Archive | November 2021

O niepodległości bez klapek na oczach. Książka Macieja Górnego obala polskie mity

Naczelnik Państwa Józef Piłsudski po drodze na otwarcie pierwszego posiedzenia Sejmu Ustawodawczego mija oddział wojskowy, 10 lutego 1919 r. (Narodowe Archiwum Cyfrowe)


O niepodległości bez klapek na oczach. Książka Macieja Górnego obala polskie mity

Mirosław Maciorowski


Jeśli od książki o odzyskiwaniu przez Polskę niepodległości oczekujecie patriotycznego porywu, patosu i celebry, to sięgnijcie po inną. Bo “Polska bez cudów” Macieja Górnego jest o wiele ciekawsza.

W czasach gdy w polskich szkołach uroczyste akademie „ku czci” wróciły w pełnej krasie, a politycy rządzącego obozu niemal w każdy weekend przy dźwiękach orkiestr odsłaniają kolejne pomniki, książka Górnego jest jak cios młotkiem w głowę. Jej autor nie zajmuje się bowiem, jak historycy na usługach władzy, tworzeniem mitologii, tylko po prostu historią. A ta jest bardziej skomplikowana, niż wynikałoby to z patetycznych przemówień polityków wygłaszanych pod pomnikami. I znacznie ciekawsza niż dyrdymały opowiadane przez nich, a przygotowane wcześniej przez speców od tzw. polityki historycznej.

Opowieść Górnego o polskiej niepodległości jest panoramiczna i wielowątkowa. Nie ogranicza się do naszego podwórka i kluczowych lat 1918-20. Autor umieszcza ją w szerszym tle europejskim, a nawet światowym. Opowiadając o odzyskiwaniu przez Polaków państwowości, nie można bowiem pominąć ani Wielkiej Wojny, ani powojennych narodzin innych państw narodowych. Górny porównuje ze sobą ówczesne procesy i zjawiska – polityczne, społeczne i gospodarcze.

A temat zna znakomicie, bo jako badacz pracujący w Instytucie Historii PAN od lat się nim zajmuje. Ma na koncie wybitne prace: w 2018 r. został uhonorowany prestiżową nagrodą Klio za książkę „Kreślarze ojczyzn. Geografowie i granice międzywojennej Europy”, a rok później Nagrodą im. Karola Modzelewskiego za dwutomową „Naszą wojnę”, monumentalną monografię Wielkiej Wojny, którą napisał wraz ze zmarłym niedawno prof. Włodzimierzem Borodziejem.

W nowej książce bezpardonowo rozprawia się z najpowszechniejszymi mitami na temat okoliczności odzyskania niepodległości w 1918 r., które przez dekady wtłaczano nam do głów. Bo wreszcie powinny zastąpić je ustalenia rzetelnych historyków.

Heroizm Dmowskiego w Wersalu

Jednym z takich mitów jest pogląd lansowany od dekad przez prawicę, że przywódca Narodowej Demokracji Roman Dmowski zasłużył się dla odzyskania niepodległości, a przede wszystkim dla kształtu granic II RP, nie mniej niż Józef Piłsudski.

Przypomnijmy: Piłsudski walczył o Polskę na miejscu, w Warszawie, a Dmowski – po wyjeździe z Rosji w 1915 r. – na Zachodzie. Piłsudski prowadził szeroko zakrojone działania polityczne: stworzył dwa rządy, doprowadził do wolnych wyborów, a potem zorganizował armię, którą dowodził w wojnie z bolszewikami.

Roman DmowskiRoman Dmowski Domena publiczna

Dmowski stał na czele Komitetu Narodowego Polskiego w Lozannie, w Stanach Zjednoczonych rozmawiał z prezydentem Woodrowem Wilsonem i reprezentował Polskę na konferencji pokojowej w Paryżu. To właśnie tam wygłosił przemówienie kluczowe – zdaniem prawicy – dla przyszłości Polski. W mitologii prawicowej przyczyniło się ono walnie do ustalenia kształtu granic przyszłej II Rzeczypospolitej.

Górny nie odbiera Dmowskiemu chęci i zasług, ale zauważa, że pamięć o obradach paryskich oraz ich historyczny odbiór został ukształtowany w dużej mierze przez wspomnienia uczestników konferencji, w tym samego Dmowskiego. Wszyscy oni później opowiadali o swych heroicznych bojach z przywódcami mocarstw o każdą piędź ojczystej ziemi. Prawda była nieco inna.

