Archive | May 2021

Dlaczego Abbas nie chce wyborów

Niedawna przemoc w Jerozolimie wybuchła z jednego jedynego powodu: nienawiści do Izraela i Żydów. Wezwania do mordowania Żydów (“O, Żydzi, pamiętajcie Chajbar; armia Mahometa powraca”) są przypomnieniem, że dzisiaj dla wielu ta wojna z siódmego wieku trwa nadal. Na zdjęciu: Tłum Arabów na antysyjonistycznej demonstracji przed Bramą Damasceńską w Jerozolimie 8 marca 1920 w przeddzień święta Nabi Musa (Public domain)


Dlaczego Abbas nie chce wyborów

Bassam Tawil
Tłumaczenie: Małgorzata Koraszewska


Ci, którzy twierdzą, że niedawna przemoc w Jerozolimie wybuchła, ponieważ izraelska policja nie pozwoliła arabskim muzułmanom na nocne świętowanie podczas postnego miesiąca ramadan, nie mają pojęcia, o czym mówią.

Ci, którzy mówią, że przemoc wybuchła, ponieważ Izrael nie pozwala arabskim mieszkańcom Jerozolimy (którzy mają izraelskie dowody osobiste jako rezydenci, ale nie są obywatelami Izraela) na uczestniczenie w wyborach Autonomii Palestyńskiej, także nie mają pojęcia, o czym mówią. Wszyscy oni wydają się nie mieć pojęcia o konflikcie izraelsko-palestyńskim.

Przemoc wybuchła z jednego, jedynego powodu: nienawiści do Izraela i Żydów. Wybuchła, ponieważ wielu muzułmanów nie chce widzieć Żydów w Jerozolimie ani w żadnej części Izraela. Od dziesięcioleci trwają ataki na izraelskie siły bezpieczeństwa i na Żydów w Jerozolimie – z „powodem” lub bez „powodu”.

Kiedy młody Żyd w tramwaju w Jerozolimie bez żadnej przyczyny dostaje po twarzy, kiedy Żyd, który wyprowadza na spacer swojego psa, zostaje ciężko pobity przez muzułmański tłum, jest tak tylko z powodu ich wyglądu i wyznawanej religii. To są objawy nowoczesnej palestyńskiej nienawiści do Żydów.

Wystarczy posłuchać, co sami Palestyńczycy mówią, żeby zrozumieć, że widzą przemoc w kontekście ich trwającej od dziesięcioleci “walki o wyzwolenie Jerozolimy i Palestyny od syjonistycznego wroga”.

Jerozolimscy Arabowie, którzy wylegli na ulice, by atakować izraelskich policjantów i żydowskich cywilów, mówią otwarcie, że przemoc jest częścią arabsko-palestyńsko-muzułmańskiej walki przeciwko Izraelowi.

Arabowie nie mówią, że rzucają kamienie i bomby zapalające na policjantów z powodu izraelskich ograniczeń w Ramadan wprowadzonych ze względów bezpieczeństwa, lub że biją, policzkują, atakują nożami i linczują żydowskich cywilów na ulicach Jerozolimy, ponieważ Izrael nie pozwala Arabom na wzięcie udziału w wyborach AP.

Komunikat arabskich uczestników zamieszek był wyraźny: muzułmanie odmawiają zaakceptowania jakiejkolwiek żydowskiej kontroli nad Izraelem, nad Starym Miastem Jerozolimy, a nawet nad żydowskimi miejscami świętymi, włącznie ze Ścianą Zachodnią. Ta Ściana – mur oporowy, to wszystko, co pozostało z żydowskiej Drugiej Świątyni, zniszczonej przez rzymski legion za cesarza Tytusa w 70 roku n.e. – jest dla narodu żydowskiego drugim [po Wzgórzu Świątynnym] najświętszym, najbardziej religijnym miejscem.

Jeśli przemoc dotyczyła izraelskich ograniczeń i palestyńskich wyborów, to dlaczego arabscy demonstranci przy Bramie Damasceńskiej (głównym wejściu dla pieszych na Stare Miasto Jerozolimy) skandowali stare zawołania wojenne, takie jak “Chajbar, Chajbar ja Jahood, dżaisz Mohammed saja’ud!” (“O, Żydzi, pamiętajcie Chajbar; armia Mahometa powraca!”)?

Zawołanie odnosi się do bitwy pod Chajbar w 628 roku, kiedy po śmierci Mahometa Żydzi, którzy zostali wygnani do oazy Chajbar, około 160 kilometrów od Medyny, zostali zmasakrowani lub wygnani stamtąd.

