Archives

Chanukowe światło w polskim parlamencie

Chanukowe światło w polskim parlamencie

Maciej Zdziech


W środę, 17 grudnia 2014 r. lampa chanukowa zapłonęła w Sejmie. Świecę zapalił rabin Szalom Ber Stambler z Chabad Lubawicz Polska.

Spotkanie rozpoczął wicemarszałek Sejmu Eugeniusz Grzeszczak mówiąc: „Każdego roku w gmachu polskiego parlamentu zapalamy chanukową lampę. Jej światło symbolizuje pokój, tolerancję i wolność – wartości kluczowe dla wszystkich ludzi”.

Rabin Szalom Ber Stambler przypomniał zgromadzonym o cudzie chanukowym, który zdarzył się po odbiciu Świątyni Jerozolimskiej przez Machabeuszy: „Jedyna znaleziona porcja oliwy niezbezczeszczonej przez Greków, która zwykle starczała na jeden dzień, płonęła przez osiem kolejnych dni, aż do znalezienia nowego zapasu”.

Prof. Szewach Weiss – były ambasador Izraela w Polsce, wspominał czasy swojego dzieciństwa w Borysławiu, kiedy z jednej strony dobiegały chanukowe pieśni, a z drugiej bożonarodzeniowe śpiewy: „Polska była historyczną próbą wspólnego życia między kulturami, w którym każdy człowiek ma prawo być innym” – podkreślił Szewach Weiss.

 

 

W uroczystości zapalenia świec wzięli udział również: Anna Azari – ambasador Izraela w Polsce, Jerzy Wenderlich – wicemarszałek Sejmu oraz Maria Pańczyk-Pozdziej – wicemarszałek Senatu.


twoje uwagi, linki, wlasne artykuly, lub wiadomosci przeslij do: webmaster@reunion68.com

 


Ksiazki – recenzje W cieniu gigantów.


W cieniu gigantów. Pogromy Żydów w 1941 roku w byłej sowieckiej strefie okupacyjnej. Kontekst historyczny, społeczny i kulturowy - zdjęcie 1Witold Mędykowski,  W cieniu gigantów.
Pogromy 1941 r. w by 
łej  sowieckiej strefie okupacyjnej.
Kontekst historyczny, spo
łeczny i kulturowy , Warszawa: ISP PAN, 2012, 445 s.

[ Pierwsze opracowanie dotyczące pogromów Żydów, jakie miały miejsce latem 1941 r. podczas operacji „Barbarossa”– ataku III Rzeszy na ZSRR. Zakres ksiazki obejmuje niezwykle szeroki obszar geograficzny, poczynając od Litwy, Łotwy i Estonii, poprzez tereny wschodniej Polski okupowane przez wojska sowieckie po 17 września 1939 r. i terytorium północnej Bukowiny i Besarabii. Autor przedstawia i analizu…]

Może zaskakiwać fakt, że książka Witolda Mędykowskiego “W cieniu gigantów” przechodzi bez echa, pomijana milczeniem przez historyków i politologów. Owo milczenie dziwi tym bardziej, że autor podejmuje temat niezwykle nośny, często komentowany w ostatnich kilkunastu latach, stanowiący zarzewie wielu dyskusji. Jego rozprawa porusza bowiem problem genezy, przebiegu oraz isto-ty pogromów i mordów na Żydach w latach okupacji niemieckiej. Łączące się z nimi postawy ludności polskiej i żydowskiej na Kresach to nie tylko leitmotiv sporów toczących się obecnie w środowiskach akademickich, lecz także część tzw. wiedzy powszechnej, ważny element formujący świadomość społeczną i pamięć zbiorową. Pogrom, tak jak czystki etniczne jest powiązany z dziewiętnastowieczną ideą państwa narodowego. Stanowi odprysk nowoczesnej koncepcji państwa – jed-nolitego etnicznie, religijnie i kulturowo. Funkcjonalna analogia z czystkami et-nicznymi ma jednak swoje granice (pogromy zazwyczaj są efektem spontanicz-nych reakcji tłumu, a nie dokładnie przemyślanej akcji, jak to bywa w wypadku działań ludobójczych lub mających cechy ludobójstwa). Dzieje minionego stule-cia pokazują, że pogromy, odruchowo kojarzone z ludnością żydowską, bywały też wymierzone w przedstawicieli innych mniejszości etnicznych (wciąż nie-wiele wiemy o pogromach Sinti i Romów, także o tym z lat dziewięćdziesiątych w Mławie).