„Relacja Dmowskiego to kliniczny przypadek megalomanii zaprawionej antysemicką obsesją. W jego wydaniu istotą paryskich obrad były tytaniczne zmagania wielkich mężów stanu: przede wszystkim jego samego, cieszącego się sympatią i wsparciem Wilsona, z powodzeniem stawiającego czoła premierowi Wielkiej Brytanii reprezentującego, a jakże, żydowskie interesy” – pisze Górny. I dowodzi, że tak naprawdę delegaci państw z Europy Wschodniej rzadko byli wysłuchiwani przez przywódców mocarstw. „Dmowski zdał oczywiście drobiazgową relację z każdej z kilku takich audiencji. Nawet w jego ujęciu nie przypominały one dyplomatycznych negocjacji choćby w przybliżeniu równych partnerów” – pisze historyk. I kontynuuje: „Bratianu [Ion, przewodniczący delegacji rumuńskiej] i Dmowski zyskali opinię arogantów. A ponieważ to wielcy decydowali, kto pojawi się przed ich obliczem, zadbali o to, by z nielubianymi politykami widywać się rzadko. Dmowski na przykład w ogóle nie uzyskał sposobności do dłuższej rozmowy z brytyjskim premierem. Wytłumaczył więc to sobie oczywiście żydowską intrygą”.

Jakie były zatem faktyczne efekty działalności przywódcy Narodowej Demokracji w Paryżu? Prawdopodobnie oprócz hałasu, jaki wokół siebie zrobił, i ugruntowania opinii o sobie jako zajadłym antysemicie – znikome. Został wysłuchany, ale i bez jego słynnej mowy zapewne granice II RP przebiegałyby podobnie. Górny pisze, że niezbyt poważne traktowanie przez przywódców Zachodu takich ludzi jak Dmowski mogło się skończyć tylko w jeden sposób: „Całkowicie jednostronnym dyktatem mocarstw uwzględniającym racje państw Europy Środkowo-Wschodniej tylko w takim zakresie, w jakim zgadzały się z ekspertyzami przygotowanymi przez merytoryczne zaplecze Rady Trzech [przywódców Francji, Wielkiej Brytanii i Stanów Zjednoczonych]”. Czyli najważniejsze ustalenia zapadły najpewniej jeszcze przed wysłuchaniem Dmowskiego i innych polityków nowych państw.

Polak strzelał do Polaka. I trafiał…

Jednym z mitów wdrukowanych w naszą świadomość jest też przeświadczenie o wyjątkowości „polskiego losu”. Całe lata uczniowie dowiadywali się na lekcjach historii o bratobójczej walce Polaków w czasie Wielkiej Wojny. Hasło „Polak strzelał do Polaka” w narodowej martyrologii obecne jest zresztą do dziś.

Żołnierze rosyjscy i austriaccy w 1917 r., podczas wspólnego posiłku na froncie wschodnimŻołnierze rosyjscy i austriaccy w 1917 r., podczas wspólnego posiłku na froncie wschodnim Nikolai Pashin / Sputnik

I święcie wierzymy, że ta trauma dotknęła tylko nas, Polaków, bo taki jest właśnie „polski los”.

Rzeczywiście przez trzy zaborcze armie w czasie Wielkiej Wojny przewinęło się ponad 3 mln Polaków – około 1 mln służyło w rosyjskiej, mniej więcej 850 tys. w niemieckiej i prawie 1,5 mln w austro-węgierskiej. Większość oczywiście zdawała sobie sprawę z tego, że po drugiej stronie frontu w okopach mogą siedzieć ich rodacy. Ale raczej nie miało to wpływu na ich postawę. Górny opisuje liczne przypadki bratania się walczących na frontach Wielkiej Wojny, w tym najbardziej znany „rozejm bożonarodzeniowy” z 1914 r. Z zachowanych źródeł wynika jednak, że „tożsamość etniczna w ogóle nie miała większego znaczenia dla decyzji o chwilowym zaprzestaniu walki”. Na froncie wschodnim zimą 1914 i wiosną 1915 r. bratali się po prostu żołnierze armii rosyjskiej i austro-węgierskiej, a nie Ukraińcy z Ukraińcami czy Polacy z Polakami, choć o sobie nawzajem wiedzieli, bo siedząc w okopach, wspólnie śpiewali kolędy. A jak rozejm się skończył, wracali do okopów. Gdy padał rozkaz do ataku, nikt nie myślał o tym, czy aby nie zabije rodaka. Polak strzelał do Polaka i jak był dobrze wyszkolony, to trafiał.

