Archive | April 2022

Coachella Festivalgoers Get Passover Seder Experience With ‘Matzahchella’ Led by Rapper Kosha Dillz

Coachella Festivalgoers Get Passover Seder Experience With ‘Matzahchella’ Led by Rapper Kosha Dillz

Shiryn Ghermezian


Rapper Kosha Dillz, dressed as Moses, leading a Passover seder at Coachella. Photo: @chrism_arts.

Attendees of the 2022 Coachella Valley Music and Arts Festival in Indio, California, this weekend also had the chance to join a Seder for Passover, which began Friday night.

As part of the festival’s Shabbat Tent, the free “Matzahchella” Passover Seders were held on Friday and Saturday night, and hosted by Jewish rapper Kosha Dillz, whose real name is Rami Matan. The 10-minute Seders took place every 30 minutes, and included matzah, charoset, horseradish, boiled eggs and grape juice

“As a musician it is a huge goal of mine to be involved with one the most influential music festivals in the world. Providing to the [Jewish] community is even more important,” Kosha Dillz told The Algemeiner on Monday. “So we all fulfill a need that is there. So many people skip the Seder, but we never do.”

“A lot of people don’t even know what Passover is,” added Dillz, who donned a Moses costume for the occasion. “Many people don’t know what Shabbat is, let alone a Shabbat tent. Some people thought we were dressed as Jesus or Harry Potter. We definitely introduced people to a lot of culture and positive Jewish vibes because we were able to give out free food and drink and provide phone charging. Besides being a Seder haven, the educational part was probably larger.”

Shabbat Tent has appeared at various festivals across the US since 1999, also serving as a “hospitality tent” for concertgoers to rest and charge their phone. Shabbat Tent director Rabbi Yonah Bookstein was on-site at Coachella in previous years, but this year he is in Poland leading Seders for Jewish-Ukrainian refugees.

A Passover Seder was also held at Coachella by Outstanding in the Field, the $275-per-person dinner series that takes nightly in the festival’s VIP section, according to Variety. A partnership with dinner organizers and a grant from a Jewish organization lowered the cost to $75 to partake in the meal, which included a brief candle lighting and prayer ceremony.

Coachella, which falls on Passover every few years, spans two consecutive weekends starting from April 15 through April 24. This year is also the first Coachella since 2019, after back-to-back cancellations due to the COVID-19 pandemic.


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com


Do kogo należały po wojnie osierocone żydowskie dzieci?

Siostry Mina i Liwsza Fuchsberg z Borysowa (fot. archiwum rodzinne)


Do kogo należały po wojnie osierocone żydowskie dzieci?

Anna Bikont


Do kogo należały po wojnie osierocone żydowskie dzieci? Do polskich opiekunów, którzy je przechowali w czasie wojny? Do bliskich i dalekich krewnych, którzy się po nie zgłaszali z zagranicy? Do instytucji żydowskich, które głosiły, że są własnością narodu żydowskiego i że trzeba je odebrać nawet wbrew ich woli?

.

Nie było na to jednej dobrej odpowiedzi.

„W tym przypadku – pisze Marian Turski w przedmowie do książki Lili Fuchsberg „Listy do mojej siostry”– byłem po stronie przybranych rodziców”.

Ten przypadek to rozpisana w listach historia sióstr Fuchsberg z Borysławia. Obie zostały uratowane przez rodzinę Grzegorczyków, ale każda zapamiętała wojnę inaczej. Malutka Liwsza jako Zdzisia (czyli Zdzisława) wyrastała szczęśliwie u boku uwielbiających ją rodziców Heleny i Władysława Grzegorczyków. Nie miała pojęcia, że miała kiedyś innych rodziców. Starsza Mina wszystko wiedziała i dużo widziała. Pamiętała getto w Borysławiu, ukrywanie się z rodzicami i bratem w lesie, śmierć rodziców wskutek denuncjacji i jak ją starszy brat – ona miała wtedy 11, on 13 lat – zaprowadził do Grzegorczyków, gdzie od dwóch miesięcy była już jej młodsza siostra oddana jako niemowlę. Minę ukryli na strychu, gdzie chowali już 17 Żydów. Czasem wieczorami mogła zejść po wąskiej drabinie i pobawić się z młodszą siostrą, która uchodziła za córkę swoich opiekunów.

