Archive | September 2017

12 cool things to do in Tiberias

Israel21c12 cool things to do in Tiberias

Viva Sarah Press


The capital of the Galilee is on every tourist’s must-see list, but that doesn’t mean you have to spend a fortune.

The Old City walls of Tiberias. Image via Shutterstock.

Flowing with natural hot springs, brimming with Christian and Jewish holy sites and hugging the shores of the Sea of Galilee, Tiberias is a top tourist stopover for visitors to Israel. The city boasts many historical and religious sites as well as water recreation options.

But required tourist hotspots usually translate to opening one’s wallet at every other turn. ISRAEL21c presents 12 things to do in Tiberias without spending an agora.

1. Old Tiberias Walking Tour

On Tuesdays, a local tour guide takes tourists through the archaeological park (next to Sheraton Moriah and Golden Tulip hotels) and then to the promenade, past the Turkish citadel, to the famous Etz Hachaim synagogue of Rabbi Haim Abulafia, and the Scottish Compound (see below). On Fridays, he leads a free tour of the city’s historical sites. Every Sunday, Monday and Thursday, a walking group leaves from the Tiberias Tourist Information Center (04-672-5666), and the Tiberias Hotel Association (04-672-4549) offers free Saturday morning walking tours revealing the history behind the walled Ottoman city to today’s contemporary hotel industry. Book in advance and reconfirm.

2. Beaches

Located on Israel’s only fresh water lake, Tiberias has many good beaches to choose from. Image via Shutterstock.

Tiberias is located on the shores of Israel’s only freshwater lake, the Sea of Galilee (Lake Kinneret). There are 10 beaches to choose from, including three oriented to religious sunbathers that separate the sexes and enforce modesty codes. HaTchelet Beach (“The Light-Blue Beach”) is one of the most pristine; Holiday Inn Beach is a good place for water sports and kids playgrounds; and Beriniki Beach offers facilities for camping.

3. Amdur Fine Gallery

Located in the center of town on one of the last ancient cobblestone streets (HaKishon, between HaGalil and HaBanim streets), the Amdur Fine Gallery is the place to go for modern art. Here you’ll find original works of known and emerging Israeli contemporary artists. The gallery hosts events such as wine-and-cheese evenings and concerts. On exhibit are paintings, sculpture, jewelry and furniture design.

4. Tiberium Water Show

Think Bellagio on the Kinneret. Disk In Pro, Israel’s world-renowned multimedia design company known for its installations in visitor centers, museums, exhibitions and theme parks, created a breathtaking water-music-light show for Tiberias. The show takes place at the south end of the Yigal Alon Promenade, and is free to the public three times each evening from 7-9 pm. (Note: Tiberium depends on the water level of the Kinneret. If the level is too high, the light show will not take place.)

5. Churches

No Christian pilgrimage to Israel is complete without a visit to the Galilee. While most of the important churches are in communities surrounding the lake, many churches were also built in Tiberias. Check out St. Peter’s Church, constructed on the ruins of a Crusader church; the modest basalt Church of Scotland; and the Greek Orthodox Church and Monastery of the Twelve Apostles, which includes three houses of prayer and a wall of religious icons.

6. Old Cemetery

Cemeteries aren’t usually at the top of a tourist’s itinerary, but the Old Cemetery in Tiberias is an exception. The ancient sacred burial ground, which is still in use, is said to be the site where the Sanhedrin (Supreme Court of Jewish law) will reemerge first before relocating to the Temple in Jerusalem. The cemetery dates back to Herod Antipas, son of Herod the Great, who built the city in 17 BCE.

read more: 12 cool things to do in Tiberias


twoje uwagi, linki, wlasne artykuly, lub wiadomosci przeslij do: webmaster@reunion68.com

 


SZANA TOWA – wszystkim rodzinom Reunion’68.

back-lRosz HaSzana

SZANA TOWA – wszystkim rodzinom Reunion’68.



Rosz Haszana to początek żydowskiego roku, rocznica stworzenia świata i jedno z najważniejszych świąt w żydowskim kalendarzu. Obchodzone jest pierwszego i drugiego dnia miesiąca Tiszrei. W tym roku (według kalendarza gregoriańskiego) rozpocznie się w 20 września po zachodzie słońca. Według kalendarza żydowskiego zakończy się rok 5777 i zacznie 5778. W Rosz Haszana Bóg ocenia ludzi i zapisuje ich losy w dwóch księgach: w Księdze Życia – sprawiedliwych i w Księdze Śmierci – zatwardziałych grzeszników. Wszystkich pozostałych Bóg jeszcze osądzi i zdecyduje o ich losach. Tym ostatnim wyznacza się czas na poprawę do Jom Kipur (Dnia Pojednania). Dziesięć dni dzielące Rosz Haszana od Jom Kipur to tzw. Jamim Noraim (Straszne Dni). Stąd życzenia „Obyście zostali zapisani na dobry rok” składane w dniu nowego roku.

