Archive | 2026/10/17

Jak komunizm zabija życzliwość

Członkowie Czerwonej Gwardii podczas marszu w Szanghaju, 1967. (Źródło: Wikipedia.)


Jak komunizm zabija życzliwość

Rob Henderson


W 1974 roku Simon Leys opublikował książkę „Chinese Shadows” pod pseudonimem, aby chronić się przed promaoistowskimi intelektualistami. Opisał w niej sposoby myślenia, które dziś mają się znakomicie w Ameryce.

Komunizm zyskuje w Ameryce na popularności. Co więcej, jest otwarcie wychwalany.

Na nieco ponad miesiąc przed wyborami do Kongresu co najmniej ośmioro kandydatów otwarcie prezentujących socjalistyczne poglądy ma duże szanse na zdobycie mandatów. W sondażach zdecydowanie wyprzedzają swoich przeciwników w stanach od Nowego Jorku po Kolorado.

Uważacie, że socjalizm nie ma nic wspólnego z komunizmem? Zastanówcie się jeszcze raz. Niemal połowa członków kierownictwa Demokratycznych Socjalistów Ameryki (DSA) określa siebie mianem komunistów. Jak informował tego lata Stu Smith: „Członkowie o komunistycznych przekonaniach politycznych mają obecnie znaczący wpływ na kierownictwo DSA”. W biuletynie z grudnia 2025 roku członkowie frakcji Red Star Caucus, działającej w ramach DSA, świętowali 132. rocznicę urodzin Mao Zedonga.

Wszystko to rodzi naturalne pytania: skąd bierze się ta rewolucyjna fascynacja? I dokąd nas zaprowadzi, skoro stopniowo przenika do kręgów sprawujących władzę?

Najlepszym przewodnikiem, który pomoże zrozumieć te kwestie, jest książka opublikowana ponad 50 lat temu pod pseudonimem. Autor obawiał się bowiem, co mogliby mu zrobić promaoistowscy intelektualiści, gdyby odkryli, kto ją napisał.

Simon Leys, którego prawdziwe nazwisko brzmiało Pierre Ryckmans, był belgijsko-australijskim badaczem chińskiej sztuki i literatury. W 1974 roku opublikował książkę „Chinese Shadows”, będącą świadectwem kulturowego i politycznego spustoszenia, jakie zaobserwował w Chinach w latach następujących po rewolucji kulturalnej.

Książka pełna jest spostrzeżeń, które dziś wydają się niepokojąco aktualne. Jedno z nich, do którego jeszcze wrócę, jest najbardziej przejmującą rzeczą, jaką kiedykolwiek przeczytałem o tym, co terror polityczny robi z ludzką duszą. Niemal wszystkie te obserwacje opisują sposoby myślenia, które nie umarły wraz z Mao. Przeciwnie, są dziś obecne w Ameryce.

Zacznijmy od odrobiny historii.

Rewolucja kulturalna rozpoczęła się dlatego, że Mao Zedong chciał pozbyć się rywali w kierownictwie partii komunistycznej. Zwrócił się więc do radykalnych studentów, dając im przyzwolenie na atakowanie wszelkich autorytetów z wyjątkiem jego własnego.

Funkcjonariusze partyjni podżegali tych młodych bojowników, którzy napadali na domy „wrogów klasowych” i czynili z nich społecznych wyrzutków. Nastąpiły przemoc, grabieże, usankcjonowanie nienawiści oraz publiczne oskarżanie członków rodzin, przyjaciół, sąsiadów i współpracowników.

Kiedy rozmiary katastrofy stały się niemożliwe do ukrycia, Mao i przedstawiciele reżimu odcięli się od własnych bojowników, twierdząc, że za okrucieństwa odpowiadała „skrajna lewica”.

Brzmi znajomo?

Amerykanie byli świadkami łagodniejszej wersji tego zjawiska latem 2020 roku. Zamieszki i grabieże spowodowały wówczas straty szacowane na miliard do dwóch miliardów dolarów. W tym samym czasie wpływowi przedstawiciele świata polityki i mediów bagatelizowali zniszczenia.

Niektórzy czołowi politycy szybko zaczęli przekonywać, że za zniszczenia nie odpowiadali mieszkańcy ich własnych społeczności. Gubernator Minnesoty Tim Walz, późniejszy kandydat Demokratów na wiceprezydenta w 2024 roku, szacował, że 80 procent sprawców przybyło spoza stanu. Z kolei burmistrz Minneapolis Jacob Frey oświadczył, że „ludzie, którzy to robią, nie są mieszkańcami Minneapolis”.

