Archive | October 2017

SAP buying Israel’s Gigya for reported $350 million

Israel21cSAP buying Israel’s Gigya for reported $350 million

ISRAEL21c Staff


Gigya’s customer identity management platform currently helps companies build digital relationships with some 1.3 billion consumers.

Gigya team photo: courtesy

Gigya, whose customer identity management platform helps companies build digital relationships with some 1.3 billion consumers, has entered into an agreement to be acquired by software giant SAP.

The company did not disclose the price tag of the deal, though it has been reported at $350 million. Gigya was founded in 2006 in Israel and currently employs 300 people in its offices in Mountain View (California), Tel Aviv and London.

“Gigya brings a wealth of skills and expertise that will significantly enhance the SAP Hybris Profile solution and allow us to take leadership of the emerging customer identity and access management market,” said Carsten Thoma, president and cofounder of SAP Hybris, with which Gigya has partnered since 2013.

The acquisition — expected to close in the final quarter of 2017 — will enable SAP Hybris to offer a cloud-based data platform enabling companies to profile and convert new customers, gather accurate conclusions from disparate consumer engagement sources and collect data for enhanced consumer choices that are in line with regulations.

“Combining the data matching and enrichment capabilities of SAP Hybris Profile with Gigya’s consent-based identity data and access management platform will allow us to identify consumers across channels and offer a robust single consumer profile,” said Patrick Salyer, CEO of Gigya.

“This is a vital step for digitalizing businesses because companies need to be able to draw accurate conclusions seamlessly across all channels, including web, mobile, in-store or connected devices, and the Internet of Things, as well as collect data about consumer preferences. Together, we are uniquely positioned to drive more effective marketing, sales and service through data, while the customer stays in control of how much data is shared.”


twoje uwagi, linki, wlasne artykuly, lub wiadomosci przeslij do: webmaster@reunion68.com

 


DZIWNE TYTUŁY

DZIWNE TYTUŁY

Alina Kwapisz-Kulińska,


GAZETY I CZASOPISMA OD POCZĄTKU ISTNIENIA MAJĄ TYTUŁY. POCZĄTKOWO ODDAWAŁY ICH INFORMACYJNY CHARAKTER. Z CZASEM PRASA ZACZĘŁA SIĘ DZIELIĆ NA PISMA POLITYCZNE I INNE. WYDAWCY PRZEZNACZALI JE DLA ODBIORCÓW MNIEJ LUB BARDZIEJ WYMAGAJĄCYCH INTELEKTUALNIE, DLA CZŁONKÓW NARODOWOŚCI LUB WYZNAWCÓW RELIGII, DLA OSÓB O RÓŻNYCH POGLĄDACH. A WSZYSTKO TO MNIEJ LUB BARDZIEJ UDATNIE STARALI SIĘ ODZWIERCIEDLIĆ W TYTUŁACH.

JAK BYŁO PRZED WOJNĄ?

Jakie są korzenie naszej prasy zajmującej się polityką? Dla demokracji ważna jest historia, mocna tradycja wolnego słowa. Przyjrzyjmy się, aby sobie powiedzieć: skąd przychodzimy i dokąd idziemy.

Prasę przedwojenną mam obczytaną solidnie. Na studiach przeznaczałam całe godziny na lekturę „starych gazet”. Nałóg pozostał do dziś. Stąd zapewne mój specyficznie historyczny zespół skojarzeń. Na ich podstawie patrzę – od roku wolności prasy, czyli 1989 – na to, co się w niej dzieje. W roku 1991 w tygodniku „Po prostu” opisałam, co ku zdziwieniu odnalazłam w kiosku. Żywą i dość prymitywną wówczas kontynuację przedwojennej prasy narodowej. I jej szczególnego odłamu – ONR-owskiego. Tak, jakby lata PRL-u były zamrażarką, w której przechowało się sporo tego szczególnego towaru. Odmrożony – odżył. I żyje.

Demokracja mu sprzyja. Jak i cisza, która go otacza. Rozmrożony towar odświeżono, poperfumowano, opakowano w plastikowe pudełeczka. Jądro pozostało to samo: cyniczne wykorzystywanie demokracji do tego, aby ją najpierw podważać, potem zniszczyć. Bo za słaba. Nie odpowiada aspiracjom. Tłumi jedynie słuszne opinie. Nie dopuszcza do działania tych, którzy mają najszczytniejsze zamiary, chcą najlepiej, a w dodatku mają rację. Bo są prawdziwymi patriotami.

Tacy sami byli ci przedwojenni. Rośli w siłę. Nie przeszkadzało im, że na równi z komunistami trafiali do Berezy Kartuskiej. Że państwo przed nimi się broniło. Że sprzeciwiał się im ogół. Najpierw chcieli rządzić szczegółem: walczyli (kastetami i żyletkami) o uniwersytety. No i o rząd dusz, zwłaszcza młodych, za pomocą prasy. Jakkolwiek cenzura istniała, prasa była w zasadzie wolna. Jak z tej wolności korzystano?

STATYSTYKA MÓWI WIELE

Korzystam z przedwojennego „Katalogu Prasowego”, wydawanego przez Wydawnictwo Ogłoszeń PAR [Polska Agencja Reklamy] w Poznaniu. Wykaz pism wychodzących w II RP podawano na podstawie informacji otrzymanych od wydawców. Wśród informacji o miejscu wychodzenia, nazwisku lub nazwie wydawcy, nakładzie itd., była także rubryka dotycząca charakteru tytułu. I ona pozwalała się orientować w charakterze pism. Zajmę się szczególnym ich odłamem. Prasą narodową. Z odnotowaniem jeszcze bardziej szczególnego jej odłamu. Pism, które same siebie określały jako antysemickie. Dzisiaj są dla nas egzotyczne. A jednak wiele mówią o pewnej szczególnej mentalności, która przetrwała zawieruchy historii i nadal ma się nieźle.

Wybrałam do porównania katalogi prasowe z kilku lat. Rok 1925 potraktowałam jako wyjściowy. Zaleczono, choć pobieżnie, rany wojenne. Kraj się dźwigał. Był to czas sejmokracji, nie przytemperowanej jeszcze zamachem majowym. Z kolei rok 1933 był kolejnym rokiem strasznego kryzysu i bardzo powolnego wychodzenia z niego. Biedne społeczeństwo radykalizowało się nie tylko w Polsce. W Niemczech do władzy doszedł Hitler. W ZSRR Stalin sposobił się do czystek. Wrzenie ogarniało Francję i Hiszpanię. W roku 1936 można głębiej wniknąć w to, do czego prowadzi radykalizm. A zwłaszcza analiza ostatniej edycji katalogu, z podwójnych lat 1938/39, przynosi wyraźniejszy zarys rodzącej się nowej epoki. Przyszła wojna. To, co się tuż przed nią rodziło, zamarło. Ale nie zginęło. Zostało zahibernowane.

OD ROKU 1925 PO 1939

W roku 1925 ukazywało się w Polsce ponad 50 pism, które wydawcy sami określali jako „narodowe” (katolicko-narodowe, radykalnie narodowe itp.). Antysemickimi nazywały siebie trzy. Ówczesne pisma narodowe najczęściej miały tytuły typowe dla całej prasy, obojętne emocjonalnie („Gazeta Warszawska”. „Głos Lubelski” czy „Dziennik Wileński”). I takich była większość. Ideowego charakteru pisma nie dawało się odczytać z tytułu, znał go tylko stały czytelnik. Ale niektóre pisma, można powiedzieć, starały się być bardziej narodowe od innych, co akcentowały właśnie tytułem. O ile z tytułu nie wynikało, że kielecki „Głos Młodzieży”, określający się sam jako pismo nacjonalistyczne, jest takim, o tyle pisma z Narodem w tytule, z Ojczyzną, z Polską, takimi na pewno były. Takich tytułów w roku 1925 nie było wiele.

W roku 1933 pism deklarujących się jako narodowe było już blisko siedemdziesiąt. Antysemickich pięć: krakowskie, poznańskie, dwa z Katowic, z Grudziądza „Prawda w oczy”. Tytuły mówiły wiele. „Czarna Księga” niepokoiła i zastanawiała, „Do czynu” wyrażało intencję, by nie rzec – groźbę. W ogóle tytuły pism, wraz z radykalizacją społeczeństwa, które wraz z Wielkim Kryzysem popadało w groźną nędzę, zaczynały brykać. Dawniej „hecne” tytuły miały głównie pisma satyryczne. Stopniowo już nie tylko one stawiały na przyciągnięcie czytelnika i przyciągniecie uwagi winietą. Dosłowność, by nie rzec wręcz łopatologia, musiała zwracać uwagę i przynajmniej zastanowić. Pojawiła się np. „Walka z Bolszewizmem”, akademickie pismo lwowskie „Dyszel w głowie” (nawiasem, było to pismo katolickiego „Odrodzenia”, z, bodajże, debiutem Jerzego Turowicza), „Młody Hufiec”. Wreszcie była bogata gama „Orędowników”, pism wychodzących w różnych miejscowościach, które, określając się „tylko” jako katolicko-narodowe, były ostro antysemickie.