Wezwanie do mordowania Żydów jest dla wielu przypomnieniem, że wojna z siódmego wieku nie jest zakończona.

Jeśli w “protestach” chodziło o prawo do świętowania ramadanu, to dlaczego jerozolimscy Arabowie nadal atakowali policjantów i żydowskich cywilów, a Hamas nadal odpalał rakiety z Gazy na Izrael – po zniesieniu restrykcji?

W rzeczywistości przemoc rozpoczęła się na długo zanim izraelska policja zabarykadowała Bramę Damasceńską, by powstrzymać arabską młodzież przed gromadzeniem się i nękaniem Żydów, którzy żyją w tej okolicy lub są w drodze do odprawienia modlitw przy Zachodniej Ścianie. Barykady zostały umieszczone włącznie z przyczyn bezpieczeństwa, nie po to, żeby przeszkodzić muzułmanom w świętowaniu ramadanu.

Przemoc nie miała też nic wspólnego z styczniowym ogłoszeniem przez prezydenta Autonomii Palestyńskiej, Mahmouda Abbasa, że zamierza przeprowadzić wybory do parlamentu i prezydentury Autonomii Palestyńskiej. Przemoc nie miała również nic wspólnego z kontrowersją wokół uczestnictwa Jerozolimskich Arabów w tych wyborach.

Po pierwsze, Izrael nigdy nie powiedział, że nie pozwoli na wybory w Jerozolimie, chociaż nie popierał entuzjastycznie tego pomysłu. Izrael przewidywał, że podobnie jak w poprzednich wyborach w AP, zwycięzcą prawdopodobnie będzie Hamas, grupa terrorystyczna, której celem jest zniszczenie Izraela. Izrael nie powiedział jednak niczego w tej sprawie.

Po drugie, olbrzymia większość jerozolimskich Arabów nawet nie brała udziału w poprzednich wyborach parlamentarnych i prezydenckich w AP (w 1996, 2005 i 2006 roku), chociaż Izrael nie zgłaszał zastrzeżeń co do ich udziału. Arabowie trzymali się z dala od wyborów AP, ponieważ nie chcieli być częścią palestyńskiego systemu politycznego.

Przez bojkotowanie wyborów Arabowie sygnalizują, że nie pokładają wiary w AP i jej przywódców i że są szczęśliwsi żyjąc pod rządami Izraela w Jerozolimie niż pod rządami byłego przywódcy OWP, Jasera Arafata i jego następcy, prezydenta AP, Mahmouda Abbasa.

Przeważająca większość jerozolimskich Arabów nie wykazała najmniejszego zainteresowania nadchodzącymi palestyńskimi wyborami. Nie wyszli na ulice z żądaniami, by Izrael pozwolił im na głosowanie lub kandydowanie w wyborach AP. Nawet nie podpisali petycji wzywającej Izrael do pozwolenia im na uczestniczenie w wyborach. Nie ogłosili strajku generalnego w arabskich dzielnicach Jerozolimy, by móc wziąć udział w wyborach AP.

W rzeczywistości wydaje się, że przedstawiciele ONZ i Unii Europejskiej są bardziej zainteresowani planowanymi przez Abbasa wyborami niż większość arabskich mieszkańców Jerozolimy.

Abbas, według wielu Palestyńczyków, w ogóle nigdy nie rozważał na poważnie zorganizowania wyborów. Ogłosił wybory dopiero, kiedy musiał, pod naciskiem wielu państw członkowskich Unii Europejskiej i innych międzynarodowych instytucji, które finansują jego rząd.

Gdyby Abbas rzeczywiście poważnie myślał o wyborach, szukałby rozwiązania w celu włączenia w nie Arabów z Jerozolimy. Abbas w rzeczywistości odrzucił szereg pomysłów przedstawionych mu przez społeczność międzynarodową, włącznie z możliwością, że jerozolimscy Arabowie będą głosowali online lub w punktach wyborczych ulokowanych na terenie AP o kilka minut drogi, niedaleko ich domów i nie pod izraelską suwerennością.

Abbas najwyraźniej ogłosił wybory wyłącznie po to, by ugłaskać zachodnich darczyńców, szczególnie Europejczyków. Od 2006 roku Abbas miał wiele okazji do zorganizowania wyborów; nie zrobił tego, ponieważ nigdy nie był to dla niego priorytet. Zawsze udawało mu się znaleźć wymówkę dla odwołania wyborów. W przeszłości oskarżał o to swoich rywali w Hamasie; teraz stara się obwiniać Izrael za „przeszkadzanie” w wyborach.

