Archive | November 2022

Morfologia zbrodni | rozmowa w rocznicę akcji Erntefest

Morfologia zbrodni | rozmowa w rocznicę akcji Erntefest


Żydowski Instytut Historyczny


 


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com

 


Oni mordują nasze dzieci! Mit mordu rytualnego w powojennej Polsce

Obraz przedstawiający rzekomy mord rytualny z katedry w Sandomierzu autorstwa Karola de Prevot (XVIII w.)


Oni mordują nasze dzieci! Mit mordu rytualnego w powojennej Polsce

Marcin Zaremba


Wiara w mit, uprawomocniona doniesieniami o rzekomym zbiorowym mordzie na dzieciach, stworzyła ontologiczny przymus, mobilizowała do zabijania.

Tekst ukazał się w miesięczniku „Więź” nr 10/2007.

Czy możliwe, aby po II wojnie światowej ktoś autentycznie wierzył w mord rytualny[1]? Jaki jest związek między wiarą, że Żydzi spożywają ludzką krew, a antysemickimi pogromami w Krakowie w sierpniu 1945 r. i rok później w Kielcach? Większość badaczy powojennych relacji polsko-żydowskich bagatelizuje znaczenie mitu mordu rytualnego. Jan Tomasz Gross w swojej najnowszej książce zepchnął go na margines rozważań. Autor „Strachu” stwierdził, że skoro nie ma mowy o agresji skierowanej ze strony Żydów wobec dzieci chrześcijańskich, to przyczyną wybuchu zbiorowej antyżydowskiej fobii nie mogła być wiara w mord rytualny. W przeciwnym razie należałoby założyć zupełny rozdźwięk między społecznym doświadczeniem a zbiorowym działaniem. Dlatego w powojennych oskarżeniach o mordowanie chrześcijańskich dzieci należy widzieć – zdaniem Grossa – jedynie wymówkę, pretekst legitymizujący przemoc[2]. Podobne stanowisko zajmują i inni historycy: mit o wampiryzmie Żydów nie mieści się w dominującym obrazie tużpowojennych stosunków polsko-żydowskich[3].

Mit mordu rytualnego stanowi problem, który w jakieś mierze ma podłoże psychologiczne. Starając się zrozumieć naturę pogromów, szukamy racjonalnych wyjaśnień. Wskazujemy m.in. na: interes materialny (zyski z przejęcia mienia pożydowskiego), poczucie zagrożenia zewnętrzną ingerencją („żydokomuna”), powojenną traumę. Nawet antysemityzm, zwłaszcza nowoczesny, ujęty w programy i ideologie, wydaje się jakoś zapoznany. Z mitem mordu rytualnego jest inaczej – wydaje się, jakby został przeniesiony z zamierzchłej przeszłości. Trudno nam uwierzyć, aby w połowie XX w. ktoś mógł na serio brać żydowski wampiryzm.

W literaturze opowieść o mordzie rytualnym funkcjonuje w czterech postaciach, jako oskarżenie o mord rytualny, plotka, przesąd, wreszcie mit. Za wyborem przeze mnie tego ostatniego zdecydowało kilka względów. Oskarżenie o mord rytualny stanowiło konsekwencje pewnego rodzaju myślenia, wyrastało z wcześniejszego przekonania o tym, że Żydzi porywają i zabijają dzieci. Podobnie jest z plotką, którą należy traktować jedynie jako nosiciela skondensowanej, znanej wcześniej opowieści. Wiarę w wampiryzm Żydów można określić jako przesąd, choć z kilku przyczyn pojęcie mitu wydaje się bardziej trafne. Przede wszystkim mit ma inny początek, nie zaczyna się od zwrotów „jakoby”, „mówią”, „gadają”, „słyszano”. Mit głosi prawdę absolutną, niekwestionowaną. Odbiorca wie, że opisywana historia rzeczywiście się wydarzała: „Żydzi zabili”, „zatrzymano rabina”. Tu nie ma miejsca na wahanie, wątpliwości.

Starając się zrozumieć naturę pogromów, szukamy racjonalnych wyjaśnień. Trudno nam uwierzyć, aby w połowie XX w. ktoś mógł na serio brać żydowski wampiryzm

Wiele mitów wyrasta z rytuału. Również tego konkretnego nie można zrozumieć w oderwaniu od dramatu obrzędowego polegającego na złożeniu ofiary z dziecka, z którego rytualnie wytaczana jest krew. Ofiary to zawsze chrześcijańskie dzieci, czyste i niewinne. Warto zwrócić uwagę, że inaczej niż w plotkach poprzedzających antymurzyńskie lincze w Stanach Zjednoczonych, nigdy nie pojawił się tu wątek seksualnego motywu morderstwa. Dzieje się tak, ponieważ mit przedstawia rzeczywistość archetypową, jest zapisem nie historii, ale powtarzalnych, ponadczasowych struktur. Dlatego dzieci zawsze do końca pozostawały nieskalane.

Podstawowym problemem badawczym jest to, że większość prac traktujących o mordzie rytualnym nie dotyczy drugiej połowy XX w., a baza źródłowa jest niezwykle wątła. Nie ma powojennych mitotwórczych tekstów, które pozwalałyby na wielopoziomową dekonstrukcję. To, czym dysponujemy, to strzępki informacji i zapisków. Takie cechy jak plebejski charakter i krążenie w formie przekazu ustnego w dużej mierze uniemożliwiają pogłębioną egzegezę mitu.

Zamierzam wykazać, że w Polsce mieliśmy do czynienia z autentyczną obecnością mitu w powojennej wyobraźni zbiorowej. Podobnie jak czynią to archeolodzy ze swoimi artefaktami, postaram się odznaczyć wszystkie znane „stanowiska” mitu z lat 1945-1948. Wszystkie powojenne pogromy[4] poprzedziła plotka o mordzie rytualnym. Ich przebieg jest mniej więcej znany, toteż uwaga zostanie skupiona na roli mitu w tych pogromach, jego zdolności do inspirowania i kształtowania ludzkich postaw, mobilizowania do przemocy. Przekonanie o jego realności nasiliło się po Auschwitz. Dlaczego odżyło właśnie wtedy, kiedy Żydzi sami stali się ofiarami? Kim byli jego wyznawcy? Etnolodzy i antropolodzy podkreślają, że sens mitu leży w jego funkcji. Na czym więc polegały społeczne funkcje mitu mordu rytualnego i jaki wpływ na jego erupcję miała powojenna kondycja społeczeństwa polskiego? Druga część tego artykułu będzie próbą odpowiedzi na te pytania.

Ignorancja czy prowokacja?

Jedna z pierwszych wzmianek mówiących o mordzie rytualnym pochodzi z wiosny 1945 r. Kierownik Referatu do Spraw Pomocy Ludności Żydowskiej (przy Prezydium Rządu) mjr S. Herszenhorn, wyliczając napady na ludność żydowską w marcu tego roku, zanotował: „W Chełmie Lub. rozpuszczono ostatnio pogłoski, że Żydzi zabili chłopca chrześcijańskiego i krew jego wytoczyli na macę. Na żądanie działaczy antysemickich z pod znaku AK. milicja miejscowa zaaresztowała kilku Żydów chełmskich i zwolniła ich dopiero na ostre zarządzenie komendanta miasta”[5]. Herszenhorn nie sprecyzował, co oznacza w cytowanym fragmencie słowo „ostatnio” (sprawozdanie nosi datę 4 kwietnia). W historii zwykle do antyżydowskich zamieszek dochodziło w okolicach Świąt Wielkanocnych. Mit mordu rytualnego, obecny od stuleci wśród chrześcijan, związany jest ze świętem Paschy, kiedy to Żydzi rzekomo mieli używać do sporządzania macy krwi niewinnego, chrześcijańskiego dziecka. Krew miała być także potrzebna do leczenia ran po obrzezaniu oraz innych schorzeń, np. usuwania śmierdzącego zapachu, jaki mieli wydzielać Żydzi. Inna wersja oskarżeń głosiła, że celem rzekomych morderstw jest chęć powtórzenia Pasji Chrystusa; ofiary jakoby poddawano męczarniom, a następnie krzyżowano. W 1945 r. Wielkanoc obchodzono w pierwszych dniach kwietnia. Pogłoski o zabiciu chłopca przez Żydów, jeśli pojawiły się właśnie wtedy, mogły zatem mieć głębsze podłoże religijne, choć z wcześniejszych sprawozdań Referatu wynika, że od października 1944 r. do lutego 1945 r. relacje między ludnością polską a żydowską uległy znaczącemu pogorszeniu[6]. Zbiegło się to z falą napadów na Żydów, jaka przelała się przez Polskę w marcu i kwietniu 1945 r.

Kolejny rozdział mitologii mordu rytualnego napisany został w Rzeszowie. Obraz wydarzeń, oparty na strzępach informacji, jest również mocno niejasny. Wiemy, że 7 czerwca zaginęła dziewięcioletnia Bronisława Mendoń, córka dorożkarza. 11 czerwca jej torbę z książkami znaleziono w piwnicy domu przy ul. Tannenbauma 12. Siedmiu funkcjonariuszy MO udało się pod wskazany adres, gdzie w piwnicy odnaleźli zwłoki dziewczynki, która nie żyła już od kilku dni. Morderstwo zostało dokonane na tle seksualnym, dodatkowo zabójca zdarł z twarzy dziecka skórę i wyciął mięśnie udowe[7]. Wiele wskazuje, że miejscem zbrodni była piwnica domu przy ul. Tannebauma, w którego okolicach dziewczynkę widziano zresztą po raz ostatni. Po odkryciu zwłok milicjanci wezwali Baon Operacyjny MO. O popełnienie zabójstwa oskarżyli Żydów.

Parter i pierwsze piętro domu, w którym zostały znalezione zwłoki dziecka, zajmowały rodziny polskie. Mieszkania na piętrze drugim służyły za swego rodzaju hotel dla kilkunastu mężczyzn narodowości żydowskiej, którym udało się ocaleć z Zagłady.

Dalszy przebieg wydarzeń nocy z 11 na 12 czerwca znamy z relacji Jonasa Landesmanna, później oskarżonego o zabójstwo dziewczynki, mieszkańca drugiego piętra. „O godz. 12-ej w nocy dom otoczyło około 200 milicjantów; do naszego mieszkania weszło około 20 milicjantów. Zachowali się brutalnie, wołali: «S…syny, zachciało się wam Polski, mordować będziecie»”. Przeprowadzali rewizję, podczas której w nieużywanym piecu znaleźli trochę kobiecych włosów. Jeden z milicjantów uznał to za dowód palenia zwłok. Inny – prawdopodobnie w stanie wzburzenia – zaczął strzelać po ścianach. „W jednym kuble znaleźli krew zabitych przez rzezaka kur i koszulę jednego Żyda, który tam mieszkał, a która była skrwawiona od pękniętego wrzodu, który miał na ciele”[8]. W aktach sprawy jest też mowa o znalezieniu kartki z zeszytu dziewczynki[9], o czym Landesmann nie wspomina. Następnie żydowscy mieszkańcy drugiego piętra zostali sprowadzeni do piwnicy, gdzie pokazano im zwłoki dziecka. Wówczas milicjanci mieli oznajmić, że „krew została wyciągnięta dla celów rytualnych i że poprzedni właściciel tego mieszkania, rabin dr J. Leib Thorn, obecnie Rabin Polowy w Warszawie jest wmieszany w tę sprawę”[10].

Nie ma żadnych dowodów zaangażowania w jakikolwiek z powojennych pogromów polskich ewentualnie radzieckich służb

Tym samym reaktywowany został mit mordu rytualnego. Milicjanci prawdopodobnie znali go z dzieciństwa. Gdy odkryli zwłoki dziewczynki i dowiedzieli się, że w tym samym domu mieszkają Żydzi, odruchowo wykorzystali go do stworzenia w istocie fałszywej definicji sytuacji: Żydzi zabili. Teraz potrzebowali tylko dowodów, które znaleźli po przeszukaniu mieszkania Landesmanna. Autentyczną kartkę z zeszytu dziewczynki najpewniej podrzucili później. Dotychczasowe podejrzenia urosły do rangi prawdy. Zadziałał mechanizm samospełniającego się proroctwa, którego kołem zamachowym okazał się mit mordu rytualnego.

Rzeszowscy milicjanci zapewne pochodzili ze wsi. Jak większość ówczesnej kadry MO bez przeszkolenia, najczęściej „z lasu” trafiali do milicji. Nie mieli pojęcia o technice prowadzenia dochodzenia w sprawie o zabójstwo, w tym o konieczności zachowania milczenia „dla dobra śledztwa”. Niewątpliwie w stanie silnego wzburzenia odkryciem zwłok zmaltretowanego dziecka mogli chcieć się pochwalić, że oni już o tym wiedzą. Nie sądzę, by kierowała nimi chęć prowokacji. Nie ma żadnych dowodów zaangażowania w jakikolwiek z powojennych pogromów polskich ewentualnie radzieckich służb. Systematycznie odkrywane dokumenty z tzw. teczki Stalina nie dają też przesłanek pozwalających wnosić, że w tym czasie władze ZSRR w ogóle brały pod uwagę posłużenie się prowokacją antysemicką[11]. Bardziej prawdopodobne jest rozwiązanie najprostsze – milicjanci po prostu wierzyli w mit mordu rytualnego, a zwłoki dziewczynki i „odkryte” dowody potraktowali jako jego potwierdzenie. Warto w tym miejscu zwrócić uwagę na podobne okoliczności, które doprowadziły do pogromu w Kielcach czy prób wywołania zajść w Kaliszu. Tam również ważnym aktorem wydarzeń okazali się milicjanci.

Rano 12 czerwca wszystkich rzeszowskich Żydów zaprowadzono na posterunek milicji. Byli bici przez konwojujących ich milicjantów. Tłum zelektryzowany wiadomością o mordzie rytualnym rzucił się do rabowania i plądrowania żydowskich mieszkań i warsztatów pracy (m.in. fabryczki cukierków Józefa Landaua). Odprowadzanych na komisariat Żydów „nazywano zbrodniarzami i mordercami dzieci katolickich”[12]. W ruch poszły kamienie i pięści. Pobitych zostało wiele osób. Były próby nakłonienia żołnierzy do przyłączenia się do ekscesów. Kres zajściom położyła kompania wojsk granicznych – zmilitaryzowanych jednostek NKWD[13]. Prawdopodobnie to właśnie „radzieckie czynniki” wydały rozkaz bezzwłocznego wypuszczenia aresztowanych Żydów bez przesłuchania. W ślad za nim Komenda Wojewódzka MO w Rzeszowie uznała dochodzenie Komendy Powiatowej za bezpodstawne, a całą akcję oskarżającą Żydów o mord rytualny – za prowokację polityczną.

Tu mamy Katyń dla naszych dzieci

Morderstwo dziewczynki stało się tematem dnia. Gazeciarze wołali: „Żydzi zamordowali dzieci katolickie”, choć poranne wydania gazet w ogóle o sprawie nie wspominały. „Wiadomość o zamordowaniu kilkunastu dzieci, jak lotem błyskawicy rozeszła się po całym mieście” – czytamy w relacji spisanej w Krakowie 16 czerwca przez jednego z rzeszowskich Żydów. „Do godzin wieczornych ludność katolicka zbierała się na ulicach miasta, komentując powyższy wypadek, a nawet odprowadziła karetkę, w której złożono zwłoki zamordowanego dziecka”[14]. Jeden z funkcjonariuszy Urzędu Bezpieczeństwa podsłuchał rozmawiające na rynku rzeszowskim kobiety: „Ot, widzicie, powiada kobieta, znajdująca się w grupie ludzi, za to, żeśmy im jeść dawali i ukrywali ich, to teraz mordują nasze dzieci. I trzeba Katynia? – Powiada druga: Tu mamy Katyń dla naszych biednych dzieci, przez pięć lat męczonych. Oj, żeby tak moje dziecko zginęło, to ja bym tym żydziakom oczy wydrapała, ano by i milicja nie pomogła”[15]. Dialog ten ujawnia stan zbiorowej psychozy, która ogarnęła mieszkańców miasta. Wzburzenie było tak wielkie, że istniało niebezpieczeństwo samosądów. Po mieście krążyły fantastyczne wersje, jakoby ofiarami miało paść nawet trzydzieścioro dzieci. Wieszczono krwawą zemstę[16].

W tych okolicznościach większość rzeszowskich Żydów w obawie o swoje bezpieczeństwo opuściła miasto. Zwłoki dziewczynki zostały pochowane po kryjomu 13 czerwca rano. Uniknięto w ten sposób ewentualności demonstracyjnego pogrzebu, który mógł stać się okazją do rozpalenia zarzewia pogromu na nowo.

Historia „niedokończonego pogromu” w Rzeszowie unaocznia zakorzenienie mitu w zbiorowej wyobraźni oraz łatwość, z jaką potrafił zmobilizować ludzi do przemocy etnicznej

Lokalna gazeta „Dziennik Rzeszowski” próbowała w kolejnych numerach z 12 i 13 czerwca przekonywać czytelników, że mord nosił charakter seksualny oraz że znaleziono zwłoki jednej dziewczynki, a nie kilkunastu ofiar, jak głosiła plotka[17]. Choć w następnych dniach nastroje się uspokoiły, to jednak „ludność katolicka” nadal uparcie wierzyła w zamordowanie dzieci katolickich przez Żydów[18].

