Archive | 2017/11/26

Rabin Samuel Rosenberg o chasydach,..

Rabin Samuel Rosenberg o chasydach, przemianach i Lag ba-Omer w Meron

Michał Bojanowski


CHIDUSZ-LAG-BA-OMER-MEROR-CHASIDIM-CHASYDZI
Michał Bojanowski: Dlaczego przestał Rabin być chasydem?

Samuel Rosenberg: To nie tak, że przestałem być chasydem, takie stwierdzenie nie byłoby prawdą. Opuściłem wspólnotę (oraz jesziwę), do której należałem oraz praktykę życia chasydzkiego, jednakże nadal czuję się chasydem, wiele pięknych elementów życia chasydzkiego pozostało i pozostanie we mnie na zawsze.

Na przykład?

To, że kawana (hebr. intencja) jest najważniejsza, że bez odpowiednich intencji praktyka życia żydowskiego traci swoją wartość. Żeby nie oceniać ludzi po wyglądzie – ktoś o wyglądzie mordercy w rzeczywistości może być jego przeciwieństwem. I żeby kochać każdego Żyda (ahawat Israel). To są ogólnie istotne wartości w judaizmie, ale chasydyzm uczynił je bardzo ważnymi.

A jednak nie czułem, że życie we wspólnocie chasydzkiej jest miejscem, w którym mogę być tak blisko Boga, jak bym chciał. Zrozumiałem w pewnym momencie, że to nie jest droga, którą chcę wielbić Boga, to nie było awodat Haszem szeli.

Ale to nie była nagła decyzja?

Nie rozmyślałem latami o odejściu. Jednak gdy byłem młodzieńcem, już zaczynałem powątpiewać, czy to aby na pewno droga dla mnie.

Ile osób w Izraelu opuszcza najbardziej ortodoksyjne nurty w judaizmie?

Niewiele.

Dlaczego?

Wydaje mi się, że jest taka zasada w życiu ludzi, że większość z nas żyje takim życiem, w jakim się wychowało. Edukacja, młodość, przykład rodziców i znajomych – to wszystko sprawia, że bardzo rzadko porzucamy ten wyuczony, przejęty niejako z mlekiem matki wzór życia. To nawet mocniej działa w przypadku środowisk ultraortodoksyjnych w Izraelu, gdyż nikt tam publicznie nie poddaje w wątpliwość słuszności obranej drogi. Dlaczego mieliby więc opuszczać swój dom, swoją wspólnotę? Mało kto jest zdolny do radykalnych zmian, mało kto ich tak naprawdę chce.

Jaka była reakcja mamy?

Jak każdy rodzic byłaby szczęśliwa, gdybym wyznawał wiarę w Boga w ten sam sposób, w jaki ona to robi. Ale jest szczęśliwa, widząc, że i ja jestem szczęśliwy w moim – religijnym przecież – życiu. Nadal studiuję Talmud, co prawda na uniwersytecie a nie w jesziwie, ale mama widzi, że jest to dobre dla mnie.

Jak wyglądało Rabina życie w wieku 20 lat?

Byłem w jesziwie. Chasyd studiuje w jesziwie aż do wzięcia ślubu. Potem albo kontynuujesz naukę albo zaczynasz pracę. Dni studentów jesziwy wyglądają dość monotonnie. Wstajesz rano i idziesz do mykwy, co jest bardzo typową chasydzką praktyką. Po obmyciu rytualnym jest czas na studiowanie, modlitwę poranną, śniadanie i powrót do studiowania Talmudu. Większość dnia spędzasz nad studiami. Oczywiście są przerwy. Obiad, kolacja. Wieczorna modlitwa i znowu studiowanie. Dzień kończy się o 22. Jesteś już dość zmęczony, więc idziesz spać.

I zawsze w takim trybie?

Tak. Na szabat i pozostałe święta możesz wrócić do domu. Jednak tygodnie w jesziwie wyglądają właśnie w ten sposób.

A jakiś sport? Gry zespołowe?

