Archive | 2026/10/12

„JUŻ NAS NIE UCISZĄ”: DR COCHAV ELKAYAM-LEVY O 7 PAŹDZIERNIKA, NEGOWANIU ZBRODNI I WALCE O PRAWDĘ

Założycielka Cywilnej Komisji ds. 7 Października, dr Cochav Elkayam-Levy, rozmawiała z HonestReporting o wyzwaniach związanych z dokumentowaniem zbrodni popełnionych podczas masakry.


„JUŻ NAS NIE UCISZĄ”: DR COCHAV ELKAYAM-LEVY O 7 PAŹDZIERNIKA, NEGOWANIU ZBRODNI I WALCE O PRAWDĘ

Ben M. Freeman


Założycielka Cywilnej Komisji ds. 7 Października, dr Cochav Elkayam-Levy, rozmawiała z HonestReporting o wyzwaniach związanych z dokumentowaniem zbrodni popełnionych podczas masakry.


Najważniejsze wnioski:

Międzynarodowe instytucje prawne i organizacje zajmujące się prawami człowieka nie zdołały dochować zasad, do których ochrony zostały powołane, gdy nie zareagowały w odpowiedni sposób na zbrodnie popełnione podczas masakry 7 października.

Badacze dokumentujący masakrę z 7 października podjęli się niezwykle trudnego i delikatnego zadania, które obciążyło ich emocjonalnie potwornymi obrazami oraz ogromną odpowiedzialnością.

Negowanie masakry z 7 października różni się od negowania Holokaustu tym, że narracja zaprzeczająca wydarzeniom była rozpowszechniana jeszcze w czasie, gdy pogrom trwał, był filmowany i publikowany w internecie w czasie rzeczywistym, podczas gdy Holokaust zaczęto negować dopiero po fakcie.

Rankiem 7 października 2023 roku dr Cochav Elkayam-Levy przebywała ze swoim ojcem w szpitalu, gdy rozległy się syreny alarmowe. Jej grupy na WhatsAppie i Telegramie natychmiast zapełniły się wiadomościami, a media społecznościowe zostały zalane nagraniami – wiele z nich zostało sfilmowanych i udostępnionych przez sam Hamas. Cochav zaczęła je oglądać. Jako ekspertka w dziedzinie prawa międzynarodowego i praw człowieka bardzo szybko zrozumiała, że patrzy na zbrodnie przeciwko ludzkości. Ale działo się jeszcze coś. Sama widoczność przemocy stała się częścią przemocy.

„Widoczność sama w sobie stała się narzędziem terroru” – powiedziała mi.

Zbrodnie nie zostały po prostu popełnione. Filmowano je, udostępniano i oglądano, dzięki czemu przemoc wykraczała poza miejsca, w których do niej doszło. Obrazy stały się kolejnym sposobem terroryzowania Izraelczyków i Żydów, przedłużając grozę 7 października długo po zakończeniu samych ataków.

Nawet w dniu, w którym rozmawialiśmy przez telefon, Cochav z trudem mówiła o masakrze. Przez całą naszą rozmowę próbowała panować nad emocjami. Jak powiedziała, 7 października pozostaje najtrudniejszym dniem. Ale był to również dzień, który zmienił bieg jej życia.

Trzy lata później Cochav jest czołową postacią zajmującą się dokumentowaniem przemocy seksualnej i przemocy ze względu na płeć popełnionej podczas masakry 7 października. Założyła Cywilną Komisję ds. Zbrodni Hamasu przeciwko Kobietom i Dzieciom z 7 Października i kierowała pracami, których rezultatem był raport Silenced No More („Już nas nie uciszą”) – obszerne opracowanie dokumentujące systematyczną przemoc seksualną popełnioną podczas ataku oraz wobec zakładników w niewoli. Opublikowany w maju 2026 roku raport opiera się na ponad 430 zeznaniach oraz ponad 1800 godzinach materiałów wizualnych i wskazuje 13 odrębnych schematów przemocy seksualnej.

