Archive | February 2024

Prince William Slammed By Royal Biographer For Calling For End To War: ‘Very Poorly Advised’

Prince William Slammed By Royal Biographer For Calling For End To War: ‘Very Poorly Advised’

Yehuda Dov


.

NEW YORK (VINnews) — In the wake of Prince William of Britain’s call to “End the war and free the hostages”, he has been sharply criticized for making a ‘political statement’ unbecoming to a future monarch.

Royal biographer Tom Bower didn’t mince words when discussing the prince’s conduct, calling it a “distaster” and declaring “What on earth was he thinking when he got involved in such a delicate matter?” Bower said that the prince had neglected to mention either the growing antisemitism in Britain after the Hamas attacks or the Hamas threats to continue their war until the destruction of Israel, which make his call to end the war due to the “terrible human cost of the conflict” superfluous.


https://twitter.com/i/status/1760190112258834523

Bower even questioned the prince’s ability to maintain his father and grandmother’s diplomacy, stating that: ‘This is a departure from what we expected. We thought he was a serious person trying to learn the trade!’

Bower said that the prince had been ill-advised and added “I see the hand of Lord Cameron [British foreign secretary] in all this, who somehow shifted into telling Israel to end the war and seek peace. Cameron doesn’t understand that you can’t have peace with Hamas which is dedicated to the destruction of Israel.”

Other pro-Israel groups and individuals also criticized the prince’s statement that “too many people have been killed”, as if the number of people who have died can by itself defeat an implacable foe that seeks nothing less than the eradication of Israel. One of them told the prince that “You could end this horrendous war by tea-time.Tell your Qatar & Jordan royal family chums to release the hostages and STOP FUNDING TERRORISM AGAINST JEWS & ISRAEL.”

Image

Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com


Waszyngton w ONZ: chcemy zawieszenia broni w Gazie

Palestyńczycy sprawdzają w tym tygodniu ogromną dziurę po izraelskich nalotach na Gazę. Izraelskie wojsko twierdzi, że „obecnie uderza w cele terrorystyczne Hamasu” na terytorium Palestyny. Zdjęcie: Agencja Anadolu/Agencja Anadolu za pośrednictwem Getty Images


Waszyngton w ONZ: chcemy zawieszenia broni w Gazie

Marta Urzędowska


Amerykanie przedstawili własny projekt rezolucji ONZ wzywający do czasowego zawieszenia broni w Strefie Gazy i porzucenia przez Izrael planów ofensywy w Rafah na południu enklawy. Jednocześnie zaostrza się sytuacja na północy Izraela: Hezbollah odpala rakiety, Izraelczycy bombardują składy broni szyickiej bojówki.

Projekt rezolucji zaproponowały Stany Zjednoczone. W przedstawionym Radzie Bezpieczeństwa ONZ dokumencie wzywają do czasowego zawieszenia broni w Strefie Gazy, gdzie już piąty miesiąc trwa wojna rozpętana przez Hamas październikowym atakiem na Izrael, w którym terroryści zabili 1,2 tys. osób, a 250 porwali do Gazy. W odpowiedzi Izrael prowadzi w enklawie odwetowe naloty i inwazję lądową, w wyniku których – według Hamasu – zginęło już ponad 29 tys. osób.

Trwa ostrzał na granicy z Libanem. Miejscowi Izraelczycy bez szans na powrót do domów

Izraelczycy walczą jednocześnie na północnej granicy, gdzie Hezbollah, libański sojusznik Hamasu, regularnie ostrzeliwuje terytorium Izraela. W ostatnich dniach ostrzał się nasilił –  we wtorek na przygraniczne miejscowości,w tym Margaliot i Arab al-Aramszę, poleciały pociski artyleryjskie Hezbollahu.

Dzień wcześniej Izraelczycy ostrzelali przygraniczne tereny w południowym Libanie, w okolicach Sydonu, gdzie Hezbollah ma swoje bazy. Jak podaje izraelska armia, udało się zniszczyć m.in. magazyny broni. Na nagraniach w mediach społecznościowych widać eksplozje w miejscowości Gazije, ok. 30 km od granicy z Izraelem.

