Archives

Gantz could have joined Netanyahu, now he’s complaining about the result

Gantz could have joined Netanyahu, now he’s complaining about the result – opinion

YARON SCHWARTZ


The Israeli opposition could have become a part of the coalition, yet opted to boycott the option. Now they’re complaining about the government that did form.
.

MK BENNY GANTZ addresses the Knesset plenum last month. / (photo credit: YONATAN SINDEL/FLASH90)

MK Benny Gantz can boycott Prime Minister Benjamin Netanyahu’s government or complain about it, but he can’t do both.

For more than four years, Gantz and other opposition leaders have insisted that they would not join a coalition with a “prime minister under indictment.”

There are two problems with that policy.

The first is that after more than seven years of investigations into alleged wrongdoing and a trial that has been ongoing for three years and counting, the key case against Netanyahu is unraveling – and this without a single defense witness having been called to the stand.

The state of the trial was revealed in June 2023 when the three distinguished Jerusalem District Court judges hearing the case informed the  prosecution that it would be “very difficult to establish the bribery charge against Netanyahu.”

It emerged that the very charge that had sparked national turmoil – leading to five senseless rounds of Knesset elections and hindering the momentum of Mideast peace brought about by the historic Abraham Accords – does not hold water.

The second problem with the opposition’s boycott of Netanyahu is that the voters grew as weary of it as they were distrustful of the indictments. Fully informed of all the charges against him, the lion’s share of the public gave Netanyahu and the parties that would end up as his coalition partners a solid parliamentary majority of 64 out of 120 seats.

Rather than spurring Gantz and company to reconsider their intransigent stance and attempt, for the good of the country, to become a part of Netanyahu’s coalition-in-formation, they chose to opt out and to whine about the one that he did forge.

Worse, they dusted off an old mantra used for years by Netanyahu’s detractors at home and abroad – that the government is “the most extreme in Israel’s history.” Indeed, there is nothing new in that label. In a 2009 op-ed in Foreign Policy, for instance, former Israeli peace negotiator Daniel Levy referred to Netanyahu’s government as “the most right-wing… in Israel’s history.” In a 2013 piece for the Daily Beast, journalist Ali Gharib wrote that Israel had “just sworn in perhaps its most right-wing government ever.” In 2014, Jeffrey Heller of Reuters stated that Netanyahu was “well-positioned to form what would likely be the most right-wing government in Israel’s 66-year history.” In 2015, Ishaan Tharoor wrote in The Washington Post: “An 11th-hour deal on Wednesday led to Israeli Prime Minister Benjamin Netanyahu forming the most right-wing government in his country’s history.” And in a farewell speech in 2016, then-outgoing-US Secretary of State John Kerry called Netanyahu’s coalition “the most right-wing in Israeli history, with an agenda driven by its most extreme elements.”

Other examples abound. Today’s chanting of the tired mantra is simply more of the same.

The noise has been drowning out a crucial point, however: The Israeli opposition could have become a part of the coalition, yet opted to boycott the option. And now that Netanyahu has formed a government with other parties, the opposition is complaining.

Although in Israel’s vibrant democracy it is legitimate to simultaneously boycott and complain, after 33 weeks of protests, it’s time for Gantz and his gang to reach a candid compromise with the government.


The writer is a former head of the International Institute for Counter-Terrorism’s office in Washington and a senior analyst at Acumen Risk Ltd., a risk management firm.


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com


Ameryka Południowa – podróż przez…


Ameryka Południowa – podróż przez…

Branley Zeichner


Od dzieciństwa marzyła mi się Południowa Ameryka. “Orinoko” i “Wyspa Robinsona” Fiedlera, Marco szukajacy matki, dobrzy Inkowie i zły Pizarro, Magellan odkrywający drogę na Pacyfik i Domeyko z Araukanami. A z nowszych – Pele, Brasilia Kubitschka i Niemeyera, Borges i Marquez, Mercedes Sosa i Neruda, Che, dyktatorzy i karnawałowe parady…

W codziennym i “nudnym” izraelskim życiu te marzenia co nieco wyblakły.

Aż dzieci podrosły i żeby odreagować służbę wojskową ruszyły na kilka miesięcy w świat. Dwoje starszych do Płd. Ameryki. I to beze mnie! Zrozumiałem, ze muszę liczyć tylko na siebie. Dwadzieścia lat temu nawet zapisałem się na czteromiesięczny kurs hiszpańskiego. Ale jeszcze pracowałem i nie moglem sobie pozwolić na dłuższą wyprawę. Dziewięć lat temu przeszedłem na emeryturę i świat stanął przede mną otworem. No prawie…

Zacząłem od Europy, od Kaukazu do Przylądka Północnego, od Uralu do Gibraltaru. Potem jakoś czas mijał, a ja mówiłem sobie – “w przyszłym roku to napewno!”. I przyszła pandemia i dwa lata się zmarnowały. I zauważyłem, że niektóre góry zrobiły się wyższe, a moje nogi krótsze. Więc przestałem „odkładać na zaś” i ruszyłem w świat. W zeszłym roku dotarłem nad Bajkał – jeszcze jedno stare marzenie.

Na początku lutego zamówiłem bilety. Do Buenos Aires przez Miami i z Panamy do Izraela przez Madryt. 21.02.2023 wyruszyłem w drogę. Do domu dotarłem 6.04.2023.