Nic z tego nie było planowane. Cochav nie zamierzała zostać śledczą ani strażniczką archiwum. Stała się nią, ponieważ zrozumiała, że dowody trzeba zabezpieczyć.

Pierwsze dowody

Cochav stopniowo uświadamiała sobie skalę przemocy seksualnej 7 października, choć jej oznaki były widoczne już pierwszego dnia. Zobaczyła nagrania Shani Louk i Naamy Levy. Jako badaczka zajmująca się feminizmem natychmiast rozpoznała, na co patrzy.

W ciągu następnego tygodnia napływały kolejne nagrania i zeznania. Cochav pamięta jeden film z początku wojny. Górna część ciała kobiety była spalona, podczas gdy dolną pozostawiono odsłoniętą. Zaczęła łączyć fakty. Nie zamierzając tego robić, zaczynała prowadzić śledztwo. Gromadziła nagrania i zeznania w miarę ich pojawiania się, dokumentując dowody przemocy seksualnej i przemocy ze względu na płeć niemal w czasie rzeczywistym.

Jednocześnie Cochav i inni izraelscy eksperci w dziedzinie praw człowieka zaczęli kontaktować się ze swoimi kolegami w Organizacji Narodów Zjednoczonych. Przekazywali informacje przedstawicielom ONZ i wzywali ich do potępienia zbrodni oraz zażądania natychmiastowego uwolnienia zakładników. Mieli nadzieję, że międzynarodowa presja może pomóc sprowadzić ich do domu.

Cochav czuła, że ma obowiązek zabrać głos. W rzeczywistości uważa, że instytucje międzynarodowe miały już dostęp do większej ilości informacji niż ona sama. Niektóre nagrania, które z trudem udało jej się odnaleźć, były już emitowane przez międzynarodowe media. Nadal przesyłała materiały, ale niemal nie było żadnej reakcji. E-maile i wiadomości pozostawały bez odpowiedzi.

Następnie izraelski kobiecy ruch protestacyjny poprosił Cochav o wystąpienie przed Komitetem ONZ ds. Likwidacji Dyskryminacji Kobiet (CEDAW). Dzień przed planowanym wystąpieniem komitet opublikował oświadczenie, w którym nie było żadnej wzmianki ani o 7 października, ani o zakładnikach.

Dla Cochav był to moment głębokiej zdrady. Zbudowała swoją karierę wokół prawa międzynarodowego i praw człowieka. Studiowała te instytucje i wierzyła w to, co miały reprezentować. Teraz, jak powiedziała, na jej oczach „runął cały mój system przekonań”.

Następnego dnia zadała komitetowi proste pytanie:

„Czy prawo międzynarodowe istnieje również dla nas jako żydowskich kobiet, dla izraelskich kobiet?”

Jeżeli te instytucje nie potrafiły teraz wystąpić w obronie izraelskich kobiet, to co właściwie znaczyło to wszystko?

Jej przemówienie rozeszło się jak burza i zainspirowało protesty na całym świecie. Ale dla Cochav jasne stało się jeszcze coś. Jeżeli świat nie zamierzał uwierzyć w to, co się wydarzyło, będą musieli tego dowieść.

Stać się strażniczką

Kilka dni po przemówieniu Cochav coś sobie uświadomiła.

„Coś jest nie tak” – pomyślała.

Ludzie nie wierzyli w to, co się wydarzyło, albo tego nie rozumieli.

„Musimy stworzyć archiwum zgodnie z najbardziej rygorystycznymi normami międzynarodowymi” – powiedziała Cochav.

W rzeczywistości archiwum już zaczęło powstawać. Ludzie przesyłali jej materiały, a nagrania i zeznania gromadziły się w jej telefonie i skrzynce e-mailowej. Wiele elementów życia Cochav sprzed 7 października zdawało się przygotowywać ją właśnie do tej pracy. Jej wiedza z zakresu prawa międzynarodowego oraz znajomość ONZ i mechanizmów ochrony praw człowieka oznaczały, że rozumiała, jak te systemy powinny działać. Widziała również, że zawodzą.

