietowego w kwietniu), rozkazy z Teheranu zawsze brzmiały, że Hezbollah powinien wstrzymać ogień.

Powód jest oczywisty. Gdyby Hezbollah wystrzelił rakiety w okolicznościach, które nie chroniłyby reżimu islamistycznego, nawet wielka szkoda, jaką mogliby wyrządzić Izraelowi, nie zrekompensowałaby szkód, jakie wyrządziłoby to bezpieczeństwu Iranu.

Dlatego systematyczne niszczenie przywództwa Hezbollahu — a mianowicie jego środków komunikacji i zdolności do prowadzenia wojny — nie wspominając o zagrożeniu dla rzekomo niemożliwych do zniszczenia zapasów broni, jest tak niepokojące dla Teheranu.

Możliwość atakowania przez Izrael przywódców Hezbollahu z pewnością przykuła uwagę Irańczyków, którzy zdają sobie sprawę, że mogą liczyć na takie samo traktowanie. Wniosek ten został wzmocniony zabójstwem „politycznego” przywódcy Hamasu, Ismaila Haniji, 31 lipca w Teheranie.

Co więcej, widzą, że zobowiązanie do kontynuowania ostrzału rakietowego północnego Izraela ostatecznie przekonało Netanjahu i Siły Obronne Izraela, iż próba wyeliminowania potęgi militarnej Hezbollahu jest nie tylko możliwa, ale też jest najbardziej racjonalnym rozwiązaniem, jakie mają do dyspozycji.

Oczywiście nie ma gwarancji, że seria izraelskich ataków lotniczych na cele Hezbollahu i to, co wielu uważa obecnie za nieuniknioną inwazję lądową na południowy Liban [artykuł pisany przed wejściem izraelskich oddziałów do południowego Libanu – M.K.], osiągnie główny cel Izraela. Choć zdumiewające wybuchy pagerów i likwidacja terrorystów, takich jak Nasrallah i inni przywódcy Hezbollahu, uradowały Izraelczyków (i innych w regionie, którzy mają powody, by gardzić irańskimi oddziałami pomocniczymi), jeśli ten wysiłek nie zmusi Hezbollahu do zaprzestania ostrzału Izraela i umożliwienia Izraelczykom powrotu do domów, to nic z tego nie może być uznane za sukces.

Jest to ryzykowne przedsięwzięcie, ale jest rozsądne przy wyborach, jakie ma do dyspozycji Netanjahu. Gdyby posłuchał rady USA i zaakceptował zawieszenie broni z Hezbollahem, nie pomogłoby to — podobnie jak różne podobne umowy z Hamasem, które Waszyngton próbował wymusić na Izraelczykach — w niczym nie pomogłoby mieszkańcom północnego Izraela, a jedynie wzmocniłoby regionalną potęgę Iranu. 

To postawiło Izrael przed wyborem między nieuniknioną porażką izraelskiego bezpieczeństwa dzięki amerykańskiej dyplomacji a szansą na osiągnięcie prawdziwego zwycięstwa nad Hezbollahem i Iranem dzięki decydującej ofensywie militarnej. W tych okolicznościach to, co robi Netanjahu, jest przeciwieństwem oskarżeń o lekkomyślność i cyniczne awanturnictwo, co zarzuciła mu administracja USA i jej liberalni medialni propagandyści.


Lekcja, o której Zachód zapomniał

Plan działania Netanjahu jest zarówno racjonalny, jak i obliczony na wykorzystanie słabości Hezbollahu i Iranu.

Jak już widzieliśmy, Iran pokazał swoje karty w tym impasie. Wykorzystanie izraelskich ataków lub nawet inwazji lądowej jako pretekstu do totalnej wojny przeciwko Izraelowi byłoby autodestrukcyjne. Zrobienie tego teraz, gdy Hezbollah już otrzymał druzgocące ciosy, byłoby oczywiście niemądre. Co więcej, skutkowałoby to skasowaniem asa w rękawie Iranu w przypadku ataku na jego własny reżim. Zachowanie tego, co pozostało z odstraszającej siły Hezbollahu, takiej, jaka jest po ostatnich dwóch tygodniach, powinno być dla Teheranu ważniejsze niż ratowanie twarzy przed Izraelczykami.

Mogą albo pozwolić na wypchnięcie siłą Hezbollahu z południowego Libanu i doprowadzenie do poważnego zmniejszenia jego arsenału rakietowego, albo nakazać swoim terrorystom dobrowolne wycofanie się z walki z Izraelczykami. 

Czy Izrael mógł się pomylić? To całkiem możliwe. W żadnej wojnie nie ma gwarancji. Ale biorąc pod uwagę przewagę, jaką Izraelczycy już zdobyli w tym konflikcie, ryzyko katastrofy zostało poważnie zredukowane. 

