Archive | June 2014

Gdy Ukraina była polską kolonią…

Gdy Ukraina była polską kolonią…26-05-2014 , ostatnia aktualizacja 26-05-2014 15:03

Chłopów ukraińskich traktowano jak niewolników jeszcze w XIX w. Niektórzy ziemianie byli przekonani, że chłop nie ma duszy.

Newsweek Historia: – Jak pan ocenia postawę polskich polityków wobec Majdanu?

Daniel Beauvois*: Entuzjastycznie. Podziwiam ich poparcie dla ukraińskich patriotów. Gdyby żył Jerzy Giedroyc, ucieszyłby się niezmiernie.

Pozwalam sobie też myśleć, że i ja trochę się przyczyniłem do tej diametralnie nowej postawy. Dzięki Bogu, Polska rezygnuje z dawnego kompleksu wyższości w stosunku do Ukraińców. Uświadomiwszy sobie okropności dawnych czasów, może dziś odgrywać całkiem nową rolę.

Newsweek Historia: W pańskiej książce „Trójkąt ukraiński” jest przerażająca lista, ciągnąca się przez dwie strony: pan zakatował chłopa na śmierć, co uznano „za zgodne z wolą Boską”, ekonom zatłukł ciężarną kobietę – dostał dwa tygodnie aresztu. Wszystko to dzieje się nie w XV wieku, tylko w latach 30. XIX w. A jednak pisano, że pan przesadza, że okrutnicy zdarzają się wszędzie.

Daniel Beauvois: Przecież to są fakty zapisane w trybunałach polskich, przeniesione potem do archiwów rosyjskich! Statut Litewski, który powstał w XVI wieEN_00206551_0031ku, nadal wtedy obowiązywał. Był niezwykle okrutny, pozwalał chłopów traktować jak niewolników, jak bydło. Niektórzy ziemianie byli wręcz przekonani, że chłop nie ma duszy.

Czy wszyscy ziemianie byli tacy? Oczywiście bywali panowie, którzy pomagali swoim chłopom w czasie powodzi, głodu czy zasuchy. Jednak z reguły do ludu jako takiego odnoszono się, mówiąc bardzo łagodnie, z ogromną pogardą. A na Ukrainie pogarda była jeszcze większa. Bo prawosławnych uważano za schizmatyków, czyli najgorszy gatunek chłopstwa.

Czytaj wiecej TU

[FOTOGRAFIA K.XIX WIEKU WYKONANA PRZEZ JULIUSZA
DUTKIEWICZA W KOŁOMYI – PARA HUCULSKA NA WOZIE.]


Midas znad Wisły

Onet.
biznes

Midas znad Wisły

Sylwia Cisowska Onet Współpracownik redakcji Onet Biznes i Biznes.pl.

Polski milioner z Dalekiego Wschodu 22 kwi, 13:04

Najbogatszy Polak w historii żył w dziewiętnastowiecznej Warszawie. Za fortuną Jana Blocha stała nie tylko niezwykła przedsiębiorczość, ale także koneksje i konflikt z równie bogatym krewnym.


Gigantyczne fortuny finansistów żyjących na przełomie XIX i XX wieku obrosły prawdziwą legendą. Jednak historia największej z nich, z nieznanych przyczyn, została niemal zupełnie zapomniana. Jan Bloch był prawdziwą gwiazdą swoich czasów, stając się symbolem epoki dojrzałego kapitalizmu. Polski Rockefeller zrealizował amerykański sen nad Wisłą. Pokazał tym samym, iż ten, kto swoją karierę rozpoczynał od pucybuta, wcale nie musi poprzestać na staniu się milionerem, a może mierzyć znacznie wyżej.

Narodziny milionera

Historia wielkiej fortuny Jana Blocha rozpoczęła się około 1850 roku, gdy jako niespełna piętnastoletni chłopak przyjechał do Warszawy, by spróbować dorosłego życia. Ten niepozorny młodzian, urodzony w rodzinie drobnego żydowskiego przedsiębiorcy, nie mógł pochwalić się jeszcze ani znajomościami, ani wielką wiedzą na temat biznesu. Do tej pory odebrał zaledwie podstawowe wykształcenie w rodzinnym Radomiu, tam również zdobywał pierwsze doświadczenie jako pracownik lokalnego magistratu. Jedyne, co młody Bloch przywiózł ze sobą do stolicy, to zapał, dobre chęci oraz list polecający dla przedsiębiorcy i bankiera Henryka Toeplitza.
Pracę gońca w banku łączył z nauką w warszawskim gimnazjum, a w późniejszym czasie próbował swoich sił w administracji jednego z majątków ziemskich na Kresach. Jednak prawdziwy przełom w jego życiu nastąpił, gdy w wieku 19 lat wyruszył do Petersburga. Tam po raz pierwszy spotkał się z przedstawicielami biznesu kolejowego. Wówczas nie przypuszczał, że w przyszłości stanie się niezwykle ważnym członkiem tej grupy, a do jego osoby przylgnie określenie „króla kolei żelaznych”.

