Archive | June 2023

Israel Daily News – June 18, 2023

Israel Daily News – June 18, 2023

ILTV Israel News


The US is giving Israel new security guarantees amid the reports of an emerging deal with Iran. Also The man who carried out the deadliest anti-Semitic attack in US history has been convicted. And the U.S. chipmaker Intel corp has announced plans to invest $25 billion in a new factory in Israel. Furthermore hundreds of Israeli Merkava tanks will be sold from Israel to other countries for the first time.


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com


Prawdziwe znaczenie “Od rzeki do morza Palestyna będzie wolna”

(Zdjęcie: Andrew Ratto/Wikimedia Commons)



Prawdziwe znaczenie “Od rzeki do morza Palestyna będzie wolna”

Bassam Tawil
Tłumaczenie: Małgorzata Koraszewska


Antyizraelscy studenci na wielu kampusach uniwersyteckich w USA, Kanadzie, Australii i Europie często skandują hasło “Od rzeki do morza Palestyna będzie wolna”. To hasło, które zasadniczo oznacza, że Izrael nie ma prawa istnieć na ziemi między rzeką Jordan a Morzem Śródziemnym – innymi słowy na całej ziemi, która obecnie stanowi Izrael – od dawna jest popierane przez grupy islamistyczne, które otwarcie wzywają do wyeliminowania Izraela.

To samo wezwanie zostało powtórzono na:

  • Niedawnym spotkaniu Rady Studentów Uniwersytetu w Sydney, podczas którego członkowie rady uniemożliwili żydowskim studentom przemawianie lub wywieszanie izraelskich flag w Dniu Niepodległości Izraela.
  • Wiec 8 kwietnia pod nazwą “Ręce precz od [meczetu] Al-Aksa”, zorganizowany przez kilka pro-palestyńskich organizacji w Nowym Jorku. Na wiecu mówcy wychwalali palestyński “opór” i jego “męczenników” i powtarzali to samo hasło.
  • Wydarzenie zorganizowane na początku tego roku przez grupy żydowskie na University College London, gdzie dziesiątki antyizraelskich aktywistów skandowały: “Uwolnić Palestynę od rzeki do morza”.

“Powinniśmy wezwać arabskie i muzułmańskie armie do wyzwolenia Palestyny” – powiedział wyraźnie jeden z mówców na antyizraelskim zgromadzeniu.

Pod koniec zeszłego roku społeczność żydowska z Northwestern University w Chicago była zszokowana, widząc, że wydrukowane kopie artykułu o dumie żydowskiej zostały zamalowane słowami: “Od rzeki do morza Palestyna będzie wolna”.

Nie sposób wyobrazić sobie, że działacze antyizraelscy nie mają pojęcia, że to hasło jest powszechnym wezwaniem do broni dla tych, którzy chcą zniszczyć Izrael.

Hasło to odzwierciedla życzenia Iranu i jego terrorystycznych pełnomocników – zwłaszcza Hamasu, Palestyńskiego Islamskiego Dżihadu (PIJ) i Hezbollahu – zastąpienia Izraela pięćdziesiątym siódmym państwem islamskim – od rzeki Jordan po Morze Śródziemne.

Irańscy przywódcy i oficjele często powtarzają, że ich celem jest “wymazanie Izraela z mapy”. Niedawno Ministerstwo Spraw Zagranicznych Iranu powtórzyło wezwanie, oznajmiając, Jerozolima jest “wieczną stolicą Palestyny, od rzeki do morza”.

W przeddzień swojej niedawnej wizyty w Syrii prezydent Iranu, Ebrahim Raisi, powtórzył życzenie swojego reżimu, aby Izrael został usunięty [z powierzchni ziemi].

Hamas, wspierana przez Iran grupa terrorystyczna kontrolująca Strefę Gazy, nigdy nie przegapił okazji, by zadeklarować swój zamiar przekazania tego samego przesłania. W grudniu 2022 r., w 35. rocznicę swojego powstania, Hamas ujawnił swoje hasło: “Palestyna od rzeki do morza”. Mapa towarzysząca sloganowi przedstawiała – bez Izraela – cały kraj od rzeki Jordan do Morza Śródziemnego.

Na początku tego roku przywódca Hamasu, Ismail Hanijja, ponownie powtórzył cel swojej grupy, jakim jest zniszczenie Izraela, mówiąc:

“Cała Palestyna, od rzeki do morza i od Ras al-Nakuora [na granicy izraelsko-libańskiej] do Umm al-Raszrasz [Ejlat, najbardziej wysunięte na południe miasto Izraela], jest jednym krajem, który jest niepodzielny i nie może być sprzedany ani przehandlowany”.

Rzecznik Hamasu, Husam Badran, również potwierdził poparcie swojej grupy dla wyeliminowania Izraela: “Palestyna, którą znamy, rozciąga się od rzeki do morza – nie pomijając ani centymetra” – powiedział.

Używając tego hasła, Iran i Hamas mówią bez ogródek, że na Bliskim Wschodzie nie ma miejsca dla państwa żydowskiego.

Mówią też, że ziemie rozciągające się od rzeki Jordan do Morza Śródziemnego są w całości własnością muzułmanów i nie mogą być oddane żadnym nie-muzułmanom.

Artykuł 11 Karty Hamasu nie pozostawia żadnych wątpliwości; jest po prostu ludobójczy:

“Ruch Islamskiej Republiki [Hamas] wierzy, że ziemia Palestyny jest islamskim Wakf poświęconym przyszłym pokoleniom muzułmanów aż do Dnia Sądu Ostatecznego. Ona ani żadna jej część nie powinna być trwoniona; z niej, ani z żadnej jej części nie można zrezygnować. Ani jeden kraj arabski, ani wszystkie kraje arabskie, żaden król ani prezydent, ani wszyscy królowie i prezydenci, ani żadna organizacja, ani wszyscy, czy to Palestyńczycy, czy Arabowie, nie mają prawa tego zrobić”.

Artykuł 13 Karty Hamasu otwarcie opowiada się za użyciem przemocy w celu zabicia Żydów i wyeliminowania Izraela:

“Nie ma rozwiązania kwestii palestyńskiej poza dżihadem [świętą wojną]”.

Artykuł 15 Karty Hamasu stanowi:

“Dżihad jest indywidualnym obowiązkiem każdego muzułmanina… Konieczne jest zaszczepienie ducha dżihadu w sercu narodu, aby stawił czoła wrogom i dołączył do szeregów bojowników”.

Podobnie Palestyński Islamski Dżihad, inna wspierana przez Iran grupa terrorystyczna z siedzibą w Strefie Gazy, również nalega, aby cały kraj od rzeki Jordan do Morza Śródziemnego znalazł się pod rządami islamu. Podobnie jak Hamas, PIJ był zaangażowany w niezliczone ataki terrorystyczne przeciwko Izraelowi i odrzuca prawo Izraela do istnienia.

Antyizraelscy aktywiści, którzy skandują “Od rzeki do morza Palestyna będzie wolna” – czy są tego świadomi, czy nie – popierają ideologię irańskich mułłów, Hamasu i innych grup terrorystycznych, które od dawna pracowały nad osiągnięciem swojego celu zniszczenia Izraela.

