Archive | March 2018

Marcowe wydarzenia 1968 roku

Dworzec Gdanski 8 marca 2018

Małgorzata Burzyńska-Keller / TVP2


 


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com

 


Nowe fakty w sprawie odsuniętego przez IPN od badań historyka.

 

Nowe fakty w sprawie historyka odsuniętego od badań naukowych przez IPN. Ukarany za niesłuszne wyniki

   ADAM LESZCZYŃSK


Fot. Adam Stepien / Agencja Gazeta

130 historyków, w tym międzynarodowe sławy, podpisało apel do prezesa IPN o przywrócenie na stanowisko badawcze dr. Adama Puławskiego z lubelskiego IPN, cenionego badacza Zagłady. Z ustaleń OKO.press wynika, że historyk jest represjonowany za to, że wyniki jego badań nie zgadzają się z polityką historyczną PiS

Dr Adam Puławski zajmuje się szczególnie newralgicznym z punktu widzenia PiS momentem w historii Polski: relacjami polsko-żydowskimi podczas wojny, w tym zwłaszcza stosunkiem polskiego państwa podziemnego do Zagłady. Jest badaczem niesłychanie skrupulatnym i pedantycznym.

Nie takie oblicze Zagłady

W 2009 r. lubelski oddział IPN wydał jego liczącą blisko 600 stron książkę “W obliczu Zagłady. Rząd RP na Uchodźstwie, Delegatura Rządu RP na Kraj, ZWZ-AK wobec deportacji Żydów do obozów zagłady (1941–1942)”. Z punktu widzenia rządzących praca jest problematyczna, pokazuje bowiem, że

władze RP w Londynie oraz podziemne państwo polskie traktowały Zagładę jako coś w gruncie rzeczy drugorzędnego, a sami Żydzi – obywatele RP – traktowani byli często jako obcy.

Książka jest tak obszerna, ponieważ dr. Puławski szczegółowo opisuje źródła i obficie je cytuje. Z dzisiejszej perspektywy opisana przez niego postawa władz polskiego państwa podziemnego wobec dramatu Żydów polskich wygląda na co najmniej nieczułą, a w najgorszym wypadku – podszytą przekonaniem, że Żydzi są obywatelami trzeciej kategorii.

Państwo Podziemne nie pomagało, Karski o Żydach mówił niewiele

Jak dowiaduje się OKO.press, w 2017 r. dr Puławski skończył pisać kolejną książkę. Jej tytuł mówi sam za siebie: “Cała Polska terenem krwawego tępienia Żydów. Rząd RP na Uchodźstwie, Delegatura Rządu RP na Kraj, AK wobec eksterminacji ludności żydowskiej od Wielkiej akcji do powstania w getcie warszawskim (22 lipca 1942-19 kwietnia 1943 r.)”. Historyk opisał w niej postawę polskich polityków i dowódców ruchu oporu wobec kluczowego etapu Zagłady, kiedy to od lata 1942 r. do wiosny 1943 r. Niemcy wymordowali większość polskich Żydów (w tym 400 tys. mieszkańców getta warszawskiego).

Książka jest dłuższa od poprzedniej i jeszcze bardziej szczegółowa. Całkowicie przeczy tezie głoszonej przez polityków PiS , że polskie państwo podziemne nieustannie alarmowało Zachód i próbowało pomagać Żydom.

Dr Puławski pokazuje raczej daleko posuniętą obojętność oraz

opisuje ze szczegółami podejmowane przez rząd RP w Londynie próby cenzurowania napływających z kraju wiadomości o Zagładzie.

Podważa także powszechne przekonanie o tym, że misja Jana Karskiego miała służyć poinformowaniu Aliantów o Zagładzie. Historyk dowodzi, że cel podróży Karskiego był zupełnie inny, o Żydach mówił niewiele i przy okazji, a Zachód wiedział i tak dzięki wielu innym kanałom o niemieckich zbrodniach.

