Archives

Czym była „noc kryształowa”?

Mężczyzna sprawdzający zniszczenia sklepu z galanterią skórzaną po pogromie w trakcie nocy kryształowej w Berlinie (10 listopada 1938 r.). Zdjęcie: United States Holocaust Memorial Museum, dzięki uprzejmości National Archives and Records Administration, College Park


Czym była „noc kryształowa”?

WJC


Kristallnacht czyli noc kryształowa, zwana również nocą tłuczonego szkła, gdyż ulice niemieckich miast zostały zasypane odłamkami szkła i kryształów ze zniszczonych żydowskich mieszkań i sklepów. Jest to termin ukuty przez nazistów do określania masowego pogromu Żydów w Niemczech, Austrii i okupowanym przez Niemcy Kraju Sudetów w Czechosłowacji w dniach 9 i 10 listopada 1938 r.

8 listopada 1938 roku policja bezczynnie przyglądała się, jak członkowie [SA] i [Hitlerjugend] wylegli na ulice całej Rzeszy. Podczas aktów przemocy spalono i zniszczono 267 synagog, żydowskie firmy padły ofiarą grabieży, wybijano okna, a żydowskie szkoły, domy i szpitale zostały zbezczeszczone.

Powodem podawanym przez propagandę nazistowską był paryski zamach na niższego rangą sekretarza przeprowadzony przez żydowskiego nastolatka, którego rodzinę deportowano z Niemiec, a rządy Niemiec i Polski porzuciły ich w granicznym mieście Zbąszyń.

Po Nocy kryształowej policja wyłapała 30 tysięcy Żydów, którzy zostali zamknięci w obozach koncentracyjnych. Po ich zwolnieniu zwiększyła się liczba wniosków o wyjazd z Niemiec, a mimo to zagraniczne wizy przyznawane były tylko nielicznym.

Zdarzenia te, powszechnie uważane za punkt zwrotny prowadzący do eskalacji nastrojów i prac antyżydowskich w nazistowskich Niemczech, nie spotkały się z żadnymi wyraźnymi działaniami ze strony rządów aliantów ani nie zwiększyły kwot uchodźców żydowskich przyjmowanych przez inne kraje. Latem 1939 roku uchodźcy na pokładzie [MS St. Louis] nie otrzymali zgody na zejście na ląd w Stanach Zjednoczonych, Kanadzie oraz Kubie.

[MS St. Louis: niemiecki statek wycieczkowy, który wypłynął z Hamburga do Kuby w maju 1939 roku, wioząc 900 pasażerów szukających azylu przed prześladowaniami nazistów. Statek nie otrzymał zgody na wpłynięcie do portów na Kubie, w Stanach Zjednoczonych oraz Kanadzie i finalnie w czerwcu wrócił do Europy. Większość uchodźców otrzymała azyl we Francji, Belgii i Holandii: historycy szacują, że większość z pasażerów ostatecznie zginęła w Auschwitz po inwazji nazistów na te kraje.]

[SA: niem. Sturmabteilung (oddziały szturmowe). Paramilitarne skrzydło NSDAP rekrutujące członków wśród klasy robotniczej i pozostających bez pracy weteranów. SA zyskało uzasadnioną reputację za przemoc i bandyctwo w latach 20. i 30. W latach 20. zapewniali bezpieczeństwo podczas spotkań i zjazdów partii, a także „zbierali” datki na fundusz partyjny. Po przejęciu władzy w 1933 dowództwo SA dążyło do jeszcze agresywniejszej realizacji programu nazistów, w szczególności wyrażając zamiary przejęcia armii. Aby zyskać przychylność armii, Hitler rozkazał aresztowanie i egzekucję liderów SA w czerwcu i lipcu 1934 roku podczas tak zwanej nocy długich noży. Po tym wydarzeniu rola SA w państwie nazistowskim została zdegradowana do minimum.]