“Kiedyś, w późny wieczór letni, rabbi Icchak Meir przechadzał się ze swoim wnukiem po dziedzińcu uczelni. Księżyc był na nowiu, zaczynał się pierwszy dzień miesiąca Elul. Cadyk zapytał, czy dęto dziś w róg, jak to należy czynić na miesiąc przed Nowym Rokiem. Po czym rzekł: “Kiedy ktoś jest przywódcą, musi mieć wszystko, co potrzeba: uczelnię i pokój, i stoły, i krzesła, ktoś musi być zarządcą, ktoś służącym i tak dalej. I wtedy przychodzi zły przeciwnik i wyciąga tkwiący najgłębiej punkcik, a wszystko inne pozostaje nadal jak było, i koło kręci się, tylko brak tego najgłębiej tkwiącego punkcika”. Rabbi podniósł głos: “Ale z Bożą pomocą nie wolno dopuścić, aby to się zdarzyło”.

[Buber M., Opowieści chasydów, przeł. P.Hertz, W Drodze, Poznań 1986, s. 275]


Rabbi Icchak Meir z Góry Kalwarii wskazał na “tkwiący najgłębiej punkcik” – punkt, z którego wyrasta cały żydowski świat; na tajemnicę tego, co dzieje się między Bogiem a człowiekiem. Między Bogiem a duszą ludzką. Straszne Dni (Jamim Noraim), czyli Dziesięć Dni Pokuty (Aseret Jemaj Tszuwa) to czas sądu Boga nad światem i ludźmi, szczególny okres pokuty i skruchy (hebr. tszuwa – wyznanie winy i wyrażenie żalu). Intymnie przeżywany, zajmuje najważniejszy odcinek okręgu symbolicznego koła wieczności i cyklu życia, ponieważ wtedy właśnie odradza się ono duchowo i religijnie. Dni Pokuty przypadają na tiszri – siódmy miesiąc kalendarza hebrajskiego. Rozpoczynają się pierwszego tiszri, w Nowy Rok (Rosz Haszana), w Polsce zwany również, jak w tytule znanego obrazu Aleksandra Gierymskiego, “świętem trąbek”, a kończą dziesiątego, w Dzień Pojednania (Jom Kipur). Tego dnia Mojżesz przyniósł Izraelitom drugie Tablice Praw – znak przebaczenia Boga za grzech “złotego cielca”.

Cały poprzedni miesiąc elul przeznaczony jest na to, by człowiek poprzez pokutę przygotował się do przyjęcia Bożego wyroku, który zgodnie z tradycją żydowską zapada pomiędzy Rosz Haszana a Jom Kipur, przedłużając życie ludzkie na następny rok lub kończąc je w czasie jego trwania. W tym czasie, jak czytamy w pismach chasydzkich, nawet “ryba drży w strumieniu”.

Cytowana opowieść przypomina, że od pierwszego dnia miesiąca elul – tak jak w Nowy Rok (za wyjątkiem sytuacji, gdy któryś z dni Rosz Haszana przypada na sobotę, co wyklucza użycie rogu) i na koniec Dnia Pojednania – należy słuchać szofaru (to micwa, obowiązek Żyda), rogu baraniego, z którego muszą wydobywać się ściśle określone tony. Barani róg upamiętnia ofiarę Abrahama (rogi wołu czy krowy jako symbole grzechu “złotego cielca” nie mogą być użyte), jego krzywa linia oznacza, że człowiek ugina swą wolę przed Bogiem, a dĄwięki jak gdyby otwierają bramy Nieba, symbolizują Boże miłosierdzie oraz budzą ludzkie sumienia i wzywają do skruchy. Jak czytamy w jednym z opowiadań Icchoka Pereca, “po dęciu w szofar piorun traci na cały rok władzę nad nami…”…

Rabbi Pinchas powiedział: “W Nowy Rok Bóg trwa w ukryciu, które zwie się > zasiadaniem na tronie < i każdy może Go widzieć zależnie od własnego usposobienia: jeden w płaczu, inny w modlitwie, a znów inny w pieśni pochwalnej”.

