Archives

Żydzi z USA nie reagowali na Holocaust. Bali się o fortuny

logo gazetaprawna.plReżyser filmu “Karski i władcy ludzkości”: Żydzi z USA nie reagowali na Holocaust. Bali się o fortuny

Magdalena Rigamonti

artykul wzbogacony komentarzem Wlodka Rozenbauma (patrz pod artykulem)


Sławomir Grünberg, fot. Maksymilian Rigamonti

Sławomir Grünberg, operator, reżyser, producent filmowy oraz telewizyjny. W 1981 r. wyjechał do USA, gdzie realizuje filmy dokumentalne. fot. Maksymilian Rigamonti

Churchill, Pius XII, Roosevelt i wpływowi amerykańscy Żydzi są współwinni Holocaustu. Usłyszeli od Jana Karskiego o zagładzie Żydów i nie zrobili nic – mówi Sławomir Grünberg, reżyser filmu „Karski i władcy ludzkości”.

Magdalena i Maksymilian RigamontiRIGAMONTI razy 2: Magdalena i Maksymilian Rigamonti

Jesteśmy współodpowiedzialni za Holocaust?

Kto?
Polacy. Pytam, bo dla mnie pana film o Janie Karskim jest jednym wielkim oskarżeniem Churchilla, Roosevelta, papieża Piusa XII, władców ludzkości, jak mówił o nich Karski, ale też amerykańskich środowisk żydowskich.

Nie chciałem oskarżać. Tylko pokazać, że oni wiedzieli o Holocauście, wiedzieli, że Żydzi są masowo mordowani, bo przecież Karski im o tym powiedział, i nic nie zrobili. Nic. Zresztą teraz w różnych częściach świata tysiące ludzi jest gwałconych, torturowanych, zabijanych i wielcy tego świata też nic nie robią. Nie robią, bo nie mają w tym żadnego interesu. Ten film jest o tym, jak funkcjonuje polityka i jak my, zwykli ludzie, przyzwyczajamy się do tego, jak jesteśmy bierni, jak się odwracamy, nie chcemy wiedzieć, zaangażować się. Wtedy, ponad 70 lat temu, Żydzi nie mieli swojego państwa i swoich przywódców, którzy mogliby na arenie międzynarodowej wystąpić i powiedzieć: mieszkańcy naszego kraju są masowo mordowani. Nie mieli swojego przedstawiciela

Jan Karski był takim przedstawicielem.

Był. I zrobił najwięcej. Ale władcy ludzkości mieli go gdzieś.

Wpływowi amerykańscy Żydzi też.

Niestety też. Nie zrobili nic. Feliks Frankfurter, Żyd, sędzia amerykańskiego Sądu Najwyższego, powiedział Karskiemu, że nie wierzy w historie o getcie, o zagładzie. Nie wierzy, nie chce wierzyć, nie ogarnia tego, nie przyjmuje do wiadomości. Rabini amerykańscy protestowali przed Białym Domem, chcieli się spotkać z prezydentem Rooseveltem, chcieli jakiejś deklaracji w sprawie pomocy dla europejskich Żydów, ale prezydent uciekł z Białego Domu tylnym wyjściem. To smutne.

Smutne? Smutny to może być film fabularny w kinie.

A co oni mogli więcej zrobić w tej Ameryce? Może uzbierać więcej pieniędzy na przekupienie przywódców Rumunii czy Węgier, którzy zaczynali wtedy kolaborować z Hitlerem, i uratować tę resztkę Żydów. W Polsce Niemcy zbudowali obozy koncentracyjne, ale to, co zrobili w Rumunii, było czymś niewyobrażalnym. Zwieźli wszystkich w jedno miejsce i przeciągnęli ich pod granicę sowiecką w rejon nazywany Transnistrią i tam ich zostawili. Bez jedzenia, bez ubrań, bez baraków. Była zima, mróz. Spotkałem kobietę, która to przeżyła, która widziała, jak z głodu i zimna umierają jej bliscy, jak umierają wszyscy. Kilkadziesiąt tysięcy ludzi. Nie wiedziałem o tym, dopóki nie zacząłem zajmować się Karskim. Roosevelt i rząd amerykański bali się zaangażować w sprawę żydowską. Niemcy robili propagandę z tego, że Żydzi są powodem II wojny światowej. Roosevelt nie chciał się włączać w tę narrację i walczyć o ratowanie Żydów.

Do cholery, był najsilniejszym władcą na świecie! Podkreśla pan to w swoim filmie kilkukrotnie.

Bo był najsilniejszy na świecie. Mógł zareagować, kiedy Karski mu mówił o zagładzie. A on zapytał o rolnictwo w Polsce i o konie, o to, jak się mają konie.

W pana filmie te konie się pojawiają.

Narysowane, piękne konie pociągowe, chodzące obok drutów kolczastych obozu koncentracyjnego. Tomek Niedźwiedź wymyślił ten rodzaj animacji. Jakby trójwymiarowej, jakby dokumentalnej. Potem się okazało, że jego dziadkowie uratowali rodzinę żydowską i że on rysując dla mnie, opowiada swoją prywatną historię.

Pan jest Żydem.

Jestem. Choć przez 30 lat życia w…

Czytaj dalej tu: Reżyser filmu “Karski i władcy…


 

polecil:Vlady Rozenbaum

Warto uzupelnic ten wywiad ciekawym komentarzem Henryka Grynberga w jego Pamietniku 2 (wydanym w 2014 r.):
– “McLean, 11 X 2011 – Rzad amerykanski nie tylko nic nie robil, zeby ratowac Zydów, ale robil, co mógl, zeby nie ratowac. Nie tylko nie wypelnial swoich kwot imigracyjnych z krajów, które sie znalazly pod wladza hitlerowska – wykorzystywal je minimalnie. Badania i dokumenty obnazaja machinacje Departamentu Stanu, który pietrzyl biurokratyczne przeszkody dla zydowskich uchodzców.

Prezydent Roosevelt, pragmatyczny polityk, nie mial czasu na tak marginalne dla niego sprawy i z pragmatycznych powodów nie chcial antagonizowac antysemitów w Departamencie Stanu i w ogóle w swiecie. Nie wiadomo, jakie wrazenie zrobil na nim ustny raport Jana Karskiego, bo nie ma zadnych pisemnych sladów. „Bariery wzniesione przez Departament Stanu padly dopiero w poczatkach 1944 roku, gdy Josiah DuBois, (niezydowski) urzednik Departamentu Skarbu, napisal «Raport o przyzwoleniu (acquiescence) naszego rzadu na mordowanie Zydów», w którym obciazyl Departament Stanu odpowiedzialnoscia za rozmiary tragedii przez polityke niewpuszczania uchodzców do USA … Wreczyl on swoje memorandum sekretarzowi skarbu Henry’emu Morgenthauowi, grozac, ze poda sie do dymisji i publicznie potepi nikczemna polityke administracji, jesli nie uczyni sie natychmiast czegos, by ratowac kogo jeszcze sie da”. Morgenthau zaniósl to memorandum prezydentowi, który zrozumial, ze jego publikacja wywolalaby skandal bardzo niepozadany w roku wyborczym i dopiero wtedy Roosevelt polecil utworzyc War Refugee Board (Rade d/s Uchodzców Wojennych).