Bratobójcza walka Polaków nie była czymś niezwykłym. Górny przytacza wiele takich przypadków wśród europejskich narodów: Czesi strzelali do Czechów, Ukraińcy do Ukraińców, a Rumuni do Rumunów. Najbardziej zapada w pamięć przykład Serbów z przygranicznych obszarów na południu Austro-Węgier wcielonych do armii habsburskiej. Nie dość, że wzięli udział w inwazji na Serbię, to „musieli uczestniczyć w rozstrzeliwaniu «bandytów«, w pacyfikowaniu wsi i innych aktach przemocy wobec ludzi tego samego języka i wyznania” – pisze Górny.

Bitwa czy bitewka? Wojna czy wojenka?

„Osiemnasta decydująca bitwa świata” – wyliczył brytyjski dyplomata, członek Misji Międzysojuszniczej w Polsce Edgar Vincent D’Abernon w swojej broszurze o Bitwie Warszawskiej z 1931 r. Nikt w Polsce oczywiście nie analizuje kryteriów, jakie zastosował. Wystarcza nam, że szacowny przedstawiciel świata zachodniego, wicehrabia, baronet, baron i członek Izby Gmin, a w dodatku naoczny świadek naszych zmagań z bolszewikami, autoryzował polski heroizm i decydującą rolę w uratowaniu cywilizowanego świata przed dziką hordą atakującą ze Wschodu.

Górny poświęca D’Abernonowi sporo miejsca, a właściwie kompetencjom człowieka, który sprawił, że Polacy po dziś dzień z tytułu jego broszury wyciągają wniosek, że zbawili Zachód, więc ma on u nich dług do spłacenia. „Przezywany ogierem z Piccadilly (jako mężczyzna przystojny nie wahał się czynić z tego faktu użytku, także nie będąc już kawalerem) był typowym produktem brytyjskiej klasy politycznej. Bez szczególnych uzdolnień w jakimkolwiek kierunku czuł się gotów do piastowania jakichkolwiek funkcji, byle ważnych i intratnych. Zdarzały się różne. Bezpośrednio przed misją dyplomatyczną w Polsce przewodniczył komitetowi opracowującemu zalecenia dotyczące szkodliwości spożycia alkoholu (…). W 1895 r., piastując funkcję dyrektora Banku Osmańskiego (joint venture kapitału brytyjskiego, francuskiego i tureckiego) w Stambule, skutecznie rozkręcił koniunkturę na inwestycje w południowoafrykańskie kopalnie. Po kilkunastu miesiącach szaleństwa akcje tych kopalni spadły. Nasz bohater wyszedł oczywiście z tego zamieszania jako człowiek zamożny, potrafił bowiem korzystać z uprzywilejowanego dostępu do informacji”.

W latach 20. D’Abernon był ambasadorem w Berlinie. „Zapisał się w annałach jako przyjaciel Niemiec przekonany o ich woli pokojowego współistnienia (…). Z tego względu mówiło się o nim »apostoł appeasementu«. Taki właśnie autorytet już od wielu lat upewnia nas, że Bitwa Warszawska była jedną z najważniejszych w dziejach świata” – konkluduje Górny.

Misja Międzysojusznicza w Polsce w sierpniu 1920 r. Edgar Vincent D'Abernon na pierwszym planie z cylindrem w ręceMisja Międzysojusznicza w Polsce w sierpniu 1920 r. Edgar Vincent D’Abernon na pierwszym planie z cylindrem w ręce Wikipedia

Edgar Vincent D’Abernon umieścił nasze narodowe starcie tuż za bitwą nad Marną (4-9 września 1914 r.), w której po obu stronach zginęło około pół miliona ludzi. Francuzi nazywają ją „cudem”, tak jak Polacy całe lata określali Bitwę Warszawską, w której bezpośrednio walczyło po obu stronach około 40 tys. żołnierzy, a po stronie polskiej zginęło ok. 4 tys. Autor „Polski bez cudów” uzmysławia, że obu „cudów” nijak porównać się nie da.

