Archive | November 2017

Zmarnowana szansa. O „Miastach śmierci” Mirosława Tryczyka

Zmarnowana szansa. O „Miastach śmierci” Mirosława Tryczyka

Natalia Aleksiun


Mirosław Tryczyk miał szansę poruszyć czytelnika. Ale sposób, w jaki zaprezentował materiały, i ich powierzchowna, często błędna analiza sprawiły, że „Miasta śmierci” nie spełniają pokładanych w tej książce nadziei.

Bardzo chciałam napisać entuzjastyczną recenzję książki Mirosława Tryczyka „Miasta śmierci”. Doceniam podjęcie tematu, z którym trudno się zmierzyć, i poczucie misji. Misji, bo jak autor pisze we wstępie: „Trzeba walczyć nie tylko z czasem, który przysłania wszystko, niweluje i niszczy, ale i z człowiekiem, który pragnie zapomnieć o smutnych wydarzeniach. Trzeba też walczyć i z naszą cywilizacją, zajmującą się dniem dzisiejszym, unikającą problemów zarówno przeszłości, jak i przyszłości” (s. 14).

W rozmowie opublikowanej na łamach „Gazety Wyborczej”, zatytułowanej przewrotnie „Nie słuchaj ojca swego”, Tryczyk opowiada poruszająco o historii swojej rodziny i o bolesnym odkrywaniu historii Podlasia z lat II wojny światowej, o twarzach żydowskich ofiar i ich prześladowców, od których nie mógł się uwolnić, oraz o losach, które miał nadzieję odtworzyć [1]. Mimo niewątpliwej pasji autora, który odważnie konfrontuje siebie i czytelnika ze wstrząsającym materiałem archiwalnym, nie można jednak tej książki ocenić jednoznacznie pozytywnie.

Wiedza jako antidotum

Z założenia pisał Tryczyk dla szerokiego grona czytelników – by nie mogli już zapomnieć o zbrodniach, których w czasie II wojny światowej dopuszczali się wobec Żydów polscy sąsiedzi. Przestrogą była dla niego postawa Zbigniewa Romaniuka, młodego historyka z Brańska, który w filmie Mariana Marzyńskiego „Sztetl”, nakręconym w 1996 r., mierzy się z bolesną przeszłością swojego rodzinnego miasta, gromadząc macewy z żydowskiego cmentarza – materialne ślady obecności Żydów. Tryczyk zapamiętał historię Romaniuka jako historię klęski moralnej: młody badacz pod wpływem nacisków ze strony społeczności lokalnej nie wspomniał o brańskich Żydach w okolicznościowym przemówieniu.

Porażkę Romaniuka Tryczyk widzi w kategoriach zbiorowej metafory, jest ona „antycypacją losów każdego urodzonego po Holokauście młodego Polaka, który odkrywał tragiczną przeszłość swojej rodziny, wspólnoty, swojego kraju, miasta czy swojej wsi. Każdego, kto musiał jak Zbigniew Romaniuk zderzyć się z niedowierzaniem, ale też wrogością wszystkich tych, którzy chcą tę historię ukryć” (s. 376). „Miasta śmierci” mają – jak pisze Tryczyk – uniemożliwić „kontynuowanie kłamstwa i ignorancji” (s. 15). W istocie można odnieść wrażenie, że autor chce czytelnika skonfrontować przede wszystkim z tym obrazem okupacji niemieckiej, w którym Polacy stają się sprawcami, a nie ofiarami czy choćby świadkami zbrodni dokonywanych na Żydach. Chodzi więc o przyswojenie trudnej pamięci, jak ujął to Michael C. Steinlauf [2]. Wiedza staje się w rozumieniu Tryczyka antidotum chroniącym przed nacjonalizmem, neonazizmem, a nade wszystko antysemityzmem.

Intuicja Tryczyka jest słuszna, szczególnie w odniesieniu do polskiej pamięci zbiorowej, w której wyobrażenia o miejscu Żydów w polskiej historii, a przede wszystkim pytania o losy polskich Żydów w czasie II wojny światowej i problem polskiej odpowiedzialności zdają się odporne na wiedzę historyczną. Pamięć ta trwa mimo zmian, jakie nastąpiły w polskiej historiografii, a czasem – mam wrażenie – tej historiografii na przekór.