[Buber M., Opowieści chasydów, przeł. P.Hertz,W Drodze, Poznań 1986, s. 124]


Rabbi Pinchas z Korca, uczeń Baal Szem Towa, przywołał wywodzącą się z Tory, tradycyjną myśl o Bogu zasiadającym na tronie, by zdecydować o losie każdego człowieka. Ten – w płaczu, modlitwie lub w pieśni pochwalnej – “widzi” Go wtenczas jako Króla Światłości, przed którym otwarte są trzy księgi: życia, śmierci oraz ta przeznaczona dla wszystkich oczekujących jeszcze przez dziesięć dni pokuty na rozstrzygnięcie swego losu. W myśl żydowskiej tradycji należy myśleć o sobie jako o jednym z tych ostatnich i od Dnia Sądu (Yom Ha-Din), bo i tak nazywany jest Nowy Rok, skruchę swą uczynić jeszcze bardziej szczerą. Ma to również przypominać o nadejściu kresu życia, takiego, jakim znają go ludzie, o początku ery mesjańskiej i o Dniu Sądu ludzkości.

Rosz Haszana jest więc czasem, w którym człowiek przeżywa swą duchową odnowę oraz pozostaje świętem upamiętniającym początek aktu stworzenia świata przez Boga (stąd też od pierwszego tiszri rozpoczyna się żydowski nowy rok); świata widzianego jednocześnie w perspektywie eschatologicznej (hebr. acharit ha-jamim, czyli “koniec dni”). W modlitwach przeznaczonych na Nowy Rok podkreśla się to, że Bóg jest Stwórcą, Królem i Sędzią wszystkiego, co powołał do życia. Nawiązują one do trzech zasad judaizmu: wiary w Boga, w karę bądĄ nagrodę, jakie przeznacza On dla ludzi, oraz w objawienie (to dĄwięk rogu oznajmił, że Tora została dana Hebrajczykom na górze Synaj).

Ważna jest symbolika potraw, które spożywa się podczas uroczystej kolacji pierwszego wieczoru Rosz Haszana. Odmienna niż w inne święta, okrągła chała, którą stawia się na środku stołu, oznacza pełnię, pomyślność oraz kolisty roczny cykl żydowskiego życia. Kawałki ciasta macza się w miodzie, tak jak i plasterki marchwi oraz jabłek, by następny rok był pomyślny, równie “słodki”. Konieczne są daktyle, bo zgodnie z ich hebrajską nazwą (tamar) w czasie, który nadchodzi, “skończy się gorycz”. Podaje się również rybę z zachowaną głową, gdyż Rosz Haszana jest jakby “głową roku” (hebr. rosz – głowa), a jedno z życzeń noworocznych brzmi: “Niechaj Bóg sprawi, żebyśmy byli głową, a nie ogonem”, symbolicznym początkiem a nie końcem spraw nadchodzącego czasu. Z Rosz Haszana związany jest także XIII-wieczny obyczaj taszlich (hebr. “wyrzucisz”), który odnosi się do słów Księgi Micheasza i kabalistycznego Zoharu. W noworoczne popołudnie Żydzi idą nad rzekę czy jezioro i z kieszeni wyrzucają do wody okruchy chleba – symbolicznie oczyszczają się z grzechów.

Pod koniec Dnia Pojednania rabbi Lewi Icchak powiedział do jednego ze swoich chasydów: “Wiem o co modliłeś się w to święto. Wczoraj z wieczora prosiłeś Boga, żeby te tysiąc rubli,które zarabiasz w ciągu całego roku, dał ci od razu z jego początkiem, a wtedy kłopoty i trudy związane z interesami nie będą ci przeszkadzały w nauce i w modlitwie. Ale rankiem pomyślałeś, że jak od razu dostaniesz te tysiąc rubli,to z pewnością zaczniesz jakiś wielki interes i że to ci zajmie dużo czasu; poprosiłeś więc, żeby dostawać te pieniądze co pół roku. Ale przed modlitwą końcową i to wydało ci się niezbyt korzystne, i pomyślałeś, że lepiej by było dostawać pieniądze co kwartał,aby tym sposobem móc bez przeszkód uczyć się i modlić. Ale skąd wiesz, że Niebo potrzebuje twojej nauki i twojej modlitwy? Może właśnie trzeba Mu twoich trudów i kłopotów?”

Rabbi Lewi Icchak z Berdyczowa zadał swemu uczniowi pytanie, które miało zmienić jego sposób myślenia o życiu i zbliżyć go do istoty największego święta żydowskiego, stanowiącego kulminację Dziesięciu Dni Pokuty – do Jom Kipur. Trudy i kłopoty człowieka są może Bogu potrzebne, powiedział rabbi, by – jak można dodać – ludzie żyli głębiej i pełniej, byli bardziej zdolni do wewnętrznej odnowy oraz – jak twierdzą niektórzy komentatorzy – by zaznali tej najdrobniejszej cząstki bólu swego Boga.