„Nie widzimy możliwości współpracy”

Nowa książka dr. Puławskiego miała zostać wydana przez IPN. Jej publikacja była dla badacza ważna także dlatego, że miała być jego rozprawą habilitacyjną.

Tymczasem, jak dowiedziało się OKO.press, IPN na kilka miesięcy włożył książkę do “zamrażarki”.

Procedury wydawnicze niespodziewanie zaczęły ciągnąć się bez końca. Zmieniono recenzentów wewnętrznych – ze specjalistów od Zagłady na historyków z IPN, którzy tematem zawodowo się nie zajmowali, ale za to mieli bliskie władzy poglądy. Jak można było przewidzieć, książka się im nie podobała. Dr Puławski wycofał ją z IPN i zaczął szukać zewnętrznego wydawcy.

W połowie lutego historyka wezwał na rozmowę prof. Włodzimierz Suleja, dyrektor Biura Badań Historycznych IPN. Prof. Suleja oświadczył dr. Puławskiemu, że “nie widzi możliwości współpracy” oraz zarzucił mu “pisanie pod tezę”. Na pytanie dr Puławskiego, czy zna recenzje jego pierwszej książki w renomowanych periodykach (bardzo dobre),

prof. Suleja miał powiedzieć, że “ma własny rozum i inne opinie nie są mu potrzebne”.

Powtórzył zarzut, że dr. Puławski dobiera sobie źródła pod tezę, ale nie podał żadnego przykładu. Zakomunikował, że “po uzgodnieniach dyrektorem Oddziału zostanie Pan przesunięty na stanowisko eksperta w oddziałowej Komisji Ścigania Zbrodni na Narodzie Polskim”.

W praktyce oznacza to odsunięcie historyka od pracy naukowo-badawczej.

Co innego Panfil

Dodajmy, że w tym samym czasie w lubelskim IPN pracował bez przeszkód dr hab. Tomasz Panfil, który dopiero 5 marca 2018 zrezygnował z honorowego członkostwa w organizacji “Ogniwo”, uznanej przez brytyjską organizację “Faith Matters” za neofaszystowską. Dorobek dr. hab. Panfila jest ogromny, pisaliśmy o nim wielokrotnie. Ma on także interesujące poglądy na temat sytuacji Żydów w czasie Holocaustu, zobaczcie sami, jakie:

IPN nie odpowiada na listy

16 lutego grupa historyków zajmujących się Zagładą zaczęła zbierać podpisy pod listem otwartym z apelem do prezesa IPN, dr. Jarosława Szarka, o przywrócenie dr. Puławskiego na stanowisko badawcze. Pod listem podpisało się wielu znanych historyków, w tym wybitni specjaliści badań nad Zagładą: prof. Barbara Engelking, prof. Jan Grabowski, prof. Jacek Leociak, prof. Dariusz Libionka.

Pod listem podpisało się także wielu zagranicznych naukowców, w tym prof. Norman Davies i prof. Timothy Snyder, światowej sławy badacze dziejów naszego regionu.

Syngatariusze listu pisali do prezesa IPN:

Próba marginalizacji dr. Puławskiego zbiega się z gorącą debatą na temat nowelizacji ustawy o IPN i może zostać odebrana jako potwierdzenie wyrażanych w niej obaw o swobodę wypowiedzi historyków zajmujących się problematyką stosunku państwa i społeczeństwa polskiego do zagłady Żydów.

Oznacza również ograniczenie pluralizmu naukowego w samym IPN, co nie przyczyni się do wzmocnienia wiarygodności tej ważnej placówki badawczej”.

List został wysłany 19 lutego.

“Do tej pory nie otrzymaliśmy nie tylko odpowiedzi, ale nawet potwierdzenia, że list został odebrany” – mówi OKO.press prof. Dariusz Libionka, jeden z inicjatorów. “Rozumiem, że można nas, polskich historyków, zignorować, ale nie odpowiedzieć Daviesowi czy Snyderowi?” – ironizuje.