W 1987 r. Jan Błoński wywołał burzę, gdy zabrał głos na łamach „Tygodnika Powszechnego” i wzywał do swoistego rachunku sumienia. Pisał przejmująco: „Myślę, że w naszym stosunku do żydowsko-polskiej przeszłości winniśmy przestać się bronić, usprawiedliwiać, targować. Podkreślać, czego nie mogliśmy zrobić za okupacji czy dawniej. Zrzucać winę na uwarunkowania polityczne, społeczne, ekonomiczne. Powiedzieć najpierw: tak, jesteśmy winni. Przyjęliśmy Żydów do naszego domu, ale kazaliśmy im mieszkać w piwnicy” [3].

Prawie 30 lat później prace Barbary Engelking, Jana T. Grossa, Joanny Tokarskiej-Bakir, Jana Grabowskiego, Anny Bikont, Aliny Skibińskiej, Dariusza Libionki i innych pokazały skalę nie tylko obojętnego świadkowania, ale i bezpośredniego polskiego udziału w Zagładzie. Czy jednak ta wiedza może stać się antidotum wobec pokusy, którą niesie ze sobą polityka historyczna uwalniająca od niewygodnej pamięci za sprawą wyliczania włącznie polskich sprawiedliwych? Tryczyk miał chyba nadzieję, że materiały, które znalazł w teczkach archiwalnych, utrudnią powrót do mitu o niewinności.

W kolejnych rozdziałach autor odsłania szczegóły bestialskich mordów dokonywanych na bezbronnych mężczyznach, kobietach i dzieciach, rozgrywających się w miastach, miasteczkach i wsiach ziemi łomżyńskiej latem 1941 r. Większość tekstu stanowią relacje świadków – ocalałych z Zagłady i tych, którzy stanęli po wojnie przed polskimi sądami – przetykane pytaniami i komentarzami. Ta struktura jest nużąca, przewidywalna, ale cytowane przez Tryczyka fragmenty zeznań sądowych i świadectw porażają.

Głosy świadków i uczestników, czasem nieporadne, czasem próbujące zamazać odpowiedzialność oskarżonych, układają się w powtarzalny scenariusz. Widzimy młodych mężczyzn tworzących w momencie wycofania się sowieckiej administracji miejscową milicję, która upokarza, bije, gwałci i morduje Żydów już w pierwszych dniach i tygodniach nowej okupacji. Rola Niemców nie jest wszędzie jasna, natomiast zachowanie lokalnych polskich elit – sołtysów, burmistrzów – haniebne. Na ziemiach Białostocczyzny stają się oni inicjatorami albo wykonawcami ludobójstwa na miejscowych Żydach.

Autor przedstawia falę mordów na Żydach jako akcję samorzutną, a jednocześnie zorganizowaną, z udziałem szerokich rzesz ludności polskiej, a w każdym razie dokonywaną w obliczu powszechnego niemal przyzwolenia na zbrodnię, u podłoża której legła ideologia antysemicka i żądza wzbogacenia się. Podstaw tej pogardy i nienawiści w stosunku do Żydów, które doprowadziły do eskalacji antyżydowskiej przemocy jeszcze przed wojną, słusznie szuka Tryczyk w pracy propagandowej działaczy partii antysemickich, szczególnie Stronnictwa Narodowego, cieszącego się w okresie II Rzeczpospolitej popularnością na tym terenie, m.in. w kręgach tamtejszego duchowieństwa. Związki przyszłych sprawców z SN czy ONR sprawiają, że zbrodnie opisane przez świadków autor nazywa „zbrodniami antysemickimi”. Co więcej, trzon grup dokonujących mordów w Radziłowie, Wąsoczu, Jedwabnem, Wiźnie, Szczuczynie, Goniądzu, Jasionówce i innych miejscowościach „stanowili członkowie miejscowych prawicowych elit” (s. 49).

