Archive | May 2021

Przemoc jest próbą Abbasa wymuszenia ustępstw Bidena

Przemoc jest próbą Abbasa wymuszenia ustępstw Bidena

Jonathan S. Tobin
Tłumaczenie: Małgorzata Koraszewska


Prezydent Joe Biden jest zdecydowany odwrócić wszystko, co zrobił prezydent Donald Trump — w tym także to, co zdaniem wielu Demokratów było błędną stronniczością wobec Izraela. W tym tygodniu jednak świat mógł zobaczyć, co naprawdę oznacza to obsesyjne odwracanie polityki Trumpa, kiedy wybuchła przemoc w Jerozolimie, Izrael został ostrzelany gradem rakiet z Gazy, a „pokojowi gazańscy demonstranci” wysłali setki podpalających balonów nad izraelskie pola i lasy wywołując dziesiątki pożarów.

Demokratom trudno jest kwestionować historyczne osiągnięcie Trumpa w doprowadzeniu do porozumień o normalizacji stosunków między Izraelem a krajami arabskimi, które znane są jako Porozumienia Abrahamowe. Liberałowie jednak nie mogli znieść jego decyzji o przeniesieniu ambasady USA do Jerozolimy, jego żądania odpowiedzialności od kierownictwa Autonomii Palestyńskiej za podżeganie do terroryzmu, a wreszcie decyzji Trumpa o obcięciu finansowania agencji ONZ, rutynowo zajmujących się walką z żydowskim państwem.

Demokraci chcą powrotu do “bezstronnego” podejścia z epoki Obamy, które dałoby znać Palestyńczykom, że znowu mają przyjaciela w Białym Domu. Zespół Bidena konsekwentnie idzie w tym kierunku. Wynik: Palestyńczycy są zachęceni do nowej wojny z Żydami, zarówno ci, którzy sprawują władzę, jak i ci, którzy są przez nich rządzeni.

Przez kilka dni Palestyńczycy stosowali przemoc na ulicach Jerozolimy, rzekomo z powodu niepokoju o meczet na Wzgórzu Świątynnym i o kontrowersyjny spór o nieruchomość. Administracja Bidena zareagowała w sposób, w jaki jej poprzednik by tego nie zrobił: w licznych wypowiedziach wzywano obie strony do opanowania oraz wskazywano, że w sprawie o nieruchomość administracja stoi po stronie Palestyńczyków.

Sprawa sądowa dotyczy Arabów, którzy zajęli domy, z których jordańskie wojsko wygnało żydowskich mieszkańców w 1948 roku, kiedy Jordania wraz z czterema innymi państwami arabskimi dokonała inwazji mając nadzieję na zniszczenia nowonarodzonego państwa. Od czasu ponownego zjednoczenia miasta w 1967 roku w wojnie sześciodniowej Żydzi starali się odzyskać swoją własność, w której Arabowie mieszkali przez lata, nie będąc właścicielami ani nie płacąc czynszu.

Sąd Najwyższy Izraela miał wydać ostateczny wyrok w tej sprawie, więc Palestyńczycy (dobrze wiedząc, że zachodnia prasa przedstawi wypaczony obraz Izraela i sprawa dostarczy Palestyńczykom pretekstu do dalszej przemocy), próbowali zwiększyć naciski, by nie dopuścić do eksmisji dzikich i odmawiających płacenia czynszu lokatorów.

To jest kontekst obecnej przemocy podbechtywanej przez kierownictwo Autonomii Palestyńskiej i ich konkurentów z Hamasu. Obie te grupy żądają także, by podczas obchodów zjednoczenia Jerozolimy [10 maja] zabronić Żydom wejścia na Wzgórze Świątynne, najświętsze miejsce judaizmu, jak również miejsce meczetów, które są ważne dla świata islamskiego.

Wszystko to ściągnęło na Izrael potępienia polityków takich jak Reprezentantka Alexandria Ocasio-Cortez i senatorka Elizabeth Warren, dla których myśl o respektowaniu praw żydowskiej własności w Jerozolimie jest „odrażająca”. Wywołało także gwałtowne pomruki administracji Bidena o moralnej równoważności atakujących i broniących się przed przemocą.

