Archive | August 2018

The Last Days (Steven Spielberg – Shoah)

The Last Days (Steven Spielberg – Shoah

   KosherTube



In this Video you will find out about

Thank you for watching this video on everything related to Judaism history, and teachings of ​our Rabbis.

Please connect with us through our social media channels:
Twitter: @KosherTube
Instagram: @KosherTube
Facebook: @KosherTube

 


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com

 


„Pierwszy akt wojny”. Dlaczego Stalin podpisał pakt z Hitlerem?

„Pierwszy akt wojny”. Dlaczego Stalin podpisał pakt z Hitlerem?

Maciej Nowicki


Kiedy rozpoczęły się negocjacje w sprawie paktu, Hitler wysłał w delegacji swojego fotografa, Heinricha Hoffmanna, który miał obserwować Stalina. Potem pytał go, jak Stalin wygląda, czy ma uszy oddzielone od skóry twarzy jak u Aryjczyków, czy też przyrośnięte jak u Żydów. Hoffmann, ku wyraźnemu zadowoleniu wodza, odpowiedział, że oddzielone – opowiada słynny brytyjski historyk Roger Moorhouse, autor książki „Pakt diabłów”.

fot. Newscom, DPA/Yevgeny Khaldeinull / źródło: PAP

NEWSWEEK HISTORIA: Putin bronił paktu Ribbentrop – Mołotow. „Co jest złego w tym, że Związek Radziecki nie chciał walczyć?” – pytał w czasie spotkania z młodymi historykami. Jak pan odebrał te słowa?

ROGER MOORHOUSE: W pewnym sensie Putin miał rację. Według ówczesnych standardów pakt Ribbentrop – Mołotow nie był aż taki zły, to była „normalna polityka” w wydaniu nazistów i komunistów, dwóch absolutnie amoralnych reżimów. Ale usprawiedliwiać go z dzisiejszej perspektywy? Przecież Putin ustawia się w tej samej linii, co Hitler i Stalin, to niebywałe.

W 2009 roku na Westerplatte Putin był bardziej krytyczny, twierdził, że wszelkie pakty z hitlerowcami są naganne.

– A teraz zmienił front i używa dawnej sowieckiej wymówki, którą wymyślił jeszcze Stalin, że to był pakt czysto defensywny, a on sam, paktując z Hitlerem, kupował potrzebny Rosji czas. I zyskał ponad półtora roku, aby się dozbroić w oczekiwaniu na niemiecki atak. W rzeczywistości Stalin miał zupełnie inne motywacje, bardzo agresywne. To wcale nie było czekanie na wojnę, tylko pierwszy akt wojny.

Rosjanie chcą wszystkim wmówić, że wojna rozpoczęła się dla nich w czerwcu 1941 roku.

– Niemcy i Sowieci współdziałali ze sobą przez 22 miesiące, czyli przez jedną trzecią całego okresu II wojny światowej. W tym czasie Stalin zajął wschodnie tereny Polski, państwa bałtyckie i Besarabię. Nastąpiła wielka zmiana w geografii Europy. To nie był, jak się często uważa na Zachodzie, jedynie „przypis do historii”. Pakt Ribbentrop – Mołotow miał zresztą ogromne znaczenie również dla samego Zachodu. Hitler znajdował się w 1939 roku w strategicznym narożniku. Chciał maszerować na Zachód, ale czuł się zagrożony przez Związek Sowiecki. Oferując ten pakt, Stalin wyciągnął go do narożnika, bo zależało mu, aby Hitler zaatakował Zachód. Dla niego nie było zasadniczej różnicy między nazistowskimi Niemcami a imperialistyczną Anglią. To były dwie odmiany tego samego gatunku, który należy zniszczyć, i w tym celu należało przyspieszyć ich konflikt.

W jakim stopniu działania Putina na Ukrainie i Krymie przypominają politykę Stalina z czasów paktu Ribbentrop – Mołotow?

– Kiedy kończyłem tę książkę, wybuchł kryzysu ukraiński. Podobieństwa między tym, co opisywałem, a tym, co widziałem na ekranie telewizora, były uderzające. Stosowano te same chwyty – groźby dyplomatyczne, prowokacje graniczne, pełne hipokryzji zapewnienia o konieczności „ratowania mniejszości etnicznych”. Trzeba pamiętać, że Rosja za carów, za Stalina czy Putina ma podobne cele, ponieważ z natury jest państwem ekspansjonistycznym. Kiedy Putin naśladuje konkretne rozwiązania stosowane przez Stalina, to jednocześnie wyraża coś głębszego, związanego z samą istotą Rosji. I właśnie to powinno nas martwić, bo problem Rosji nie zniknie wraz z Putinem.

Warto przypomnieć, że antykomunistyczni rosyjscy emigranci byli zachwyceni posunięciami Stalina. Uważali, że ziemie zagrabione w wyniku paktu Ribbentrop – Mołotow należą się Rosji. Wracając do samego paktu, jak w ogóle do niego doszło, przecież naziści i komuniści nie darzyli się zbytnią sympatią?

– Sytuacja zmuszała zarówno Niemców, jak i Rosjan do wyjścia poza utarte schematy myślenia, bo nie było prostego i oczywistego rozwiązania ich problemów. To pakt Ribbentrop – Mołotow był tym niestandardowym rozwiązaniem. Co dawał Hitlerowi, już mówiłem – wyciągał go ze strategicznego narożnika. Stalin mógł, teoretycznie, porozumieć się z Wielką Brytanią i Francją, żeby powstrzymać Hitlera, w końcu Francuzi i Brytyjczycy robili wszystko, by okrążyć Niemcy. Ale był zasadniczy problem, Zachód miał niewiele do zaoferowania Stalinowi. Podczas gdy Hitler podał mu na tacy wszystko, czego chciał, choćby rozbiór Polski.

