Archives

CZY JEST JESZCZE MIEJSCE NA DALSZE BADANIA I DEBATĘ NAD TEMATYKĄ ZAGŁADY ŻYDÓW

CZY JEST JESZCZE MIEJSCE NA DALSZE BADANIA I DEBATĘ NAD TEMATYKĄ ZAGŁADY ŻYDÓW I STOSUNKÓW POLSKO-ŻYDOWSKICH W POLSCE?

11 grudnia o godz. 18.00 zapraszamy na spotkanie i dyskusję nt. CZY JEST JESZCZE MIEJSCE NA DALSZE BADANIA I DEBATĘ NAD TEMATYKĄ ZAGŁADY ŻYDÓW I STOSUNKÓW POLSKO-ŻYDOWSKICH W POLSCE? 10. lat rocznika „Zagłada Żydów. Studia i Materiały” z udziałem Piotra Foreckiego, Jana Tomasza Grossa, Dariusza Libionki i Stanisława Obirka dyskusję poprowadzi Jan Grabowski



twoje uwagi, linki, wlasne artykuly, lub wiadomosci przeslij do: webmaster@reunion68.com

 


Krajobraz Utracony

ACK Alternator - logoKrajobraz Utracony

LOGO KRAJOBRAZ  v2
Gdańsk, 4-6 grudnia 2014 r.

Projekt KRAJOBRAZ UTRACONY to cykl wydarzeń poświęconych współczesnym relacjom polsko-żydowskim. Przez trzy grudniowe dni zaprosimy do otwartej dyskusji na temat współistnienia Polaków i Żydów po 1945 roku oraz trwającego obecnie renesansu zainteresowania kulturą żydowską w Polsce.

Gościem specjalnym projektu KRAJOBRAZ UTRACONY   będzie  PROF. LESZEK LEO KANTOR, który wygłosi przygotowany specjalnie dla gdańskiej publiczności wykład „W poszukiwaniu tolerancji. Polacy i Żydzi po 1946 roku”, a także zaprezentuje swoje filmy dokumentalne. Prof. Leszek Leo Kantor jest slawistą i dokumentalistą żydowskiego pochodzenia, który po wydarzeniach Marca 1968 roku został zmuszony do wyjazdu z Polski i osiadł na stałe w Sztokholmie. W latach 1970-2005 związany z Uniwersytetem Sztokholmskim, od 2001 roku jest dyrektorem Międzynarodowego Festiwalu Filmów Dokumentalnych „Człowiek w świecie”. Od 1990 roku jest szefem Międzynarodowego Forum Kultury w Szwecji, w latach 1995-2005 był członkiem Szwedzkiej Rządowej Rady ds. Równości Etnicznej. W 2000 roku został odznaczony Krzyżem Kawalerskim Orderu Zasługi RP. W 2008 roku otrzymał główną nagrodę Federacji Artystów Szwedzkich za obronę praw człowieka i walkę z rasizmem w filmie dokumentalnym.

6 grudnia po raz pierwszy w Gdańsku pokazane zostaną dwa dokumenty w reżyserii Leo Kantora: Tam, gdzie rosną porzeczki oraz W poszukiwaniu utraconego krajobrazu. Oba filmy w niekonwencjonalny sposób łączą osobistą narrację z niezwykłą formą, doczekały się też wielu nominacji i wyróżnień na europejskich festiwalach. Gdańska projekcja W poszukiwaniu utraconego krajobrazu będzie pokazem przedpremierowym – dotychczas film mieli okazję obejrzeć m.in. widzowie festiwali Nowe Horyzonty 2014, Camerimage 2014 i Festiwalu Form Dokumentalnych NURT 2014. Oficjalna premiera filmu planowana jest na marzec 2015 roku.