“Wzywamy izraelskich i palestyńskich decydentów, by działali stanowczo na rzecz zmniejszenia napięć i zakończenia przemocy – grzmiał rzecznik Departamentu Stanu, Ned Price. – Jest absolutnie niezbędne, by obie strony okazały powściągliwość, powstrzymały się przed prowokacyjnymi działaniami i retoryką”.

Niech jednak nikt nie da się oszukać co do głównej przyczyny przemocy: przywódca Autonomii Palestyńskiej, Mahmoud Abbas chce odwrócić uwagę od swojej decyzji kolejnego odwołania wyborów; ten dyktator siedemnasty rok z rzędu sprawuje urząd, po tym jak został w 2005 roku wybrany na czteroletnią kadencję. Abbas zasadnie boi się porażki z rąk Hamasu lub członków bardziej radykalnych frakcji z jego własnej partii, Fatahu.

Odwracanie uwagi Palestyńczyków od nieudolnych rządów i korupcji swoich przywódców przez wzniecanie nienawiści do Żydów jest sztuczką starą jak świat, ale nadal użyteczną. Ostrzeliwanie rakietami Izraela i wysyłanie zapalających balonów na południu jest sposobem Hamasu na konkurowanie z Abbasem.

Kiedy Amerykanie dają się nabrać na tę taktykę i potępiają Izrael, nie promują rozwiązania w postaci dwóch państw (Abbas i Hamas i tak już dowiedli, że wcale nie chcą takiego rozwiązania). Potwierdzają palestyńskim dyktatorom zasadność odrzucania kompromisów i w ten sposób możliwość pokoju staje się jeszcze bardziej odległa.

Nie jest przypadkiem, że to wszystko ma miejsce w 2021 roku, a nie podczas kadencji Trumpa. Abbas ma nadzieję, że ta przemoc posłuży jako nacisk, by zdobyć ustępstwa ze strony Bidena. Prezydent musi jednak zrozumieć, że starcia i rakiety są wyłącznie oznaką palestyńskiej odmowy zaakceptowania istnienia Izraela, a nie potrzeby bardziej „bezstronnej” polityki amerykańskiej.

Waszyngton, podobnie jak to zrobił Donald Trump powinien powiedzieć Palestyńczykom, że muszą skończyć z przemocą i zaakceptować fakt istnienia Izraela. Sugerowanie moralnej równoważności przez Bidena wyłącznie przedłuży problemy Palestyńczyków, którzy raz jeszcze są prowadzeni na manowce i zdradzani przez własnych przywódców.


Jonathan S. Tobin – Amerykański dziennikarz, redaktor naczelny JNS.org, (Jewish News Syndicate). Komentuje również na łamach National Review, New York Post, The Federalist, w prasie izraelskiej m. in. na łamach Haaretz.


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com


The Biggest and Nastiest White House Liar – Ever

The Biggest and Nastiest White House Liar – Ever

David Horowitz



.

Yes, Joe Biden – and it isn’t even close. Of course, Biden is widely regarded as an endangered species, a status that serves to protect him from criticism that would be directed at a younger, more mentally stable individual. Even his political opponents are somewhat wary of saying what a catastrophe and menace Biden and his presidency represent. Meanwhile, the whoring intellectual left at the Times and the Washington Post fawn all over this empty suit almost to the same degree that they have slandered Donald Trump for four years as an unrivaled serial liar.

Fortunately, these smears persuade only dedicated Trump haters, who pretend to be horrified because he exaggerated the size of his inaugural crowd. To those not afflicted with Trump-phobia, a politician who can draw 50,000 people on a winter’s night to Butler Pennsylvania (Pop. 1357) is actually insulated from this kind of slander because the reality is clear enough. Trump has the largest and most devoted following of any politician in our lifetimes. His crowd was as large as Joe Bidens are small.

In any case, how is this exaggeration unique to Trump, not to mention sinister? What politician does not inflate their crowd sizes? Trump’s problem was not that he exaggerated. Like any successful salesman, he did. His problem was that he was a businessman new to politics and had not mastered the art of spinning and getting away with it. During the 1960 presidential election, for example, John F. Kennedy was also accused by the press of inflating the size of his campaign crowds. When they asked him how he arrived at his numbers, which didn’t square with theirs, he answered: “Porky [which was Kennedy’s nickname for his aide Pierre Salinger] counts the number of nuns and multiplies by 10.” Situation defused.

