Archive | June 2024

„Queers dla Palestyny”, jak „Norki dla futer”

„Queers dla Palestyny” powinni porozmawiać z „Queers w Palestynie”, żeby dowiedzieć się o cierpieniach palestyńskiej społeczności LGBTQ. „Queers dla Palestyny” powinni opowiadać się za prawami swoich kolegów na Zachodnim Brzegu i w Strefie Gazy, zamiast organizować demonstracje przeciwko Izraelowi, jedynemu krajowi na Bliskim Wschodzie, w którym osoby LGBTQ czują się bezpiecznie. (Źródło zdjęcia: David Wolpe, Twitter/X)


„Queers dla Palestyny”, jak „Norki dla futer”

Bassam Tawil
Tłumaczenie: Małgorzata Koraszewska


Antyizraelska grupa „Queers dla Palestyny”, której członkowie często demonstrują na ulicach amerykańskich miast, by krytykować Izrael za obronę przed islamistycznymi terrorystami, prawdopodobnie nie słyszała o sprawie Ahmada Abu Marchiji, geja Palestyńczyka z miasta Hebron na Zachodnim Brzegu [w Judei i Samarii, MK]. Nawet jeśli organizacja była świadoma tej sprawy, nie zrobiła nic, by zaprotestować przeciwko straszliwej śmierci Abu Marchiji.

Od masakry Hamasu 7 października 2023 r., podczas której zamordowano, zgwałcono, ścięto głowy i uprowadzono setki Izraelczyków do Strefy Gazy, członkowie „Queers dla Palestyny” demonstrują w USA i Kanadzie, aby poprzeć tych samych Palestyńczyków, którzy zabiliby ich, gdyby byli na Zachodnim Brzegu lub w Strefie Gazy. Ta grupa nigdy nie wypowiadała się przeciwko okrucieństwom popełnionym przez Hamas.

„To najbardziej szalona rzecz, bo gdyby… ci ludzie udali się do Gazy… Hamas by ich zabił, dosłownie” – skomentował legendarny aktor i komik Jon Lovitz.

„Oni (Hamas) zrzucają gejów z budynków. Izrael jest demokracją. Rozumiem, że to źle, że podczas wojny giną cywile, ale jest to wojna, którą rozpoczął Hamas, a oni chcieli niekończącej się wojny”.

Abu Marchija (25 l.) mieszkał w Izraelu jako osoba ubiegająca się o azyl po tym, jak władze uznały, że jego życie będzie w niebezpieczeństwie, jeśli wróci do kontrolowanego przez Autonomię Palestyńską Hebronu. Przyjaciele Abu Marchiji w Izraelu podejrzewają, że w 2022 roku został porwany na Zachodni Brzeg, gdzie został zamordowany i ścięty. Morderca, najwyraźniej dumny ze swojej zbrodni, nagrał ścięcie na filmie i opublikował go w mediach społecznościowych.

Rita Petrenko, założycielka Al-Bajt Al-Muchtalif, organizacji non-profit na rzecz wzmacniania pozycji arabskiej społeczności LGBTQ, powiedziała, że kiedy spotkali się w 2020 r., Abu Marchija żył w ogromnym strachu.

„Powiedział mi, że nie tylko jego rodzina, ale także mieszkańcy jego wsi chcieli go zabić” – powiedziała, dodając, że uciekł do Izraela, gdy po Hebronie rozeszła się wieść o jego orientacji seksualnej. „Bał się swoich braci, wujków i kuzynów”.

Około 90 Palestyńczyków identyfikujących się jako członkowie społeczności LGBTQ mieszka w Izraelu jako osoby ubiegające się o azyl. Przed ucieczką doświadczyli dyskryminacji, a w niektórych przypadkach przemocy.

Palestyńscy członkowie społeczności LGBTQ nigdy nie czuli się bezpiecznie ani na obszarach znajdujących się pod kontrolą Autonomii Palestyńskiej (AP) na Zachodnim Brzegu, ani pod rządami wspieranej przez Iran grupy terrorystycznej Hamas w Strefie Gazy.

W 2016 r., kiedy dowódca Hamasu Mahmud Isztiwi został oskarżony o uprawianie seksu z mężczyznami, „wieszano go pod sufitem godzinami, całymi dniami z rzędu… [był] bity, a strażnicy nadawali do jego celi głośną muzykę, nie dając mu spać”. Po kilku dniach tortur został zastrzelony.

Isztiwi został stracony przez członków wojskowego skrzydła Hamasu, Brygad Izz al-Din al-Kassam, za „moralną niegodziwość”, jak Hamas określa homoseksualizm. Dochodzenie Hamasu wykazało, że Isztiwi ukrył pieniądze przeznaczone na broń swojej jednostki, zanim anonimowy mężczyzna oświadczył, że uprawiał z nim seks. Dochodzenie wykazało, że pieniądze, które Isztiwi podobno ukradł, zostały wykorzystane do opłacenia mężczyzny za stosunki seksualne lub przekupienia go, aby milczał. Hen Mazzig, izraelski pisarz zaliczany do grona czołowych wpływowych osób LGBTQ i starszy pracownik Instytutu w Tel Awiwie, powiedział:

„Jeśli taki był los dowódcy Hamasu, wyobraźcie sobie los zwykłych Palestyńczyków LGBTQ żyjących pod kontrolą Hamasu w Gazie…

Jako queer izraelski Żyd, którego rodzice uciekli do tego kraju z Iraku i Tunezji, podpadam po prawa, które są egzekwowane w całym regionie Bliskiego Wschodu. W wielu krajach, włączając w to dawne domy moich rodziców i teokratyczny Iran, homoseksualizm jest nadal czasami karany przez publicznie powieszenie. Cóż za tragedia, że młody człowiek (Ahmad Abu Marchija) uzyskał azyl w mojej ojczyźnie, Izraelu, aby żyć życiem, o którym zawsze marzył, ale zabrał mu je bezduszny zbir, którego system wartości nie jest zgodny z etyką świata współczesnego.

