Archive | November 2017

SAMI UCZCIMY ROK LEŚMIANOWSKI

KrytykaPolityczna.plSAMI UCZCIMY ROK LEŚMIANOWSKI

BARTOSZ PALOCHA


W tym roku przypada 140. rocznica urodzin i 80. śmierci Bolesława Leśmiana. Dla wielu miłośników poezji nad Wisłą być może najwybitniejszego polskiego poety XX wieku. Nie był to jednak wystarczający argument dla Senatu RP, by rok 2017 ogłosić Rokiem Leśmiana.

Pocieszające w tym wszystkim jest to, że znani z swojej przekory Polacy już zaczęli się organizować, by świętować te rocznice niejako własnym sumptem.

Nie jestem zawodowym polonistą, więc nie będę się zajmował profesjonalną analizą dzieł Leśmiana. Dla mnie jest to jeden z największych polskich poetów, a jego twórczość daje mi to, czego oczekuję od poezji: przeniesienie się w inne rewiry, świat baśni i magii. Leśmian jest też jednym z najbardziej polskich poetów, przede wszystkim dlatego, że niejako rekonstruuje świat mitologii polskiej, której zostaliśmy pozbawieni. Jego twórczość jest w dużej mierze nieprzekładalna, jest w niej zbyt wiele neologizmów, żeby ją w pełni smakować trzeba czytać w oryginale. Dobra to wiadomość dla Polaków jakże często cierpiących na kompleks niższości. Można powiedzieć, że my, codzienni użytkownicy języka polskiego, w skali światowej należymy do ekskluzywnego klubu, który może rozkoszować się twórczością Leśmiana.

Ten niepozorny zamojski notariusz pochodził z niezwykłej rodziny spolonizowanych Żydów, Lesmanów. Nosił słowiańskie imię (bardziej już się nie dało), zesłowiańszczył dodatkowo swoje nazwisko. Mimo słowiańskiego nazwiska i krzyża, jaki znajduje się na grobie poety na warszawskich Powązkach, musiał czymś podpaść senatorom, że nie chcieli go godnie uczcić.

Może poza żydowskim pochodzeniem, największą jego zbrodnią jest to, że nie chciał się wpisać w starą polską tradycję dwulicowości. Nie pisał wierszy o umęczonej Ojczyźnie, powstańcach, za to w całości zanurzył się w ludycznej kulturze pełnej fantastycznych postaci, które do dziś inspirują muzyków folkowych. Nie przyjmował też świętobliwej miny. W Polsce wybaczyć można wszelką rozpustę i każdą perwersję, byle na co dzień przybrać maskę świętobliwości i „słusznie prawić”. Leśmian nigdy nie udawał świętoszka, nie krył się z swoim zamiłowaniem do zmysłowości i uwielbieniem dla kobiet. A mimo podłego wzrostu i takiej też urody jego życie obfitowało w liczne romanse.

Bolek, rozpustny Żyd, zanurzający się mitycznej Słowiańszczyźnie, to już prawdziwe multi-kulti. I najwyraźniej jego sprawie nie pomógł nawet fakt, że doskonałą edycję Dzieł wszystkich przygotował Jacek Trznadel opowiadający się po słusznej stronie sprawy smoleńskiej, a wydał to prestiżowy Państwowy Instytut Wydawniczy.

Do klanu Lesmanów-poetów należało też dwóch innych twórców – Antoni Lange i Jan Lesman znany jako Brzechwa.

Lange to jedna z największych postaci Młodej Polski. Umarł w biedzie i zapomnieniu. Dziś jest praktycznie zapomniany, a poprzez inne nazwisko nie kojarzony z Leśmianem (był jego wujem). A można powiedzieć, że był jego mentorem. Zgodnie z duchem czasu promował i tłumaczył literaturę szeroko pojętego Dalekiego Wschodu. Jako pierwszy zaprezentował tłumaczenia ksiąg związanych z Hata Jogą, a także tworzył książki z dziedziny science fiction. Miał jednak nieszczęście pochodzić z rodziny żydowskiej, a do tego podpadł swoim współbraciom, głosił bowiem potrzebę asymilacji Żydów.