Autor we wszystkich trzech częściach prezentuje pogro-my w szerokim kontekście społecznym, historycznym i kulturowym. Mędykow-ski rozpoczyna od skrupulatnej rekonstrukcji historycznego tła wydarzeń. Temu poświęcona jest część pierwsza publikacji, zatytułowana „Podłoże”, w której au-tor. ukazuje – w dobie międzywojennej i w pierwszych dwóch latach po zajęciu Polski przez Hitlera – uwarunkowania ekonomiczne, społeczne i polityczne, ja-kie należy brać pod uwagę, mówiąc o sytuacji ludności żydowskiej na teryto-rium Europy Wschodniej i Środkowej, w republikach bałtyckich i Rumunii. Są to w większości fakty ogólnie znane, które jednakże w takim studium jak musiały się znaleźć. Zajścia antyżydowskie z okresu okupacji sowiec-kiej nie funkcjonowały w przeszłości w oderwaniu od czynników formujących stosunki etniczne na tych ziemiach. W wypadku pogromów, podobnie jak to się niekiedy dzieje z ludobójstwem, a co potwierdzają dzieje krajów byłej Jugosła-wii, miazmaty, faktyczne lub wyimaginowane krzywdy, istnieją ponad czasem. Mogą być uśpione przez lata, by nagle wybuchnąć z zadziwiającą siłą.

W przeglądowym, krótkim, ale rzetelnym szkicu Mędykowskiego o relacjach Litwinów, Łotyszy, Estończyków, Polaków i Rumunów do Żydów zastanawia po-stawa Litwinów i mieszkańców Wileńszczyzny. Zastanawia nie tyle z tej racji, że obszary te były wolne od fali pogromów w przeszłości, ile późniejszej skali i głę-bi antysemickich zajść w czasie wojny (np. pogrom w Kownie). Jedną z przyczyn tego zjawiska Mędykowski widzi w słabo rozwiniętej warstwie inteligenckiej (jak też mieszczańskiej). Jeśli jednak zgodzić się z tym sądem, to skąd tak gwał-towna, kompulsywna wręcz reakcja na możliwość napiętnowania, fizycznego wyniszczenia Żydów, jaką wywołało przybycie nazistów na te tereny? Jawi się ona jako erupcja irracjonalizmu w czystej postaci. A może „tradycja” pogromów nie jest konieczna, by do nich doszło w przyszłości? Może wystarczy dobrze za-domowiona (nawet jeśli na zewnątrz rzadko okazywana) sfera resentymentów i stereotypów? Może jest tak, jak w przypadku znanego, okrutnego w skutkach stereotypu „żydokomuny” i entuzjastycznego powitania wojsk radzieckich przez Żydów? Raz przypięty Żydom (początkowo jako jeden z wielu, jakimi obarczano ten naród), stereotyp okazał się niezwykle trwały, żywotny i produktywny. Nie-wiele tu zdziała konfrontacja z faktami. Nic nie zmieni wiedza o tym, że czyniła tak tylko część Żydów; że ci, którzy tak reagowali, myśleli bardziej o tym, co się dzieje pod okupacją niemiecką z ich rodakami, niż o komunistycznej wizji raju na ziemi; że nowe władze szybko i energicznie zabrały się za likwidowanie ży-dowskich placówek kulturalnych, miejsc kultu religijnego, uderzały w organi-zacje polityczne i społeczne. Czarno-białego obrazu nie jest w stanie zmienić także fakt, że żydowscy właściciele (mniej i bardziej zamożni) mocno ucierpieli w wyniku nacjonalizacji i kolektywizacji. Liczą się tylko te przykłady, które mit mogą usankcjonować, potwierdzić (nawet jeśli są jednostkowe i akcydentalne). Część druga, „Pogromy Żydów latem 1941 r.”, ma charakter analityczny. Składa się z dziesięciu rozdziałów, w których Mędykowski omawia położenie Żydów i przebieg pogromów na terenach będących przedmiotem jego badań – od krajów nadbałtyckich, przez wschodnie rubieże Rzeczypospolitej po rejony Rumunii.

