Archive | 2026/10/08

Już nie ufam własnej intuicji


.

Już nie ufam własnej intuicji

Sheri Oz


Zapytałam więc troje ludzi wychowanych w islamie, jak odróżnić rzeczywistą przemianę ideologiczną od odgrywania roli


Od wczesnych lat studenckich spotykałam Arabów i muzułmanów, z którymi – jak sądziłam – prowadziłam przyjazne rozmowy, ludzi, którzy akceptowali mnie jako Żydówkę, a później jako Izraelkę. Czasami, kiedy poznawałam ich lepiej, odkrywałam, że naprawdę czują i myślą zupełnie inaczej. Z biegiem czasu coraz mniej byłam skłonna ufać własnym odczuciom.

7 października zmienił mój próg zaufania do tego stopnia, że moja młodsza wersja nie uwierzyłaby, że nadal jestem tą samą osobą.

Nie chcę stać się tak podejrzliwa, by zakładać, że nikt nie jest zdolny do zmiany. Ale nie chcę też brać języka umiarkowania za rzeczywiste umiarkowanie.

Zaczęłam się zastanawiać, jak ja – osoba z zewnątrz wobec arabskiego i muzułmańskiego sposobu postrzegania świata – mogę rozpoznać, kiedy ktoś naprawdę zaczyna kwestionować antysemickie i supremacjonistyczne przekonania wyniesione z rodziny, religii, społeczeństwa czy kultury politycznej? Jak właściwie wygląda przemiana ideologiczna, kiedy właśnie się dokonuje? I być może najtrudniejsze ze wszystkiego: jak odróżnić kogoś, kto zmaga się z prawdziwą przemianą, od kogoś, kto po prostu nauczył się mówić to, co chcemy usłyszeć?

Postanowiłam zapytać o to troje ludzi, którzy podchodzą do tego problemu z bardzo różnych stron.

Dan Burmawi dorastał jako muzułmanin w Jordanii, a ostatecznie przeszedł na chrześcijaństwo. Khaled Hassan wychował się w Egipcie, porzucił islam, a z czasem przeszedł na judaizm. Soraya Deen jest inna. Wychowana na Sri Lance przez muzułmańskiego ojca i buddyjską matkę, która przeszła na islam, sama pozostała muzułmanką i opowiada się za reformowaniem islamu od wewnątrz.

Cała trójka głęboko różni się w ocenie samego islamu. Dan uważa, że rzeczywiste zerwanie z islamskim supremacjonizmem wymaga ostatecznie odejścia od islamu. Khaled jest podobnie sceptyczny wobec prób jego reformowania. Soraya uważa, że islam można zreformować.

Każdą rozmowę zaczynałam od pytania, kiedy pojawiły się pierwsze wątpliwości.

Rysa na murze

Kiedy zapytałam Khaleda, co uświadomiło mu problem antysemityzmu, poprawił założenie zawarte w moim pytaniu.

To nie był antysemityzm. Antysemityzm mnie nie obchodził. To nie było tak, że pewnego dnia obudziłem się i powiedziałem sobie: och, chcę kochać Żydów. Nic takiego się nie wydarzyło.

Jego historia zaczyna się w zaskakująco zwyczajnym miejscu: na ulicy niedaleko domu, w towarzystwie sąsiadki i psa.

Jako nastolatek w Egipcie uwielbiał psy. Jego muzułmańscy rodzice nie chcieli psa w domu, więc chrześcijańska sąsiadka czasami przechowywała jego psa u siebie. Pewnego piątku Khaled stał obok niej, kiedy z głośnika miejscowego meczetu rozległo się kazanie. Usłyszał, jak chrześcijan określano szczególnym, pogardliwym mianem.

„Pamiętam szok na jej twarzy i mój własny” – powiedział mi. Zapadła między nimi cisza. Kobieta, która wielokrotnie okazywała mu życzliwość, stała obok niego, podczas gdy jego wspólnota religijna opisywała ludzi takich jak ona słowami, które nagle rozpoznał jako odrażające.