Najmłodszego z klanu Lesmanów, Jana Brzechwę, kuzyna Bolesława, nie da się już wyrugować. Minister Zalewska nie wciągnie jego wierszy dla dzieci na indeks ksiąg zakazanych, zbyt mocno wrosły w kulturę polską. Jednak na jakiekolwiek uczczenie zapewne i on nie ma co liczyć. Choć był aktywnym uczestnikiem życia literackiego międzywojennej Polski, to równie dobrze się urządził w Polsce Ludowej. Co prawda nie grywał w filmach dla dzieci, ale nie wykazywał się wolą wstąpienia w szeregi żołnierzy wyklętych. Zamiast kultywować martyrologię narodową, pisał zabawne wiersze. Należę do pokolenia, które na pamięć zna piosenki z filmu Akademia Pana Kleksa. Kiedy w czasach licealnych byłem zafascynowany rewolucją hipisowską, stwierdziłem że gdyby Brzechwa był amerykańskim pisarzem, stałby się guru hipisów. Pan Kleks jadający kolorowe piegi, wysyłający swoje oko w Kosmos i robiący masę różnych innych rzeczy w swoim laboratorium, toż to czysta psychodelia. Szczególnie powinien to docenić grający na bębnach wicemarszałek Sejmu, Ryszard Terlecki.

Senat RP nie chciał Roku Leśmianowskiego. Może to i dobrze. Nie wyobrażam sobie, by podczas składania kwiatów na grobie poety na cmentarzu powązkowskim miano odmawiać Apel Smoleński. Być może, dzięki działalności licznych organizacji promujących poezję Leśmiana, w 2017 roku więcej osób sięgnie po wiersze tego niezwykłego zamojskiego notariusza. W zalewie nowomowy i języka pełnego nienawiści, piękna polszczyzna Leśmiana może dać prawdziwe wytchnienie. Jego poezja przetrwa niejedną zawieruchę polityczną, a nazwisko będzie pamiętane, gdy nazwiska dzisiejszych pieniaczy z ulicy Wiejskiej pójdą w zapomnienie.


twoje uwagi, linki, wlasne artykuly, lub wiadomosci przeslij do: webmaster@reunion68.com

 

2018 ‘JEWISH NOBEL’ GOES TO NATALIE PORTMAN

2018 ‘JEWISH NOBEL’ GOES TO NATALIE PORTMAN

TAMARA ZIEVE


Natalie Portman said she was “deeply touched and humbled” by the honor.

Genesis Prize Laureate Natalie Portman. (photo credit:GENESIS PRIZE FOUNDATION)

Jewish actress, director and social activist Natalie Portman is the winner of the 2018 Genesis Prize, the Genesis Prize Foundation announced Tuesday. The annual $1 million award honors extraordinary individuals who serve as an inspiration to the next generation of Jews through their outstanding professional achievement, commitment to Jewish values and to the Jewish people.

The prize selection committee, headed by Jewish Agency Chairman Natan Sharansky, acknowledged Portman as a globally-acclaimed actress and director. She began her acting career at the age of 12 and has since achieved recognition and praise from audiences around across the world. She is a winner of multiple prestigious awards, including an Academy Award (Oscar), two Golden Globe Awards, the British Academy of Film and Television Award as well as other industry honors.

Portman is also noted for her social activism in such areas as gender equality, combating poverty, micro-finance and animal rights.

Stan Polovets, co-founder and chairman of the Genesis Prize Foundation said that, “Natalie’s charismatic on-screen presence has touched the hearts of millions. Her talent, her commitment to social causes and her deep connection to her Jewish and Israeli roots are greatly admired. She exemplifies the core traits of the Jewish character and values of the Jewish people – persistence and hard work, pursuit of excellence, intellectual curiosity and a heartfelt desire to contribute to making the world a better place. Without a doubt, she is a role model for millions of young Jews around the world.”

