Archives

Zmartwychwstanie antysemityzmu – Czyli antysemityzm ludzi dobrych i łagodnych raz jeszcze


Zmartwychwstanie antysemityzmu – Czyli antysemityzm ludzi dobrych i łagodnych raz jeszcze

Andrzej Koraszewski


Czytałem kiedyś całą książkę o tym, że Jezus musiał być ważnym przywódcą Zelotów. Książka oparta na słabych przesłankach, czyli na Ewangelii pisanej długo po śmierci Jezusa. Mamy zaledwie kilka zdań o scenie aresztowania, w której pojawia się słowo „kohorta”, a więc oddział składający się z kilkuset żołnierzy rzymskich, mających nocą aresztować, na prośbę rabinów, ulicznego kaznodzieję. Święty Jan to nie papież, człowiek omylny, mógł nie znać liczebności rzymskiej kohorty (mógł tłumacz lub kopista coś pomylić), mógł nie wiedzieć, że Rzymianie nie świadczyli takich usług dla rabinów, o czym pisze bardziej wiarygodny od ewangelistów Józef Flawiusz. Autor podpiera swoją chwiejną hipotezę stwierdzeniem, że Rzymianie stosowali ukrzyżowanie głównie jako karę za bunt przeciw rzymskiej władzy, i dochodzi do wniosku równie wątpliwego jak wszystko, co związane z życiorysem Jezusa. Najbardziej wątpliwy jest jednak fakt zmartwychwstania, w który ateiści i muzułmanie zupełnie nie chcą wierzyć (chociaż Bóg mi świadkiem, że z różnych powodów).

Niezależnie od wszystkiego jajka na twardo należy ugotować i warto pamiętać, że tej poświęconej szynki i wieprzowej kiełbasy to Jezus nie wziąłby do ust ani przed, ani po zmartwychwstaniu. Ja się w dyskusję o tym zmartwychwstaniu nie wtrącam ze względu na brak danych. Mam jednak wrażenie, iż chociaż zdaniem ewangelistów Jezus był w sporze z faryzeuszami, to – jeśli dobrze pamiętam – spór ten nie dotyczył kwestii wyżywienia zgodnego z boskim prawem.

Inne sprawy z okazji święta zmartwychwstania zaprzątają mi głowę. Obecność mitu nie tylko jest potwierdzona, ale zmartwychwstanie jednego z najpaskudniejszych mitów w dziejach ludzkiej historii dzieje się na naszych oczach i nie musimy wędrować do Emaus, żeby zobaczyć jego proroków. (Tu refleksja na marginesie, bynajmniej nie moja: jeśli cierpienie Mesjasza było konieczne, to zdrada Judasza była zdeterminowana przez Opatrzność, a jego imię dobrane przemyślnie).

Przelewa się dziś przez świat pytanie, czy powróciła atmosfera lat trzydziestych ubiegłego wieku, kiedy odczłowieczanie Żydów stało się powszechne, stanowiąc preludium do Zagłady. Dla części z nas to pytanie jest retoryczne. Atakujący Żydów przysięgają często na różne świętości, że nie są antysemitami, że biją, strzelają czy tylko plują na Żydów w odruchu czystego współczucia dla niewinnych Palestyńczyków.

Aktom przemocy towarzyszy antysemityzm ludzi łagodnych i dobrych. Kto wie, o czym mówię, ten wie; tym, co nie wiedzą, przypomnę, że „Antysemityzm ludzi łagodnych i dobrych” to tytuł wykładu wygłoszonego przez Tadeusza Mazowieckiego w 1960 roku, którego lekturę warto sobie dziś przypomnieć.

Antysemityzm ludzi łagodnych i dobrych jest dziś w obfitości prawdopodobnie większej niż w latach trzydziestych ubiegłego wieku. Są bardzo wzburzeni, kiedy nazywamy ich antysemitami; niezwykle często przedstawiają się jako bojownicy w wojnie z antysemityzmem, twierdząc, że walczą tylko z żydowskimi zbrodniami, co jest przecież dowodem ich moralności i wrażliwości na krzywdy doznane od Żydów.

Wiedzę o żydowskich zbrodniach pobierają z autorytatywnych źródeł, takich jak ONZ, Amnesty International, Watykan, redakcje renomowanych mediów, a czasem od pracowników instytucji mających upamiętniać Zagładę europejskich Żydów.