„Mama mi opowiedziała – pisze 11-letnia Zdzisia do Miny – że jeden raz jedna sąsiadka doniosła do policjanta, że jestem Żydówką i nie jestem ich dzieckiem. On znał Tatę i go uprzedził, a Tato poleciał do niej z siekierą i jej powiedział: »Jak mojemu dziecku spadnie jeden włos z głowy, to twoje zostaną bez głowy!«. A potem szybko mnie ochrzcili na ich nazwisko. To nas uratowało. Tato zawsze mówił: »Niemcy nigdy ze mną nie wygrają!«” (list z 20.06.1953).

Wszyscy ukrywający się u Grzegorczyków przeżyli. Mina wyjechała do Palestyny, Liwsza-Zdzisia została u opiekunów. Ale to nie było oczywiste. Jej ciotka poruszyła niebo i ziemię, żeby odebrać dziewczynkę, uznała, że spełnia wolę ukochanego brata. Sprawa toczyła się w sądach w kolejnych instancjach.

„Jak ciotka Hela złożyła odwołanie do Najwyższego Sądu – pisała Helena Grzegorczyk do Miny – to musieliśmy schować Dzidzię, żeby jej nie ukradła. Władka posadzili do więzienia, bo nie chciał powiedzieć, gdzie schował dziecko! Nasza ucieczka z Nowej Rudy była dla Dzidzi chyba przygodą, bo wyjechaliśmy dorożką i dziecko było schowane pod ławą. Potem pociągiem całą noc do koszarów wojskowych w Radomiu, gdzie mąż mojej siostry jest majorem. (…) Co nam też dużo pomogło na tej rozprawie, to, że nasi przyjaciele Żydzi, którzy się przechowali u nas, świadczyli za nami. A Ty też w końcu wysłałaś zaświadczenie, że się zgadzasz, żeby dziecko wychowywało się u nas. Mimo tej wygranej rozprawy do tej pory się boimy, że ktoś ukradnie nasze dziecko na konto ciotki, tak że kupiliśmy dużego wilczura, co idzie z nią do szkoły i ją nie odstępuje na krok” (list z 20.03.1951).

***

Zdzisia wiedziała, że ma siostrę, która uczy się w Izraelu, ale nie wiedziała, że tam mieszkają Żydzi.

O tym, kim jest, uświadomiła ją – jak to często bywało – życzliwa sąsiadka, która zaczęła ją wyzywać od Żydówek, ale to było już długo po wojnie, w 1952 r.

Mina nigdy nie żałowała, że wyjechała. Zdzisia nigdy nie miała wątpliwości, iż dobrze się stało, że została po wojnie w Polsce i dzięki temu rosła otoczona miłością i troską. Czasami tylko miała dość i myślała o wyjeździe do siostry (ale tylko razem z Grzegorczykami), jak w 1956 r.:

„Miniu, napisz, choć jedno słowo, bo już dłużej nie mogę wytrzymać. Po prostu dostaję szału.

Wiesz chyba, jak straszny jest teraz w Polsce antysemityzm. Ciągle jakieś wypadki, że aż strach. Nusiek już kilkakrotnie nam mówił, żeby wyjechać na stałe i oto niedawno przypadek sprawił, że zdecydowana jestem natychmiast wyjechać. Wolę Cię nie smucić i nie daję opisu. Po prostu już nie mogę wytrzymać, ciągle mi dokuczają, że jestem Żydówką. A po drugie, dlaczego nie mogłybyśmy być razem i dlaczego nie miałabym mieszkać w ojczyźnie, gdzie nikt by mi nie zarzucał mego pochodzenia? Oczywiście powiedziałam o tym Mamusi, ale Mama jeszcze się waha” (list z 30.12.1956).

Jej polska matka nie zdecydowała się na wyjazd do Izraela, więc ona nie wyjechała. Ojciec był gotów, twierdził, że „mógłby do Was jechać pociągiem towarowym, bo tylko w jedną stronę będzie się męczyć, potem ma zamiar zostać już na stałe!” (list z 08.11.1962).

