Archive | 2017/10/10

Aleksander Edelman: Słowo ojczyzna niedużo dla mnie znaczy

Aleksander Edelman: Słowo ojczyzna niedużo dla mnie znaczy

Katarzyna Markusz


Aleksander Edelman podczas spotkania wokół książki “Nieznane zapiski o getcie warszawskim” autorstwa Marka Edelmana, 2.10.2017 Centrum Kultury Jidysz w Warszawie

9 PAŹDZIERNIKA 2017

„Nieznane zapiski o getcie warszawskim” to książka Marka Edelmana, która na swoje pierwsze wydanie czekała kilkadziesiąt lat. O książce, która ukazuje się osiem lat po śmierci autora, oraz o polskiej współczesności rozmawiamy z synem Marka, Aleksandrem Edelmanem.

Pan nie mieszka w Polsce?

Nie.

A jak często Pan tu bywa?

Powiedzmy, że cztery razy do roku.

Czym dla Pana jest Polska?

Też ma Pani pytania… Tutaj się urodziłem, więc jest to kraj, do którego wracam, ale nie można powiedzieć, że to jest ojczyzna. Dzisiaj to nic nie znaczy. A jeśli znaczy, to coś dwuznacznego, instrument manipulacji. Mam tu przyjaciół. Wracam głównie do nich. Współpracuję też z polskimi naukowcami. Polska to przyjaciele no i… albo najpierw, przede wszystkim dramat, który tutaj się rozegrał. Chyba głównie dlatego tu przyjeżdżam. Uważam, że w tej chwili ludzie przyjeżdżają tutaj, lądują na lotnisku, wsiadają w autobus albo taksówkę, przyjeżdżają do muzeum Polin, jadą na cmentarz żydowski, jadą do Oświęcimia i wyjeżdżają. Ja nie uważam, że tak wyraża się pamięć. To jakaś zła turystyka Zagłady. Więc może ktoś musi jeździć normalnie i rzeczywiście myśleć na ten temat.

Co to znaczy jeździć normalnie? Czyli jak?

Przyjeżdżać, nie spiesząc się. Przyjeżdżać w pewnym sensie do siebie.

Powiedział Pan, że nie ojczyzna, bo ojczyzna prowadzi do…

… nacjonalizmu, do niechęci, do nienawiści do drugiego człowieka. Słowo ojczyzna nic dobrego dla mnie nie znaczy.

W Polsce jest teraz niebezpiecznie?

Niebezpiecznie pod jakim względem?

Czy myśli Pan, że ruchy nacjonalistyczne są coraz silniejsze i zagrażają bezpieczeństwu?

Trzeba sprecyzować, o jakie bezpieczeństwo chodzi. Kiedy się państwo rozpada, gdy nie postępuje się według prawa, to mogą się stać rzeczy najgorsze. Czym jest to najgorsze, to ja nie wiem. Zaczyna się od tego, że nie ma wolności słowa, kończy się na tym, że się wsadza ludzi do więzienia, bije się ich na ulicach. Tegoroczna Nagroda Literacka Nike została przyznana książce o Grzesiu Przemyku. I nagle okazuje się, że myślało się, że to już nigdy nie wróci – tak samo jak myślało się, że nigdy nie będzie eksterminacji Żydów – a tu się już mówi, że może coś będzie. Nie chodzi o to, że jest już teraz niebezpiecznie – bywa, oczywiście, tylko jeszcze nie dla naszych bliskich – ale „ojczyzna” do tego prowadzi, że się zamykamy w sobie, nie chcemy innego, wrogo patrzymy na innego, inny nam zagraża, nawet, jeżeli nam nie zagraża.

Pan się czuje w Polsce dobrze?

Czuję się normalnie, tak jak Pani pewnie. Czuję się dobrze, kiedy jestem z przyjaciółmi. Nigdy – pomijając 1968 r. – nie doznałem żadnych antysemickich ataków.

Dlaczego Pański ojciec nie wyjechał z Polski do Izraela?

Do Izraela? Dlaczego miał wyjeżdżać do Izraela?

Wielu Żydom Izrael kojarzył się z tym miejscem, gdzie powinni być.

Ale dlaczego? Tam jest tak gorąco. Przed wojną działali syjoniści. Ich celem było zebrać Żydów i pojechać z nimi do Palestyny. Teraz jest Izrael i syjoniści już nie są potrzebni. Teraz są Izraelczycy. Jest ich mało i chcą, żeby wszyscy Żydzi jechali tam, ale niby dlaczego?

