Archive | September 2017

Popieranie Izraela jest obowiązkiem lewicy

Popieranie Izraela jest obowiązkiem lewicy


Fred Maroun
tłumaczenie: Małgorzata Koraszewska


Ludzie na lewicy, którzy są antysyjonistami, są albo głupcami, albo antysemitami. Ujmując to nieco uprzejmiej: albo zajmują stanowisko w sprawie, której nie rozumieją, albo świadomie stają po stronie nienawistników.

Nie jest trudno zrozumieć, dlaczego wielu naiwnych ludzi na lewicy jest przeciwko Izraelowi. Izrael odnosi sukcesy i jest silny, podczas gdy Palestyńczycy są ubodzy i są słabi. Wizja tego konfliktu jako konfliktu izraelsko-palestyńskiego jest jednak fikcją stworzoną przez grupy lobbystów antyizraelskich.

Ten konflikt nie jest i nigdy nie był konfliktem między Izraelem i Palestyńczykami.

Konflikt rozpoczął się między całym światem arabskim a Izraelem, kiedy Arabowie uznali, że Żydzi, którzy mają ciągłą historię na Bliskim Wschodzie od 3 tysięcy lat, nie powinni mieć własnego, niepodległego państwa. To ustawiło świat arabski z populacją 50 razy większą niż Izrael i obszarem lądowym 600 razy większym niż Izrael przeciwko maleńkiemu państwu żydowskiemu.

Rozmiary wroga Izraela tylko wzrosły od tego czasu. W dodatku do świata arabskiego w szeregach wrogów Izraela są obecnie praktycznie wszystkie państwa muzułmańskie, włącznie z potężną Islamską Republiką Iranu, oraz większość krajów reprezentowanych w Narodach Zjednoczonych.

W ONZ większość krajów konsekwentnie i ślepo popiera każdą rezolucję antyizraelską, niezależnie od tego, jak jest jednostronna i absurdalna. Jak powiedział Abba Eban, minister spraw zagranicznych Izraela od 1966 do 1974 r.: „Gdyby Algiera przedłożyła rezolucję oznajmiającą, że ziemia jest płaska i że spłaszczył ją Izrael, zostałaby przyjęta 164 głosami przeciwko 13 z 26 wstrzymującymi się od głosu”.

Populacja Izraela, żyjąca na 1/7000 części masy lądowej świata, musi bronić się przeciwko większości świata, którego populacja jest tysiące razy większa niż populacja Izraela.

Jaki lewicowiec z prawdziwego zdarzenia nie popierałby słabszej strony w takim konflikcie?

Niestety, wielu prawicowych syjonistów zachęca do takich absurdów przez chełpienie się, że Izrael wygrał wojnę i może narzucać swoją wolę wrogowi. Poważnie? Jaką wolę i któremu wrogowi?

Podczas awantury o wykrywacze metalu na Wzgórzu Świątynnym w lipcu 2017 r. wielu syjonistów, włącznie ze mną, mówiło, że rząd izraelski w żadnym wypadku nie powinien ustępować i usuwać tych wykrywaczy. Mówiliśmy, że Izrael ma wszystkie prawa do ustalania reguł bezpieczeństwa na Wzgórzu Świątynnym i że sprzeciw jest po prostu irracjonalny i powodowany antysemityzmem. Mówiliśmy, że jakiekolwiek ustępstwo jest równoznaczne z ugłaskiwaniem terrorystów.

Niemniej, mimo faktu, że Izrael ma najbardziej prawicowy rząd w swojej historii i mimo faktu, że większość gabinetu ostro sprzeciwiała się jakiemukolwiek kompromisowi, w końcu uznali, że nie mają wyboru. Pod naciskiem swoich arabskich sąsiadów, a nawet swojego jedynego godnego zaufania sojusznika, Stanów Zjednoczonych (pod rządami Donalda Trumpa, orędownika wielu prawicowych syjonistów), Izrael musiał upokorzyć się i poddać.

Rzeczywistość zawsze triumfuje nad mitem.

Absurdalny mit, że Izrael jest potężną siłą, która może robić, co chce i kiedy chce, nie odbiega daleko od antysemickiego mitu, że Żydzi kontrolują światowe media i finanse. W żadnym razie nawet nie zbliża się do rzeczywistości.

Rzeczywistością jest to, że Izrael przetrwał i rozkwita tylko dzięki bardzo ciężkiej pracy bardzo zdeterminowanych i kreatywnych Żydów oraz dzięki odrobinie szczęścia. Żadne ze zwycięstw Izraela na polu bitwy lub gdzie indziej nie było z góry przesądzone i każdy, kto rozumie obecną sytuację, wie, że Izrael nadal znajduje się w sytuacji olbrzymiego zagrożenia.