Ci aktywiści, którzy często określają siebie jako “pro-palestyńscy”, tak naprawdę nie troszczą się o Palestyńczyków ani o “wyzwolenie Palestyny”. Gdyby tak było, wzywaliby zamiast tego do stworzenia lepszych możliwości dla Palestyńczyków; do rządów palestyńskich, które byłyby mniej skorumpowane; do równego stosowania prawa pod palestyńskim przywództwem; do praw kobiet i dzieci oraz wolności słowa, zgromadzeń i prasy.

Obecni protestujący to wyłącznie izraelożercy – tak naprawdę antysemici – którzy sprzymierzyli się z muzułmańskimi ekstremistami i terrorystami.

Skandując “Od rzeki do morza Palestyna będzie wolna” na kampusie uniwersyteckim na Zachodzie lub na wiecu w Nowym Jorku, aktywiści ci służą jako rzecznicy muzułmańskich terrorystów, którzy codziennie mordują ludzi z zimną krwią w szkołachkawiarniach i na drogach, tak jak zamordowali żydowską matkę i jej dwie córki w drodze na żydowskie święto. Hamas chwalił się nawet, że jego ludzie stali za zabójstwem brytyjskiej rodziny Dee ostrzeliwując ich samochód, a potem strzelając z bliska do bezbronnych kobiet w Dolinie Jordanu na początku kwietnia.

Następnym razem, gdy ktoś usłyszy hasło “od rzeki do morza” w Stanach Zjednoczonych, Kanadzie lub Europie, powinien zauważyć, że wyraża poparcie dla reżimu Iranu – trującego setki uczennic i wieszającego własnych obywateli za “przestępstwa”, takie jak “obraza religii” – jak również dla irańskich grup terrorystycznych za granicami Iranu: Hamasu, Palestyńskiego Islamskiego Dżihadu i Hezbollahu.


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com


Moscow Conceptualism Lives!

Moscow Conceptualism Lives!

VLADISLAV DAVIDZON


The passing of Ilya Kabakov, 1933-2023, reminds us how the movement he pioneered under totalitarian rule paved the way for post-Soviet Russian art.

.

Emilia and Ilya Kabakov in BremerhavenSUEDDEUTSCHE ZEITUNG PHOTO/ALAMY

Not many artists can claim to have totally embodied the countercultural spirit of their time. Even fewer can legitimately claim to have launched, led, and theorized a national conceptual art movement; to have had his name become a byword for aesthetic experimentation and the negation of repressive officious dogma; or to have been rewarded for his efforts by becoming a star of the international art market whose works are routinely auctioned off for tens of millions of dollars. Ilya Kabakov—the Ukrainian-born, Moscow and then New York Jew—can claim all these things. Along with his wife, Emilia, he became the leading figure of the Russian artistic underground of the 1970s and 1980s and a founder of the Moscow conceptualist movement. The innovator of the “Total Installation” assemblage and a practitioner of subversive and graceful opposition to the formal strictures of Soviet art, Kabakov died in May at the age of 89.

The Moscow conceptualists comprised a loose collection of underground and dissident artists who were united by their intent to create works of art that went against the grain of mainstream Soviet art. The movement was appropriative, multifaceted, and playful, both ironizing and subverting the official Soviet doctrine of socialist realism. Deploying many of the methods, tools, slogans and visual elements of the official iconography, the artists associated with the group effaced the traditional lines between different art media. They did so at the same time that parallel experiments were taking place all over the world and despite the fact that they were sealed off from information about these experiments by the Soviet government. In the 1970s and ’80s, Moscow conceptualism would become the dominant artistic style of the Moscow counterculture.

The Kabakovs’ aesthetic response to the repressive grimness of late-stage Soviet life was playful, rigorously philosophical, and deeply literate. The conceptualism they helped to pioneer was inherently a movement of outsiders for its first decades, and even since then, as it has been celebrated outside of Russia and thoroughly assimilated by international artists, it has remained an undigested impulse within Russian art. The artists who took part in the movement were notably thorough in their continuous, self-reflexive ruminations on its theoretical underpinnings—what was distinctive was that the Moscow conceptualists spawned a generation of artist-critics and theoreticians (Margarita Tupytsin, Boris Groys) who blended their theoretical output with the art.

The founding generation of Moscow conceptualists comprised a remarkable group of artists, many of whom lived around the Sretensky Boulevard in Moscow. The group included Eric Bulatov, Boris Groys, Vitaly Komar and Alexander Melamid, Andrei Monastyrsky, Viktor Pivovarov, Dmitry Prigov (a poet), Edik Shternberg, and Lev Rubinshtein. Many of them ranged widely outside of the visual arts and also wrote theoretical texts, interesting conceptual poetry, or both. With a few exceptions, almost all of them were Soviet Jewish dissidents—archetypical outsiders in the post-Stalinist art world. Some emigrated and some did not; Kabakov himself did not leave for the West until 1989, when he was already in his mid-50s, and unlike his emigre peers, he was always honest about his ambivalence in leaving the “workers paradise,” whose absurdly long decomposition served as his prime subject and inspiration. He wrote what was likely the best book on the unofficial Soviet art movement of the ’60s and ’70s, and even as he worked across genres, it is through his room-sized assemblages and quirky art book that we most identity with him today.

The American poet and academic Barret Watten was one of the earliest American intellectuals to recognize Kabakov’s contributions to contemporary art and philosophy. In the early ’90s, he wrote about Kabakov and his cohort for academic journals with names such as Postmodern Currents. “Ilya Kabakov was a world-historical artist of a new type,” Watten told me last week. “His art, in multiple genres ranging from painting and drawing to assemblages, installations, and book art, charted the undoing of the Soviet Union and its everyday life during the “Era of Stagnation”—that is, at the moment of Soviet collapse. Kabakov redefined the “materialism” of the Marxist state and showed it to be a manifestation of sheer fantasy, while at the same time creating a precise record of its modes of unreason and pseudo-science with a mournful lyricism. All this was produced in the moment of epochal transition.

Kabakov was born in the Ukrainian Soviet Socialist Republic in 1933. Eight years later the Nazi war machine rolled through Ukraine. His mother, Berta, but not his father, Iosof, would be among the lucky cohort of Soviet Jews evacuated to Uzbekistan by the Soviet authorities—a cohort that also included my own ancestors. The Kabakovs landed in Samarkand, just as my own grandparents wound up in Fergana and Tashkent. Two years later, the budding artist began his studies at the Ilya Repin Leningrad Institute for Painting, Sculpture, and Architecture, which had likewise been evacuated from Leningrad to Taskhent. At the conclusion of the war, the promising young art student was transferred to a Moscow middle school specializing in art.

Kabakov enrolled in the prestigious Surikov State Art Institute in Moscow in order to study graphic design and book illustration. Upon concluding his education in 1957, he became an illustrator of children’s books. In that era, it was very common for some of the best and brightest Soviet artists and poets to be funneled into this playful and relatively apolitical craft, which offered a way to make an official living by day while engaging in more ideologically unwholesome activities in the evenings. Kabakov’s background as an illustrator and designer of children books would always be central to the phantasmagoric and attractively cartoonish aspect of his work. And unlike many of his peers in conceptual movements the world over, Kabakov really knew how to draw and paint.

Kabakov’s main conceptual innovation was the “total installation”—a Soviet version of the Gesamtkunstwerk born of his life as an ordinary Homo Soveticus. Kabakov fashioned his work from the raw material of ordinary Soviet reality. For Kabakov, as for his painter friend Oscar Rabine (as I wrote in my profile of the latter), the “grim and grimy realities of actual proletariat barrack life exposed the duplicity of socialist realism’s insistence on the routine heroism of the Soviet citizen, who in actuality was living a life of resigned desperation in communal housing in a Stalinist high-rise somewhere far outside the ring of the Moscow highway.”