Jednak zanim stał się uosobieniem dziewiętnastowiecznego kapitalizmu, spędził kilka miesięcy, imając się najróżniejszych zajęć. Momentem zwrotnym w jego karierze stała się praca w charakterze podwykonawcy przy budowie kolei petersbursko-warszawskiej. Wykazał się wówczas niezwykłym talentem organizacyjnym, który natychmiast dostrzegli jego przełożeni. Szybko pojawiali się kolejni wpływowi znajomi, a wraz z nimi następne zlecenia.
Ogromne pieniądze Bloch miał na wyciągnięcie ręki. W tamtych czasach koncesje na budowę dróg żelaznych sprzedawano na przetargach. Niebotyczne łapówki za ich wygrywanie były normą akceptowaną niemal przez wszystkich uczestników tej gry, a było to bardzo wąskie grono. Młodemu Polakowi w krótkim czasie udało się znaleźć w tej elicie, chociaż metody, jakimi to osiągnął, wciąż pozostają niejasne. Niemniej nazwisko Bloch stało się w Rosji na tyle znane, iż spotykali i konsultowali się z nim nawet kolejni carowie.
Czytaj wiecej TU

*** Born Jewish and a convert to Calvinism, he spent considerable effort to opposing the prevalent Antisemitic polices of the Tsarist government, and was sympathetic to the fledgling Zionist Movement.


Lekarze getta warszawskiego

Świeccy ŻydziLekarze getta warszawskiego

Sobota, 7 czerwiec, 2014 – 08:20
Maria Ciesielska

Wobec narastającej fali prześladowań Żydów w III Rzeszy, w 1933 roku lekarze Szpitala Żydowskiego na Czystem w Warszawie ogłosili oficjalny protest. Dyrektor szpitala, Antoni Goldman, podał do prasy lekarskiej, że ordynatorzy i wszyscy pozostali lekarze szpitala zaprzestali stosowania środków farmaceutycznych produkcji niemieckiej, a także zaniechali kupna i prenumeraty książek i czasopism medycznych wydawanych w Rzeszy. Protest pozostał niezauważony.Formularz Rejestracyjny Izby Lekarskiej Warszawsko-Białostockiej dr Arno Kleszczelskiego

W 1937 roku, niektóre polskie uniwersytety przyjęły limit 10 procent studentów żydowskich, ograniczając tym samym dostęp do nauki Żydom (numerus clausus). Oficjalnym powodem takiej polityki była chęć wyrównania szans młodzieży polskiej. Przeglądając od kilku lat teczki studentów Wydziału Lekarskiego Uniwersytetu Warszawskiego nieustannie spotykam się z powtarzającymi się rokrocznie podaniami o przyjęcie na pierwszy rok studiów adeptów pochodzenia żydowskiego. Zwykle mogli się oni pochwalić bardzo dobrymi wynikami egzaminów maturalnych, ale nie byli immatrykulowani właśnie z powodu swojego pochodzenia. Szczęśliwcom wstemplowywano w indeks wpis nakazujący zajmowanie określonych miejsc na sali. Na Wydziale Lekarskim Uniwersytetu Warszawskiego były to ławki z numerami nieparzystymi. Zostało to wkrótce nazwane gettem ławkowym. Reakcje młodzieży jak i wykładowców były różne, od aprobaty do ostentacyjnego stania podczas wykładów, na znak niezgody i solidarności z żydowskimi kolegami.

Najbardziej prestiżowe towarzystwo medyczne w Warszawie – Towarzystwo Lekarskie Warszawskie (TLW), zaprzestało przyjmowania w swoje szeregi lekarzy Żydów w połowie lat trzydziestych. Na znak protestu, wybitny lekarz, publicysta i społecznik dr Zygmunt Kramsztyk wystąpił z Towarzystwa Lekarskiego angażując swój czas w działalność Towarzystwa Medycyny Społecznej. Dr Zofia Rozenblum-Szymańska wspomina, że na niedługo przed wybuchem wojny TLW w ogóle skreśliło nazwiska lekarzy Żydów z listy swych członków.

Czytaj wiecej tu: Lekarze getta warszawskiego


Antysemicka nagonka w 1968 r. Towarzysze szukają wroga

Antysemicka nagonka w 1968 r. Towarzysze szukają wroga

Marcin Zaremba
05-06-2014 , ostatnia aktualizacja 05-06-2014 15:45

antysemityzm Marzec 68 kampania antysemicka

Nie chcemy, aby w naszym kraju powstała piąta kolumna! – te słowa Władysława Gomułki rozpoczęły antysemicką kampanię, która osiągnęła apogeum w marcu 1968 roku. Ale wszystko zaczęło się 5 czerwca 1967 r., gdy izraelskie wojska zaatakowały Egipt, a konflikt potępił Kreml.