29 kwietnia Abbas wreszcie odwołał wybory, dowodząc, że nigdy nie traktował ich poważnie. Jak oczekiwano, Abbas użył sporu o Jerozolimę jako pretekstu do odroczenia wyborów na czas nieokreślony.

Abbas nie chce wyborów: wie, że Hamas ma ogromną szansę na wygraną.

Ponadto jego Fatah jest podzielony i stawał do wyborów parlamentarnych z trzema rywalizującymi listami.

Trzeba powiedzieć jasno: próba Abbasa zrzucenia odpowiedzialności za nieprzeprowadzenie wyborów na izraelski rząd jest po prostu wynikiem trwającego, nikczemnego podżegania do przemocy wobec Izraela i demonizowania Żydów przez niego i przez kierownictwo AP. Dzień za dniem Abbas karmi swoją ludność trującymi kłamstwami, takimi, jak to, że Żydzi “szturmują” meczet Al-Aksa i działają na rzecz zamienienia Jerozolimy w żydowskie miasto. Jest to umyślne i nieustanne podżeganie, które wyciąga młodych Arabów w Jerozolimie na ulice, żeby atakować policjantów i żydowskich cywilów oraz rozbudzać nienawiść do Żydów wśród Palestyńczyków.


Bassam Tawil – Muzułmański badacz i publicysta mieszkający na Bliskim Wschodzie.


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com


Two Pfizer Covid vaccine doses give over 95% protection, shows Israel study

Two Pfizer Covid vaccine doses give over 95% protection, shows Israel study

Sarah Boseley


First research of its kind shows power of vaccines to stem pandemic, cutting hospitalisation, death and infection rates

A couple walk past a coronavirus graphic in a vaccination centre in Jerusalem, Israel. Photograph: Debbie Hill/UPI/REX/Shutterstock

Two doses of the Pfizer/BioNTech vaccine have proved more than 95% effective against infection, hospitalisation and death from Covid-19 in Israel, the country with the highest proportion of its population vaccinated in the world, research has found.

One shot of the vaccine was partially effective, offering 58% protection against infection, 76% against hospitalisation, and 77% against death. The authors of the observational study in the Lancet medical journal say this shows the importance of having the second shot.

Their study demonstrates the power of vaccines to end the toll of coronavirus, they say. “These findings suggest that high vaccine uptake can meaningfully stem the pandemic and offers hope for eventual control of the Sars-CoV-2 outbreak as vaccination programmes ramp up across the rest of the world,” they wrote.

Lead author, Dr Sharon Alroy-Preis, of the Israel ministry of health, said: “Until this point, no country in the world had described the national public health impact of a nationwide Covid-19 vaccination campaign. These insights are hugely important because, while there are still some considerable challenges to overcome, they offer real hope that Covid-19 vaccination will eventually enable us to control the pandemic.”

But many other countries will not be able to imitate Israel, commentators in the journal say.

article uploaded by: Eva Rozenbaum Yerushalmi
“Regrettably, rapid population-level coverage cannot be easily replicated in many other countries. The global use of the [Pfizer/BioNTech] vaccine is limited by supply issues, high costs, and ultra-cold chain storage requirements,” wrote Prof Eyal Leshem of the Chaim Sheba Medical Centre in Israel, and Prof Annelies Wilder-Smith of the London School of Hygiene & Tropical Medicine, who were not involved in the study.

Israel has used only the Pfizer/BioNTech vaccine, which the company supplied on the understanding that data from the vaccination programme would be published to demonstrate its real-world efficacy.

The country had a national lockdown from 27 December 2020 until 7 March 2021 because of a big surge in infections, which peaked in January. By 3 April, 72% of adults over 16 and 90% of the over-65s had received two doses of the vaccine. As in the UK, the dominant strain of the virus has been the “Kent” variant, B117. Some cases of the “South African” variant, B1351, have been found latterly, but too few to be taken into account.

By seven days after the second dose, the vaccine was giving people 95.3% protection against infection and 96∙7% protection against death. Protection against symptomatic and asymptomatic infection was 97.0% and 91.5%, respectively. Protection against hospital admission was 97.2% overall. By 14 days after the second dose, the protection had risen slightly further.

The authors, some of whom declared shares in Pfizer, wrote that “relying on protection against Covid-19 from a single dose might not be prudent”. The vaccine was developed to be given as two shots and substantially higher levels of antibodies have been observed after the second dose.

“Additionally, little is known about the duration of protection of one dose and how it compares with the durability after two doses. It is possible that one dose will provide a shorter duration of protection than two doses, particularly in an environment where new Sars-CoV-2 variants continue to emerge,” they wrote.

