Archive | May 2021

Celebrity Interior Designer Urges Hollywood to ‘Educate Yourselves’ Before Posting About Israel-Palestinian Conflict

Celebrity Interior Designer Urges Hollywood to ‘Educate Yourselves’ Before Posting About Israel-Palestinian Conflict

Shiryn Ghermezian


Ryan Saghian. Photo: YouTube screenshot.

An Iranian Jewish interior designer who boasts a celebrity clientele called on social media users, and especially those in Hollywood, to do their research surrounding the ongoing violence between Israel and the Palestinians before posting messages online.

“I urge my fellow colleagues, friends, clients and Hollywood celebrities to avoid posting from the perspective of what’s ‘trending’ and to really educate yourselves and use your platforms for good,” said Ryan Saghian, the youngest designer ever awarded Interior Designer of the Year by the city of Los Angeles.

The 28-year-old — who has been featured in Elle DecorArchitectural Digest and Vogue — shared his comments on Thursday in an Instagram post. He uploaded a slide that featured his statement, which has since gone viral among Israel supporters. Saghian began by saying “You bet your ass I stand with Israel, the one and only Democratic Nation in the Middle East that has equal rights for every single person no matter their sex, race, religion, and sexual orientation.”

“And you bet your ass I stand with the Palestinians people, who deserve all the same equal rights as us,” he continued. “I do not, however, stand with Hamas, a declared terrorist organization governing these territories and who’s [sic] hate for Israel and Jews comes before helping their own people.”

Saghian, who competed on Bravo’s Best Room Wins in 2019, then explained that although in the past he has avoided making “political commentary” on his Instagram page, “this is not political, this is personal,” and spoke about his family fleeing Iran during the 1979 revolution, when Jews were “no longer welcome.” He ended with a photo of two men embracing in a kiss, one wearing a kipah and the other an keffiyeh. He also wrote in the Instagram post’s caption “#istandwithisrael  #istandwithpalestine #idonotstandwithhamas.”

His remarks come after numerous celebrities and high-profile figures have posted on social media about their solidarity with the Palestinians amid the continued violence in the Middle East, while also accusing Israel of ethnic cleansing,” “apartheid, and conducting a crime against humanity.”


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com


Więzień Sonderkommando w Auschwitz: Czy mieliśmy zrezygnować z szansy na przeżycie?

Birkenau, maj 1944 r. Żydowskie kobiety i dzieci przed krematorium III, w drodze do krematorium II (Fot. Bernhard Walter lub Ernst Hofmann / Lili Jacob / Fortepan)


Więzień Sonderkommando w Auschwitz: Czy mieliśmy zrezygnować z szansy na przeżycie?

Filip Müller, Filip Müller


Czy zmieniłoby przebieg wypadków, gdyby ktoś z nas stanął przed tłumem i zawołał: “Ludzie, nie dajcie się oszukać, idziecie w ostatnią drogę, czeka was straszna śmierć w komorze gazowej!”? Fragment książki Filipa Müllera z okazji 76. rocznicy wyzwolenia Auschwitz
.

W kwietniu 1942 r. Filip Müller (1922-2013) w transporcie słowackich Żydów trafił do hitlerowskiego obozu Auschwitz i skierowany został do Sonderkommando – oddziału pracującego przy masowym uśmiercaniu przybyłych do obozu mężczyzn, kobiet i dzieci. Pracował w nim z przerwami do stycznia 1945 r., będąc świadkiem zagłady setek tysięcy Żydów w komorach gazowych. W 1979 r. opublikował swoją relację „W krematoriach Auschwitz. Sonderbehandlung – mord na Żydach”, która właśnie ukazała się po polsku.

***

Nasze obawy, że następnego dnia znowu zagnają nas do krematorium do palenia zwłok, okazały się chwilowo bezprzedmiotowe. Przez trzy doby siedzieliśmy zamknięci w celi, ale czwartego dnia skoro świt obudził nas przeraźliwy głos Starka [Hans, Unterscharführer SS, szef działu przyjęć wydziału politycznego], który z dziedzińca zawołał prosto w okna celi: „Komando Fischla, wystąp!” – nasza grupka miała już nazwę.

Był świt, kilka godzin przed porannym apelem, kiedy weszliśmy na dziedziniec krematorium. Więźniowie w obozie jeszcze spali. Esesmani z karabinami maszynowymi na wieżach strażniczych właśnie teraz byli szczególnie czujni, bo zwykle z nastaniem dnia zdeterminowani więźniowie decydowali się na jedyny sposób ucieczki – przez teren strzeżony do drutów pod wysokim napięciem. Oberscharführer Quakernack pojawił się w towarzystwie kilku młodych unterführerów SS. Zauważyłem, że nie mieli przy sobie pałek. Nam znowu kazali ustawić się przy ścianie pod oknem spalarni. Przez kilka minut panowała pełna napięcia cisza. Potem usłyszeliśmy warkot nadjeżdżających ciężarówek. Zatrzymały się, wyłączono silniki i znowu nastała cisza, aż wreszcie otwarły się oba skrzydła drewnianej bramy.

Na podwórze weszła procesja kilkuset kobiet i mężczyzn w średnim wieku, wśród nich niewielu starców i pojedyncze dzieci. Szli spokojnie i nie było widać po nich zmęczenia, esesmańska eskorta zaś zachowywała się zupełnie inaczej niż poprzednio. Nie pokrzykiwali, nikogo nie popędzali, jakby zapomnieli o swoim normalnym jazgocie. Pistolety mieli dyskretnie schowane, a z ich ust nie padło żadne złe słowo. Strażnicy przy bramie już lekko się niecierpliwili, coś im się nie zgadzało – kolumna posuwała się zbyt wolno i przed zamknięciem bramy musieli cierpliwie czekać, aż na samym końcu przejdzie, kuśtykając o kuli, niewysoki człowiek bez jednej nogi.

Nas też zdumiała ta nieoczekiwana łagodność esesmanów.

Spoglądali przyjaźnie, nikogo nie popychali, nie poganiali ludzi, nie bili i – jak policjanci na skrzyżowaniu – wskazywali rękami drogę, aż wszyscy równomiernie rozmieścili się na dziedzińcu.

Niektórzy z tłumu rozglądali się ciekawie, choć z niepokojem. Odstawiali na ziemię walizeczki, plecaki, paczki i tobołki, zabrane w tę ostatnią drogę. Po ich wyglądzie i twarzach widać było, że wiele już przeszli. Rozmawiali po polsku i żydowsku.

Maj 1944 r. Żydzi z Rusi Podkarpackiej przed 'selekcją' na rampie w Auschwitz-BirkenauMaj 1944 r. Żydzi z Rusi Podkarpackiej przed ‘selekcją’ na rampie w Auschwitz-Birkenau Fot. Bernhard Walter lub Ernst Hofmann / Lili Jacob / Fortepan

Zdołałem posłyszeć kilka słów. Wynikało z nich, że pracowali w fabryce, skąd jako rzekomych fachowców odtransportowano ich do ważnych zadań. Chociaż zachowanie esesmanów nie dawało powodów do niepokoju, pewną nieufność budził ogrodzony dziedziniec. „Melochenen, hargenen, fachowec, malechamowes, tojt” – pracować, zabijać, fachowiec, anioł śmierci, śmierć – słyszałem powtarzające się słowa. Był to niekłamany dowód, że ich myśli krążyły wokół granicy między życiem i śmiercią. Że czekali na coś, co by potwierdziło, iż oto dostali jeszcze jedną szansę na zrobienie czegoś potrzebnego i użytecznego. Życie i doświadczenia w getcie nauczyły ich, że szansę przeżycia ma tylko ten, kto okaże się „użyteczny” i kogo Niemcy mogą wykorzystać do swoich celów. W tej zdumiewającej atmosferze na dziedzińcu, gdzie nic nie wskazywało na niebezpieczeństwo, ludzie odczuwali jednak niepewność i lęk. Barometr ich nadziei podnosił się i opadał, jak mogłem wywnioskować ze strzępów rozmów.

Zastanawiałem się, jak powinniśmy zachować się w tej sytuacji i co mogliśmy zrobić. Wiedzieliśmy przecież, co stanie się z tymi ludźmi. Staliśmy przy ścianie jak wrośnięci w ziemię, sparaliżowani poczuciem bezsilności, pewni ich nieuniknionego końca.

Doszedłem do wniosku, że nie było na świecie takiej siły – ani w niebie, ani na ziemi – która mogłaby uratować przed śmiercią tych niewinnych, pracowitych, stworzonych na Boże podobieństwo ludzi, skazanych bez sędziego i wyroku przez samozwańczego tyrana. Tyrana, który wymyślił teorię o szkodliwości Żydów i postanowił wytępić ich jak robactwo, gdzie tylko dosięgnąć ich mogła jego władza. Hitler i jego wspólnicy nigdy nie ukrywali swych zamiarów i już dawno je ogłosili. Wiedział o nich cały świat i milczał, a kto milczy – myśleliśmy – wyraża zgodę. Tak rozumując, doszliśmy do przekonania, że świat godzi się na to, co tu się dzieje.

