Archives

[Komentarz] – Fotoreportaż. Dana Rothschild w Autonomii Palestyńskiej

Fotoreportaż. Dana Rothschild w Autonomii Palestyńskiej

Dana Rothschild


Komentarz do reportazu nadeslal Edward Szpruch – Izrael.

Machsom Watch organizuje swoje wycieczki w celu pokazania ograniczen w ruchu nakladanych na mieszkancow arabskich na terenach kontrolowanych przez Izrael. Ale to wogole nie interesuje Dane, ona ma swoj program polityczny. Jej reportarz przypomina mi rozmowy z moimi kolegami – rezerwistami na przelomie lat 90 kiedy robilismy kolejna ture w obozie dla internowanych Palestynczykow podczas I intyfady : byli tacy, ktorzy twierdzili ze wogole nie rozumieja dlaczego ci Palestynczycy nie chca byc w obozie aresztantow: co im zle? Dostaja 3 dobre posilki dziennie, maja dach nad glowa wlasny materac, dostep do sluzby zdrowotej. Nawet moga gimnastykowac sie. W ich oczach tylko ludzie z plukanymi mozgami beda chcieli zamienic ten raj na o wiele gorsze warunki zycia w ich wioskach czy obozach uchodzcow.
Dana usiluje przekonac nas, ze to zupelnie normalne ze jest przejscie otwierane dwa razy w tygodniu miedzy osiedlem a polem .Prawda Dana – to tak w kazdym izraelskim kibucu I w kazdej izraelskiej wiosce. Czy Dana opisala nam jak to wyglada kiedy Arab z terenow kontrolowanego przez Izrael znalazl w internecie dobra oferte na weekend w Paryzu I chce wykorzystac to?

Dana chce skoczyc z Jerozolimy do Tel Awiwu do restauracji- no problem. Dana wsiada do samochodu i trzech kwadransach juz siedzi przy stoliku. Muhammad z Hebronu chce kupic majtki swojej zonie w sklepie w Ramalli , glupie 30 km. W najlepszym przypadku pol dnia, jezeli wogole.
Jak juz wspomnialem – wycieczka dotyczyla ograniczen swobody ruchu, ale nie to jest tematem o ktorym Dana chce pisac,

Edek Szpruch, Riszon LeZion


Postanowiłam pojechać na wycieczkę organizowaną przez…. Machsom Watch… tak tak… moi spadkobiercy mało nie spadli z krzeseł ze śmiechu, jak ich zawiadomiłam o tym moim pomyśle… Powiedziałam też reszcie redakcji portalu, że jak nie wrócę żywa, to żeby ładnie ogłosili, że zginęłam na posterunku… a co? Nie na posterunku?

Zapisałam się i parę dni przed terminem wycieczki dostałam tzw. program.


Nu, zwiedzanie trwało 8,5 godziny, jeśli tak można nazwać 8 godzin prania mózgów. Nie mogę tutaj niestety zrelacjonować słowo w słowo ośmiogodzinnych “wyjaśnień” pani przewodniczki, więc będą tylko krótkie zdania, które powtarzały się przez całą wycieczkę, w każdym miejscu koło którego przejeżdżaliśmy lub zatrzymywaliśmy się.

Już początek był “świetny”. Pani przewodniczka się przedstawiła.

– Jestem wolontariuszką Machsom Watch, jestem lewicowa, nie używam żadnych innych terminów, tylko „tereny okupowane”, „Palestyńczycy”, „osiedla” i „osadnicy” i nie będzie tutaj żadnych dyskusji politycznych. Machsom Watch istnieje od 14 lat i skupia 300-350 kobiet, które obserwują co się dzieje na punktach kontroli granicznej, czyli tzw. check points. [Check point po hebrajsku to właśnie „machsom”] Oprócz tego organizacja ma dodatkowe zajęcia: lekcje angielskiego i hebrajskiego dla dzieci, nauka wyrobów artystycznych i innych, żeby Palestyńczycy mogli je robić, sprzedawać i zarabiać pieniądze, pomoc w otrzymywaniu pozwoleń na pracę w Izraelu, bezpłatna pomoc prawna – powiedziała przewodniczka.