Jom Kipur to wyjątkowy dzień w roku, ponieważ jedna ludzi z Najwyższym. Dwudziestopięciogodzinny post sprzyja duchowemu oczyszczeniu i przygotowuje do pojednania. Nie wolno wtenczas pracować, jeść ani pić. Bóg przebacza człowiekowi te grzechy, których ten dopuścił się wobec Niego, natomiast o wybaczenie wykroczeń względem ludzi trzeba prosić ich samych. Talmud mówi: Jeśli kto powiada: Zgrzeszę i odpokutuję, i znowu zgrzeszę i odpokutuję – nie będzie mu dana możność odbycia pokuty. Jeśli powiada: Zgrzeszę, a Jom Kippur mnie oczyści i odpuści, tego Jom Kippur nie oczyści, temu nie odpuści. Przekroczenia człowieka wobec Stwórcy Jom Kippur oczyszcza i odpuszcza. Przekroczeń człowieka wobec drugiego człowieka Jom Kippur nie oczyści i nie odpuści, dopóki nie przebłaga on bliĄniego.

[Jomma 8, w: Z mądrości Talmudu, przeł. Sz. Datner i A. Kamieńska, PIW, Warszawa 1988, s. 82]


Modlitwy w synagodze rozpoczynają się od śpiewu Wszystkich Zobowiązań (Kol Nidre), czyli prośby o zwolnienie ze wszelkich niedotrzymanych przyrzeczeń wobec Boga. Zmarłych krewnych wspomina się poprzez odmówienie Izkor (hebr. “Wspomnij”, “Pamiętaj”), grzechy wyznaje się intonując Aszamnu (hebr. “Zgrzeszyliśmy”), po czym błaga się Boga o miłosierdzie. Po południu czyta się Księgę Jonasza, zgodnie z którą Najwyższy wybacza wszystkim tym, którzy prawdziwie przeżywają skruchę. Neila (hebr. “zamknięcie”) jest modlitwą zamykającą, bo podczas jej odmawiania jak gdyby zamykają się bramy Nieba.

Słowniczek przydatnych terminów:

SZANA TOWA
Dobrego Roku!
(mówi się w ciagu dziesięciu sądnych dni ( mięzy Rosz Haszana i Jom Kipur))

LE-SZANA TOWA TIKATEWU (WE TEHATEMU)
Obyś był zapisany (i zapieczętowany) na Dobry Rok!
(mówi się w ciagu dziesięciu sądnych dni ( mięzy Rosz Haszana i Jom Kipur))

KETIWA TOWA
Dobrego zapisu (w Księdze Życia)!
(mówi się w ciagu dziesięciu sądnych dni ( mięzy Rosz Haszana i Jom Kipur))

HATIMA TOWA
Obyś był dobrze zapieczętowany!
(mówi się w Jom Kipur)

GEMAR HATIMA TOWA
Pomyślnego ostatecznego zapieczętowania (w Księdze Życia)!
(mówi się w Jom Kipur)

GAM LE-MAR
Nawzajem!


twoje uwagi, linki, wlasne artykuly, lub wiadomosci przeslij do: webmaster@reunion68.com

 


Christians who celebrate Rosh Hashanah and Yom Kippur

Christians who celebrate Rosh Hashanah and Yom Kippur a growing trend

BEN SALES


Some congregations maintain some of Jesus’s Jewish traditions by following the holiday schedule set out in the Old Testament

A Living Church of God congregation in San Diego celebrates the Feast of Tabernacles — the church’s name for Sukkot — in 2016. (Courtesy of the Living Church of God/via JTA)

NEW YORK (JTA) — On the night of Rosh Hashanah, thousands of people will leave work, gather in congregations across the globe and worship God, the ruler of the world. Ten days later they will begin a fast and gather again to pray, this time atoning for their sins.

On both occasions they will praise Jesus Christ and pray for his return.

They are not Jews, nor are they Jews for Jesus. Rather, these congregants are members of an evangelical Christian movement called the Living Church of God. On the days Jews know as Rosh Hashanah and Yom Kippur, these Christians celebrate what they call the Feast of Trumpets and Day of Atonement.

“We’re not trying to be Jewish,” said Dexter Wakefield, a Living Church minister and the church’s spokesman. “We’re obeying God’s commandments. The holy days have great meaning for the Christians who keep them.”

Living Church of God is one of a few evangelical groups that observes Christianity as it believes Jesus observed it, according to the dictates of the Hebrew Bible. That means no Christmas and no Easter — holidays the church rejects as pagan in origin. It also means that members observe their Sabbath like the Jews: from Friday night to Saturday night. The mainstream Christian custom of observing the Sabbath on Sunday, they believe, is another deviation from the authentic Christianity of Christ.