Ponieważ jestem lewicowcem, moje przekonania polityczne nie dają mi innego wyboru poza popieraniem Izraela. Od kiedy Izrael ogłosił niepodległość 14 maja 1948 r., wrogowie Izraela próbowali wymusić to, co nazywają “sprawiedliwością dla Palestyńczyków” kosztem projektu narodowego wielokrotnie mniejszego narodu żydowskiego. Tego nie może zaakceptować żaden rozsądny, znający sprawę i nie antysemicki lewicowiec.

Jeśli sprawiedliwość dla Palestyńczyków kiedykolwiek ma być osiągnięta, olbrzymia i potężna koalicja przeciwko Izraelowi musi najpierw wycofać się, zaakceptować, że Izrael istnieje i że jest to państwo żydowskie. To jest lewicowe stanowisko w sprawie tego konfliktu.


Fred Maroun

Pochodzący z Libanu Kanadyjczyk. Wyemigrował do Kanady w 1984 roku, po 10 latach wojny domowej. Jest działaczem na rzecz liberalizacji społeczeństw Bliskiego Wschodu. Prowadzi stronę internetową fredmaroun.blogspot.com


twoje uwagi, linki, wlasne artykuly, lub wiadomosci przeslij do: webmaster@reunion68.com

 


Szkoła to nie (zawsze) więzienie

Szkoła to nie (zawsze) więzienie

ETGAR KERET  przełożyła Ula Rybicka


Gimnastyka poranna w Kirjat Malachi w Izraelu (1970) /fot. Wikipedia

W poniedziałek Lew Keret pierwszy raz w życiu przekroczył mury szkoły podstawowej. Pomimo ogromnego plecaka, ważącego tyle, co wyjątkowo tłusty cielak, był nieugięty, a jego twarz promieniała uśmiechem typowym dla tych, którzy nie wiedzą, co ich czeka. Wlókł się za nim przygarbiony i zmartwiony tata, któremu ciężko było nadążyć za szybkim krokiem Lwa. Na ścianie głównego korytarza wisiał ręcznie zrobiony plakat, prawdopodobnie przypięty jeszcze w ubiegłym roku podczas zajęć o Zagładzie, na którym widniały cztery słowa wypisane na czerwono: „Jak baranki na rzeź”. Zgarbiony ojciec Lwa zdał sobie sprawę, że plakat dotyczy wydarzeń z przeszłości, ale to wystarczyło, żeby zapragnął zgarnąć syna wraz z jego ciężkim plecakiem i uciec przez otwarte bramy szkoły. Szybko, zanim ochroniarz zdąży je zamknąć.

Cały poprzedni tydzień mama Lwa prosiła jego tatę, żeby przestał oglądać powtórki „Więzienia Oz”, twierdząc, że serial ma na niego zły wpływ. Kiedy tata Lwa idzie za synem wzdłuż ciemnych korytarzy, przygląda się uczniom drugich klas z patyczkami od lizaków wystającymi z kącików ust niczym wykałaczki, którzy arogancko prześwietlają pierwszoklasistów, jakby byli dostawą świeżego mięsa. Myśli o tym, że choć mama Lwa zapewne miała rację, to nie da się ukryć – szkoły w pewien sposób przypominają więzienie. Długie korytarze. Kwadratowe, wyasfaltowane podwórko, na które mali więźniowie wypuszczani są kilka razy dziennie. Nieprzyjemny tłum, mundurki. Kiedy Lew zajmuje miejsce w ławce obok grubego chłopca z czerwoną twarzą, wyglądającego jak bawarski rolnik wydający Żydów podczas wojny, jego tata modli się, żeby pierwszy dzień zakończył się spokojnie: bez izolatki i noży na podwórku.

Nauczycielka wchodzi do klasy, a tata Lwa, dla przełamania pierwszych lodów, zadaje pytanie, jak dokładnie wygląda procedura postępowania w razie ataku rakietowego lub trzęsienia ziemi. Nauczycielka ciężko wzrusza ramionami i odpowiada, że ona ma stanąć w futrynie drzwi, ale jeśli chodzi o dzieci, to najlepiej by było, żeby sam to wygooglował.

Ron Chuldaj, burmistrz Tel Awiwu, przemawia na uroczystości rozpoczęcia roku szkolnego. Opowiada pierwszoklasistom, że zanim został burmistrzem, a wcześniej generałem brygady w wojsku i nieustraszonym pilotem myśliwca, też był kiedyś w pierwszej klasie i ciągle pamięta swój pierwszy dzień w szkole. Wtedy tata Lwa, siedzący w dużej odległości od syna w wąskim rzędzie przy mównicy, dostrzega kropelki potu na jego karku. I nagle wyobraża sobie Lwa, który ze słodkiego dziecka zmienia się w pilota myśliwca zrzucającego bomby na linie wroga, potem w generała, a potem w burmistrza. Do czego nam to wszystko potrzebne? – zastanawia się. Ile jeszcze lat dał nam Bóg na tej planecie z podziurawioną warstwą ozonową? Czy nie lepiej byłoby spędzić ten czas, bawiąc się z kotami na podwórku?

