Archive | June 2023

On This Day: Jews allowed to live in Kyiv 221 years ago by tsar’s orders

On This Day: Jews allowed to live in Kyiv 221 years ago by tsar’s orders

AARON REICH


The resettling of Jews in Kyiv marked the rebirth of the city’s historic Jewish community, which would become one of the biggest in Ukraine.
.

Catherine the Great /  (photo credit: PIXABAY)

June 23, 1794 marks 229 years since Tsar Catherine the Great of Russia allowed Jews to resettle in the city of Kyiv, then known as Kiev, in what is now Ukraine.

The resettling of Jews in Kyiv marked the rebirth of the city’s historic Jewish community, which would become one of the biggest in Ukraine. 

The city’s Jewish population would swell to well over 200,000 until it was dramatically slashed during the Holocaust.

The history of the Jews in Kyiv

Jewish history in Kyiv is heavily tied to the city itself, with an early 10th-century Hebrew-language letter sent either by or to the Jewish community being the oldest recorded usage of the city’s name in history.

Later historic accounts have corroborated the presence of a Jewish community in the city, though its population would fluctuate over the years as control over the city changed hands, culminating with the brutal slaughter of the community during the Khmelnytsky Uprising.

Bogdan Khmelnytsky Statue in Ukraine (credit: FLICKR)

Fortune for the Jews began to change in the late 1700s. At the time, Jews were allowed to live in Poland, but Poland was soon partitioned, first in 1772 and again in 1793, which saw huge swathes of territory taken by Russia – and with it, all the Jews who lived there. 

In response, Tsar Catherine the Great decided to grant Jews more freedom of movement and residence, though still confining them to a specific area, which became known as the Pale of Settlement. This allowed for more rapid settlement of Russia’s newly conquered lands. 

But not all of the large cities in the Pale were welcoming to Jews, with Kyiv being one of them.

But on June 23, 1794, that changed. Here, the tsar signed a decree expanding the Pale and therefore rights of Jewish residency to Kyiv, Minsk, Podolia, and numerous other provinces. Finally, Jews were allowed to resettle in the city.

Barring a brief expulsion some 40 years later, the Jewish community in Kyiv was entrenched and continued to grow.

Tragedy would strike the community, however, such as brutal pogroms following the assassination of Tsar Alexander II, for which some blamed the Jews, as well as some pogroms after the end of World War I. However, its population would still flourish, up until it was devastated during the Holocaust.

Today, Kyiv still has a Jewish community, with it having grown after Ukraine achieved independence after the collapse of the Soviet Union. 

Prior to the Russian invasion of Ukraine, the city was home to some 40,000 Jews.


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com


145 lat temu urodził się Ferdynand Ossendowski – demaskator totalitaryzmu komunistycznego

Ferdynand Ossendowski. Fot. NAC

145 lat temu, 27 maja 1878 r., urodził się Ferdynand Antoni Ossendowski. Pisarz, podróżnik, awanturnik, jeden z pierwszych polskich demaskatorów systemu sowieckiego oraz kulisów rewolucji bolszewickiej. W PRL „skazany na zapomnienie”.



145 lat temu urodził się Ferdynand Ossendowski – demaskator totalitaryzmu komunistycznego

Michał Szukała


Urodził się w rodzinnym majątku w okolicach Witebska na dzisiejszej Białorusi, ale najwcześniejszą młodość spędził w Kamieńcu Podolskim, dokąd przeprowadzili się rodzice. Naukę rozpoczął w Petersburgu. Brał udział w różnych akademickich sprzysiężeniach przeciwko władzy carskiej. Kiedy studiował nauki przyrodnicze, zaproponowano mu udział w ekspedycjach badawczych na Kaukaz, w okolice Bajkału, a nawet do Japonii i Indii. Po powrocie z wyprawy nie zaprzestał jednak udziału w manifestacjach. Śledzony przez ochranę, nie chcąc trafić na Syberię tym razem jako więzień, uciekł z Rosji i kontynuował studia na paryskiej Sorbonie.

Po ich zakończeniu powrócił do Rosji i podjął pracę na Uniwersytecie Technicznym w syberyjskim Tomsku. Za uczestnictwo w protestach podczas wojny rosyjsko-japońskiej został jednak zatrzymany i – zgodnie z ówczesnym prawem wojennym – skazany na karę śmierci, zamienioną ostatecznie na półtora roku więzienia, którą odsiedział. Kiedy opuszczał celę w 1905 r. przez imperium przechodziła pierwsza fala rewolucyjna. W chaosie tamtych wydarzeń uniknął ponownego aresztowania i zamieszkał w Kijowie.

Prof. Paweł Wieczorkiewicz: Wśród wielu prób zgłębienia leninowskiego fenomenu największe powodzenie miały przed II wojną światową dwie książki pisane niemal na gorąco: włoskiego dziennikarza i publicysty Curzia Malapartego i właśnie Antoniego Ossendowskiego. Ta ostatnia w modnym wówczas gatunku powieści biograficznej, szeroko i szczerze, bez lukru i niezdrowej fascynacji.