Oczywiście nawet niewielka bitwa może zmienić losy świata. Czy więc bolszewicy po przejściu „po trupie Białej Polski” wznieciliby – jak pisał ich dowódca marsz. Michaił Tuchaczewski – „ogólnoświatową pożogę”? Czy ówczesna Armia Czerwona była tak silna, że doszłaby do Berlina, a potem Paryża? Maciej Górny w swojej książce również nad tym się zastanawia, ale do jakich wniosków dochodzi, najlepiej samemu przeczytać.


Maciej Górny

Polska bez cudów. Historia dla dorosłych

Agora 2021

Okładka książki Macieja GórnegoOkładka książki Macieja Górnego Wydawnictwo Agora


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com


Turkey allows consular visit to jailed Israeli couple

Turkey allows consular visit to jailed Israeli couple

LAHAV HARKOV


Authorities in Turkey have yet to respond to Israel’s request for an urgent consular visit to the couple.

Turkish President Tayyip Erdogan makes a speech during the re-opening of the Ottoman-era Yildiz Hamidiye mosque in Istanbul, Turkey, August 4, 2017 / (photo credit: MURAD SEZER/REUTERS)

Turkey authorized a visit by officials from the Israeli Consulate in Istanbul to the couple arrested for photographing Turkish President Recep Tayyip Erdogan’s palace, as a senior Foreign Ministry diplomat headed to Turkey on Monday to secure the Israelis’ release.

Israel’s Consulate-General in Istanbul is working on coordinating a visit as soon as possible, the Foreign Ministry said.

Foreign Ministry Consular Division head Rina Djerassi headed to Istanbul to help Israel’s diplomats in Turkey, who have been working to help Natali and Mordy Oaknin.

“The efforts to release the couple continue at all levels,” the Foreign Ministry stated.
Prime Minister Naftali Bennett said on Sunday that the Oaknins are “two innocent citizens who accidentally ended up in a complex situation.”

Turkish President Tayyip Erdogan talks to media after attending Friday prayers at Hagia Sophia Grand Mosque in Istanbul, Turkey August 7, 2020. (credit: REUTERS/MURAD SEZER/FILE PHOTO)

The Oaknins, Egged bus drivers who live in Modi’in, took the photo of Erdogan’s palace while in the Camilca Tower, a television tower that opened earlier this year and is the tallest in Europe. A waitress heard them talking about it and reported them to the police.

Turkish police recommended deporting the Oaknins, and notified Israel of its plans. However, the prosecution asked to charge the couple and a Turkish citizen who was with them with espionage. A court extended their remand on Friday for at least 20 days, as the prosecution prepared its case for a trial.

The move toward spying charges against the Oaknins raised concerns that Erdogan’s government could use the case to help him politically, but that theory grew less plausible after the matter was dropped from the headlines in Turkey after a few days.

At the same time, the Oaknin’s Israeli attorney, Nir Yaslovitzh told Ynet on Monday that his Turkish partner on the case visited the Oaknins and found they are being treated appropriately and are in good shape.
Still, Erdogan could use the couple for diplomatic leverage, which could further deteriorate poor relations between Jerusalem and Ankara.

Turkey and Israel technically maintain diplomatic relations, but they have been strained for most of the past decade since the Erdogan-linked IHH (Humanitarian Relief Foundation) sent the Mavi Marmara ship to bust the IDF’s naval blockade on Gaza, arming some of the people aboard. IDF naval commandos stopped the ship, killing nine activists.

Erdogan has been openly hostile toward Israel, supports Hamas and funds anti-Israel organizations in east Jerusalem.

Last month after Turkey arrested 15 alleged Mossad spies, non-Israeli Arabs whose photos Turkish media revealed. Israeli sources denied the charges.