Oczywiście nie wszyscy uczestnicy zbiorowych mordów na miejscowych Żydach latem 1941 r. i nie wszyscy polscy świadkowie, którzy się temu obojętnie przypatrywali, prenumerowali w latach 30. antysemickie czasopisma. Jednak język pogardy, język otwarcie wzywający do przemocy, nie mógł pozostać bez echa, szczególnie gdy stawał się językiem codziennym.

Niedostatki warsztatu

Szkoda, że szlachetnym celom autora nie dorównał jego warsztat naukowy. W źródłach przytaczanych w kolejnych rozdziałach nie brak sprzeczności, ale Tryczyk nie zajmuje się ich żmudnym wyjaśnianiem. Niewiele jest interpretacji, zapowiadanych na początku każdego rozdziału. Tam, gdzie autor wyciąga wnioski, czyni to częstokroć bez oparcia w materiale źródłowym, szczególnie gdy stara się opisać szerszy kontekst polityki niemieckiej w okupowanej Europie.

Tryczyk z jednej strony korzysta z dorobku badaczy, którzy pracowali z aktami tzw. sierpniówek, procesów wytaczanych na podstawie dekretu wydanego w sierpniu 1944 r. przez Polski Komitet Wyzwolenia Narodowego, który dawał podstawę prawną do ścigania osób oskarżonych o kolaborację w latach niemieckiej okupacji, z drugiej daje nam do zrozumienia, że odkrywa przed czytelnikiem coś, co historycy zaniedbali, i apeluje o prowadzenie badań. A przecież już podtytułem nawiązuje do książki Jana T. Grossa „Sąsiedzi”. Oskarża historyków polskich o zaniechanie tematu – dziwny to zaiste zarzut w obliczu listy opracowań, które przywołuje w swojej bibliografii. W istocie tematowi temu poświęcili badania zarówno różni historycy przywołani przez autora, jak i ci, których w zestawieniu brakuje, jak choćby Joanna Michlic i Witold Mędykowski [4].

Tryczyk opiera się w dużym stopniu na pracy innych badaczy, nie zawsze zresztą tylko na ich ustaleniach, czasem przepisuje wręcz fragmenty tekstu [sic!]. Ta strategia jest szczególnie uderzająca w ponadstustronicowym rozdziale o Jedwabnem, w którym korzysta z ustaleń i sformułowań Anny Bikont [5]. Podobnie przepisuje fragmenty artykułu Andrew Kornblutha, na którego zresztą powołuje się w przypisach i bibliografii [6]. Parafrazuje również nieporadnie dostępne w internecie tłumaczenia niektórych ksiąg pamięci, rzadko zaznaczając zdania będące w istocie cytatami.

Niby Tryczyk stara się zebrać dostępny materiał na temat przedwojennych relacji sąsiedzkich między polskimi i żydowskimi mieszkańcami Podlasia, ale te grupowe portrety są wtórne, niewiele wnoszą nowych ustaleń. Czytelnik nie dowie się wiele o życiu Żydów w miasteczkach opisywanych przez Tryczyka: mylą mu się pojęcia i organizacje. Pisze o Żydach z sympatią, ale jednocześnie nie udaje mu się przełamać dystansu – wciąż są oni obcy. Podoba mi się jednak decyzja autora, by dać głos świadkom, by źródła mówiły w dużym stopniu za siebie, by pozwolić czytelnikowi doświadczyć grozy, która się z tych źródeł wyłania. I w tym wypadku nie mamy jednak do czynienia z zupełnym novum, ale raczej inspiracją stylem zastosowanym przez Jana T. Grossa w „Sąsiadach”.

Wiele zostaje do zrobienia

Tryczyk zdecydował się napisać pracę popularyzacyjną, skierowaną do możliwie szerokiego grona czytelników, bo wtedy dopiero „można powiedzieć, że pamięć o tych, którzy zginęli, została należycie uczczona”. Wierzę, że taki cel mu przyświecał. Tym boleśniejsze jest jednak niedbalstwo, z jakim przekręca imiona ofiar lub całkowicie pozbawia je tożsamości, nie zamieszczając nazwisk. Kim byli Cahaja O. i Lejzorg O.? Dlaczego anonimowi pozostają uczestnicy mordu w Jedwabnem?