Dokumentacja policyjna dotycząca zatrzymań wykazała coś przeciwnego.

Choć skala wydarzeń była inna, mechanizm pozostawał ten sam: najpierw pobłażanie, a następnie nieszczere odcinanie się od sprawców, kiedy szkody zostały już wyrządzone.

Na tym podobieństwa się nie kończą.

Leys pisał, że w XX wieku rządy komunistyczne często wybielały własną historię i swoich przywódców, niesłychanie oszczędnie posługując się prawdą.

Na przykład Mao wychował się w zamożnej rodzinie właścicieli ziemskich, ale przedstawiano go jako „przedstawiciela klasy robotniczej”. Natomiast wrogów reżimu, nawet tych, którzy dorastali w skrajnej nędzy, niezmiennie opisywano jako ludzi „wywodzących się z bogatych rodzin kapitalistycznych”.

I oto pojawia się Zohran Mamdani, syn profesora prestiżowego uniwersytetu należącego do Ligi Bluszczowej oraz wielokrotnie nagradzanej reżyserki. Prowadził kampanię wyborczą na burmistrza jako rzecznik nowojorskiej klasy robotniczej.

Ruch socjalistyczny, który za nim stoi, opiera się w mniejszym stopniu na robotnikach, a w większym na ludziach z wyższym wykształceniem.

W tych kręgach przynależność klasowa jest przede wszystkim kwestią politycznego kostiumu, który się przywdziewa, a nie obiektywnych warunków materialnych własnego życia. Propagandyści Mao doskonale to rozumieli. Podobnie jak zespół Mamdaniego odpowiedzialny za media społecznościowe.

Chociaż podobieństw między książką Leysa a współczesnością jest mnóstwo, jeden fragment szczególnie zasługuje na zapamiętanie.

Pochodzi z części, w której Leys zauważa, że komunizm przekształcił chińską kulturę – niegdyś gościnną, serdeczną i pełną ludzkiego ciepła – w kulturę chłodną, wysterylizowaną i wyobcowaną.

„Reżim maoistowski jedynie powtórzył doświadczenia sowieckie” – pisze Leys, przytaczając opis życia pod rządami Józefa Stalina autorstwa rosyjskiej pisarki Nadieżdy Mandelsztam:

„Niegdyś było wielu dobrych ludzi, a nawet ci niedobrzy udawali dobrych, ponieważ tak wypadało. […] Wszystko, co widzieliśmy w naszych czasach – wywłaszczenie kułaków, walka klasowa, nieustanne «demaskowanie» ludzi, doszukiwanie się ukrytych motywów każdego działania – nauczyło nas, że możemy być wszystkim, byle tylko nie być dobrymi”.

Innymi słowy, życzliwość trzeba pielęgnować, a dzieje się tak tylko wtedy, gdy istnieje na nią zapotrzebowanie. Reżim, który nagradza donosicielstwo, będzie produkował donosicieli.

Odrzućcie tę drobną i szybko przemijającą satysfakcję, jaką daje przyłączenie się do internetowej nagonki. Okażcie współczucie ofierze przemocy, nawet jeśli nie podzielacie jej przekonań.

Dlaczego życzliwość umiera pod rządami komunizmu?

W Chinach Mao pierwszym sygnałem było to, że sama życzliwość stała się podejrzana. Współczucie było dozwolone, ale wyłącznie wobec właściwych ludzi. Można było litować się nad biednym chłopem, pod warunkiem że nie posiadał żadnego majątku. Nie wolno było natomiast współczuć córce właściciela ziemskiego.

W 1942 roku marksistowski pisarz Wang Shih-wei skrytykował szczególne przywileje, z jakich korzystali przywódcy partyjni w Yan’anie. Zakończył swój esej przeprosinami za to, że tak wiele pisał o „uczuciach” i „ludzkim cieple”. Czy nie było to, zastanawiał się, przejawem jego „drobnomieszczańskiej sentymentalności”?

Pięć lat później został stracony.

Ten sam mechanizm występował w stalinowskim Związku Radzieckim.

W książce „The Status Game” brytyjski autor Will Storr opisuje ludzi wysyłanych do odbierania chłopom ziemi i dobytku w ramach przymusowej kolektywizacji.

Pouczano ich: „Wyrzućcie przez okno swój burżuazyjny humanitaryzm i postępujcie jak bolszewicy godni towarzysza Stalina”.