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com


Piasek dla kota i inne troski

Piasek dla kota i inne troski

Andrzej Koraszewski


Żeby kupić piasek dla kota, trzeba pojechać do centrum miasta. Piechotą to kwadrans, samochodem trzy minuty. Piasek ciężki. Biorę klucz i idę do garażu. Nie wiadomo dlaczego po drodze przypominam sobie rozmowę sprzed 40 lat w Instytucie Historii Gospodarki w Lund z kolegą, który właśnie przeczytał raport z badań nad zmianami języka niemieckiego w NRD i w RFN. Język mieszkańców NRD stawał się coraz bardziej zbiurokratyzowany zaś mieszkańców RFN wręcz przeciwnie, tracił swoją tradycyjną sztywność i stawał się coraz bardziej kolokwialny. Kolega chciał się dowiedzieć, jak to jest ze zmianami języka polskiego pod wpływem socjalizmu. Powiedziałem mu o moim zachwycie, kiedy przyjechałem do Szwecji i odkryłem, że nawet urzędnicy starają się mówić i pisać ludzkim językiem. Nie pamiętam podawanych przykładów, jak to w Polsce urzędnicza pokraczność wkradała się do codziennych rozmów, ale nie miałem problemu, żeby poprzeć polskim doświadczeniem wnioski niemieckiego badacza. Uświadomiłem mu wszechobecne w Szwecji hasło skriv som du talar (pisz, jak mówisz), które nawiasem mówiąc, wywoływało we mnie pewien niepokój, ponieważ polski język mówiony jest mocno przeplatany łaciną, co byłoby jednak niestosowne przy prezentacji badań naukowych. Wsiadłem do samochodu i udałem się do miasta, żeby nabyć piasek dla kota.

Postawiłem samochód w rynku naprzeciwko gabinetu weterynaryjnego pani Kingi i postanowiłem przy okazji pójść do bankomatu, żeby wyjąć trochę gotówki. Znajomy hodowca rzepaku ucieszył się na mój widok i zapytał, co sądzę o tej zmianie rządu.

Zdziwiłem się, że Morawiecki poddał się do dymisji, na co mój znajomy roześmiał się i powiedział, że chodzi mu o rząd w Izraelu. Nie chcąc prezentować publicznie czarnych myśli, powiedziałem, że czas pokaże, bo rządu jeszcze nie ma, a zbieranina, która go kleci określa się jako rząd jedności, co jest informacją, że będzie to rząd swarów i nieporozumień. Może pan mieć rację, powiedział hodowca rzepaku, dodając, że Bibi to teraz pewnie pójdzie do więzienia.                     

Powiedziałem, że nie sądzę, co wywołało jego zdumienie. Jak to, zapytał, informując, że jak Bibi przestanie być premierem, to przecież straci immunitet.

Fakt, że izraelski premier straci immunitet nie oznacza jeszcze uprawomocnienia się wyroków prasowych – uciąłem krótko, zamierzając przerwać tę rozmowę i odzyskać płynność finansową w drodze pobrania pieniędzy ze ściany. Hodowca rzepaku nie dawał jednak za wygraną. Przekonywał mnie, że przecież wszyscy pisali, że Bibi pójdzie do więzienia. Zapewniłem go, że ja niczego takiego nie pisałem.

To go jednak trochę zbiło z tropu, ale chyba nie za bardzo, bo zapytał, dlaczego nie sądzę. Odpowiedziałem, że nie jestem sędzią, że nie miałem wglądu w materiały zebrane przez prokuraturę, więc premiera Netanjahu oceniam tylko jako polityka, a rozważenie zarzutów kryminalnych pozostawiam właściwemu sądowi.        

– Ale wszyscy… powtórzył ponownie zrozpaczony hodowca rzepaku.

Powiedziałem, że ma informacje od dziennikarzy, a to nie jest dobre źródło. Zmartwił się trochę, chciał jednak wiedzieć, czy wiem coś więcej. Zapewniłem go, że wiem, że nic nie wiem.

To najwyraźniej upewniło go w przekonaniu, że mogę coś wiedzieć i odmawiam podzielenia się moją wiedzą. Powiedział trochę niepewnie, że przecież nie pisaliby, jakby nie byli pewni.