The fact this storm of false accusations and cover-ups obscures is that no presidential candidate – no president ever – has been so brazen and malicious at telling political lies as Joe Biden. Before an audience of 70 or 80 million viewers of the final presidential debate, for example, Biden accused Trump of being a mass murderer, of killing hundreds of thousands of coronavirus patients because he “did nothing” to fight the virus. Vote for me, Biden appealed to his audience, because if elected, I will rescue you from the clutches of a villain who doesn’t have a “plan” and doesn’t care how many innocent people die. As president I will change that. I have a “plan.”

This was Biden’s opening salvo in the presidential debate – the “one thing” he wanted voters to remember and take to heart. It was also a monstrous lie. Biden had no plan that would affect the course of the pandemic. He conceded this after the election when one of the first announcements he made as president was: “There is nothing we can do to change the trajectory of the pandemic in the next several months.” No apologies to Trump. No apologies to the people he deceived into voting for him. No apologies at all.

Actually, Biden’s accusation that “Trump did nothing” to fight the epidemic was multiple monstrous lies in one. From the outset, and throughout the pandemic, Trump did not control a single health care policy that would affect infection rates in the fifty states. We are governed by a federal system in which those policies, whether it is mask mandates or business shutdowns, or who gets put in nursing homes, are formulated and executed by the respective governors of those states.

Trump supplied those governors – Democrats and Republicans equally – with record numbers of ventilators, masks, testing kits, swabs and other medical equipment, held daily briefings alongside officials of the Centers for Disease Control, and produced two vaccines in record time which are saving millions of lives. No apologies, let alone thank yous, from President Biden. Just more of the oblivion in which he is allowed to forget he had ever called Trump a mass murderer in order to deceive people into voting Democrat.

While this may have set a new low for dirty political tricks, it probably was not the worst transgression committed by Biden in terms of its impact on the nation’s crisis – the deepening political division between the two parties and the alarming progress towards a First Amendment-free, one-party state in which questioning Democrat orthodoxy is regarded as “domestic terrorism.”

This honor belonged to the central theme, and in that sense, the biggest lie of the Biden campaign: the assurances by the candidate and his enablers that Joe was a “moderate,” whose mission was to “heal and unify” the nation. All of it summed up in his personal “heartfelt” pledge to be a president “for all Americans, whether you voted for me or not.”

Biden fulfilled these promises by using the first week of his presidency to issue 40 Executive Orders that were radically left and whose only unifying theme was that they were each designed to obliterate a policy of Donald Trump – because it was a policy of Donald Trump, whether the policy was beneficial or not.

Biden began with a series of new orders to open America’s southern border – suspending deportations, stopping the border wall, and ending the Mexican quarantine of people trying to get into the country illegally. Biden’s new order was to just let them in. What could possibly be the rationale for making this a priority in the midst of a pandemic, with new mutations of the virus springing up globally? Why encourage an influx of potentially millions of unvetted illegal aliens (a descriptive phrase, by the way, he also ordered banned as part of his party’s campaign to outlaw politically incorrect thought)?

These executive orders had no rationale other than as sticks poked in the eyes of every American who had voted for Trump – all 75 million – and every American whose life these, and a host of other destructive policies, endangered. The fact that these were Executive Orders, and not appeals to a bi-partisan Congress, was a brazenly calculated warning that there was not going to be a healing or unity, as Biden had promised. Instead, Biden himself intended to lead an assault on half the nation, dividing the country for another generation. It was another brazen Biden lie – this time aimed at America’s heart.

That this was no accident was evident by lies he told during the campaign pretending to oppose Executive Orders because only “dictators” like Trump resorted to them. During an infamous campaign interview Biden told ABC’s George Stephanopoulos: “I have this strange notion, we are a democracy … if you can’t get the votes … you can’t [legislate] by Executive Order unless you’re a dictator. We’re a democracy. We need consensus.” Apparently not. That was only another lie I told to fool you into voting for me.

It’s not difficult to imagine how a rapidly deteriorating human being – and lifetime politician – would sign on to Biden’s Executive Orders and expose himself as a despicable, untrustworthy, dangerous leader in his first week in office. But how did his handlers collude in this? How did the entire Democrat Party contrive to orchestrate the selection and protection and election of this empty shell of a man already burdened with a 47-year history of lying and corruption in public office? This surely amounts to the gravest crime the Democrat Party has committed since the Civil War: to inflict such a devious and damaged human relic onto Americans as their commander-in-chief.