Tak naprawdę tata Lwa bardzo chciał, żeby syn poszedł do prywatnej szkoły. Do takiej, za którą płaci się kupę pieniędzy, klasy są małe i gdzie jest prywatny ogród, a w nim zwierzęta, które można pogłaskać. Jak wielu innych rodziców, tata Lwa zabrał syna na serię testów, podczas których poproszono go, żeby głaskał robaczka. Bardzo mu się to podobało i podekscytowany przyznał, że robak był gładki i milutki, i zdaje się, że był szczęśliwy z powodu tych pieszczot. Jednak, gdy okazało się, że nie przeszedł procesu rekrutacyjnego, tata Lwa zaczął podejrzewać, że może głaskanie było zbyt techniczne i niewystarczająco kreatywne. Odrzucenie było łatwiejsze do przełknięcia, kiedy okazało się, że żaden z dwudziestu kolegów Lwa z przedszkola nie przeszedł testów, które dałyby im wstęp do pedagogicznego raju. Powracająca osiedlowa plotka głosiła, że w Izraelu zabrakło uzdolnionych dzieci, więc szkoła musiała importować odpowiednich uczniów z Europy, co wyjaśniałoby fakt, dlaczego tata Lwa podczas testów widział tak wielu blondynów.

PRENUMERATA

Ale to nie czas, by rozpamiętywać porażkę w teście na głaskanie robaka. Burmistrz przestał już straszyć tatę Lwa, drugoklasiści skończyli fałszować piosenkę „Zawsze podążaj za słońcem”, a dobrani w pary uczniowie wracają do swoich klas. Lew z daleka macha do taty. Wygląda na szczęśliwego. Tata Lwa czeka jeszcze kwadrans na podwórku, w razie, gdyby chłopiec wybiegł z płaczem, ale niestety tak się nie dzieje. Tak więc tata Lwa zaczyna powoli wracać do domu.

Po drodze przypomina sobie swój pierwszy dzień w szkole. Tata Lwa zostawał w klasie tylko wtedy, gdy była z nim mama. Nauczyciel wytłumaczył mu, że rodzice nie mogą być na lekcji, więc tata Lwa uzgodnił z mamą, że ona poczeka na podwórku, tak, żeby ją było widać ze szkolnego okna. Tata Lwa cały dzień obserwował, jak mama siedzi obok fontanny, pali papierosa za papierosem i rozwiązuje krzyżówki. W pewnym momencie nauczyciel zapytał, dlaczego to dla niego takie ważne, a on łamiącym się głosem odpowiedział, że musi widzieć mamę przez cały czas, żeby nie zapomnieć, że jest też inny świat poza tym piekłem zwanym szkołą i że po dzwonku może do niego wrócić. Drugiego dnia został już w klasie sam i kiedy spojrzał przez okno na fontannę, nic nie przypominało mu o świecie poza tą gównianą szkołą, w której się znalazł. I naprawdę zapomniał o nim na wiele długich lat. Ale jego syn nie jest taki jak on. A jeśli mu się poszczęści i bawarski rolnik siedzący obok niego nie wyda go Niemcom, to kto wie, może mu się tam nawet spodoba.


© 2012, Etgar Keret / Dziękujemy Etgarowi Keretowi za zgodę na tłumaczenie i publikację.


twoje uwagi, linki, wlasne artykuly, lub wiadomosci przeslij do: webmaster@reunion68.com

 


Israel sends aid to Mexico after devastating earthquake

Israel21cIsrael sends aid to Mexico after devastating earthquake

Nicky Blackburn


The Israel Defense Forces and Israeli aid agencies send emergency response teams to Mexico following 7.1 magnitude earthquake

Israeli search and rescue teams search for survivors in Mexico. Photo courtesy ZAKA

The Israel Defense Forces Search and Rescue Unit and two other Israeli aid agencies have sent emergency response teams to Mexico in the wake of a deadly 7.1 magnitude earthquake that has killed more than 200, flattened buildings, and extensively damaged infrastructure.

The earthquake, which struck 140 kilometers southeast of Mexico City, caused substantial damage. It comes just two weeks after another deadly earthquake hit the country, the most powerful to strike Mexico since 1985.

Israel received a request for assistance from Mexico following the severe earthquake on Tuesday night, and in response a 50-member team of the IDF Search and Rescue Unit departed earlier this afternoon with a planeload of equipment.