Choć Hezbollah, który podobnie jak Hamas ma wsparcie Teheranu, atakuje izraelskie tereny przygraniczne niemal od początku wojny w Gazie, dotąd nie doszło do większej konfrontacji. Żadna ze stron nie pali się do wojny na wielką skalę.

Mimo to z powodu ostrzału Hezbollahu izraelskie tereny przy granicy z Libanem zostały ewakuowane – ludzie przenieśli się do hoteli w innych częściach kraju. O ile dziś, kiedy izraelska armia jest bliska pokonania Hamasu, mieszkańcy terenów w pobliżu Strefy Gazy powoli wracają do domów, o tyle Izraelczycy z północy nie mają na powrót szans. 

Ameryka zmienia stanowisko? Po raz pierwszy jest otwarcie za rozejmem

Proponując projekt rezolucji, która wzywa do zakończenia walk w Gazie, Amerykanie po raz pierwszy wprost poparli zawieszenie broni w enklawie. Wcześniej Waszyngton stał na stanowisku, że Izraelczycy, którzy mają prawo bronić się przed terroryzmem, mogą prowadzić operacje militarne w Gazie do czasu, aż ostatecznie unieszkodliwią Hamas.

Jednak w ostatnich tygodniach narastają głosy, że koszty wojny dla palestyńskich cywilów są zbyt duże. Choć statystyki dotyczące liczby ofiar przekazywane przez Hamas są trudne do zweryfikowania, sama izraelska armia potwierdza, że blisko dwie trzecie zabitych to cywile, a w zamieszkanej przez ponad 2 mln Palestyńczyków Gazie nie da się uniknąć cywilnych ofiar.

Niepokój świata o los mieszkańców Strefy w ostatnich dniach nasilają zapowiedzi izraelskiego rządu, z których wynika, że armia planuje ofensywę lądową w Rafah, mieście położonym na samym południu enklawy, na granicy z Egiptem. Schroniły się tam setki tysięcy uchodźców, z których większość koczuje w namiotach – w sumie jest tam obecnie 1,5 mln ludzi.

Izraelczycy przekonują, że – choć wcześniej zapewniali, iż w Rafah uchodźcy będą bezpieczni – dziś nie mają wyboru i muszą przypuścić atak. Na miejscu są bowiem aktywne cztery bataliony Hamasu, co oznacza kilka tysięcy uzbrojonych terrorystów. I mimo że izraelskie władze twierdzą, że przed atakami ewakuują miejscowych cywilów, Palestyńczycy nie mają już dokąd uciec. Na północ od Rafah są ruiny i izraelska armia, na południe – Egipt, którego władze powtarzają, że Palestyńczyków nie wpuszczą. Od dwóch tygodni budują na Synaju mur otaczający strefę buforową, ale w niej zmieściłoby się najwyżej kilkadziesiąt tysięcy uchodźców.

Argumenty Izraela nie przekonują zachodnich sojuszników. Waszyngton, Londyn i Unia Europejska od tygodni powtarzają, że szturm w Rafah nie powinien wchodzić w grę, bo koszty dla cywilów będą zbyt duże. A obecna decyzja USA o przedłożeniu projektu rezolucji w Radzie Bezpieczeństwa jest jak dotąd najbardziej zdecydowanym głosem sprzeciwu ze strony najważniejszego sojusznika Izraela.

Projekt rezolucji: ofensywa krzywdziłaby cywilów. Nie powinna mieć miejsca

Z projektu przedstawionego przez administrację Joego Bidena wynika, że czasowe zawieszenie broni powinno się rozpocząć „tak szybko, jak tylko będzie to wykonalne” – co zostawia Izraelczykom nieco przestrzeni na podjęcie decyzji.

W tym punkcie amerykański projekt różni się od wcześniejszego, przedstawionego przez Algierczyków, w którym domagano się natychmiastowego rozejmu.  

