Archive | May 2023

Rosyjska kultura gwałtu i małżeński fresk, niepiękny [„Kobieta na froncie” Alaine Polcz]

Alaine Polcz. Zdjęcie z niemieckiego wydania książki „Kobieta na froncie”. Fot. Suhrkamp


Rosyjska kultura gwałtu i małżeński fresk, niepiękny [„Kobieta na froncie” Alaine Polcz]

Kinga Dunin


Rosjanie uważali, że kobiety to coś (bardziej niż ktoś), czego można w dowolny sposób używać, kiedy akurat ma się na to ochotę. Gwałty zbiorowe, gwałty, podczas których łamano kobietom kręgosłupy. Kobiety stale krwawiące, właściwie wszystkie zarażone chorobami wenerycznymi. Seks jako moneta, dzięki której można było od nich coś uzyskać.

.

Alaine Polcz, Kobieta na froncie, przeł. Karolina Wilmowska, Marginesy 2023

Życie na wojnie nie jest lekkie.
Tak samo małżeństwo.
Spróbuję ci wszystko opowiedzieć,
bo w końcu muszę to z siebie
wyrzucić.

27 marca 1944 roku (w czwartym roku wojny) w zborze na ulicy Farkasa w Koloszwarze János i ja wzięliśmy ślub.

Na początek może warto przypomnieć kilka faktów historycznych. Koloszwar to największe miasto Siedmiogrodu, obecnie Kluż w Rumunii. Siedmiogród został przyłączony do Rumunii po I wojnie światowej i klęsce Austro-Węgier, w wyniku traktatu w Trianon. Węgrzy wciąż nie potrafią tego przeboleć. W roku 1940 Węgry, które były sojusznikiem Hitlera, odzyskały region.

Alaine Polcz, autorka tych wspomnień, należała do mniejszości węgierskiej. Po wojnie prowincja powróci do Rumunii, jest jednak rok 1944. Admirał Horthy, który starał się zawrzeć separatystyczny pokój z aliantami, stracił władzę na rzecz strzałokrzyżowców, węgierskich (jeszcze bardziej) faszystów. Już przedtem obowiązywały na Węgrzech ustawy antyżydowskie, ale nie było wywózek do obozów śmierci, i było to miejsce schronienia dla wielu Żydów. Po dojściu do władzy strzałokrzyżowców na Węgry wkraczają Niemcy i przystępują do „ostatecznego rozwiązania” – deportacje do obozów zagłady objęły 430 tys. Żydów.

Armia Czerwona prze na Zachód. Rumunia przechodzi na stronę aliantów, przy okazji będzie się starała odzyskać Siedmiogród.

Alaine zakochała się w Jánosie, kiedy miała czternaście lat, biorąc z nim ślub, ma dziewiętnaście, może nieco więcej – ojciec w proteście przeciwko rumuńskiej administracji nie zarejestrował jej, więc nie ma pewności co do daty jej urodzenia. To dość bogata mieszczańska rodzina. János walczy od kilku lat na froncie wschodnim. Chyba nie jako zwykły żołnierz, skoro po wojnie przebywał w areszcie domowym z ostatnim wojennym premierem. Przysyła jej stamtąd prezenty – piękne walonki, filiżanki z chińskiej porcelany… Czy są proniemieccy? Na pewno nie wtedy, kiedy zaczynają się deportacje Żydów. Chronią znajomych, kilka osób udaje im się uratować. Przedtem też nie popierali antysemickiej polityki, ale chyba ich poglądy określane były głównie przez to, że byli węgierską mniejszością w Rumunii. Niewiele o tym się dowiadujemy, ale trudno się spodziewać, żeby wyczekiwali nadejścia Rosjan – z pewnością woleliby innych aliantów.

János (w tym momencie jest już dezerterem) z żoną chcą wyjechać z Koloszwaru, o mało nie giną podczas bombardowania dworca, ostatecznie jakoś przedzierają się na Węgry i znajdują schronienie w zamku Esterházych, gdzie matka Jánosa jest klucznicą. (Zamek ma 160 pokoi, więc raczej nie będą spotykać właścicieli). Polcz pomaga w szpitalu, gdzie widzi rzeczy potworne.

(Esterházyowie, sławny węgierski magnacki ród, to bohaterowie uznanej za arcydzieło literatury środkowoeuropejskiej powieści Pétera Esterházyego Harmonia caelestis (polskie wydanie – 2007). Dopiero po jej napisaniu autor dowiedział się, że ojciec, ważna postać w powieści, był przez lata współpracownikiem służby bezpieczeństwa. I temu poświecił następną powieść, Wydanie poprawione. Przy okazji sporo dowiedzieliśmy się o Esterházych, ale pewno już zapomnieliśmy).