In a separate study published in the BMJ on Thursday, researchers from Denmark and Norway revealed their investigations into the blood clots that have been linked to the Oxford/AstraZeneca vaccine. They looked at 280,000 people aged 18-65 who received a first dose of the vaccine in the two countries in February and March.

They found more clots in the veins than would be expected, although the events were still rare – 11 per 100,000 vaccinations. There were 2.5 clots in the veins of the brain per 100,000 jabs.

In a linked opinion, Prof Paul Hunter at the University of East Anglia, said the study did not change the conclusions of the UK and European medicine regulators that the benefits of the Oxford/AstraZeneca vaccine far outweigh its risks for most age groups.

“Those countries that delayed their own vaccination programmes at a time of high transmission rates by declining to use available Oxford/AstraZeneca vaccines should know that their decision will have contributed to an increase in the number of avoidable deaths from Covid-19,” he writes.

… as it’s our birthday month, we have a small favour to ask. It’s not every day you turn 200. As you’re joining us today from Sweden, we hope you’ll help us celebrate two centuries of independent, high-impact Guardian journalism. Since 1821, tens of millions have placed their trust in our quality reporting, turning to us in moments of crisis, uncertainty, solidarity and hope. And this is just the beginning.

Thanks to funding from more than 1.5 million Guardian supporters in 180 countries, we’ve remained open to all, and fiercely independent. With no shareholders or billionaire owner, we set our own agenda and provide truth-seeking journalism that’s free from commercial and political influence. When it’s never mattered more, we can investigate and challenge without fear or favour.

Unlike many others, Guardian journalism is available for everyone to read, regardless of what they can afford to pay. We do this because we believe in information equality. Greater numbers of people can keep track of global events, understand their impact on people and communities, and become inspired to take meaningful action.

Over the past 200 years, we have reported on the most critical issues and events of the day, and published countless exclusives that have held the powerful to account and exposed incompetence, injustice and impropriety. From Windrush to Wikileaks, Snowden to Cambridge Analytica, and from the climate crisis to racial discrimination, our journalists investigate wrongdoing in the hope that revealing it will help put it right.

If there were ever a time to join us, it is now. Every contribution, however big or small, powers our journalism and sustains our future. 


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com


News from Israel- May 06, 2021

News from Israel- May 06, 2021

ILTV Israel News


The manhunt for the Tapuach junction shooter comes to a terribly bitter close

president Rivlin officially tasks opposition leader Yair Lapid with trying to form the next government

destination – the international space station. ILTV explores the 44 Israeli experiments chosen to head into the void.

 


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com


…będą mieli Polskę bez Żydów. Taką Polskę, o jakiej marzyli

Izbica, rok 2020. Fot. Rafał Hetman


…będą mieli Polskę bez Żydów. Taką Polskę, o jakiej marzyli

Rafał Hetman


Nie ma już Tojwiego Blatta, który odjechał na sowieckiej ciężarówce. Nie ma Fiszela Białowicza, którego wygonił z Izbicy dawny kolega z klasy uzbrojony w rewolwer. Jest za to farmaceuta Marceli Najder i jego gniew.

Fragment książki Rafała Hetmana „Izbica, Izbica”, która ukazała się właśnie nakładem Wydawnictwa Czarne

W Izbicy nie ma butów, więc pijanemu szewcowi, który jest jeszcze porządnym szewcem, świetnie się powodzi – pracuje całe dnie. Może zastanawia się nawet, co zmieni w mieszkaniu, które zajął po Żydach?

Bo żadnych Żydów w Izbicy już nie ma, są za to ich domy. Murowane, drewniane, niektóre bardziej przypominają szopy na narzędzia niż schronienie dla ludzi. Brakuje w nich okien, podłóg, pieców, a jeśli okna są, to z powybijanymi szybami, jeśli zostały podłogi, to trzeba naprawiać ściany, jeśli jest piec, to nie kaflowy, tylko żelazna koza, którą nie sposób ogrzać nawet jednej izby. Niedogodności są jednak bez znaczenia, chętnych na domy nie brakuje. Do Izbicy przybywają ludzie z okolicznych wsi. Wchodzą do pustych budynków i zaczynają się urządzać. Później pomyślą, co trzeba poprawić.

Gniew napędza Marcelego do pisania, ale pisanie pozwala mu też gniew rozładować, pozwala nienawidzić i przeżywać zemstę w myślach. Namacalnie i wielokrotnie. Marceli marzy, żeby wyjechać za granicę, chciałby tam obsmarowywać Polaków. „Za wszystko!”