Żydowscy mieszkańcy „miast śmierci” pozostają dla autora niezrozumiali w swoich motywacjach. Ubolewa, że wobec eskalacji przemocy antysemickiej Żydzi „zdawali się nie zwracać uwagi na coraz bardziej radykalne postawy swoich polskich sąsiadów i z niesłychaną cierpliwością, a może nawet naiwnością pomieszaną z irracjonalną wiarą w poprawę ich zachowania, nie reagowali na nie” (s. 137). Co zdaniem Tryczyka mogli zrobić Żydzi z tamtych okolic? Mogli emigrować. Autor dziwi się, że z Radziłowa, Jedwabnego i innych miasteczek z regionu „nie wyjechali wszyscy”. Zdaje się traktować brak exodusu Żydów z okolic Łomży w latach 30., kiedy przed uchodźcami żydowskimi zamykały się wszystkie granice, jako wyraz… ich lokalnego patriotyzmu. Być może Tryczyk próbuje wyobrazić sobie w ten sposób scenariusz, w którym Żydzi nie staliby się w kilka lat później ofiarami okrutnej czystki etnicznej. To jednak ahistoryczne myślenie, w którym pobrzmiewa może nawet stereotyp żydowskiej bierności.

Tryczyk uważa „aspekt dokumentalny” za najważniejszy element swojej pracy. Tymczasem sposób, w jaki opublikował materiały archiwalne, jest trudny do zaakceptowania: bez dat, bez pełnych nazwisk, bez objaśnień. Fragmenty zeznań szokują, ale nie pozwalają na głębszą refleksję historyczną. Częścią dokumentacji są też w „Miastach śmierci” zdjęcia. Nie rozumiem jednak, dlaczego autor umieścił zdjęcie nagiej ofiary pogromu we Lwowie, opatrując je podpisem: „Pogrom na terenach Polski zajętych przez Niemców w 1941 r., miejsce nieznane, być może jest to Lwów” (s. 355). Do czego w tym wypadku potrzebne było mu zdjęcie nagiej Żydówki otoczonej przez tłum gapiów?

Niestety liczne uchybienia sprawią, że tezę autora o skali przemocy Polaków w stosunku do ich sąsiadów Żydów łatwo będzie odrzucić pod pretekstem potknięć i braków warsztatowych oraz licznych nieporadnych, naiwnych czy emocjonalnych sformułowań. Czytelnika, którego nie przekonały publikacje Jana T. Grossa, Anny Bikont, Jana Grabowskiego, Aliny Skibińskiej i Dariusza Libionki, trudno skłonić do refleksji. Tymczasem akta, na których Tryczyk się opierał, gdyby były lepiej opracowane, świetnie nadawałyby się do tego, żeby zadać trudne pytania. Doświadczyłam tego na własnej skórze. Mimo że znam badania prowadzone na tych materiałach od kilkunastu lat, zdumiała mnie ukazana przez Tryczyka skala lekceważenia przez sądy obciążających zeznań składanych w śledztwie i niskie wyroki wydawane na ludziach, którzy pomagali w eksterminacji Żydów, których często znali osobiście.

Stosunek do powojennego aparatu (nie)sprawiedliwości dobrze ilustruje wybiórczość pamiętania. Przypomina się procesy polityczne wytaczane przez władze komunistyczne członkom polskiego państwa podziemnego, ale były też procesy, w których zeznawali żydowscy i polscy świadkowie, a w których ujawniała się niekiedy trudna prawdy o przemocy, której doświadczyli ze strony nieżydowskich sąsiadów obywatele polscy skazani przez niemieckiego okupanta na zagładę jako Żydzi. Na surowych wyrokach w tych procesach nie zależało ani nowym władzom, ani wymiarowi sprawiedliwości. Często nie zależało również polskim świadkom, współwinnym albo obawiającym się zemsty oskarżonych i ich rodzin. Silne fundamenty ma polska niepamięć.

Tryczyk ma rację – wciąż pozostało wiele do zrobienia w dziedzinie polsko-żydowskiej pamięci. Ma on też rację, że szansę na dokonanie zmian w polskim odbiorze dają właśnie takie materiały, jakie zamieścił obficie w „Miastach śmierci”: mówiące głosami ocalałych, sprawców i świadków.