In 1985, just as Perestroika began, Kabakov created his archetypical installation, “The Man Who Flew Into Space From His Apartment,” in his Moscow apartment. The instillation was of a grimy apartment of an ordinary Soviet man whose walls were covered with Soviet propaganda space posters. A jagged hole in the ceiling can be seen over a primitive catapult device that the man had fashioned to launch himself into outer space. This Soviet worker had taken the propaganda of the Soviet Union literally and launched himself into the heavens to join Yuri Gagarin and the other cosmonauts. The accompanying text explained that the apartment had been covered up as a crime scene by the Soviet authorities who had arrived to investigate his takeoff. When the Ronald Feldman Fine Arts Gallery exhibited it in New York three years later, immediately after Kabakov had emigrated to America, the installation was a major revelation for most everyone. What else was going on in the Soviet art world that the rest of us did not know about?

‘The Man Who Flew Into Space From His Apartment,’ originally created in 1985, here on display at a 2017 retrospective for the Kabakovs IGOR RUSSAK/NURPHOTO VIA GETTY IMAGES

Art world success on an unimaginable scale would soon follow. The New York Guggeheim’s seminal 2006 show “Russia!” was a glittering North American retrospective of the breadth of Russian art history. It was also the moment when Kabakov truly ascended to the heights of international prestige. After passing paintings by Ilya Repin and the other titans of Russian art history, which were arrayed in thematic order along the Guggenheim ramp, one finally arrived at “The Man Who Flew Into Space From His Apartment”—the very last piece that viewers saw before reaching the roof, presented as the apotheosis of the modern Russian artistic tradition. Two years prior to that, Kabakov and his wife had also become the first living artists to have a solo exhibition at the Hermitage Museum in 2004. They soon also attained the record of having the most expensive work of art sold at an auction by a post-Soviet artist—for the first time in 2006, when the painting “Deluxe Room” was sold for $4.1 million, and once again two years later, when “The Beetle” was sold for $5.8 million.

Despite all of this, Kabakov, unlike many artists of his generational cohort, did not allow his legacy to be taken over by a post-Soviet Russian state keen to appropriate the glory and cultural cachet of the late Soviet dissidents. Many of the Russian obituaries that have appeared over the last week have underlined that Kabakov cannot be considered a truly “Russian” artist, as he never inhabited Russia after the dissolution of the Soviet Union.

The last grand international exhibition for the Kabakovs was a 2017 retrospective at the Tate London called Not Everyone Will Be Taken Into the Future. In the wake of the brutal Russian invasion of his native Ukraine, one of Kabakov’s works from the late 1980s, a geometric drawing of a ship overlaid with the words “Fuck off,” quickly became a symbol of Ukrainian opposition and resilience. A Ukrainian naval officer had told the Russian flagship Moskva to fuck off—a seminal early event in the war. It turned out that Kabakov had predicted the moment three decades before the flagship had been sent to the bottom of the Black Sea by the Ukrainians!

Ilya Kabakov understood very well that post-Soviet Russian society coveted the ironical and subversive objects that he and his wife and their cohort had created as mere assets and status symbols—that is, without understanding anything of their deeper philosophical implications or social critique. The Russian oligarchs who were strident supporters of the Putin regime were now purchasing the Kabakovs’ art works for tens of millions of dollars. I vividly recall the way that the Russian nickel czar Vladimir Potanin—a member of the Russian oligarchy under Putin who still remains unsanctioned—caused a media kerfuffle in France with his bequest of more than 250 works from the Russian underground and the Moscow conceptualists to the Pompidou Center in 2016.

Both Ilya and Emilia vividly understood that the mode of underground living that they and their artist friends had experienced for decades under Soviet rule was set to return. Russian art—that is, authentic and independent Russian art, rather than the ephemeral political kitsch created for the sake of the regime’s transient political needs—would have to return to its dissident tradition. In that way, the legacy of the Kabakovs and the Moscow conceptualists is now more important than ever. In an interview that Emilia Kabakov gave prior to the opening of the Tate retrospective, she admitted that “the biggest fear of any artist is that he will be left behind by history.” She had nothing to fear. We now need the Moscow conceptualists and their legacy as much as we did a half-century ago.


Vladislav Davidzon is Tablet’s European culture correspondent and a Russian American writer, translator, and critic. He is the Chief Editor of The Odessa Review and a Non-Resident Fellow at the Atlantic Council. He was born in Tashkent, Uzbekistan, and lives in Paris.


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com


Evidence suggests Russia blew Kakhovka dam in Ukraine – NYT report

Evidence suggests Russia blew Kakhovka dam in Ukraine – NYT report

REUTERS


Evidence was found suggesting that Russia, which controlled the Ukrainian dam, planted an explosive charge in the passageway in the Kakhovka dam’s concrete base.
.

A satellite image shows the Nova Kakhovka Dam and hydroelectric plant before its collapse, in Nova Kakhovka, Ukraine June 5, 2023 / (photo credit: MAXAR TECHNOLOGIES/HANDOUT VIA REUTERS)

Evidence suggests this month’s destruction of the huge Kakhovka dam in a Russian-controlled area of Ukraine resulted from an inside explosion set off by Russia, The New York Times said.

Citing engineers and explosive experts, the newspaper said on Friday that its investigation found evidence suggesting an explosive charge in a passageway running through the dam’s concrete base detonated, destroying the structure on June 6.

“The evidence clearly suggests the dam was crippled by an explosion set off by the side that controls it: Russia,” the Times said.

Separately, a team of international legal experts assisting Ukraine’s prosecutors in their investigation said in preliminary findings on Friday it was “highly likely” the collapse in Ukraine’s Kherson region was caused by explosives planted by Russians.

Russia says Ukraine blew up the Kakhovka dam

The Kremlin accuses Kyiv of sabotaging the hydroelectric dam, which held a reservoir the size of the US Great Salt Lake, to cut off a key source of water for Crimea and distract attention from a “faltering” counteroffensive against Russian forces.

A view shows a flooded area after the Nova Kakhovka dam breached, amid Russia’s attack on Ukraine, in Kherson, Ukraine June 8, 2023. (credit: REUTERS/Vladyslav Smilianets)

The Times cited engineers as saying only a full examination of the dam after the water drains from it can establish the sequence of events leading to the destruction.

“Erosion from water cascading through the gates could have led to a failure if the dam were poorly designed, or the concrete was substandard, but engineers called that unlikely,” the newspaper said.


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com


Czy Hitler wiedział o Holokauście? Sąd rozstrzygnie spór między Januszem Korwin-Mikkem a serwisem braci Karnowskich – wPolityce.pl

MEP Janusz Korwin-Mikke in the Sejm


Czy Hitler wiedział o Holokauście? Sąd rozstrzygnie spór między Januszem Korwin-Mikkem a serwisem braci Karnowskich – wPolityce.pl

Piotr Głuchowski


Adolf Hitler w 1932 r. (Fot. AP / AP)

Korwin-Mikke: Zobaczyłem szansę łatwego zarobienia pieniędzy z odszkodowania. Poza tym, gdy wygram, zostanie urzędowo potwierdzone, że Hitler o Holokauście nie wiedział.