“It gives me great pleasure to welcome Natalie Portman to the distinguished family of Genesis Prize Laureates – outstanding Jews of our time,” Sharansky said. “An example of excellence and dedication to Jewish values, she is an exemplary Genesis Prize Laureate. I express my strong support for her chosen philanthropic cause and wish the new Laureate further success in advancing the mission of the Genesis Prize that is so relevant to all of us today.”

Portman said she was “deeply touched and humbled” by the honor.

“It exemplifies the Jewish value of Tikkun Olam, or ‘mending the world,’” she said. “I am proud of my Israeli roots and my Jewish heritage; they are crucial parts of who I am. It is such a privilege to be counted among the outstanding Laureates whom I admire so much. I express my heartfelt gratitude to the Genesis Prize Foundation, and look forward to using the global platform it provides to make a difference in the lives of women in Israel and beyond.”

“I am particularly inspired by the opportunity to make an impact on women’s issues in Israel,” added Portman. “Israel has already achieved much in terms of social and economic development, education and science, and we can all be rightfully proud of it as Jews. And yet, there is much that can be done to advance equal opportunity for women in this society. Increasing women’s participation makes a country stronger and I look forward to fostering more positive change in this area.”

In keeping with the tradition established by the previous Genesis Prize Laureates, $1 million in award money will be granted to philanthropic programs in honor of Natalie Portman. The programs will focus on advancing women’s equality in all aspects of human endeavor. In particular, funds will be used for grants to organizations involved in promoting women’s educational opportunities, economic advancement, health and safety and full participation in policy formulation and political activity. A significant portion of the funds will be channeled to programs advancing women’s equality in Israel.

This year’s laureate was Sir Anish Kapoor, a prominent British sculptor and a champion of Syrian refugee rights.

Natalie Portman becomes the fifth winner of the annual $1 million Genesis Prize. Other previous laureates of the award, dubbed “the Jewish Nobel” by Time Magazine, are former New York City Mayor Michael Bloomberg (2014), actor and peace activist Michael Douglas (2015), virtuoso violinist and advocate for people with disabilities Itzhak Perlman (2016).


twoje uwagi, linki, wlasne artykuly, lub wiadomosci przeslij do: webmaster@reunion68.com

 

Jacek Kuroń – The story of Zośka the Jewish girl (part 2)

Jacek Kuroń – The story of Zośka the Jewish girl (part 2)

Web of Stories – Life Stories of Remarkable People



Polish activist Jacek Kuroń (1934-2004) helped to transform the political landscape of Poland. He was expelled from the communist party, arrested and incarcerated. He was also instrumental in setting up Workers’ Defence Committee (KOR) and became a Minister of Labour and Social Policy. [Listeners: Jacek Petrycki and Marcel Łoziński]
/ you can see next part tomorrow /

 


twoje uwagi, linki, wlasne artykuly, lub wiadomosci przeslij do: webmaster@reunion68.com

 

Sława Przybylska

Sława Przybylska

Janusz R. Kowalczyk


Sława Przybylska, 2006, fot. Adam Warzawa/ForumSława Przybylska, 2006, fot. Adam Warzawa/Forum

Piosenkarka i aktorka. Urodziła się 2 listopada 1932 roku w Międzyrzecu Podlaskim. Największe sukcesy odnosiła śpiewając ballady romantyczne. Wiele z tych utworów wykonywała akompaniując sobie na gitarze.

Córka Józefa i Marianny Przybylskich. Po II wojnie światowej wychowywała się w Domu Młodzieży w Krzeszowicach. Zgodnie z wolą ojca miała zostać zakonnicą, marzyła jednak o malarstwie i rzeźbie. Ukończyła Liceum Sztuk Plastycznych w Warszawie (1950). Absolwentka Wydziału Handlu Zagranicznego Szkoły Głównej Służby Zagranicznej w Warszawie (1954).

Udzielała się artystycznie już w czasie studiów. Założyła tercet żeński Syrenki, współpracowała jako piosenkarka z kabaretem klubu studenckiego Stodoła. Wcześniej jednak zadebiutowała jako solistka w Studenckim Teatrze Satyryków (STS-ie).