Początkowo pracował jako robotnik, później zarabiał na życie dziennikarstwem. W tej roli często bywał w Petersburgu, miał więc okazję widzieć narodziny bolszewizmu, przeciwko któremu odruchowo buntował się od początku. W Petersburgu zobaczył również samą rewolucję, pierwsze represje i krew na ulicach. W 1918 r. uciekł z Petersburga, pojechał znów na Syberię, gdzie przyłączył się do „białej” armii Aleksandra Kołczaka. Doświadczenie sowieckiej dyktatury sprawiło, że antykomunizm stał się jednym z najważniejszych elementów jego rysu intelektualnego.

W nigdy niewyjaśnionych w pełni okolicznościach Ossendowski wszedł w posiadanie dokumentów amerykańskiego ambasadora w Rosji Edgara Sissona, świadczących, że przyjazd Lenina był zorganizowany przez rząd niemiecki, a także o tym, że właśnie z Niemiec płynęły pieniądze na pierwszą fazę rewolucji. Sean McMeekin, autor „Rewolucji rosyjskiej. Nowej historii” obliczył, że Niemcy sfinansowały działalność bolszewików kwotą około 50 milionów ówczesnych marek. Głównym narzędziem destabilizacji carskiej Rosji był Lenin, w którym Niemcy słusznie widzieli przywódcę mogącego dokonać skutecznego przewrotu.

Po klęsce wojsk generała Aleksandra Kołczaka Ossendowskiemu udało się dotrzeć do Mongolii. Nie bez przygód – swoją samotną zazwyczaj podróż po syberyjskich bezdrożach opisał w swojej bodaj najgłośniejszej książce „Przez kraj ludzi, zwierząt i bogów”. Pisał tam: „Przybywszy do tego miasta [Urga, dziś Ułan Bator – przyp. aut.], od razu pogrążyliśmy się w wir namiętnej polityki. Właśnie powstało poruszenie wśród Mongołów doprowadzonych do rozpaczy uciskiem chińskich władz, które pastwiły się nad nimi. Rosyjscy koloniści podzielili się na partie i prowadzili z sobą zażarty spór, w Mongolii Wschodniej na czele rosyjsko-mongolskich wojsk walczył z Chińczykami buddysta, Niemiec, rosyjski generał, baron Ungern von Sternberg, broniący niepodległości Mongolii i cesarskich praw +Żywego Boga+. Rosyjscy oficerowie-uciekinierzy skupiali się w oddziały, przygotowując powstanie przeciwko bolszewikom na Syberii; mongolskie władze na ogół bardzo przychylnie patrzyły na te oddziały, lecz za to chińscy urzędnicy prześladowali i gnębili Rosjan, a wraz z nimi innych cudzoziemców. Sowiecki rząd, zaniepokojony mobilizacją Rosjan-uciekinierów, posuwał coraz dalej w głąb Mongolii swoje wojska, a chińscy gubernatorzy chętnie wchodzili w jakieś tajne umowy z bolszewickimi komisarzami”.

W rzeczywistości baron nazywał się Roman Ungern-Sternberg i był dowódcą Azjatyckiej Dywizji Konnej, która rzeczywiście do 1921 r. bardzo skutecznie walczyła z bolszewikami. Ossendowski zapomniał jednak dodać, że miał on przydomek „Krwawy Baron” lub w innej wersji „Szalony Baron”, a to z powodu wielu mordów, okaleczeń i rabunków, jakich dokonywał. Po jego śmierci, a zginął rozstrzelany przez bolszewików właśnie w 1921 r., w Mongolii zarządzono modlitwy za jego duszę, dodając, że „z pewnością będą one potrzebne”. Nie do końca wiadomo, jaką rolę spełniał u jego boku Ossendowski, a niewiedza ta dała początek legendom głoszącym, iż Polak jedyny znał lokalizację zrabowanych przez barona kosztowności. Pewne jest natomiast, że pisarz nie był świadkiem śmierci Ungerna. Już bowiem w 1920 r. przebywał w Nowym Jorku, gdzie kończył pisanie „Przez kraj ludzi, zwierząt i bogów”.

Najgłośniejsza książka Ossendowskiego wyłamywała się z awanturniczo-podróżniczej konwencji jego narracji. W 1930 r. opublikował fabularyzowaną biografię Lenina. Celem Ossendowskiego była dekonstrukcja kultu bolszewickiego zbrodniarza oraz faktycznych celów partii bolszewickiej, która obiecywała „lepszy świat”. 