Odruch racjonalizacji krzywd wyrządzonych ofiarom wciąż pozostaje trudną do odrzucenia pokusą. I dlatego publikacje, które mogą trafić do czytelnika, opowiedzieć przejmująco o polsko-żydowskich losach, wciąż są bardzo potrzebne. Tryczyk miał szansę poruszyć czytelnika, nie tylko dlatego że zgromadził setki stron sądowych zeznań, ale także dlatego że w tle archiwalnych poszukiwań była jego własna, poruszająca droga prowadząca do stopniowego poznawania prawdy o losie żydowskich sąsiadów. Ale sposób, w jaki zaprezentował materiały, ich powierzchowna, często błędna analiza, a zarazem brak osobistej narracji sprawiły, że książka nie spełnia pokładanych w niej nadziei.

„Miasta śmierci” zawodzą, sądzę jednak, że autor powinien do tematu wrócić. Mam nadzieję, że lepiej opracuje zgromadzony materiał – przede wszystkim rozmowy, które sam przeprowadził ze świadkami, a których w tej publikacji nie zamieścił.

Przypisy:

[1] Marcin Kącki, „Nie słuchaj ojca swego. Rozmowa z autorem książki »Miasta śmierci. Sąsiedzkie pogromy Żydów«”.
[2] Michael C. Steinlauf, „Pamięć nieprzyswojona. Polska pamięć Zagłady”, tłum. Agata Tomaszewska, Cyklady, Warszawa 2001.
[3] Zob. Jan Błoński, „Biedni Polacy patrzą na getto”, Wydawnictwo Literackie, Kraków 1994; Michał Głowiński, „Esej Błońskiego po latach”, „Zagłada Żydów” 2006, nr 2, s. 12–20.
[4] Joanna Beata Michlic, „Obcy jako zagrożenie. Obraz Żyda w Polsce od roku 1880 do czasów obecnych”, tłum. Anna Switzer, ŻIH, Warszawa 2015; Witold Mędykowski, „W cieniu gigantów. Pogromy Żydów w 1941 r. w byłej sowieckiej strefie okupacyjnej. Kontekst historyczny, społeczny i kulturowy”, ISP PAN, Warszawa 2014.
[5] Anna Bikont, „My z Jedwabnego”, Prószyński i S-ka, Warszawa 2004. U Bikont czytamy: „Konflikt polsko-żydowski, czy raczej endecko-żydowski, nie wyczerpywał całej splątanej sieci waśni sąsiedzkich. Również konflikt polsko-polski rozpalały ogromne namiętności” (s. 40). U Tryczyka zachowała się tylko pierwsza część zdania. „Konflikt polsko-żydowski, czy raczej endecko-żydowski, trwał jednak w Jedwabnem w najlepsze” (s. 31).
[6] Tryczyk pisze, że „orzeczenia sądów z okresu powojennego w sprawie mordów popełnianych na Żydach przez osoby narodowości polskiej wyglądały jak apologie zbrodni, w których pomniejszano perfidię i negowano premedytację, z jakimi zbrodnie te popełniano, sceptycznie traktowano dowody obciążające oskarżonych, a sprzyjające im wątpliwe świadectwa uznawano za wiarygodne” (s. 3). W artykule Andrew Kornblutha czytamy „Niemniej orzeczenia sądów z tego okresu wyglądają często jak apologie, w których pomniejsza się perfidię i premedytację, z jakimi popełniano zbrodnie, sceptycznie traktuje dowody obciązające oskarzonych, a sprzyjające im wątpliwe zeznania bierze za dobrą monetę i tworzy alternatywną historię okupacji, w której oskarzeni nie mają właściwie wpływu na wydarzenia”. Zob. A. Kornbluth, „Jest wielu Kainów pośród nas.” A. Kornbluth, Polski wymiar sprawiedliwości a Zagłada, 1944–1956”, „Zagłada Żydów. Studia i materiały”, nr. 9 (2013), s. 167.

