Archive | November 2018

Nie musisz bić się z faszystą na pięści

Lidia Domańska z Koalicji Antyfaszystowskiej: Nie musisz bić się z faszystą na pięści

Wiktoria Bieliaszyn


Lidia Domańska: Na Kolorowej Niepodległej anarchiści i antyfaszyści własnymi ciałami odgradzali pokojowych liberałów od agresywnych nacjonalistów. My chroniliśmy ich, żeby nie dostali płytami chodnikowymi (Fot. Adam Stępień / Agencja Gazeta)

Jeżeli wspierasz kobiety, dajesz równe płace w swojej firmie, jesteś antyfaszystą. Jeżeli wspierasz niepełnosprawnych, żeby mieli równe szanse – jesteś antyfaszystą. Za każdym razem, kiedy stajesz po stronie skrzywdzonego albo dajesz komuś szansę – jesteś antyfaszystą.

Lidia Domańska – działaczka ruchów antyfaszystowskich, feministycznych, pracowniczych i lokatorskich. Anarchistka. Rzeczniczka Koalicji Antyfaszystowskiej

Wiktoria Bieliaszyn: „Jestem antyfaszystą” – to powinno być powodem do podziwu i szacunku, jak „jestem nauczycielem” czy „jestem architektką”. Ale antyfaszyści jawią się większości społeczeństwa jako dziwacy. Grupka niszowa, niebezpieczna i niezrozumiała.

Lidia Domańska: To prawda. Samo słowo „antyfaszyzm” też nie budzi zbyt pozytywnych emocji. Może dlatego, że ma ten okropny prefiks: „anty”. Od dawna zastanawiamy się nad tym, jak je odczarować, żeby ludzie nie słyszeli tego „anty”, żeby skupiali się bardziej na samej idei i postulatach.

Termin „antyfaszyzm” jest dość pojemny.

– Bo nie chodzi o opór wobec dosłownego faszyzmu, tylko o sprzeciw wobec ideologii faszystowskich, rasistowskich, ksenofobicznych, szowinistycznych. Czyli wszystkich, które głoszą, że ludzie nie są równi: czy to ze względu na kolor skóry, płeć, wiek, orientację seksualną, pochodzenie, klasę społeczną, czy posiadanie niepełnosprawności.

Może nie każdy odnajdzie się we wszystkich tych grupach, ale w którejś z nich albo nawet w kilku – na pewno. Właściwie dlaczego antyfaszyści uchodzą za dziwaków i muszą walczyć o odczarowanie antyfaszyzmu?

– Myślę, że wiąże się to z tym, że my bardzo często mówimy, że wszystkie ideologie, które są w jakiś sposób wykluczające, są powiązane z kapitalizmem, a bycie antykapitalistą nie jest dzisiaj zbyt modne. Zgoda, coraz więcej mówi się o wypaczeniach turbokapitalizmu czy globalizacji, ale generalnie zakłada się, że kapitalizm i tak jest najlepszym systemem ekonomicznym. A my twierdzimy, że on jest bardzo mocno powiązany z faszyzmem.

Antyfaszyzm jest dość pojemny. To sprzeciw wobec ideologii faszystowskich, rasistowskich, ksenofobicznych, szowinistycznych Fot. Jaap Arriens/Sipa USA/East News

Bo trudno w nim o równość?

– Bo dąży do podziałów. To ciągłe wspieranie bogatszych kosztem biedniejszych, wspieranie tych, którzy są w jakiś sposób uprzywilejowani kosztem nieuprzywilejowanych. Kapitalizm żywi się podziałami, chociażby klasowymi. Skrajna prawica dzięki tym podziałom wygrywa, bo jej się udało, w przeciwieństwie do mainstreamowej lewicy, zagospodarować umysły nizin społecznych, ludzi, którzy zostali w jakiś sposób wykluczeni przez przemiany gospodarcze. Wśród polskich imigrantów w Wielkiej Brytanii czy w Skandynawii skrajnie prawicowa ideologia jest bardzo popularna.

I przez to później możemy usłyszeć, że polscy imigranci zarobkowi w Wielkiej Brytanii są przeciwni imigrantom. Polacy czują się lepsi od innych?

– Pływamy w bagienku, które powstało w dużej mierze na gruncie historycznym. Przeciętny Polak wie, że jego naród był gnębiony przez zaborców, potem przez Niemców i komunistów, więc teraz czuje się lepszy i bardziej szlachetny. Również od swoich rodaków, bo on jest tego narodu lepszym przedstawicielem niż ktokolwiek inny. To znakomite podglebie dla tych, którzy zdobywają wpływy, dzieląc: „Żydzi, lewacy, feministki, komuniści, anarchiści, osoby LGBT są winni temu, że ty nie masz tak dobrze, jak ma np. Niemiec”.

Nie ma w ludziach pokory, że to może oni są w jakimś stopniu winni, bo nie wychodzą na ulice, żeby walczyć ze złym traktowaniem. Dlaczego nie walczy się z tym, że ludzi nie stać na mieszkania? Że się wyprzedaje zasoby komunalne? Że ludzie pracują na śmieciówkach? Że nie mają prawa do urlopu? Że trzeba w kolejce czekać pięć lat na zabieg?

Ludzie nie wychodzą na ulice, żeby powiedzieć: „Sprawdzam cię, panie pośle X, panie pośle Y, panie pośle Z, panie ministrze, panie premierze, panie prezydencie, bo to wy powinniście o to wszystko zadbać”, tylko wymyślają sobie jakichś sprawców tych wszystkich problemów. Obwiniają siebie nawzajem, a najczęściej tych, którzy się czymś od nich różnią. Zdarzało mi się słyszeć od eksmitowanych mieszkańców warszawskich kamienic, ofiar nielegalnej reprywatyzacji, że oni chcieliby mieszkanie socjalne w miejscu, gdzie nie ma innych mieszkań socjalnych: „Bo ci z socjalnych to jakaś patologia”.

Ale swoje pewnie zrobił też czarny PR. Od ładnych paru lat media przedstawiają antyfaszyzm jak ekstremę. Antyfaszyści biją się z faszystami – taki przekaz nasuwa skojarzenia z ustawką kibolską albo leczeniem dżumy cholerą.