Zapewniłem go, że dziennikarze byli pewni, ale to samo możemy powiedzieć o pani Kowalskiej, która jest pewna, że Jadzia źle się prowadzi. Znamy plotki, wiemy, że sąd odrzucił część zarzutów przedstawionych przez prokuraturę, a co będzie dalej – wzruszyłem ramionami na znak, że nie mam zielonego pojęcia. Ugryzłem się w język, bo już chciałem zapytać, co sądzi o odwołaniu wyborów w Palestynie i zamiast tego powiedziałem, że jego rzepak pięknie kwitnie. Odpowiedział, że wszystko w tym roku spóźnione, mało słońca, a i tak pewne, że skupujący znowu się zmówią i zaniżą cenę.

Obyśmy zdrowi byli, powiedziałem z nadzieją, że nie podtrzyma tego tematu. Widziałem, że ma ochotę, więc pożegnałem się pospiesznie, mówiąc, że żona czeka na piasek dla kota, to znaczy, na zakupy.


Andrzej Koraszewski – Publicysta i pisarz ekonomiczno-społeczny Ur. 26 marca 1940 w Szymbarku, były dziennikarz BBC, wiceszef polskiej sekcji BBC, i publicysta paryskiej „Kultury”.


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com

Jarosław Kaczyński i historia polskiego analfabetyzmu

Pisowscy ministrowie oświaty (Żródło: wikipedia)


Jarosław Kaczyński i historia polskiego analfabetyzmu

Andrzej Koraszewski


Czytam w Internecie ciekawą informację: „W Polsce analfabetyzm był spuścizną po polityce zaborców, którzy dążyli do ograniczania szkolnictwa. W 1914 na ziemiach polskich było: 57% analfabetów w zaborze rosyjskim, 40% w Galicji i 5% w zaborze pruskim.” Ciekaw jestem jak wielu czytelników oburzy się na mnie za inną interpretację tego cytatu. Spośród trzech zaborców tylko Niemcy walczyli z kulturą polskiego Kościoła katolickiego i polskiego ziemiaństwa.

W 1996 roku brytyjski historyk Norman Davies straszliwie naraził się polskim patriotom, proponując, by do Poznania wrócił pomnik Bismarcka. (Był w Poznaniu pomnik niemieckiego kanclerza, odsłonięto go w 1903 roku i zwalono z cokołu w 1919, zaś w 1930 przetopiono i zużyto na figurę Chrystusa w podzięce za niepodległość.) Norman Davies tłumaczył, że w niemieckim zaborze nie wszystko było złe. Faktycznie, dziś były zabór pruski z jakiegoś powodu bardziej stanowczo odmawia głosowania na PiS niż mieszkańcy pozostałych zaborów. Jakiś rzecznik tej partii może nam powiedzieć, że w szkołach w tym zaborze język polski był zwalczany intensywniej niż w pozostałych zaborach, więc pewnie do dziś mieszkańcy tego regionu to patrioci gorszego sortu. W moim dzieciństwie starsi nauczyciele czasem wtrącali niemieckie słowa, szczególnie widoczne to było podczas podniecenia, kiedy na przykład przy grze w ping ponga, kolejny zdobyty punkt automatycznie wykrzykiwali po niemiecku. (Mam do dziś w oczach taką scenę, obydwaj grający byli uczestnikami Powstania Wielkopolskiego.)

Patrząc na te statystyki polskiego analfabetyzmu w 1914 roku przypomina się nie tylko śmieszny lament Mickiewicza, który chciał, żeby jego księgi trafiły pod strzechy, ale i kilka innych rzeczy. W danych za rok 1911 Niemcy miały 0,04 analfabetów na tysiąc mieszkańców, Szwecja i Dania po dwóch, Holandia 8, Wielka Brytania 10. Zdominowane przez katolicyzm kraje Europy zachodniej wyglądały nieco gorzej: Francja miała w tym czasie 30 analfabetów na tysiąc mieszkańców, Austria 165, Włochy 375, Hiszpania 647, Portugalia 786. Prawosławie: Rosja europejska 617, Serbia 830, Rumunia 884. W Stanach Zjednoczonych było w tym czasie 77 analfabetów na 1000 mieszkańców.