A rok 1936? W katalogu pism o charakterze narodowym jest mniej, na powrót pięćdziesiąt. Tyle że niektóre z nich się nie deklarowały takimi, jakimi de facto były. Na przykład „ABC Nowiny Codzienne”, „Apel”, „Czuj Duch”, „Awangarda Państwa Narodowego”, „Czyn”, „Front Polski Zbudzonej”. Pisma nazywające się antysemickimi były na powrót znów tylko trzy: jedno krakowskie i dwa z Poznania – „Pod Pręgierz” (tam publikowano m.in. zdjęcia kupujących w żydowskich sklepach; w ramach „cywilizowanego” antysemityzmu „tylko” gospodarczego) i „Samoobrona Narodu”, wiadomo przed kim.

Gwałtowny skok ideowy, by nie rzec – postęp, obrazuje katalog 1938/39. Jest w nim blisko osiemdziesiąt pism, które same się określają jako narodowe. Wiele z nich to pisma regionalne. Najbardziej wyraziste tytuły – mowa wprost, a nie mruganie okiem – miały te, które same się określały jako antysemickie czy antyżydowskie. Przytoczę wszystkie; liczba ich poważnie wzrosła: „Prawda Narodowa”, „Szabeskurier”, „Hasło Wybrzeża Polskiego”, „Pokrzywy” , „Pod Pręgierz”, „Samoobrona Narodu”, „Bez Pardonu”, „Narodowiec”, „Alarm”, „Praca i Duch Narodu”. Skądinąd wiem, że także warszawskie „Wiem wszystko”, nazywające się informacyjnym, informowało głównie o tym, kto jest Żydem. Mocno antysemicki charakter miał także „Mały Dziennik” z Niepokalanowa, ukazujący się w nakładzie monstrualnie wysokim jak na czasy przedwojenne (185–200 tys.), sam określający się w katalogu jako pismo „informacyjno-religijne”.

Tak jak i poglądy, zradykalizowała się pod koniec lat 30. XX wieku moda na tytuły prasy. Zaczęły być mocne, jak uczucia, które przekazywały. „Nowe Życie”, „Głos Narodu”, „Polska Karta”, „Obrona Ludu”, „Awangarda Narodu Polskiego” (skromnie występująca jako pismo polityczne), „Polska Narodowa”, „Młody Narodowiec”, opisany jako pismo „polityczne i społeczne”, „Sztandar Polski”, „Akcja Narodowa”, „Akcja Samoobrony Gospodarczej” „Falanga”, „Prosto z Mostu” (najbardziej znane pismo społeczno-literackie Stanisława Piaseckiego, o nakładzie wyższym niż „Wiadomości Literackie”), „Myśl Narodowa”, „Myśl Polska”, „Nakazy Dnia”.

Jak widać, pisma narodowe, ale i antysemickie, znajdowały się na fali wznoszącej. Skoro powstawały wciąż nowe, to znaczy, że było na nie zapotrzebowanie. Że były w nich treści komuś potrzebne. Historie, które ktoś chciał czytać. Postulaty do wypełnienia.

JAK JEST DZISIAJ

AKK_tytuł_02Do przypomnienia podkładu historycznego skłonił mnie widok witryn na dzisiejszych półkach z prasą. Pomijam te z pismami dla kobiet, mężczyzn, dzieci, prasą specjalistyczną czy naukową, z gazetami codziennymi (to oddzielny temat-rzeka). Mój wzrok przyciągnęła różnorodność tygodników politycznych. Nazwanych dziś tygodnikami opinii. I ich tak bardzo różne tytuły. Obok „grzecznych”, odsyłających do zawartości informacyjno-publicystycznej, jak „Polityka”, „Newsweek”, „Przegląd” czy „Wprost” (utworzone przez b. notabla z PZPR, dyskretnie nawiązywało do znanego z historii „Po prostu”; jeszcze się nie odważano zżynać go wprost, jak dzisiaj w TVP), stoją na półce kolorowe tygodniki o niebanalnych nazwach „W Sieci”, „Uważam Rze”, „Do rzeczy”. Co mówią te dziwne tytuły? O czym mówią? Do jakich skojarzeń odsyłają? W jakiej sieci, do jakich rzeczy?

Te tygodniki nazywają się i kłócą o to określenie – zawłaszczone – niepokornymi. Jeden z nich reklamuje się (wydawca musi sporo supłać na tę reklamę) jako „pismo młodej Polski”. Choć wśród redaktorów nie brak i zasłużonych dla polskiego dziennikarstwa sześćdziesięciolatków, i bojowych czterdziestolatków. Tytuły uczą młodych, jak iść przebojem. A autorzy tych pism wspierają swoje prasowe dokonania tymi właściwymi dla ery Internetu: witrynami z „polityką” i „niezależnością” w nazwach. Pomijam przy tym blok wydawnictw „Gazety Polskiej”. Przywłaszcza sobie „tylko” polskość, przynajmniej się nie kamuflując.

Z protoplastami przedwojennymi coś wyraźnie te pisma łączy. Grają podobne melodie. To pogarda dla słabej demokracji. To patriotyczne wzmożenie ideowe o specyficznie wysokiej temperaturze. To koncepcja wroga, z którym nie tylko można, ale wręcz trzeba walczyć wszelkimi metodami, z pomocą wszelkich sił. W imię wyższych racji.

Pisma narodowe dzisiejszej doby pewnie same by się tak nie nazwały. A w każdym razie nie wszystkie. Nie chylą głów przed władzą, nawet gdy demokratycznie wybrana. Wolno im, bo ludzie są oszukiwani. To usprawiedliwia, a nawet wymaga tworzenia alternatywnego świata państwa podziemnego. Gdzie panuje świat właściwych, dobrze rozumianych pojęć, języka, metod. Wszystko w tym świecie jest takie, jakie się chce, aby było. Słowa mają nowe znaczenia. Wywołują z jednej strony poczucie zagrożenia, z drugiej – siły, którą daje przynależność do grupy posługującej się własnym kodem. Tak robili wszyscy radykałowie świata. Zwracali się do młodzieży.

Zwłaszcza tej młodzieży z kompleksami. Przed wojną: studentów z biednych wsi i miasteczek, z robotniczych slumsów (narodowcy byli silni w Łodzi tak, jak i komuniści). Dzisiaj: stadionowej. Z blokowisk. Dzięki „sieci” młodzi ludzie o określonych potrzebach duchowych i życiowych zaczynają mówić „do rzeczy”, można powiedzieć. Że pokrzyczą na uniwersytecie, przed wykładem? To nic. To wolność słowa. Że podpalą samochód stacji telewizyjnej? To dlaczego telewizja kłamie? Że napiszą w gazetce, kto jest Żydem, a kto pedałem? Przecież cenzura by była haniebna bardziej od tych „prawd”.

Pisma o dziwnych tytułach walczą co tydzień, aby było pięknie. Z narodowymi flagami w każdym oknie. Z pochodami w dni wymyślanych wciąż nowych patriotycznych świąt. Z miesięcznicami najważniejszego wydarzenia nowożytnej ery.

Pism o dziwnych tytułach kioskach jest w kioskach coraz więcej. Ich paki leżą na poczesnych miejscach (wydawcy płacą kioskarzom za lokowanie produktu), przysłaniają inne. Aroganckie już na okładkach (taka moda), w środku dziwne, jak ich tytuły. A zarazem dziwnie znajome każdemu, kto zna choć trochę zaangażowane politycznie w tym duchu pisma sprzed wojny.

Alina Kwapisz-Kulińska


PS Dla przedstawienia charakteru tła historycznego zacytuję dwie notki z jednego numeru łódzkiego „Głosu Porannego” z 2 marca 1939 roku:

„Policja stołeczna wykryła wczoraj sensacyjną aferę szantażową. Przed niedawnym czasem zgłoszono do władz administracyjnych w Warszawie petycję o wydanie zezwolenia na prowadzenie czasopisma p. n. ,Front aryjski’. Władze odmówiły nadania takiej nazwy pismu. Wówczas wpłynęła nowa prośba, w której petenci zgłaszali czasopismo pod nazwą ,Walka o przyszłość’. Redaktorem pisma miał być niejaki Marian Leonard, wydawcą, Zygmunt Wojtasiak. Czasopismo miało nosić charakter wybitnie antysemicki. Tymczasem jednak pierwszy numer jaki się ukazał, zawierał cały szereg ogłoszeń firm żydowskich. Jak się okazało, ogłoszenia te ukazały się bez wiedzy tych firm. Niebawem zjawił się w poszczególnych firmach ,redaktor’ Leonard, domagał się zapłaty za ogłoszenia i jednocześnie oznajmił właścicielowi firmy, że drugi numer czasopisma zawiera artykuł, skierowany przeciwko firmie, że obchodzi się źle z robotnikami i służbą chrześcijańską. (…) Żona lekarza K. szantażowanego w ten sposób zgłosiła sprawę policji. Negocjacje jako lekarz prowadził wywiadowca. Zgodził się wykupić nakład 7 tysięcy egzemplarzy pisma za 1050 zł. Aresztowano szantażystów”.
Druga notka ma tytuł: „Krwawe zajścia na Uniwersytecie Lwowskim. Uzbrojona bojówka wtargnęła na salę podczas odczytu zorganizowanego staraniem młodzieży ludowej”. Odczyt miał temat „Lwowskie śluby Jana Kazimierza”.