ZSP przyznało nam tym razem roboczowczasy w Dusznikach Zdroju. Wyjechaliśmy tam na dwa tygodnie podczas zimowych ferii i jak kiedyś w Karpaczu przygotowywaliśmy nowy program. Po powrocie zaczęły się intensywne próby. W składance znalazły się tradycyjnie ambitne piosenki radzieckie. Jedną śpiewała nowa piosenkarka Stanisława Przybylska [u początku kariery późniejsza Sława podpisywała się swoim pełnym imieniem]. Była drobna, mała, z grzywką jak Maria Dąbrowska. Warunki sceniczne miała kiepskie. Najlepiej wypadła, gdy z gitarą śpiewała prywatnie w pokoju. Miała ciekawy repertuar. Dziwiłem się, że Markusz [Jerzy Markuszewski] z [Markiem] Lusztigiem przyjęli ją do nas. Wielkiej przyszłości jej nie wróżyłem. Ale potrzebowaliśmy aktorów i piosenkarzy, zwłaszcza do scen zbiorowych.
[Jarosław Abramow-Newerly, “Lwy STS-u”, Warszawa 2005]

Twórcy zawiadujący STS-em nie do końca docenili jej artystyczną osobowość. “Śpiewającą Sławę (wtedy jeszcze Stanisławę) Przybylską wymieniła Hania Rek” – wspominał Edward Pałłasz [“Medal” w: “Piosenka – rocznik 2015”]. Aż tu nagle… sensacja, która nieźle namieszała w ich umysłach – w 1957 roku Sława Przybylska zwyciężyła w organizowanym przez Polskie Radio konkursie dla piosenkarzy amatorów.

Kto zajął pierwsze miejsce? – spytałem. […]
– Przybylska.
– Żartujesz chyba?! – krzyknąłem.
– Daję ci najświętsze słowo honoru! Podali dziś w dzienniku. Zrobiła dziewczyna furorę. Sam Szpilman orzekł, że to największe odkrycie Polskiego Radia. Najpiękniejszy mikrofonowy głos obok Jurka Połomskiego z PWST…
Nie! Zabić się – pomyślałem. – To ja odetchnąłem, że to biedactwo z grzywką odeszło od nas i wreszcie nie zawraca nam gitary, a tu nagle “najpiękniejszy mikrofonowy głos Polskiego Radia”. W usunięciu Przybylskiej z STS-u, jako członek Rady Artystycznej, miałem swój udział. Kolektywna wpadka – też wpadka.
[Jarosław Abramow-Newerly, “Lwy STS-u”, Warszawa 2005]

Wkrótce też w telewizyjnym konkursie “Zapraszamy na estradę” jako jedyna otrzymała od wszystkich jurorów (Stefania Grodzieńska, Lidia Wysocka i przewodniczący Jerzy Waldorff) maksymalną liczbę punktów i miano polskiej Edith Piaf. Niektórzy porównywali ją także do Juliette Greco.

Śpiewała w teatrzykach Czarna Kaczka oraz Tingel-Tangel (1961) – w którym występowali m.in. Krystyna Sienkiewicz, Zbigniew Lengren, Stanisław Młynarczyk, a grał zespół jazzowy Krzysztofa Komedy – oraz w telewizyjnym Teatrze Piosenki.

Sława Przybylska podczas II Krajowego Festiwalu Polskiej Piosenki, fot. Janusz Sobolewski/ForumSława Przybylska podczas 2. Krajowego Festiwalu Polskiej Piosenki, fot. Janusz Sobolewski/Forum

Uczyła się śpiewu u prof. Wandy Wermińskiej. W 1958 roku została słuchaczką Studium Estradowego Polskiego Radia , w którym uczyła się sztuki interpretacji piosenki m.in. pod kierunkiem Jerzego Abratowskiego i Aleksandra Bardiniego. W tym samym roku nagrała do filmu “Pożegnania” (reż. Wojciech Jerzy Has) piosenkę “Pamiętasz była jesień”, która przyniosła jej olbrzymi rozgłos, śpiewała “Czerwone maki na Monte Casino” w filmie “Popiół i diament” (reż. Andrzej Wajda). W 1960 roku wystąpiła w filmie “Zezowate szczęście” (reż. Andrzej Munk), wykonując piosenkę “Kriegsgefangenenpost”.