We wtorek w RB odbyło się głosowanie nad projektem Algierczyków – został zawetowany przez Amerykanów, bo domagał się natychmiastowego zawieszenia broni. Według Waszyngtonu, rezolucja w takim kształcie naraziłaby przyszłe rozmowy o trwałym zakończeniu wojny – jak przekonywała na forum Rady Linda Thomas-Greenfield, ambasador USA przy ONZ, dziś, kiedy nadal trwają negocjacje między Hamasem i Izraelem, nie jest dobry moment na apele o natychmiastowe przerwanie walk.

Trzynastu członków RB było za algierskim projektem, Amerykanie byli przeciwni, Brytyjczycy – wstrzymali się od głosu. 

Amerykański projekt proponuje, by Rada ustaliła, że “w obecnych okolicznościach ofensywa lądowa w Rafah skutkowałaby dalszą krzywdą cywilów i dalszym ich przesiedlaniem, w tym potencjalnie do sąsiednich krajów, co miałoby poważne implikacje dla regionalnego pokoju i bezpieczeństwa”. Autorzy wnioskują więc, że „taka ofensywa lądowa nie powinna mieć miejsca”.

Jednocześnie projekt w ostrych słowach potępia atak Hamasu na Izrael, „porywanie i zabijanie zakładników, mordowanie i przemoc seksualną, w tym gwałty”. Amerykanie krytykowali poprzednie projekty rezolucji w sprawie Gazy właśnie dlatego, że nie stwierdzały wprost, że to palestyńscy terroryści winni są rozpętania obecnej wojny. Nie jest jasne kiedy i czy w ogóle Rada zagłosuje nad wersją zaproponowaną przez Amerykanów.

Amerykańską decyzję, by za pośrednictwem ONZ zażądać od izraelskich sojuszników rozejmu i wycofania z planów ataku na Rafah, komentują eksperci.

„Podejrzewam, że Izrael będzie się martwił o wiele bardziej tym nowym projektem niż nawet znacznie  mocniejszymi żądaniami innych członków” – napisał w mediach społecznościowych Richard Gowan z  International Crisis Group.

Choć sam projekt oznacza wyraźne zaostrzenie stanowiska USA, nie wiadomo, czy przejdzie. By został przyjęty, w liczącej 15 członków RB potrzebnych jest dziewięć głosów „za”, nie może być ani jednego weta ze strony pięciu stałych członków Rady, wśród których są USA, FrancjaWielka Brytania, Rosja i Chiny.


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com


TV7 Israel News – Swords of Iron, Israel at War – Day 139 – UPDATE 22.2.24

TV7 Israel News – Swords of Iron, Israel at War – Day 139 – UPDATE 22.2.24

TV7 Israel News



Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com


One killed, 11 wounded in terror shooting attack near Jerusalem checkpoint

Israeli killed, eight wounded in terror shooting near Ma’ale Adumim

EMANUEL FABIAN / TOI STAFF


Three Palestinian gunmen open fire at Israelis stuck in traffic at checkpoint between Ma’ale Adumim and capital; 2 attackers killed, 1 captured; pregnant woman among the wounded

Police at the scene of a terror shooting attack outside of Ma'ale Adumim in the West Bank, February 22, 2024. (AP Photo/Mahmoud Illean)Police at the scene of a terror shooting attack outside of Ma’ale Adumim in the West Bank, February 22, 2024. (AP Photo/Mahmoud Illean)

An Israeli man was killed and 11 others were wounded in a terror shooting attack carried out by three Palestinian gunmen near a checkpoint between Jerusalem and the West Bank settlement city of Ma’ale Adumim on Thursday morning, police and medics said.

According to police, the trio opened fire with automatic weapons at Israelis waiting in traffic while heading toward Jerusalem on the Route 1 highway, a few hundred meters before the az-Za’ayyem checkpoint, close to the West Bank town of the same name.

A man in his 20s was killed in the shooting, medical officials said. He was not immediately named.

The Magen David Adom ambulance service said it treated a total of 12 people, including the young man who was declared dead at the scene.