Sprawa odbiła się także szerokim echem w mediach: pisały o niej (chociaż w sposób mniej obszerny niż OKO.press) m.in. “Gazeta Wyborcza” czy portal radia TOK.FM.

7 marca “Wyborcza” informowała także o zawarciu przez IPN ugody ze zwolnionym w 2017 r. z pracy historykiem Pawłem Spodenkiewiczem, również badaczem Zagłady. “Przyczyną rozwiązania umowy o pracę z Pawłem Spodenkiewiczem była reorganizacja etatów w Łódzkim Oddziale Instytutu Pamięci Narodowej oraz zmiana kierunku działania pracy IPN dotyczącej polityki historycznej w związku z nowelizacją ustawy o IPN z 2016 r.” – napisano w sądowej ugodzie. Również w obronie Spodenkiewicza powstał list otwarty, na który nie było odpowiedzi.

Zapytaliśmy IPN, kiedy Instytut odpowie na list w obronie dr. Puławskiego otrzymaliśmy jednozdaniową odpowiedź:

“IPN nie komentuje tej sprawy”.


Adam Leszczyński –  Historyk i socjolog, profesor w Instytucie Studiów Politycznych PAN, publicysta. Autor dwóch książek reporterskich o Afryce i kilku książek o historii. “Szkalował” Polskę m.in. w „the Guardian”, „Le Monde”, „El Pais”, „Suddeutsche Zeitung”. Ostatnio wydał książkę o polskiej samoocenie – „No dno po prostu jest Polska. Dlaczego Polacy tak bardzo nie lubią swojego kraju i innych Polaków” (WAB 2017).
W OKO.press pisze o polityce i historii.


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com

 


JEWISH WAS SENTENCED TO DEATH IN IRAN – Holland won’t grant her asylum.

THIS JEWISH GRANDMOTHER WAS SENTENCED TO DEATH IN IRAN

JTA


Holland won’t grant her asylum.
A window is pictured with the Star of David in a new synagogue in Cottbus, Germany. (photo credit: REUTERS)

UTRECHT, Netherlands — To the dozens of revelers of this city’s main Purim party, a Jewish grandmother who cooks the event’s annual Persia-themed holiday feast is a rare communal asset. Since she immigrated to the Netherlands in 2012 from her native Iran, the soft-spoken newcomer has been volunteering with the local Chabad House, preparing delicious traditional dishes with exotic spices, such as saffron-flavored yellow rice and chicken, for Utrecht’s celebration of the holiday.

Her contribution has added prestige to the event, which has been featured in regional and national media thanks to the authentic touch she adds. (After all, the story behind Purim is set in Persia, celebrating the rescue of that country’s Jews from a communal death sentence.)

But only a few of the locals who know Sipora (not her real name) are aware that she is both an illegal alien in the Netherlands and a refugee with a death sentence hanging over her own head in Iran for political offenses.

Sipora, 60, was sentenced in absentia to death by public execution in 2013 by a Tehran court that convicted her of “violating Islamic rules [of the] Islamic Revolution” and “anti-regime activity.” Her crime: running an underground organization that found housing solutions for women with abusive husbands who could not obtain a divorce.

Luckily for Sipora, she had already left Iran a year prior to her sentencing to help with the pregnancy of her daughter — herself a political refugee who has been living in the Netherlands since fleeing her native land in 2010. Sipora’s daughter, Rebecca, fled in connection with her involvement in the making of a documentary film about the fight for democracy in Iran.

“A few weeks after I came to Holland, I called my husband on the telephone. He asked me to go on Skype. I knew something was wrong,” Sipora recalled.

Sipora’s husband of over 40 years, a Jewish building contractor with a heart condition, told her online that Iran’s dreaded secret police were looking for her and other members of her group.

“In that moment I knew there is no going back,” Sipora recalled.

Unfortunately for her, Sipora’s legal troubles back home coincided with a toughening of immigration policies in the Netherlands, where the center-right ruling party is bleeding votes in favor of the anti-Islam Party for Freedom, which favors a shutdown of immigration from Muslim countries.