Niedawno modna stała się teza, że Polacy popełnili błąd – powinni byli skorzystać z niemieckiej propozycji złożonej im jesienią 1938 roku. I wtedy zamiast paktu Ribbentrop – Mołotow mielibyśmy pakt Ribbentrop – Beck. Co pan o tym sądzi?

– Polska miałaby bardzo podrzędną pozycję w tym pakcie, tak podrzędną, że Polacy nigdy by na to nie poszli. W 1939 roku byli w bardzo trudnej sytuacji geopolitycznej, być może w najgorszej na całym świecie. I nie było na to żadnego cudownego lekarstwa, a z całą pewnością nie stanowiła go koalicja z Niemcami.

Hitler był w Rosji Sowieckiej przedstawiany jako szaleniec i idiota. Od wielu lat mówił o potrzebie skończenia z bolszewicką zarazą. I nagle zawarto przymierze. Jak to przyjęto w obu państwach?

– Wyjaśnienie tej zmiany było bardzo trudne. Wszystko, co w propagandzie Niemiec i ZSRR mówiono wcześniej, nie miało charakteru wyłącznie kosmetycznego, tylko stanowiło fundament obu ideologii, a nagle stało się nieważne. Wielu ludzi, nawet z najbliższego otoczenia dyktatorów, nie mogło tego zrozumieć. Alfred Rosenberg szydził w swych prywatnych zapiskach, że Sowieci powinni zostać zaproszeni na zjazd NSDAP do Norymbergi. Pisał: „Ten pakt obróci się przeciwko narodowemu socjalizmowi”. Hitler wyczuwał ten sprzeciw i tłumił go w zarodku. „Rozstrzelam każdego, kto wypowie choćby słowo sprzeciwu” – groził.

Hitler miał nadrzędne cele ideologiczne: chciał zniszczyć Związek Sowiecki czy też, mordując Żydów, doprowadzić do tego, aby Europa była kontynentem „czystym rasowo”. Ale jednocześnie na krótką metę był politykiem realistycznym – najpierw realizował jeden etap, a potem przechodził do następnego, a najważniejsze zostawiał na koniec. Ta strategia była zupełnie niezrozumiała, ludzie widzieli, że Związek Sowiecki był wrogiem numer 1 i nagle ten wróg stał się koalicjantem. Kiedy w końcu Hitler zaatakował Sowietów, Niemcy masowo go poparli. Doznali ulgi, bo znowu wszystko nabierało sensu. Mówili na ulicach: „Wreszcie walczymy z naszym prawdziwym wrogiem”. Wojna była powodem do dumy i radości. Przyzwyczaili się do niej, stała się tłem codziennego życia w Niemczech. Nie spodziewali się, że wojna ze Związkiem Sowieckim będzie inna niż z Polską czy Francją.


A jak pakt przyjęto w Związku Sowieckim?

– Komuniści mieli ogromne problemy z przekonaniem ludzi. Urządzano punkty agitacyjne w parkach i na placach, gdzie partyjni aktywiści mieli objaśniać nowy kierunek i odpowiadać na pytania. Ale kiedy ktoś pytał, czy istnieje ryzyko, że Niemcy nie zatrzymają się w Polsce, tylko ruszą dalej na wschód, agitatorzy nie bardzo wiedzieli, co odpowiadać. Nikita Chruszczow w swoich pamiętnikach pisze, że tego przymierza z Niemcami nie dawało się uzasadnić w żaden sposób. A ci, którzy mieli to robić, czyli komunistyczni aparatczycy, sami się z nim nie godzili. Nowy ton podchwycili nieliczni, większość nadal uważała, że faszyści to faszyści. Tyle że teraz nie mówiono o tym na głos.

Dyktatorzy nigdy się nie spotkali, wiedzieli o sobie stosunkowo niewiele. Hitler podjął decyzję o negocjacjach w sprawie paktu, gdy obejrzał kronikę filmową, na której Stalin przyjmował defiladę wojsk. Z jakiegoś powodu spodobała mu się twarz sowieckiego dyktatora i doszedł do wniosku, że to jest człowiek, z którym można się dogadać. Co jeden myślał o drugim?

– Wiele wskazuje na to, że Hitler podziwiał Stalina. Naprawdę wysoko go cenił, uważał, że to jeden z wielkich ludzi historii, największy, obok niego samego. A jednocześnie pogardzał sowieckim państwem, które Stalin zbudował, i to nie zmieniło się nawet po 1941 roku. Z zapisków ludzi należących do otoczenia Hitlera wynika, że nadal mówił o Stalinie z podziwem.

Kiedy rozpoczęły się negocjacje w sprawie paktu, Hitler wysłał w delegacji Heinricha Hoffmanna, fotografa, jednego ze swych najbardziej zaufanych ludzi, który miał obserwować Stalina. Potem Hitler pytał go, jak Stalin wygląda, czy ma uszy oddzielone od skóry twarzy jak u Aryjczyków, czy też przyrośnięte jak u Żydów. Hoffmann ku wyraźnemu zadowoleniu wodza odpowiedział, że oddzielone. Pytał Hoffmanna, czy Stalin wydaje rozkazy wprost, czy raczej tylko sugeruje, co powinno być zrobione. Pytał, jak dużo pali. Kiedy dowiedział się, że w czasie wszystkich spotkań Stalin kopcił papierosa za papierosem, zrobiło to na nim złe wrażenie.