To nie jest dobry pomysł?

Nie, nie uważam, by to był dobry pomysł. Jeśli się ktoś dobrze tam czuje, lubi, żeby było ciepło, lubi mówić po hebrajsku, to to jest dobry pomysł. Ja na przykład wolę pojechać do Grecji. Chociaż dowiedziałem się, że to najbardziej antysemicki kraj w Europie.

Grecja?

Podobno. Im mniej Żydów tym większy antysemityzm.

Właśnie ukazała się książka zawierająca nieznane wspomnienia Pańskiego Ojca. Co jest w niej takiego wyjątkowego, czego nie ma w poprzednich opracowaniach? Co nowego ona wnosi do tej historii?

Przede wszystkim jest to jego pierwsze niefiltrowane przez dziennikarza świadectwo z getta warszawskiego; to, co on przeżył do Akcji, do powstania w getcie. Jest to cenny dokument także faktograficznie. Można powiedzieć, że jest źle napisany, że jest dobrze napisany, ale został napisany. Ojciec mówił w nim to, co chciał i co pamiętał po dwudziestu latach, co go najbardziej poruszyło. Raport „Getto walczy”, który napisał w 1945 r., był suchy, przeznaczony dla bundowców m.in. w Ameryce. Wydane właśnie wspomnienia są bardziej osobiste. Czuje się, że czasami on się boi, że inni się boją. Czasami ktoś płacze. Myślę, że takiego punktu widzenia z jego strony jeszcze nie było.

Co się stało, że tak późno wychodzi ta książka? Została spisana w latach 60.

To były trzy bloczki papieru. Myśmy je znaleźli w mamy dokumentach do wyrzucenia. To było pisane w 1967, 1968 r. Wiem, że wysłał dwa fragmenty do jednej z gazet w Krakowie. Odpisali mu, że to jest nieciekawe, że wszystko zostało już powiedziane na ten temat i w ogóle jest niebezpiecznie w tej chwili w Polsce to drukować. Pamiętam, gdy przyszła ta odpowiedź odmowna. Oboje rodzice się zdenerwowali. I pewnie wtedy zarzucił dalsze pisanie.

Nie wydaliśmy tego też od razu po Jego śmierci. To było ręcznie napisane. Trzeba było to przepisać i opracować. Ten tekst potrzebował not, odnośników, ponieważ opisywane tam zdarzenia były zbyt dawno. Nikt z czytelników by nie wiedział, o co chodzi. Martyna Rusiniak-Karwat zrobiła to bardzo dobrze. To wszystko trwało.

Gdyby Pański Ojciec dzisiaj żył, byłby zadowolony z Polski? Tego, jak ona wygląda? Czy miałby zastrzeżenia?

A jak Pani myśli?

Myślę, że miałby.

No właśnie. Myślę, że byłby bardzo rozczarowany. Można z nim tam porozmawiać. On przyjmuje telefony w sobotę, wtedy, kiedy wszyscy Żydzi się modlą.

Zadzwonię.


twoje uwagi, linki, wlasne artykuly, lub wiadomosci przeslij do: webmaster@reunion68.com

 


Palestyńczycy zamykają w więzieniu dziennikarzy za ujawnianie korupcji

Palestyńczycy zamykają w więzieniu dziennikarzy za ujawnianie korupcji

Khaled Abu Toameh tłumaczenie: Małgorzata Koraszewska


Jeśli Hadżer Harb, dziennikarka palestyńska, wróci po wyleczeniu choroby nowotworowej do Gazy, zostanie aresztowana i posłana do więzienia na sześć miesięcy za “przestępstwo” ujawnienia korupcji w systemie opieki zdrowotnej w Strefie Gazy. (Zrzut z ekranu Hager Press)

Hadżer Harb, dziennikarka palestyńska, została uznana za winną przez Hamas po ujawnieniu przez nią korupcji w systemie opieki zdrowotnej w Strefie Gazy. 13 września sąd Hamasu skazał ją na sześć miesięcy więzienia i grzywnę. Był to pierwszy wyrok tego rodzaju wydany na dziennikarkę w Strefie Gazy.

