Archive | March 2022

Jak odstraszyć wystraszonego, że nie dość straszy?

Jak odstraszyć wystraszonego, że nie dość straszy?

Andrzej Koraszewski


Idea wzajemnego odstraszania wydawała się niesłychanie racjonalna, w szczególności, kiedy ilość nagromadzonej broni nuklearnej dotarła do punktu pozwalającego na stworzenie teorii „wzajemnie zagwarantowanego zniszczenia”, co w języku angielskim ładnie nazwano Mutual Assured Destruction, czyli w skrócie MAD. Zakładano, że nikt nie jest tak szalony, żeby wdać się w konflikt, który zakończy historię naszego gatunku. Zapomniano, że istnieją ludzie autentycznie chorzy psychicznie, ludzie obłąkani wiarą w takiego lub innego boga, obłąkani ideologią i zwyczajni pokerzyści. Założenie racjonalności wroga, prowadzi do sytuacji, w której nuklearny parasol chroni szantażystę i praktycznie niweluje odstraszanie przez stronę bardziej racjonalną. Krótko mówiąc wariat lub boży człowiek dobrze wie, że po drugiej stronie jest goły i ciężko wystraszony rozsądek.      

Koniec wieku ideologii nie tylko nie nastąpił, ale wyznawcy nowych fanatycznych ideologii odkryli, że w  połączeniu z bronią masowego zniszczenia szaleństwo daje im niebywałą  przewagę, nawet nad teoretycznie silniejszym przeciwnikiem. Zastraszanie to taktyka stara jak świat, ale zastraszanie pod parasolem atomowym jest nowością. Czy strona odwołująca się do racjonalizmu ma możliwość skutecznego reagowania na pokerowe zagrania szaleńców? Nie znam na to pytanie odpowiedzi, ale zgadzam się z autorami przekonanymi, że niezbędne jest poważne traktowanie również tych ideologii, które odbieramy jako irracjonalne. Imperialne zakusy, zapowiedzi barbarzyńskich ataków, nie są pustosłowiem, jak to sobie wyobrażał niemiecki pisarz, autor słynnego grafomańskiego i antysemickiego wiersza oraz weteran Hitlerjugend.Wczesna stanowczość, reagowania na słowa, zanim przyjdą za nimi czyny, wyjaśnianie znaczenia ideologicznej propagandy, mogą być czasem dla ludzi nazbyt abstrakcyjnie traktujących wartości demokracji bardzo trudne. Szanujemy wolność słowa, więc różne Facebooki, Twittery i Youtube, nie tylko nie blokują ideologów nienawiści, dostarczając im znakomitych platform szerzenia ich ideologii, ale traktują odsłanianie mechanizmów tej propagandy, jako mowę nienawiści naruszającą „zasady społeczności”.    

Tu oczywiście mamy osławioną „islamofobię”, czyli postrzeganie odsłaniania ideologii islamu jako wyrazu nieuzasadnionego lęku przed wyznawcami tej religii. Jeśli jednak ci wierni są ustawicznie przekonywani, że ich zadaniem jest podbój świata, podporzadkowanie świata islamowi, jeśli ustawicznie słyszą, że mają siać terror wśród niewiernych, że morderca jest męczennikiem, który pójdzie do nieba, to nie jest fobia, tylko racjonalna obawa, że ci wierni mogą chcieć robić to, do czego ich duchowni ich namawiają.

W obecnej chwili koncentrujemy się na napaści Rosji na sąsiedni kraj. Tu dla odmiany mamy nieskrywane marzenie o odbudowaniu rosyjskiego imperium od Archangielska do Odry, ale i intrygujące przekonywanie świata, że rosyjska armia tylko walczy z faszyzmem, bombardując miasta i zabijając ludzi stojących w kolejce po chleb.                    