Innymi słowy „ja mówię co chcę, a wy macie zamknąć buzie, nie ma dyskusji”…

Potem ruszyliśmy w drogę i się zaczęło: “Qalkilya to miasto oblężone, teraz wjeżdżamy w strefę zwana „kav ha-tefer”, to ta między zieloną linią a strefą C, widzicie, nie ma żadnego przejścia, nie ma żołnierzy, nie ma sprawdzania dowodów osobistych, bo Izrael uważa, ze to ziemie izraelskie. A teraz dojeżdżamy do tzw. „przejścia rolniczego”, które jest zamknięte. Tylko dwa razy w tygodniu otwiera się je dla rolników, którzy chcą przewieźć swoje produkty, ale jak znajdzie się tam jakiś, który zechce przewieźć lodówkę, to już żołnierze nie pozwalają” i dodała sarkastycznie: „Dlaczego nie pozwalają? Bo tak im się chce, bo chcą zgnoić Palestyńczyków”. Tutaj wtrąciła się Polanija (czyli polska Żydówka) numer 1 (byłyśmy tam trzy) i zapytała się czy to żołnierze nie pozwalają, czy wojsko i usłyszeliśmy: “wojsko, ale wojsko czy żołnierze to to samo”.

„Nie, nie to samo, bo żołnierz nie może sam wg własnego widzimisię podejmować takich decyzji”, powiedziała Polanija numer 1.

Dalej pani przewodniczka wyjaśniła, że po drugiej stronie tego przejścia rolniczego i za płotem leży wioska Hableh, ale ziemie mieszkańców Hableh leżą po drugiej stronie między płotem a przejściem i oni nie mogą uprawiać swoich ziem i w ogóle nie mają prawa przebywać po tej stronie przejścia. Nu, rozejrzałam się ciutko i widzę piękne szkółki ogrodnicze, arabskie oczywiście, wiec jak to ja, uprzejmie się zapytałam, gdzie mieszkają ci Arabowie, którzy są właścicielami tych szkółek, jak i pracownicy arabscy i usłyszałam, że to są mieszkańcy Hableh i mogą przechodzić i właśnie mieć te swoje szkółki i mogę tam kupić sobie roślinki „dużo taniej niż w Izraelu”. Powiedziałam wtedy pani przewodniczce, ze ja trochę nie rozumiem, jak to może być, że nie wolno im przebywać na tej przejętej przez Izrael ziemi w „strefie szwu”, ale jednak przebywają. Pani wolontariuszka zmieniła temat, wiec niestety, nie mogę wam powiedzieć, dlaczego im nie wolno, ale wolno. Wycieczka rzuciła się na kwiatki i inne warzywa i owoce, które są dużo tańsze niż w Izraelu i ostatecznie trzeba pomoc biednym Palestyńczykom i się obkupić. Nic nie kupiłam, tylko robiłam zdjęcia (dużo zdjęć robiłam z okna autobusowego) i się rozglądałam.

100 2600

100 2601

Czytaj dalej tu: Fotoreportaż…


twoje uwagi, linki, wlasne artykuly, lub wiadomosci przeslij do: webmaster@reunion68.com

 


Decades of Anti-Israel Hate by Swedish Social Democrats

Decades of Anti-Israel Hate by Swedish Social Democrats

Dr. Manfred Gerstenfeld

The writer has been a long-term adviser on strategy issues to the boards of several major multinational corporations in Europe and North America.He is board member and former chairman of the Jerusalem Center for Public Affairs and recipient of the LIfetime Achievement Award (2012) of the Journal for the Study of Anti-Semitism.

It is not just the immediate recognition of “Palestine” that is behind Israel’s negative reaction to Sweden’s new government. The Social Democrats have a long history of hate-mongering.

Last month, Swedish foreign minister Margot Wahlstrom postponed her visit to Israel after foreign Minister Avigdor Lieberman and other Israeli top officials refused to meet with her.[1] The Israeli refusal was a reaction to the new Social Democrat Swedish government’s initiative to recognize the Palestinian state shortly after its arrival to power.