Przejechałem lądem 11 660 km – autobusami, pociągami, itp.
Przeszedłem pieszo około 420 km – ulicami miast, górskimi ścieżkami,
poboczem szos…

Samolotami przeleciałem w Płd Ameryce 5051km.
No i loty z i do Izraela – 29 433km.

Nie rozczarowałem się, to była wspaniała przygoda.
Zachwycałem się krajobrazami Andów, podziwiałem
spokój wielkich jezior i blask lodowca Perito Moreno,
oszołomił mnie huk wodospadów Iguazu. Pokonałem jednostajne
przestrzenie pampas. Zamoczyłem stopy w dwóch oceanach
i w łączącej je Ciesninie Magellana.

Starałem się wchłaniać atmosferę miast – czasami bardzo różnych,
a czasem bardzo podobnych. Zielone avenidas w Buenos Aires, wąskie
i kolorowe uliczki w Valparaiso, barwy tkanin na ulicach La Paz,
dumne Santiago de Chile i ruiny Machu Picchu, bardzo ‘turystyczne’
Qosqo, tropikalna Lima i Bogota…

Nauczyłem się, że trudno korzystać z komunikacji miejskiej bez aplikacji –
bo takiej nie ma, a jednak można dojechać do celu.

Dowiedziałem się, że w Argentynie w ‘cambio’ dostaje się za dolary dwa
razy więcej pesos niż w banku. Delektowałem się empanadas różnego
kształtu i rozmaitego nadzienia. W kawiarniach i cukierniach
utrzymujących styl i obyczaje wiedeńsko-paryskie oblizywałem widelczyki
i palce po tartas de manzana i tartas de queso. Co do kawy – mocno rozczarowałem się, szczególnie w Argentynie. Ale wynagrodzony zostałem
cudnym smakiem mięs. Polecam też pizzas. A w Limie ‘ceviche’ rybne lub
z owoców morza.

Miałem też szczęście z pogodą. Deszcze na ogół łapaly mnie
w autobusie lub padały nocą.

Fajnie było…

Wrażenia starałem się zebrać w albumach:

– cała wyprawa w skrócie

– Botero w Miami

– Buenos Aires

– Wodospady w Iguazu

– Cordoba

– San Carlos de Bariloche

– El Calafate

– Południowe Chile

– Puerto Montt, Chile

– Santiago de Chile

– Valparaiso

– Droga na północ

– Boliwia

– Qosqo

– Valle Sagrado, Peru.

– Machu Picchu

– Lima

 – Miraflores, Lima

– Bogota, Panama City


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com


More Antisemitism Comes to Boston University

More Antisemitism Comes to Boston University

Yonatan Manor


Boston University College of Arts and Sciences. Photo: Wikimedia Commons.

There is a disturbing trend on college and university campuses: anytime an event celebrating Jewish or Israeli identity is organized, anti-Zionist students groups like Students for Justice in Palestine (SJP) often verbally abuse and publicly accosting Zionist students and guest speakers, falsely accusing them of “ethnic cleansing,” “colonialism,” and “apartheid.”

Last month, SJP at Boston University participated in “Israeli Apartheid Week” — an insidious campaign that the National SJP organization promoted. Between March 20 and 24, SJP at BU held a series of events demonizing “Zionists,” a dog whistle often used interchangeably with “Jews” and “Israelis.” The group also made numerous Instagram posts depicting the State of Israel as the perpetrator of senseless violence against Palestinians. This is, of course, false.

On March 20, SJP hosted Sumaya Awad, a Palestinian socialist who was a founding member of SJP at Williams College.

During her talk, Awad claimed that “this whole support we are seeing between the US and Israel is not about fighting antisemitism … it’s about money.” Awad also asserted that Israel has poured millions of dollars into college campuses to “spread propaganda.” This is a comment similar to Congresswoman Ilhan Omar (D-MN)’s 2019 antisemitic tweet, saying it was “all about the Benjamins.”

Additionally, Awad has expressed support for violent protestors. In March 2018, Awad posted her support on Facebook for the “March of Return” protest, where 30,000 Palestinians approached the Israeli-Gaza border. The March of Return was organized by Hamas, a terrorist organization that has been controlling the Gaza Strip since 2007.

In March 2021, Awad published an article asserting that anti-Zionism does not equate to antisemitism. Awad compared Zionist leaders to Nazis and other modern-day fascists, claiming that “Zionism’s colonial character helps explain why its leaders, past and present, have aligned with far-right and violently antisemitic figures: from Nazis in the 1930s to Viktor Orbán or Jair Bolsonaro today.”

Not only is this inaccurate, but it is also antisemitic, as articulated by the IHRA working definition of antisemitism.

Two days later, SJP at BU hosted Rashid Khalidi, a professor of modern Arab studies at Columbia University, known for making antisemitic statements.

In November 2020, Khalidi took part in a virtual interview with the Association for Student Activism for Palestine (ASAP), where he completely denied Jewish people’s connection to the Land of Israel. In the interview, he stated, “It’s not between two indigenous peoples … The Palestinian people are the indigenous population of the country. The Zionist movement brought in from Europe people who had a religious attachment to Palestine, people who could claim an attachment to Palestine, people who saw themselves as Europeans.”

This statement is demonstrably false, and ignores the consistent Jewish presence in Israel over the last 4,000 years or the fact that the majority of Jewish Israelis are of Middle Eastern and North African origin.