Christian supporters of Israel march during a parade for the Feast of Tabernacles in Jerusalem in 2006. Thousands of Evangelical Christians participate in an annual pilgrimage to support Israel (photo credit: Olivier Fitoussi/Flash90)

Though the Living Church of God, which has about 10,000 members, advocates observing the Sabbath on Saturday as well as Jewish holidays, they are not Messianic Jews, who self-identify as Jewish and use Hebrew scripture and liturgy. Nor are they Seventh-day Adventists, who observe a Saturday Sabbath but no other Jewish holidays.

The church has nearly 400 congregations on six continents, and most of its membership is in North America, with headquarters in Charlotte, North Carolina. It is governed by a Council of Elders and is an ideological outgrowth of the philosophy of Herbert Armstrong, whose preaching of Old Testament observance inspired several churches that see themselves outside of the evangelical mainstream.

A seder plate at the Cross Life  Church in Alvarado, Arkansas. (Courtesy)

For the Living Church of God, Rosh Hashanah and Yom Kippur — the former begins this year on the evening of September 20 and the latter at sunset September 29 — are two of seven festivals celebrated across the year. Those festivals correspond to the five Jewish holidays commanded in the Torah – Rosh Hashanah, Yom Kippur, Sukkot, Passover and Shavuot. The church gets to seven by treating Shemini Atzeret, the holiday at the end of Sukkot, as a separate festival, and by splitting Passover in two – the first day and everything that comes afterward.

“These days were clearly commanded in the Old Testament, and their observance by Christ and the Apostles in the New Testament certainly ratifies them for the Christian Church,” the church’s founder, Roderick Meredith, wrote in a pamphlet. “True Christians are to keep holy the days God made holy. And we are to follow the example of Jesus and the original Apostles in so doing.”

These holidays correspond to the annual agricultural cycle, and have also taken on Jewish historical significance. But for the church, they reflect steps in the second coming of Jesus and the world’s ultimate redemption.

Rather than marking the New Year, Rosh Hashanah — a one-day holiday called the Feast of Trumpets, a reasonably literal translation of its name in the Torah, Yom T’ruah — marks the day when Jesus will appear again hailed by trumpets. Yom Kippur, translated as the Day of Atonement, marks the day when Satan will finally be defeated.

The church celebrates each day with a service — short by Jewish High Holiday standards — that includes a short and long sermon on the theme of the day, bookended by hymns. Like observant Jews, on the Day of Atonement congregants will take the day off and abstain from eating and drinking. But on the High Holidays they dispense with Jewish rituals like dipping apples in honey, wearing white robes known as kittels or blowing a shofar.

Congregants celebrate the Passover seder at the Cross Life Church in Alvarado, Arkansas. (Courtesy)

read more: Christians who celebrate…


twoje uwagi, linki, wlasne artykuly, lub wiadomosci przeslij do: webmaster@reunion68.com

 


Tuwim: człowiek zaczarowany?

Tuwim: człowiek zaczarowany?

MAŁGORZATA SZOTEK-OSTROWSKA


[ KULTURA, TEKSTY Z WIĘZI ]

Julian Tuwim. Fot. Koncern Ilustrowany Kurier Codzienny / NAC

Jednym ze źródeł dramatu Tuwima było poczucie odmienności. Ogromne znamię na lewym policzku oraz żydowskie pochodzenie czyniły z niego odmieńca. Stopniowo prowadziły do głębokiego wyobcowania.

W jednej z gablot w warszawskim Muzeum Literatury podczas rocznicowej wystawy, poświęconej życiu i twórczości Juliana Tuwima (1894-1953), leżał niewielki porcelanowy krzyż z głową Chrystusa w cierniowej koronie. Jest to jedna z niewielu pamiątek z domu rodzinnego poety, która towarzyszyła mu przez całe życie. Na odwrotnej stronie owego krzyża napisał młody Tuwim niebieskim atramentem: „Kto raz się zgodził nieść swój krzyż, tego nań wiecznie wbijać będą”. Irena Tuwim, siostra poety, wspominała, że ten cytat z Ewangelii powtarzał jej brat wielokrotnie na przestrzeni swego życia i czuło się w tym jego cierpienie.

Jednym ze źródeł dramatu Tuwima było poczucie odmienności, wynikające z powodu ogromnego znamienia na lewym policzku oraz żydowskiego pochodzenia. Te dwa fakty – wygląd i pochodzenie – czyniły z niego odmieńca, stopniowo prowadziły do zamknięcia się w sobie i poczucia głębokiego wyobcowania. A to z kolei pogłębiało stan wyczerpania nerwowego i – przy dziedzicznych skłonnościach – powodowało chorobę psychiczną zwaną agorafobią.