Czy zmieniłoby przebieg wypadków, gdyby ktoś z nas stanął przed tłumem i zawołał: „Ludzie, nie dajcie się oszukać, idziecie w ostatnią drogę, czeka was straszna śmierć w komorze gazowej!”? Większość z nich prawdopodobnie by nam nie uwierzyła, bo to, co ich czekało, było tak straszliwe, że całkowicie niewiarygodne. Ostrzeżenie mogłoby jedynie wywołać panikę, a w jej następstwie krwawą masakrę – a zatem i naszą śmierć. Czy mieliśmy prawo podjąć takie ryzyko i zrezygnować z szansy na przynajmniej tymczasowe przeżycie? Co było ważniejsze w tym momencie – kilkuset żywych jeszcze ludzi, nie do uratowania od czekającej ich za chwilę śmierci, czy też garstka świadków, z których niejeden za cenę okrutnych cierpień i wyparcia się samego siebie być może miał szansę na przeżycie i złożenie świadectwa oskarżającego morderców?

Szum i odgłosy rozmów nagle ucichły. Spojrzenie kilkuset oczu skierowało się w górę, w stronę płaskiego dachu krematorium, gdzie na pochyłym wale ziemnym zgromadziło się kilku esesmanów. Pośrodku, dokładnie nad wejściem do krematorium, stał Aumeier, obok, z jednej strony, Grabner, szef obozowego Gestapo, z drugiej Hössler, późniejszy szef obozu kobiecego.

Maj 1944 r. Żydzi z Rusi Podkarpackiej podczas 'selekcji' w Auschwitz-Birkenau. W tle osoby skierowane na lewoMaj 1944 r. Żydzi z Rusi Podkarpackiej podczas ‘selekcji’ w Auschwitz-Birkenau. W tle osoby skierowane na lewo Fot. Bernhard Walter lub Ernst Hofmann / Lili Jacob/ Fortepan

Jako pierwszy zapitym głosem odezwał się Aumeier. Mówił, jakby chciał wygłosić przemówienie do tych przerażonych, zastraszonych, nękanych wątpliwościami ludzi.

– Przyjechaliście tutaj – mówił – żeby pracować, tak jak nasi żołnierze walczą na froncie. Kto może i chce pracować, będzie miał tutaj dobrze.

Po nim odezwał się Grabner. Wezwał ludzi do rozebrania się, ponieważ grożą epidemie, tak więc we własnym interesie powinni poddać się dezynfekcji.

– Najpierw musimy zadbać o wasze zdrowie – wyjaśnił. – Dlatego pójdziecie pod prysznic. A po kąpieli każdy dostanie talerz zupy.

W zmartwiałe twarze ludzi, którzy chciwie wsłuchiwali się w każde słowo, powróciło życie. Zaczęli ufniej spoglądać w przyszłość. Przekonujące wystąpienia esesmanów zrobiły swoje. Początkowa nieufność i podejrzliwość ustąpiły nadziei, a może nawet pewności, że wszystko dobrze się skończy. Hössler świetnie rozpoznał sytuację i też zabrał głos. Chcąc przydać fortelowi tonu całkowitej wiarygodności, odegrał przed coraz bardziej łatwowiernym tłumem prawdziwy spektakl.

– A pan, naprzeciwko, w narożniku – zawołał, wskazując palcem niewysokiego mężczyznę – jaki ma pan zawód?!

– Krawiec – zabrzmiała natychmiastowa odpowiedź.

– Damski czy męski? – dopytywał Hössler.

– Jedno i drugie – zapytany odpowiedział pewnym głosem.

– Znakomicie! – Hössler udawał zachwyconego. – Właśnie takich ludzi potrzebujemy w naszych warsztatach. Po wyjściu z łaźni proszę zaraz zgłosić się do mnie. A pani, czego się pani wyuczyła? – pytanie skierowane było do przystojnej kobiety w średnim wieku, która stała całkiem z przodu.

– Jestem pielęgniarką, panie oficerze – odpowiedziała.

– A to ma pani szczęście, potrzebne są nam pielęgniarki w lazaretach, a jeśli są tu jeszcze inne, proszę też zgłosić się do mnie po kąpieli.

art. polecił: Leon Rozenbaum
– Potrzebujemy rzemieślników ze wszystkich fachów – włączył się znowu Grabner. – Ale również instalatorów, elektryków, mechaników samochodowych, spawaczy, murarzy i betoniarzy. Potrzeba nam też ludzi do prac pomocniczych. Każdy będzie miał zajęcie i dobry zarobek. A teraz – zakończył Grabner – szybko się rozbierajcie, bo inaczej zupa wystygnie.

Początkowy lęk i obawy zniknęły jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. Mężczyźni i kobiety, łagodni jak baranki, rozbierali się bez krzyków i bicia. Każdy starał się zrobić to jak najszybciej, by zaraz udać się do kąpieli i poddać nieuchronnej dezynfekcji. W krótkim czasie podwórze opustoszało. Na ziemi walały się już tylko buty, odzież, bielizna, walizki i kartony. Setki oszukanych, wprowadzonych w błąd mężczyzn, kobiet i dzieci wchodziły ufnie i z nadzieją na przyszłość do dużego, pozbawionego okien pomieszczenia. Kiedy ostatni przekroczyli próg, dwaj esesmani, którzy tylko na to czekali, zatrzasnęli ciężkie, obite żelazem, uszczelnione gumą drzwi i zaryglowali zasuwy.

Pełniący służbę esesmani udali się na płaski dach krematorium, z którego przed chwilą przemawiano do tłumu. Zdjęli pokrywy z sześciu zamaskowanych otworów, założyli maski przeciwgazowe i wsypali do komory zielononiebieskie kryształki cyklonu B.

Tymczasem uruchomione zostały silniki stojących wciąż w pobliżu ciężarówek. Ich hałas miał zagłuszyć krzyki umierających i dobijanie się do drzwi – tak by w obozie nic nie było słychać. My musieliśmy przeżywać to wszystko z bliska. Zdawało się, że nastał sądny dzień. Wyraźnie słyszeliśmy rozdzierający płacz, wołanie o pomoc, modlitwy, silne uderzenia i łomotanie do drzwi – a wszystko zagłuszały pracujące na wysokich obrotach silniki. Aumeier, Grabner i Hössler sprawdzali na zegarkach upływ czasu, zanim w komorze gazowej nastała cisza. Robili przy tym makabryczne dowcipy. Słyszałem, jak jeden z nich powiedział:

– Dzisiaj z prysznica musi lecieć wyjątkowo gorąca woda, bo tak głośno krzyczą.

Na ich twarzach malowało się zadowolenie ze zwycięstwa bez walki, zwycięstwa, które III Rzesza odniosła nad swoim odwiecznym wrogiem.

Gdy ucichły jęki i charczenie umierających, zamilkły również silniki. W ten sposób pomyślnie zakończył się kolejny etap akcji Sonderbehandlung, co potwierdził rozkaz: „Straż odwołać!”.

Krótko potem obok odizolowanego areału śmierci obóz budził się do życia. Dyżurni dźwigali beczki z herbatą, blokowi przygotowywali poranny apel, kapo przydzielali więźniów do komand roboczych, a do naszych uszu dotarła raźna muzyka obozowej orkiestry, która przygrywała grupom wychodzącym do pracy.

Aumeier ze swoją świtą zstąpił z dachu i skarpą zszedł na dziedziniec krematorium. Pewny siebie i z niejaką dumą zwrócił się do Quakernacka i jego kompanów, formułując zdania, jakby mistrz przemawiał do uczniów:

– Kapujecie, jak trzeba to robić?

Praktyka ta w nadchodzącym czasie stosowana była jako wypróbowana metoda masowego mordowania ludzi bez rozlewu krwi i zaczęła przybierać zastraszające rozmiary. Od końca maja 1942 r. transport za transportem znikał w ten sposób w krematorium Auschwitz.

Z niemieckiego przełożyła Ewa Czerwiakowska

Okładka książki Filipa Müllera (1922-2013) ‘W krematoriach Auschwitz >Sonderbehandlung – mord na Żydach’ Fot. Ośrodek KARTA


Tematy Karty

Tematy Karty to wspólny cykl magazynu “Ale Historia” oraz Fundacji Ośrodka “Karta”, która prowadzi największe w Polsce archiwum społeczne XX wieku. Będą w nim prezentowane relacje świadków historii opowiadających o jednostkowych losach na tle najważniejszych wydarzeń minionego stulecia.