Rafał Hetman

Nie ma przecież z czego budować, nie ma czym remontować. Ludzie biorą, co jest. Trochę klinkieru z klinkierni. Trochę kamienia z kamieniołomu. Trochę macew z cmentarza.

Nie ma też pieniędzy. To znaczy są: okupacyjne niemieckie, sowieckie, ukraińskie czerwońce, ale nie za bardzo wiadomo, które ważne, a które nie. Kwitnie więc handel wymienny, kwitnie biznes cmentarny, trzeba tylko zainwestować w łopatę i plandekę.

Nie ma już Tojwiego Blatta, który odjechał na sowieckiej ciężarówce, nie ma Fiszela Białowicza, którego wygonił z Izbicy dawny kolega z klasy uzbrojony w rewolwer, prawdopodobnie Fiszel mieszka już w Berlinie w obozie dla przesiedleńców.

Jest za to farmaceuta Marceli Najder i jego gniew.

Ale nikt nie zwraca uwagi na nowego aptekarza. Powstają sklepy, przydomowe przedsiębiorstwa, zakłady i zakładziki, znów zjeżdża się na środowy targ. Prababka Julka dalej farbuje masło sokiem z marchwi. Marceli Najder może więc z łatwością ukryć swoje żydostwo i kontynuować pisanie pamiętnika: „W styczniu 1945 przybyłem do Polski i zostałem przez Izbę Aptekarską w Lublinie (transport dojechał do Krasnegostawu) skierowany do pracy w aptece w Izbicy Lubelskiej”.

Jednak zanim Najder dotarł do Izbicy, ukrywał się z żoną Polą i kilkorgiem Żydów w rodzinnej Kołomyi w piwnicy u Śliwiaków.

Andrzej Śliwiak chciał ukrywaniem Żydów zrobić na złość Niemcom. Oni faszyści, on komunista. Nie brał więc za pomoc pieniędzy. Żona miała mu to za złe. Któregoś dnia przestała się nawet do Andrzeja odzywać. Powiedziała tylko, że mogli wziąć na przechowanie bogatych, a wzięli dziadów, i zamilkła.

Żydzi trafili do Śliwiaków, kiedy Niemcy likwidowali getto. Wcześniej Marceli z Polą doświadczyli wszystkiego, co było udziałem Żydów w okupowanej Polsce. Pewnej nocy pod koniec czerwca 1941 roku Kołomyję opuścili Sowieci, którzy zajmowali ją od jesieni 1939 roku. To był początek wojny między Niemcami a Związkiem Radzieckim. Zanim do miasta wkroczyli Niemcy, na żydowskie sklepy i do żydowskich mieszkań rzucili się ukraińscy sąsiedzi, a po nich Węgrzy, sprzymierzeńcy Hitlera, którzy krótko stacjonowali w mieście.

W sierpniu 1941 roku Niemcy zarządzili przymusowe roboty dla Żydów, we wrześniu oznaczyli ich gwiazdami Dawida, niektórzy Żydzi jeszcze się z tych oznaczeń śmiali. Potem pojawiło się gestapo, łapanki, wysiedlenia w nieznane. Po Nowym Roku, w styczniu 1942, na ulicach zawisły plakaty, że Żydzi roznoszą tyfus, a potem ludzie zaczęli mówić, że będzie getto.

Getto powstało w marcu, Marceli z Polą musieli się przeprowadzić, to był duży problem, choć wtedy jeszcze nie wiedzieli, że z Żydem można zrobić wszystko. Dzielnicę żydowską zamknięto, obstawiono strażnikami, wkrótce zaczęło brakować jedzenia. Marceli został skierowany do pracy w plutonie sanitarnym policji żydowskiej, obserwował więc z bliska egzystencję getta, widział wszystkie etapy: przesiedlenie, wywózki, zagłodzenie i śmierć. Ktoś rano jeszcze żył, po południu jechał już na furze, a spod płachty zwisały bezwładnie jego nogi i ręce. Zginął Nunek, bart Marcelego. Zginęli też ich rodzice.

Marceli poznał Andrzeja Śliwaka przez innych Żydów, którym mężczyzna pomagał wymieniać różne przedmioty na żywność. Po długich namowach Śliwiak zgodził się przyjąć Marcelego i Polę do kryjówki, w której było już kilka osób.

Żyli z żoną za miastem na wyspie zwanej Zarynkiem. Stał tam tylko nieczynny letni pawilon restauracyjny. To w nim mieszkali Śliwiakowie. Obok była piwnica. Żydzi wraz z ukrywającym ich gospodarzem przerobili ją na kryjówkę. Piwniczny zapach ustąpił, pchły nie.