Społeczności międzynarodowej nie wolno milczeć. A jednak milczy”.

Celem ataków byli także palestyńscy homoseksualiści żyjący pod władzą AP na Zachodnim Brzegu. W 2003 r. poinformowano Parlament Europejski:

„Czterech Palestyńczyków zabito za homoseksualizm, a setki zmuszono do ucieczki do Izraela. Zarzuca się, że ‘nękanie gejów’ jest ‘praktycznie oficjalną polityką’ AP. Ofiary są często nazywane kolaborantami i jako takie oskarżane. Donoszono także, że policja AP regularnie stosuje przerażające tortury wobec homoseksualistów”.

W 2019 r. palestyńska grupa alQaws na rzecz Różnorodności Seksualnej i Gender w Społeczeństwie Palestyńskim z siedzibą w Izraelu oskarżyła AP o „ściganie, zastraszanie i groźby aresztowania wobec członków palestyńskiej społeczności LGBTQ”.

„Zawsze informowaliśmy o naszej pracy publicznie i dostępnie, utrzymując aktywną stronę internetową, obecność w mediach społecznościowych i zaangażowanie w społeczeństwie obywatelskim. Jednak nigdy wcześniej nie otrzymywaliśmy gróźb na taką skalę. Przez ostatnie kilka tygodni alQaws i LGBTQ Palestyńczycy stanęli w obliczu bezprecedensowej przemocy i podżegania, które nasiliły się w ciągu ostatnich kilku dni”.

Oświadczenie pojawiło się po tym, jak AP zakazała członkom grupy LGBTQ prowadzenia jakiejkolwiek działalności na Zachodnim Brzegu. Rzecznik policji AP powiedział, że takie działania są „szkodliwe dla wyższych wartości i ideałów społeczeństwa palestyńskiego”. Rzecznik powiedział, że działalność grupy „nie ma związku z religiami oraz palestyńskimi tradycjami i zwyczajami”. Ostrzegł, że policja AP będzie ścigać osoby stojące za grupą LGBTQ i dopilnuje, by po aresztowaniu stanęli przed sądem.

W 2022 roku czołowy kaznodzieja AP, szejk Mohammed Saleem Ali, powiedział:

„Nasz muzułmański naród palestyński nie zaakceptuje ani jednego homoseksualisty otwarcie deklarującego swoją obrzydliwość… Niniejszym oświadczamy, że odrzucamy i brzydzimy się wszelkimi przejawami homoseksualizmu i perwersji”.

„Jeśli chodzi o queers for Palestine, wielką ironią losu jest to, że wielu Palestyńczyków LGBTQ szuka azylu w Izraelu – w tym samym kraju, przeciwko któremu gromadzą się ci protestujący w Stanach” – zauważył Billy Binion, redaktor naczelny „Reason”, gdzie pisze o sądownictwie karnym i odpowiedzialności rządu.

„Sednem tej sprzeczności jest tendencja w ruchach sprawiedliwości społecznej do wybierania wyraźnego bohatera i antagonisty, uciskanego i ciemiężyciela, i na tej podstawie ocenia się wszystko. Niektórzy postępowcy dawno temu zdecydowali, że Palestyna jest na pierwszym, a Izrael na drugim miejscu, co jest podstawą, z której wszystko musi wyrosnąć. Palestyna zatem opowiada się nie tylko za antykolonializmem, ale także za prawami osób LGBT i prawami reprodukcyjnymi, mimo że te prawa, w jakimkolwiek znaczeniu tego słowa, w rzeczywistości tam nie istnieją…

‘Queers dla Palestyny’ jest równie przekonujące jak ‘Norki dla futer’”.

„Queers dla Palestyny” jest także odpowiednikiem „Kurczaków dla Kentucky Fried Chicken” lub „Afroamerykanów dla Ku Klux Klanu”.

„Queers dla Palestyny to kolejny przejaw tego, jak naprawdę nasze społeczeństwo głupieje” – stwierdziła wybitna autorka i działaczka na rzecz praw człowieka Ayaan Hirsi Ali.

„Doświadczenia Państwa Islamskiego (ISIS) nie są tak odległe. Islamska Republika Iranu istnieje. Hamas faktycznie rządził Gazą. I co robili homoseksualistom? Nie sądzę, że posunęli się tak daleko, by nazywać ich skrótem LGBTQ, queers i tak dalej. Nie są aż tak wyrafinowani, ale zrzucają ich z wysokich budynków. Rodziny – jeśli jesteś z rodziny muzułmańskiej i jest w niej ktoś, kto jest podejrzany o bycie gejem, rodzina ma obowiązek dokonać zabójstwa honorowego. A więc nie dochodzi to nawet do rządu, trybunału i procesu. Kiedy jednak to się dzieje, robi się to publicznie i jest to robione w najbardziej makabryczny sposób”.

„Queers dla Palestyny” powinni porozmawiać z „Queers w Palestynie”, żeby dowiedzieć się o cierpieniach palestyńskiej społeczności LGBTQ. „Queers dla Palestyny” powinni opowiadać się za prawami swoich kolegów na Zachodnim Brzegu i w Strefie Gazy, zamiast organizować demonstracje przeciwko Izraelowi, jedynemu krajowi na Bliskim Wschodzie, w którym osoby LGBTQ czują się bezpiecznie. Wiele istnień Palestyńczyków można by uratować, gdyby „Queers dla Palestyny” troszczyli się o naród palestyński tak bardzo, jak bardzo nienawidzą Izraela.