Wbrew kalumniom rzucanym na niego przez krytyków krajowych i zagranicznych, dokonując tego wyboru, Netanjahu nie przedłuża cynicznie wojny po 7 października, aby pozostać u władzy. Ku wielkiemu rozczarowaniu jego przeciwników, wyraźnie zwiększa to jego popularność. Ale jeśli tak jest, to dlatego, że — podobnie jak w przypadku jego decyzji o prowadzeniu wojny w celu zniszczenia Hamasu — podąża za wolą narodu izraelskiego, który chce odzyskać suwerenność nad całym krajem i chce, aby terroryści zostali spacyfikowani, jeśli nie całkowicie pokonani.

W tym momencie jest jasne, że ofensywa w dużej mierze przywróciła Izraelowi siłę odstraszania przeciwko jego wrogom, którą utracił, gdy wojsko i wywiad, a także rząd, zostały zaskoczone 7 października. To izraelska siła militarna przekonała umiarkowanych Arabów do zawarcia z nim pokoju, a nie 30 lat nieudanego procesu pokojowego, który nastąpił po katastrofalnych porozumieniach z Oslo z 1993 r. Jak słusznie napisał Lee Smith w magazynie „Tablet”, Netanjahu i IDF przypomnieli światu — a w szczególności Waszyngtonowi i Europejczykom — że wojny można wygrać. A sposobem na ich wygranie jest zabijanie wroga, a nie ustępstwa wobec ludobójczych terrorystów w umowach dyplomatycznych.

To jest lekcja, której liberalni Amerykanie nie chcą się nauczyć, bez względu na to, ile razy zostanie udowodniona jej prawdziwość. Ale jest to lekcja, którą rozumieją mieszkańcy Izraela, którzy wciąż żyją w oblężeniu. Decyzja Netanjahu, by spróbować odnieść zwycięstwo, jest rodzajem racjonalnego wyboru niezbędnego dla ich przetrwania i przetrwania Zachodu. To wstyd, że rząd w Waszyngtonie, który wciąż twierdzi, że jest liderem wolnego świata, zapomniał o tej istotnej mądrości.


Jonbathan S. Tobin jest amerykańskim dziennikarzem, redaktorem naczelnym JNS.


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com


Przyjechali się bawić, walczyli o życie. “Byli wszędzie, chodzili i strzelali. Wokół umierali ludzie”

Przyjechali się bawić, walczyli o życie. “Byli wszędzie, chodzili i strzelali. Wokół umierali ludzie”

akr / zródło: CNN, BBC


Festiwal, który odbywał w południowym Izraelu, został brutalnie przerwany w sobotni poranek, gdy ze Strefy Gazy rozpoczął się atak Hamasu. Setki osób rzuciło się do ucieczki samochodami albo pieszo przez szerokie pole. Wiele zginęło, wiele zostało zakładnikami. “Nie mieliśmy nawet gdzie się ukryć, byliśmy na otwartej przestrzeni”- mówiła CNN Tal Gibly, która ocalała w ataku. Dodała, że wielu jej przyjaciół zostało zabitych

W sobotni poranek radykalne palestyńskie ugrupowanie Hamas zaatakowało Izrael. Bojownicy wystrzelili ze Strefy Gazy w kierunku Izraela 3500 rakiet, przedarli się do tego kraju lądem, od strony morza i z powietrza. Ataki dotknęły wiele miejsc. Jednym z nich było miejsce plenerowej imprezy odbywającej się tej nocy w ramach Nova Festival na wiejskich terenach rolnych, około trzech kilometrów od granicy Izraela ze Strefą Gazy.

Z terenu, na którym w sobotę odbywał się festiwal, zabrano co najmniej 260 ciał ofiar ataku.

Miała być muzyka i zabawa, była ucieczka i walka o życie

Wydarzenie miało być muzyczno-taneczną imprezą z okazji żydowskiego święta Sukkot. Ale gdy nastał świt – jak mówiła CNN jedna z uczestniczek wydarzenia Tal Gibly – festiwalowicze usłyszeli rakiety i syreny alarmowe.

“Nie mieliśmy nawet gdzie się ukryć, ponieważ byliśmy na otwartej przestrzeni” – wspominała “Wszyscy wpadli w panikę i zaczęli zbierać swoje rzeczy” – dodała.

Napastnicy pozostawili na miejscu imprezy wiele martwych osób, wiele zostało wziętych jako zakładnicy, co widać na filmach w mediach społecznościowych.

Na nagraniu nakręconym przez Gilby słychać eksplozje. Widać, jak teren imprezy szybko pustoszeje. Jeszcze wtedy kobieta i jej znajomi nie wiedzieli, że kilka kilometrów dalej bojownicy atakują izraelskich żołnierzy i wojskowe pojazdy.