Kozłem ofiarnym stał się Landesmann, którego razem ze wszystkimi Żydami najpierw wypuszczono, by następnie aresztować pod zarzutem morderstwa. W areszcie rzeszowskim, bity i upokarzany jako „ludożerca, morderca polskich dzieci”, przesiedział aż do października 1945 r., kiedy wypuszczono go z braku dowodów.

Historia „niedokończonego pogromu” w Rzeszowie unaocznia zakorzenienie mitu w zbiorowej wyobraźni oraz łatwość, z jaką potrafił zmobilizować ludzi do przemocy etnicznej. W wyobraźni społecznej mit obecny był już wcześniej. Istotny jest kontekst jego erupcji. Od marca 1945 r., zwłaszcza na wschodzie i południu kraju, dochodziło do napaści na ludność żydowską, przede wszystkim na tle rabunkowym. Motywem była także chęć zapobieżenia odzyskiwaniu przez Żydów mienia utraconego w czasie wojny; w ogóle przemoc stanowiła wówczas rzeczywistość dnia codziennego. Ożywienie mitu dodało nowego impulsu dotychczasowej fali przemocy wobec Żydów. W sferze symbolicznej umocniły autostereotyp polskiej ofiary. Agresja wobec Żydów zyskała moralne uzasadnienie: skoro mordują „nasze dzieci”, musimy się bronić.

Chcecie pić katolicką krew

Wydarzenia rzeszowskie rozpoczęły triumfalny pochód mitu wraz z towarzyszącą mu eskalacją zbiorowej przemocy wobec ludności żydowskiej. Nie tylko Żydzi wyjechali bowiem z Rzeszowa – mit wydostał się z miasta prawdopodobnie jeszcze przed nimi. Landesmann wspominał, mając zapewne na myśli milicjantów, że jeszcze 12 czerwca: „zatelefonowano do poszczególnych miast, by zatrzymać jadących Żydów i rozstrzeliwać”[19]. W tym regionie Polski przywilejem posiadania telefonu cieszyły się niemal wyłącznie instytucje, wśród nich milicja. Czyżby za transmisję mitu odpowiedzialni byli milicjanci, dzwoniący do siebie z posterunku na posterunek? To by tłumaczyło błyskawiczne tempo rozprzestrzeniania się wieści. W każdym razie informacja na pewno dotarła do Przemyśla. Obecność mitu odnotowano także w powiecie gorlickim (woj. krakowskie)[20]. Pod datą 22 czerwca Hugo Steinhaus odnotował w swoim dzienniku wiadomość, jakoby także w Tarnowie doszło do napadu na dom, w którym schronili się Żydzi. Powodem miało być znikanie dziewczynek. Wybitny matematyk zauważył: „Okazuje się, że mord rytualny na Żydach nie zapobiegł mitowi, który przeżyje Żydów”[21].

W Krakowie wiara w mit objawiła się jeszcze przed wypadkami rzeszowskimi. Fakt, że nastąpiło to przed Wielkanocą, może wzmacniać hipotezę o religijnej inspiracji nagłego pojawienia się w wyobraźni zbiorowej wiosną 1945 r. przekonania o realności mordu rytualnego. Mieszkający wówczas w Krakowie Jacek Kuroń zapamiętał: „Kiedyś mama poprosiła dziadka, żeby wyprowadził Felka [młodszy brat Kuronia – M.Z.] na spacer. Dziadek wziął go za rękę i ciągnął, a Felek płacząc wyrywał się. Tuż obok domu był bazar, a na nim – było akurat przed Wielkanocą – tłumy. Ja bawiłem się na podwórku. W pewnym momencie na podwórko wtargnął tłum prowadzący dziadka i ryczącego przeraźliwie Felka. Trzeba dodać, że Felek był blondynkiem o jasnej karnacji. Dziadek – stary, zniszczony człowiek, w czapce. Ktoś zaczął krzyczeć: – Gdzie ta matka, zobaczymy, czy to jej dziecko. Felek, o dziwo, nie przestawał płakać, chociaż mama wzięła go na ręce pod czujnym okiem tłumu, który gotów był w każdej chwili go wydrzeć. – Gdyby to była matka, to by dziecko nie płakało – wołali. Okazało się, że ludzie uznali dziadka za Żyda, który ciągnie dziecko na ubój rytualny, na macę”. Gdy rzecz się wyjaśniła, ludzie z tłumu stwierdzili, że przyszli, ponieważ chcieli zapewnić dzieciom bezpieczeństwo[22]. Kuroń nie podaje, gdzie dokładnie wówczas mieszkał, ale zwraca uwagę, że stary mężczyzna prowadzący płaczące dziecko wzbudził tyle sensacji właśnie na bazarze. Późniejszy pogrom w Krakowie, zamieszki w Lublinie i w Warszawie także swój początek wzięły na placu targowym.

Możemy przypuszczać, że o opisanym incydencie zostały poinformowane władze bezpieczeństwa. Szef krakowskiego UB Jan Frey-Bielecki stwierdził w połowie sierpnia: „Wersja o mordach dokonanych rzekomo na dzieciach polskich przez Żydów lansowana była w Krakowie już od szeregu tygodni”[23]. Na krakowskich placach, rynkach, tzw. Tandecie krążyła „sensacyjna” wiadomość o znalezieniu jakoby zwłok 13 dzieci chrześcijańskich[24]. Po raz kolejny wiara w mit ujawniła się 27 lipca 1945 roku. Tego dnia milicja aresztowała kobietę podejrzaną o porwanie dziecka. W istocie matka sama pozostawiła je pod opieką tej kobiety. Błyskawicznie jednak po mieście rozeszła się plotka, jakoby Żydówka porwała dziecko w celach rytualnych[25]. „Zebrany tłum zaczął wznosić okrzyki antyżydowskie, a tłum ekscytowany przez elementy reakcyjne usiłował zdemolować sklep, którego właścicielem jest żyd” – czytamy w milicyjnym raporcie[26]. Choć do pogromu nie doszło, przesiąknięta wrogością atmosfera gęstniała[27].

Mit mordu rytualnego zapanował nad świadomością zbiorową. Uwalniał od wszelkich wątpliwości

W sobotę 11 sierpnia podczas nabożeństwa szabasowego w synagodze Kupa grupa chuliganów zaczęła obrzucać budynek kamieniami. W pewnym momencie ktoś z obecnych w synagodze dopadł jednego z wyrostków. Ten wyrwał się jednak i biegnąc w stronę pobliskiego bazaru krzyczał: „Ratunku, Żydzi chcieli mnie zamordować!”. Tym samym dał sygnał do rozpoczęcia antysemickich zamieszek. „Momentalnie rozniosła się po placu tzw. Tandety – czytamy w meldunku specjalnym MO – plotka o zamordowaniu już dwóch dzieci polskich dla celów rytualnych i tłum zaczął dokonywać samosąd na obecnych na placu Żydach”[28]. Przekupki na pobliskim placu przekazywały sobie makabryczne opowieści. Niektóre płakały i głośno zawodziły. Jedni mówili o dwojgu zamordowanych dzieciach, inni o 18, a nawet 80 ofiarach[29]. W tym czasie trzech żołnierzy wdarło się do synagogi, a po wyjściu z niej oznajmili zgromadzonemu tłumowi, że znaleźli zamordowane dziecko. Rozpoczęło się wyłapywanie i bicie Żydów, w tym kobiet i dzieci. Wedle niektórych szacunków tłum mógł liczyć nawet 1000 osób i „kilkanaście tysięcy biernych”[30]. Podobnie jak w Rzeszowie i później w Kielcach, kluczową rolę odegrali milicjanci, aktywnie biorąc udział w pogromie[31]. Zginęło prawdopodobnie pięć osób, kilkakrotnie więcej pobito[32].

Mit mordu rytualnego zapanował nad świadomością zbiorową. Uwalniał od wszelkich wątpliwości, jednocześnie podsuwając jednoznaczną definicję sytuacji: „Żydzi zabili dziecko”. W ten sposób narzucał określony normatywny porządek zachowań, obligował do działania: „bicia Żydów”, w imię obrony „naszych dzieci”. Podczas pogromu człowiek bijąc żydowską kobietę krzyczał: „Wy stare kurwy, jak was Hitler nie potrafił wykończyć, to my was wszystkich wykończymy. Na polskiej ziemi jesteście i mordujecie jeszcze polskie dzieci”[33]. Jeden z wielu milicjantów, biorących udział w pogromie, groził: „Ty parszywa żydowico, zamordowałaś dwoje polskich dzieci, zginiesz w więzieniu”[34].

Panowanie mitu nad społeczną wyobraźnią nie zakończyło się wraz z wygaśnięciem zamieszek. Po pogromie zaczęła rosnąć liczba świadków rzekomych dowodów rytualnego morderstwa, fabuła mitu wydłużała się, wzbogacała o nowe szczegóły. Rozpoczął się proces rozbudowy mitu o elementy mające go uprawomocnić. Kanwa opowieści nie ulegała przy tym poważniejszym zmianom, zmieniały się jedynie rekwizyty, liczba rzekomo zamordowanych dzieci itp. Skondensowany w formie plotki mit w czasie pogromu nie mówił wprost, w jakim celu Żydzi mieliby zabijać chrześcijańskie dzieci. Post factum dopisany został i ten element. Pojawiły się wypowiedzi otwarcie mówiące o wampiryzmie. W Niepołomicach funkcjonariusze straży kolejowej spotkanym dwóm Żydom powiedzieli: „Chcecie pić katolicką krew, to trzeba was sprzątnąć ze świata”[35].

To jest święta prawda

Dla niektórych mieszkańców Krakowa opowieść o zabiciu przez Żydów chrześcijańskich dzieci ujawniała prawdę definitywną. Potwierdzają to fragmenty prywatnych lisów przejętych przez Cenzurę Wojenną w sierpniu 1945 r.[36] List nr 1 z Krakowa: „U nas w mieście są potyczki z żydami, bo wyobraź sobie, że żydzi posunęli się do tego stopnia, że zabijają dzieci polskie na krew, a brali ich podstępem, aby im odnieśli walizki do bóżnicy. Płacili im po 100 zł, a wiesz, że dzieci są łakome na pieniądze, zwłaszcza chłopcy. Okazało się, że jeden był morowy dochodząc do bóżnicy usłyszał płacz dzieci i nie czekając na resztę z piątki zwiał i dał znać na milicję. Milicja została kilka trupów w piwnicy w bóżnicy. Momentalnie rozniosło się po całym mieście i Polacy, gdzie spotkali żyda to prali a na tandecie porozbijali im kramy”. List nr 2 z Brzeska: „Opiszę ci jeszcze jeden wypadek w Krakowie, który rozegrał się w dzielnicy, gdzie obecnie mieszkam. Od jakiegoś czasu ginęły dzieci aż 11.8 wyrwał się z rąk żydów 14-letni chłopiec, który miał podcięte żyły u ręki. Żydzi spuszczali krew z rąk i nóg katolickim dzieciom i na co? To okaże się w tych dniach. Były takie wypadki w Rzeszowie, ale prasa sprostowała, że to niemożliwe. Więc teraz wykryło się, że to jest święta prawda”. List nr 3 z Krakowa: „W Krakowie są rozruchy z żydami, że żydzi łapią małe dzieci i ściągają z nich krew dla żydów, którzy powracają z obozów”. List nr 4: „Znowu w Krakowie żydzi dużo polskich dzieci zabili i pili z nich krew. Polscy żołnierze dużo żydów pozabijali, no ich NKWD ochroniło”[37].

W biuletynie Cenzura zamieściła także fragmenty listów polskich Żydów. Tematem wszystkich jest strach. Przytoczona powyżej korespondencja ułatwia zrozumienie, co go wywoływało, odsłania kulisy antyżydowskiej trwogi.

Kim byli nadawcy opowieści o mordzie rytualnym? Nie jest łatwo odpowiedzieć na to pytanie; wszyscy słabo lub bardzo słabo znali język polski w piśmie, co pozwala wnosić, że ukończyli najwyżej kilka klas szkoły powszechnej. Wszyscy też bez cienia wahania wierzyli, że Żydzi zabijają polskie dzieci. Żaden z autorów listu nie użył zwrotu „jakoby”, „rzekomo”, „mówi się, że”, słowem – nie podał w wątpliwość tej informacji. Autor drugiego listu, jedyny na pewno czytający prasę, spotkał się z poglądami kwestionującymi autentyczność mordu rytualnego, o czym może świadczyć zdanie: „teraz już nikt nie zaprzeczy”, wszelako – jak widać – nawet lektura nie była w stanie zmienić jego poglądów. Jednak tylko jedna osoba miała mgliste wyobrażenie o motywach morderstwa. Dla niej sens zabijania nie był rytualny, lecz – powiedzmy – wzmacniający. Krew dzieci miała być rzekomo przeznaczona dla Żydów osłabionych pobytem w hitlerowskich obozach.

Jeśli wszyscy ci ludzie rzeczywiście wierzyli, że dzieci są porywane i następnie mordowane, to, czym dla nich był sam pogrom? W ich odczuciu zapewne aktem zemsty, ale być może także naturalnym odruchem zapewniania bezpieczeństwa najmłodszym, którym zagraża śmiertelne niebezpieczeństwo z rąk „Żydów-krwiopijców”. Innymi słowy, społeczna tolerancja dla użycia przemocy wobec Żydów mogła wynikać z faktu społecznego, jakim była wiara, że z ich strony grozi dzieciom cierpienie i śmierć. Paradoksalnie, w ten sposób troska o nie łączyłaby się z nienawiścią etniczną i być może właśnie to połączenie spowodowało, że siła niekontrolowanej agresji skierowanej wobec Żydów była tak wielka.

Na marginesie: społeczny mandat dla użycia przemocy wobec ludności żydowskiej nie wynikał tylko z tego, że część Polaków wierzyła, że Żydzi mordują im dzieci. Kluczową sprawą dla zrozumienia genezy i przebiegu wszystkich powojennych pogromów był udział w nich milicji i wojska. Jak zwracają uwagę psychologowie społeczni, użycie przemocy przez uprawnione do tego, oficjalne formacje i instytucje zwykle jest uważane przez ludzi za prawomocne[38]. Dlatego udział mundurowych w pogromie zachęcał do współuczestnictwa, a nawet najbardziej odrażające akty przemocy z ich strony podczas pogromów krakowskiego i kieleckiego zyskiwały społeczną akceptację, a nawet aplauz.

Pocztą, telefonicznie, z ust do ust

Przytoczone listy mówią nam, jak przebiegała transmisja „świętej prawdy” mitu. Pocztą, ale także drogą ustną szybko stała się prawdą nieomal ogólnopolską. Latem i jesienią 1945 r. Polacy przemieszczali się jak nigdy wcześniej w swojej historii. Na dworcach kolejowych koczowały tysiące ludzi, pociągi były zapchane do granic możliwości. Do masowych interakcji dochodziło także na popularnych wówczas placach i halach targowych takich jak krakowska Tandeta, plac Grunwaldzki we Wrocławiu, targowiska przy ulicy Lubartowskiej i Świętoduskiej w Lublinie, warszawskie hale. W tych warunkach „zarażenie” mitem mogło postępować błyskawicznie. Per analogiam możemy przypuszczać, że swój udział mieli w tym również niektórzy milicjanci. Bezpośrednio po pogromie krakowskim do „prób wywołania rozruchów” doszło w Dębicy, Miechowie, Słomnikach, Wieliczce, Nowym Targu, Tarnowie i w Zakopanem[39]. Praktycznie cała Galicja została „zainfekowana”.

W początkach września 1945 r. w samochodzie ciężarowym przewożącym ludzi z Katowic do Sosnowca trzydziestopięcioletnia kobieta głośno mówiła: „Żydzi nie pracują lecz wysysają krew narodu, trzeba ich z powrotem powsadzać do Majdanku i Oświęcimia, jak robili to Niemcy, w Krakowie mordowali dzieci, w Katowicach też już zamordowali parę dzieci”. Podczas przesłuchania przez oficerów Urzędu Bezpieczeństwa powiedziała: „Ja bym z żydów pasy darła”[40]. Możemy podejrzewać, że mit trafił także na Śląsk, aczkolwiek nie dysponujemy informacjami, by wywołał tam jakiekolwiek zaburzenia społeczne, podobne do tych, do których doszło w położonym między Krakowem a Sosnowcem Olkuszu. „Duże poruszenie i żywą reakcję – czytamy w sprawozdaniu starosty powiatowego w tym mieście – dało się zauważyć w społeczeństwie w związku z wypadkami krakowskimi. Ludność tut. jest głęboko przekonana o prawdziwości wydarzeń, dlatego dało się zauważyć pogłębienie nurtującej nienawiści do żydów”[41].