Projektowi KRAJOBRAZ UTRACONY towarzyszy Ogólnopolska Konferencja Naukowa KRAJOBRAZ PO BITWIE. LOSY ŻYDÓW POLSKICH W PRL I PO 1989 ROKU pod patronatem JM Rektora Uniwersytetu Gdańskiego, prof. dr. hab. Bernarda Lammka. Konferencja odbędzie się w dniach 5-6 grudnia na Wydziale Filologicznym UG i w Nowej Synagodze w Gdańsku-Wrzeszczu.

Więcej informacji o projekcie szukać można na fanpage’u Fundacji Kultopia na Facebooku pod adresem: https://www.facebook.com/FundacjaKultopia

KRAJOBRAZ UTRACONY – PROGRAM WYDARZEŃ
Na wszystkie wydarzenia wstęp wolny!

4 grudnia, godz. 17.30, Nowa Synagoga we Wrzeszczu (ul. Partyzantów 7)
Projekcja filmu „Marcowe migdały” (reż. R. Piwowarski)
Panel dyskusyjny „Marzec ’68 w Polsce – historie nieopowiedziane” z udziałem prof. Leszka Leo Kantora, prof. Grzegorza Berendta (UG, IPN) oraz prof. Ewy Nawrockiej (UG)

5 grudnia, godz. 11.30, Wydział Filologiczny UG (ul. Wita Stwosza 55)
Wykład prof. Leo Kantora „W poszukiwaniu tolerancji. Polacy i Żydzi po 1946 roku”
I dzień konferencji „Krajobraz po bitwie. Losy Żydów polskich w PRL i po 1989 roku”

6 grudnia, godz. 11.00, Nowa Synagoga we Wrzeszczu (ul. Partyzantów 7)
II dzień konferencji „Krajobraz po bitwie. Losy Żydów polskich w PRL i po 1989 roku”

6 grudnia, godz. 18.00, KinoPort. Centrum Sztuki Współczesnej Łaźnia 2 – Centrum Edukacji Artystycznej (ul. Strajku Dokerów 5)
Pokaz filmów dokumentalnych Leo Kantora:
„Tam, gdzie rosną porzeczki”
„W poszukiwaniu utraconego krajobrazu” (pokaz przedpremierowy)
Po filmach spotkanie z Leo Kantorem i operatorem Arturem Łukaszewiczem

Organizatorzy:
Fundacja Kultopia
Katedra Kultury i Sztuki w Instytucie Filologii Polskiej UG

Partnerzy:
Akademickie Centrum Kultury „Alternator” UG
KinoPort. Centrum Sztuki Współczesnej „Łaźnia 2” – Centrum Edukacji Artystycznej
Gmina Wyznaniowa Żydowska w Gdańsku

Patroni medialni:
Midrasz
Trójmiasto.pl
Radio Gdańsk
Pomorska.tv
Bliza


twoje uwagi, linki, wlasne artykuly, lub wiadomosci przeslij do: webmaster@reunion68.com

 


Szmonces – polska specjalność

Szmonces – polska specjalność

Agnieszka Uścińska


Fot. Archiwum Muzeum Teatralnego w Warszawie

– Czy są może „Mądrości żydowskie”?
– Panie, dawno nie ma. Jeżeli by jednak pan chciał coś z tej tematyki, to my tu mamy… O, proszę, „Judo”!

Powyższa historia z księgarni, przytaczana często przez Szymona Kobylińskiego, wystarczająco jaskrawie pokazuje, że kultury mogą się przenikać w zaskakujący sposób i trudno nad takim procesem zapanować. Niemniej ta anegdota, ponoć autentyczna, sygnalizuje jednocześnie, jak udane i popularne zjawiska mogą z tego wynikać. „Mądrości żydowskie” były bowiem w PRL-u książką (tak naprawdę książeczką) wielokrotnie wznawianą, a mimo to, wobec ogromnego popytu, zawsze poszukiwaną. Skąd to zainteresowanie? Rzecz warta zastanowienia, choć jednocześnie bardzo delikatna i złożona, zważywszy na trudną wspólną historię Polaków i Żydów. W świetle gorących ostatnio rozważań nad antysemityzmem w Polsce, tak współcześnie, jak i w przeszłości, absolutne szaleństwo publiczności kabaretowej międzywojnia na punkcie dowcipu o tematyce żydowskiej, zwanego szmoncesem – rozbudzone ponownie w Polsce Ludowej – musi ciekawić.