Dzięki Esterházym, katolikom o potężnych koneksjach w Watykanie, János dostaje papiery poświadczające, że jest watykańskim dyplomatą. Raczej na niewiele się zdadzą. Następnym ich schronieniem jest ukryta głęboko w lesie, trudno dostępna leśniczówka. Mieszka tam z całą gromadką uciekinierów – matka Jánosa, para Żydów, para ukrywających swoje poglądy antysemitów, jugosłowiański ksiądz… Czasem wpadają tam partyzanci, pozbawiając ich jedzenia, ale dzięki polowaniom jakoś sobie radzą. Potem przychodzi oddział węgierski i chce rozstrzelać dezertera Jánosa. Potem Niemcy, którzy proponują, żeby zabrać się nimi na zachód, antysemici uciekają, ale Żydzi, co zrozumiałe, zostają. Nadchodzi wigilia i Sowieci. Wyprowadzają Jánosa i twierdzą, że go rozstrzelali, potem okaże się, że to nieprawda. Jej też w pewnym momencie grożono rozstrzelaniem, ostatecznie jednak strzały padły obok.

Po pewnym czasie pozostałych gdzieś wyprowadzają i dołączają do innych cywili. Jest zima, tych, którzy nie mogą iść, zabijają. A potem niespodziewanie wypuszczają, tyle że na linii frontu, gdzie do każdego strzela się bez ostrzeżenia. Alaine i jej teściowej cudem udaje się dotrzeć do niewielkiej miejscowości zajętej przez Rosjan – to będzie się zmieniać, czasem będą wracali Niemcy – z której nie da się wydostać.

To, o czym dotąd czytaliśmy, to wojenne przygody, wyglądają groźnie, są przerażające, ale Polcz jest dzielna, optymistyczna, lubi się śmiać, czasem robi rzeczy niebezpieczne, bo źle znosi ukrywanie się. Czas spędzony na zamku i w leśniczówce nazywa wojenną idyllą. To, co nastąpi dalej, będzie dużo gorsze.

Jej książka stała się znana i bardzo ważna z innych powodów. Ukazała się na Węgrzech w roku 1991 i jest jedną z pierwszych, o ile nie pierwszą na świecie, ujawniającą skalę gwałtów popełnianych na kobietach przez sowieckich żołnierzy. I świadectwem ich ofiary. Po wojnie Polcz zamieszkała na Węgrzech, została znaną psycholożką, twórczynią hospicjów dla dzieci, autorką wielu książek i artykułów o tanatologii. I dopiero po wielu latach, już z pewnego dystansu, postanowiła o tym opowiedzieć.

Trudno mi o tym pisać. Rosjanie uważali, że kobiety to coś (bardziej niż ktoś), czego po prostu można w dowolny sposób używać, kiedy akurat ma się na to ochotę. Gwałty zbiorowe, gwałty, podczas których łamano kobietom kręgosłupy. Kobiety stale krwawiące, właściwie wszystkie zarażone chorobami wenerycznymi. Seks jako moneta, dzięki której można było od nich coś uzyskać. Polcz wyszła z tego ze zrujnowanym zdrowiem, nie będzie mogła mieć dzieci, ale niewiele pisze o traumie i jak sobie z nią poradziła. I nie tylko to, co opisuje, ale też jak – właściwie bez emocji – jest przejmujące. Czasem taki opis działa mocniej niż krzyk.

Chyba ważne było to, że od początku oddzieliła seks od przemocy. To była po prostu brutalna przemoc fizyczna, kłopoty w życiu seksualnym miała z mężem. To wcale nie jest oczywiste, bo jednak przemoc seksualna dla wielu kobiet ma inne znaczenie. I co jeszcze bardziej zaskakujące, po latach nie pisze o rosyjskich gwałcicielach z nienawiścią. Widzi w nich ludzi, w których miesza się dobro ze złem. Bardzo prymitywnych, kulturowo odmiennych. Poza przemocą notuje też inne sytuacje. Niektórzy jej bronili, jeden się zakochał i nigdy jej nie zgwałcił, czasem pomagali, dzielili się jedzeniem, nawet jeśli mieli go mało.

Czasem okazywało się, że jednak gwałty są zakazane – chyba pozwalano na nie i na rabunki przez pierwsze trzy dni, choć, jak to z Rosjanami bywa, niczego nie dało się przewidzieć. Kiedyś wśród szeregu żołnierzy miała rozpoznać swego gwałciciela, który prawdopodobnie zostałby rozstrzelany. Rozpoznała go i nie wskazała. Ze współczuciem obserwowała warunki, w jakich żyją. Zauważała ich szacunek dla starych kobiet, babuszek, chociaż przecież jej teściowa też została zgwałcona. Trochę racjonalizowała – takie rzeczy na wojnie się dzieją, pewno Węgrzy robili to samo na froncie wschodnim. (Na pewno nie taką skalę!)

