Reżyser filmu “Karski i władcy ludzkości”: Żydzi z USA nie reagowali na Holocaust. Bali się o fortuny
Magdalena Rigamonti
artykul wzbogacony komentarzem Wlodka Rozenbauma (patrz pod artykulem)

Sławomir Grünberg, operator, reżyser, producent filmowy oraz telewizyjny. W 1981 r. wyjechał do USA, gdzie realizuje filmy dokumentalne. fot. Maksymilian Rigamonti
Churchill, Pius XII, Roosevelt i wpływowi amerykańscy Żydzi są współwinni Holocaustu. Usłyszeli od Jana Karskiego o zagładzie Żydów i nie zrobili nic – mówi Sławomir Grünberg, reżyser filmu „Karski i władcy ludzkości”.
RIGAMONTI razy 2: Magdalena i Maksymilian Rigamonti
Jesteśmy współodpowiedzialni za Holocaust?
Kto?
Polacy. Pytam, bo dla mnie pana film o Janie Karskim jest jednym wielkim oskarżeniem Churchilla, Roosevelta, papieża Piusa XII, władców ludzkości, jak mówił o nich Karski, ale też amerykańskich środowisk żydowskich.
Nie chciałem oskarżać. Tylko pokazać, że oni wiedzieli o Holocauście, wiedzieli, że Żydzi są masowo mordowani, bo przecież Karski im o tym powiedział, i nic nie zrobili. Nic. Zresztą teraz w różnych częściach świata tysiące ludzi jest gwałconych, torturowanych, zabijanych i wielcy tego świata też nic nie robią. Nie robią, bo nie mają w tym żadnego interesu. Ten film jest o tym, jak funkcjonuje polityka i jak my, zwykli ludzie, przyzwyczajamy się do tego, jak jesteśmy bierni, jak się odwracamy, nie chcemy wiedzieć, zaangażować się. Wtedy, ponad 70 lat temu, Żydzi nie mieli swojego państwa i swoich przywódców, którzy mogliby na arenie międzynarodowej wystąpić i powiedzieć: mieszkańcy naszego kraju są masowo mordowani. Nie mieli swojego przedstawiciela
Jan Karski był takim przedstawicielem.
Był. I zrobił najwięcej. Ale władcy ludzkości mieli go gdzieś.
Wpływowi amerykańscy Żydzi też.
Niestety też. Nie zrobili nic. Feliks Frankfurter, Żyd, sędzia amerykańskiego Sądu Najwyższego, powiedział Karskiemu, że nie wierzy w historie o getcie, o zagładzie. Nie wierzy, nie chce wierzyć, nie ogarnia tego, nie przyjmuje do wiadomości. Rabini amerykańscy protestowali przed Białym Domem, chcieli się spotkać z prezydentem Rooseveltem, chcieli jakiejś deklaracji w sprawie pomocy dla europejskich Żydów, ale prezydent uciekł z Białego Domu tylnym wyjściem. To smutne.
Smutne? Smutny to może być film fabularny w kinie.
A co oni mogli więcej zrobić w tej Ameryce? Może uzbierać więcej pieniędzy na przekupienie przywódców Rumunii czy Węgier, którzy zaczynali wtedy kolaborować z Hitlerem, i uratować tę resztkę Żydów. W Polsce Niemcy zbudowali obozy koncentracyjne, ale to, co zrobili w Rumunii, było czymś niewyobrażalnym. Zwieźli wszystkich w jedno miejsce i przeciągnęli ich pod granicę sowiecką w rejon nazywany Transnistrią i tam ich zostawili. Bez jedzenia, bez ubrań, bez baraków. Była zima, mróz. Spotkałem kobietę, która to przeżyła, która widziała, jak z głodu i zimna umierają jej bliscy, jak umierają wszyscy. Kilkadziesiąt tysięcy ludzi. Nie wiedziałem o tym, dopóki nie zacząłem zajmować się Karskim. Roosevelt i rząd amerykański bali się zaangażować w sprawę żydowską. Niemcy robili propagandę z tego, że Żydzi są powodem II wojny światowej. Roosevelt nie chciał się włączać w tę narrację i walczyć o ratowanie Żydów.
Do cholery, był najsilniejszym władcą na świecie! Podkreśla pan to w swoim filmie kilkukrotnie.
Bo był najsilniejszy na świecie. Mógł zareagować, kiedy Karski mu mówił o zagładzie. A on zapytał o rolnictwo w Polsce i o konie, o to, jak się mają konie.
W pana filmie te konie się pojawiają.
Narysowane, piękne konie pociągowe, chodzące obok drutów kolczastych obozu koncentracyjnego. Tomek Niedźwiedź wymyślił ten rodzaj animacji. Jakby trójwymiarowej, jakby dokumentalnej. Potem się okazało, że jego dziadkowie uratowali rodzinę żydowską i że on rysując dla mnie, opowiada swoją prywatną historię.