Karta oddaje głos przewodnikom po czasie minionym – ich pochodzącym z pierwszej ręki świadectwom. Historia ma tu przemówić wprost, bez pośredników i partykularnych interpretacji. W Polsce spolaryzowanej, w której używa się przeszłości dla wzmacniania podziałów, odrywanych od rzeczywistości, powrót do czystych źródeł może służyć odnalezieniu gruntu. 

Fundacja Ośrodka KARTAFundacja Ośrodka KARTA Fot. materiały prasowe


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com


If you are a Jewish American or a regular Democrat, and voted Biden, read this

If you are a Jewish American or a regular Democrat, and voted Biden, read this

Valerie Sobel


Today, after 1800 rocket bombardments over the tiny Jewish State, we are comforted that you are no longer upse by Trump’s daily tweets.Op-ed

We, the grass roots, extremist right-wing, Trump-loving Jews, would like to extend our warmest gratitude in electing one Joe Biden. Especially at this time.

You were so right all along, our “Nazi” (in your words) President Trump (not your President, of course) kept much too much peace in the world. You were so right to seek Twitter peace above all other kinds; peace in Israel is for the birds.

Today, after 1800 rocket bombardments over the tiny Jewish State, we are comforted by the thought that you no longer feel distraught by Trump’s daily tweets and unsavory TV appearances.

Likewise, we are comforted in knowing that your brand of Tikkun Olam works so well for you, Israel be dammed.

Our racist, homophobic, and misogynist Russian Spy President (your words again) did irreparable harm. You called it from the start. Let’s reminisce, shall we?

We recall your heeded warnings about an outright bloody war with the Muslim world when President Trump reaffirmed Jerusalem as the Capital of Israel and moved his embassy there. How right you were…or were you?

We recall your dire warnings when The Golan was reaffirmed as sovereign to Israel by our 45th. Once more, you warned us about the oncoming onslaught. How right you were, yet again….

Your trembling knees almost buckled when President Trump supported Netanyahu’s exposé of Iran’s nuclear program and everything else the Israeli PM said over the last four years.

Your notable “courage” in support of Israel and her people showed its predictable face when our President firmly supported legitimizing settlements in Judea and Shamron. Without delay, you warned us of the inevitable and unavoidable World War III by complete Islamic coalition against Israel. Instead, Abraham Accords were signed and ISIS entirely eliminated. How right you were…

We recall your rabid loathing of a President who single-handedly changed the entire paradigm of Middle East peace-plan politics by producing, one after another, Abraham Accords with Muslim countries. You were correct, again: peace in the Middle East is simply too boring and your electoral choice is doing so much better in 2021. In fact, he quickly and single-handedly returned the Middle East to the status quo of 65 years of bloodshed, pre-Trump. We bow to your infinite wisdom.

Oh and do we ever remember your reform clergy! All four hundred of them and their very public condemnation letters of our President. They took out newspaper centerfolds for their barrage of acrimonious inquisition, while our black-hatted Rabbis, for the first time in American history, celebrated Hanukkah and Rosh Hashanah with the President of United States and his profoundly Jewish family.

Memory is long but your attention span is short and so is your ability to connect the dots. We will palliate, lest we offend your truths and run the risk of uttering facts.

Today, we congratulate you on the re-establishment of $300 Million annual American funding of terrorism in the Middle East (courtesy of pandemic-suffering American tax payers, of course.) Your fit and articulate President Joe Biden saw the light that our President couldn’t; pouring hard cash into Palestinian Arab terrorist pockets keeps Israel and everyone safe. Why were we so blind not to see the wisdom in that?

Our racist ilk, likewise, recalls your head-shaking at President Trump’s defunding of Israel’s number one enemy and mortal threat, Iran. We clearly recollect that you voted for Barack Obama, the one who called for the return to 1967 Israel borders, pronounced most of Israel illegitimate in Jewish hands by UN resolution #2334, and delivered $150 Billion in funding to the Ayatollahs who chant “Death to Israel” and burn Israeli flags. Same enemy that can’t build nukes fast enough to drive not-your Israel into the sea.

Difficult to forget how you loathed Trump’s staunch stance against Israel’s demise in favour of your political fragility and political correctness that ensured your acceptance into polite leftist company. Yet you were right, again. Nuclear and well-funded Iran by your President is so much more fun – look at what Iran’s wholly-owned subsidiary, Hamas, is doing to Israel today?

And, of course, Tikkun Olam it is. Your Biden is so silent on this inconvenient Middle East matter today, one has to wonder if he’s still breathing. And you, woke Jewish American liberals, are even more silent. Just as you are anytime Israel is under fire. Not your problem. Not your country. Not your war. Finally, your votes paid off, Tikkun Olam is all yours. And Biden’s abandonment of Israel is hardly a matter for you to lose sleep over.

For four long years, you’ve fought for social justice. You sent your kids to woke universities, taught them that hate trumps anything the 45th President did for his own country, the Jewish people and their Jewish State. Whether he prayed at the Wall or visited Israel as his first foreign trip as President, your hate of him was livid, vivid and served as a great example to your youth. Today your offspring are holding up “Free Palestine” signs, marching with BDS and are bashing Israel on every social media platform for defending its right to exist. You taught them well. You were right, again…

Likewise, the fruit of your labour stands shoulder to shoulder with BLM. And thank God for that. BLM has long stated their hatred of Israel as an apartheid state and an oppressive colonialist force in the Middle East. Their Marxism and rampant anti-Semitism is hardly of your concern; it tends to interrupt your Tikkun Olam.

We are thrilled that you have your social justice that goes by the name of Joe Biden. Ours has a name too, IDF. And Donald Trump, that racist.

All of us are happy in wishing you Covid-free health after you’ve taken the Trump Warp Speed Vaccine. We hope it’s not the snake’s venom you and your elected democrat leaders repeatedly told us it is before they took office.

And while you enjoy your surging DOW, return to your favorite restaurants, events and your overall peaceful American host-country life under sleepy and absent Joe, we will continue to worry about our Israeli friends and relatives sitting in bomb shelters. We will continue to send our children to be lone soldiers. We will continue to teach them to shun your brainwashing liberal media and your virtue-signaling Hollywood.
We will continue to encourage our kids to confront your vacuous, history-unaware, Israel-ambivalent, woke children on social media. And we will continue to teach ours to think critically and independently, rather than to learn from critical race theories you prefer for yours.

We congratulate you on not having to put up with your unfathomable enemy, Donald Trump, any longer. Let Israel suffer. Let Hamas do what they do best. And let Iran prosper and weaponize with incoming American billions, for goodness sakes.

We applaud you on having to suffer your aesthetic injury no more. His orange-ness, his words and his actions were simply too much for you to bear. Your remedy, Joe Biden, is Israel’s injury now and that’s not your issue to grapple with.

For four years you fought against “division”. Now we’re all united in Israel’s sorrow of losing lives and sending her 18 year olds to defend the only country that stands between you and the next set of gas chambers. We thank you, for that, too.

For 4 years you wanted silence on Israel by President Trump. Now you have silence on the murderous killing machine of Hamas and Hezbollah from Biden. Thank you.

For 4 years you wanted parity and equality for every moral and immoral position. Now you’ve got both in the acute but familiar bashing of Israel amongst all your friends and foes.

For four years you wanted to oust a racist. Now we’re all racists by your own brush of criminal whiteness. You sure showed us!

Today, on May 13th, suicide drones are being sent to kill Israeli civilians from the sky, paid for and emboldened by YOUR President. Lebanon-based Hezbollah just delivered rockets over north Israel. But you go ahead, sleep well and enjoy the Twitter silence at the expense of your country and your own people you feel nothing for. Keep marching for BDS, BLM and others. And keep on with your silence and looking the other way with YOUR President.

Keep on voting alongside your Hamas Press Secretaries, Ilhan Omars, Rashida Tlaibs, AOC’s, et al. Keep on with your brand of Tikkun Olam: BLM social justice and Biden’s funding of terror and nuclear Iran, while we keep to ours: IDF and elections of courageously pro-Israel presidents.

Today and every day, Israel is better served by our very public, very vocal, unapologetic support of the Jewish nation, its army, its humanity and the right to defend itself than your progressive spineless silence. Your position on Israel isn’t defined by how many times you vacationed in Eilat, how many of your teenagers went on cost-free Birthrights, or how many cheques you wrote for JNF, but how readily you defend Israel (with your mouth wide open in under-informed, Israel-unfriendly, very uncomfortable ruling class company) when Israel needs you the most.

Today, you stand with all of Israel’s accusers. You stand with on-going media bias and social media poison. You stand with cancel culture and identity politics. You stand with rockets over Israel. You stand with anti-Semitic, anti-Israel Academia. You stand with popular opinions, appeasement policies and your precious untouchable careers. You stand with Obama 3.0 and all his enablers of terror on Israel. And worst of all, you stand in silence in front of your own DNA, your social justice warriors – your children.