Ta książka przyniosła Ossendowskiemu fortunę i sławę. Od momentu ukazania się w 1922 r. w Nowym Jorku i rok później w Londynie i w Warszawie została przetłumaczona na dziewiętnaście języków (nawiasem mówiąc, sam pisarz znał siedem). Aż takiego sukcesu nie odniosła już żadna z blisko osiemdziesięciu kolejnych książek, które napisał po powrocie do Polski w 1922 r., choć sprzedawały się doskonale, a sam Ossendowski był w recenzjach zestawiany z Karolem Mayem czy Rudyardem Kiplingiem. Łączny nakład jego dzieł przekroczył na świecie liczbę 80 mln egzemplarzy. Jest drugim, po Henryku Sienkiewiczu, najczęściej tłumaczonym polskim pisarzem.

Dużym powodzeniem cieszył się także wydany w 1923 r. zbiór felietonów „Cień ponurego Wschodu”, którego ambicją było stworzenie rysu mentalności mieszkańców imperium carów i bolszewików. „Lekceważenie i poniewieranie kobiety — matki i żony, upadek moralności rodzinnej, zachłanność polityczna, brak łączności społecznej, przepaść pomiędzy inteligencją a ludem, demokratyzm w formie idealizmu lub chamstwa duchowego, wybujałość nienawiści klasowej, duch mordu i rabunku, obojętność lub nierealność zasad religijnych, zabobony, resztki kultury XIII–XIV wieku, serwilizm i niemoralność społeczna są tymi ujemnymi cechami Wschodu” – pisał Ossendowski. Książka był także rozprawą z obecnym na zachodzie mitem „duszy rosyjskiej”. Ossendowski jednoznacznie odrzuca tę perspektywę i skupia się na najmroczniejszych przejawach „wschodniego” myślenia Rosjan.

Najgłośniejsza książka Ossendowskiego wyłamywała się z awanturniczo-podróżniczej konwencji jego narracji. W 1930 r. opublikował fabularyzowaną biografię Lenina. Celem Ossendowskiego była dekonstrukcja kultu bolszewickiego zbrodniarza oraz faktycznych celów partii bolszewickiej, która obiecywała „lepszy świat”. Głównym orężem retorycznym Ossendowskiego był czarny humor. „Myślałem, że pan dąży do rewolucji, aby wstrząsnąć zmaterializowanym, mieszczańskim światem i utorować drogę dla ducha… Tak myślałem… Tymczasem pan marzy o bandytyzmie na wszechświatową skalę. To straszne!” – mówił jeden z rozczarowanych Leninem przedstawicieli świata zachodu.

Ossendowski przed śmiercią zniszczył swoje archiwum, które byłoby dla historyków prawdziwym skarbem.

Ossendowski został śmiertelnym wrogiem reżimu sowieckiego. Przyczyny tej nienawiści wyjaśniał historyk prof. Paweł Wieczorkiewicz: „Wśród wielu prób zgłębienia leninowskiego fenomenu największe powodzenie miały przed II wojną światową dwie książki pisane niemal na gorąco: włoskiego dziennikarza i publicysty Curzia Malapartego i właśnie Antoniego Ossendowskiego. Ta ostatnia w modnym wówczas gatunku powieści biograficznej, szeroko i szczerze, bez lukru i niezdrowej fascynacji […] przedstawia piekło rosyjskiej rewolucji i wojny domowej. Ossendowski miał tę przewagę nad innymi, że czasy te przeżył w Rosji, co prawda w szeregach białych. Dlatego jego książka tchnie prawdą i autentyzmem nawet tam, gdzie opisywał najbardziej wynaturzone praktyki złowrogiej tajnej policji, Czeki”.

W czasie II wojny światowej Ossendowski był członkiem podziemnego Stronnictwa Narodowego. Zmarł 3 stycznia 1945 r. w Grodzisku Mazowieckim. Śmierć najprawdopodobniej zaoszczędziła mu cierpień z rąk NKWD, które dopuściło się nawet rozkopania jego grobu, aby potwierdzić, czy pisarz rzeczywiście umarł. Wokół śmierci Ossendowskiego narosło wiele fantastycznych opowieści. Dzień przed śmiercią jego dom w Żółwinie koło Grodziska Mazowieckiego odwiedził niemiecki oficer, który miał być wnukiem barona von Ungern-Sternberg. Miał zaproponować Ossendowskiemu wspólne poszukiwania skarbu Krwawego Barona pozostawionego w Mongolii. To wydarzenie z 2 stycznia 1945 r. miało być spełnieniem przepowiedni buddyjskiego lamy, który w jednej z mongolskich wiosek wyjawił datę śmierci barona i zapowiedział, że Ossendowski umrze, gdy baron mu o tym przypomni. Ossendowski przed śmiercią zniszczył swoje archiwum, które byłoby dla historyków prawdziwym skarbem.(PAP)


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com


How Distorted Reporting Leads to Hatred of Israel

How Distorted Reporting Leads to Hatred of Israel

Sabrina Soffer


Christiane Amanpour on the May 22, 2023, episode of her CNN show “Amanpour.” Photo: Screenshot

The Jewish nation has long been the subject of the mainstream media’s criticism and condemnation. When CNN’s Christiane Amanpour calls the terrorizing murder of the Israeli-British Dee family a “shootout,” and The Washington Post releases a front-page exclusive on the Israeli Defense Force’s “deadly tactics” seriously lacking in context, I ask myself about the intentions of such distortions. (Amanpour later apologized for her comments after a strong backlash).