– To prawda, chociaż jeśli dążenie do wolności jednostki i do upowszechniania pomocy wzajemnej jest ekstremum, to coś jest chyba nie tak z tym światem. Równość i wolność powinny być postrzegane jako prawa człowieka: człowiek ma prawo nie być dyskryminowany, czuć się równy, wolny i ma prawo liczyć na pomoc społeczeństwa, w którym żyje. I ze strony tych ludzi, którzy rządzą, i całej reszty, czyli sąsiadów, społeczności miejskich, dzielnicowych, swoich małych ojczyzn. My cały czas mówimy o jednym: o wolności, równości i pomocy wzajemnej.

Ten wyraźny podział można zaobserwować od 2011 r., a konkretniej od Kolorowej Niepodległej, czyli demonstracji będącej jednocześnie blokadą marszu nacjonalistów.

– Organizacja Kolorowej Niepodległej to był błąd, za który do tej pory bijemy się w pierś. Z tego powodu zresztą odeszliśmy od blokad i współpracy z liberałami.

Na Kolorowej Niepodległej były baloniki, nawoływania do pokoju, modne ciuchy, znani publicyści, popularne twarze, ale byli też anarchiści i antyfaszyści, którzy własnymi ciałami odgradzali tych pokojowych liberałów od agresywnych nacjonalistów. My chroniliśmy ich, żeby nie dostali płytami chodnikowymi, a oni później zapraszali nas do telewizji i próbowali sadzać na jednej kanapie z Bosakiem czy innym Winnickim. Bo uznali, że jesteśmy zbyt radykalni, oszukaliśmy ich, przeginamy.

Antyfaszyzm jest dość pojemny. To sprzeciw wobec ideologii faszystowskich, rasistowskich, ksenofobicznych, szowinistycznych Fot. Roberto Brancolini/Sipa/East News

Na ich usprawiedliwienie powiem, że w czasach ugruntowanych rządów Platformy nikt nie spodziewał się tak mocnego skrętu na prawo. Prawicowe partie wydawały się egzotycznym folklorem, więc dla wszystkich to było bardzo wygodne, żeby posadzić po jednej stronie Winnickiego, Bosaka czy jakiekolwiek inne osoby o skrajnych poglądach, a po drugiej kogoś uznawanego za radykalną lewicę i powiedzieć: „OK, ci nacjonaliści są niebezpieczni, bo idą z hasłami Zabić wroga! , Śmierć wrogom ojczyzny , ale ci też jacyś nie bardzo, bo zaczepni, dziwnie ubrani, eskalują napięcie”.

Ale media w sensacyjnym tonie relacjonowały zamieszki, do których doszło przy placu Konstytucji, nie tylko z abszmaku wobec „tych radykałów”. Swoje zrobiła też bardzo prozaiczna chęć napędzania oglądalności. Zawsze ciekawie jest zestawić ze sobą dwie skrajności. Chociaż trudno tutaj mówić o jakiejkolwiek trafności wyborów, bo jeśli osoby dość liberalne, takie jak Robert Biedroń czy Kazia Szczuka, są zapraszane do telewizji jako przedstawiciele skrajnej lewicy, trochę mnie to bawi. I pokazuje, jak bardzo dzisiejszy dyskurs polityczny przesunął się na prawo, skoro prawicowcy straszą Polaków hasłami: „Przyjdzie Robert Biedroń i wprowadzi komunizm”.

Dziś dominuje przekonanie, że to PiS zaczął romansować z ONR-em i stąd te problemy. A przecież to żadna nowość, w czasach PO skrajna prawica dokazywała tak samo.

– Jak najbardziej. Kiedy nacjonaliści napadli na squat „Przychodnia” w 2013 r., rzucali płyty chodnikowe i race w dom nie tylko anarchistów czy antyfaszystów, ale też lokatorów eksmitowanych przez machinę reprywatyzacyjną, obcokrajowców w trudnej sytuacji życiowej, dzieci – nikt ich nie powstrzymał. A to nie były przelewki, mogli zginąć ludzie, gdyby narodowcom udało się wedrzeć do budynku.

Ale jednak coś się zmieniło. Dzisiaj narodowcy mogą robić wszystko, co chcieli robić znacznie wcześniej, a co za rządów PO w jakimś stopniu jednak utrudniała im policja. Dzisiaj można śmiało powiedzieć, że 11 listopada PiS przegrał z ONR-em ulice. Narodowcy wcale z nimi nie poszli, urządzili swój własny marsz, puszczając ten prezydencki przodem, nie stosując się przy tym do żadnych ustaleń, o których opowiadali politycy PiS-u: była i pirotechnika, i nienawistne hasła, i nacjonalistyczne flagi.

Marsz narodowców był bardzo liczny, mówi się o ponad 240 tysiącach uczestników, którzy nie dołączyli do prezydenckiego marszu, choć większość pewnie głosowała na PiS.

– Dałabym sobie rękę uciąć, że co najmniej trzy czwarte z nich. Bo wielu z tych, co dołączyli do narodowców, wybiera w swoim własnym mniemaniu między większym a mniejszym złem. Raz do roku przyjedziemy do Warszawy okazać swoje niezadowolenie, wykrzyczeć oglądanym na co dzień w telewizji elitom, że jesteśmy wściekli, ale jak przyjdzie co do czego, to zagłosujemy jednak na tych bardziej przewidywalnych. Liczby mówią same za siebie: narodowcy myślą, że stoi za nimi pół Polski, a w sondażach dostają 1-2 proc. poparcia.

Co tych niby-narodowców najbardziej denerwuje?

– Mit „od zera do milionera” i przekonanie, że każdy sam jest kowalem własnego losu. To, że ciężka fizyczna praca oznacza wyzysk, niską pensję. Wyborcy PiS, którzy nie poszli z PiS, tylko z narodowcami, chcą pokazać, że mają dość bycia „niezaradnymi życiowo”.

Pretensje brzmią podobnie do tych zgłaszanych przez antyfaszystów, a jednak na marszu antyfaszystowskim, choć bardzo w tym roku licznym, było raptem 8 tysięcy osób.

– Bycie ideowcem jest trudne, wielu moich czterdziestoletnich dzisiaj znajomych, z którymi kiedyś chodziłam na te same demonstracje i narzekałam na kapitalizm, dzisiaj pracuje w dużych firmach i korporacjach. W pewnym momencie ludziom włącza się pragmatyzm: „Dobra, mam to gdzieś. Życie jest jedno, idę robić pieniądze”.

