Archives

Polacy Żydów w Gniewoszowie mordowali [cz. III ]

Jak Polacy Żydów w Gniewoszowie mordowali [cz. III ]
Dalsze losy mordu na Żydach w Gniewoszowie

Michał Bojanowski


Helena chciała dowiedzieć się, co stało się z Jankiem. Często jeździła do Gniewoszowa. Sąsiadka Wajnbergów, która słyszała strzały, bała się z nią rozmawiać nawet wiele lat po wojnie.

Opowiadała, że Janek wrócił do Gniewoszowa po 2000 roku. Podobno pytał o Żydów, tych rudych, co mieli sklep bławatny. To była jedyna taka ruda żydowska rodzina. Wrócił z dorosłymi synami.

Poszli do apteki, która znajdowała się w domu, gdzie kiedyś mieszkali. Aptekarz myślał wystraszony, że to jakaś kontrola. W sumie niewiele się pomylił. Niewiele więc też rozmawiali.

Sąsiadka bała się w ogóle poruszać ten temat, ale powiedziała, że to podobno wójt kazał zakopać ciała Wajnbergów na cmentarzu żydowskim.

Podobno niedaleko po wojnie ktoś napisał artykuł o tym mordzie. Helena dowiaduje się w kiosku, że S. często kupował gazetę. Akurat jest w tym czasie na wakacjach, ale jego ojciec pozwala skserować artykuł.

– Syn by pani nie dał tej gazety. – rzuca na odchodne.

Próbuje dojść, kto zakopywał ciała.

S. mówi, że zakopywał C., a C., że S. Jeden na drugiego.

Gazetę wysyła córce za granicę, aby ją przekazała do żydowskich stowarzyszeń. Ale córka jest zła i nie przekazuje. W gazecie zresztą są błędy, bo Żydów zginęło 5, a nie 4. Trzy kobiety, Wajnbergowa i dwie piękne Żydówki, oraz dwóch mężczyzn, wylicza Helena.

Żona nauczyciela z Gniewoszowa podaje w gazecie, że częstowała Wajnbergową przed śmiercią herbatą, co nie może być prawdą, bo ona z nikim nie rozmawiała. Nigdzie nie chodziła. Tylko z Helcią i jej dziadkiem, a to i tak mało co, mówi.

Już po przeprowadzce na Zachód dowiaduje się, że Maniek mieszka niedaleko, w Jeleniej Górze, jest taksówkarzem. Czeka, aż skończy się komuna i zgłasza to na policję. Winowajcy nie znajdują. A urzędowo mają zabronione szukania Żyda Janka. Do 80. roku życia Helena pracuje. Teraz, na spóźnionej emeryturze postanawia jeszcze raz odszukać Janka. Pisze list do Żydowskiego Instytutu Historycznego w Warszawie, aby pomogli jej odszukać młodego Żyda z Gniewoszowa. I chce wskazać miejsce pochówku zamordowanych, bo zanim ziemia zarosła, wielokrotnie była na cmentarzu.
Helena ma już ponad 85 lat, wielu faktów nie pamięta. Snuje dygresje. Jednak sobie nie zaprzecza. Kilkakrotnie opowiadała mi historię Polaków mordujących Żydów w Gniewoszowie. Zawsze z tymi samymi szczegółami.

Ma tylko jedno pragnienie. Chce porozmawiać z Jankiem.


twoje uwagi, linki, wlasne artykuly, lub wiadomosci przeslij do: webmaster@reunion68.com

 


Jak Polacy Żydów w Gniewoszowie mordowali [cz. II ]

Jak Polacy Żydów w Gniewoszowie mordowali [cz. II ]
Świadectwo mordu na Żydach w Gniewoszowie

Michał Bojanowski


Świadectwo mordu na Żydach w Gniewoszowie

Wszędzie weszłam, na front chodziłam i nigdy nie byłam ranna. Szczęście miałam takie. W czasie wojny rodzice wywieźli nas z Warszawy do Gniewoszowa. Tam widziałam ofensywę. Za firaną w Garbatce. Jak utworzyli getto żydowskie, to tyfus straszny panował.

Mamusia umarła w 1942 roku na tyfus. I dlatego to pamiętam. Przyjechałyśmy do dziadka. Tam było pięć pokoi, po sąsiedzku z Wajnbergami. Tak mieszkaliśmy. To okno i tamto okno po dwóch stronach wąskiej ulicy. 

Bardzo niedaleko. Słyszałam wszystko, jak krzyczeli, jak do nich strzelali. Gdy Niemcy zrobili getto żydowskie, płot przechodził po środku naszej ulicy.

Wajnbergów odgrodzili do getta. Czym było getto, nie muszę opowiadać. Miałam 12 lat. Wszędzie weszłam, wszędzie byłam.

A na dole u Wajnbergów była poczta, posterunek w jednym wejściu od ulicy, a co było w drugim, to nie pamiętam, teraz jest apteka. Jak Janek był parę lat temu w Gniewoszowie, to była tam apteka.

Wajnbergowa miała bławatny sklep. Nie pamiętam, czy mieszkali na dole, czy na górze, bo mało do nich chodziłam, a oni zawsze zajęci pracą.

Widziałam, jak brody rżnął Niemiec, razem z ciałem. Na ulicy złapał kogoś. Żydzi nie wychodzili, wiedzieli, że Niemcy są, to nie wychodzili. Ale jakiś się widocznie plątał i Niemiec bagnetem, a to tępe jest, razem ze skórą z połowy policzka zgolił mu brodę. Tyle krwi po nim leciało, że aż upadł.

Dużo widziałam wypadków.

Łapankę robią Niemcy w domach żydowskich i polskich. Ludzie mówią: idźcie, zobaczcie, co tam się robi z tymi jatkami, bo jatki żydowskie tam na placu pobudowane były. Zaczym poszłam tam zobaczyć. Widzę, że Niemcy idą, paru Niemców i jeden Żyd niesie tablicę, na której napisano: Kiepskie mięso sprzedawałem. Był zakrwawiony, nie mógł iść.

Idą z nim na koniec Gniewoszowa, gdzie pobudowane były stodoły, kilka, trzy, cztery, jedna przy drugiej. Widziałam to z ogrodu dziadka, z sadu, gdzie duże orzechy rosły. Złapali kilku Żydów, i kazali im wynosić ze stodoły snopki siana. Ja stoję na uboczu, nieco na górce, a oni na dole, w nizinie. Kazali im doły kopać, tym Żydom. A jeszcze innym, co połapali, kazali wykopać jeden czy dwa doły i wejść do środka. Też temu, co kiepskie mięso sprzedawał, kazali wejść. Ja wszystko obserwowałam.

A reszta, bo było więcej Żydów, wynosiła słomę ze stodoły, i podpalali ją w tym dole.

Widziałam, jak wyskakiwali. Cały czas stałam i patrzyłam.

Nie pamiętam, czy odeszłam, czy mnie Niemcy później wygonili.

Ten, co to kiepskie mięso sprzedawał, wyskoczył opalony. Później zaczęli rozbierać żydowskie jatki. Przynieśli młotki, siekiery. Połapali Żydów. Ilu tylko mogli, z mieszkań wyciągnęli. A było ich dużo. Kazali rozbierać te jatki, deski wyrywać z gwoździami. Mało tego. Kazali bić tego, co z ognia wyskoczył. Bić tymi deskami; jak który za mało bił, to Niemcy jego. I zabrali go, i zmarł. Rodzina go zabrała, jak Niemcy już odeszli.

I gwoździami, i dechami.

Ja byłam do końca.

Do getta chodziłam warkocze podcinać, ale do kogoś to nie.

Żydzi byli bardzo załamani. Byli bardzo dobrzy dla Polaków, chcę o tym opowiadać.

Wajnbergowa prosiła, żeby mamusia ukrywała ich w komórkach.