Nie jest jednak prawdopodobne, by Harb w niedalekiej przyszłości miała odsiedzieć tę karę. Niedawno wyjechała ze Strefy Gazy do Jordanii na leczenie po zdiagnozowaniu u niej choroby nowotworowej.

Jej choroba nie powstrzymała jednak Hamasu przed zastosowaniem środków prawnych przeciwko niej za rolę jaka odegrała w ujawnieniu korupcji w palestyńskim systemie opieki zdrowotnej. Zamiast zawiesić kroki prawne, sąd Hamasu skazał ją na więzienie in absentia.

Jeśli wyzdrowieje i wróci do Strefy Gazy, Harb zostanie aresztowana i posłana do więzienia na sześć miesięcy. Będzie także musiała zapłacić tysiąc szekli (250 dolarów) grzywny, jaką nałożył na nią sąd Hamasu.

Kłopoty Harb zaczęły się w czerwcu 2016 r., kiedy opublikowała reportaż ujawniający, jak Hamas i Autonomia Palestyńska (AP) używają opieki medycznej do szantażowania palestyńskich pacjentów. W reportażu ujawniła, że niektórzy lekarze i urzędnicy Hamasu żądają łapówek za wydanie pozwolenia na opuszczenie Strefy Gazy na leczenie w Izraelu, na Zachodnim Brzegu, czy w innych krajach arabskich lub zachodnich. Ci, których nie stać na łapówki, umierają w niedostatecznie wyposażonych i cierpiących na niedobór personelu szpitalach palestyńskich.

Reportaż Harb, dziennikarki śledczej rozwścieczył funkcjonariuszy Autonomii Palestyńskiej i Hamasu. Palestyńczycy nazwali zamieszanych w ten skandal korupcyjny „mafią zniszczenia”, jak poinformował Gatestone Institute.

Po opublikowaniu reportażu władze Hamasu wezwały ją na przesłuchanie. Przesłuchujący żądali, by ujawniła swoje źródła i tożsamość ludzi zamieszanych w skandal korupcyjny.

“Powiedziałam im, że jestem dziennikarką i nie mogę podać im tożsamości moich źródeł bez wyroku sądowego” – powiedziała.
“Prokurator powiedział mi, że wysunięto przeciwko mnie następujące oskarżenia: podawanie się za inną osobę (twierdzą, że nie ujawniłam mojej prawdziwej tożsamości podczas robienia reportażu); szkalowanie Ministerstwa Zdrowia; publikowanie nieścisłych i niepoprawnych informacji i praca ‘z zagranicznymi elementami’ (przez przygotowywanie reportażu dla stacji telewizyjnej z Londynu pod pretekstem, że ta organizacja medialna nie jest zarejestrowana w Biurze Prasowym w Strefie Gazy)”.

Jest zarówno tragiczne, jak i ironiczne to, że w końcu sama Harb musiała złożyć podanie o pozwolenie na leczenie poza granicami Strefy Gazy. Znalazła się w tej samej sytuacji co pacjenci, o których pisała w reportażu, którzy musieli płacić łapówki urzędnikom Autonomii Palestyńskiej i Hamasu, by wyjechać ze Strefy Gazy. W odróżnieniu jednak od tych pacjentów nie musiała nikogo przekupywać w zamian za pozwolenie opuszczenia Strefy Gazy. Przyjaciele Harb mówią, że pozwolono jej na wyjazd po interwencji grup praw człowieka.

Wyrok na Harb wywołał powszechne oburzenie wśród Palestyńczyków, szczególnie działaczy praw człowieka i dziennikarzy.

Palestyński Ośrodek Rozwoju i Wolności Mediów (MADA) potępił wyrok sądu i powiedział, że jest to “bardzo poważny precedens przeciwko wolności mediów”. W oświadczeniu, MADA powiedziała, że widzi to jako kolejny “dodatek do narastających represji wolności medialnej” pod rządami Autonomii Palestyńskiej i Hamasu. „MADA, życząc szybkiego wyzdrowienia naszej koleżance [Herb] ostro potępiamy tę decyzję, która nie była podjęta w sprawiedliwej procedurze sądowej”.

Adwokatka Harb, Mervat Al-Nahal, powiedziała, że jej klientkę oskarżono o zniesławienie, opublikowanie nieścisłych informacji na temat Ministerstwie Zdrowia i o podawanie się za kogoś innego, ale że jej klientka, która jest na leczeniu w szpitalu jordańskim, dowiedziała się o wyroku sądowym dopiero z mediów.