Proporcja zmieniła się też po Kolorowej Niepodległej. My mieliśmy stałe 3-5 tysięcy, a u nich to lawinowo zaczęło rosnąć.

Decyzja Hanny Gronkiewicz-Waltz o delegalizacji marszu wzbudziła entuzjazm w części liberalnej i lewicowej bańki, antyfaszystów i anarchistów jednak nie ucieszyła.


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com

 


Sąd Najwyższy otwiera drogę do wysiedlenia kilkuset Palestyńczyków

Sąd Najwyższy otwiera drogę do wysiedlenia kilkuset Palestyńczyków ze Wschodniej Jerozolimy

ft//kg/kwoj / Źródło: PAP


Palestyńska rodzina wyburzyła swój dom po tym, gdy nakazano oddanie ziemi Izraelowi [wideo archiwalne]

 

Sąd Najwyższy Izraela utorował drogę do wysiedlenia 700 Palestyńczyków z domów w dzielnicy Silwan we Wschodniej Jerozolimie okupowanej przez Izrael. Wystąpiła o to organizacja reprezentująca izraelskich osadników, którzy zamierzają zbudować tam własne osiedle.

Sąd odrzucił wniosek palestyńskich mieszkańców dzielnicy o potwierdzenie ich prawa do jej zamieszkiwania i oddalenie wniosku o ich przymusowe wysiedlenie – poinformował w czwartek izraelski dziennik “Haarec”. Wysiedlenia na spornym terenie 17 lat temu teren, na którym mieszkają palestyńskie rodziny, został oddany pod zarząd organizacji Ateret Kohanim, działającej w interesie izraelskich osadników. Sąd uznał, że ustanowienie tego zarządu nie było całkowicie prawomocne, ponieważ palestyńscy mieszkańcy nie zostali o tym powiadomieni. Nie potwierdził jednak ich prawa do dalszego zamieszkiwania w domach w dzielnicy Silwan. Palestyńczykom przysługuje jednak prawo odwołania się od tego wyroku. Jak na razie Ateret Kohanim, działająca na rzecz izraelskiej obecności we Wschodniej Jerozolimie, okupowanej przez Izrael w 1967 roku, zdołała od 2007 roku doprowadzić do wysiedlenia dwóch palestyńskich rodzin, które mieszkały na spornym terenie. Izraelska organizacja otrzymała jednak w zarząd domy w dzielnicy Silwan, w których mieszka 70 palestyńskich rodzin, czyli około 700 osób.

Stany Zjednoczone likwidują konsulat w Jerozolimie, który był de facto misją dyplomatyczną do kontaktów z Palestyńczykami i wcielą go do swej ambasady w Izraelu – poinformował w czwartek sekretarz stanu USA Mike Pompeo. Autonomia Palestyńska nazwała to “bardzo złą decyzją”. Przedstawicielstwo będzie teraz jedynie wydziałem ambasady do spraw palestyńskich i Waszyngton nie będzie miał już dyplomatycznego kanału łączącego go bezpośrednio z władzami Autonomii – podkreśla agencja prasowa Associated Press.

Przedstawicielstwo będzie teraz jedynie wydziałem ambasady do spraw palestyńskich i Waszyngton nie będzie miał już dyplomatycznego kanału łączącego go bezpośrednio z władzami Autonomii – podkreśla agencja prasowa Associated Press.

Pompeo powiedział, że połączenie konsulatu i ambasady ma na celu usprawnienie działania misji dyplomatycznej, jednak – jak pisze AP – gest ten ma duże znaczenie symboliczne, jest bowiem sygnałem, że Ameryka uznaje prawo Izraela do kontrolowania Jerozolimy Wschodniej i Zachodniego Brzegu. To kolejna decyzja, która prowadzi do pogorszenia i tak już fatalnych relacji Waszyngtonu z Palestyńczykami, które załamały się w chwili uznania przez USA Jerozolimy za stolicę Izraela – pisze AFP. USA uznały Jerozolimę za stolicę Izraela Swoją decyzję o uznaniu przez USA Jerozolimy za stolicę państwa żydowskiego prezydent Donald Trump ogłosił w grudniu 2017 roku, a wkrótce potem Zgromadzenie Ogólne Narodów Zjednoczonych przyjęło uchwałę domagającą się anulowania tej decyzji. 14 maja amerykańska ambasada w Izraelu została przeniesiona do Jerozolimy. Społeczność międzynarodowa nie uznaje Jerozolimy za stolicę Izraela. Prawie 90 ambasad mieści się w Tel Awiwie. Izrael kontroluje Jerozolimę od 1967 roku, gdy w trakcie wojny sześciodniowej zajął wschodnią część miasta. W Jerozolimie znajduje się wiele izraelskich budynków rządowych, w tym parlament i Sąd Najwyższy.


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com

 


Jewish dance

Jewish dance

Online videos from Israel, Middle East & Jewish World


 


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com

 


Najbardziej żydowskie” miejsca w Polsce

Najbardziej żydowskie” miejsca w Polsce

Adam Dylewski


Przypadająca właśnie setna rocznica odzyskania niepodległości skłania do tworzenia syntez i podsumowań dziejów Polski w XX w., ze szczególnym naciskiem na odrodzoną II Rzeczpospolitą, a w niej – na lata, w którym na nowo formowało się nasze państwo. Przychodzi w takich sytuacjach niekiedy posiłkować się statystyką – w naszym przypadku danymi o liczebności i osadnictwie Żydów polskich. Często są to sprawy powszechnie znane – jak wielkie społeczności zamieszkujące niegdyś Warszawę, Łódź, Lwów czy Wilno. Ale czy potrafimy np. odpowiedzieć na pytanie, ile było w międzywojennej Polsce żydowskich miast „ponadstutysięcznych”, z sześciocyfrową liczebnością Żydów? Albo, czy więcej Żydów zamieszkiwało w Kielcach czy w Kaliszu? Takie poszukiwania statystyczne to także dobra sposobność do dokonywania odkryć. Jakie było „najbardziej żydowskie miejsce w Polsce”? Czy były w II RP miejscowości, w których Żydzi stanowili 100% ogółu mieszkańców? A ile było takich, w których było ich przynajmniej 90%? Dlaczego mieszkało ich tam aż tylu?