Israeli nonprofit aid organization IsraAID will also send an emergency response team to Mexico, with psychosocial, water, sanitation and hygiene specialists.

Volunteers from ZAKA Mexico, which was established recently with the advice of Israel’s ZAKA International Rescue Unit, were also rushed the area to offer search, rescue and recovery assistance.

“The tremor was extremely significant and close to Mexico City, so many people have been affected, “ said Voni Glick, co-CEO of IsraAID.

“Earthquakes are terrifying for anyone in the vicinity, and with shelters filling up, we are sending a team to provide psychosocial post-trauma support and help more remote communities with water, hygiene and sanitation solutions.”

He said team members will provide mental-health support to vulnerable individuals and communities affected by the earthquake, particularly those evacuated to shelters for an indeterminate time.

In addition, he said, IsraAID’s team will put immediate water, sanitation and hygiene measures in place.

“The Mexican people are still reeling from the impact of the last earthquake, and this newest disaster further compounds the crisis,” said Glick.

“It is impossible to describe the scope of the disaster. Millions of people are without power; there is great confusion and distress,” said ZAKA Mexico commander Marcus Cain.


twoje uwagi, linki, wlasne artykuly, lub wiadomosci przeslij do: webmaster@reunion68.com

 


Imam, który wzywał do unicestwienia Żydów, robił to, co inni

Imam, który wzywał do unicestwienia Żydów, robił to, co inni

Maher Gabra
Tłumaczenie: Małgorzata Koraszewska


Plakat z hadisem wzywającym muzułmanów, by walczyli z Żydami i zabijali ich. Drobne litery pod spodem zachęcają ludzi, by drukowali to i szerzyli.

Jeśli chcemy być uczciwi, musimy przyznać, że to, co zdarzyło się niedawno w Kalifornii, było zaledwie drobnym przykładem antysemityzmu, który jest rozpowszechniony w wielu częściach świata muzułmańskiego. Młodzi muzułmanie, których radykalizuje idea, nie dbają o to, czy przychodzi ona z Kalifornii, Kairu, czy z Mekki, jak długo wypowiada ją wiarygodny uczony islamski. Dlatego jedynym rozwiązaniem, by przeciwstawić się rosnącej groźbie radykalnego islamizmu, jest demaskowanie tych imamów i wspieranie reformatorów.

21 lipca 2017 r. podczas kazania w meczecie w Davis w Kalifornii imam Ammar Shahin wezwał do unicestwienia wszystkich Żydów. Posłużył się hadisem (zapisami tradycji i powiedzeń proroka Mahomet), w którym cytuje się słowa proroka Mahometa:

“Ostatnia godzina nie nadejdzie zanim muzułmanie nie będą walczyć z Żydami i muzułmanie zabiją ich, tak że Żydzi będą chować się za kamieniami i drzewami. Wtedy kamienie i drzewa zawołają: O muzułmaninie, O sługo Allaha! Za mną jest Żyd, przyjdź i zabij go, poza drzewem kolcowoju, bo to jest drzewo Żydów”.

Middle East Media Research Institute (MEMRI) przetłumaczył jego słowa, a następnie media (głównie konserwatywne) pisały o tym. Shireen Qudosi, muzułmańska reformatorka zainicjowała petycję, którą podpisałem, wzywającą meczet do wyrzucenia go.

Nie jest to pierwszy raz, kiedy Shahin mówił takie rzeczy przed kamerą. 14 lipca 2017 r. nazwał Żydów “nikczemnymi Żydami” i prosił Boga, by zniszczył ich. Powiedział:

“O Allahu, zniszcz ich i nie oszczędzaj ich młodych i ich starców… O Allahu, zamień Jerozolimę w cmentarz dla Żydów”.

W listopadzie 2016 r. Shahin szydził z Konstytucji amerykańskiej, porównując ją do “idoli, do których modlili się niewierni, a które robili z daktyli”. Powiedział, że w odróżnieniu od Koranu demokracja jest tworem człowieka i może być zmieniona: „Uważacie teraz demokrację, Konstytucję i to wszystko, czym was oszukują… za świętą religię?”

To właśnie mówił Sajjid Kutb, Ojciec Chrzestny wielu obecnych organizacji terrorystycznych, to właśnie propagował w swoich książkach, w których pisał o konieczności zastąpienia praw stworzonych przez człowieka prawem szariatu.

Broniąc się, Shahin powiedział, że tłumaczenie nie było ścisłe i że został źle zacytowany. Jako że arabski jest moim językiem macierzystym, sprawdziłem tłumaczenie i zapewniam, że jest w 100% ścisłe. Kiedy nie wyszło mu z twierdzeniem, że jest „ofiarą błędnego tłumaczenia”, Shahin zaoferował przeprosiny na konferencji prasowej. Co ciekawe, na tej konferencji nie pozwalano na zadawanie pytań, prawdopodobnie, by uniknąć prostych pytań, takich jak: „Dlaczego w ogóle pan to powiedział?’ lub „Czy chce pan tymi przeprosinami powiedzieć, że ten hadis nie jest poprawny?”

