Archives

Our Man in Warsaw: Konstanty Gebert

Moment MagazineOur Man in Warsaw: Konstanty Gebert

 

  Born in 1953 when Poland  was under communist rule,  Konstanty Gebert viewed his  Jewish lineage as a “biographical  accident” until he was 15

Born in 1953 when Poland was under communist rule, Konstanty Gebert viewed his Jewish lineage as a “biographical accident” until he was 15

T
That year, 1968, the government launched an anti-Semitic purge. Many Jewish adults—even communists—lost their jobs, and Gebert was expelled from school. He became an outsider, which would deeply influence his life journey. After the government declared martial law in 1981 in an effort to repress the trade union Solidarity, Gebert emerged as one of Poland’s foremost opposition activists and dissident journalists, writing under the pen name David Warszawski. He began to observe Shabbat and attend synagogue, and he helped establish the Jewish Flying University—a semi-underground group that studied Judaism and Jewish culture. In the two-and-a-half decades since the fall of the People’s Republic of Poland, Gebert has become one of Poland’s leading journalists. A founder of Gazeta Wyborcza, Poland’s biggest daily newspaper, he has written 11 books, covering subjects as diverse as the European 20th century, Israel, Polish Jews, and the Balkan wars. The kippah-wearing Gebert is also a key figure in Poland’s reconstituted Jewish community. In the wake of growing Russian aggression and the resurgence of anti-Semitism in Europe, Moment managing editor Sarah Breger speaks with Gebert about the awakening of his Jewish identity, the state of Polish-Jewish relations, the dangerous tensions in Crimea and Ukraine and why he thinks Americans should be more worried about anti-Semites in Western Europe than Eastern Europe.

Read more: Konstanty Gebert

Comments

Leopold Galicki
09/08/2014 at 4:32 pm

K. Gebert claims: “About a million Poles have emigrated abroad looking for better economic conditions.” However, according to the Polish sociologists and demographers, the number of Poles who in 2007 temporarily (over 3 months) emigrated, was 2.227. 000. Since then this number has not changed noticeably. Regarding emigration to EU in the period 2004-2007 alone the number of the Polish emigrants increased from 750 000 to 1.860.000. Oh, this reliability of the journalists, before 1989 and after 1989!

 

Henryk Grynberg
09/13/2014 at 11:23 am

The McCarran Act, or The Internal Security Act of 1950, 64 Stat. 987 (Public Law 81-831), also known as the Subversive Activities Control Act of 1950 could obviously not have indicted anybody in 1947. Thus, Konstanty Gebert’s father must have run from American justice for other reasons, which were serious enough for the state-owned Polish ocean-liner “Batory” to illegally take him in at New York harbor and pull him out of danger. After that, neither Mr. Gerbert senior, nor “Batory” were allowed to touch the U.S. land again. “The Polish Army of the Soviet Union” got first time in the action on October 12, 1943. “After this costly rehearsal, it had taken us half a year to replenish our forces in order to show them off in Poland, and then we kept moving behind the [Soviet] offensive… in a long march without a single shot…” recollects Adam Bromberg, an officer in that Polish Army (see H. Grynberg “Memorbuch,” Warsaw 2000, p. 154). Thus, Gebert’s mother could not have spent “more than two years in the trenches.” Also doubtfully, she sat there “with a machine gun,” a heavy weapon that required two strong men to pull it. Even so-called light machine gun, with no wheels, was quite heavy and therefore carried by men of considerable strength. Besides, it would have been very unusual for that army – whose main purpose was helping to establish communist rule in Poland – to allow an intelligent communist activist with considerable education to waist her time in the trenches instead of using her as a political officer. Perhaps it is true that “the city of Warsaw alone suffered more deaths in World War II than any of the Western allies,” but only if one counts the Jewish and non-Jewish inhabitants together. Therefore, this is not a logical answer to the question about “competing narratives between Jews and non-Jewish Poles.” Similarly confusing is Gebert’s argument about “Poles being the first inmates at Auschwitz before Polish Jews or French Jews” and his conclusion that “it’s a terribly complex issue,” for it is rather simple: the Poles were the first inmates of Auschwitz I, the concentration camp from which non-Jewish prisoner were sometimes released (like Władysław Bartoszewski). The Jews were the first and almost exclusive inmates of Auchwitz II, the Auchwitz-Birkenau death camp from which nobody was released.