Saul Friedländer w Czasie eksterminacji zwraca uwagę – a nie jest w tym osamotniony – że Holokaust byłby nie do przeprowadzenia w takim wymiarze, w jakim się dokonał, gdyby nie współpraca z okoliczną ludnością oraz niektó-rymi przywódcami państw okupowanych przez Trzecią Rzeszę. Nie ulega wąt-pliwości, że niemożliwe do podważenia zaangażowanie Ukraińców, Łotyszy, Li-twinów, jak również Białorusinów i Polaków ułatwiło masowe mordy na Żydach przez to, że wyłączało (zwalniało) część jednostek niemieckich i umożliwiało ich udział w innych zbrodniczych działaniach w ramach Endlösung.

Skąd jed-nak brało się to poparcie dla ludobójczej akcji prowadzonej przez okupanta? Odpowiedź nie musi być trudna: stereotypy i niechęć (niekiedy wręcz niena-wiść) do Żydów, antysemityzm (wypada dodać niemożliwą do pominięcia w tym względzie rolę przedwojennej nagonki antyżydowskiej, wychodzącej zarówno ze środowisk laickich, jak i kościelnych). Mędykowski przypomina ponadto, że pod koniec lat trzydziestych w krajach Europy Środkowej wzrosły sympatie do nazizmu. Sprzyjała temu ekspansywna polityka prowadzona przez ZSRR, prze-śladowania elit politycznych i działaczy narodowych na obszarze powstałych niedawno republik radzieckich, jak też agresywne urzeczywistnianie wzorów gospodarki komunistycznej (m.in. kolektywizacji). W Polsce dochodziła zapew-ne jeszcze pamięć wojny z roku 1920 oraz – mająca długą tradycję – antyro-syjska fobia. Oprócz względów ideologicznych należy wymienić te merkantylne, praktyczne. Z czasem coraz bardziej uświadamiamy sobie ich rolę i znaczenie w Szoa. Śmierć Żydów dla wielu miała konkretny, praktyczny wymiar, związa-ny z nadzieją na wzbogacenie się. Dokonująca się na różne sposoby grabież ży-dowskiego mienia (od szmalcownictwa, przez rabowanie byłych terenów gett po przejęcie kamienic, fabryk i zakładów pracy) była często przez polskich są-siadów przyjmowana jako naturalna kolej rzeczy, wynagrodzenie za krzywdy wyrządzone przez okupanta.W części trzeciej, pt. „Zarys teorii i interpretacja pogromów”, autor zmierza do sformułowania uogólniających spostrzeżeń na temat pogromu, jego dynami-ki oraz skutków społecznych. Nawet w polskojęzycznej literaturze przedmiotu nie jest to ani pierwsza, ani jedyna próba podania cech konstytutywnych tego zjawiska. Przemyślenia Mędykowskiego należą jednak do najpełniejszych i naj-ciekawszych prezentacji tego zagadnienia. Jak stwierdza badacz, pogrom to zdarzenie, w którym zwykle uczestniczy grupa osób (kilkadziesiąt, częściej kil-kaset). W jego trakcie dochodzi do fizycznego napiętnowania jednej (mniej licz-nej) zbiorowości przez inną (silniejszą). Jak przekonuje Mędykowski, „przewaga siłowa jednej strony nad drugą jest o tyle istotna, że tłum […] nie jest złożony z żołnierzy czy grup osób przygotowanych do działań bojowych […]” (s. 314).