Jeden z tych ludzi, Lew Kopielew, poruszony krzykiem dzieci, karcił samego siebie za odczuwanie litości.

Jak pisze Storr: „Prestiż zdobywało się przez aktywne tłumienie naturalnego ludzkiego współczucia”.

Społeczeństwo, które gloryfikuje okrucieństwo, będzie miało go coraz więcej.

Dzisiaj mamy własną klasyfikację określającą, komu wolno współczuć.

Kiedy w grudniu 2024 roku Brian Thompson, dyrektor generalny UnitedHealthcare, został zastrzelony na chodniku na Manhattanie, 41 procent wyborców poniżej trzydziestego roku życia uznało to zabójstwo za dopuszczalne. Domniemany zabójca stał się dla nich bohaterem.

Kiedy we wrześniu ubiegłego roku zamordowano Charliego Kirka, wielu progresywistów spierało się o to, czy zasługiwał na żałobę.

Logika w obu przypadkach przypominała mechanizm opisany przez Leysa.

Najpierw ustalamy, kogo można uznać za ofiarę. Następnie decydujemy, kto zasługuje na współczucie. Jeśli ktoś należy do niewłaściwej kategorii, właściwą reakcją staje się okrucieństwo, a nie życzliwość.

Co Leys proponuje nam w zamian?

Pokładał nadzieję w zwykłych ludziach.

Opisuje na przykład spotkanie z młodym kustoszem muzealnym na zapleczu sklepu z dziełami sztuki. Kustosz rozwinął przed nim kilkanaście zakazanych obrazów. Od czasu do czasu zaglądali tam pracownicy sklepu, żeby obejrzeć malowidła, „jak gdyby świadomi, że uczestniczą w jakimś potajemnym rytuale”.

Leys pragnął, jak sam pisał, „podziękować im za to, że byli po prostu sobą” – ludźmi gotowymi zaryzykować karę dla samej przyjemności obcowania z pięknem.

Leys wymyślił nawet pewien test, który pozwalał mu sprawdzić, kto spośród otaczających go ludzi jest zdolny do samodzielnego myślenia.

Pytał, w którym miejscu Chin najbardziej chcieliby mieszkać.

Większość udzielała obowiązującej odpowiedzi: tam, gdzie mogliby najlepiej „służyć ludowi”.

Od czasu do czasu ktoś jednak odpowiadał, że w regionie słynącym z przyjemnego klimatu albo w konkretnym mieście, w którym mieszkali członkowie jego rodziny.

Leys zwracał uwagę na takich ludzi, ponieważ odważyli się przyznać, że kochają jakieś miejsce lub jakąś osobę z własnych, osobistych powodów.

Jak zauważył George Orwell w 1946 roku, troska o zwyczajne sprawy, niemające nic wspólnego z ideologią, może sprawić, że „pokojowa i przyzwoita przyszłość stanie się odrobinę bardziej prawdopodobna”.

Odrzućcie tę drobną i szybko przemijającą satysfakcję, jaką daje przyłączenie się do internetowej nagonki. Okażcie współczucie ofierze przemocy, nawet jeśli nie podzielacie jej przekonań. Dostrzegajcie ludzi, którzy nie dali się zniewolić ideologii, i zaprzyjaźniajcie się z nimi.

Wszystkie te postawy warto dziś przyjąć.

Leys nie bez powodu pisał pod pseudonimem.

Ówczesna zachodnia inteligencja, w znacznej mierze promaoistowska, była wściekła, że uczciwie opisywał swoje obserwacje dotyczące reżimu. Ostatecznie jego przeciwnicy wytropili go i ujawnili jego prawdziwą tożsamość.

Nie był zaskoczony.

Doszedł do wniosku, że zachodnie pochwały komunizmu były „abstrakcyjną projekcją ideału, utopią, która pozwala im potępiać wszystko, co złe na Zachodzie, bez konieczności podejmowania wysiłku samodzielnego myślenia”.

Członkowie DSA, którzy wznosili toasty z okazji 132. rocznicy urodzin Mao, nigdy nie mieszkali w kraju, którym rządził. Leys mieszkał.

Mao obiecywał usunąć reakcyjne siły uciskające masy. W rzeczywistości zniszczył muzea, biblioteki, intelektualistów, powieściopisarzy – a także samą życzliwość.

Leys ukrywał swoje nazwisko, aby móc powiedzieć prawdę o reżimie, który karał za uczciwość i życzliwość.

Każdy porządek społeczny kształtuje takie postawy, jakie nagradza.