The Israeli attitude should also be seen, however, against the background of decades of extreme anti-Israeli hatemongering by Swedish Social Democrats.

The late Swedish Social Democrat Prime Minister Olof Palme – murdered in 1986 – was a pioneer of anti-Israel incitement. He accused Israel of Nazi practices.[2]

In 1984, Swedish Deputy Foreign Minister Pierre Schori visited Israel. He praised Arafat and his “flexible policy.” In an article, Schori claimed that “the terrorist acts of the PLO were ‘meaningless,’ while Israel’s retaliatory acts were ‘despicable acts of terrorism.’”[3]

Surprisingly, this century started, however, with a very positive event for the Jewish people in Sweden. In January 2000, a major conference on Holocaust education in Stockholm came to a close. The Stockholm International Forum on the Holocaust had been initiated by Göran Persson, then the Swedish Social Democrat prime minister. Political leaders from almost fifty countries participated in the conference. Nowadays representatives of tens of countries meet regularly to discuss Holocaust education, research and remembrance in the framework of an intergovernmental organization, the International Holocaust Remembrance Alliance.[4]

Yet Zvi Mazel, who was Israel’s ambassador to Stockholm from December 2002 to April 2004, said, “Despite Persson’s personal attitude, he has to carry part of the blame for his party’s discriminatory stance toward Israel. For decades, the Social Democrats helped create the country’s anti-Israeli atmosphere. He also has to take responsibility for the behavior of the Swedish International Development Corporation Agency (SIDA), which blames Israel for all the many wrongs in Palestinian society.”

Mazel added, “Another leading socialist, the late foreign minister Anna Lindh, usually made the most vicious attacks on Israel. Her hatred of Israel can only be described as almost pathological. Under her leadership, Sweden published the greatest number of one-sided condemnations of Israel of any EU country. Lindh was stabbed to death in 2003 by a mentally disturbed Swede of Serbian origin.”[5]

Lindh’s successor as foreign minister, Laila Freivalds, visited Yad Vashem in June 2004 to honor murdered Jews. She then heavily criticized Israel at a meeting with the Israeli Ministry of Foreign Affairs. Freivalds remained silent on the extensive anti-Semitism in Sweden, much of which is of Muslim origin. This phenomenon of paying honor to dead Jews, criticizing Israel, and ignoring or belittling one’s own country’s major delinquencies toward living Jews is common in Europe.

Freivalds’s behavior was subsequently exposed by four former chairmen of the Swedish Jewish community, who wrote about the rampant racism and anti-Semitism in the country. They sent a letter to the editor of Haaretz in which they summarized contemporary Swedish anti-Semitism. The letter first praised Sweden for having received Jews fleeing the Holocaust during World War II, and Prime Minister Göran Persson for initiating the Living History Project.

Czytaj dalej tu: Decades of Anti-Israel Hate by Swedish Social Democrats


twoje uwagi, linki, wlasne artykuly, lub wiadomosci przeslij do: webmaster@reunion68.com

 


UN Security Council condemns killing of Spanish peacekeeper

UN Security Council condemns killing of Spanish peacekeeper in southern Lebanon

The Associated Press


A Spanish U.N. peacekeeper in an armored vehicle patrols the Lebanese-Israeli border, Lebanon.

A Spanish U.N. peacekeeper in an armored vehicle patrols the Lebanese-Israeli border, Lebanon.

Russia blocks French-drafted statement that also condemned Hezbollah attack that killed two Israeli soldiers, labeling it ‘unbalanced.’

AP – The UN Security Council on Wednesday condemned “in the strongest terms” last week’s killing of a Spanish peacekeeper in southern Lebanon.

Wednesday’s statement comes a week after Cpl. Francisco Javier Soria Toledo was killed during the Israeli military’s exchange of fire with the Lebanese militant Hezbollah group in a disputed border area.

Spain’s UN ambassador quickly blamed Israel, and a UN diplomat has said Israel apologized through several sources, including an apology from its ambassador in Madrid to Spain’s foreign minister.