Tak pisze Shlomo Slonim, omawiajac ksiazke Refugees and Rescue: The Diaries and Papers of James G. McDonald, 1935–1945 (Indiana University Press, 2009) w biezacym numerze kwartalnika „Israel Journal of Foreign Affairs” (vol. V, nr 3). I przy tej okazji nadmienia, ze trudnosci pietrzone przez „diaboliczne umysly w Departamencie Stanu” uniemozliwily ucieczke rodzinie Anny Frank.

Opinia publiczna nie zawsze milczala. „Jesli panstwa anglosaskie utrzymaja obecny kurs, to bedziemy winni wspóldzialania z Hitlerem…” – ostrzegal w maju 1943 roku tygodnik „New Republic”. Równiez sekretarz skarbu Morgenthau powiedzial do swoich wspólpracowników, ze przez zaniechanie pomocy Zydom administracja Roosevelta „pomaga Hitlerowi”. Przypomina o tym Rafael Medoff w tymze numerze „Israel Journal of Foreign Affairs”, omawiajac ksiazke Alexandra J. Grotha Accomplices: Churchill, Roosevelt and the Holocaust. „Accomplices” w tym kontekscie znaczy „wspólwinni”. Roosevelt i Churchill w ciagu calej wojny ani razu nie mówili o mordowaniu Zydów.

Nie ma tego tematu w opublikowanych po wojnie ciezkich tomach ich korespondencji ani w listach i wspomnieniach innych przywódców amerykanskich i brytyjskich. Nie znaczy to jednak, ze nie wiedzieli. Medoff wskazuje pare odnosników w Churchilla 3000-stronicowej historii II wojny swiatowej. W jednym z odnosników przytoczone jest memorandum z lipca 1944 roku do ministra spraw zagranicznych Edena, w którym nazwal zaglade Zydów – cytuje za Medoffem – „prawdopodobnie najstraszniejsza zbrodnia w calej historii swiata”.

Churchill tez byl pragmatykiem. „I Churchill, i Roosevelt byli przekonani, ze porzucenie (abandoning) Zydów jest korzystniejsze politycznie niz ratowanie” – konkluduje Medoff.

PS Pytanie na marginesie: czy pragmatyczna Szwajcaria zawracala zydowskich uchodzców do
prohitlerowskiej strefy Vichy, azeby nie przezyli swoich kont bankowych?


twoje uwagi, linki, wlasne artykuly, lub wiadomosci przeslij do: webmaster@reunion68.com

 


Komunista, syjonista, patriota? Życie i działalność Jakuba Egita (cz. II)

Komunista, syjonista, patriota? Życie i działalność Jakuba Egita (cz. II)

Marek Szajda


image description

Kilka lat pobytu Egita na Dolnym Śląsku to czas narodzin, chwały i powolnego upadku osiedla żydowskiego. Przewodniczący WKŻ – jeden z pomysłodawców idei osadniczej – spędził w Rychbachu i we Wrocławiu prawdopodobnie najbardziej wyjątkowy czas w swoim życiu.

Jakub Egit na ziemię dolnośląską przybył w drugiej połowie maja 1945 roku. Centralny Komitet Żydów w Polsce skierował go tu jako swojego wysłannika do pierwszych polskich struktur żydowskich na tzw. Ziemiach Odzyskanych. Do komitetów poobozowych byłych więźniów żydowskich przybył nie sam, lecz w doborowym towarzystwie Icchaka „Antka” Cukiermana, zdeklarowanego syjonisty, byłego komendanta Żydowskiej Organizacji Bojowej w getcie warszawskim. Z dwojga emisariuszy tylko Egit mocno związał się z Dolnym Śląskiem. Niecały rok później „Antek” wyemigrował do Palestyny, gdzie zamieszkał w kibucu.

Dolny Śląsk – Ziemia (prawie) Obiecana

17 czerwca 1945 powstał Wojewódzki Komitet Żydowski. Data ta, wielokrotnie już przywoływana na łamach „Chiduszu”, nieustannie przypomina o doniosłości powojnia i jego pionierskim charakterze. W czerwcowy dzień, w Rychbachu, powstał organ, który niejako usankcjonował dotychczasowe działania ludności żydowskiej zamieszkałej tam po wyzwoleniu z obozów. Nie było już tymczasowego komitetu poobozowego, bytu zakorzenionego w minionej wojnie. Powstała instytucja wpisana w szersze struktury, z poważnymi zadaniami.

Na przewodniczącego WKŻ wybrano Jakuba Egita. Głosami ok. 50 delegatów, którzy przybyli na zwołaną konferencję, powierzono mu kierownictwo nad lokalnymi strukturami, w których wówczas uczestniczyło ponad 7 tys. Żydów. Co ciekawe, funkcji tej nie objął założyciel pierwszego komitetu po wojnie, były więzień obozu w Bielawie – Szymon Balicki. Nie został nim również Mojżesz Linkowski, wyzwolony z dolnośląskiego piekła Gross-Rosen (wyznaczono go na zastępcę przewodniczącego). W demokratyczny sposób na czele ocalonych stanął człowiek z zewnątrz, który wiedzę o obozach zdobył jedynie na podstawie obserwacji i opowieści. Człowiek spoza grupy wyzwolonych, ale z poparciem „centrali”. Być może właśnie ten ostatni fakt zaważył na wyborze. W końcu CKŻP był nie tylko oficjalnym organem reprezentującym Żydów, ale też instytucją udzielającą wszelkiej pomocy finansowej społeczności ocalonych.

Na początku drugiej połowy 1945r. Egit stanął przed olbrzymią szansą i wielkim wyzwaniem. Posiadał dobrą, ale i bardzo odpowiedzialną pracę. Zapewniała komfort życiowy, wymagała jednak aktywnego trybu życia, podróży do okolicznych komitetów czy do Warszawy, rozwiązywania setek problemów związanych z aprowizacją, produktywizacją oraz tymczasową administracją. Korzyści jednak w dość dużym stopniu balansowały trudności wynikające z pracy o takim charakterze.