When it comes to the media, is naivete and ignorance about Israel at play? Or is it a deliberate attempt to promote some other, perhaps more sinister, agenda? No matter the motive, distorting and demonizing the Jewish collective never turns out well for Jews and non-Jews alike.

Most news consumers outside Israel have limited knowledge of the reality on the ground. Headlines often paint Israel as an imperialistic, draconian, or militaristic regime — which is far from the truth.

The media’s distortions about Israel contribute to the dissemination of spurious allegations that echo infamous antisemitic works like “The Protocols of the Elders of Zion.”

Egypt worked with chief Nazi propagandist Joseph Gobbels’s right-hand, Johann Von Leers, to create anti-Israel propaganda. Indeed, the accusations of “Israel equals imperialism” or “Israel thrives on Jewish supremacy for world domination” originate from the most sinister propagandists of human history. They trace back to the ancient Christian blood-libel that continues to haunt the Jewish people and the communities they inhabit, mostly outside of Israel.

When libel peppers the mainstream news, it gains the legitimacy associated with reputable media outlets. Front-page headlines that misrepresent reality are taken as fact, and sway the global public toward beliefs that harm Israel and Jews worldwide. It is compounded by support for the blatantly antisemitic Boycott, Divestment and Sanctions (BDS) movement against Israel, and dissuades opportunities for partnership with Israel’s Palestinian neighbors.

About a month ago, I read The Washington Post exclusive report, “Israeli agents conducted raid against militants in civilian area, killing a child: Videos from a March 16 raid in Jenin show increasingly deadly tactics by Israeli officers.”

The report was a scrupulous minute-by-minute 3D-graphic reconstruction of the IDF’s military operation, focused on the death of Omar Awadin, 14, during the raid.

The article can be summed up as a multi-count indictment of Israel’s military — the IDF. Its lack of context and information about the violent cycles of terror inflicted upon innocent Israeli civilians is astounding. I cannot help but conclude that the authors (along with their editors) aimed squarely at demonizing Israel and its defense forces. Ignoring the elephant in the room–namely the never-ending waves of Palestinian terror, political factionalism, and its authorities’ oppression of its own people — is irresponsible and galling.

Deaths of innocent civilians like Omar Awadin’s are heartbreaking. The key difference here is that the Israeli military does everything it can to prevent civilians from dying — whereas Palestinian terror groups (and the governments that support them) actually try to kill civilians as part of their war against Israel.

The Post report failed to emphasize that the IDF’s operation targeted Hamas and Palestinian Islamic Jihad (PIJ) militants, such as Nidal Hazem, an active bomb producer, and Abdel Fattah Hussein Kharousha, responsible for the killings of the Yaniv brothers in February. Prior to the raid, the IDF went to great lengths to caution Jenin residents about its operation, in order to minimize civilian harm.

Indeed, the IDF’s restraint involves the notion of tohar haneshek, Hebrew for “purity of arms.” This principle is embedded into the IDF’s code of ethics, which has shaped its values of “self-control in use of armed force without including unnecessary injury to human life or limb; dignity or property of both soldiers and civilians with special consideration for the defenseless” at all times.

During the IDF’s Shield and Arrow operation last month, Israeli forces aborted a strike against PIJ terrorists housed in a residential building, having found a child in the target’s vicinity.

Other important facts missed entirely in the Post’s reporting is that Hamas and PIJ are internationally-recognized terrorist organizations. Backed by Iran with weapons and a 700-million dollar annual budget, their explicit mission is to “wipe out the Jewish state.” They also use their own citizens as human shields, which is considered a war crime under the Geneva Convention.

Hamas and PIJ are not only responsible for the murder of Jewish and Arab-Israeli civilians, but of Palestinian citizens like Abdullah Abu Jaba, who enter Israel from Gaza for work to support their families. Hamas, the Gaza strip’s governing autocracy, is known for stripping its residents of human rights and basic needs, cutting off their electricity at whim, barring dancing, or shutting down pharmacies.

From the moment they enter schooling, Palestinian children are indoctrinated and groomed as future martyrs, instructed to take the lives of Israeli civilians and incentivized by pay-to-slay initiatives that give financial rewards for killing civilians.

In the aftermath of terror attacks, Palestinians celebrate in the streets with fireworks, handing out candy and praising Allah for this glory. This is the reality that Israel confronts every day. This is the reality that The Washington Post and CNN ignore.

Selective reporting that leaves out this vital information — as well as Israel’s positive efforts to mend the Israeli-Palestinian conflict — helps no one. It vilifies Israel’s response to terror while portraying Hamas and PIJ militants as Palestinian “freedom-fighting” heroes. Aside from being morally wrong, this just helps perpetuate the conflict.

