Widziane żydowskimi oczami

Widziane żydowskimi oczami

Chaim Icel Goldstein

Chaim Icel Goldstein  Fot. Ośrodek Karta

Chaim Icel Goldstein Fot. Ośrodek Karta

Ten z karabinem zaczął iść w naszym kierunku spokojnie, jakby zastrzelił ptaka czy królika, a kiedy nas mijał, zasalutował porucznikowi i z uśmiechem, jakby mimochodem, rzucił: “Psiakrew, to był Żyd”, i poszedł dalej. Porucznik spojrzał na mnie i powiedział, jakby się usprawiedliwiając: “Nic nie mogę zrobić, on nie jest z mojego oddziału”.

W czasie bezsennych godzin, gdy leżałem na ziemi w ciemnym bunkrze, w pamięci pojawiały się wydarzenia z niedawno minionych tygodni, kiedy to setki Żydów przywiezionych do Warszawy z obozów, a także wielu innych, którzy wyszli z ukrycia, rzuciło się do walki natychmiast po wybuchu powstania. Było to w pierwszych dniach powstania. Cały dzień razem z innymi byliśmy na ulicach, budowaliśmy barykady i dzielnie broniliśmy się przed Niemcami. Walczyliśmy nie gorzej od innych mimo skrajnego wymęczenia latami poniewierki.

Wieczorem, była może jedenasta, leżeliśmy na jakimś podwórku przy ulicy Mławskiej [pierwotnie ulica ta znajdowała się na Nowym Mieście, dziś tę nazwę nosi ulica w prawobrzeżnej dzielnicy Białołęka]. Było tam wielu Żydów oczekujących na przydzielenie do punktów powstańczych. Zmęczeni całodziennym budowaniem barykad drzemaliśmy. Nagle zjawił się dowódca. Nie pamiętam, jaki miał stopień. Wszystkich obudzono. Powiedział: “Potrzebuję dwunastu ludzi do bardzo trudnej misji – chodzi o ochotników”. Wstało dwunastu Żydów. Tak, dwunastu Żydów. Byłem wśród nich.

Cicho wyszliśmy z podwórza, a potem pod ścianami, przez zaułki, których nazw nie znaliśmy, szliśmy za dowódcą. Zorientowaliśmy się, że idziemy w kierunku Wisły. Kilka razy zostaliśmy ostrzelani przez Niemców. Kiedy przybyliśmy na miejsce, była już późna noc. Dowódca ustawił nas na rogu jakiejś ulicy. Z daleka widać było pusty plac, który prowadził do Wisły. Były przygotowane łopaty, rydle i inne narzędzia, obok stały dwa ciężkie karabiny maszynowe.

– W tym miejscu – mówił dowódca – pod ulicą prowadzącą do placu trzeba wykopać okop zamaskowany z góry barykadą. Dwóch z karabinami maszynowymi niech się ustawi po obu stronach ulicy, a pozostała dziesiątka niech weźmie się do kopania. Niedaleko są Niemcy, którzy mogą was ostrzelać lub podejść i zaatakować. Dlatego trzeba to robić cicho, ale też bardzo szybko. Musicie skończyć przed świtem.

Dziesięciu Żydów resztką sił złapało za rydle i łopaty i zaczęło wyrywać kawały ziemi z takim impetem, że dowodzący Polak nie mógł się nadziwić, skąd tyle energii w wymęczonych ludziach, którzy dopiero co wyszli z obozów i gett. Nie była to siła fizyczna, lecz moralna, płynąca z ogromnej woli walki – każdy z nas od dawna marzył o takiej chwili.

Zanim nastał dzień, okop pod barykadą był gotów do przyjęcia powstańców, którzy mieli zaatakować Niemców przedostających się tędy na Stare Miasto. Kiedy z nastaniem świtu dowódca przyprowadził nas z powrotem na Mławską, do porucznika dowodzącego tym punktem powiedział: “Oni są bohaterami”, i odchodząc, każdemu z nas uścisnął dłoń. Zmęczeni padliśmy na ziemię pod ścianą i zasnęliśmy szczęśliwi jak dzieci…

Czytaj dalej tu: Widziane żydowskimi oczami


twoje uwagi, linki, wlasne artykuly, lub wiadomosci przeslij do: webmaster@reunion68.com