A pregnant woman aged 23 was listed in serious condition, and four others were in moderate condition, including a woman in her 30s, a man aged 23, a man aged 51, and a woman aged 52, MDA said.

Another five people were treated for minor injuries and acute anxiety, it added. All the victims were taken to hospitals in Jerusalem.

People at the scene of a terror shooting attack outside of Ma’ale Adumim in the West Bank. February 22, 2024. (Chaim Goldberg/FLASH90)

The pregnant woman was undergoing “significant surgery,” according to Dr. Alon Schwartz, head of the trauma department at Shaare Zedek Medical Center.

Schwartz said the woman was in stable condition with no risk to her life at present. Asked about the health of the fetus, he says it was “too early” to know if there’ll be any long-term impact on its development or the pregnancy, but that no issues were found during an initial examination.

Two of the gunmen were shot dead by security forces and armed civilians at the scene. The third gunman initially fled, before being “neutralized” a short while later following police searches in the area, law enforcement officials said. His condition was not immediately known.

Images shared by police showed that the trio, residents of the Bethlehem area, were armed with assault rifles, makeshift submachine guns, and a grenade.

This handout photo from police shows weapons used by Palestinian terrorists in a shooting attack near Ma’ale Adumim, February 22, 2024. (Israel Police)

The Shin Bet security agency identified the terrorists as Muhammad Zawahra, 26, and his brother Kathem Zawahra, 31, both residents of the village of Ta’amra, and Ahmed Al-Wahsh, 31, a resident of Za’atara.

Kathem Zawahra had been previously jailed for entering Israel illegally, the Shin Bet said.

Eyewitnesses said that the terrorists ran along the lines of cars waiting in the traffic jam firing into the vehicles.

A video, taken by a passenger on a bus waiting in the congestion, showed panicked people abandoning their cars and running along the road to escape the gunfire.

Magen David Adom emergency service medic Natav Tayib said the scene was spread out over a distance of 1.5 kilometers.

Tayib said emergency teams found five cars with injured people inside, one of which had a man, in his 20s, who had gunshot wounds to his upper body and was unconscious with no vital signs. He was later declared dead.

Amir Ararat, a medic who was on his way to work at the Hadassah Mount Scopus Medical Center, told the media that he managed to save one of those injured because he happened to have a tourniquet in his car.

As the attack unfolded he saw a woman who had been shot by the terrorists and was trying to escape further injury.

Ararat ran to help the woman. “She had a bullet in her forearm, it hit an artery,” he said.

Fortunately, Ararat had a tourniquet with him, of the kind issued to Israel’s combat soldiers, and he applied it to the woman’s arm “in the midst of the shooting.”

“I heard shooting, but I focused on treating the injured person,” he said and noted the woman had managed to move about 150 meters from the scene of the attack.

Police at the scene of a terror shooting attack outside of Ma’ale Adumim in the West Bank. February 22, 2024. (Chaim Goldberg/FLASH90)

Eyewitness Yisrael Adler told the Ynet new site he saw a terrorist approach a car driven by the pregnant woman and then open fire at her. The woman, who was injured, tried to duck under the dashboard, he said.

“The terrorist moved on,” Adler said. “Afterwards, she went to someone else’s car and said ‘Help me, help me.’”

Adler said that due to the gridlock caused by the shooting, it took ambulances time to reach the woman. “It is a miracle she was saved,” he said.

“It could be that if there was no traffic jam there [the attack] would not have happened,” Adler said.

Local politicians echoed the criticism, saying the long lines at West Bank checkpoints were a death trap.

Ma’ale Adumim Mayor Benny Kashriel told the Kan public broadcaster that “we have dozens of times alerted the security forces to the concern of terror attacks on that congested road.”

Kashriel said the municipality asked that additional lanes be added to the checkpoint to speed up movement through the chokepoint, as well as separating Israeli and Palestinian vehicles.

Oded Ravivi, mayor of the West Bank settlement of Efrat, said in a statement the “method of the attack this morning and the exploitation of the traffic jams in the checkpoint area is the nightmare of everyone who is facing the tunnel checkpoint,” referring to a similar checkpoint at the entrance to tunnels connecting the Gush Etzion bloc with Jerusalem and that is also frequently congested and was the scene of a fatal shooting attack in November.