Putin i jego propagandyści głosili, że Ukraina musi być zdenazyfikowana. To bardzo sprytna taktyka. Nie tylko towarzyszy jej świadomość, że bardzo wielu ludzi w Rosji da się na to nabrać, ale że również znajdą się klienci na tę propagandę na Zachodzie. Warto przypomnieć, że nie jest to nowa sztuczka. Związek Radziecki stosował ją podczas najazdu na Czechosłowację w sierpniu 1968 roku. Rok wcześniej Ambasador ZSRR przy Narodach Zjednoczonych, twierdził, że izraelska operacja obronna w czasie wojny sześciodniowej  była „faszystowską agresją”, kiedy uzbrojone przez ZSRR armie arabskie znów napadły na Izrael w 1973 roku, radziecki ambasador na forum ONZ porównał działania obronne Izraela do „agresji nazistów podczas II wojny światowej”.

Pod pozorem walki z faszyzmem i nazizmem widzimy całkowite odwrócenie znaczeń słów. Brutalni napastnicy na spokojną ludność, twierdzą, że są obrońcami  pokoju i demokracji i mimo całej absurdalności, to powiązanie barbarzyńskiej agresji z językiem antyfaszyzmu okazuje się, jeśli nie skuteczne, to zadawalające.       

Jak pisał amerykański historyk Jeffrey Herf                    

To odwrócenie i przekształcenie znaczenia antyfaszyzmu z tego, co oznaczał on w latach przed i podczas II wojny światowej oraz Holokaustu, miało konsekwencje. Nadało pozornej legitymacji temu, co w rzeczywistości było antysemickimi teoriami spiskowymi dotyczącymi polityki Izraela. Niestety Związek Radziecki odniósł wielki sukces dzięki swojej propagandzie pod hasłem „Izrael to państwo nazistowskie”. Powiązanie ataków na państwo żydowskie z językiem antyfaszyzmu stanowiło kluczowy rozdział w odrodzeniu się antysemityzmu i odnowieniu jego poważania przez międzynarodową radykalną lewicę w okresie zimnej wojny. Nic więc dziwnego, że Putin, którego korzenie sięgają sowieckich służb wywiadowczych KGB, potępił Ukrainę jako państwo nazistów i faszystów.

Wielkoruski nacjonalizm, w czasach carskich (ale również w Związku Radzieckim), wykorzystywał podobnie jak nazizm antysemityzm w podżeganiu do nienawiści do innego, a dzisiejsza putinowska ideologia stanowi mieszankę nacjonalizmu i imperializmu, której prawdziwe oblicze ukrywać ma walka z rzekomym nazizmem. 

Innym elementem putinowskiej propagandy jest rzekome gwałcenie praw rosyjskiej mniejszości w krajach niegdyś przez Rosję skolonizowanych. Można powiedzieć, że problem jest skomplikowany, bo faktycznie rosyjskojęzyczne mniejszości w krajach, które odzyskały niepodległość, utraciły swoją pozycję warstwy władczej, jednak bliższy ogląd zarówno propagandy, jak i działań pokazuje niedwuznaczne, że za tą „obroną praw mniejszości” kryje się pragnienie powrotu do stanu posiadania sprzed upadku ZSRR.          

Tymczasem w krajach demokratycznych przekonanie, że racjonalizm ekonomiczny wyprze ideologiczne pasje, prowadziło do udawania, że nie słyszymy ani oczywistych kłamstw, ani podżegania do nienawiści, ani wreszcie  otwarcie deklarowanych gróźb. Poważne rozmowy z dyktatorami w rodzaju Putina, czy z tyranami w rodzaju władców Islamskiej Republiki Iranu, czy wreszcie z ludźmi takimi jak politycy w Pekinie, charakteryzuje udawanie, że nie słyszymy, co oni właściwie mówią, w głębokim przekonaniu, że na tym właśnie polega dyplomacja. W efekcie majaczenia o „denazyfikacji Ukrainy”, czy o jednych Chinach nie natrafiają na stanowczy protest na polu dyplomatycznym i prowadzą do ustawicznego podbijania stawki.

W przywoływanym tu wcześniej artykule Herf pisał:

W tygodniach bezpośrednio poprzedzających rosyjską inwazję Putin wywrócił fakty i prawdę do góry nogami, ostrzegając przed zagrożeniem, jakie Ukraina rzekomo stanowi dla Rosji. Hitler rozpoczął swoją wojnę od podobnych dezinformacji i prognoz dotyczących Polski, absurdalnie twierdząc, że Polska stanowi militarne zagrożenie dla nazistowskich Niemiec. 1 września 1939 r. Hitler rozpoczął inwazję na Polskę słynnym kłamstwem. „Dziś rano o 5:45 my [Niemcy] odpowiedzieliśmy ogniem”. Polacy nie strzelali; Niemcy zorganizowali fałszywy atak na placówkę graniczną. 