„Ciężko poranieni zostali m.in. Jan Krup i Załęski, sekretarz Związku polskiej młodzieży ludowej, a lżej prezes tej młodzieży Wilk. Dwóch pierwszych odwieziono do szpitala. (…) Wobec eksterytorialności uniwersytetu policja nie interweniowała”. Pierwszy miał „kilka tłuczonych ran głowy”. Drugi „przebitą nożem małżowinę uszną i oraz kilka ran kłutych i tłuczonych na głowie”. Inny ranny miał „odgryziony palec”. „Na miejscu krwawego zajścia znaleziono kilka narzędzi, którymi napastnicy posługiwali się w bójce, m. in. długą trzcinę, zaopatrzoną w kulę ołowianą”.


twoje uwagi, linki, wlasne artykuly, lub wiadomosci przeslij do: webmaster@reunion68.com

 


UC Berkeley blocks pro-Israel talk by Dershowitz, citing rules on advance notice

UC Berkeley blocks pro-Israel talk by Dershowitz, citing rules on advance notice

ROB GLOSTER


Harvard Law School prof. says he’s being deprived of free speech rights, charges university of being unfair to pro-Israel speakers

Alan Dershowitz at NEP Studios in New York, Feb. 3, 2016. (John Lamparski/Getty Images for Hulu, via JTA)

SAN FRANCISCO (J. The Jewish News of Northern California via JTA) — A speech by Harvard Law School professor Alan Dershowitz at the University of California, Berkeley, may be blocked because organizers did not give campus police the required eight-week notice for the event.

Dershowitz’s lecture, tentatively titled “The Liberal Case for Israel,” is planned for Oct. 10. But Rabbi Gil Yosef Leeds, director of the Chabad Jewish Student Center, which is sponsoring the lecture along with the pro-Israel student club Tikvah, said Thursday that an initially approved 500-seat classroom was pulled because of the advance notice requirement.

“As of last night, Berkeley had reserved a large campus lecture hall for us, but because of a newly instituted policy requiring [giving] UCPD 8 weeks advance notice, so far they have denied on-campus space,” Leeds said in an email. “The semester isn’t even eight weeks old.”

Dershowitz, who could not be reached for comment, said on TV’s “Fox & Friends” Thursday morning that he was being deprived of his free speech rights and accused UC Berkeley of being unfair to pro-Israel speakers.

Demonstrators clash during a free speech rally Sunday, Aug. 27, 2017, in Berkeley, Calif. (AP Photo/Josh Edelson)

UC Berkeley spokesman Dan Mogulof pointed to the school’s Major Events Hosted by Non-Departmental Users interim policy statement announced on Aug. 14, which states that a request form must be submitted to campus police “at least eight weeks prior to the event” for audiences of more than 200 people.

“If they wish to host Mr. Dershowitz 12 days from now on Oct. 10, we have offered the students a number of venues that can accommodate an audience of 199 people,” Mogulof said in an email. “If, however, having a larger audience is more important to the hosting student organization than holding the event on the date they initially proposed, we would be happy to work with them to reschedule the event for a day at least eight weeks from now so that we can maintain compliance with policy.”

Mogulof said the policy applies only to nondepartmental applicants. That means a speaker hosted by a UC Berkeley department would not have to follow the guidelines. Leeds said among his follow-up strategies is to seek a UC Berkeley department to sponsor the lecture.

Dershowitz, an emeritus professor of law at Harvard, wrote “The Case for Israel” in 2003 and often addresses the issue on college campuses, including an event on Wednesday night at Columbia University in New York.

His bid to speak at UC Berkeley is the latest in a series of recent free-speech disputes on campus. Several right-wing speakers, including Ben Shapiro, editor of DailyWire.com, have visited the campus amid high security, student protests and accusations that the campus was shutting out right-leaning speakers.

Leeds is confident the Dershowitz lecture will take place.

“I’m sure it’s on,” he said. “It’s just a matter of how this will play out.”


twoje uwagi, linki, wlasne artykuly, lub wiadomosci przeslij do: webmaster@reunion68.com

 


World Zionist Organization Celebrates 120th Anniversary of First Congress

World Zionist Organization Celebrates 120th Anniversary of First Congress

by: JNS.org


Theodor Herzl in Basel, Switzerland, in 1897. Photo: Wikimedia Commons.

At the foot of the grave of the state’s founder on Mount Herzl in Jerusalem, the World Zionist Organization Wednesday held a ceremony marking the 120-year anniversary of the First Zionist Congress.

The First Zionist Congress was held in Basel, Switzerland in August 1897.

The event was attended by Israeli Prime Minister Benjamin Netanyahu, members of Knesset, mayors and regional council heads from around the country.

“[Theodor] Herzl was the modern savior of our people,” the prime minister said in a speech. “He had a genius in him that seems to have come from nowhere.”

Netanyahu told the crowd, “Herzl’s ingenious prophecies continue to serve me as a road map and compass. Herzl’s vision says, ‘We are a people; we are also a nation.’ We are all walking on the bridge from the First Zionist Congress to today. We established a free, strong, progressive country. Israel is a rising global power. Truly a light unto the nations. Until 240 and beyond for all eternity. The strength of Israel will not lie and Herzl’s memory will forever remain.”

WZO Chairman Avraham Duvdevani said, “Zionism doesn’t end here. We must continue to pursue the Zionist enterprise that is the basis of our existence.”


twoje uwagi, linki, wlasne artykuly, lub wiadomosci przeslij do: webmaster@reunion68.com

 


Tryptyk wrocławski

Tryptyk wrocławski

REDAKCJA


Tryptyk wrocławski /Edyta Marciniak CHIDUSZ

Opowiedziany językiem dzieła sztuki, nie własnym. Sczytany ze znaków i obrazów

I

Skrzydło lewe

Na środku rodak Piotr łowiący Żydów. Na drugim planie wrocławski ratusz i kukła z pejsami, jej wykrzywione usta w złowrogim grymasie symbolizują panowanie i odpowiedzialność Żydów za wszelkie zło. Dokoła piekielny ogień. Ta część tryptyku ukazuje niepewny grunt, na którym balansuje dusza poszukująca prawdy.

Pochodzi ze wsi. Mówią o nim złośliwie, że to człowiek bez życiorysu. To jednak nieprawda. Jest synem polskiego chłopa, kończył jakąś szkołę w Łodzi, pracował gdzieś w kopalni na Śląsku. Później emigrował do Grecji. W pocie czoła zarabiał pieniądze na chleb dla rodziny. Na swoim domu wieszał dwie flagi, obcą i polską. Nie stawiał warunków obcemu narodowi, przyjął ich kulturę i zasady.

[Oddany obcym i Polsce był przykładnym emigrantem zarobkowym.]

Wrócił jednak do kraju. Spotykał wielkich tego świata i mówił im, co myśli. Ma tu szczególnie na myśli Rafała Dutkiewicza i Ewę Kopacz. Budując stadion we Wrocławiu, stracił dwa miliony złotych, doliczyć do tego jednak należy prawie pół miliona podatku oddanego urzędowi skarbowemu za faktury, których nigdy nikt mu nie zapłacił. Tak stał się jednym z Oburzonych na fakt, że Ojczyzna sprzedawana jest przez zdrajców narodu polskiego.

[Niestety, dość szybko Oburzeni przestali go lubić, mówiąc, że ma trudny charakter i jest niezbyt wyrobiony intelektualnie.]

Współtworzył również kampanię prezydencką Pawła Kukiza, jednak szybko przeszedł do demaskowania jego ruchu, twierdząc, że piosenkarz dał się omotać sitwie, że jak najszybciej musi się odciąć od reżimowych prominentów.

Dopóki nie stracił pieniędzy na stadionie, nie był znany z żadnej działalności publicznej. Jednak wrocławski stadion spowodował coś jeszcze: Piotr doznał objawienia i publicznie zaczął dzielić się prawdą, że Żydzi są odpowiedzialni za całe zło na świecie.

[Lękliwie dodając, żeby go, broń Boże, nie brać za antysemitę.]

Nie mówi, ile ma lat. Podobno ostatnio odmówił podania daty urodzenia, gdy usłyszał o zamiarze przeprowadzenia kwerendy dotyczącej jego osoby w Instytucie Pamięci Narodowej. Ile w tym prawdy, nie wiadomo, jednak skoro przestał podobać się skrajnej prawicy, to naturalnie przyszedł czas na jego agenturalną przeszłość, tym bardziej, że przez brak danych niemożliwą do weryfikacji.

Rodzice mówili do niego: nie ruszaj gówna, bo gówno śmierdzi. Nie posłuchał jednak i przeszedł do historii jako ten, który 18 listopada 2015 roku spalił na wrocławskim Rynku kukłę Żyda.

Może i spalił, ale na pewno nie Żyda – poprawia – tylko kukłę amerykańskiego finansjery pochodzenia żydowskiego Georga Sorosa, który niszczy chrześcijaństwo i katolicyzm w Europie i Polsce.

[Tym będzie bezskutecznie próbował wybronić się w sądzie.]

To nie jest istotne, czy Soros nosi, czy nie nosi kapelusza, pejsów, brody. Jest pochodzenia żydowskiego, jest finansjerą, a każdemu przecież nacja żydowska kojarzy się z jakimiś tam pejsami, kapeluszami. A to nie znaczy przecież, że każdy Żyd ma pejsy.

„Wyborcza” w zły sposób naświetliła tę sprawę całemu światu – jego działania miały przeciwstawić się Sorosowi, któremu nie można pozwolić na bezprawne działanie w Europie, zresztą nie tylko on jeden śmieje się w twarz całemu światu i Narodowi Polskiemu, a przy tym pozostaje bezkarny.

[Tłumaczy, że takich jak on jest więcej.]