Niektórzy będą twierdzić, że Shahin popełnił błąd, powiedział rzeczy, których nie myślał, a potem przeprosił; koniec wydarzenia, prawda? Nie. Podobnie jak imam Shahin urodziłem się i wychowałem w Egipcie. Mogę zapewnić, że nie jest to izolowany incydent. To, co powiedział ten imam, jest tym, co słyszy każdy na wspólnych modlitwach muzułmańskich w każdy piątek. W piątek po południu wszyscy mogli słyszeć modlitwy i kazania, ponieważ każdy meczet ma wielki głośniki na zewnątrz, by zapewnić, że cała dzielnica słyszy modlitwy i kazania, czy tego chcą, czy nie. Nie potrafię powiedzieć, jak wiele razy słyszałem imamów proszących Boga, by zniszczył Żydów i chrześcijan i zemścił się na nich.

Ponadto, ten hadis wydrukowano i przyklejono nalepki z nim w całym Egipcie: w autobusach, metrze, szkołach, na uniwersytetach… wszędzie. W dzielnicy wyższej klasy średniej, gdzie mieszkałem, islamiści przykleili go w windzie w naszym budynku, a więc wszyscy mieszkańcy budynku czytali go za każdym razem, kiedy jechali windą.

Ibrahim Issa, egipski muzułmanin, prezenter telewizyjny, pisarz i myśliciel, który wzywał do reform islamu, zajął się podczas jednego ze swoich programów tym rozpowszechnionym antysemityzmem. Komentował wypowiedzi imama Wielkiego Meczetu w Mekce (najświętszego miejsca islamu), który powiedział:

“O Boże, daj zwycięstwo mudżahedinom w Al-Jemenie, w Lewancie, w Al-Iraku. O Boże, zniszcz ateistycznych rafidah (szyitów), Żydów zdrajców, chrześcijan złowrogich i czyhających hipokrytów”.

Komentarz Issy brzmiał: po tym wszystkim, czy nadal zastanawiacie się, skąd bierze się terroryzm i ISIS? To sprowadza terroryzm.

W talk show w Al-Arabija, poeta saudyjski Abdulrahman Al-Szemri mówił podobnie jak Issa. Powiedział, że muzułmanie często modlą się do Boga, by zniszczył Żydów i chrześcijan, i uczynił ich żony wdowami, i uczynił ich synów sierotami, a to jest złe.

Znany szejk, Mohammed Al Arifi, wyjaśnił ten hadis w taki sam sposób, jak imam Shahin. Powiedział, że muzułmanie będą walczyć i zabiją wszystkich Żydów. Następnie twierdził, że w Izraelu ludzie sadzą drzewa kolcowoju, by chronić się, gdy atakują muzułmanie. Al-Arifi jest bardzo szanowaną postacią w Arabii Saudyjskiej i wśród muzułmanów salafi. Jego strona Facebooka ma ponad 24 miliony obserwujących.

Niektórzy mogliby powiedzieć, że jest tak z powodu konfliktu izraelsko-palestyńskiego i tego, co zdarzyło się niedawno wokół Wzgórza Świątynnego w Jerozolimie. Nawet gdyby Shahin wzywał do zabijania tylko Izraelczyków (a wzywał do zabijania Żydów, nie zaś Izraelczyków lub syjonistów) to wezwanie byłoby nadal nieakceptowane. W rzeczywistości, wielu czołowych uczonych islamskich twierdzi, że nawet gdyby obecny konflikt izraelsko-palestyński nie istniał, nienawidzenie Żydów pozostałoby obowiązkiem islamskim. Szejk Mohamed Hussein Jacoub wyjaśnił to stanowisko; powiedział, że gdyby Żydzi zostawili Palestynę muzułmanom, nadal byśmy ich nienawidzili, ponieważ są niewiernymi i potomkami małp i świń.

Niektórzy mogliby twierdzić, że tylko salafici i wahhabici są antysemiccy; niestety, nie jest to prawdą.

“Umiarkowany” uniwersytet Al-Azhar w Kairze, światowe centrum nauczania sunnickiego (gdzie Shahin zrobił licencjat z studiów nad islamem), przyznał stopień doktorski w 1971 r. niewidomemu szejkowi Omarowi Abdel-Rahmanowi, który był odpowiedzialny za zamach bombowy w 1993 r. na World Trade Center. Tytuł pracy doktorskiej Abdel-Rahmana brzmiał: “Stanowisko Koranu wobec swoich przeciwników według Surat Al-Tawbah (skrucha)”. Pisał o Żydach i chrześcijanach jako wrogach islamu. Według tez przedstawionych w jego pracy doktorskiej, ich zbrodnią jest to, że nie wierzą w islam; dlatego trzeba z nimi walczyć.