[Hitlerjugend: niem. Młodzież Hitlera. Młodzieżowa organizacja nastolatków Hitlerjugend oraz jej odpowiednik Związek Niemieckich Dziewcząt stały się obowiązkowe dla młodzieży niemieckiej w 1936 roku. Oprócz indoktrynacji ideologicznej działania były różne w zależności od płci: chłopcy skupiali się na umiejętnościach przydatnych w wojsku, a dziewczynki były szkolone do bycia żonami i matkami. Historycy spierają się co do stopnia, w jaki Hitlerjugend była skuteczna w indoktrynowaniu niemieckiej młodzieży: mimo iż niektórzy byli członkowie, tacy jak Melita Maschmann, pisali o dużym stopniu ekspozycji na ideologię nazistowską do samego końca, inne źródła sugerują, że wiele młodych osób unikało obecności na spotkaniach młodzieżówek.]


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com


Ethiopian Jews’ Version of Friday Night Dinner

Ethiopian Jews’ Version of Friday Night Dinner


JOAN NATHAN


Joan Knows Best: The best way to make spice-infused doro wat chicken—with some help from Ethiopian scholar Ephraim Isaac.

.

COURTESY JOAN KNOWS BEST

My love affair with Ethiopia goes back to the 1970s in Jerusalem, where I visited the Ethiopian priests who lived on the rooftop of the Holy Sepulchre and visited their church on Haneviim Street. Although Ethiopia turned Christian in the fourth century and today has many Muslims living there, it has always remained true to what Ethiopians call the “Mosaic tradition,” drawing on the story of how Moses, while wandering in the desert, married an Ethiopian woman. To this day, even most Christians in Ethiopia eat no pork.

When I visited Lalibela, Ethiopia, in 2018 I saw a young child carefully cradling a live small chicken under his arm as he walked 2 miles to sell it at the local market. Because meat is so scarce, the saying goes that a woman must know how to cut up a chicken into 12 parts (representing the 12 Apostles) before she marries—just as in the Middle East, she must know how to make 100 eggplant dishes.

When an Ethiopian Jewish friend of my son David lived with us for a while several years ago, what really humbled me was the careful way he prepared a chicken for doro wat—a dish that Ethiopian Jews make for the Sabbath. Making sure that he used every single part of the chicken, Prince Sirak—we only knew his first name—painstakingly removed the skin but used that, too, filling it with rice and sewing it up in little pouches, so similar to t’beet, the overnight Sabbath chicken of the Iraqi Jews. I was struck by these simple yet intricate preparations that showed how precious food was—and how wasteful we are.
.


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com


Blundering Into the Sukkah

Blundering Into the Sukkah


ROKHL KAFRISSEN


Rokhl’s Golden City: The connection between a magnificent Temple and a humble hut.

TABLET MAGAZINE

This is one of my favorite Yiddish idioms: Arayngefaln vi a yovn in a suke.

Meaning “blundered like a Greek into a sukkah,” it has the same general meaning as describing someone as a “bull in a china shop.” But the yovn in the suke also brings to my mind the yevanim, the Greeks, of Hanukkah’s “Maoz Tsur.” The villains of the khanike story are formidable:

The Greeks gathered against me, in days of the Hasmoneans
They broke down the walls of my towers, and defiled all the oils.

The yovn in suke, on the other hand, is arayngefaln; he has, quite literally, fallen into a temporary hut, a rustic “booth” made of twigs and held together by construction paper rings. He is more fool than foe. And he reminds us that while our enemies oppress us now, all enemies, and all oppressions, are ultimately temporary.

Of course, this is my own personal interpretation, a folk etymology of one. There’s a more prosaic, and depressing, explanation for the curious presence of the yovn in suke. As Michael Wex tells us, the yovn in the expression is interchangeable with a kozak, a Cossack. Both had the general meaning of “soldier.” Yovn sounded like Ivan to Yiddish speakers, lending it the connotation of what Wex calls “a Czarist GI Joe.”