Po wojnie nikt nie chciał wierzyć w to, co ją i inne kobiety spotkało, ani o tym mówić. One też nie.

Tak wyglądało jej pierwsze spotkanie z rodziną. Zasiedli do obiadu, podano ozór w sosie pomidorowym.

„Mówią, że Rosjanie gwałcili kobiety. U was też? – zapytała mama. „Tak, u nas też”. „Ale ciebie nie?” „Ależ tak, wszystkie” – powiedziałam. Mama patrzyła na mnie przez chwilę i zapytała ze zdziwieniem: „Jak mogłaś na to pozwolić?”. „Bo mnie bili” – rzuciłam krótko. Kwestia ta nie wydawała mi się ani ważna, ani ciekawa. Na to ktoś zapytał lekko, wręcz żartobliwie: „A dużo ich było?” „Trudno zliczyć” – powiedziałam, wciąż nie przerywając jedzenia.

Szybko zmieniono temat, a po obiedzie matka poprosiła ją, aby przyznała, że nie mówiła prawdy. „Dobrze – zgodziłam się – to nieprawda. Tak naprawdę zabierali mnie tylko do opatrywania rannych w szpitalu”.

Zbrodnie gwałtów wojennych na lata zostały zapomniane, zapomniano o ich ofiarach. Nigdy im nie zadośćuczyniono. Do dziś brakuje opracowań naukowych, właściwego upamiętnienia. Dopiero w 1998 roku Międzynarodowy Trybunał Karny uznał gwałty za zbrodnie przeciw ludzkości.

Książkę Polcz poprzedza przedmowa Oksany Zabużko, dużo bardziej emocjonalna. I trudno się temu dziwić, gwałty na kobietach w Ukrainie dzieją się teraz. Zabużko nazywa to rosyjską kulturą gwałtu. Czytając Polcz, trudno tak tego nie widzieć.

Jest jeszcze jeden ważny wątek tej wojennej opowieści. Na ścianie światowej historii Polcz maluje też prywatny fresk, opowieść o swoim małżeństwie. Widzimy ją na tle horroru gwałtów, ale to też jest horror. Ona jest młodziutka, zakochana w mężu i gotowa ratować go za wszelką cenę, on dość łatwo przechodzi do porządku nad tym, że ona i jego matka najprawdopodobniej nie żyją. Jest dzielny i honorowy w wielu sytuacjach, co Polcz zauważa, ale jako mąż jest potworem. Całkowicie zamknięty w sobie, milczący, jeśli się odzywa, to tylko po to, żeby ją strofować, albo kazać zamilknąć. Absolutnie nie liczy się z jej potrzebami seksualnymi, początki małżeństwa to dla niej nieustanny ból. Ugania się za kobietami, to on jako pierwszy zaraża ją rzeżączką. Lekarz radzi jej rozwód, ale on kłamie i wmawia jej, że zaraziła się w toalecie. W czasie polowań używa jej jako psa. Gdyby nie cała reszta, to czytalibyśmy tę książkę jako opis przemocy małżeńskiej. Dla Polcz jest to coś, na co się zgadzała, bo kochała. Gwałty i swoje małżeństwo widzi jakby oddzielnie, jako dwie oddzielne sprawy. Dziś chyba dostrzegamy już związek między gwałtami wojennymi a powszechnością przemocy wobec kobiet.

Po siedmiu latach rozwiodła się z mężem, mimo że groził jej samobójstwem, jeśli go zostawi, i próbowała zapomnieć. Poślubiła znanego węgierskiego pisarza. Zmarła w roku 2007.


Przeczytany do końca tekst jest bezcenny. Ale nie powstaje za darmo. Niezależność Krytyki Politycznej jest możliwa tylko dzięki stałej hojności osób takich jak Ty. Potrzebujemy Twojej energii. Wesprzyj nas teraz.

Kinga Dunin

Kinga Dunin – Socjolożka, publicystka, pisarka, krytyczka literacka. Od 1977 roku współpracowniczka KOR oraz Niezależnej Oficyny Wydawniczej. Po roku 1989 współpracowała z ruchem feministycznym. Współzałożycielka partii Zielonych. Autorka licznych publikacji (m.in. „Tao gospodyni domowej”, „Karoca z dyni” – finalistka Nagrody Literackiej Nike w 2001) i opracowań naukowych (m.in. współautorka i współredaktorka pracy socjologicznej “Cudze problemy. O ważności tego, co nieważne”). Autorka książek “Czytając Polskę. Literatura polska po roku 1989 wobec dylematów nowoczesności”, “Zadyma”, “Kochaj i rób”.