Siedzieli pod ziemią, ale wiedzieli, co dzieje się na powierzchni. Podobno Ukraińcy zaczęli mówić o porachunkach z Polakami i że należało ich przed Żydami wykończyć.

„Wyjdziemy jeszcze kiedyś z tego normalni?” – zastanawiał się Marceli z Polą.

Pod ziemią było duszno i parno. Musieli się czasem wymykać na powietrze. Raz, kiedy Marceli siedział w szopie przy pawilonie, tuż obok zabudowań przeszedł niemiecki żołnierz. Marceli widział go przez szpary w deskach. Hełm, karabin i ręce w kieszeniach.

„O czym ty teraz myślisz, cholerny Niemcze? Czy wiesz, że Żyd patrzy na ciebie z tak bliska?”.

W piwnicy robiło się coraz duszniej. Winna była słaba wentylacja i coraz częstsze kłótnie. Czas zdawał się wlec bez końca.

„Cztery lata temu zaczęła się wojna – liczył Marceli. – Ile to ja przeszedłem! Ile to stopni zszedłem na dół! Wszystko zgruntowałem – ból, ciemność, stratę najbliższych, głód, więzienie, wszy, pchły, strach, widok śmierci. Jeśli będziemy żyć, to chyba musi nam być kiedyś bardzo dobrze – skoro było tak źle. Cztery lata, a miliony ludzi odeszły, bo tak chciał jeden szaleniec. Czy choć za to przyszły świat będzie lepszy?”.

Narastały w nim frustracja i gniew. Tęsknił do rodziców i brata. Myślał o zemście: „Ja, po przyjściu Sowietów, chciałbym pójść do NKWD – dałoby mi to wielką swobodę w zrealizowaniu zemsty”. Albo: „Używałbym sobie do syta”. Gdzie indziej: „Miłość bliźniego – to dobre, ale w kazaniu niedzielnym”.

Dłużyło się też Śliwiakowi, gdyby wiedział, że to ukrywanie tyle potrwa, nie ryzykowałby takiego przedsięwzięcia. Ci, których ukrywał, obiecali, że po wojnie zrewanżują się jemu i żonie. Na razie utarli mak na kutię i do pieczywa, bo Śliwiakowie zaczęli się szykować do wigilii.

Któregoś dnia Śliwiak opowiedział, że piekarz Wójcik mu się żalił:

– Mogłem schować jednego Żyda, miał trzysta sztuk złotych dwudziestokoronówek, bałem się, ale gdy teraz widzę, że nie chodzą szukać, żałuję, żem tego nie zrobił.

Innym razem usłyszał w kolejce od jakiejś Ukrainki:

– Ot, widzicie, jeszcze były Żydy. Gdyby przyszli czerwoni, to Żydy by nas wyrżnęli. Trzeba szukać jeszcze za innymi, nie wolno ani jednego zostawić.

Marceli wynotowywał te przyniesione do piwnicy sceny. Wieści z powierzchni potęgowały jego gniew i pchały do pisania: „A dlaczego my mamy mieć litość dla kogoś? Dlaczego mamy kierować się względami? Czy dla nas były względy? Czy protestowano, zwalczano zarządzenia antyżydowskie? Mało kto to robił, a dużo Polaków, nawet gdy między Żydami […] krytykowali to postępowanie, to w głębi duszy było zadowolonych, bo będą mieli Polskę bez Żydów – taką Polskę, o jakiej marzyli”.
Rafał Hetman, „Izbica, Izbica”, Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2021

A potem na rogu ulicy Karpackiej dwóch niemieckich oficerów popełniło samobójstwo. Do miasta ruszyli chłopi, żeby je dorabować. Marceli myślał, że może jemu i Poli też uda się coś złapać, ale tamci byli szybsi. Za chwilę wkroczyli Sowieci i Żydzi wyszli z dusznego ukrycia. Był 28 marca 1944 roku. Śliwiak uważał, że jest twardy, ale musiał odejść na bok, kiedy grupa, którą ukrywał, oddalała się od jego domu. Twierdził, że nie wypada, żeby ktoś widział płaczącego mężczyznę.

Potem Kołomyja przestała być polska, przeszła w ręce Sowietów, a Marceli i Pola zostali repatriantami. W styczniu przyjechali do kraju. Wkrótce Marceli dostał skierowanie do pracy. Trafił do Izbicy, do apteki magistra Józefa Grodzkiego.