Ówczesne warunki życia w miasteczkach Dolnego Śląska (w tym w Rychbachu) w porównaniu ze zgliszczami Warszawy, dawnymi sztetlami opuszczonymi przez Żydów, wsiami centralnej i południowej Polski, były bardzo komfortowe. Mieszkania dostępne od zaraz, często z wyposażeniem. Czasami z dodatkowym, niemieckim lokatorem, który jednak po jakimś czasie decydował się na wyjazd. Ład schludnych ulic, dojrzewające kłosy na polach i tylko gdzieś w oddali widniały dawne siedziby filii obozowych. Atmosfera i krajobraz, inny od tych na prowincji galicyjskiej, sprzyjały więc życiu rodzinnemu. Egit nie osiadł w Rychbachu sam. Towarzyszyła mu żona Klara, poślubiona kilka miesięcy wcześniej, oraz jej najbliżsi: córka i rodzice.

Afera rychbachska

Egit był stosunkowo mocno osadzony w strukturach powstającej organizacji. Nie oznaczało to jednak, że swoje stanowisko piastować będzie dożywotnio. Już w pierwszych miesiącach urzędowania musiał podjąć poważny wysiłek, by bronić swoich decyzji oraz utrzymać funkcję. W sierpniu 1945 roku w Dzierżoniowie za sprawą żydowskiej rodziny Honik wybuchło zamieszanie. Miała ona zniechęcać ludzi do akcji prowadzonych przez WKŻ oraz agitować przeciwko władzom polskim. W związku z tym Egit postanowił wydalić tę rodzinę z miasta, uprzedzając tym samym prawdopodobną akcję Urzędu Bezpieczeństwa. Decyzja ta nie spodobała się przede wszystkim działaczom syjonistycznym, którzy zaczęli domagać się odwołania przewodniczącego. Sprawę rozpatrzono w najwyższej instancji, tj. podczas jednego z posiedzeń CKŻP w Warszawie, i głównie nieobecność kilku działaczy, która spowodowała odroczenie sprawy, uratowała Egita od dymisji. To dość mocne doświadczenie walki o swoje racje z pewnością było dla niego jedną z najważniejszych lekcji w nowym środowisku. Okazało się, że ważniejsza od konieczności walki o swoje jest umiejętność dogadania się, lawirowania wśród różnych grup politycznych na „ulicy żydowskiej”, tak, by jednocześnie zadowolić komunistów i nie podpaść zbytnio syjonistom, czy innym grupom.

Bilans pierwszego roku

Działalność Egita w kolejnych miesiącach po sierpniowym konflikcie przybierała coraz to nowe oblicza. Powodami były zarówno dynamiczna sytuacja w komitetach, jak i narodziny idei osadnictwa żydowskiego na Dolnym Śląsku. W następujących po sobie tygodniach między Odrą a Nysą Łużycką, wraz z rosnącą liczbą ludności żydowskiej, powstawały nowe ośrodki osadnicze. Idea stworzenia jiszuwu na jeszcze tak niedawno niemieckiej ziemi została przyjęta. Prawie wszystkie pozytywne komentarze odnosiły się bezpośrednio do Egita, który był pomysłodawcą całego przedsięwzięcia. Na forum CKPŻ o realizację swojej koncepcji walczył zdecydowanie, a podczas działań w terenie znajdował nowe miejsca do osiedlenia dla przybywających Żydów.

W końcu migracja ludności żydowskiej ze wschodu, która dokonała się w pierwszej połowie 1946 roku, usankcjonowała status osiedla żydowskiego na Dolnym Śląsku, jak i przymnożyła zasług Wojewódzkiemu Komitetowi Żydowskiemu. Niespełna stutysięczna diaspora, rozlokowana w ponad 40 komitetach na dolnośląskiej ziemi, czyniła Egita liderem około połowy Żydów zamieszkujących wówczas Polskę.

W gazecie „Nowe Życie. Trybuna WKŻ” tak podsumowywał on rok pracy komitetów, ale również swojego przewodniczenia strukturom: „Widać, jak kwitnie nasza kultura i słowo na tych ziemiach. Ciągnie się dalej złoty łańcuch życia żydowskiego. Życie wyrosło na tej ziemi, z ziemią tą nierozerwalnie związane.” Sukces Egita był sukcesem Żydów polskich, którzy wykorzystywali swoją szansę, próbując żyć na nowo po wielkiej traumie Zagłady. Wzmacniał również pozycję przywódcy, nie tylko politycznie, ale również wizerunkowo.

Można stwierdzić, że lata 1946–1948 były dla niego nie tylko pomyślne, co nad wyraz szczęśliwe pod różnymi względami. W kwietniu 1946 roku Egit wraz z rodziną przeniósł się do Wrocławia – miasta, które powoli odzyskiwało ład i przyjmowało rozproszone struktury administracyjne, właściwe dla stolicy województwa. Egitowie osiedli w spokojnej części miasta niedotkniętej przez wojnę. Ich dom na Karłowicach przy ulicy Franciszka Karpińskiego z pewnością był miejscem wielu radości. Do tych najważniejszych należy zaliczyć narodziny syna, Marka, który przyszedł na świat w 1947 roku. „Nowe życie” czasami przejawiało się i w dosłowny sposób.

Lato pokieleckie

Sukcesy organizacyjne, rodzinne czy też polityczne bilansowane były przez liczne potknięcia oraz błędy. Choć trudno mówić w tym wypadku o klęskach czy przeważeniu niedociągnięć i pomyłek nad wszelkimi osiągnięciami, powiedzenie, że sukces ma wielu ojców, a porażka jest zawsze sierotą, w tej sytuacji nie do końca jest zgodne z prawdą. W świetle dokumentów archiwalnych oraz wspomnień jesteśmy dziś w stanie jasno wykazać potknięcia Egita, które przyniosły w kolejnych miesiącach wymierne skutki.

Jednym z ciekawszych zastrzeżeń co do jego działalności jest postawa w lipcu i sierpniu 1946 roku. Tuż po pogromie w Kielcach w polskiej diasporze panował lęk i atmosfera ogólnej paniki. Żydzi czuli się zagrożeni. Bali się o siebie i o losy społeczności. Mimo że Wrocław i okolice nie sąsiadowały bezpośrednio z Kielcami, to jednak strach w największym skupisku żydowskim w Polsce był obecny. Ci, którzy po wydarzeniach kieleckich zdecydowali się opuścić kraj, kierowali się właśnie na Dolny Śląsk, gdzie przez zieloną granicę w pobliżu Kudowy Zdroju opuszczali Polskę. Takie działanie nie dotyczyło jednostek, a dziesiątek tysięcy żydowskich emigrantów.