We? We stand loudly united with Israel, IDF and Donald J. Trump’s policies. Today and every day.

Sent to you by the racist, extremist, homophobic, misogynist, xenophobic, right-wing, white supremacist (did I leave anything out?), grass-roots conservative Jews of North America.


Valerie Sobel – A survivor of the Communist era, Valerie Sobel fled her native Hungary during the 1956 uprising against the Soviet regime, eventually to settle in Toronto, Canada. She vividly remembers that time. She recalls carrying her younger brother on her back while walking eight miles with her parents through a marsh, to cross the forbidden border to the safety of Austria. After the elation of the escape, there were many months in refugee camps. In high school, Ms. Sobel was interested in acting. Through a fortuitous encounter, she was flown to Los Angeles for a screen test and won the role in “Mr. Hobbs Takes a Vacation” with Jimmy Stewart. In 1962 she became a California resident and has lived there ever since. Marriage was followed with the birth of her son Andre and daughter Simone. She eventually left film to focus on her family and later developed a successful career in interior design with her projects appearing in several books and magazines, including Architectural Digest. She remains a member of the American Society of Interior Designers (ASID) as a “keepsake from that career.” A new period marred the life of Ms. Sobel the day her teen age son Andre was diagnosed with a malignant and inoperable brain tumor. A year after in 1995, the family suffered his devastating loss. Shortly thereafter her mother died, and a year later to the day, her husband Erwin 54, took his own life. Through the subsequent months of crushing grief, Ms. Sobel sought to re-direct her life. What has continued to haunt her was the witnessing of children who were alone in hospitals; having to face their fears, their pain, treatments, and at times even their death alone. In most cases, these children were from single parent/single caregiver homes. Upon reflecting on her own experiences with her child, she found it hard to imagine how brutal it must be for those in a similar situation, without financial means or the support of another caring partner. This injustice was the motivation for establishing the Andre Sobel River of Life Foundation (ASRL) in 1995. As if surprised by a spiritual revelation, the vision of the foundation and its purpose became clear to her. “Experiencing the sudden onset of a life-threatening illness of a child devastates every family,” she said. “But for the single parent without financial resources, it is inconceivable.” In addition to serving in the full time role as Founder and President of the ASRL Foundation since 1995, Ms. Sobel is recognized as the “cover girl” of Advanced Style: Older and Wiser by Ari Seth Cohen, a celebration of women over the age of 60 with unique personal style. She has appeared in numerous lifestyle and philanthropic magazine articles, and is sought after to be photographed and styled by leading fashion photographers and artists. Valerie is a charter member of the Women of Washington/Los Angeles, the Music Center’s Blue Ribbon Society, The Academy of Motion Picture Arts and Sciences, The Council of Women World Leaders, and a founding member of the Women’s Foundation of California’s Donor Circle. When she is not traveling, Ms. Sobel spends time between Los Angeles and her mountain home in Idyllwild, California. Daughter Simone is a graduate of Lynn University and a nationally ranked chess player and chess instructor.


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com


Hamas is Undermining Israel’s Sovereignty in Jerusalem

Hamas is Undermining Israel’s Sovereignty in Jerusalem

Prof. Hillel Frisch


Hamas leader Ismail Haniyeh. (Image source: Council of the Federation of the Federal Assembly of the Russian Federation)

EXECUTIVE SUMMARY: Hamas has expanded the scope of its “extortion racket” from Gaza to include Israeli policy in Jerusalem. This dangerous trend is sadly abetted by Israeli officialdom and much of the media.

Once upon a time (though not that long ago), Hamas was content to make do with threatening Israel over its military incursions into Gaza.

Not anymore.

In the face of chronic Israeli weakness, it has increasingly linked the exercise of Israeli sovereignty in Jerusalem to its threatened “retaliation.” Hamas head Ismail Haniyeh, former head Khaled Mash’al, and the organization’s military commander Muhammad Deif have all threatened bedlam should Israel carry out a court-mandated eviction of Arab families in the Jerusalem neighborhood of Sheikh Jarrah or allow the Jerusalem Day parade march in the Old City. Israeli Arab MKs Ahmad Tibi and Esawi Freij have followed suit.

Hamas’s “extortion racket” now extends to Jerusalem affairs just as Arab Bedouin “protection rackets” in Israel spread many years ago to other parts of the country.

This dangerous development is hardly surprising. Enemies tend to exploit their foes’ weaknesses and divisions and Hamas (and Fatah) are not exceptions to this rule. After years of deliberately harmless air strikes against terror targets in Gaza in response to the firing of rockets and the launching of incendiary balloons on Israeli population centers, these terror groups could hardly act otherwise.

What is particularly unsettling, if not downright dangerous, is the way Israeli officialdom and most of the media abet the expansion of this extortion racket to the exercise of Israeli sovereignty in Jerusalem.

In a news item carried by the Jerusalem Post, we are told that “Israel Police’s Jerusalem District Chief Doron Turgeman begged for the flags parade route, which usually goes through the Old City of Jerusalem, to be rerouted amid the recent rising tensions.” What better evidence could there be that Hamas’s threats are working when the police chief in charge of enforcing Israel’s rule of law in Jerusalem admits to being cowered?

If there was any doubt that Hamas was winning, it was dispelled three days later by Israel Police Spokesperson Commander Eli Levi who told Army Radio that “if the police were to identify a rise in the likelihood of innocent bystanders getting hurt as a result of Jews going up to the Temple Mount, we will, of course, reevaluate our plans.”

Listening to Turgeman and Levi, Hamas (and Fatah) goons know full well what to do to wreck Jerusalem Day celebrations: to hurt “innocent bystanders” by pouncing, for example, on Jews going for their daily prayers in the Wailing Wall. One arm of the police tries to quell violence while the other foments it.

Hamas can also count on the legal establishment’s support for its extortionist racket. According to Israel’s public radio, Attorney General Avichai Mandelblit will personally ask the court to postpone its next session on the eviction of Arab tenants from Jewish-owned land in Sheikh Jarrah, scheduled for Jerusalem Day, due to the current tensions in the city. Such intervention is highly unusual in a civil case to which the government is not party, and Mandelblit must realize that his deviation from the correct legal procedure not only indicates the politicization of Israel’s legal branch but also offers Hamas (and Fatah) a clear victory.

Nor by now, is it surprising that former senior members of Israel’s security establishment, who probably reflect much of the IDF’s current thinking, are among the foremost proponents of surrender to Palestinian extortion and rule of the mob. David Tzur, a former Counterterrorism Unit Commander, urged “the changing the parade route from its current plan,” while Maj.-Gen. (res.) Amos Gilad suggested to “reevaluate the Flags Parade—I would remove anything [from the schedule] that could lead to any sort of friction,” warning that it “could ignite a powder keg”—a trite metaphor that is frequently evoked but rarely materializes.

Most of the Israeli media is only too glad to ensure that this pronounced readiness to cower to violence—something that the Zionist movement, especially Labor, has long derided as classic galut behavior, but which is increasingly reflected by Israeli officialdom and the institutions it controls—comes across loud and clear both to the Israeli public and its mortal enemies, Hamas and Fatah. (One can safely assume that there are voices urging the enforcement of Israeli sovereignty even at a cost, but they are hardly aired in most of the media.)

Nor should the government be absolved of responsibility for this dangerous trend. To be sure, bureaucracies generally tend to ensure current tranquility while ignoring the adverse long-term implications of this appeasement; and this includes the IDF leadership, whose willingness to fight can no longer taken for granted. Yet this can hardly exonerate the political leadership from shedding its longstanding appeasement policy and state clearly and loudly that just as Israel has preserved the right of prayer and congregation of Jerusalem’s Muslim residents, so it must ensure the right of other residents to engage in their rituals on Jerusalem Day.

And, of course, the government must muster the will, and force if necessary, to act upon this assertion. For the enforcement of Israel’s sovereignty in Jerusalem is a public good that is certainly acknowledged by the city’s Jewish population, and probably (judging by the true scope of Arab violence) by the silent majority of its Arab residents as well.


Prof. Hillel Frisch is a professor of political studies and Middle East studies at Bar-Ilan University and a senior research associate at the Begin-Sadat Center for Strategic Studies.


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com


Władza żywi Polaków historyczną papką. A im smakuje

Prof. Jan Grabowski, badacz Zagłady: Władza żywi Polaków historyczną papką. (Fot. Dawid Żuchowicz / Agencja Gazeta / Dawid Żuchowicz)


Władza żywi Polaków historyczną papką. A im smakuje

Jarosław Kurski, Bartosz T. Wieliński


Problem nie polega u nas na fałszowaniu historii. Polega na tym, czy jesteśmy gotowi kupić te fałszerstwa. Z historykiem Janem Grabowskim rozmawiają Bartosz T. Wieliński i Jarosław Kurski.