Still, it’s a satisfyingly ironic expression. And it calls attention to some of the other intriguing ironies of the festival of Sukes (Sukkot). Take, for instance, the haftore we read on the second day of the festival, from I Kings. Shloyme Hameylekh, King Solomon, has finished building the beys hamigdesh, the Temple. He gathers the Children of Israel to celebrate the festival of Sukes, and to bring the Ark of the Covenant to the newly built Temple. (The dedication of the Temple and the festival of Sukes are actually two overlapping, mutually reinforcing festivals in the story.)

That moment of dedication is preceded by a lengthy recounting of the custom fixtures and exquisite detailing on both Shloyme Hameylekh’s palace, as well as the new Temple. Upon the installation of the ark in the inner sanctum, the glory of Hashem appears as a “cloud,” filling the Temple. This is the shkhine, the divine presence.

In Yehoyash’s Yiddish translation, Shloyme declares:

Got hot gezogt in volkn tsu ruen
Hob ikh boyen geboyt dir a hoyz far a voynung
An ort dir tsu zitsn af eybik

Hashem said that He would dwell in the thick cloud.
I have surely built a house of habitation for You,
the foundation for Your dwelling forever.
(Artscroll, Stone edition translation)

The appearance of this thick cloud is the continuation (or fulfillment) of the Lord’s instructions to Moses and Aaron, that He would appear at the ark, inside the Holy of Holies, as a cloud. It is now proof that Shloyme Hameylekh has done as divinely commanded.

Any encounter with the Lord is dangerously serious business. Aaron was told that should he enter the Holy of Holies at the wrong time, he would surely die, for that is where He appears in the cloud, above the ark.

And yet, there is something slightly absurd about the juxtaposition of the two things: on the one hand, the tricked out, gilded glory of the Temple in all its precise measurements, and on the other, the ancient, spooky simplicity of a holy cloud rolling in to remind everyone whose house it really is. But why even does a cloud need a place to live? And such a fancy one, at that?

As I write these very words, I notice a footnote in the Artscroll translation already rebuking me for such a silly thought. “The purpose of this Temple was not to serve as a ‘residence’ for God; that would be absurd. Rather, the Temple would be a conduit to God for the prayers of Israel—and all of mankind.” Yet, such an “absurd” idea would not need rebuttal if it hadn’t been so heavily implied by the text, right?

Shloyme Hameylekh’s Temple is dedicated at the same time the Israelites are celebrating the Festival of Booths. There is some disagreement about what exactly the booths are supposed to symbolize. We are commanded by God to commemorate the dwellings of the Israelites when He took them out of Egypt. But, the booths are probably also connected to the temporary dwellings used by those laboring at the final harvest of the year. Both meanings of the suke lead inevitably to a meditation on fragility, and the temporary nature of human life, sustained as it is by God’s miracles. The two types of structure at play in the text, magnificent Temple and humble hut, could not be more different. Both are, indeed, dwellings of tangible holiness.

The magnificent fragility of the suke can be found in the Yiddish song “A sikele a kleyne” (A Little Sukkah, a Humble One). It’s based on a poem by Avrom Reisen, subsequently folklorized by various singers. You can hear it performed by the also magnificent Beyle Schaechter-Gottesman, z’’l.

A sikele a kleyne
mit breytelekh gemeyne

hob ikh mir mit tsures tsunoyfgeklopt.
Tsigedekt deym dakh,
mit a bisele skhakh.
un ikh zits mir in sikele un trakht.

A little sukkah
with simple boards,
I barely put together.
I covered the roof
with a little skhakh,
and I sit in the little sukkah and think.

In the Temple, nothing less than the cloud of the shkhine can be found a-dwelling. In golus, we are at 2,000 years’ distance from the Second Temple, and the shkhine itself is in exile. Our humble suke is visited only by a gust of cold wind.

Der vint der kalter,
bluzt derekh di shpalter
in lesht mir di lekhtelekh shir oys.
Herts nor a khidesh,
kom makh ikh nor kidish.
Der vint lesht di lekhtelekh oys.

The cold wind
blows through the cracks
and almost blows the candles out.
Listen to this wonder—
only when I finish saying the kiddush,
then the candles blow out.