Dla Egita ten czas był bardzo niespokojny. Choć ucieczka przez granicę nie była legalna, odbywała się za zgodą administracji rządowej. Komitet Wojewódzki nie mógł zapobiec masowemu exodusowi, do którego przyłączali się również Żydzi dolnośląscy. Potępienie mordu kieleckiego stanowiło oczywiste działanie Frakcji PPR oraz działaczy WKŻ. Gorzej, gdy samym członkom Partii udzielał się wszechobecny lęk. Wśród informacji, jakie docierały od współpracowników Egita do Urzędu Bezpieczeństwa, pojawiają się i takie, które sugerują, iż przewodniczący „stracił głowę po wypadkach kieleckich, głosząc syjonistyczne hasła”. Trudno o mocniejszy zarzut skierowany wobec komunisty niż działanie przeciw własnemu krajowi. Choć wówczas określenie „syjonista” nie miało jeszcze takiego znaczenia, jak zaledwie dwie dekady później, to jednak latem 1946 mogło być rozumiane jako dość poważne pomówienie. Dokładne stanowisko i zachowanie Egita w tym okresie trudno odtworzyć. Wymowny jest fakt, że zawieję emigracyjną przetrwał na swoim stanowisku.

Ekonomizm, czyli chleb powszedni

Znacznie częściej od zarzutów ideologicznych, np. związanych z syjonizmem, pojawiały się oskarżenia natury ekonomicznej. Wysoka funkcja partyjna czy administracyjna zawsze sprzyja (a może przyciąga) okazje do osiągnięcia dodatkowych korzyści. Na tym gruncie Egita oskarżano wielokrotnie, bo wiele też było sposobności do nadużywania władzy. Równie liczne było grono tych, którzy, zapewne nie bez zazdrości, domagali się sprawiedliwości. Według doniesień wielu „uprzejmych” informatorów przewodniczący miał dopuścić się pobrania zbyt dużych kwot pieniędzy, w czym współdziałał z komitetowym buchalterem. Podobno przywłaszczył sobie dobra różnego typu przypadające żydowskim górnikom z Wałbrzycha, swoje wrocławskie mieszkanie obstawił ochroną za pieniądze z WKŻ, a nawet miał pobierać dwie pensje: jedną w Komitecie, drugą w żydowskim wydawnictwie. Wymienione zarzuty są dość mocne. Trudno je jednak w prosty sposób obalić, być może jeszcze trudniej udowodnić. Ta ostatnia czynność zresztą nie powiodła się oskarżycielom, bo Egit nie poniósł konsekwencji; nadal pozostawał przewodniczącym WKŻ. Nie oznacza to jednak, że wszystkie oskarżenia były jedynie wymysłem przeciwników.

Kwestia tzw. ekonomizmu była problemem szerszym, odnoszącym się nie tylko do wysoko postawionych funkcjonariuszy partyjnych. W powojennym okresie biedy i niepewności walka o swoje czy wręcz pewnego rodzaju zachłanność nie były niczym niezwykłym. Materiały archiwalne zawierające dokumenty z komitetów z całej Polski przedstawiają liczne przypadki machlojek, krętactwa, kumoterstwa. Liczniejsze listy, skargi oraz donosy są przykładem nie tyle walki o sprawiedliwość, lecz raczej o swoje. Egit w narracjach płynących z tych dokumentów nie wyróżnia się zbytnio pośród innych liderów lokalnych komitetów. Może tylko skala jest trochę większa, a znajomości bardziej rozległe.

Wystawa Ziem Odzyskanych – początek epilogu

Idea osiedla żydowskiego i jego istnienie z pewnością były dla Egita powodem do dumy. Dlatego tym boleśniej odczuwał klęskę odniesioną na tym polu działalności podczas Wystawy Ziem Odzyskanych latem 1948 roku. Na to bardzo ważne wydarzenie zarówno dla Dolnego Śląska, jak i dla Polski, Egit wraz z Komitetem miał przygotować specjalny pawilon, przedstawiający życie żydowskie po wojnie na południowych „Ziemiach Odzyskanych”. Zadanie zostało wykonane, lecz tuż przed otwarciem władze zdecydowały o rozebraniu stoiska i przeniesieniu elementów wystawienniczych do innych pawilonów. Wydarzenie to było nie tylko przejawem zmiany stosunku władz do mniejszości żydowskiej. Stanowiło osobistą klęskę Egita, który mocno się zaangażował w zaprezentowanie nie tylko dorobku kilku lat życia ocalonych z obozów, ale także swoich osiągnięć. We wspomnieniach pisze o tym z pewnym rozgoryczeniem i smutkiem, ale również i świadomością wydarzeń, które nastąpiły w kolejnych miesiącach.

Pod koniec 1949 roku Jakub Egit został usunięty z funkcji przewodniczącego Wojewódzkiego Komitetu Żydowskiego. Odszedł w wyniku zmian partyjnych,w czasie gruntownej redefinicji stosunku PZPR do mniejszości narodowych, w tym do Żydów. Jego miejsce zajął Jakub Wasserstrum (Wasersztrum), odgrywający ważną rolę we frakcji żydowskiej PPR, później PZPR. Pomimo że obaj byli z jednej partii, można stwierdzić, że Egit przegrał z politycznym rywalem. Klęska ta nie była jednak aż tak dotkliwa. Ustępujący przewodniczący opuszczał Wrocław, kierując się do Warszawy, gdzie otrzymał stanowisko w wydawnictwie „Idisz Buch” i gdzie zapewniono mu służbowe mieszkanie. Opuszczał WKŻ, który stworzył. Być może szczęśliwie nie doczekawszy jego końca, który nastąpił zaledwie kilka miesięcy później (już w 1950 roku struktury CKŻP i lokalnych komitetów przekształcono w jednostki Towarzystwa Społeczno Kulturalnego Żydów).

Bilans niespełna pięcioletniej obecności Jakuba Egita na Dolnym Śląsku jest niezwykle ciekawy i wbrew pozorom skomplikowany. Nadzieja odbudowania życia żydowskiego i trud organizacji komitetów przeplatają się z polityczną grą między frakcjami politycznymi, biedą i brutalnością powojennej rzeczywistości, trudnymi stosunkami społecznymi, a także szczęściem rodzinnym. Ten ciekawy etap jego życia jest również fragmentem życia żydowskiego na Dolnym Śląsku po wojnie. Ten czas to także najbardziej barwne karty działalności Jakuba Egita – komunisty. Trudno bowiem mówić o jego zaangażowaniu partyjnym w kolejnych latach: czasie oskarżeń, więzienia i emigracji.