“Jakby to była strzelnica”

Niektórzy wsiedli do aut i zaczęli odjeżdżać, ale – mówiła Gilby – drogi zostały zablokowane i nikt nie mógł przejechać. Wtedy właśnie – wspominała – zaczęto ich ostrzeliwać.

Na filmach nakręconych przez Gibly widać izraelski pojazd wojskowy, jadący pod prąd i auta próbujące ustąpić mi z drogi. Słychać też, jak ktoś krzyczy: “Jedź, jedź naprzód!”.

Wtedy Gibly i jej przyjaciele wpadli w panikę. Porzucili samochód i zaczęli uciekać.

Wideo krążące w mediach społecznościowych pokazuje, jak setki uczestników uciekają samochodami albo biegną przez puste pole. W tle słychać strzały. Na nagraniu widać, jak wiele osób upada na ziemię. Nie jest jednak jasne, czy usiłują się w ten sposób ukryć, czy zostali trafieni w ostrzale.

Gibly powiedziała CNN, że dobiegła do lasu i ostatecznie wsiadła do innego, przejeżdżającego samochodu. Relacjonowała, że na poboczach drogi widziała wiele martwych i rannych osób, ale jedna scena szczególnie utkwiła jej w pamięci – jeden z uczestników koncertu został zastrzelony tuż przed vanem, a drugi martwy siedział na miejscu pasażera.

Pozyskane i zweryfikowane przez CNN wideo potwierdza jej słowa i przedstawia dwie ofiary, o których mówiła kobieta.

– To było bardzo przerażające – mówiła Gibly. – Nie wiedzieliśmy, dokąd jechać, żeby nie spotkać tych złych ludzi – wyjaśniała. – Mam wielu przyjaciół, którzy zgubili się w lesie na wiele godzin i zostali postrzeleni, jakby to była strzelnica – mówiła.

“Chodzili od drzewa do drzewa i strzelali. Wszędzie”

Także Gili Yoskovich, z którą rozmawiało BBC, była wśród setek młodych ludzi na festiwalu w południowym Izraelu.

“Bojownicy byli wszędzie, z bronią automatyczną” – mówiła. “Niektórzy do mnie strzelali. Wyszłam z samochodu i zaczęłam uciekać. Zobaczyłam miejsce, w którym było dużo drzew pomelo i poszłam tam” – wyjaśniała.

“Chodzili od drzewa do drzewa i strzelali. Wszędzie” – kontynuowała. “Widziałam, że wokół umierali ludzie. Byłam bardzo spokojna. Nie płakałam, nic nie robiłam” – relacjonowała.

I dodała: “Potem usłyszałam, jak terroryści otwierają dużą furgonetkę i wyciągają z niej więcej broni. Byli w okolicy przez trzy godziny”.

Wyznała również: “Byłam pewna, że nadejdzie armia, słyszałam kilka helikopterów. Byłam pewna, że armia (…) przyjdzie na to pole i nas uratuje. Ale nikogo tam nie było. Tylko ci terroryści”.

Bliscy rozpoznają pojmanych uczestników festiwalu

Informacje o liczbie zakładników po ataku w okolicach Nova Festival stają się pełniejsze w miarę tego, jak krewni rozpoznają swoich bliskich na nagraniach ze Strefy Gazy krążących w sieci.

Na jednym z takich filmów pokazano porwanie Izraelki i jej chłopaka – którzy zostali zidentyfikowani jako Noa Argamani i Avinatan Or – którzy brali udział w festiwalu. Widać na nim Argamani wiezioną na tyle motocykla i błagającą o pomoc. Or – jak wynika z nagrania – został zatrzymany przez kilku mężczyzn i zmuszony do trzymania rąk za plecami. W tle widać było także ciemną chmurę dymu. CNN zaznaczył, że nie może samodzielnie zweryfikować tego nagrania.

Członkowie rodzin i przyjaciele pary chcą, by film był szeroko udostępniany. Mają nadzieję, że w ten sposób uda się ich zlokalizować parę i doprowadzić do jej bezpiecznego uwolnienia.

Moshe Or, brat Avinatana Or, powiedział kanałowi stacji Channel 12, że znalezienie filmu w sieci nie zajęło mu dużo czasu. “Widziałem na nagraniu jego dziewczynę, Noę, przerażoną (…). W ogóle nie mogę sobie wyobrazić przez co przechodzi – krzycząc w panice na motocyklu, kiedy jacyś dranie ją trzymają i nie wypuszczają” – powiedział. Na wideo rozpoznał też swojego brata. Wskazywał, że trzymało go kilka osób.