Pogromy mogą wybuchać spontanicznie (tak dzieje się zwykle podczas poko-ju), ale mogą być też działaniem zaplanowanym. W obu wypadkach konieczne jest wcześniejsze istnienie odpowiedniego podłoża społecznego, politycznego, historycznego i kulturowego. Wydaje się, że mówiąc o genezie społecznej przemocy wobec Żydów, należy rozróżnić dwa rodzaje motywacji. Pierwszy jest z reguły widoczny. Ma charakter bezpośredni i działa jak iskra zapalna. Może to być każde wydarzenie zdolne wywołać agresję (od zaczepki słownej, plotki po napaść fizyczną i bójkę). Drugą grupę czynników skrywa sfera symboliczna – to zbiór przekonań i przesądów społecznych. Ta sfera jest najtrudniejsza do uchwycenia dla postronnego obser-watora, ale też najtrwalsza. Oprócz motywacji o charakterze „ideowym” znaczą-cą rolę odgrywają względy pragmatyczne: nadzieja na zysk, napędzana przyję-tym jako pewnik wyobrażeniem o żydowskiej zamożności („żydowskie złoto”). W czasie pokoju – dowodzi Mędykowski – ich rola bywa mniejsza. Zwiększa się za to udział motywacji afektywnych – chęć wyrządzenia krzywdy, szkodzenia zaczyna dominować nad aspektami czysto merkantylnymi.

W cieniu gigantów dowartościowuje rangę jeszcze jednego elementu. Jest nim poczucie siły, które może się wyrażać tyleż w chęci fizycznego zadania bólu, ile poniżenia psychicznego obiektu napiętnowanego. To potrzeba, którą rodzi i której szansę zaspo-kojenia daje poczucie bezkarności oraz świadomość funkcjonowania w grupie. Mędykowski wyróżnia kilka faz pogromów. Pierwszą z nich wyznacza at-mosfera zapowiadająca samo zdarzenie, dalej następuje wybuch i rozprzestrze-nianie się przemocy, kulminacja, trwanie (o różnym stopniu nasilenia agresji) w kolejnych dniach, faza wygaszania (która ma jeszcze wewnętrzne podziały), zakończenie i faza popogromowa. Pogromy cywilne i wojskowe wykazują wiele analogii w przebiegu (odmianą pogromu wojskowego jest ten przeprowadza-ny przez formacje paramilitarne). Są jednak i różnice dotyczące zarówno gene-zy, jak i charakteru samego zdarzenia. Prześladowania Żydów, w których biorą udział jednostki wojskowe, mają „uporządkowaną postać” (choć niektóre zacho-wania mogą wymknąć się spod kontroli dowództwa). Nie ma w nich przypad-kowych uczestników, a sama akcja prowadzona jest w sposób zorganizowany, metodyczny. Odwrotnie niż w pogromach cywilnych, nie można się wtedy od-wołać do wojska lub policji. Identycznie zaś jak podczas przesuwania się linii frontu dochodzi do grabieży, gwałtów, traktowanych jako trofea należne zwy-cięzcom. Problem gwałtów (zdarzają się one o wiele częściej, gdy w pogromach biorą udział wojskowi) to temat dotąd bliżej niezbadany. Mędykowski słusznie zwraca na to uwagę. W części trzeciej najmniejszy objętościowo jest rozdział ostatni, podejmują-cy tematykę ciekawą i wciąż oczekującą na dokładne rozpoznanie. Mędykowski stawia w nim problem relacji między Zagładą a pogromami. Badacz, analizując to złożone zagadnienie, przypomina o doniosłym rozróżnieniu między „osta-tecznym rozwiązaniem kwestii żydowskiej”, które rozpoczęło się przed atakiem na ZSRR, a pogromami z lata 1941 r.