.

Tezę „nie ma dowodu, że przywódca III Rzeszy wiedział o Zagładzie” Korwin-Mikke prezentował publicznie wiele razy. Między innymi na antenie radiowej Trójki w 2014 r.: – Jest nagroda pół miliona funtów dla człowieka, który wskaże cień dowodu, że Adolf Hitler wiedział o Holokauście… – zaczął.

Faktycznie nagroda nie „jest”, ale „była” i wynosiła tysiąc funtów, a ustanowił ją jeszcze w latach 70. brytyjski historyk – negacjonista (wedle polskiego prawa – „kłamca oświęcimski”) David Irving, który za głoszenie swych tez przesiedział na początku wieku 12 miesięcy w austriackim więzieniu. Dziś miałby kłopot nawet z wypłaceniem tej skromnej sumy, ponieważ jest bankrutem obciążonym licznymi długami. Zrujnował go przegrany proces z amerykańską historyczką Deborah Lipstadt, autorką książki „Denying the Holocaust”, która określiła go mianem „zwolennika Hitlera”, co potwierdził brytyjski sąd.

Korwin-Mikke w Trójce dalej: – Istnieje ogromna możliwość, że Hitler o Zagładzie nie wiedział. Znamy nawet taką słynną wypowiedź Reichsführera SS Heinricha Himmlera, który powiedział do swego adiutanta: „Zrobiłem coś strasznego, ale imię Hitlera pozostanie nieskalane”. Z tego można by wnioskować, że on po prostu nie raczył poinformować szefa, a przywódca kraju wie tyle, co piszą gazety, zaś w gazetach o Holokauście nie pisano.

W kolejnych latach Korwin-Mikke powtarzał te słowa m.in. na antenie Superstacji i na łamach tygodnika „Do Rzeczy”, gdzie stwierdził, że „mordowanie milionów ludzi nie było celem Hitlera i nie ma chociaż jednego zdania, które będzie świadczyć o tym, że wiedział o eksterminacji Żydów. Gdyby dziś stanął przed sądem, musiałby zostać uniewinniony”.

PIERWSZY PROCES – WYBORCZY

Próbę pociągnięcia ówczesnego prezesa Kongresu Nowej Prawicy do odpowiedzialności za powyższe zdania podjęli przed eurowyborami w 2014 r. politycy konkurencyjnej Polski Razem – partii Jarosława Gowina. Pełnomocnik jego komitetu dr Grzegorz Kądzielawski złożył w trybie wyborczym wniosek o „zakazanie kandydatowi na europosła Januszowi Korwin-Mikkemu rozpowszechniania nieprawdziwej informacji, jakoby nie było dowodu, że Adolf Hitler wiedział o Holokauście”. Do pozwu mecenas dołączył kopie stron z trzech książek. W pierwszej, wydanej w Niemczech w 1996 r. pod tytułem „W Auschwitz nikogo nie zagazowano. 60 ultraprawicowych kłamstw i jak się je obala” niemiecki historyk dydaktyk (także autor książek dla młodzieży) Markus Tiedemann przytacza wypowiedź Hitlera z lutego 1942: „Największa rewolucja, jaka kiedykolwiek miała miejsce na świecie: Żyd zostanie rozpoznany! Wiele chorób powstaje z tego samego zarazka: Żyda!! Będziemy zdrowi, jeżeli Żydów wyeliminujemy”.

Książka druga to autobiografia Rudolfa Hössa „Komendant w Oświęcimiu”, którą SS-Obersturmbannführer napisał, czekając w krakowskim więzieniu Montelupich na proces (dostał karę śmierci wykonaną w obozie Auschwitz-Birkenau w kwietniu 1947 r.). Fragment dołączony do pozwu Polski Razem: „W lecie 1941, nie jestem w stanie podać dokładnej daty, zostałem nagle wezwany do Reichsführera SS do Berlina i to bezpośrednio przez jego adiutanta. Himmler wyjawił mi mniej więcej to: Führer nakazał ostateczne rozwiązanie problemu żydowskiego, a my, czyli SS, musimy wykonać ten rozkaz”.

Książka trzecia to wydany również w Niemczech w 1991 r. „Protokół Eichmanna. Nagrania z przesłuchań izraelskich” autorstwa Jochena von Langa. Wypytywany przez żydowskich śledczych przed procesem w Jerozolimie SS-Obersturmbannführer Adolf Eichmann (miał ten sam stopień co Höss) wyznał, że pewnego dnia – daty nie podał – został wezwany do szefa Głównego Urzędu Bezpieczeństwa Rzeszy Reinharda Heydricha. „Zameldowałem się, a on mi powiedział, że Führer nakazał fizyczną eksterminację Żydów”.

Powyższe załączniki do pozwu nie wystarczyły. 22 maja 2014 warszawski sąd okręgowy uchylił się od rozpoznania sprawy wniesionej przez komitet Gowina, podając powód formalny: wypowiedzi Korwin-Mikkego o Hitlerze nie miały charakteru wyborczego. Pełnomocnik Polski Razem złożył więc apelację, która winna być rozpatrzona w ciągu 24 godzin. Stołeczny sąd apelacyjny zwyczajnie tego nie zrobił. Sprawa na siedem lat przygasła…

NIE BRONIĘ SIEBIE

…aż tu 4 maja 2021 autor tygodnika „Sieci” Jakub Maciejewski zamieścił w serwisie braci Jacka i Michała Karnowskich wPolityce.pl tekst pt. „Są liczne dowody na to, że Hitler wiedział o Holokauście. Dlaczego więc Janusz Korwin-Mikke twierdzi, że jest inaczej?”.

Fragmenty: „Słowa: »Nie ma dowodu, że Hitler wiedział o Holokauście« są antypolskim kłamstwem, które w formie przebojowego gadżetu rozmywa ostrość odpowiedzialności historycznej Niemców i angażuje część wyborców w intelektualną pułapkę. (…) Na czym polega pułapka zawierzenia Korwin-Mikkemu? Podobnie jak z lewicowymi dogmatami – złożenie ideowego wyznania wiary angażuje emocjonalnie, a (…) z wyznawcy czyni zakładnika. Skoro już przyznałeś, że istnieje 55 płci albo że Hitler nie wiedział o Holokauście (…), to już nie masz wyjścia, musisz tkwić w raz przyjętych założeniach. Albo rozwijasz abstrakcyjne teorie w swojej bańce informacyjnej, albo przyznajesz się do błędu – a to zawsze sporo kosztuje. Rzecz jasna polityka kontrowersji (…) pozwala się przebić w mediach, a jednak przełamanie granic absurdu jest już szkodliwe społecznie. Czy chcielibyśmy polityka-płaskoziemca?”.

Rok po publikacji Korwin-Mikke, teraz już poseł na Sejm i prezes partii swojego imienia – Koalicji Odnowy Rzeczypospolitej Wolność i Nadzieja – złożył w warszawskim sądzie okręgowym pozew przeciwko Maciejewskiemu i spółce wydawniczej Fratria. Zażądał usunięcia artykułu z sieci i 50 tys. zł zadośćuczynienia za „ośmieszenie i podważenie zaufania do jego osoby w oczach społeczeństwa”. Proces już się rozpoczął.

– Wiele gazet pisze o panu nieprzychylnie i wiele nazywa pańskie wypowiedzi, na przykład o niższej inteligencji kobiet, skandalicznymi, głupimi, bzdurnymi… Dlaczego wytoczył pan działa akurat w sprawie tego artykułu? – pytam posła.