Pytanie, które warto sobie zadać, brzmi: jakie postawy nagradzamy dzisiaj?


Link do oryginału:

The Free Press
How Communism Kills Kindness
Communism is on the rise in America. More than that: It is being celebrated…
Read more

The Free Press, 25 września 2026

Rob Henderson jest autorem bestsellerowej książki „Troubled: A Memoir of Family, Foster Care, and Social Class”. Uzyskał doktorat z psychologii na Uniwersytecie Cambridge i jest starszym pracownikiem naukowym Manhattan Institute.


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com


Netanyahu’s Secret UAE Visit Matters for the Middle East


Netanyahu’s Secret UAE Visit Matters for the Middle East

Vaasu Sharma


Israel’s Prime Minister Benjamin Netanyahu speaks during a ceremony commemorating Israel’s Remembrance Day for fallen soldiers, or Yom HaZikaron, at the Military Cemetery on Mount Herzl in Jerusalem, April 21, 2026. Photo: ILIA YEFIMOVICH/Pool via REUTERS

The most significant diplomatic developments in the Middle East are not always announced publicly. Sometimes their importance is revealed only after the meeting has taken place.

One such event is Israeli Prime Minister Benjamin Netanyahu’s secret visit to Abu Dhabi and his meeting with UAE President Sheik Mohamed bin Zayed Al Nahyan. Later, the UAE confirmed the visit, saying the two leaders discussed bilateral relations and measures to enhance and develop them. Additionally, reports suggest that the discussions were significantly influenced by regional security, with Iran being a particular focus.

Two distinct narratives have emerged around Netanyahu’s visit, and they must be differentiated. The first pertains to allegations made by journalists Shlomi Eldar and Ruthie Yuval that MBZ forewarned Netanyahu of a potential significant Hamas attack prior to Oct. 7, 2023. Netanyahu has vigorously disputed the claim and termed the article untrue. The second is related to the strategic relationship between Israel and the UAE, and the broader regional context in which the meeting took place. This is the more critical issue in terms of comprehending the visit’s significance.

The UAE has consistently pursued its own diplomatic calculations, maintaining communication with various Israeli political actors rather than establishing a relationship with a single government. As Israeli political analyst Amit Segal (2026) notes, Emirati officials have engaged with multiple Israeli political figures, reflecting Abu Dhabi’s preference for maintaining long-term strategic relationships rather than becoming directly involved in Israeli political competition.

There have nevertheless been points of friction. Still, Netanyahu’s visit should therefore be understood not simply through the prism of Israeli domestic politics, but within the broader strategic relationship that has developed between Jerusalem and Abu Dhabi.

The more significant narrative, however, transcends the political sensitivities associated with the visit. It is rooted in the strategic scenario that is drawing Israel and the UAE closer. Both nations are increasingly finding themselves in a regional security landscape that is influenced by Iran, its military capabilities, proxy networks, and the vulnerability of critical infrastructure and maritime routes.

For the UAE, this threat is particularly geographical. The Strait of Hormuz serves as a crucial lifeline for both the Emirates and the world economy. Any extended interruption to the waterway can have a direct impact on the UAE’s economic security, trade, and energy exports. The crisis with Iran has illustrated how rapidly regional tensions may turn into direct security and economic dangers for Gulf governments.

On the other hand, Israel confronts the Iranian challenge from a distinct perspective; however, the fundamental concern is the same. Tehran’s missile and nuclear prowess, its array of regional proxies, and its endeavors to augment its influence throughout the Middle East have become a vital element in Israel’s security assessments. Iran has become more than just a diplomatic issue for both Jerusalem and Abu Dhabi, it is part of a broader strategic calculus of military force, intelligence, maritime security, and regional power

This convergence is significant because it provides the Israel-UAE relationship with a strategic foundation that extends beyond the initial logic of normalization. Their collaboration is progressively motivated not solely by the economic benefits each nation can derive from the other, but also by their joint capabilities to address a shifting regional security landscape.

Pakistan is affected by this evolving regional environment as well. For decades, Islamabad has depended heavily on its Gulf contacts while portraying itself as a key player in the larger Muslim world. Saudi Arabia and the United Arab Emirates have played critical roles in Pakistan’s economic and diplomatic development. However, the evolution of Israel-UAE relations illustrates that Gulf governments are increasingly willing to pursue their own strategic interests, even if those objectives do not line with Pakistan’s long-held political aspirations.