Autor przytacza kilka faktów świadczących przeciwko utożsamieniu tych dwóch zjawisk. „Za argu-mentem, że pogromy nie były częścią Zagłady, przemawia to, iż wprawdzie mia-ły one miejsce już po rozpoczęciu operacji Barbarossa, jednak w wielu miejscach wydarzyły się w okresie interregnum, podczas nieobecności Niemców. Ponadto ich celem tylko w części miejscowości było fizyczne wyniszczenie Żydów w spo-sób całkowity” (s. 360). Nieco dalej jednak Mędykowski przyznaje, że z punktu widzenia ofiar fizyczna przemoc wobec Żydów była komponentem Holokaustu, wspomagała bowiem wyniszczenie narodu i w ten sposób realizowała plan hi-tlerowców wobec tego narodu. Co równie ważne – a co komplikuje odpowiedź na postawione pytanie – pogromy były (nie jedynym) przykładem współpracy w dziele Zagłady między nazistami i ludnością tubylczą. Jak słusznie podkreśla Medykowski, to fizyczna i psychiczna przemoc (ujawniająca się m.in. w trakcie pogromów) odpowiada za to, że ocaleńcy z Holokaustu nie chcieli wracać do do-mów lub dalej mieszkać w miejscach, w których widywali swoich sąsiadów czy znajomych, zaangażowanych podczas wojny w mordowanie i rabowanie Żydów. Ofiara bowiem zazwyczaj miała mniejszy żal do hitlerowców (zdeklarowanych antysemitów i morderców) niż do tych, którzy będąc ofiarami wojny, okazywali się jednocześnie oprawcami.

Wspomnę na koniec o zamieszczonej na kartach W cieniu gigantów ozbudowanej bibliograFii na temat pogromów. Z równym powodzeniem skorzysta z niej czytelnik dobrze, jak i słabo zorientowany w kwestii przemocy Fizycznej wobec Żydów. Mędykowski dołącza do swej obszernej monograFii bogatą war-stwę ikonograFiczną. Zgromadzone przez badacza fotograFie mogłyby stanowić osobny materiał analityczny. Dokumentują one różne fazy pogromów. Osobną grupę wśród nich wyznaczają te ukazujące cierpienia poniżanych kobiet. Prze-nika nas ich wzrok: przerażony, naznaczony obłędem, rozpaczliwie szukający pomocy. FotograFie pogromowe winno się traktować jako dowód w sprawie, po-dobnie jak spisane relacje i zeznania świadków czy oFiar. Wymowa niektórych zdjęć jest dosadniejsza i sugestywniejsza niż niejedno złożone zeznanie. Ciekawa i ważna publikacja Mędykowskiego rekapituluje, podsumowuje, przeprowadza syntezę, ale i we wszystkich tych partiach zaprasza do dysku-sji. A zagadnień, które wymagają osobnych badań, jest niemało. Niektóre już wymieniłem, w tym miejscu wskażę na dwa inne obszary. Nadszedł czas, aby w reFleksji nad pogromami przyjrzeć się – podobnie jak w przypadku nazizmu – bezpośrednim sprawcom. Nie jest to łatwe, gdyż nie pozostawili oni pisem-nych (autobiograFicznych) świadectw, które pozwoliłyby zrekonstruować ich punkt widzenia. Pozostaje dokumentacja sądowa, procesowa. Sfera motywacji osób odpowiedzialnych za wywołanie antyżydowskich zajść, psychologii (czy może psychopatologii) stanowi wciąż wyzwanie, białą kartę domagającą się zapełnienia. Taką białą kartą jest też pytanie o świadka, obserwatora. Pogrom domaga się bowiem pogłębionego spojrzenia i od tej strony. Czytamy wszak na kartach W cieniu gigantów:
– „Większość pogromów stanowiła swego rodzaju ma-kabryczne publiczne widowisko. Patrząc na fotograFie z pogromów w Kownie […] czy Lwowie […], zauważymy tłum ludzi na ulicy, przyglądających się biernie lub biorących udział w sposób pasywny, jednak przywalający. W tym znaczeniu pogromy były swoistym rodzajem okrutnych igrzysk, w czasie których publicz-nie mordowano, bito, zadawano rany czy znęcano się nad oFiarami” (s. 376).

Takie passusy jak ten uświadamiają nam, że studia nad pogromami winny stać się przedmiotem zainteresowania autorów odwołujących się w swej praktyce badawczej do nowych metodologii. Pokaźna objętościowo, inspirująca intelek-tualnie monograFia Mędykowskiego (wraz z innymi opracowaniami oraz znaj-dującą się w archiwach dokumentacją sądową) może stanowić znakomity punkt wyjścia np. dla reFleksji antropologicznej lub rozważań z obszaru studiów kul-turowych.