Amerykański historyk stwierdza, że samo istnienie wolnej, niepodległej i demokratycznej Ukrainy stanowi zagrożenie dla Putina i putinizmu, choć nie dla jego wyobraźni. Jest to takie samo zagrożenie, jakie demokratyczna Europa Zachodnia stanowiła dla Związku Radzieckiego. To nie była groźba inwazji lub ataku wojskowego. Było to raczej istnienie społeczeństw wolnych, odnoszących sukcesy rynkowe w połączeniu z liberalną demokracją, rządami prawa, wolną prasą, autonomicznymi uniwersytetami i pokojowym przekazywaniem władzy poprzez wybory. To, czego się ludzie tacy jak Putin, Xi czy władcy Iranu boją, to jest atrakcyjność wolności.    

W swoim strachu przed wolnością tyrani są gotowi zrównywać miasta z ziemią, w strachu przed wolnością tyrani wynajmują zbirów z innych tyranii, ze strachu przed wolnością straszą bronią nuklearną. Czy można odstraszyć  tyrana wystraszonego, że jego własne społeczeństwo usłyszy zew wolności? Z pewnością drogą do tego celu nie jest dyplomacja, w której udajemy, że nie słyszeliśmy, co właściwie mówią tyrani, i odwoływanie się do ich rozsądku. Już wiemy, że ta taktyka nigdy ich nie odstraszała i potrzebny jest kaftan bezpieczeństwa.    


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com


Alergia relokacyjna

Foto: Fotorzepa/ Paweł Rochowicz


Alergia relokacyjna

Zuzanna Dąbrowska



Rząd PiS nie chce absolutnie niczego zawdzięczać Unii Europejskiej. Nawet jeśli miałoby to pomóc w kryzysie uchodźczym.

.
Wyobraźmy sobie, ot, choćby w ramach terapeutycznego ćwiczenia, że mogłoby być inaczej. Zamiast przepełnionych dworców i punktów recepcyjnych oraz słaniających się na nogach ze zmęczenia wolontariuszy, a przede wszystkim umordowanych, martwiących się o przyszłość uchodźców, państwo po ponad trzech tygodniach mogłoby zadziałać sprawniej, a UE udzielić nam profesjonalnej pomocy. Autobusy i pociągi udekorowane europejskimi i ukraińskimi flagami odbierałyby ludzi z większych miast i wiozły w kierunku, i w takiej liczbie, jaki wynikałby ze zgłoszeń poszczególnych państw członkowskich. Zgłoszenia przyjmowano by w ramach mechanizmu relokacji. Nawet jest już odpowiedni instrument, nazwany bardzo po polsku – „platformą solidarności”. Powstałaby wtedy szybko europejska ewidencja miejsc, a może nawet specjalna aplikacja na urządzenia mobilne dla uchodźców informująca o możliwościach i zrozumiała, bo stworzona po ukraińsku. Tak, wiem, że to obraz utopijny i że przy żadnym jeszcze kryzysie humanitarnym tak się nie stało. Ale czy nie można by wreszcie czegoś się nauczyć?

Na wybuch wojny trudno się przygotować, choć historia pokazuje, że w czasach niespokojnych dobrze mieć pełny bak w aucie. Zrozumiałe jest, też, że na początku tej wojny na granicy polsko-ukraińskiej zapanował chaos – po obu stronach. Ale nie jest zrozumiałe, dlaczego narzędzia, które zostały przygotowane na takie właśnie dramatyczne okazje, nie działają wcale. Wszystko jest zrywem, odruchem serca, okazaniem pozytywnych emocji. To zbyt mało, by zorganizować milionom osób życie przez następny rok.