2 marca 2015 – historia / chidusz – 14 – 01/2015


twoje uwagi, linki, wlasne artykuly, lub wiadomosci przeslij do: webmaster@reunion68.com

 


Komunista, syjonista, patriota? Życie i działalność Jakuba Egita [cz. I ]

Komunista, syjonista, patriota? Życie i działalność Jakuba Egita   [cz. I ]

Marek Szajda


Prezydium Zjazdu, 2 z lewej przewodniczący WKŻ -Jakub Egit, 3 z lewej - Abraham Rosenman - wiceprzewodniczący WKŻ  /fot. Biblioteka Studium Kultury i Języków Żydowskich we Wrocławiu

Prezydium Zjazdu, 2 z lewej przewodniczący WKŻ -Jakub Egit, 3 z lewej – Abraham Rosenman – wiceprzewodniczący WKŻ /fot. Biblioteka Studium Kultury i Języków Żydowskich we Wrocławiu

 

Co wiemy o Jakubie Egicie, pierwszym przewodniczącym Wojewódzkiego Komitetu Żydowskiego na Dolny Śląsk? Jak dramatyczne były jego losy? Dlaczego interesował się nim Urząd Bezpieczeństwa?

Jakub Egit urodził się w 1908 roku w Borysławiu, jako najmłodsze dziecko Mojżesza i Szajndli Egitów…

W taki sposób mógłby zaczynać się biogram „żydowskiego wojewody”, który przez prawie pięć lat kierował życiem żydowskim w powojennych realiach Dolnego Śląska. Mógłby, bo nie zaczyna się. Nawet więcej. Nie istnieje. O Egicie niewiele dowiemy się z opracowań historycznych. Daleko mu było z pewnością do Szymona Zachariasza, Adolfa Bermana czy Hersza Smolara, których życiorysy widnieją w niejednej encyklopedii. Co ciekawe, w kontekście Wrocławia i Dolnego Śląska, bardziej rozpoznawalną i opisywaną postacią jest chociażby reżyser Jakub Rotbaum, mieszkający do śmierci w 1994 r. na Włodkowica. Jakie jest więc miejsce Egita w pamięci społeczności żydowskiej, w doświadczeniu lat powojennych? Co interesującego było w jego działalności, że warto o nim nadal pamiętać?

Młodość

Borysław, rodzinne miasto Egita, leży w centralnej części dawnej Galicji. Do dziś odznacza się wyjątkowym, przemysłowym, charakterem w tym mocno rolniczym regionie. Miasto to było bowiem jednym z pierwszych, w którym tuż pod koniec XIX wieku zaczęto wydobywać złoża ropy i gazu. To czyniło okolicę wyjątkową, bardziej zindustrializowaną, ale i zamożniejszą. Pomimo inwestycji, mieszkańców Borysławia również dotykała tzw. „bieda galicyjska”. Sformułowanie to, w świetle dzisiejszej wiedzy historycznej, świetnie oddaje standard i warunki życia ówczesnych mieszkańców regionu, także Żydów. Początek XX wieku to wciąż okres sztetli, prężnego żydowskiego życia, tradycyjnej religijności. W takim otoczeniu dorastał Egit, członek wielodzietnej rodziny. W wydanych w Kanadzie wspomnieniach „Grand Ilusion” opisywał ten czas następująco: „Dorastałem w religijnym domu. W każdy piątkowy wieczór i szabatowy poranek chodziłem do synagogi z moim ojcem”.

Choć okres homo religiosus nie trwał w jego przypadku długo, bo jedynie do czasu Bar Micwy, z pewnością mocno ukształtował jego charakter. Wychowanie religijne zbudowało jego tożsamość i pomogło zrozumieć kulturę żydowską. Ono też dało podstawy do młodzieńczych zainteresowań jidyszkajtem, było impulsem do poszerzania wiedzy na temat historii Żydów i sięgania do twórczości ciekawych żydowskich pisarzy.

Odstępstwo od religii w przypadku Egita zachodziło na bardzo ważnym etapie życia – zbiegło się z młodzieńczym buntem, który wzmagany był ideami komunistycznymi i syjonizmem. W wieku 17 lat został członkiem grupy Poalej Syjon Lewica, działającej w Borysławiu. W ciągu pięciu lat aktywności partyjnej Egit nie tylko kształtował swój pogląd na temat Palestyny. Był świadkiem nierówności w społeczeństwie niepodległej Polski, jak i światowego kryzysu, który wówczas odciskał piętno na kraju. To powodowało radykalizowanie się jego poglądów, przynajmniej tak to wspomina. Nieustępliwość w przekonaniach spowodowała wykluczenie go z członkostwa w partii syjonistycznej.

Jednak jako aktywista polityczny niezbyt długo pozostawał w bezruchu. Jesienią 1931 roku, wraz z innymi byłymi członkami Bundu oraz Poalej Syjon, utworzył Ogólnożydowską Partię Robotniczą i został wybrany w niej sekretarzem generalnym. Niewiele później był również jednym z redaktorów jej pisma „Unser Weg” („Nasza Droga”).

Partia nie należała do najbardziej wpływowych w społeczności żydowskiej, miała jednak stałą grupę zwolenników. Egit wspomina: „Na początku 1934 roku mieliśmy 5000 członków i zwolenników w 100 miastach. Większość z naszych nowych członków pochodziła z Bundu, Poalej Syjon i Ha-Szomer ha-Cair”.

Wynika z tego, że partia jednoczyła różne środowiska, ludzi niezadowolonych, często dysydentów, których poglądy musiały daleko odstawać od linii „politycznych gigantów”. Nie istniała zresztą długo. Już w 1934 roku została zdelegalizowana, a jej członkowie przenieśli swoją działalność do podziemia.

Podobny los spotkał Egita, który w kolejnych latach podejmował pracę na rzecz uwolnienia więźniów politycznych, zwłaszcza tych związanych z jego partią. Niedługo potem, bo w 1937 roku, sam został aresztowany i oskarżony o działalność przeciwko państwu, głównie na podstawie aktywności partyjnej sprzed kilku lat. W rzeczywistości aresztowania tego typu wymierzone były przeciwko szeroko pojętej działalności komunistów. Przebywał wówczas w więzieniu zaledwie kilka miesięcy.

Życie Jakuba Egita aż do wybuchu II wojny światowej w 1939 roku ściśle związane było ze stronami rodzinnymi: Borysławiem, Lwowem czy – szerzej – dawną Galicją, która po 1918 należała do Polski. W okresie tym był niebywale czynny. Angażował się w działalność partii politycznych jako zwykły aktywista, lider wśród działaczy ze swojego miasta czy założyciel nowych struktur. W tym wszystkim zdobył niezwykle cenne doświadczenia organizacyjne, pracy w grupie, szukania konsensusu pomiędzy różnymi stronnictwami i organizowania konkretnych działań (wśród których wymienić należy demonstracje) oraz redakcję czasopism.

Okres ten to również dojrzewanie polityczne pod względem ideowym. Z religijnego dziecka Egit zamienił się w syjonistę. Poglądom był wierny przez kilka lat, do czasu, gdy nie zawładnęła nim komunistyczna wizja świata. Doświadczenia te miały duży wpływ na kolejne lata jego życia, zwłaszcza te dolnośląskie. Trudno jednak określić, czy wszystkie były jednoznacznie prawdziwe. W końcu nie można pominąć tego, co robił przyszły „wojewoda” w latach po likwidacji Ogólnożydowskiej Partii Robotniczej.