***

Wyemigrowała w późnych latach 60., ale dlatego, że zakochała się i wyjechała za mężem Francuzem do Paryża, gdzie mieszka do dziś. Opisywała siostrze noc po porodzie swego pierwszego dziecka:

„Nie wiem, jak sobie poradziłaś, mając cztery dziewczynki, i czy zaraz myślałaś o naszej MAMIE, która musiała mnie oddać na przechowanie zaledwie kilka tygodni po porodzie. Nie mogę odpędzić o tym mysśli, o JEJ i TATY aresztowaniu, torturach i śmierci. Byłam pewna, że moje szczęście pokryje te wszystkie wspomnienia i zostanie tylko radość, że jestem matką. Ale niestety tej nocy miałam tak straszny koszmar, że muszę Ci go opisać zaraz, bo inaczej z tego się nie wyzwolę, a muszę przecież być zrównoważoną matką. Do tej pory popłakuję i mam dreszcze, zupełnie jakbym była w lodowni. W nocy się zbudziłam stukaniem niemieckich cholew zbliżających się do mnie coraz bliżej i zobaczyłam ich buty przy moim łóżku. Wzięłam szybko dziecko i schowałam się pod łóżko (tak jak Ty byłaś schowana na początku w naszym domu). Tam znalazły mnie rano na pół przytomną pielęgniarki, odebrały dziecko i zadzwoniły po lekarza” (list z 17.09.1973).

***

Do Zdzisi, już wtedy Catherine Ravet, przyjechał zaraz po porodzie Władysław Grzegorczyk.

„Jak przyleciałem do Paryża, Dzidzia już czekała z córeczką. Piąta wnuczka! – pisał do Miny, bo jej cztery córki uważał też za swoje wnuczki. – Może mi nie uwierzysz, ale mówię Ci prawdę, to dziecko jest zupełnie do mnie podobne. A wpatrzona we mnie jak w obrazek i jak ją biorę na ręce, zaraz się uśmiecha. (…) Mówię Ci, Minciu, nie ma nic lepszego na świecie jak niemowlak na rękach. Moja kochana Minciu, na pewno pamiętasz, jak byłaś u nas ukrywana, to zawsze Ci mówiłem: »Wszystko będzie dobrze, oni z nami nie wygrają«. I teraz widzisz, to prawda, obie siostry macie rodzinę i dzieci, a ja mam piękne wnuczki. Władek, co was kocha” (30.10.1973).

Możemy przeczytać tylko listy, które Zdzisia i jej polscy rodzice wysyłali do Miny, trzymała je w swoim domu w kibucu Gan Shmuel w pudełku na buty. Grzegorczykowie przechowywali listy Miny w drewnianym szkatułkowym pudełku, na który połasili się złodzieje, gdy kiedyś ogołocili ich dom, i tak listy przepadły. Co za strata!

„Kiedy dostałem te listy do ręki, nie mogłem się od nich oderwać. Aż do świtu czytałem je ze ściśniętym gardłem – pisze Marian Turski. – To najlepsza z powieści, jakie ostatnio czytałem, to najsilniejszy z dramatów, jakie ostatnio widziałem”.

Tylko się pod tym podpisać.

Lili Fuchsberg
Listy do mojej siostry 19461973
Austeria, 2021

Lili Fuchsberg, Listy do mojej siostry 1946-1973Lili Fuchsberg, Listy do mojej siostry 1946-1973 Austeria


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com


Why does NYC still honor two French Nazi collaborators? – opinion

Why does NYC still honor two French Nazi collaborators? – opinion

MENACHEM Z. ROSENSAFT/JTA


Two people honored by New York City were accused of dispatching tens of thousands of people to be killed in gas chambers.

A Nazi armband with a swastika displayed in the Deutsches Historisches Museum, Berlin, Germany / (photo credit: Wikimedia Commons)

Statues of Presidents Thomas Jefferson and Theodore Roosevelt were recently removed from, respectively, the New York City Council chamber at City Hall and the entrance to the American Museum of Natural History on Central Park West. Municipal officials, acting amidst a wave of sensitivity to historical slights, noted Jefferson’s role as a slaveholder and the Roosevelt statue’s demeaning depiction of Native Americans.

Regardless of their shortcomings, neither US president has ever been accused of dispatching tens of thousands of people to be killed in gas chambers. But two people honored by New York City have been.