Próba jego jednoznacznego zdefiniowania nastręcza nie lada trudności. Zacznijmy jednak od tego, co już udało się ustalić. Słowo „szmonces” pochodzi z języka jidysz („szmonce”) i w dosłownym tłumaczeniu oznacza błahostkę, dowcip, nonsens. Według definicji zawartej w „Polskim Słowniku Judaistycznym” jest to monolog, dialog, piosenka o tematyce żydowskiej, czerpiący/-a wzorce z żydowskiego humoru. Może to być też oparty na nich gatunek twórczości literacko-kabaretowej. Natomiast definicja zawarta w słowniku poświęconym historii i kulturze polskich Żydów określa szmonces przede wszystkim jako dowcip słowny w formie krótkiej opowiastki zakończonej paradoksalną pointą1. Oba źródła celnie i klarownie wymieniają podstawowe cechy tego zjawiska. Nie rozstrzygają natomiast, czy jest to rodzaj specyficznego żartu (zwanego żydowskim), czy też autonomiczny gatunek kabaretowy. Trudno będzie to zrobić także przy okazji tych rozważań.

Szmonces jako żart był naturalną eksplozją poczucia humoru i żydowskiej mentalności. Szmonces jako gatunek kabaretowy – to ujęty w zwięzłą formę, poddany specyficznej obróbce literackiej tekst, mający tę mentalność jak najpełniej odtwarzać. Zgrabnie podany ze sceny, dopiero wówczas tworzył nierozerwalną całość. Teksty budowane były często na bazie autentycznych anegdot podsłuchanych na ulicy i przetworzonych przez najlepszych mistrzów słowa ówczesnego kabaretu. Były tworem satyrycznym mającym jednak swój odpowiednik w rzeczywistości. Stąd kłopot z jednoznacznym określeniem pojęcia „szmonces”.

Wskazówką może być prześledzenie zawrotnej kariery szmoncesu w polskich teatrzykach, a nawet już pobieżna analiza tekstów. Pierwsze z nich składały się prawie wyłącznie z popularnych żarcików i anegdot o najróżniejszej tematyce, nieznacznie tylko zmodyfikowanych i powiązanych w dłuższą formę. Przykładem mogą być omawiane niżej monologi Pikusia, w których lepsze dowcipy mieszają się z mało subtelnym, nieociosanym żartem ulicy. W późniejszym okresie dochodzi do sublimacji gatunku i powstają teksty, w których autorzy z rzadka opierają się na utartych powiedzonkach czy anegdotach, tworzą zaś oryginalne opowiastki naszpikowane zabawnymi słownymi „łamańcami”. Do tego dochodzi brawurowe wykonanie tekstu na estradzie. To czas, kiedy przybiera on swoją określoną formę i rządzi się wewnętrznymi prawami, dzięki czemu można już określić główne cechy tego gatunku. Najlepszym przykładem takiego „gotowca” jest „Sęk”, majstersztyk i prawdziwa perła wśród wszystkich znanych nam szmoncesów. Dlatego wydaje mi się w pełni uzasadnione i odpowiedniejsze stosowanie terminu „szmonces” właśnie na określenie gatunku kabaretowego, a nie pojedynczego żartu.