SJP has a long history of committing acts of intimidation toward Jewish and Israeli students on Boston University’s campus. In December 2021, SJP wrote “Long Live the Intifada” on BU’s Greek Rock on central campus, a phrase commonly used to call for violence against Jews. The student group also protested the Jewish National Fund (JNF)’s summit in Boston in November 2022, waving signs calling for “Palestine to be free from the river to the sea” — a euphemism for the destruction of the state of Israel.

SJP at BU also attempted to shut down the Jerusalem: City of Change forum hosted by the Elie Wiesel Center for Jewish Studies, the Department of Religion, and the program in Archaeology in collaboration with the Israel Antiquities Authority (IAA) this past November. I addressed BU SJP’s preposterous and libelous assertions in an op-ed published by The Algemeiner.

Earlier this Spring, a BU student published an op-ed article in BU’s student newspaper, The Daily Free Press.

In the article, the student downplayed the extremism and blatant antisemitism in the “Mapping Project,” a website created by supporters of the antisemitic Boycott, Divestment, and Sanctions campaign against Israel. The Mapping Project website calls for dismantling “local entities” they believe are “enacting devastation.” Even though the website targeted Jewish schools, Jewish nonprofits, and universities (including BU), the author conceded to the inaccurate assertions made by the Mapping Project.

Despite directly addressing me in his article, The Daily Free Press would not guarantee that a response op-ed written by me would be published.

Speaking out as a Jewish and pro-Israel student is becoming increasingly challenging. A study by Alums for Campus Fairness surveyed 75 universities from 2017 to 2022, and discovered that of 195 news articles about Israel across these campuses, only 18 were positive. Editorial boards are endorsing the BDS campaign and taking down pro-Israel op-eds.

Boston University interim President Kenneth Freeman and his administration must take action to turn the tide against Jew-hatred hatred where anti-Zionists continue to push their hateful agenda.


Yonatan Manor is a rising Junior studying Film & Television at Boston University and a CAMERA on Campus Fellow.


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com


In the ancient world, women played more powerful role than previously thought – study

In the ancient world, women played more powerful role than previously thought – study

JOANIE MARGULIES


In the ancient Mongolian Xiongnu tribe, women were held in high regard and were the reason for their people’s success.
.

Princesses of the Xiongnu society shaped Mongolian life as they knew it.
(photo credit: Wikimedia Commons)

One major misconception throughout history is that men have always been the ones in charge. While the ancient world may have been filled with images of men in brutal battle scenes, archaeologists have found that some powerful communities, such as the Xiongnu people, have proven that this was not always the case.

And in particular, this specific nomadic community in the ancient world placed women in positions of high sociopolitical status and power.

Stories of the Xiongnu people have been told throughout history, and the origin of these stories primarily comes from their enemies. A peer-reviewed research study published in Science Advances has led archaeologists and geneticists to gain a better understanding of just how important women were to the functioning of this multiethnic ancient Eurasian society, dating back 2,000 years.

Data and genetic research have managed to prove the significance of women in Xiongnu society, showing just how crucial women have been in the functioning of the world, and proves the role of women throughout history expands far beyond childbirth and homemaking – they were certainly valued and powerful.

Females held most significant leadership roles, archaeologists say

Researchers set out on a mission to find the overlap between genetics and archaeology in the ancient world. “One of the most exciting things about the study is offering a fresh perspective on this much-maligned population,” Christina Warinner, anthropology researcher and professor at Harvard University said in an interview with The Harvard Gazette.

The Xiongnu, who lived at the same time as those thriving in ancient Egypt and Rome, dominated the Mongolian region from about 200 BCE to 100 CE. They were known for their nomadic ways and for their innovation in warfare. However, this ancient society never developed a formal writing system.

An 18th-century ink rendering of Hua Mulan on silk (credit: Wikimedia Commons)

“Most of what we know comes from the Han Dynasty of Imperial China,” Warinner told the publication. “They were major rivals of the Xiongnu, and they wrote about their wars and skirmishes along the border.”

In fact, the Great Wall was erected as a barrier to mounted Xiongnu warriors.

However, of the historical documents available about the ancient group, there were detailed accounts of the powerful women of the Xiongnu society, which, according to Warinner, “was another reason Imperial China didn’t like them.”

Unfortunately, physical evidence to prove these claims was not easy to find. “In most places in the world, the archaeological record abounds in residential domestic debris. The problem with mobile societies is they don’t stay anywhere long enough to build up that kind of archaeological record.”

The Xiongnu group didn’t disappear without a trace, though. They left behind vast and elaborate stone mortuary complexes that could be seen from satellite images. In the decade since archaeologists first excavated the sites, not far from Mongolia’s border with China, many artifacts such as fine silk, glass beads, and finely-made vessels were uncovered.

These findings helped Warinner and other researchers uncover more genetic data from ancient Mongolian groups over a span of 6,000 years. This allowed them to sequence DNA from human remains at the excavation sites. “At the time, we only analyzed one or two individuals per site,” said Warinner.

“From that, we could tell the Xiongnu were genetically diverse and multiethnic. But we weren’t able to say anything about their gender or social roles or about whether there was a relationship between their genetics and social status.”

These findings helped archaeologists and geneticists learn more about how the Xiongnu communities functioned internally. Women held significant roles in trade as well as the overall growth of the society. Whether or not the group was at war, it became clear that women had a significant voice in the decision-making process.

In a world where women frequently have to fight for a seat at the table, it is important to take lessons from groups like this to show that they are indeed the backbone of society.