Mamusia nie mogła. Mówiła do ojca, do dziadka, że u nas to za duży ruch.

Boję się was przyjąć, mówiła.

Rodzice musieli dobrze żyć z Wajnbergami. Jeszcze w getcie Wajnbergowa pulpety rybne przez służące przekazywała nam.

Już więcej nie próbowali. Już nawet nie widzieliśmy się z nimi więcej.

Dowiedziałam się od ludzi, że Żydzi przyjechali do Gniewoszowa, że gdzieś przeżyli, że wrócili po wojnie, tak jak my przyjechali.

Jadę więc.

Wchodzę do Wajnbergów. Szyby powybijane, bo to była frontowa linia, powywracane, spalone podwórka, komórki.

Wchodzę. Na parterze Wajnberg, kościotrup, cera ciemna, kości wystające.

Wajnbergowa nie, chustkę ma taką, i z tą chustką ją później zabili. Wełniana chusta. Nieźle wyglądała.

Pamiętam, rurę naprawiał. Oj, kościotrup. Piecyk jakiś wstawali, to był ósmy miesiąc, nie, a może to było wcześniej, po ósmym maja już tam jeździłam. Weszłam do mieszkania.

On nic.

Tylko Wajnbergowa, oj, Helcia, skąd wy się tu wzięliście, gdzie wy jesteście.

A ja mówię, a gdzie wyście byli?

Oj, Helcia, ja ci nie mogę mówić wszystkiego.

I pytam, pani Wajnbergowa, a Janek, Danusia? Oj, Helcia, Janek żyje.

A w międzyczasie jeszcze, podczas wojny, to dwa, trzy razy się z Wajnbergową widziałam, ale to nie było takie proste, bo jak jest pusto i idzie się ulicą, to wszystko słychać.

Ja ci dam pieniądze, to przynieś mi coś.

A ja mówię, co pani chce?

No, chleb może, może być stary.

Okręcałam się więc kromkami chleba. Ale i tego, gdzie ona była, to nie wiem.

Wajnberdzy brali wodę od mojego dziadka. Dziadek miał studnię, a oni pompę. Przychodziła Wajnbergowa po wodę.

Zobaczyłam kiedyś, że idzie, wychodzi z domu.

Gdzie byliście, pyta.

My w Garbatce, niedaleko stąd, mówię.

A pani gdzie była?

Oj, Helcia! Marchewka trzyma przy życiu, już mieliśmy wyliczone marchewki.

Musiała z nim widocznie być.

Co dalej będziecie robić, pytam.

Oj, Helcia, przyszli do nas, nie chce ci mówić brzydko, tacy bandyci, wiem, że ty nic nie powiesz nikomu, przyszli i powiedzieli, że za kilka dni ma nas nie być. Spotkamy się kiedyś, bo mam dużo do załatwienia, muszę do Łodzi jechać. Nie mam czasu, bo mąż odwiózł wczoraj Janka, czekam dzisiaj na niego, bo wyjeżdżamy do Łodzi.

Janek, trzy lata młodszy ode mnie, był o kulach, miał dwie podpórki, ale ja nie podchodziłam do niego, jak wrócił do Gniewoszowa. Skądś go sprowadzili. Może mnie nie poznał. On nic, ja tak samo nic. Widziałam go może dwa razy, zanim odjechał.

Oj, Helcia, mówi Wajnbergowa, Danusia żyje.

Nie powiedziała mi wcześniej, że podrzuciła ją młynarzowi.

I popatrz, ta kobieta nie chce nam oddać dziecka, a Januszek powiedział, że on musi mieć siostrę. I koniecznie jutro jak pojedziemy, to trzeba sprawę założyć.

I zabierzemy jej Danusię.

Wyjeżdżamy jutro, przyjechały koleżanki.

Dwie Żydówki z drugiej części miasteczka, jedna z nich to była Chawa, tak, Chawa, wiem, gdzie mieszkała, bo później ludzi się pytałam, gdzie ona mieszkała, widziałam jej dom w Gniewoszowie. Ja z nimi nie rozmawiałam, a może rozmawiałam, może się chciałam spytać coś. Przyjechały z dziewczynką pięcioletnią, przystojne dwie Żydówki, bardzo przystojne, dobrze wyglądały.

Wajnbergowa czekała na męża, żeby wraz z nim i znajomymi pojechać do Łodzi.

Na tym się skończyło.

Byłam wtedy w Gniewoszowie parę dni, też niedługo, bo chodziło o to, żeby zarobić 10, 20 złotych, żeby coś wywieźć i sprzedać, czy zamianę za kartofle zrobić, długo tam nie byłam. Przyjechał brat mój tego dnia.

Pytam go, czy wie, że są Żydzi.

On mówi, że rozmawiał z Elim.

Eli to był brat Wajnbergowej. Miał 20 czy 22 lata. Dobrze wyglądał. Siedzieliśmy z bratem na schodach. Przychodził i rozmawiał z nami.

Eli, mówił brat, zabiera nas do Lublina. Helcia, ty będziesz chodzić do szkoły, a my będziemy jakoś pracować i uczyć się.

No i Wajnbergowa poszła z tą wodą. Zatrzymali ją około siódmej, ósmej. Wtedy przychodził pociąg. Siedliśmy z bratem na schodach. Nie chcieliśmy tam chodzić.

Nie ma co tu siedzieć, mówi brat, bo to jeszcze nas zastrzelą, albo powiedzą, że myśmy oskarżali, chowamy się.

Ja na to, a czego ja się boję? Ja się nie boję, mówię, a co oni mi zrobią?

Już się szarówka zrobiła, widno, ale szarówka, bo jak strzelali, to też była szarówka.

Prowadzi Maniek R., brat piekarza, te Żydówki dwie przystojne, bez dziewczynki idą szosą, a ja na schodach.

Mówią, Panie Marianie, co to będzie?

A brat mój mówi, choroba ciężka, ‘Panie Marianie’ mówi, do szkoły razem chodzili! I teraz prowadzi je zastrzelić.

Słyszałam, parę razy powtarzała ta Żydówka, jak ją prowadził, nie trzymał broni, nic w ręku, prowadził z miasta ich do Wajnbergów, a odzywała się wciąż.

Panie Marianie, co będzie.

Idź, Żydówo! Krzyczał.

Panie Marianie, co będzie?

I na tym się skończyło.

I siedzimy na schodach. I brat, jak zobaczył, że prowadzi Marian te Żydówki, już musiał wiedzieć, że będą je strzelać.

Choroba, uciekajmy, chowajmy się. Mówił. Były takie jakby okiennice, klapy na szklane drzwi, które z jednej strony nie miały szyb, bo to linia frontowa była, a z drugiej miały okiennice drewniane. Szyb nigdzie nie było.

A może ja już nie pamiętam?

Siedzimy nadal, nikt nie wychodzi.

Wychodzi, ale przed bramę u Wajnbergów, bo brama była w poprzek, później za czasów getta chyba drugą zrobili, tak, że jak z bramy wychodził, to widać go było.

Brat mówi. Choroba, ja uciekam, jedziemy.

Czekaj, mówię, zobaczymy, co oni z tymi Żydami zrobią.

Co zrobią?! Pyta. Ja nie chcę słyszeć, nie chcę wiedzieć, mówi.

Broń Boże, nie chcę wiedzieć!

Siedzę, podszedł tam jeden obcy, nie znałam go. Wstałam, i chciałam iść przez tę dróżkę kawałeczek do nich zobaczyć, co to będzie.

Wstałam, a on do mnie.

Ty, Helcia, język za zębami, bo wiesz co cię czeka!

Parę razy powtórzył. A brat w międzyczasie, jak on mówił, już się schował za drzwi. Uchyliliśmy drzwi, okiennice, brat nie chciał wychodzić, bo nieraz ci bandyci, jeden czy drugi, wychodzili na podwórko.