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com


Israeli experts create AI to translate ancient cuneiform text – study

Israeli experts create AI to translate ancient cuneiform text – study

JUDY SIEGEL-ITZKOVICH


Researchers at Tel Aviv University (TAU) and Ariel University have developed an artificial intelligence model that can automatically translate Akkadian text written in cuneiform into English.

.

An ancient Assyrian tablet with writing in cuneiform from the Library of Ashurbanipal. /  (photo credit: The Trustees of the British Museum)

Experts in Assyriology – who specialize in the archaeological, historical, cultural and linguistic study of Assyria and the rest of ancient Mesopotamia (Iraq) –spend many years painstakingly trying to understand Akkadian texts written in cuneiform, one of the oldest forms of writing known.

Cuneiform is translated as “wedge-shaped” because in ancient times, people wrote it using a reed stylus cut to make a wedge-shaped mark on a clay tablet.

But now, researchers at Tel Aviv University (TAU) and Ariel University have developed an artificial intelligence model that will save all this effort. The AI model can automatically translate Akkadian text written in cuneiform into English.

Who were the ancient Assyrians?

In 721 BCE, Assyria swept out of the North, captured the Northern Kingdom of Israel and took the Ten Tribes into captivity, after which they became lost to history. Assyria, named for the god Ashur (highest in the pantheon of Assyrian gods), was located in the Mesopotamian plain. Historians note that Assyrian Jews first appeared in that region when the Israelites were exiled there, and they lived continuously alongside the Assyrian people in the territories after the Assyrian exile.

Hundreds of thousands of clay tablets from ancient Mesopotamia, written in cuneiform and dating back as far as 3,400 BCE have been found by archeologists – far more than could easily be translated by the limited number of experts who can read them.

Siege scene with two massive L-shaped shields protecting Assyrian soldiers, in a relief from the palace of Tiglath-Pileser III at Nimrud (credit: Courtesy of the British Museum)

Dr. Shai Gordin of Ariel University and Dr. Gai Gutherz, Dr. Jonathan Berant and Dr. Omer Levy of TAU and colleagues have just published their findings in the journal PNAS Nexus under the title “Translating Akkadian to English with neural machine translation.”

When they developed the new machine-learning model, they trained two versions – one that translates the Akkadian from representations of the cuneiform signs in Latin script and another that translates from unicode representations of the cuneiform signs. The first version, using Latin transliteration, gave more satisfactory results in this study, achieving a score of 37.47 in the Best Bilingual Evaluation Understudy 4 (BLEU4), which is a test of the level of correspondence between machine and human translation of the same text.

The program is most effective when translating sentences of 118 or fewer characters. In some of the sentences, the program produced “hallucinations” – output that was syntactically correct in English but not accurate.

Gordin noted that in most cases, the translation would be usable as a first-pass at the text. The authors propose that machine translation can be used as part of a “human-machine collaboration,” in which human scholars correct and refine the models’ output.

Hundreds of thousands of clay tablets inscribed in the cuneiform script document the political, social, economic and scientific history of ancient Mesopotamia, they wrote. “Yet, most of these documents remain untranslated and inaccessible due to their sheer number and the limited quantity of experts able to read them.”

They concluded that translation is a fundamental human activity, with a long scholarly history since the beginning of writing. “It can be a complex process, since it commonly requires not only expert knowledge of two different languages but also different cultural milieus. Digital tools that can assist with translation are becoming more ubiquitous every year, tied to advances in fields like optical character recognition (OCR) and machine translation. Ancient languages, however, still pose a towering problem in this regard. Their reading and comprehension require knowledge of a long-dead linguistic community, and moreover, the texts themselves can also be very fragmentary.”


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com


Israel Daily News – May 15, 2023

Israel Daily News – May 15, 2023

ILTV Israel News


One rocket was fired towards Israel on Sunday night from Gaza…But despite this the ceasefire is currently holding.

For the first time in its history the United Nations Is marking Nakba day – Israel’s ambassador to the un is calling on countries to shun the event…

And could King Charles the third be planning a visit to Israel in the very near future?