Police at the scene of a terror shooting attack on Route 1 near Ma’ale Adumim, in the West Bank, February 22, 2024. (Chaim Goldberg/Flash90)

He urged security chiefs “to change their approach immediately and create a safe space for residents who wish to reach Jerusalem” and also “be a little more attentive to our comments and clarifications as public leaders.”

The terror attack came amid Israel’s war against the Hamas terror group in the Gaza Strip.

Hamas issued a statement praising the terror attack near Ma’ale Adumim and called the deadly shooting “a natural response” to the war in Gaza, Arabic-language media outlets reported.

“The heroic operation is a natural response to the Occupation’s massacres and crimes in the Gaza Strip and the West Bank,” the terror group said.

Tensions in Israel and the West Bank have been high since October 7, when some 3,000 terrorists burst through the Gaza border into Israel in a Hamas-led attack, killing at least 1,200 people, most of them civilians, and seizing 253 hostages.

Israel responded with an aerial campaign and subsequent ground operation with the goal of destroying Hamas and ending its 16-year rule over Gaza and securing the release of the hostages.

The Israel Defense Forces has continued to operate throughout the West Bank and police have been on high alert in Israel, in light of concerns about a possible escalation of violence.


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com


Tomasz Szerszeń:Nie ma jednego obrazu wojny

Grudzień 2022 r. Oznaczone numerami groby niezidentyfikowanych ofiar cywilnych bitwy o Mariupol. Fot. PAP/EPA/S. Ilnitsky


Tomasz Szerszeń: Nie ma jednego obrazu wojny

Anna Kruszyńska


Nie ma jednego obrazu wojny. Każda opowieść o wojnie rozpada się zawsze na wiele różnych opowieści. To napięcie widać dziś w Ukrainie, gdzie wielość opowieści i doświadczeń – często bardzo różnych – zderza się z oficjalnym obrazem – mówi PAP Tomasz Szerszeń, autor książki „Być gościem w katastrofie”.

Polska Agencja Prasowa: „Być gościem w katastrofie” to antropologiczny esej o patrzeniu na obrazy wojny w Ukrainie. Napisał pan, że współczesna wojna wchodzi przez oczy, że wojna to sprawa wzroku, patrzenia. Czy na wojnę można zatem patrzeć poprzez jej wizualność, odwołując się do takich narzędzi, jakbyśmy patrzyli na sztukę?

Tomasz Szerszeń: Przede wszystkim warto powiedzieć, że w naszej – zachodniej – kulturze wzrok jest i był od zawsze uprzywilejowanym zmysłem. Bardzo wiele zjawisk zostało tak ukształtowanych przez naszą kulturę, żeby „być dobrze zobaczonymi”, „atrakcyjnymi wizualnie”. Współczesna wojna również ma taki spektakularny, wizualny charakter.

Z kolei rozpoznanie, że wojna to „sprawa wzroku” nie jest oczywiście nowe. Już Goya, czujny obserwator wojennych wydarzeń, które rozgrywały się na Półwyspie Iberyjskim podczas powstania Hiszpanów przeciwko władzy Napoleona, zwracał uwagę na specyficzną pozycję świadka okropności wojny: kogoś, kto jednocześnie kieruje się imperatywem świadczenia przez wzrok, a drugiej strony straumatyzowanego tym widokiem. Goya mówi jednocześnie: „ja to widziałem” i „nie można na to patrzeć”.

Wydaje mi się, że ten paradoks dobrze oddaje ambiwalentny charakter obrazów wojny i naszego nań patrzenia. Jeśli zaś chodzi o sztukę: wiele prac powstających współcześnie wobec dziejących się na świecie konfliktów przybiera formy komentarzy do innych obrazów – to takie „obrazy o obrazach”. Zresztą, antropologiczne podejście do wizualności, raczej nie rozdziela w mocny sposób sztuki i nie-sztuki, tylko stara się traktować to całościowo i pokazywać, jak te artystyczne i nieartystyczne obrazy na nas oddziałują i w jaki sposób „żyją własnym życiem”.