Prominent journalists and editors are acutely conscious of the language they select, and the content they choose to incorporate or omit. Respected media organizations such as the Post, which uphold the motto of “Democracy Dies in Darkness,” undermine their own mission when they fail in shedding light on the complete truth.

The Washington Post, CNN, and other media outlets should look themselves in the mirror and ask themselves whether they are reporting the facts on the ground, or merely perpetuating anti-Israel views.

Sadly, I think I know the answer. But I await their next reports in hopes that things will be different.


Sabrina Soffer is a student at George Washington University.


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com


‘Disgusted’: Congressional Human Rights Chair Announces Boycott of Amnesty International, Human Rights Watch Over Israel Treatment

‘Disgusted’: Congressional Human Rights Chair Announces Boycott of Amnesty International, Human Rights Watch Over Israel Treatment

Andrew Bernard


Rep. Chris Smith (R-NJ) speaking at the House Foreign Affairs Committee’s subcommittee on Global Health, Global Human Rights and International Organizations, 22 June 2023 (Photo: Screenshot)

The chairman of the Congressional subcommittee responsible for human rights announced on Thursday that he would boycott representatives from Amnesty International and Human Rights Watch from testifying before his committee because of their position that Israel is an “apartheid” state.

Speaking at a hearing on antisemitism and anti-Israel bias in the UN, the Palestinian Authority and NGOs, Rep. Chris Smith (R-NJ), the chairman of the House Foreign Affairs Committee’s subcommittee on Global Health, Global Human Rights and International Organizations, said he was “disgusted” by the two human rights organizations.

“It used to be that Amnesty International was all about political prisoners, and they had a very sterling reputation,” Smith said. “They have reneged on all of that…Apartheid is an abomination… To sit there and take that type of language and smear Israel with it is appalling and Human Rights Watch is doing the exact same thing…I’ve had representatives of those groups come and testify on other issues. But you know, it just occurred to me, I’m gonna boycott them. Any hearing I have on human rights, Amnesty is not invited, nor is Human Rights Watch, because of their smear, their horrible smear.”

Amnesty International and Human Rights Watch did not immediately respond to The Algemeiner’s request for comment.

In a 2021 report titled “A Threshold Crossed”, Human Rights Watch declared that Israel was now an apartheid state. Amnesty International released a similar report in 2022. Those findings have been widely condemned by Israel, US elected officials and Jewish groups, but have been increasingly normalized among international human rights organizations.

Thursday’s hearing also heard extensive testimony from expert witnesses that track antisemitism and anti-Israel bias in international fora.

“Antisemitism is the elephant in the room that the international community has ignored, looking for all sorts of other reasons to blame the conflict on.” said Itamar Marcus, director of Palestinian Media Watch. “It’s now embedded in Palestinian Authority worldview and is being echoed at CUNY University and around the world.”

Noted refusenik and former head of the Jewish Agency Natan Sharansky in his testimony urged the Biden administration to focus on the International Holocaust Remembrance Alliance (IHRA) definition of antisemitism following the administration’s release of a strategy to combat antisemitism that also recognized alternative definitions.

“I call on the American administration, which has done such a wonderful job in building a comprehensive plan, to stick to this definition of antisemitism,” Sharansky said. “We will not be able to win if people of the left will be attacking antisemitism on the right, and people on the right will be attacking antisemitism on the left. There should be no left and right. Demonization of Jewish people, demonization of the State of Israel, the double standard on Jews, the double standard towards Israel, the delegitimization of Jews and Israel is one and the same phenomenon.”


Rep. Smith said he intends to hold further hearings on antisemitism and anti-Israel bias, including within the United Nations Relief and Works Agency for Palestine Refugees in the Near East (UNRWA) United Nations Educational, Scientific and Cultural Organization (UNESCO).


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com


Groźba decywilizacji


Groźba decywilizacji

John Lloyd
Tłumaczenie: Małgorzata Koraszewska


Wieczorem 23 maja w Pałacu Elizejskim odbyła się kolacja z udziałem prezydenta Emmanuela Macrona i czterech najwybitniejszych francuskich socjologów. Gości prezydenta poproszono o szczere opisanie obecnego stanu Francji i zasugerowanie, w jaki sposób można rozwiązać wiele problemów tego kraju. Powiedziano im, że spotkanie pozostanie poufne. Nie pozostało.

Cztery dni później gazeta „Le Monde opublikowała streszczenie dyskusji, najwyraźniej zebrane od niektórych uczestników i prawdopodobnie przekazane z samego Pałacu Elizejskiego. Artykuł zajmował całą stronę gazety, a jego relacja z tego spotkania nie schlebiała prezydentowi, który podobno niewiele powiedział. Jednym z gości był Jean Viard, dyrektor ds. badań w państwowym centrum analitycznym CNRS. Wieczór w pałacu prezydenckim, powiedział Viard, „nie zmieni niczego fundamentalnego: ludzie, którzy nami rządzą, nie rozumieją społeczeństwa”.