– Bo zobaczyłem szansę łatwego zarobienia pieniędzy z odszkodowania. Poza tym, gdy wygram, zostanie urzędowo potwierdzone, że Hitler o Holokauście nie wiedział.

– Czemu panu na tym zależy? Na wybielaniu zbrodniarza…

– Ja go nie wybielam! Hitler powinien zostać powieszony choćby za to, co zrobił Polakom. Natomiast od zarzutów o udział w Holokauście każdy uczciwy sąd musiałby go uniewinnić, co już powtarzałem.

– A Höss piszący o słowach Himmlera, któremu Führer nakazał „ostateczne rozwiązanie problemu żydowskiego”?

– On słyszał od Himmlera, że ten słyszał od Hitlera… To nie jest żaden dowód, tylko relacja z trzeciej ręki.

– A Eichmann, któremu Heydrich przekazał, że „Führer nakazał fizyczną eksterminację Żydów”?

– Heydrich to nie jest wiarygodne źródło. Eichmann tym bardziej, szczególnie że siedząc w kozie w Izraelu, miał interes w wybielaniu się kosztem Hitlera…

– Nie boi się pan, że wytaczając proces poniekąd w obronie Hitlera, sam się pan ubrudzi? Holokaustowy kontekst sprawia, że może się tu rozejść brzydka woń antysemityzmu.

– Jeżeli mi przylepią łatkę antysemity, to i tak dobrze dla mnie, bo dostanę głosy prawdziwych antysemitów, których są w Polsce miliony. A chyba lepiej, żeby tacy głosowali na mnie, niż mieliby głosować na antysemitę autentycznego?

– Którym pan nie jest.

– Oczywiście, że nie. Gdy byłem deputowanym w Parlamencie Europejskim i jakiś anglojęzyczny dziennikarz mnie o to zapytał, pogoniłem faceta ze schodów.

– Ale teraz niemiecko-, francusko- i anglojęzyczni dziennikarze napiszą: poseł polskiej ultraprawicy broni Hitlera przed zarzutem o zagładę Żydów.

– Uwielbiam, jak o mnie źle piszą. Churchill mówił: „Gdy gazety cię krytykują, znaczy, że czynisz słusznie”.

– Maciejewski napisał o panu źle i ma proces…

– Pan nic nie rozumie! Gdyby on napisał: „Korwin-Mikke to szuja i skurwysyn”, żadnego procesu by nie miał, bo to by była opinia. A tutaj chodzi o fakt historyczny: czy Hitler wiedział, czy nie? Ja twierdzę, że nie ma dowodu, aby wiedział, i bronię tego twierdzenia, a nie swojej osoby.

NOWY POZEW: CHODZI O WOLNOŚĆ DEBATY

– Dlaczego pan w ogóle napisał taki tekst akurat w 2021 roku? – pytam Maciejewskiego. – Przecież Korwin-Mikke powtarza te swoje tezy od dwóch dekad…

– Na pierwszej rozprawie sąd też mnie o to dopytywał, dlatego nie mogę panu odpowiedzieć, bo nie chcę zdradzać naszej strategii procesowej. Ciekawsze jest: dlaczego Korwin-Mikke pozwał nas dopiero rok od publikacji, już po wybuchu wojny na Ukrainie?

– Dlaczego?

– Każdy widzi, że on się bardzo zaktywizował w związku z wojną. Głosi tezy zbieżne z rosyjską dezinformacją, która mówi o ukraińskich banderowcach i faszystach, a także o odradzaniu się faszyzmu w Polsce. I tu nagle dostajemy pozew polskiego polityka w obronie Hitlera. To zastanawiające…

Powództwo w imieniu J.K.M. złożył w Sądzie Okręgowym Warszawa-Praga mecenas Andrzej Ceglarski, członek władz stołecznej izby adwokackiej i wykładowca akademicki. Ujął problem tak: „W debacie społeczno-politycznej na temat przywódcy III Rzeszy (…) prezentowane są dwa zasadnicze stanowiska. Jedno, które reprezentuje powód, odnosi się do okoliczności niezachowania w dostępnym materiale dowodowym namacalnego dowodu na wiedzę Adolfa Hitlera o Holokauście. Drugie prezentuje np. biograf Führera prof. Ian Kershaw, który wskazuje na jego sprawczość w budowaniu państwa nazistowskiego, bez czego Holokaust nie byłby możliwy. Stanowiska te nie są bynajmniej wykluczające (…).

Swoboda debaty historycznej, której powód jest od lat czynnym uczestnikiem, powinna mieć wartość nadrzędną. Na takim stanowisku stanął Sąd Najwyższy, przyjmując, że publikowanie wypowiedzi na temat postaci historycznych stanowi przejaw dopuszczalnego korzystania z wolności wypowiedzi także wtedy, gdy są one kontrowersyjne i niezgodne z dominującą wersją wydarzeń”.

O co chodzi z tym SN? O sprawę CK 329/02, którą najwyższa instancja rozpatrywała w lutym 2004. Rzecz dotyczyła książki o „żołnierzach wyklętych” pt. „Zaporczycy”. Związana z prawicą historyczka Ewa Kurek napisała w niej m.in. o prominentnym członku delegatury rządu londyńskiego i żołnierzu AK (po wojnie działaczu zrzeszenia Wolność i Niezawisłość, jeszcze później znanym adwokacie) Władysławie Sile-Nowickim pseudonim „Stefan”. Wedle książki Kurek Siła-Nowicki rzekomo wydał towarzyszy Urzędowi Bezpieczeństwa PRL. Ta teza oburzyła potomków mecenasa. Sąd Najwyższy przyznał im rację i utrzymał w mocy wcześniejsze orzeczenie sądu lubelskiego nakazujące autorce przeprosiny – bo Siła-Nowicki zdrajcą nie był, o czym można się było przekonać, docierając do źródeł, które Kurek zlekceważyła. Przy okazji jednak troje sędziów SN (Tadeusz Żyznowski, Elżbieta Skowrońska-Bocian, Mirosława Wysocka) uznało, że samo przedstawienie „Stefana” jako negatywnego bohatera „Zaporczyków” jest dopuszczalne w ramach literackiej beletryzacji autentycznej historii – i tak sprawa dr Kurek znalazła się w pozwie J.K.M., do którego mecenas Ceglarski dołączył jeszcze artykuł historyka Romana Sidorskiego z portalu Histmag.org. Tytuł: „Czy Hitler nie wiedział o Holokauście?”.