Bassam Tawil jest muzułmaninem, badaczem i publicystą mieszkającym na Bliskim Wschodzie.


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com


Nie żyje policjant, zaatakowany na wiecu w Mannheim. “Koniec z fałszywą tolerancją

Stoisko informacyjne skrajnie prawicowej partii Buergerbewegung Pax Europa (BPE) na centralnym rynku miasta Mannheim w Niemczech, gdzie mężczyzna zaatakował ludzi nożem, 31 maja 2024 r.


Nie żyje policjant, zaatakowany na wiecu w Mannheim. “Koniec z fałszywą tolerancją

Michał Kokot


Mężczyzna atakuje ludzi nożem przy stoisku informacyjnym skrajnie prawicowej partii Buergerbewegung Pax Europa (BPE) na centralnym rynku miasta Mannheim w Niemczech, 31 maja 2024 r. (Fot. REUTERS/Buergerbewegung Pax Europa)

Zpowodu odniesionych ran zmarł policjant, który ubezpieczał antyislamski wiec w Mannheim. Politycy w Niemczech zapowiadają działania wobec radykalnych islamistów.
29-letni policjant nie został już wybudzony ze śpiączki farmakologicznej i zmarł w szpitalu niedzielę późnym popołudniem. Dwa dni wcześniej, pełnił służbę w Mannheim podczas niewielkiego zgromadzenia antyislamskiego ruchu „Pax Europa”, wzywającego m.in. do zakazu budowania meczetów w Niemczech.
W grupkę jego uczestników wszedł wówczas z nożem 25-letni Afgańczyk i zaczął natychmiast zadawać ciosy nożem. Największe obrażenia odniósł policjant, ugodzony przez napastnika w kark i głowę.

Christian Lindner: Koniec z fałszywą tolerancją

Do tragicznego wydarzenia odnieśli się najważniejsi politycy w kraju. Kanclerz Olaf Scholz (SPD) napisał, że śmierć policjanta „poruszyła go do głębi”.

„Jego zaangażowanie w bezpieczeństwo nas wszystkich zasługuje na najwyższe uznanie. Moje myśli są z jego rodziną i wszystkimi, którzy opłakują go w tych gorzkich godzinach” – napisał Scholz w serwisie X.

„Odważnie interweniował, by ratować życie. Zginął w służbie naszego bezpieczeństwa” – dodała Nancy Feaser (SPD), szefowa MSW.

Prezydent Niemiec Frank-Walter Steinmeier wyraził swoje zaniepokojenie „brutalizacją debaty politycznej i rosnącą skłonnością do przemocy w naszym kraju”. – Tak dalej być nie może. Przemoc zagraża temu, co sprawiło, że nasza demokracja jest silna – stwierdził.

Wśród członków niemieckiego rządu pojawiły się również deklaracje działań, które mają w przyszłości zapobiec dalszych aktom przemocy motywowanym religijnie.

Christian Lindner, minister finansów oraz przywódca liberalnej partii FDP, zapowiedział wzmocnienie finansowe policji w celu zwalczania islamskiego radykalizmu.

„Jestem wściekły, widząc to, co dzieje się w naszym kraju. Musimy się bronić przed islamskim terroryzmem. Koniec z fałszywą tolerancją” – zapowiedział Lindner.

Atak w Mannheim. Co wiadomo o napastniku

W niedzielne popołudnie na ulice Mannheim wyszło 800 osób w proteście przeciwko przemocy. Na miejscu, gdzie zamordowany został policjant, mieszkańcy składali kwiaty, wśród nich ktoś położył kartkę „Ten, kto atakuje policję, atakuje nas wszystkich!”.

Tego samego dnia na rynek w Mannheim wyszło też ok. 150 członków Młodej Alternatywy (JA), młodzieżówki skrajnie prawicowej partii Alternatywy dla Niemiec (AfD). Domagali się tzw. remigracji (deportacji wszystkich osób, które nie urodziły się w Niemczech). Przeciwko nim wystąpiła grupa 40 osób Antify, krzycząc „Naziści, wynocha!”. Policja rozdzielała obydwie strony.

Zmarły w niedzielę policjant był najciężej ranną osobą podczas piątkowego wiecu ruchu „Pax Europa”. Napastnik ranił jeszcze czworo innych ludzi, zanim został postrzelony przez innego funkcjonariusza.

Atakującym okazał się 25-letni Afgańczyk, który od 2013 r. przebywa legalnie w Niemczech i ma prawo stałego pobytu. Jest żonaty i ma dwójkę dzieci. Dotąd nie był znany policji z działań ekstremistycznych. Prokuratura postawiła mu zarzut morderstwa i wystosowała wniosek o umieszczenie w areszcie. Mężczyzna przebywa obecnie w szpitalu.

“Pax Europa”: Nasz przywódca był główny celem

Hospitalizowany jest też Michael Stürzenberger, członek zarządu stowarzyszenia „Pax Europa”. Został ugodzony nożem w brzuch i nogę. Jego koledzy są przekonani, że to on był głównym celem napastnika (policja, jak na razie, tego nie potwierdza).

Stürzenberger jest byłym członkiem bawarskiej, konserwatywnej partii CSU. Został wyrzucony z partii w 2004 r. z powodu antyislamskich wystąpień. Od tamtej pory wiązał się z marginalnymi ugrupowaniami politycznymi. Jest związany m.in. z ruchem PEGIDY, który organizuje w Dreźnie od dekady antyislamskie i antymuzułmańskie manifestacje, ściągających wyborców skrajnie prawicowej Alternatywy dla Niemiec (AfD).

„Pax Europa” zapowiada w następnych dniach kolejny wiec w Dortmundzie (znanym z dużej islamskiej diaspory).