Jego pierwszy bunt przeciwko islamowi wcale nie miał charakteru ideologicznego. Owszem, zaczął kwestionować pewne rzeczy, których go uczono, ale znaczenie miała również jego sytuacja życiowa. Rodzice się rozwodzili. Chciał mieć dziewczynę. Chciał pić, palić i sam decydować o własnym ciele.

W końcu coraz trudniej było mu znosić sprzeczność między tym, czego uczono go o wyższości jego religii i społeczeństwa, a tym, co rzeczywiście obserwował.

Khaled określa to, co nastąpiło później, mianem „poznawczego otwarcia”. „Musisz być gotowy słuchać” – powiedział. Coś musi sprawić, że człowiek będzie w stanie dopuścić do siebie – być może po raz pierwszy – możliwość, że to, co odziedziczył, może być błędne.

Dan opisuje coś podobnego, choć w jego przypadku impulsem było słuchanie Brata Rashida, byłego muzułmanina, który otwarcie krytykował islam. „Potrzebujesz impulsu” – powiedział mi Dan. Ale najważniejsze nie było samo zetknięcie się z innymi informacjami. Dan spotykał się z takimi informacjami już wcześniej. Różnica polegała na tym, że nagle był w stanie inaczej je przetwarzać:

„Musisz zyskać nowy zestaw soczewek, przez które patrzysz na islam, i nagle wszystko się zmienia. Zaczynasz inaczej czytać biografię Mahometa. Zaczynasz inaczej czytać wersety Koranu dotyczące dżihadu. […] W moim przypadku było to potwornie przerażające doświadczenie, ponieważ w głowie nieustannie miałem pytanie: A jeśli się mylę? Jeśli nie mam racji? Jeśli popełniam straszliwy błąd? Allah mnie ukarze. Allah mnie zniszczy.”

Potem wyjaśnił:

„Wielu ludzi się cofa. Nie są w stanie wytrzymać tej fazy strachu i przerażenia. Ja przez nią przeszedłem i udało mi się dotrzeć do mety. A chwila, kiedy nabierasz pewności, że masz rację, i zaczynasz odchodzić, była jednym z najbardziej wyzwalających momentów w moim życiu”.

Dan przestrzegł mnie jednak przed traktowaniem jego własnej drogi jako ustalonego schematu.

Dla każdego wygląda to inaczej. Są pewne cechy wspólne dla wszystkich, ale są też różnice.

Soraya dorastała na Sri Lance, buddyjskim kraju z muzułmańską mniejszością. W przeciwieństwie do Dana i Khaleda, jak mówi, „nigdy nie uczono jej nienawiści do Żydów”.

Nie sądzę, żeby ktokolwiek czytał Koran, a następnego ranka budził się i [myślał]: dzisiaj będę nienawidzić Żyda.

Soraya wyjaśniła, że jako muzułmanie byli „bardziej suficko nastawieni, interesowała nas muzyka i to, jak oddawać cześć Bogu – wiecie, takie bardzo łagodne nauki”. Jednak kiedy w wieku 13 lat powiedziano jej, że nie może chodzić do meczetu, zaczęła zastanawiać się nad „teologią, której się naucza, a która wyklucza i marginalizuje kobiety”.

Z muzułmańskim antysemityzmem zetknęła się na poważnie znacznie później, już w Stanach Zjednoczonych, kiedy napisała na Facebooku o swoim udziale w wydarzeniu w izraelskim konsulacie; arabscy znajomi zaatakowali ją za to, że tam poszła.

Ale teraz być może muszę częściowo zgodzić się z tym, co mówią Arabowie. Wszyscy wydają się zradykalizowani, jakby radykalizacji uległy nawet głosy z peryferii.

Na podstawie własnych doświadczeń Soraya rozumie, że „[…] kształtuje cię społeczeństwo, kształtuje cię edukacja, kształtują cię meczety”. Dlatego, w przeciwieństwie do Dana i Khaleda, uważa, że interpretacja, edukacja i środowisko społeczne mogą prowadzić do innych rezultatów. Soraya mówi dalej:

„Kocham byłych muzułmanów, bo zmuszają nas do odpowiedzialności. Gdybym nie poznała byłych muzułmanów, nie wiedziałabym, jak głęboki jest ten problem. Radykalny islam dotknął tak wielu ludzi”.