Rebecca received a temporary residency permit and later citizenship without delay even though she had no death sentence against her in Iran. Meanwhile, the Dutch Immigration and Naturalization Service has consistently declined requests by Sipora two years later. Instead, she is in legal limbo — neither granted asylum nor deported, despite her whereabouts being known to authorities.

The Dutch Immigration and Naturalization Service did not reply to a query from JTA about Sipora’s status.

A teacher of Persian who speaks neither Dutch nor English, Sipora lives with her daughter and grandson in relative social isolation and uncertainty. Her eyes well with tears as she explains through an interpreter that she is getting used to the thought of never again hugging her husband.

Yet Sipora has no regrets over helping the abused wives for whom she found shelter — sometimes inside nearly finished apartments constructed by her husband, a building contractor.

“I would do the same thing all over again,” Sipora said. “For all my problems now I have family who care for me. These women have no one, only enemies hounding them, and no rights before the law.”

Following the latest crackdown on alleged opposition activists in Iran, Sipora’s husband told her he is under close watch and unlikely to be allowed to leave the country. This is part of the reason that Sipora does not want to immigrate to Israel, or make aliyah, though she is eligible for it.

“I could leave for Israel tomorrow, but then my husband’s fate is sealed,” Sipora said. “For a Jewish family to flee for Holland is one thing, but if I go to Israel he will pay the price for what will be seen as collaboration with the enemy.”

Even her involvement with Chabad did not go unnoticed in Tehran, Sipora said.

Secret police in 2016 confronted Sipora’s husband with pictures featuring Sipora from the Chabad Purim feast, he told her. They demanded he explain why his wife is “working with a Zionist organization. He answered that she was representing Persian Jewish culture in Holland and that Iran should be proud of it.

Trapped in her predicament, Sipora’s only comfort is being with her 5-year-old grandson and her daughter. But this is no remedy against sleepless nights and a constant sense of foreboding, she said, especially before reporting to Dutch authorities as she must do periodically. She could be deported as an illegal alien at any moment. Sipora’s next appearance before an immigration service judge is scheduled for March 2.

Outwardly, though, Sipora puts on a brave face, according to Erik Veldhuizen, who also volunteers at the Chabad House where Sipora is preparing the annual feast.

“She’s a positive and polite person,” he told JTA. “A few of us are of course aware of her situation, but you’d never know that she’s in dire straits by her demeanor.”

Back home, Sipora is discussing her grandson’s Purim costume options with him as a welcome distraction from the fears and doubts surrounding her.

“Just like in Purim, it will all work out in the end,” her daughter tells her. “It just has to.”


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com

 


Muzułmański duchowny: Nigdy nie było palestyńskiego narodu

Muzułmański duchowny: Nigdy nie było palestyńskiego narodu

   Malgorzata Koraszewska


Mieszkający i pracujący we Włoszech muzułmański duchowny mówi o prawach Żydów do Jerozolimy i o politycznym charakterze palestyńskich roszczeń, które jego zdaniem są sprzeczne tak z Talmudem, jak i z Koranem.

 


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com

 


“Miasto bez Żydów”

“Miasto bez Żydów”: filmowcy przewidzieli Holocaust długo przed wojną. Austria ogląda film cudem odnaleziony po 82 latach

Katarzyna Brejwo


FILMARCHIV AUSTRIA

21 marca ponowna premiera pierwszego w historii antynazistowskiego filmu. “Miasto bez Żydów” powstało w Wiedniu w… 1924 r. i miało być ostrzeżeniem przed antysemityzmem. Kilkanaście lat później losy twórców filmu i aktorów splotły się z prawdziwą historią i Holocaustem.

Ponaglani przez uzbrojonych policjantów Żydzi opuszczają domy. Na dworcu czekają na nich wagony. Kobieta mdleje i upada, mężczyzna opiera się o latarnię i łka. W innej scenie żołnierze pędzą Żydów wiejską drogą. Staruszek schyla się, żeby zabrać garść ziemi na pamiątkę.