The longing for a rebuilt Temple, and with it a new home for the shkhine, is part of the fabric of day-to-day Jewish life. Blessings for the reestablishment of the Temple are central to the Amidah, for example. We are constantly turning our hearts to a future when we will be redeemed, as well as the architecture through which that redemption will come.

But it is not simply messianic hopes that sustain the Jewish people through exile. A sikele a kleyne reassures a weary people that the humble suke, the dwelling of right now, is far sturdier than it first appears. We merely have to have the faith to build it ourselves.

Gey zay nisht keyn nar,
un hob nisht keyn tsar,
un loz dir der vint nisht ongeyn.
vifl vintn s‘veln brimen,
vifl doyres s‘veln kimen,
dos sikele vet eybik shteyn.

Don’t be a fool,
and don’t have any grief,
and don’t worry about the wind.
No matter how many winds will roar
No matter how many generations will come,
the sukkah will always remain standing.

ALSO: Golden City fave Ira Temple is teaching a 15-week Community Klezmer Band class at the Brooklyn Conservatory of Music for intermediate-level instrumentalists, no background in klezmer required … Join Zoë Aqua and Adah Hetko for a conversation and performance program, “Contemporary Klezmer Music and Yiddish Song.” Professor Yonatan Malin of Colorado University will interview Aqua and Hetko about their own work as creators in the klezmer scene, as well as exploring the historical context of today’s klezmer music. Sept. 20, register here … SOAS University of London commissioned my friend Polina Shepherd to write new settings for the Yiddish poems of A.N. Stencl. “Singing Stencl” will premiere those new songs in concert, Sept. 24 … Marek Web was a prominent Yiddishist in postwar Poland, writing and teaching in Yiddish. He left in 1969, and came to New York, where he joined the staff at YIVO, ultimately becoming its chief archivist. Web passed away in May of this year. YIVO will honor his memory with a program on Sept. 24 at 1 p.m. Register here … Interested in genealogy? Check out the upcoming class “All in the Mishpocheh: Intro to Jewish Genealogy” at the Center for Jewish History. The 10-session class begins Wednesday, Oct. 6 at 4:30 p.m., via Zoom. Register here … Live theater has returned to London! Indecent tells the story of the theater troupe that brought Sholem Asch’s God of Vengeance around the world, and ended up on trial in New York. Through September, tickets are available for the scandalously low price of 15 pounds … Still looking for an online beginner’s Yiddish class this fall? The Yiddish Book Center is offering a number of sections of their six-week beginners course, using the wonderful new In eynem textbook. Classes run November-December 2021.

Rokhl Kafrissen is a New York-based cultural critic and playwright.


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com


DANIEL GREENFIELD: THE RISE AND FALL OF THE NEVER NETANYAHU COALITION

DANIEL GREENFIELD: THE RISE AND FALL OF THE NEVER NETANYAHU COALITION

Daniel Greenfield


The only thing uniting the Never Netanyahu coalition is hatred of the man himself, and of religious Jews. That’s a weak bond and won’t make for a stable power-sharing arrangement.
.

.
Whenever I get asked about Israeli politics on the radio, the first thing I do is point out that Israeli politics isn’t America, it’s European.

Israel was controlled by the British. More of its founders were European than American. That means the same messy coalition parliamentary politics without even the benefit of regional representation and direct elections.

It’s a terrible system that serves all the wrong people.

The last few years have been a grinding disaster of repeat elections because:Subscribe to The JNS Daily Syndicate by email and never miss our top stories

1. A huge chunk of Israel’s political spectrum wants to oust Netanyahu. Those on the left, including pseudo-centrists like Yesh Atid Party leader Yair Lapid, are motivated by ideology. Others, on the right, are scrambling for power.

2. No leader within Netanyahu’s Likud or outside has emerged as a viable alternative to him. Non-Likud parties have little credibility. Especially those on the left. The fake centrist parties that act as leftist stalking horses have even less credibility.

What finally happened is that one of the alternative right-wing parties got together with the left and Israel’s worst enemies to form a coalition. And the media is celebrating Netanyahu’s downfall while preparing to spin this as proof that Israel is terrible.