Atak ze Strefy Gazy. Do Hamasu przyłączyli się inni

Atak Hamasu został przeprowadzony ze Strefy Gazy. W niedzielę jednak arabska szyicka organizacja Hezbollah przekazała, że przy użyciu “dużej liczby pocisków artyleryjskich i rakiet kierowanych” zaatakowała z Libanu trzy pozycje izraelskie na spornym odcinku granicy izraelsko-syryjskiej wzdłuż okupowanych przez Izrael wzgórz Golan. Finansowany przez Iran Hezbollah dodał, że przeprowadził ostrzał “na znak solidarności z oporem ludu palestyńskiego”.

Ponadto do Hamasu przyłączyła się palestyńska grupa zbrojna, Islamski Dżihad. Poinformowała o wzięciu kilku izraelskich żołnierzy w charakterze zakładników. Bojownicy Hamasu wciąż przetrzymują zakładników w dwóch miejscowościach na terenie Izraela. Według Reutera około 50 osób przetrzymywanych jest w stołówce kibucu Beeri.

Media donoszą o ponad 600 zabitych i ponad 2000 rannych po stronie izraelskiej.

Tymczasem siły zbrojne Izraela bombardują Strefę Gazy w odwecie za rozpoczęty w sobotę rano bezprecedensowy atak. – Izrael dosięgnie bojowników Hamasu w każdym miejscu, w którym się ukryją – powiedział w sobotę premier Izraela Benjamin Netanjahu i zaapelował do ludności Gazy o opuszczenie terytoriów, na których przebywają bojownicy.


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com


Tradycja nienawiści do Żydów

Antysemityzmu nie należy minimalizować ani lekceważyć. To nie jest chwilowa sytuacja. To trwająca, nieustępliwa, złośliwa ideologia, która manifestuje się przez tysiąclecia. Zawsze, gdy nie napotyka sprzeciwu, wybucha. Na zdjęciu: Zniszczony sklep należący do Żydów w Magdeburgu, Niemcy, w 1938 r. (Zdjęcie: Wikipedia)


Tradycja nienawiści do Żydów

Nils A. Haug
Tłumaczenie: Małgorzata Koraszewska


W burzliwym środowisku geopolitycznym, w którym nowe wyzwania polityczne i militarne pojawiają się niemal niespodziewanie, narastające zagrożenia dla Żydów na całym świecie zasługują na pilną uwagę. Pogląd ten opiera się nie tylko na codziennych sytuacjach na Zachodzie, ale także na długiej i niepokojącej historii.

Co niepokojące, raport z 2023 r. wskazał, że w stanie Nowy Jork „44% wszystkich zarejestrowanych incydentów przestępstw z nienawiści i 88% przestępstw z nienawiści na tle religijnym dotyczyło ofiar żydowskich, co stanowi największą część wszystkich takich przestępstw”. Raport ujawnia wzrost liczby tych przestępstw o 89% w ciągu ostatnich pięciu lat. Ponadto w roku akademickim 2024 nastąpił wzrost niepokojów na kampusach pozornie o to, czy Palestyńczycy powinni otrzymać państwo jako nagrodę za terroryzm. Gdyby demonstranci naprawdę troszczyli się o Palestyńczyków, jak pisze muzułmański arabski dziennikarz Bassam Tawil to:

„wypowiadaliby się przeciwko represyjnym środkom i naruszeniom praw człowieka dokonywanym przez Hamas w Strefie Gazy… zamiast poprawiać warunki życia swoich ludzi, przywódcy Hamasu i Palestyńskiego Islamskiego Dżihadu nakładają nowe podatki i prowadzą wygodne życie w Katarze, Libanie i innych krajach. Zamiast przynieść demokrację i wolność słowa swoim ludziom, grupy terrorystyczne aresztują i zastraszają dziennikarzy, aktywistów praw człowieka i przeciwników politycznych”.

„Budynki Cornell University zostały zdewastowane – czytamy w raporcie. – Zarząd studencki Michigan University wzywał do zerwania więzi z Izraelem; a na Columbia University wybuchły protesty, które doprowadziły do kolejnych aresztowań”.

Po drugiej stronie Atlantyku, w Wielkiej Brytanii, wrogość wobec Żydów przejawia się masowymi demonstracjami, przemocą i „marszami nienawiści” na rzecz islamistycznych organizacji terrorystycznych i ich roszczeń do fikcyjnej, nie posiadającej granic i awanturniczej „Palestyny”. Ta sytuacja nie wykazuje oznak ustępowania, wręcz przeciwnie, prawdopodobnie będzie się nasilać, a szanse na kompromis są niewielkie. Wysoki Komisarz Narodów Zjednoczonych ds. Praw Człowieka, Volker Türk, niedawno odniósł się do tego wydarzenia: „antysemityzm nęka nasz świat… od Bliskiego Wschodu po Europę i Afrykę, doniesienia o atakach i mowie nienawiści mnożą się”.