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com


Recenzja z książki Can “The Whole World” Be Wrong?

Recenzja z książki Can “The Whole World” Be Wrong?

Judean Rose
Tłumaczenie: Małgorzata Koraszewska


Can “The Whole World” Be Wrong? Lethal Journalism, Antisemitism, and Global Jihad  [Czy „cały świat” może się mylić? Zabójcze dziennikarstwo, antysemityzm i globalny dżihad] to książka, przy której często kręcisz głową. Po prostu nie możesz uwierzyć, jak głupi są ludzie. Głupie rzeczy, które mówią i robią, aby poczuć się lepiej; głupie rzeczy i kłamstwa, które mówią, które pozwalają im nienawidzić Żydów i odwracać wzrok od dżihadystów, którzy zamierzają uderzyć w nich i ich bliskich. Trudno na to patrzeć — chcesz oderwać wzrok od tego powolnego, globalnego samobójstwa. Ale wywód profesora Richarda Landesa sprawia, że ta książka jest tak fascynująca, że nie masz wyboru i musisz czytać dalej, nawet jeśli jesteś przy zdrowych zmysłach i ta lektura przyprawia cię o mdłości. 

Książka bierze swój tytuł od słów dwóch mężczyzn na temat oszczerstw rytualnych, wypowiedzianych w odstępie stu lat. Kpiące słowa pisarza Ahada Ha’ama (Aszera Ginsburga), z 1897 r., który powtórzył pytanie często zadawane przez nieżydowskich Europejczyków, kiedy stykali się z dowodami na to, że Żydzi nie używają krwi chrześcijańskich dzieci do produkcji macy: „Czy to możliwe, że cały świat się myli, a Żydzi mają rację?”

W 2002 roku, nieco ponad 100 lat później, sekretarz generalny ONZ Kofi Annan, odnosząc się do izraelskich zaprzeczeń masakry w Jenin, (która nigdy nie miała miejsca), powiedział: „Nie sądzę, aby cały świat, w tym przyjaciele narodu izraelskiego i rząd, mogli się mylić”.

W ten sposób antysemityzm podąża swoją drogą. Ponieważ na świecie jest wielu żydożerców. A im jest ich więcej, tym bardziej dają sobie moralne przyzwolenie na nienawiść. Media, oczywiście, są po to, aby wzmacniać przesądy, dodając własną interpretację współczesnego oszczerstwa o rytuale krwi. Nazywa się to „zabójczym dziennikarstwem”. Używają fałszywego materiału filmowego, wiedząc, że jest fałszywy. Kłamią, ponieważ kłamstwa są tym, co chcą usłyszeć ich słuchacze. I demonizują Izrael za każdym razem, ponieważ, powtórzmy: to jest dokładnie to, czego ich publiczność chce.

Landes zabiera nas w podróż, która zaczyna się w 2000 roku od mistyfikacji Al Durah, przechodzi do zamachu z 9-11, fałszywej „masakry” w Jenin i duńskiego skandalu karykatur (Danoongate). Na końcu każdego rozdziału Landes podsumowuje głupie rzeczy, które różne postacie powiedziały w związku z tymi wydarzeniami. Na przykład dziennikarka Catherine Nay powiedziała o sfałszowanym zdjęciu martwego chłopca w ramionach ojca: „Ta śmierć wymazuje obraz chłopca z getta warszawskiego”.

Równie szokująco głupie są słowa George’a W. Busha, wypowiedziane w Islamskim Centrum w Waszyngtonie zaledwie w kilka dni po 9-11, 17 września 2001 r., „Islam jest religią pokoju”.

O fikcyjnej masakrze w Dżeninie, dziennikarka Janine di Giovanni w artykule Inside the Camp of the Dead, “Times”, 16 kwietnia 2002 r. napisała: „Rzadko w ciągu ponad dekady relacji wojennych z Bośni, Czeczenii, Sierra Leone, Kossowa widziałam tak celowe zniszczenie, taki brak szacunku dla ludzkiego życia”.

A o Danoongate, reakcjach na karykatury Mahometa, francuski dyrektor wywiadu, przemawiając w 2005 roku, powiedział: „Te zamieszki nie mają nic wspólnego z islamem”.

Landes od ponad dziesięciu lat dokumentuje tę zdumiewającą głupotę i światowe szaleństwo. Rezultatem jest to 500-stronicowe kompendium z setkami starannych przypisów, które pozostawiają czytelnika z otwartymi ustami i zdumieniem. Zastanawiasz się: „Jak, u licha, tu doszliśmy?”

Ale już wiesz. Landes połączył wszystkie kropki: kłamstwa i zabójcze dziennikarstwo oraz sposób, w jaki świat dał dżihadowi wolna rękę, jednocześnie potępiając Żydów. Fakty i rozwój tego koszmarnego stanu rzeczy zostały obszernie w tej książce omówione i zaczynasz rozumieć głębię zagrożenia dla naszego dzisiejszego świata. 

To jest książka, którą chcesz mieć na swojej półce. Nie jest to łatwa lektura, ale niezbędna, jeśli chcesz zrozumieć, jak tu doszliśmy – i jak mamy wydostać się z tego paskudnego, nienawidzącego Żydów, dżihadystycznego bagna z fałszywymi wiadomościami. 