PRZEPOWIEDNIA Z REICHSTAGU

Sidorski pisze: „Dokument, który zawierałby wydany przez Führera rozkaz wymordowania Żydów znajdujących się w niemieckiej strefie wpływów, rzeczywiście nie istnieje. Fakt ten nie wystarcza jednak, by rozstrzygnąć całą sprawę i odpowiedzieć na pytanie, czy Hitler wiedział o Holokauście. (…)

Wiele wskazuje na to, że przynajmniej do lata 1941 roku najwyższe władze III Rzeszy planowały wywiezienie Żydów na Madagaskar, a następnie – po spodziewanym pokonaniu ZSRR – na syberyjskie pustkowia. Gdy zorientowano się, że jedno i drugie nie będzie szybko możliwe, zaczęto poszukiwać sposobów usunięcia Żydów jeszcze w czasie trwania wojny i na terenie opanowanym już przez Niemcy. Po okresie prób i zastosowaniu różnych doraźnych rozwiązań, w pierwszej połowie 1942 roku wykrystalizowało się rozwiązanie w postaci komór gazowych, [jednak] pisemny rozkaz wymordowania Żydów nie został nigdy wydany nie tylko przez Hitlera, ale również Himmlera czy kogokolwiek innego. Cały proces dokonał się stopniowo, a jego poszczególne etapy otrzymywały samodzielną akceptację, najczęściej ustną. [Niemniej] Hitler w niezliczonych, pełnych nienawiści wystąpieniach porównywał Żydów do pasożytów lub zarazków i mówił o konieczności ich unicestwienia. Szczególnie ważne jest przemówienie, jakie wygłosił 30 stycznia 1939 roku w Reichstagu: »Dzisiaj raz jeszcze przepowiem przyszłość: jeśli międzynarodowym żydowskim finansistom z Europy i spoza niej uda się jeszcze raz pogrążyć narody w wojnie światowej, to skutkiem nie będzie bolszewizacja ziemi, a tym samym zwycięstwo żydostwa, lecz unicestwienie rasy żydowskiej w Europie!«.

W grudniu 1941 roku – pisze dalej Roman Sidorski – wódz III Rzeszy oznajmił szefowi SS Himmlerowi, że Żydzi na Wschodzie mają zostać eksterminowani, [zaś] 28 lipca 1942, gdy ostateczne rozwiązanie było już w toku, Himmler napisał w ściśle tajnym liście do SS: »Okupowane wschodnie terytoria są uwalniane od Żydów. Führer na moich barkach złożył realizację tego bardzo trudnego rozkazu (…)«.

Po wojnie osobisty adiutant Hitlera Otton Günsch oraz kamerdyner Heinz Linge twierdzili, iż Führer rozmawiał z Himmlerem także o szczegółach prac nad wdrożeniem komór gazowych. Osoby takie jak Adolf Eichmann, jego zastępca Dieter Wisliceny czy komendant Auschwitz Rudolf Höss również utrzymywały, że działały z polecenia dyktatora. Wiarygodność tych świadectw w różnych kwestiach jest podważana ze względu na (…) chęć usprawiedliwienia samych siebie, niemniej zgodność w kwestii wiedzy i odpowiedzialności Hitlera jest godna odnotowania”.

Tyle w tekście z portalu Histmag.org. Wracamy do procesu.

ODPOWIEDŹ POZWANEJ FRATRII

Latem ub.r. pozew Korwin-Mikkego został przyjęty, a praski sąd wezwał stronę pozwaną do udzielenia odpowiedzi. Tę sformułował w imieniu Fratrii i Maciejewskiego adwokat Dariusz Pluta – specjalista od prawa prasowego i ochrony dóbr osobistych. Zawnioskował o odrzucenie powództwa bez procesu jako „oczywiście bezzasadnego”, a w przypadku, gdyby sąd się na to nie zgodził – o przesłuchanie autora tekstu (co już nastąpiło) i prof. Bogdana Musiała, specjalisty od historii Niemiec (co ma nastąpić podczas najbliższej wokandy tego lata).

Dlaczego akurat prof. Musiał? Ponieważ jeszcze w 2021 r. udzielił Maciejewskiemu wywiadu na interesujący nas temat. I powiedział: „[Chociaż] nie ma podpisu Adolfa Hitlera pod dokumentem związanym z Holokaustem, [to jednak] są liczne rozporządzenia, które powołują się na Führera, co nie było przecież przypadkowe ani bezwiedne. (…) Hitler był specyficznym biurokratą, ponieważ wydawał polecenia ustnie. Himmler, reżyser Holokaustu, na bieżąco spisywał harmonogram tego ludobójstwa, gdzie pod konkretnymi datami wspomina o rozmowach z Führerem na ten temat”.

Mecenas Pluta dalej w odpowiedzi na pozew: „Biorąc pod uwagę powyższe, powództwo jest nadużyciem prawa (…), a w aspekcie aksjologicznym i intelektualnym – naruszeniem zasad współżycia społecznego i dobrych zwyczajów. Proces i sala sądowa nie są miejscem do rozstrzygania kontrowersji historycznych (…). Powód, składając pozew, usiłuje wciągnąć sąd w dyskusję, która ma prowadzić do negacjonizmu. Jest to pomysł powoda na uzyskanie prawnej podstawy dla negacjonistycznych twierdzeń, których podstawą miałby być wyrok stwierdzający naruszenie dóbr osobistych powoda (…).

Od dawna uczestnicy debaty publicznej mieli trudności z adekwatnym określeniem szeregu nieetycznych wypowiedzi powoda, np. że kobiety powinny mieć prawa wyborcze dopiero po 55. roku życia, a skrót LGBT należy rozszerzyć o literę Z (zoofile), którego to skrótu LGBTZ powód zresztą publicznie używa. [Tego typu zdania] ostrożnie nazywano szokującymi, kontrowersyjnymi, obrazoburczymi etc. (…) Powód będący specyficzną atrakcją medialną, która może zapewnić dużą oglądalność (klikalność), wypracował sobie pozycję oryginała, któremu na sucho uchodzi to, co każdego innego polityka (…) odesłałoby w całkowity niebyt.

Wśród wymienionych kontrowersyjnych tez powoda poczesne miejsce zajmuje twierdzenie, iż nie ma dowodów, że Adolf Hitler wiedział o Holokauście. [W ten sposób] powód bezgranicznie korzysta ze zdobyczy systemu demokratycznego, którego nie szanuje, którym gardzi i politycznie go zwalcza. Jednocześnie dąży do pozbawienia innych [prawa do krytyki].

Bardzo istotnym jest, że na temat wypowiedzi powoda o kobietach, mniejszościach seksualnych [i Hitlerze] wypowiedziała się w 2021 komisja etyki poselskiej, która uznała je za nieetyczne i zastosowała regulaminową sankcję: upomnienie. Tu podkreślić należy, że powodem krytyki red. Maciejewskiego były te same wypowiedzi powoda, którymi zajmowała się komisja etyki”.

Zajrzyjmy do protokołu jej posiedzenia z 28 października 2021. 

Adolf Hitler w Berlinie.Adolf Hitler w Berlinie.  Fot. AP

HITLER NIE INTERESOWAŁ SIĘ DROBIAZGAMI?

Przewodniczący Jan Łopata (PSL): – Rozpatrujemy skargę Stowarzyszenia Otwarta Rzeczpospolita dotyczącą wpisu posła Janusza Korwin-Mikkego na Twitterze: „Bez wahania skazałbym Hitlera na śmierć, bo jestem zwolennikiem kary śmierci, ale akurat za Holokaust musiałbym go uniewinnić”.

J.K.M.: – Kto konkretnie napisał skargę?

Przewodniczący: – Pan Damian Wutke, sekretarz zarządu Stowarzyszenia.

J.K.M.: – Czy szanowna komisja mogłaby odpisać panu Wutke, żeby się stuknął w głowę? Nie ma żadnego dowodu, czy Hitler wiedział o Holokauście, czy nie wiedział. Istnieje natomiast bardzo poważne przypuszczenie, że świętej pamięci Himmler nie raczył powiadomić szefa, że urządza Zagładę. I tyle.