Sławomir Buryła


twoje uwagi, linki, wlasne artykuly, lub wiadomosci przeslij do: webmaster@reunion68.com

 


Chanuka JCC w Teatrze Żydowskim

nadeslala: Renata Zawadzka-Ben Dor


Chanuka JCC w Teatrze Żydowskim

17 grudnia środa godz. 20.30, Chanuka JCC w Teatrze Żydowskim – Bima czytanie performatywne polskiej listy dialogowej “Dybuka”, reż. Paweł Passini

Dybuk na głosy

Przedwczoraj, 17 grudnia o 20:30, zgodnie z zapowiedzią spotkaliśmy się w Teatrze Żydowskim. Okazja niezwyczajna. JCC Warszawa we współpracy z Polskim Ośrodkiem Międzynarodowego Instytutu Teatralnego oraz Teatrem Żydowskim im. Estery Racheli i Idy Kamińskich w Warszawie zaprosili wszystkich na specjalne czytanie performatywne polskiej listy dialogowej “Dybuka” z 1937 roku.
Tym razem do czytania zaproszono nas – członków społeczności żydowskiej i wszystkich, którzy mieli ochotę włączyć się do tej akcji, bez względu na wcześniejsze doświadczenia aktorskie.
Było nas sporo. Nikt nie był najważniejszy i nikt mało ważny. Dość powiedzieć, że w głównej kobiecej roli, Lei, reżyser przedstawienia Paweł Passini obsadził ponad 20 pań i panien, Cahananów (płci różnej) było pięciu, a nasi rabini Michael Schudrich i Stas Wojciechowicz grali takich tam sobie zwyczajnych Żydów z Brynicy. Mnie spotkał zaszczyt wystąpienia wspólnie z Aliną Świdowską w roli Nute – sługi Sendera.
Zaczęło się od zapalenia drugiej chanukowej świecy. Uczynił to rabin Schudrich. Zapalił, pobłogoslawił, zaśpiewał… A potem Film z 1937r i my. Czytaliśmy razem i osobno, chórem i z pogłosami. Wspomagała nas muzyka. Było świetnie. Naprawdę. Doskonała zabawa a i przy okazji fajna impreza integracyjna. Oczywiscie na koniec oklaski, podziekowania i całusy. W załaczeniu kilka fotografii Janusza Paliwody











twoje uwagi, linki, wlasne artykuly, lub wiadomosci przeslij do: webmaster@reunion68.com

 


Nasze mienie „pożydowskie”

Nasze mienie „pożydowskie”

Piotr Forecki


Karmiona antysemickimi kliszami chciwość spotkała się z dokonywaną przez Niemców demonstracją, że Żydów można bezkarnie zabijać w majestacie prawa.

Od kilkunastu lat badaczki i badacze związani z warszawskim Centrum Badań nad Zagładą Żydów nadrabiają powojenne dekady zaniedbań w tej dziedzinie naukowych dociekań. Pracę zbiorową zatytułowaną Klucze i kasa. O mieniu żydowskim w Polsce pod okupacją niemiecką i we wczesnych latach powojennych 1939-1950 bez wątpienia można uznać za kolejną publikację Centrum uzupełniającą „białe plamy” w dotychczasowej polskiej historiografii. Przede wszystkim jednak dotyka ona istotnego problemu, budzącego wciąż żywe emocje i nieustannie organizującego zbiorową wyobraźnię Polaków obawiających się powrotu Żydów „po swoje”.