.

Po udzieleniu „Wyborczej” wywiadu na temat zbrodni polskiego podziemia popełnionej w Sahryniu specjalizujący się w historii polsko-ukraińskiej historyk z IPN-u dr Mariusz Sawa został z IPN-u zwolniony. Pan profesor i prof. Barbara Engelking macie proces związany z waszą publikacją na temat Holocaustu. Prof. Janowi Tomaszowi Grossowi władza chciała odebrać odznaczenia państwowe. Jaka jest sytuacja historyków w Polsce?

Czy można napisać na nowo polską historię? Jakie są granice historycznej manipulacji? Czy polityka historyczna PiS-u zagraża wolności badań naukowych? Na te pytania będziemy szukać odpowiedzi z prof. Janem Grabowskim, znanym historykiem Holocaustu z Uniwersytetu Ottawskiego.

.

Realizacja wideo: Alicja Gardulska, zdjęcia: Anna Czuba, montaż i animacje: Marcin Urban.

.

Bartosz T. Wieliński, wicenaczelny „Wyborczej”: Czy zawód historyka, zwłaszcza zajmującego się najnowszą polską historią, to zawód wysokiego ryzyka?

Jan Grabowski, historyk Holocaustu z Uniwersytetu Ottawskiego: Jakiś czas temu wybrałem się – tutaj, w Warszawie – do lekarza i kiedy od niego wychodziłem, zapytał, co może dla mnie jeszcze zrobić. Powiedziałem, że jestem w dużym stresie, i zapytałem, czy może mi coś zapisać na nerwy. Spytał, kim jestem z zawodu. Wyjaśniłem, że historykiem, a on: „No jasne”. Obaj się uśmialiśmy.

Tak, badanie tych fragmentów XX wieku, o których pan mówił, to zajęcie podwyższonego ryzyka, jeżeli ma się ochotę wziąć za bary z mitologią, która stała się w Polsce jakby „acquis communautaire”, wspólnym dorobkiem, dobrem przyjętym za własne.

Jedną kwestię chciałbym od razu postawić jasno: nie jest tak, że władza znielubiła historyków XX wieku. To jest fragment większej całości, która się nazywa atakiem autorytarnego państwa na różne sfery życia. Atak na nauki historyczne jest fragmentem rozprawy ze społeczeństwem obywatelskim.

Jeżeli dzisiaj idzie atak państwa na sądy, na wolne media, to idzie również atak na historię, tę krytyczną. Jeżeli tego nie rozumiemy, to może się nam wydawać, że żyjemy nadal w normalnym kraju. Ja jestem w Polsce jedną nogą, pół roku na rok, ale ta moja polska noga tkwi w bolesnym potrzasku.

Jeżeli się zgodzimy, że rozprawa z krytycznym spojrzeniem na polską historię jest częścią destrukcji społeczeństwa obywatelskiego, niszczenia struktur demokratycznych i siania strachu, i w tym obecne władze się specjalizują, to nasza rozmowa może być owocna.

Polacy boją się tych tematów

.
Jarosław Kurski, pierwszy wicenaczelny „Wyborczej”: Nie bez powodu rozmawiamy właśnie z panem profesorem. Ta historyczna szkoła Polski niepokalanej już dawno intronizowała pana na pierwszego polakożercę. Zdetronizował pan królującego przez lata Jana Tomasza Grossa.

Droga do tej palmy pierwszeństwa nie była oczywiście usłana różami. Najpierw była praca „Judenjagd. Polowanie na Żydów, 1942-1945” (2011), wspaniałe studium z dziejów jednego powiatu Dąbrowa Tarnowska. Potem fantastyczna, dwutomowa, 1500 stron, kilkadziesiąt tysięcy przypisów, praca „Dalej jest noc. Losy Żydów w wybranych powiatach okupowanej Polski” (2018), napisana razem z Barbarą Engelking i zespołem rocznika „Zagłada Żydów”. Niedawno „Na posterunku” (2020), o współudziale granatowej policji w Zagładzie, oraz całkiem ostatnio zbiór pana publicystyki „Polacy, nic się nie stało! Polemiki z Zagładą w tle”.

Dlaczego, zamiast się zajmować zwycięstwem polskiej husarii pod Wiedniem, pan się zajmuje takimi problemami jak szmalcownictwo, rabunek mienia żydowskiego, kolaboracja, udział granatowej policji w Zagładzie czy wrogi stosunek polskiego podziemia do Żydów? Nie ma pan bardziej przyjemnych tematów? Skąd w panu taka złośliwa natura?

– Chodzi tu w części o zew nieznanego. Lista tematów, które pan wymienił, jest zresztą dłuższa. Kiedy chodziłem do szkoły podstawowej i średniej, a potem studiowałem, wydawało się, że wszystko właściwie już zostało zrobione. Tymczasem okazuje się, że nie. A jeśli już się zajmować tematyką, którą się zajmuję, należy zacząć od terenów, które nie zostały jeszcze rozpoznane albo zostały słabo rozpoznane.

Do tego w pracy historyka Zagłady jest też element odpowiedzialności, jaką ogrom tego wydarzenia na nas składa, i spowodowana strachem pokusa uciekania od tych tematów blednie. Zapał, z jakim dzisiejsze polskie nacjonalistyczne władze chcą odpędzić od nich historyków takich jak ja, jest zwykle skazany na niepowodzenie.

Tematy z pana listy nie przypadkiem są nierozpoznane. Jako Polacy cofamy się przed nimi odruchowo. Cofaliśmy się wtedy, kiedy nie było wolno o nich mówić, cofaliśmy się, kiedy już było wolno, i cofamy się dzisiaj, kiedy znowu nie wolno. Tak więc bez względu na pogodę te tematy zawsze znajdowały się w strefie powodziowej.

B.W.: Ale chyba pewne rzeczy już przerobiliśmy. Spójrzmy, jaki poziom osiągnęła dyskusja na temat współudziału mieszkańców krajów okupowanych przez III Rzeszę w Holocauście na Zachodzie i w naszym regionie, np. w Rumunii, gdzie toczy się dyskusja o rzeczach potwornych, które zapewne u nas nie miały miejsca. Przez 20 lat wykonaliśmy wielką robotę. To było jednak bardzo mocne bicie się w piersi.

– Chodzi panu o Grossa?

B.W.: Tak, o Jedwabne. I nagle przychodzi rok 2015, trwa debata podczas kampanii prezydenckiej. Andrzej Duda kontra Bronisław Komorowski. Duda wypomina mu, że podczas uroczystości w Jedwabnem użył wobec Polaków określenia „naród sprawców”, i robi z tego olbrzymi zarzut, mrugając okiem do radykalnego elektoratu.

Mijają dwa lata, zostaje przyjęta nowelizacja ustawy o IPN-ie, która przewiduje karę do trzech lat więzienia za mówienie o jakimkolwiek współudziale Polaków w Holocauście. A zaraz potem premier Morawiecki jedzie do Monachium, mówi podczas konferencji prasowej o „żydowskich sprawcach”, „Jewish perpetrators”, a potem składa kwiaty na grobach żołnierzy Narodowych Sił Zbrojnych, którzy przecież pod koniec wojny kolaborowali, przedostali się do Niemiec dzięki pomocy Wehrmachtu i SS.

Dlaczego pewną część prawicy tak mocno bolą kwestie żydowskie?

– Ten występ jedwabieński Dudy w 2015 r. był jak salwa. Jako historyk patrzę na dzisiejszą sytuację Polski jako na katastrofę dziejową, nie waham się używać tego typu sformułowania. Ale to się nie zaczęło w 2015 r. Ten rok był skutkiem wcześniejszych procesów.

Zobaczmy np., co z debaty jedwabieńskiej przeszło do podstaw programowych w polskich szkołach. I do jakiego stopnia ta wąska inteligencka debata przełożyła się na konkretną politykę państwa w sferze kształcenia młodych Polaków.

My, historycy, demokraci, nie pchnęliśmy tego do przodu, zaniedbaliśmy to. Zapomnieliśmy, że ta historia może wrócić i ugryźć nas w szyję pewnego dnia.

To, że kandydat Duda w 2015 r. mógł z takim stwierdzeniem wyskoczyć, świadczyło o tym, że coś w narodzie pękło, żeby po 15 latach rzekomych debat polityk ubiegający się o najwyższy urząd w państwie uznał, i słusznie, że mu się politycznie opłaci granie żydowską kartą.

J.K.: Pamiętam pierwsze wybory prezydenckie w 1990 r., kiedy Lech Wałęsa też użył tego argumentu: dlaczego tylu Żydów jest w rządzie Mazowieckiego i dlaczego nie chcą się przyznać, że są Żydami. I od tamtego czasu ta żydowska karta, niestety, nieprzerwanie działa.