For most of the past two decades, plaques honoring Philippe Pétain and Pierre Laval, under whose watch as leaders of the Hitler-allied Vichy regime approximately 77,000 Jews living in France were murdered, have been on prominent display in New York City.

The Pétain/Laval government promulgated draconian antisemitic laws, “aryanized” or seized Jewish property and rounded up thousands of Jews for deportation from France to Nazi death camps in German-occupied Poland.

Yet black granite markers engraved with Pétain’s and Laval’s names remain untouched on Broadway’s Canyon of Heroes in lower Manhattan.

The Pétain and Laval plaques and 204 others embedded in the sidewalks between Battery Park and Chambers Street commemorate individuals and groups celebrated with ticker-tape parades beginning in 1886. On Oct. 22, 1931, Laval, then prime minister of France, starred in his parade. Four days later, Marshal Pétain, the French army’s commander-in-chief at the end of World War I, was escorted up Broadway by 2,000 uniformed men and three bands.

At that time, neither of them had yet descended into ignominy; that happened during World War II. Both were tried for treason in 1945, found guilty and sentenced to death. Laval was executed but Pétain’s sentence was commuted to life imprisonment.

The plaques, however, were installed in 2004 — not 1931 — by which time Pétain and Laval had been notorious for over 60 years. Imposing these blights on the New York City landscape in the first place didn’t appear to ring alarm bells — a fact that speaks volumes in and of itself.

Serge Klarsfeld, one of France’s most prominent authorities on the Holocaust, revealed in 2010 that Pétain, the chief of state of Vichy France from 1940 until 1944, had personally and significantly worsened conditions for Jews in France: A draft of his government’s first Law on the Status of the Jews (“Statut des Juifs”) of October 1940, which defined who was Jewish and which excluded Jews from large segments of French public life, included Pétain’s handwritten notations making the law ever more strict.

For his part, Laval, the head of the Vichy government, told German and other correspondents at a news conference in September 1942 that he intended to continue deporting alien Jews — that is, refugees and other Jews who did not hold French citizenship — from France. “No man and nothing,” Laval declared, “can sway me from my determination to rid France of alien Jews and send them back where they came from.”

What’s more, while most of the Jews sent from France to the Nazi death camps were indeed foreign or stateless Jews, large numbers of native French Jews were deported and killed as well.

Symbolism matters. A lot. And for better or worse, Pétain and Laval have come to epitomize Nazi collaboration at its worst. In France, no one except for ultra-right political extremists like Éric Zemmour — a reactionary (and, unfortunately, Jewish) fringe candidate who finished a distant fourth in Sunday’s first round of French presidential elections — wants to have anything to do with either of them. The last French street bearing Pétain’s name, in the village of Tremblois-lès-Carignan, was renamed in 2011.

In 2017, with Confederate monuments coming down across the United States, attempts were made to have the Pétain and Laval plaques removed from Lower Manhattan. At first, then-Mayor Bill de Blasio agreed, tweeting that “the commemoration for Nazi collaborator Philippe Pétain in the Canyon of Heroes will be one of the first we remove.”

His resolve did not last. In January 2018, the Mayoral Advisory Commission on City Art, Monuments, and Markers recommended that the Pétain plaque should stay where it is, arguing that “if a marker is accurate, and not celebratory of egregious values or actions, it should not be removed.”

The commission did throw a bone of sorts to those who were offended by the Pétain plaque. It suggested “re-contextualizing” it by adding explanatory texts so as to “reframe” the markers “as a teachable moment.” It is not clear whether the commission discussed the Laval plaque at all.

Four years later, not only are the Pétain and Laval markers still there, but no “contextualizing” content has been added. These two Holocaust enablers with blood on their hands continue to receive equal billing with the likes of Winston Churchill, Dwight D. Eisenhower, David Ben-Gurion, Queen Elizabeth II, Charles de Gaulle and Nelson Mandela.

I am not taking issue here with the removal of the Jefferson and Roosevelt statues. But if they were taken away, what possible rationale can there be for not doing the same to the Pétain and Laval plaques?