Może i spalił tę kukłę, tylko po co od razu nazywać go antysemitą, skoro ma wśród swoich znajomych osoby pochodzenia żydowskiego i doskonale się z nimi rozumie. Ważniejsze jest, że nie pozwoli, aby Unia Europejska narzucała prawo w jego Ojczyźnie. Polska jest jego Ojczyzną i nie ma nic przeciwko nacji żydowskiej, nie jest przeciwnikiem żadnej nacji, ale to on, Polak, ma prawa we własnej Ojczyźnie. Nie zgadza się na to, żeby dochodziło do sytuacji, że jak się powie Żyd, to od razu jest się antysemitą. A jak się powie Polak, to jest OK. Tak być nie może.

[Nie może być OK, jak się mówi Polak.]

Jeżeli Naród Polski jest suwerenem we własnej ojczyźnie, to Naród Polski powinien określić, czy chce islamistów, czy też nie.

[Ale kogo to interesuje?]

Na pewno nie powinno nikogo interesować, kto przygotował kukłę Żyda. Ważne jest to, że miało być więcej kukieł tego wieczora na Rynku. Miały być kukły przywódców Unii Europejskiej, ale ze względu na bardzo złe warunki atmosferyczne nadawała się tylko jedna, choć podkreśla, że wszystkie były do siebie podobne.

[Czy wszystkie zatem przedstawiały Żydów?]

Protestował nie przeciwko nacji żydowskiej, ale przeciwko jednej, konkretnej osobie, która działa przeciwko całemu światu, wyjaśnia. Przecież wszyscy doskonale wiemy, że to Soros sponsoruje islamizację Europy i świata. Nie oszukujmy się.

[A na pewno nie oszukamy jego. Jak się później okazało, sąd też nie dał się oszukać.]

A to, że nam się może wydawać, że spalił kukłę Żyda, to tylko i wyłącznie nasz problem, problem trudnego do zdefiniowania narodu żydowskiego, którego częścią człowiek staje się choćby przez jednorazowe nałożenie jarmułki. Każdy więc z Państwa może być [albo i już dawno jest] częścią narodu żydowskiego. I to właśnie nam, wybranym, wydaje się, że mamy wszelkie prawa, prawa obrażania Narodu Polskiego i wszystkich narodów świata.

[Wydaje się nam, że Naród Polski nie ma żadnych praw. Ale On nas oświeca i wskazuje, że błądzimy.]

Uważamy się narodem wybranym, ale jesteśmy, przeprasza za wyrażenie, narodem zesranym.

[Taki rym.]

Jest przecież we własnej Ojczyźnie i może mówić, co chce, na tym polega jego rozumienie prawa i Ojczyzny. Żydzi z kolei mają [jak się okazuje stary, sięgający tysiąca lat] obowiązek pamiętać, że są gośćmi [od tysiąca lat] w tysiącletniej Polsce i muszą przyjąć (respektować, et cetera) polskie prawa. Nie ma na myśli, że Żydzi mają stąd [z tysiącletniej Polski] uciekać, chodzi mu tylko o szacunek dla Polski i Polaków.

[Może jeszcze o ten drobiazg, żeby przestali być źródłem zła na świecie.]

Niesłusznie mogłoby się wydawać, że byłoby mu przykro, gdyby ktoś spalił w odwecie kukłę Prawdziwego Polaka. Bo szansa, że wybrałby Prawdziwego Polaka, a nie zdrajcę [albo gościa] Ojczyzny, jest bardzo mała. Sam podaje przykład Lecha Wałęsy. Nie żałowałby płonącego Lecha, ponieważ drani i zdrajców tolerować nie może. Przykład Wałęsy zresztą nieźle mu się podoba. Na korytarzu sądowym po jednej z rozpraw tworzy do niego głośną litanię.

[Na korytarzu polskiego sądu, w obecności policji, mijając sędziego, o prezydencie…]

Na samo wspomnienie Wałęsy oczy mu radośnie błyszczą i mówi, że może podczas kolejnej demonstracji spali kukłę Lecha, dzięki czemu wielki bohater przejdzie do lamusa. Głęboka wiara w możliwość przemiany pod wpływem ognia byłaby godna odnotowania, gdyby nie chodziło mu w tym wypadku o upowszechnienie palenia, któremu poddany może być nawet prezydent Wałęsa, a przez to przemiana w popiół nie będzie już prowadziła do sądu.

[A sądu boi się jak ognia.]

Nie ma nic przeciwko nacji żydowskiej, ale nację żydowską prosi o rozwagę, abyśmy wspólnie na tej ziemi polskiej, dla dobra Polski i Polaków, działali. O rozwagę prosi więc z jednej strony Sorosa, z drugiej Żydów, którzy po spaleniu kukły wszczęli wojnę. A wystarczyłoby do niego zadzwonić, wyjaśniłby, o co chodziło.

[Nikt jednak (poza policją) nie dzwonił.]

Jest zaskoczony, że „Wyborcza” w mgnieniu oka z niewinnego palenia Sorosa zrobiła coś zupełnie innego. To była manifestacja walki o chrześcijaństwo i Polaków w Polsce. Nic więcej.

[Manifestacja walki na pewno, tu nie ma nikt żadnych wątpliwości.]

Nawet policja, nawet ochrona, nikt by nie pomyślał wtedy, że takie piekło te lewackie media rozpętają przeciwko niemu i przeciwko słusznym, narodowym organizacjom. Nigdy nie było takiego zamysłu. Potwierdził to w sądzie organizator marszu, który o niczym nie słyszał, niczego nie widział, a jak był w mieszkaniu Piotra, to nawet nie wiedział, czyje to mieszkanie. Głównie dlatego, że jest niskiego wzrostu.

Ale nie takie z nim numery. Wstał, zapytał organizatora marszu, dlaczego kłamie. Obrońca przecież mówił, że mają być pytania, a nie komentarze, więc pyta.

Zwrócono mu uwagę, że nie do końca tak zadaje się pytania w sądzie.

Zresztą wyszło nie najgorzej. Ostatecznie po tym wszystkim [podobno] zwrócił uwagę polskiego rządu na Sorosa, zaczęto rozmawiać o islamistach w Polsce.

[Niechcący zwrócił też uwagę całego świata, który w niedowierzaniu spojrzał na Polskę.]

Gdyby była taka możliwość, spaliłby cztery, pięć kukieł. Jednak tego dnia był naprawdę silny wiatr i padało. Warunki atmosferyczne pozwalały na spalenie tylko [jednej] kukły Żyda.

[Było zimno i padało, to akurat wszyscy pamiętamy.]

Tu nie chodzi o to, żeby zastanawiać się, czy Żyd jest zły czy dobry.

[Żyd to Żyd.]

Jednak musimy pamiętać, że jak w każdym narodzie, tak wśród Żydów są źli i dobrzy Żydzi. I to dobrzy Żydzi powinni złym Żydom zwracać uwagę, że nie wolno źle postępować. Jeżeli jakiś żydowski profesor obraża Polaków, bo mu zastrzelili psa, i nie przeprasza za to, to powinni Żydzi za niego przeprosić. Tymczasem nikt z Żydów nie przeprasza, a o kukłę wojna. Sam siebie przecież do sądu nie pozwał. Myśmy go pozwali. Jedna redakcja spogląda ze zdziwieniem na drugą, jedna gmina żydowska na drugą. Kto pozwał? Metafizyczne wy – [czy też my] Żydzi, pojęcie, które w Polsce aż za dużo pomieści.

[Wystarczyło więc, że Rafał Dutkiewicz wszedł do synagogi w jarmułce i już został członkiem narodu wybranego. I dlatego podczas koncertów we wrocławskiej synagodze Żydzi powiedzieli, żeby goje nie zakładali jarmułek. Nie doliczyliby się członków własnego narodu.]

Tymczasem on jest potrzebny, ma rodzinę, firmę, pracowników.

[Nie w smak mu więzienie.]

Gdyby miał palić jeszcze raz, byłby bardziej ostrożny. Napisałby na plecach albo na czole kukły konkretnie GEORGE SOROS i nic więcej. Żadnych pejsów, kapeluszy, chałatów. Nic, co by się z Żydami kojarzyć mogło. Jednak niech każdy zapamięta sobie raz na zawsze: tego dnia padał deszcz i jakakolwiek przyklejona twarz odkleiłaby się. Nie zadziałałaby w żaden sposób. A Żyd akurat wytrzymał. Bez twarzy. I koniec. I kropka.

[Ale już na takie dywagacje trochę za późno.]

Miał postawione zarzuty za sianie nienawiści rasowej. Choćby trzeba było za Ojczyznę… [załamuje mu się głos] …kiedyś rodacy ginęli, rozlewali krew… ojcowie walczyli nasi na barykadach, dziadowie nasi też… [Zbiera siły.] Jeżeli trzeba będzie pójść w walce o polskość, o Polskę do więzienia, to pójdzie z podniesionym czołem. I wróci.

[Czy warto za kukłę?]

Na to pytanie niech odpowiada Dutkiewicz, gmina żydowska, i wszyscy Żydzi, którzy próbują wtrącić go do więzienia. Tylko dlatego, że ma na tyle odwagi, aby walczyć o Polskę?

[To tu, to tam przemyca, że całe zło, które dzieje się w naszej Ojczyźnie, z nacji żydowskiej wypływa, ale nie w sądzie, nie w rozmowie].

Młody narodowiec ogłasza w internetowej telewizji patriotycznej, że jeśli Piotr pójdzie do więzienia za swoją wiarę, to nie ma Polski.