Inna czołowa postać uniwersytetu Al-Azhar, dr Soad Salah, była dziekan wydziału Studiów Islamskich dla kobiet, mówiła w telewizji o pojęciu “niewolnic seksualnych” (“malek al-yameen”). W 2014 r., w prowadzonym przez siebie programie telewizyjnym, Fikh dla kobiet, powiedziała, że muzułmanie mają prawo do uprawiania seksu z niewolnicami, kiedy podbijają nie-muzułmańskie tereny. Poinformowała swoich widzów, że „Gdybyśmy my [Egipcjanie] walczyli z Izraelem i zwyciężyli, mielibyśmy prawo wziąć do niewoli i używać seksualnie kobiety izraelskie pojmane w wojnie”. Wybrała Izrael jako łatwy cel nienawiści, by przekonać swoją publiczność, że malek al-yameen – to jest, gwałt – jest uprawnioną praktyką.

Krótko mówiąc, to, co powtórzył egipsko-amerykański imam Ammar Shahin, jest po prostu tym, czego nauczył się w Al-Azhar. USA powinna przyjrzeć się temu, czego naucza Al-Azhar, zanim pozwoli większej liczbie absolwentów Azhar szerzyć w Ameryce swoją radykalną ideologię.

Jeśli chcemy być uczciwi, musimy przyznać, że to, co zdarzyło się niedawno w Kalifornii, było zaledwie drobnym przykładem antysemityzmu, który jest rozpowszechniony w wielu częściach świata muzułmańskiego. Młodzi muzułmanie, których radykalizuje idea, nie dbają o to, czy przychodzi ona z Kalifornii, Kairu, czy z Mekki, jak długo wypowiada ją wiarygodny uczony islamski. Dlatego jedynym rozwiązaniem, by przeciwstawić się rosnącej groźbie radykalnego islamizmu, jest demaskowanie tych imamów i wspieranie reformatorów.


Maher Gabra
Amerykanin egipskiego pochodzenia, specjalizuje się w problematyce politycznego islamu. Pracownik naukowy The Washington Institute. Autor raportuThe Ideological Extremism of Al-Azhar


twoje uwagi, linki, wlasne artykuly, lub wiadomosci przeslij do: webmaster@reunion68.com

 


Uderzyć w wylęgarnie terroru

Uderzyć w wylęgarnie terroru

Khadija Khan
Tłumaczenie: Małgorzata Koraszewska


Podczas niedawnego marszu w Dzień Al-Kuds w Londynie szokował widok ludzi innych wyznań, którzy dołączyli do wiecu tych islamistów, i tak zwanych aktywistów praw człowieka, połączonych z członkami organizacji terrorystycznej Hezbollah. Zdjęcie: Marsz w Dzień Al-Kuds w 2014 r. w centrum Londynu. (Zdjęcie: Dan Kitwood/Getty Images)

Europa znowu krwawi, kiedy terroryści w Hiszpanii staranowali samochodami tłum pieszych w centrach turystycznych w Barcelonie i Cambrils. Zabili 14 ludzi i zranili ponad 100.

Policja hiszpańska sprawdza obecnie miejscowego imama, który mógł zradykalizować terrorystów. Podobno ten imam przez dwa lata nauczał w meczecie w mieście Ripoll, a przestał zaledwie kilka miesięcy temu. Pojawiło się pytanie, czy administracja meczetu dowiedziała się czegoś o imamie i zwolniła go, ale nie poinformowała o problemie miejscowej policji.

Dwa dni po zamachach w Hiszpanii, w innym islamskim zamachu terrorystycznym w Finlandii, dwoje ludzi zostało zasztyletowanych, a ośmioro rannych.

Raz jeszcze słyszymy obietnice wykorzenienia terroryzmu z równoczesnym ostrzeżeniem ze strony służb bezpieczeństwa, że nie mogą powstrzymać każdego zamachu terrorystycznego – słowa, które przekładają się na przyznanie, że terror przerósł możliwości kontroli tego zjawiska przez rządy europejskie.

Tak, były czuwania ze świecami za ofiary; flagi Hiszpanii i Finlandii na profilach mediów społecznościowych; mogła być nawet kampania “Je Suis Barcelona” – a potem długa cisza, jakbyśmy byli wszyscy w pętli czasu, czekając na kolejny zamach terrorystyczny.