Podobne przekazy mamy z północnego Mazowsza, ściślej z Płocka. Tam dodatkowo atmosferę podgrzała próba porwania dziecka. Podobne grożące wybuchem nastroje panowały w Częstochowie i Lublinie. W tym pierwszym mieście jeszcze w sierpniu 1945 r. „pewnej kobicie zaginęło dziecko. Poszła wersja, że żydzi zamordowali”. Choć po kilku godzinach się odnalazło, to jednak przez jeszcze kilka następnych dni pogrom wisiał w powietrzu[42]. W sposób pełen niedomówień pisał o tym także, wychodzący w Częstochowie, „Głos Narodu”[43]. O próbie wywołania zamieszek w Lublinie również wiemy bardzo mało. Wydaje się, że zaczęły się zgodnie z krakowskim scenariuszem, także aktorzy i scena były podobne.

Kluczową sprawą dla zrozumienia genezy i przebiegu wszystkich powojennych pogromów był udział w nich milicji i wojska

Za prolog możemy uznać zaginięcie czternastoletniej Zofii Niemczyńskiej 17 października 1945 r. Jej ojciec zgłosił ten fakt milicji (sic!). Następnego dnia po lubelskiej Tandecie, targowisku przy Lubartowskiej, zaczęła krążyć plotka jakoby „Żydzi uprowadzili dziewczynkę, aby ją następnie zamordować do celów rytualnych”. Zebrał się tłum, składający się prawdopodobnie z tamtejszych handlarzy, którzy usiłowali wedrzeć się do mieszkań zajmowanych przez ludność żydowską. Na jakim etapie udało się zapanować nad tłumem, źródła milczą. Dopiero po pięciu dniach „Sztandar Ludu” typowym dla ówczesnej propagandy językiem „walki z prowokacją reakcji” doniósł o wydarzeniach. Jednocześnie poinformował, że dziewczynka uciekła z domu, ponieważ bała się ojca niezadowolonego z jej wyników w nauce[44]. Mit żył jednak dalej, choć znane nam sygnały świadczące o jego obecności są o pięć miesięcy późniejsze.

W połowie czerwca 1946 r. w Częstochowie „niezadowoleniu o charakterze antysemickim”, związanemu z obsadzaniem stanowisk państwowych przez osoby pochodzenia żydowskiego, towarzyszyć miały plotki o „wymordowaniu dzieci” we Wrocławiu[45]. Jak się zdaje, Częstochowa szybko zaczęła żyć lokalnym morderstwem dziecka. „Pewien konkretny punkt zaczepienia – raportował prezydent miasta – dla agitacji antyżydowskiej stanowi fakt znalezienia w dniu 18 czerwca br. w dołach cegielni Helmana przy ul. Kościelnej zwłok 15-letniej Krystyny Woźniak, która została uduszona i wrzucona do glinianek. Pod zarzutem popełnienia morderstwa na osobie tej dziewczynki został aresztowany Chil Teper, krawiec, zam. przy ul. Al. Wolności Nr 16, który został przekazany władzom prokuratorskim i osadzony w więzieniu. Sekcja zwłok nie stwierdziła ani defloracji ani też innych uszkodzeń ciała poza oznakami uduszenia”[46]. Kolejne oskarżenie Żyda o morderstwo dziecka nie było zapewne przypadkowe; świadczy o przenikających aparat milicyjny i prokuratorski antysemickich uprzedzeniach. Jakie reakcje społeczne towarzyszyły „odkryciu”? Czy informacje o morderstwie dotarły do Kielc? Wreszcie – jaki przebieg miało i jakimi wnioskami zakończyło się śledztwo w sprawie o zabójstwo Krystyny Woźniak? – na te pytania muszą znaleźć odpowiedź dalsze badania.

Synu, byłeś u Żydów

W sąsiadującym z regionem częstochowskim województwie kieleckim w początkach lipca 1946 r. krążyły „wręcz fantastyczne pogłoski” „jakoby żołnierze radzieccy, idące do pierwszej Komunii dziewczęta nadziewali na bagnety”[47]. Nie wiemy, czy plotka była wymysłem konspiracyjnego propagandzisty, czy przeciwnie – stanowiła autentyczny wyraz przekonań przynajmniej jakiejś części mieszkańców kielecczyzny. To drugie byłoby dowodem narastania napięcia lękowego, którego jednym z objawów był zbiorowy niepokój o bezpieczeństwo najmłodszych, być może podsycony jeszcze doniesieniami z Częstochowy.

Powojenna nienawiść wobec Żydów karmiła się nie tylko wiarą, że porywają oni i mordują „chrześcijańskie dzieci”. Urojenia o porwaniach współtworzyły z innymi wyobrażeniami społecznymi obraz żydowskiego zagrożenia. Dlatego bardziej uprawnione jest mówienie o całym kompleksie uprzedzeń i zaszłości. By je wymienić, oddajmy głos porucznikowi Srokowskiemu, funkcjonariuszowi Wojewódzkiego UB w Kielcach. W październiku 1945 r. raportował on: „Na ogół stosunek społeczeństwa do ludności żydowskiej jest nacechowany nieprzychylnością […]. Nieprzychylność ta i stosunek negatywny wyrażają się w utyskiwaniu i podkreślaniu faktów zajmowania przez Żydów wysokich stanowisk w administracji Państwa. Szeroko są między ludnością polską kolportowane pogłoski o rzekomo olbrzymich subsydiach, z których korzystają Żydzi ze strony Państwa. Oprócz tego fakt obejmowania przez Żydów swych przedwojennych nieruchomości wywołuje wśród ludności pewien rodzaj niechęci”[48].

Na narastanie wrogości wobec ludności żydowskiej mogły mieć wpływ także zaginięcia dzieci. W czerwcu 1946 r. zaginęła czteroletnia dziewczynka[49]. Takich przypadków było więcej, co potwierdzają tak relacje świadków[50], jak i zeznania posterunkowego MO Antoniego Kręglickiego. Jego zdaniem, w ciągu dwóch miesięcy do lipca zaginęła aż trójka dzieci[51]. Mając to w pamięci, kolejne doniesienie posterunkowy potraktował śmiertelnie poważnie. Legło ono u genezy pogromu w Kielcach.

1 lipca 1946 r. nie wrócił do domu dziewięcioletni Henryk Błaszczyk, syn Walentego, szewca. Nie poinformowawszy nikogo, wyjechał do mieszkających na wsi znajomych. W tym czasie rodzice rozpoczęli poszukiwania, rozlepili na murach trzy ogłoszenia oraz ogłosili w jednym z kościołów o zaginięciu syna[52]. Sprawa zaginięcia dziecka stawała się coraz bardziej powszechnie znana. Po dwóch dniach chłopiec nieoczekiwanie powrócił. 3 lipca wieczorem ojciec pojawił się na komisariacie MO przy ul. Sienkiewicza twierdząc, że chłopca przez trzy dni przetrzymywali Żydzi, jednak udało mu się zbiec. Poinstruował też syna: „Pamiętaj synu, jakby się ktoś ciebie pytał, to powiesz, że byłeś u Żydów, siedziałeś w piwnicy i żydowskie dziecko cię uwolniło, otworzyło okno i cię uwolniło”[53].

Społeczna tolerancja dla użycia przemocy wobec Żydów mogła wynikać z wiary, że katolickim dzieciom grożą cierpienie i śmierć

Rano 4 lipca poszli razem na komisariat MO. Stamtąd wraz z aż 14 milicjantami udali się w stronę domu zamieszkałego przez kieleckich Żydów, przy ul. Planty 7/9, gdzie mieścił się Komitet Żydowski. Tam już od rana gromadzili się ludzie, początkowo głównie kobiety. Ponieważ po drodze milicjanci rozpowiadali, że idą szukać zamordowanych dzieci, tłum narastał. Rosło też podniecenie i agresja wśród zgromadzonych. Atmosferę podgrzewały opowieści, jakoby Żydzi „zamordowali polskie dzieci”. Mówiono o kilkunastu ofiarach. Jak zeznała w śledztwie ostatecznie skazana na karę śmierci za podżeganie do mordowania Antonina Biskupska, feralnego dnia spotkała kobietę, która powiedziała jej, że znaleziono „pomordowane dzieci przez Żydów – że mają ręce i nogi połamane. Mówiła ona, że ma być zabitych czworo dzieci polskich «na krew» i że ciała ich leżą na Plantach. Potem kobieta poszła dalej ulicą i załamując ręce wołała: «Ojej! Ojej! Pomordowane nasze polskie dzieci»”. Następnie Biskupska wraz z sąsiadką poszły na Planty „oglądać te dzieci”.

Nie ma podstaw, by nie wierzyć tym zeznaniom. Te kobiety na pewno wierzyły, że Żydzi zabili. Nie powinno więc poniekąd dziwić, że gdy Biskupska usłyszała jeszcze, iż „jedno dziecko jeszcze ciepłe, oraz że dzieci pomordowane są w piwnicy, później że na placu, a później, że pozalewane wapnem, aby nie było śladu” – zaczęła krzyczeć: „Precz z Żydami! Oni nasze dzieci mordują! Oni nam niepotrzebni!”.[54] Wiara w mit, uprawomocniona doniesieniami o rzekomym zbiorowym mordzie na dzieciach, stworzyła ontologiczny przymus, mobilizowała do zabijania.

Psychologiczna bariera dzieląca słowną agresję od fizycznego gwałtu pękła po przybyciu oddziałów Korpusu Bezpieczeństwa Wewnętrznego i milicji. Żołnierze pierwsi wkroczyli do domu przy Plantach. Rozpoczęli pogrom, podczas którego nastąpił swoisty „podział pracy”. W domu rządzili wojskowi i milicjanci, którzy rabowali, bili, strzelali do bezbronnych. Strzałem w plecy zabity został dr Seweryn Kahane, przewodniczący Komitetu Żydowskiego. Pozostałych mieszkańców wyprowadzali na zewnątrz budynku, gdzie panował już tłum obojga płci, składających się, w nieznanych (pewnie zmieniających się) proporcjach, z cywilów i mundurowych. Niektóre ofiary, w tym również kobiety, wyrzucano z drugiego piętra na bruk. W ten sposób w ciągu pół godziny zamordowano kilkanaście osób, wiele w sposób bestialski. Rannych dobijano czym popadło: deskami, kamieniami. Łącznie w Kielcach zginęły 42 osoby, w tym trzech Polaków.

O wybuchu pogromu, rozmiarach agresji i przemocy skierowanej wobec Żydów zadecydowały trzy czynniki: udział wojska i milicji, rabunek oraz mit mordu rytualnego. Kolejne oddziały żołnierzy i podoficerów, wysłane, by spacyfikować tłum, bądź – w najlepszym razie – mieszały się z nim, powiększając w ten sposób grupę gapiów, bądź przyłączały się do napastników. Grabież stanowiła jeden z dwóch najważniejszych motywów pogromu. Mit był drugim. Okrzykiem „Żydzi pomordowali polskie dzieci!” przez cały czas zagrzewano do bicia i zabijania. Mit mordu rytualnego wywołał pogrom, stanowił jego paliwo, które błyskawicznie rozlało się po całych Kielcach. Jeden ze świadków wydarzeń, Rachela Grunglas, wspominała: „Żołnierze, którzy otaczali budynek, kazali nam wejść do sąsiedniej cukierni, ażeby przeczekać, albowiem nie rozpoznali we mnie Żydówki i wobec tego udałam się do cukierni, gdzie na moje pytanie odpowiedzieli mi, że Żydzi zabili 12 dzieci polskich, co opowiadał chłopiec, który się z piwnicy jedyny uratował. Nadto Żydzi zabili oficera oraz dziecko jego, które znaleziono w piwnicy i dlatego Żydów wojsko również szuka i strzela”[55]. Świadek zajść na kieleckim dworcu kolejowym zapamiętał: „Tłum był niesamowicie rozwścieczony i histerycznie wykrzykiwał «Żydzi pomordowali w piwnicach nasze niewinne polskie dzieci, a krew wzięli na mace»”[56].

Słusznie należy im się zaistniały mord w Kielcach

Pogrom kielecki okazał się największym triumfem mitu mordu rytualnego w historii Polski. „Zapał pogromowy – jak pisał Stanisław Ossowski – sięgnął aż poza granice miasta”[57]. Do położonego niedaleko od Kielc Piekoszowa mit dotarł pociągiem tego samego dnia. „W pociągu rozeszła się wiadomość, że w Kielcach zamordowali Żydzi 10 dzieci, przy tym krzyczano: wyrzucać z wagonów Żydów i mordować, gdyż w Kielcach mordują Żydów”[58]. Wieści przekazywano sobie również drogą telefoniczną, przede wszystkim za sprawą alarmowych połączeń milicji. Inaczej nie można wytłumaczyć pojawienia się mitu w Kaliszu, około dwustu kilometrów na północny-zachód od Kielc, już 4 lipca, czyli w dniu pogromu. Drugą przesłanką prowadzącą do wniosku o „milicyjnym łańcuszku” jest czystka, jaką post factum przeprowadzono w kaliskiej MO. Objęła ona aż 110 funkcjonariuszy posądzanych o antysemityzm, z których część została usunięta ze służby, część przesunięta na inne stanowiska[59].

O wydarzeniach, jakie rozegrały się w Kaliszu, także niewiele wiemy. Możemy domniemywać, iż milicjanci, usłyszawszy od kolegów z Kielc, że biją Żydów, postanowili pójść ich śladem. Rozpuścili plotkę o zaginięciu chłopca. Przekazywana z ust do ust opowieść zaczęła się przepoczwarzać. Pojawiały się nowe wersje mitu z coraz większą liczbą ofiar – nawet 24. Jednak rzekomo „dzięki spokojnej postawie tłumu i – jak pisali w sprawozdaniu z Kalisza wysłani tam instruktorzy PPR – dzięki perswazji statecznych obywateli, do ekscesów żadnych nie doszło”[60].

Plotka o mordzie rytualnym szerzyła się w wielu regionach Polski, jednak wyjątkowe podniecenie ogarnęło mieszkańców województwa kieleckiego. Tam niebezpieczeństwo wybuchów pogromów było bodaj największe. W Ostrowcu Świętokrzyskim, do którego wiadomość o pogromie kieleckim dotarła już 4 lipca, nosicielami mitu byli milicjanci oraz nowe mieszczaństwo: restaurator i lodziarz[61]. O „błyskawicznym” przekazywaniu mitu donoszono z Pińczowa[62]. W Sandomierzu „ludność” miała mówić, że „żydzi rzeczywiście zamordowali kilka dzieci polskich i słusznie należy im się zaistniały mord w Kielcach”. W doniesieniu z tego miasta zwracano jednak uwagę, że „na ogół kończy się ta propaganda na pustych słowach. Nie zauważono nigdzie chęci zemsty na Żydach”[63]. Inaczej było w Jędrzejowie, gdzie wieści z Kielc wywołały silne wzburzenie społeczne. Dodatkowo 12 lipca miasto obiegła plotka o przybyciu tam w najbliższym czasie kilku tysięcy Żydów z ZSRR. Społeczność zareagowała histerycznie: „rozgoryczenie, rwetes, podniecenie, nerwowość, stan zapalny”[64].

Silne objawy zbiorowej psychozy lękowej wystąpiły także w Częstochowie, w której nastroje antyżydowskie nabrzmiewały od pogromu krakowskiego. W lipcu 1946 r. myślenie magiczne wylało się wręcz na ulice miasta, głównie jednak dzielnic zamieszkałych przez ludzi o niskim statusie materialnym. 6 lipca w dzielnicy Stradom zgromadził się tłum podekscytowany domniemanym zamordowaniem dziecka przez Żydów. Oddział milicjantów przeszukał miejsce, gdzie rzekomo miały leżeć zwłoki, następnie zmusił ludzi do rozejścia się. Dzień później w zamieszkałej przez biedotę dzielnicy Zacisze część mieszkańców wyszła na ulice wzburzona plotką o znalezieniu w zbożu zwłok dziewczynki. Mało nie doszło do linczu na idącym do fabryki robotniku „podobnym do żyda”. Tłum został rozproszony przez funkcjonariuszy MO i UB, którzy wcześniej przeszukali całe pole, gdzie jednak nic nie znaleźli.

Pogrom kielecki okazał się największym triumfem mitu mordu rytualnego w historii Polski

Tego samego dnia tym razem w śródmieściu miasta zgromadzenie wywołał mężczyzna prowadzący dziecko i częstujący je cukierkami. Uciekł, zapewne widząc, że sytuacja staje się groźna. Tłum rozpędziła milicja[65]. Tydzień później, 15 lipca, Kazimierz Śpiewak wyszedł ze swoim bratankiem na spacer ulicą Złotą (w dzielnicy Zawodzie, zamieszkałej w dużej mierze przez ludzi marginesu społecznego). W jednym dokumencie mowa jest, iż „został zaatakowany przez ludność cywilną i posądzony jako żyd uprowadzający polskie dziecko”[66]; w innym, „ponieważ był inteligentnie ubrany w okularach, ludność wzięła go za żyda”. „Zdziwiony tłum rozszedł się”, po uprzednim wylegitymowaniu mężczyzny przez milicjantów[67]. Ponieważ atmosfera pogromowa narastała, władze wysłały na miasto patrole wojska w pełnym rynsztunku bojowym.