Wyrokiem sądu, w rok po spaleniu kukły Żyda, zaskoczony zdawał się być nawet prokurator. Nie dziesięć miesięcy prac społecznych, jak chciał oskarżyciel, a dziesięć miesięcy bezwzględnego więzienia dla Piotra od Kukły. Tyle, że nieprawomocnie.

[Nie ma więc Polski, nie ma Polaków.]

Narodowcy opuścili salę sądową na znak protestu. Jednak dopiero po tym, jak sędzia nakazał policji ich wyprowadzenie.

Zanim wyszli, zapytali, ile zapłacił Georg Soros sędziemu za takie rozstrzygnięcie procesu?

Sędzia nie odpowiedział.

Nie był przekonany, że kukła przedstawiała Sorosa. Nie zrozumiał, że Piotr działał w interesie obrony Ojczyzny. Zresztą wydał taki, a nie inny wyrok, bo Żydzi rządzą Polską, skwitował Piotr po opuszczeniu sali sądowej.

[Będzie się odwoływał od wyroku sądu, bo nie nawoływał do nienawiści wobec Żydów.]

Piotr ochoczo perorował przed kamerą po wyjściu z sali sądowej, że od 27 lat najwyższe stanowiska w tym kraju zajmowali Żydzi. Do jakiej sytuacji doprowadzili ten kraj? Ten wyrok to hańba i naplucie Narodowi Polskiemu w twarz. Jeśli nacja żydowska tak się boi, to ma swoje państwo i może wyjechać do Izraela.

Jeden z towarzyszy Piotra biegł za sędzią i krzyczał: Precz z żydomasonerią!

[Widocznie sąd wyższej instancji też był żydowski, opłacił go Soros i dlatego wydał wyrok, plując Narodowi Polskiemu w twarz, choć kara została zmniejszona do kilku miesięcy.]

Mimo to Piotr w wiele miesięcy po wyroku nadal nie trafia do więzienia.

[Jest zatem Polska, są Polacy.]

II

Część środkowa, Narodowy Ołtarz Ojczyzny

Na środku Ksiądz Jacek, Apostoł Słowian, wraz z tłumem „ucieka się pod obronę Matki Bożej” przed Stadionem Narodowym w Warszawie. Daje wyraz swojej pasterskiej mocy i niewzruszonej wiary polskiej młodzieży. W tle płoną race, czerwona łuna, kłęby dymu. Armia szykuje się do boju. Ta część tryptyku ukazuje głównie prymitywny żydowski motłoch.

[Opis należy rozpocząć od 11 listopada 2016 roku, kiedy Ksiądz Jacek na oczach kamer podczas „Marszu Patriotów” we Wrocławiu już po wystąpieniu ze Zgromadzenia Misjonarzy zebrał i w zwięzłej formie przedstawił swe poglądy.]

Lewactwo chciałoby, żeby narodowców nie było, żeby nie istnieli. I obraża nie tylko zgromadzonych na Rynku, ale i ich przodków ideowych, którzy walczyli z komunistycznym ścierwem, które to teraz próbuje pod płaszczykiem Komitetu Obrony Demokracji robić z siebie wyzwolicieli.

Nie ma na to naszej zgody!

Raz sierpem, raz młotem, czerwoną hołotę!

Bóg! Honor! I Ojczyzna!

[Wreszcie wiadomo, jaką bitwę powinien stoczyć Kościół Walczący. Bitwę, o którą nieraz upominał się Ksiądz Jacek, nie dodawał wcześniej jednak, że raz sierpem, raz młotem.]

Moi Drodzy! Polska potrzebuje dekomunizacji! Polska potrzebuje rozliczenia zdrajców, którzy wciąż serwują nam nihilizm i antywartości! Musimy być silni duchem! Tylko tak będziemy w stanie wygrać z lewactwem, z żydostwem i z komunizmem, które wciąż panoszy się po naszej Ojczyźnie, tylko w ten sposób wygramy wojnę dobra ze złem. Mamy odwagę, mamy siłę, mamy moc od Jezusa Chrystusa, jedynego zbawiciela świata!

Bóg! Honor! I Ojczyzna!

[Pytanie, gdzie jest w tym czasie Rafał Dutkiewicz?]

Skoro uważa się za Polaka, to powinien być z nimi i dziękować Bogu i świętować niepodległość! Tymczasem ma siłę, żeby dwa dni wcześniej iść w żydowskim Marszu Wzajemnego Szacunku od synagogi do synagogi!

[Czy to jest Polak?]

O jaki im chodzi szacunek? Czy szacunek tylko dla Żydów, dla talmudystów? Tak samo, Moi Drodzy, czy to przypadek, że Mark Zuckerberg, szef Facebooka, jest Żydem i kasuje patriotyczne, katolickie i narodowe profile?

[Rodzice Zuckerberga byli Żydami, więc to nie przypadek, że jest Żydem.]

O jaki chodzi szacunek, gdy Rafał Dutkiewicz maszeruje w żydowskim marszu i bredzi o delegalizacji narodowych organizacji, które odnoszą się do wielkich bohaterów, którym zawdzięczamy niepodległość Polski z 1918 roku!?

[Ksiądz Jacek żąda szacunku dla walczących i przypomina o tym, że wszyscy zebrani są dla siebie samych powodem do dumy, bo się razem zebrali.]

Mamy powód do dumy, bo zebraliśmy się wokół takich wartości, jak Bóg, Honor i Ojczyzna. Wokół tych wartości, których mimo usilnych starań nie udało się wykorzenić głosowi Tel Awiwu, nie udało się wykorzenić tym, którzy z nami walczą. I, Moi Drodzy, nie jest to przypadek, że jesteśmy tutaj, wokół tego miejsca, obok fabryki kłamstwa, którą steruje ukraiński Żyd, Aron Szechter, zwany Michnikiem. Kłamstwa Michnika wyrzuć do śmietnika!

[Stojący obok niego Piotr od Kukły nie posiada się z radości. Krzyczy, wrzeszczy, podaje mikrofon, zabiera mikrofon. Euforia. Pamiętajmy tylko, że nie jest antysemitą.]

Nasza obecność tutaj to jest powód do dumy, ale i kolejny gwóźdź do trumny dla talmudycznych okupantów Polski. A my nie chcemy rasistowskiego Talmudu, nie chcemy tej ksenofobicznej nauki, która nas Polaków i katolików nazywa bydlętami, zwierzętami i robactwem. Nie chcemy tej ksenofobicznej nauki, chcemy Jezusa na Króla Polski. Chcemy wielkiej, katolickiej Polski zbudowanej na trwałym fundamencie, jakim jest Chrystus i niewygodna prawda. Chcemy wielkiej i katolickiej Polski bez nienawiści Talmudu.

Wielka! Polska! Katolicka!

[Tu pewnie wiele osób znowu nie dopatrzy się mowy nienawiści.]

I chyba wszyscy widzicie, że Polska została wzięta w kleszcze, bo wciąż suwerenność Polski jest niszczona przez okupantów brukselskich, przez Unię Europejską. I chyba nie jest przypadkiem, że Unia Europejska jest odwzorowana na marksistowskiej nauce Róży Luksemburg, która również jest talmudycznym Żydem. Czy to was nie zastanawia? Czy się nie dziwicie, że po raz kolejny Polska jest niszczona przez talmudystów? Przez tych, którzy mają nas za robactwo. Czy to was nie zastanawia? Najwyższa pora, żebyśmy porzucili tę okupancką brukselską swołocz!

[Kim jest Ksiądz Jacek?]

To człowiek głębokiej wiary, wielkiej nadziei, ma w sobie wiele miłości do bliźniego – tak przekonuje patriotyczna młodzież w prawicowym programie publicznej telewizji. Jest wrzesień 2016 roku, Ksiądz Jacek odszedł kilka dni wcześniej ze zgromadzenia zakonnego, gospodarzowi programu najbardziej zależy więc na ukazaniu, jak jego wierni umacniali swoją więź z Kościołem [więź, którą on zerwał, zrzucając sutannę]. Ich duchowa przemiana sprowadza się do przystępowania do sakramentów i przychodzenia na msze. Wcześniej byli daleko od Kościoła, nie mieli bierzmowania, nie byli u komunii, teraz – za sprawą Księdza Jacka, który ich nie potępił za brak sakramentów – nauczyli się na nowo kochać Boga i Kościół.

[Przy okazji też na nowo zrozumieli wartość hasła „Bóg, Honor i Ojczyzna!”.]

A on odszedł.

[Dlaczego prowadzącego program nie ugodziła myśl, że skoro przepełnieni miłością po haśle „Bóg, Honor i Ojczyzna!” są w stanie skandować „raz sierpem, raz młotem, czerwoną hołotę” to coś jest nie tak z tą miłością? Prawdopodobnie dlatego, że nic w tym złego nie widzi.]

Jeden z świadczących mówi, że długie lata robił dużo złych rzeczy. Dzięki Jackowi otworzył się na Boga, na Kościół. Spowiada się teraz regularnie, regularnie chodzi do kościoła, przyjmuje Jezusa. I tak naprawdę dzięki niemu stara się ciągle zmieniać, żeby być lepszym człowiekiem, lepszym katolikiem.

[Publikuje na Facebooku filmik, na którym „szalona kobieta topi w rzece malutkie kotki” i opatruje go komentarzem, że dla takich jak ona wymyślono eksterminację. I wraz ze znajomymi komentuje, żeby odjebać suczysko natychmiast, i że szkoda, że do takich filmów nie dodają od razu adresu.]