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com


UN Adds Israel to Infamous ‘List of Shame’ Alongside Hamas, Prompting Outrage

UN Adds Israel to Infamous ‘List of Shame’ Alongside Hamas, Prompting Outrage
Corey Walker

United Nations Secretary-General Antonio Guterres speaks at the UN headquarters in New York City, US, before a meeting about the conflict in Gaza, Nov. 6, 2023. Photo: REUTERS/Caitlin Ochs

The United Nations on Friday announced that it has placed Israel, Hamas, and Palestinian Islamic Jihad on its so-called “list of shame,” prompting outrage from Israeli officials who described the move as the latest effort by the international organization to damage the reputation of the Jewish state.

UN Secretary-General Antonio Guterres told senior officials on Friday that he has blacklisted Israel alongside other “countries that kill children” in armed conflict. The decision places the Jewish state alongside notorious human rights abusers such as Russia, Afghanistan, Iraq, Myanmar, Somalia, Syria, and Yemen. The list also includes Islamist terrorist groups such as Islamic State, al Qaeda, and Boko Haram.

Israel is considered to be the only democracy on the list, which is included in a report on children and armed conflict that Guterres is due to submit to the UN Security Council on June 14. Guterres’s office releases an annual report that documents alleged rights violations against children in armed conflict.

Israeli Ambassador to the UN Gilad Erdan received a call from Guterres’s office on Friday, informing him of the Jewish state’s inclusion on the upcoming edition of the infamous list, which the UN Security Council is set to discuss along with the broader report’s findings on June 26. 

Erdan excoriated the decision by the UN as “outrageous and wrong,” adding that Hamas, the Palestinian terrorist group that rules Gaza, “has been using children for terrorism and uses schools and hospitals as military compounds.”

Israeli Prime Minister Benjamin Netanyahu released a statement condemning the UN announcement and defending the conduct of the Israel Defense Forces (IDF).

“Today the UN added itself to the black list of history when it joined those who support the Hamas murderers,” the statement said. “The IDF is the most moral army in the world; no delusional UN decision will change that.”

Israeli officials have long accused the international body of having a bias against the Jewish state. Last year, the UN General Assembly condemned Israel twice as often as it did all other countries.

The latest UN announcement has potential consequences for Israel. The UN will put in place a “monitoring and reporting mechanism” (MRM) that will collaborate with Israeli officials to help secure children’s safety in war zones. The MRM will be tasked with producing reports detailing Israel’s progress in protecting Palestinian children to the UN Security Council. 

A leaked draft of the report accuses Israel of killing around 8,000 Palestinian children over the course of the ongoing Israel-Hamas war, citing data from the Hamas-run Gaza Health Ministry. Independent analyses have concluded that casualty figures from Gaza authorities systematically overcount the number of casualties while undercounting the number of men and Hamas terrorists who were killed.

The draft also accuses the Jewish state of indiscriminately dropping bombs in heavily populated areas in Gaza and obstructing humanitarian aid from reaching the war-torn enclave, both of which have disproportionately negative effects on children.

Pro-Israel supporters have lambasted the UN’s decision, noting that Hamas terrorists embed themselves within Gaza’s civilian population and commandeer civilian facilities like hospitals, schools, and mosques to run operations and direct attacks. Israeli officials maintain they go to extensive lengths to avoid civilian casualties while targeting Hamas, arguing collateral damage is unfortunate but inevitable given Hamas’ strategy of using civilian sites.

Hamas and Islamic Jihad, both internationally designated terrorist organizations, have for years openly run and promoted summer camps in Gaza where children undergo military training. Israel’s military has accused Hamas and Islamic Jihad of using child soldiers in their war against Israel, claiming it found documents, video footage and photographs of Palestinian children being exploited as fighters.

The UN announcement came on the same day that a new report by the Associated Press revealed that women and children are a shrinking portion of casualties in Gaza, indicating shifting military tactics by Israel. The report also cast doubt on claims that Israel has not attempted to protect children as it continues its military campaign against Hamas, which launched the war with its Oct. 7 massacre across southern Israel.

According to the AP, children accounted for 60 percent of civilian deaths during the beginning of the war in October, but that number shrank to 40 percent in April. 

The decreasing share of children among casualties, according to the AP, “went unnoticed for months by the UN and much of the media, and the Hamas-linked Health Ministry has made no effort to set the record straight.”


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com


Lewicowość jako wyznanie sprzeczne z lewicowymi wartościami

Lewicowość jako wyznanie sprzeczne z lewicowymi wartościami

Andrzej Koraszewski


Dumni bojownicy Allaha z ciałem zamordowanej Shani Louk wywożonym do Gazy. (Zdjęcie wykonane przez dziennikarza-terrorystę.)

Amerykański autor napisał długi esej o amoralnym antysyjonizmie postępowej lewicy. Czytając go próbowałem dociec jak rozumie „lewicę”, dlaczego deklaruje jej dozgonną wierność, czy jeśli na samym początku zaznacza, że ten amoralny antysyjonizm jest chorobą „postępowej” lewicy, to on sam jest konserwatywnym lewicowcem? Krótko mówiąc, czytając wyraźnie czepiałem się tego patrzenia na świat przez pryzmat politycznego wyznania.

Na pytanie, kim ja sam jestem, odpowiadam, że tylko sobą, czyli niewiernym, lub jak kto woli bezwyznaniowym gościem w rzeczywistości, (co automatycznie skreśla mnie z listy członków).   

Już we wprowadzeniu czytamy, że ruch lewicowy „utracił nawet najmniejsze powiązania z elementarną przyzwoitością, która jest podstawą każdej właściwie lewicowej polityki”.  