The violence along Lebanon’s border, which also killed two Israeli soldiers, was the deadliest escalation on the disputed frontier since the 2006 war between Hezbollah and Israel.

Israel’s ambassador quickly pointed out that the council statement didn’t mention the Israeli soldiers or condemn Hezbollah. “The Security Council seems to think that some lives have more value than others,” Ron Prosor said in an emailed statement.

A council diplomat said Russia blocked a French-drafted press statement on Tuesday that would have condemned the Hezbollah attack on the Israeli soldiers as a violation of the resolution that ended the 2006 war as well as the death of the Spanish peacekeeper, saying it was “unbalanced.”

The blocked statement, supported by Spain and many other council members, also expressed grave concern over the deterioration of the situation along both sides of the so-called Blue Line separating Lebanon and Israel, the diplomat said, speaking on condition of anonymity because discussions were closed.

Also Wednesday, a senior UN official said a UN technical investigation on the ground, to determine the facts of what happened in the violence, should be completed in the next three days. The UN is also launching a board of inquiry to look into the wider aspects of the incident.


twoje uwagi, linki, wlasne artykuly, lub wiadomosci przeslij do: webmaster@reunion68.com

 


Dlaczego media mają obsesję na punkcie Izraela?

Dlaczego media mają obsesję na punkcie Izraela?

Matti Friedman


Pewnej nocy wiele lat temu wracałem z Betlejem po reporterskim zadaniu i przechodziłem przez punkt kontrolny izraelskiego wojska między tym miastem a sąsiednią Jerozolimą, w której mieszkam. Towarzyszyły mi dziesiątki palestyńskich trzydziestolatków, moich rówieśników. Przy wejściu do punktu granicznego nie było widać żadnych żołnierzy, którzy służą tam jako “filtr” przeciwko zamachowcom-samobójcom. Zobaczyliśmy tylko stal i beton. Przeszedłem surowym korytarzem za innymi mężczyznami przez wykrywacz metalu i wykonywałem polecenia, które podawał ujadający głośnik – zdejmij swój pas, podnieś koszulę! Głos należał do żołnierza, który oglądał nas za pomocą kamery przemysłowej. Po wyjściu z “checkpointu” poprawiałem pasek od spodni i koszulę tak jak inni i czułem się trochę mniej niż 100-procentowy człowiek i wtedy nie pierwszy raz zrozumiałem, że takie uczucie może popchnąć kogoś do przemocy.

Konsumenci wiadomości rozpoznają w tej scenie izraelską okupację Zachodniego Brzegu, która utrzymuje 2.5 mln Palestyńczyków na tym terytorium pod wojskową władzą od 1967 roku. Fakty dotyczące tej sytuacji nie są za bardzo kwestionowane. To powinno być źródłem zmartwienia dla Izraelczyków, których demokracja, wojsko i społeczeństwo są przeżarte nierównościami na Zachodnim Brzegu. To też nie jest za bardzo kwestionowane.

Pytanie, które musimy zadać, jako światowi obserwatorzy, to dlaczego ten konflikt zyskuje więcej uwagi niż jakikolwiek inny i dlaczego jest opisywany w taki sposób. Jak wydarzenia w kraju, który stanowi 0.01% powierzchni świata, stały się źródłem niepokoju, wstrętu i potępienia bardziej niż cokolwiek innego? Musimy zapytać w jaki sposób Izraelczycy i Palestyńczycy stali się wystylizowanym symbolem konfliktu silnych i słabych, dzięki którym Olimpijczycy z Zachodu wykonują swoje sztuczki. Nie stało się tak z Turkami i Kurdami, Chińczykami Han i Tybetańczykami, brytyjskimi żołnierzami i irackimi muzułmanami, irackimi muzułmanami i irackimi chrześcijanami, ani z saudyjskimi szejkami i saudyjskimi kobietami, Hindusami i Kaszmirczykami czy kartelami narkotykowymi i meksykańskimi wieśniakami.