Zanim poszukamy odpowiedzi na te i inne pytania, przystępując do przeglądu ciekawostek statystycznych, trzeba poświęcić nieco miejsca wykorzystanym źródłom. Za w pełni miarodajne, choć niekoniecznie absolutnie prawdziwe, uznać można wyłącznie spisy ludności. W międzywojniu odbyły się dwa takie spisy. Najpełniejszy charakter miał Pierwszy Powszechny Spis Ludności w Polsce z 30 września 1921 roku. Był to jedyny spis, którego wyniki zostały w całości opublikowane; wydawnictwo osiągnęło 29 tomów, z których ostatni ukazał się w 1932 roku. Sformułowano pod adresem tego spisu wiele zarzutów, jak brak uwzględnienia trwających intensywnych procesów migracyjnych (m.in. w interesującym nas obszarze błyskawicznie przeterminowały się dane o Żydach niemieckich na terenie byłego zaboru pruskiego, którzy szybko opuścili granice Polski), w tym przyjęcia rzeszy ponad pół miliona repatriantów z terenów sowieckich. Na dodatek, spis ten nie objął części późniejszego województwa wileńskiego z Wilnem oraz województwa śląskiego (obszary te znalazły się w II RP w 1922 roku). Pomimo to, opublikowane wówczas 15 tomów skorowidzów miejscowości, podzielonych na województwa, stanowi do dziś podstawowe źródło wiedzy o liczebności lokalnych mieszkańców w okresie międzywojennym.

Gorzej ma się sprawa z Drugim Powszechnym Spisem Ludności z 9 grudnia 1931 roku. Co prawda ogólne wyniki tego spisu znalazły się w wydawnictwie „Statystyka Polski”, wydanym w okresie 1936–1939, ale publikację jakże zajmującego skorowidzu przerwał wybuch wojny. Ukazał się jedynie zeszyt poświęcony województwu wileńskiemu. Dlatego w poniższych podsumowaniach oparto się w głównej mierze na danych ze spisu z 1921 roku. Z 1931 r. dodano jedynie w celach poglądowych dane o liczebności Żydów w Wilnie, nie chcąc aby ten duży ośrodek umknął uwadze Czytelnika.

Jeszcze jedna kwestia to odpowiedź na pytanie, kto jest Żydem. W kwestionariuszu z 1921 r. występuje pytanie o „wyznanie mojżeszowe” oraz o „narodowość żydowską”. W wielu miejscach widać przy tym, że odpowiedzi twierdzących na pierwsze pytanie jest z reguły więcej niż na drugie. W spisie z 1931 r. z kolei w ogóle usunięto pytanie o narodowość. W tej sytuacji oparto się poniżej całkowicie na danych wyznaniowych. Są to zatem w istocie podsumowania odnoszące się do udziału „ludności wyznania mojżeszowego”, którą jednak bez wątpienia można utożsamić z Żydami.

Spis z 1921 r., który stanowi swoistą „fotografię zbiorową” ludności Polski w okresie odzyskania niepodległości, wykazał 2 771 949 osób wyznania mojżeszowego na 27 177 000 mieszkańców (10,20%). Z kolei, w 1931 r. wyznanie mojżeszowe zadeklarowało 3 113 900 osób na ogólną liczbę 32 107 000 mieszkańców (9,76%).

Wedle spisu z 1921 r. największe pod względem liczebności skupiska żydowskie w Polsce tworzyły (pierwsza dwudziestka:

Miejscowość

Liczebność mieszkańców

Liczebność Żydów

Udział Żydów w ogóle mieszkańców

Warszawa

936713

310322

33,1%

Łódź

451974

156155

34,5%

Lwów

219388

76854

35,0%

Wilno

195100

55000

28,2%

Kraków

183706

45229

24,6%

Białystok

76792

39602

51,6%

Lublin

94412

37337

39,5%

Radom

61599

24465

39,7%

Częstochowa

80473

22663

28,2%

Równe

30428

21702

71,3%

Grodno

34694

18697

53,9%

Przemyśl

47958

18360

38,3%

Kołomyja

41097

18246

44,4%

Będzin

27855

17928

64,4%

Pińsk

23468

17513

74,6%

Stanisławów

28204

15860

56,2%

Brześć nad Bugiem

29460

15630

53,1%

Tarnów

35347

15608

44,2%

Kalisz

44613

15566

34,9%

Kielce

41346

15530

37,6%

Powyższe dane nie wymagają szerszego komentarza. Mnóstwo wiadomości o życiu żydowskim w tych ośrodkach znaleźć można w zakładce „Miejscowości” na naszym portalu.

Interesująco natomiast przedstawia się „pierwsza dwudziestka”, jeśli chodzi o udział Żydów w ogólnej liczbie mieszkańców. Jak widać, najbardziej jednorodne skupiska Żydów istniały głównie na dzisiejszych Kresach Wschodnich (głównie Polesie i Wołyń), choć jest kilka odstępstw, m.in. Trzcianne, Kosów Lacki, leżące w obecnych granicach Polski:

Miejscowość

Liczebność mieszkańców

Liczebność Żydów

Udział Żydów w ogóle mieszkańców

Iwaniki

235

235

100,0%

Kolonia Synajska

78

78

100,0%

Zofjówka

1549

1531

98,8%

Ignatówka

585

577

98,6%

Olizarka

326

321

98,5%

Hołobudy

111

109

98,2%

Malecz

430

421

97,9%

Ostrożec

638

624

97,8%

Trzcianne

1434

1401

97,7%

Targowica

655

640

97,7%

Osowa Wyszka

722

700

97,0%

Pawłowo

301

292

97,0%

Demidówka

611

592

96,9%

Mielnica

899

871

96,9%

Targowica

655

640

97,7%

Wyżgródek

976

944

96,7%

Kosów Lacki

1362

1316

96,6%

Michałówka

893

857

96,0%

Jejse

124

119

96,0%

Konstantynowo

228

217

95,2%

Wołczyn

190

180

94,7%

Iwaniki

Pierwsze miejsce w naszym okolicznościowym zestawieniu wypada przyznać Iwanikom w województwie poleskim, powiat piński, gmina Stawek. Wedle spisu z 1921 r. była to jedna z dwóch miejscowości w Polsce, w której osoby wyznania mojżeszowego stanowiły 100%, czyli były absolutnie wszystkimi mieszkańcami. Zapis dotyczący Iwanik można znaleźć w tomie VIII Skorowidzu, na stronie 149. Była to wieś-ulicówka, licząca w 1921 r. 32 domy, powstała w ślad za wprowadzoną w 1835 r. rosyjską ustawą „O urządzeniu Żydów”. Zajęła ubogie ziemie, położone po zachodniej stronie współczesnej drogi P6, 9 km na północ od Pińska. Miała ekskluzywnie żydowski charakter, ale sąsiadowała z białoruską wsią Posienicze. Powstała za panowania Mikołaja I, w połowie XIX wieku. Warto to podkreślić, bowiem było to następstwo poczynań władz rosyjskich, a nie znana z późniejszych czasów forma przygotowania do rolniczej kolonizacji w Palestynie. Jeszcze w 1936 r. opisał ją w cyklu Listy z Polesia Ksawery Pruszyński. Tekst nosił tytuł Żydowska wieś cara. Autor podkreślił specyficzny charakter miejscowości, pisząc właśnie, że nie jest syjonistyczna kolonia rolnicza, tylko „po prostu żydowska wieś”. Mieszkańcy żyli z rolnictwa i pszczelarstwa, ale byli ubodzy. Pod względem kultury materialnej były identyczne z wsiami białoruskimi, natomiast wyróżniało je istnienie bóżnicy oraz obecność rabina, szamesa, rzezaka. Wszyscy mieszkańcy, którym nie udało się uciec w głąb ZSRR, zostali zamordowani przez Niemców podczas Zagłady. Dzisiaj Iwaniki już nie istnieją, administracyjnie połączone z Posieniczami, spustoszonymi potem na dodatekprzez kolektywizację.

Kolonia Synajska

Druga miejscowość z udziałem Żydów wynoszącym 100% to nieco lepiej znana od Iwanik Kolonia Synajska (woj. nowogródzkie, pow. Słonim, gm. Dereczyn). Powstała w 1849 r. jako osada rolnicza ośmiu rodzin żydowskich; także zatem nie była jeszcze dziełem syjonistów, tylko efektem działań rosyjskich władz administracyjnych. Pod koniec XIX w. Kolonię tworzyło 20 domów, zamieszkanych przez 136 osób. W miejscowości istniał dom modlitwy. W 1921 r. domów było już tylko 13, a mieszkańców 78. W 1934 r. kilkanaście rodzin opuściło Kolonię i wyemigrowało do Palestyny, osiedlając się w Riszon le-Syjon i Petach Tikwa. Pozostali zostali zgładzeni przez Niemców w getcie w Dereczynie. Obecnie tereny Kolonii tworzą przysiółek wsi Krzywicze w rejonie Zelwa, obwód grodzieński, 15 km na północ od Zelwy.

Zofijówka

Jedynym miasteczkiem w pierwszej trójce jest Zofijówka (inna pisownia Zofjówka, niegdyś woj. wołyńskie, pow. Łuck, gm. Silno; znana też także jako Trochimbrod czy Trochenbrod, od ukr. Trochim-Brod). W 1921 r. mieszkało tu 1531 Żydów na 1549 mieszkańców (98,8%). Choć miała status ośrodka miejskiego, także Zofijówka miała swe korzenie w akcji osadniczej władz carskich, w pewnym stanowiąc może najbardziej udane jej następstwo na historycznych ziemiach polskich. Powstała w 1835 r., a jej pierwszymi mieszkańcami byli Żydzi z Wołynia i Białorusi. Choć w 1889 r. uzyskała prawa miejskie (było wówczas 2317 mieszkańców, 186 domów), podstawowym zajęciem ludności pozostawało rolnictwo i w znacznie mniejszym stopniu garbarstwo, drobne rzemiosło i handel. Pewne ożywienie gospodarcze w miejscowości przyniosło otwarcie w pierwszych latach XX wieku huty szkła. Pierwsza wojna światowa i okupacja austriacka przyniosła załamanie sytuacji ekonomicznej, epidemię tyfusu, a w efekcie głęboką stagnację. Jej następstwem był upadek miasteczka, w którym jedyną ofertę dla mieszkańców mieli tylko syjoniści. Przed 1939 r. 45 rodzin wyemigrowało do Palestyny. Pozostali w Zofijówce, a także bardzo liczna grupa uchodźców, łącznie ponad 5 tys. osób, została wymordowana przez nacjonalistów ukraińskich i SS-manów w sierpniu 1942 roku. Zabudowania zostały rozgrabione i rozebrane. Obecnie jest to wyludniona okolica w rejonie kiwereckim obwodu wołyńskiego, ok. 50 km na północny wschód od Łucka.

Ignatówka

Losy Ignatówki (woj. wołyńskie, pow. Łuck, gm. Silno) wiązały się ściśle z opisaną Zofijówką. Położona na północny zachód od żydowskiego miasteczka, powstała w 1838 r., na obszarze ok. 280 ha, należących wcześniej do państwa. W początku XX w. mieszkały tu 1204 osoby, w 1921 r. – 585 w tym 577 Żydów (98,6%). Społeczność topniała wskutek emigracji, przede wszystkim do Argentyny. W czerwcu 1941 r., po nadejściu Niemców, społeczność Ignatówki stała się ofiarą pogromu, dokonanego przez Ukraińców. Jej zagłada nastąpiła 24 sierpnia 1942 r., gdy Żydzi zostali przepędzeni do Zofijówki. Tam zamordowano ich po kilku dniach. Miejscowość dziś nie istnieje.

Olizarka

Olizarka (woj. poleskie, pow. Sarny, gm. Rafałówka) także była kolonią rolniczą. Powstała w 1849 roku. W 1921 r. mieszkało w niej 326 osób, w tym 321 Żydów (98,5%). Mieszkańcy posiadali 151 ha ziemi, ale głównym źródłem utrzymania była praca przy wytwarzaniu materiałów budowlanych. Istniały dwa domy modlitwy. W czerwcu 1941 r. Żydzi z Olizarki stali się ofiarami pogromu, dokonanego przez Ukraińców. 1 maja 1942 r. wywieziono ich do Rafałówki. Zostali rozstrzelani 29 sierpnia 1942 r. Miejscowość dziś nie istnieje.