Miał obsesję na punkcie zdrowego trybu życia.

– Ale jednocześnie nałóg Stalina był jednym z powodów, dla których przystąpił do tego paktu. Był przekonany, że Stalin długo nie pożyje, a po jego śmierci Związek Sowiecki szybko się zawali i wtedy na scenie zostanie tylko Trzecia Rzesza. Mówił swoim zausznikom: „Zerwiemy ten pakt zaraz po śmierci Stalina”.

Z kolei Stalin był paranoikiem, nie ufał nikomu. Ale z nielicznych relacji, którymi dysponujemy, wynika, że widział w Hitlerze coś w rodzaju pokrewieństwa, postrzegał go jako rewolucjonistę, innego rodzaju, ale jednak rewolucjonistę. I dlatego czuł się zdradzony, kiedy Hitler zaatakował Związek Sowiecki.

Wszyscy myślimy o pakcie Ribbentrop – Mołotow w wymiarze polityczno-wojskowym, zapominając o współpracy gospodarczej. Jak duże miała ona znaczenie?

– To było bardzo ważne dla Sowietów, tak ważne, że Stalin uzależniał podpisanie porozumienia z Niemcami od zawarcia umowy gospodarczej. Dlatego zawarto ją trzy dni wcześniej, 20 sierpnia. Związek Sowiecki miał nadzieję, że dzięki Niemcom uzyska dostęp do nowych technologii wojskowych, bo w wyniku rewolucji, czystek i międzynarodowej izolacji był w tej dziedzinie bardzo zapóźniony. Z kolei Niemcy chcieli za wszelką cenę uniknąć skutków brytyjskiej blokady morskiej. A to była niejako specjalność Brytyjczyków. Blokada bardzo dała się we znaki Niemcom w czasie I wojny, osłabiła morale ludności, przyczyniła się do śmierci tysięcy ludzi, odcięła dostawy surowców. I Hitler zakładał, że gdy wybuchnie nowa wojna, Brytyjczycy zrobią dokładnie to samo. Dostawy sowieckiej ropy, żywności, surowców miały sprawić, że tym razem nie uda się zmusić Niemców do uległości, strasząc ich widmem głodu.

Jeden z historyków, Edward J. Erickson, stawia tezę, że to sowieckie dostawy umożliwiły Niemcom skuteczny atak na Francję.

– To spora przesada. Wiosną 1940 r. sowieckie dostawy paliwa i materiałów wojskowych były jeszcze niewielkie. Zresztą ta wymiana nigdy nie osiągnęła oczekiwanych rozmiarów. A ponieważ Niemcy nigdy nie dostali tego, czego oczekiwali, ich frustracja narastała. W grudniu 1940 r. Hitler zaczął rozważać wojnę z Rosją, a nieporozumienia gospodarcze były wtedy jednym z istotnych powodów decyzji o ataku.

Pisze pan w swojej książce, że Stalin był przekonany o interwencji aliantów w obronie Polski. To mnie zaskoczyło, bo przecież Stalin podkreślał, że Wielka Brytania jest słaba i tchórzliwa, a o Francji mówił jeszcze gorzej. Przekonanie, że te państwa będą interweniować, kłóci się z wszystkim, co wtedy twierdził.

– Kiedy Stalin rozmawia z Ribbentropem w 1939 roku, mówi mu, że Zachód jest słaby. Ale pozostaje pytanie, czy Stalin naprawdę tak sądził? Czy też raczej chciał zachęcić Niemcy do zaatakowania Wielkiej Brytanii i dlatego podkreślał, że Brytyjczycy są słabi? Moim zdaniem to była gra Stalina, robił wszystko, by tak właśnie się stało.

Oczywiście Stalin nie mógł być pewien, czy Anglia i Francja wystąpią zbrojnie po stronie Polski i jaki ta interwencja będzie miała charakter. Jednak zakładał, że ona nastąpi, bo w przeciwnym razie scenariusz rozwoju wypadków, na który postawił, szlag by trafił…

Sowieci wygrali tę wojnę. Ale gdyby cofnąć się w czasie i zapytać, kto kogo przechytrzył? W jakim momencie większe korzyści z paktu czerpał Stalin, a w jakim Hitler?

– To dobre pytanie. W początkowym etapie to Stalin przechytrzył Hitlera. Niemiecko-sowieckie porozumienie było szyte na jego miarę. Stalin dostał dokładnie to, czego chciał – wschodnie terytoria Polski, nie ponosząc praktycznie żadnych strat. Porozumienie gospodarcze też było bardzo korzystne dla Rosji. Ale od upadku Francji wszystko zaczyna się zmieniać i perspektywy nie są już takie różowe.

Bo Francja upada błyskawicznie, a Stalin miał nadzieję na bój wyniszczający obie strony. Czy dlatego pod koniec II wojny domagał się, żeby Francja została ukarana, gdyż jej klęska otworzyła Hitlerowi drogę na Rosję?