W lipcu 1946 r. w nieodległym od Częstochowy Janowie również doszło do paniki wywołanej plotką, jakoby Żydzi zasadzili się na dzieci w pobliskim lesie. Referenci gminni „podnieconą już ludność uspokoili i doprowadzili do normalnego stanu”[68]. W Radomiu: „Fakt pogromu Żydów w Kielcach spotkał się z moralną aprobatą wielu grup naszego społeczeństwa. Ogólnie panowało zdanie, że miał miejsce rzeczywiście mord rytualny. Przekonanie to zapanowało nie tylko wśród bezpartyjnych, lecz nawet niektórzy członkowie partii robotniczych dali się opanować zbiorowej psychozie. Nie zagrażały mimo to w mieście żadne zamieszki na tym tle”[69].

Antyżydowska trwoga swoim zasięgiem objęła także tereny Mazowsza. Do antysemickich ekscesów miało rzekomo dojść w: Ciechanowie, Siedlcach, Ostrowi Mazowieckiej, Świdrze oraz w Warszawie. Brak bliższych informacji uniemożliwia odpowiedź na pytanie, czy znów iskrą zapalną okazał się mit. Bodaj najbardziej nabrzmiała atmosfera panowała w Otwocku. W tym mieście kilka dni po pogromie kieleckim rozeszła się wiadomość o zaginięciu polskiego dziecka. Wybuchowi zbiorowej nienawiści zapobiegła interwencja szefa Wojewódzkiego UB. Ponoć udało się też wyjaśnić powód zaginięcia dziecka[70] – nie jest jasne, czy był nim przypadek, czy celowe ukrycie. W sprawozdaniu przeznaczonym dla Centralnego Komitetu Żydów Polskich zwracano uwagę na próby wywołania w wielu miastach rozruchów za pomocą „kieleckiego środka”: chowania dzieci i szukania ich w domach zamieszkałych przez ludność żydowską. Do takich prób miało dojść m.in. w: Krakowie (cztery razy), Bytomiu, Białymstoku, Szczecinie, Bielawie i w Otwocku.

Jesienią 1946 r. odnotowane w źródłach oznaki wiary w mit zaczęły słabnąć. Wystarczyło jednak, że znaleziono zwłoki dziecka, jak to się stało w Legnicy w październiku 1946 r., by znów pojawiły się oskarżenia o mord rytualny. Reakcja wojsk radzieckich stacjonujących w tym mieście oraz Powiatowego UB zapobiegła pogromowi[71]. Jedno z ostatnich powojennych świadectw obecności mitu w myśleniu potocznym pochodzi z marca 1948 r. Julia Brystygier, dyrektor Departamentu V w MBP, przesłała wówczas wszystkim wojewódzkim UBP w kraju Instrukcję, w której pisała: „W związku z nadchodzącymi świętami Wielkiejnocy wrogie elementy próbują siać zamęt wśród społeczeństwa polskiego i o «mordach rytualnych». Fakt taki miał miejsce ostatnio na terenie województwa kieleckiego we Włoszczowie”. Instruowała też, co należy robić w takich sytuacjach, polecając m.in: „o wszelkich wystąpieniach antysemickich niezwłocznie meldować MBP”[72]. MBP nie zostało zalane w 1948 r. falą meldunków o „zamęcie” wywołanym opowieściami o mordzie rytualnym. Następne znane doniesienia pochodzą z 1949 r. – co charakterystyczne – z Częstochowy i Krakowa. Wiara w wampiryzm Żydów pojawiała się jeszcze w polskim społeczeństwie, ale prawdziwa gorączka mitu mordu rytualnego dobiegła końca.

Tekst ukazał się w miesięczniku „Więź” nr 10/2007.


Marcin Zaremba – ur. 1966, historyk, badacz dziejów najnowszej historii Polski, pracownik Instytutu Studiów Politycznych PAN i Instytutu Historii Uniwersytetu Warszawskiego. Autor m.in. książki „Wielka trwoga: Polska 1944–1947: ludowa reakcja na kryzys”.


[1] Tekst ukazał się też w piśmie „Kultura i Społeczeństwo”.
[2] Jan T. Gross, „Fear. Anti-Semitism in Poland after Auschwitz”, Princeton 2006, s. 245-246.
[3] Wyjątek stanowi praca Anny Cichopek, która mitowi mordu rytualnego przypisała kluczowe znaczenie w genezie pogromu w Krakowie („Pogrom Żydów w Krakowie 11 sierpnia 1945”, Warszawa 2000).
[4] Wyjątek stanowią wydarzenia w Parczewie, gdzie jednak doszło do zbrojnego zajazdu, nie zaś pogromu.
[5] „Dziewiąte sprawozdanie z działalności za miesiąc marzec 1945”, Archiwum Akt Nowych (dalej AAN), Ministerstwo Informacji i Propagandy (dalej MIP), sygn. 753, k. 5.
[6] Zob. „Trzecie sprawozdanie z działalności Referatu dla Spraw Pomocy Ludności Żydowskiej przy Prezydium Polskiego Komitetu Wyzwolenia Narodowego (za okres od 18.09. do 10.10.1944 r.)”, w: „Antyżydowskie wydarzenia kieleckie 4 lipca 1946 roku. Dokumenty i materiały”, t. 2, oprac. Stanisław Meducki, Kielce 1994, s. 20; „Ósme sprawozdanie z działalności/za miesiąc luty 1945 r.”, AAN, Ministerstwo Pracy i Opieki Społecznej, 335, k. 56.
[7] „Meldunek Kaprala MO Jana Łukasza do Kierownika Referatu Śledczego MO, Rzeszów 12 VI 1945”, Akta sprawy Bronisławy Mendoń, Archiwum Instytutu Pamięci Narodowe w Rzeszowie (dalej AIPN-Rz), 062/5, k. 3.
[8] „Rozruchy w Rzeszowie. Relacja Jonasa Landesmanna”, Archiwum Żydowskiego Instytutu Historycznego (dalej AŻIH), 301/1581, brak paginacji.
[9] Zob. „Akta sprawy Bronisławy Mendoń”, AIPN-Rz, 062/5, brak paginacji.
[10] „Rozruchy w Rzeszowie…”, akta cyt.
[11] M.in.: „NKWD o Polsce i Polakach. Rekonesans archiwalny”, red. Wojciech Materski, Andrzej Paczkowski, Warszawa 1996; „Teczka specjalna J. W. Stalina. Raporty NKWD z Polski 1944-1946”, wyb. i oprac. Tatiana Cariewskaja, Andrzej Chmielarz, A. Paczkowski, Ewa Rosowska, Szymon Rudnicki, Warszawa 1998. Na brak dowodów spisku wskazuje również prokurator Krzysztof Falkiewicz w postanowieniu o umorzeniu śledztwa w sprawie pogromu kieleckiego („Wokół pogromu kieleckiego”, red. Łukasz Kamiński, Jan Żaryn, Warszawa 2006, s. 471, 472).
[12] „Sprawozdanie w sprawie wypadków zaszłych w dniu 12 czerwca 1945 r.”, AŻIH, 301/1320, brak paginacji.
[13] „Meldunek specjalny o sytuacji w terenie Głównego Zarządu Pol. Wych. WP”, 22 VI 1945, Centralne Archiwum Wojskowe (dalej CAW), Główny Zarząd Polityczny (dalej GZP), III.2.204, k. 389, 390.
[14] „Sprawozdanie w sprawie wypadków…”, dok. cyt.
[15] „Meldunek specjalny kierownika Sekcji VII Wojewódzkiego Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego w Rzeszowie o eskalacji nastrojów antysemickich w tym mieście złożony kierownikowi rzeszowskiego urzędu”, Rzeszów, 12 VI 1945 r., w: „Rok pierwszy, Powstanie i działalność aparatu bezpieczeństwa publicznego na rzeszowszczyźnie (sierpień 1944-lipiec 1945)”, wyb. i oprac. Dariusz Iwaneczko, Zbigniew Nawrocki, Rzeszów 2005, s. 600.
[16] Tamże.
[17] „Dziennik Rzeszowski” z 13.06.1945.
[18]„Sprawozdanie w sprawie wypadków…”, dok. cyt.
[19] „Rozruchy w Rzeszowie…”, dok. cyt.
[20] Tamże.
[21] Hugo Steinhaus, „Wspomnienia i zapiski”, Wrocław 2002, s. 324.
[22] Jacek Kuroń, „Wiara i wina. Do i od komunizmu”, Londyn 1989, s. 23.
[23] „Źródła i podłości zajść sobotnich w Krakowie”, „Dziennik Polski” z 16.08.1945, za: Julian Kwiek, „Wydarzenia antyżydowskie 11 sierpnia 1945 r. w Krakowie. Dokumenty”, „Biuletyn Żydowskiego Instytutu Historycznego” 2000 nr 1, s. 89.
[24] „Aneksy. Akt oskarżenia przeciwko 25 uczestnikom pogromu w dniu 11 sierpnia, 5 IX 1945 r.”, w: A. Cichopek, dz. cyt., s. 202.
[25] A. Cichopek, dz. cyt., s. 67.
[26] „Raport Komendy Wojewódzkiej MO w Krakowie od dnia 15 VII do 1 VIII 1945”, AIPN, Komenda Główna Milicji Obywatelskiej (dalej KG MO), 35/879, k. 46.
[27] Więcej na ten temat: A. Cichopek, dz. cyt., s. 53-66.
[28] „Meldunek specjalny Zastępcy Wojewódzkiego Komendanta MO do Spraw Polityczno-Wychowawczych”, Kraków, 15 VIII 1945, AIPN, KG MO, 35/878, k. 1.
[29] A. Cichopek, dz. cyt., s. 70.
[30] „Sprawozdanie KW PPR w Krakowie dotyczące oceny sytuacji na terenie województwa krakowskiego”, 30 VIII 1945, w: J. Kwiek, dz. cyt., s. 86.
[31] „II Komisariat MO zaalarmowany ekscesami nie dopisał w zupełności. Część milicjantów nie zareagowała natychmiast, lecz wprost przeciwnie wzięli udział w ekscesach” („Meldunek specjalny…”, dok. cyt.).
[32] Więcej na temat pogromu: A. Cichopek, dz. cyt. Zob. też dwa dokumenty na ten temat (nr 108 i 113) w: „Teczka specjalna…”, dz. cyt.
[33] „Aneksy. Akt oskarżenia…”, w: A. Cichopek, dz. cyt., s. 206.
[34] Tamże, s. 208.
[35] „Sprawozdanie Centralnego Komitetu Żydów w Polsce dotyczące zajść antyżydowskich…”, dok. cyt., s. 79.
[36] Na podstawie prywatnej korespondencji, przechwytywanej w urzędach pocztowych, Cenzura Wojenna przygotowywała biuletyny, na które składały się fragmenty prywatnej korespondencji. Następnie biuletyny te trafiały na biurka kilku osób z kierownictwa PPR. Niestety, to doskonałe źródło do poznania społecznych opinii zachowało się w stanie szczątkowym.
[37] „Specjalne doniesienie dot. zajść antyżydowskich w Krakowie”, 12 września 1945, AIPN, MBP 3378, k. 87, 88.
[38] Dane Archer, Rosemary Gartner, „Ofiary czasów pokoju: wpływ wojny na stosowanie przemocy przez osoby nie biorące udziału w wojnie”, w: „Człowiek istota społeczna. Wybór tekstów”, red. Elliot Aronson, Warszawa 2002, s. 389-403.
[39] „Meldunek specjalny Zastępcy Wojewódzkiego…”, dok. cyt., k. 3.
[40] „Sprawozdanie dekadowe za czas od 11 IX do 20 IX 1945 r.”, Wojewódzki Urząd Bezpieczeństwa w Katowicach, AIPN, MBP 311, k. 11.
[41] „Sprawozdanie sytuacyjne miesięczne starosty powiatowego w Olkuszu”, 7 IX 1945, Archiwum Państwowe w Kielcach, Urząd Wojewódzki II 1338, k. 82.
[42] „Sprawozdanie z wyjazdu służbowego ob. W. Śliwińskiego do woj. Kieleckiego dla przeprowadzenia akcji informacyjno-propagandowej, mającej na celu zapobieżenie ekscesom antyżydowskim”, AAN, Ministerstwo Informacji i Propagandy 79, k. 57.
[43] „[…] pogłoski, które powtarzane z ust do ust przez ludzi głupich i złej woli, stwarzają nadzwyczaj podatne do wszelkich ekscesów i zaburzeń ulicznych” („Głos Narodu” z 18.08.1945).
[44] „Zdemaskowana prowokacja lubelskich naśladowców Hitlera”, „Sztandar Ludu” z 23.10.1945.
[45] „Protokół XV Konferencji Kierowników Oddziałów Informacji i Propagandy”, 18 VI 1946, AP w Kielcach, Wojewódzki Urząd Informacji i Propagandy (dalej WUIP), 4, k. 5.
[46] „Odruchy społeczeństwa częstochowskiego w związku z zajściami kieleckimi”, 9 VII 1946, AP w Kielcach, Urząd Wojewódzki w Kielcach II (dalej UW II), 1242, k. 3.
[47] „Uwagi do sprawozdania z dnia 4 VII 1946”, AAN, MIP, 79, k. 50.
[48] „Pismo Kierownika I-ego Wydziału Wojewódzkiego Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego w Kielcach por. Srokowskiego do Wojewody Kieleckiego”, 9 X 1945, AP w Kielcach, UW II, 1524, k. 41.
[49] „Eugeniusz Wiślicz-Iwańczyk. Wspomnienia”, w: „Antyżydowskie…”, dz. cyt., t. 2, s. 83.
[50] „Raport księdza kanonika Romana Zelka, proboszcza parafii katedralnej w Kielcach dla Kurii Diecezjalnej, dotyczący pogromu w dn. 4 lipca 1946 r.”, w: „Dzieje Żydów w Polsce 1944-1968. Teksty źródłowe”, oprac. Alina Cała, Helena Datner-Śpiewak, Warszawa 1997, .s. 53, 54.
[51] „Protokół przesłuchania świadka Antoniego Kręglickiego”, w: „Wokół…”, dz. cyt., s. 300.
[52] „Protokół przesłuchania świadka Walentego Błaszczyka”, w: „Antyżydowskie…”, dz. cyt., t. 1, oprac. S. Meducki, Zenon Wrona, Kielce 1992, s. 106, 108.
[53] „Ja byłem dziecko niewinne”, „Gazeta Wyborcza” z 4.07.1997.
[54] „Protokół przesłuchania Antoniny Biskupskiej”, w: „Antyżydowskie…”, dz. cyt., t. 1, s. 129, 130.
[55] „Protokół zeznania świadka pogromu w Kielcach, Racheli Grunglas”, w: „Dzieje…”, s. 46, 47.
[56] „Relacja świadka wydarzeń pogromowych w Kielcach”, tamże, s. 50, 51.
[57] Stanisław Ossowski, „Na tle wydarzeń kieleckich”, „Kuźnica” 1946 nr 55.
[58] „Protokół przesłuchania Józefa Sztarkmana”, w: „Antyżydowskie…”, dz. cyt., t. 1, s 135.
[59] „Sprawozdanie z pracy polityczno-wychowawczej w MO województwa poznańskiego za okres od 9 VII do 8 VIII 1946”, AIPN, KG MO 35/897, k. 47.
[60] „Sprawozdanie grupy trzech towarzyszy wysłanych przez Komitet Wojewódzki w Poznaniu do Kalisza 10 VII dla przeciwdziałania ewentualnym wystąpieniom antysemickim”, AAN, Bolesław Bierut – archiwum, 254/III-6, k. 77.
[61] „Sprawozdanie Centralnego Komitetu Żydów Polskich (CKŻP) oddział w Ostrowcu Świętokrzyskim”, AAN, PPR, 295/IX-408, k. 44-46.
[62] Zob. „Antyżydowskie…”, dz. cyt., t. 2, s. 147-151.
[63] „Sprawozdanie Powiatowego Oddziału Informacji i Propagandy w Sandomierzu”, tamże, s. 144.
[64] „Pismo Kierownika Powiatowego Oddziału Informacji i Propagandy”, tamże, s. 146.
[65] „Raport dekadowy za okres od 30 VII do 10 VII 1946”, MUBP w Częstochowie, AIPN w Katowicach, ka 011/38, k. 190.
[66] „Telefonogram z WUBP – Kielce”, 17 VII 1946, AIPN, MBP, 731, k. 15.
[67] „Raport dekadowy za okres od 7 VII do 17 VII 1946”, MUBP w Częstochowie, AIPN, ka 011/38, k. 202.
[68] Tamże, k. 197.
[69] „Sprawozdanie miesięczne Miejskiego Oddziału Informacji i Propagandy w Radomiu za miesiąc lipiec 1946 r.”, w: „Antyżydowskie…”, dz. cyt., t. 2, s. 151-152.
[70] Tamże.
[71] „Sprawozdanie z działalności Centralnej Komisji Specjalnej przy Centralnym Komitecie Żydów w Polsce”, 30 maja 1947, AŻIH, CKŻP, KS, 303/XVIII/40, brak paginacji.
[72] „Instrukcja nr 15”, 11 III 1948, AIPN, 1206/75 t. 1, brak paginacji.