Hołobudy

Hołobudy (woj. białostockie, pow. Wołkowysk, gm. Świsłocz) także były żydowską osadą rolniczą, ale założoną dopiero pod koniec lat 60. XIX wieku. W 1921 r. liczyły zaledwie 111 mieszkańców, w tym 109 Żydów (98,2%). W 1930 r. stało tu 21 domów. Wszyscy mieszkańcy zginęli w listopadzie 1942 r., rozstrzelani przez Niemców w lesie wisznickim. Tereny Hołobud zostały dziś wchłonięte przez sąsiednią wieś Ogrodniki.

Malecz

Malecz (woj. poleskie, pow. Prużana, gm. Malecz) jest pierwszym z ośrodków w naszym zestawieniu, który istnieje po dzień dzisiejszy (Białoruś, 95 km na północny wschód od Brześcia). Jego obecność budzi tu niejakie zdziwienie, bo jest to osada istniejąca co najmniej od 1528 r., od 1645 r. ciesząca się prawem miejskim magdeburskim. Na pierwszy rzut oka wydaje się, że nie było tu szczególnych warunków dla ekskluzywnego osadnictwa żydowskiego. Słownik Geograficzny Królestwa Polskiego opisuje tutejsze domy, wyłącznie drewniane, cerkiew, synagogę i kilkanaście jarmarków. Tym niemniej spis z 1921 r. podaje tu 430 mieszkańców, w tym aż 421 Żydów (97,9%). Wyjaśnienia szukać trzeba w podziałach administracyjnych, bo jak się okazuje, w tym samym okresie istniał jeszcze Malecz-wieś, podobnej wielkości, gdzie mieszkało 58 Żydów na 463 mieszkańców. W rzeczywistości Żydzi stanowili w tej okolicy połowę ludności; tym niemniej, ich koncentracja w granicach miasteczka zwraca uwagę. Po wkroczeniu Niemców w 1941 r. powstało tu krótkotrwałe getto. 2 listopada 1941 r. ok. 800 więźniów przewieziono do getta w Berezie Kartuskiej, a potem do Prużany. Wszyscy ponieśli śmierć. Współcześnie Malecz liczy 1,7 tys. mieszkańców. Po tutejszych trzech synagogach nie ma już śladu. Dwie, Wielka zwana Główną oraz Mała zwana Nową, spłonęły jeszcze w 1915 roku. Trzecia, tzw. Kaukaska, niewielkich rozmiarów, ale znana z dekorowanego wnętrza, została rozebrana dopiero w 1978.

Ostrożec

Kolejne miasteczko, Ostrożec, leżało w województwie wołyńskim, pow. Dubno. W 1921 r. było tu 638 mieszkańców, w tym 624 Żydów (97,8%) – 84 domy. Podobnie, jak w przypadku Malecza, sztetl był elementem większego organizmu społeczno-gospodarczego, który tworzyły także jednoimienne: znacznie większa wieś (214 domów, 1068 mieszkańców) oraz folwark (15 domów). Ciekawe, że wedle Słownika Geograficznego pod koniec XIX w. Żydów było tu ledwie 18%. Miasteczko zostało zajęte przez Niemców w sierpniu 1941 roku. Zaczęły się wówczas mordy, które kosztowały życie 140 osób. W kwietniu 1942 r. powstało getto, w którym zamknięto 1,7 tys. Żydów – tak duża liczba wiązała się z napływem uchodźców. 9 października 1942 r. wszyscy zostali wyprowadzeni za miasto i rozstrzelani nad wykopanymi uprzednio dołami. Obecnie Ostrożec jest dużą wsią ukraińską (3,2 tys. mieszkańców), 22 km na południowy wschód od Łucka.

Targowica

Także w województwie wołyńskim i powiecie dubieńskim (gm. Jarosławicze) znajdowało się miasteczko Targowica, w którym Żydzi stanowili 640 na 655 mieszkańców (97,7%). Sytuacja przedstawiała się tu podobnie jak w Maleczu i Ostrożcu, tylko proporcje były inne. Cztery inne przylegające do siebie „Targowice” (wieś, osada młyńska, dwa folwarki) liczyły łącznie 391 mieszkańców, zatem mniej niż miasteczko Żydów. Pierwsza wzmianka o społeczności pochodziła tu z 1569 r. Była tu piękna drewniana synagoga, uwieczniona na zdjęciach. W okresie Zagłady, 1 sierpnia 1941 r., 130 miejscowych Żydów zostało rozstrzelanych pod miasteczkiem. Pozostałych wiosną 1942 r. wygnano do Ostrożca, gdzie zginęli 9 października. Sama Targowica istnieje do dzisiaj, liczy tylko 383 mieszkańców; leży 30 km na południe od Łucka.

Trzcianne

Trzcianne to pierwszy ośrodek na naszej liście znajdujący się w obecnych granicach Polski; leży 20 km na północny wschód od Tykocina, w II RP był to powiat białostocki. Bez wątpienia była to miejscowość zasługująca na miano „najbardziej żydowskiej” na Podlasiu. Wedle spisu z 1897 r. mieszkało w niej 2266 Żydów (98%); w 1921 r. było ich 1401 na 1434 (97,7%). Żydzi mieszkali tu od XVIII w., a gmina zawiązała się w 1778 r., po tym jak miejscowość spustoszył pożar, a starosta knyszyński zgodził się na zamieszkiwanie Żydów. Miasteczko leżało na uboczu, nawet wszechwiedzący Słownik Geograficzny Królestwa Polskiego wspomina o nim tylko w uzupełnieniach, i to krótko. Przed Zagładą była to niemal całkowicie drewniana osada (tylko 6 domów murowanych), zamieszkiwana przez 2,5 tys. Żydów. Koniec Trzciannego był równie okrutny i dramatyczny jak cała Zagłada. Wkroczywszy tu w czerwcu 1941 r., Niemcy spalili część zabudowy, a mieszkańców zapędzili do stodół we wsi Zubole, gdzie trzymali ich przez tydzień bez jedzenia i wody. Następnie rozpoczęła się seria egzekucji, w których zamordowano ok. 500–800 osób. Jeszcze w okresie od jesieni 1941 do listopada 1942 r. istniało getto. Jego więźniów wywieziono potem do obozu przejściowego w Boguszach, a stamtąd do obozów Treblinka i Auschwitz. Z Zagłady ocalało około 25 osób.