Zadałam  Richardowi Landesowi kilka pytań, aby dowiedzieć się więcej o jego książce i jej implikacjach na przyszłość:


Varda Epstein: Większość pisarzy myśli o tym, dla kogo pisze, i dostosowuje swoje pisanie do tego czytelnika. Czy „cały świat” może się mylić? wydaje się identyfikować, kim czytelnik nie jest. Książka zaczyna się od ostrzeżenia, ale jest to raczej wyzwanie, a nawet groźba – jakbyś chciał odstraszyć czytelnika: „Jeśli czujesz się na siłach… . . przewróć stronę. Jeśli nie, po prostu siedź w swojej bańce i tweetuj o rasistowskim przywileju białych, podczas gdy ty się wykrwawiasz”.


Kogo wyobrażasz sobie jako swojego czytelnika? Do kogo próbujesz dotrzeć?


Richard Landes
: Moim idealnym czytelnikiem jest ktoś, kto naprawdę dba o liberalne i postępowe wartości. W rzeczywistości przedstawiłem swoje obawy w rozdziale wprowadzającym, porównując wartości gier o sumie zerowej i dodatniej oraz stwierdzając, że jednoznacznie preferuję tę drugą, przyznając jednocześnie, że ta pierwsza jest nieuchronnie obecna w naszym życiu i ostrzegając, że ci, którzy myślą, że mogą wyeliminować gry o sumie zerowej nie tylko oszukują się mesjańskimi marzeniami, ale ostatecznie przeciwstawiają się dominującym siłom życiowym.

Tym jednak, co dokumentuję w książce, jest ogromna zmiana poglądów w nowym stuleciu/tysiącleciu na to, co uważa się za „liberalne” lub „postępowe”. W 2003 r. postawa pro-palestyńska stałą się „papierkiem lakmusowym liberalnej tożsamości” (Buruma w „New York Times”), a był to czas, kiedy Palestyńczycy byli zaangażowani w wojnę samobójczych masowych morderstw izraelskich cywilów. Według wszelkich standardów prawdziwie liberalnych wartości była to parodia, która trwa do dziś (pomyśl o gejach i LGBTQ solidaryzujących się z Palestyną). Więc w pewnym sensie ta książka jest próbą powrotu do momentu, w którym ta parodia po raz pierwszy „przyjęła się” i ponownego przemyślenia, jak mogło się to wydarzyć tak szybko i dokładnie. Ale ponieważ głęboko wierzę, że gotowość do słuchania krytyki i poważnego traktowania jej jest jednym z kluczowych elementów liberalnej wrażliwości, kieruję tę krytykę do liberałów wystarczająco oddanych swoim wartościom, aby potraktować ją poważnie.


Varda Epstein: Czy niepokoisz się, że przemawiasz do przekonanych? Czy w ogóle aspirujesz do dotarcia do mas?


Richard Landes
: Trudno powiedzieć. Oczywiście 500-stronicowa książka z przypisami na dole każdej strony nie jest dla „mas”. Ale między masami a przekonanymi leży niejeden krąg czytelników. Oczywiście „przekonani” proizraelscy ludzie przyjmą tę książkę życzliwie. Wiele osób napisało do mnie o pochłonięciu książki za jednym ciągiem i dziękowali mi: „Wreszcie ktoś ma słowa na wszystko, co starałem się powiedzieć!” napisała jedna osoba. A jeśli pomaga im to w dyskusjach z innym, to świetnie. Ale moją prawdziwą publicznością są ci, których można nazwać kozami. Jak wiedzą pasterze, jeśli masz mniej więcej jedną kozę na dziesięć owiec, to kiedy pojawia się problem, owce zwracają się do kóz. Jeśli kozy są spokojne, płochliwe owce uspokajają się. Podobnie, nie sądzę, że dotrę do jakiegoś geja, który jest tak pochłonięty swoją grupą rówieśniczą, że powtarza nonsensy o byciu pasjonatem kultury politycznej, która nienawidzi gejów. Ale jeśli uda mi się dotrzeć do myślących, to może oni mu to wytłumaczą.


Varda Epstein: Piszesz: „W pewnym sensie ta książka nie powinna była powstać, a ja powinienem móc do woli pracować nad pochodzeniem współczesnej zachodniej cywilizacji w demotycznym milenializmie XI-wiecznej Francji”. Dlaczego książka Czy „cały świat” może się mylić? musiała być napisana, i dlaczego przez ciebie, Richarda Landesa? W końcu, jak mówisz, zabójcze dziennikarstwo, antysemityzm i globalny dżihad nie są twoją wybraną dziedziną.