To jedno zdanie zatrzymuje na długo. No bo jak to jest? Ruch lewicowy utracił powiązania z przyzwoitością, która jest podstawą każdej właściwej…

Najwyraźniej autor jest świadomy tego, że już wcześniej mogła istnieć jakaś niewłaściwa lewicowa polityka, która miała problemy z przyzwoitością. Ten typ zastrzeżeń jest charakterystyczny dla wyznawców, którzy mają głęboką potrzebę zachowania wiary, mimo świadomości kroczenia po grząskim gruncie. Wierzę, ale tylko we „właściwy” katolicyzm, we „właściwy” islam, we „właściwy” marksizm, we „właściwą” lewicowość.

Określenie „właściwy” zwalnia z konieczności klarownego zdefiniowania obiektu naszej miłości, pozwala na domysł, że wierzę w to, co przyzwoite, a przyzwoite jest to, w co wierzę.  Odwieczna pułapka marzenia o byciu pięknym, dobrym, mądrym i kochanym.

Jack Omer-Jackaman zna historię lewicy i doskonale wie o długiej historii „błędów i wypaczeń” lub jak kto woli zbrodni lewicy. Zaczyna od Kronsztadu i przechodzi do późniejszych momentów w historii, które kolejnym pokoleniom uświadamiały, że „intelektualne wykręty i moralne wypaczenia linii partyjnej stają się zarówno nieuniknione, jak nie do utrzymania”.  Autor pisze (innymi słowami), że obudził się z ręką w nocniku, kiedy przeczytał żądanie Judith Butler, aby rozumieć „Hamas i Hezbollah, jako ruchy postępowe, lewicowe, będące częścią globalnej lewicy”.         

Omer- Jackaman natychmiast zapewnia nas, że „okropności Związku Radzieckiego nie delegitymizowały socjalizmu”, że na zawsze zostanie lewicowcem, ale będzie zaciekle walczył z lewicowością zarówno Judith Butler, jak i tłumu jej podobnych wyznawców dekolonizacji i globalnej sprawiedliwości.

W tym momencie na kilka dni przerwałem lekturę, chociaż przy innych zajęciach wracałem myślami do tych kilku przeczytanych zdań.   

Dlaczego okropności Związku Radzieckiego nie delegitymizowały socjalizmu? Jeszcze przed wyjazdem z Polski w 1971 roku pisałem, że socjalizm jest nieustającą próbą industrializacji opartej na pańszczyźnie, że socjalizm jest zwycięstwem utopii Thomasa More’a – wiecznej dobrotliwej opieki nad maluczkimi przez światłych, że jest zniewoleniem prezentowanym jako najwyższe dobro.

Wybraliśmy Szwecję, trochę z powodu przekonania, że jest to miejsce, gdzie socjaliści zrezygnowali z ambicji budowania socjalizmu i ograniczyli się do cywilizowania kapitalizmu.

Patrząc z Polski, to złudzenie było całkowicie uzasadnione. Bliższy ogląd pokazał, że była to tylko część prawdy. Trzecia (skandynawska) droga okazała się wydłużeniem Nowej Polityki Ekonomicznej na dziesięciolecia, jednak bez rezygnacji z idei ograniczenia wolności jednostek przez długotrwałą nadopiekuńczość. System szwedzki doskonale wykorzystywał produkcyjną sprawność kapitalizmu, dążąc jednak do centralnego planowania szczęśliwości.

Zachodni socjaldemokraci zrozumieli, że pomysł z centralnym planowaniem produkcji nie tylko przegrywa z wolnym rynkiem, ale skazuje na cywilizacyjną zapaść. Adam Smith zauważył, że niewidzialna ręka rynku nie działa automatycznie, że prawdziwy wolny rynek wymaga nieustannego nadzoru i ochrony przed nieuczciwością. Lewicowy liberalizm wydawał się łączyć akceptację wolnego rynku, ochronę prawa własności, ze społecznym solidaryzmem.

To brzmi jak ideał. W praktyce jednak okazało się, że niesamowity początkowy sukces tego połączenia nie mógł trwać wiecznie. Etatyzm, nadmierne opodatkowane pracujących, wyłonienie się całej warstwy społecznej zajmującej się wtórnym dzieleniem dochodu narodowego, a wreszcie świadome niszczenie protestanckiej etyki pracy i przekonywanie, że „państwo ma dać”, stopniowo zmieniało ideę „państwa opiekuńczego” w grabarza socjaldemokracji jako czynnika cywilizującego kapitalizm, ponownie oddając stery w ręce zwolenników utopii (tym razem globalnej sprawiedliwości).                                

Amerykański autor gotuje się z oburzenia pisząc o reakcjach amrykańskiej lewicy na barbarzyński najazd zbirów Hamasu na Izrael 7 października 2023 r.:

„…powiedzmy sobie jasno, co się wydarzyło i co nadal się dzieje. Wielu na lewicy usprawiedliwiało lub otwarcie świętowało coś podobnego do akcji einsatzgruppen.”

Amerykański autor (moim zdaniem zasadnie) postrzega lewicę jako stado. Antysemityzm jest chorobą przewlekłą, która nieustannie atakuje różne ludzkie stada. Antysyjonizm lewicy to tylko strategia mobilizująca do walki o różne inne cele. Czytamy w tym eseju, że ta lewica była skłonna poświęcić Ukrainę na ołtarzu walki z Zachodem i że byli to ci sami ludzie, którzy wcześniej popierali Assada, kiedy przeprowadzał rzeź własnego narodu. Jednostki, (heretycy lewicowego ruchu), przeciwstawiały się tym stadnym odruchom. 

Deklaracja takiej czy innej politycznej tożsamości utrudnia dostrzeżenie fatalnych skutków patrzenia na świat przez pryzmat wyznania. Autor zauważa sympatycznych heretyków we własnym stronnictwie, ale już gubi z pola widzenia tych, którzy mówią to samo (często bardziej wyraźnie), z niewłaściwych pozycji.