W jesziwie nie ma miejsca na sport, ani gry i zabawy. Jednakże spotykaliśmy się na wspólnym śpiewaniu, czy tańczeniu.

A kontakt z zewnętrznym światem?

Moja jesziwa była w Bnej Brak. To dość religijne miasto. Więcej tam fast foodów niż restauracji. Podobnie jak w niektórych dzielnicach Jerozolimy, również tam należy być ubranym skromnie. Na co dzień studenci jesziwy nie mają kontaktu z rówieśnikami z niereligijnych szkół. Nie widać tam nastolatków palących papierosy czy całujących się w bramach budynków. W mieście są tylko religijne szkoły.

Więc nagła zmiana musi być szokiem?

Dla innych osób pewnie tak, ale musisz pamiętać, że ja przecież pochodzę z samego centrum Tel Awiwu i tam właśnie wracałem chociażby na szabaty, więc nie byłem tak odcięty od nieortodoksyjnego świata, jakby to się mogło wydawać. Po opuszczeniu jesziwy wróciłem więc do Tel Awiwu, do rodzinnego domu. Zacząłem przygotowania do matury i pracowałem.

Czyli jednak nie było zaskoczenia?

Nie, w ogóle. Uczyłem się w prywatnej szkole, gdzie nie panowała atmosfera ogólniaka, a raczej są ludzie poważnie skoncentrowani na przygotowaniach do egzaminów. Nie znajomości, pierwsze miłości, czy wspólne spędzanie czasu – a jedynie nauka. Było to momentami trudne, bo abstrakcyjne rozważania nad Talmudem musiałem nagle przenieść na grunt wyuczenia się konkretnych zagadnień do egzaminów.

I nie czuł się Rabin samotny po opuszczeniu jesziwy?

Nie miałem żadnych bliskich przyjaciół, jedynie kilku starych znajomych z sąsiedztwa. Ale szybko to nadrobiłem.

Rozumiem, że tradycyjnych chasydzkich nakryć głowy Rabin nie nosił, ale płaszcz – chyba tak?

Tak. Owe nakrycia głowy noszą mężczyźni po ślubie, płaszcze zaś chłopcy po bar micwie.

Pewnie w takim płaszczu musiało być dość gorąco?

Wszyscy noszą takie same płaszcze, więc to nie jest pytanie. Z zewnątrz wydawać się może, że gotujemy się w nich, jednakże gdy absolutnie wszyscy noszą takie same okrycia, nie jest to poddawane pod dyskusję. Zakładasz i nie zadajesz pytań, bo zakładają je wszyscy. Da się przyzwyczaić.

Świętowaliście Lag ba-Omer w jesziwie?

To bardzo radosne święto na pamiątkę końca zarazy, która panowała pośród studentów rabiego Akiwy. To również dzień, w którym umarł Raszbi (Szymon Bar Johaj), przez tradycję uznany za twórcę Zoharu. Podobno zanim umarł, miał mieć wyjaśnionych wiele sekretów Tory. Przekazał je swoim uczniom. Dlatego też głównie to chasydzi przyjeżdżają do Meron, gdyż nurt ten jest częścią mistycyzmu żydowskiego. A oprócz chasydów wiele osób głęboko zaangażowanych w studia nad kabałą.

Moja jesziwa w ten dzień organizowała wyjazd autobusem do Meron. Podczas drogi studiowaliśmy Talmud oraz śpiewaliśmy piosenki i niguny na specjalne, używane w Meron, melodie.

Jak wyglądała celebracja w Meron?

Czytaj dalej tu: Rabin Samuel Rosenberg….


twoje uwagi, linki, wlasne artykuly, lub wiadomosci przeslij do: webmaster@reunion68.com

 


„Nie zrobię tego moim dzieciom i nie będę żyła w tym kraju”

„Nie zrobię tego moim dzieciom i nie będę żyła w tym kraju”

Remigiusz Grzela


fot. Stanisław Gawliński / źródło: PAP

„Jak łatwo w społeczeństwie wyzwala się zło, kiedy władza wskaże wroga, którego należy zniszczyć. Dzisiaj niech będą ostrzeżeniem, jakim językiem nie należy posługiwać się nigdy i nigdzie. To język nienawiści i pogardy”, pisała Teresa Torańska o wydarzeniach marcowych w 1968 roku. Jej słowa są przestrogą także dziś.