Widzieliśmy – a to są tylko ostatnio dokonane – zainspirowane przez islamistów zamachy w Londynie, Manchesterze, Paryżu, Brukseli, Nicei, Berlin i Sztokholmie, cała ta przemoc spowodowała śmierć dziesiątków kobiet, dzieci i mężczyzn, pozostawiła jeszcze więcej rannych i być może okaleczonych na całe życie.

Nie potrzeba zbyt wiele zdrowego rozsądku, by zrozumieć, że jednostki nie mogą popełniać masowych morderstw bez szkolenia, wsparcia, a co najważniejsze – bez indoktrynacji.

Tchórzliwa reakcja przywódców świata na tak wiele zamachów terrorystycznych sugeruje, że świat widocznie dał się nabrać na “narrację ofiary” szerzoną przez tych ekstremistów, którzy najpierw podpalają własne kraje, a potem wkraczają do Europy z bagażem swojej totalitarnej ideologii, zamierzając zniewolić ludzi także tutaj.

Można mierzyć efekty tej propagandy szerzonej przez ekstremistów na całym świecie, dwiema bardzo różnymi reakcjami na Charlottesville i na Barcelonę i Turku w Finlandii.

W sprawie zamachowca w Charlottesville cały świat chciał najostrzejszej rozprawy z organizacją i zwolennikami prawicowych uczestników marszu. Dyrektorzy olbrzymich korporacji międzynarodowych zerwali współpracę z rządem USA za to, że nie dostarczył natychmiast jednoznacznego potępienia nagannych organizacji, wymieniając je po imieniu.

Krytycy prawicowego skrzydła w USA chcieli, by ich rząd rozprawił się z każdą grupą, która okazuje sympatie dla ideologii prawicowej i krytykowali prezydenta Trumpa za to, że nie był wystarczająco stanowczy; niestety, woleli nie zauważać podobnych odrażających wystąpień na lewicy, jak marsze pod hasłem: „Czego chcemy? Chcemy martwych policjantów! (Patrz wideo: “Pigs in a blanket; fry ’em like bacon”), którym towarzyszyły mordy równie niewinnych ludzi.

Wydają się także nie zauważać wezwań do wysadzenia Białego Domu w powietrze; pokazu makiety odciętej, zakrwawionej głowy prezydenta i “nadziei” urzędującego senatora stanowego, że prezydent zostanie zabity.

Media wrzeszczą pod niebiosa, kiedy prezydent Trump nie papuguje ich scenariuszy, ale nigdy nie przeszkadzało im, że Barack Obama nie wymieniał nazw lewicowych uczestników zamieszek i pełnych przemocy organizacji lewicowych. Kiedy paliły się śródmieścia, a niewinni ludzie patrzyli na płomienie ogarniające ich dorobek życiowy, kiedy tłuszcza paliła ich sklepy w miastach od Baltimore do Ferguson, administracja Obamy unikała przypisywania winy lub nazywania po imieniu grup nienawiści. Kiedy w Fort Hood dżihadysta zamordował ludzi wiernie służących amerykańskiemu narodowi, Obama przypisał te morderstwa „przemocy w miejscu pracy”, jak gdyby był Lou Costello obawiającym się, co mu się stanie, jeśli powie “Niagara Falls.”

Wielu z tych ludzi jednak pospieszyłoby pewnie z obroną ekstremistycznych organizacji islamistycznych – takich jak Hamas, Council on American-Islamic Relation (CAIR), Hizb ut-Tahrir, Islamic Society of North America (ISNA), Muslim Council of Britain (MCB) i tak dalej – oznajmiając, że ci biedni ludzie nie mają nic wspólnego ze zbrodniarzami, którzy dokonali zamachów terrorystycznych w imię ich religii.

Żaden dyrektor globalnej korporacji nie zrezygnowałby i wielu spośród tych samych ludzi skrytykowałoby ostro prezydenta Trumpa za “zbyt brutalne” wypowiedzi o islamistach, jak wtedy, kiedy powiedział, że ludzie, którzy starają się o wjazd do USA, powinni najpierw zostać sprawdzeni.

Ponadto, zaledwie kilka tygodni temu, 18 czerwca, pozwolono tak zwanemu “skrzydłu politycznemu” osławionej organizacji Hezbollah na udział w marszu w Dzień Al-Kuds na ulicach Londynu.

Jeśli organizacja terrorystyczna ma skrzydło polityczne, to czy to czyni ją mniej terrorystyczną, czy też po prostu legitymizuje terroryzm? A gdyby powstały „skrzydła polityczne” Al-Kaidy i ISIS?

W Dzień Al-Kuds maszerujący skandowali slogany takie jak “bojkotować Izrael” i “syjonizm = rasizm”, ale władze miejscowe wybrały przymknięcie oczu mimo apeli wielu zaniepokojonych obywateli do burmistrza Sadiqa Khana o odwołanie tego wydarzenia. Być może władze uważają, że nie jest szkodliwe dla Wielkiej Brytanii, jeśli ktoś pluje jadem na „innych” na ziemi brytyjskiej.