Przewodniczący: – Hitler nie powiadomił Himmlera?

J.K.M.: – Nie, odwrotnie. Himmler nie powiadomił Hitlera. Mam w domu dzieło generała [Władysława] Andersa o wojnie niemiecko-sowieckiej [chodzi o wydaną w Londynie „Klęskę Hitlera w Rosji 1941–1945″]. W pierwszym rozdziale jest napisane, że Hitler nie życzył sobie oddziałów pomocniczych składających się ze słowiańskich podludzi. W rozdziale przedostatnim jest z kolei informacja, że pod koniec wojny dowiedział się ze zdumieniem, iż ma do dyspozycji dywizje RONA [chodzi o 29. Waffen-Grenadier-Division der SS zwaną Rosyjską Wyzwoleńczą Armią Ludową] i galicyjską [ukraińską]. Jeżeli więc naczelny dowódca nie wiedział przez trzy lata, że ma w armii obce dywizje, to równie dobrze mógł nie wiedzieć o Holokauście. On się nie interesował takimi drobiazgami. Wszystkie rozkazy wydawał Himmler.

W trakcie dalszej dyskusji posłanka Lewicy Monika Falej opowiedziała się za karą dla J.K.M., sprzeciwił się jednak poseł PiS z Wrocławia Jacek Świat, z zawodu polonista:

– My nie jesteśmy od oceniania poglądów – zaczął. – Pan poseł Korwin-Mikke nie zaprzecza, że Holokaust był faktem i że była to straszliwa zbrodnia. Twierdzi jedynie, że Hitler o niej nie wiedział. W przekonaniu moim i większości historyków taka opinia to bzdura, ale taki jest pogląd pana posła. Nie widzę tutaj złamania prawa, a zatem nie widzę też zadania dla naszej komisji.

Ponadgodzinne posiedzenie zakończyło się, jak już wiemy, najmniej dotkliwą karą regulaminową: upomnieniem.

REPLIKA W SPRAWIE WOLNOŚCI SŁOWA

Po tym, gdy sekretariat praskiego sądu dostarczył Korwin-Mikkemu odpowiedź Fratrii na pozew, reprezentujący J.K.M. mecenas Ceglarski napisał jeszcze replikę dotyczącą parlamentarnego upomnienia:

„Nagana od komisji etyki poselskiej nie może być argumentem [w niniejszym procesie], ponieważ powód należy do małego koła poselskiego [Konfederacji], które jest zwalczane przez siły dominujące w parlamencie. Sąd nie powinien się przyłączać do tych sił.

Poza tym Ian Kershaw pisze w książce »Hitler, Niemcy i ostateczne rozwiązanie«, że podczas konferencji [organizatorów Holokaustu] w Wannsee [sekretarz Kancelarii Rzeszy] Wilhelm Kritzinger jako jedyny z zebranych wyrażał wątpliwości co do projektu ostatecznego rozwiązania kwestii żydowskiej, jako że Hitler zapewnił go, iż drastyczne środki nie będą zastosowane. Reinhard Heydrich odpowiedział, że Hitler oficjalnie nie popiera takiej polityki, jednak podjęta w sekrecie decyzja wymordowania Żydów obliguje Kritzingera do poparcia projektu nawet bez pisemnego rozkazu Hitlera”.

Dwa ostatnie zdania pełnomocnik J.K.M. skopiował metodą kopiuj-wklej z Wikipedii. Dalszy ciąg repliki:

„Nasze roszczenie (oddalenie pozwu) nie zmierza do rozstrzygnięcia przez sąd prawdy historycznej – przeciwnie: zmierza do ochrony wolności słowa. (…) Powód nigdy nie powiedział, że Hitler nie odpowiada za Holokaust, a nawet nie powiedział, że nigdy nie będzie dowodów, iż wiedział o Holokauście. Twierdzi tylko, że obecnie nie ma [takiego] dowodu.

Powód jest nestorem polskiej polityki, kontynuatorem myśli politycznej Stefana Kisielewskiego, dla wielu jest największym żyjącym polskim politykiem o ogromnych zasługach (…). Jako małe dziecko stracił matkę w Powstaniu Warszawskim i nie dąży do zanegowania odpowiedzialności Adolfa Hitlera za cokolwiek, a już na pewno nie za zagładę Żydów. Jest jednak różnica między stwierdzeniem, że nie zachowały się na daną okoliczność żadne dowody, a negowaniem istnienia tej okoliczności”.

Do repliki mecenas Ceglarski dołączył artykuł Edwarda Krzemienia z serwisu OKO.press pt. „Komisja etyki poselskiej – fasada i obłuda” z leadem: „KEP to teatr i sztuka dla sztuki”. Z tekstu wynika, że orzeczenia komisji są pozbawione znaczenia.

GRABOWSKI: ISTNIEJE TESTAMENT

– To jak w końcu jest z tą wiedzą Hitlera o Holokauście? – pytam prof. Jana Grabowskiego, badacza Zagłady z Uniwersytetu w Ottawie (Kanada).

– Jest tak, że wszyscy wyżsi rangą hitlerowcy zaangażowani w Holokaust powoływali się na tzw. Führerbefehl, czyli rozkaz wodza, którego na piśmie nikt nie widział i który najprawdopodobniej nigdy spisany nie został. Wszelkie zapiski Himmlera i Josepha Goebbelsa, w których oni wspominają, że rozmawiali o Zagładzie z Hitlerem, są wielce zawoalowane.

– Czyli Korwin-Mikke ma rację, że jednoznacznego dowodu na wiedzę Führera o Zagładzie nie ma?

– Niech pan przeczyta tzw. testament Hitlera – jego enuncjacje z ostatnich dni w berlińskim bunkrze. On tam mówi o uwalnianiu świata od żydowskiego zagrożenia.

Czytam. Słowa „Żyd” i „żydostwo” pojawiają się w „testamencie” cztery razy:

Pierwszy: „Nieprawdą jest, bym ja lub ktokolwiek inny w Niemczech chciał wojny w 1939 roku. Wojny tej pragnęli i podżegali do niej wyłącznie ci międzynarodowi mężowie stanu, którzy mieli pochodzenie żydowskie lub pracowali na rzecz żydowskich interesów”.

Drugi: „Jeszcze trzy dni przed wybuchem wojny niemiecko-polskiej zaproponowałem brytyjskiemu ambasadorowi w Berlinie rozwiązanie problemów niemiecko-polskich przy udziale międzynarodowego nadzoru. Tej propozycji nie można zaprzeczyć. Odrzucono ją tylko z tego powodu, że decydenci z kręgów polityki angielskiej (…) napędzani propagandą organizowaną przez międzynarodowe żydostwo (…) pragnęli wojny”.

Trzeci: „Nie mam również żadnych wątpliwości, że gdy tylko narody Europy ponownie zostaną potraktowane jako zaledwie pakiety akcji przez tych spiskowców z międzynarodowej finansjery, właśnie ten naród zostanie pociągnięty do odpowiedzialności – ten, który jest prawdziwym winnym morderczej wojny: żydostwo!”.

Fragment czwarty i zarazem ostatni akapit „testamentu”: „Zobowiązuję przywódców narodu i wszystkich moich zaprzysiężonych stronników do pedantycznego przestrzegania ustaw o czystości rasy i do bezlitosnego oporu wobec podżegaczy [wojennych] – międzynarodowego żydostwa”.