Nigdy też ten strumień obrazów nie miał tak rozproszonego, demokratycznego charakteru: figura wszechmocnego reportera, który poprzez obrazy opowiada nam świat, i którą znamy z czasów wojny w Wietnamie, Jugosławii czy nawet II wojny światowej, w pewnym sensie stała się anachroniczna.

PAP: Jaki jest zatem obraz wojny w Ukrainie? A może nie jest to wcale jeden obraz, ale obrazy?

T. Szerszeń: Nie ma jednego obrazu wojny. Wbrew temu, czego uczyliśmy się w szkole, każda opowieść o wojnie – podobnie jak każda opowieść o historii – rozpada się zawsze na wiele różnych opowieści oddających wiele różnych punktów widzenia, różnych perspektyw. Wszelkie próby ujednolicenia tego obrazu mają zwykle upraszczający charakter i wiążą się z polityką historyczną. To napięcie widać dziś również w Ukrainie, gdzie wielość opowieści i doświadczeń – często bardzo różnych i na swój sposób ambiwalentnych – zderza się z oficjalnym obrazem tej wojny.

PAP: Co z antropologicznego punktu widzenia odróżnia tę wojnę od innych konfliktów?

T. Szerszeń: Z pewnością mamy do czynienia z przemianą, która wiąże się z technologią i z mediami społecznościowymi. Nigdy do tej pory ci niebiorący udziału w wojnie nie byli tak blisko wydarzeń na froncie. Nigdy też ten strumień obrazów nie miał tak rozproszonego, demokratycznego charakteru: figura wszechmocnego reportera, który poprzez obrazy opowiada nam świat, i którą znamy z czasów wojny w Wietnamie, Jugosławii czy nawet II wojny światowej, w pewnym sensie stała się anachroniczna. Same obrazy zaś nie tylko ujawniają to, co się dzieje, ale również same mobilizują do działania. Przy całym tym natłoku obrazów nigdy chyba nie byliśmy tak bardzo wobec nich nieufni. Media społecznościowe stały się polem codziennej bitwy o prawdę – ilość fake newsów i manipulacji cały czas stawia pod znakiem zapytania to, co widzimy. Wydaje mi się, że ta wojna ma jeszcze jeden ważny aspekt. Toczy się bowiem w kontekście tzw. katastrofy klimatycznej i po raz pierwszy tak mocno konfrontuje nas z pytaniem o środowiskowe koszty tej i innych wojen.

PAP: A kim my jesteśmy – świadkami zbrodni, widzami medialnego spektaklu, przypadkowymi gapiami?

T. Szerszeń: To chyba najtrudniejsze pytanie, które cały czas powraca w książce. Myślę, że każdym po trochu, ale żadnym w pełni. Przede wszystkim możemy w każdej chwili wyłączyć telewizor lub Internet, odciąć się emocjonalnie. Tego komfortu nie mają dziś ludzie w Ukrainie, Syrii, Palestynie. Dlatego my raczej „bywamy” niż „jesteśmy”. Jesteśmy jak gość, który w każdej chwili może opuścić miejsce, w którym przebywa. Wydaje mi się zresztą, że to bardzo charakterystyczna dla późnego kapitalizmu forma (nie)zaangażowania w świat – kiedy coś przestaje nam odpowiadać, po prostu „odłączamy się”. A jednocześnie zobaczone obrazy z nami w jakiś sposób zostają…

PAP: Od 24 lutego 2022 r., gdy rozpoczęła się inwazja Rosji na Ukrainę, zostaliśmy zalani ogromem obrazów przedstawiających cierpienie Ukraińców. Czy nie jest też tak, że paradoksalnie ten ogrom obrazów nas znieczulił na cierpienie?