To nie kadry z dokumentu o II wojnie światowej, tylko niemy film austriacki z 1924 r. „Miasto bez Żydów” Hansa Karla Breslauera, oparty na popularnej powieści o tym samym tytule. Opowiada on historię fikcyjnej republiki Utopia, której władze obarczają żydowskich mieszkańców odpowiedzialnością za kryzys gospodarczy i nakazują ich wypędzić. Już pierwsze pokazy filmu próbowali zakłócać naziści, ale nikt nie zdawał sobie sprawy, że dramatyczne sceny z filmu szybko staną się rzeczywistością.

Przez ponad 80 lat „Miasto bez Żydów” dostępne było tylko we fragmentach. Dopiero trzy lata temu oryginalna, najbardziej kompletna wersja odnalazła się na targu staroci w Paryżu.

Fragmenty filmu “Miasto bez Żydów”:

 

Film, uważany za pierwszy w historii kina głos przeciwko nazizmowi, został odrestaurowany dzięki akcji crowdfundingowej. 21 marca będzie miał premierę w Wiedniu, potem zacznie tournée po Europie.

Upadek Wiednia

Kiedy Hugo Bettauer, popularny wiedeński pisarz i wydawca, opublikował w 1922 r. „Miasto bez Żydów”, nie mógł przewidzieć, że zapłaci za to życiem. Pomysł na powieść przyszedł mu do głowy, kiedy w publicznej toalecie zobaczył napis „Precz z Żydami”. Bettauer urodził się w rodzinie żydowskiej; kiedy miał 18 lat, przeszedł na protestantyzm. W całej Europie pogrążonej w powojennym kryzysie antysemityzm przybierał na sile. Wiedeń nie był od niego wolny, choć miasto mogło się szczycić osiągnięciami wielu żydowskich mieszkańców.

– To było miasto Zygmunta Freuda, Arthura Schnitzlera, żydowskich intelektualistów i artystów. Ich wkład w budowanie austriackiej tożsamości był ogromny – mówi Nikolaus Wostry, dyrektor austriackiego archiwum filmowego.

Pomysł, że oni wszyscy mieliby zniknąć, wydawał się Bettauerowi tak absurdalny, że ubrał go w formę satyry politycznej. Oto pogrążony w kryzysie Wiedeń: szaleje inflacja, rośnie bezrobocie. Mnożą się antysemickie ataki, demonstranci oskarżają Żydów o wszystkie nieszczęścia i domagają się ich wypędzenia. Rząd wydaje rozporządzenie: do 25 grudnia wszyscy mieszkańcy o żydowskich korzeniach, również ci ochrzczeni i pochodzący z mieszanych małżeństw, muszą opuścić Austrię. Kiedy kanclerz ogłasza, że ostatni „obcy element” opuścił kraj, nad miastem wybuchają fajerwerki, a mieszkańcy świętują na ulicach.

– Dziś nie sposób czytać tej książki, nie myśląc o Holocauście – przyznaje Andreas Brunner, kurator wystawy towarzyszącej premierze filmu. – Ale Bettauer nie mógł przewidzieć, że już za 15 lat upiorna wizja z jego powieści się spełni.

FILMARCHIV AUSTRIA

Świadczy o tym choćby to, że pisarz zakończył książkę czymś w rodzaju gorzkiego happy endu: wygnanie Żydów nie ratuje Wiednia przed kryzysem, tylko go pogłębia. Pustoszeją kawiarnie, upada biznes, zamiera życie kulturalne. Stolica Austrii pogrąża się w upadku, aż prawo nakazujące wypędzenie Żydów zostaje zniesione.

Powieść zdobyła ogromną popularność i sprzedała się w nakładzie ćwierć miliona egzemplarzy. Reżyser Hans Karl Breslauer zaproponował autorowi sfilmowanie „Miasta bez Żydów”.