For India, the advancement of relations between Jerusalem and Abu Dhabi holds a uniquely different importance. New Delhi has maintained robust strategic partnerships with Israel and the UAE. Over the last decade, cooperation between the two countries has grown in counterterrorism, intelligence, defense technology, trade, investment, and marine security. India’s interests in the region are therefore intersected by a more profound strategic relationship between the UAE and Israel.

The geographical connection is particularly vital in this scenario. India’s energy security and commercial interests are inextricably linked to the Gulf, and its marine interests span the Arabian Sea, the Gulf of Aden, and the larger Indian Ocean. Therefore, expanding security cooperation among Israel, the UAE, and other regional partners may have repercussions that extend beyond West Asia. For New Delhi, the emerging regional architecture presents opportunities for increased collaboration without necessitating that India become a member of a formal alliance structure. Concurrently, India can pursue its own strategic autonomy while engaging with Israel, the UAE, and other Gulf states.

The significance of Netanyahu’s visit lies in what it reveals about the relationship between Israel and the UAE. What began with diplomatic normalization has developed into a relationship increasingly shaped by shared security concerns, economic interests, and strategic calculations. Despite political differences, both countries have continued to see value in maintaining close engagement as the regional threat environment evolves. The visit therefore reflects a relationship that is moving beyond normalization toward deeper strategic coordination. For Israel and the UAE, the partnership is increasingly defined not only by what they can build together, but also by the security challenges they increasingly face together.


The author is a graduate student at the University of Haifa.


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com


Chicago Museum Returns Nazi-Looted Painting to Heirs of Dutch Jewish Owner


Chicago Museum Returns Nazi-Looted Painting to Heirs of Dutch Jewish Owner

Shiryn Ghermezian


Outside the Art Institute of Chicago. Photo: Diego Delso via Wikimedia Commons

The Art Institute of Chicago is returning a 1913 painting to the family of its original Jewish owner after it was sold by force during the Nazi occupation of The Netherlands, the museum announced on Tuesday.

“Woman with a Fan” by Cubist theorist and artist Jean Metzinger will be returned to the heirs of Jewish art collector Emanuel Lewenstein, who died in 1930. The colorful painting depicts a woman’s face and clothing in “a succession of basic shapes set in distinct spatial planes,” according to the museum.

The Art Institute of Chicago said that since acquiring the painting in 1959, it has “consistently conducted research into the painting’s provenance.” Finally, with research help from the Mondex Corporation, the museum discovered new information revealing that “Woman with a Fan” was part of Lewenstein’s art collection, which Nazis forced the sale of in Amsterdam.

“Based on this new understanding of the painting’s history, the Art Institute concluded that it should be returned to the Lewenstein heirs,” the museum said.

“This return reflects our commitment to take decisive action when new research clarifies the provenance of a work,” said Dr. Jacques Schuhmacher, the museum’s executive director of provenance research. “Our collaboration and shared research with Mondex were crucial to returning this painting to the Lewenstein heirs.”

Founded in 1993, the Modex Corporation is a Toronto-based company that aids in the restitution of looted art and other cultural artifacts forcibly taken during the Holocaust. It was founded in 1993, five years before the 1998 Washington Conference Principles on Nazi-Confiscated Art.

“It is gratifying to see this painting returned to the Lewenstein family heirs, and the Art Institute of Chicago is to be congratulated for being an invaluable partner in making this return a reality,” said Ambassador Stuart Eizenstat, counsel for Mondex and the architect of the Washington Principles on Nazi-Confiscated Art as well as the 2009 Terezin Declaration on Holocaust Era Assets and Related Issues. “Their proactive and collaborative work with the Mondex Corporation is truly a model for how a museum should apply research, provenance, and restitution practices,” he added. 

The Art Institute of Chicago said provenance research is an “institutional priority” at the museum, and its department dedicated to such research is one of the largest of its kind in the United States.

Born in The Netherlands, Lewenstein had a vast art collection that was managed by his wife and then inherited, after her passing in 1937, by their two children, Robert and Wilhelmine Lewenstein. When Robert and Wilhelmine fled The Netherlands to escape Nazi persecution, their family’s art collection was forced to remain behind. In October 1940, the collection was taken and offered for sale at the Frederik Muller auction house in Amsterdam, which was known at the time for organizing the sales of artwork looted by the Nazis during the war, according to the Modex Corporation. The company said the family’s artwork was forcibly sold, and it remains unclear who brought the Lewenstein collection to the auction and received proceeds for its sale. The painting was reportedly donated to the Art Institute of Chicago by Mr. and Mrs. Sigmund Kunstadter.


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com