Palestyński politolog Dżihad Harb (nie będący krewnym dziennikarki) powiedział, że wyrok sądu Hamsu ma na celu zamknięcie ust dziennikarzom, ale także ochronę korupcji i tych w Strefie Gazy, którzy są za nią odpowiedzialni.

“Wyrok sądowy przeciwko dziennikarce nie był niespodzianką – powiedział. – Był jednak szokiem z powodu rozmiarów ataku na wolność wypowiedzi i na media”. Podkreślił, że zamiast rozpocząć dochodzenie przeciwko zamieszanym w skandal korupcyjny, Hamas wybrał ukaranie dziennikarki, która ujawniła złe traktowanie pacjentów i nadużycia wobec nich przez wysokich funkcjonariuszy służby zdrowia.

Palestyńska Agencja Dziennikarska także ostro potępiła wyrok na dziennikarkę i wezwała Hamas do cofnięcia tej decyzji. „To jest niebezpieczny precedens i jaskrawe naruszenie wolności wypowiedzi”, stwierdziła agencja. Wezwała również międzynarodowe organizacje praw człowieka, by interweniowały u władz Hamasu i nie pozwoliły im na uwięzienie dziennikarki z powodu jej reportażu.

Palestyński pisarz Talal Al-Szarif, który także wyraził solidarność z dziennikarką, napisał, że on także był skazany na sześć miesięcy więzienia za artykuł, w którym krytykował Hamas.
Al-Sharif napisał, że po opublikowaniu artykułu, miał proces o zniesławienie. Napisał także, że nikt z Autonomii Palestyńskiej w Ramallah nigdy się z nim nie skontaktował, by go poprzeć lub potępić wyrok, jaki wydał na niego Hamas.

Al-Szarif był naiwny sądząc, że Autonomia Palestyńska wystąpiłaby w jego obronie. AP prowadzi od dawna kampanię zastraszania dziennikarzy, pisarzy i przeciwników politycznych na obszarach, jakie kontroluje na Zachodnim Brzegu.

W ostatnich tygodniach siły bezpieczeństwa Autonomii Palestyńskiej aresztowały wielu Palestyńczyków, w tym dziennikarzy. Jedni zostali aresztowani za otwarte krytykowanie AP, inni za „podważanie bezpieczeństwa państwa” i obrażanie przywódców palestyńskich („pokazywanie języka”, według prawa AP).

Tymczasem palestyńscy dziennikarze i działacze praw człowieka prowadzą kampanię przeciwko nowemu Prawu o Przestępstwach Elektronicznych Mahmouda Abbasa, które daje jego siłom bezpieczeństwa możliwość rozprawy z użytkownikami mediów społecznościowych, szczególnie tych, którzy ośmielają się wyrazić poglądy uznane za krytyczne wobec jego przywództwa.

Wyrok sądowy wydany na Hadżer Harb i trwające kroki karne wobec dziennikarzy palestyńskich na Zachodnim Brzegu i w Strefie Gazy służą jako jeszcze jedno przypomnienie, że Hamas i Autonomia Palestyńska nie mają żadnego respektu dla wolności wypowiedzi i wolności mediów. Hamas i AP mogą być w stanie wojny ze sobą, ale jedni i drudzy zgadzają się, że media są wrogiem, który musi zostać pokonany, by świat nie dowiedział się o korupcji i represjach.

Obecnie wydaje się, że Hamasowi i Autonomii Palestyńskiej udało się zastraszyć dziennikarzy i pisarzy palestyńskich. To wszystko dzieje się, podczas gdy społeczność międzynarodowa i tak zwane grupy pro-palestyńskie na świecie chowają głowy w piasek i odmawiają zobaczenia czegokolwiek złego po stronie palestyńskiej.


Khaled Abu Toameh – urodzony w 1963 r. w Tulkarem na Zachodnim Brzegu, palestyński dziennikarz, któremu wielokrotnie grożono śmiercią. Publikował między innymi w “The Jerusalem Post”, “Wall Street Journal”, “Sunday Times”, “U.S. News”, “World Report”, “World Tribune”, “Daily Express”


twoje uwagi, linki, wlasne artykuly, lub wiadomosci przeslij do: webmaster@reunion68.com