Zajadły atak Gomułki z 19 marca doprowadził do kolejnych demonstracji na warszawskich uczelniach. Teraz już nie tylko relegowano studentów, ale i wyrzucano wykładowców, w tym znanych profesorów, między innymi Zygmunta Baumana i Leszka Kołakowskiego. 30 marca 1968 rektor rozwiązał kierunki studiów dziennych: teoria ekonomii, ekonomia, ekonometria na Wydziale Ekonomicznym; filozofia i socjologia na Wydziale Filozoficznym; psychologia na Wydziale Pedagogiki, III rok matematyki i fizyki na Wydziale Matematyczno-Fizycznym. Tym samym indeks straciło ponad 1600 studentów. O ponownych wpisach decydowały komisje wydziałowe, ich postanowienia musiała zatwierdzić komisja uniwersytecka. To faktycznie złamało ruch protestu na UW. Władza pokazała, że się nie ugnie.

Antysemityzm zdążył się rozprzestrzenić na dobre.

Wyjechali z Polski, bo byli przestraszeni, zaszczuci, potwornie rozczarowani. A potem upokarzano ich w urzędach, biurach paszportowych, cląc ich dobytek, odbierając to, co wartościowe; upokarzano ich na Dworcu Gdańskim, skąd ruszali w świat, i na granicy. Wyjeżdżali, walcząc o swoją godność.

Gustaw Kerszman, jeden z bohaterów Rozstań, mówił Teresie: „Gdyby ktoś wcześniej powiedział mi, że coś takiego w Polsce się zdarzy, wyśmiałbym go. Po tym, co stało się w Polsce w czasie wojny, wydawało mi się to w ogóle niemożliwe. Moja mama była przerażona. Nam – i nie tylko nam – ta nagonka antysemicka kojarzyła się z okupacją. W Niemczech też przecież nie zaczęło się od komór gazowych. Zaczęło się od kampanii nienawiści. Nie, to nie był zwyczajny strach, że człowiek boi się wyjść na ulicę. Mama nie bała się wychodzić, i ja też się nie bałem. Ona zresztą miała wyjątkowo aryjski wygląd. To był powrót okupacyjnych koszmarów. Jakieś makabryczne sny. Lęk, że coś złego się stanie, i przeświadczenie, że wszystko stać się może. Oraz nawrót wspomnień, od których – wydawało się – człowiek już się uwolnił. Ten dziwny z wyglądu tak zwany aktyw partyjny. Złożony z typów, które pamiętałem. Tęgi, krępy, bardzo zadowolony z siebie facet”.

„Powiedziałam sobie: Nie zrobię tego moim dzieciom i nie będę żyła w tym kraju” – mówiła inna z bohaterek, występująca w książce jedynie pod imieniem Henryka.

Ryszard Weiler wspominał: Poszedłem do swojej dawnej szkoły pożegnać się. Pani Jackowska, moja polonistka, miała łzy w oczach, prawdziwe, nie udawane. Życzyła mi wszystkiego dobrego. Pożegnałem się z kolegami. To było 17 września 1968 roku. Do pamiętnika wpisali mi bardzo sympatyczne rzeczy, niektóre wierszowane. Zenek Swaczyj napisał: „Kiedy będziesz w swojej Ojczyźnie, kiedy burzy przeminie czas, wspomnij czasem swoich kolegów, wspomnij czasem każdego z nas”.