Richard Landes
: Cóż, właściwie globalny dżihad jest moją dziedziną, ponieważ jest to apokaliptyczny ruch milenijny i pojawił się w moim polu widzenia w połowie lat 90. dzięki pracy dyplomowej Davida Cooka (obecnie w Rice University). Właściwie w połowie lat 90., w mojej pracy nad XI wiekiem zacząłem opracowywać model antysemityzmu, który szedł falami, zaczynając od filosemityzmu, prowadząc do ważnych zmian społeczno-ekonomicznych, które ostatecznie wywołały reakcję antysemicką. Biorąc pod uwagę, że okres po Holokauście (tj. moje życie) był najdłuższym i najbardziej filosemickim okresem w zapisanej historii (zwłaszcza w USA, gdzie dorastałem), spekulowałem, że nadejście roku 2000 może oznaczać ponowne pojawienie się antysemityzmu na Zachodzie. W tamtym czasie myślałem, że wyjdzie to od apokaliptycznej „prawicy” – fundamentalistycznych chrześcijańskich syjonistów rozczarowanych, że Porwanie Kościoła nie miało miejsca, oraz muzułmanów-dżihadystów, którzy już byli otwarcie i zaciekle antysemiccy. To, czego nie przewidziałem, to dwa powiązane ze sobą zjawiska: 1) atrakcyjność dla „lewicy”  apokaliptycznej narracji dżihadystycznej, że Izrael i Stany Zjednoczone są „szatanami”/antychrystami, oraz 2) zupełnej porażki liberałów, którzy mieli silną obecność w sferze publicznej i mogli stawiać temu oporu. W rezultacie to, co uważałem za falę nienawiści do Żydów, której moglibyśmy się oprzeć, przez ponad 20 lat zdumiewających i autodestrukcyjnych nadużyć stało się egzystencjalnym zagrożeniem nie tylko dla Izraela, ale dla demokracji na całym świecie.

Dlaczego to ja musiałam to napisać, a nie ktoś inny? Nie wiem. Ale ktoś inny tego nie napisał. Jest tak trudno to uchwycić – historię własnego czasu. Być może historycy pracujący na początku XI wieku, którzy pisali historię przełomu tego tysiąclecia, sprawili, że był to możliwy projekt. Oczywiście nie piszę o wszystkim (oni też nie). Piszę dogłębnie o tym, co uważam za błędy w osądzie na płaszczyźnie cywilizacyjnej, które nadal popełniają bardzo mądrzy ludzie. Wszyscy kochamy bajkę o nowych szatach cesarza, ale niewielu z nas chce przyjąć do wiadomości, że dzieje się to naprawdę. Ktoś żartobliwie powiedział, że Amazon powinien połączyć moją książkę nie z inną książką, ale z antydepresantami. To mroczna książka. Bardzo przygnębiająca. Bez poczucia humoru nie byłbym w stanie patrzeć na to przez dziesięciolecia.


Varda Epstein: W jaki sposób, jeśli w ogóle, twoja praca jako mediewisty wpływa na twoją książkę, a w szczególności na twoje zainteresowanie XI-wieczną Francją? Czy twoja praca nad historią Al Durah, o której wspominasz w swojej książce, ma z tym coś wspólnego? Cytujesz wiele francuskich źródeł i wrzucasz francuskie zwroty w swojej książce. Mam wrażenie, że jesteś frankofilem — ale nie!


Richard Landes
: Jeśli chodzi o średniowiecze, istnieją trzy kluczowe kwestie:

1) Społeczeństwa honoru i hańby: Jako mediewista pracuję nad społeczeństwami, w których zdobywanie/zachowywanie honoru i unikanie/odwet za hańbę były kluczowymi składnikami życia publicznego, gdzie było to legalne, akceptowane, a nawet wymagało przelania krwi w imię honoru. Bez zrozumienia tej dynamiki nie można zrozumieć arabskiej kultury politycznej. Teraz Edward Saïd uczynił tabu z omawiania tych spraw (kwintesencja „orientalizmu”) i robiąc to, oślepił Zachód na kulturową dynamikę tego regionu. W mojej książce pokazuję, jak Porozumienia z Oslo opierały się na przekonaniu, że Arafat i arabska kultura polityczna byli gotowi na porzucenie poglądu, że samo istnienie Izraela jest tak haniebne, że musi zostać zniszczony, i na przejście do mentalności gry o sumie pozytywnej, gdzie wygrywają obie strony, takiej jaką symbolizuje hasło „ziemia za pokój”, z korzyścią zarówno dla Izraelczyków, jak i Palestyńczyków. I jak ignorowanie tej dynamiki oznaczało, że do ostatniej sekundy negocjatorzy pokojowi myśleli, że byli „tak blisko”. I nadal to robią.

2) Apokaliptyczni millenaryści: dżihadyści są klasycznym wyrazem (ale nie wyłącznie) średniowiecznej formy myślenia eschatologicznego, a mianowicie przyjmują „aktywny katastroficzny scenariusz apokaliptyczny” – zło przenika świat, a my jesteśmy agentami Boga w jego niszczeniu – dążąc do hierarchicznego tysiąclecia – islam zdominuje świat, niewierni albo zaakceptują pozycję dhimmi (podporządkowania), albo nawrócą się, albo zginą. Współczesnym naprawdę trudno jest poważnie traktować wierzenia apokaliptyczne, ponieważ za każdym razem, gdy ludzie byli tak poruszeni, mylili się, czasem katastrofalnie. (Dotyczyło to również współczesnych historyków średniowiecza.) W wyniku tego błędu poznawczego i nacisków poprawności politycznej w XXI wieku, by unikać wszystkiego, co nazbyt negatywne w stosunku do islamu (nie mów „radykalny islam”), powstała kultura na Zachodzie, która nie potrafi zobaczyć swojego wroga (ucieleśniona w absurdalnej formule „wojna z terroryzmem”).