– Stalin wmówił sobie, że układ z Niemcami jest równie korzystny dla obu stron i nie zostanie naruszony. Wychodził z założenia, że jeśli nawet dojdzie do złamania paktu, to decyzja o tym zostanie poprzedzona negocjacjami i wtedy uda mu się odwieść Hitlera od ataku. Tymczasem Hitler doskonale ukrywał swoje intencje. Nawet wtedy, gdy Niemcy przerwali swoje dostawy do Rosji, Stalin wciąż uważał, że to o niczym nie świadczy, a koncentracja niemieckich wojsk w pobliżu rosyjskiej granicy to tylko środek nacisku psychologicznego.

W czerwcu 1941 r. Hitler miał prawo uważać, że przechytrzył Stalina na dobre. W ciągu pierwszych dwóch tygodni straty sowieckie były gigantyczne. Cytuję pana książkę: „Ponad 10 tys. czołgów, 19 tys. dział, 4 tys. samolotów bojowych i aż 750 tysięcy żołnierzy. Oraz prawie wszystkie ziemie zdobyte w porozumieniu z Niemcami – wschodnia Polska, Łotwa, Litwa i Besarabia. Najeźdźcy zajęli też Białoruś wraz z większą częścią Ukrainy”. Z perspektywy czasu atak na Rosję wydaje się szaleństwem, ale wtedy myślano inaczej. Brytyjczycy obstawiali, że Związek Sowiecki wytrzyma „trzy, może cztery miesiące”.

Czy Hitler mógł wygrać tę wojnę?

– W 1941 roku Hitler miał lepiej wyposażone i wyszkolone wojsko, toteż z czysto militarnego punktu widzenia mógł wygrać. Problem był innej natury, zaważyła polityka, która towarzyszyła temu podbojowi. Przecież na dawnych polskich Kresach, na Białorusi, Ukrainie nastroje antysowieckie były bardzo silne, tylko że antysłowiańskie nastawienie hitlerowskich Niemiec nie pozwalało ich wykorzystać, ograniczało masową kolaborację Białorusinów czy Ukraińców. I to się zemściło na Hitlerze.

Powiedział pan, że pakt Ribbentrop – Mołotow jest traktowany na Zachodzie jak przypis do historii, bo Zachodu nie dotyczy. „Pakt diabłów” jest pierwszą angielską książką na ten temat od 25 lat. Ale to chyba zaczyna się zmieniać, trudniej niż dawniej pisać o II wojnie światowej, pomijając polską perspektywę.

– To prawda. Polska jest w Unii Europejskiej, ponadto od Berlina, nieformalnej stolicy Europy, dzieli ją kilkadziesiąt kilometrów. Trudno jej nie zauważyć. W moim kraju jest ponad milion polskich imigrantów. Ich wpływy będą rosły. Za 10 czy 20 lat głos Polaków w życiu społecznym Wielkiej Brytanii stanie się znacznie bardziej słyszalny. I zachodniocentryczna historia II wojny światowej będzie w coraz większym stopniu korygowana. Mam nadzieję, że moja książka stanie się częścią tego procesu. Po to ją napisałem.


Tekst pochodzi z „Newsweeka Historia” 8/2015. Nowe wydania naszego magazynu historycznego możesz kupić w skel


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com

 


Neil Simon, Playwright And Wit, Dies At 91

Neil Simon, Playwright And Wit, Dies At 91

JTA


— Playwright Neil Simon, known for such Broadway hits as “The Odd Couple,” “Barefoot in the Park,” and “Lost in Yonkers,” has died.

Simon, who earned a Pulitzer Prize and a Tony Award, died overnight Saturday at New York-Presbyterian Hospital in New York City from complications with pneumonia at the age of 91.

Simon, who became known for his cutting wit, began his career in television, on the writing staff for Sid Caesar for “Your Show of Shows,” working with  Mel Brooks, Carl Reiner and Larry Gelbart, and later wrote for “The Phil Silvers Show.”

In 1961, his first play “Come Blow Your Horn,” hit Broadway. In 1966 he had four plays running on Broadway at the same time. During his career he wrote more than 30 plays and about the same amount of movie screenplays, some original and most adaptions of his plays.

Most of his plays revolved around middle-class Jews from New York, and the family issues that plagued them.  The themes of his plays include romance, adultery, divorce, sibling rivalry, cancer and fear of aging.

 He gained additional fame in the 1980s with his semi-autobiographical trilogy: “Brighton Beach Memoirs” (1983), “Biloxi Blues” (1985), and “Broadway Bound” (1986).

In 1991 he won both the Tony Award and the Pulitzer Prize for “Lost in Yonkers,” another autobiographical comedy.

Simon was born in New York to Irving Simon, a garment salesman, and Mamie (Levy) Simon, a homemaker. His parents had what he described as a “tempestuous marriage,” in which his father left the family at least eight times, and he said took refuge in movie theaters to escape his troubles at home. Those troubles also inspired him to become a writer, which he said helped him to become independent of emotional family issues.

He was married five times: to dancer Joan Baim, who died of cancer (1953–1973), actress Marsha Mason (1973–1983), twice to actress Diane Lander (1987–1988 and 1990–1998), and to actress Elaine Joyce (1999-2018).