To świadectwa wypowiadane przez młodych ludzi, fragment dorobku, jakiegoś dzieła, które zostawił Ksiądz Jacek – prowadzący program podsumowuje materiał o nawróceniach patriotycznej młodzieży.

[Raz sierpem, raz młotem.]

Jeszcze parę miesięcy wcześniej, po tym jak Ksiądz Jacek został odwołany z Wrocławia, w tym samym programie gościł Rzecznik wrocławskiego biskupa i Redaktor prawicowego tygodnika, którzy zgodzili się, że Ksiądz Jacek nie głosił w swoich wystąpieniach treści niezgodnych z doktryną chrześcijańską i dlatego nie odebrano mu możliwości głoszenia Słowa Bożego. Ogólnie rzecz ujmując, może mówić w takiej retoryce, jaka mu się podoba. Ksiądz jest, jak to ładnie ujęto, zanurzony w katolickiej ortodoksji, dlatego jedyną sankcją były przenosiny [żeby wyciszyć, żeby uspokoić]. Później dostał również zakaz publicznych wypowiedzi w mediach, który notorycznie łamał.

[Z Kościoła jednak nikt go nie wyrzucał. Odszedł, nie mogąc znieść nakazu milczenia, ale nie z Kościoła, któremu jest wierny, a ze zgromadzenia, co nie oznacza, że przestał być księdzem, choć praktycznie rzecz biorąc tak się stało.]

Redaktor prawicowego pisma z uśmiechem dodaje, że właściwie wiele rzeczy, które głosił Ksiądz Jacek na temat roli Narodu, było wyjątkowo łagodne – jeśli chodzi o rolę, jaką przypisuje on Narodowi w planie Bożej Opatrzności. Oczywiście jest tak, że różni księża posługują się różną retoryką, na szczęście to nie jest jeszcze tak, że prywatna retoryka jakiegoś biskupa, arcybiskupa czy [jakiegoś?] papieża jest tym samym, co nauczanie Kościoła w ogóle.

[Zatem to, co wyróżnia Księdza Jacka, to retoryka, sposób mówienia, nie zaś to, co mówi.]

„Chce wychodzić, jak głosi papież Franciszek, na peryferia wiary. Dla młodych patriotów stał się pasterzem. Jego kapłaństwo jest im potrzebne, aby prowadził ich drogą zbawienia” – uspokaja katolicki tygodnik „Gość Niedzielny”.

[Co by papież Franciszek na to powiedział?]

Na obchodach 82 rocznicy powstania Obozu Narodowo-Radykalnego w białostockiej katedrze (kwiecień 2016, po wyjechaniu z Wrocławia, przed zrzuceniem sutanny), Ksiądz Jacek przytaczał biblijną historię wyjścia Żydów z niewoli egipskiej: Na pierwszy rzut oka mogło się wydawać, że najtrudniejszymi przeciwnikami Żydów byli Egipcjanie, ciemiężyciele. Tymczasem to bzdura, gdyż największym przeciwnikiem porzucenia pęt niewoli byli sami Żydzi, konkretnie ich tchórzliwe nastawienie, przyzwyczajenie i bezrefleksyjna akceptacja status quo, w jakim się znaleźli.

[Stado baranów.]

Retoryka bardzo zanurzona w katolickiej ortodoksji: Żydzi są tutaj dla nas przykładem, jak to człowiek szkodzi sobie swoją biernością i niechęcią do zmian. Tyle że zaraz po tym niezwykle gładko przechodzimy od interpretacji tekstu biblijnego do współczesności: ciemiężyciele i otumaniony żydowski motłoch będzie chciał was rzucić na kolana, przeczołgać, przemielić, przełknąć, przetrawić, a na koniec będzie chciał was wypluć, bo jesteście niewygodni, bo żyjecie Chrystusem. I dalej: żyjemy w Egipcie, gdzie ciemiężycielami są poplecznicy Luksemburskiej Róży. Kto kumaty, wie o co chodzi.

[Kto kumaty, ten wie, że ewangeliczny „motłoch” to stała figura Żydów u Księdza Jacka. Kto kumaty ten wie, że poplecznicy Róży, to po prostu Żydzi.]

To oni są w retoryce Księdza Jacka źródłem niebezpieczeństwa i zła, nie tylko w Egipcie, ale w ogóle. Poplecznicy Róży Luksemburg to Żydzi, którzy tworzą, albo/i odpowiadają za sterowanie Unią Europejską, w sidłach której jest Naród Polski. Mówił zresztą w jednym z wywiadów, że polska Żydówka Róża Luksemburg była przeciwna odzyskaniu przez Polskę niepodległości, obrzydzała nacjonalistów-intelektualistów, którzy do tego dążyli, mówiąc, że to wywrotowcy, faszyści.

[Zaznacza, że nie jest antysemitą.]

Jeżeli coś mu się może nie podobać w przypadku żydowskiego imperializmu, może mu się nie podobać chęć zawładnięcia Polskim Narodem, chęć, którą chciała zrealizować Róża Luksemburg poprzez wynarodowienie Europy, poprzez dechrystianizację.

Fakt, był to komunistyczny imperializm, ale i w międzywojniu mieliśmy do czynienia z wywrotowymi organizacjami żydowskimi.

[A i dzisiaj nie jest wcale lepiej.]

Między innymi Georg Soros jest współczesnym przedstawicielem takich zapędów, jakie miała Róża Luksemburg, czy żydowskie organizacje dwudziestolecia, które chciały Polskę depolonizować. Chcieli, Drodzy Bracia i Siostry, zniszczenia Narodu Polskiego.

[Nie można lekceważyć wyrażenia „między innymi”, które u Księdza Jacka oznacza, że są jeszcze i inni Żydzi. Nie wskazuje ich, nie wiadomo, z której strony zaatakują.]

Ksiądz Jacek zgadza się, że Żydzi czasami ocalali Polskę i polskość na przestrzeni dziejów i takim ludziom oddaje on pełny szacunek. Na przykład na niekorzyść Narodu Polskiego jest wciąż powielana teza, jakoby mord w Jedwabnym to była sprawa Polaków.

[Bez zbytniej złośliwości: jacyś tam Żydzi coś kiedyś dobrego może i dla Polski zrobili, najlepszym tego przykładem jest żydowskie szkalowanie Polaków za mord w Jedwabnem.]

Zawsze zamierza powtarzać z ambony, że nigdy nie można dopuszczać się nienawiści wobec drugiego człowieka, że zadaniem patriotów-katolików jest nienawidzić zło.

[Problem polega na tym, że zło równa się Żydzi.]

Czasy się zmieniają, Róża staje się Georgiem [ale są pewne wartości niezmienne: żydowskość wroga, żydowskość zła]. Banalne.

[Pan Jezus powiedział, że Żydzi mają diabła za ojca (J 8,44). Dobra Nowina św. Jana, w której umiłowany apostoł Jezusa kilkadziesiąt razy mówi o ludziach takich jak on „Żydzi” w negatywnym kontekście, robi swoje.]

Czy rzeczywiście Ksiądz Jacek musi nam jeszcze raz powtarzać, że marksistowska Unia Europejska jest aparatem agresywnym wobec Boga, Kościoła i godności człowieka? Jasno to wynika z ideologii Róży Luksemburg [żydowskiej niszczycielki ludzkości, a więc i z natury samych Żydów].

Do kazania w białostockiej katedrze – poucza – przyczepili się z artykułu 256, dotyczącego tej mitycznej mowy nienawiści. Sami prokuratorzy mówią jasno, że ten artykuł służy tylko po to, żeby eliminować niepoprawnych politycznie przeciwników.

[A więc mamy ściganie za kazanie, eliminowanie za mity.]

To jest absolutnie sprawa bezprecedensowa i obawia się, że to tylko początek jakiejś politycznej gry. Kłuje nas w oczy jego powiązanie z ONR-em. A przecież deklaracja ideowa ONR-u jest koherentna z ideą Kościoła rzymskokatolickiego.

Zdaniem Prokuratury Okręgowej w Białymstoku Ksiądz Jacek w swym kazaniu nie nawoływał do nienawiści. Uznano, że odwoływał się on do treści historycznych i biblijnych oraz podawał przykłady złych zachowań społeczności żydowskiej z czasów niewoli egipskiej.

Dziwi to tym bardziej, że – zgodnie z wersją Księdza Jacka – prokuratura prowadziła postępowanie między innymi w sprawie kazania. Jacek nie wie, czym jest to „między innymi” i poleca się domyślać, że być może chodzi o jego inne wystąpienia z Wrocławia, czy z „Marszu Niepodległości” w Warszawie. [No, być może o to].

[Widocznie prokuraturze wyłonił się z tego koherentny obraz miłowania żydowskiego bliźniego.]

Obawiał się, że mówienie o katolickiej i wielkiej Polsce może być uznane za mowę nienawiści. Nie mieściło mu się w głowie, że za wygłoszenie kazania podczas mszy można być wezwanym na przesłuchanie.

[Takie nastały, Szanowni Państwo, czasy.]

Według Księdza Jacka po kazaniu białostockim nuncjusz apostolski Celestino Migliore i szef Episkopatu Stanisław Gądecki byli naciskani przez Rotary International, Żydów różnych gmin żydowskich w Polsce i przez dziennikarzy „Wyborczej”, aby nałożyć na niego sankcje.