9 maja 1945 roku. Wojna oficjalnie się skończyła. „Święto zwycięstwa” – krzyczy nagłówek w „Gazecie Lubelskiej”, ale Marceli Najder nadal dusi w sobie gniew. Mimo że minął ponad rok, odkąd opuścił kryjówkę, nie umie napawać się pokonaniem nazistowskich Niemiec.

Myślał, że będzie się cieszył, że będzie pijany wódką i wolnością, ale nic do niego nie dociera. Dlaczego? 12 maja 1945 roku w pierwszej notatce zapisanej już w Izbicy odpowiada sobie, że to z powodu strat – śmierci brata, rodziców, tęsknoty do dawnego życia.

„A może nie weselę się, bo mi się udziela nastrój kretynów Polaków (jak wlazłeś między wrony, to krakaj, jak i one). Jestem tu incognito, Polakiem, więc poddaję się ich wpływom. Oni nie są zadowoleni z tej Polski, pięknie, ale dlaczego nie cieszyć się z wykończenia Niemców? Polacy chcą nowej wojny. Z Rosją? Śmiech – kto będzie się bić? Oni nie chcą, bo oni i z Niemcami nie mieli ochoty. Może by tak Anglia i Ameryka biły się za »inną« Polskę? Oni, to znaczy Polacy, robiliby dobre interesy i wyżynali resztki Żydów, jakie się uratowały z rąk niemieckich. Do Żydów to oni mocni – i to bardzo”.

Kiedy siedział w piwnicy Śliwiaka z listów od Mati, żony Nunka, dowiadywał się, że Polacy to niemal ideały, pomagają Żydom na każdym kroku, i tylko Niemcy i Ukraińcy to skurwysyny.

„A teraz przekonuję się, że i jedni, i drudzy to jedna hołota” – zapisuje.

Dlatego razem z Polą nie przyznają się w Izbicy, że są Żydami. Pola widziała niedawno w Lublinie, jak ludzie w biały dzień rabowali mieszkanie Żyda. „Zrozumiałe jest, że każdy Żyd na widoku to konkurent w życiu, który lepiej sobie radzi od nich – pisze Najder – to osobnik, który na kimś może rozpoznać swój płaszcz lub pierścień, to człowiek, który okazuje się właścicielem domu, który nabyło się od Niemców za psie pieniądze lub za przespanie paru nocy z grubym i brzuchatym Szwabem”.

Gniew napędza Marcelego do pisania, ale pisanie pozwala mu też gniew rozładować, pozwala nienawidzić i przeżywać zemstę w myślach. Namacalnie i wielokrotnie. Marceli marzy, żeby wyjechać za granicę, chciałby tam obsmarowywać Polaków. „Za wszystko!” – tak pisze. Za getto ławkowe przed wojną, za zakaz uboju rytualnego, za ekscesy na uniwersytetach, za trupy w aulach uczelni, wreszcie – za kumanie się z Niemcami.

Film z wizyty Thomasa (Tojwiego) Blatta w Izbicy i Sobiborze. Dokument zrealizował sam Blatt z żoną Deną. Nosi tytuł „Past and Present. History Falsified” [Przeszłość i teraźniejszość. Historia sfałszowana]. Powstał w 1987 roku

.


ur. 1987, reporter, publikował m.in. w „Gazecie Wyborczej”, „Tygodniku Powszechnym”, magazynie „Chidusz”. Finalista Konkursu Stypendialnego im. Ryszarda Kapuścińskiego. W mediach społecznościowych opowiada o literaturze faktu


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com


Microwaving the White House: Enemies Are Now Sonic Attacking Americans from American Soil

Microwaving the White House: Enemies Are Now Sonic Attacking Americans from American Soil

Gordon G. Chang


  • Unfortunately, neither the Obama nor Trump administrations imposed costs on Cuba or China. With such direct attacks on the U.S. going unpunished, how could American enemies not now be tempted to use their new weapons on American soil?
  • “If we do nothing, then China or Russia will deploy these devices for large-scale use on the eve of a major military conflict. Imagine microwave weapon trucks on the bluffs overlooking the Pentagon.” — Richard Fisher, leading China military expert at the International Assessment and Strategy Center, to Gatestone Institute, May 2021.
  • Up to now, the CIA and State Department have been especially lax in trying to get to the bottom of the mysterious cases, but no unit in the federal government has made much progress.
  • Washington… should know who at least some of the culprits are. The real mystery is why the U.S. still has not done anything to protect its officials and citizens.