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com


Dr hab. P. Pleskot: Grzegorz Przemyk stał się symbolem bestialstwa aparatu władzy PRL

Dr hab. Patryk Pleskot. Fot. PAP/T. Gzell


Dr hab. P. Pleskot: Grzegorz Przemyk stał się symbolem bestialstwa aparatu władzy PRL

Anna Kruszyńska


.
.
Grzegorz Przemyk. Źródło: MHP

.
40 lat temu, 14 maja 1983 r., zmarł Grzegorz Przemyk, maturzysta dwa dni wcześniej skatowany w komisariacie MO przy Jezuickiej na warszawskiej Starówce. Bezpośrednią odpowiedzialność za jego śmierć ponosi grupa milicjantów. Bezkarność zapewniła im junta stanu wojennego, która bezwzględnie rozegrała tę tragedię.

.


Grzegorz Przemyk stał się symbolem bestialstwa aparatu władzy PRL. Jego sprawa jest jednak wyrzutem sumienia III RP, ponieważ nie udało się jej do końca wyjaśnić i sprawiedliwie skazać wszystkich sprawców – mówi PAP dr hab. Patryk Pleskot, naczelnik Oddziałowego Biura Badań Historycznych IPN w Warszawie.

Polska Agencja Prasowa: Czy można powiedzieć, że na Grzegorza Przemyka patrzymy w dużej mierze przez pryzmat pewnej legendy?

Dr hab. Patryk Pleskot: To zależy od tego, co rozumiemy pod określeniem „legenda”. To, że Grzegorz Przemyk został zakatowany na komisariacie MO przy ul. Jezuickiej przez zomowców, jest przecież faktem. Faktem jest także to, że w jego pogrzebie uczestniczyły tysiące ludzi, którzy w niemym pochodzie wznosili ręce w geście Solidarności. To, że o tej sprawie mówiono w całej Polsce i że władze rozpoczęły kampanię dezinformacyjną – zupełnie zresztą nieudaną, zakończoną groteskowym procesem sanitariuszy – to także są fakty.

Jeśli do legendy możemy zaliczyć nagłośnienie i znajomość tej sprawy, to tak – na Przemyka patrzymy przez legendę. Jego sprawa została bardzo nagłośniona i to wbrew pierwotnej woli władz komunistycznych. Dobrze się jednak stało, ponieważ dzięki temu poznaliśmy kolejny akt bestialstwa ze strony aparatu represji PRL.

Legenda może się również wiązać z mitem wokół danej sprawy. W przypadku morderstwa Przemyka mamy do czynienia z pewną mitologią, którą można dostrzec w interpretacji wydarzeń z 12 maja 1983 r., mówiącej o tym, że było to morderstwo zaplanowane, zlecone z góry.

PAP: A nie było?

Dr hab. P. Pleskot: Uważam, że mimo wszystko nie było, ponieważ do pewnego stopnia było to morderstwo przypadkowe. To, że Przemyk po maturze został zakatowany w komisariacie na śmierć, było efektem ślepego bestialstwa i okrucieństwa zomowców, którzy tam wtedy przebywali. To nie była przygotowana z góry akcja, która miałaby jakiś głębszy motyw.

Nie zmienia to jednak tego, że wciąż mamy do czynienia z morderstwem. I było ono morderstwem politycznym – chociażby dlatego, że od razu zostało upolitycznione. No i dotyczyło przecież chłopaka, który był kontestatorem ówczesnego systemu.

PAP: Także matka Przemyka, czyli poetka i działaczka opozycyjna Barbara Sadowska, nie była dla komunistycznych władz osobą anonimową…

Jest przy tym możliwe, że właśnie owa przypadkowość połączona z bezmyślnym okrucieństwem morderców tak poruszyła społeczeństwo. Pokazywało to bowiem, że każdy mógł się stać ofiarą systemu.

Dr hab. P. Pleskot: Zresztą w przestrzeni publicznej pojawiały się głosy, że morderstwo z premedytacją jej syna było wcześniej zamówione i miało właśnie uderzyć przede wszystkim w Sadowską.

Jednak prawdopodobnie bijący Przemyka zomowcy nie zdawali sobie sprawy, że zatrzymują, biją i mordują syna poetki, która działała w opozycji. Myślę, że takie założenie byłoby nadinterpretacją, choć całkowicie takiej możliwości nie można wykluczyć.

Jest przy tym możliwe, że właśnie owa przypadkowość połączona z bezmyślnym okrucieństwem morderców tak poruszyła społeczeństwo. Pokazywało to bowiem, że każdy mógł się stać ofiarą systemu.

PAP: Dlaczego zatem, skoro nie było to zamierzone działanie funkcjonariuszy, władze uruchomiły swoją machinę propagandową?