[Chyba nie trzeba dodawać, że jak takie szemrane towarzystwo się zebrało, to wszystko jak należy ponakładano.]

Odchodząc z Wrocławia, Ksiądz Jacek dziękował przełożonym, którzy zrobili wszystko, żeby mógł zostać w parafii [co wskutek ogólnoświatowego spisku przecież nie mogło się udać]. Proboszcz wrocławskiej parafii, żegnając go mówił, że Zgromadzenie Misjonarzy bardzo się cieszy, że ma takiego księdza. Że będzie go bardzo brakowało we Wrocławiu. Że w tym, co robi, robi bardzo wiele dużo dobra.

[Bardzo wiele dużo dobra widzi ksiądz proboszcz z Oporowa.]

Jeśli posłuchamy tak zwanych oficjalnych wypowiedzi – ubolewał w prawicowym programie telewizyjnym Redaktor prawicowej gazety – czy to papieża, czy wysokich hierarchów Kościoła, to one są tak przepełnione elementem dialogicznym i elementem „kochajmy się” i „wszyscy razem”, że kompletnie zanika to, co się w wystąpieniach Księdza Jacka pojawiało.

[Może po prostu nigdy tego tam nie było?]

Tymczasem w czasie prywatnych rozmów – kontynuuje Redaktor prawicowej gazety – występuje ta obawa, ten niepokój związany z pewnego rodzaju, nazwijmy to, pojawianiem się coraz większej grupy muzułmanów w Europie. Niestety, rzadko znajduje to swój publiczny wyraz, ponieważ księża są spętani oficjalną poprawnościową retoryką, która każe im ciągle opowiadać o tym, jak to się wszyscy musimy kochać i otwierać, i nie zauważać wyzwań i problemów.

Zaskoczony tym wydaje się i sam Rzecznik wrocławskiego biskupa, który delikatnie próbuje zwrócić uwagę, że pretensje o miłość i otwartość na innych należałoby skierować do Jezusa, nie do papieża Franciszka i jego poprawnościowej retoryki.

Redaktor prawicowej gazety raczej się z tym nie zgadza, Prowadzący program też oponuje, przecież Jezus nie był tylko poprawny, przecież piętnował Faryzeuszów.

[Nie tylko głosił hasła o miłości i otwartości.]

Czy Bóg, który przebacza, mógłby odpowiedzieć złem na zło? [Pyta Ksiądz Jacek na pożegnalnej mszy, na której są kamery polskiej telewizji, na której modli się Prowadzący prawicowy program.]

Myśląc po ludzku, łatwiej byłoby prymitywny motłoch zmieść na pył. Rozpalić stos i wrzucić do niego.

[Wydaje się, że myśląc po ludzku można by znaleźć i jakieś inne metody, niekoniecznie całopalenie, aby ten jego ulubiony „prymitywny motłoch” poczuł odpowiedź.]

Nie na tym jednak, a na bezgranicznej miłości do drugiego człowieka, polega batalia Kościoła Walczącego – przekonuje – bez względu na jego nację, wyznanie, poglądy czy rasę. Przy czym należy bezpardonowo odrzucić zbrodnicze ideologie, kłamstwo i zło, które jest w świecie. Całym sobą na śmietnik historii wyrzucić zbrodnie.

[Batalia Kościoła Walczącego to oczko w głowie Księdza Jacka. Po tych słowach następuje tradycyjne już, nazwijmy to „homiletyczne pęknięcie Jackowe”, więc pyta.]

Czy tą zbrodnią nie jest lewicowa, targająca się na życie i wolność słowa ideologia neomarksistowska? Czy nie jest nią trawiący Kościół, zmierzający ku odrzuceniu Boga modernizm? Czy nie jest zbrodnią islamski fundamentalizm, mający na celu dokonanie totalnej destrukcji cywilizacji łacińskiej? Tożsamości narodowej, czy bezkompromisowej wiary w jedynego zbawiciela Jezusa Chrystusa?

[Nie chodzi o odpowiadanie na pytania, raczej o to, żeby tych wszystkich neomarksistów (kimkolwiek oni są), wszystkich tych modernistów (kimkolwiek oni są), tych fundamentalistów islamskich (którzy przyszli zgładzić cywilizację i których nota bene w Polsce nie ma) wziąć razem – i w myśl Księdza Jacka – odrzucić i wyrzucić na śmietnik historii.]

Najpierw (podobnie jak w katedrze w Białymstoku) piękna mowa o miłości, miłosierdziu, jakieś love story z Biblii. Potem odwołanie się do instynktów (palenie „motłochu”) i na koniec wezwanie do wyrzucenia na śmietnik historii znacznej części ludzkości, może nawet większości.

Czysto hipotetycznie: Kasia, Basia i Jasia wychodzą z kościoła na wrocławskim Oporowie i nie wiedzą, co właściwie mają zrobić z tymi wszystkimi ludźmi o dziwnych nazwach. Jak sprowadzić do Polski islamskich fundamentalistów, żeby móc ich potem, w myśl Księdza Jacka, wyrzucić na „śmietnik historii”. I kto powie, jak się buduje taki duży kontener?

Mówmy tu otwarcie i szczerze, przecież „śmietnik historii” nic nie znaczy, a Ksiądz Jacek już dawno obiecał publicznie, że nie da sprowadzić swojej postawy do postawy nienawiści wobec drugiego człowieka. Dlatego drzwi do Zgromadzenia Misjonarzy pozostają dla Księdza Jacka nadal otwarte, dopóki nie podejmie decyzji, które te drzwi do końca zamkną.

[Jeszcze może z powrotem założyć sutannę, drzwi jeszcze nie są domknięte.]

Po listopadowym patriotycznym marszu we Wrocławiu złożono [niejedno] zawiadomienie do prokuratury o popełnieniu przestępstwa polegającego na nawoływaniu przez Księdza Jacka do nienawiści na tle różnic narodowościowych, etnicznych i rasowych oraz publicznym znieważaniu ludzi z powodu ich przynależności narodowej, etnicznej, rasowej lub wyznaniowej.

[O ile w białostockiej katedrze enigmatycznie rzucił „kto kumaty, ten zrozumie” i część osób nie zrozumiała, tak teraz odebrał sobie już jakiekolwiek argumenty, że nie nawołuje do nienawiści wobec Żydów, tak jak argumenty odebrał sobie Piotr od Kukły, który nagłaśnia, przyklaskuje i całym sobą stoi za słowami Księdza Jacka.]

Jak się jednak okazało Ksiądz Jacek miał więcej szczęścia niż Piotr od Kukły, gdyż Prokuratura Krajowa poleciła cofnięcie wobec niego aktu oskarżenia.

[Oskarżenie okazało się niepełne. Było wszystkiego chyba za mało. Może czegoś dostatecznie nie przeanalizowano.]

Nie da rady w nieskończoność oglądać internetowej telewizji narodowej, ale pewnie zawołała, że istnienie Polski i Polaków zostało uratowane.

[Jest Polska, są Polacy.]

Piotr od Kukły i Ksiądz Jacek wznieśli toast szklanicą wody, winszując obecnej władzy „dobrej zmiany” w sądownictwie i zapowiadając akty oskarżenia wobec Żydów [w szerszym rozumieniu], którzy ośmielili się posądzać o antysemityzm.

III

Skrzydło prawe, przylegające do środkowej części tryptyku

Na żółtym samochodzie-trybunie Piotra od Kukły, która podczas licznych marszów patriotycznych we Wrocławiu jest sceną dla przemawiających, stoi piękna Justyna, twarz jej zasłania flaga, w ręku trzyma plik białych, pustych kartek. Sam Archanioł Michał, jak mniema, wiedzie ją na barykady. W ostatniej scenie tryptyku artysta nie chciał przesadnie popadać w eschatologię.

[Najpierw coś, czego nie ma na białych kartkach, a powinno się tam znaleźć.]

Art. 256. § 1. Kto publicznie (…) nawołuje do nienawiści na tle różnic narodowościowych, etnicznych, rasowych, wyznaniowych albo ze względu na bezwyznaniowość, podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do lat 2.
Art. 257. Kto publicznie znieważa grupę ludności albo poszczególną osobę z powodu jej przynależności narodowej, etnicznej, rasowej, wyznaniowej albo z powodu jej bezwyznaniowości lub z takich powodów narusza nietykalność cielesną innej osoby, podlega karze pozbawienia wolności do lat 3.

[Kodeks karny. Przestępstwa przeciwko porządkowi publicznemu.]

Maszerują narodowcy, maszerują, na ustach ich hasła: „Cała Polska śpiewa z nami, wyp***dać z uchodźcami”, na zmianę z: „Cała Polska dzisiaj krzyczy, nie chce tu islamskiej dziczy”. W rękach transparenty, czasami tak wielkie, że trzeba kilku chłopa, żeby je unieść. „Za zdradę narodu spotka cię kara, zawiśniesz na sznurze ty kurwo stara” [wyróżnione trzy litery składające się na imię EWA; nie jak Hawa z Edenu, tylko jak Ewa Kopacz]; transparent podpisano: ONR Wrocław. W tłumie jedzie żółta furgonetka Piotra, na jej masce położono wielki krzyż z figurą Jezusa. Ukrzyżowanego Jezusa. Gdzieś w tle transparent „Śmierć wrogom Ojczyzny”.