ŻBIKOWSKI: HITLER ZLECIŁ ZAGŁADĘ USTNIE

Dzwonię do Żydowskiego Instytutu Historycznego i do prof. Andrzeja Żbikowskiego, specjalisty od nowożytnych dziejów polskich Żydów. Streszczam, w czym rzecz.

– Tytułowe pytanie jest głupie – odpowiada. – Hitler oczywiście o Zagładzie wiedział. I on, i jego sekretarz Martin Bormann dostawali chociażby raporty z działań Einsatzgruppen, które jeszcze przed wdrożeniem komór gazowych zabiły pół miliona Żydów na podbitym Wschodzie. Jest natomiast prawdą, że nie znamy podpisanego przez Hitlera rozkazu przeprowadzenia eksterminacji i nie ma nawet poszlaki, że takowy istniał, choć historycy, nie tylko niemieccy, od lat 60. tego poszukują. Od dawna trwa także spór intencjonalistów z funkcjonalistami, który sprowadza się do odpowiedzi: kiedy wódz Rzeszy wpadł na pomysł wymordowania wszystkich Żydów, czy ktoś mu go podsunął, a on zaakceptował, czy było jeszcze inaczej?

– No dobrze… ale jest w końcu jakiś jednolity stan wiedzy o roli Hitlera w Zagładzie?

– Wszystko zrekapitulował w pracy „Geneza »ostatecznego rozwiązania«” amerykański historyk Robert Browning. Po zwycięstwie nad Sowietami pod Briańskiem w październiku 1941 Niemcy byli w euforii. Na fali entuzjazmu zrodził się pomysł, aby przeprowadzić, jak to oni określali, „Ausrottung”, czyli wytrzebienie/wytępienie żydostwa jeszcze w trakcie wojny. Browning prześledził drogę decyzyjną. Hitler ustnie zlecił ostateczne rozwiązanie Hermannowi Göringowi, ten dalej Himmlerowi, a Himmler z kolei Odilo Globocnikowi, dowódcy SS i policji w dystrykcie lubelskim.

– Dlatego trzy główne, poza Auschwitz, fabryki zagłady – Majdanek, Sobibór i Bełżec – znajdują się na dzisiejszej polskiej ścianie wschodniej i przez to mamy kłopot z „polskimi obozami”…

– Tak. Niezależnie od działań Globocnika, czyli budowy komór stacjonarnych, prowadzono eksperyment z gazowaniem Żydów w samochodach. Najpierw na terenach odebranych Związkowi Sowieckiemu, potem w Chełmnie nad Nerem. Ta metoda była jednak mało wydajna, dlatego ostatecznie zwyciężył koncept Globocnika: zwożenie do obozów, gazowanie, palenie w krematoriach.

– A Hitler o komorach wiedział?

– Tego rzeczywiście nie wiemy. Istnieją słynne Tischreden, albo Tischgespräche, czyli spisane przez współpracowników wynurzenia Hitlera przy obiadach i kolacjach w Wilczym Szańcu i nie tylko tam. Jest w nich dużo o Żydach, jacy oni paskudni, ale o samej technologii Zagłady wódz nie wypowiedział nawet zdania. Nic o obozach, niczego o komorach i krematoriach… Być może celowo nie chciał o tym słyszeć, a może szczegóły go nie interesowały.

GEBERT: ZASTOSUJMY LOGIKĘ

Mam jeszcze ostatni trop: to książka pt. „Ostateczne rozwiązania” Konstantego Geberta, publicysty znanego czytelnikom „Wyborczej” także jako Dawid Warszawski. W rozdziale poświęconym Holokaustowi autor zebrał wszystkie ślady pozostawione przez Führera w interesującej nas kwestii:

„Hitler miał świadomość ogromu dzieła [Zagłady], jakie sobie postawił. Jak pisał już w 1919 roku do innego weterana I wojny światowej Adolfa Gemlicha, »(…) nie można zwalczać choroby bez zabicia jej narządu sprawczego, zarazka (…). Wpływ Żydów nigdy nie przeminie i zatruwanie ludzkości nigdy się nie skończy, dopóki czynnik sprawczy – Żyd – nie zostanie usunięty spośród nas (…)«.

Nie ma jednak przekonujących dowodów – pisze dalej Gebert – na to, że Hitler do wojny kierował się w swoich politycznych decyzjach dążeniem do eksterminacji Żydów. Jego osławione proroctwo wygłoszone 30 stycznia 1939 w Reichstagu [o zagładzie rasy żydowskiej w Europie] miało jeszcze wymiar bardziej metaforyczny niż konkretny. [Dopiero] w pięć dni po odbytej w Wannsee konferencji, która stworzyła organizacyjne ramy Zagłady, (…) przywódca III Rzeszy zdroworozsądkowo zauważył: »Usuwanie zęba tylko o kilka milimetrów co trzy miesiące nie pomaga; dopiero kiedy zostanie on wyrwany do końca, ból przechodzi«. A mowa była o rozpoczynającym się właśnie ludobójstwie, które zdaniem Hitlera należałoby przeprowadzić tak szybko, jak się da (…). Można by sobie wyobrazić nośne hasło propagandowe: Żydzi to niemiecki ból zęba. Nie wszyscy jednakże widzieli to w ten sposób.

Janusz Korwin-Mikke podczas konwencji wyborczej.
Janusz Korwin-Mikke podczas konwencji wyborczej.  Fot. Jakub Orzechowski / Agencja Wyborcza.pl

W grudniu 1941 do okupowanej przez Niemców Rygi dotarł transport Żydów z Berlina. Niemcy, wspierani przez litewskich szaulisów, kończyli właśnie dzieło wymordowania 40 tysięcy łotewskich Żydów, ale konieczność zabicia berlińczyków źle wpłynęła na morale wojska. Kilku oficerów złożyło w tej sprawie raport, domagając się poniechania takich akcji w przyszłości. Jeden z nich, kapitan Otto Schulz-Du Bois, w liście do żony tak opisywał dalsze losy tego dokumentu:

»Raport został przekazany (…) szefowi kontrwywiadu, który miał łatwy dostęp do Führera [i który] przedłożył mu konsekwencje i okropną istotę metod [zabijania Żydów], na co Führer miał odpowiedzieć: – Robi się pan miękki! Muszę to robić, bo po mnie nie zrobi nikt!«”.

– W pańskiej książce też nie ma bezpośredniego dowodu, że Hitler zlecił Zagładę – mówię do Konstantego Geberta, tłumacząc, o co chodzi w procesie przed praskim sądem. – To jaka ostatecznie jest prawda?

– Logika mówi, że nie da się udowodnić, iż ktoś o czymś nie wiedział. Na brak wiedzy nigdy nie będzie namacalnego dowodu. Można tylko dowodzić, że ktoś wiedział. Ja nie widzę żadnego powodu, dla którego wódz III Rzeszy miałby nie wiedzieć o Zagładzie, skoro wiedział, że Polska jest okupowana, a Niemcy przegrały bitwę na Łuku Kurskim. Żeby stwierdzić na serio, że Hitler nie wiedział o Holokauście, trzeba by postawić tezę, że istniał w III Rzeszy spisek mający na celu przeprowadzenie Zagłady bez zgody i wiedzy wodza. A to jest hipotetycznie wyobrażalne tak samo jak to, że nocą zielone ludziki odwiedzają redakcję na Czerskiej. Inaczej się tego nie da potraktować.


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com