Rosnąca wrogość wobec mniejszości żydowskich zaczyna przypominać preludium do wydarzenia inspirowanego przez nazistów, Kristallnacht („noc tłuczonego szkła”), 9 listopada 1938 r., kiedy to tysiące żydowskich domów, przedsiębiorstw, sklepów i synagog zostało splądrowanych i zniszczonych w całych Niemczech i w Austrii. Ponad 30 tysięcy żydowskich mężczyzn wysłano do obozów koncentracyjnych. Większość z nich została stracona.

„Nienawiść rasowa i histeria, jak się wydaje, całkowicie opanowały porządnych ludzi. — powiedział naoczny świadek. — Widziałem modnie ubrane kobiety klaszczące i krzyczące ze złośliwą radością, podczas gdy szanowane matki z klasy średniej podnosiły swoje dzieci, by mogły zobaczyć tę ‘zabawę’”.

Choć takie skrajne społeczne przejawy nienawiści do Żydów nie są jeszcze powszechne na Zachodzie, podobne wydarzenia pokazują rosnącą wrogość. W przeszłości takie uczucia na Zachodzie były subtelne i w dużej mierze ukryte. Teraz, cytując Stevena Spielberga, antysemityzm „nie czai się już, ale dumnie podnosi głowę jak w Niemczech lat 30”.


Kristallnacht
 miała miejsce w czasie rosnącej popularności Adolfa Hitlera, kiedy żydożercy – zarówno zwolennicy partii nazistowskiej, jak i inni obywatele – połączyli siły, aby wyładować swój gniew, (prawdopodobnie z powodu załamania gospodarczego), na osobach i majątku Żydów żyjących spokojnie wśród nich. Podczas gdy oczywistym katalizatorem było zabójstwo niemieckiego dyplomaty, Ernsta von Ratha, przez 17-letniego Żyda w Paryżu we Francji, innym z leżących u podstaw powodów była prawdopodobnie masowa propaganda nazistowska obwiniająca Żydów o klęskę Niemiec w I wojnie światowej, a także opłakana sytuacja gospodarcza.

Pomimo faktu, że przed przejęciem władzy przez partię nazistowską większość obywateli pochodzenia żydowskiego była na pozór dobrze zintegrowana ze społeczeństwem niemieckim, oficjalny antysemityzm, którego głównym źródłem był Joseph Goebbels, minister propagandy Rzeszy w latach 1933-1945, skutecznie podburzał społeczeństwo.

Można zrozumieć, dlaczego Chaim Weizmann (późniejszy pierwszy prezydent Izraela) napisał wówczas: „Świat wydawał się podzielony na dwie części – te miejsca, w których Żydzi nie mogli żyć, i te, do których nie mogli wejść”. Innymi słowy, byli znienawidzeni ze wszystkich stron i nie mieli dokąd pójść.

W ironicznej imitacji nazistowskich żądań, aby Żydzi opuścili swoje domy w Niemczech i udali się do „Palestyny”, teraz wzywa się ich do opuszczenia „Palestyny”, obecnie państwa Izrael. Żydzi ponownie stają w obliczu kłamliwych oskarżeń i przemocy ze strony ludzi, którzy chcą ich wyrzucić z domów. Przez stulecia, poprzez pogromy w Europie, a także prześladowania w świecie muzułmańskim, Żydów wypędzano z miast, miasteczek i wiosek, w których spokojnie mieszkali od czasów biblijnych.

Chociaż 7 października 2023 r. w Izraelu doszło do przerażającej powtórki gwałtownych pogromów, Żydzi nie są już intruzami, ale prawowitymi mieszkańcami ojczyzny swoich przodków. Mogą tam bronić swojego prawa do życia, siłą, jeśli to konieczne, i skutecznie to robią. Przypominając liczne historyczne masakry na przestrzeni około 2000 lat, Żydzi w diasporze europejskiej stają teraz w obliczu nowych wezwań do ich wydalenia i zagłady. Ponownie podżegająca propaganda pobudza te żądania, ale teraz pochodzi ona od ekstremistów islamistycznych i ich zachodnich zwolenników, którzy, być może nieświadomie, we wspólnej nienawiści do Żydów i odnowionym zaangażowaniu w ideologię „krwi i ziemi”, utożsamiają się z nazistowskim zamiarem eksterminacji Żydów.