Analizując to zdumiewające poparcie amerykańskiej lewicy dla demokratycznie wybranego rosyjskiego tyrana dziennikarz ubolewa, że w ten sposób mogą oddać zwycięstwo Trumpowi, który otwarcie mówi, że go Ukraina nie obchodzi, ale oni ukrywają swoją zdradę Bidena za ładnie wyglądającym „pragnieniem pokoju”.

Utopijne cele połączone z głęboką ignorancją charakteryzują wszelkie myślenie stadne, te lewicowe są romantyczne i połączone z mesjanistycznym ideałem budowy wspaniałej przyszłości na gruzach złego świata. Efekt łatwy do przewidzenia – skłonność do akceptowania innych destrukcyjnych ruchów.

Innymi słowy lewica jest humanistyczna – morduje w imię szlachetnych celów. Czy to znaczy, że humaniści są z definicji lewicowi? Jack Omer-Jackaman sprawia wrażenie jakby do tego właśnie chciał nas przekonać. Aspiracje do monopolu na humanizm mają również chrześcijanie i muzułmanie.

Próba spisania naszych wartości i przypisania im pewnej hierarchii może pokazać, że stoimy przed wyborem: albo partyjna tożsamość albo humanizm. Mogę nazwać moje wartości lewicowymi, ale jeśli wartości są dla  mnie ważniejsze niż przynależność do lewicowego plemienia to okazuje się, że jestem zwolennikiem kapitalizmu i przeciwnikiem socjalizmu, że wolność jednostki jest dla mnie ważniejsza niż urządzanie innym życia, że likwidacja głodu wymaga wolnego rynku i wykorzystania ludzkiej pomysłowości, że wolny rynek wymaga demokracji i rządów prawa; rządów prawa, które kładą kres wolności jednostki tam, gdzie zaczyna się krzywda drugiego człowieka.

Dlaczego zatem definiujemy niektóre wartości jako „lewicowe”? Odpowiedź jest prosta. To głównie lewica dopominała się o skrócenie dnia pracy, o prawo do związków zawodowych, które umożliwiało negocjacje między pracodawcami i pracownikami, to głównie lewica dopominała się o ubezpieczenia zdrowotne i o powszechną opiekę medyczną, to głównie lewica domagała się powszechnego prawa głosu oraz praw kobiet. Te wszystkie prawa mogły być realizowane dzięki demokracji i dzięki kapitalizmowi umożliwiającemu wzrost dobrobytu.         

Lewica jest kolektywistyczna, humanizm to głównie indywidualizm. Być może lepiej wyjaśni to Ayaan Hirsi Ali, do niedawna słynna ateistka, dziś chrześcijanka, wychowana w rodzinie muzułmańskiej:

„Dziedzictwo Zachodu wypływa ze szczególnego splotu zwyczajów i prawa, które były praktykowane przez wieki, zanim ktokolwiek nazwał je „ideami”. Są to jednak zasady, które dały nam najbardziej tolerancyjne, wolne i kwitnące społeczeństwa w całej historii ludzkości. 

Do tych zasad zaliczają się rządy prawa, tradycja wolności, osobista odpowiedzialność, system rządów przedstawicielskich, tolerancja dla różnic i przywiązanie do pluralizmu. Każda z tych idei mogłaby zostać wygaszona w powijakach, gdyby nie łaska boża i siła ich oddziaływania. 

Być może to dlatego, że urodziłam się w części świata, w której te zasady nie istniały, czuję do nich szczególną miłość – i instynkt [walki w ich obronie], gdy są w niebezpieczeństwie.

W tej chwili tak wiele narodów zachodnich jest poważnie zagrożonych ze strony bliźniaczych sił kulturowego marksizmu i ekspansjonistycznego islamu politycznego, które znam z młodości.”

Czy Ayaan broni lewicowych wartości, czy tylko wartości? Czy koniecznie muszę unosić brwi, kiedy czytam zdanie o „łasce bożej”, które okazuje się niemal zabawnym wtrętem przy dalszej lekturze jej tekstu, w którym analizuje mechanizmy destabilizacji systemów demokratycznych przez piewców tyranii.

Czy klasyfikowanie tej autorki i dziesiątków innych heretyków z muzułmańskiego świata jako konserwatywnej prawicy nie okazuje się w praktyce zdradą „lewicowych” wartości? Tradycyjne feministki nie mają co do tego wątpliwości. Jednak jeśli nie masz przemożnej potrzeby deklarowania się jako „lewicowiec”, jeśli zdajesz sobie sprawę z mechanizmów nieustannej kradzieży autorytetów moralnych i nabierania ludzi na piękne słówka przez tych, którzy chcą nas pozbawić zdobytych już wolności, podstępnie promując swój sojusz z totalitarnym barbarzyństwem, wówczas możesz zauważyć, że partyjna tożsamość jest mordercza dla rozsądku i dla moralności.     

Obecne prohamasowskie protesty mieszkańców Zachodu przypominają nam o nikczemności tłumu, który tak łatwo przekonać o domniemanej szlachetności zbrodniczych czynów. To rewolucyjne podniecenie to tylko pierwszy krok do zniszczenia już zrealizowanych „lewicowych” wartości. Jack Omer-Jackaman wydaje się to dostrzegać i w końcowych akapitach swojego eseju przypomina Che, Mao, Ulrike Meinhof i ostrzega „wschodzącego lewicowca” przed pułapkami  pisząc: „…odtąd nie toleruj żadnych wypowiedzi lewicy na temat konfliktu izraelsko-palestyńskiego, które nie byłyby wiarygodne, gdyby zostały wypowiedziane w pik-upie wiozącym ciało Shani Louk. To najlepsze – a może to wszystko – co możesz dla niej teraz zrobić”.