Człowiek, który budził grozę

Teresa właściwie obsesyjnie wracała przez lata do wydarzeń marcowych. Robiąc rozmowę ze swoim dawnym wykładowcą na Studium Dziennikarskim Kazimierzem Kąkolem, który w czasie wojny był w AK, walczył w Powstaniu Warszawskim, a w 1957 roku wstąpił do partii, gdzie zrobił karierę i został szefem Urzędu do spraw Wyznań w rządzie Jaroszewicza, kilkakrotnie wracała do roli, jaką odegrał w 1968 roku.
Pamiętam, że w PRL budził pan grozę – wypaliła do niego, kiedy usiłował przedstawić siebie jako kawalarza.

– Córcia! O czym pani mówi?
– O pana związkach ze Służbą Bezpieczeństwa, przyjaźni z Mieczysławem Moczarem, wieloletnim szefem MSW, i o kampanii anty­semickiej, którą prowadził pan kilka lat wcześniej, w 1968 roku w dwutygodniku „Prawo i Życie”.
– „Prawo i Pięść” – mówiono, niech się pani nie krępuje.
– Pan zniszczył życie dziesiątkom ludzi.
– A co? Dostałaś, córcia, pałką?
– Zmusił ich do emigracji.
– No, nie! Nazwiska proszę! I kto to mówi?! Moja studentka! Schowaj, proszę, miła, te cytaty. One nas do niczego nie doprowadzą. My się – widzę – nie zrozumiemy. Jedźmy dalej.

Do tematu próbowała nawiązać chwilę później. Zapytała o to, kto był wrogiem w PRL-u.

– A co, córcia, uważasz, że nie było wtedy wrogów? Uważasz, że sprawa była czyściutka, intencje protestujących jak najbardziej chwalebne i że w ogóle w życiu jest tak, że sitwy nie ma, sporów nie ma i swój swego nie popiera, by sięgnąć po cudze?
– Wyliczmy ich.
– Dywersantów z Wolnej Europy.
– Żydów…
– Jakich tam Żydów! Pani ma jakąś obsesję.
– Więc syjonistów.
– Rozrabiaków! To były rozrabiaki. Jeśli szanowna pani redaktor myśli inaczej, to się myli. W czasach stalinizmu byli nosicielami najbardziej czerwonej, krwawej, haniebnej wersji komunizmu w Polsce. Potem ucieszyli się, jak Izrael pokonał Egipt w wojnie sześciodniowej, i kilka miesięcy później pod nieprawdziwymi hasłami, że niszczy się polską kulturę, usuwając Dziady ze sceny, zmontowali rozróbę polityczną i wyprowadzili gromadę dzieciaków na ulice.
– Tak nie było, panie profesorze.
– Było, było.

Kiedy próbuje objąć logiką to, co mówi Kąkol, pyta zirytowana, czy jego zdaniem w PRL-u zniewolenia nie było. – Przecież nie o to chodzi! Z panią trudno się rozmawia. Bo pani nie słucha i chce mi wmówić, że jestem antysemitą. A ja nie jestem, no skąd! Ni cholery.
– Zostawmy więc ten Marzec – niby kapituluje, ale pod koniec rozmowy, kiedy Kąkol opowiada, jaki był zaskoczony w czerwcu 1979 roku młodzieżą, która zbierała się całą noc pod kościołem Świętej Anny w Warszawie, aby spotkać się rano z papieżem Janem Pawłem II, bez krzyków, incydentów, „nigdy nie przypuszczałem, że nasza młodzież potrafi być tak zdyscyplinowana i tak wewnętrznie dojrzała”, Teresa kolejny raz mu wypomni:

– Zawsze była, w 1968 roku też.
– Była, nie była, chce pani o tym podyskutować?
– Już nie.

I w tym komentarzu Teresy jest wszystko. Uznała rozmowę za bezcelową. W dziennikarstwie Torańskiej nie chodziło tylko o poznanie świato­poglądu, zapisanie okoliczności, o kulisy wielkiej i małej historii. Chodziło w nim również o uświadomienie rozmówcy. Za każdym razem podejmowała tę próbę. Ponieważ sama starała się zrozumieć, oczekiwała też, że rozmówca zrozumie jej światopogląd, jej świat i system wartości.
Kąkol chyba kierował się jedynie cynizmem, kiedy dał Teresie w prezencie kartkę pocztową, jaką wysłali do niego studenci. Przechowała ją w swoim archiwum. Wypisana jest odręcznie.