Jak to często bywa, Żydzi cierpią z powodu szkód ubocznych spowodowanych rozwojem sytuacji gospodarczej, etnicznej i religijnej, na który nie mają wpływu. Głośne przejawy antysemickiej nienawiści do Żydów wybuchły w Norwegii, Francji, Kanadzie, Wielkiej Brytanii, Irlandii, Niemczech, Włoszech, Szwecji, USA i innych krajach zachodniego sojuszu  w zasadzie bez konkretnych działań ze strony władz. Chociaż rządy zachodnie nie opowiadają się otwarcie za dyskryminacją swoich żydowskich mieszkańców, „wiele z nich podsyca antysemickie nastroje” wśród swoich obywateli, takie jak oskarżenia, że Izrael rzekomo dopuszcza się ludobójstwa. Niedawno nastąpiło również oficjalne uznanie państwa Palestyna zakazane przez Porozumienia z Oslo, które stanowiły, że wszelkie sprawy między Izraelem a Palestyńczykami muszą być negocjowane twarzą w twarz. Niemniej Hiszpania, Irlandia i Norwegia pospieszyły z ogłoszeniem uznania państwa palestyńskiego.

Nazistowską „strategię” antysemicką Goebbelsa w dużej mierze powieliła „dobrze naoliwiona machina propagandowa” Hamasu, Iranu i Hezbollahu. Kłamstwa miały na celu „wywołanie współczucia za granicą”, a zarazem „na jednym froncie wzbudzenie strachu wśród Izraelczyków, a na drugim zdobycie poparcia ze strony ich palestyńskich i międzynarodowych baz”. To była właśnie nazistowska metoda rozwiązywania tak zwanej „kwestii żydowskiej”, a mianowicie najpierw „wzbudzenie strachu” przed Żydami, a następnie „wywołanie współczucia” wśród ogółu społeczeństwa dla ich rzekomych ofiar. Nazistowska gazeta „Der Stürmer” bezlitośnie oczerniała Żydów – akt, który skutkował częstymi aktami terroru, które skutecznie „wzbudzały strach”, zgodnie z zamierzeniem.


Podobny
 incydent miał miejsce podczas wyborów krajowych we Francji w 2024 r., kiedy kandydatem skrajnie lewicowym był Jean-Luc Mélenchon. Jak pisze Drieu Godefridi:

„Mélenchon zabiegał przede wszystkim o radykalnych muzułmańskich wyborców i mnożył zapalne deklaracje na rzecz Palestyny i nienawistne werbalne ataki na Żydów…. Przekaz wydaje się być aż nazbyt dobrze znanym marksistowskim konceptem Volksrache („zemsty ludu”): wzbudzania nienawiści, aby skierować ją w stronę ‘wrogów reżimu’, a ostatecznie ich zlikwidować”.

Reżim nazistowski stosował tę metodę, aby Żydzi stali się obiektem gniewu, podobnie jak robią to aktywiści Hamasu na Zachodzie.

Dżihadystyczne wysiłki medialne, a zwłaszcza masowe darowizny na rzecz uniwersytetów z Kataru i innych bogatych w ropę krajów islamskich, odniosły tak wielki sukces, że wielu pracowników naukowych i studentów zachodnich instytucji edukacyjnych dało się porwać ciasną ideologią nienawiści do Żydów. Rabin Andy Bachman ostrzega, że uczelnie w całych Stanach Zjednoczonych są centrum „nienawiści, nietolerancji i przemocy” i stały się „platformami dla nieustannego oskarżania Żydów o rasizm, kolonializm i ludobójstwo”. Wskazuje również na fundamentalne ideologie „rasizmu” i „kolonializmu”, które leżą u podstaw tej nienawiści.

Te ideologie można prawdopodobnie rozumieć jako powiązane ze sobą koncepcje więzi krwi, ziemi i religii. Po pierwsze, przynależność etniczna („rasa”) rzekomo nadaje legitymację. Według teologii nazistowskiej, ponieważ Żydzi nie byli pochodzenia aryjskiego, byli nieprawi, niechciani i niegodni życia. Wielu islamistów wydaje się podzielać podobne podejście: artykuł 7 Paktu Hamasu z 1988 r., skopiowany z hadisów – czynów i wypowiedzi Mahometa, innej świętej księgi islamu, po Koranie – stanowi:

„Dzień Sądu nie nadejdzie, aż muzułmanie nie zaczną walczyć z Żydami (zabijając Żydów), kiedy to Żydzi będą się chować za kamieniami i drzewami. Kamienie i drzewa powiedzą: O muzułmanie, o Abdullahu, za mną jest Żyd, przyjdź i zabij go”.