Cisza jest.

Przymknięte, to wszystko słychać. I szparą to też się widzi.

Cisza. Nie ma nic.

Dwoma wozami chyba przyjechali, do dzisiaj nie pamiętam. Dokończę tylko to strzelanie, jak ich zabijali, a potem będę opowiadać o tych koniach. Dwie furmanki przyjechały. I musiało być po dwa konie przy jednej furmance.

No i słyszymy strzał.

Raz, dwa.

Siedzimy na schodach, a strzały były u nich w domu, w środku.

Szyb nie było, bo to linia frontowa, to słychać wszystko.

I potem krzyk: giwałt, giwałt, i kilka strzałów.

Brat mój. Ty, Helka, jedziemy, wyjeżdżamy, na Zachód jedziemy!

A ja, że nie jadę, że jestem ciekawa, co tam było.

Brat uciekł. W nocy chyba poszedł na dworzec, a pociąg przecież tylko raz dziennie odchodził. Bał się, że go posądzą, bo to koledzy byli. On się kolegował z bandyty bratem młodszym i dlatego wszystko wiedział, ale z Mańkiem nie chodził, tylko z jego bratem. A dużo ich tam było.

Mnie mówił. Daj spokój teraz, może przed śmiercią, daj spokój, bo po co ci to?

Myślę sobie, jak tu wstać, żeby dziadek nie wiedział. Tak wykombinowałam, że dziadek nie słyszał, że ja chcę rano wejść do Wajnbergów. Zobaczyć tam, co było. Jak ich pozabijali i odjechali, to pilnowałam wozów, w którym kierunku. Czy od Wysokiego Koła, czy tam od dworca, czy z drugiego końca. Gdzieś z wiosek koło Puław byli.

Wyszłam z domu.

Dziadek nie wiedział. Po sąsiedzku stoi murowany domek przy wejściu do Wajnbergów. Wdowa czy stara panna, niby słyszała wszystko. Było około piątej, szóstej rano. Otworzyłam drzwi od podwórka, w przedpokoju leżał Eli i Pini Wajnberg.

Leżeli. Stanęłam i obserwuję.

Do dzisiaj pamiętam, jakby wczoraj było. Gulki wyszły od kuli, jeszcze się nie schowały. Musieli ich z tyłu głowy. Bo mieli po dwa strzały w okolicach skroni. Jeszcze nie wsiąkło. Jeszcze była gulka, w czaszce widocznie krew już zastygnięta. Stoję. Przekroczyłam próg. W razie potrzeby, pomyślałam, to ja wiem, Pini Wajnberg przyjechał, samodziałową marynarkę miał nową, bo robili samodział na wiosce i szyli i pamiętam, jakie nitki, taka pepitka była, rzekomo czarne nitki, paski w kratkę i buty zapamiętałam. But, wykrzywi się skóra, ale dojdą, brązowe, jasny brąz, sznurowane nowe buty, z mosiężnymi żółtymi dziurkami na sznurowadła. Eli był w pantoflach, modnie był ubrany, trzy czwarte kurtka i spodnie czarne. Stałam, przyglądałam się, będę pamiętać, myślałam, tego Pini, jak on ubrany był. Po ubraniu dojdą. Wełna zmieni kolor, skóra się wykręci, ale poznają.

Idę patrzeć dalej.

Przez kuchnię, jakieś inne pomieszczenie. Tutaj inne trupy po prawej stronie leżały. Weszłam. Musieli ich po śmierci ruszać. Wzdłuż po prawej stronie leżą te dwie, to nie przyglądałam się wiele. I Piniowa, Wajnbergowa w chustce była zawinięta. Krwi nie widziałam, musiała być zawinięta, trzymała ręce na brzuchu. Kazali na pewno położyć się na ziemi. Bo jakby oni, to by było mocniej. A jak Pini leżał z Elim, to widać, że nogą chciał wstać, to miał zgiętą tę nogę, toteż te musieli położyć równo.

Wyszłam. Poszłam do dziadka. Położyłam się i nigdzie nie byłam.

A brat jeszcze mówił mi, nie wtrącaj się, bo dostaniesz w łeb. I ja się bałam komukolwiek mówić. Później, tutaj na Zachodzie, wiele razy to ludziom opowiadałam.

Ale nawet dzisiaj, mieliście przyjechać w południe, a byliście dwie godziny później. Martwiłam się, że może ktoś gdzieś coś podsłuchał i może mnie.

Ale szybko policzyłam, mieliby przeszło sto lat.
To już mi nic nie zrobią.


twoje uwagi, linki, wlasne artykuly, lub wiadomosci przeslij do: webmaster@reunion68.com

 


Odszedł Alfred Schreyer

Odszedł Alfred Schreyer

25 kwietnia 2015 r. w Warszawie zmarł Alfred Schreyer – muzyk i pedagog, uczeń Brunona Schulza, ostatni przedwojenny Żyd z Drohobycza. Miał 93 lata.

Alfred Schreyer urodził się w Drohobyczu 8 maja 1922 r. Uczęszczał do Prywatnego Gimnazjum Polskiego im. H. Sienkiewicza, a potem do Gimnazjum Państwowego im. Króla Władysława Jagiełły, gdzie rysunku i prac ręcznych uczył go Bruno Schulz.

Alfred Schreyer. Fotos z filmu “Bruno Schulz” w reż. Adama Sikory

 

W latach Zagłady stracił całą swoją rodzinę. On sam przeszedł gehennę obozów koncentracyjnych w Płaszowie, Gross-Rosen i Buchenwaldzie.

Po wojnie powrócił do Drohobycza i ukończył studia muzyczne. Koncertował, był nauczycielem w Liceum Muzycznym im. Barwińskiego.

Alfred Schreyer przez całe swoje życie stał na straży pamięci o Brunonie Schulzu. Propagował dorobek tego wielkiego artysty. Jego wspomnienia wykorzystano w wielu publikacjach i filmach – ostatnio w dokumencie „Bruno Schulz” w reżyserii Adama Sikory.

To Alfred Schreyer zasugerował poszukiwanie malunków Brunona Schulza w dawnej willi Feliksa Landaua. W 2001 r. odnalezione freski trafiły do Instytutu Yad Vashem.

Alfred Schreyer wielokrotnie odwiedzał Polskę. Występował m. in. na Festiwalu Kultury Żydowskiej w Krakowie. W 2012 r. został odznaczony Złotym Medalem „Zasłużony Kulturze Gloria Artis” oraz Krzyżem Oficerskim Orderu Zasługi Rzeczypospolitej.

Był serdecznym, ciepłym człowiekiem. Wielu zachwycało się jego piękną polszczyzną.


twoje uwagi, linki, wlasne artykuly, lub wiadomosci przeslij do: webmaster@reunion68.com

 


Jak Polacy Żydów w Gniewoszowie mordowali [cz. I ]

Jak Polacy Żydów w Gniewoszowie mordowali [cz. I ]

Michał Bojanowski


Wajnbergowa jeszcze przed wojną pokazywała Helci granatowy materiał w białe kółka, z którego będzie mogła uszyć jej sukienkę. Na zdjęciu Helena trzyma fotografię, na której ubrana jest w sukienkę od Wajnbergowej.

Wajnbergowa jeszcze przed wojną pokazywała Helci granatowy materiał w białe kółka, z którego będzie mogła uszyć jej sukienkę. Na zdjęciu Helena trzyma fotografię, na której ubrana jest w sukienkę od Wajnbergowej.