Prześledziłem pańskie wspinanie się na szczyt polakożerstwa i doszedłem do wniosku, że stał się pan tym czarnym ludem w momencie, kiedy zajął się pan czymś, co ja nazywam estymacją ofiar Holocaustu. To znaczy doszedł pan do wniosku, że w tzw. trzeciej fazie Holocaustu ocalało mniej więcej 10 proc. polskich Żydów, tj. ok. 250 tys. ludzi, a wojnę przeżyło 50 tys.

Postawił pan pytanie badawcze: co się stało z tymi 200 tys. ludzi, których los całkowicie zależał od polskich gospodarzy, sąsiadów, szmalcowników, granatowych policjantów. I w momencie, kiedy nastąpiła ta estymacja, zaczęły się sypać na pana gromy: jakim prawem używa pan konkretnych liczb?

Dlaczego te liczby są tak ważne? Bo przecież można powiedzieć, że byli sprawiedliwi i byli szubrawcy, ale wtedy się mówi niekonkretnie.

– Polakożerca? Bardzo sobie cenię ten rzeczownik, nie potrafię go na angielski dobrze przełożyć, ale będę się starał, bo moi studenci w końcu powinni się dowiedzieć, z kim mają do czynienia.

Tak, to te szacunki liczbowe zerwały tamę, za którą kryła się nienawiść i ona wypłynęła. Ogłosiłem te szacunki już 11 lat temu. Moim celem było pokazanie ludzkiego cierpienia w sposób możliwie dokładny. Problem jest taki, że jeśli chodzi o polską historię etniczną, czysto polską, aryjską, nie mamy pojęcia, ile było etnicznych polskich ofiar II wojny światowej. Szacunki idą od 2,1 mln do 3 mln, to jest rozrzut prawie miliona ludzi i nigdy nie słyszałem o jakichś debatach czy awanturach z tego powodu.

Jeżeli pójdziecie państwo do Muzeum Powstania Warszawskiego, to zobaczycie, że szacunki ofiar powstania się wahają od 120 tys. do 200 tys. ludzi. Natomiast kiedy postawiłem ten ostrożny szacunek 200 tys. ofiar żydowskich, które zginęły w wyniku pośrednich albo bezpośrednich działań polskich, reakcja na to była, powiedziałbym, nienaukowa.

Te szacunki okazały się nie do przyjęcia nie tylko dla ludzi odległych ideologicznie, historycznie ode mnie, ale też dla ludzi dość mi bliskich.

Jestem gotów toczyć i toczę polemiki naukowe. Ale nie jestem gotów odpowiadać na nienawiść, kłamstwa i agresję, którymi to wszystko jest podszyte.

Notuję sobie oczywiście to, co się dzieje teraz wokół historii Zagłady. Będę o tym pisał, bo jestem historykiem i jedyną moją bronią jest pióro.

Powtórzę: to, co się dzieje wokół historii Zagłady, jest jedynie fragmentem walącego się państwa prawa, walącej się demokracji. Przed wyborami parlamentarnymi w 2015 r. ogłosiliście w „Wyborczej” ten bardzo mądry, dramatyczny apel – ostrzeżenie przed PiS-em. Czytałem go z przerażeniem, bo bałem się, że to jest właśnie to, co ku nam zmierza – przerażający walec, który rozniesie młodą polską demokrację. I rozniósł.

Protest przeciwko moim badaniom rodzi się z panicznego lęku, że to jest uderzenie w mit o polskiej niewinności, strachu, jak to będzie wyglądało za granicą. Bo trzeba powiedzieć jasno: Zagłada jest jedynym fragmentem polskiej historii, który kogokolwiek poza granicami Polski obchodzi.

A co to takiego dobre imię narodu?

.

B.W.: Ciekawe, jak będzie wyglądało za granicą to, że pani była premier Beata Szydło została członkinią rady muzeum w Auschwitz. Słyszymy, że ma ona doprowadzić do „przywrócenia równowagi” w ekspozycji muzealnej, żeby nie koncentrować się wyłącznie na martyrologii żydowskiej, bo przecież Auschwitz założono początkowo jako element terroru wobec Polaków. I te wątki mają być dodatkowo wyjaśniane, wzmacniane tak, jak by życzyła sobie tego obecna władza, której symbolem jest wicepremier i minister kultury Piotr Gliński.

Czy muzeum o takiej renomie i takiej historii, w takim miejscu, będzie można przemodelować, przeformatować, być może zakłamać? I jakie to będzie miało konsekwencje międzynarodowe?

– Od czasu do czasu jestem pytany o zdanie przez tzw. decision makers, czyli ludzi podejmujących decyzje w krajach, które mają bardziej sensowne podejście do własnej historii niż nasz. I często przez te pytania przebija zdumienie – proszą mnie, bym ja jako historyk wyjaśnił, co się u nas dzieje. Przecież polskie władze robią rzeczy, których nie muszą robić, a które w sposób trwały niszczą wizerunek Polski w świecie, podważają wiarygodność Polski jako partnera dyplomatycznego. Skąd się bierze ten zajadły upór? Być może spowodowany jest głupotą, a być może kalkulacją.

Nie jestem w stanie powiedzieć, że pani Szydło nie zostanie wielką mistrzynią zakonu oświęcimskiego. Bardzo możliwe, że zostanie. Widzieliśmy już działanie typu „na złość mamie odmrożę sobie uszy”, kiedy przyjmowano, z poparciem polskiej opozycji, nowelizację ustawy o IPN-ie, choć była to polityka pędzenia w kierunku samobójstwa z pełną świadomością tego, co się dzieje. Więc teraz oczywiście władze polskie mogą wyznaczyć panią Szydło albo kogokolwiek z jej rodziny do kierowania muzeum w Auschwitz.

Będzie ogromna cena do zapłacenia, ale polityka, historia Polski jest, co wiemy, zakładnikiem polityki wewnętrznej. Więc jeśli rządzący nacjonaliści uznają, że tzw. repolonizacja Oświęcimia będzie służyła ich strategii wyborczej w roku 2023 czy 2022, kiedykolwiek do głowy im przyjdzie zrobić wybory, to oczywiście mogą to zrobić. Nauczyłem się już, że jeżeli chodzi o absurdy, w Polsce wszystko jest możliwe. Myśmy stracili poczucie tego, co można powiedzieć, zrobić, co się godzi, a co nie. Tu chodzi o działania czysto polityczne. Auschwitz stało się już w polskiej świadomości polskim obozem.

J.K.: Polskim w tym znaczeniu, że ginęli tam głównie Polacy?

– Tak, to jest nasz obóz, bo tu nasi ginęli. W tej formie ta repolonizacja Auschwitz już daleko zaszła i nie widziałem ani jednego oświadczenia dzisiejszych władz muzeum w Auschwitz, które by przeciwstawiło się temu absurdalnemu trendowi, według którego blisko 50 proc. Polaków sądzi, że przede wszystkim cierpieli tam Polacy.

J.K.: Mówił pan, że historia stała się zakładnikiem polityki. Otóż 39 proc. Polaków chce cenzurowania historii polskiego współudziału w Zagładzie i stawiania pod sądem historyków, którzy o tym piszą. To jest sondaż przeprowadzony dla OKO.press przez IPSOS. Michał Bilewicz, psycholog społeczny, komentuje to jako efekt narcystycznej tożsamości narodowej. Ale skoro mamy takie wyniki badań, to chyba nie wyjdziemy z tego diabelskiego kręgu i politycy, zwłaszcza obecnej władzy, będą się do tego ogromnego rezerwuaru uparcie odwoływać.

– Ten sondaż był dla mnie szokiem. Z niego wynikało jeszcze, że 11 proc. respondentów nie było pewnych, jak odpowiedzieć na pytanie „Czy jest pan/pani za stawianiem przed sądem historyków piszących o polskim współudziale w Zagładzie?”. I nie chodziło o piszących kłamliwie, tylko o piszących w ogóle o tym współudziale. Z tego wniosek, że 50 proc. Polaków albo jest skłonnych stawiać takich historyków przed sądem za pisanie prawdy, albo w tej kwestii nie jest pewna.

To świadczy o tym, że proces, powtarzam, destrukcji państwa prawa zaszedł niesłychanie daleko. A problem drugi jest taki, że tak wielu Polaków występuje w obronie źle pojętego tzw. dobrego imienia narodu polskiego. Ja uważam, że robiąc to, co robię, walczę właśnie o jak najlepsze imię narodu polskiego. I wszyscy historycy piszący z otwartą głową i krytycznie też się do tego przyczyniają.

Więc kiedy widzę tego rodzaju wyniki sondaży, to wiem, że ta obrona źle pojętego dobrego imienia jest terenem, na którym spotykają się ludzie, po których niczego innego bym się nie spodziewał, z ludźmi, po których jednak spodziewałbym się czegoś więcej. I to jest najsmutniejsza konstatacja.