 

Wlodzimierz (Vlady) Rozenbaum
09/13/2014 at 2:14 pm

Mr. Gebert stated that his father while in the US “was under indictment through the McCarran Act, which required members of the Communist Party to register and in some cases prevented them from leaving the country. He returned to Poland illegally in 1947.” Actually, his father was under investigation as a member of a Soviet intelligence network (see the Venona Project). He fled to avoid an arrest.
Mr. Gebert stated: “In 1968, the government, reacting both to the ‘wrong’ side having won the Six-Day War, and to a student democracy movement in which many activists were Jewish, launched an anti-Semitic purge, officially called the ‘Anti-Zionist campaign.’” The anti-Zionist campaign was officially launched by Wladyslaw Gomulka at the 6th Trade Union Congress in Warsaw on June 19, 1967, when he warned people celebrating the Israeli victory in the Six-Day War that a “Zionist fifth column would not be tolerated” in Poland. See my “The March Events: Targeting the Jews,” POLIN: A Journal of Polish-Jewish Studies, vol. 21 (2008), pp. 62-92.
Mr. Gebert stated that “In Poland, you had numerous individual perpetrators. And you had the one massacre in Jedwabne.” Actually, there were many places like Jedwabne in Poland; they were of great concern even to some prominent Polish intellectuals, known for their open hostility toward the Jews (i.e. Zofia Kossak-Szczucka, 1942). This was painfully established during the national debate over Gross’ book.

 

twoje uwagi, linki, wlasne artykuly, lub wiadomosci przeslij do: webmaster@reunion68.com

 


Co dalej z Teatrem Żydowskim? [KOMENTARZ]


Co dalej z Teatrem Żydowskim? [KOMENTARZ]

IZABELA SZYMAŃSKA 2014-09-13

Teatr Żydowski Fot. Adam Stępień / Agencja Gaze

Teatr Żydowski Fot. Adam Stępień / Agencja Gaze

Co powinno się wystawiać w Teatrze Żydowskim? Kto mógłby nim kierować? – zastanawia się w komentarzu Izabela Szymańska. Ratusz odsuwa wybór nowego dyrektora. “Wakat może potrwać do stycznia” – zapowiedział w piątek w radiu RDC dyrektor miejskiego biura kultury Tomasz Thun-Janowski. Sceną przez ponad 40 lat kierował Szymon Szurmiej, który zmarł 16 lipca. Jego obowiązki pełni zastępczyni i wdowa po reżyserze Gołda Tencer.

Kultura żydowska i izraelska to coraz ciekawsza część wydarzeń artystycznych w Warszawie. Niedawno wystąpił Asaf Avidan, izraelska gwiazda pop-rocka. Nadar Rosano, choreograf z Tel Awiwu, przygotował spektakl z Teatrem Tańca Zawirowania. Mamy Dom Kereta nawiązujący do jednego z najpopularniejszych izraelskich pisarzy. Są festiwale filmów, Muzeum Historii Żydów Polskich, a w klubie Pardon To Tu można usłyszeć nowatorską muzykę inspirowaną tradycją żydowską. Jak na tym tle wypada Teatr Żydowski?

Ze sceną przy pl. Grzybowskim problem jest od lat. Kiedy w 2008 r. marszałek Mazowsza przekazał ją miastu, oczekiwano przełomu. Na naszych łamach krytyk teatralny Janusz Majcherek komentował: “To teatr, który uprawia folklorystyczną galanterię i bardzo powierzchownie mówi o kulturze żydowskiej. Od kilkudziesięciu lat nic się tam nie zmienia. Trzeba mieć sensowny pomysł, co zrobić, by stał się sceną żywą artystycznie”.

W 2010 r. pracownicy zarzucali dyrekcji, że repertuar to zestawy tych samych od dekad szmoncesów. Mają tylko nowe dekoracje, tytuł i podział ról. Wyjątki zdarzały się rzadko. „Kiedy zrealizowane na zasadzie wielkiego eksperymentu (i traktowane z równie wielką nieufnością) spektakle Piotra Cieplaka ( »Księga raju « Icyka Mangera) i Michała Zadary ( »1666 « według »Szatana w Goraju « Singera) nie okazały się oszałamiającymi sukcesami, z ulgą powrócono do sprawdzonego przepisu: sztetl-szmonces-szlagiery” – pisała Aneta Kyzioł w „Polityce”.