W sierpniu 2014 roku Helena, w 69 lat po mordzie na swoich żydowskich sąsiadach, którego była świadkiem, napisała list do Żydowskiego Instytutu Historycznego, w którym prosi o odnalezienie Janka. Jedynego członka rodziny Wajnbergów, który przeżył powojenne kontakty z polskimi mieszkańcami Gniewoszowa. Chce mu opowiedzieć, jak ginęli jego rodzice, w co byli ubrani, kto ich zabił i kto zakopywał ciała na zniszczonym cmentarzu żydowskim.

Próbowała wielokrotnie nawiązać kontakt z różnymi organizacjami żydowskimi, często też jeździła do Gniewoszowa rozmawiać z jego mieszkańcami. Wszystko bezskutecznie. Przeprowadziła się po wojnie do małej miejscowości na Dolnym Śląsku, aby być jak najdalej. Gdy zapytaliśmy, czy opisać jej historię w „Chiduszu”, zgodziła się chętnie, mając nadzieję, że to pomoże w ustaleniu prawdy, że wreszcie odnajdzie Janka.

Podobno wśród Żydów, którzy po wojnie wyjechali z okolic Gniewoszowa, dość powszechne były wiadomości na temat mordów w 1945 roku, jakich Polacy dokonywali na powracających z wojennej zawieruchy żydowskich sąsiadach.

Dział Genealogii Żydowskiego Instytutu Historycznego niestety nie natrafił na ślad Janka Wajnberga. Nie pojawia się w dokumentach znajdujących się w Archiwum ŻIH. Jednak istniały już wcześniejsze kontakty z innymi rodzinami z Gniewoszowa i jedna z nich przekazała informację o mordzie, którego dokonano tam po wojnie. Wygląda na to, że Helena była świadkiem tego samego wydarzenia. W jednej z notatek czytamy, że 13 września 1945 roku zabito tam pięciu Żydów przy ulicy Zielonej. W drugiej, że w 1946 roku zamordowano siedmiu Żydów: Pynię Wajnberga i jego żonę, Chawę, dwóch synów Jojne Kirszenbauma, żonę Libhabera i jego syna. Mąż Libhaberowej, Abraham, zdołał uciec. Informacja o zbrodni została przekazana przez jego potomków.

Czy te dwie notatki dotyczą jednego zdarzenia? Na pewno zarówno daty, jak i nazwiska osób możemy odnaleźć w opowieści Heleny. Wspomina ona Pynia Wajnberga i jego żonę, Wajnbergową. Mówi też o Chawie i jakiejś drugiej Żydówce. Pojawia się także Eli, kuzyn Wajnbergowej, być może jego matką była żona Libhabera? W późniejszych rozmowach dodaje również, że komuś udało się uciec przed samym momentem zbrodni, być może był to właśnie Libhaber.

Helena ma dziś 86 lat. Przez całe życie zależało jej, aby zaświadczyć o gniewoszowskiej tragedii. Od 1945 roku czekała na kogoś, komu będzie mogła przekazać to, co widziała. Być może dlatego jej opowieść to niezwykle gęsta sieć dygresji, z których wyłania się jednak spójny obraz – przypuszczalnie sierpniowego – wieczora, podczas którego zamordowano jej sąsiadów. Wybraliśmy dwa główne wątki, o których opowiada Helena, tj. spotkanie z Wajnbergową przy studni oraz sam wieczór zabójstwa, pozostawiając historykom poboczne opowieści i komentarze, wplatane w niemal każde zdanie. W tekście świadectwa nie podajemy nazwisk świadków i sprawców zbrodni. Imię świadka również zostało zmienione.

30 października 2014 roku Naczelny Rabin Polski Michael Schudrich, Ambasadorka Izraela Anna Azari oraz Aneta Friedman z Fundacji Koret upamiętnili dawny cmentarz żydowski w Gniewoszowie, zniszczony przez Niemców podczas drugiej wojny światowej. Został on na nowo otoczony murem, zbudowano bramę, ustawiono tablicę informacyjną. Cmentarz to właściwie pole z krótko przyciętą trawą. Mogłoby się wydawać, że będzie to oznaczać zamknięcie pewnego etapu przywracania pamięci o dawnych mieszkańcach Gniewoszowa.

Tymczasem okazuje się, że to dopiero początek długiej i bolesnej wyprawy w głąb historii małej mazurskiej miejscowości. Brama prowadząca na puste pole być może zapełni się wkrótce na nowo macewami. Nowymi macewami.

Obecność Anety Friedman podczas tej uroczystości była nieprzypadkowa. Jej rodzina również pochodziła z Gniewoszowa. Produkowali tam obuwie. Biznes prowadzili też w Radomiu i we Lwowie. Gdy zaraz po wojnie wrócili do Gniewoszowa, by zobaczyć, kto przeżył i co po nich zostało, kto mieszka w ich domu i co stało się z fabryką, ich były (nieżydowski) pracownik przyszedł do nich i ostrzegł, że ludzie planują ich zabić. Powiedział też, że wielu powracających tam Żydów zostało zabitych i że powinni szybko uciekać. Wyjechali więc od razu do Berlina, a stamtąd do Stanów Zjednoczonych.


twoje uwagi, linki, wlasne artykuly, lub wiadomosci przeslij do: webmaster@reunion68.com

 


Winie Europe

Winie Europe

[ Res Publica Nowa, August 2002 ]

Henryk Grynberg

Henryk Grynberg – prozaik, poeta, eseista i dramaturg. Od 1967 roku mieszka w Stanach Zjednoczonych. Opublikowal miedzy innymi powiesci: Zydowska wojna, Zwyciestwo, Zycie ideologiczne, Kadisz, Memorbuch (nominowany do nagrody “Nike” 2000) oraz tomy opowiadan: Ekipa “Antygona”, Drohobycz, Drohobycz. Ostatnio wydal wraz z Janem Kostanskim Szmuglerów (2001).

[*  artykul artykul publikowany ze zgoda autora w na stronach Reunion68 ]


W zydowskiej szkole uczono mnie, ze powinienem byc dumny z tego, ze jestem Zydem. Wydawalo mi sie to nielogiczne. Z czego mam byc dumny? Z wrogosci i pogardy?

Chrzescijanska Europa wypiera sie swoich zloczynców i morderców. Nazywa ich neopoganami, Hunami, Azjatami. Natomiast bogobójcy, krwiopijcy, krwawi bolszewicy, przemozni bogacze to w jej jezyku bez zastrzezen Zydzi.

“Jezeli ze spuscizny europejskiej wymazalibysmy wiare, milosc i chrzescijanska wrazliwosc sumienia, Europy w ogóle by nie bylo” – powiedzial kardynal Lustiger (w wywiadzie dla “Biuletynu Prasowego KAI” 51). I on, i ja przezylismy Holokaust jako dzieci i jako chrzescijanie, ale ja sie nawrócilem i w te spuscizne nie wierze. Przezylem (stracilem) w Europie pól zycia i widzialem bardzo malo wiary, jeszcze mniej milosci, a najmniej sumienia, które notabene jest zydowskiego pochodzenia. Dlaczego arcybiskup Paryza tak bardzo wierzy w Europe? Szolem Alejchem odpowiedzialby przypowiescia o robaku, który zyje w chrzanie i jest przekonany, ze nie ma nic slodszego na swiecie.

Niewiele brakowalo, zebym i ja pozostal chrzescijaninem, tez nie tylko ze strachu i tez widziano we mnie przyszlego ksiedza, ale ciesze sie, ze wrócilem do Zydów. Pomordowanych w Europie przez Europejczyków. Chrzescijanie protestuja, gdy sie mówi, ze przez chrzescijan, wedlug nich mordercy nie mogli byc “prawdziwymi chrzescijanami”, ale dziecmi chrzescijanstwa byli niewatpliwie. Przez europejska kulture, powie Aron Appelfeld, cudem ocalaly rówiesnik Lustigera. Na jednym ze zjazdów dzieci Holokaustu ktos powiedzial, ze kazdy naród jest zdolny do takiej zbrodni. I tak, i nie. Niezbedne sa pewne warunki i okreslona kultura – jak europejska.