Tow. Prodziekan
Doc. Dr K. Kąkol
Uniwersytet Warszawski
Warszawa 64
Krak. Przedm. 26/28
W pierwszą rocznicę Wydarzeń Marcowych zasyłamy Tow. moc najserdeczniejszych życzeń, ciesząc się jednocześnie z tego, że w wyniku „zasług” w pamiętnym marcu 1968 mianowano Towarzysza prodziekanem i nadano tytuł docenta za sławną pracę habilitacyjną pn. „Pytania i odpowiedzi” opartą na materiałach obserwacyjnych z wydarzeń marcowych. Mamy jednocześnie nadzieję, że zasługi Tow. Docenta na tym polu okażą się tak owocne, że zostaniecie wkrótce mianowani profesorem, a być może i Rektorem. Z całego serca Towarzyszowi tego życzymy.
Studenci Warszawy

(Karta przedstawia chińską grafikę ludową i wydana jest z okazji „Organizacji dnia współpracy Narodowych Muzeów Kultury Orientalnej”).

Ale choć Kąkol był odpowiedzialny za Marzec ’68, należy mu się puenta z rozmowy Katarzyny Bielas z Hanną Krall z „Gazety Wyborczej” z kwietnia 2016 roku. Krall mówiła: – Celina [Cywia Lubetkin] umarła w Izraelu w lipcu 1978 roku. Marek [Edelman], który był szykanowany przez władze, za którym chodziła bezpieka, któremu nie dawano paszportu nawet do Paryża, do żony i dzieci, zadzwonił do mnie i powiedział: „Słuchaj, muszę mieć jutro paszport”. On czasem tak mówił, tonem dowódcy: „Muszę jechać do Izraela”. Trzeba to sobie wyobrazić wtedy – paszport, Izrael, Edelman, jutro! Poszłam do Rakowskiego, naczelnego „Polityki”, w której pracowałam, i mówię: „Edelman musi mieć jutro paszport”. Spojrzał na mnie jak na wariatkę i przesunął w moją stronę telefon rządowy. Pomyślałam, że jak Izrael i Żydzi, to ma to jakiś związek z wyznaniami, i postanowiłam zadzwonić do Kazimierza Kąkola, który był ministrem do spraw wyznań. A trzeba dodać, że Kąkol był jednym z czołowych ideologów Marca ’68.
– Znała go pani?

– No skąd. Znalazłam telefon w rządowej książce telefonicznej. Przedstawiłam się i mówię: „Chciałam tylko powiedzieć, że Marek Edelman powinien mieć jutro paszport do Izraela”. To brzmiało, jakbym dzisiaj powiedziała, że Edelman jutro musi wystartować na Marsa. Kąkol z ironią w głosie: „A cóż takiego się stało?”. Na to ja: „Celina umarła”, też cokolwiek idiotycznie. Cisza w słuchawce, a potem słyszę: „Celina umarła? Ach, mój Boże…”. Osłupiałam. „Pan wie, kto to?” – pytam. A Kąkol: „Oczywiście, poznałem ją w Jerozolimie. Celina Lubetkin była jednym z głównych świadków oskarżenia na procesie Eichmanna”, a – jak się okazało – Kąkol był na tym procesie dziennikarzem. Zachwycał się Celiną, szanował ją… I Marek miał po dwóch dniach paszport.
– Dziwna historia.
– A wczoraj był nekrolog Kazimierza Kąkola. Umarł przed dwoma dniami. Kiedy myślałam o rozmowie z panią i że opowiem o paszporcie Edelmana.

Język antysemityzmu

O antysemityzmie i nienawiści zrobiła jedną ze swoich najważniejszych rozmów, z profesorem Michałem Głowińskim, historykiem literatury i pisarzem. Z niej…..