Thomas Sowell, jeden z najlepszych współczesnych ekonomistów amerykańskich, napisał kilka dni temu artykuł o szkołach, bieżącej polityce i zagrożeniu ze strony ludzi podżegających do nienawiści. Urodził się w getcie czarnych w 1930 roku w Karolinie Północnej, wychowywany bez ojca, który zmarł przed jego narodzeniem, z powodu tragicznej biedy został zabrany przez siostrę matki do Harlemu, nie miał szans na ukończenie szkoły średniej, bo musiał pracować, Zaciągnął się do marynarki wojennej, a potem mimo braku średniego wykształcenia dostał się na wieczorowe studia na Harwardzie. Punktów za kolor skóry wówczas nie dawano, studia skończył z najwyższym wyróżnieniem. Doktorat zrobił w Chicago, bo tam przeniósł się profesor, którego darzył najwyższym szacunkiem. Sowell początkowo był marksistą, ale ponieważ ekonomię traktował z najwyższą powagą, dość szybko dotarł do poglądów zgoła przeciwstawnych.

W artykule z 22 października 2021 Thomas Sowell pisze o zażartej walce o stanowisko gubernatora stanu Wirginia. To stan, w którym od lat demokraci mają gwarantowane zwycięstwo. Zdaniem Sowella tym razem o wyniku zadecydować mogą rodzice uczniów tamtejszych szkół, gdzie (podobnie jak i w innych miejscach Stanów Zjednoczonych), nauczyciele systematycznie podburzają do nienawiści rasowej. Dotychczasowy gubernator z ramienia demokratów stanął po stronie zdemoralizowanego związku nauczycieli i biurokratów zajmujących się edukacją. Ta bitwa, pisze Thomas Sowell, jest częścią poważniejszej wojny o przyszłość narodu.

Kiedy szkolna propaganda uczy czarne dzieci nienawiści do białych, jest to zagrożenie dla Amerykanów wszystkich ras. Każdy, kto zna historię polityki tożsamości rasowej czy religijnej w innych krajach, wie jak często kończyło się to straszliwymi okrucieństwami, które rozdzierały całe społeczeństwa.

Uświadamiając konsekwencje podżegania do nienawiści Sowell przywołuje ludobójstwo Ormian w Turcji, tak niedawne czystki po rozpadzie Jugosławii, wojnę domową na Sri Lance. Ludzie mogą myśleć, że nic takiego nie może zdarzyć się w Ameryce. Bzdura, może zdarzyć się wszędzie. Ta sztuczka jest niesłychanie łatwa. Używa się jej najczęściej dla zdobycia władzy, często z zamiarem wygaszenia sprawy po wyborach. Ale rozpalonej nienawiści nie daje się zgasić tak, jak się gasi żarówkę. Zostaje na pokolenia.

Autor przypomina swoją książkę z 1993 roku o amerykańskim szkolnictwie, w której jeden z rozdziałów traktował o zastępowaniu szkolnego nauczania praniem mózgów, o tym jak nauczanie ojczystego języka, historii, matematyki przestaje być ważne i ustępuje miejsca politycznej indoktrynacji.

Trująca indoktrynacja w szkołach nie ustanie – pisze Sowell – póki nie zostanie zatrzymana. Rodzice nie zawsze są świadomi tego, co dzieje się na lekcjach ich dzieci. A nawet kiedy widzą, co się dzieje, są zazwyczaj bezradni, szczególnie ci, którzy mają niskie dochody i nie mogą przenieść swoich dzieci do szkół prywatnych.

Pewnym rozwiązaniem są tu bony edukacyjne dające rodzicom możliwość wyboru placówki edukacyjnej, to zmniejsza możliwości terroru ze strony edukacyjnych misjonarzy.

Amerykański ekonomista proponuje, by sięgnąć po surowe dane Departamentu Edukacji stanu Nowy Jork, na temat tego, ilu uczniów szkół publicznych zdaje egzamin z matematyki i angielskiego. W dzielnicach zamieszkałych przez ludzi z niskimi dochodami ponad połowa uczniów nie zdaje tych egzaminów. W szkołach niepublicznych sytuacja jest radykalnie odmienna. W innych stanach sytuacja jest podobna. (Autor przypomina, że w 2013 roku piąta klasa szkoły w Harlemie, w której rodzice mogli korzystać z bonów edukacyjnych, uzyskała w testach z matematyki najlepszy wynik w całym stanie.)

Pisząc o stanowych wyborach Thomas Sowell uświadamia, że wojna o szkołę bez politycznej propagandy jest poważniejszą sprawą niż większość ludzi zdaje sobie z tego sprawę.