W znamieniu, zwanym niewinnie myszką, nawet matka poety widziała piętno i przekleństwo. W szkole nazywano go diabłem o fizjonomii Żyda, czarciogębym lub czarnuchem. Tej presji delikatna psychika nie wytrzymała i już w młodości Tuwim popadł w kompleks demoniczny, którego owocem były szkice z dziedziny demonologii.

Do końca życia poeta nie pogodził się ze swym wyglądem, zawsze starannie ukrywając znamię przed obiektywem aparatu fotograficznego – czy to poprzez ukazywanie prawego profilu, czy to chowanie się za wystudiowaną pozą intelektualisty. Zadziwiające, że nawet w paszporcie w miejscu „znaki szczególne” – jest puste miejsce.

Razem w wiosennych burzach

Innego rodzaju problemem, z którym zmagał się przez całe życie, był kompleks żydowskiego pochodzenia. Kim był? Polakiem żydowskiego pochodzenia czy Żydem pochodzenia polskiego? Sam Tuwim wielokrotnie pisał o tym wprost:

Największa ma tragedia – to że Żydem jestem,
A ukochałem Ariów duszę Chrystusową!

Zdaniem Józefa Ratajczaka, żydostwo Tuwima „rodziło (…) bolesny dramat. Nie był nigdy w pełni akceptowany przez żadną ze stron. Dla Polaków był Żydem, dla Żydów odszczepieńcem i zdrajcą”. A przecież był czas, kiedy poeta nie czuł się wyobcowany, chciał i potrafił włączyć się w nurt życia artystyczno-literackiego Warszawy. Jako student Uniwersytetu Warszawskiego związał się z gronem rówieśników, skupionych wokół pisma „Pro Arte et Studio”. Była to grupa najbardziej aktywnych i utalentowanych poetów, debiutujących w okresie niepodległej Polski. Wraz z serdecznym przyjacielem, Leszkiem Serafinowiczem – czyli Janem Lechoniem – Tuwim szybko nadał pismu bojowy charakter. To na jego łamach po raz pierwszy pokazał lwi pazur i rozdrażnił opinię publiczną, drukując wiersz „Wiosna”. Atmosfera skandalu będzie mu od tej pory towarzyszyć przez całe życie.

Przyjaźń stanowiła najtrwalsze spoiwo skamandrytów

Publikacja „Wiosny”, będącej prowokacją obyczajową i estetyczną, rozpętała wokół młodego poety prawdziwą burzę. Wprowadzając elementy drastycznej brzydoty, wulgarne słownictwo (pysk, hołota, bachor), z jednej strony wzbudzała najwyższy podziw, z drugiej narażała autora na inwektywy i potępienie. Na łamach „Gońca” pisano z oburzeniem: „Zdegenerowany pan Tuwim, odsłaniający w najwyuzdańszych wyrazach ohydę brudów miasta i roztaczający przed nimi woń miejskiej kloaki, oddziaływa na młode dusze jak najzjadliwsza trucizna”. Zespół redakcyjny „Pro Arte et Studio”, w którym byli prawie wszyscy przyszli skamandryci, stanął w większości w obronie kolegi. Jan Lechoń, odpierając ataki prasy, pisał: „Wiosna Tuwima po raz pierwszy w naszej literaturze mówi prawdę o sobie, wypełzającej z wilgotnych piwnic i dusznych facjatek. (…) Protestujemy stanowczo przeciwko usiłowaniu narzucenia nam cenzury”.

W owych, chyba najszczęśliwszych dla siebie czasach Tuwim nie był osamotniony. Stała za nim grupa rówieśników, która szybko przeradzała się w grono przyjaciół. I to właśnie przyjaźń stanowiła najtrwalsze spoiwo skamandrytów, a najlepszym antidotum na pojawiające się napięcia była atmosfera zabawy i dowcipu. Grupa scementowała się podczas wspólnych występów w kabarecie „Pikador”. Tu takie indywidualności jak Tuwim, Lechoń, Słonimski, Iwaszkiewicz, Wierzyński były postrzegane przez opinię publiczną jako zespół.

W atmosferze radości z powodu odzyskanej niepodległości młodzi poeci szybko nawiązywali kontakt z publicznością. Szturmem podbili serca warszawiaków. Już samo otwarcie „Pikadora”, w rocznicę wybuchu Powstania Listopadowego, stało się olbrzymim sukcesem Tuwima. „Jeden ten wieczór – wspominał Tadeusz Raabe – przyniósł mu ogólnokrajowy rozgłos, mnóstwo propozycji wydawniczych, a przede wszystkim oszałamiającą poczytność, nie mającą chyba precedensu od blisko stu lat, od wileńskiego debiutu Mickiewicza”.