Druga dziesiątka

W drugiej dziesiątce „najbardziej żydowskich” miejsc u zarania II RP mamy znów żydowskie osady rolnicze, powstałe w ślad za nadaniami władz carskich: Osowa Wyszka (woj. wołyńskie, pow. Równe; od 1836); Konstantynowo (woj. poleskie, pow. Kosów; od 1848); Pawłowo (woj. poleskie, pow. Kosów; od 1850); Jejse (woj. wileńskie, pow. Brasław). Druga grupa to małe i ubogie żydowskie miasteczka, sztetle z prawdziwego zdarzenia, na Wołyniu i Polesiu: Demidówka (woj. wołyńskie, pow. Dubno); Mielnica (woj. wołyńskie, pow. Kowel); Wyżgródek (woj. wołyńskie, pow. Krzemieniec); Wołczyn (woj. poleskie, pow. Brześć); prawdopodobnie Michałówka (woj. wołyńskie, pow. Dubno). Niezmiernie interesująco przedstawia się na tym tle Kosów Lacki (ówczesne woj. lubelskie, pow. Sokołów). Społeczność o charakterze handlowo-rzemieślniczym istniała tutaj od końca XVII w., a niezwykłe wyniki demograficzne notowano w długim okresie czasu – 315 Żydów w 1827 r. (100%), 786 w 1857 r. (97,2%), 1258 w 1897 r. (97%), 1316 w 1921 r. (96,6%). Trzeba jednak zauważyć, że ów żydowski Kosów „obudowany” był całą siatką miejscowości o tej samej nazwie, nie leżących jego granicach. W chwili tworzenia spisu z 1921 r. były to wsie Kosów Lacki, Kosów Ruski, Kosów-Hulidów; folwarki Kosów Lacki (Grabniak) i Kosów-Hulidów; i na dodatek jeszcze kolonia Kosów Lacki.

Co można wywnioskować z takich świątecznych poszukiwań „najbardziej żydowskiej” miejscowości w odrodzonej Polsce? W pierwszej dwudziestce o najwyższym udziale ludności żydowskiej są właściwie tylko dwie grupy: żydowskie kolonie rolnicze o wielopokoleniowym, niesyjonistycznym rodowodzie oraz małe, głównie kresowe miasteczka, zwane sztetlami. Te pierwsze zniknęły współcześnie w dużym stopniu z pamięci, choć zdarzają się wyjątki, takie jak tekst Aliny Molisak Żydzi-chłopi w „Tekstach Drugich”, poświęcony w znacznej mierze naszemu nr 1 – Iwanikom. Te drugie zaś przekształciły się w symbol, któremu choćby nasz portal zawdzięcza nazwę. Sztetle zamieszkiwała społeczność ortodoksyjna, konserwatywna, zachowawcza. Dla przykładu, wspomniany Wyżgródek stanowił bastion chasydów z Turzyska. Dominowała zabudowa drewniana, utrzymywano się z handlu i rzemiosła (m.in. szewstwo, krawiectwo, kowalstwo), czasem drobnej wytwórczości (młyny, garbarnie). Jednak, jak widać z powyższego zestawienia sztetle nie mogły funkcjonować bez wiejskiego „kontekstu”, który stanowił zarazem źródło zaopatrzenia i rynek zbytu. Niestety, dla obu rodzajów miejscowości – żydowskich kolonii rolniczych i małych żydowskich miasteczek nadchodzące dwadzieścia lat II Rzeczpospolitej miało okazać się ostatnimi w historii.


Artykuł ilustrują kadry z przedwojennych map WIG w skali 1:100000. Pełne wersje kadrów dostępne są po kliknięciu w obrazek. Warto je porównać ze współczesnymi zdjęciami satelitarnymi. Widać wówczas, że Zagłada, a potem kolektywizacja zatarły i zmieniły nie tylko dotychczasowe losy ludzi, ale także mapy całych regionów, rozłożenie zabudowy, przebieg dróg. Za udostępnienie map dziękujemy portalowi mapywig.org.