I’m not in the business of making political predictions, but I am skeptical that a coalition so ridiculously unwieldy can hold up. And Netanyahu is far from done. There are plenty of reasons for Israelis to be disappointed by Netanyahu, but this alternative coalition is the equivalent of Never Trumpers campaigning for Hillary. Except it’s even worse, by a factor of a few thousand.

The only thing uniting the Never Netanyahu coalition is hatred of the man himself, and of religious Jews. That’s a weak bond and won’t make for a stable power-sharing arrangement even assuming it manages to get any further off the ground.

The only thing that the coalition proves is that the Never Netanyahus have yet to come up with an alternative to him.


This article was first published by FrontPage Magazine.


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com


Thriller Hitchcocka w Izraelu: czy to naprawdę koniec epoki Netanjahu?

14.03.2021, Ramat Gan, plakaty wyborcze pokazujące urzędującego premiera Benjamina Netanjahu (po lewej) i lidera opozycji Yaira Lapida (Fot. Oded Balilty / AP Photo)


Thriller Hitchcocka w Izraelu: czy to naprawdę koniec epoki Netanjahu?

Dawid Warszawski


Racją istnienia koalicji, która po czterech tygodniach negocjacji wreszcie się zawiązała – dokładnie na 32 minuty przed terminem upływającym w środę o północy – jest odsunięcie od władzy najdłużej w historii państwa urzędującego premiera. Ale Netanjahu nie składa broni.

.

„Zacznij od trzęsienia ziemi, a potem stopniuj napięcie” – przepis Hitchcocka na thriller dobrze opisuje epopeję powstawania pierwszego od 12 lat izraelskiego rządu, na którego czele nie stanie Beniamin Netanjahu z Likudu.

Racją istnienia koalicji, która po czterech tygodniach karkołomnych negocjacji wreszcie się zawiązała – dokładnie na 32 minuty przed terminem upływającym w środę o północy – było bowiem odsunięcie od władzy najdłużej w historii państwa urzędującego premiera. Netanjahu, który staje obecnie przed sądem oskarżony o korupcję, oszustwa i nadużycie władzy, zdołał też przez te lata oszukać i zdradzić wszystkich swych politycznych partnerów i przeciwników. To m.in. dlatego jedyną ustawą, co do której koalicjanci na pewno się zgadzają, jest wymierzony w Netanjahu zakaz kandydowania dla podsądnych.

Jedyne spoiwo kruchej koalicji: wrogość wobec Netanjahu

To wrogość wobec premiera połączyła – pod egidą Jaira Lapida, przywódcy partii Jest Przyszłość – dwie partie lewicowe, dwie centrowe i trzy prawicowe oraz jedną arabską, których oprócz tego łączy bardzo niewiele.

Negocjacje koalicyjne trwały dosłownie do ostatniej chwili w środę w nocy, a ich los wisiał na włosku.

Wcześniej, w czasie trwającego 11 dni ostrzału rakietowego Hamasu na Izrael i nalotów izraelskiej armii na rządzoną przez radykałów Strefę Gazy, co pochłonęło ponad 250 ofiar, rozmowy utknęły, a poparcie arabskiej partii stanęło pod znakiem zapytania.

Ostatecznie, jak podaje „Haarec”, ministrem finansów będzie Awigdor Lieberman, szef nacjonalistycznej partii Nasz Dom Izrael, szefową MSW – Ajelet Szaked, numer dwa w partii Bennetta, a ministrem obrony – Benny Ganc, który także dzisiaj sprawuje ten urząd.

Już w poniedziałek rano może się odbyć głosowanie nad wotum zaufania dla nowego rządu. I dopiero wtedy może być zaprzysiężony.

Premierem zawiązanego ostatecznie Bloku Zmian ma zostać jednak nie Lapid, ale Naftali Bennett, przywódca małej partii Prawica: taki był warunek jego przystąpienia do koalicji. Ma ona łącznie 61 posłów w 120-osobowym Knesecie, a to znaczy, że każdy pojedynczy poseł może ją w dowolnym momencie obalić, jeśli jakieś jego żądania nie zostaną spełnione.