3) Tajemnice poliszynela:  z powodów, których nie jestem pewien, zarówno w mojej karierze akademickiej, jak i dziennikarskiej odkryłem i zbadałem tajemnice poliszynela, czyli coś, o czym wiedzą wszyscy „wtajemniczeni”, ale jeśli chodzi o publiczne rejestry, zaprzeczają jakiejkolwiek wiedzy lub istnienia danego problemu. W średniowieczu, Karol Wielki został koronowany pierwszego dnia roku 6000 od Stworzenia – tysiącletnia data, którą chrześcijańscy kronikarze śledzili przez ponad 6 wieków – a jednak nikt, kto pisał o koronacji lub okresie jego cesarstwa, nie wspomniał o tym. W tej książce główną tajemnicą poliszynela, którą się zajmuję, jest to, że Palestyńczycy cały czas fałszują materiały informacyjne i że prasa jest przez nich tak głęboko zastraszona, że przedstawiają palestyńskie „śmiercionośne narracje” jako wiadomości. To nieuznawane, wręcz zaprzeczane zjawisko ma olbrzymi wpływ na rodzaj zabójczego dziennikarstwa, jakie nieustannie serwują nam nasze media.


Varda Epstein: W twojej książce jest dużo o głupocie – nazywasz ją po imieniu, kiedy tylko ją widzisz, używając dokładnie tego słowa „głupi” w różnych formach. Dlaczego używanie właśnie tego określenia jest dla Ciebie ważne i jak tłumaczysz jej ogromną ilość na świecie?

Richard Landes: Po pierwsze dlatego, że jest to techniczny termin w ekonomii i teorii gier określający kogoś, kto krzywdzi kogoś innego bez uzyskania jakiejkolwiek korzyści (Cipolla). Po drugie dlatego, że to zjawisko jest tak oszałamiająco widoczne w naszych czasach. „Zdumiewającą głupotę” definiuję jako tworzenie korzyści dla zdeklarowanego wroga. I o ile wiem, jest to spójny wzorzec wśród zachodnich liderów opinii – dziennikarzy, naukowców, intelektualistów publicznych, polityków i decydentów – przez ostatnie dwie dekady. Jak to ujął Elder of Ziyon, moja książka jest „nowoczesną wersją Nowych Szat Cesarza”. A kiedy znalazłem komentarz Bonhoeffera (które zamieściłem w epigramatach) – który też żył w czasach, gdy jego społeczeństwo opanowywały apokaliptyczne memy – o niemożności polemiki z właśnie taką autodestrukcyjną głupotą, wiedziałem, że jestem na właściwej drodze. 


Varda Epstein: Jak zdecydowałeś o strukturze książki? W jaki sposób pierwsza część uzupełnia drugą? Dlaczego nie mieć tego w, powiedzmy, dwóch tomach? Aha, i musisz nam powiedzieć o haiku! To musiało być zabawne.


Richard Landes
: Struktura napisała się sama. Pierwsze cztery rozdziały to „historia moich czasów”, a mianowicie cztery incydenty z początku XXI wieku, które są kroniką kluczowych momentów ataku globalnego dżihadu na zachodnie demokracje, oraz zdumiewająco głupiego sposobu, w jaki Zachód przetwarzał to, co mu się przydarzyło: wybuch intifady i afera al Durah; 9-11; „masakra w Dżeninie”; i duński skandal karykatur.

Następnie, aby wyjaśnić, jak to się mogło stać, przyjrzałem się głównym graczom: 1) kultura arabska napędzana hańbą i honorem; 2) apokaliptyczne, tysiącletnie przekonania dżihadystyczne – których nazywam Kalifatorami (zwolennikami kalifatu); 3) Liberalni egocentrycy poznawczy: ludzie, którzy przypisują swoje wartości o sumie dodatniej kulturom, które ich nie podzielają; 4) radykalni postępowcy, oślepieni atakiem Saida na orientalizm, w końcu sprzymierzają się z najbardziej imperialistycznym ruchem na świecie, ponieważ jest on „antyimperialistyczny”, tj. anty-USA i anty-Izrael; 5) śmiercionośni dziennikarze, którzy radykalnie dezorientują swoich odbiorców powtarzając palestyńskie „wiadomości”; i 6) sygnalizujący cnoty Żydzi, którzy przyjmują narrację swojego wroga (coś, co przepowiedział apokaliptyczny Kalifator w 2001 r.), dodając w ten sposób skrzydeł właśnie temu rodzajowi eksterminacyjnego antysemityzmu, który podsycał nazistowskie szaleństwo.

Ostatnia część szkicuje rozwój wydarzeń w ciągu następnych półtorej dekady (od połowy lat 2000. do teraz), identyfikując niektóre zjawiska tak uderzające w naszej obecnej kulturze, że myślę, że ten atak z przełomu tysiącleci pomógł wprawić w ruch – „przebudzenie”, politykę anulowania kultury, fake news, dyskursu antyrasistowskiego i tego, co nazywam prewencyjną postawą dhimmi, a mianowicie przyjęcie przez nasze elity informacyjne postawy podporządkowania się muzułmańskim żądaniom szacunku, co kończy się atakiem nie na najeźdźców kultury demokratycznej, ale na tych (takich jak ja), którzy ostrzegają i mobilizują przeciwko tym wrogom.

Jeśli chodzi o haiku, piszę je odkąd natknąłem się na tę formę w młodości. Ten dla al Durah (rozdział pierwszy) został pierwotnie napisany dla roku 2000: „Nie musieliśmy / Oddychać przez otwarte usta, kiedy / Gówno uderzyło w wentylator”. Moim ulubionym jest ten z rozdziału o Żydach przeciwko sobie samym: „Czy kiedykolwiek wcześniej/baranki donosiły na baranki, które odmawiają/leżenia z lwami?”