Szyling dla zabójcy

W lipcu 1924 r. Adolf Hitler odsiaduje w bawarskim więzieniu wyrok po nieudanej próbie przejęcia władzy. Proces, w trakcie którego mógł bezkarnie wygłaszać swoje teorie, przyniósł mu rozgłos i przysporzył zwolenników. NSDAP została zdelegalizowana, ale w jej szeregi zdążyło wstąpić blisko 30 tys. ludzi.

W tym czasie w Austrii premierę ma filmowa wersja „Miasta bez Żydów”. Jej twórcy złagodzili polityczną wymowę książki – opisany realistycznie Wiedeń zastąpili Utopią, usunęli też nazwy austriackich partii politycznych. Mimo to nazistowskie bojówki próbują zakłócać pokazy, atakując widzów i wrzucając do kin świece dymne.

Kilka miesięcy po premierze filmu do biura Bettauera wchodzi młody mężczyzna i pięć razy strzela do niego z rewolweru. Następnie oddaje się w ręce policji. Nazywa się Otto Rothstock, jest bezrobotnym technikiem dentystycznym, sympatyzuje z NSDAP. Jego proces szybko przeradza się w farsę.

– Tak naprawdę odbywa się sąd nad nieżyjącym Bettauerem – mówi Andreas Brunner. – Naziści i katoliccy konserwatyści widzieli w nim wroga, „żydowskiego deprawatora”. Pisał dużo o seksualności, opowiadał się za prawami kobiet i mniejszości seksualnych, popierał prawo do aborcji.

Rothstock dostaje śmiesznie niski wyrok: kilka miesięcy w szpitalu psychiatrycznym. Prawicowa prasa pochwala morderstwo, a sąd dostaje listy z wyrazami poparcia dla zabójcy. Zachowało się nawet pokwitowanie za datek w wysokości jednego szylinga, którym anonimowy darczyńca chciał zapewnić Rothstockowi lepsze wyżywienie w areszcie.

Wieczorek w Auschwitz

Film wyświetlany jest w Berlinie i Nowym Jorku. Nie powtarza sukcesu powieści, krytycy wytykają mu niespójność i płytki charakter, ale jego wymowa polityczna jest wyjątkowo aktualna i zapełnia sale kinowe. Ostatni pokaz odbywa się w Amsterdamie w 1933 r. i ma być ostrzeżeniem przed rządami Hitlera, który właśnie przejął władzę w Niemczech. Tam film jest już zakazany.

Kiedy 1938 r. Hitler przyłącza Austrię do Trzeciej Rzeszy, koszmarna wizja z „Miasta bez Żydów” zaczyna się spełniać, a losy twórców filmu i aktorów – splatać z fabułą w przewrotny, a czasem okrutny sposób.

Ida Jenbach, scenarzystka i dramatopisarka, która opracowała scenariusz „Miasta bez Żydów”, w 1941 r. zostaje deportowana z Wiednia do getta w Mińsku. Umiera w getcie albo obozie koncentracyjnym. Aktor Hans Moser grał w filmie największego antysemitę. W prawdziwym życiu odmawia rozwodu z żoną, która jest Żydówką, i organizuje jej wyjazd do Węgier.

Johannes Riemann, który gra głównego żydowskiego bohatera, zasila szeregi NSDAP. W 1944 r. występuje na wieczorku artystycznym przed nazistami w obozie w Auschwitz. Reżyser „Miasta bez Żydów” również zostaje członkiem partii nazistowskiej; mimo to do końca życia nie uda mu się już zrobić żadnego filmu.

Sam film przepada bez śladu. Przed końcem wojny Wiedeń praktycznie staje się, tak jak w powieści Bettauera, miastem bez Żydów.

Wspólna restauracja

W 2015 r. francuski kolekcjoner trafia na targu staroci na pudełko z filmem. – Negatyw był zwinięty w ciasną rolkę o średnicy ołówka – mówi Wostry. – Sposób jego przechowywania wskazuje na to, że nikt do niego nie zaglądał od czasów, kiedy skończyło się nieme kino.