Początkowo Cochav sądziła, że zgromadzi dowody, a następnie przekaże je komuś innemu. Chciała zachować dystans wobec tego zadania, ponieważ materiały były tak potworne. Stopniowo jednak zrozumiała, że nie może po prostu oddać ich komuś innemu.

„Zrozumiałam, że to ja jestem strażniczką” – powiedziała.

Cochav do dziś odczuwa tę odpowiedzialność. Niektóre rodziny nie wiedzą dokładnie, co stało się z ich bliskimi, a ta rzeczywistość determinowała sposób, w jaki należało podchodzić do każdego przypadku. Nie było miejsca na niedbałość, gdy materiały przedstawiały ostatnie chwile prawdziwych ludzi, których rodziny nadal żyły z niewyobrażalną stratą.

Praca wywarła również ogromny wpływ na badaczy. Niektórzy dochodzili do momentu, w którym po prostu nie byli w stanie kontynuować.

„Nie mogę już tego robić” – mówili członkowie zespołu.

„Rozumiemy ich i przytulamy” – tak Cochav opisała swoją reakcję.

Ale dźwiganie tej odpowiedzialności odbiło się również na niej. Próbując wspierać ludzi wokół siebie, sama musiała znaleźć sposób, żeby iść dalej. Dla Cochav kotwicą stało się macierzyństwo. Odpowiedzialność za dzieci dawała jej siłę i poczucie celu w okresie, który był dla niej niezwykle traumatyczny.

Dziś jest silniejsza niż wtedy, gdy pisała raport, i czuje, że zaczyna wracać do siebie. Ale odpowiedzialność nie zniknęła. To, co spotkało te kobiety, musi mieć znaczenie.

„To musi się liczyć” mówi Cochav.

Niestabilność prawdy

Cochav bardzo szybko zrozumiała, że samo udokumentowanie zbrodni nie wystarczy. Będzie również musiała walczyć o to, by zostały uznane. Reakcja instytucji zajmujących się prawami człowieka pokazała to niemal natychmiast.

Wymazywanie prawdy jej nie sparaliżowało. Przeciwnie – zmobilizowało ją do działania. Przemawiając na konferencji w Hajfie, Cochav określiła to, co obserwowała, mianem „niestabilności prawdy”.

Jak powiedziała:

„Tracimy poczucie pewności co do tego, co się wydarzyło. Musimy zachować prawdę”.

Dla mnie to zdanie trafia w samo sedno tego, co wydarzyło się od 7 października. Fakty były jeszcze świeże i bolesne, gdy zaczęły pojawiać się narracje negujące lub umniejszające żydowskie doświadczenie. Cochav wiedziała, że prawdę trzeba zachować, ale nie wiedziała jeszcze, jak trudne okaże się to zadanie.

Do bardzo późnego etapu prac nie była pewna, czy uda im się opublikować raport. Cały proces musiał być rygorystyczny, a każdy materiał należało dokładnie przeanalizować. Twierdzenia zawarte w raporcie musiały wytrzymać krytyczną weryfikację, nawet gdy ciężar spoczywający na ludziach badających dowody stawał się coraz większy.

Mimo to kontynuowali.

Działacze na rzecz praw człowieka rzadko mają możliwość zakończenia takiej pracy słowami: „Udało nam się”.

Ale im się udało.

Cochav wyraźnie podkreśla, że osiągnięcie to należy nie tylko do jej zespołu, lecz także do rzeczników sprawy i aktywistów na całym świecie, którzy walczyli razem z nimi.

Teraz pojawia się pytanie, co stanie się z tym, co udało im się zachować. Dla Cochav te historie nie mogą po prostu spocząć w archiwum. To, co spotkało te kobiety, musi stać się podstawą rzeczywistych zmian.