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com


Tom Friedman Column Is So Wrong It’s Funny

Tom Friedman Column Is So Wrong It’s Funny

Ira Stoll


New York Times columnist Thomas Friedman. Photo: Charles Haynes via Wikimedia Commons.

So wrong it’

That’s one way to to describe the latest column from Tom Friedman in the New York Times, which appears under the apocalyptic headline, “The Israel We Knew Is Gone.”

Wrong as in just plain factually inaccurate, to the point where a correction is warranted. Friedman claims, “You have not seen this play before, because no Israeli leader has ‘gone there’ before.” Writing about Bezalel Smotrich and Itamar Ben-Gvir, Friedman writes, “Netanyahu has increasingly sought over the years to leverage the energy of this illiberal Israeli constituency to win office, not unlike how Trump uses white nationalism, but Netanyahu never actually brought this radical element… into his ruling faction or cabinet.”

It isn’t actually true that Netanyahu “never actually brought this radical element…into his ruling faction or cabinet.” In fact, Smotrich was Minister of Transport in Netanyahu’s government from 2019 to 2020. The sky did not fall. Friedman doesn’t tell readers this, perhaps because it would undercut his thesis that “The Israel We Knew Is Gone.”

What makes it funny is that Friedman and the New York Times have been proclaiming the death of the Israel they supposedly once loved for forty years now. In the 1992 collection of essays With Friends Like These: The Jewish Critics of Israel, a chapter by Jerold Auerbach described Friedman in the early 1980s as watching “an Israel he had deeply believed in while in high school and college recede from gilded, heroic mythology to the shadows of bleak reality.” And, as Auerbach notes, Friedman’s disillusionment with Israel even predated the 1980s Lebanon War. “By the time he graduated from Brandeis University in 1975, he had already identified himself with the Palestinian national cause, with apologies for PLO terrorism, and with the single organization so reflexively critical of Israel that it quickly became a pariah group within the American Jewish Community.”

Friedman writes basically the same falsehood-riddled column after every major or minor news development in Israel. He predicts that this time this latest event — whatever it might be — is going to lead the world and American Jewry to shun Israel. Each time, Friedman’s fear turns out to be wrong. In 2017, for example, Friedman claimed, “the foundations of Israel’s long-term national security are cracking… Under the leadership of Prime Minister Bibi Netanyahu, Israel is … drawing a line between itself and the Jewish diaspora, particularly the U.S. Jewish community that has been so vital for Israel’s security, diplomatic standing and remarkable economic growth.” Five years on, Israel’s economic and diplomatic standing is stronger than ever, thanks to the Abraham Accords and to Netanyahu’s leadership, and Friedman looks foolish.

Other commentators have already made interesting additional substantive points responding to Friedman’s hysteria. For the Jewish News Syndicate, Jonathan Tobin noted that any gaps between Israel and American Jewry may be more attributable to assimilation among American Jews than any Israeli electoral outcome. “If Jews don’t care about being Jewish, then they aren’t going to be inclined to support Israel, no matter who is in its government,” Tobin writes.

Elliott Abrams, writing at his Pressure Points blog at the Council on Foreign Relations, advises, “hold off on the doomsday talk. Netanyahu is a known quantity as prime minister because he was Israel’s longest-serving prime minister ever. His party is by far the largest in his coalition and as his long record shows he is as canny a politician as Israel has produced. Moreover, he has in the main been pretty prudent as a leader, avoiding war and conflict whenever possible and watching carefully where the voters are. It is not at all to be assumed that the government will be under the thumb of Ben Gvir and or Smotrich.”

And Daniel Gordis, in a detailed rebuttal on Substack, takes on the “Fifth Column” issue.

Tom Friedman writes that “Netanyahu has been propelled into power by bedfellows who see Israeli Arab citizens as a fifth column who can’t be trusted,” intimating that Israeli Arabs are not a fifth column. Some are, some aren’t. In our podcast series, I’ve interviewed many Arab women and men who are quite the opposite. But if you live in the Negev, if you have farmland you can’t protect from Arabs in the south or the north, you’re fearful. If you’re a young Jewish Israeli woman afraid to walk in downtown Beer Sheva, you don’t think a “fifth column” is a ludicrous claim.

Ben-Gvir knows that. Friedman can dismiss it, but Israelis increasingly don’t. The left and center ignore the issue, and now, Israelis are ignoring them.

It’s ironic that the New York Times, which has taken in its news columns to calling Israeli Arabs “Palestinians,” is faulting Israeli Jews for expressing concern on this issue.

Gordis writes that he lacks Friedman’s “certainty… that things are going to be horrible,” and cautions that when it comes to Israel, “little about this place plays out as we expect.” Indeed, little about Israel turns out as Tom Friedman expects.

The main utility of Friedman these days is as a humor columnist. It’s actually a relief to read him with the knowledge that all the dire things he predicts: “profound effect on U.S.-Israel relations” or an erosion of “bipartisan support in Washington,” are figments of Friedman’s hyperactive imagination aimed at his far-left New York Times readers, rather than reflecting a nuanced understanding of Israeli reality.

Friedman’s been warning for 40 years that Likud governments and policies will undercut Israeli security. Israel is far more prosperous and secure now than it was when Friedman started issuing the warnings back in the 1980s, as Netanyahu drily put it in his recent autobiography, back when “newspapers…still wielded a powerful influence over public opinion.” That influence has eroded not only owing to technological trends but because readers have learned that columnists such as Friedman are not trustworthy.


Ira Stoll was managing editor of The Forward and North American editor of The Jerusalem Post. His media critique, a regular Algemeiner feature, can be found here.


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com


News From Israel- November 17, 2022

News From Israel- November 17, 2022

ILTV Israel News


The United States reportedly interfering with Israel’s coalition negotiations…

Iranian suicide drones used by Russia – discovered to be powered by Israeli-made tech…

And antiquities looters caught red-handed in the Bedouin city of Rahat.


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com


Mogą żyć, byle nie u nas… Propaganda NSZ wobec Żydów

„Szaniec”, czołowe pismo polityczne NSZ


Mogą żyć, byle nie u nas… Propaganda NSZ wobec Żydów

Szymon Rudnicki


Wojna nie zmieniła stosunku obozu narodowego do Żydów. Choć nie nawoływano bezpośrednio do ich zabijania, propaganda NSZ tworzyła sprzyjający temu klimat.


Już na początku października 1939 r. kierownictwo Obozu Narodowo-Radykalnego podjęło próbę odbudowy organizacji [1]. Jej trzon tworzyła tajna Organizacja Polska. Powołała ona do życia organizację wojskową – Związek Jaszczurczy. Zorganizowała wydział propagandy, a pierwszym i najważniejszym pismem był „Szaniec”, od którego całe środowisko określano mianem grupy „Szańca” [2].

Stronnictwo Narodowe weszło w czas wojny rozbite na dwie frakcje. Podczas gdy zasadniczy trzon stronnictwa powołał do życia Narodową Organizację Wojskową (NOW), druga grupa utworzyła Narodowo-Ludową Organizację Wojskową (NLOW).

Już w 1940 r. NLOW podjęła rozmowy o zjednoczeniu z grupą „Szańca”. Nie zakończyły się one wówczas sukcesem. W 1942 r. w NOW doszło do rozbicia na tle stosunku do scalenia z Armią Krajową. Zdaniem części dowódców NOW, groziło ono podporządkowaniem się politykom sanacyjnym. Stąd kilka okręgów NOW nie podporządkowało się swemu kierownictwu politycznemu i porozumiało z NLOW, powołując do życia kierownictwo polityczne – Tymczasową Komisję Rządzącą SN.

Porozumiano się z grupą „Szańca” co do stworzenia wspólnej struktury wojskowej i cywilnej oraz kierownictwa politycznego w postaci Tymczasowej Narodowej Rady Politycznej. Powołano do życia Narodowe Siły Zbrojne. Za formalną datę ich utworzenia uznaje się 20 września 1942 r. – datę wydania pierwszego rozkazu dowódcy nowej formacji. Obok organizacji wojskowej tworzono też struktury państwa podziemnego pod nazwą Służby Cywilnej Narodu. Według raportu dowództwa NSZ do Naczelnego Wodza w Londynie, 1 października 1943 r. organizacja liczyła 72 429 oficerów i żołnierzy [3].

Dominującą pozycję w NSZ stopniowo zdobywał ONR

Dominującą pozycję w NSZ stopniowo zdobywał ONR. Przez cały czas na NSZ silnie naciskał rząd londyński i dowództwo AK, dążące do scalenia wszystkich organizacji wojskowych. W dniu 7 marca 1944 r. podpisano umowę scaleniową. Jednak część oddziałów, przede wszystkim będących pod wpływami ONR, nie zgodziła się na scalenie. Istniały więc równoległe dwa NSZ, określane jako NSZ-ZJ i NSZ-AK. Rozłam nie nastąpił na tle różnic programowych, ale ze względów politycznych. Łączące się z AK oddziały nie zmieniały swoich poglądów, stąd oba odłamy NSZ można w dziedzinie ideologii traktować łącznie.

Polityczne kierownictwo NSZ przywiązywało wielką wagę do propagandy, do kształtowania oblicza ideowego członków organizacji. Jak pisano, „nasza praca musi opierać się na pierwiastkach wychowawczo ideowych jako przygotowanie do urzeczywistnienia celów programowo politycznych” [4]. Odpowiadając na pytanie „Dlaczego należymy do NSZ?”, „Praca i Walka” pisała m.in.: „Obowiązkiem każdego Polaka podczas wojny jest walka z najeźdźcą, walka o niepodległość Ojczyzny, o oswobodzenie jej z jarzma i niedopuszczenie do niej w przyszłości żadnego wroga, czy to otwartego, jak Niemiec, czy ukrytego jak Żyd. Dla prowadzenia tej walki wstąpiliśmy do Narodowych Sił Zbrojnych” [5].

Kształtowaniu tak rozumianej postawy ideowej służyły rozbudowana prasa, broszury programowe oraz propaganda oficerów oświatowych [6]. Niestety, nie udało się dotrzeć do materiałów, dotyczących ich oddziaływania na członków organizacji. Zachowały się natomiast pierwsze dwie kategorie źródeł, choć z lukami. Czołowym pismem politycznym był wspomniany już „Szaniec”. Dla organizacji zbrojnej przeznaczono „Naród i Wojsko”, dla środowiska robotniczego „Załogę”, a dla wsi „Placówkę”. Grupy wyłonione z SN reprezentowane były m.in. przez  „Wielką Polskę” i „Państwo Narodowe”. Wydawano też pisma dla młodzieży, takie jak „Praca i Walka” czy „Barykada”. Aby dostarczyć tym pismom materiału, drukowano „Polską Informację Prasową” i „Polski Informator Narodowy”. Do tej samej kategorii pism zaliczyć można też „Aktualne Wiadomości z Kraju i ze Świata” [7]. Z kolei broszur programowych sam „Szaniec” wydał co najmniej 11. Wydawali je także działacze NLOW oraz Wydział Wychowawczo-Oświatowy NSZ.

Podstawowym celem powstania Związku Jaszczurczego, przyjętym również przez NSZ, było odzyskanie dla Polski ziem zachodnich. Głoszono, że Polska ma dwóch wrogów: Niemcy i Związek Sowiecki oraz  popierających go w kraju komunistów [8]. Jednak pod wpływem sukcesów Armii Czerwonej za głównego wroga uznano komunistów i podjęto próbę ich fizycznej eliminacji [9]. Jak pisała „Wielka Polska”, „naczelnym zadaniem jest przed wybuchem powszechnego powstania oczyszczenie terenu Polski ze stanowiących drugą okupację partyzanckich oddziałów i band komunistycznych” [10].

Pragnę przedstawić stosunek do Żydów w prasie i broszurach wydawanych przez Narodowe Siły Zbrojne i organizacje polityczne je tworzące. Posługuję się w znacznej mierze cytatami, by uniknąć zarzutu przesady czy chęci wypaczenia wypowiedzi. Żadne streszczenie nie odda zresztą owego specyficznego języka. Wiele tez się powtarza, np. o roli Żydów w społeczeństwie, ich wiecznej wrogości do Polaków, czy też (z pierwszych lat okupacji), że Żydom powodzi się lepiej niż Polakom.

Przed wojną tematyka żydowska zdominowała łamy prasowe wszystkich odłamów obozu narodowego

Pomijam tu analizę warstwy językowej tej propagandy, z jednej strony szczerze ukazującej nienawistny stosunek do Żydów, z drugiej przedstawiający w sposób często odbiegający od rzeczywistości ich sytuację pod okupacjami niemiecką i sowiecką, a wreszcie hipokryzję autorów tych tekstów. Nie dokonuję też porównań z wypowiedziami innych partii politycznych i organizacji zbrojnych podziemia, jak choćby z „Biuletynem Informacyjnym” AK, który w jakże innym tonie pisał o położeniu Żydów. Rezygnuję też z szerszej konfrontacji z coraz bogatszą literaturą naukową i publicystyką odnoszącą się do dziejów NSZ, a także z polemikami prasowymi w prasie codziennej w ostatnich latach [11].

Przed wojną tematyka żydowska zdominowała łamy prasowe wszystkich odłamów obozu narodowego. Po wybuchu wojny problematyka ta przestała być tematem pierwszoplanowym.

Okres wojny możemy podzielić na dwa podokresy, których granicę stanowi powstanie getcie warszawskim. W pierwszym Żydom i „kwestii żydowskiej” nadal poświęcano wiele miejsca. Wraz z postępującą zagładą tematyka ta traciła na znaczeniu, by po powstaniu zejść na plan dalszy. W całej prasie NSZ  w miejsce problemu żydowskiego weszły stosunki polsko-ukraińskie, co związane było z nasilającymi się walkami ukraińsko-polskimi i rzezią na Wołyniu. Wymaga również zbadania, czy istniały różnice między prasą prowincjonalną a centralną, na co wskazywać mógłby fakt, że w „Przeglądzie Narodowym” – krakowskim organie grupy „Szańca” – o Żydach w ogóle nie wspominano [12].

Antysemityzm był jednym z elementów łączących różne ugrupowania polskich nacjonalistów. W zależności od kontekstu Żydzi stanowili zasadniczą bazę komunizmu, kapitalizmu czy też elity intelektualnej. Nadal traktowano ich jako bezosobową masę; zawsze występowali jako zbiorowość, czasami obejmująca nie tylko polskich Żydów, ale ich ogół – „światowe  żydostwo”. Żydzi to byli „złodzieje krwi polskiej” [13]. Należało ich izolować, a w każdym razie do tego dążyć. Jak pisano w „Barykadzie”, „przed wojną 1939 r. nikogo rozsądnego nie trzeba było przekonywać o szkodliwości Żydów” [14]. W tym samym czasie inne pismo stwierdzało, że nie mają racji Niemcy, iż to budowa fizyczna odróżnia „ten naród cherlaczy, nienawistny, gangrenowy”, istotna różnica dzieląca Żydów od innych narodów świata leży bowiem w psychice żydowskiej. „U Żydów straszliwie i nieuleczalnie chora dusza musiała i ciało zarazić. Poprzez krew idą zatrute właściwości rasy żydowskiej z pokolenia w pokolenie. Krew to tak silna, że w mieszanych małżeństwach nieraz w trzecim czy czwartym pokoleniu wyłazi z mieszańca Żyd, równie groźny jak ten czystej krwi” [15]. 

„Szaniec”
„Szaniec”, czołowe pismo polityczne NSZ

Z drugiej strony typowa była postawa autora analizującego stosunki polsko-żydowskie, niemogącego zrozumieć postawy Żydów, którzy przecież „pod adresem Polaków nie mogli odczuwać żadnych pretensji czy nienawiści, będąc przez wieki całe niejako uprzywilejowaną kastą w społeczeństwie polskim”, po czym powtórzył wszystkie oskarżenia pod ich adresem, lansowane przez obóz narodowy od dziesiątków lat: o amoralnym charakterze religii żydowskiej, chęci panowania nad światem i w związku z tym rozkładowym wpływie na społeczeństwa chrześcijańskie… [16].

Polakom gorzej

Pierwsza wiadomość dotyczącą Żydów, jaką zamieścił „Szaniec”, odnosiła się do prowokacji niemieckiej – zorganizowania, rękami mętów społecznych, zamieszek antyżydowskich w Warszawie 22-29 marca 1940 r. Pismo stanowczo się od tego odcinało. Zdaniem „Szańca”, celem miało być pokazanie światu, jak Polacy traktują Żydów, a jak opiekują się nimi Niemcy [17]. „Szaniec” przez całą wojnę konsekwentnie będzie się odcinał od niemieckiej polityki wobec Żydów [18].