Zadawanie takich pytań nie jest w żadnym wypadku środkiem na uniknięcie albo zasłonięcie rzeczywistości, więc dlatego zacząłem od punktu kontroli granicznej w Betlejem. Jest wręcz przeciwnie. Każdy, kto chce w pełni rozpoznać rzeczywistość, nie może uciec od tego pytania. Moje dziennikarskie doświadczenia dostarczają częściowej odpowiedzi, a także podnoszą kwestie, które wykraczają poza ramy dziennikarstwa.

Pisałem z Izraela o Izraelu przez większość minionych 20 lat, odkąd się tutaj przeprowadziłem z Toronto w wieku 17 lat.

5.5 roku przepracowałem jako reporter dla amerykańskiej agencji prasowej The Associated Press, a między 2006 a 2011 rokiem powoli zacząłem sobie zdawać sprawę z pewnych ułomności, które towarzyszą opisywaniu Izraela – powtarzające się zaniedbania i pominięcia, rozdmuchane afery, a także decyzje, które były podejmowane nie z dziennikarskich powodów, ale politycznych, a wszystko w ramach relacji, którą obsługuje więcej dziennikarzy niż jakąkolwiek inną międzynarodową historię na ziemi.

Kiedy pracowałem w jerozolimskim biurze The Associated Press, to Izrael opisywało więcej pracowników tej agencji niż Chiny czy Indie albo wszystkie 50 krajów Afryki subsaharyjskiej. To jest reprezentatywne dla całego dziennikarskiego przemysłu

Na początku 2009 roku, żeby podać przykład takich rutynowych decyzji redaktorskich, o których wspominałem, to dostałem wtedy polecenie od przełożonych, żeby opisać historię z drugiej ręki, wziętą z izraelskiej gazety, która napisała o obraźliwych T-shirtach noszonych podobno przez izraelskich żołnierzy. Nie mieliśmy żadnego potwierdzenia prawdziwości tej historii, a swoją drogą nie ma wiele historii pokazujących co amerykańscy marines albo brytyjscy żołnierze piechoty mają wytatuowane na klatach albo ramionach. Jednak koszulki noszone przez izraelskich żołnierzy okazały się godne uwagi w oczach jednej z najpotężniejszych agencji informacyjnych na świecie. Działo się tak dlatego, że chcieliśmy wskazać albo powiedzieć wprost, że izraelscy żołnierze są przestępcami wojennymi, a każdy szczegół wspierający taki portret, miał być wykorzystany. Wiele światowych agencji informacyjnych napisało o tych T-shirtach.

W tym samym czasie wielu żołnierzy izraelskich było anonimowo cytowanych w gazetce szkolnej, w której mówili o nadużyciach, których mieli być świadkami podczas walki w Gazie. Napisaliśmy o tym nie mniej jak 3 oddzielne materiały, chociaż cytowanie ludzi, których tożsamość jest nieznana dla reporterów, jest zabronione i to z dobrego powodu przez wewnętrzne przepisy The Associated Press. Ta historia również bardzo pasowała do naszej linii. Z czasem żołnierze zaprzeczyli, że byli świadkami scen, które podobno opisali, a uczniom dawali przykłady i opowiadali po prostu o horrorach i moralnych wyzwaniach związanych z walką. Oczywiście było już za późno.

W tych samych miesiącach na początku 2009 roku dwaj reporterzy z naszego biura dotarli do szczegółów oferty pokojowej dla Palestyńczyków złożonej przez izraelskiego premiera Ehuda Olmerta kilka miesięcy wcześniej, która była przez nich uznana za niewystarczającą. Propozycja polegała na palestyńskim państwie w Strefie Gazy i na Zachodnim Brzegu z Jerozolimą jako wspólną stolicą. To powinna być jedna z najważniejszych historii w roku. Ale izraelska oferta pokojowa i odrzucenie jej przez stronę palestyńską nie pasowało do naszej narracji. Szef biura kazał reporterom zignorować propozycję Olmerta i tak się stało pomimo tego, że jeden z nich wściekle protestował i nazwał tę decyzję “największą porażką jaką widział w dziennikarstwie od 50 lat”. Jednak to bardzo pasowało nie tylko do praktyki The Associated Press, ale też do praktyki innych agencji prasowych. Złe koszulki żołnierzy zasługiwały na nagłośnienie. Anonimowe i nieweryfikowalne opowieści żołnierzy o nadużyciach były warte aż trzech historii. Pokojowa propozycja izraelskiego premiera złożona palestyńskiemu prezydentowi miała w ogóle nie być opisywana.