Cichy etap pośredni?

Soraya, muzułmańska prawniczka feministyczna, działaczka na rzecz dialogu międzyreligijnego i organizatorka społeczna, powiedziała mi, że rozmawiała z ludźmi, którzy początkowo gwałtownie się z nią spierali. Potem jednak coś czasami się zmieniało. Pewien mężczyzna zdecydowanie przeciwny Izraelowi skontaktował się kiedyś z nią prywatnie, mówiąc, że poprze wszystko, co ona popiera dla Palestyńczyków. Soraya odpowiedziała:

„Popieram wszystko, czego ty chcesz dla Palestyńczyków, ale czy możesz mi powiedzieć, czego chcesz dla Żydów?”

Zamilkł.

Ta cisza może być pierwszym widocznym znakiem, że jego pewność została zachwiana, ale nie jest dowodem, że człowiek się zmienił. Równie łatwo może powrócić do wcześniejszych przekonań, dlatego Soraya uważa, by nie wyciągać zbyt pochopnych wniosków. Przyznała jednak, że ze względu na charakter swojej działalności spotyka na ogół ludzi, którzy już są gotowi zrobić krok naprzód.

Przychodzą do nas tylko ludzie gotowi pójść dalej, a takich jest bardzo niewielu.

Jeśli ważna część procesu przemiany jest zarazem najmniej widoczna, stanowi to problem dla każdego, kto próbuje rozpoznać przemianę ideologiczną z zewnątrz.

Możemy słuchać ludzi opowiadających o niej później. Możemy obserwować ich zachowanie, kiedy przekroczą już jakiś wewnętrzny próg. Ale w okresie wątpliwości, strachu i niepewności możemy po prostu widzieć człowieka, który milknie.

Przyznaj, kim byłeś

Khaled podał mi najbardziej jednoznaczne kryterium tego, co powinno nastąpić później.

Po pierwsze, ludzie muszą wziąć odpowiedzialność za to, co robili i w co wierzyli przed przemianą.

Tę samą miarę przykłada do siebie.

Zawsze mówię, że jako nastolatek byłem antysemitą.

Nie ufa wygładzonym życiorysom: ludziom, którzy rzekomo przeszli dramatyczną przemianę ideologiczną, ale jakoś nie mają żadnych dawnych przekonań, z których musieliby się rozliczyć. Stare wypowiedzi znikają. Dawne stanowiska zostają zbagatelizowane. Historia danej osoby zaczyna coraz bardziej przypominać człowieka, którego dziś chce ona pokazać publiczności. Argument Khaleda brzmi: jeśli się zmieniłeś, musiało istnieć coś, od czego odszedłeś.

A jeśli okoliczności zmuszały cię kiedyś do mówienia rzeczy, w które nie wierzyłeś, to – twierdzi – kiedy już jesteś bezpieczny, powinieneś potrafić otwarcie to wyjaśnić.

Musisz wziąć za to odpowiedzialność.

Człowiek opisujący prawdziwą przemianę powinien umieć przedstawić spójną historię, w której istnieje zarówno „przed”, jak i „po”.

Słowa muszą w końcu przełożyć się na czyny

Soraya podchodzi do tego zagadnienia mniej psychologicznie. Dla niej najważniejszym kryterium jest to, co człowiek rzeczywiście robi:

Zadeklaruj to. Złóż deklarację. I zacznij działać.

Potem przychodzi trudniejsza część. Pociągnij za sobą innych. Jeśli ktoś twierdzi, że odrzucił ekstremistyczną ideologię, Soraya chce zobaczyć, czy jest gotów zebrać pięciu czy dziesięciu innych ludzi i rozpocząć pracę we własnej społeczności.

Sprawdź, czy to, co mówi, jest zgodne z tym, co robi, czy jedno współgra z drugim.