Polski rząd i partia rządząca z nieznanych przyczyn mają alergię na słowo „relokacja”. Kojarzy im się pewnie z hordami ciemnoskórych młodych mężczyzn napadających na sklepy i gwałcących kobiety. Ulegają propagandzie, którą sami stworzyli w TVP. Ta fobia (kwalifikująca się do szybkiej terapii) to odzwierciedlenie własnych strachów, zahamowań i projekcji. Czy naprawdę dlatego, że kiedyś, hipotetycznie w ramach „platformy solidarności”, powinniśmy przyjąć innych uchodźców, np. (strach pomyśleć!) o innym kolorze skóry, to dziś ukraińskie matki z dziećmi nie mogą skorzystać z mechanizmu relokacji? A może jest jeszcze jakaś inna przyczyna?

Obawiam się, że tak. Nie chcemy integrować się z Unią bardziej niż to konieczne, czyli by podróżować po Europie bez paszportu i być beneficjentem funduszy. Choć nawet i to nie wychodzi nam dobrze. A nade wszystko rząd absolutnie niczego nie chce Unii zawdzięczać. Krzyczy więc głośno, że nie dają nam pieniędzy z Funduszu Odbudowy, a nie wykorzystuje tych środków, które na cele humanitarne można przeznaczyć już teraz. Niechęć ta jest posunięta tak daleko, że nawet na czekach uroczyście wręczanych parę miesięcy temu gminom przez premiera Mateusza Morawieckiego zapomniano dopisać, kto je funduje, i musiała interweniować Komisja Europejska. Więc autobusy, samoloty i pociągi sprawnie relokujące uchodźców pod europejską flagą to zły sen rządzących. A może by elektorat uwierzył, że ta Wspólnota jest nam do czegoś potrzebna? I kto wtedy wygrałby wybory?


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com


News From Israel- March 20, 2022

News From Israel- March 20, 2022

ILTV Israel News


Half of the country blocked off and shut down – as nearly a million citizens head to central-Israel’s Bnei-Brak, for the funeral of famed Rabbi, Chaim Kanievsky.

A Hezbollah & Iran-linked terror cell uncovered in northern Israel – as the United States reconsidering the IRGC’s status as an internationally recognised terror group.

War-crimes allegations levied at Moscow again – just hours before Ukrainian President Volodymyr Zelenskyy set to address the Israeli Knesset in Jerusalem.

 


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com

 


Putin i prawo niezamierzonych konsekwencji

Ukraińcy nagle zrozumieli, że patrzenie na wschód, ku Rosji, oznacza inwazję i kolonizację, podczas gdy patrzenie na zachód, ku Europie, może oznaczać wolność i dobrobyt. Nie ma kolejek Ukraińców szukających schronienia w Rosji lub Białorusi; długie kolejki są na polskiej i rumuńskiej granicy. Na zdjęciu: Uchodźcy z Ukrainy czekają w kolejce, by wejść do Polski na przejściu granicznym w Medyce 28 lutego 2022 r. (Zdjęcie: po polskiej stronie granicy. Wojtek Radwanski/AFP via Getty Images)


Putin i prawo niezamierzonych konsekwencji

Amir Taheri
Tłumaczenie: Małgorzata Koraszewska


Kiedy wojna rosyjskiego prezydenta Władimira Putina wchodzi w trzeci tydzień, paskudne, małe prawo niezamierzonych konsekwencji coraz wyżej podnosi głowę.

Jak dotąd najbardziej uderzającą ilustracją tego jest obalenie bezczelnego twierdzenia Putina, że nie ma i nigdy nie było ukraińskiego narodu i że Ukraina jest tylko Rosją napisaną nieortograficznie. Putin twierdził, że Ukraina jest tworem Lenina, ignorując fakt, że to właśnie Lenin oddał Ukrainę Niemcom w Traktacie Brzeskim.