Matka przywiozla mi z Izraela doskonalosc geometryczna, zydowska gwiazde elegancko wyrzezbiona ze zlota. Byl to ostatni jej prezent i nosilem ja na szyi na jej czesc. W Ameryce nikt nawet nie spojrzal. Tylko raz, w klubie korpusu dyplomatycznego, gdzie ambasada PRL pokazywala Zaklete rewiry, dobry film z dobrej, przedwojennej ksiazki, który Glos Ameryki mi kazal zobaczyc. Tego popoludnia bylo goraco w Waszyngtonie, wiec poszedlem w rozpietej koszuli. Myslalem, ze to bedzie zwykly seans w ciemnosci, a tu rozswietlona, krysztalowa sala, szampan i dyplomaci z calego sowieckiego obozu. Niektórzy nieznacznie sie usmiechali, a skosnoocy nawet do mnie zagadywali, pytajac, co to za znak, tylko radca kulturalny polskiej ambasady, który byl gospodarzem imprezy, uciekal na mój widok z jednego konca sali w drugi, scigany przez ironiczne spojrzenia kolegów i konkurentów. A do tego z szampanskiej sali zjezdzalo sie do kina winda, na która trzeba bylo dlugo czekac, a potem dlugo jechac twarza w twarz i radca krecil glowa we wszystkie strony, zeby mojej gwiazdy nie widziec. Podobnie zachowywali sie pasazerowie na lotnisku w Mediolanie, gdzie wyladowalem po 15 latach amerykanizacji i zapomnialem zapiac koszule, a pogranicznik badajacy mój paszport obrzucil mnie mroznym spojrzeniem. I tak samo na tlocznym lotnisku w Brukseli, gdzie wysiadlem z dwustoma mlodymi Zydami z Ameryki. Jedni w haftowanych jarmulkach, inni z gwiazdkami jak ja, szlismy rzedem, zeby nie pogubic sie w tlumie, dlugim szpalerem spojrzen – nieprzyjaznych, zdumionych, w najlepszym razie wystraszonych. Czarterowe autobusy zabraly nas stamtad do Kolonii, gdzie przesiedzielismy noc w odosobnionym hangarze pod bronia automatyczna niemieckiej strazy, zeby nic nam sie nie stalo, az nad ranem zabral nas izraelski samolot. To bylo wiele lat temu i nie nosze juz mojej pieknej, zydowskiej gwiazdy, kiedy lece do Europy. I dziwie sie coraz bardziej, ze Zydzi tam jeszcze mieszkaja.

W zydowskiej szkole uczono mnie, ze powinienem byc dumny z tego, ze jestem Zydem. Wydawalo mi sie to nielogiczne. Z czego mam byc dumny? Z wrogosci i pogardy? Teraz wiem, ze dobrze, kiedy motloch nami pogardza, i ze zle by bylo, gdyby nas wielbil. I jestem dumny, ze nie zdezerterowalem jak Lustiger. Jak katolicka swieta Edyta Stein, która opuscila swój lud w potrzebie i przylaczyla sie do tych, co wystawili go na Zaglade, a podzielila zydowski los z przyczyn od siebie niezaleznych. Nazywam ja dezerterka, ale nie winie. Nie winie nikogo, kto w Europie boi sie i nie chce byc Zydem. Ja tez balem sie i nie chcialem. Ja winie Europe.

Jej chrzescijanska etyka pochodzi od zydowskiej, ale jest kilka podstawowych róznic. Chrzescijanie modla sie, zeby Bóg przebaczyl ich wrogom, a Zydzi – zwlaszcza po Holokauscie – przeciwnie. Chrzescijanska modlitwa jest godna podziwu, a zydowska – szczera. Zydzi i w slad za nimi chrzescijanie wierza, ze sa wybrani, ale Zydzi nigdy nie glosili, ze wszyscy inni sa potepieni. Dlatego nie zaluje, ze wrócilem do Zydów.

Europejska szkola starannie wymija spuscizne zydowska. Bada kazde slówko na kazdej skorupce greckiej i rzymskiej, na kazdym sredniowiecznym kamieniu, a ignoruje setki tysiecy hebrajskich slów, z których wyszlo prawie wszystko, co uchodzi za wartosci chrzescijanskie. Dlatego dzieci Europy tak malo sie nauczyly. Dlatego tak barbarzynskie jej wojny (lokalne, swiatowe, domowe), systemy i metody wladzy. Dla mnie spuscizna europejska, której sie nie da wymazac, to inkwizycja, tajna policja, Hitler, Stalin (tu i ówdzie Moczar) i ogien. Jek plonacych na stosach, hebrajskie pergaminy na stosie w srodku Paryza, dlugie milenium zbrodni zbiorowej, zakonczone najwiekszym stosem w dziejach. Wyjatkowosc europejskiego barbarzynstwa polega na tym, ze przez tysiac lat niszczono nie tylko najbardziej bezbronna grupe etniczno-religijna, ale i starozytna kulture, której ten swiat ma najwiecej do zawdzieczenia, i o malo jej nie zgladzono ze szczetem. Wandale talibanscy pozbawili swiat dwóch cennych posagów z kamienia, co przetrwaly póltora tysiaca lat, a europejscy kilku milionów bezcennych pomników z krwi i kosci, które przetrwaly tysiace lat.

Europejskiej szkole, rzekomo racjonalistycznej, nie przeszkadzal zaden absurd w odniesieniu do Zydów. Ludzi, którzy stworzyli Boga, sluzyli Mu przez tysiace lat i doslownie z Jego imieniem na ustach umierali, przedstawiano jako bogobójców i zdrajców, a Boga jako antysemite, choc w podstawowym misterium chrzescijanstwa Jezus jest przeciez Zydem, a Judasz chrzescijaninem. Ludzi, którzy nie odstapili od swojej religii. Zdradzanych w kazdym pokoleniu. W calej Europie do dzis. Przez chrzescijan, komunistów, liberalów. Kto w tym strasznym uniwersalnym misterium jest naprawde Judaszem? – retoryczne pytanie.

Europa ma na swoim sumieniu wiecej zbrodni niz cala reszta swiata, a jej XX wiek pobil rekordy wszystkich czasów. To ona urodzila Hitlera. Tylko w Europie wychowanej na micie antyzydowskim mozna bylo tak zdeprawowac sumienia. W Europie, gdzie – jak pisze Bogdan Wojdowski – “przez dwa tysiace lat Zyd sluzyl do mszy na etacie diabla”. Zyd, który odkryl sumienie, oparl sie hellenizmowi, wynalazl panaceum dla uciemiezonych, zwane wiara chrzescijanska, i zalozyl Kosciól, który przeklal go jako diabla.

W pojednawczym dokumencie Pamietamy: refleksje nad Szoa Kosciól wyrazil zal za postepowanie chrzescijan wobec Zydów “na przestrzeni wszystkich wieków” uznal Holokaust za “najwazniejsze wydarzenie” XX wieku i nazwal “symbolem zdziczenia” i “zbawcza przestroga”. Lecz równoczesnie staral sie jak czula matka zlagodzic przewinienia swoich dzieci, stawiajac eufemistyczne pytania retoryczne: “Czy nazistowskie przesladowania Zydów nie byly ulatwione przez antyzydowskie uprzedzenia obecne w umyslach i sercach niektórych chrzescijan?” “Czy antyzydowskie uczucia wsród chrzescijan nie czynily ich mniej wspólczujacymi lub bardziej obojetnymi na przesladowania Zydów?” “Czy chrzescijanie udzielili wszelkiej mozliwej pomocy przesladowanym, zwlaszcza Zydom?” I bardzo niesmialo przyznajac, ze byli tacy, co “potrafili nawet wykorzystac sytuacje dla wlasnych celów”, i tacy, “którymi powodowala zwykla zawisc”. Nie nienawisc, bron Boze.