Same deklaracje – powiedziała mi – nie wystarczają, jeśli chodzi o rodzaj przemiany, którego ona szuka. Ważna jest jednak umiejętność powiedzenia, czego chce się dla ludzi, których wcześniej uważało się za wrogów. Odpowiedź nie dowodzi jeszcze przemiany. Pokazuje jednak, czy nowo deklarowane zasady obejmują także ludzi spoza własnej grupy.

Ile cię to kosztowało?

Kolejną kwestią, która pojawiła się w rozmowach, była cena przemiany. Sorayę z powodu jej działalności reformatorskiej określano jako osobę antymuzułmańską, a od ludzi na Sri Lance otrzymywała groźby śmierci.

Khaled uczynił cenę przemiany wyraźnym elementem swojego testu jej autentyczności:

„Jeśli naprawdę wierzysz w rzeczywistą zmianę, będziesz musiał cierpieć.”

Mówił to dosłownie. Po 7 października odszedł z dobrze płatnej pracy w sektorze finansowym, ponieważ działalność związana z Izraelem i Żydami pochłaniała coraz więcej jego czasu. Przez pewien okres – jak powiedział – borykał się z problemami finansowymi, wykonując znaczną część tej pracy jako wolontariusz. Starannie zaznacza, że zarabianie pieniędzy samo w sobie nie podważa niczyjej szczerości. Ludzie muszą z czegoś żyć. Pyta jednak, czy przemiana czegoś od człowieka wymaga, czy też może przyniosła mu przede wszystkim korzyści.

Szczery człowiek może z czasem odnieść sukces dzięki swoim nowym przekonaniom, a oportunista może zapłacić wysoką cenę za źle skalkulowaną stawkę. Niemniej koszt przemiany jest dowodem wartym uwagi, szczególnie jeśli towarzyszy mu przyjęcie odpowiedzialności za własną przeszłość oraz konsekwencja utrzymywana przez dłuższy czas.

Khaled wspomniał, że członkowie społeczności żydowskiej czasami nazywają go „bohaterem”. Bardzo stanowczo powiedział mi, że tego nie lubi:

„Nie nazywajcie mnie bohaterem. Nie można nazywać kogoś bohaterem za to, że jest po prostu normalny. Nie można nazywać kogoś bohaterem za to, że nie jest nazistą.”

Stare oprogramowanie

„Badanie islamu przez kogoś, kto jest muzułmaninem, nie polega po prostu na porzuceniu pewnego zestawu idei i zmianie systemu przekonań” – powiedział mi Dan. Oznacza demontaż całej konstrukcji, za pomocą której rozumiał Boga i świat. „Wielu ludzi opuszcza islam, ale islam nie opuszcza ich” – powiedział, a następnie posłużył się metaforą, którą łatwo zrozumieć:

„Nie chodzi tylko o zmianę tego, co myślisz o islamie, lecz o zmianę całego światopoglądu. Zmienia się więc sposób, w jaki patrzymy na kobiety, sposób, w jaki patrzymy na Zachód, sposób, w jaki patrzymy na innych, na niewiernych.

Masz pewne oprogramowanie. Ja się sformatowałem i zainstalowałem oprogramowanie chrześcijańskie.”

Dan odnosi to szczególnie do byłych muzułmanów, którzy zostają ateistami. Uważa, że niektórzy odrzucają religię, ale nadal interpretują świat za pomocą kategorii, które ta religia w nich ukształtowała. Pozostawia to bez odpowiedzi pytanie: co właściwie się zmieniło?

Jeśli podążyć za jego rozumowaniem, człowiek może odrzucić Hamas, nie zmieniając swojego stosunku do Żydów. Może odrzucić autorytet religijny, nie zmieniając swoich przekonań na temat kobiet. Może porzucić tożsamość religijną, zachowując poglądy polityczne przyswojone wraz z nią. Przemiana ideologiczna może więc przebiegać nierównomiernie. Ktoś może naprawdę zmienić się w jednej dziedzinie, pozostając niemal nietknięty w innej.