Putin twierdził także, że Ukraina “zawsze była częścią Rosji”, chociaż Księstwo Kijowskie istniało zanim ukształtowała się jakakolwiek rosyjska tożsamość. Ukraina i Rosja wraz z licznymi innymi grupami etnicznymi i narodami były częścią carskiego imperium, a potem sowieckiego, ale nigdy nie była częścią Rosji. Przez pewien czas znaczna część Ukrainy była częścią Austro-Wegierskiego imperium i w rzeczywistości to pod austriackimi rządami kształtował się ukraiński nacjonalizm.*

Niewątpliwie rosyjski i ukraiński są językami niemal tak bliskimi sobie jak amerykański angielski i brytyjski angielski. Chociaż jednak kilku największych pisarzy rosyjskich, takich jak Nikołaj Gogol i Izaak Babel, było Ukraińcami, Ukraina od XVIII wieku ma własną, odrębną literaturę. Inwazja Putina przypomniała Ukraińcom o ich bogatym dziedzictwie. W ostatnich dniach ludzie w wielu częściach Ukrainy czytali, recytowali i śpiewali patriotyczne wiersze Tarasa Szewczenki, Łewko Borowykowskiego i Tomasza Padury. Zamiast pogrzebać ukraińską tożsamość pod rosyjskimi bombami Putin mógł dać jej nowy wigor.

Putin chciał w zalążku ukrócić europejskie aspiracje Ukrainy. W tym także mógł osiągnąć tego odwrotność. Ukraińcy nagle zrozumieli, że patrzenie na wschód, ku Rosji, oznacza inwazję i kolonizację, podczas gdy patrzenie na zachód, ku Europie, może oznaczać wolność i dobrobyt. Nie ma kolejek Ukraińców szukających schronienia w Rosji lub Białorusi; długie kolejki są na polskiej i rumuńskiej granicy. Ukraiński prezydent Wołodymyr Zeleński przedstawiał wolę swojego narodu, kiedy poprosił o natychmiastowe członkostwo w Unii Europejskiej.

Zaledwie rok temu rosyjski minister spraw zagranicznych Siergiej Ławrow, szydził, że Unia Europejska jest “tonącym okrętem”, z którego ludzie próbują wyskakiwać, poczynając od Brexitu. W zeszłym tygodniu jednak nawet “Brexit Boris” był świadomy wspólnej europejskiej odpowiedzialności za obronę rządów prawa.

Przez lata Putin pracował nad “wbiciem klina” między Stany Zjednoczone i Unię Europejską, mając nadzieję, że bez amerykańskiego kolosa, europejskie “karzełki” będzie łatwo zastraszyć. Obecny kryzys jednak pokazał, że Europejczycy potrafią przejąć przywództwo i są znacznie ostrzejsi niż Amerykanie pod rządami niechętnego wszelkiemu ryzyku Joe’go Bidena.

Putin chciał także zniszczyć wizerunek NATO jako ochronnej tarczy dla demokratycznych krajów. W końcu, przecież Donald Trump oznajmił, że NATO jest “nieistotne”, a francuski prezydent, Emmanuel Macron ogłosił, że jest ono “w stanie śmierci klinicznej”. W Ukrainie wielu ludzi nie uważało, by przyłączenie się do NATO leżało w ich narodowym interesie.

Teraz to wszystko zmieniło się i ten zbliżający się do osiemdziesiątki sojusz przeżywa drugą młodość.

Także Niemcy pod rządami socjaldemokratycznego kanclerza nagle zdecydowały się porzucić siedemdziesiąt lat antymilitarystycznej polityki, zaczynając od olbrzymiego projektu zbrojeń wartego 100 miliardów euro. Nawet nienależące do NATO europejskie kraje, takie jak Austria, Szwecja i Finlandia zgodnie przeciwstawiły się agresorowi. W europejskich krajach, które jeszcze nie są członkami NATO, są naciski na szybsze przyjęcie. Być może zupełnie niechcący Putin został sprzedawcą polis ubezpieczeniowych NATO.

Europejska reakcja na inwazję Putina stoi w ostrym kontraście do tego, jak Europa reagowała na aneksję (Anschluss) Austrii przez Hitlera w 1938 roku.

Przez 20 lat wilk Putin w przebraniu odgrywał rolę babci Czerwonego Kapturka.

To przebranie umożliwiło mu bezkarnie najechać Gruzję, zdominować Białoruś, masakrować Syryjczyków, wspierać mułłów w Teheranie, anektować Krym, rozbijać się po różnych częściach Afryki, truć ludzi w Europie i próbować zakłócać wybory w kilku krajach atakami w cyberprzestrzeni. Przez cały ten czas niemal jedna czwarta jego dochodów pochodziła ze sprzedaży ropy naftowej i gazu do zachodnich demokracji – ropy i gazu produkowanych dzięki zachodniemu kapitałowi, technologii, zarządzaniu i marketingowi.