Petain and Laval, incidentally, are not the only World War II villains to be glorified in the United States. The Von Braun Center in Huntsville, Alabama, is named for Wernher von Braun, who, prior to reinventing himself as a key architect of the American space program in the 1950s and 1960s, was a Nazi major who lethally exploited inmates at the Dora-Mittelbau concentration camp to manufacture the Third Reich’s V-2 ballistic missiles. A large bust of von Braun stands prominently outside NASA’s Marshall Space Flight Center, also in Huntsville. My father, who was imprisoned at Dora for several months, said that conditions there were worse than he experienced at Auschwitz.

As the son of two survivors of Auschwitz and Bergen-Belsen, I urge Mayor Eric Adams to take a fresh, hard look at the obscenity of heroizing two antisemitic Nazi collaborators on the streets of New York City, and fervently hope that he will have these markers removed without further delay. It’s the morally right thing to do.


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com


Liev Schreiber to Star in Series on Dutch Woman Who Sheltered Anne Frank’s Family During Holocaust

Liev Schreiber to Star in Series on Dutch Woman Who Sheltered Anne Frank’s Family During Holocaust

Shiryn Ghermezian


Actor Liev Schreiber. Photo: Gage Skidmore/Wikimedia Commons.

Jewish actor Liev Schreiber will co-star in an upcoming Disney+ and National Geographic limited series about the true story of Miep Gies, the Dutch woman who sheltered Anne Frank and her family during World War II and also hid the young Holocaust victim’s diary from the Nazis.

Schrieber will play Otto Frank, Anne’s father, in the upcoming series “A Small Light,” which will also star Joe Cole (“Peaky Blinders”) and Jewish actress Bel Powley (“The Diary of a Teenage Girl”) in the lead role, according to Deadline. The eight-episode series is being backed by ABC Signature and Israel’s Keshet Studios. Work will begin on the limited series over the summer in Prague and Amsterdam.

Powley will play Gies, Otto’s faithful secretary who agreed to hide him and his family from the Nazis in Amsterdam. Gies and her husband Jan (played by Cole) cared for the Franks and four others as they hid for two years in a secret annex in the attic of Otto’s company Opekta. The couple told no one of their efforts while living under Nazi occupation in the Netherlands, as they coped with the struggles of daily life and a new marriage.

Gies found Anne’s diary after the Frank family was arrested by the Nazis, and kept it until she could return it to Otto after World War II. Otto was the only member of his family to survive the Holocaust.

The show’s title references a quotation by Miep, who said, “I don’t like being called a hero because no one should ever think you have to be special to help others. Even an ordinary secretary or a housewife or a teenager can turn on a small light in a dark room.” She died in 2010 at the age of 100.

The series’ co-writers, “Grey’s Anatomy” veterans Joan Rater and Tony Phelan, will also serve as co-executive producers and showrunners, according to Deadline. Susanna Fogel will direct the pilot and other episodes, and will executive producer with Keshet Studios’ Peter Traugott; Keshet International’s Alon Shtruzman; and Keshet Media Group’s Avi Nir.


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com


Gdzie się podziały kobiety?

Gdzie się podziały kobiety?

RABINKA AVI STRAUSBERG
Przekład: Jola Rożyło


HAGADA TO ZBIÓR ANEGDOT O LUDZIACH OPOWIADAJĄCYCH O WYJŚCIU IZRAELITÓW Z EGIPTU. JEST TO NAJWAŻNIEJSZY ELEMENT ŻYDOWSKIEJ NARRACJI, A MIMO TO KOBIETY NIE POJAWIAJĄ SIĘ TUTAJ ANI JAKO BOHATERKI, ANI GAWĘDZIARKI. PO PROSTU ICH NIE MA. JEŚLI RZECZYWIŚCIE TAK JEST, ŻE „CZŁOWIEK BEZ HISTORII NIE ISTNIEJE”, TO HAGADY NA PESACH OPOWIADAJĄ O WYDARZENIU, W KTÓRYM UDZIAŁ KOBIECYCH BOHATEREK JEST ZUPEŁNIE NIEISTOTNY. 