W Polsce minister Czarnek nie pojawił się w polityce przypadkowo, jest ważnym instrumentem długofalowej polityki Jarosława Kaczyńskiego, który przed laty nie bez powodu powierzył klucze do szkół Romanowi Giertychowi, kiedy ten jeszcze kultywował endeckie idee nauczania dzieci. Po ponownym dojściu do władzy nie bez powodu uznał Annę Zalewską za najlepszy wybór na stanowisko ministerki edukacji, by zastąpić ją Dariuszem Piontkowskim, kiedy sprzeciwy rodziców zaczęły być zagrożeniem dla PiS.

Od czasu do czasu pojawiają się pogłoski, że minister Czarnek jest na wylocie, że wicepremier do spraw bezpieczeństwa być może rozważa wymianę człowieka, który będzie dalej prowadził dzieło analfabetyzacji dzieci i młodzieży.

Czy sam Jarosław Kaczyński jest politycznym analfabetą, czy zgoła przeciwnie, mistrzem manipulacji i wiernym uczniem katolickiej i ziemiańskiej tradycji niszczenia oświaty i zastępowania jej podżeganiem do nienawiści?

Nie, zaborcy nie uniemożliwiali nam podejmowania wysiłków uczenia naszych dzieci, znacznie bardziej barbarzyńska okupacja nazistowska nie zdołała powstrzymać podziemnego nauczania. Jak długo będziemy mieli władzę Kaczyńskiego i jego partii, przybywać będzie kuratorów takich jak Barbara Nowak, dyrektorów szkół dobierających nauczycieli posłusznie realizujących wytyczne MEN i pisowskich samorządowców wspierających systematyczne zastępowanie nauczania wychowaniem w duchu katolickiego „patriotyzmu”. 


Andrzej Koraszewski

Publicysta i pisarz ekonomiczno-społeczny

Ur. 26 marca 1940 w Szymbarku, były dziennikarz BBC, wiceszef polskiej sekcji BBC, i publicysta paryskiej „Kultury”. Więcej w Wikipedii


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com


Eight antiquity robbers in Israel search for gold, get caught in pit

Eight antiquity robbers in Israel search for gold, get caught in pit

ROSSELLA TERCATIN


According to a legend, some Ottoman treasures were buried in some sites in Southern Israel.
.
Antiquities robbers caught in southern Israel. / (photo credit: ISRAEL ANTIQUITIES AUTHORITY PREVENTING ROBBERY UNIT)

Archaeological evidence suggests that the site of Be’er Kalech in southern Israel was in use for millennia, from the Bronze Age (3300-1200 BCE) to the Ottoman domination, which ended just a century ago. Among others, Be’er Kalech features ancient cisterns, tombs and quarried caves used for raising doves and pigeons, which provided both food and fertilizer to the population.

But were caches of Ottoman gold ever buried around the area?

A legend suggests so and that is enough to attract antiquities looters who come to dig disregarding both the law and the damage caused to the ancient remains, as happened last week, the Antiquities Authority (IAA) revealed on Tuesday.

During the weekend, a group of eight robbers was caught by IAA inspectors as they were digging in an ancient well at the site. Six of them were actively excavating and another two were observing the work.

The suspects, who were transferred to a police station for interrogation and indictment, are residents of the Bedouin city of Tel Sheva. Robbing or damaging antiquities in Israel is a criminal offense that carries a sentence of up to five years in prison.

Antiquities robbers caught in southern Israel. (credit: ISRAEL ANTIQUITIES AUTHORITY PREVENTING ROBBERY UNIT)

“Unfortunately, some residents of the South tend to believe in ‘legends’ about Ottoman-era gold caches that exist in the southern region,” said Amir Ganor, director of the IAA Robbery Prevention Unit. “We at the IAA have identified a growing trend in which squads of antiquities robbers go to archaeological sites equipped with excavation tools, look for hidden signs in the area, and dig deep pits while harming the heritage of all of us.”

According to Ganor, sometimes well-known sheiks in the Bedouin sector encourage the activity.

“The sheikh is supposed to help locate the gold and fight the ‘demon’ that guards the treasure in the depths of the earth,” he said. “Just last month, a famous sheikh was caught in a moat in Nahal Hagav with other suspects.”


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com