To była ponura ocena. Rząd Macrona doszedł do władzy w 2017 r. na rosnącej fali ruchu Republique en Marche (we wrześniu ubiegłego roku przemianowanego na Renesans), który zmiażdżył przeciwników na lewicy i prawicy, twierdząc, że łączy to, co najlepsze z obu tradycji. Macron został wybrany z 66,1 proc. głosów w 2017 r., a La Republique en Marche zapewniła sobie 308 mandatów, co dało im bezwzględną większość w 577-osobowym Zgromadzeniu. W niemądrym porywie samouwielbienia Macron opisał siebie jako jowiszowego przywódcę, „niekwestionowanego i oderwanego od błahostek, jak rzymski bóg nieba”.

Ale kiedy podano kolację w sali Pałacu Elizejskiego, jowiszowy przywódca został brutalnie sprowadzony do rzeczywistości. Zauważając, że nasilają się ataki na policję, urzędników państwowych, burmistrzów i pracowników poczty, Jerome Fouquet, szef głównej firmy sondażowej IFOP, powiedział, że „napięcia rosną w każdej części społeczeństwa” do tego stopnia, że „proces decywilizacji jest już w toku”. Kolację z socjologami poprzedziło kilka krwawych dni. Trzech mężczyzn zostało zabitych z karabinów szturmowych w Marsylii, prawdopodobnie w wyniku sporu o handel narkotykami; mężczyzna został zastrzelony na Polach Elizejskich w Paryżu; pielęgniarka została zasztyletowana w Reims; w mieście Saint Brevin-les-Pins burmistrz, niezależny konserwatysta, zrezygnował po miesiącach ataków skrajnej prawicy, których kulminacją było podpalenie jego dwóch samochodów przed jego domem po tym, jak zgodził się na utworzenie w mieście ośrodka przyjmującego osoby ubiegające się o azyl.

Kolacja elizejska została zaplanowana jako ożywiona, ale poważna i uporządkowana wymiana poglądów. Zamiast tego prezydentowi przedstawiono możliwość, że Francja pogrąża się w morderczej anarchii. Po spotkaniu Macron zmienił swój harmonogram. Zamiast jechać na południe do regionu Var, gdzie miał wygłosić przemówienie na temat środowiska, udał się do Roubaix na belgijskiej granicy, aby uczcić trzech policjantów zabitych niedawno przez nietrzeźwego kierowcę. Niezbędne było pokazanie, że prezydent stoi razem z siłami prawa i porządku, które, jak mu właśnie powiedziano, słabną, być może śmiertelnie. Na posiedzeniu Rady Ministrów, które odbyło się kilka dni po jego powrocie z Roubaix, Macron dał do zrozumienia, że zaakceptował alarmującą analizę Fouqueta, kiedy zażądał od swoich kolegów, by byli „fundamentalnie nieustępliwi” w obliczu „procesu decywilizacji”.

Wielu komentatorów od razu powiązało tę nową retorykę z twórczością dwóch myślicieli: Norberta Eliasa i bardziej kontrowersyjnego Renauda Camusa. Elias był niemieckim uczonym żydowskim, który przed II wojną światową znalazł schronienie w Wielkiej Brytanii i zyskał uznanie jako pionier w podejrzanej wówczas dyscyplinie – socjologii. W swoim artykule z 1939 r., The Civilising Process, Elias zbadał stopniowy rozwój kultury stosunków między ludźmi w społeczeństwach, w których prawa były (powszechnie) przestrzegane, a rządy miały monopol na użycie siły. Rodzaj decywilizacji obserwowany w nazistowskich Niemczech miał miejsce, gdy przywódcy danego kraju sami instrumentalizowali przemoc polityczną.

Z drugiej strony Renaud Camus jest radykalnym prawicowym filozofem i postacią dzielącą. Najbardziej znany jest ze swojej broszury Le Grand Remplacement z 2011 r., w której argumentuje, że liberalne elity w rządzie i korporacjach celowo zastępują rdzenną ludność imigrantami. Elity robią to, twierdzi Camus, ponieważ siła robocza migrantów jest tania, a nowo przybyli będą głosować na partię, która pozwoliła im wjechać do kraju. W swoim eseju Décivilisation z 2011 roku Camus powiązał narastające konflikty społeczne z masową imigracją i niemożnością integracji. Kiedy Macron użył słowa kojarzonego z tak radykalną postacią, wielu francuskich lewicowców zaatakowało prezydenta za flirtowanie z rasizmem. „Prezydent – powiedziała Manon Aubry, eurodeputowana frakcji lewicy – popiera śmierdzącą ‘decywilizację’ rasistowskiego Renauda Camusa”.