W głosowaniach parlamentarnych widać było, kto był za świętem tzw. żołnierzy wyklętych czy kto głosował za uznaniem żołnierzy Brygady Świętokrzyskiej NSZ za prawdziwych patriotów. I to jest ostatni teren, na którym Polacy i Polki padają sobie w ramiona bez względu na to, czy głosują na lewicę, czy na prawicę.

B.W.: Może to jest efekt tego, że dyskusje na temat polskiej historii w latach 90. i na początku nowego wieku były zbyt radykalne, bo ich uczestnicy rozdrapywali rany, bili się we własne piersi i malowali tę historię w szarościach, a nie w czerni i bieli, jak to przywykło się robić. Całe pokolenie intelektualistów zajmowało się krytyczną analizą polskiej historii; nie brali pod uwagę tego, że suweren, ten przysłowiowy, nie chce czuć wstydu z jej powodu. On nie chce się bić w piersi, chce być z niej dumny. Chce mieć swoich bohaterów pozytywnych, uczy się w szkole o bohaterach powstania warszawskiego – w tym duchu chcieli ludzie funkcjonować. A intelektualiści po 1989 r. kazali się za tę historię wstydzić. PiS to po prostu wyczuł, wykorzystał.

J.K.: Przekładając to pytanie na prostszy język, można powiedzieć, że wszystkiemu winien jest prof. Grabowski, bo swoim radykalizmem wznieca w Polsce antysemityzm.

– Jeżeli spojrzymy na debaty lat 90., to nie było rozszarpywania ran, tego było niewiele. To było krytyczne, bo wreszcie można było zająć się tym, jacy niedobrzy byli Sowieci i jak to bolszewizm nam dokuczał.

U nas w domu, w Warszawie, od 1977 r. mieścił się punkt przerzutowy drugoobiegowego wydawnictwa NOWA. Rodzice przechowywali książki, które posyłali do Wrocławia. I mieliśmy pełen dom tej literatury, potykaliśmy się o stosy samizdatu. Podkradałem po jednym egzemplarzu każdej książki.

Zrobiłem sobie niedawno przegląd tego wszystkiego, co nasi pisarze, historycy ogłaszali w drugim obiegu i podziemiu, można było o wszystkim pisać w końcówce lat 70., w 80. – w stanie wojennym to już każdy pisał i drukował.

Więc jeśli chodzi o obronę dobrego imienia, to okazywało się, że naród polski był fajny. Ale o Zagładzie – jak na lekarstwo.

Można mówić: no dobrze, byliśmy w niewoli, kto w niewoli ma ochotę rozdrapywać rany? Ale ochoty nie było, kiedy niewoli już nie było. I tak się to ciągnie. I to jest dla mnie niesłychanie smutna konstatacja.

Spójrzmy na rok 1994, przecież to w końcu w „Wyborczej” Michał Cichy pisze o żołnierzach AK, którzy rozprawiali się z Żydami. Pamiętamy to absolutne wycie, jakie wtedy nastąpiło.

J.K.: Tak, ale bodaj wtedy ojciec pana profesora, prof. Zbigniew Grabowski, napisał list do redakcji, bardzo mocne osobiste świadectwo. Jest też inny jego list, do Kazimierza Koźniewskiego, reżimowego pisarza czasów PRL-u, który miał bardzo ładną akowską kartę.

Koźniewski popełnił tekst, z którym pański ojciec polemizował, takie twarde napisane świadectwo człowieka, który na własnej skórze przeżył to, co opisuje, i jakby dotyka istoty rzeczy, bo on tam pisze m.in., że w sprawie ukrycia partyzanta społeczeństwo polskie było solidarne, ale w sprawie ukrycia Żyda już nie. To takie trochę podobne do tego, co mówił Jan Karski o tej wąskiej kładce porozumienia Polaków i Niemców, że sprawa żydowska była właśnie taką wąską kładką, na której oni mogli to porozumienie znaleźć.

Te debaty są odwieczne i jak się dzisiaj czyta list pańskiego ojca, to ma się wrażenie, że tyle się musiało zmienić po to, żeby nie zmieniło się nic.

– Porządkując po śmierci ojca jego papiery, natrafiłem na ten list i od razu mnie uderzyła konstatacja, że wszystkie argumenty w tej sferze wracają. Ten list zachował taką aktualność, że bez wahania umieściłem go na pierwszym miejscu w tym zbiorze polemicznym moich tekstów, bo tam było: nic ująć, nic dodać.

W tym liście widać głębię odrzucenia, głębię negacji, jaka animuje nasze społeczeństwo, akceptowana także przez kręgi inteligenckie, i ta głębia jest wręcz, można powiedzieć, klinicznie zachwycająca: żeby można było w obliczu tak niesamowitej, przerażającej w końcu bazy dokumentowej, tysięcy świadectw, w dalszym ciągu twierdzić, że naturalną postawą Polaków było zawsze udzielanie pomocy Żydom.

Ta negacja trwa z pokolenia na pokolenie. Dzisiaj, w 2021 r., w dalszym ciągu o tym mówimy i jestem pewien, że w 2023 karta żydowska znowu będzie grana. A jeżeli nie będzie to karta żydowska, to przecież sposób, w jaki przedstawiciele obozu dziś rządzącego w Polsce odnosili się do uchodźców z południa, to całe imaginarium było żywcem wzięte z lat 30., 40.

J.K.: Parazyty i pierwotniaki, których mieli być nosicielami.

– Ta symbolika: wszy – Żydzi – tyfus plamisty została nam wryta głęboko w narodową psychikę.

Niby-sędziowie w niby-państwie

.

B.W.: Jest jeszcze inne zjawisko: władza stara się wypierać prawdę, fałszować, atakować tych, którzy mają czelność mówić o rzeczach nieakceptowalnych dla tej władzy. Zarazem pojawiło się pojęcie antypolonizmu – rzekomego światowego spisku, który ma właśnie z Polski czynić kata, sprawcę zbrodni II wojny światowej, jeszcze gorszego niż hitlerowskie Niemcy.

– To jest wielki sukces polskiej dyplomacji. O taki sukces, jak wiadomo, nie jest teraz tak łatwo. W czerwcu 2018 r. ogłoszona została wspólna deklaracja Morawieckiego i Netanjahu, w której postawiono znak równości między antysemityzmem – o którym wiemy niejedno, ideologii, która w końcu jest jedną z najstarszych ideologii nienawiści w historii ludzkości – i jakąś fantasmagorią wziętą z nietrzeźwych snów ludzi, którym się wydaje, że w świecie istnieje spisek, którego celem jest zniszczenie polskiego społeczeństwa.

To jest oparte oczywiście nie tyle na braku wiedzy, ile na życiu w sferze mitów. Czytam, że powstaje instytut do walki z antypolonizmem, finansowany z panów podatków przez ministra Ziobrę. Istnieją też organizacje, które składają doniesienia na niezależnych dziennikarzy i historyków. Wszystko pod egidą państwa.

I tak oto Polska przypomina z zewnątrz dziwny skansen, z dziwnymi postaciami i figurami.

J.K.: Ale dzisiaj mamy jednak do czynienia z pewnym novum, w związku z pana i Barbary Engelking książką „Dalej jest noc”. Zaprzęga się całą potęgę państwa, tworzy się nawet specjalną komórkę w IPN-ie, która ma przejrzeć tę książkę i na tych setkach stron znaleźć to jedno jedyne zdanie, którego będzie można się uczepić i wytoczyć Grabowskiemu i Engelking proces. Co zresztą miało miejsce w sprawie sołtysa Malinowskiego, a właściwie jego prawa do dobrego imienia.

Podczas tego procesu doszło do precedensowego wyroku, w którym chronione jest prawo do tożsamości i dumy narodowej czy też prawo do pamięci o Polakach ratujących Żydów i do niezakłamywania historii II wojny światowej. Czy teraz to sądy będą decydować, co jest prawdą historyczną, a co nie?

– Skutki tej sprawy mogą być dramatyczne dla różnych dziedzin wolnego słowa, nie tylko dla historii. Widać tutaj, do jakiego stopnia polskie państwo zaangażowało się w atak na naukę.

Oczywiście należy pamiętać, że w każdym dziele historycznym mogą zdarzyć się błędy. Ale czym innym jest zwracanie uwagi na nie, a czym innym próba niszczenia autorytetów naukowych z pomocą państwa. Ten wyrok będzie studiowany na wielu uniwersytetach na świecie, na wydziałach historii i prawa, bo to jest kuriozum, które nawet wśród absurdów polskich zaczyna przekraczać pewne granice.