Jednostka i grupa

Potem Dan jeszcze bardziej skomplikował sprawę. „Załóżmy, że człowiek naprawdę jest szczery, kiedy z tobą rozmawia. Co się stanie, kiedy wróci do swojej grupy? Tego w dużej mierze nie będziesz widzieć, a być może stanie się tam kimś, kogo w ogóle nie poznasz.

„Kiedy jesteś jednostką, rozwijasz własny światopogląd na podstawie wykształcenia, środowiska i tak dalej. Jednak kiedy znajdujesz się w grupie, kiedy do niej dołączasz – zapewniam cię, że jeśli ten człowiek znajdzie się w grupie muzułmanów popierających Hamas, nie poznasz go.

Pomyślisz: mój Boże, to zupełnie inny człowiek. Dlaczego? Ponieważ jednostka – i nie jest to zjawisko właściwe wyłącznie islamowi, występuje w każdej grupie na świecie – jeśli podporządkuje własne rozumienie rozumieniu grupy, wtedy grupa staje się nadrzędna wobec jednostki.”

Twierdzenie Dana wprowadza ważne rozróżnienie: szczerość i trwałość przemiany to dwie różne kwestie. Tyle że ktoś z zewnątrz nie jest w stanie tego zobaczyć ani wiedzieć.

Test, którego nie mogę zastosować?

Kiedy zapytałam Dana, jak ktoś taki jak ja może odróżnić prawdziwą przemianę od odgrywania roli, zaproponował test, który uważa za najbardziej niezawodny: obraź Mahometa i obserwuj reakcję.

Jeśli obrazisz Mahometa i ten człowiek nie ma z tym problemu, to jest szczery. Jeśli poczuje się nieswojo, nie jest tym, za kogo się podaje.

Dan powiedział mi, że jego zdaniem test ten „działa w stu procentach przypadków”.

Naciskałam, pytając, czego właściwie miałby dowodzić taki dyskomfort. Jego odpowiedź stała się bardziej ostrożna. Reakcja obronna – powiedział – nie musi oznaczać, że człowiek udaje albo że jest podatny na radykalizację.

Może ten człowiek nadal się zmaga, nadal znajduje się w fazie strachu. Nie wiesz, w którym miejscu swojej drogi się znajduje.

To rozróżnienie ma znaczenie. Reakcja może ujawnić, że pozostało jakieś dawne przywiązanie, ale sama w sobie nie mówi mi, czy mam do czynienia z oszustwem, czy z niedokończoną przemianą. Szczery reformator, który pozostaje człowiekiem głęboko wierzącym, również może oburzyć się na zniewagę Proroka, mimo że rzeczywiście odrzuca stanowiska ideologiczne, które Dan pomaga mi rozpoznawać.

Dan zaproponował mi jeszcze jedno rozróżnienie, które uznałam za bardziej użyteczne. Opowiedział o ludziach, których reinterpretacje islamu uważa za błędne teologicznie, a których mimo to uznaje za szczerych, ponieważ naprawdę próbują pogodzić swoje wewnętrzne przekonania z otaczającym ich światem. Innymi słowy, szczerości nie utożsamia ze zgodnością poglądów. Jego zdaniem człowiek może naprawdę się zmienić, a zarazem mylić się co do znaczenia tej przemiany.

Skąd więc mam wiedzieć, jak rozumieć człowieka, który stoi przede mną?

Rozpoczynając te rozmowy, miałam nadzieję, że wyjdę z nich z czymś w rodzaju testu diagnostycznego, listy kontrolnej, którą będę mogła stosować. Tak się nie stało. Zamiast tego mam zestaw wskazówek, które muszę badać. Ale nawet przy ich pomocy dostatecznie przekonujący aktor mógłby przyznać się do paskudnej przeszłości, zachowywać się konsekwentnie poza swoją grupą, a być może nawet ponosić z tego powodu pewne koszty.

Nadal nie sądzę, bym miała wystarczająco dużo doświadczenia, żeby ufać własnej zdolności odróżnienia człowieka, który przeszedł prawdziwą przemianę ideologiczną, od tego, który po prostu dobrze ją odgrywa.