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com


News from Israel – May 11, 2021

News from Israel – May 11, 2021

ILTV Israel News


#Palestinian rockets continuing to rain down indiscriminately on Israeli civilian regions. Israel responding with hundreds of #airstrikes of its own.

 


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com

 


Jerozolima w ogniu. Lecą rakiety i narasta nowa fala przemocy

Ahmad Gharabli / AFP / EAST NEWS


Jerozolima w ogniu. Lecą rakiety i narasta nowa fala przemocy

AGNIESZKA ZAGNER


W zamieszkach na Wzgórzu Świątynnym ucierpiało setki Palestyńczyków. Wśród rannych są izraelscy policjanci, a nawet niemowlę. Ze Strefy Gazy znów lecą rakiety.

Dzień Jerozolimy upamiętnia przyłączenie do Izraela wschodniej części miasta wskutek wojny sześciodniowej. To tutaj znajduje się Ściana Płaczu, miejsce szczególne dla Żydów, a powyżej wznosi się Wzgórze Świątynne z meczetem Al-Aksa i Kopułą na Skale, miejsca symboliczne dla muzułmanów. Policja co roku stawiana jest na nogi, bo obie strony chcą w to święto zademonstrować, „czyja jest Jerozolima”. Co zwykle prowadzi do zamieszek.

Marsz w ramadan

Starcia były tym razem gwałtowniejsze niż zwykle. Muzułmanie zgromadzeni na Wzgórzu Świątynnym rzucali kamieniami w policjantów, ci zaś używali w odpowiedzi armatek wodnych i granatów hukowych. Media donosiły o setkach rannych Palestyńczyków, kilkunastu funkcjonariuszach, a nawet siedmiomiesięcznym niemowlęciu. Kulminacja nastąpiła po południu, kiedy ulicami Starego Miasta tradycyjnie przechodzi marsz izraelskich nacjonalistów.

W tym roku akurat wypada ramadan, Palestyńczycy poszczą, są głodni, spragnieni, zmęczeni, a przez to bardziej niespokojni. Trasa pochodu wiodła od Bramy Damasceńskiej przez muzułmańską dzielnicę Starego Miasta, chociaż służby, armia i Szin Bet opowiedziały się przeciw. Było jasne, że przepuszczenie nacjonalistów przez bramę, którą przekraczają zwykle muzułmanie, tylko podgrzeje nastroje. Miejsce jest na ogół pod szczególną ochroną policji, co Palestyńczycy przyjmują z wrogością. Z tego powodu niedawno usunięto stąd barierki.

10 maja doszło tu do starć, mimo że w ostatniej chwili premier Beniamin Netanjahu zdecydował o zmianie trasy marszu. Organizatorzy odwołali demonstrację, ale informacja nie dotarła do wszystkich. Część osób i tak szła do Ściany Płaczu.

Hamas stawia ultimatum

Palestyński Hamas zażądał wycofania izraelskich sił ze Wzgórza Świątynnego i dzielnicy Szejch Dżarra we wschodniej części miasta, jednego z ważnych punktów na mapie konfliktu. Dał drugiej stronie czas do godz. 18, nie dodając, co zrobi w przeciwnym wypadku. Obu stronom brak powściągliwości. Kilka godzin wcześniej nad meczetem Al-Aksa powiewały flagi Hamasu, a w Szejch Dżarra pojawili się przedstawiciele skrajnie nacjonalistycznej izraelskiej partii Religijny Syjonizm Bezalel Smotricz i Itamar Ben-Gvir w otoczeniu zwolenników. Obaj politycy są członkami Knesetu, a ich obecność na pewno nie załagodziła atmosfery.

Na granicy z Gazą utrzymywany jest wysoki alert, z enklawy lecą rakiety. Izrael szykuje się na uderzenia, otwarto schrony w Aszkelonie, Jerozolimie i kilku innych miejscowościach. Policja ewakuuje ludność ze Starego Miasta.