Jego aktywność oraz pobyt w więzieniu włączają go do rzeszy komunistycznych działaczy, którzy wówczas niczym męczennicy cierpieli za poglądy. Zbiorowe doświadczenie pokolenia komunistów polskich, nie tylko żydowskich, kilka dekad później było zapisywane złotymi zgłoskami w dziejach polskiego ruchu robotniczego.

Wojna

Jesienią 1939 roku przebywający w rodzinnym Borysławiu Egit doświadczył działań dwóch najeźdźców. Najpierw miasto zajęli Niemcy, by kilka dni później oddać je w ręce wojsk radzieckich, zgodnie z tajnym protokołem paktu Ribbentrop-Mołotow. Jak sam wspomina, duża część ludności żydowskiej z radością witała radzieckich towarzyszy, łącząc z nimi poprawę swojego dotychczasowego bytu. Podobne uczucia towarzyszyły Egitowi, który komunizm nie tylko wyznawał, co w imię wyznawanych zasad przebywał kilka lat wcześniej w więzieniu. O swojej radości jednak nie mówił, spisując wspomnienia po latach, z perspektywy minionych dekad komunizmu.

W okresie do czerwca 1941, a więc do czasu agresji III Rzeszy na terytorium ZSRR, Egit potrafił znaleźć sobie godziwą i dość intratną pracę. Zatrudniony jako kierownik piekarni odpowiadał za produkcję oraz dystrybucję pieczywa w Borysławiu i okolicy. Praca, bez żadnych wątpliwości odpowiedzialna i ważna dla całej społeczności, przynosiła Egitowi również wiele profitów osobistych. Dość swobodny dostęp do tego, co stanowi podstawę wyżywienia, dawał nie tylko komfort życia jemu samemu oraz rodzinie – mógł być ważnym czynnikiem do uzyskania kolejnych dóbr.

W czasie wojny chleb bywał bowiem cenniejszy od pieniędzy. Mieszkańcy Galicji, która stanowiła linię ataku niemieckiej armii w 1941 roku, tuż po agresji, w krótkim czasie musieli podjąć decyzję o ewentualnej ewakuacji w głąb Związku Radzieckiego. Jakub Egit nie widział możliwości pozostania w mieście pod niemiecką okupacją. W przeciwieństwie do swoich rodziców i rodzeństwa, wraz z żoną i synem skorzystał z podstawionych pociągów kierujących się do centralnych części ZSRR. Rodzina, która nie chciała opuścić rodzinnego miasta, doświadczyła w pełnej skali okrucieństwa nowego okupanta. Większość jej członków, podobnie jak inni żydowscy mieszkańcy Borysławia, stała się ofiarami Zagłady.

W swojej ucieczce Egit został skierowany najpierw do Dnietropietrowska, a kilka tygodni później jeszcze dalej od rodzinnych stron. Trafił do miejscowości Koskoduk w Kazachstanie. W tych ciężkich, bo dość srogich przyrodniczo warunkach, Egit został zatrudniony jako brygadzista odpowiedzialny za zaopatrzenie dla robotników miejscowych fabryk. Mimo nieznajomości okolicy, po raz kolejny, jak twierdził, poradził sobie z trudnym zadaniem, organizując grupę rybaków oraz myśliwych. To właśnie w ryby zaopatrzał również swoją rodzinę.

W Kazachstanie spędził niemal trzy lata. O tym okresie wiadomo niewiele. Ale można przypuszczać, że w porównaniu z ogólnymi warunkami życia zesłańców, jego byt był dość dobry. Wraz z żoną miał pracę – znów miał co jeść.

Na początku 1944 roku Jakub Egit usłyszał w Ałma Atmie o oblężeniu Kijowa, które jeszcze u końca grudnia 1943 r. zakończyło się sukcesem. Ta wiadomość skłoniła go do zaciągnięcia się do armii i opuszczenia Dalekiego Wschodu. W decyzji pomogła chęć ucieczki z zesłania i powrotu w rodzinne strony, patriotyzm oraz potrzeba rzeczywistej walki na froncie. Z pewnością okolicznością, która wpłynęła na taką decyzję, był konflikt z żoną, który doprowadził do rozwodu. W rodzinne strony Egit wrócił już sam.

Powrót

Zaciąg w szeregi II Frontu Ukraińskiego był okazją do powrotu oraz walki o rodzinne, ukraińskie ziemie. Armia najpierw dotarła do Kijowa, by następnie sukcesywnie przemieszczać się z frontem na zachód. Przed przybyciem do Borysławia żołnierze zatrzymali się jeszcze we Lwowie. Wszystkie wiadomości, jakie dochodziły dotychczas do Egita, zaczęły się urealniać. Mógł wówczas nie tylko zaobserwować, jakie są efekty kilku lat okupacji, ale też przekonać się o polityce eksterminacji ludności żydowskiej. Nie było już sztetli – tylko ruiny po gettach oraz niewielu ocalałych z Zagłady.

Podobnie bolesnym doświadczeniem musiał być dla niego pobyt w rodzinnym mieście, w którym na próżno szukałby rodziców czy znajomych. Następnie dotarł do Drohobycza, położonego 10 km od Borysławia – tam zatrzymał się, chwilowo odłączając się od armii. W mieście został oddelegowany do pracy w roli koordynatora i organizatora spółdzielni produkcyjnych (miały wspierać zaopatrzenie wojska oraz wyzwolonego regionu). Tym samym po raz kolejny postawiono go przed trudnym zadaniem, dającym jednocześnie duże możliwości oraz sposobność do czerpania osobistych korzyści.

W Drohobyczu miało miejsce również ważne wydarzenie. Wśród ocalonych Żydów w mieście przetrwała m.in. rodzina Szwarcbardów. Klara, znana Egitowi przed wojną, jako wyjątkowo atrakcyjna kobieta od razu przyciągnęła jego uwagę. W dość krótkim czasie para pobrała się. Szczęśliwie też w tym związku przetrwał do końca swoich dni.

Zaledwie kilkumiesięczny pobyt Egita w Drohobyczu zakończył się w maju 1945 roku. Jakub i Klara udali się wówczas do Warszawy, gdzie kilka tygodni wcześniej został przeniesiony z Lublina Centralny Komitet Żydów Polskich [dalej: CKŻP]. Tam też za sprawą Michała Mirskiego, którego znał z czasów aktywności w Partii Robotniczej, Egit został włączony w prace Komitetu. W maju i czerwcu wizytował z ramienia tej organizacji wyzwolone tereny, na których dokonała się Zagłada, a gdzie przebywać mogli ocaleni Żydzi. W ten sposób został skierowany na Dolny Śląsk. Tam też niebawem, 17 czerwca 1945 r., w Rychbachu, został wybrany przez żydowskie komitety poobozowe na przewodniczącego Wojewódzkiego Komitetu Żydowskiego. W tym miejscu zaczęło się dla niego prawdziwe „Nowe Życie”.