Ale przynajmniej mam teraz lepsze pytania.


Link do oryginału:

Israel Diaries – The Deeper Dive
I Don’t Trust My Instinct Any More
Beginning in my early university years, I have met Arabs and Muslims with whom I believed I was having friendly conversations, people who accepted me as a Jew and later as an Israeli. Sometimes, after I knew them better, I discovered that what they really felt and thought was quite different. Over time, I grew less willing to trust my impressions…

Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com


‘October 7 Will Return’: Hamas, Like Iran, Will Not Voluntarily Give Up the Fight


‘October 7 Will Return’: Hamas, Like Iran, Will Not Voluntarily Give Up the Fight

Khaled Abu Toameh


  • The chants matter because they reveal what speeches about peace and reconstruction conceal.
  • These slogans raise a fundamental question for anyone discussing the future of the Gaza Strip: What exactly has changed?
  • The answer is particularly important because the international framework for the Gaza Strip explicitly calls for something very different.
  • US President Donald J. Trump’s 20-point peace plan states that Gaza is to become a “deradicalized terror-free zone” that poses no threat to its neighbors. The plan calls for the decommissioning of weapons, demilitarization and the establishment of an International Stabilization Force. It also envisages a process intended to change Gazan mindsets and narratives by emphasizing tolerance and peaceful coexistence.
  • On paper, the objective is peaceful coexistence. Public gatherings are proclaiming that Gaza belongs to Hamas and rejecting international forces.
  • This is the main problem facing any attempt to transform the Gaza Strip.
  • Reconstruction can rebuild buildings. It cannot dismantle an ideology.
  • The answer will determine whether Gaza’s reconstruction becomes part of a genuine transition toward stability, or whether reconstruction takes place alongside the reorganization of the same forces that brought the Hamas terrorists to power in the Gaza Strip and the region into war.
  • Has the ideological and military foundation for another October 7 massacre actually been removed?
  • On the eve of the October 7 anniversary, the world should pay close attention when people in the Gaza Strip say they want the October 7 massacre to happen again.
  • It is crucial to remember what senior Hamas official Ghazi Hamad said shortly after the October 7 massacre: “The Al-Aqsa Flood [what Hamas calls the October 7 massacre] is just the first time, and there will be a second, a third, a fourth, because we have the determination, the resolve, and the capabilities to fight.”

Chants can be heard in the streets of the Gaza Strip during funeral processions for Hamas commanders and members killed by Israel: “October 7 will return! It is coming back!” Pictured: The funeral procession for Hamas commanders Izz al-Din al-Beik and Mohannad Abu al-Foul in Gaza City on September 29, 2026. (Photo by Faiz Qreqa/Middle East Images/AFP via Getty Images)

Nearly three years after Hamas-led terrorists invaded Israel on October 7, 2023, murdered roughly 1,200 people and abducted 251, some of the voices emerging from the Gaza Strip are sending a disturbing message: October 7 is regarded by Hamas and its supporters as an operation they plan to repeat.

Chants can be heard in the streets of the Gaza Strip during funeral processions for Hamas commanders and members killed by Israel: “October 7 will return! It is coming back!”

Others include: “Eid [holiday] for you, Eid; October 7 is the day of the Eid,” and “Gaza is all Hamas… Gaza is all Hamas.”

At one recent funeral, Hamas supporters chanted: “Listen, listen, all the people, all of Gaza is for Hamas, no international forces, only eternal Hamas.”

At another funeral they chanted:

“Put sword against sword… we are the men of Mohammad Deif!” (Referring to the slain commander-in-chief of the Al-Qassam Brigades).

“O martyr, rest, rest… we will continue the struggle!”

“Say Allah and raise your voices… either we liberate it [Palestine], or we die!”

At another procession, participants chanted: “Khaybar, Khaybar, O Jews… October 7 will return,” referring to the 628 CE Battle of Khaybar, an oasis near Medina inhabited by Jewish tribes who were besieged and defeated by forces under the Islamic Prophet Mohammed.

The chants matter because they reveal what speeches about peace and reconstruction conceal.