Z Andrzejem oczekujemy na odpowiedź z paszportowego. Jeżeli tylko dostaniemy, nie będę tutaj siedział tydzień dłużej, wyjadę jak stoję. Żyję nadzieją, że w myśl ostatniego przemówienia Gomułki zezwolą wyjechać. Jestem Żydem i jedynym moim marzeniem i obowiązkiem jest żyć w Izraelu”. To list studenta medycyny z Łodzi przechwycony przez urząd cenzury latem 1967 roku.

Tryby światowej historii chwyciły tych dwóch braci z Łodzi i wielu innych z całej Polski, gdy 5 czerwca 1967 r. wojska izraelskie zaatakowały Egipt. Konflikt nazwano później wojną sześciodniową. Egipt wsparły militarnie Jordania i Syria. Po dwóch dniach lotnictwo państw arabskich przestało istnieć, a wojska egipskie w popłochu wycofywały się na drugi brzeg Kanału Sueskiego po przegranej bitwie na półwyspie Synaj. 10 czerwca izraelskie kolumny pancerne dotarły na przedpola Damaszku.
Wtedy do akcji włączył się Kreml. Premier Aleksiej Kosygin skorzystał z gorącej linii z Białym Domem. Prezydent Lyndon B. Johnson usłyszał, że o ile ofensywa izraelska nie zostanie zatrzymana, Związek Radziecki podejmie „odpowiednie środki”, łącznie z przystąpieniem do wojny.

Zakonspirowany wróg

9 czerwca 1967 r. odbyło się w Moskwie posiedzenie Doradczego Komitetu Politycznego Państw Stron Układu Warszawskiego. Zebrani przywódcy zadecydowali o zerwaniu stosunków dyplomatycznych z Izraelem; wyłamała się tylko Rumunia. Dziesięć dni później Władysław Gomułka, I sekretarz PZPR, w przemówieniu transmitowanym przez radio i telewizję oznajmił, że Izrael ma w Polsce ukrytych sprzymierzeńców, a sympatia dla niego jest równoznaczna ze zdradą Polski: „Władze państwowe traktują jednakowo wszystkich obywateli Polski Ludowej bez względu na ich narodowość. […] Ale nie chcemy, aby w naszym kraju powstała piąta kolumna (oklaski). Nie możemy pozostać obojętni wobec ludzi, którzy w obliczu zagrożenia pokoju światowego, a więc również bezpieczeństwa Polski i pokojowej pracy naszego narodu, opowiadają się za agresorem, za burzycielami pokoju i za imperializmem. Niech ci, którzy odczuwają, że słowa te są skierowane pod ich adresem – niezależnie od ich narodowości – wyciągną z nich właściwe dla siebie wnioski”.

Czytaj wiecej TU


Żadna Żydówka w Żywcu nie urodzi


Żadna Żydówka w Żywcu nie urodzi

Wieść o kobiecie, która z mężem zatrzymała się w hotelu Polonia, do żywego oburzyła mieszkańców. Wdarli się i wynieśli ją na rękach za Sołę. Nie chcieli pozwolić na to, by urodziła w ich mieście, bo była Żydówką

Dariusz Paczkowski, współprezes fundacji Klamra i od kilku lat mieszkaniec Żywca, o tej historii dowiedział się podczas rozmowy z pewną zasiedziałą już w tym mieście kobietą.

Wydała mu się tak niesamowita, że zaczął rozpytywać historyków. No bo to przecież niemożliwe, żeby w porządnym cesarsko-królewskim mieście takie rzeczy się wyprawiały. I to nie w jakichś zamierzchłych czasach, ale prawie wczoraj, w trakcie I wojny światowej.

Kiedy wreszcie do końca w opowieść tamtej kobiety uwierzył, wziął się do pracy. Efekt, teraz, w środku wiosny, każdy już sam może ocenić niedaleko kolejowego dworca w Żywcu.

Habsburżanka się nie zgadza

W czasie gdy się to wszystko wydarzyło, sto lat temu, w Żywcu obowiązywał zakaz osiedlania się Żydów. Owszem, jak można przeczytać w starych kronikach, pojawili się tu na początku XVII wieku, uciekając przed prześladowaniami z Austrii, ale bardzo szybko mieli napotkać przeszkodę nie do pokonania. Stało się to w 1626 roku na mocy przywileju, jaki żywieckim mieszczanom nadała Konstancja Habsburżanka (żona polskiego króla Zygmunta III Wazy, a od 1624 roku właścicielka miasta). Zgodnie z jej wolą w Żywcu mieszkać wolno było tylko tym Żydom, którzy już się tu urodzili, ale osiedlać się nowym zabraniano.

W następnych wiekach Żywiec zmieniał przynależność państwową, ale zakazu Konstancji nikt nie uchylał i wygląda na to, że ściśle się do niego stosowano. Dowodem może być np. zapis w aktach z wizytacji biskupiej przeprowadzonej w 1839 roku, że w mieście nie ma ani jednego Żyda.

Czytaj wiecej TU