Dr hab. P. Pleskot: Sprawa zakatowania Przemyka była o tyle wyjątkowa, że był naoczny świadek tej sytuacji, czyli kolega Przemyka, który wraz z nim został wówczas zatrzymany. Widział, co stało się w tym komisariacie, i to nagłośnił. Był za to zresztą później represjonowany. Co więcej – Przemyk nie zmarł od razu. Trafił na pogotowie, został odesłany, potem trafił do szpitala, gdzie przeszedł operację. Również i tam lekarze zobaczyli, w jakim stanie był chłopak. Sprawy nie udało się przemilczeć.

Ponadto Barbara Sadowska wraz z synem należeli do środowiska warszawskiej opozycji. Poetka od razu nagłośniła tę sprawę. Musimy też pamiętać, że Liceum im. Andrzeja Frycza-Modrzewskiego, do którego Przemyk uczęszczał, było specyficzne, ponieważ prowadzono w nim liczne działania opozycyjne. Przemyk stał się zatem pewnego rodzaju symbolem, a dzięki temu jego sprawa mogła przejść do ówczesnej opinii publicznej.

PAP: Przemyk był także ofiarą stanu wojennego…

W dobie stanu wojennego przeciętny Polak odczuwał istnienie dużej przepaści między nim a systemem, co wcześniej nie zawsze się zdarzało. Wobec tego każdy przypadek, który by potwierdzał to, że władza jest represyjna, okrutna i bestialska, trafiał na podatny grunt społeczny i siłą rzeczy takie sprawy miały naturalną przestrzeń do nagłaśniania.

Dr hab. P. Pleskot: Mamy inne przykłady mordów politycznych z tego okresu, a każdy taki przypadek był nagłaśniany głównie przez środowiska niezależne, zwłaszcza jeśli mówimy o młodym człowieku. Tak było chociażby w sprawach Emila Barchańskiego czy Piotra Majchrzaka z 1982 r. Później była sprawa ks. Jerzego Popiełuszki, choć to było już klasyczne morderstwo polityczne z premedytacją.

W dobie stanu wojennego przeciętny Polak odczuwał istnienie dużej przepaści między nim a systemem, co wcześniej nie zawsze się zdarzało. Wobec tego każdy przypadek, który by potwierdzał to, że władza jest represyjna, okrutna i bestialska, trafiał na podatny grunt społeczny i siłą rzeczy takie sprawy miały naturalną przestrzeń do nagłaśniania.

Mimo wszystko sprawa Przemyka była wyjątkowa. Popatrzmy na absurdalne i bezczelne działania MSW, z czasem też prokuratury, a także machiny propagandowej uosabianej przez rzecznika rządu Jerzego Urbana, który po prostu kłamał w żywe oczy i oskarżał niewinnych ludzi o tę zbrodnię. Władze – przeciwnie do zamierzonego celu – same to wszystko jeszcze bardziej nakręcały.

PAP: Czy wiemy, co tak naprawdę wydarzyło się 12 maja 1983 r. w komisariacie przy ul. Jezuickiej?

Dr hab. P. Pleskot: Można powiedzieć, że znamy personalia zomowców, którzy bili Przemyka, nie do końca mamy jednak rozpoznany skład personalny milicjantów i zomowców, którzy uczestniczyli w całej tej scenie. Zatem sam proces decyzyjny dotyczący bicia nie jest jeszcze do końca jasny, wciąż są didaskalia, których nie potrafimy odtworzyć.

W poznaniu tych szczegółów nie pomaga fakt, że wpierw postępowanie karne było gmatwane i mataczone, a po 1989 r. przez tyle lat procesy sprawców pobicia Przemyka były odraczane, rewidowane. Przypomnijmy, że jeszcze w latach osiemdziesiątych zostali skazani dwaj sanitariusze oraz lekarka, która Przemyka nawet nie widziała na oczy.

Właściwie można powiedzieć, że sprawcy pobicia Przemyka i ich bezpośredni przełożeni przeszli przez tę całą sprawę suchą nogą. Jest to zatem pewien wyrzut sumienia III Rzeczypospolitej, że nie mogliśmy – nawet sporo wiedząc – dać sprawiedliwości zadość i skazać w sposób adekwatny do czynu sprawców tej zbrodni.

PAP: Czy kiedyś może jeszcze nastąpić przełom odnośnie do tego, co wydarzyło się w komisariacie?

Dr hab. P. Pleskot: Tego bym się nie spodziewał, zwłaszcza że stosunkowo dużo już wiemy. Jednak bardzo użyteczne byłoby, aby wyklarowały się szczegóły tego zdarzenia, abyśmy sekunda po sekundzie poznali to, co się wówczas stało. Obawiam się jednak, że na to jest już za późno.

PAP: Jak postać Grzegorza Przemyka rezonuje w powszechnej świadomości?