Po drugie, kwestia ziemi: ojczyzny. Wielu muzułmanów – wyznających religię, która nie istniała aż do VII wieku n.e. – uważa Żydów nie za ludzi, którzy zamieszkują tę ziemię nieprzerwanie od prawie 4000 lat – znacznie dłużej niż 1400 lat od VII wieku n.e., kiedy pojawił się Mahomet – ale za intruzów w regionie, osadników i kolonizatorów, których należy wypędzić lub wykorzenić. Dżihadyści roszczą sobie prawa do tego samego obszaru, który pod brytyjskim mandatem nazywał się „Palestyna” i istniał od końca Imperium Osmańskiego w 1922 r., niemal do uzyskania niepodległości przez Izrael w 1948 r. Pod rządami Brytyjczyków każdy tam był Palestyńczykiem. „Palestyna” to było to, co było zapisane w paszporcie, niezależnie od tego, czy ktoś był muzułmaninem, chrześcijaninem czy Żydem. Jak przyznał otwarcie nieżyjący już urzędnik Organizacji Wyzwolenia Palestyny, Zuheir Mohsen, dziennikarzowi Jamesowi Dorseyowi w holenderskiej gazecie „Trouw” w 1977 r.:

„Naród palestyński nie istnieje. Utworzenie państwa palestyńskiego jest jedynie środkiem do kontynuowania naszej walki z państwem Izrael o naszą arabską jedność. W rzeczywistości dzisiaj nie ma różnicy między Jordańczykami, Palestyńczykami, Syryjczykami i Libańczykami. Tylko z powodów politycznych i taktycznych mówimy dzisiaj o istnieniu narodu palestyńskiego, ponieważ arabskie interesy narodowe wymagają, byśmy założyli istnienie odrębnego ‘narodu palestyńskiego’, aby przeciwstawić się syjonizmowi”.

Po trzecie, kwestia religii. W przemówieniu radiowym z 1940 r. niemiecki powieściopisarz Thomas Mann stwierdził, że program III Rzeszy w zakresie oczyszczania kraju z europejskich Żydów „był niczym innym, jak tylko stale powtarzającym się buntem niepokonanych pogańskich instynktów, protestujących przeciwko ograniczeniom Dziesięciu Przykazań”. W ujęciu dżihadystów islam jest jedyną prawdziwą wiarą, a zatem chrześcijanie, Żydzi, Hindusi i wszyscy inni „niewierni” wyznają fałszywą religię i dlatego mogą zostać sprawiedliwie zabici:

„A gdy święte miesiące miną, zabijajcie politeistów, gdziekolwiek ich znajdziecie, chwytajcie ich, oblegajcie i czyhajcie na nich w każdym miejscu zasadzki. A jeśli się nawrócą, odprawią modlitwę i dadzą jałmużnę, pozwólcie im [iść] swoją drogą. Zaprawdę, Allah jest Przebaczający i Litościwy”. — Koran 9:5

„Walczcie z tymi, którzy nie wierzą w Allaha ani w Dzień Ostateczny, którzy nie uważają za nieprawe tego, co Allah i Jego Posłaniec uczynili nieprawym, i którzy nie przyjmują religii prawdy spośród tych, którym dano Pismo – [walczcie], aż sami zapłacą dżizję dobrowolnie, będąc upokorzeni.” — Koran 9:29

„Zabijajcie ich [niewiernych], gdziekolwiek ich spotkacie, i wypędzajcie ich z miejsc, z których oni was wypędzili.” — Koran 2:191

Sytuacja staje się niepokojąca dla Żydów wszędzie, jak również dla dwóch politycznych liderów USA, prezydenta Joe Bidena i wiceprezydentki i kandydatki na prezydenta, Kamali Harris. „Rozwiązanie w postaci dwóch państw” to dla nich głosy Michigan i Minnesoty. Biden i Harris, a także inni liderzy na Zachodzie ogólnie rzecz biorąc, nie potępiają publicznych demonstracji nienawiści do Żydów i wydają się tolerować takie akty w swoich krajach.

Ogólnie rzecz biorąc, ambiwalencja i ustępstwa są cechami charakterystycznymi administracji Bidena. W przemówieniu na Konwencji Narodowej Demokratów w sierpniu 2024 r. Biden powiedział: „ci antyizraelscy protestujący na ulicy mają pewną rację”. Wiceprezydent Kamala Harris stwierdziła: „protestujący pokazują dokładnie, jakie powinny być ludzkie emocje, jako odpowiedź na Gazę, i rozumiem emocje za tym stojące”. Krótko po masakrze dokonanej przez dżihadystów 7 października Biden zadeklarował „niezłomne i niezachwiane” poparcie dla Izraela, ale wkrótce odmówił Izraelowi broni obronnej lub obiecał jej dostawę w 2029 r.!