T. Szerszeń: Na ten problem zwracała już uwagę Susan Sontag w swoim głośnym eseju „Widok cudzego cierpienia”. Nadmiar obrazów angażuje nas emocjonalnie, ale równocześnie sprawia, że szybko „wypalamy się emocjonalnie”, że tracimy zainteresowanie. To węzeł nie do rozplątania: imperatyw etycznego zaangażowania nie pozwala nam odwracać wzroku od widoku wojennych okrucieństw, a jednocześnie uporczywe patrzenie na obrazy ludzkiego cierpienia ma w sobie wiele z swoiście rozumianej pornografii.

PAP: Zwraca pan także uwagę, że patrzenie ma swój kres. Co nam zatem umyka, czego nie widzimy?

T. Szerszeń: Przede wszystkim uwaga mediów (a wraz z nią nasza) nigdy nie jest rozproszona, tylko kanałowa. Nasza kultura tak niestety funkcjonuje, że ciągle potrzebujemy też nowych wizualnych bodźców. Nieuchronnie więc wojna w Ukrainie przysłoniła np. kryzys na granicy polsko-białoruskiej czy to, co dzieje się w Syrii. Dziś to wydarzenia w Palestynie na swój sposób „przysłaniają” Ukrainę. W przypadku obrazów wojny warto też zachować pewną nieufność: wbrew pozorom wiele rzeczy dzieje się przecież poza obszarem tej nieustannej transmisji, w „plamce ślepej” mediów i naszej uwagi.

Gdybym miał wskazać jedno z tych słów-haseł, których używam w mojej książce, to byłaby to „dekolonizacja”. Rosyjska agresja sprawiła, że nie tylko Ukraińcy, ale też inne narody z Europy Wschodniej i Środkowej, ale też z Kaukazu i Azji Środkowej, zaczynają zupełnie inaczej patrzeć na swoją historię i teraźniejszość

PAP: Czy takie określenia jak patrzeć, zaczynać, uchodzić, cierpieć, przeżywać, nienawidzić, dokumentować, przekraczać, dekolonizować, pisać mogą mieć dzisiaj inne znaczenie niż miały przed 24 lutego 2022 r.?

T. Szerszeń: Wojny zawsze są niezwykle silnymi doświadczeniami: z jednej strony niszczą – życia, materialne dziedzictwo – z drugiej jednak mają, paradoksalnie, silnie kulturotwórczy potencjał. Z pewnością więc ta wojna dołoży coś ważnego do uniwersalnego słownika wojen.

Gdybym miał wskazać jedno z tych słów-haseł, których używam w mojej książce, to byłaby to „dekolonizacja”. Rosyjska agresja sprawiła, że nie tylko Ukraińcy, ale też inne narody z Europy Wschodniej i Środkowej, ale też z Kaukazu i Azji Środkowej, zaczynają zupełnie inaczej patrzeć na swoją historię i teraźniejszość, na imperialno-kolonialną rolę Rosji i ZSRS. Takie spojrzenie w poprzek na swoją historię (którą przecież zwykle przyjmujemy, jako coś z góry danego) bywa często nie tylko oswobadzające, ale i inspirujące.

PAP: Wybuch wojny sprawił, że zaczęto wskazywać na analogie z przeszłości. I tak Mariupol miał przypominać popowstaniową Warszawę, wspomnienia ukrywających się w schronach Ukraińców zaczęły przywoływać na myśl wspomnienia Żydów ukrywających się w czasie wojny w bunkrach czy kryjówkach…

T. Szerszeń: Nie chodzi tu o proste analogie historyczne. Bardziej interesują mnie pewne gesty i obrazy, które wskazują na podobieństwa ludzkich zachowań w sytuacjach granicznych. Zderzenie pewnych obrazów i relacji, np. z Buczy czy Mariupola, z tymi pochodzącymi z choćby z czasów II wojny światowej pozwala wejść głębiej w „gramatykę wojny”, zrozumieć jej mechanizmy, ale też odsłonić stosowane przez artystów strategie obrazowania.