Teksty Tuwima, w umiarkowany sposób nowatorskie, poprzez swą komunikatywność zacierały dystans między twórcą a czytelnikiem lub słuchaczem. Dotyczyły bieżących wydarzeń i znanych postaci. Charakteryzowały się celnym i ciętym dowcipem, zgrabną pointą. Poeta zszedł z piedestału, stał się jednym z wielu zwykłych ludzi. Czuł się jednym z nich, był członkiem gromady, „piewcą ulicy”, i to go uskrzydlało. Ponadto otoczony był serdecznymi przyjaciółmi, ożeniony z ukochaną kobietą i świetnie ustawiony materialnie. Debiutancki tomik „Czyhanie na Boga” miał aż cztery wydania, „Sokrates tańczący” i „Siódma jesień” po trzy. Sława poety szybko krzepła i wzrastał jego autorytet wśród pisarzy.

Nieoceniony jest wkład Tuwima w rozwój kabaretu. Stał się filarem słynnego „Qui pro Quo”, dla którego pisał skecze, piosenki i nierzadko konferansjerkę. „Kabaret był właśnie dzięki Tuwimowi przez parę dziesiątek lat z górą chlubą i radością Warszawy – twierdzi Józef Ratajczak – jednym z najlepszych, najbardziej europejskich objawów życia kulturalnego stolicy”.

Nieoceniony jest wkład Tuwima w rozwój kabaretu

Rodzącej się grupie poetyckiej potrzebna była nowa platforma, która dawałaby możliwość szerszego zasięgu oddziaływania. I tak w 1919 r. dzięki poparciu finansowemu Jerzego Grycendlera – późniejszego Mieczysława Grydzewskiego – pikadorczycy rozpoczęli wydawanie własnego pisma „Skamander”. Zostało ono oczywiście całkowicie podporządkowane interesom grupy, której naczelnym celem było zdobycie dominacji na rynku wydawniczym i czytelniczym. Skamandrytom Grydzewski oddał także „Wiadomości Literackie” – nowe pismo, założone przez siebie w 1924 r. Ten świetnie prowadzony artystycznie i komercyjnie tygodnik promował ich twórczość kosztem innych ugrupowań i twórców. „Skamander! – pisał Gombrowicz – Ci chłopcy urodzili się pod szczęśliwą gwiazdą”. Znaleźli świetnego impresaria w redaktorze Grydzewskim. Uzyskali z miejsca popularność, wpływ, nawet sławę. On – Grydzewski, zawsze w tle choć zawsze obecny, nigdy nie występował publicznie.

Skamandryci byli, jak to określił Michał Głowiński, typową grupą sytuacyjną, czyli taką, w której genezie i strukturze decydującą rolę odegrało dążenie do zdobycia popularności i dominacji na rynku wydawniczym, a nie realizowanie określonych celów estetycznych. Do tego wiodły publikacje w „Wiadomościach Literackich”, organizowanie wspólnych wieczorów literackich i publicznych manifestacji oraz nawiązywanie kontaktów ze światem artystycznym i politycznym. Szczególne związki łączyły skamandrytów z uczestnikami walk legionowych, zajmującymi później eksponowane stanowiska w administracji państwowej. W sporze między sanacją a endecją skamandryci opowiedzieli się jednogłośnie za sanacją. W czasie wypadków majowych byli całym sercem po stronie Piłsudskiego. Dopiero sprawa brzeska, uwięzienie i skazanie posłów opozycji rzuciły cień na te stosunki.

Szczególnie serdeczna przyjaźń łączyła Tuwima z byłym adiutantem Piłsudskiego, generałem Bolesławem Długoszowskim-Wieniawą. Ten birbant i hulaka, wielki przyjaciel skamandrytów i współtwórca życia literackiego Warszawy, w latach 1928-1930 piastował funkcję komendanta stołecznego miasta. To on ratował skórę Tuwima, gdy ten wywołał kolejny skandal, publikując „Wiersz do generałów” (1927 r.), w którym wołał:

Więc przestańcie udawać lwy,
Śmieszni ludzie, obwieszeni gwiazdami.
Pamiętajcie, że tutaj – My,
Zamyśleni przechodnie,
My jesteśmy tu generałami.

