Kryjówka w lwowskiej spiżarni
Sebastian Duda
Kiedy w czerwcu 1941 r. do Lwowa wkroczyli Niemcy, Maria Morska nie zamierzała iść do getta. Wraz z kochankiem schroniła się w kryjówce w mieszkaniu przyjaciółki. Po pewnym czasie dołączył do nich mąż dawnej muzy skamandrytów.
Na początku marca 1945 r. pisarka i publicystka Irena Krzywicka przyjechała z Podkowy Leśnej do Łodzi. Chciała podjąć współpracę z wydawnictwem Czytelnik i miała też nadzieję, że spotka ocalałych z wojny znajomych. Jedną z pierwszych osób, na które się natknęła w stołówce Czytelnika, była Maria Morska. Płacząc, padły sobie w objęcia. Nie widziały się od września 1939 r.
Krzywicka podczas okupacji przeszła okropne rzeczy: jako Żydówka z pochodzenia ukrywała się pod zmienionym nazwiskiem, w Katyniu zginął jej mąż, we Lwowie Niemcy zamordowali jej wieloletniego kochanka Tadeusza Boya-Żeleńskiego, z powodu nagłej choroby zmarł jej starszy syn. A jednak, wysłuchawszy opowieści Morskiej, przyznała, że okupacyjne przeżycia Marii były straszniejsze od “międzyludzkiego piekła” opisywanego przez popularnego wówczas Jeana-Paula Sartre’a w jego ponurych egzystencjalistycznych dziełach.
Muza skamandrytów
Obie stały się w II Rzeczypospolitej znaczącymi postaciami w środowiskach warszawskiej inteligencji. Krzywicka zdobyła uznanie jako publicystka “Wiadomości Literackich” oraz autorka skandalizujących powieści. Morska (to nazwisko to jej pseudonim sceniczny; naprawdę nazywała się Frenkiel) pod koniec listopada 1918 r. jako pierwsza kobieta została dopuszczona do kręgu poetów z grupy Skamander, którzy na Nowym Świecie w Warszawie powołali do życia kabaret literacki Pod Pikadorem.
Od kilku lat próbowała sił jako aktorka w Krakowie oraz Lublinie i szybko zdobyła przyjaźń Juliana Tuwima, Antoniego Słonimskiego i Jarosława Iwaszkiewicza jako zdolna deklamatorka wierszy skamandrytów, a także utworów innych poetów. Wedle świadków recytowała w dość nienaturalny sposób, ale, jak wspominał po latach Iwaszkiewicz, zapał Morskiej, a zarazem uczucie sympatii, jaką zewsząd ją otaczano, podnosiły jej interpretację.
Jej występy wryły się w pamięć bywalców Pikadora. Boy, zobaczywszy Niutę (bo tak pieszczotliwie nazywali ją skamandryci) w słynnej kawiarni na Nowym Świecie, pisał zachwycony: Oryginalna fizjonomia interesuje od pierwszej chwili, a utwierdza w tym zainteresowaniu głos, dziwny w istocie, wysoki, metaliczny, jakby umyślnie sztuczny. Bo byłbym niezręcznym pochlebcą, gdybym chwalił p. Morską za prostotę, kiedy ona świadomie jej unika. Przeciwnie, dąży – mam wrażenie – do tego, aby wywołać uczucie niepokoju; aby z pomocą ciągłego fortissimo akcentu, gestu, gwałcić wrażliwość słuchaczy, nie pozwolić im ani na chwilę zdrzemnąć się na poduszce łatwej dekadencji. () W każdym razie tęsknię za tym, by usłyszeć Morską znowu, lubiłbym słuchać tego drapieżnego głosu. Nie darmo było się swojego czasu dekadentem .
W okresie występów w kabarecie Pod Pikadorem miała 23 lata, a od czterech lat była szczęśliwą żoną Bronisława Knastera, który w II Rzeczypospolitej stał się wybitnym profesorem matematyki na Uniwersytecie Warszawskim. Zasłynął jako topolog, odkrył tzw. pseudołuk, zwany też “krzywą Knastera”. Był opiekuńczym i wyrozumiałym mężem, a ich związek trwał, choć Morska regularnie wdawała się w romanse.
Czytaj dalej tu: Kryjówka w… spiżarni
twoje uwagi, linki, wlasne artykuly, lub wiadomosci przeslij do: webmaster@reunion68.com