Pierwszy większy tekst poświęcony sytuacji Żydów pod okupacją niemiecką zamieścił „Szaniec” 1 sierpnia 1940 r. Na początku artykułu zgodnie z prawdą napisano, że „propaganda niemiecka od samego początku uznała za swego głównego wroga wszechświatowe żydostwo”.

Powtórzono powszechną wówczas wśród części polskiego podziemia opinię, że Niemcy tylko pozornie traktują jednakowo Polaków i Żydów – w rzeczywistości los Polaków jest gorszy. Mimo grabieży majątku żydowskiego, „Niemcy oddali Żydom wiele dostaw wojskowych, a sklepiki i stragany żydowskie prosperują, handlarze domokrążni jeszcze liczniejsi niż dawniej, handełesują bez żadnej przeszkody”. W ten sposób Żydzi „uzyskali możność przetrwania, której częstokroć nie mają Polacy”. Także getto pozostaje w sferze zapowiedzi. „Jak dotąd zatem nie widać by Niemcy dążyli do rozwiązania kwestii żydowskiej”. Również gestapo traktuje Żydów lepiej niż Polaków, co „wprost nieodparcie nasuwa przypuszczenie, że ten łagodny kurs jest zapłatą panów z Gestapo, za masowy udział Żydów w roli konfidentów policji”. Generalnie „należy stwierdzić, z całą stanowczością i z pełnym obiektywizmem, że niejednakowy jest los Żydów i Polaków: dla nich – szykany, grabież i system policyjny, którego dobrodziejstwa i samym Niemcom dają się we znaki, a dla nas – zupełne wytępienie”.

Tym Polakom, którzy litują się nad Żydami, którzy gotowi są potępiać choćby cień antysemityzmu, „radzimy spojrzeć na wschód, gdzie część Polski zagarnęli bolszewicy i gdzie Żydzi uzyskali pełną władzę”. Wnioski artykułu były jednoznaczne: „Czasy są niespokojne, czekają nas walki orężne, może i rewolucja krótkotrwała, gdy zawali się państwo niemieckie. Niechże nam ckliwy humanitaryzm nie przesłania nam oczu na prawdę zasadniczą: Żyda można kupić, można poskromić siłą, ale niepodobna zjednać słabością” [19]. Stosunek do Żydów pozostał więc niezmieniony. Nie zmieniło się nawet słownictwo – Żydzi nie handlują, tylko handełesują. Intencję artykułu można także odczytać jako próbę budzenia niechęci do hitlerowców, którzy nie są szczerzy w swojej polityce antyżydowskiej.

Antysemityzm był elementem łączącym różne ugrupowania polskich nacjonalistów

W artykule powyższym dosłownie zarzuca się Żydom kolaborację, choć gdzie indziej pisze się o cichej ugodzie żydowsko-niemieckiej [20], jedno zresztą nie wyklucza drugiego. Dopiero w końcu października 1940, i to na podstawie prasy niemieckiej, „Szaniec” zaczyna pisać, że Niemcy zamierzają rozwiązać kwestię żydowską przez wysiedlenie Żydów z Europy. Notatkę zatytułowano „Pozytywny program kwestii żydowskiej” [21]. Jeszcze dalej „Szaniec” posunął się w komentarzu do wystąpienia Goebbelsa, w którym zapowiedział, że Niemcy będą postępowali z Żydami w myśl zasady „oko za oko, ząb za ząb”. Pismo podaje, że dotychczas poległy 4 miliony Niemców, wylicza liczbę Żydów w krajach okupowanych i satelickich i podsumowuje: „Mogą tedy Niemcy ginąć dalej milionami bez obawy: Żydów wystarczy…”. [22].

Z kolei „Walka”, pismo Stronnictwa Narodowego, uzasadniała wrogi stosunek do Żydów w sposób następujący: „Dla Polski wrogiem są zarówno Niemcy, jak i Sowiety. Dla Żydów wrogiem są tylko Niemcy. Dla Ukraińców wrogiem są tylko Sowiety. […] I jedni i drudzy stawiają na jednego z naszych wrogów, stawiają więc przeciw Polsce”. Należy więc ich traktować jako wrogów.

Stanowisko to od razu całkowicie zaaprobował „Szaniec” [23]. W 1943 r. opisywano, jak to Ukraińcy i Żydzi mordują Polaków na Majdanku, a Niemcy są „na zewnątrz” – w komendanturze i na wieżach strażniczych [24].

Walkę z Żydami w różnych krajach uzasadniano „ich zabójczym wpływem na społeczeństwa europejskie”. Atakowano przy tym demokrację jako system przez nich stworzony. Antysemityzm uznawano za logiczny wynik założeń nacjonalizmu [25].

W propagandzie nadal operowano oskarżeniami Żydów o stworzenie i wykorzystywanie komunizmu dla własnych narodowych celów. Jak pisało pismo przeznaczone dla robotników i rzemieślników: „Komunizm jest zdradziecką bronią «narodu wybranego», który chce przy jej pomocy opanować cały świat, tak jak opanował Rosję. […] Walczyć z nią trzeba myślą, słowem, pięścią” [26].

Do poprzednich oskarżeń Żydów o wszelkie możliwe grzechy doszło nowe – o współpracę z władzą sowiecką [27]. Tym argumentem operowało zresztą prawie całe podziemie i powtarzany jest on z uporem do dziś przez część historyków i publicystów, choć ostatnie badania wykazują, że udział Żydów w strukturach władzy sowieckiej na tych terenach i ich zachowanie zostało wielce zmitologizowane [28]. Wszystkie strony sporu powinny więc być zainteresowane rzetelnym zbadaniem zagadnienia.

Żydów oskarżono także o współpracę z władzą sowiecką

Teza, że Żydzi w każdych warunkach – zarówno pod okupacją sowiecką, jak i niemiecką – za głównego wroga uważają Polaków, będzie powtarzana wielokrotnie [29]. „Szaniec” charakteryzując propagandę sowiecką pisał, że „dziesiątki kłamstw puszczają u nas komuniści i Żydzi w kurs, traktując bolszewików jako «swoich»” [30].

Jeszcze w połowie września 1941 r. próbowano przekonać czytelnika, że wojna w gruncie rzeczy niewiele zmieniła w sytuacji Żydów [31]. Kiedy już utworzono getta, informacje o losie Żydów uznano za propagandę komunistyczną, „tymczasem jeżeli chodzi o aprowizację getta, to Żydzi są lepiej zaprowiantowani przez Niemców niż ludność chrześcijańska. Również np. pod względem szkolnictwa sytuacja Żydów jest lepsza” [32]. Przy tworzeniu getta warszawskiego znów Polacy zostali pokrzywdzeni, gdyż otrzymują mniej mieszkań niż przesiedlani do getta Żydzi. Poza tym zamiast swoich, Polacy otrzymują sklepy i warsztaty zniszczone po roku niemieckiej okupacji [33]. Kiedy „Biuletyn Informacyjny” Biura Informacji i Propagandy AK nazwał utworzenie getta w Warszawie gigantyczną zbrodnią, ponieważ ponad 400 000 ludzi skazano na powolne umieranie z głodu, „Szaniec” podjął polemikę, nadal podtrzymując tezę, że los Polaków jest znacznie gorszy [34].

Pod koniec 1942 r. nawet „Szaniec” zaczął dostrzegać tragiczny los Żydów, co nie zmieniło jego do nich stosunku. Według niego, „zgroza i oburzenie z powodu okrucieństw niemieckich w getto warszawskim i innych większych miast były tak powszechne i wielkie, że odwróciły nawet uwagę społeczeństwa polskiego od jego własnych, co najmniej równie ciężkich cierpień i odebrały mu na pewien czas zdolności słusznej oceny wydarzeń”. Po historycznych analogiach z czasami wielkich prześladowań Żydów w starożytności i średniowieczu stwierdzano, że „dopiero obecne prześladowania stały się dla nich klęską prawdziwą, nie ma bowiem dokąd, nie ma za co, i nie ma jak iść”.

Niemcy nam pomogli

Jednak nie wszyscy Polacy, jak widać, potracili głowy. Po stwierdzeniu, że Niemcy nie doszli jeszcze do takich okropności, jakie Żydzi przypisywali Polakom, „Szaniec” cytował niewymienioną z nazwy „tajną polską gazetkę”, która napisała, że „straszliwy los Żydów w Polsce przekracza wszystko co wyobraźnia ludzka objąć jest zdolna” i dalej pisał: „my do takiego ubóstwa wyobraźni wcale się nie poczuwamy i bez szczególnych trudności możemy sobie wyobrazić los np. Polaków zdanych na łaskę i niełaskę Żydów tak, jak dziś Żydzi u Niemców”.

Znów wracał motyw zachowania się Żydów wobec Polaków pod okupacją sowiecką. Dlatego „roztkliwianie się nad losem Żydów pod okupacją, gdy nasz własny los nie jest przecież mniej godny pożałowania, nie byłoby zjawiskiem normalnym nawet wtedy, gdyby jako wykwit płaksiwego humanitaryzmu powstało samorzutnie”, a tak nie jest, bo są środowiska zainteresowane w tym, by „usuwać w cień Żyda-prześladowcę, zaś na pierwszy plan wysuwać Żyda-prześladowanego”.

Jak z hipokryzją pisano, „nie znaczy to, że wobec tragicznego losu Żydów zalecamy postawę filozoficznej obojętności z odrobiną nawet ukrytej satysfakcji, że nieprzyjemną robotę tępienia jednego wroga wykonywa za nas wróg drugi. Postawa taka byłaby niegodna chrześcijanina, niegodna człowieka cywilizowanego, niegodna Polaka, co stwierdzamy z całym naciskiem. Byłaby to postawa właśnie żydowska i niemiecka” [35]. Nie napisano jednak, jaka postawa byłaby godna chrześcijanina i Polaka.

Jeszcze dalej szła „Barykada”, nie próbując nawet odwoływać się do wartości chrześcijańskich i dopowiadając to, przed czym wstrzymywał się „Szaniec”. Przyznawała, że wysiedlenia i zamykanie Żydów do gett „nie zmieniło naszego nastawienia”. Dopiero fizyczna likwidacja Żydów „zmąciła” nieco ogólne nastawienie. Pod wpływem współczucia niektóre jednostki zaczynają w stosunku do Żydów „kierować się uczuciem a nie chłodną rozwagą”. Są i tacy, którzy „w Żydach widzą współbraci”. Konkluzje artykułu były następujące: „Możemy potępiać Niemców za ich bestialskie metody, ale nie możemy zapominać o tym, że żydostwo było i będzie zawsze elementem destrukcyjnym w naszym organizmie państwowym. Likwidacja Żydów na ziemiach Polski ma wielkie znaczenie dla przyszłego naszego rozwoju, gdyż uwalnia nas od wielomilionowego pasożyta. Nie zapominajmy, że rozwiązanie tego problemu w sensie usunięcia Żydów z naszych terenów, czekało nas nieuchronnie. […] Niemcy poważnie nam w tej kwestii pomogli” [36].

Pisano, że Żydzi są „elementem destrukcyjnym na organizmie państwowym”

Wraz z postępującą eksterminacją Żydów notatek informacyjnych w prasie NSZ na ten temat było coraz więcej, ale i wtedy nieraz nie brakowało niechęci wobec Żydów. W 1943 r. na łamach „Polskiej Informacji Prasowej” pojawiła się pierwsza notatka o Treblince. Stwierdzano w niej, że istnieją w obozie trzy oddziały, z których dwa przeznaczone są dla Polaków, a jeden dla Polaków i Żydów przeznaczonych do likwidacji. Jednocześnie pisano, że skazańców w tym oddziale morduje się gazami spalinowymi, a także, że do obozu nadchodzi jeden transport Żydów dziennie [37]. Kilka miesięcy później podano następną informacja o paleniu trupów mordowanych Żydów [38].

W notatce opisującej stosunki w obozie w Poniatowej, budzącej w swych intencjach niechęć do przebywających tam Żydów, określono ich jako „inteligentów i kapitalistów, którzy dostali się tu przy pomocy dużej opłaty”. Ich stosunek do Niemców określono jako „służalczy przy ogromnej nienawiści”, do Ukraińców – obojętny, zaś do Polaków – „niechętny, co powodują wysokie ceny za szmuglowane do obozu towary, odmowy ukrywania itd.” [39]. Służyło to przedstawionej w artykule tezie, że Żydzi sami sobie są winni. Natomiast obiektywny opis likwidacji getta w Lublinie opatrzono wymownym komentarzem: „Ogół ludności polskiej patrzy na niemieckie zbrodnie bez wdzięczności, a raczej z uczuciem zgrozy, jaka musi towarzyszyć mordowaniu żywych istot ludzkich, dokonywanym nieomal jawnie, bez osłony murów i ciemności. W końcowym jednak wniosku wraz z potęgującym się antysemityzmem każdy nieomal stwierdza, że dla Polski korzystnym jest to co się stało” [40].

O powstaniu w getcie warszawskim prasa narodowa pisała niewiele [41]. W „Szańcu” w trakcie powstania nie ukazał się na jego temat ani jeden artykuł. Natomiast „Narodowa Agencja Prasowa” po powstaniu pisała: „Nie zgadzamy się […] gdy  nazywa się obronę ghetta warszawskiego – walką o Polskę, ponieważ Żydzi tamci walczyli nie o Polskę, lecz jedynie o swoje życie, a stosunek ich do Polski, Narodu polskiego i sprawy polskiej był na ogół ujemny, co jest nam wszystkim znane” [42]. Stosunek NSZ odzwierciedlał artykuł „Polskiej Informacji Prasowej”, niejako całościowo odnoszący się do powstania, pod charakterystycznym tytułem „Opór ghetta we właściwym świetle”. Został on przedrukowany w innych pismach tego obozu, stanowiąc zarazem polemikę z artykułami, które ukazywały się np. w „Biuletynie Informacyjnym” AK. Warto więc wypowiedź tę przytoczyć in extenso:

„Opór Żydów przy ostatecznej likwidacji getta warszawskiego nie był, jak to część prasy konspiracyjnej podaje, oporem zbiorowym świadczącym o pewnej zmianie ogólnego nastawienia pozostających jeszcze Żydów. Skoro wygubiono olbrzymią większość żydostwa europejskiego przy zupełnej jego bierności, to tym bardziej pozostałe resztki nie mają żadnych przesłanek w swym materializmie rasowym do stawiania oporu. Tylko znikoma część z pozostałych kilkudziesięciu tysięcy Żydów w Warszawie, około 10 proc., podjęło walkę i to pod wpływem impulsu komuny. Opór stawili Żydzi nie rejestrowani, «dzicy» mieszkańcy getta, natomiast Żydzi rejestrowani, chodzący na roboty w akcji udziału nie brali i poddawali się masowo Niemcom, którzy dawnym systemem wywozili ich do swoich mordowni w Majdanku.

O powstaniu w getcie warszawskim prasa narodowa pisała niewiele

Opór i zaopatrzenie w broń kilkutysięcznej rzeszy Żydów był zorganizowany i przeprowadzony przez Bund i komunistów. Te właśnie elementy były przez cały okres okupacji jak najbardziej wrogo usposobione do Polaków i przysposobiły się w ramach organizacji komunistycznych do krwawej rozprawy z Polakami w okresie przełomowym. W planach komunistów, getto miało być zasadniczym czynnikiem przedwczesnego powstania, do sprowokowania którego dąży PPR. W getcie przez czas dłuższy pracowały drukarnie komunistyczne, tam znajdowały się składnice broni i działały sztaby komunistyczne, z których oficerowie sowieccy kierowali dywersją.

W tym świetle należy uważać opór stawiany przez Żydów za fakt dodatni, który spowodował rozładowanie zawczasu jednego z arsenałów komuny, wyrządzając przy tym Niemcom sporo kłopotów, strat i kompromitacji” [43].

Odżegnywano się od hitlerowskich metod „rozwiązywania kwestii żydowskiej” – jak pisała „Placówka”: „jasne, że Żydów nie można tępić w myśl wskazań głoszonych przez hitlerowców [44]. Podkreślano, że za masakrę ludności żydowskiej odpowiedzialności nie ponosimy i choćbyśmy chcieli masakry żadnego wpływu mieć nie możemy” [45]. W podobnym tonie pisała „Załoga”, podkreślając, że nikt nie może przedstawić Żydom większego rachunku krzywd niż Polacy, i w konkluzji stwierdzając: „nikt z nas na żydowskie życia nastawać nie chce i nie będzie. Dla nas Żydzi mogą żyć, byle nie u nas” [46].