Pomocą w rozstrzygnięciu tej kwestii jest również odpowiedź na pytanie, kiedy słowo to w ogóle pojawiło się w publicznym obiegu. Okazuje się, że po raz pierwszy napotykamy na nie w recenzji z programu kabaretu Qui Pro Quo, która ukazała się w „Robotniku” w roku 19212. „Szmoncesem” nazwał tedy autor numer pod tytułem „Cymes i Cires”. Jak twierdzi Dorota Fox, można przypuszczać, że nazwa ta została ukuta przez samych twórców z Qui Pro Quo3. Wcześniej wszystkie tego rodzaju utwory określane były przez recenzentów terminem „sketch”.

Pierwsze szmoncesy pojawiły się w polskim kabarecie zaraz po zakończeniu pierwszej wojny światowej wraz z postacią Pikusia graną przez Józefa Ursteina, który pod wpływem ogromnej popularności wykonywanych na scenie telefonów do swojej narzeczonej, Mici Titipulki, bardzo szybko stał się Józefem „Pikusiem” Ursteinem. Podobna sytuacja będzie miała miejsce kilka lat później, kiedy Kazimierz Krukowski, odtwórca postaci Lopka – ulubieńca Warszawy, stanie się już na zawsze po prostu Lopkiem Krukowskim. Pikusia wymyślił ponoć Andrzej Włast, główny, choć nie jedyny, autor wykonywanych przez niego monologów i piosenek. Jednak nie mniejszy udział w sukcesie tej pary: autor – wykonawca, miał sam Józef Urstein. Oprócz niewątpliwej charyzmy i wdzięku, posiadał odpowiednie przygotowanie. To on, być może jako pierwszy, a na pewno jeden z pierwszych w Polsce, poznał tę formę żartu scenicznego u samego źródła, a mianowicie w Wiedniu u słynnego Fritza Grünbauma. Jego monologi i dialogi (prowadzone z Węgrem Farkasem) składające się z anegdotycznych perypetii wiedeńskiego Żyda wprowadziły styl humoru szmoncesowego. Ogromną rolę odgrywał w nich komizm językowy – żart, mówiony łamaną niemczyzną charakterystyczną dla miejscowej społeczności żydowskiej. Józef Urstein, przebywający w czasie pierwszej wojny światowej w Wiedniu, przypatrywał się tym występom nie tylko z widowni, ale także zza kulis. Wiadomo mianowicie, że osobiście poznał Grünbauma i przez krótki czas nawet u niego terminował. Podobny do niego fizycznie – niskiego wzrostu, łysy, o pucołowatej twarzy i dużych uszach, był idealnym kandydatem na gwiazdę tego gatunku w Polsce. Stąd można sądzić, że to właśnie wpływ wiedeńsko-berlińskich teatrzyków, w których Grünbaum występował, okazał się być najsilniejszy w krystalizowaniu odmiany polskiego szmoncesu.

Czytaj dalej tu: Szmonces…


twoje uwagi, linki, wlasne artykuly, lub wiadomosci przeslij do: webmaster@reunion68.com

 


Antysemityzm subiektywnie

Antysemityzm subiektywnie

Katarzyna Kasia


ilu2-Tekst Kasi Kasi

Magdalena Marcinkowska

Kiedy miałam 12, a może 13 lat – nie pamiętam już dokładnie – mniej więcej w połowie lat 90., do Polski przyjechał gość, który raz na zawsze zmienił mój sposób myślenia o życiu i o świecie. Nazywał się Samuel Pisar, był francuskim prawnikiem mieszkającym w Stanach Zjednoczonych oraz polskim Żydem z Białegostoku.

Kiedy wybuchła II wojna światowa, miał 10 lat. Przeżył Majdanek, Auschwitz i Dachau. Przetrwał jako jedyny w swojej rodzinie. Spotkałam go, kiedy po raz pierwszy od czasu swojego cudownego ocalenia, a właściwie całej serii nieoczekiwanych ocaleń, przyjechał do Polski w związku z wydaniem książki „Z krwi i nadziei”, w której opisał swoją historię. Krzysztof Krauze postanowił nakręcić film dokumentalny o tej wizycie. Zaprosił do współpracy grupę żydowskich dzieci, które miały razem z Pisarem odwiedzić wszystkie ważne dla niego miejsca w Polsce.