Czytaj dalej tu: Dlaczego media…


twoje uwagi, linki, wlasne artykuly, lub wiadomosci przeslij do: webmaster@reunion68.com

 


Zionism: The Realization of ‘Never Again’

Zionism: The Realization of ‘Never Again’

Chloe Valdary


Chloe Valdary

Chloé Simone Valdary is a Zionist and pro-Israel activist. She is a senior and an International Studies major at the University of New Orleans. In 2012, Chloé created the group Allies of Israel on her campus to promote the Jewish state

On one cool Sabbath afternoon, an elderly lady sat at lunch surrounded by many who were waiting in line to shake her hand. They wanted to tell her how much she meant to them, how much her message had touched them. When she graced the podium in Shul only a few hours earlier, she spoke of how *it* was happening again. She spoke of how Jews were coming under attack in France, Israel, Argentina, and elsewhere. She spoke of how we needed to stick together, to be strong, to hold each other up.

I reflected on her words and glanced out the window of the Shul. A guard kept watch at all times during the service. A police car was parked across the street to ensure our safety.

Today, we commemorate the 70th anniversary of the liberation of Auschwitz; yet there are guards outside the places of worship where Jews congregate. Today we remember the tattooed arms, the lamp shades made out of human flesh, and the gas chambers; yet there are debates on the BBC on whether or not we should “lay the Holocaust to rest,” as though our memorialization were some science project we should have grown tired of dealing with. Today we think back to the time when Jews were forced to wear yellow badges of ignominy and we proclaim, “Never Again.”

“Never Again.” But a dozen Jews were stabbed on a bus in Tel Aviv last week.
“Never Again.” But Jews who were peacefully praying in their synagogue in Israel were butchered last year.

“Never Again.” but an 11-year-old girl was wounded in a firebomb attack last year, when a Palestinian Arab attempted to lynch her and her father.

Yet, all is not lost. Where anti-Semitism spread in the past — and still continues to do so with impunity in many areas of the world — Zionism remains the political embodiment and the true realization of the very concept of ‘Never Again.’

Though many claim that Jews should be powerless, Zionism proclaims that Jews should be empowered.
Though many claim that Jews should be disenfranchised, Zionism proclaims that Jews should have political representation.

Though many claim that Jews should be murdered, Zionism proclaims that Jews should not only live but should prosper.

“Never Again,” thus did not fall on deaf ears. Every year, we should take pride in knowing that the slogan was actualized in the reestablishment of the state of Israel. It is actualized in every policy Israel takes to ensure its people are secure and self-sufficient. It is actualized by the very existence of the Israeli Defense Forces (IDF).

We were never meant to stop at commemoration; at sloganeering; at 24 hour days of dedication where we mourned the desolation and slaughter. We did not simply remember what occurred in the 1930s. We responded to it and continue to do so today. Our response to Auschwitz is unified Jerusalem. Our response to the gas chamber is the roar of the IDF fighter jet. Our response to the Dreyfus Affair is the very presence of the Israeli Knesset.

Zionism, then, is both an affirmation of and a response to “Never Again.”

This past Shabbat, I sat beside Rebbetzin Esther Jungreis — the woman who had graced the podium just a few hours before lunch;the survivor of Bergen-belsen who had just warned us of the growing anti-Semitism and who told us to be strong. I looked at her and told her how much I appreciated her words. I will never forget that moment for as long as I live. It was the first time I had met her, but immediately, she felt like family. She stroked my face gently and said she would always be there for me.

The feeling is mutual.

The author is a consultant for the Committee for Accuracy in Middle East Reporting in America and a fellow at the Lawfare Project.


twoje uwagi, linki, wlasne artykuly, lub wiadomosci przeslij do: webmaster@reunion68.com