Hagada na Pesach uczy, że w każdym pokoleniu człowiek powinien postrzegać siebie tak, jak gdyby sam wyszedł z Egiptu. Spełniamy to przykazanie między innymi poprzez przypominanie co roku historii Exodusu, stanowiącej centralny punkt Hagady. Pesach to czas, kiedy wspólnie tworzymy naszą narrację. Opowiadając ją wciąż na nowo, próbujemy znaleźć swoje miejsce w długim łańcuchu dziejów. Nasza historia nie tylko pokazuje, kim jesteśmy naprawdę, ale i kształtuje naszą tożsamość. Podczas jednej z konferencji TED reżyser Shekhar Kapur powiedział: „Historie to my. Jesteś historiami, które opowiadamy. W tym wszechświecie, w tym momencie dziejów, zmagając się z niewiedzą na temat tego, czy w ogóle jesteśmy i po co jesteśmy, historie, które sobie opowiadamy, definiują potencjał naszego istnienia”.

Opowieści stanowią ramy naszej egzystencji. Inspirują do tego, abyśmy spróbowali sprostać ambitnej narracji, ale też nakreślają granice naszego świata. Dlatego w tym roku, przywołując tę najważniejszą z historii, zwróćmy uwagę na to, co mówi ona o nas samych.

Hagada to zbiór anegdot o ludziach opowiadających o wyjściu Izraelitów z Egiptu. Jest to najważniejszy element żydowskiej narracji, a mimo to kobiety nie pojawiają się tutaj ani jako bohaterki, ani gawędziarki. Po prostu ich nie ma. Kapur mówił w swoim wykładzie: „Człowiek bez historii nie istnieje”. Jeśli rzeczywiście tak jest, to Hagady na Pesach opowiadają o wydarzeniu, w którym udział kobiecych bohaterek jest zupełnie nieistotny. 

Nie możemy na to pozwolić. Musimy oddać kobietom głos i wskazać ich miejsce w historii Exodusu. Choć są nieobecne w Hagadzie, dużo mówi się o nich w Torze i rabinicznych komentarzach. Mojżesz dożywa dnia, w którym staje się przywódcą narodu żydowskiego, tylko dzięki odwadze swojej matki Jochewed i siostry Miriam (Szemot 2:2-4). Córka faraona, wyraźnie sprzeciwiając się nakazom ojca, ratuje porzucone w wodach Nilu żydowskie dziecko (Szemot 2:5-10). Położne Szifra i Pua, wbrew dekretowi wydanemu przez faraona, nie pozwalają dzieciom umrzeć i zapewniają im odpowiednią opiekę (Szemot 1:15-20). Dlaczego historie Miriam, Jochewed, położnych i córki faraona nie trafiły do Hagady? Co możemy zrobić, aby oddać tym kobietom głos?

Pierwszym i najtrudniejszym krokiem do zmiany jest usłyszenie ciszy. Łatwo jest czytać co roku tę samą Hagadę (lub inne żydowskie teksty), nie zdając sobie sprawy z tego, że wymazano z nich bohaterki. Trzeba się naprawdę postarać, żeby zauważyć tę nieobecność. Później przychodzi czas na opowiedzenie ich historii. Mój ulubiony werset opisujący rolę kobiet w wyjściu ludu Izraela z Egiptu pochodzi z traktatu Sota w Talmudzie Babilońskim i brzmi: „Przez zasługi prawych kobiet z tego pokolenia naród żydowski został uratowany z Egiptu” (11b).

Zaraz zaraz. W Hagadzie nie wspomina się w ogóle o kobietach, a oto rabi Awira, autor komentarza, przypisuje im odkupienie całego narodu żydowskiego? W jaki sposób kobiety przyczyniły się do tego, że Bóg wyciągnął ku Izraelitom zbawienną dłoń? W kolejnym fragmencie Awira wyjaśnia, że w owym czasie Hebrajczycy każdego dnia wracali do domu załamani i wyczerpani ciężką niewolniczą pracą. Wydawałoby się, że w takiej sytuacji nie ma miejsca na snucie wizji o przyszłych pokoleniach – trzeba myśleć o tym, jak przetrwać każdy kolejny dzień. Kobiety potrafiły jednak spojrzeć w przyszłość. Codziennie chodziły nad rzekę i wracały z dzbanami wypełnionymi wodą i rybami. Po powrocie stawiały na ogniu dwa naczynia – w jednym grzały wodę, a w drugim przyrządzały ryby. Następnie kąpały swoich mężów, nacierały ich olejkami i karmiły. Dzięki tym pełnym miłości praktykom mężowie kochali się ze swoimi żonami, a te zachodziły w ciążę. Gdy nadchodził czas porodu, te silne kobiety szły pod jabłoń, a Święty Błogosławiony posyłał im anioła pełniącego funkcję położnej. Dzieci, które rodziły się z tych związków, były silne jak ich rodzice. Gdy dowiedzieli się o tym Egipcjanie, postanowili zabić każde narodzone pod jabłonią niemowlę. Ziemia jednak rozstępowała się i pochłaniała noworodki, aby uchronić je przed niebezpieczeństwem. Gdy zagrożenie mijało, ziemia znów się otwierała, a dzieci wychodziły z niej jak źdźbła trawy, dorastały i wracały do domu niczym stada owiec – zdrowe i liczne.