 

W 1960 roku Sława Przybylska wystąpiła z pierwszym własnym recitalem. Dokonała licznych nagrań archiwalnych dla Polskiego Radia i Telewizji Polskiej, także dla rozgłośni radiowych i stacji telewizyjnych zagranicą: m.in. w Moskwie, Tbilisi, Pradze, Bratysławie i Nowym Jorku. Nagrała kolejne piosenki do filmów “Niewinni czarodzieje” (reż. Andrzej Wajda) czy “Rozstanie” (reż. Wojciech Jerzy Has).

W repertuarze miała wiele popularnych utworów, jak “Piosenka o okularnikach”, “Ach panie, panowie”, “Widzisz mała”, “Ciao, Ciao Bambina”, “Gdzie są kwiaty z tamtych lat?” (z repertuaru Marleny Dietrich) czy “Na Francuskiej”. Śpiewała także piosenki w języku jidysz – m.in. “Miasteczko Bełz”.

Maria Dąbrowska w zapisie z 1965 roku wspominała Agnieszkę Osiecką, która w radiowym Podwieczorku przy mikrofonie “przemyciła” niekoniecznie dobrze widzianą błatną rosyjską piosenkę “Murka”, świetnie przełożoną – “a równie dobrze zaśpiewaną przez Sławę Przybylską”. [“Dzienniki. 1914–1965”, Tom XIII – 1962–1965, Warszawa 1996]

Sława Przybylska, 1974, fot. Jerzy Płoński/ForumSława Przybylska, 1974, fot. Jerzy Płoński/Forum

W latach 1974–1981 piosenkarka współpracowała z Teatrem Stara Prochownia. Gościnnie występowała także w kabaretach U Lopka i Pod Egidą oraz w krakowskiej Piwnicy pod Baranami. Wspominała Joanna Olczak-Ronikier: “Przyjeżdżali do nas artyści z całej Polski. Pamiętam, że Sława Przybylska śpiewała z gitarą po polsku i w jidysz. [“Piwnica pod Baranami, czyli koncert ambitnych samouków”, Warszawa 1994]

W tymże albumie o Piwnicy fotograf Ryszard Horowitz wraca pamięcią do lat 60. Był wówczas pierwszym i jedynym piwniczaninem w Nowym Jorku, więc jego “obszerna kawalerka na 30 Ulicy stała się przychodnią wszystkich mniej lub więcej sławnych przybyszów z Polski”. Podczas wielu trwających do rana prywatek “we wczesnych godzinach rannych obijały się o uszy wściekłych sąsiadów” echa szaleństw, “jakie odbywały się podczas odwiedzin Sławy Przybylskiej czy też innych z naszej najbliższej paczki spod Baranów”.

W latach 1976–1978 oraz 1982–1987 Sława Przybylska była aktorką i piosenkarką Teatru na Targówku w Warszawie. Zagrała tam m.in. w widowiskach “Toast weselny” (reż. Marian Jonkajtys), “Mój kapitanie, już wieczór” (reż. Aleksandra Koncewicz), “Ballada o miłości zagrożonej Barbary i Augusta” (reż. Wojciech Solarz), “Tak jak u Chagalla” (reż. Szymon Szurmiej) i “Bukiecik alpejskich fiołków” (reż. Lena Szurmiej-Dynerman). Ponadto współpracowała z teatrami warszawskimi, jak wspomniany STS oraz Syrena, Buffo, Żydowski, a także Teatr Ziemi Opolskiej w Opolu.
Występowała także na scenach zagranicznych, m.in. w 1985 roku w Teatrze Metechii w Tbilisi (ZSRR) w spektaklu “Teatr straceńców” (reż. Sandro Mrewliszwili), a dwa lata później – w dwóch przedstawieniach w Teatrze Miejskim w Saarbrücken (RFN).
Od 1963 roku występuje z recitalami pieśni Żydów polskich. W 1992 roku uczestniczyła w berlińskim festiwalu odbywającym się pod hasłem “Kobieta w pieśniach żydowskich”. Rok później, jako jedyna artystka polska, wystąpiła z własnym recitalem na Europejskim Festiwalu Muzyki Żydowskiej w Leverkusen (Niemcy).