Książka:
Mirosław Tryczyk, „Miasta śmierci. Sąsiedzkie pogromy Żydów”, Wydawnictwo RM, Warszawa 2015.


Natalia Aleksiun profesor Graduate School of Jewish Studies Touro College w Nowym Jorku, absolwentka Uniwersytetu Warszawskiego i Nowojorskiego. Autorka „Dokąd dalej? Ruch syjonistyczny w Polsce 1944–1950”, jej nowa książka „Conscious History. Polish Jewish Historians before the Holocaust” ukaże się latem 2017 r.


twoje uwagi, linki, wlasne artykuly, lub wiadomosci przeslij do: webmaster@reunion68.com

 


Fatah continues campaign against Balfour Declaration

Fatah continues campaign against Balfour Declaration

Dalit Halevi


Abbas’s movement calls on Britain to apologize for the 1917 Balfour Declaration.

Mahmoud AbbasSTR/Flash 90

The Fatah movement headed by Mahmoud Abbas, who also serves as Palestinian Authority (PA) chairman, on Wednesday condemned British Prime Minister Theresa May, who announced her intention to officially mark the 100th anniversary of the Balfour Declaration.

Munib al-Jar’ub, the Fatah official in charge of public diplomacy, said that May’s remarks express a bias toward the “racist occupation state”, a reference to Israel, and represent a danger of legitimizing an “occupation” that targets Palestinian land and man.

Jar’ub called on the British government to assume its historical, legal, political, financial and moral responsibility for the implications of the Balfour Declaration, and to apologize to the Palestinians for the disasters and injustices they had suffered, as well as to rectify the “historic catastrophe” by recognizing an independent Palestinian state with eastern Jerusalem as its capital.

Fatah also called on Britain to retract the statements that legitimized the “occupation” and to force Israel to implement the decisions of the international institutions and to bring it to justice for the crimes it had committed against the Palestinians.

Palestinian Arab organizations have for months been waging a campaign aimed at forcing Britain to apologize for the 1917 declaration, in which Britain pledged to establish a national home for the Jewish people.

The November 2, 1917, Balfour Declaration was sent by then-British Foreign Secretary Arthur Balfour and proclaimed Britain’s support for the establishment of a Jewish national home in then-Palestine.

The British government in April rejected the demand to apologize for the Declaration, saying, “The Balfour Declaration is an historic statement for which HMG (Her Majesty’s Government) does not intend to apologize. We are proud of our role in creating the State of Israel. The task now is to encourage moves towards peace.”


twoje uwagi, linki, wlasne artykuly, lub wiadomosci przeslij do: webmaster@reunion68.com

 


Congress to Vote on Resolution Supporting Balfour Declaration

Congress to Vote on Resolution Supporting Balfour Declaration

Amir Tibon


‘Israel is one of our closest friends and allies, and it is important that we stand with her and honor this important milestone,’ resolution proponent Senator Lankford said.
From left to right: British General Edmund Allenby, former British Prime Minister Arthur Balfour, First High Commissioner of Palestine Herbert Samuel in Jerusalem, 1925. HANDOUT/AFP

The American Congress is expected to vote on a resolution in the coming weeks expressing its support for the Balfour Declaration, on the 100-year anniversary of the British document lauded as one of the Zionist movement’s greatest international achievements.

A text of the resolution, which has been obtained by Haaretz, states that Congress “commemorates the centenary of the Balfour Declaration; affirms its commitment to maintaining the strongest of bilateral ties with the state of Israel; and recognizes the importance of the establishment of the modern State of Israel as a secure and democratic homeland for the Jewish people.”

The resolution states as its basis the fact that “the Jewish people have had a homeland in modern- day Israel for more than 3,000 years”, and also mentions that “the Balfour Declaration clearly recognized and sought to uphold the ‘‘civil and religious rights of the existing non-Jewish communities in Palestine,’’ as well as the ‘‘rights and political status enjoyed by Jews in any other country.”