Kiedy świat praw człowieka odwrócił wzrok

Dla Cochav jednym z największych rozczarowań po 7 października była reakcja świata praw człowieka, którego przez wiele lat sama była częścią. Niektórzy ludzie, których podziwiała — w tym osoby, które pomogły ją ukształtować jako badaczkę – po 7 października odwrócili się od Izraelczyków.

Cochav dokonuje jednak ważnego rozróżnienia.

„To ludzie, nie idee” – wyjaśniła.

Cochav nie porzuciła idei praw człowieka tylko dlatego, że zawiedli niektórzy ludzie i instytucje deklarujące ich obronę. Co ważne, nie zawiedli wszyscy.

Dzięki tej pracy Cochav poznała kobiety i osoby, które przeżyły przemoc seksualną, z całego świata – między innymi Jazydki oraz kobiety z Sudanu i Ukrainy. Wśród nich odnalazła prawdziwe siostrzeństwo i solidarność.

„Będziemy tutaj, jesteśmy tutaj, wierzymy, jesteśmy razem w tej walce” — powiedziała.

Przed publikacją Silenced No More prace nad raportem otrzymały poparcie Hillary Clinton, czołowych ekspertów prawnych oraz byłych przedstawicieli ONZ. Ich wsparcie miało znaczenie większe niż symboliczne. Stanowiło ważne potwierdzenie wiarygodności ze strony osób posiadających autorytet w dziedzinie prawa międzynarodowego, praw człowieka i polityki.

Po doświadczeniu milczenia instytucji, którym ufała, to uznanie miało dla Cochav ogromne znaczenie. Stało się częścią procesu gojenia ran.

Negowanie w czasie rzeczywistym

W mojej nadchodzącej książce pisałem o negowaniu wydarzeń z 7 października jako próbie wymazania żydowskiego doświadczenia. Opisałem je jako zjawisko analogiczne do negowania Holokaustu.

Chciałem dowiedzieć się, jak Cochav rozumie to zjawisko po trzech latach osobistego mierzenia się z nim.

Dostrzega ważne podobieństwo, ale również przerażającą różnicę.

Negowanie 7 października zaczęło się, gdy wydarzenia 7 października wciąż trwały.

Masakra była filmowana, nagrania trafiały do internetu, a ludzie na całym świecie mogli obserwować, co się dzieje. Mimo to niemal natychmiast pojawiło się zaprzeczanie.

Holokaust zaczęto negować po fakcie.

7 października negowano w trakcie jego trwania.

Dla Cochav mówi to coś o tym, jak krucha stała się prawda. Technologia sprawiła również, że negowanie faktów stało się bardziej wyrafinowane. Mamy dostęp do większej liczby dowodów, niż poprzednie pokolenia mogłyby sobie wyobrazić, a jednak niekoniecznie ułatwiło to ustalanie prawdy.

Jest jeszcze jeden aspekt, który Cochav uważa za szczególnie niepokojący. Holokaust przyczynił się do powstania międzynarodowego systemu ochrony praw człowieka, jaki znamy dzisiaj. Tymczasem, jej zdaniem, niektóre instytucje, którym powierzono ochronę tych praw, pomogły stworzyć warunki umożliwiające rozprzestrzenianie się negowania wydarzeń z 7 października.

W Silenced No More Cochav i jej współpracownicy określają 7 października jako atak o charakterze ludobójczym. Raport analizuje również zbrodnie wojenne i zbrodnie przeciwko ludzkości popełnione tego dnia.

Dla Cochav kwestia zamiaru ludobójczego wynika z samych dowodów. W archiwum znajdują się materiały, na których terroryści popełniają zbrodnie, jednocześnie wyrażając taki zamiar.

„Był to atak o wyraźnie ludobójczym charakterze” – powiedziała mi. „Istniał zamiar dokonania ludobójstwa”.

Co zapamiętamy

Trzy lata później zapytałem Cochav, co chciałaby, aby świat zapamiętał z 7 października.