These slogans raise a fundamental question for anyone discussing the future of the Gaza Strip: What exactly has changed?

The answer is particularly important because the international framework for the Gaza Strip explicitly calls for something very different.

US President Donald J. Trump’s 20-point peace plan states that Gaza is to become a “deradicalized terror-free zone” that poses no threat to its neighbors. The plan calls for the decommissioning of weapons, demilitarization and the establishment of an International Stabilization Force. It also envisages a process intended to change Gazan mindsets and narratives by emphasizing tolerance and peaceful coexistence.

The Board of Peace’s July 30, 2026 roadmap, goes even further. It calls for the decommissioning of heavy weapons, military production sites, weapons depots and tunnels, and says that at the end of the process only the National Committee for the Administration of Gaza should hold, store, or control weapons in the Gaza Strip. The roadmap explicitly describes its objectives as a Gaza governed without Hamas control and without “rule by the gun,” under the principle of “One Authority, One Weapon, One Law.”

On paper, the international plan speaks about deradicalization. On the streets, the funeral chants coming from parts of the Gaza Strip present a dramatically different picture. Hamas supporters are chanting “October 7 will return.”

On paper, the objective is peaceful coexistence. Public gatherings are proclaiming that Gaza belongs to Hamas and rejecting international forces.

This does not establish that every Palestinian in the Gaza Strip shares these views. Gaza contains many Palestinians with different experiences, opinions, and political loyalties — and some perhaps afraid to express them. The continued public expression of these slogans nevertheless demonstrates that Hamas’s ideological message remains capable of mobilizing thousands of supporters in the Gaza Strip.

It is significant that there has not been a sustained, broad-based public revolt to displace Hamas as the dominant armed and political force in the Gaza Strip. There have been expressions of anger and opposition to Hamas, including calls for protests, but Hamas has demonstrated an ability to mobilize supporters publicly.

The London-based Asharq Al-Awsat newspaper reported that a planned June 26 mobilization against Hamas failed to attract significant participation, while Hamas continued to display flags and organize funerals for its members.

This is the main problem facing any attempt to transform the Gaza Strip.

Reconstruction can rebuild buildings. It cannot dismantle an ideology. New roads, hospitals, schools, housing projects, and economic opportunities cannot guarantee that the next generation will reject the ideology that produced October 7.

The deployment of international personnel cannot substitute for a fundamental change in the status of terrorist organizations such as Iran-backed Hamas and Palestinian Islamic Jihad.

Has the ideological and military foundation for another October 7 massacre actually been removed?

On the eve of the October 7 anniversary, the world should pay close attention when people in the Gaza Strip say they want the October 7 massacre to happen again.

It is crucial to remember what senior Hamas official Ghazi Hamad said shortly after the October 7 massacre:

“The Al-Aqsa Flood [what Hamas calls the October 7 massacre] is just the first time, and there will be a second, a third, a fourth, because we have the determination, the resolve, and the capabilities to fight.”


Khaled Abu Toameh is an award-winning journalist based in Jerusalem.


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com


From the Editor: The Oct. 7 Massacre, Three Years Later


From the Editor: The Oct. 7 Massacre, Three Years Later

Aaron Kliegman


A woman reacts as she visits the site of the Nova music festival, where partygoers were killed and kidnapped during the deadly Hamas-led Oct. 7, 2023, attack, on the third anniversary of the attack, near Reim, southern Israel, Oct. 7, 2026. Photo: REUTERS/Ronen Zvulun

I was on my tractor, using a bush hog to cut my front field, when I realized that the attack in Israel on Oct. 7, 2023, was something unprecedented.

Admittedly, I don’t observe Shabbat in the strictest sense, but I also try not to be plugged into the outside world. So, what started as a small trickle of information from occasional glances at my phone turned into a flood of rumors, news reports, and story fragments, as I tried to understand what was happening and the truth began to emerge.

Invasion. Massacre. Atrocities. Kidnappings. The details were blurry, but the broader picture was clear: This wasn’t another terrorist attack. This was war. And the scale of the fighting would be much bigger than the typical flare-ups in Gaza.