Dr hab. P. Pleskot: Mamy świetne publikacje naukowe oraz popularne, na czele z nagrodzonym reportażem historycznym Cezarego Łazarewicza „Żeby nie było śladów”. Powstał także film pod tym samym tytułem w reżyserii Jana P. Matuszyńskiego. Sprawa Przemyka zaistniała zatem w kulturze, świecie mediów. Wydaje mi się zatem, że Polacy mniej lub więcej orientują się, kim był, choć pewnie tak ogólne twierdzenie trzeba by dopiero potwierdzić sondażami.

Był to w końcu młody człowiek z rozwianymi włosami, grający na gitarze i piszący wiersze. To może właśnie wpływać na pewną jego legendę. Młodemu człowiekowi dzisiaj łatwiej utożsamić się właśnie z Przemykiem niż z także zamordowanym przez aparat represji robotnikiem. Przemyk jest bardziej bliski współczesnym ludziom.


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com


Israel under Fire and The West’s Pusillanimous Response

Israel under Fire and The West’s Pusillanimous Response

Richard Kemp


  • Neither Ukraine nor Israel has any territorial ambitions or aggressive intent against their attackers — both Ukraine and Israel are fighting purely defensive wars to protect their civilian populations.
  • There is another common factor. Islamic Jihad in Gaza is an Iranian proxy terrorist group, funded and directed from Tehran. Iran’s hand is behind this conflict….
  • I do not recall any Western government or international body suggesting moral equivalence between the aggressor and the defender in the Ukraine war, but that is exactly what we have seen repeatedly in this and previous conflicts between Israel and Gaza with the UN Secretary General calling on “both sides” to exercise restraint.
  • Unlike the immediate condemnation of Russian violence, we have seen only silence in the US and Europe since Islamic Jihad’s rockets began to fall on Israel. The best we have heard from the White House is that “Israel has the right to protect itself”, a statement of the blindingly obvious. None of this is good enough when what is needed is the strongest support for Israel and the most blunt condemnation of Islamic Jihad, along the lines we see over the Ukraine war.
  • The usual media suspects, such as the BBC and CNN, both cheerleaders for Ukraine’s defensive operations, have predictably been doing their best to slant their coverage against Israel.
  • As we can see from the Western approach to Ukraine as well as wars everywhere, no other country that is unlawfully attacked by a foreign power is portrayed as the aggressor or at best on a par with the attacker…. The IDF takes the greatest possible care to defend its civilians while avoiding unnecessary casualties among civilians on enemy territory, frequently aborting attacks when there is the risk of killing innocent people….
  • Gaza terrorist leaders, on the other hand, make sure their wives and children are nearby and ready to die whenever there is the risk of attack against them. They deliberately position their weapons stores, missile launch sites and fighters among the civilian population, including in schools, hospitals and occupied residential buildings. The IDF will frequently warn civilians to get out of the area when preparing an attack. Understanding how this undermines their policy of causing maximum casualties on their own civilians in order to achieve international condemnation of Israel, terrorists in Gaza have warned their citizens that anyone who complies will be punished.
  • In such circumstances it is impossible for the IDF to do the vital work of destroying offensive weapons aimed against their own population and eliminating the terrorist commanders who direct them without inflicting some civilian casualties. Despite the misguided or malign commentary of some journalists, politicians, academics and human rights groups, such collateral damage is not illegal or a war crime, provided all possible measures are taken to avoid it.
  • In the last five days, more than 1,234 rockets have been fired from Gaza, 976 of which have crossed into Israel – a country roughly the size of New Jersey — with the remainder falling short into Gaza itself. The nearest comparable bombardment against Western countries was in 1944, when the Germans fired rockets at Britain with a maximum rate of 100 per day. Britain responded with a bombing campaign of devastating force in which many civilians were unavoidably killed.
  • The question Western commentators so eager to condemn Israel should ask themselves is: how many rockets fired into their own countries would be tolerated?
  • The Ukraine war has focused European governments’ minds on this issue and their current planning includes not just improving missile defences but also offensive capabilities to strike at the enemy in his own territory, just as Israel is forced to do today.

The Israeli military takes the greatest possible care to defend its civilians while avoiding unnecessary casualties among civilians in enemy territory. Gaza terrorist leaders, on the other hand, make sure their wives and children are nearby and ready to die whenever there is the risk of attack against them. They deliberately position their weapons stores, missile launch sites and fighters among the civilian population, including in schools, hospitals and occupied residential buildings. Pictured: Terrorists fire rockets at Israel from within a densely populated residential area in Gaza City on May 13, 2023. (Photo by Mahmud Hams/AFP via Getty Images)

When Russia invaded Ukraine last year, Western governments, international organizations, media and human rights groups quite rightly rallied round without hesitation, recognising the need to give unreserved moral support to a nation defending itself from violent attack.