Unidentified parties have in recent years been directing sonic attacks on U.S. officials on American soil. The attacks have also occurred in Cuba, China, and Russia. In spring 2018, American diplomats assigned to the U.S. Consulate in Guangzhou, China (pictured) suffered brain injuries after being hit with microwaves or something similar. (Image source: iStock)

Unidentified parties have in recent years been directing sonic attacks on U.S. officials on American soil. One such attack even occurred on the grounds of the White House.

We should not be surprised. Failure to impose costs on known sonic attackers — the Cuban and Chinese regimes — almost certainly emboldened the perpetrators to think they could harm Americans in America.

Two attacks, both from American soil, have involved National Security Council officials, one on the White House’s south lawn, the Ellipse, last November and another after Thanksgiving in 2019 in Arlington, Virginia.

The earlier attack involved a White House staffer walking her dog. The pet “started seizing up,” and then she too suffered “a high-pitched ringing in her ears, an intense headache, and a tingling on the side of her face.”

As many as 40 U.S. officials have been affected. “Many reported hearing a loud sound and feeling pressure in their heads, and then experienced dizziness, unsteady gait, and visual disturbances,” NBC reported last December. “Many suffered longstanding, debilitating effects.” A CIA officer ended up with “traumatic brain injury.” Mike Beck, once a National Security Agency counterintelligence official, developed a rare form of Parkinson’s as did his colleague working with him while on an assignment overseas.

The attacks have also occurred in Cuba, China, and Russia.

U.S. troops in Europe, the Middle East and South America have been targeted as well.

There are also unconfirmed reports of similar brain disorders of corporate employees. The disorders were suffered while the employees were in China, even on short-term visits.

The National Academy of Sciences this March concluded that “directed, pulsed radiofrequency energy” is the most probable cause of reported symptoms.

Some cases involving U.S. officials posted overseas go back decades, according to Newsmax.

American officials so far are flummoxed. Incidents of these sorts, in the words of Politico, are “difficult to track and attribute with confidence due to their nature.” One reason is that these attacks, attributed to directed-energy devices, “can be small and portable.” Moreover, “symptoms can appear similar to other illnesses.”

All this is true. Nonetheless, American officials have no excuse, as there is virtually no question as to the identity of some of the attackers.

American diplomats in late 2016 were sonic-attacked in Cuba’s capital city, showing symptoms — vertigo, ringing ears, nausea, memory loss, and other ailments — similar to those of the more recent cases. The incident is so well known that there is now a phrase for the effects of directed-energy attacks: Havana Syndrome.

Or perhaps one should call it the Guangzhou Disease. In spring 2018, American diplomats assigned to the consulate in that southern Chinese city suffered brain injuries after being hit with microwaves or something similar.

Beijing denied responsibility, but the Communist Party claims infallibility and runs a near-total surveillance state. How could anyone in China launch directed-energy waves without the authorities knowing about them? The Chinese regime had to be, in some manner, behind the incident.

The same could be said of attacks launched in Cuba’s repressive state.

China’s Communist Party has a doctrine of “unrestricted warfare,” a phrase that comes from a 1999 book of that name by two Chinese air force colonels, Qiao Liang and Wang Xiangsui. These “peacetime” directed-energy attacks fit that description.

Unfortunately, neither the Obama nor Trump administrations imposed costs on Cuba or China. With such direct attacks on the U.S. going unpunished, how could American enemies not now be tempted to use their new weapons on American soil?

At the moment, only individuals have been targeted. What, however, is to stop another escalation? “If we do nothing,” Richard Fisher of the International Assessment and Strategy Center told Gatestone, “then China or Russia will deploy these devices for large-scale use on the eve of a major military conflict.” Think of the possibilities. “Imagine microwave weapon trucks on the bluffs overlooking the Pentagon,” Fisher, a leading China military expert, said.

Up to now, the CIA and State Department have been especially lax in trying to get to the bottom of the mysterious cases, but no unit in the federal government has made much progress.

That must change. Senator Susan Collins told CNN’s Jake Tapper on May 2 that the U.S. needs a whole-of-government defense.

“This pattern of attacking our fellow citizens serving our government appears to be increasing,” wrote Senators Mark Warner and Marco Rubio, chairman and vice chairman of the Senate Select Committee on Intelligence, in a joint statement issued on April 30, referring to “medically confirmed cases of Traumatic Brain Injury.”

The incidents are indeed “puzzling” as CNN correctly termed them at the end of last month, but Washington, as described above, should know who at least some of the culprits are. The real mystery is why the U.S. still has not done anything to protect its officials and citizens.


Gordon G. Chang is the author of The Coming Collapse of China, a Gatestone Institute distinguished senior fellow, and a member of its Advisory Board.


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com