Zyd, który przezyl Szoa, odpowiada na to: Nazistowskie przesladowania nie byly “ulatwione”, lecz umozliwione; nie przez “uprzedzenia”, ale nienawisc; nie “niektórych chrzescijan”, tylko wiekszosci. Antyzydowskie uczucia czynily ich nie “mniej wspólczujacymi lub bardziej obojetnymi”, lecz wrecz chetnymi uczestnikami zbrodni. Zydzi nie wymagali “wszelkiej mozliwej pomocy” – wystarczyloby, zeby ich nie wydawano. Nie o to chodzi, ze chrzescijanie “nie byli w stanie podniesc glosu w protescie”, lecz ze denuncjowali po cichu. Wielu Zydów radzilo sobie po aryjskiej stronie, pomagali sobie nawzajem, kupowali pomoc – dziesiec razy wiecej by ich przezylo, gdyby ich nie wydawano lub wydawano tylko dla korzysci materialnych, a nie z nienawisci i przekonania, ze spelnia sie chrzescijanski obowiazek. Nie jest istotne, “jak wielu chrzescijan w krajach okupowanych lub rzadzonych przez nazistów i ich sprzymierzenców bylo przerazonych”, ale jak wielu sie z nimi sprzymierzylo przeciwko Zydom (Austria, Vichy, Chorwacja, Litwa, Lotwa, Wegry, Rumunia, Ukraina, Slowacja ksiedza Tiso).

Watykanska komisja nie omieszkala przy okazji podjac jeszcze jednej a dosc nachalnej próby uniwersalizacji Holokaustu, twierdzac, ze “ostateczne rozwiazanie” bylo “skierowane przeciw calej ludzkosci”. Podejrzenia budzi takze to, ze do straszliwych ludobójstw popelnionych na Ormianach, Cyganach, w Afryce, Zwiazku Sowieckim, Kambodzy, Chinach i na Balkanach doczepiono “dramat, jaki jest udzialem Bliskiego Wschodu”. Holokaust sprawil, ze Kosciól zaczal przyznawac sie do swoich grzechów przeciwko Zydom. Czego jeszcze trzeba, zeby sie zdobyl na szczerosc?

W slynnym eseju Biedni Polacy patrza na getto (1987) Jan Blonski pisal o winie zaniechania ludzkiego obowiazku wobec Zydów jako rodzaju winy zbiorowej. Która, wedlug Jaspersa, obciaza nie tylko uczestników zbrodni, lecz i tych, co sie nie sprzeciwiaja, niedostatecznie sprzeciwiaja czy chocby zyja w swiecie zla. Jaspers przeoczyl akceptacje zbrodni we wlasnym domu, wine wieksza od tamtych trzech, za która jest takze wieksza kara, bo w takim domu nie moze byc wiecej prawdziwej radosci. Rozklad moralny poholokaustowej Europy najlepiej przedstawil Friedrich Dürrenmatt w Wizycie starszej pani, najgenialniejszym europejskim dramacie. “Wizyta” przeciagnela sie i bedzie trwala tak dlugo, az Europa rozliczy sie z nia i oczysci swój domu. Co byc moze nigdy nie nastapi, bo wielkie klamstwo, które doprowadzilo do wielkiej zbrodni, wcale sie nie skonczylo. Przeciwnie, zaciera sie kolaca prawde, zamazuje sie, rozwadnia, uniwersalizuje: nie tylko Zydzi gineli; 11 milionów zginelo, w tym 6 milionów Zydów; 6 milionów zginelo, “w wiekszosci” Zydzi. Stad pomniki “mieszkanców”, “obywateli”, “ofiar faszyzmu”. I oswiecimska Droga Krzyzowa, i krzyze, i swieci. Owszem, mozna zanegowac i wyrugowac Zydów z Holokaustu jak w swoim czasie z Kosciola. Jesli udalo sie raz, moze udac sie po raz drugi. Wystarczy przez kilka wieków powtarzac, ze Holocaust “skierowany byl przeciwko calej ludzkosci”.

Grabiac i mordujac Zydów przez wieki, Europa potrzebowala odtrutki psychicznej. Jak oskarzanie Zydów o mord rytualny. Jeszcze jeden wielki paradoks, bo – jak podkreslila Anna Sobolewska w recenzji z mojego Memorbucha – przeciez to Zydzi byli ofiarami powtarzanego przez wieki mordu rytualnego. Zydzi oskarzani o porywanie i zabijanie chrzescijanskich dzieci byli przy tym najlepszym alibi dla zboczenców, dzieciobójców, wiec dzis mozna sie tylko domyslac, co naprawde sie stalo z tysiacami dzieci rzekomo uprowadzonych przez Zydów. Na tej samej zasadzie spiskowcy hitlerowscy i stalinowscy orkarzali Zydów o spisek przeciw swiatu, a islamscy czynia to dzis. Takze oprawcy i donosiciele w bylym komunistycznym imperium zla, których jest dziesiec razy wiecej niz wszystkich Zydów na ziemi, robia sobie z nich mydlo do mycia brudnych rak. Optymisci twierdza, ze bywaly pogodne okresy, ze oskarzen nie rzucano nieustannie. Owszem, nieustannie – w nabozenstwach, literaturze, sztuce – zawsze wisialy nad zydowskimi glowami. Jeden z obrazów w sandomierskim kosciele przez setki lat ukazywal, jak Zydzi wytaczaja z chrzescijanskiego dziecka krew. I wisi tam do dzis – jako dzielo sztuki, spuscizna.

Nigdy “zydowskie zbrodnie” nie byly Europie tak niezbedne, jak po Holokauscie. Dlatego bacznie sledzi kazdy ruch izraelskiego wojska i krzyczy “masakra”, “ludobójstwo”. I zaczyna juz wolac o sankcje – po raz pierwszy od Trzeciej Rzeszy – i odszkodowania za swoje budynki w Palestynie. Izraelskiego dowódce, w którego strefie okupacyjnej chrzescijanscy bojówkarze dopuscili sie masowego mordu na muzulmanach, maluje na plakatach z Saddamem Husajnem i Miloszeviciem. Do sankcji nie doszlo, bo nie dopuscili Niemcy, nie mieli smialosci – jeszcze. Do odszkodowan tez nie, bo jeszcze sie nie rozliczono z budynków zydowskich w Europie.

Nie mogac znalezc “zydowskich zbrodni” w swiecie fizycznym, szuka sie w metafizyce. Podczas oblezenia betlejemskiego kosciola Narodzenia Panskiego w prestizowej europejskiej gazecie ukazal sie rysunek Boskiego Dzieciatka w zlobku z podpisem “Czy znowu chcecie mnie zabic?”. Ile klamstwa mozna zmiescic w jednym krótkim zdaniu? Ile zaklamania i bezwstydu trzeba, azeby nawet po ukrzyzowaniu milionów wyznawców Boga jedynego wraz z milionem dzieci ukazywac ich jako bogobójców i dzieciobójców? A krwaworekich, którzy uciekajac przed reka sprawiedliwosci, wdarli sie przemoca do kosciola, wiedzac, ze Zydzi nie narusza tego miejsca uwazanego przez chrzescijan za swiete, jako co? Obronców swietosci, niewinnosci owegoz Dzieciatka? Ten jeden obrazek i podpis powiedzial wiecej niz tysiac slów o mentalnosci, która przetrwala 2 tysiace lat i Holokaust i nie zmienila sie ani na jote.