W Jerozolimie jest niespokojnie od wielu dni, a nienawiść i przemoc rozlewają się daleko poza miasto. Sytuacja utrzymuje się od 14 kwietnia, gdy rozpoczął się ramadan. Do gwałtownych starć dochodzi zwłaszcza w piątki, gdy muzułmanie zbierają się na modły.

Eksmisje, egzekucje, groźby

Spore emocje budzi też sytuacja kilkunastu rodzin wygnanych z domów w dzielnicy Szejch Dżarra. Sąd Najwyższy dziś miał wydać wyrok, ale na wniosek prokuratora generalnego rozprawę odroczono o 30 dni. Sąd niższej instancji uznał roszczenia izraelskich osadników i zgodził się na eksmisję Palestyńczyków. Rząd Izraela próbował problem zbagatelizować i sprowadzić do zatargu o nieruchomości, a chodzi o coś więcej – o usuwanie arabskich obywateli i poszerzanie żydowskiej bazy w mieście, które chyba tylko teoretycznie ma być stolicą przyszłego państwa palestyńskiego.

Sprawa budzi zaniepokojenie Białego Domu, Unii Europejskiej, Wielkiej Brytanii, Watykanu, wywołała ostrą krytykę ze strony Jordanii i kilku państw Zatoki Perskiej. O tym, co się dzieje w Jerozolimie, ma dyskutować Rada Bezpieczeństwa ONZ. Odroczenie sprawy eksmisji odebrano powszechnie jako dowód ustąpienia pod międzynarodową presją. Optymizm może się jednak okazać przedwczesny – trzeba czekać na werdykt Sądu Najwyższego.

Kilka dni temu zabrał głos legendarny lider zbrojnego skrzydła Hamasu Muhammed Deif, grożąc, że Izrael zapłaci „wysoką cenę”, jeśli będzie wyrzucać Palestyńczyków z ich domów. Deif niezwykle rzadko wypowiada się publicznie, ostatnio zrobił to siedem lat temu. Chodzą słuchy, że jest sparaliżowany i przykuty do wózka, a mimo to pozostaje nieuchwytny. Ponoć niewiele osób wie, jak wygląda. Tym większe wrażenie musiało wywrzeć jego ostatnie wystąpienie.

Do starć dochodzi też na Zachodnim Brzegu, a ofiary znów są po obu stronach. W postrzałach giną młodzi, m.in. 19-letni izraelski student Jehuda Guetta czy 16-letnia Palestynka Said Odeh, która rzucała ponoć w funkcjonariuszy koktajlami Mołotowa. Do tragedii doszło przy punkcie kontrolnym nieopodal Betlejem – 60-letnią Fehmiję Hrub postrzelili żołnierze. Kobieta miała w ręku nóż, ale jak piszą Gideon Levy i Alex Levac z dziennika „Haarec”, nie planowała atakować funkcjonariuszy, lecz odebrać sobie życie. „To była egzekucja” – donoszą izraelscy reporterzy. Mundurowi zapewniali, że celowali w nogi, a strzelili w brzuch. Kobieta zmarła w szpitalu, od dawna była w złej formie, miała za sobą próbę samobójczą, a w związku z covidem splajtowały jej salony urody. Sprawę śmierci zakwalifikowano jako próbę zamachu terrorystycznego, tak też opisywały ją media.

Brakuje przywódców

Przywództwo też jest w kryzysie. Netanjahu jeszcze niedawno zapewnił muzułmańskich obywateli, że ich prawa na Wzgórzu Świątynnym będą respektowane. Ale wtedy zależało mu jeszcze na pozyskaniu poparcia Mansura Abbasa, szefa islamskiej partii Ra’am, która miała mu zapewnić poparcie w Knesecie.

Plany spaliły na panewce, więc Netanjahu nie jest już specjalnie skory do ustępstw. Świadczy o tym choćby zmieniona w ostatniej chwili trasa przemarszu w Jerozolimie. Premier czuje na plecach oddech opozycji, trwa montowanie koalicji, która może pozbawić go władzy. Ale teraz nawet jego polityczni oponenci żądają odpowiedzi na groźby Hamasu.