Chce, żeby ludzie zrozumieli, co Silenced No More ustalił na temat przemocy seksualnej popełnionej tego dnia. Nie była ona czymś przypadkowym. Jak przekonuje, dowody wskazują, że była zaplanowana i dokonywana z niezwykłym okrucieństwem.

Ale nie na tym chciała zakończyć.

Po wszystkim, co widziała, Cochav nadal wierzy w dobro.

Powiedziała mi, że tym, co pozwoliło jej tak długo dźwigać ten ciężar, było pamiętanie, iż „na tym świecie jest tyle samo dobra, ile jest zła”.

To dobro trzeba chronić.

„Musimy walczyć, żeby ocalić dobro” – powiedziała Cochav i wierzy, że nam się uda.

„Powstaniemy. Już czuję to w kościach”.

Wierzę jej.

Przeprowadzenie wywiadu z Cochav jest dla mnie wielkim zaszczytem, ale jeszcze większym jest możliwość nazywania jej moją przyjaciółką. Pod koniec naszej rozmowy sam z trudem powstrzymywałem łzy, próbując powiedzieć jej, jak wiele jej praca znaczy dla mnie i dla tak wielu innych ludzi.

„Cochav, chcę ci podziękować” – powiedziałem. „Dziękuję ci za pracę, którą wykonałaś, za historie, które ocaliłaś, oraz za to, że nie pozwoliłaś, by temu, co spotkało te kobiety i ich rodziny, zaprzeczono albo by zostało to wymazane. Mamy wobec ciebie ogromny dług wdzięczności”.

Cochav wzięła odpowiedzialność za historie, które nigdy nie powinny były potrzebować strażnika.

Ale ponieważ to zrobiła, nie można ich wymazać.


Ben M. Freeman – Założyciel współczesnego ruchu Jewish Pride (Żydowskiej Dumy), Ben M. Freeman jest autorem książek Jewish Pride: Rebuilding a People (2021), Reclaiming Our Story: The Pursuit of Jewish Pride (2022) oraz The Jews: An Indigenous People (2025).

Jego działalność, której celem jest edukowanie, inspirowanie i wzmacnianie innych, koncentruje się na żydowskiej tożsamości oraz historycznej i współczesnej nienawiści wobec Żydów. Jako badacz Holokaustu z ponad piętnastoletnim doświadczeniem Freeman zyskał rozgłos podczas kryzysu związanego z antysemityzmem w brytyjskiej Partii Pracy pod przywództwem Jeremy’ego Corbyna i szybko stał się jednym z czołowych żydowskich myślicieli swojego pokolenia oraz jednym z najważniejszych głosów sprzeciwiających się nienawiści wobec Żydów.

Link do oryginału: https://honestreporting.com/silenced-no-more-dr-cochav-elkayam-levy-on-october-7th-denial-and-the-fight-for-truth/

Honest Reporting, 7 października 2026


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com


Zionist parties unite against Palestinian state in JNS election debate


Zionist parties unite against Palestinian state in JNS election debate

Steve Linde


Eight of nine parties represented opposed Palestinian statehood, while opposition parties split over their choice for prime minister.

Representatives of nine Israeli political parties participated in the JNS-Yad L’Olim English-language election debate ahead of the Oct. 27 elections, Oct. 11, 2026. Credit: JNS.

Representatives from eight of nine Zionist Israeli political parties participating in an English-language election debate aired on Sunday rejected the establishment of a Palestinian state, revealing a striking degree of consensus ahead of the Oct. 27 election.

The JNS-Yad L’Olim debate, moderated by former Knesset member Dov Lipman, founder and CEO of Yad L’Olim, and JNS columnist and TV host Ruthie Blum, brought together representatives from nine parties spanning much of Israel’s political spectrum.