Nie dziwi, że krytycznie odniesiono się do pomocy udzielanej Żydom. „Rzecz notorycznie znana, że całe dziesiątki Żydów utrzymywanych jest za pieniądze państwowe. «Zapomogi» im udzielane sięgają przedwojennych ministerialnych pensji, a pochłaniają dziesiątki i setki tysięcy. Bierze je zaś nie jakaś tam nędzota żydowska; pejsaty motłoch, ale tuzy brzuchate i syte, przedwojenni macherzy od zakulisowej polityki. To ich przechowuje się i zachowuje w ukryciu. Na po wojnie. Nic to, że nie ma pieniędzy na wydobywanie z łap hitlerowskich podziemnych żołnierzy, że rodzinami więźniów konających w obozach ani rozstrzelanych zakładników nikt się nie interesuje: Dla wszystkich przecież pieniędzy nie starczy. Trzeba ratować tych cenniejszych. Tych najcenniejszych! Znane to rzeczy. Pamiętamy o nich i nie zapomnimy”.

Jeszcze gorsze jest żądanie broni dla Żydów – tych, „co włóczą się z komunistycznymi bandami po lasach, rabują chłopów. Bo innych nie ma – getta wymarły” [47].

W tym samym czasie „Informator” NSZ stwierdzał, że „sprawa żydowska wydaje się być w Europie zakończona przez likwidację elementu żydowskiego” i dodawał: „Ze zgrozą patrzymy na zakończenie tego wiekowego procesu rozwojowego. Musimy jednak o jednym pamiętać: że tylko przez obce zupełne oddzielenie można zabezpieczyć się przed jadem płynącym z obcego ciała” [48]. Znaczyło to: los Żydów jest straszny, ale spełnia się wiekowa sprawiedliwość, szczególnie korzystna dla narodu polskiego.

Przeciw żydo-demokracji

We wrześniu 1941 r., wykorzystując radiowe wystąpienie Ignacego Szwarcbarda (jednego z przywódców syjonizmu w Polsce, w czasie wojny przedstawiciela Żydów w emigracyjnej Radzie Narodowej), który zacytował oświadczenie rządu londyńskiego, że po wojnie Żydzi będą równouprawnionymi obywatelami oraz z wezwał do wstępowania do Wojska Polskiego organizującego się w Rosji, „Szaniec” w artykule wstępnym sformułował zarzuty pod adresem Żydów i rządu londyńskiego. Uznał, że wszystkie drogi, którymi Żydzi chcą wcisnąć się do armii polskiej powinny być zamknięte, a „obywatelstwo polskie nie stanowi tu jeszcze racji dostatecznej”. Zaatakowano przy tym udział Żydów w Radzie Narodowej, warto bowiem pamiętać, „czym byli Żydzi przed wojną i czym mogą być po wojnie”. Obóz narodowy nie da się już szantażować faszyzmem czy hitleryzmem. Konkluzja brzmiała: „w Wolnej Polsce zwycięstwo przygotujemy sami, a dzień jego będziemy oglądać i święcić my, nie wy” [49].

Zaatakowano Sikorskiego (przeciwstawiając mu Andersa) za życzenia złożone Żydom z okazji ich nowego roku. Określono je jako przekraczające granice zdrowego rozsądku i przyzwoitości [50]. Niejednokrotnie atakowano rząd za filosemityzm, za to, że jest „żydo-demokratyczny, że za dużo uwagi poświęca Żydom i składa obietnice, które my nie mamy zamiaru realizować” [51].

W komentarzu do wystąpienia Szwarcbarda, podkreślając wrogi jakoby stosunek Żydów do Polaków, „Placówka” napisała, że „naród Polski nie chce stosować żydowskiej zasady (oko za oko, ząb za ząb), choć krocie Żydów zasłużyły sobie na karę najwyższą, Naród Polski chce tylko pozbyć się Żydów na zawsze z Polski. Naród Polski nie pozwoli sobie wydrzeć jedynego plusu jaki przyniosła klęska obecna, a jakim jest pozbycie się Żydów […]. Mury getta zbudowane z cegieł runą zapewne, jeśli Żydzi nie podejmą zbrojnego zamachu na nasz byt państwowy, z chwilą załamania się Niemiec, lecz nie padną mury jakie wyrosły w duszach Polaków. Rząd polski powinien Żydom zapewnić ludzkie traktowanie i bez gwałtów i krzywdy zorganizować odpływ ich z Polski. Nie wolno natomiast traktować ich jak obywateli państwa polskiego i nie wolno z nimi rozmawiać na temat współżycia w wolnej Polsce” [52]. Ta ostatnia uwaga stanowiła przestrogę pod adresem rządu Sikorskiego.

Na początku wojny rozwiązanie sprawy żydowskiej widziano podobnie, jak i przed wojną – jako konieczność zmuszenia Żydów do emigracji. Pisano o układzie angielsko-żydowskim z 22 czerwca 1940 r., który miał rzekomo stworzyć nowe dominium angielskie pod nazwą Judea, a w którego skład miały wejść teren mandatowy Palestyny oraz południowa Syria, z możliwością kolonizacji Abisynii. Rozpatrując korzyści, które ten układ miał przynieść Wielkiej Brytanii, stwierdzano, że „polski ruch narodowy i polski narodowy rząd świadomy wagi tego zagadnienia, postarałby się w przyszłości dopilnować, aby jak najwięcej Żydów naszych przeniosłoby się z Polski do Palestyny, Syrii i Abisynii. A gdyby to nie wystarczy, w tejże Afryce i nawet niedaleko, są jeszcze kolonie francuskie…” [53].

W prasie narodowej uważano, że los Żydów jest straszny, ale spełnia się wiekowa sprawiedliwość

Autor jednej z broszur „Szańca”, zarysowując obraz Polski po wojnie, specjalny rozdziałek poświęcił Żydom. „Nie po to walczymy z Niemcami – pisał – aby ich niewolę zamienić na niewolę żydowską. Jedyną skuteczną metodą jest radykalne zmniejszenie ilości Żydów w Polsce i zlikwidowanie ich wpływów. Nie dokona się tego bez wrzawy i protestów ale musimy się na to zdobyć” [54]. W innej broszurze zapowiadano, że po wojnie Żydzi, Niemcy i Ukraińcy będą pozbawieni praw politycznych. „Szaniec” szedł jeszcze dalej, zapowiadając, że spotka to również socjalistów [55]. Do czasu wysiedlenia Żydzi będą traktowani jako czasowi mieszkańcy, co zostanie odnotowane w dokumentach osobistych.

Zakładając, że nie wszyscy Żydzi od razu wyjadą, planowano, że „pierwszym etapem na drodze do uzdrowienia stosunków politycznych w Polsce po zakończeniu obecnej wojny będzie niedopuszczenie Żydów do korzystania z praw politycznych i pozbawienia ich możliwości wtrącania się do spraw polskich. Nie chodzi tu o to, aby Żydzi ponieśli karę za sojusz z naszymi wrogami i prześladowania Polaków. Za te wyczyny zostaną oni pociągnięci do odpowiedzialności na równi z innymi nielojalnymi obywatelami. Odsunięcie Żydów od udziału w organizacji rządów w Polsce sparaliżuje ich odśrodkowe dążenia polityczne oraz zabezpieczy Naród przed ich zgubnym wpływem na psychikę polską” [56]. Jak miało to wyglądać, wiemy z przedwojennych programów, zakładających całkowitą izolację obydwu społeczności i pozbawienie Żydów praw obywatelskich przez utworzenie kategorii przynależnych do państwa.

Zajęto się także problemem majątku żydowskiego. Teza wyjściowa była tradycyjna: Żydzi nieuczciwą drogą opanowali ogromną część majątku narodowego. Wyciągnięto wnioski z sytuacji stworzonej przez wojnę: „Ruchoma ich własność przeszła w większości już w ręce niemieckie lub przez nich do nas, leży też pochowana w ziemi i murach”. Nieruchomości są bezpańskie i będzie słusznie, jeżeli wrócą do naszego skarbu narodowego. Tymczasem międzynarodowe żydostwo wpadło na pomysł, by przeszły one w ręce gmin żydowskich i „mają czelność nazwać to sprawiedliwością. […] musimy pamiętać, że niebezpieczeństwo żydowskie wciąż nam zagraża, że wcale ono nie osłabło, a raczej spotężniało, a każdy Żyd utajony na naszych ziemiach groźniejszym dziś niż stu jego współplemieńców z czasów przedwojennych” [57].

Bardziej szczegółowe zasady postępowania z majątkiem żydowskim zawarte są w broszurze Służby Wychowawczo-Oświatowej NSZ. Ziemia należąca do Żydów winna zostać przeznaczona na upełnorolnienie karłowatych gospodarstw chłopskich, w myśl zasady, że tylko Polak może posiadać gospodarstwo rolne. Kopalnie oraz zakłady przemysłowe mające związek z produkcją wojenną zostaną przejęte przez państwo, pozostałe stworzą polskie spółki udziałowe. Domy czynszowe zostaną przekształcone w spółdzielnie mieszkaniowe dla rodzin polskich. Sklepy i zakłady rzemieślnicze przejęte przez Polaków podczas wojny muszą pozostać w ich rękach, a wszelkim próbom zwrotu dawnym właścicielom społeczeństwo przeciwstawi się bezwzględnie. Place po zburzonych domach przejdą na własność miast. Musi też natychmiast być przyjęta ustawa uniemożliwiająca postępowanie spadkowe krewnych zamieszkujących zagranicą. „Te niezbędne posunięcia prawno-ekonomiczne staną się podstawą dla normalnego rozwoju gospodarczego naszego społeczeństwa” [58]. Program ten w znacznej mierze został zrealizowany po wojnie, i to nie tylko wobec mienia pożydowskiego…

Jeszcze w 1943 r. przestrzegano, by nie zapominać o kwestii żydowskiej po wojnie, gdyż „nie wszyscy Żydzi zostali przez Niemców zlikwidowani, zostało ich jeszcze dostatecznie dużo, żeby w niezbyt długim czasie z powrotem odzyskać swój stan posiadania i swoje wpływy. I kontynuowała: Akcję rozwiązywania kwestii żydowskiej, zapoczątkowaną przez nas dawno przed wojną […] musimy konsekwentnie doprowadzić do końca” [59].

Stanowisko Karola Stojanowskiego – jednego z przywódców Stronnictwa Narodowego, który związał się z NSZ – pokazuje jeszcze raz, że w tej konkretnej sprawie różnic między grupą „Szańca” a grupą SN nie było. W jednej ze swych broszur, wydanej w 1942 r., cały rozdział zatytułował „Rozwiązanie sprawy żydowskiej”. Już w pierwszym akapicie napisał, że „zarówno utrata niepodległości, jak też pozostawanie Żydów w Polsce, grozi Polakom powolną śmiercią”. Żydzi już przed wojną stanowili 9,8 proc. ludności. Wojna ten stosunek pogorszy jeszcze na niekorzyść Polaków. „Nie trzeba tu dawać się sugerować rzekomym prześladowaniem Żydów przez system hitlerowski”, ponieważ Niemcy zwożą Żydów do Polski, dając im „wygodny i scalający Żydostwo samorząd” [60].

Stojanowski najwięcej miejsca poświecił nie wyznawcom mozaizmu, bo z nimi sprawa była prosta, a Żydom asymilowanym. Z wykształcenia antropolog, już przed wojną zajmował się zagadnieniami rasy. Otóż dostrzegł, że wśród Żydów noszących opaski z gwiazdą Dawida, „zasadniczo obcych i dalekich nam pod względem rasowym, jest jednak spora przymieszka europejskich elementów rasowych”. Są to zjudaizowani niegdyś nie-Żydzi, którzy zresztą chętniej niż inni przechodzą na chrześcijaństwo. Kto jednak nawrócił się po 1914 r., w żadnym wypadku nie może być uznany za Polaka [61].

Przechodząc do konkretnych rozwiązań proponował,  by za cel postawić sobie emigrację wszystkich Żydów. W tym celu należy ich życie „ująć w specjalnym statucie prawnym, tak skonstruowanym, aby samo życie zmuszało ich do emigracji”. Żydzi zostaną uznani za cudzoziemców, którzy „zasadniczo będą mogli zajmować się tylko najemną pracą fizyczną i to w razie braku najemnych pracowników nie żydowskich”. Żadnego majątku nieruchomego nie będą mogli posiadać, a posiadany będą musieli w krótkim czasie sprzedać. Odbierze im się prawa obywatelskie. Wszelkie stosunki między oboma społecznościami muszą zostać przerwane [62]. Projekty te w zasadzie stanowią powtórzenie pomysłów zawartych w „Wytycznych Oddziału Akademickiego Obozu Wielkiej Polski”, wydanych w 1932 r. i następnie głoszonych konsekwentnie przez cały obóz narodowy.

Albo komuniści, albo bandyci

Po likwidacji gett zaczynają się pojawiać artykuły o udziale Żydów w bandach rabunkowych [63] . O walce z bandami mówił rozkaz dowódcy NSZ płk. Ignacego Oziewicza z lipca 1942 r. [64]. Również od chwili powstania oddziałów Gwardii Ludowej, NSZ podjęły z nimi walkę. O walce z komunistami mówiła deklaracja Narodowych Sił Zbrojnych z lutego 1943 r., która określała ich formę organizacyjną, cele i zadania. „W chwili obecnej NSZ poza pracami organizacyjnymi – pisano w niej – prowadzą walkę konspiracyjną z okupantem i likwidują dywersję komunistyczną […]” [65]. Żydzi byli zaliczani albo do band komunistycznych, albo rabunkowych [66].

Po likwidacji gett zaczynają się pojawiać artykuły o udziale Żydów w bandach rabunkowych

Rozkaz o walce z bandytyzmem wydał również 15 września 1943 r. gen. Bór-Komorowski, dowódca  AK, gdyż bandytyzm był niezwykle dokuczliwy dla społeczeństwa i podziemia w szczególności. Zarządzenie w tej sprawie wydał również Delegat Rządu na Kraj [67]. Marek Chodakiewicz, który należy do grona historyków dążących do rehabilitacji NSZ, przyznaje, że Żydzi zmuszeni byli do zbrojnego zdobywania jedzenia i innych środków do życia. Dlatego „należy tu zaznaczyć, że konfiskat przeprowadzanych przez ukrywających się przed Niemcami Żydów nie można uznać za bandytyzm” [68].

Wojna nie zmieniła stosunku obozu narodowego do Żydów [69]. Uzupełniła go nawet o nowe elementy. Czy propaganda ta w czasie wojny nie była jednak bardziej groźna niż przed wojną? Czy nie zmniejszała szansy przeżycia ściganych ludzi? I czy pośrednio, budząc niechęć do Żydów, była pomocna polityce hitlerowskiej? Niektórzy badacze uznają zresztą działania na niekorzyść Żydów za jedną z form kolaboracji [70].

Jedno można stwierdzić z całą pewnością: nie nawoływano bezpośrednio do zabijania Żydów. Jednak propaganda NSZ i organizacji politycznych je tworzących przedstawiając negatywny wizerunek Żyda, wizerunek wroga, tworzyła wokół Żydów sprzyjający temu klimat. Nie wiemy, w jakim stopniu propaganda NSZ była skuteczna. Jeśli jednak była, to przyczyniała się – bezpośrednio lub pośrednio – co najmniej do usprawiedliwienia braku pomocy Żydom, a niektórym dawała argumenty uzasadniające ich czynne zwalczanie. Pod jakim pretekstem do tego dochodziło, może to być interesujące dla historyków, ale nie dla ofiar – rzeczywistych i potencjalnych.