Najbardziej utkwiło we mnie jedno wspomnienie: pan Samuel nie mówił po polsku, rozmawialiśmy z nim po angielsku, ale pewnego dnia powiedział, że kiedy przyjedziemy do jego rodzinnego domu w Białymstoku, on swoją polszczyznę odzyska, bo przecież język, wyparty przez traumę, gdzieś musi być jednak w głowie zapisany. Wyjechaliśmy z Warszawy o świcie. Nasz gość był bardzo przejęty i te emocje wszystkim nam się udzielały. Na miejscu okazało się, że dom przetrwał wojnę, stoi właściwie niezmieniony – duży dom, kamienica z czerwonej cegły. Weszliśmy do środka, zapukaliśmy do drzwi mieszkania. Zostaliśmy wpuszczeni. I po przekroczeniu progu wydarzył się obiecywany cud: Samuel Pisar odzyskał zdolność mówienia po polsku. Było to tym bardziej przejmujące, że zaczął do nas mówić przedwojennym językiem żydowskiego 10-latka z Białegostoku. Jego polszczyzna nie ewoluowała ani nie zmieniły jej żadne obce naleciałości: została zamrożona, zatrzymana w czasie.

Kilka miesięcy później film Krauzego został wieczorem wyemitowany przez Telewizję Polską. Kiedy następnego dnia rano wychodziłam do szkoły, cała klatka schodowa była pokryta Gwiazdami Dawida na szubienicach, napisami „Jude raus!” oraz sugestiami, że mam wyp…ć do Izraela. Chyba wtedy po raz pierwszy poczułam sprzeciw wobec antysemityzmu. Ale o wiele mocniej poczułam potworny, paraliżujący strach. Po kilku godzinach, z duszą na ramieniu, wracałam do domu. Po napisach nie było już śladu, a nasze sąsiadki rozwieszały na sznurach wyprane z rozpuszczalnika ścierki, których nie pozwoliły nawet dotknąć moim rodzicom

Pytanie o powody antysemityzmu nie ma sensu, ponieważ zakłada, że da się go racjonalnie uzasadnić. Tymczasem wcale się nie da.

Tamto doświadczenie sprawiło, że zaczęłam się zastanawiać nad dynamiką nienawiści. Nie rozumiałam i nie zrozumiem pewnie nigdy – mimo licznych lektur i rozmów – skąd bierze się antysemityzm. Jak może istnieć w Polsce? W kraju, który wedle Paula Celana jest zamarzniętym jeziorem żydowskiej krwi. Czy od tamtego czasu coś się zmieniło w mentalności? Momentem przełomowym było niewątpliwie Jedwabne i „Sąsiedzi” Jana Tomasz Grossa, jedna z najważniejszych książek ostatnich lat. Pytanie o powody antysemityzmu nie ma sensu, ponieważ zakłada, że da się go racjonalnie uzasadnić. Tymczasem wcale się nie da. Jedynym tropem interpretacyjnym może być sformułowana przez René Girarda koncepcja kozła ofiarnego, w myśl której pierwotny mord (i wspólny wróg) jest fundamentem wspólnoty. Z drugiej strony ważna jest postawa moich cioć-sąsiadek, które wiele lat temu poczuły się tamtym aktem nienawiści osobiście dotknięte. Umyły ściany, żebym miała świadomość, że za mną stoją i nie pozwolą, abym ja i moja rodzina była atakowana. Przywracając porządek na klatce schodowej, chciały przywrócić mi, chociaż w nikłym stopniu, poczucie bezpieczeństwa. Do dzisiaj jestem im za to bezgranicznie wdzięczna.