Wprawdzie nazistowskie Niemcy stały się głównym beneficjentem Zagłady i to przede wszystkim do Rzeszy transferowane było ruchome mienie ofiar, to jednak skorzystało na niej także wielu innych mieszkańców Europy. „Doświadczenie to – pisze Jan Tomasz Gross – przybiera inne formy w Trzeciej Rzeszy niż w krajach okupowanych lub zależnych od Niemiec. Inaczej wygląda w Polsce, a inaczej we Francji, na Węgrzech czy w Grecji, ale w odbiorze społeczeństw lokalnych ma tę przyjmowaną z zadowoleniem cechę wspólną, że jest mechanizmem »przewłaszczenia« i redystrybucji żydowskiego stanu posiadania na korzyść Aryjczyków”. Nadto, co odnotowuje Frank Bajohr, „[b]ył to jeden z największych transferów własności na oczach współczesnych”. Transfer, którego pole podstawy wyznaczył antysemityzm, ale także spotęgowana okolicznościami chciwość, usypiająca moralną czujność i konstytuująca milczenie wobec ludobójstwa. „W świetle znanych dziś badaczom niepodważalnych faktów – zauważa Saul Friedlander – nie sposób już zakwestionować prawdziwości poniższego stwierdzenia: ani jedna grupa społeczna, ani jedna wspólnota wyznaniowa, ani jedna instytucja akademicka bądź zrzeszenie zawodowe, zarówno w Niemczech, jak i w całej Europie, nie zadeklarowało swojego poparcia dla Żydów (…). Dawało się zaobserwować zjawisko dokładnie odwrotne: popychani chciwością przedstawiciele licznych grup społecznych, w tym reprezentanci środowisk decyzyjnych, byli zaangażowani w proces wywłaszczania Żydów, których całkowite zniknięcie było im na rękę”.

Jednakże chciwość sama w sobie niczego nie wyjaśnia. Zwłaszcza w kontekście polskiego wariantu tego „przewłaszczenia”. Można być chciwym, a jednocześnie ze względu na obowiązujące normy moralne nie okradać swojego sąsiada i współobywatela. Można ją kontrolować i poskromić. Nie ma obowiązku poddawania się jej podszeptom, choćby wolno było wszystko, bo okoliczności sprzyjają jej zaspokojeniu.

Chyba że dotyczy to ludzi uprzednio wykluczonych ze wspólnoty, a tym samym ze sfery moralnych zobowiązań. Wówczas piekła nie ma.

Żydów nie tylko stawiano w Polsce poza jej nawiasem, ale także systematycznie odczłowieczano. To tłumaczy, dlaczego w pewnych warunkach jednych się okrada, a innych nie lub rzadziej. W kontekście polskiego wariantu „przewłaszczenia” o wiele bardziej istotne niż „zwykła ludzka chciwość” są zatem ramy wspólnoty, w której na taką skalę było ono możliwe.

Jeśli wczytamy się uważnie w czasopiśmiennictwo doby dwudziestolecia międzywojennego w Polsce, w programy polityczne wielu ówczesnych partii, ale przede wszystkim w to, co mówiono, pisano, a zwłaszcza czyniono już podczas wojny i po jej zakończeniu, jedno nie ulega wątpliwości: pozbycie się Żydów z Polski, przejęcie należącego do nich mienia, a zwłaszcza zajęcie ich miejsca w strukturze społecznej miast, wsi i miasteczek, nie było jedynie marzeniem polskich narodowców (i nie tylko ich). Było po prostu dyskutowanym projektem politycznym, a zarazem praktyką społeczną na różne sposoby realizowaną w warunkach okupacyjnych i latach powojennych. Wszystko to, czego nie przejęli Niemcy, co nie zasiliło majątku Rzeszy, nie pokryło kosztów Zagłady, która, jak pisał Raul Hilberg, miała być przecież „samofinansującym się przedsięwzięciem”, trafiło do rąk prywatnych lub zostało upaństwowione. Taki los podzieliły należące do Żydów nieruchomości, rozmaite przedmioty codziennego użytku, ale także miejsca pracy. Trudno tu zresztą o jakiś kompletny inwentarz wszystkich tych „żydowskich rzeczy”, które przecież nie wyparowały wraz z wymordowaniem około trzech milionów obywateli przedwojennej Polski. Nie wyparowały, ale też w neutralny sposób nie trafiły w ręce prywatne.