Przez ten czas nie zmieniło się kierownictwo sceny, które pracownicy oskarżali o mobbing i nepotyzm: grają i reżyserują dzieci Szurmieja (Jan, Lena, Małgorzata i Dawid) oraz dzieci Jana i wnuki Szymona (Joanna Szurmiej-Rzączyńska i Jakub Szurmiej). Wicedyrektorką od 2009 r. jest Gołda Tencer, aktorka oraz założycielka i szefowa fundacji Shalom z siedzibą w teatrze.

Dziś coraz częściej pada pytanie: jakie plany wobec niego ma ratusz? Ale miasto odsuwa podjęcie decyzji. Co więcej, nie wiadomo, czy przeprowadzi konkurs na dyrektora, czy go mianuje. Kiedy Ewa Wanat z radia RDC nie kryła zaskoczenia, dyrektor biura kultury odpowiedział: “Wszędzie, gdzie będziemy potrzebowali debaty, pluralizmu propozycji i ofert, tam będziemy organizowali konkursy. Zrobiliśmy dwa, a w siedmiu przypadkach mianowaliśmy dyrektorów i nikt w tej sprawie nie protestował”.

twoje uwagi, linki, wlasne artykuly, lub wiadomosci przeslij do: webmaster@reunion68.com

 


Wielka pokusa – tragiczne losy polskich Żydów po II wojnie światowej

Wielka pokusa – tragiczne losy polskich Żydów po II wojnie światowej

Jacek Tomczuk

Jacek Tomczuk

Newsweek: W moim rodzinnym Augustowie przed II wojną światową 20 procent mieszkańców stanowili Żydzi. Dziś nie ma śladu po synagogach i getcie, z którego wywieziono ponad dwa tysiące osób. Macewy z cmentarza posłużyły do budowy ulic i wciąż leżą pod asfaltem. Czemu nie chcemy pamiętać?

Barbara Engelking: – Jest różnica między upamiętnieniem a pamięcią. To, że w sferze publicznej nie ma informacji o tym, gdzie Żydzi żyli i ginęli, nie znaczy, że w augustowskich domach o nich się nie mówi. Ale w wielu polskich miasteczkach, ostatnio widziałam to w Siemiatyczach, są odnowione synagogi i tablice upamiętniające obecność Żydów. Nie zgadzam się, że temat żydowski jest nieobecny. Gdyby pan dzisiaj spytał w Warszawie, gdzie jest Umschlagplatz, na pewno więcej osób by wiedziało niż 20 lat temu.

Łódzkie getto fot. Archiwum Walter Geneweina

Łódzkie getto fot. Archiwum Walter Geneweina

Barbara Engelking: – A ile by nas zadowoliło? Nie wymagajmy zbyt wiele. Widzę inny problem: polonizujemy historię Żydów, trochę ją zawłaszczamy, na przykład zaczęto mówić o Warszawie jako mieście dwóch powstań. To rodzaj upupiania. Czy my na pewno dobrze wiemy, o co oni walczyli w kwietniu 1943 roku? Czy to w ogóle było powstanie? Taką nazwę przypisano tamtemu zrywowi później, sami Żydzi mówili o walce, oporze, o samoobronie. A z drugiej strony w szkołach nie uczy się o Jedwabnem.

Newsweek: Dlaczego?

Barbara Engelking: – Może dlatego, że ktoś musiałby zdecydować, jaka jest obowiązująca wykładnia tamtych wydarzeń – czy przy paleniu stodoły z żydowskimi mieszkańcami Jedwabnego byli Niemcy, czy nie? Czy zrobili to Polacy? Pod przymusem czy z własnej inicjatywy? A jak nie ruszamy tematu, to jest spokój.