Pochodzę z Międzyrzeca Podlaskiego – mówiła w 2005 roku w wypowiedzi dla “TeleRzeczpospolitej”. – Małego miasteczka, które przed wojną w większości było żydowskie. Nasz dom był zawsze otwarty, mieliśmy przyjazne kontakty z żydowskimi sąsiadami. Docierały do mnie echa ich pieśni i obrzędów. Śpiewaniem żydowskich piosenek chciałam wznieść osobisty pomnik pamięci tych ludzi. To mój szczególny hołd dla tych wszystkich małych dziewczynek, z którymi się bawiłam, a potem znalazły się w transporcie do Treblinki. Nie znałam języka jidysz, ale zapisałam się na jego kurs w Teatrze Żydowskim. Nauczyłam się pisać, czytać, mówić. Mogłam się odpowiednio przygotować ze śpiewników przysyłanych mi z Jerozolimy czy z Nowego Jorku. Sporo podróżowałam z koncertami, kilkakrotnie byłam w Izraelu i w Niemczech. Wiele tych pieśni nagrałam. Cieszy mnie coraz żywsze zainteresowanie tymi pieśniami młodzieży. To nie tylko dług pamięci, ale i moja fascynacja kulturą narodu, który przetrwał tyle wieków.

Wielokrotnie występowała na festiwalach w Opolu i Sopocie. Koncertowała w kraju i za granicą, m.in. w Austrii, Jugosławii, Rumunii, ZSRR, Czechosłowacji, NRD, RFN, Bułgarii, we Włoszech, Francji, w Izraelu i Holandii oraz w ośrodkach polonijnych Stanów Zjednoczonych, Kanady i Australii. W 1987 roku została wyróżniona specjalnym dyplomem i nagrodą miasta Cleveland z okazji swego 15. tournée w USA.

W latach 1991–1998 mieszkała w Szczawnicy, gdzie pełniła funkcję przewodniczącej Stowarzyszenia Literacko-Artystycznego im. Czesława Miłosza. Była organizatorką i kierownikiem artystycznym Międzynarodowych Festiwali Słowa w latach 1996–2000.

Mimo rezygnacji w 2001 roku z czynnego życia estradowego, dawała się niekiedy namówić na występ. W 2015 roku, na 52. Festiwalu Piosenki Polskiej w Opolu, podczas gali z okazji 90-lecia Polskiego Radia, Sława Przybylska została uhonorowana najwyższym wyróżnieniem radiowym – “Diamentowym Mikrofonem”.

Sławie Przybylskiej we wszystkich działaniach artystycznych latami partnerował jej mąż Jan Krzyżanowski – jako menedżer i opiekun, pełniący na koncertach obowiązki gospodarza. Korespondencja męża do żony z lat 2011–2012 zatytułowana “Sto listów do Dulcinei” ukazała się w 2013 roku nakładem wydawnictwa Elipsa. Ich autor określił siebie mianem Don Kichota, pisującego do ukochanej Dulcinei. Z kolei sama Sława Przybylska wydała m.in. album “…na ścieżkach życia” [Otwock 2014], stanowiący rodzaj “wizualnej autobiografii”.

Inny jej album – “Radosny smutek przemijania” [Warszawa 2016], wydany na jubileusz 60-lecia pracy artystycznej piosenkarki, upamiętnił kluczowe momenty w karierze autorki. Mówiła o nim:

Ja po prostu nie zwracam uwagi, czy czas płynie. Może i płynie, ale to właściwie my płyniemy, my przemijamy. Należy to robić radośnie. Każdy dzień powinien być dziełem sztuki, jak pisała pani profesor Maria Szyszkowska. Trzeba się starać, aby każdy dzień przeżyć pięknie, a wtedy to przemijanie jest jakby niezauważalne. Jeśli mamy powód, albo jeśli wypracujemy powód, ażeby się cieszyć i żeby przekazywać jak najlepsze myśli, jak najlepsze fluidy dla ludzi i otoczenia, to wtedy przemijanie jest tak naturalne, jak naturalną rzeczą będzie śmierć.