The resolution is proposed by Senator James Lankford (R-OK) together with Senator Joe Manchin (D-WV). Senator Lankford told Haaretz that “it is entirely appropriate for the United States Congress to commemorate the 100th anniversary of the Balfour Declaration, a statement that ultimately led to the reestablishment of the State of Israel in 1948,” said Lankford. “Israel is one of our closest friends and allies, and it is important that we stand with her and honor this important milestone.”

In recent weeks, the Palestinian Authority began an international campaign against the 100-year-old declaration, claiming that the part of it which promised to respect the rights of the non-Jewish population in historic Palestine has not been fulfilled or respected. The PA has also asked the British government to apologize for issuing the declaration and to use the centennial mark in order to increase its support for Palestinian independence and an end to Israel’s occupation of the West Bank.


twoje uwagi, linki, wlasne artykuly, lub wiadomosci przeslij do: webmaster@reunion68.com

 


Barbara Engelking – TVP Michał Adamczyk zbrukał pamięć polskich więźniów Auschwitz

Szefowa Międzynarodowej Rady Oświęcimskiej: dziennikarz TVP zbrukał pamięć polskich więźniów Auschwitz

Marek Szafrański / edytor: Agata Zbieg / szf/ agz/


Szefowa Międzynarodowej Rady Oświęcimskiej Barbara Engelking. Źródło: PAP/T. Gzell

Zdaniem szefowej Międzynarodowej Rady Oświęcimskiej Barbary Engelking opinie o Władysławie Bartoszewskim wyrażone przez dziennikarza TVP Michała Adamczyka są haniebne. „Zbrukał nimi pamięć o tragedii polskich więźniów KL Auschwitz” – oświadczyła.

„Pragnę zaprotestować przeciwko obrzydliwemu atakowi na śp. Władysława Bartoszewskiego. (…) Wyjątkowo haniebne jest szerzenie oszczerstw i kłamstw, zwłaszcza gdy bezpośrednio dotyczą one naznaczonych cierpieniem losów nastoletniego więźnia niemieckiego obozu koncentracyjnego Auschwitz. Trudno pojąć, dlaczego osoba pracująca w mediach publicznych, które teoretycznie zobligowane są pełnić szczególną misję – nie respektuje faktów, potwierdzanych przez ekspertów z Państwowego Muzeum Auschwitz-Birkenau w Oświęcimiu” – napisała Barbara Engelking w wydanym we wtorek oświadczeniu.

Stanowisko przewodniczącej Rady ma związek z wymianą zdań, do której doszło trzy dni temu na Twitterze. W dyskusji o tytule, w którym Gazeta.pl wytknęła wiceministrowi sprawiedliwości Patrykowi Jakiemu, że w młodości “stał pod blokiem”, korespondent TVP w Niemczech Cezary Gmyz napisał, że podczas wojny “przed blokiem” na placu apelowym w Auschwitz stał Władysław Bartoszewski. Wpis Gmyza spotkał się z krytyką niektórych publicystów oraz posła Nowoczesnej Adama Szłapki, któremu odpowiedział Adamczyk. „Ile zna pan, panie pośle przypadków zwolnienia z Auschwitz z powodu złego stanu zdrowia? Tak tylko pytam” – pytał dziennikarz nawiązując do zwolnienia z obozu Bartoszewskiego.

Głos na Twitterze zabrało Muzeum Auschwitz, które przypomniało dziennikarzowi, że Niemcy „zwolnili z obozu ok. 2 tys. więźniów politycznych oraz ok. 9 tys. tzw. wychowawczych”. Dziennikarz napisał też, że Bartoszewski blokował przyznanie pośmiertnie rtm. Witoldowi Pileckiemu Order Orła Białego. Muzeum również tę kwestię zdementowało.

Barbara Engelking podkreśliła w oświadczeniu, że „niemądrymi wypowiedziami” Adamczyk „de facto zbrukał pamięć o tragedii polskich więźniów KL Auschwitz, lekceważąc cierpienie wszystkich ofiar”.

Międzynarodowa Rada Oświęcimska jest organem doradczym premiera w sprawach dotyczących terenów byłego obozu Auschwitz oraz innych miejsc zagłady w granicach Polski. Zrzesza 25 osób z różnych krajów, m.in. byłych więźniów, specjalistów zajmujących się tematyką Holokaustu, przedstawicieli instytucji pamięci, a także duchownych. Przez wiele lat Władysław Bartoszewski stał na jej czele.