Europa zaluje Zydów w kazda rocznice Holokaustu, ale nie w chwilach biezacych. W czerwcu 1967, kiedy armie arabskie uzbrojone przez wschodnio-europejskich antysemitów podeszly do zydowskiej oazy i jej los wydawal sie przesadzony, oddzialy miedzynarodowe usunely im sie z drogi, spokojnie czekajac na nowa rzez, i dopiero zwyciestwo Zydów wzbudzilo ogólne zaniepokojenie. Podobnie bylo w pazdzierniku 1973. Dlaczego Europa nie przejmuje sie losem Zydów w “dramacie Bliskiego Wschodu”, tylko losem ich wrogów? Dlaczego protestuje, kiedy Zydzi zabijaja smierc, a milczy – jak podczas Holokaustu – kiedy smierc wchodzi do zydowskich domów? To nie tylko dla nafty europejscy “pacyfisci” obcalowuja Arafata, bronia Saddama Husajna i pokrzykuja na Ameryke, ze smie stawac po zydowskiej stronie.

Koncentrujac uwage na Zydach, Europa nie dostrzega noza na swoim gardle. Jak w latach 30. Jak w starogreckiej tragedii nosi w swoim charakterze swój los. Zydzi tez powtarzaja swoje bledy pomimo dlugiego doswiadczenia. Jak kolaboranci z Judenratów, nie chca spojrzec prawdzie w oczy. Wciaz trudno im sie pogodzic z mysla, ze ich wrogowie wola mordowac, niz kolaborowac.

Przez pól wieku tysiace SS-manów z róznych krajów Europy otrzymywalo od Niemiec pensje “za wierna sluzbe”. Pól wieku po Holokauscie Niemcy stali sie znów potega i nie chca wiecej byc “wiezniami historii” – jakby to byla za wysoka kara. A najliberalniejsi wolni demokraci upominaja sie o prawo do antysemityzmu – jak wolnosc, to wolnosc. A co, jesli zazadaja jeszcze wiecej? Naprawde wiele zalezy od tego, z jakimi ma sie do czynienia “liberalami” i “pacyfistami” i skad oni sie biora. “Zniszczenie syjonistycznego wroga jest najwazniejszym celem w swiecie” – oswiadczyl przed sadem nawrócony na islam Niemiec, któremu w 1997 nie udal sie napad terrorystyczny w Izraelu. Juz wyroslo nowe pokolenie. Juz znów z jednej strony nagonka, a z drugiej mordercy. Znowu jest rok 1938 i plona synagogi. A tchórzliwa Europa chce jak wtedy rzucic Zydów wilkom, zeby ja zostawily w spokoju. Europa, co tak uroczyscie zaluje, ze nie uczynila wtedy “wszystkiego”.

Europa nigdy naprawde nie zaakceptowala emancypacji Zydów. Dlatego usiluje zepchnac panstwo zydowskie do defensywy, do statusu petenta, pariasa, Zyda. Którego nie ma, którego zamordowala. Po milenium bezkarnego zabijania Zydów trudno jej pogodzic sie z tym, ze wiecej na to nie pozwalaja. Po wiekach pogardy nie moze wybaczyc im rycerskiego prowadzenia wojny, które tak bardzo kontrastuje z bezecenstwem i okrucienstwem jej wojen. Suwerenna wladza zydowska, i to w najswietszych miejscach, jest nieznosna drzazga psychiczna dla Europy, gdzie wladza tradycyjnie pochodzila od Boga, z wrodzonego przywileju i oznaczala godnosc. Totez hierarchowie koscielni w Jerozolimie pienia sie przed kamerami. Woleliby ja w rekach Arabów, Otomanów, mameluków, aby tylko nie Zydów, którzy w przeciwienstwie do tamtych nie zrobili im nic zlego. Albowiem nie ma logiki w tym, co europejski Kosciól lagodnie nazywa “niechecia”. A jest za to ciezki kompleks, który sprawia, ze nawet na krawedzi wojny swiatowej z muzulmanami Europa woli ich anizeli Zydów.

Wedlug wiary, która, jak twierdzi kardynal Lustiger, jest nieodlaczna czescia europejskiej spuscizny, Zydzi mieli istniec tylko po to, zeby cierpiec za rzekome winy. W rzeczywistosci jednak nasze istnienie przeszkadzalo Europie zapomniec o jej wlasnych, rzeczywistych winach, a nigdy nie bylismy tak niewygodnymi swiadkami i takim wyrzutem sumienia jak po Holokauscie. Totez nie nalezy sie dziwic, ze sie nie nawrócila, ze przeciwnie, jej antysemityzm przybiera na sile. Moja znajoma w Warszawie praktykuje judaizm i na wszystkich odrzwiach jej mieszkania jest mezuza, tylko nie wejsciowych, gdzie najbardziej powinna byc. Dlaczego? – zapytalem. Nie zwariowalam – odpowiedziala. Przed Holokaustem mezuza oznaczala z zewnatrz kazde zydowskie mieszkanie, i w Polsce, i w calej Europie, a gdzie dzis w Europie Zyd nie boi sie wystawic mezuzy? Poczatkowo zamierzalem zatytulowac niniejszy esej “W Europie bez zmian”, ale bylby to oczywisty blad. Zmiany sa, i to znamienne.

Dzisiejsi “pacyfisci” z nieodzownymi europejskimi intelektualistami i pisarzami o pawich piórach przypominaja glupców z lat 30., którym przyklaskiwal Hitler, i “obronców pokoju” z lat 40-50., którym przewodzil Stalin, ale róznia sie ostentacyjnym antysemickim znakiem. Którego sie nie krepuja, choc kazdy dzis na swiecie wie, ze antysemityzm jest narzedziem mordu. A najlepiej Europa, która nas ukrzyzowala i umyla rece, i – nie moze nam tego wybaczyc.

Europa zaluje Zydów w kazda rocznice Holokaustu, ale nie w chwilach biezacych. W czerwcu 1967, kiedy armie arabskie uzbrojone przez wschodnio-europejskich antysemitów podeszly do zydowskiej oazy i jej los wydawal sie przesadzony, oddzialy miedzynarodowe usunely im sie z drogi, spokojnie czekajac na nowa rzez, i dopiero zwyciestwo Zydów wzbudzilo ogólne zaniepokojenie. Podobnie bylo w pazdzierniku 1973. Dlaczego Europa nie przejmuje sie losem Zydów w “dramacie Bliskiego Wschodu”, tylko losem ich wrogów? Dlaczego protestuje, kiedy Zydzi zabijaja smierc, a milczy – jak podczas Holokaustu – kiedy smierc wchodzi do zydowskich domów? To nie tylko dla nafty europejscy “pacyfisci” obcalowuja Arafata, bronia Saddama Husajna i pokrzykuja na Ameryke, ze smie stawac po zydowskiej stronie.

Koncentrujac uwage na Zydach, Europa nie dostrzega noza na swoim gardle. Jak w latach 30. Jak w starogreckiej tragedii nosi w swoim charakterze swój los. Zydzi tez powtarzaja swoje bledy pomimo dlugiego doswiadczenia. Jak kolaboranci z Judenratów, nie chca spojrzec prawdzie w oczy. Wciaz trudno im sie pogodzic z mysla, ze ich wrogowie wola mordowac, niz kolaborowac.

Przez pól wieku tysiace SS-manów z róznych krajów Europy otrzymywalo od Niemiec pensje “za wierna sluzbe”. Pól wieku po Holokauscie Niemcy stali sie znów potega i nie chca wiecej byc “wiezniami historii” – jakby to byla za wysoka kara. A najliberalniejsi wolni demokraci upominaja sie o prawo do antysemityzmu – jak wolnosc, to wolnosc. A co, jesli zazadaja jeszcze wiecej? Naprawde wiele zalezy od tego, z jakimi ma sie do czynienia “liberalami” i “pacyfistami” i skad oni sie biora. “Zniszczenie syjonistycznego wroga jest najwazniejszym celem w swiecie” – oswiadczyl przed sadem nawrócony na islam Niemiec, któremu w 1997 nie udal sie napad terrorystyczny w Izraelu. Juz wyroslo nowe pokolenie. Juz znów z jednej strony nagonka, a z drugiej mordercy. Znowu jest rok 1938 i plona synagogi. A tchórzliwa Europa chce jak wtedy rzucic Zydów wilkom, zeby ja zostawily w spokoju. Europa, co tak uroczyscie zaluje, ze nie uczynila wtedy “wszystkiego”.