Teraz jednak nawet najbardziej naiwni na Zachodzie wiedzą, skąd ta babcia ma takie duże zęby.

Putin myślał, że wymazanie Ukrainy z mapy rzuci świat do jego stóp. Zdarzyło się coś odwrotnego. Nawet Chiny odmówiły otwartego poparcia jego awantury. W momencie, kiedy to piszę, Putin należy do klubu samotnych serc, którego członkami są ajatollah Ali Chamenei w Teheranie, prezydent Aleksander Łukaszenko w Mińsku, birmańskie buciory wojskowe i paru starzejących się marksistów z Ameryki Łacińskiej. W krajach Zachodu wieloletni wielbiciele Putina z lewicy i z prawicy próbują mamrotać nową narrację, by zaciemnić grzeszki swojej przeszłości.

Nawet wielcy ongiś politycy, tacy jak były kanclerz Niemiec, Gerhard Schroeder, i były premier Francji, François Fillon, czują się nieswojo z zarabianiem kokosów na współpracy z oligarchami Putina.

Proponowana przez Putina nowa wersja Paktu Warszawskiego przyciągnęła zaledwie kilku autokratów.

Ukraińska awantura miała także ustanowić Putina w roli odnoszącego sukcesy budowniczego imperium, którego osobista siła i charyzma na zawsze zagwarantuje nieuczciwie zdobyte fortuny zgromadzone przez parudziesięciu oligarchów. Putin miał walczyć i zwyciężyć, podczas gdy oligarchowie i ich młode żony wylegiwali się w słońcu na Francuskiej Riwierze lub kupowali kluby futbolowe w całej Europie. To równanie także przestało się zgadzać. Ukraińska awantura grozi teraz samemu systemowi międzynarodowej korupcji, który pozwalał na takie zdumiewające kariery z nędzy do pieniędzy.

Przez lata przeciętny Rosjanin tolerował sporą dawkę represji Putina, ponieważ autokrata wydawał się trzymać kraj z dala od dużych kłopotów, podczas gdy gospodarka polepszała się dzięki eksportowi energii.

Inwazja może zmienić to wszystko. Rosja zmierza w stronę wielkich kłopotów, podczas gdy kura znosząca złote jaja eksportu energii może złożyć ich mniej. Co gorsza, dumna Rosja może znaleźć się z kapeluszem w ręku w Pekinie, oferując zastawienie gospodarstwa chińskiemu udzielnemu władcy Xi Jinpingowi.

Putin zawsze przechwalał się, że chce zabezpieczyć miejsce dla Rosji u szczytu stołu i odrodzić globalne ambicje przywódcze carów i ich bolszewickich następców. Teraz jednak stracił nawet to krzesło z boku, jakie tu i tam przyznano Rosji, i stał się międzynarodowym pariasem.

Putin może jeszcze zmiażdżyć Ukrainę swoją znacznie przeważającą siłą ognia. Dobrze jednak zrobi, jeśli będzie pamiętał uwagę Winstona Churchilla: “Nie ma pewności w wojnie”.


*Autor pominął tu historyczne i wcale nie łatwe związki Polski z Ukrainą. Przyp. tłum.


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com


The PLO Renounces All Agreements with Israel — and No One Cares

The PLO Renounces All Agreements with Israel — and No One Cares

Maurice Hirsch


PLO leader leader Yasser Arafat. Photo: World Economic Forum.

Speaking after the recent meeting of the Palestinian National Council (PNC), its Deputy Chairman clarified that there is a binding Palestinian decision to “renounce … all agreements with Israel.”

He added that from the point of view of the Palestinian leadership, the Palestinians “have entered a path of resistance in all its forms” — a term that clearly includes the use of violence and terror.