Early years

Neil Simon was born on July 4, 1927, in The BronxNew York, to Jewish parents. His father, Irving Simon, was a garment salesman, and his mother, Mamie (Levy) Simon, was mostly a homemaker.[4] Simon had one older brother by eight years, television writer and comedy teacher Danny Simon. He grew up in Washington Heights, Manhattan during the period of the Great Depression, graduating from DeWitt Clinton High School when he was sixteen, where he was nicknamed “Doc” and described as extremely shy in the school yearbook.[5]:39

Simon’s childhood was difficult and mostly unhappy due to his parents’ “tempestuous marriage” and financial hardship caused by the Depression.[3]:1 He would sometimes block out their arguments by putting a pillow over his ears at night.[6] His father often abandoned the family for months at a time, causing them further financial and emotional hardship. As a result, Simon and his brother Danny were sometimes forced to live with different relatives, or else their parents took in boarders for some income.[3]:2

During an interview with writer Lawrence Grobel, Simon stated: “To this day I never really knew what the reason for all the fights and battles were about between the two of them … She’d hate him and be very angry, but he would come back and she would take him back. She really loved him.”[7]:378 Simon states that among the reasons he became a writer was to fulfill his need to be independent of such emotional family issues, a need he recognized when he was seven or eight: “I’d better start taking care of myself somehow … It made me strong as an independent person.[7]:378

To escape difficulties at home he often took refuge in movie theaters, where he especially enjoyed comedies with silent stars like Charlie ChaplinBuster Keaton, and Laurel and Hardy. Simon recalls: “I was constantly being dragged out of movies for laughing too loud.”

I think part of what made me a comedy writer is the blocking out of some of the really ugly, painful things in my childhood and covering it up with a humorous attitude … do something to laugh until I was able to forget what was hurting.[3]:2

Simon attributes these childhood movies for inspiring him to some day write comedy: “I wanted to make a whole audience fall onto the floor, writhing and laughing so hard that some of them pass out.”[8]:1 He appreciated Chaplin’s ability to make people laugh and made writing comedy his long-term goal, and also saw it as a way to connect with people. “I was never going to be an athlete or a doctor.”[7]:379 He began creating comedy for which he got paid while still in high school, when at the age of fifteen, Simon and his brother created a series of comedy sketches for employees at an annual department store event. And to help develop his writing skill, he often spent three days a week at the library reading books by famous humorists such as Mark Twain, Robert BenchleyGeorge S. Kaufman and S. J. Perelman.[5]:218

Soon after graduating from high school, he signed up with the Army Air Force Reserve at New York University, and was eventually sent to Colorado as a corporal. It was during those years in the Reserve that Simon began writing, starting as a sports editor. He was assigned to Lowry Air Force Base during 1945 and attended the University of Denver[1] from 1945 to 1946.[1][3]:2


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com

 


TV7 Israel News 24.08.18

Palestinian Security Services thwart a bombing attack against IDF forces – TV7 Israel News 24.08.18

   TV7 Israel News


Today’s top stories 24.08.18;
1) Israeli Prime Minister Benjamin Netanyahu, who is on an official work visit to Lithuania, welcomed a decision by flagship carriers ‘British Airways, KLM and Air France’ that had separately announced their decision to suspend flights to the Islamic Republic, because of what they claimed was ‘”a loss of commercial viability,” in the wake of renewed U.S. sanctions on Iran.’
2) U.S. National Security Adviser John Bolton concluded a meeting with his Russian counterpart Nikolai Patrushev. Following the meeting Ambassador Bolton stressed in a press conference that the objective of both Russia and the United States in Syria, is to assure that the Islamic Republic’s revolutionary Guards return to Iran.
3) According to a senior Israeli military source, who spoke to TV7 on condition of anonymity, “if nothing extraordinary happens, a ceasefire between Israel and Hamas may be reached by the end next week.

 


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com

 


Ginczanka to poetka, nie nowa woda mineralna!

Ginczanka to poetka, nie nowa woda mineralna! Rudnicki odkrywa najjaśniejszą gwiazdę przedwojennej literatury

Janusz Rudnicki


Zuzanna Ginczanka (East News)

Okrzyki: “Żądamy ghetta dla Żydów!”, przyjmuje z dumną wyższością. Potrafi też być cool, na bal maskowy do Hotelu Europejskiego przychodzi z walizką z napisem “Jutro na Madagaskar”. Na szmalcowniczce zemści się w ostatnim, genialnym wierszu. Zuzanna Ginczanka, poetka, którą zachwycał się Tuwim.

 

Parodiuję styl autorki: Kochany Czytelniczku mój. Masz teraz pod pachą sobotni numer „Gazety Wyborczej”. Zmierzasz z nim do domu, aby w jego zaciszu oddać się lekturze. Już jesteś prawie pod klatką, kiedy wpada na ciebie sąsiad i rad nierad przystajesz. Sąsiad jest rozpromieniony jak nigdy i mówi, widzę, co sąsiad ma pod pachą, polecam, polecam gorąco lekturę tekstu pióra Janusza Rudnickiego. Coś tam jeszcze mówi o pogodzie, ale ty dziękujesz i pędzisz do mieszkania i w jego zaciszu otwierasz „Wyborczą” na tej stronie właśnie, na której teraz jesteś. Dzień dobry, to ja. Teraz usiądziesz na rozłożystym fotelu i będziesz czytał o czytaniu „Musisz tam wrócić”. Koniec parodii.