Participating were Diaspora Affairs and Combating Antisemitism Minister Amichai Chikli (Likud), Alex Rif (Yashar), MK Moshe Tur-Paz of Together (B’Yachad), MK Simcha Rothman (Religious Zionist Party), MK Oded Forer (Yisrael Beiteinu), MK Gilad Kariv (The Democrats), Yishai Fleisher (Otzma Yehudit), Fleur Hassan-Nahoum (Amcha Yisrael) and former MK Einat Wilf (Reservists-Economic Party).

Asked for a simple yes-or-no answer on whether they supported the establishment of a Palestinian state, Hassan-Nahoum was the most emphatic.

“It’s a hell no,” she said.

Forer said, “No, definitely not,” while Fleisher said his party would “fight it tooth and nail.”

The Religious Zionist Party’s Rothman responded, “No, no, no.” Tur-Paz of Together said: “Clearly no. The clear answer is no.”

Chikli said Likud opposed a Palestinian state in any form, while Rif also rejected the idea.

Wilf initially declined to give a yes-or-no response, arguing that the deeper issue was Palestinian rejection of Zionism.

“The only reason there is no Palestinian state is not because any right-wing party ever prevented it or any leader prevented it,” she said. “It doesn’t exist because the Arabs have never wanted a state for themselves if it has to live next to a Jewish state.”

Lipman interpreted Wilf’s response as a “no.”

The unusual degree of agreement over Palestinian statehood contrasted sharply with disagreements elsewhere in the debate, particularly over the future of Gaza, the drafting of haredim into the IDF, responsibility for the failures surrounding the Oct. 7, 2023, Hamas-led massacre and who should lead Israel after the election.

The only representative not to reject Palestinian statehood during the debate was The Democrats’ MK Gilad Kariv, who was temporarily disconnected when the question was put to him and did not respond. Kariv has expressed support in the past for a two-state solution, arguing that Israel should ultimately agree to a demilitarized Palestinian state as part of a broader regional agreement.

Gaza after Oct. 7

The candidates broadly agreed that Hamas must not be allowed to rebuild its military capabilities but differed over how Gaza should be handled.

Hassan-Nahoum outlined a plan promoted by Amcha Yisrael leader and retired IDF Brig. Gen. Ofer Winter that would separate Gaza’s civilian population from Hamas, establish a weapons-free area and leave Israel as the sole provider of humanitarian supplies before moving militarily against the remaining terrorists.

A second stage, she said, would facilitate voluntary emigration for Gazans who want to leave.

“We have a plan and we will implement it, and that is how you win the war in Gaza,” she said.

Chikli blamed the Oct. 7 massacre on policies dating back to the Oslo Accords and Israel’s 2005 disengagement from Gaza, as well as the 2011 Gilad Shalit prisoner exchange.

“The mission is to keep the yellow line and to control Gaza and to not allow Hamas to raise his head,” he said, adding that Israel must continue eliminating Hamas commanders.

Rif accused Israeli Prime Minister Benjamin Netanyahu of failing to translate Israel’s military achievements into lasting strategic change.

“We will not buy temporary quiet while Hamas prepares the next Oct. 7,” she said, calling for Hamas’s military and governing capabilities to be dismantled and for Israel to retain freedom of military action in Gaza.

Forer called for Israel to end its responsibility for supplying Gaza with electricity, water and humanitarian aid, while Fleisher advocated Israeli control and eventual resettlement of the territory.

Tur-Paz said the overriding goal must be to disarm Hamas and argued that Egypt and the United Arab Emirates should play a role in postwar Gaza rather than Qatar and Turkey.

Rothman said the challenge was not merely adopting tough policies toward Hamas but forming a governing coalition capable of carrying them out, arguing that parties dependent on political partners opposed to such policies would be unable to do so.

Kariv said the government that was in power on Oct. 7 could not be entrusted with shaping Israel’s future security policy.

“Those people led us into Oct. 7,” he said. “They cannot lead the State of Israel after what happened.”

Haredi draft takes center stage

The candidates also sparred over one of the election campaign’s most divisive domestic issues: military service for haredi men.