 

Czytaj dalej tu: Nie zrobię tego moim dzieciom i nie będę żyła w tym kraju


twoje uwagi, linki, wlasne artykuly, lub wiadomosci przeslij do: webmaster@reunion68.com

 


COPING WITH ATTACKS AND INSULTS

COPING WITH ATTACKS AND INSULTS

HANNAH BROWN


Lebanese director Ziad Doueiri attends a photocall for the movie ‘The Insult’ at the 74th Venice Film Festival. (photo credit:REUTERS/ALESSANDRO BIANCHI)

Lebanese director Ziad Doueiri’s The Insult was recently dropped from a film festival in Ramallah, and the banning of this film illustrates just how tangled the world of the Boycotts, Divestment and Sanctions movement has become, as BDS increasingly advocates boycotting the work of Arab filmmakers.

The cancellation of Doueiri’s The Insult from the Days of Cinema Festival in Ramallah came after the BDS movement called for a boycott of the film because Doueiri made the 2012 movie, The Attack, in Israel.

The Attack, which is about a Palestinian doctor who discovers his wife is a suicide bomber, starred several Israeli actors, both Muslims and Jews, among them Ali Suliman (Paradise Now, Dancing Arabs), Reymonde Amsallem and Uri Gavriel.

The Attack was based on the novel by the Algerian writer Yasmina Khadra.

The Attack won a number of international awards, including at the Marrakech International Film Festival and the Istanbul International Film Festival.

Doueiri’s latest film, The Insult, which won the Volpi Cup for Best Actor for its Palestinian star, Kamel El Basha, at the Venice International Film Festival, tells the story of a feud between a Lebanese Christian and a Palestinian refugee in contemporary Beirut. It is Lebanon’s official submission for consideration for a Best Foreign Language Film Oscar.

The cancellation of the film in Ramallah highlights disagreements over exactly what it means to uphold the boycott.

CNN reported that BDS co-founder Omar Barghouti said Doueiri had not apologized for making The Attack in Israel, and that screening The Insult would have served to condone Doueiri’s decision to make a film in Israel.

But, according to CNN, Days of Cinema festival director Hanna Atallah said he had kept the BDS criteria in mind when he chose The Insult to close the festival. Since The Insult was not made in Israel, showing it did not break BDS rules, or so Atallah thought.

“We are very proud that we don’t have censorship of films in Palestine,” Atallah told CNN. “Every Palestinian citizen [should have] the right to watch a product and decide whether it is good or not.”

In the end, though, due to the controversy, city authorities ordered Atallah to pull the film because they could not guarantee security at the screening.

El Basha told CNN, “There is a bunch of people, a small group of people that have succeeded in forcing their opinion on the municipality of Ramallah… to censor our movies and our job. It is a catastrophe for our struggle and for our life.”

The banning is the latest in a series of headaches for Doueiri, who was briefly detained upon arriving at the Beirut airport after The Insult won the Best Actor prize at Venice and was ordered to appear before a Lebanese military court, according to Agence France-Presse.

No charges were filed and he was released shortly afterwards, but those familiar with the case speculated in the press that he was detained due to that fact that he had made a movie in Israel. Lebanese citizens are not allowed to visit Israel, since the two countries are officially in a state of war. But Doueiri said he had been in and out of Lebanon many times since the release of The Attack without incident.

“I am profoundly hurt. I came back to Lebanon with a prize from Venice. The Lebanese police have authorized the broadcast of [The Insult]. I have no idea who is responsible for what has happened,” the director told AFP.

Doueiri burst onto the international film scene in the late Nineties with his autobiographical drama West Beirut, about teen boys coming of age in the shadow of that country’s civil war during the Seventies.

I interviewed him for The New York Post in the summer of 1999.

He was brash, charming and ambitious, and West Beirut received rave reviews. Prior to making West Beirut, he had been working on movie crews, mainly as an assistant camera operator on such movies as Quentin Tarantino’s Reservoir Dogs and Pulp Fiction. That alone would have been a huge achievement for someone who grew up in war-torn Beirut, and the fact that Doueiri went on to become a writer/director was phenomenal.