Pan jest Żydem.
Jestem. Choć przez 30 lat życia w…
Czytaj dalej tu: Reżyser filmu “Karski i władcy…


polecil:Vlady Rozenbaum
Warto uzupelnic ten wywiad ciekawym komentarzem Henryka Grynberga w jego Pamietniku 2 (wydanym w 2014 r.):
– “McLean, 11 X 2011 – Rzad amerykanski nie tylko nic nie robil, zeby ratowac Zydów, ale robil, co mógl, zeby nie ratowac. Nie tylko nie wypelnial swoich kwot imigracyjnych z krajów, które sie znalazly pod wladza hitlerowska – wykorzystywal je minimalnie. Badania i dokumenty obnazaja machinacje Departamentu Stanu, który pietrzyl biurokratyczne przeszkody dla zydowskich uchodzców.
Prezydent Roosevelt, pragmatyczny polityk, nie mial czasu na tak marginalne dla niego sprawy i z pragmatycznych powodów nie chcial antagonizowac antysemitów w Departamencie Stanu i w ogóle w swiecie. Nie wiadomo, jakie wrazenie zrobil na nim ustny raport Jana Karskiego, bo nie ma zadnych pisemnych sladów. „Bariery wzniesione przez Departament Stanu padly dopiero w poczatkach 1944 roku, gdy Josiah DuBois, (niezydowski) urzednik Departamentu Skarbu, napisal «Raport o przyzwoleniu (acquiescence) naszego rzadu na mordowanie Zydów», w którym obciazyl Departament Stanu odpowiedzialnoscia za rozmiary tragedii przez polityke niewpuszczania uchodzców do USA … Wreczyl on swoje memorandum sekretarzowi skarbu Henry’emu Morgenthauowi, grozac, ze poda sie do dymisji i publicznie potepi nikczemna polityke administracji, jesli nie uczyni sie natychmiast czegos, by ratowac kogo jeszcze sie da”. Morgenthau zaniósl to memorandum prezydentowi, który zrozumial, ze jego publikacja wywolalaby skandal bardzo niepozadany w roku wyborczym i dopiero wtedy Roosevelt polecil utworzyc War Refugee Board (Rade d/s Uchodzców Wojennych).
Tak pisze Shlomo Slonim, omawiajac ksiazke Refugees and Rescue: The Diaries and Papers of James G. McDonald, 1935–1945 (Indiana University Press, 2009) w biezacym numerze kwartalnika „Israel Journal of Foreign Affairs” (vol. V, nr 3). I przy tej okazji nadmienia, ze trudnosci pietrzone przez „diaboliczne umysly w Departamencie Stanu” uniemozliwily ucieczke rodzinie Anny Frank.
Opinia publiczna nie zawsze milczala. „Jesli panstwa anglosaskie utrzymaja obecny kurs, to bedziemy winni wspóldzialania z Hitlerem…” – ostrzegal w maju 1943 roku tygodnik „New Republic”. Równiez sekretarz skarbu Morgenthau powiedzial do swoich wspólpracowników, ze przez zaniechanie pomocy Zydom administracja Roosevelta „pomaga Hitlerowi”. Przypomina o tym Rafael Medoff w tymze numerze „Israel Journal of Foreign Affairs”, omawiajac ksiazke Alexandra J. Grotha Accomplices: Churchill, Roosevelt and the Holocaust. „Accomplices” w tym kontekscie znaczy „wspólwinni”. Roosevelt i Churchill w ciagu calej wojny ani razu nie mówili o mordowaniu Zydów.
Nie ma tego tematu w opublikowanych po wojnie ciezkich tomach ich korespondencji ani w listach i wspomnieniach innych przywódców amerykanskich i brytyjskich. Nie znaczy to jednak, ze nie wiedzieli. Medoff wskazuje pare odnosników w Churchilla 3000-stronicowej historii II wojny swiatowej. W jednym z odnosników przytoczone jest memorandum z lipca 1944 roku do ministra spraw zagranicznych Edena, w którym nazwal zaglade Zydów – cytuje za Medoffem – „prawdopodobnie najstraszniejsza zbrodnia w calej historii swiata”.
Churchill tez byl pragmatykiem. „I Churchill, i Roosevelt byli przekonani, ze porzucenie (abandoning) Zydów jest korzystniejsze politycznie niz ratowanie” – konkluduje Medoff.
PS Pytanie na marginesie: czy pragmatyczna Szwajcaria zawracala zydowskich uchodzców do
prohitlerowskiej strefy Vichy, azeby nie przezyli swoich kont bankowych?
twoje uwagi, linki, wlasne artykuly, lub wiadomosci przeslij do: webmaster@reunion68.com