Przyznam się od razu, że wstyd się przyznać, jak późno się o niej dowiedziałem. Znasz Ginczankę, zapytał ktoś, a ja, że nie, nie piłem. Myślałem, że chodzi o nową wodę mineralną. Przeczytałem jej „Non omnis moriar”, czyli „nie wszystek umrę”, ten powalający wiersz-testament do dozorczyni (Horacy i Słowacki jako trop), która wydała jej kryjówkę Niemcom i kiedy tylko wyszła książka z Ginczanką w tytule, rzuciłem się na nią jak pies na kość. I…

I zakrztusiłem się. Wpadła mi w żydowską uliczkę, jak mawiali goje, w mieście Równe, skąd pochodziły Zuzanna Ginczanka i jej przyjaciółka Lusia Gelmont. Treść jak najbardziej, książka ważna, książka istotna. Nie tylko ze względu na samą Ginczankę i jej wiadomy los, ale także kadry z życia polskich Żydów pod okupacją niemiecką i pod czujnym okiem polskich szmalcowników, a forma? No taka, że co teraz, recenzencie? Dać się zaszantażować, bo chodzi o to, co wyżej? Złożyć broń i napisać, że cel uświęca środki, nawet wtedy kiedy te są tak rzewne jak tu właśnie? Czy broni nie złożyć, a niepodległości literatury bronić do krwi ostatniej? No, bo jak przełknąć to nieszczęsne w „Musisz tam wrócić” apostrofowanie? Które już jako takie ma w sobie zaprogramowany kicz? A tu jeszcze zwrócone do osoby drugiej, jakby było mało. I jakby było mało – córka do matki, Maria Stauber to bowiem Lusi córka.

Tak to się mniej więcej wije: Lusieńko, matko moja, masz dziś sto prawie lat i straciłaś pamięć. Mylisz mnie, twoją córkę, z twoją siostrą, dlatego opowiem ci twoje życie. Przyrzekam ci, mamo, że będziemy stąpać ostrożnie, na czubkach palców, omijać z daleka miny bólu, trzęsawiska niedopowiedzeń. Ciszę wokół tych, co zginęli, rozpostarłaś jak całun. Dzielnie pełniłaś swoją rolę matki. Codziennie ulatują twoje siły, ulatuje życie, więc teraz ja, twoja córka, stoję na jego straży, wdmuchuję w ciebie ciepło moich uczuć, od których ożywiasz się…

Autorka o tym, co lubiła najbardziej mała Ginczanka. Lubiła klucze z babcinej szuflady, gwiżdże na nich różne smutne melodyjki, bo piszczą tak śmiesznie: ciiiieniiiiutko, leciiiiutko. Autorka o tym, co czuje, kiedy dziś w Warszawie na Szpitalnej 5 odwiedza mieszkanie, w którym mieszkała Ginczanka. Czuje jej oddech, który łaskocze jej kark. Dobra, to jeszcze nie boli, ale to już tak – otóż wie Maria Stauber, co Zuza chce jej powiedzieć, a mianowicie: Idź. Proszę cię. Idź dalej. Tak trzeba. I w tym momencie obowiązkiem moim jest napisać, co następuje: tak jak istnieje karp po żydowsku, tak istnieje w literaturze kicz po żydowsku.

 

I jeszcze gdyby ta rzecz miała indeks nazwisk i nazw miejscowości, to miałby on… No, nie tyle stron co sama książka, ale długi byłby jak rozciągnięty miech akordeonu. Ja rozumiem, świadectwo pamięci, ale na miłość Boską, naprawdę trzeba podać wszystkie nazwy wszystkich składów aptecznych z ul. 3 Maja w Równem?

Paradoks inteligentki zasymilowanej

Dobra, wystarczy tego ględzenia. Tym bardziej że im dalej w książkę, tym lepiej, bo więcej drzew. Teraz o tym, co jest jej zaletą główną, czyli o tym, czego bym nie wiedział, gdybym „Musisz tam wrócić” nie przeczytał.

Sierotka Ginczanka. Jedynaczka. Naprzód opuszcza ją ojciec, za wielki oryginał na tak małe miasto, Ameryka dla niego jak ulał. Ponoć zostaje tam aktorem, wysyła jej swoje zdjęcia, plakaty filmowe, ale nie ma po nim jako aktorze śladu do dziś. Potem z domu zabiera się matka, życia żądna i przygód z czeskim inżynierem, specjalistą od drożdży, wyjeżdża do Hiszpanii. Dostawać listy z Ameryki, dostawać listy z Hiszpanii, z takich pięknych, dalekich krajów! Doprawdy, dzieciństwo i wczesna młodość jak z bajki, jej koleżanki i koledzy nie mają takiego szczęścia i takich listów nie dostają, bo rodzice uparli się, żeby ich nie opuścić. Ginczanka przestaje być córką, a staje się wnuczką, opiekuje się nią babcia. Mieszka za to w dwóch domach, drugim jest poezja. Siedzi w niej tak mocno, że siedzieć musi drugi rok w tej samej klasie, przez matematykę.

Debiut w gazetce szkolnej, lat 14: Wgryzam się zębami uczuć w kraśne jabłka dni czerwonych/ I do kosza serca chowam skórki wspomnień już zjedzonych.

Pierwsza miłość, starszy o cztery lata gimnazjalista: …a teraz zaciśnij usta i chłodno, twardo mnie potęp:/ oto masz moje noce, gołe, wyłuskane jak groch.

Lat 17, takie coś: że niby: lat siedemnaście, że niby: jestem szczęśliwa, a przecież jestem nadziana na pal, na własny kręgosłup.

Jej oczy, jedno niebieskie, drugie brązowe. W innym miejscu, że jedno zielonkawe, drugie piwne, ale nie będę małostkowy, Stauber napisze, że jasne to słowiańskie, a ciemne żydowskie. Ładne, ale z tym ciemnym na wyrost. Jedyne, co ją łączyło z żydostwem, to to, że urodziła się jako Żydówka i jako Żydówka zginęła. Między startem a metą Polska, tylko i wyłącznie Polska.