Forer proposed requiring every Israeli citizen to report for service from the age of 18, with the IDF selecting those it needs and others performing national service in institutions such as the police, fire service and hospitals.

“If you are not serving, you will not get anything from the state,” he said.

Tur-Paz said a Naftali Bennett-led government would cut state funding for those who refuse to serve and redirect resources to Israelis who do serve.

Hassan-Nahoum advocated a combination of incentives and sanctions, arguing that Israelis who serve should receive greater state benefits.

“Everybody in this country has to serve if they want to be full citizens, getting full rights,” she said.

Rothman and Fleisher both argued that greater haredi enlistment should be achieved through gradual social change and incentives rather than coercion.

Kariv said the gradual approach to haredi enlistment was no longer adequate after Oct. 7, while Chikli said enlistment was already rising and accused previous governments of advancing weaker legislation.

Wilf called for universal service encompassing men and women, Jews and Arabs, with those not required by the IDF performing other forms of national service.

Who should lead Israel?

The question of who should serve as prime minister exposed a sharp contrast between the two political blocs.

All four representatives of parties in the right-wing bloc—Likud, the Religious Zionist Party, Otzma Yehudit and Amcha Yisrael—said they would recommend Netanyahu for prime minister.

Chikli said Netanyahu, “obviously,” while Fleisher said Otzma Yehudit would support the Likud leader but seek to “keep him strong and to the right.” Hassan-Nahoum also backed the prime minister as leader of the right-wing bloc, while Rothman said his party would support Netanyahu while pushing the government further on settlement, judicial reform and other issues.

Opposition representatives, by contrast, were divided over whom to recommend for premier.

Rif said Yashar would recommend its leader, former IDF Chief of Staff Gadi Eisenkot, while Tur-Paz backed former Prime Minister Naftali Bennett, leader of Together.

Forer said his preference was Yisrael Beiteinu leader Avigdor Liberman, but he added that the four Zionist opposition parties should decide after the election who should head the government.

Kariv said The Democrats would back the opposition candidate best positioned to replace Netanyahu, adding that “right now it looks like Gadi Eisenkot.”

Wilf declined to name a specific candidate, saying the Reservists-Economic Party would support the candidate who could secure the backing of the largest number of Zionist Knesset members.

Oct. 7 inquiry

The candidates also split over how the failures surrounding the Oct. 7 massacre should be investigated.

Rif, Wilf, Kariv, Forer and Tur-Paz supported establishing a state commission of inquiry, the statutory mechanism used to investigate major national failures.

Chikli, Rothman, Fleisher and Hassan-Nahoum opposed allowing the judiciary to determine the makeup of such a commission, instead calling for a mechanism that would command broad support across the political divide.

Wilf said a state commission was the only existing investigative mechanism with sufficient legal authority.

“The fact that we’re debating it is a travesty,” she said.

Rothman countered that the judiciary should not be given a role in choosing the commission.

“The justice system in Israel is involved in security decisions. That’s why this justice system cannot be in charge of investigating itself,” he said.

He proposed a commission that would have the support of 80 Knesset members from both the coalition and opposition.


Watch the debate here.


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com


New Holocaust Restitution Laws Prompt Two Lawsuits Demanding Return of Nazi-Looted Art


New Holocaust Restitution Laws Prompt Two Lawsuits Demanding Return of Nazi-Looted Art

Shiryn Ghermezian


A drone view of the “Arbeit macht frei” gate at the former Auschwitz concentration camp ahead of the 80th anniversary of its liberation, Oswiecim, Poland, Jan. 10, 2025. Photo: REUTERS/Kacper Pempel

Two lawsuits filed in California on Monday demand prominent museums to return Nazi-looted artwork to the heirs of its rightful owners, following the passing of two laws supporting US-based claims for items stolen during the Holocaust.