We see a very different picture today as Israel is assaulted by aggressors in Gaza, to all intents and purposes a foreign country.

There is some commonality between the two conflicts, although they are on an altogether different scale. Russia and Gaza’s Islamic Jihad both believe the countries they are attacking are illegitimate, have no right to exist and need to be destroyed in their current forms by violence. Neither Ukraine nor Israel has any territorial ambitions or aggressive intent against their attackers — both Ukraine and Israel are fighting purely defensive wars to protect their civilian populations.

There is another common factor. Islamic Jihad in Gaza is an Iranian proxy terrorist group, funded and directed from Tehran. Iran’s hand is behind this conflict and the ayatollahs have pressured Hamas terrorist leaders to join Islamic Jihad’s assault on Israel while doing all they can to prevent a ceasefire brokered by Egypt. Iran’s role in Ukraine is not as significant, but we should not forget that it has supplied Russia with explosive drones to fire at Ukrainian civilians.

I do not recall any Western government or international body suggesting moral equivalence between the aggressor and the defender in the Ukraine war, but that is exactly what we have seen repeatedly in this and previous conflicts between Israel and Gaza, with the UN Secretary General calling on “both sides” to exercise restraint.

Unlike the immediate condemnation of Russian violence, we have seen only silence in the US and Europe since Islamic Jihad’s rockets began to fall on Israel. The best we have heard from the White House is that “Israel has the right to protect itself”, a statement of the blindingly obvious. None of this is good enough when what is needed is the strongest support for Israel and the most blunt condemnation of Islamic Jihad, along the lines we see over the Ukraine war.

The usual media suspects, such as the BBC and CNN, both cheerleaders for Ukraine’s defensive operations, have predictably been doing their best to slant their coverage against Israel. BBC commentary went as far as to imply that the killing of Gaza civilians is a deliberate policy of Israeli Prime Minister Benjamin Netanyahu and his government while a CNN interviewer claimed that Israel deliberately targeted civilians. In Israel Haaretz published an article branding the IDF’s operation as “patently illegal” and accused its soldiers of war crimes.

As we can see from the Western approach to Ukraine as well as wars everywhere, no other country that is unlawfully attacked by a foreign power is portrayed as the aggressor or at best on a par with the attacker. Yet in this conflict, the differences between the two sides could not be more stark. The IDF takes the greatest possible care to defend its civilians while avoiding unnecessary casualties among civilians in enemy territory, frequently aborting attacks when there is the risk of killing innocent people, and using attack profiles designed to minimise collateral damage even when targeting occupied apartment blocks.

Gaza terrorist leaders, on the other hand, make sure their wives and children are nearby and ready to die whenever there is the risk of attack against them. They deliberately position their weapons stores, missile launch sites and fighters among the civilian population, including in schools, hospitals and occupied residential buildings. The IDF will frequently warn civilians to get out of the area when preparing an attack. Understanding how this undermines their policy of causing maximum casualties on their own civilians in order to achieve international condemnation of Israel, terrorists in Gaza have warned their citizens that anyone who complies will be punished.

In such circumstances it is impossible for the IDF to do the vital work of destroying offensive weapons aimed against their own population and eliminating the terrorist commanders who direct them without inflicting some civilian casualties. Despite the misguided or malign commentary of some journalists, politicians, academics and human rights groups, such collateral damage is not illegal or a war crime, provided all possible measures are taken to avoid it. That is exactly what the IDF does in every engagement, to the extent that several Western generals have admitted that their own forces would be unable to achieve anything like the same standards in protecting civilian life.

In the last five days, more than 1,234 rockets have been fired from Gaza, 976 of which have crossed into Israel – a country roughly the size of New Jersey — with the remainder falling short into Gaza itself. The nearest comparable bombardment against Western countries was in 1944, when the Germans fired rockets at Britain with a maximum rate of 100 per day. Britain responded with a bombing campaign of devastating force in which many civilians were unavoidably killed. The question Western commentators so eager to condemn Israel should ask themselves is: how many rockets fired into their own countries would be tolerated? The Ukraine war has focused European governments’ minds on this issue and their current planning includes not just improving missile defences but also offensive capabilities to strike at the enemy in his own territory, just as Israel is forced to do today.


Colonel Richard Kemp is a former British Army CommanderHe was also head of the international terrorism team in the U.K. Cabinet Office and is now a writer and speaker on international and military affairs. He is a Shillman Fellow at Gatestone Institute.


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com