Czytaj dalej tu: Wielka pokusa…

twoje uwagi, linki, wlasne artykuly, lub wiadomosci przeslij do: webmaster@reunion68.com

 


Widziane żydowskimi oczami

Widziane żydowskimi oczami

Chaim Icel Goldstein

Chaim Icel Goldstein  Fot. Ośrodek Karta

Chaim Icel Goldstein Fot. Ośrodek Karta

Ten z karabinem zaczął iść w naszym kierunku spokojnie, jakby zastrzelił ptaka czy królika, a kiedy nas mijał, zasalutował porucznikowi i z uśmiechem, jakby mimochodem, rzucił: “Psiakrew, to był Żyd”, i poszedł dalej. Porucznik spojrzał na mnie i powiedział, jakby się usprawiedliwiając: “Nic nie mogę zrobić, on nie jest z mojego oddziału”.

W czasie bezsennych godzin, gdy leżałem na ziemi w ciemnym bunkrze, w pamięci pojawiały się wydarzenia z niedawno minionych tygodni, kiedy to setki Żydów przywiezionych do Warszawy z obozów, a także wielu innych, którzy wyszli z ukrycia, rzuciło się do walki natychmiast po wybuchu powstania. Było to w pierwszych dniach powstania. Cały dzień razem z innymi byliśmy na ulicach, budowaliśmy barykady i dzielnie broniliśmy się przed Niemcami. Walczyliśmy nie gorzej od innych mimo skrajnego wymęczenia latami poniewierki.

Wieczorem, była może jedenasta, leżeliśmy na jakimś podwórku przy ulicy Mławskiej [pierwotnie ulica ta znajdowała się na Nowym Mieście, dziś tę nazwę nosi ulica w prawobrzeżnej dzielnicy Białołęka]. Było tam wielu Żydów oczekujących na przydzielenie do punktów powstańczych. Zmęczeni całodziennym budowaniem barykad drzemaliśmy. Nagle zjawił się dowódca. Nie pamiętam, jaki miał stopień. Wszystkich obudzono. Powiedział: “Potrzebuję dwunastu ludzi do bardzo trudnej misji – chodzi o ochotników”. Wstało dwunastu Żydów. Tak, dwunastu Żydów. Byłem wśród nich.

Cicho wyszliśmy z podwórza, a potem pod ścianami, przez zaułki, których nazw nie znaliśmy, szliśmy za dowódcą. Zorientowaliśmy się, że idziemy w kierunku Wisły. Kilka razy zostaliśmy ostrzelani przez Niemców. Kiedy przybyliśmy na miejsce, była już późna noc. Dowódca ustawił nas na rogu jakiejś ulicy. Z daleka widać było pusty plac, który prowadził do Wisły. Były przygotowane łopaty, rydle i inne narzędzia, obok stały dwa ciężkie karabiny maszynowe.

– W tym miejscu – mówił dowódca – pod ulicą prowadzącą do placu trzeba wykopać okop zamaskowany z góry barykadą. Dwóch z karabinami maszynowymi niech się ustawi po obu stronach ulicy, a pozostała dziesiątka niech weźmie się do kopania. Niedaleko są Niemcy, którzy mogą was ostrzelać lub podejść i zaatakować. Dlatego trzeba to robić cicho, ale też bardzo szybko. Musicie skończyć przed świtem.

Dziesięciu Żydów resztką sił złapało za rydle i łopaty i zaczęło wyrywać kawały ziemi z takim impetem, że dowodzący Polak nie mógł się nadziwić, skąd tyle energii w wymęczonych ludziach, którzy dopiero co wyszli z obozów i gett. Nie była to siła fizyczna, lecz moralna, płynąca z ogromnej woli walki – każdy z nas od dawna marzył o takiej chwili.

Zanim nastał dzień, okop pod barykadą był gotów do przyjęcia powstańców, którzy mieli zaatakować Niemców przedostających się tędy na Stare Miasto. Kiedy z nastaniem świtu dowódca przyprowadził nas z powrotem na Mławską, do porucznika dowodzącego tym punktem powiedział: “Oni są bohaterami”, i odchodząc, każdemu z nas uścisnął dłoń. Zmęczeni padliśmy na ziemię pod ścianą i zasnęliśmy szczęśliwi jak dzieci…

Czytaj dalej tu: Widziane żydowskimi oczami


twoje uwagi, linki, wlasne artykuly, lub wiadomosci przeslij do: webmaster@reunion68.com