Niby się zgadzam, a jednak jest w tym wszystkim znacznie więcej, co powoduje zakwestionowanie lewicowości jako wyznania i porządkowania ocen moralnych intersekcjonalnym, partyjnym kryteriom.   


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com


The Forgotten Pioneer of Movie Music

The Forgotten Pioneer of Movie Music

KAREN IRIS TUCKER


CHLOE NICLAS
.

The daughter of Russian Jewish immigrants, Ottalie Mark left her mark on the film industry—and the music industry—a century ago

It was the early 1920s and the dawn of the transition from the silent film era to the invention of synchronized sound and “the talkies.” Ottalie Mark—a young secretary for the lavish Capitol Theatre movie palace in Manhattan—probably had no idea she would come to be an unlikely, if crucial, centerpiece of the business world at the intersection of music, film, and the law.

Yet there were clues in Mark’s origin story that indicate that she was not much of a sideline-sitter or a fan of letting fate define her destiny. For starters, she was born in 1896 but fibbed for posterity, according to her great-grandnephew Richard Grimes, now 80: “She was a headstrong woman to the point that she had her grave marker inscribed before she died, making herself 13 years younger.”

She was the daughter of first-generation Russian Jewish immigrants—David, who worked in the garment industry, and his wife, Rose—and sibling to four sisters and four brothers. During Mark’s early years they all lived together at 76 Chrystie St. on the Lower East Side. Mark attended NY Prep, got an undergraduate degree in pre-law from NYU, and enrolled as a Yeomen Second Class in the Navy during WWI, serving as a clerical worker. This was all before she began pursuing her professional career, said Keith D’Arcy, senior vice president, sync & creative services at Warner Chappell Music.

D’Arcy, 54, is the researcher and compiler of an extensive Wikipedia page devoted to Mark’s life—the only comprehensive known document available about her. He embarked on that project after finding a few intriguing paragraphs about Mark in the 1939 book The Story of the House of Witmark: From Ragtime to Swingtime, by journalist Isaac Goldberg and Isidore Witmark, a prominent music publisher and composer. D’Arcy stumbled upon the book in 2019 while researching the origins of Warner Bros. when he arrived at his job at Chappell, a music-publishing subsidiary of the company.

He found that Mark’s life was punctuated by monumental moments in cinema and music, beginning with her first stop in the business world: Samuel “Roxy” Rothafel’s Capitol Theatre. The theater would prove an exciting and inventive vortex of film and radio at the time, and a key facilitator of the film industry’s use of broadcasting for the promotion of motion pictures.

“The Capitol Theatre Orchestra was Roxy conducting live on radio,” said Jeannie Pool, a composer, musicologist, and co-author with H. Stephen Wright of A Research Guide for Film and Television Music in the United States. “Silent film music was broadcast on radio, including the overtures to major films, as a way of promoting the films. That is why the film studios first started live radio stations.”

During this time of media cross-pollination and innovation, Mark had the fortune to work with two pivotal characters at the Capitol Theatre. She was secretary to its head of publicity, Martha Wilchinski, one of the best-known publicists in the business at the time. Mark was also an assistant to Ernö Rapée, the theater’s famed music director. Under his tutelage, Mark worked with the orchestra as a cueing assistant, rehearsing the musicians on which cues to play during each scene in the silent film theater.

As D’Arcy found, it wasn’t long before Mark moved on, taking with her the experience she had amassed in live orchestra, radio, and film. She was hired in the fall of 1925 by Warner Theatre as an assistant to its music director, Herman Heller. The following year, Mark was promoted to director of programming at its radio station, Warner Bros. Pictures Incorporated, and began coordinating interviews and live-music performances.

Like other significant touch points in Mark’s career, her timing was critical. Movie mogul Sam Warner, co-head of Warner Bros., was fascinated with emerging technology. He asked Heller to experiment with Vitaphone, an invention that would ultimately be the industry’s first commercially successful attempt to combine moving images with sound.

Mark was perfectly poised for the moment. “She naturally assisted Heller in the process, with all her experience with live orchestral music,” D’Arcy said. Mark was also a composer and lyricist in her own right, having studied music with conductor Sunia Samuels and violinist Michael Sciapiro.

Of Warner’s seminal interest in Vitaphone, D’Arcy said, “Warner Bros. quickly realized that a great product for this new invention would be movie musicals—taking Broadway and Vaudeville and putting it onto the screen.” He added that the company could then, incidentally, get rid of all the expensive orchestral musicians on its payroll and prerecord the soundtracks to its films.

The company ultimately used Vitaphone in its film Don Juan, which was retrofitted with a symphonic musical score and sound effects but did not have spoken dialogue. Starring John Barrymore as the famed playboy, it was the first feature-length film to use the Vitaphone technology. The film debuted on Aug. 5, 1926, at a gala Warner Bros. hosted at its theater in New York. Although the industry would, in a few short years, replace Vitaphone with better technology, it was a landmark event that revolutionized motion pictures.

It was at this point that our heroine sensed the need to pivot. “Ottalie realized that her job working with the live orchestra was about to go out the window because they were going to fire all the musicians,” D’Arcy said. An opportunity arose when Warner Theatre was sued for lacking a license to the copyrighted compositions in Don Juan, specifically for synchronization rights. Heller wanted to ward off future such infringement cases, so he charged Mark with building a database of popular songs Warner Bros. could use, and also tasked her with clearing the rights to those songs from Tin Pan Alley publishers.

And thus it came to be that Ottalie Mark of 76 Chrystie St. became one of the first people in the United States—if not the first—to build a database for the purpose of synchronization licensing. She began the painstaking task of documenting songs’ authorship and rights-holder information using an index-card system she created by hand.