Krytykując jawne antysemickie czyny – i próbując uniknąć oskarżeń o religijny, etniczny rasizm – grupy popierające Hamas, takie jak „Student Intifada” na zachodnich kampusach, maskują nienawiść do Żydów używając obecnie obraźliwego kodu: „syjoniści”. Wydaje się, że termin ten ma na celu uniknięcie drażliwych konotacji religii lub przynależności etnicznej Żydów i skupia uwagę na tym, że ich oskarżenia dotyczą ziemi: że Żydzi są nielegalnymi osadnikami-kolonialistami na rzekomo palestyńskiej ziemi.

Na uczelniach takich jak Sarah Lawrence w stanie Nowy Jork „głęboka nienawiść jest tak mocno zakorzeniona w wielu aspektach kampusu, że konieczna jest zupełnie nowa strategia”. Można zatem być pewnym, że aktywiści pro-dżihadystyczni „powrócą tej jesieni, głośniejsi i bardziej zdeterminowani niż wcześniej”. Ponieważ kampusy uniwersyteckie często kształcą przyszłych edukatorów i przywódców politycznych, obecna sytuacja wygląda dość ponuro. Przynajmniej w Izraelu, w przeciwieństwie do innych krajów, rząd jest zaniepokojony bezpieczeństwem swoich obywateli.

Mimo powszechnych zagrożeń dla bezpieczeństwa narodowego, kraje zachodnie reagują bardzo powoli. Wydaje się, że nie rozumieją, że wrogość wobec ich żydowskich obywateli jest oznaką głębszego wyzwania dla istnienia tradycji liberalno-demokratycznej Zachodu jako całości. Przywódcy polityczni wydają się nie rozumieć długoterminowego planu przeciwników ich narodu. Chiny, Rosja, Korea Północna i Iran dążą do upadku Zachodu i wdrażają złośliwe strategie — militarne, ekonomiczne i elektroniczne — aby to osiągnąć.

Oczernianie Żydów jest często papierkiem lakmusowym, wskaźnikiem nadchodzących konfliktów. W Niemczech, w okresie nazistowskim, prześladowania zaczęły się od Żydów, a następnie szybko rozprzestrzeniły się na członków innych grup etnicznych, innych religii, „niedoskonałych” ludzi, ekonomicznie nieproduktywnych ludzi itd. Następnie pojawiły się cele imperialistyczno-nacjonalistyczne, usprawiedliwione ideologiami opartymi na krwi, ziemi lub religii. Rezultatem były rany i śmierć milionów.

Z jakiegoś powodu Żydzi zawsze są niesłusznie obwiniani za to, co się dzieje – kozły ofiarne za inne problemy w społeczeństwie. Na przykład podczas straszliwych masakr Chmielnickiego w 1648 r. Żydzi stali się niewinnymi ofiarami w konflikcie między wojownikami kozackimi a siłami polskimi i zostali bezlitośnie wymordowani.

W XVII i XVIII wieku plemiona „górskich Żydów” żyjące po obu stronach granicy azersko-rosyjskiej zostały „zaatakowane i wybite w walkach, które miały miejsce między ich sąsiadami”. Żydów wymordowano podczas inkwizycji, a kilka wieków wcześniej, podczas pierwszej „chrześcijańskiej” krucjaty w 1096 r., rycerze w drodze do wyzwolenia Ziemi Świętej spod władzy muzułmanów zabijali każdego napotkanego Żyda. Po przybyciu do Jerozolimy krzyżowcy wymordowali tam wszystkich Żydów:

„Krzyżowcy podbili Eretz Israel, docierając do Jerozolimy w 1099 r. Po dotarciu na miejsce zgromadzili wszystkich Żydów z Jerozolimy w centralnej synagodze i podpalili ją. Inni Żydzi, którzy wspięli się na dach meczetu Al-Aksa na Wzgórzu Świątynnym, zostali złapani i ścięci”.

Antysemityzmu nie należy minimalizować ani lekceważyć. Nie jest to chwilowa sytuacja. Jest to trwająca, nieustępliwa, złośliwa ideologia, która manifestuje się przez tysiąclecia. Kiedy nie napotyka sprzeciwu, rośnie wybuchowo.

W tym bolesnym czasie należy przypomnieć słowa rabina Izaaka ben Judy Abarbanela (1437-1508): „Są religie, które dziś zabijają wszystkich, którzy odrzucają ich wiarę. Izmaelici islamu należą do tej kategorii”. Ponad pięćset lat później niewiele się zmieniło.


Nils A. Haug – emerytowany prawnik, członek International Bar Association, felietonista, autor wielu książek, w tym: „Politics, Law, and Disorder in the Garden of Eden – the Quest for Identity”; i „Enemies of the Innocent – Life, Truth, and Meaning in a Dark Age”.


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com