But even back then, Doueiri faced issues with the Lebanese government.

He told me that an Israeli company had bought West Beirut for release, but the Lebanese government objected. “So we pulled the sale because the Lebanese government said, ‘If you sell it to Israel, we cannot let you go back to Lebanon,’” he said in 1999.

One young director who was profoundly influenced by West Beirut was Maysaloun Hamoud, the Israeli Arab filmmaker who made In Between, the award-winning story of three Arab roommates in Tel Aviv.

In an interview in late 2016, she told The Jerusalem Post: “I saw West Beirut by Ziad Doueiri, in 2002. That movie, it made me change the way I was thinking about movies. I thought, ‘F**k, I want to do West Beirut. My West Beirut.’ I met him when he was in Tel Aviv filming The Attack. He was an inspiration and a mentor for me. The combination of a personal story with a story about war was so intense. The movie didn’t get the recognition it deserved. It’s a masterpiece.”

Hamoud’s success with In Between has brought out some of the contradictions in the BDS movement, since BDS would have audiences boycott her film, as well as those of other Israeli Arab directors such as Maha Haj (Personal Affairs) and Shady Srour (Holy Air). But in spite of the BDS attitude toward movies directed by Israeli citizens, In Between was one of five movies by Israelis screened at the Toronto Palestine Film Festival in September 2017.

Hamoud has been criticized for her decision to accept money from Israeli film funds, but according to her, “People said, ‘Don’t take the Israeli money, get Arab funding.’ This is an oxymoron. There were no Arab film funds, there was nothing I could get.”

Turning down Israeli funding – which she was entitled to as an Israeli citizen – meant that she wouldn’t have been able to make her film.

The BDS ethos is being used to turn audiences away from Arab directors and shut down collaboration among filmmakers. Said Ben Said, a well-known Tunisian-born movie producer, revealed in an article in the French newspaper Le Monde on November 6 that the 28th Carthage Film Festival in Tunisia had rescinded its invitation for him to preside over the jury because he had worked with Israeli film director Nadav Lapid and was a judge of the Israeli Competition at the Jerusalem Film Festival last summer.

Ben Said has produced movies for such prominent directors as David Cronenburg, Roman Polanski and Brian De Palma.

“No one can deny the misery of the Palestinian people, but it must be admitted that the Arab world is, in its majority, antisemitic,” Ben Said wrote. “This hatred of Jews has redoubled in intensity and depth not because of the Arab-Israeli conflict, but with the rise of a certain vision of Islam.”

Perhaps Doueiri said it best nearly two decades ago: “I’ve found that over the years, the more I learn about politics, the more confused I get.”


twoje uwagi, linki, wlasne artykuly, lub wiadomosci przeslij do: webmaster@reunion68.com

 


Battalion ALIA גדוד העליה Батальон АЛИЯ (English Version)

Battalion ALIA גדוד העליה Батальон АЛИЯ (English Version)

 


Genre: Documentry
Runtime: 55 min
Country: Israel
Language: Russian / Hebrew
w/Eng. naration
w/Eng. subtitles
producer: Yoram Globus
director: Joshua Faudem
camera: Valentin Belonogov
editor: Sasha Lutsky

The long lasting Palestinian-Israeli conflict has created appaling phenomenons that have horrified the Israeli society. the “politically conscience-refusals” or those individual soldiers refusing to fight in the occupied territories, are one of those phenomenons. In opposition to them stand a thousand immigrants from the former Soviet Union, ex-military men from the Red Army, who yearn to be recruited into the IDF and fight for Israel, but who are denied the right to serve in the army. Through the stories of Oleg and Alex, immigrants and the battalion’s charismatic commanders, the story of the Russkii Battalion is told. It is a story of contrasts between the hardships of the daily struggles they face as new immigrants against the pride and the sense of belonging they find in the battalion. The Russkii Battalion is a film about a militaristic social bubble, in a country that is in constant war.

 


twoje uwagi, linki, wlasne artykuly, lub wiadomosci przeslij do: webmaster@reunion68.com