Artur Cieślar z kolei w swojej książce “Kobieta metamuzyczna” [Warszawa 2014] uważa Sławę Przybylską za jedną z niewielu piosenkarek godnych takiego miana. Kobieta metamuzyczna – według niego – “podąża za muzyką, uprawia ją, śpiewa, muzykuje, opisuje ją, analizuje, dostrzega dźwięk i jego moc, ale jednak rzadko przedkłada muzykę nad samo życie – jego smak, niepowtarzalność, wyjątkowość”.

Twórczość

Piosenki (wybór)

  • “Ach panie, panowie” (Bułat Okudżawa – Agnieszka Osiecka)
  • “Balonik” (Bułat Okudżawa – Agnieszka Osiecka)
  • “Była sobie raz dziewczyna” (Włodzimierz Kruszyński, Adam Skorupka – Agnieszka Osiecka)
  • “Ciao, Ciao Bambina” (Domenico Modugno – Ola Obarska)
  • “Czarny kot” (Bułat Okudżawa – Witold Dąbrowski)
  • “Galapagos” (Adam Skorupka – Irena Solińska)
  • “Gdzie są kwiaty z tamtych lat?” (Peter Seeger – Wanda Sieradzka)
  • “Jak drogie są wspomnienia” (Fred Scher – Emanuel Schlechter)
  • “Jarzębina czerwona” (Jewgienij Rodygin – Anna Jakowska)
  • “Jestem brzydka – niekrasiwaja” (mel. lud. – Ola Obarska)
  • “Już nigdy” (Jerzy Petersburski – Andrzej Włast)
  • “Krakowska kwiaciarka” (Jerzy Gert – Tadeusz Śliwiak)
  • “Malaguena” (Pedro Galindo, Elpidio Ramírez – Ola Obarska)
  • “Mein Sztejtełe Bełz” [“Miasteczko Bełz”] (Aleksander Olshanetsky – jidisz: Jacob Jacobs)
  • “Miłość w Portofino” (Fred Buscaglione – Agnieszka Osiecka)
  • “Murka” (mel. tradyc. – Agnieszka Osiecka)
  • “Na Francuskiej” (Ryszard Sielicki – Bogusław Choiński, Jan Gałkowski)
  • “Nie kochać w taką noc to grzech” (Zygmunt Wiehler – Jerzy Jurandot)
  • “Pamiętasz była jesień” (Lucjan Marian Kaszycki – Andrzej Czekalski, Ryszard Pluciński)
  • “Piosenka o okularnikach” (Jarosław Abramow – Agnieszka Osiecka)
  • “Piosenka o wieczornym gościu” (Lucjan Marian Kaszycki – Ludwik Jerzy Kern)
  • “Piosenka o żołnierskich butach” (Bułat Okudżawa – Witold Dąbrowski, Andrzej Mandalian)
  • “Piwniczka” (Antonín Gondolán, Ladislav Štaidl – Ola Obarska)
  • “Powróćmy jak za dawnych lat” (Henryk Wars – Jerzy Jurandot)
  • “Siedzieliśmy na dachu” (mel. lud. – Agnieszka Osiecka)
  • “Słodkie fiołki” (mel. lud. – Bogusław Choiński, Marek Dagnan)
  • “Słowo daję, że nie” (Jacek Szczygieł – Ola Obarska)
  • “Taka jestem zakochana” (Jacek Szczygieł – Krystyna Żywulska)
  • “Tango notturno” (Hans Otto Borgmann – Józef Lipski, Władysław Szlengel)
  • “Tbilisi” (Rewaz Łagidze – Ola Obarska)
  • “To wszystko z nudów” (Lucjan Marian Kaszycki – Agnieszka Osiecka)
  • “Trzy miłości” (Bułat Okudżawa – Wojciech Młynarski)
  • “Widzisz mała” (Jarosław Abramow – Agnieszka Osiecka)
  • “Wspomnij mnie” (Luigi Miaglia ps. Ripp – Marian Hemar)

Dyskografia (wybór)

czytaj dalej tu: Sława Przybylska

twoje uwagi, linki, wlasne artykuly, lub wiadomosci przeslij do: webmaster@reunion68.com

 


WHY ARE ZIONISTS CELEBRATING UNFULFILLED PROMISES?