Palestinian National Council Deputy Chairman Ali Faisal: “The decision of the [Palestinian] National Council was a recommendation to the [PLO] Central Council to renounce all the commitments of the Oslo Accords and stop the security coordination [with Israel]. Now there is a binding decision. The Central Council decided to renounce the commitments of all the agreements with the State of Israel, whether by the PLO or the PA. Currently we are outside the path of Oslo, the security coordination, and the economic Paris Agreement, and we have entered a path of resistance in all its forms and a realization of sovereignty.” [emphasis added]

[Official PA TV, “From Beirut,” Feb. 18, 2022]

To understand the ostensible importance of this statement, it is necessary to explain what the PNC is and what authority it carries.

Constitutionally, the PNC is the highest authority in the Palestine Liberation Organization (PLO), and is responsible for formulating its policies and programs.

The PLO Central Council was established by the 11th PNC meeting, in January 1973, as a legislative organ to function when the PNC is not in session and to follow up on and implement its resolutions. Its members are drawn from the PNC (including the entire PLO Executive Committee) and it is chaired by the PNC president.

The Executive Committee is the PLO’s primary executive organ — its “cabinet” — and represents the organization internationally. The Executive Committee answers to the PNC.

In other words, the PNC is the primary and most senior organ of the PLO. Its decisions are binding on the entire organization.

And what impact do decisions of the PNC have on the Palestinian Authority (PA)?

According to the PLO, the PA — created by the Oslo Accords — is merely an interim governing body that functions within, and subjected to, the authority of the PLO. Since the signing of the Oslo Accords, the head of the PLO has also held the position of PA Chairman. Accordingly, to this day, the PLO governing bodies appear to make all the major decisions on behalf of the Palestinians.

When the PLO makes an internal decision to “renounce … all agreements with Israel,” with impact on both the security coordination and economic relations (referred to by Faisal as the “economic Paris Agreement”) between Israel and the PA, that decision should have a binding effect. A decision of that nature, taken by the highest Palestinian source of authority, should not only bind the PLO and the PA, but should also have ramifications vis-à-vis Israel.

Despite the ostensible severity of the PNC decision, nothing on the ground has changed. Neither the PLO nor the PA has announced severing the security coordination, and they certainly did not decide to stop taking the hundreds of millions of dollars of taxes Israel collects every month and gives to the PA.

In stark contrast, in May 2020, Mahmoud Abbas decided alone and then announced the renunciation of all agreements with Israel, including the severing of the security coordination and the refusal to accept the tax income. That decision held for six months, after which the coordination was renewed, and the PA agreed to accept the billions of shekels (over a billion dollars) in tax revenue that had accrued.

PLO declarations aside, the reality is that everyone — including the Palestinians themselves — knows that the PLO is a defunct institution that lacks any real legitimacy. Both the PLO and the PA are run as a de facto dictatorship, in which decisions are made by one person. The PLO only continues to exist thanks to the hundreds of millions of dollars given annually from the PA budget to the “PLO institutions.” No one truly puts any stock in the decisions made by the PLO, and the organization itself is incapable of enforcing the decisions that it and its institutions make.

In a recent report, Palestinian Media Watch concluded that the PLO decision to revoke its recognition of Israel’s right to exist was devoid of any real meaning or influence. That conclusion was based on the fact that the PLO recognition of Israel’s right to exist was always empty. The most dominant organization in the PLO is Fatah. To date, the head of Fatah — first Yasser Arafat, and then Mahmoud Abbas — has been the head of the PLO. The head of the PLO has always been the chairman of the PA. Similar to other PLO members, Fatah never recognized Israel’s right to exist.

For many years, the PLO enjoyed the title of the “sole legitimate representative of the Palestinian people.” That historic role brought Israel to sign peace agreements with the PLO. However, with the passage of time, the reality is that the PLO has lost its unique status. Surveys conducted by the Palestinian Center for Policy and Survey Research show declining Palestinian support for the PLO as the “sole legitimate representative of the Palestinian people.” The March 2019 survey showed that only 54% of those surveyed still viewed the PLO as the “sole legitimate representative” of the Palestinians, down from 69% in 2006.

While the PLO may have renounced all agreements with Israel, the reality is that the PLO is simply irrelevant.


Lt. Col. (res.) Maurice Hirsch, Adv. is the Head of Legal Strategies for Palestinian Media Watch, where a version of this article first appeared.


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com