Europa nigdy naprawde nie zaakceptowala emancypacji Zydów. Dlatego usiluje zepchnac panstwo zydowskie do defensywy, do statusu petenta, pariasa, Zyda. Którego nie ma, którego zamordowala. Po milenium bezkarnego zabijania Zydów trudno jej pogodzic sie z tym, ze wiecej na to nie pozwalaja. Po wiekach pogardy nie moze wybaczyc im rycerskiego prowadzenia wojny, które tak bardzo kontrastuje z bezecenstwem i okrucienstwem jej wojen. Suwerenna wladza zydowska, i to w najswietszych miejscach, jest nieznosna drzazga psychiczna dla Europy, gdzie wladza tradycyjnie pochodzila od Boga, z wrodzonego przywileju i oznaczala godnosc. Totez hierarchowie koscielni w Jerozolimie pienia sie przed kamerami. Woleliby ja w rekach Arabów, Otomanów, mameluków, aby tylko nie Zydów, którzy w przeciwienstwie do tamtych nie zrobili im nic zlego. Albowiem nie ma logiki w tym, co europejski Kosciól lagodnie nazywa “niechecia”. A jest za to ciezki kompleks, który sprawia, ze nawet na krawedzi wojny swiatowej z muzulmanami Europa woli ich anizeli Zydów.

Wedlug wiary, która, jak twierdzi kardynal Lustiger, jest nieodlaczna czescia europejskiej spuscizny, Zydzi mieli istniec tylko po to, zeby cierpiec za rzekome winy. W rzeczywistosci jednak nasze istnienie przeszkadzalo Europie zapomniec o jej wlasnych, rzeczywistych winach, a nigdy nie bylismy tak niewygodnymi swiadkami i takim wyrzutem sumienia jak po Holokauscie. Totez nie nalezy sie dziwic, ze sie nie nawrócila, ze przeciwnie, jej antysemityzm przybiera na sile. Moja znajoma w Warszawie praktykuje judaizm i na wszystkich odrzwiach jej mieszkania jest mezuza, tylko nie wejsciowych, gdzie najbardziej powinna byc. Dlaczego? – zapytalem. Nie zwariowalam – odpowiedziala. Przed Holokaustem mezuza oznaczala z zewnatrz kazde zydowskie mieszkanie, i w Polsce, i w calej Europie, a gdzie dzis w Europie Zyd nie boi sie wystawic mezuzy? Poczatkowo zamierzalem zatytulowac niniejszy esej “W Europie bez zmian”, ale bylby to oczywisty blad. Zmiany sa, i to znamienne.

Dzisiejsi “pacyfisci” z nieodzownymi europejskimi intelektualistami i pisarzami o pawich piórach przypominaja glupców z lat 30., którym przyklaskiwal Hitler, i “obronców pokoju” z lat 40-50., którym przewodzil Stalin, ale róznia sie ostentacyjnym antysemickim znakiem. Którego sie nie krepuja, choc kazdy dzis na swiecie wie, ze antysemityzm jest narzedziem mordu. A najlepiej Europa, która nas ukrzyzowala i umyla rece, i – nie moze nam tego wybaczyc.

W konflikcie zydowsko-filistynskim, który sie nigdy nie skonczyl, Europa wystepuje jak zwykle po niewlasciwej stronie i do tego bezwstydnie udaje autorytet moralny. To nie tylko pragmatyzm naftowy, który w cynicznym swiecie wydaje sie zrozumialy. Latem 1967, przed sama ucieczka z Europy, spotkalem w Domu Pracy Twórczej starszego pana z Interpressu, który na osobnosci skarzyl mi sie ze lzami w oczach, ze musi tlumaczyc z polskiego na angielski wstretne antysemickie broszury na eksport. Mord rytualny, spisek “medrców Syjonu”, zydowskie pieniadze, szescioramienna gwiazda ze swastyka, Izraelczycy w hitlerowskich mundurach, “zydowski rasizm” – wszystko to zostalo umiejetnie zasiane w arabskich umyslach i przynosi dzis plony wieksze, niz sie spodziewano. Europa od wieków roznosi po kontynentach swoja antyzydowska zaraze i moge smialo powtórzyc za moim dobrym znajomym, zydowskim publicysta poholokaustowego pokolenia, który podpisuje sie wymownym pseudonimem Dawid Warszawski, ze “antysemityzm to europejski wklad w dorobek ludzkosci”. Podobnie jak i rasizm, który przyplynal i wciaz przyplywa do Ameryki z Europy. Który w Ameryce opada, a w Europie przeciwnie, przybiera – proporcjonalnie do liczby przybyszów z jej bylych kolonii. Juz jest wiecej meczetów w Europie, niz bylo synagog, i wiecej muzulmanów, niz bylo Zydów, a muzulmanie nawet nie próbuja do niej sie dostosowac i w przeciwienstwie do Zydów wcale jej sie nie boja. Tak zle bylo z Zydami? Jeszcze za nami zatesknicie.

Ciesze sie kazdego dnia, ze wyrwalem sie z jej szponów i ze moge patrzec na nia z dystansu Ameryki, która stworzyli uchodzcy i wygnancy jak ja. Dla których tak samo jak dla mnie nie bylo w Europie miejsca. Ameryka, która powstala z protestu przeciwko Europie, przerosla ja pod prawie kazdym wzgledem, a zwlaszcza moralnym, i wyciaga ja za kazdym razem z gówna. Tak bylo w 1918, w 1944-45, w 1948 (plan Marshalla). Bez Ameryki Europa nie przetrwalaby zimnej wojny. Nie wylazlaby nawet z lokalnego ludobójstwa balkanskiego, które raz jeszcze ukazalo plytkosc i kruchosc jej wartosci, jej prawdziwa spuscizne. Wyobrazmy sobie, ze Ameryka zniknela i zostawila ja sama wobec inwazji z poludniowego wschodu, która juz sie rozpoczela. Europa istnieje juz tylko na gwarancjach amerykanskich. Tego nie mówi zaden amerykanski maz stanu, dyplomata ani zwyczajny, taktowny Amerykanin. Ja sie nie musze krepowac.

Chrzescijanska Europa wypiera sie swoich zloczynców i morderców. Nazywa ich neopoganami, Hunami, Azjatami. Natomiast bogobójcy, krwiopijcy, krwawi bolszewicy, przemozni bogacze to w jej jezyku bez zastrzezen Zydzi. Odwzajemnie sie wiec odwrotnym disclaimerem: W Europie zyja, uchowaly sie, miliony porzadnych ludzi, dobrych chrzescijan, wielu z nich sprzeciwiajac sie jej spusciznie, wspomagalo i ratowalo Zydów, ale ja ich nie utozsamiam z tym, co nazywam Europa.

Szczerze podziwiam jej stara architekture, literature, muzyke, rzezbe, malarstwo, teatr, ale to piekno jest dla mnie zaprawione gorycza. Pamietam ostrzezenie mojego znakomitego profesora Aleksandra Sergiejewicza Isaczenki, ze Rosja to nie tylko literatura, muzyka i balet, i w ten sam sposób patrze na fornir Europy. Obawiam sie, ze Bóg dal za wygrana. Cale szczescie, ze jeszcze Ameryka czuwa.


twoje uwagi, linki, wlasne artykuly, lub wiadomosci przeslij do: webmaster@reunion68.com