Otóż pani sędzia Jończyk pouczyła historyków, jaka jest wartość źródeł historycznych: na czym my się możemy opierać, a na czym nie, nie mając żadnego pojęcia o tym, czym są te źródła. Tak jak ja nie mam pojęcia o orzecznictwie polskich sądów na temat np. bezpieczeństwa na budowach i nie śmiałbym w tę wiedzę wkraczać, tak sąd polski wkroczył tutaj, i to w sposób zdecydowany, mówiąc mi, historykowi z przekraczającym 30 lat doświadczeniem pracy, na jakiej podstawie źródłowej mogę wnioskować, a na jakiej nie. Przy okazji wprowadzając tylnymi drzwiami do tego wyroku pojęcia w rodzaju dumy, godności narodowej.

Czyli jeżeli Polkę czy Polaka, wszystko jedno, spokrewnionego czy nie z bohaterem książki, dotknie moja uwaga na temat takiej czy innej części polskiego narodu, to będą mogli teraz, w zgodzie z prawem, wytoczyć mi sprawę w sądzie cywilnym, rujnującą finansowo i zapewne rujnującą też autorytet naukowy – mój czy kogokolwiek innego.

Dzisiaj atak poszedł na mnie, jako tego czołowego “polakożercę”. Ale taka procedura to tępe narzędzie, które państwo sobie ufundowało, żeby przywalić, kiedy uzna za stosowne, komu trzeba będzie, czy to będzie filozof, socjolog, czy ktokolwiek inny. I to narzędzie będzie gotowe, i na tym też polega ogromne zagrożenie płynące z tego typu sytuacji.

My oczywiście się od wyroku odwołujemy. Ale, rzecz znacząca, w momencie ogłoszenia wyroku zabrał głos minister sprawiedliwości, pan Ziobro, i powiedział, że wyrok jest świetny. Jak na takie dictum zareaguje, miejmy nadzieję, niezależny sędzia w sądzie apelacyjnym, nie wiem. Wiem tylko, że w drugiej sprawie, którą mam, trzech sędziów już poszło na L4.

Mamy dzisiaj niby-historyków, urzędników od historii, których wysyła państwo, by atakowali historyków niezależnych. Mamy też niby-sędziów, żyjemy w niby-państwie i to jest właśnie ten fragment większej całości, która, jak się okazuje, nie wywołuje w społeczeństwie polskim odruchów wymiotnych, przynajmniej na razie.

Spotkanie z Janem Grabowskim i Barbarą Engelking w Centrum Premier Czerska 8/10 w 2018 roku: 

.

My Lechici, my husaria

.

B.W.: To, co pana spotkało, to etap pewnego procesu. Bo zaczęło się przecież od dewastacji Muzeum II Wojny Światowej w Gdańsku, gdzie władza zwierzchnia powiedziała, jak należy mówić o historii II wojny, czego nie wolno mówić, co jest błędem, a co jest słuszne. W efekcie ekspozycja została stworzona właściwie od nowa, została zniszczona cała koncepcja, jaka temu muzeum przyświecała.

Czy w czasach swobodnego dostępu do wiedzy, w czasach internetu, utrzymywania zdalnych kontaktów z badaczami z całego świata, da się jeszcze historię Polski pisać na nowo? Zafałszować? Czy to nie jest zadanie, które ten śmieszny rząd jednak przerasta?

– Uczestniczyłem w pewnej dyskusji kilka lat temu w Princeton i jeden z moich kolegów, dyrektor wielkiego muzeum pamięci w Polsce, powiedział, że on się nie martwi, bo przecież myśmy – on i ja – jako młodzi ludzie przeszli w końcu przez szkołę komunistyczną, przez uniwersytet komunistyczny i proszę, propaganda była taka silna, a przecież wiedzieliśmy, że nikt tego nie kupuje.

Odpowiedziałem, że problem nie polega na fałszowaniu historii, tylko na tym, czy my jako społeczeństwo jesteśmy gotowi przyjąć to fałszerstwo za dobrą monetę. I dzisiejsze władze żywią Polaków słodką, paskudną papką, która nie jest pożywna ani zdrowa, ale jest smaczna. To jest taki fast food, który tuczy i który będzie szkodził. A my go przyjmujemy z radością i bez oporów, bo nam smakuje.

B.W.: Lechici, husaria, tzw. żołnierze wyklęci?

– Tak i to jest dziecinada, to nie wymaga żadnego wysiłku intelektualnego. Zobaczymy. Ja z reguły staram się być pesymistą w tych wszystkich sprawach, najwyżej potem się przyjemnie zdziwię, jeżeli się okaże, że nie miałem racji. Pewien czas temu czytałem w „Wyborczej” artykuł Adama Daniela Rotfelda, który zastanawiał się nad tym rzekomym przywiązaniem Polaków do demokracji. I mówił, że być może oddaliśmy się pewnej fikcji – uwierzyliśmy, że nam te demokratyczne struktury i ideały są bliskie, kiedy w rzeczywistości być może polskie społeczeństwo jest głęboko niedemokratyczne, raczej woli autorytarną formę władzy.

J.K.: Ale czy to jest polska specyfika? A co się stało w USA, gdzie rządził Trump? Co w Turcji, w Rosji?

B.W.: A co się może stać we Francji?

J.K.: A co się dzieje na Węgrzech? To nie jest polska specjalność ten populizm nacjonalistyczny.

– Nie powiedziałem, że to jest tylko polska specjalność. Chodzi o to, że amerykański przykład się tutaj nie nadaje. Jednak to, co się działo przez cztery lata tej szalonej jazdy, jaką była prezydentura Trumpa, to był też przykład mocy i potęgi systemu demokracji amerykańskiej. Gdyby amerykański polityk powiedział, że posiedzenie sędziów jest zebraniem kolesi, to następnego dnia by go nie było.

W Polsce nastąpiło zniszczenie systemu sprawiedliwości i nie widzę tłumów, były tłumy przez chwilę, ale nie jest to coś, co by Polaków powaliło na kolana. Ich świat się nie załamał.

Spójrzmy na polską historię w XX wieku: mieliśmy kilka lat na początku II RP, kiedy rozpaczliwie próbowano tę demokrację jakoś pozbierać z kawałków, co się zakończyło wraz z zamachem majowym. Potem mamy kolejny brak demokracji, kolejne okupacje itd. I potem mamy to zachłyśnięcie się, to nasze ćwierć wieku koegzystencji z demokracją. I być może patrzymy teraz na to jak na miły sen, który właśnie prysnął. Mam nadzieję, że nie mam racji.

J.K.: We wstępie do książki „Polacy, nic się nie stało!” mówi pan, że pisanie o trudnej historii polsko-żydowskiej przypomina bicie głową w mur. Nie znaczy to oczywiście, że nie warto bić, ale warto zdać sobie sprawę z kosztów tego rodzaju strategii. Jakie są koszty tej strategii, bo rozumiem, że pan od niej nie odstąpi?

– Kosztem jest coś, co komuś takiemu jak ja jest znane – samotność badacza. Druga rzecz to jest to, że obecne władze próbują przedstawić mnie jako ekstremistę. I dla ludzi, którzy nie chcą się zmusić do krytycznej refleksji nad historią własnego narodu, tego rodzaju kwalifikacja jest zdecydowanie wygodna. Ona stała się udziałem np. prof. Grossa. Ale historyk jest do samotności przyzwyczajony. Tak więc koszty są, ale nie mają większego znaczenia w porównaniu z wagą i pasją, z jaką można się oddawać temu zajęciu.

B.W.: Nasz minister edukacji i nauki, pan Czarnek, zapowiedział przegląd podręczników pod względem ich treści. Na pierwszy rzut idą treści historyczne. PiS prawdopodobnie będzie chciał wychować sobie pokolenie myślące właśnie kategoriami husarii i „żołnierzy wyklętych”. Czy trzeba będzie organizować tajne komplety dla naszych dzieci, żeby je uczyć historii?

– Mam nadzieję, że nie mam racji, ale tłoku by na tych kompletach nie było. Dla mnie przerażający jest stopień indoktrynacji, jaka uderza w młodzież, np. to, że powstał instytut Dmowskiego, w końcu jednak gorącego wielbiciela Hitlera, sztandarowego antysemity. I to się dzisiaj dzieje w szkołach pod skrzydłami państwa polskiego.

W związku z tym przytoczę zdanie mojego dobrego kolegi, profesora historii, także historii Polski, prof. Johna Connelly’ego z Berkeley, który kilka tygodni temu na seminarium powiedział coś, co mnie niesłychanie zaciekawiło: „Po II wojnie światowej niemieckie społeczeństwo poddane zostało denazyfikacji. Ja uważam, że polskie społeczeństwo, kiedy podźwignie się z obecnej katastrofy, powinno zostać poddane deendekizacji”. I tym cytatem z Johna Connelly’ego chciałbym zakończyć.


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com