Israelis of course suffered the brutality of Oct. 7 directly. But for Jews in the diaspora, the massacre and the ongoing surge in global antisemitism it unleashed have traumatized the collective Jewish soul, digging deep enough to resonate globally.

All those black and white images of the Holocaust suddenly became filled with color. Textbook illustrations of medieval blood libels turned into actual people. Stories of pogroms in the Russian Empire became more than images in one’s head. These atrocities actually happened, to real people, and no matter how modern and sophisticated we think we are, there’s no law of history to prevent them from happening again.

For many Jews, the historical persecution they learned about was important abstractly but irrelevant to their lives. Sure, mobs once attacked their ancestors simply for being Jews, but that was a problem of a different world. Not here. Not now.

Practically overnight, everything changed.

Today’s Jews became part of the millennia-long story of Jew-hatred, from the Babylonian exile to the totalitarians of the last century. History became daily life, hitting Jews everywhere (often literally) as a horrific wakeup call.

The anniversary of the Oct. 7 massacre is above all a day to remember what happened in southern Israel — the scale, the brutality, and, crucially, the bravery of so many heroes — to ensure it is not forgotten and key lessons don’t fade.

However, beyond the Middle East, Oct. 7, 2023, was also a turning point for the diaspora and even the broader Western world, one of those rare dates powerful enough to divide history simply into the world before and the world after.

As readers of The Algemeiner know well, dozens of countries experienced massive surges in antisemitic incidents following Hamas’s attack, and that uptick has continued since then. Even in places where numbers have dipped over the past year, antisemitism remains well above pre-Oct. 7 levels. More troubling, the number of violent incidents has recently spiked to all-time highs in several countries. Antisemites are getting bolder and more ambitious with their hate.

This antisemitism comes in the context of a post-Oct. 7 political reality dominated by conspiracy theories and extremism.

In France and Germany, the far-left and far-right parties are both on the rise, poised to crowd out the center as they duel for power. Meanwhile, riots have broken out on the streets of France in what seems to be a uniting of leftists and Islamists to undermine the country.

In the UK, the Green Party just passed a resolution equating Zionism with racism and calling for a Palestinian state to replace Israel. That came after the Labour government sanctioned Israeli settlements, along with other European governments and Canada. Listening to the officials who announced the sanctions, you’d think these countries don’t have any problems of their own except for resolving the Israeli-Palestinian conflict.

As for the US, the Democratic Socialists of America, an objectively antisemitic organization, is attempting a not-so-hostile takeover of the Democratic Party, facing little resistance. And many Republicans, especially younger ones, are going further down the populist-isolationist pit, a descent that ends somewhere decidedly anti-conservative.

A common theme is that in all these countries, conspiracy theories are infecting more minds than ever, spurred by failure of institutions and boosted by the reach of modern technology. And if it wasn’t obvious, all conspiracy theories ultimately lead to antisemitism, the great explainer of what’s wrong with the world and why it’s always someone else’s fault. In a post-Oct. 7 world, this often takes the form of wild accusations against Israel.

Such chaos existed before, but Hamas terrorists and their Western sympathizers poured gasoline on simmering fires across the West that were already creating disunity.

The irony is that Israel will be fine. Its economy has proven remarkably resilient. Its deterrence has been restored. And its tech sector will continue to make the Jewish state an essential partner for any country wanting to be secure and prosperous in the 21st century.

Yes, Israel’s relationships with many Western governments have declined. But they’ve improved in places such as Africa, Latin America, and, most importantly, the Middle East itself. The one wild card that really matters is the US, where declining public support for Israel could become a real issue.

That important note aside, the tragedy of Oct. 7 forced Israel to once again get serious about the realities of being a small country living in the world’s most chaotic region. And it produced a younger generation of heroes who make supporters of the country hopeful for the future.

As for the West, well, Oct. 7 was also a dividing line in history. Except three years later, we see a civilization heading in the wrong direction, desperately in need of wise leadership and spiritual revival.


Aaron Kliegman is the executive editor of The Algemeiner.


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com