Czytaj dalej tu: Antysemityzm subiektywnie


twoje uwagi, linki, wlasne artykuly, lub wiadomosci przeslij do: webmaster@reunion68.com

 


Odczarowanie Żydów

Odczarowanie Żydów

Sergiusz Kowalski


Autorka: Magdalena Marcinkowska

Po wydaniu książek Jana Tomasza Grossa pojawiły się opinie, że temat antysemityzmu można uznać w Polsce za zamknięty. Te zapowiedzi okazały się przedwczesne. Mimo pewnych zmian na lepsze, dziś poglądy antysemickie głoszą nie tylko radykalne środowiska narodowo-katolickie, ale również część lewicy, choć jest to zupełnie inny antysemityzm.

Kiedy mówimy o stosunkach polsko-żydowskich, nie mówimy tak naprawdę o relacjach między konkretnymi, żywymi, stycznymi społecznościami, albowiem z jednej strony mamy do czynienia ze społeczeństwem polskim – oczywiście nie całym, bo Polacy są różni i bardzo różnie myślą – z drugiej jednak występuje raczej wyobrażenie Żyda, Żyd symboliczny, Żyd, który nie jest tym, kim jest, tylko tym, jak go widzą. A ludzie postrzegają Żydów przez pryzmat pewnych z góry przyjętych założeń.

Jednym z takich założeń może być przeszacowywanie liczby Żydów ponad wszelkie wyobrażenie. Stąd już tylko krok do tezy, że Żydzi rządzą światem, a szczególnie Polską i jej instytucjami. W rzeczywistości większość Żydów żyjących dziś w Polsce to ludzie ze środowisk zasymilowanych i znaczna część w związku z tym nie zapisuje się do żadnych organizacji żydowskich. Największa warszawska (z przyległościami) gmina żydowska, liczy 650 osób. Dla porównania: na Ukrainie Żydów jest 400 tysięcy.

Antysemityzm to z pewnością nie temat zakończony i należy go nadal drążyć. Tym bardziej, że przybiera dziś nowe formy.

Oczywiście w ostatnich latach widać w Polsce wyraźne zmiany na lepsze. Przynajmniej w wielkich miastach rzadziej natykamy się na antysemityzm „naścienno-kaligraficzny”, czyli wszystkie te szubienice i obraźliwe napisy „Jude raus” (ciekawe dlaczego „patrioci” przemawiają po niemiecku?). Za wcześnie jednak na popadanie w przesadny optymizm.

Wyścig ofiar

Jeszcze do niedawna w prawicowych pismach takich jak „Nasza Polska”, „Najwyższy czas!” czy „Nasz Dziennik” nie brakowało antysemickich karykatur i komentarzy, a jednocześnie publikowali tam ważni politycy: posłowie, wicemarszałkowie sejmu, ludzie nauki. Język prawicowej prasy jeśli złagodniał, to w niewielkim stopniu. W tygodniku „Gazeta Warszawska” otwarcie Muzeum Historii Żydów Polskich opisano tak:

„Budowa w Warszawie MHŻP to piękny gest ze strony naszych władz zasługujący na wdzięczność, szacunek ze strony środowisk żydowskich (…) na całym świecie. Wielu Polaków liczyło na wzajemność, nawet na swoisty rewanż, polegający na tym, że oni sami wyjdą z inicjatywą upamiętnienia właśnie w najbliższym otoczeniu muzeum tych naszych rodaków, którzy oddali życie, ratując Żydów podczas niemieckiej okupacji. Nasza polska dziecinna naiwność, a mówiąc wprost – głupota, polegająca na niczym niepopartej wierze, że ktoś dąży równie szczerze do pojednania i przyjaźni, po raz kolejny powinny zejść na ziemię. Okazuje się, że MHŻP to tylko kolejny element cynicznej i na zimno stworzonej, perfekcyjnej układanki pod tytułem «przedsiębiorstwo Holocaust»”.

Czytaj dalej tu: Odczarowanie Żydów


twoje uwagi, linki, wlasne artykuly, lub wiadomosci przeslij do: webmaster@reunion68.com