Macron jest centrowym liberalnym technokratą i jest mało prawdopodobne, aby nagle stał się rasistą. Ale musiał znosić miesiące wielkich, a czasem gwałtownych protestów przeciwko swojej decyzji o podniesieniu wieku emerytalnego z 62 do 64 lat (by wprowadzić ją w życie, ominął parlament). Wydaje się, że doszedł do wniosku, że kraj, którym rządzi od 2017 r., kurczowo trzyma się przemijającego świata, nie dbając o rosnący dług publiczny, któremu częściowo zaradziłby wyższy wiek emerytalny, i coraz bardziej nie da się nim rządzić.

Jest również świadomy tego, że światem coraz bardziej nie daje się rządzić – koszmar, który musi dzielić z każdym innym demokratycznie wybranym przywódcą. Inwazja na Ukrainę w lutym 2022 r. pochłonęła już około 300 tys. ofiar. Szacuje się, że zginęło lub zostało rannych około 180 tys. rosyjskich żołnierzy, podczas gdy Ukraińcy stracili około 100 tys. żołnierzy i 30 tys. cywilów. „Nawet według ostrożnych szacunków”, pisze James Billot w UnHerd, „obie strony tracą setki żołnierzy dziennie, co plasuje je w pierwszej 10% najbardziej śmiercionośnych wojen od 1812 r.”. Niewielu spodziewa się zakończenia konfliktu w tym roku. Większość państw zachodnich jest zdecydowana wspierać Ukrainę w jej walce z Rosją tak długo, jak będzie to konieczne, chociaż realistyczny wynik pozostaje nieosiągalny i niejasny. Kraje pogrążają się coraz bardziej w długach, aby uzbroić kraj w najnowszą broń, a równocześnie rozważają obawę, że Rosja może uciec się do opcji nuklearnej, a Chiny mogą zaatakować Tajwan w ciągu następnej dekady.

Kryzys kubański z 1962 r. trwał tylko 13 dni, po czym Związek Radziecki wycofał się z planowanego rozmieszczenia pocisków nuklearnych. Wojna w Ukrainie trwa już ponad 16 miesięcy i końca nie widać. Chińska rewizjonistyczna determinacja może jako zagrożenie trwać znacznie dłużej. Jako wkład w decywilizację stosunków międzynarodowych, trudno by cokolwiek przebiło agresję tych światowych mocarstw. Francuski prezydent, bardziej niż jakakolwiek inna głowa państwa zachodniego, starał się złagodzić język używany przeciwko Rosji, a zwłaszcza Chinom, często wywołując irytację amerykańskich i europejskich przywódców.

A Macron ma bardziej lokalne powody do obaw – że po ośmiu latach tego, co miało być rewolucyjną prezydenturą, zastąpi go Marine Le Pen, liderka skrajnie prawicowego Zjednoczenia Narodowego (Rassemblement National). Macron uważa Le Pen za godną pogardy i dwukrotnie pokonał ją w wyborach prezydenckich w 2017 i 2022 roku. Postrzega politykę Le Pen jako wąsko nacjonalistyczną, reakcyjną, rasistowską i niebezpieczną, ale sondaże pokazują, że jest dziś bardziej popularna niż on.

Do niedawna Macron wierzył, że pod jego rządami Francja odzyska rozmach i wigor i poprowadzi Unię Europejską ku większej integracji. Ale kraj pozostaje w takim samym stanie ruiny, jak w chwili objęcia przez niego urzędu, a podziały w Europie są bardziej widoczne niż kiedykolwiek. Sondaże na temat popularności UE rosną i spadają, ale sondaż IFOP w lutym wykazał 63 procent poparcia dla referendum w sprawie dalszego członkostwa Francji. Le Pen powiedziała, że będzie starała się zreformować, a nie opuszczać Unię, ale obiecała referendum w sprawie członkostwa, kiedy zostanie wybrana. Z tych wszystkich powodów Macron uważa, że zwycięstwo Le Pen w 2025 r. stanowiłoby potępiające oskarżenie jego czasu urzędowania i sygnał, że barbarzyńcy wyłamali bramy.

Włoska premier Giorgia Meloni i jej partia Fratelli d’Italia wywodzą się z tej samej nacjonalistycznej rodziny co Zjednoczenie Narodowe. Dotychczasowe dowody sugerują, że po wyborze takie partie mogą pozostać popularne. Według europosła Fratelli d’Italia, Nicola Procacciniego, Macron obawia się, że „sukces Giorgii Meloni może być zaraźliwy i jeszcze bardziej osłabić francuski rząd” i postrzega wzrost sił Nowej Prawicy jako oznakę decywilizacji Europy. Wielokrotnie zwracał uwagę na ich faszystowskie korzenie, brak doświadczenia w rządzeniu i wrogość wobec UE. Erupcja Nowej Prawicy wstrząsnęła politycznym światem, w którym partie centrolewicy i centroprawicy znajdowały się niegdyś na mniej więcej tej samej stronie gospodarczej i politycznej. Macron wierzy, że świat, w którym radykalne partie były postrzegane jako zasadniczo niecywilizowane, jest światem wartym zachowania.