Utworem tym poeta wywołał wielkie poruszenie w sferach wojskowych i na łamach prasy. „Wielkie było z powodu tego wiersza – wspominał Mieczysław Lepecki – larum w Ministerstwie Spraw Wojskowych. Nie brakowało gorliwych, którzy chcieli poetę nauczyć rozumu, ale podnieść rękę na Tuwima nie było łatwo nawet wówczas. Wszystko załagodził Wieniawa Długoszowski”. Jednak niezupełnie. Między innymi za sprawą artykułu Adolfa Nowaczyńskiego, Tuwim został spostrzeżony przez opinię publiczną jako ten, który obraża polskich wojskowych. W kraju, w którym wojsko było symbolem i gwarantem z trudem odzyskanej niepodległości, uznano ten utwór za bluźnierczy. Spowodowało to bojkot wieczorów literackich, w których poeta brał udział. Słonimski wspominał, że podczas wieczoru w Drohobyczu Tuwim został obrzucony zgniłymi jajami i jabłkami. Uciekł ze sceny przy akompaniamencie okrzyków: „Za polskich generałów! Precz! Do Rosji w zaplombowanych wagonach! Za Zbrucz!”.

Opublikowanie „Do prostego człowieka” bardzo mu zaszkodziło

czytaj dalej tu: Tuwim: człowiek zaczarowany?


twoje uwagi, linki, wlasne artykuly, lub wiadomosci przeslij do: webmaster@reunion68.com

 


Simulating war with Hezbollah, IDF looks to avoid past mistakes

Simulating war with Hezbollah, IDF looks to avoid past mistakes

JUDAH ARI GROSS


After war games with mock terrorist ‘killing sprees’ in Israeli communities and a counterattack in southern Lebanon, army bringing to a close its largest drill in 19 years

After a week of beating back simulated Hezbollah raids on border communities and responding to fake rocket fire over much of Israel, the IDF went on a mock offensive in southern Lebanon, as the military’s largest exercise in nearly two decades came to a culmination on Monday, a senior IDF officer said.

Last week, the army launched its largest drill since 1998, with tens of thousands of troops drilling for a war with the Hezbollah terrorist group, which the army considers to be its main threat.

The war game was run by the head of the IDF’s Northern Corps, Maj. Gen. Tamir Hyman. It included both physical actions and maneuvers by foot soldiers, land vehicles, naval vessels, helicopters and planes (including jets that reportedly broke the sound barrier over southern Lebanon), as well as computer models.

The exercised was named “Or HaDagan” after Meir Dagan, a former Mossad chief and IDF general who died last year.

In the simulation, war was sparked by a Hezbollah incursion into Israel, followed by rocket fire. “The exercise began on the defensive, with a Hezbollah initiated attack, in which it crossed the Blue Line and infiltrated [Israeli communities],” the officer said late Monday night, speaking on condition of anonymity.

“There were raids on communities near the border, killing sprees in some places,” he said.

The military focused on defending the towns along the border, practicing the evacuation first of the ones lying within four kilometers of the border with Lebanon, and working outwards to nine kilometers from the frontier.

According to the officer, this included everything up to, but not including, moving residents out of their homes, as the army did not want to disrupt the routines of local residents during this specific drill.

After the initial focus on defense, this week the army went on the attack, pretending to conduct ground maneuvers in southern Lebanon, using the similar terrain of northern Israel.

The drill will technically continue through Thursday, but is “scaling down considerably” starting Tuesday, the officer said.

Israel last fought a full-scare war with Hezbollah in 2006’s Second Lebanon War, and tensions have remained high even as the northern border has remained relatively quiet since.

This exercise was touted as a chance to practice failures or military shortcomings exposed during the war.

Led by Hassan Nasrallah, Hezbollah is believed to have an arsenal of between 100,000 and 150,000 short-, medium- and long-range missiles and a fighting force of some 50,000 soldiers, including reservists.

It is seen by the IDF as its main threat, representing the standard by which the Israeli army measures its preparedness.

While military officers often discuss a future conflict with the terrorist group as a matter of “when, not if,” the assessment of the IDF is that Hezbollah is not currently interested in renewed warfare with Israel at present, due to its active involvement in the Syrian civil war, which have caused it significant strategic problems.

Focus on cooperation

In Brig. Gen. (res.) Gal Hirsch’s book on the Second Lebanon War — “A Story of War, a Story of Love,” in Hebrew; “Defensive Shield,” in English — the former commander of a Northern Command division, who played a key role in the conflict, lays out many of the military’s failings: communication issues, intelligence not reaching commanders in the field and an over-reliance on air power.

While the past 11 years of quiet on the northern border are seen as a direct result of the conflict, within the military the war marks a point of negative comparison. “We’re much better since the Second Lebanon War” is a common remark from IDF officers.

The main focus of this month’s drill was therefore cooperation, the officer said, both within the Ground Forces and between the Ground Forces, Air Force and Navy.

 

read mores: Simulating war with Hezbollah …


twoje uwagi, linki, wlasne artykuly, lub wiadomosci przeslij do: webmaster@reunion68.com