“Wszystko jest poezją”: Katarzyna Herman czyta wiersz “Maj 1939” Zuzanny Ginczanki

Napisała, moja mowa jest dla mnie krajem. Chałaciarze, pejsy i brody budziły w niej niechęć, ich gardłowa mowa też. Mało, w stolicy omija żydowskie dzielnice, źle się w nich czuje, na ich religijność reaguje pytaniem, to ma być moja nacja? W Warszawie, w której jedna trzecia mieszkańców to Żydzi i wychodzi 129 pism, 48 tygodników i 26 dzienników w języku żydowskim, ona nie ma o nich pojęcia. Jej codzienną lekturą jest „Skamander”, „Wiadomości Literackie” i „Sygnały”, a Talmudem wiersze Słowackiego, potem Leśmiana, Tuwima… No właśnie, oto paradoks polskich Żydów, kompletnie zasymilowana inteligentka polska stała się nią ze względu na miłość do polskiej poezji tworzonej przez polskich zasymilowanych Żydów.

Mała Ziemiańska na Mazowieckiej, Skamandryci, Broniewski, Gombrowicz, niebo literackie Warszawy, ona jako jego gwiazda. Tak ją nazywają starcy, Gwiazda Syjonu. O wilgotnych oczach sarny. Piękna i niedostępna, subtelna i tajemnicza, mężczyźni ją pociągają, ale niekoniecznie fizycznie, czeka na wielką miłość i wtedy spełnienie. Ziemiańska ma ślinotok, kiedy przechodzi między stolikami. Zuzanna i starcy, to komentarz Tuwima, ktoś tam rzuca pomysł, żeby odegrać z nią scenę z obrazu Rembrandta. Męczy ją ta sprośna admiracja, te pytania, czy jesteś jeszcze dziewicą, ta obleśna samczość, te lubieżne dowcipy w rodzaju, przyłóżmy jej zapałkę do ust, sprawdzimy, czy się pali. Tego akurat nie rozumiem, o co chodzi? Zapaloną zapałkę czy niezapaloną? I co w związku z tym?

Tuwim zachwyca się jej wierszami, debiutuje tytułem „O centaurach”, pytana w Ziemiańskiej, dlaczego właśnie centaury, odpowiada, bo oto głoszę namiętność i mądrość ciasno w pasie zrośnięte jak centaur. Druga połowa lat 30., zły czas dla poezji, dobry czas dla ultrapolskich łowców żydowskich głów. Ten jej fragmencik jakby wyjęty z dobrej piosenki Jacka Kleyffa: Pędzą myśliwi w zamierzchłe dzieje,/ gdzie ślad porasta i trop czernieje,/ w gąszczach przeszłości z uporem mrówki/babki szukają, babki – żydówki… („Łowy”, 1937). Coraz częściej opuszcza wykłady, w bramie uniwersytetu w dniach patriotycznych rocznic stoją bojówkarze Młodzieży Wszechpolskiej, pilnują, żeby Żydzi nie wchodzili na teren uczelni. Okrzyki: „Precz z Żydami! Żądamy ghetta dla Żydów!”, przyjmuje z dumną wyższością. Potrafi też być cool, na bal maskowy do Hotelu Europejskiego przychodzi z małą walizką z napisem „Jutro na Madagaskar”. Młodzież ma laski, laski mają ukryte żyletki, jeśli jakiś student rasy polskiej ma romans z Żydówką, zdarza się, że mu kiereszują twarz. Wychodzą nowe zarządzenia:Żydzi muszą stać w czasie wykładów, to życzenie niektórych profesorów.

Rok 1940, Lwów. Jej pierwsza miłość jest wysoka, chuda, ma okulary, jest grafikiem, nazywa się Janusz, przynosi jej skądś racuchy (w tym czasie!), uczy się na pamięć jej wierszy i trzyma ją za rękę, kiedy wchodzą na Wysoki Zamek. Ale oto pojawia się druga pierwsza miłość, nie jest wysoka, ani chuda, jest prawnikiem i pasjonatem sztuki,na imię ma się Michał i pochodzi z dobrej żydowskiej rodziny. Nie przynosi racuchów, ale kwiaty, róże herbaciane, sztuk 50. Klęka i się oświadcza, i wygląda na to, że panna Zuzanna godzi się na małżeństwo z rozsądku, bo on jeśli książę, to przecież nie z jej bajki.

Hujowa Górka, Cipowy Dołek

Dozorczyni, polska ręka sprawiedliwości niemieckiej. Po wojnie aresztowana, syn również. Jednym z dowodów na procesie był dołączony przez matkę autorki wiersz „Non omnis moriar”, w którym Chominową uwieczniła Ginczanka. Uwaga, wiersz jako dowód w aktach sprawy. Poezja jako świadectwo prawdy. Poniżej dołączam dokument następny, to, co oskarżona mogłaby powiedzieć w ostatnim słowie. Tako pierdoli Chominowa…