Midraszowa interpretacja rabiego Awiry nie tylko przypisuje kobietom ocalenie całego pokolenia Żydów, ale też przedstawia je jako silne i niezależne. Są w stanie znaleźć nadzieję i podjąć działania w momencie, w którym inni załamują ręce. Są opiekunkami, położnymi, niezwykle istotnymi bohaterkami, które same piszą historię swojego wybawienia. Tak jak Miriam i Jochewed znajdują sposób, aby przechytrzyć faraona i uratować Mojżesza, tak Izraelitki dzięki swej pracy dają początek nowemu pokoleniu, które wyłania się z ziemi jak trawy na polach. Szifra i Pua nie podporządkowują się woli faraona i własnymi rękami pomagają przyjść na świat dzieciom. Podobnie Izraelitki rodzą dzieci pod jabłonią.

Wszystko to – przetrwanie narodu, podtrzymanie nadziei i siły – dzięki kobietom, które mimo przerażających okoliczności były w stanie spojrzeć w przyszłość. Talmud i źródła rabiniczne pełne są opowieści o sile, wytrzymałości i zbawiennej mocy kobiet. Nauka rabiego Awiry jest tylko jednym z przykładów. Ponieważ autorzy Hagady nie uznali za stosowne, aby uczynić te historie częścią narracji, to na nas spoczywa obowiązek zapewnienia bohaterkom odpowiedniego miejsca w świątecznej opowieści. Dr Judith Plaskow pisała: „Potrzeba feministycznego judaizmu zaczyna się od słuchania ciszy; od zauważenia nieobecności kobiet i wykluczenia ich doświadczenia z opisu sił kształtujących żydowską tradycję”. Spróbujmy więc wsłuchać się w tę ciszę w naszych Hagadach. Później musimy już tylko trochę poszperać w Torze i midraszach, aby odkryć ukryte tam bogactwo kobiecego doświadczenia. Niech w tym roku historie i głosy biblijnych kobiet wybrzmią przy sederowym stole. 

Pesach to czas kreatywnych poszukiwań. Oprócz czytanej co roku Hagady możemy znaleźć wiele różnych hagadot, które pozwolą nam podkreślić mniej oczywiste elementy historii wyjścia z Egiptu. Jeśli nie możemy znaleźć Hagady, która spełni nasze oczekiwania, stwórzmy własną – taką, która stawia ważne dla nas pytania. Wystarczy, że położymy na sederowym talerzu pomarańczę[1] – symbol integracji z mniejszościami seksualnymi – albo przygotujemy mocną herbatą – symbol siły kobiet w Egipcie[2]. Obok kielicha Eliasza postawmy kielich Miriam, świętując tym samym jej odwagę w dniu, w którym uratowała brata, i kiedy swoją pieśnią przeprowadziła Izraelitki przez Morze Czerwone[3]. Najważniejsze jednak, aby przywrócić kobietom ich miejsce w historii wyjścia z Egiptu. Przypominając sobie w tym roku historię niewoli i wyprowadzenia z niej Izraelitów Boską ręką, włączmy do naszej opowieści midrasz rabiego Awiry albo współczesne midrasze pisane przez kobiety. Jeśli rzeczywiście jesteśmy historiami, które opowiadamy, zastanówmy się podczas Pesach, jakimi ludźmi chcemy być. 


PRZEKAŻ DAROWIZNĘ

Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com