 Tekst ukazał się w miesięczniku „Więź” nr 4/2006


[1] Pierwsza wersja artykułu została opublikowana w języku angielskim w księdze pamiątkowej ku czci Izraela Gutmana: „The Holocaust History and Memory. Essays Presented in Honor of Israel Gutman”, Jerusalem 2001. Obecna została uzupełniona o nową literaturę przedmiotu.
[2] Już po zerwaniu współpracy między Związkiem Jaszczurczym a grupą wywodzącą się ze Stronnictwa Narodowego w piśmie tej ostatniej pisano: „Dla odcięcia się od zaszarganej przeszłości przedwojennej przybrał ONR nową koniunkturalną nazwę «Szańca»”, „Rycerze szantażu”, „Wielka Polska” nr 13 z 21.06.1944. W 1972 r. Jędrzej Giertych, jeden z przywódców obozu narodowego, napisał: „ONR – to byli polscy faszyści (przedmowa do książki Jerzego Pilacińskiego „Narodowe Siły Zbrojne. Kulisy walki podziemnej 1939-1946”, Londyn 1976, s. 24.
[3] „Zeszyty do Historii NSZ” 1960 z. I, s. 30. Powstanie i dzieje NSZ omówił szczegółowo Krzysztof Komorowski, „Polityka i walka. Konspiracja zbrojna ruchu narodowego 1939-1945”, Warszawa 2000.
[4] „Praca i walka”, „Praca i Walka. Pismo młodzieży polskiej”, nr 2 z 06.1942.
[5] Wened, “Dlaczego należymy do NSZ?”, „Praca i Walka” nr 10/16 z 6.12.1943.
[6] Zadaniem oficerów oświatowych jest zorganizowanie stałej pracy oświatowej, wychowawczej w podległych szeregach organizacji wojskowej, oraz systematyczne prowadzenie jej zgodnie z programem przewidzianym przez nich na określony czasokres a zatwierdzonym przez bezpośrednią władzę przełożoną oficera oświatowego”, Instrukcja oświatowa nr 1, AAN 207/25, s. 11-12.
[7] Szczegółowy wykaz tytułów prasowych znaleźć można w książce Wojciecha Jerzego Muszyńskiego, „W walce o Wielką Polskę. Propaganda zaplecza politycznego NSZ (1939-1945)”, Warszawa 2000.
[8] Cele NSZ podane zostały w Komunikacie Biura Informacji NSZ nr 5/Z/43: „Narodowe Siły Zbrojne powołane zostały do walki o niepodległość, a następnie dla celów specjalnych, mianowicie: 1. opanowania Prus Wschodnich, 2. opanowania terenów po Odrę i Nissę Łużycką, 3. przeciwstawienia się niebezpieczeństwu komunistycznemu i próbom oderwania przez Ukraińców ziem wschodnich RP”, Komunikat Biura informacji NSZ 5/Z/43 z 10.10.1943, AAN 207/26, k.2; „Propaganda Centralna” nr 6 z 10.11.1943.
[9] Jerzy Iłłakowicz, jeden z czołowych przywódców ZJ i NSZ, pisząc o „likwidacji” setek komunistów stwierdził, że oddaliśmy tym dużą przysługę sprawie polskiej, list do Zbigniewa S. Siemaszki, „Zeszyty Historyczne” 1986 z. 76, s. 98, 107.  Z kolei Giertych pisał o zbrodniach organizacji, która wyszła z szeregów ONR, a które spadły na właściwy NSZ, o samych NSZ natomiast, że uwikłanie się jego oddziałów w roku 1945 [?] w niepotrzebne starcia zbrojne z komunistami miało jedną z przyczyn w tym, że pojęcia ONR-owskie trochę na właściwe szeregi NSZ oddziałały, J. Pilaciński, dz. cyt., s. 23.
[10] „Wielka Polska” nr 29 z 31.07.1943.
[11] Ukazały się już dziesiątki artykułów i materiały kilku konferencji naukowych oraz niemała liczba książek. Do najważniejszych odwołuję się w niniejszym tekście. Środowisko NSZ wydaje kilka własnych pism, w których zamieszcza materiały do historii ugrupowania. Wiele dokumentów do dziejów NSZ opublikował Leszek Żebrowski: „Dokumenty, struktury, personalia”, Warszawa, t. I – 1994, t. II i III – 1996.
[12] W artykule redakcyjnym „Nasze dążenia” (“Przegląd Narodowy” nr 1 z 23.04.1943) “kwestia żydowska” nie pojawia się nawet w sposób aluzyjny. W ciągu dwóch lat ukazała się tylko jedna notatka opisująca konkretne krakowskie wydarzenie.
[13] Viktor, „Ramię przy ramieniu”, „Praca i Walka” nr 1 z 05.1942.
[14] Sz., „Sprawa bardzo ważna”, „Barykada” nr 3 z 03.1943.
[15] „Kto ma być najbogatszy”, “Placówka” 1943 nr 2 (48).
[16]”My a Żydzi”, „Informator. Organ Obozu Narodowego [NSZ]” nr 13 z 1.07.1944.
[17] „Wiadomości z kraju”, „Szaniec” nr 15 z 9.04.1940. Tomasz Szarota uważa, że jednym z celów miało być uzasadnienie stworzenia getta jako schronienia dla Żydów przed agresją Polaków, „Życie codzienne w stolicach okupowanej Europy”, Warszawa 1995, s. 210.
[18] W marcu 1941 r. „Szaniec” ogłosił „Komunikat w sprawie zaciągu do Straży Obozowej baraków żydowskich”, w którym stwierdzano, że wszelka pomoc udzielana Niemcom w tworzeniu tej formacji będzie uważana za zdradę narodową.
[19] „Zawsze ci sami”, „Szaniec” nr 29-30 z 1.08.1940. W piśmie dla chłopów pisano: „I jeszcze jednej cennej rzeczy uczy nas wnikliwe spojrzenie za mury getta. Żydzi są wobec Niemców niezwykle pokorni, ulegli, lojalni. Nieomal całują but, który ich kopie. Nienawiść za zamknięcie w getcie kierują nie przeciwko Niemcom, a przeciwko nam wyłącznie, obiecując sobie wziąć krwawy odwet za obecne cierpienia. To zjawisko można sobie jedynie tłumaczyć skrzywieniem duchowym Żydów, które powoduje, że szacunek, lojalność, a nawet miłość, czują do silnego, a buta ich nie zna granic, gdy natrafią na słabego lub na takiego, który im się wydaje być słabym. Dobrze to zapamiętajmy i bądźmy silni”. „Żydzi”, “Placówka” nr 12 (22) z 31.07.1941.
[20] „Żyd – Żydem”, „Szaniec” nr 31-32 z 15.08.1940.
[21] „Kronika Warszawska. Pozytywny program kwestii żydowskiej”, „Szaniec” nr 41 z 25.10.1940.
[22] „Niemcy a Żydzi”, „Szaniec” nr 24 (73) z 16-30.11.1941.
[23] „Walka” nr 34 z 29.11.1940; „Przegląd prasy polskiej”, „Szaniec” nr 47 z 6.12.1940.
[24] „Dwa narody wybrane”, „Szaniec” nr 4 (95) z 15.02.1943.
[25] „Myśli żelazne”, „Szaniec” nr 16 (65) z 16-31.08.1941.
[26] „Rosja w niewoli żydowskiej”, „Załoga” nr 6 z 12.05.1942.
[27] „Zachowanie się Żydów za Bugiem w chwili wkraczania bolszewików i podczas całej sowieckiej okupacji naszych ziem wschodnich potrafiło przekonać nawet najbardziej zagorzałych humanitarystów. Głos oburzenia był powszechny – nastawienie antysemickie ogólne”. Sz., „Sprawa bardzo ważna”, „Barykada” nr 3 z 03.1943. Nie był to sąd odosobniony. Z podobnymi tezami nie raz występowała również AK. Patrz: depesza Tadeusza Bora-Komorowskiego do Naczelnego Wodza z 5.08.1943 r., fotokopia w: „Polacy-Żydzi 1939-1945. Wybór źródeł”, opr. Andrzej K. Kunert, Warszawa 2001, s. 289.
[28] Krzysztof Jasiewicz tak podsumowuje obecny stan wiedzy na ten temat: „W sumie możemy mówić o karalnych wedle polskiego prawa z 1939 r. zachowaniach bardzo nielicznych Żydów. Ich liczba, sądzę, waha się na poziomie ok. 1-2 tys. osób. Gdyby włączyć do tej statystyki i potraktować jako karalne również udział w sowieckich organach przedstawicielskich (sielsowiety oraz rady delegatów szczebla rejonowego i obwodowego, związki zawodowe), to przybywają tysiące podejrzanych, tyle że są oni Białorusinami, Ukraińcami i Polakami. Udział Żydów jest proporcjonalny do ich liczebności na danym terenie. I o tych akurat strukturach w polskich relacjach na ogół się nie pisze”. „Świat Niepożegnany. Żydzi na dawnych ziemiach wschodnich Rzeczypospolitej w XVIII-XX wieku”, Warszawa 2004, s. 35.
[29] „Notujemy”, „Szaniec” nr  15 (64) z 1-15.07.1941. W innym artykule pisano, że „Żydzi zawsze i wszędzie byli i będą przeciw Polakom”: „Ludzie z Tworek”, „Szaniec” nr 3 (77) z 31.01.1942. Żydzi odnosili się zawsze wrogo do polskości, pomimo, że w państwie polskim posiadali wyjątkowe warunki rozwoju po całkowitym opanowaniu naszego życia gospodarczo-przemysłowego. Żydowska nienawiść do Polski wystąpiła jaskrawo szczególnie na wschodnich ziemiach Rzeczypospolitej, gdzie w pamiętnym wrześniu 39 roku Żydzi z radością przyjmowali nasz chwilowy upadek. Jeszcze i dzisiaj nie wierzą oni w odbudowanie niepodległego państwa polskiego stawiając na komunistyczną Rosję, która ma im przynieść wyzwolenie”. „Naród gospodarzem”, „Aktualne Wiadomości z Polski i ze Świata” nr 39 z 26.09.1941.
[30] „Propaganda sowiecka w Generalnej Gubernii”, „Szaniec” nr 27 z 10.07.1940.
[31] „Dla nich nic prawie się nie zmieniło – handlują, szwargocą, zalegają główną ulicę i przyzby swych brudnych domków. Brudne i zmięte opaski jakoś nie psują im humoru. W zapadłej dziurze nie boją się Niemców, a raczej starają się być dla nich faktorami – coś pomóc, coś usłużyć, a przy tym zarobić. Nie szkodzi, że czasem Niemiec uderzy lub kopnie, że czasem ograbi na szosie lub zapędzi do robót, nie szkodzi, bo żyć można jak dawniej”. „Małe miasteczko”, „Placówka” nr 15 (25) z 13.09.1941.
[32] „Wiadomości z kraju. Kronika Łódzka”, „Szaniec” nr 34 z 29.08.1940.
[33] „Kronika Warszawska”, „Szaniec” nr 41 z 25.10.1940.
[34] „Przegląd prasy polskiej”, „Szaniec” nr 47 z 6.12.1940.
[35] „Niebezpieczna lokata”, „Szaniec” nr 13 (82) z 21.10.1942.
[36] Sz., „Sprawa bardzo ważna”, „Barykada” nr 3 z 03.1943.
[37] „Na ziemiach Rzeczypospolitej”, „Polska Informacja Prasowa” nr 1 z 8.01.1943.
[38] „Na ziemiach Rzeczypospolitej”, „Polska Informacja Prasowa” nr 18 z 7.05.1943.
[39] „Obóz pracy Żydów w Poniatowej”, „Polska Informacja Prasowa” nr 28 z 23.07.1943.
[40] „Reportaż z Lublina”, „Placówka” nr 10 (41) z 12.05.1942.
[41] Widać to wyraźnie przy analizie prasy podziemnej: „Wojna żydowsko-niemiecka. Polska prasa konspiracyjna 1943-1944 o powstaniu w getcie”, wyb. i oprac. Paweł Szapiro, Londyn 1992.
[42]  „Narodowa Agencja Prasowa” nr 4 z 30.05.1944 – cyt. za: W. J. Muszyński, dz. cyt., s. 297.
[43] „Opór ghetta we właściwym świetle”, „Polska Informacja Prasowa” nr 18 z 7.05.1943.
[44] „Bez niedomówień”, „Placówka” nr 16 (26) z 1.10.1941.
[45] „Wielka Polska” nr 11 z 27.09.1942.
[46] „Mord nie jest naszą bronią”, „Załoga” nr 6 z 12.05.1942.
[47] „Broń dla Żydów”, „Szaniec” nr 9 (115) z 7.07.1944. Z kolei Bór-Komorowski ograniczenie pomocy Żydom uzasadniał następująco: 1. kraj traktuje Żydów jako element wrogi; 2. wielu z nich należy do band rabunkowych; 3. starają się rozreklamować swój opór przeciwko Niemcom; depesza Bora-Komorowskiego do Naczelnego Wodza  z 5.08.1943 r., fotokopia w: „Polacy-Żydzi…”, dz. cyt., s. 289.
[48] „My a Żydzi”, „Informator [NSZ]” nr 13 z 1.07.1944.
[49] „My, nie wy…”, „Szaniec” nr 19 (68) z 1-15.09.1941.
[50] „Mazełtop!”, „Szaniec” nr 21 (70) z 1-15.10.1941.
[51] Tylko w jednym numerze „Szańca” – 15 (90) z 26.11.1942 – ukazały się dwa duże teksty na ten temat: „Pro domo sua” i „Ostrożniej z obietnicami”.
[52] „Bez niedomówień”, „Placówka” nr 16 (26) z 1.10.1941. „Ponieważ wszyscy Polacy uznają Żydów za czynnik zupełnie zbędny i wysoce szkodliwy w organizmie narodowym więc usuną ich. […] Nie zamierzamy Żydów masowo mordować lub morzyć głodem – zmusimy ich po prostu do opuszczenia naszego kraju, jako element stojący na przeszkodzie do rozwoju naszego Narodu i Państwa”. Bracia Budzisze [Franciszek Kotulecki i Tadeusz Dziedzic], „Jaką chcemy mieć Polskę”, b.m.w. 1941, s. 4. [broszura „Szańca” nr 7]. Pseudonim rozszyfrował W. J. Muszyński.
[53] „Dominium Judea”, „Szaniec” nr 28 z 17.07.1940.
[54] „Polska po wojnie”, b.m.r.w., s. 8 [broszura nr 5]. Zakładano przy tym, że wpływy żydowskie w świecie maleją, co daje dużą swobodę w rozwiązywaniu kwestii żydowskiej. Pisano, że kiedy przystąpi się do jej rozwiązywania, świat będzie tak zmęczony wojną,  że nie wyśle korpusu ekspedycyjnego dla czuwania nad bezpieczeństwem Żydów. „Anglia-Żydzi-Polska”, „Wielka Polska” nr 4 z 1.11.1941.
[55] Piotr Straża, „Piastowy Szlak”, b.m.w. [1941], s. 24 [broszura nr 6]; „Ludzie z Tworek”, „Szaniec” nr 3 (77) z 31.01.1942.
[56] „Naród gospodarzem”, „Aktualne Wiadomości z Polski i ze Świata” nr 13 z 26.09.1941.
[57] „Kto ma być najbogatszym?”, „Placówka” 1943 nr 2 (48).
[58] „Na drodze do Wielkiej Polski”, b.m.r.w., s. 8.
[59] Sz., „Sprawa bardzo ważna”, „Barykada”, nr 3 z 03.1943.
[60] L. Podolski [Karol Stojanowski], „Przyszła Polska państwem narodowym”, b.m.w. 1942, s. 56.
[61] Tamże, s. 61-62.
[62] Tamże, s. 63-64.
[63] Prócz tego są bandy czysto żydowskie, te są najbardziej bezwzględne w rabunku, „Wielka Polska” nr 18 z 20.04.1943, cyt. za: W. J. Muszyński, dz. cyt., s. 323.
[64] Był to rozkaz  skierowany do Pogotowia Akcji Specjalnej, w którym m.in. pisano, że zadaniem PAS jest „oczyszczanie terenu od band wywrotowych i przestępczych, z wrogich […] formacji mniejszości narodowych”; K. Komorowski, dz. cyt., s. 196.
[65] „Deklaracja Narodowych Sił Zbrojnych”, „Naród i Wojsko” nr  3-4 (14) z 03-04.1943.
[66] O zadaniach partyzantki pisano, że ”daje ona możność rozprawienia się zawczasu, a przynajmniej w terenie, ze wszystkimi niepożądanymi elementami podszywającymi się pod pracę niepodległościową przeciw Niemcom, jak organizacje sowieckie, ukraińskie, wywrotowe (komuniści, Żydzi), i przestępcze (bandy samozwańcze-rabunkowe itp.)”. „Partyzantka”, „Naród i Wojsko” nr 8 (12) z 09.1943.
[67] Nie był to pierwszy rozkaz na ten temat. 19.10.1942 r. meldował on do centrali: „Jak meldowałem w depeszy 1284 nakazałem zwalczanie wyniszczającą naszą ludność band rabunkowych bez względu na ich  n a r o d o w o ś ć [podkr. SR]”, „AK w dokumentach”, t. III, Londyn 1976, s. 157. W meldunku organizacyjnym nr 220 z 31.08.1943 dowódca AK pisał o „bandach rabunkowych”: „W napadach biorą udział mężczyźni i kobiety, szczególnie Żydówki. […] [Wydałem instrukcję, by] w razie potrzeby występować zbrojnie przeciwko elementom plądrującym bądź wywrotowo-bandyckim”, „Polskie Siły Zbrojne w II wojnie światowej”, t. III, Londyn 1950, s. 531-532; Jan Stanisław Jankowski, „Zarządzenie w sprawie bandytyzmu i szantażu”, „Rzeczpospolita” nr 2 (74) z 7.02.1944, cyt. za: „AK w dokumentach”, t. VI, Londyn 1989, s. 368-369.
[68] M. Chodakiewicz, „NSZ i Żydzi”, „Ład”, Dodatek  Historyczny 1993 nr 9.
[69] Podobnie sądzi Robert Łętocha. Według niego, „druga wojna światowa i tragiczna hekatomba, która stała się udziałem narodu żydowskiego, nie wprowadzała bynajmniej jakichś gruntownych zmian do endeckiego ujęcia kwestii żydowskiej. Holocaust, co może wydać się zaskakujące, nie został uznany za czynnik, który zmuszałby do przeformułowania ocen dotyczących charakteru narodu żydowskiego i jego destrukcyjnej roli w historii społeczeństw chrześcijańskich oraz odrzucenia frazeologii antysemickiej”; „Katolicyzm a idea narodowa”, Lublin 2002, s. 238.
[70] Stanisław Salmonowicz, „Polska kraj bez Quislinga?”, w: „Niewesołe lata 1939-1989. Szkice z Polski dziejów najnowszych”, Płock 2005, s. 17.


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com