Jakub Egit

Jakub Egit

Kim był tak naprawdę?

Spoglądając na życie Egita aż do przełomowego roku 1945 i objęcia ważnej funkcji kierowniczej w nowej rzeczywistości społecznej, można mieć wrażenie, że był to człowiek mocno zaangażowany politycznie. Działacz, którego poglądy ewoluowały, lecz którym w pewnym momencie został wierny.

Ciekawa jest analiza jego kariery zawodowej od lat młodzieńczych aż do końca wojny – często pełnił ważne role w społecznościach, zasiadając na wpływowych stanowiskach. W licznie przywoływanych fragmentach swoich wspomnień pisał o ciężkiej i odpowiedzialnej pracy, dającej duży pożytek wielu ludziom.

Relacje z nieco innej perspektywy pokazują różnego typu materiały archiwalne znajdujące się w Instytucie Pamięci Narodowej. Już od 1946 roku stanowił obiekt zainteresowania Urzędu Bezpieczeństwa, co wynikało zapewne z pełnionej przez niego funkcji „wojewody żydowskiego” (1945-1949). Jego sprawę prowadził Departament V Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego, a dokumenty były gromadzone przez niemal siedem lat. Wśród różnego typu materiałów, m.in. donosów, zeznań, informacji operacyjnych, wiele dotyczy okresu sprzed 1945 roku, zwłaszcza z czasów działalności partyjnej Egita w latach trzydziestych. Stanowią one niejako dopełnienie skomplikowanej historii borysławianina.

Donosy i oskarżenia

W wyniku migracji ludności polskiej na tereny tzw. Ziem Odzyskanych w 1946 roku na Dolnym Śląsku znalazło się wielu Żydów ocalałych z Zagłady. Ówczesna diaspora liczyła około stu tysięcy osób, z których część pochodziła z kresów południowo-wschodnich, czyli terenów przedwojennej aktywności Jakuba Egita. Dość duże było zdziwienie tych ocalałych, którzy, zapisując się w lokalnym komitecie, dowiadywali się o jego kierowniczej funkcji. Kiedy donosili na niego funkcjonariuszom Urzędu Bezpieczeństwa, negatywnie oceniali postawę „wojewody” przed wojną.

Jeden z informatorów przekazał dość ciekawe wiadomości na temat partyjnej działalności Egita. Donosił tak: „Należąc do partii ‘Poalej-Syjon Lewica’ pracował u malarza pokojowego. Do początku 1931 roku należał i aktywnie pracował w tej partii. Na zebraniach do tego czasu bardzo agresywnie występował przeciwko Lewicy Robotniczej. Gdzieś w połowie 1931 nagle zmienił swoje przekonanie, zgłosił się do pracy w ruchu lewicowym.” O jego pracy partyjnej wspominali również inni działacze: „W 1935 albo w 1936 roku został uchwałą okręgowej Egzekutywy KPZU [Komunistyczna Partia Zachodniej Ukrainy] z partii wykluczony. Za co nie wiem. Chodziły o tym różne wersje i plotki”.

W przywołanym powyżej opisie lat młodzieńczych o faktach tego typu brak jakiejkolwiek informacji. Sam Jakub Egit również nie zawarł tego w swoich wspomnieniach. A przecież członkostwo w nielegalnej partii komunistycznej musiało być nie tylko ważnym, kolejnym krokiem w jego karierze politycznej, ale również istotnym życiowym wydarzeniem.

W „Grand Illusion” nie ma informacji ani o KPZU, ani o usunięciu Egita z jej szeregów. Więcej na ten temat przekazuje kolejny denuncjator: „[W] 1937 roku w więzieniu dowiedziałem się, że Egit w 1935 r. pełnił funkcję inst. MOPR-u i zdefraudował pieniądze, za co został wyrzucony z partii, co było opublikowane w jednym z nielegalnych pism partii.”

Oskarżenia te pojawiały się również wśród innych Żydów, zwłaszcza tych, którzy pełnili ważne funkcje w komitetach żydowskich. Jeden z nich, powtarzając czy to plotki, czy zasłyszane od przedwojennych towarzyszy Egita informacje, przekazał funkcjonariuszowi UB: „Charakterystycznym jest to, że wszyscy starzy przedwojenni T.T., którzy znają Egita sprzed 1939 r. z jego działalności partyjnej, mówią o nim źle, że sprzeniewierzył partyjne pieniądze i że był podejrzany jako prowokator.” O różnego typu kłopotach z pieniędzmi, jakie miał w latach trzydziestych Egit, mówił również ktoś inny: „Po 1934 roku słyszałem od ludzi, którzy jego pracą kierowali, że miał niezdrowy, zachłanny stosunek do pieniędzy, zawsze miał pretensje, że za [mało] mąki otrzymuje itp.”

Powtarzające się wobec Egita oskarżenia odnoszą się do dwóch kwestii: ideologicznej i ekonomicznej. Brak prawowierności w wyznawanych poglądach i częste zmiany przynależności partyjnej z pewnością raziły wielu Żydów. A i powody takich transferów politycznych nie były przecież bezcelowe.

W tym momencie pojawia się kolejny zarzut: o defraudację pieniędzy lub też o zachłanny do nich stosunek. Takie pomówienie łatwo mogło się pojawić, gdyż Egit, piastując liczne urzędy, mógłby łatwo nadużywać swoich funkcji i wykorzystać je do pozyskania nie tylko pieniędzy, ale również różnego typu dóbr materialnych. Nie wspomina on jednak w „Grand Illusion” o tym ani słowa.

Dolny Śląsk

Bez względu na różne oskarżenia, w 1945 roku Jakub Egit podjął wyzwanie organizacji życia żydowskiego na terenie powojennego Dolnego Śląska. Otworzyło to przed nim spektrum możliwości. Mógł w sposób odpowiedzialny pełnić swoje funkcje lub wykorzystywać je do własnych celów. Po doświadczeniu zawieruchy wojennej mógł się odciąć od niechlubnej przeszłości, zapomnieć o wszelkich minionych kłopotach. Czy mu się to udało?

O okresie dolnośląskim w perspektywie autobiograficznej, kolejnych oskarżeniach oraz innych dokumentach Urzędu Bezpieczeństwa już za miesiąc.

