Dlaczego media mają obsesję na punkcie Izraela?

Dlaczego media mają obsesję na punkcie Izraela?

Matti Friedman


Pewnej nocy wiele lat temu wracałem z Betlejem po reporterskim zadaniu i przechodziłem przez punkt kontrolny izraelskiego wojska między tym miastem a sąsiednią Jerozolimą, w której mieszkam. Towarzyszyły mi dziesiątki palestyńskich trzydziestolatków, moich rówieśników. Przy wejściu do punktu granicznego nie było widać żadnych żołnierzy, którzy służą tam jako “filtr” przeciwko zamachowcom-samobójcom. Zobaczyliśmy tylko stal i beton. Przeszedłem surowym korytarzem za innymi mężczyznami przez wykrywacz metalu i wykonywałem polecenia, które podawał ujadający głośnik – zdejmij swój pas, podnieś koszulę! Głos należał do żołnierza, który oglądał nas za pomocą kamery przemysłowej. Po wyjściu z “checkpointu” poprawiałem pasek od spodni i koszulę tak jak inni i czułem się trochę mniej niż 100-procentowy człowiek i wtedy nie pierwszy raz zrozumiałem, że takie uczucie może popchnąć kogoś do przemocy.

Konsumenci wiadomości rozpoznają w tej scenie izraelską okupację Zachodniego Brzegu, która utrzymuje 2.5 mln Palestyńczyków na tym terytorium pod wojskową władzą od 1967 roku. Fakty dotyczące tej sytuacji nie są za bardzo kwestionowane. To powinno być źródłem zmartwienia dla Izraelczyków, których demokracja, wojsko i społeczeństwo są przeżarte nierównościami na Zachodnim Brzegu. To też nie jest za bardzo kwestionowane.

Pytanie, które musimy zadać, jako światowi obserwatorzy, to dlaczego ten konflikt zyskuje więcej uwagi niż jakikolwiek inny i dlaczego jest opisywany w taki sposób. Jak wydarzenia w kraju, który stanowi 0.01% powierzchni świata, stały się źródłem niepokoju, wstrętu i potępienia bardziej niż cokolwiek innego? Musimy zapytać w jaki sposób Izraelczycy i Palestyńczycy stali się wystylizowanym symbolem konfliktu silnych i słabych, dzięki którym Olimpijczycy z Zachodu wykonują swoje sztuczki. Nie stało się tak z Turkami i Kurdami, Chińczykami Han i Tybetańczykami, brytyjskimi żołnierzami i irackimi muzułmanami, irackimi muzułmanami i irackimi chrześcijanami, ani z saudyjskimi szejkami i saudyjskimi kobietami, Hindusami i Kaszmirczykami czy kartelami narkotykowymi i meksykańskimi wieśniakami.

Zadawanie takich pytań nie jest w żadnym wypadku środkiem na uniknięcie albo zasłonięcie rzeczywistości, więc dlatego zacząłem od punktu kontroli granicznej w Betlejem. Jest wręcz przeciwnie. Każdy, kto chce w pełni rozpoznać rzeczywistość, nie może uciec od tego pytania. Moje dziennikarskie doświadczenia dostarczają częściowej odpowiedzi, a także podnoszą kwestie, które wykraczają poza ramy dziennikarstwa.

Pisałem z Izraela o Izraelu przez większość minionych 20 lat, odkąd się tutaj przeprowadziłem z Toronto w wieku 17 lat.

5.5 roku przepracowałem jako reporter dla amerykańskiej agencji prasowej The Associated Press, a między 2006 a 2011 rokiem powoli zacząłem sobie zdawać sprawę z pewnych ułomności, które towarzyszą opisywaniu Izraela – powtarzające się zaniedbania i pominięcia, rozdmuchane afery, a także decyzje, które były podejmowane nie z dziennikarskich powodów, ale politycznych, a wszystko w ramach relacji, którą obsługuje więcej dziennikarzy niż jakąkolwiek inną międzynarodową historię na ziemi.

Kiedy pracowałem w jerozolimskim biurze The Associated Press, to Izrael opisywało więcej pracowników tej agencji niż Chiny czy Indie albo wszystkie 50 krajów Afryki subsaharyjskiej. To jest reprezentatywne dla całego dziennikarskiego przemysłu

Na początku 2009 roku, żeby podać przykład takich rutynowych decyzji redaktorskich, o których wspominałem, to dostałem wtedy polecenie od przełożonych, żeby opisać historię z drugiej ręki, wziętą z izraelskiej gazety, która napisała o obraźliwych T-shirtach noszonych podobno przez izraelskich żołnierzy. Nie mieliśmy żadnego potwierdzenia prawdziwości tej historii, a swoją drogą nie ma wiele historii pokazujących co amerykańscy marines albo brytyjscy żołnierze piechoty mają wytatuowane na klatach albo ramionach. Jednak koszulki noszone przez izraelskich żołnierzy okazały się godne uwagi w oczach jednej z najpotężniejszych agencji informacyjnych na świecie. Działo się tak dlatego, że chcieliśmy wskazać albo powiedzieć wprost, że izraelscy żołnierze są przestępcami wojennymi, a każdy szczegół wspierający taki portret, miał być wykorzystany. Wiele światowych agencji informacyjnych napisało o tych T-shirtach.

W tym samym czasie wielu żołnierzy izraelskich było anonimowo cytowanych w gazetce szkolnej, w której mówili o nadużyciach, których mieli być świadkami podczas walki w Gazie. Napisaliśmy o tym nie mniej jak 3 oddzielne materiały, chociaż cytowanie ludzi, których tożsamość jest nieznana dla reporterów, jest zabronione i to z dobrego powodu przez wewnętrzne przepisy The Associated Press. Ta historia również bardzo pasowała do naszej linii. Z czasem żołnierze zaprzeczyli, że byli świadkami scen, które podobno opisali, a uczniom dawali przykłady i opowiadali po prostu o horrorach i moralnych wyzwaniach związanych z walką. Oczywiście było już za późno.

W tych samych miesiącach na początku 2009 roku dwaj reporterzy z naszego biura dotarli do szczegółów oferty pokojowej dla Palestyńczyków złożonej przez izraelskiego premiera Ehuda Olmerta kilka miesięcy wcześniej, która była przez nich uznana za niewystarczającą. Propozycja polegała na palestyńskim państwie w Strefie Gazy i na Zachodnim Brzegu z Jerozolimą jako wspólną stolicą. To powinna być jedna z najważniejszych historii w roku. Ale izraelska oferta pokojowa i odrzucenie jej przez stronę palestyńską nie pasowało do naszej narracji. Szef biura kazał reporterom zignorować propozycję Olmerta i tak się stało pomimo tego, że jeden z nich wściekle protestował i nazwał tę decyzję “największą porażką jaką widział w dziennikarstwie od 50 lat”. Jednak to bardzo pasowało nie tylko do praktyki The Associated Press, ale też do praktyki innych agencji prasowych. Złe koszulki żołnierzy zasługiwały na nagłośnienie. Anonimowe i nieweryfikowalne opowieści żołnierzy o nadużyciach były warte aż trzech historii. Pokojowa propozycja izraelskiego premiera złożona palestyńskiemu prezydentowi miała w ogóle nie być opisywana.

Czytaj dalej tu: Dlaczego media…


twoje uwagi, linki, wlasne artykuly, lub wiadomosci przeslij do: webmaster@reunion68.com