Tymczasem władze Autonomii Palestyńskiej i Hamasu dolewają oliwy do ognia, de facto mobilizując do protestów. Przywództwo jest skompromitowane i osłabione brakiem demokratycznej legitymacji. Prezydent Mahmud Abbas z ulgą odwołał zaplanowane na maj wybory parlamentarne i lipcowe wybory prezydenckie, tłumacząc, że to Izrael nie chce ich przeprowadzić we Wschodniej Jerozolimie. Ale to nieprawda – Izrael nie zajął takiego stanowiska. Jest jasne, że wybory znowu nie były Abbasowi na rękę i obawiał się, być może słusznie, że tak jak w 2006 r. wygrałby je Hamas.

W najbliższych godzinach i dniach sytuacja może się jeszcze zaostrzyć. Co oznacza tylko większy rozlew krwi.


Agnieszka Zagner – W „Polityce” od 1999 r., początkowo w dziale politycznym, obecnie redaktorka serwisu Polityka.pl i autorka bloga Orient Express poświęconego problemom Bliskiego Wschodu. W przeszłości współpracowała ze „Słowem Żydowskim”.


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com


IDF strikes over 130 targets in Gaza as 250 rockets pound Israel

IDF strikes over 130 targets in Gaza as 250 rockets pound Israel

ANNA AHRONHEIM, TZVI JOFFRE, IDAN ZONSHINE


A number of roads and train lines in southern Israel were closed due to security concerns.

.

Israel was bombarded by over 200 rockets from the Gaza Strip since Monday as terror groups sent barrages of rockets, injuring at least seven Israeli civilians.

In retaliation for the rocket-fire, the IDF carried out waves of airstrikes against 130 terror targets in Gaza, in an operation called “Guardians of the Wall.”

The targets hit by Israel included the home of a Hamas battalion commander in a multi-story building, the organization’s military intelligence headquarters, munition manufacturing sites, military complexes belonging to Hamas and the Palestinian Islamic Jihad, as well as two terror tunnels that were close to the border fence. The strikes were said to have killed at least 15 Hamas terrorists.

Palestinian WAFA news agency reported that a total of 24 people including children were killed in the strikes and another 103 were injured.
The wave of airstrikes began after the security cabinet authorized “significant airstrikes” in the Gaza Strip.

Palestinian Islamic Jihad releases footage of a ATGM strike on a civilian vehicle

.
IDF Spokesman Brig.-Gen. Hidai Zilberman warned on Tuesday that the military is “prepared for a variety of scenarios” including an escalation and said that the operation would last “several days” and would deal a hard blow to Hamas.

As such, the IDF has deployed additional Iron Dome batteries to the southern Gush Dan region.

“We will continue to act vigorously against Hamas and other terror organizations,” he said, adding that Hamas is responsible for “what is happening and will bear the consequences.”

Referring to the casualties in Gaza, Zilberman said that while Israel “takes precautions” to minimize possible harm to civilians during its military operations, Hamas “deliberately places its military assets in the heart of the civilian population in Gaza.”

The IDF spokesman stressed that while 200 rockets were fired towards Israel, a third of the rockets fell inside Gaza. The Iron Dome, he said, had a 90% success rate in intercepting dozens of rockets fired from the Strip.

Hamas had threatened Israel on Monday that it would launch the rockets due to the ongoing clashes in Jerusalem and shortly after 6 p.m. seven rockets were fired towards the capital.

The IDF warned Hamas that all options, including a ground operation, were on the table after the Monday rocket fire that marred Jerusalem Day with sirens going off in the capital as thousands of people were parading through downtown to celebrate the holiday.

Following the rocket fire, the Israel Air Force carried out several strikes in Gaza, killing at least 8 Hamas militants and targeting rocket launchers and two military positions. Palestinian media reported that 22 people had been killed – including nine children – and another 95 wounded.

Three children were killed in Beit Hanoun but it is unclear if it was due to an Israeli Air Force strike or the failure of a rocket launched from Gaza.

One rocket struck an empty house in a community near Jerusalem. Dozens of rockets were also fired towards Sderot, Ashkelon and neighboring communities as well.

Another rocket hit a house in Nir Am, in the Sha’ar Hanegev Regional Council, shortly after midnight on Monday night. No injuries were reported.
On Tuesday morning, around 6 a.m., a wave of rockets hit two residences in Ashkelon. One rocket hit a family home, moderately injuring the parents and lightly injuring the children. The rocket which hit the second home lightly injured two people. All six were evacuated to Barzilay Medical Center in Ashkelon.

read more


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com