Varda Epstein: Bardzo doceniam wszystkie szczegółowe przypisy, które umieściłeś na dole każdej strony (nienawidzę, kiedy autorzy dają je na końcu i muszę przewracać strony w tę i z powrotem). Ale to było trudne zadanie! Musiałeś robić obszerne notatki przez lata, kiedy czytałeś, oglądałeś, rozmawiałeś. . . czy to podsumowuje sprawę? 
Ile lat powstawała ta książka? 

<span>„Książka, która sama się pisze”</span><br /><span>Tat Aluf Yossi Kuperwasser</span>

„Książka, która sama się pisze”
Tat Aluf Yossi Kuperwasser

Richard Landes: Tak, to ładnie podsumowuje. Dzięki Evernote (mam tam ponad 35 000 notatek) mogłem zachować dostęp do artykułów, których nie można już znaleźć w Internecie. Ze wstydem muszę przyznać, że książka powstawała ponad dziesięć lat. Roboczy tytuł – They’re so smart, cause we’re so Stupid [Oni są tacy sprytni, bo my jesteśmy tacy głupi] – został zainspirowany masakrą w Fort Hood (2009), w której palestyńsko-amerykański major armii, po szeroko zakrojonych przejawach sympatii dla dżihadystów, zastrzelił trzynastu i zranił ponad 30 swoich kolegów-żołnierzy i zainspirował Marka Steyna do napisania artykułu zatytułowanego: „W dzisiejszych czasach łatwiej jest być jeszcze głupszym po zdarzeniu”. Po prostu trudno jest napisać książkę historyczną o własnych czasach. Jak ujmuje to Yossi Kuperwasser: „To książka, która sama się pisze”. Kiedy Shireen abu Akleh została zabita, wiedziałem, że nie mogę włączyć tej katastrofy, dziejącej się w zwolnionym tempie na moich oczach.

Jeśli chodzi o przypisy, zawsze pragnę a) posiadać ich wiele oraz b) umieszczać je na dole strony. Z papierowej książki wyjąłem wszystkie adresy URL, które można łatwo znaleźć, ale dla tych, którzy chcą je zdobyć, umieściłem je na mojej osobistej stronie internetowej poświęconej książce: https://richard-landes.com/ cały-świat/ . 


Varda Epstein: W twojej książce jest tak wiele szokujących fragmentów, które wciąż kołaczą mi w głowie. Na przykład ta uwaga kolegi: „Cóż, Żydzi się o to prosili, a teraz, dzięki Bogu, możemy wreszcie powiedzieć, co myślimy”.


Richard Landes
: Dla mnie zawsze będzie to Charles Enderlin, kiedy zwróciłem uwagę na to, ile fałszerstw miało miejsce na Netzarim Junction w dniu rzekomego postrzelenia Muhammada al Durah, mówiący mi: „O tak, robią to cały czas”.

Ale zdecydowanie dwa najgorsze komentarze to: a) kiedy kolega z wydziału historii odpowiedział na moje opłakiwanie samobójczej wojny terrorystycznej Palestyńczyków komentarzem: „Jaki oni mają wybór?” oraz b) dziennikarka Catherine Nay mówiąca, że wizerunek al Durah „wymazał, zastąpił” obraz chłopca w getcie warszawskim. Trudno o większą empiryczną i moralną dezorientację, a jednak ludzie słyszeli tego typu uwagi i ze zrozumieniem kiwali głowami.


Varda Epstein: Co najbardziej cię zszokowało w twoich odkryciach? Domyślam się, że to głupota. . .


Richard Landes
: Można to ująć w ten sposób. Tchórzostwo to inny sposób. Ujmując to tak, jak bym ja to ujął w latach 90.: mogłem być świadkiem fali antysemityzmu nadchodzącej w latach 2000, a także fali ataków dżihadu na Zachód, ale nigdy nie przypuszczałem, że zachodnie demokracje zareagują tak nieodpowiedzialnie i nieudolnie.


Varda Epstein: Co chciałbyś, aby czytelnik wyniósł z Twojej książki?

Richard Landes:
1) że kiedy „cały świat” z czymś się zgadza (niezależnie od tego, czy chodzi o dworzan cesarza, czy też naukowców, dziennikarzy i ekspertów, którzy myślą, że przemawiają w imieniu „całego świata” i są pewni, że mają rację), mogą (i mają, i są i będą) czasami być w błędzie.

2) że znaczenia pojęć „liberalny” i „postępowy” zostały strasznie zniekształcone, a wręcz zdradzone w XXI wieku. 

3) że kiedy renomowane media donoszą, że Izrael zrobił coś strasznego, a izraelskie źródła temu zaprzeczają (lub nawet przyznają się do tego tylko częściowo), możliwe, że renomowane media mylą się.

4) że wpakowaliśmy się w ten bałagan, ponieważ wielu miłych i pełnych dobrych intencji ludzi dało sobą pomiatać, uciszać i zastraszać przez tych wypełnionych namiętną intensywnością, i musimy zabrać głos.

5) że dalsze podążanie tą drogą oznacza katastrofę.

                                                          ***

Landes, R. (2022). Can “The Whole World” Be Wrong?: Lethal Journalism, Antisemitism, and Global Jihad (Antisemitism in America). Boston : Academic Studies Press, 2022. 

(dostępna w Amazon.)


*Judean Rose (Varda Epstein) – izraelska dziennikarka i blogerka.  


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com