Co więcej, Blok Zmian jeszcze nie jest rządem. Do tego potrzebne jest głosowanie w Knesecie, a urzędujący nadal premier Netanjahu zrobi wszystko, by je odroczyć i mieć czas na to, by prośbą, groźbą bądź przekupstwem wyłuskać z niej choć jednego posła.

Wówczas obecna koalicja runie, a skoro żadna inna nie jest możliwa (Netanjahu próbował tego przed Lapidem i poniósł klęskę), to kraj czekałyby piąte w ciągu nieco ponad dwóch lat przyspieszone wybory.

Na to stawia obecny premier, a przewodniczący Knesetu Jair Lewin, też z Likudu, chciał odwlec sesję Knesetu. W odpowiedzi nowa koalicja wystąpiła o jego odwołanie – ale wniosku nie podpisał Nir Orbach z Prawicy Bennetta – to zaś oznaczało, że wniosek przepadłby w głosowaniu. Poparli go jednak posłowie z bloku arabskiego, skądinąd przeciwni udziałowi partii Raam w koalicji.

Orbachowi nie udało się więc ocalić stołka Lewina, ale po podpisaniu porozumienia koalicyjnego mówił też, że nie wie jeszcze, czy je poprze. Może należało go jednak uczynić ministrem tego czy owego? W końcu w skład planowanego rządu Bloku Zmian wchodzi już i tak co piąty członek Knesetu (podobnie było też w ostatnim gabinecie Netanjahu), więc jeden resort więcej niewiele by zmienił. Rzecz w tym, że Orbach może mieć rzeczywiste, a nie oportunistyczne powody, żeby rozważać zerwanie z własną partią.

Reprezentująca żydowskich osadników na Zachodnim Brzegu Prawica, podobnie jak Nowa Nadzieja rozłamowca z Likudu Gideona Saara, szły do ostatnich, czwartych z kolei przyspieszonych wyborów z obietnicą, że nie wejdą do rządu Netanjahu. Zasadnie obarczają go odpowiedzialnością za katastrofalny paraliż izraelskiej sceny politycznej, a niespełnienie tej obietnicy kosztowałoby je polityczną przyszłość.

Czy wyborcy prawicy zniosą “grzeszną” koalicję

Z tym że obiecywały też, że nie zawrą koalicji z centrową partią Lapida, o lewicy nie wspominając, a już zwłaszcza z żadną partią arabską. Strategia ta zakładała, że Netanjahu tak bardzo zbrzydził wyborców, że jego Likud wyjdzie z wyborów osłabiony, a pozostałe partie prawicowe wzmocnione, i że negocjowana będzie koalicja wprawdzie wokół Likudu, ale już bez skompromitowanego premiera.

Nie wyszło – a zawarcie koalicji z Lapidem, lewicą i Arabami, a nie z Netanjahu, do którego jest im wszak politycznie dużo bliżej, część wyborców Prawicy i Nowej Nadziei odebrało jako zdradę.

Zachęca ich do tego sam Netanjahu, który w szokującym przemówieniu określił tę koalicję mianem „oszustwa stulecia”, z którego cieszą się w Hamasie i Iranie – i wezwał elektorat Saara i Bennetta do buntu. Żydowskie partie religijne – pozostające w sojuszu z Netanjahu na śmierć i życie – uznały zawiązanie Bloku Zmian za „grzech”, „bluźnierstwo” i „bunt przeciwko Bogu” (jak najdosłowniej; to nie Netanjahu miały na myśli).

Przed domami przywódców Prawicy trwają wściekłe demonstracje byłych zwolenników oskarżających ich o to, że stali się „lewakami”. Dostali pogróżki śmierci (podobnie jak przywódczyni lewicowego Merecu Tamar Zandberg; grożono też jej partnerowi i dziecku) i wzmocnioną obstawę policyjną.

Jeśli Orbach zerwie z Prawicą, stanie się dla nich bohaterem i jego kariera polityczna będzie zapewniona; Bennett i jego najbliższa partyjna współpracowniczka Ajelet Szaked spalili jednak za sobą mosty.