PAP: Swoje rozważania rozpoczyna pan jednak od opowieści o charkowskim Domu “Słowo”…

T. Szerszeń: Dom „Słowo” to dla mnie symbol nie tyle nawet tej wojny, co złożonych relacji rosyjsko-ukraińskich przez ostatnie sto lat. Historia tego niezwykłego miejsca i ludzi z nim związanych to opowieść o komunistycznej utopii i narodowym przebudzeniu, o wschodnioeuropejskiej nowoczesności, ale też o terrorze, wymazaniu i bezwzględnej imperialnej polityce. Historia eksterminacji ówczesnego pokolenia ukraińskich artystów i intelektualistów to jednocześnie ciągle żywa rana (którą wojna na nowo otworzyła), jak i punkt wyjścia do zbudowania mocnej antyimperialnej tożsamości. W książce opowieść o Domu „Słowo” jest również klamrą, poprzez którą wprowadzam w historię tej wojny swoją własną opowieść.

PAP: A jak pan odnalazł się w tej wojennej opowieści?

T. Szerszeń: Historia, którą kończę książkę, wiąże się z moją rezydencją artystyczną, którą miałem odbyć w charkowskim Domu „Słowo” wiosną 2022 r. i która z oczywistych względów nie doszła do skutku. Od zawsze interesuje mnie, w jakim miejscu nasza prywatna historia splata się z tą wielką, uniwersalną historią i jakie są tego konsekwencje.

Archiwa tej wojny są jeszcze do odkrycia, do zbadania. Dopiero po czasie ukaże się bezmiar cierpienia, które ta wojna wywołała, jej wpływ na środowisko i na wiele innych obszarów, o których w tej chwili nawet nie myślimy.

Ale można na to spojrzeć o wiele szerzej. Właściwie każdy – świadomie lub nie – musiał się jakoś określić wobec tego, co się dzieje za wschodnią granicą. Uporczywe patrzenie lub – dla odmiany – odwracanie wzroku wobec wojny czy katastrofy to figury naszego zaangażowania w świat. Mniej interesuje mnie ich etyczny wymiar, bardziej zaś właśnie antropologiczny.

PAP: Czy z punktu widzenia obserwacji antropologicznych wojna w Ukrainie jest już tematem zamkniętym? A może ten obraz nie jest skończony, dopóki konflikt trwa?

T. Szerszeń: Uważam, że historycy, antropolodzy czy artyści nie powinni mówić czegokolwiek w definitywny sposób. Archiwa tej wojny są jeszcze do odkrycia, do zbadania. Dopiero po czasie ukaże się bezmiar cierpienia, które ta wojna wywołała, jej wpływ na środowisko i na wiele innych obszarów, o których w tej chwili nawet nie myślimy. Nie chciałbym więc, żeby moja książka była traktowana jako jakiś definitywny głos w dyskusji o tej wojnie. To raczej jeden z wielu możliwych punktów widzenia. Chciałbym jednak, żeby to wybrzmiało: napisałem ją, gdyż czułem, że tak trzeba i że to jest potrzebne: że w ten sposób dokładam jakąś małą cegiełkę do zrozumienia tego, co się tam dzieje i co się dzieje z nami samymi. Taka jest też rola humanistyki i sztuki.


Tomasz Szerszeń – antropolog kultury, eseista, fotograf. Autor książek: „Być gościem w katastrofie” (2024), „Wszystkie wojny świata” (2021), „Architektura przetrwania” (2017), „Podróżnicy bez mapy i paszportu” (2015), redaktor antologii „Oświecenie, czyli tu i teraz” (2021). Adiunkt w Instytucie Sztuki PAN, redaktor „Kontekstów”. Autor wielu projektów fotograficznych pokazywanych na wystawach w Polsce i za granicą, współautor projektów teatralnych. Jego książka „Wszystkie wojny świata” otrzymała w 2022 roku Nagrodę Literacką Znaczenia i Nagrodę Główną Academia, była też nominowana do Nagrody Literackiej Gdynia w kategorii esej.


Książka „Być gościem w katastrofie” ukazała się 21 lutego nakładem wydawnictwa Czarne.(PAP)


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com