O tym, w jaki sposób dokonywało się w Polsce to niesłychane i niemające dotąd precedensu uwłaszczenie/przywłaszczenie, uchwycone i nazwane przez Jana Grabowskiego zgrabnym neologizmem „przewłaszczenia” – piszą autorzy i autorki publikacji Klucze i kasa. Analizują niemiecką politykę okupacyjną w tym zakresie (Ingo Loose), sposób funkcjonowania powołanych do życia przez Niemców łupieżczych instytucji (Jan Grabowski, Dagmara Swałtek-Niewińska), ale przyglądają się także układającym się w całość mikrohistoriom. Oddolnym, samozwańczym działaniom Polaków na różne sposoby wchodzących w posiadanie materialnych dóbr należących do Żydów (Barbara Engelking, Małgorzata Melchior, Karolina Panz). Podejmują także udaną próbę odtworzenia pewnej atmosfery, w ramach której grabienie Żydów było czymś dopuszczalnym i naturalnym jednocześnie. Zbiorowym wysiłkiem publicystów związanych z polskimi konspiracyjnymi ugrupowaniami nacjonalistycznymi, jak również dziennikarzy oficjalnej prasy propagandowej Generalnego Gubernatorstwa, dokonywano legitymizacji i budowano klimat przyzwolenia dla grabieży Żydów, traktując ich jako – oddajmy głos Emanuelowi Ringelblumowi – „nieboszczyków na urlopie” (Dariusz Libionka, Andrzej Żbikowski). Praca Klucze i kasa byłaby wszak niekompletna, gdyby nie znalazły się w niej także teksty traktujące o losach mienia żydowskiego w okresie powojennym. Problematyka ta została jednak uwzględniona i w znaczący sposób dopełnia obraz dokonanego w latach okupacji transferu i „przewłaszczenia” (Nawojka Cieślińska-Lobkowicz, Alina Skibińska, Łukasz Krzyżanowski).

Fałsz języka

Nie miejsce tu na wnikliwą analizę i interpretację zamieszczonych w publikacji Centrum artykułów. Każdy z osobna zasługuje na osobną uwagę, refleksję, rodzi pytania. Wszystkie razem pozwalają natomiast zdać sobie sprawę ze skali zjawiska, które dotychczas nie znalazło miejsca w zbiorowej świadomości Polaków, a już tym bardziej nie stało się przedmiotem etycznego rozrachunku. No bo właśnie nie o buchalterię tu chodzi, ale o wymiar moralny.

Czytaj Dalej tu: Nasze mienie „pożydowskie”


twoje uwagi, linki, wlasne artykuly, lub wiadomosci przeslij do: webmaster@reunion68.com

 


Jewish woman, Polish Catholic savior reunite in New York after 7 decades

Jewish woman, Polish Catholic savior reunite in New York after 7 decades

Barry Paddock , Rich Schapiro


Jewish Holocaust survivor Mira Wexler, right, and Helena Weglowski, left, whose Polish Catholic family rescued Mira and her mother during World War II, met Wednesday for the first time in 69 years. / Christie M Farriella/for New York Daily News

Nearly 70 years after they saw each other last, Mira Wexler, a Polish Jew, and Helena Weglowski, whose family sheltered Wexler and her mother during World War II, met face-to-face Wednesday in an emotional reunion at Kennedy Airport. The friends were just girls during the Wexlers’ hiding.

At the height of World War II, they were two young girls living in starkly different circumstances.

Mira Wexler, a Polish Jew, was fleeing the Nazis after they invaded her homeland.

Helena Weglowski, a Polish Catholic, was living freely on her family farm as she and her parents secretly sheltered and delivered food to Wexler and her mother.

Nearly 70 years after they last saw each other last, Wexler and Weglowski met face-to-face Wednesday in an emotional reunion at Kennedy Airport.

“The war destroyed everything, but now we can be together again,” Weglowski, 85, told Wexler, 76. “I’m extremely overwhelmed.”

Wexler, who flew in from Brazil for the long-awaited reunion, said she had long given up hope of ever seeing her Polish savior again.

“It is very touching for me to be here and see Helena again,” Wexler said. “It’s something I couldn’t imagine — and it’s happening.”

The reunion — arranged by The Jewish Foundation for the Righteous — was witnessed by Wexler’s three daughters and one of her grandchildren, along with one of Weglowski’s daughters.

The two families had known each other for years.

Read more: Jewish.., Polish..


twoje uwagi, linki, wlasne artykuly, lub wiadomosci przeslij do: webmaster@reunion68.com