Archiwum szukało zaginionego filmu przez kilkadziesiąt lat. W latach 90. odnaleziono jedną kopię w Amsterdamie – niekompletną i zawierającą inną wersję filmu niż ta, którą pokazywano w latach 20. w Austrii. – W czasach niemego kina każdy, kto miał kopię filmu, mógł wprowadzać do niej dowolne modyfikacje – tłumaczy Wostry. – Wycinanie lub dodawanie scen, nawet z innych filmów, nie było niczym niezwykłym. Ten sam film pokazywany na południu Europy mógł mieć szczęśliwe zakończenie, a na północy – smutne.

Paryska wersja jest najbliższa oryginałowi. Jej odrestaurowanie kosztowało 75 tys. euro. – Miałem wątpliwości, czy uda nam się zebrać tak ogromną sumę – mówi Wostry. – Kiedy ogłosiliśmy zbiórkę, w Austrii trwała kampania prezydencka, jednym z kandydatów był polityk skrajnej prawicy. W Ameryce wygrał Trump. Jednak w niecałe dwa miesiące zebraliśmy ponad 86 tys. euro. Ludzie z całego świata pisali do nas, że nie chcą już więcej podziałów, nie chcą budowania murów.

Pięć kroków do wykluczenia

O tym, że odnaleziony film to coś więcej niż historyczny dokument, przekonuje otwarta właśnie w Wiedniu wystawa o prowokacyjnym tytule „Miasto bez… Żydów/muzułmanów/uchodźców/obcokrajowców”.

– Chociaż Bettauer nie mógł przewidzieć Holocaustu, opisał mechanizmy wykluczenia, które go umożliwiły – mówi kurator Andreas Brunner. – Badania nad ludobójstwem identyfikują pięć kroków, które prowadzą do wykluczenia. Pierwszy to polaryzacja społeczeństwa. Drugi – poszukiwanie kozłów ofiarnych. W latach 20. i 30. byli to Żydzi, dziś mogą to być muzułmanie, uchodźcy czy obcokrajowcy. Trzeci – utrata empatii. Wyodrębniona grupa nie zasługuje na współczucie, można ją obrażać. Czwarty stopień to brutalizacja społeczeństwa. Zaczyna dochodzić do ataków, pojawia się przyzwolenie na przemoc. Ostatnim stopniem jest wykluczenie.

Na wystawie każdy stopień tego mechanizmu ilustrują eksponaty pochodzące z lat 20., 30. XX w. i z czasów współczesnych. Zestawienia są niepokojące. Nazistowski plakat z hasłem o Żydach zabierających pracę i współczesny transparent z demonstracji antyuchodźczej: „Więcej pieniędzy dla obcokrajowców, mniej dla nas”. Rodzinna gra planszowa „Juden Raus” z 1938 r. i hasła nawołujące do wypędzenia z Austrii muzułmanów. Quiz, w którym skandaliczne wypowiedzi polityków („Jestem dumny, że byłem wysokiej rangi członkiem Hitlerjugend”, „[Czarni Afrykanie] są wyjątkowo agresywni. To po prostu wynika z ich natury”) trzeba przypisać do odpowiedniej partii. Okazuje się, że podobnie jak w latach 30. (tu mamy kolekcję plakatów wyborczych wszystkich partii, każdy z antyżydowskimi elementami) rasizm, ksenofobia i antysemityzm nie są obce żadnej orientacji politycznej.

Jak uratowano film “Miasto bez Żydów”:

 

 

Ostatni etap wystawy poświęcony jest Zagładzie. Kilka eksponatów: kufer, z którym Zygmunt Freud wyjeżdżał w 1938 r. z Wiednia (cztery jego siostry, które zostały, zginęły w obozach). Przepisy kulinarne starannie zapisane na małych karteczkach – jedyna pamiątka po rodzinie, z której przeżyła tylko jedna dziewczynka.

– Nie próbujemy sugerować, że jesteśmy, jak w latach 30., na drodze do ludobójstwa – mówi Brunner. – Ale obserwujemy dziś podobne mechanizmy wykluczenia. I o tym chcemy rozmawiać.


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com