Los Chameneiego pokazuje, że rosyjska polisa na życie jest bezwartościowa


Los Chameneiego pokazuje, że rosyjska polisa na życie jest bezwartościowa

Bartosz T. Wieliński


19.07.2022, Teheran, spotkanie Alego Chameneiego z Władimirem Putinem (SalamPix/ABACA / PAP)

Donald Trump, atakując Iran i zabijając ajatollaha Alego Chameneiego, kolejny raz obnażył globalną słabość Rosji.

Już zapomnieliśmy o wydarzeniach z 17 stycznia 2025 roku. Na Kreml przybył wówczas prezydent Iranu Masud Pezeszkian, by podpisać traktat o rosyjsko-irańskim partnerstwie strategicznym. Dokument cementował wieloletnią i szeroką – w tym wojskową i wywiadowczą – współpracę między krajami. I choć nie przewidywał wzajemnej pomocy na wypadek ataku, było jasne, że Iran jako kraj sojuszniczy znajduje się pod rosyjską ochroną. Tak Rosja rewanżowała się za technologiczną pomoc w wojnie z Ukrainą. Dzięki tanim i skutecznym irańskim dronom Szahed Rosjanie mogli rozpocząć zakrojoną na szeroką skalę terrorystyczną kampanię przeciwko ukraińskim miastom. A przecież Iran dostarczał Rosjanom także pociski balistyczne i amunicję dla artylerii.

Już pół roku później okazało się, że rosyjska ochrona jest niewiele warta. Izraelskie lotnictwo zniszczyło opartą na rosyjskim sprzęcie irańską obronę przeciwlotniczą i bezkarnie bombardowało obiekty wojskowe. A Amerykanie uderzyli w znajdujący się głęboko pod ziemią zakład wzbogacania uranu w Fordo. Rosja ograniczyła się do niemrawych protestów. Podobnie reaguje, gdy izraelskie i amerykańskie samoloty wróciły nad Iran, a bomby zabiły rządzącego krajem ajatollaha Alego Chameneiego.

Syria, Wenezuela, Iran. Rosja traci sojusznika za sojusznikiem

To analogiczna sytuacja do reakcji na rajd amerykańskich komandosów w Caracas, skąd 3 stycznia porwali prezydenta Nicolasa Maduro. On również słono płacił za rosyjską polisę na życie, ale i tak gwarancje Rosji okazały się bezwartościowe. Na kremlowskiej polisie przejechał się też syryjski despota Baszar al-Asad. I tak miał szczęście. Stracił kraj i władzę, ale nie życie. Wegetuje w daczy pod Moskwą.

Rosja przez lata tworzyła na świecie sieć zaprzyjaźnionych satrapii, za pomocą których mogła destabilizować otoczenie i zaznaczać swoje ambicje do współrządzenia światem na równi z USA i Chinami. W piątym roku wojny w Ukrainie ta sieć przestaje funkcjonować. Być może wkrótce przekona się o tym reżim na Kubie, hołubiony przez Moskwę od ponad 60 lat. Wyspiarski kraj jest państwem wielokrotnie upadłym, całkowicie pogrążonym w nędzy. Prezydent USA Donald Trump już zapowiada jego przyjazne przejęcie. Gdyby do niego doszło, Kreml – który jesienią 1962 r. broniąc kubańskiego komunizmu, był gotów rozpętać wojnę atomową – nie będzie w stanie nic zrobić.

Korci, by napisać, że to ostentacyjne demonstrowanie przez USA, że Rosja jako globalne mocarstwo jest naga, to mimo wszystko pozytywy uzysk z trwającej właśnie izraelsko-amerykańskiej operacji w Iranie. Sprawa niestety nie jest tak oczywista. Polityka nie znosi próżni, a miejsce Rosji w świecie przejmą Chiny.


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com