Netanjahu spróbuje utrzymać się siłą?

Do tego jeszcze obserwatorzy całkiem poważnie zwracają uwagę, że Netanjahu, który się osobiście i politycznie utożsamiał z Trumpem, odwołanie swojego rządu uznał za bezprawne – podobnie jak były już amerykański prezydent ocenił własną wyborczą porażkę – może więc chcieć spróbować izraelskiej wersji szturmu na Kapitol.

Kneset szturmowano tylko raz, 69 lat temu, gdy prawica pod wodzą Menahema Begina protestowała przeciwko zawartemu przez Dawida Ben Guriona porozumieniu o odszkodowaniach z Niemiec, które uznała za hańbę.

Dziś w internecie gęsto jest od mowy nienawiści wobec rzekomych zdrajców; krąży mem, na którym Bennett występuje w palestyńskiej kufii. Takie same fotomontaże, jeszcze przed epoką internetu, przedstawiały premiera Icchaka Rabina, gdy w 1995 r. dzięki arabskim głosom przepchnął przez Kneset porozumienia pokojowe z Palestyńczykami. Wkrótce potem Rabin został zamordowany. A polityczną odpowiedzialność za szerzenie morderczej nienawiści ponosił wtedy – jak i teraz – Beniamin Netanjahu.

Arabowie w koalicji w Izraelu – tego jeszcze nie było

Ale metaforycznie Rabinowi kufię założył Jasser Arafat, z którym premier zawarł porozumienie pokojowe, Bennettowi zaś – Mansur Abbas, przywódca arabskiej fundamentalistycznej muzułmańskiej partii Raam, z którym lider Prawicy zawarł porozumienie koalicyjne, bo bez ich głosów Bloku Zmian by nie było.

I to Abbas jest największym zwycięzcą koalicyjnych negocjacji. Po raz pierwszy w historii kraju partia arabska jest formalnie częścią koalicji rządowej, a na dzień dobry wytargowała od żydowskich partnerów 53 mld szekli (z grubsza równych złotówkom) na infrastrukturę i rozwój w gminach arabskich.

Takich kwot dotąd nie było, podobnie jak nie było mowy o oficjalnym uznaniu „dzikich” beduińskich wiosek na Negewie, a zwłaszcza zgody na negocjowanie obalenia ustawy o samowolkach budowlanych. Godzi ona przede wszystkim w Arabów i właśnie dlatego prawica przy niej obstaje – ale już Netanjahu zamroził jej obowiązywanie, a koalicja to właśnie potwierdziła.

Wbrew pozorom jednak to nie żydowska prawica, ale żydowska lewica będzie miała największe trudności z arabskim koalicjantem.

Jako pierwszy zaczął Abbasa uwodzić już Netanjahu, co zaowocowało wyłamaniem się Raam z arabskiego bloku, a w konsekwencji utratą przez partie arabskie w ostatnich wyborach jednej trzeciej mandatów. Ale umizgi szefa Likudu wystawiły Raamowi “certyfikat koszerności” i umożliwiły mu wejście w skład Bloku Zmian, który oferował jego partii więcej niż premier.

Reszta arabskiego bloku potępiła rozłam Abbasa – ale zapewne i tak to ich głosy uratują koalicję od klęski, jeśli Orbach w końcu odejdzie.

Pierwszy rozłam w Bloku nastąpił za to już w czwartek, w kilkanaście godzin po podpisaniu umowy koalicyjnej. Poszło o czwartkową gejowską paradę w Jerozolimie, którą lewicowy Merec poparł, a Raam potępił.

A to tylko przedsmak wewnątrzkoalicyjnych wojen, które nieuchronnie rozgorzeją – o ile rząd rzeczywiście powstanie i przetrwa na tyle, by w ogóle móc się kłócić i rządzić.

W środę przed południem zebrał się Kneset, by wybrać następcę ustępującego prezydenta Reuwena Riwlina. Zwyciężył Izaak Herzog, były przywódca Partii Pracy.


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com