Bibliografia – Skorowidze do spisu z 1921 roku

  • Skorowidz miejscowości Rzeczypospolitej Polskiej opracowany na podstawie wyników Pierwszego Powszechnego Spisu Ludności z dn. 30 września 1921 r. i innych źródeł urzędowych. T. 1: m.st. Warszawa: Województwo warszawskie, Warszawa 1925.
  • Skorowidz miejscowości Rzeczypospolitej Polskiej opracowany na podstawie pierwszego powszechnego spisu ludności z dn. 30 września 1921 r. i innych źródeł urzędowych. T. 2: Województwo Łódzkie, Warszawa 1925.
  • Skorowidz miejscowości Rzeczypospolitej Polskiej opracowany na podstawie wyników Pierwszego Powszechnego Spisu Ludności z dn. 30 września 1921 r. i innych źródeł urzędowych. T. 3: Województwo kieleckie, Warszawa 1925.
  • Skorowidz miejscowości Rzeczypospolitej Polskiej opracowany na podstawie wyników Pierwszego Powszechnego Spisu Ludności z dn. 30 września 1921 r. i innych źródeł urzędowych. T. 4: Województwo Lubelskie, Warszawa 1925.
  • Skorowidz miejscowości Rzeczypospolitej Polskiej opracowany na podstawie wyników Pierwszego Powszechnego Spisu Ludności z dn. 30 września 1921 r. i innych źródeł urzędowych. T. 5: Województwo białostockie, Warszawa 1924.
  • Skorowidz miejscowości Rzeczypospolitej Polskiej opracowany na podstawie wyników Pierwszego Powszechnego Spisu Ludności z dn. 30 września 1921 r. i innych źródeł urzędowych. T. 7, cz. 1: Województwo nowogródzkie, Warszawa 1923.
  • Skorowidz miejscowości Rzeczypospolitej Polskiej opracowany na podstawie wyników Pierwszego Powszechnego Spisu Ludności z dn. 30 września 1921 r. i innych źródeł urzędowych. T. 7, cz. 2: Ziemia wileńska (powiaty: Brasław, Duniłowicze, Dzisna i Wilejka), Warszawa 1923.
  • Skorowidz miejscowości Rzeczypospolitej Polskiej opracowany na podstawie wyników Pierwszego Powszechnego Spisu Ludności z dn. 30 września 1921 r. i innych źródeł urzędowych. T. 8: Województwo poleskie, Warszawa 1924.
  • Skorowidz miejscowości Rzeczypospolitej Polskiej opracowany na podstawie Pierwszego Powszechnego Spisu Ludności z dn. 30 września 1921 r. i innych źródeł urzędowych. T. 9: Województwo Wołyńskie, Warszawa 1923.
  • Skorowidz miejscowości Rzeczypospolitej Polskiej opracowany na podstawie wyników pierwszego Powszechnego Spisu Ludności z dn. 30 września 1921 r. i innych źródeł urzędowych. T. 10: Województwo Poznańskie, Warszawa 1926.
  • Skorowidz miejscowości Rzeczypospolitej Polskiej opracowany na podstawie wyników Pierwszego Powszechnego Spisu Ludności z dn. 30 września 1921 r. i innych źródeł urzędowych. T. 11: Województwo pomorskie, Warszawa 1925.
  • Skorowidz miejscowości Rzeczypospolitej Polskiej opracowany na podstawie wyników pierwszego Powszechnego Spisu Ludności z dn. 30 września 1921 r. i innych źródeł urzędowych. T. 12: Województwo Krakowskie, Śląsk Cieszyński, Warszawa 1925.
  • Skorowidz miejscowości Rzeczypospolitej Polskiej opracowany na podstawie Pierwszego Powszechnego Spisu Ludności z dn. 30 września 1921 r. i innych źródeł urzędowych. T. 13: Województwo Lwowskie, Warszawa 1924.
  • Skorowidz miejscowości Rzeczypospolitej Polskiej opracowany na podstawie wyników Pierwszego Powszechnego Spisu Ludności z dn. 30 września 1921 r. i innych źródeł urzędowych. T 14: Województwo Stanisławowskie, Warszawa 1923.
  • Skorowidz miejscowości Rzeczypospolitej Polskiej opracowany na podstawie wyników Pierwszego Powszechnego Spisu Ludności z dn. 30 września 1921 r. i innych źródeł urzędowych. T. 15: Województwo Tarnopolskie, Warszawa 1923.

Tomy 6 (wileńskie) i 16 (śląskie) nie zostały wydane.

Wersje zdigitalizowane dostępne m.in pod adresem http://mbc.cyfrowemazowsze.pl/dlibra/publication?id=17126 [dostęp: 10.11.2018].


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com

 


EU Open to Iran Sanctions After Foiled France, Denmark Plots

EU Open to Iran Sanctions After Foiled France, Denmark Plots

Reuters and Algemeiner Staff


A display featuring missiles and a portrait of Iranian Ayatollah Ali Khamenei is seen at Baharestan Square in Tehran, Sept. 27, 2017. Photo: Nazanin Tabatabaee Yazdi / TIMA via Reuters.

European Union foreign ministers showed cautious support on Monday for possible new economic sanctions on Iran in a shift of policy after accusations of Iranian attack plots in France and Denmark, diplomats said.

Denmark and France briefed their EU counterparts at a meeting in Brussels on the alleged plots and ministers agreed to consider targeted sanctions on Iranians in response, although no details or names were discussed, five diplomats told Reuters.

Though still at an early stage, the EU’s readiness to penalize Iranians would be the first such move in years after months of internal division over how to punish Iranians accused of destabilizing activities in Europe and the Middle East.

Until now, the EU has been straining to uphold the 2015 nuclear accord between Iran and world powers that US President Donald Trump pulled out of in May. It has been less willing to consider sanctions, instead seeking talks with Tehran.

Iran has warned it could ditch the nuclear deal if EU powers do not protect its trade and financial benefits.

France has already imposed sanctions on two Iranians and Iran‘s intelligence service over what it says was a failed plot to carry out a bomb attack at a rally near Paris organized by an exiled Iranian opposition group. One option is to establish those asset freezes at an EU-wide level, diplomats said.

Denmark, which in October said it suspected an Iranian government intelligence service had tried to carry out an assassination plot on its soil, is also open to EU-wide sanctions, the diplomats told Reuters.

In October, France said there was no doubt that Iran‘s Intelligence Ministry was behind the June plot to attack the demonstration by Iranian exiles near Paris.

It froze assets belonging to Tehran’s intelligence services and two Iranian nationals — a Vienna-based diplomat now under arrest in Belgium for the plot and the deputy minister and director general of intelligence, Saeid Hashemi Moghadam.

Neither appear to have held any assets in France. Paris also discreetly expelled an Iranian diplomat, diplomatic sources told Reuters last month.

Iran has denied any involvement in either alleged plot.

Under the 2015 deal, Iran restricted its disputed nuclear program, widely seen in the West as a disguised effort to develop the means to make atomic bombs, in exchange for an end to international sanctions against it.

Missile sanctions didn’t fly

In March, Britain, France and Germany proposed to sanction Iran over its development of ballistic missiles and its role in Syria’s war, but the initiative failed to gather sufficient support across the EU to take effect.

Italy was one EU country unwilling to countenance new measures as it sought to preserve business ties with Iran.

In an effort to balance Iran policy, the ministers at their meeting on Monday also tried to press ahead in setting up a special mechanism to trade with Iran that could be under EU, not national, law.

The Special Purpose Vehicle (SPV) is a kind of clearing house that could be used to help match Iranian oil and gas exports against purchases of EU goods in an effective barter arrangement circumventing U.S. sanctions, which are based on global use of the dollar for oil sales.

Despite technical difficulties and delays, the EU believes this formula could shield individual member states from being hit by US sanctions that have been reimposed on trade with Iran after Washington’s pullout from the nuclear deal.

“There is a willingness for the financial vehicle … to be set up quickly,” French Foreign Minister Jean-Yves Le Drian told reporters.

However, no country has come forward as a potential host. Their reluctance arises from fears that SPV reliance on local banks to smooth trade with Iran may incur US penalties, severing the lenders’ access to U.S. markets, diplomats said.

Luxembourg is seen as a good candidate to manage the Iran SPV given its experience in creating a similar mechanism during the 2009-12 euro zone financial crisis.


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com