Bartoszewski został deportowany do Auschwitz we wrześniu 1940 r. Został zwolniony z obozu w kwietniu 1941 r.

Zdaniem historyków z Muzeum Auschwitz zwolnienie więźnia możliwe było na wniosek placówki policji, która skierowała go do obozu. W praktyce liczba wniosków władz policyjno-sądowych była niewielka. Najprawdopodobniej większość przypadków zwolnień więźniów należy wiązać ze staraniami rodzin, które za pomocą łapówek usiłowały wpłynąć na policjantów prowadzących śledztwo, by wystawili pozytywną opinię. „W przypadku Władysława Bartoszewskiego pomoc obiecał kolega jego matki z pracy, natomiast ojciec interweniował poprzez PCK” – podało Muzeum Auschwitz.

Po wyjściu z obozu Bartoszewski w 1942 r. związał się z konspiracją; wstąpił do AK i rozpoczął współpracę z Radą Pomocy Żydom “Żegota”. Uczestniczył w Powstaniu Warszawskim. Po wojnie związany był z opozycyjnym wobec komunistów PSL. Aresztowany w 1946 r. pod zarzutem szpiegostwa został skazany na karę więzienia, którą odbywał do 1948 r.

W 1965 r. został uhonorowany przez Instytut Yad Vashem tytułem Sprawiedliwego Wśród Narodów Świata.

Po 1989 r. był m.in. ambasadorem Polski w Austrii, a później także szefem MSZ w rządzie Józefa Oleksego. Zmarł w 2015 r. w wieku 93 lat. (PAP)


twoje uwagi, linki, wlasne artykuly, lub wiadomosci przeslij do: webmaster@reunion68.com

 


House approves sanctions on Hezbollah

House approves sanctions on Hezbollah

Elad Benar


House of Representatives backs sanctions on Hezbollah as part of effort to take tough line against its chief backer, Iran.

Hezbollah supportersReuters

The U.S. House of Representatives on Wednesday backed new sanctions on the Hezbollah terrorist group, Reuters reported.

The sanctions are part of an effort to take a tough line against Iran, which is Hezbollah’s chief backer, without immediately moving to undermine the nuclear agreement signed between the West and the Islamic Republic in 2015.

Three Hezbollah-related measures passed by voice vote, without opposition, according to Reuters. The House will vote on Thursday on another bill, to impose additional sanctions on Iran related to its ballistic missiles program.

The move comes nearly two weeks after President Donald Trump said he would not certify Iran is complying with an international agreement on its nuclear program.

Trump’s action opened a 60-day window for Congress to act to reimpose sanctions on Iran’s nuclear program that were lifted under the agreement, but there has been no move to do so in the House or Senate.

Aides told Reuters that, for now, House lawmakers are focusing on clamping down on Iran in other ways such as the Hezbollah and missile-related sanctions.

The first of the Hezbollah-related measures passed on Wednesday would impose new sanctions on any entities found to support the group, such as by providing weapons to Hezbollah. The second imposes sanctions on Iran and Hezbollah for using civilians as human shields.

The third was a resolution urging the European Union to designate Hezbollah as a terrorist organization. In 2013, the European Union blacklisted Hezbollah’s “military wing” as a terrorist organization, while failing to blacklist the group’s political arm as well.

The U.S. named Hezbollah as a foreign terrorist organization in 1997. Earlier this month, Washington offered multimillion-dollar rewards for two of its officials as the Trump administration developed its strategy for countering Iran’s growing regional influence.

“These critical measures will impose new sanctions to crack down on Hezbollah’s financing, and hold it accountable for its acts of death and destruction,” said Representative Ed Royce, chairman of the House Foreign Affairs Committee, according to Reuters.

Washington has in the past imposed sanctions on Hezbollah leader Hassan Nasrallah and two other members of the organization, for their alleged role in aiding the Syrian government in its crackdown on opposition forces.


twoje uwagi, linki, wlasne artykuly, lub wiadomosci przeslij do: webmaster@reunion68.com