One lawsuit was filed in federal court in Los Angeles by the daughters of Auschwitz survivor Dina Gottliebova Babbitt, who was forced to paint for Nazi physician and war criminal Josef Mengele. Her daughters are suing the Auschwitz-Birkenau Memorial and Museum in Poland and demanding the return of seven watercolor paintings Babbitt was forced to paint of fellow Auschwitz prisoners. At least six of the seven watercolors are signed and dated by the artist “Dinah 1944,” according to the lawsuit. Babbitt survived the Holocaust and lived in California until her death in 2009. She worked for nearly 20 years as an animation assistant for Hollywood studios including MGM and Warner Bros.

The Auschwitz-Birkenau Memorial and Museum has repeatedly refused to return the paintings to the Holocaust survivor or her daughters even after admitting that she was the artist, according to the lawsuit. Babbitt’s daughters are asking for the return of their mother’s artwork as well as monetary damages under California law against the Auschwitz-Birkenau Memorial and Museum for its refusal to return the paintings for decades.

The Auschwitz Memorial previously said that the artworks, which they claim were “purchased legally and in good faith” in the 1960s, “should remain in the museum as part of the camp heritage and as documentation of the criminal activities of Dr. Mengele.”

Also filed this week in Los Angeles Superior Court was a lawsuit by the Jewish Federation of Greater Los Angeles and its Board Chair Daniel Gryczman against the Norton Simon Museum in Pasadena, California. The federation is asking the museum to return “Adam and Eve,” a pair of life-sized 16th-century masterpieces by Lucas Cranach the Elder that were stolen by Nazi leader Hermann Göring from prominent Dutch Jewish art dealer and collector Jacques Goudstikker in 1940. When Goudstikker fled the Netherlands soon after the Nazi invasion in May 1940 with his family, his entire art collection was confiscated by the Nazis.

The “Adam and Eve” paintings were later recovered by Allied forces after World War II and given to the Dutch government, before eventually being sold to the Norton Simon Museum. The Jewish Federation of Greater Los Angeles has promised to use the majority of the net proceeds from the recovered art to provide financial assistance for impoverished Holocaust survivors living in the Los Angeles area. The Norton Simon Art Foundation had said previous courts ruled that the foundation “does in fact hold proper legal title” to the paintings.

The lawsuits argue that their claims should be considered because of two new laws, one passed by California lawmakers in 2024 and the other signed into law by US President Donald Trump earlier this year.

California Code of Civil Procedure Section 338.2 states that California residents can take legal action for the restitution of artwork or other personal property that was “taken or otherwise lost as a result of political persecution.” The law specifies that legal ownership of the stolen item cannot be transferred and its rightful owners do not lose their right to own the item.

The law was created as part of Assembly Bill 2867, which declared: “It is the intent of the Legislature to align California law with federal laws, policies, and international agreements, which prohibit pillage and seizure of works of art and cultural property, and call for restitution of seized property.”

The bill was passed unanimously by both the Assembly and Senate, and signed by California Gov. Gavin Newsom in September 2024. Section 338.2 gives California residents two years, from the date of their filed claim, to recover the stolen art.

The nonprofit organization Art Ashes spearheaded efforts that led to the passage of the 2025 Holocaust Expropriated Art Recovery (HEAR) Act in the US Congress. It passed the US House and Senate unanimously, and was signed into law by Trump in April.

When advocating for the 2025 HEAR Act before the Congress, Art Ashes founder Joel Greenberg said the law was vital “not only because of the justice it would serve for individual families, but because the law will help foster accurate documentation of the true horrors of the Holocaust, and serve as an important force to combat the explosion of antisemitism and Holocaust denial here and around the world.”

“Looting art and other assets from Jewish families was an essential part of Hitler’s plan to annihilate the Jewish people, and eradicate all traces of Jewish life and culture,” Greenberg said. “Museums’ insistence on keeping artworks taken in the Holocaust perpetuates the crimes of the Nazi regime, and demeans the memory of six million Jewish souls. The people of California should be proud that their lawmakers, acting in concert with US treaties, laws, policies, and international agreements, have drawn the bright lines in Section 338.2, and will not allow this to happen.”


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com