Prawdziwa Polka jestem, z dziada, proces mi robicie, a medal musiałabym dostać, za to, że Żydy w portki przede mną robiły ze strachu, kamienicą na Jabłonowskich rządziłam, mało takich we Lwowie, same najważniejsze parchy tam, z samym diabłem bym się zadała, żeby odebrać im to, co nagrabili, i wytępić, wszystkie schowki tych szczurów pokazałam, ja, Chominowa Zofia, i co z tego, że moja córka dorożką z Niemcami jeździła, co z tego, że syn w mundurze Niemcom służył, jak najgorszym wrogiem jest Żyd, a jak Niemiec się za niego wziął, to pomagać trzeba było, spełniłam tylko mój obowiązek prawdziwej Matki Polki, więc za co wsadzacie mnie na cztery lata, pytam się, za tę wychudzoną szczapę? Jak ją z mężem wyprowadzali Ukraińcy, to tylko splunęłam i powiedziałam,dobrze wam tak, Żydom, ale oni zaraz wrócili, bo przekupili tych głupich Ukraińców, to tylko powiedziałam, ja was, parszywych Żydów, jeszcze wytępię, na polskiej krzywdzie się wzbogacili, wszy, co naszą krew pili, to co, nie mogłam ja wzbogacić się na nich samych? Powiem na koniec tak, powiem o sprawiedliwości, kiedy ja ją widzę, widzę ją wtedy, jak idę do lustra.

Jeśli „Non omnis moriar” powstało właśnie wtedy, to możliwe, że pisała go w wannie, bo w łazience było najcieplej i leżała w niej bez przerwy. Kłopot, bo wszyscy dobijali się za potrzebą. Pukanie w drzwi, Ginczanka otwórz!, a Ginczanka skrobie na papierze, Chominowo, lwowianko, dzielna żono szpicla,/ Donosicielko chyża, matko folksdojczera.

To nie przez Chominową jednak ginie, jak się zwykło uważać. Następną i ostatnią jej stacją i kryjówką jest Kraków, aresztują ją, o ironio losu, przez zakochanego w niej ciągle Janusza. W swoim mieszkaniu trzyma w schowku trefne dokumenty, bibułę, pisma, ulotki, gdyby nauczył się ich na pamięć, tak jak jej wierszy, mogłaby przeżyć wojnę, rok został do końca. Do więzienia trafia z łapanki, torturowany, nie wydaje nikogo, ale gestapo przechwytuje jego greps, podczas rewizji znajdują schowek, aresztują też męża Ginczanki, który się tam ukrywa. W kolejnym grepsie do przyjaciół, też przechwyconym, nie mając już szans na przeżycie, prosi, żeby opiekowali się Ginczanką, podaje jej adres i hasło, po którym otwierano drzwi i już zaraz jego zaszczuta i wyniszczona dozgonna miłość w celi, na słomie, jak księżniczka na ziarnku grochu, bo sieczka kłuje ją w plecy. Śmiertelnie bojąc się o jej życie, wydaje ją na śmierć, Romeo i Julia po polsku.

Włosy długie, to można je wyrywać, można ciągnąć za nie po ziemi. Wytrzyma to, bardziej boi się bicia, tego nie wytrzyma. Przenoszą ją na Czarneckiego, na oddział na terenie byłego już getta, parę ścian od Janusza i męża Michała. Mężczyzn rozstrzeliwuje się w obozie w Płaszowie, w miejscu zwanym wśród więźniów Hujowa Górka, od nazwiska nadzorującego egzekucje esesmana Alberta Hujara, dziś na mapach Google oznaczona jako H-Górka. Od lutego 1944 r. zmiana lokalizacji, rozstrzeliwania na drugim szańcu obozu, w miejscu zwanym wśród więźniów Cipowy Dołek, dziś na mapach Google oznaczony jako C-Dołek. 6 kwietnia 1944 r. ginie tam dwóch mężczyzn jej życia. Klasyk, skok z ciężarówki, rozbieranie się do naga, zejście do rowu i na przemian twarzą do ziemi, i strzał w kark. Potem następni na nich. Potem smętny technik dentystyczny z obcęgami w ręku, żniwo w postaci złotych zębów.

Z celi do Polskiego Komitetu Opiekuńczego (że takowy był?) pisze podania o pomoc. Chce żyć, ma lat tyle, ile członkowie Klubu 27. Starannie wypełnia rubryki, po polsku i po niemiecku. Prosi o grzebień, gęsty, bo włosy długie, nie może mieć spinek, dlatego rozpuszczone. I środek przeciwko wszom, pełno ich w tych włosach, ciągle musi iskać. Igły chce, szpilki chce i nici, nie chce paradować po celi i spacerniku w podartej sukience. I skarpetki wełniane, i reformy, i szalik, bo jeszcze przymrozki, a przecież cele nieogrzewane. I żywność, na przykład jabłka, i higiena, mydło, pasta do zębów, lignina, ręcznik. I jasna pasta do butów. Powtórzę, jasna pasta do butów. Co za klasa. I wszystko to dostaje, Ordnung muss sein.

 

 

Wiosna, drzewa kwitną, widać przez kraty. Ostatnia jej prośba, jak wiosna, to może buty wiosenne? Na sznurkowej podeszwie? Numer 38.

5 maja 1944 r. Przed egzekucją więźniarki musiały się rozebrać, więc wzięli i ukatrupili ją nagą. Ale zanim się rozebrała, jaka godność w Cipowym Dole! Doprawdy, jak Pani Wiosna, sukienka zacerowana, zęby wymyte, butki wypastowane, tylko we włosach trochę gnid, ale nie było widać.

Maria Stauber, „Musisz tam wrócić. Historia przyjaźni Lusi Gelmont i Zuzanny Ginczanki”, wyd. Marginesy, Warszawa


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com