Wychodzi Justyna, która potwierdza, że wszyscy zdajemy sobie sprawę z tego, czym jest islam i czym jest islamizm. Że to nie jest tylko religia. Że to jest ideologia. Że to jest system geopolityczny. I albo wszyscy będziemy postępować według tego, co nakazał Allah, albo dżihadyści utną nam głowy.

[Utną głowy wszystkim, którzy, tak jak Justyna, przyjęli Jezusa Chrystusa jako Zbawiciela. Zniszczą kulturę europejską, a pokój zapanuje dopiero wtedy, gdy wszystkie nasze głowy zostaną odcięte.]

Jednym z podstawowych zajęć islamistów jest gwałcenie, przekonuje, na przykład w Norwegii 90% (ktoś zza sceny poprawia, że 100%, prelegentka mówi więc, że w takim razie chyba 100%) gwałtów popełnianych jest przez islamistów.

[Islamistów-dżihadystów, czy też uchodźców-terrorystów. Wszystko przecież jedno, jak ich nazwiemy.]

Po kolejnych zdaniach Justyny z tłumu leci mniej albo bardzo zjednoczone jebanie.

Jebać islam. Jebać ich. Jebać te kurwy [UE]. Jebać Kopacz.

[Ogólnie rzecz ujmując: dużo jebać.]

Justyna przekonuje, że nie pozwolą, by islamskie ścierwo skrzywdziło naszych rodaków.

[Nie pozwoli, by ścierwo gwałciło i odcinało głowy rodakom.]

Jesteśmy członkami Kościoła Walczącego, walczącego o wolną, łacińską Europę. Nie pozwolimy na zniszczenie naszej kultury i tożsamości. Obronimy Polskę!

[Kościoła raczej milczącego.]

Kolega Justyny apeluje, żeby każdy przywdział zbroję gotowości do walki, którą niedługo przyjdzie nam stoczyć z falą muzułmanów.

[Nie o duchową zbroję mu chodzi, choć materialnej nikt nie rozdaje.]

Wchodzi Ksiądz Jacek i naucza, że wielu z obecnych usłyszy, że są faszystami, on sam często słyszy, że jest księdzem-faszystą. Usłyszą nie raz, że są nazistami, że mają głęboko gdzieś wartości chrześcijańskie. Niech sobie gadają! Ważne przecież, że w ich sercach jest Ewangelia, że w ich sercach jest Jezus Chrystus!

[To była oficjalna premiera Księdza Jacka, który później występował w wielu innych demonstracjach jako samozwańczy kapelan ONR-u, gdzieś na gościowoniedzielnych „peryferiach”.]

Jednak największą jego umiejętnością jest niezwykłe połączenie biblijnych opowieści ze współczesnością. Duchowy, ewangeliczny bój Jezusowy z wojną przeciwko czerwonej hołocie.

[Raz sierpem duchowym, raz żelaznym młotem. Nie przypadkiem czerwona hołota jest taka pojemna i taka niedookreślona.]

A gdy go odwołali z Wrocławia, to Justyna poczuła się w obowiązku bronić Kościoła i Prawdy. I Księdza Jacka, którego tarapaty zaczęły się, gdy stanął wtedy na Rynku obok ludzi takich jak ona, niewinnych, którzy żyją swoje zwyczajne życie według prostej zasady: Bóg, Honor i Ojczyzna.

Odwaga Księdza wzbudziła wściekłość i uruchomiła machinę nienawiści, wyjaśnia na znak protestu podczas mszy pożegnalnej, wszystko miało na celu złamanie duchownego. „Wyborcza” używając wszelakich technik manipulacyjnych postanowiła wywrzeć na władzach Kościoła nacisk, aby zakneblowały mu usta.

[Jak w ogóle mogło do tego dojść, że zakneblowały?]

Pełna nabożeństwa kontynuuje, że Ksiądz Jacek nakłonił dziesiątki tysięcy ludzi do modlitwy w trakcie patriotycznych manifestacji, dzięki czemu nie były to tylko manifestacje ducha polskości, ale też manifestacje świętej wiary w Jezusa Chrystusa. I że napełnił konfesjonały. I że skłonił wiele osób do powrotu na łono Kościoła. I że wszyscy obserwujemy, ile dobra stało się wokół nas w ciągu ostatnich miesięcy.

Prowadzący w swoim prawicowym programie telewizyjnym po przeniesieniu Księdza Jacka mówi z lekkim wyrzutem do Rzecznika wrocławskiego biskupa, że takich świadectw [jak to powyższe Justyny] była cała masa. Ze łzami w oczach ludzie opowiadali o wielkim dziele ewangelizacyjnym, które Ksiądz Jacek zrealizował w parafii. Przecież dzięki niemu sto tysięcy ludzi odmówiło modlitwę „Pod Twoją obronę” podczas „Marszu Niepodległości” w Warszawie.

[Czy ksiądz, który sprawił, że sto tysięcy Polaków odmówiło modlitwę do Matki Boskiej, nie będzie ogromną stratą dla Wrocławia, Dolnego Śląska – a teraz, dopowiedzmy, gdy porzucił Zgromadzenie Misjonarzy – całego Kościoła?

Ano nie będzie, bo jak sam przekonuje, zamierza dalej trwać przy Kościele, może nieco opowie o homoseksualnym lobby, które nim rządzi, ale trwać wiernie będzie.]

Na wrocławskim Rynku jakiś facet obsikał modlących się w intencji homoseksualistów i umorzyła. Sprawę bulwersującej „Golgoty Picnic” umorzyła. A na Justynie się uwzięła i chce ją po sądach ciągać. Inna Justyna, wrocławski prokurator – w ocenie wielu sympatyków Justyny z ONR-u – wybiórczo upomina się o godność człowieka ścigając [głównie] wartości narodowo-katolickie. Nie spodobało się Justynie z prokuratury przemówienie Justyny z ONR-u na wrocławskim Rynku. Oskarżona poprosiła samego Ministra Sprawiedliwości o interwencję. Justyna Justynie raczej piekła nie urządzi. Prokuratura zawiesiła w jej sprawie postępowanie.

Jak podała niedawno „Wyborcza”, ta sama prokuratura [co to zdaje się ścigać wartości narodowo-katolickie] hasła o „islamskiej dziczy” i „wypędzaniu lewackiej hołoty” uznała nie za nawoływanie do nienawiści, tylko za krytykę polityki Unii Europejskiej i umorzyła śledztwo w sprawie antyimigranckiej manifestacji ONR.

[Może więc nie taka zła ta prokuratura?]

Piękna Justyna miała więc chyba najlżej spośród wszystkich postaci tej malowanej opowieści.

PRENUMERATA

IV

Rama, w którą oprawiono tryptyk

[Gruba, ciemna, z solidnego, polskiego drewna. Datowana na początek średniowiecza.]

Ksiądz Jacek był raczej przykładnym klerykiem. Podobno już w seminarium można było poznać jego poglądy, ale po cichutku.

[Skąd to zamiłowanie do wojenki?]

Księdza Jacka [podobnie jak Piotra od Kukły] rodzice wychowali w patriotycznym zapatrzeniu w Ojczyznę, w trosce o historię i dziedzictwo Polskiego Narodu. Był wzorowym klerykiem (bo księdzem, zanim został narodowcem i ostatecznie odszedł z kapłaństwa, był dosyć krótko). W seminarium dbał o dietę [woda zamiast szampana], uprawienie sportów i modlitwę, wydawał nawet gazetę o miłości i pokoju.

[Jak to możliwe, że formacja seminaryjna nie zmieniła jego radykalnych poglądów?]

Władze Zgromadzenia Misjonarzy przy okazji zakazu publicznych wypowiedzi i później, po odejściu Księdza Jacka, zaznaczały w swoich oświadczeniach, że nie podzielają jego ostatnich wypowiedzi, gdyż każdemu, niezależnie od poglądów, należy się szacunek. I że nie popierają żadnego rodzaju ruchów skrajnie nacjonalistycznych.

Żegnając się, Ksiądz Jacek dziękował za wspaniałych przełożonych, wielkich przełożonych. Serdecznie dziękował. I księdzu proboszczowi, i Księdzu Wizytatorowi za to, że zrobili wszystko, absolutnie wszystko, co w ich mocy, aby mógł zostać we Wrocławiu.

[Księża zasługują na gromkie brawa.]

Tymczasem żółty samochód-trybuna co rusz ustawia się na Rynku i możemy w pełni podziwiać na nim nasz wrocławski tryptyk.

Może marsz 11 listopada 2016 roku i kolejne zgłoszenia do prokuratury był dobrym momentem dla Kościoła, aby zabrać głos? Powiedzieć coś o nacjonalizmie, antysemityzmie i rasizmie?

Liczono na to, że Ksiądz Jacek przestanie się publicznie wypowiadać i sprawa, z Bożą pomocą, przycichnie. Władze kościelne nie żądały od niego zmiany poglądów, w grę wchodziły przenosiny i zakaz publicznych wypowiedzi, żeby przycichło, żeby się tam w niepotrzebne demonstracje nie mieszał. I żeby gazety nie pisały.

[Czekamy.]

Nie czeka już Justyna, bo sprawa jakoś się zawiesiła. Nie czeka Piotr, bo wyroki okazały się nieistotne. Nie czeka Jacek, bo tak jak w Białymstoku, tak i we Wrocławiu mu się udało.

[Czekamy wpatrzeni w nasz wrocławski tryptyk.]


twoje uwagi, linki, wlasne artykuly, lub wiadomosci przeslij do: webmaster@reunion68.com