WHY ARE ZIONISTS CELEBRATING UNFULFILLED PROMISES?

RAFAEL MEDOFF


Balfour Declaration – Wikipedia

Instead of “facilitating” Jewish statehood as Balfour had pledged, the British were now blocking it. If a Jewish state were to come into being, it would be despite British obstruction of the Balfour

As Arab armies mobilized and the Arab League’s secretary-general vowed to carry out ‘a war of extermination and momentous massacre’ of the Jews, the UN stood idly by. (photo credit:REUTERS)

In the coming weeks, numerous Jewish organizations and institutions will celebrate the 100th anniversary of the Balfour Declaration and the 50th anniversary of the United Nations partition plan for Palestine.

Remarkably, however, the proposals that will be celebrated were just that – proposals. Neither of them actually was implemented, at least not in the way their authors intended.

The Balfour Declaration, issued in the form of a letter from the British foreign minister on November 2, 1917, endorsed “the establishment in Palestine of a national home for the Jewish people” and pledged to “use [Great Britain’s] best endeavors to facilitate the achievement of this object.”
Zionist leader Chaim Weizmann said he “heard the steps of the Messiah” in Balfour’s proclamation.

For a short time, the British Mandate authorities opened Palestine’s doors to Jewish immigration and permitted Jews to purchase land without restrictions. But when Palestinian Arabs began to riot, British policy began to change.

Each new wave of Arab terrorism in the 1920s and 1930s resulted in new limits on the development of the Jewish national home. The 1939 White Paper reduced Jewish immigration to a trickle, and the 1940 Land Transfer Regulations allowed unrestricted Jewish land purchases in just 5% of the country. At protest rallies throughout the country, the new regulations were compared to laws in Nazi Germany that likewise prohibited Jews from owning land.
Instead of “facilitating” Jewish statehood as Balfour had pledged, the British were now blocking it. If a Jewish state were to come into being, it would be despite British obstruction of the Balfour Declaration.

The plan adopted in 1947 by the United Nations likewise was never implemented. The UN proposed to create separate Jewish and Arab states in western Palestine. (The eastern 78% of the country already had been severed by the British many years earlier, and renamed Transjordan.) The Zionist leadership accepted the UN proposal, but both the Palestinian Arabs and neighboring Arab regimes rejected it.

As Arab armies mobilized and the Arab League’s secretary-general vowed to carry out “a war of extermination and momentous massacre” of the Jews, the UN stood idly by. Its member-states were not willing to send soldiers to enforce partition.

So why all the celebrating next month? Mostly because the two documents conveyed a certain legitimacy. The Balfour Declaration represented the endorsement of Jewish statehood by the world’s greatest power. The adoption of the partition plan by the UN General Assembly meant the idea of a Jewish state was supported by the majority of the international community.

For a people who had been persecuted and relegated to national homelessness for close to 2,000 years, these developments offered the psychological comfort that Jewish isolation might soon be coming to an end.

But when it came to the Jewish people’s most urgent practical need – a state of their own – the failure of both the British and the United Nations to implement what they promised illustrated the gap between rhetoric and reality.

In the end, the Jews would have to fight for what was theirs. They did fight, and they won. Next year’s 70th anniversary of the establishment of Israel will provide an opportunity to celebrate what was achieved, rather than merely what was promised.


The writer is the author or editor of 17 books about Jewish history and Zionism, including ‘The Historical Dictionary of Zionism’ [coauthored with Chaim I. Waxman].


twoje uwagi, linki, wlasne artykuly, lub wiadomosci przeslij do: webmaster@reunion68.com