Były dowódca sił brytyjskich w Afganistanie, pułkownik Richard Kemp, tweetował do premier Wielkiej Brytanii, Theresy May:

“Jeśli ‘Dość tego’, to dlaczego rząd nadal wdzięczy się do dżihadystów i pozwala na marsz tzw. ‘Dnia Al-Kuds’ ulicami Londynu?”

Maszerujący próbowali także podburzać publiczność przeciwko Żydom, oskarżając fałszywie syjonistów i zwolenników Izraela o pożar w bloku mieszkalnym Grenfell Tower, w którym zginęło 58 ludzi. Jeden z mówców powiedział:

” Wielu niewinnych zamordowali kumple Theresy May – z których wielu popiera ideologię syjonistyczną. Niektóre z największych korporacji popierających Partię Konserwatywna są syjonistyczne. Oni są odpowiedzialni za morderstwo w Grenfell. Ci syjonistyczni zwolnicy partii Torysów”.

Szokujący był widok ludzi innych wyznań, którzy dołączyli do wiecu tych islamistów, i tak zwanych aktywistów praw człowieka, połączonych z członkami organizacji terrorystycznej Hezbollah.

W Australii prezenter telewizyjny poprosił Wassima Doureihiego, lokalnego rzecznika organizacji islamistycznej, Hizb ut-Tahrir, by potępił ISIS, ale Doureihi po prostu żonglował słowami i unikał potępienia grupy. Pośrednio wręcz udzielił poparcia ISIS mówiąc, jak to robią palestyńscy terroryści, że organizacje takie jak ISIS i Al-Kaida uważają siebie za siły “oporu”:

“Grupy takie jak ISIS lub Al-Kaida nie istnieją w próżni. Istnieją jako reakcja na ingerencję Zachodu w ziemiach islamskich. I uważają się, słusznie lub niesłusznie, niezależnie od mojej opinii, jako opór wobec tego, co uważają za niesprawiedliwą okupację”.

Hizb ut-Tahrir jest organizacją ekstremistyczną, która dąży do narzucenia islamskiego kalifatu na świat przy użyciu wszystkich dostępnych środków. Została uznana za organizację terrorystyczną przez kraje takie jak Niemcy i Pakistan, ale w imię „wolności słowa” pozwolono jej rozrastać się na Zachodzie.

To samo dotyczy organizacji takiej jak Bractwo Muzułmańskie i jej odnogi, której udało się przetrwać na Zachodzie, mimo że jest znienawidzona przez wystarczającą liczbę Egipcjan, by zebrać 22 miliony podpisów pod żądaniem obalenia jej rządów w 2013 r.

Żądanie zakończenia popierania Bractwa Muzułmańskiego jest także główną kwestią w obecnym impasie między Katarem a wieloma innymi państwami bliskowschodnimi, znanymi jako “koalicja saudyjska”. Katar odmawia prawdopodobnie z powodu możliwości obalenia rządu.

W tej atmosferze otwarcie wyrażonego celu globalnej hegemonii politycznej islamscy twardogłowi z powodzeniem działają i indoktrynują miejscową młodzież muzułmańską swoimi antydemokratycznymi programami.

Świat nie może wygrać tej wojny wyłapując tylko płotki. Jak widzieliśmy, jeśli agencje rządowe próbują zatrzymać zamachy bombowe terrorystów, chwytają oni za maczety i noże lub taranują ludzi samochodami.

Terroryści już wykonują swoje zadanie przez sianie przerażenia wśród cywilów. Wygląda na to, że terroryści najpierw chcą ustalić swoją dominację w umysłach ludzi przy pomocy terroru w nadziei, że społeczeństwo, przestraszone i zmęczone, „w końcu odsłoni szyję, byśmy je mogli zarżnąć” – jak powiedział terrorysta Khalid Sheikh Mohammed psychologowi, Jamesowi Mitchellowi.

Wolny świat, jeśli chce wygrać tę wojnę, będzie musiał zrezygnować z obłudy. Będzie musiał zabrać się za wylęgarnie terroru bez wybiórczości i pomijania swoich faworytów. Jeśli tego nie zrobi, globalne organizacje bezpieczeństwa wyczerpią się goniąc za indywidualnymi podejrzanymi, patrząc za każdym razem tylko na „płotki”, ale nigdy na staw, w którym się rozmnażają.


Khadija Khan
Pakistańska blogerka i dziennikarka mieszkająca w Pakistanie.


twoje uwagi, linki, wlasne artykuly, lub wiadomosci przeslij do: webmaster@reunion68.com