“Until Mark built the synchronization database for Warner Bros., there was no way to obtain accurate information on song ownership without contacting ASCAP [American Society of Composers, Authors and Publishers] directly,” D’Arcy said. He theorizes that she likely simply walked around to meet with all the publishers, which were clustered on Broadway between 42nd and 52nd streets in Manhattan, and within easy walking distance of the theater.

In her pioneering role of handling music licensing, Mark may have paved a path for the music supervisors of today.

Despite being largely uncredited in the annals of sync licensing, Mark’s work does live on in the archives. Katherine Spring, associate professor, Department of English and Film Studies at Wilfrid Laurier University in Waterloo, Ontario, was conducting research for her book Saying It With Songs: Popular Music & the Coming of Sound to Hollywood Cinema when she found evidence of Mark’s record-keeping.

“I was looking at these licenses and I just noticed that some of them were signed by Ottalie Mark,” she said.“I thought, ‘Well, that’s interesting—that sounds like a woman’s name.’ It stood out to me because of course, I had only seen men’s names on all of these documents, except for the names of actresses who were appearing in the films I was studying.”

She added of Mark’s legacy: “It was a period of the studios trying to figure out how to make this new technology economically profitable while reducing risks. Mark’s role in that system was highly significant given that copyright infringement was such an important part of the transition to sound.”

It is possible that in her pioneering role of handling music licensing, Mark may have paved a path for the music supervisors of today, suggests Daniel Goldmark, professor and director of the Center for Popular Media Studies at Case Western Reserve University. “The music supervisor position in the late ’80s, when soundtrack films started becoming really big—many of those jobs were held by women. I’m wondering if there’s a throughline from what Mark was doing in the late ’20s to other women fulfilling this role 50 years later.”

Mark was so successful in her efforts at Warner Bros. that in 1929, Western Electric lured her away to become its supervisor of music rights. Working for the company’s subsidiary, Electrical Research Products Inc., Mark relocated to Hollywood to administer a five-year business arrangement called “The Mills Agreement.” Western Electric essentially struck a deal with publishers to pay them a flat fee in exchange for pre-clearance of their songs.

“So, all the songs that ASCAP controlled at the time could be pre-cleared under The Mills Agreement, and it was administered by Ottalie,” said D’Arcy. “So now, she’s a single woman living in Burbank, and becomes the sole music-rights clearance expert to the entire film industry.”

Mark’s daily work entailed interfacing with each studio to set up their filing systems, helping them collectively record the copyright history of hundreds of thousands of compositions. She did this until 1933, when The Mills Agreement had come to an end and Vitaphone had largely been replaced by more efficient technology. Mark then moved back home to New York and set up her own music rights consultancy, which she ran for several years.

It was then that the industry, by now fully enamored with Mark, came calling again for her expertise. The performing rights organization Broadcast Music Incorporated hired Mark as its first head of copyright research. She handled infringement claims against BMI’s songwriters and built the group’s copyright database.

D’Arcy says it may have been during this time that Mark met the love of her life, Philip F. Barbanell, a staff attorney who had worked at both Paramount and RKO Pictures. Records indicate the couple married in 1943, when Mark was 47 and Barbanell had returned from military service after serving as a lieutenant in the air force during WWII. A year after they married, Mark decided to build on the undergraduate degree she had earned in pre-law decades earlier. She enrolled at New York Law School and began studying for the bar exam.

By now, the trade papers were gossiping about her every move, with Variety proclaiming, “Ottalie Mark, head of BMI’s research department for the past seven years, handed in her resignation … She’ll concentrate on studies for admission to the bar.” Once Mark passed the exam, she established her own copyright research consulting company in the Paramount Theatre building, working with clients across the entertainment industry. Later, she and Barbanell shared office space and worked together in an entertainment law practice. Mark also continued as a composer and lyricist, publishing numerous songs until the 1970s.

Being both a composer and a copyright lawyer likely set Mark apart in her career, according to Pool, the co-author of A Research Guide for Film and Television Music: “She could actually read the music and know what it says, compare one piece with another, and decide whether it was infringement. So she had that unique skill set. A lot of people who knew the law and knew about copyright didn’t know how to do that.”

Beyond her legal work in private practice, we don’t know much more about Mark from the 1950s until her death in 1979 at 83. Family members do, however, offer a few glimpses of her more personally, giving the impression that like many of us, Mark was a mixed bag of attributes. Grimes, her great-grandnephew, said, “She was independent and not particularly liked in the family. I think she lived a mostly isolated life after she married Phil and was living in New York.”

Eileen Travis, Mark’s great-grandniece, recalls the pair visiting her home a number of times in Syosset, Long Island, when she was in grade school: “It was just the two of them. They traveled together and they came out to the Island to visit together. I imagine they were a pretty tight couple.” Travis, 76, a clinical social worker with the New York City Bar Association, remembers that Mark “was a big woman with a big personality. I do remember her being a little flamboyant. She was just full of energy and she spoke a lot. She was also very sophisticated in her dress.”

For all the professional affirmation Mark received in the industry during her time—if not in today’s history books—her personal life is something of a mystery. Even family members say they were largely unaware of her career success, and did not know much about her more generally. The totality of her life, therefore, remains largely incomplete to us.

Great-grandnephew Michael Mark, 74, has little recollection of his great-aunt aside from this: “She was a force. I remember that she once banged on my father and stepmother’s door for some photos she thought were hers and threatened to sue them.”

Grimes has a similar off-color memory from about 1949. “I vaguely recall seeing her walk into my grandmother’s apartment shortly after my grandfather—her oldest brother—died, and taking a marble statue out of the living room and walking out. We never saw her again.”


Karen Iris Tucker is a freelance journalist who writes primarily about health, genetics and cultural politics. Find her work at kareniristucker.com and follow her on Twitter at @kareniristucker.


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com