8 stycznia 2015 – historia / Chidusz – 13 – 12/2014


twoje uwagi, linki, wlasne artykuly, lub wiadomosci przeslij do: webmaster@reunion68.com

 


Po Zagładzie — Sesja naukowa i wystawa

Po Zagładzie — Sesja naukowa i wystawa

( dr Helena Datner, która jest pomysłodawcą, głównym wykonawcą i kuratorem wystawy towarzyszącej sesji. )

Wide full hd zrzut ekranu 2013 11 12 o 12.06.02 pm
Głównym celem sesji jest przybliżenie działalności CKŻP z punktu widzenia ludzi pracujących w i na rzecz Komitetu oraz problemów, którym ta instytucja musiała sprostać.

Żydzi polscy, którzy przeżyli wojnę, mieli jedną wspólną nadzieję – żyć bezpiecznie. Jednak różne były wyobrażenia o sposobie realizacji tego celu. Jedni – syjoniści – wierzyli, że przyszłością dla narodu żydowskiego jest własne państwo w Palestynie, drudzy za najlepsze rozwiązanie uznali udział w tworzeniu nowej, lepszej Polski. Część z ocalonych bez żadnej nadziei wyjeżdżała, by być jak najdalej od miejsca zagłady swojego narodu.

Największą organizacją dla tych, którzy zdecydowali się zostać, był powołany jesienią 1944 roku w Lublinie Centralny Komitet Żydów w Polsce. Komitet nazwano centralnym, ponieważ reprezentowane w nim były organizacje żydowskie i partie polityczne, które po wojnie wznowiły działalność. Dodatkowo jego rangę podnosił fakt, że władze traktowały go jako reprezentanta ludności żydowskiej, a jego działalność obejmowała wszystkie sfery życia począwszy od opieki społecznej po kulturę. Poszczególne wydziały CKŻP zajmowały się wszelkimi sprawami niezbędnymi do prawidłowego funkcjonowania w powojennej Polsce, między innymi pomocą w poszukiwaniu rodzin, prowadzeniem kartotek ocalonych, upamiętnianiem zamordowanych, opieką społeczną dla tych, którzy wracali nie mając nic i nikogo, organizowaniem domów dziecka i szkół, a po pogromie kieleckim — również samoobroną.

W trakcie sesji, pracownicy Instytutu będą prezentowali wyniki badań nad działalnością CKŻP, wystąpienia zostaną uzupełnione komentarzami ze strony uznanych specjalistów z innych ośrodków naukowych. Pod koniec pierwszego dnia sesji zapraszamy na wernisaż wystawy „Po Zagładzie. Centralny Komitet Żydów w Polsce (1944–1950)”.

Na wystawie zostaną zaprezentowane zdjęcia i obszerny zbiór dokumentów obrazujących mało znane aspekty życia Żydów po wojnie. Po raz pierwszy zostaną pokazane plakaty oraz afisze kulturalne i politycznie ze zbiorów ŻIH. Na wystawie będzie można też zobaczyć fragmenty filmów fabularnych i dokumentalnych obrazujących zarówno nadzieję syjonistyczną, jak i elementy życia żydowskiego w Polsce – zagranicznych sponsorów, ochronę zdrowia, szkoły, Muzeum na Majdanku.

W ŻIH przechowywane są dwa szczególnie cenne zbiory dokumentów: wojenny – Archiwum Ringelbluma i powojenny – Centralnego Komitetu Żydów w Polsce. Rozpoczęliśmy wydawanie opracowań monograficznych tych dokumentów. Dotychczas ukazały się dwa tomy z serii „Z dziejów Centralnego Komitetu Żydów w Polsce”: dr Aliny Całej Ochrona bezpieczeństwa fizycznego Żydów w Polsce powojennej. Komisje Specjalne przy Centralnym Komitecie Żydów w Polsce i prof. Andrzeja Żbikowskiego Sąd Społeczny przy CKŻP. Wojenne rozliczenia społeczności żydowskiej w Polsce. W trakcie sesji zostanie zaprezentowany najnowszy tom autorstwa dr. Augusta Grabskiego Centralny Komitet Żydów w Polsce (1944–1950). Historia polityczna.

Zapraszamy do zobaczenia dokumentów dotyczących CKŻP.

Galeria 1
Galeria 2


twoje uwagi, linki, wlasne artykuly, lub wiadomosci przeslij do: webmaster@reunion68.com

 


72. rocznica Powstania w Getcie Warszawskim

72. rocznica Powstania w Getcie Warszawskim


Towarzystwo Społeczno-Kulturalne Żydów w Polsce
oraz
Muzeum Historii Żydów POLIN
zapraszają do udziału w uroczystościach 72. rocznicy Powstania w Getcie Warszawskim 

19 kwietnia (niedziela) godz. 12.00

Uroczystości pod Pomnikiem Bohaterów Getta z udziałem Symchy Ratajzera – Rotema oraz prof. Władysława Bartoszewskiego.

Złożenie wieńców:

  • – Pomnik Bohaterów Getta
  • – Pomnik Żegoty
  • – Pomnik Szmula Zygielbojma
  • – Bunkier Anielewicza
  • – Umschlagplatz
  • – Tablica Pawła Frenkla, ul. Muranowska 1
  • – Enklawa getta, ul. Sienna 55.

19 kwietnia (niedziela), godz. 10.00-18.0o

Akcja społeczno-edukacyjna “Żonkile

21 kwietnia (wtorek), godz. 20.15

Muzeum Historii Żydów Polskich POLIN, ul. Anielewicza 6
Światowa premiera najnowszego dokumentu Agnieszki Arnold
Moje obrazy są trochę szare”.
Obowiązuje rezerwacja online, pod adresem: bilety.polin.pl lub w kasie muzeum.

26 kwietnia ( niedziela), godz. 15.00
Mazowiecki Instytut Kultury, ul. Elektoralna 12.

Spektakl: “Grają Twoją piosenkę. Rzecz o Andrzeju Właście“, reż. Alicja Choińska, występują: Ewa Makomaska, Wojciech Machnicki, Marek Ravski, Zbigniew Rymarz.
Wykład dr. Szymona Niedzieli “Gdy Warszawa była Masadą… Rzecz o Powstaniu w Getcie 19 IV – 16 V 1943.”
Wstęp wolny.

Organizatorzy:

  • Towarzystwo Społeczno-Kulturalne Żydów w Polsce
    Muzeum Historii Żydów Polskich POLIN

Partnerzy:

  • Stowarzyszenie Żydów Kombatantów i Poszkodowanych w II Wojnie Światowej
  • Stowarzyszenie Dzieci Holocaustu w Polsce
  • Mazowiecki Instytut Kultury

Patron medialny:

  • Słowo Żydowskie
  • Zrealizowano dzięki dotacji Ministra Administracji i Cyfryzacji

twoje uwagi, linki, wlasne artykuly, lub wiadomosci przeslij do: webmaster@reunion68.com