Macron polegał na solidności tego świata politycznego w swoich wysiłkach na rzecz nadania UE większej władzy nad jej państwami członkowskimi, więc nic dziwnego, że obawia się, że powstanie Nowej Prawicy przyniesie chaos. Z drugiej strony Le Pen postrzega siebie jako rozwiązanie rosnącego chaosu i cieszy się, że Macron w końcu się z nią zgadza: „Przez lata ostrzegałam przed stoczeniem się kraju w barbarzyństwo (ensauvagement), za co wyzywano mnie na wszystkie możliwe sposoby. Wreszcie Macron zgadza się z nami: decywilizacja to barbarzyństwo”.

Liberalną demokrację od dawna uważano za najbardziej wolny i najbardziej cywilizowany sposób rządzenia krajem, ale obecnie jest najsłabsza od dziesięcioleci. W wydaniu raportu Freedom House’s Freedom in the World z 2023 r. stwierdzono, że „globalna wolność obniża się 17. rok z rzędu”. To złowrogie zdanie zostało podkreślone przez Indeks Demokracji z 2023 r., który stwierdza, że „demokracja niestety znajduje się w fazie upadku na całym świecie”. Temu spadkowi towarzyszył wzrost ataków na wybranych urzędników w wielu krajach demokratycznych, zwłaszcza we Francji.

Pojedyncze akty barbarzyństwa najbardziej martwią prezydenta Francji, ponieważ stanowią bardziej bezpośrednie zagrożenie dla głosujących niż konflikty międzynarodowe i ruchy polityczne oraz silniej oddziałują na nastroje narodowe. Szeroko dyskutowany przykład miał miejsce w październiku 2020 r., kiedy nauczyciel historii Samuel Paty został zasztyletowany i ścięty w swojej szkole w wiosce pod Paryżem. Jego mordercą był 18-letni Abdoullach Anzorow, uchodźca z Czeczenii, któremu udzielono azylu we Francji. Anzorow przyjechał do tej szkoły z Normandii, kiedy dowiedział się, że Paty pokazał klasie zdjęcia proroka Mahometa, aby zademonstrować znaczenie wolności słowa. Kilka dni temu, czworo bardzo małych dzieci, w tym dziecko brytyjskie, zostało dźgniętych nożem w parku w Annecy, w południowo-wschodniej Francji, przez mężczyznę zidentyfikowanego jako syryjsko-chrześcijański uchodźca, który atakując te dzieci wołał „W imię Jezusa Chrystusa!”. Po tym wydarzeniu w parku zebrał się tłum ludzi, jeden machał francuskim sztandarem, a wszyscy śpiewali Marsyliankę.

Francuscy nauczyciele od dawna protestują przeciwko rosnącemu zagrożeniu przemocą, z jaką się spotykają, i rozpoczęli strajk w 2010 r., aby zwrócić uwagę na ten problem. Nie są sami. Gwałtownie rośnie również przemoc w amerykańskich szkołach. W strzelaninie w szkole podstawowej w Uvalde w Teksasie, która miała miejsce w maju 2022 roku, zginęło 19 dzieci i dwóch nauczycieli. Szkoły w Europie, choć w dużej mierze wolne od przemocy z użyciem broni w stylu amerykańskim, doświadczają gwałtownego wzrostu przemocy innego rodzaju, a także cyberprzemocy, która może bardziej niszczyć pewność siebie dzieci niż przemoc fizyczna.

Globalnie i lokalnie przywódcy demokratyczni rozglądają się i rozpaczają: zaufanie do klasy politycznej, które często jest niskie, osiągnęło nowe dno. Norbert Elias argumentował, że ludzkość wyszła ze swojej pełnej przemocy przeszłości dopiero wtedy, gdy zdała sobie sprawę, że bardziej pokojowe społeczeństwa wymagają zasad, porządku i zaufania. Kolacja elizejska Macrona z socjologami miała go uspokoić, że kraj rozgniewany niepożądanym przedłużaniem życia zawodowego może nadal zostać sterowany przez dobrze poinformowane rządy. Zamiast tego eksperci powiedzieli mu, że świat, w którym działa Francja i jej prezydent, może już nie nadawać się do reformowania i że wymyka się spod kontroli.

Elegancki XVIII-wieczny pałac nosi nazwę od Pól Elizejskich, które w mitologii greckiej były miejscem ostatecznego spoczynku szlachetnych zmarłych. Wyborne wina serwowane w Salonie Murata, gdzie prezydent co tydzień spotyka się z ministrami swojego rządu, nie mogły powstrzymać lęku przed utratą kontroli i autorytetu. Macron, jeden z najbardziej aktywnych i ambitnych światowych przywódców, stanął w obliczu bezlitosnej rzeczywistości niemocy własnej i wszystkich demokratycznych przywódców. Jeśli nie ma to okazać się zabójcze dla odbudowy globalnego ładu, nowe formy aktywności cywilizującej muszą tworzyć ci obywatele, którzy dostrzegają potrzebę powstrzymania upadku.


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com