Zagłada miała głównie miejsce na okupowanych przez nazistów ziemiach polskich, a kilka lat po wykładzie Tadeusza Mazowieckiego o antysemityzmie ludzi łagodnych i dobrych słyszeliśmy na ziemiach polskich niezwykle popularne dziś na całym świecie hasło, że „antysyjonizm nie jest antysemityzmem”. Kiedy Organizacją Narodów Zjednoczonych kierował nazista Kurt Waldheim, a w ZSRR operacją przeciwko syjonistom kierował Andropow, wspólnym wysiłkiem uzgodnili, że syjonizm jest rasizmem, i zatwierdziła to demokratyczna większość przedstawicieli narodów całego świata (w tym oczywiście Polskiej Rzeczpospolitej Ludowej).

Twierdzenie Andropowa i Waldheima z wielokrotną mocą wróciło ćwierć wieku później na konferencji przeciw rasizmowi w Republice Afryki Południowej. Ludzie łagodni i dobrzy mogli teraz ze spokojnym sumieniem przyznać się do tradycji, której zmartwychwstanie witali z wyraźną ulgą.

Nie-antysemici mogli teraz nareszcie wrócić do hasła „dobry Żyd to martwy Żyd”, zdobiąc się listkami figowymi w postaci łagodnych i dobrych Żydów, kochających swoje udane życie wśród antysemitów.

Ten fenomen został doskonale opisany przez amerykańską pisarkę Darę Horn w jej książce „People Love Dead Jews – Reports from a Haunted Present”. W swojej druzgoczącej krytyce Horn pokazuje, jak pamięć o pomordowanych zostaje podchwycona i wręcz fetyszyzowana przez piewców nienawiści. Na mnie najsilniejsze wrażenie zrobił opis funkcjonowania Muzeum Anny Frank w Amsterdamie. Instytucja, poświęcona historii dziewczynki, która stała się symbolem ofiar nazistowskiego barbarzyństwa, zakazała swojemu pracownikowi noszenia jarmułki. To nakrycie głowy mogłoby bowiem razić uczucia niektórych odwiedzających, naruszałoby neutralność, czyniłoby to miejsce nazbyt żydowskim.

Żydzi – jak pisze Dara Horn – mieli nadzieję, że edukacja o Holokauście będzie skutecznym lekarstwem na nienawiść do Żydów. Okazuje się jednak, że może przynosić odwrotny skutek od zamierzonego i ułatwiać akceptowanie nowych form antysemityzmu.

Muzea Holokaustu coraz częściej postrzegają swoją misję jako ogólną edukację antyludobójczą, przy czym samo pojęcie ludobójstwa interpretuje się znacznie szerzej niż robi to pierwotna definicja sformułowana przez polskiego prawnika Rafała Lemkina, który definiował to pojęcie jako „skoordynowane działania podjęte w zamiarze zniszczenia narodu lub grupy etnicznej jako takiej”. Likwidując unikalność Zagłady i rozszerzając definicję ludobójstwa ad absurdum, można już bawić się w przekształcanie instytucji pamięci o Holokauście w instytucje wspierające oskarżenia Żydów o popełnianie ludobójstwa.

Jak zauważa Horn, uniwersalizacja Holokaustu, jakkolwiek podyktowana dobrymi intencjami, doprowadziła do jego trywializacji i normalizacji, co osiągnęło absurdalne dno, gdy różni przeciwnicy szczepień zaczęli nosić żółte gwiazdy Dawida w proteście przeciwko obowiązkowym szczepieniom i paszportom covidowym.

Ten światowy ruch „neutralizacji”, a właściwie wykorzystania pamięci o Zagładzie dla celów innych niż ostrzeżenie, dotarł do naszej ojczystej wsi spokojnej, wsi wesołej i właśnie parka „neutralnych” złożyła petycję do prezydenta Warszawy, żeby przypadkiem nie używać flag izraelskich podczas obchodów rocznicy powstania w getcie.

Ta szlachetna inicjatywa pary przedstawiającej się jako przedstawiciele polskiej diaspory żydowskiej, w osobach Marysi Świetlik i Adama Lipszyca, to fragment większego tła ludzi łagodnych i dobrych działających na rzecz poparcia zmartwychwstania najstarszej nienawiści.

Inny incydent, mający miejsce w tym samym czasie, to zaproszenie przez Muzeum Polin Mariusza Szczygła, aby był ambasadorem akcji „Żonkile”. Ponieważ uważam, że Polska jest zaledwie tylnym lusterkiem tego, co dzieje się na świecie, więc w wielu sprawach jestem mało poinformowany. Nie jestem znawcą twórczości Mariusza Szczygła; teksty, na które trafiałem, były dobrze napisane i nie budziły mojego sprzeciwu. Wrażenie zrobił dopiero zestaw jego występów na Facebooku, który uświadomił mi, że jest przedstawicielem ludzi łagodnych i dobrych, szczerze wierzących, że syjoniści to zbrodnicza, wręcz ludobójcza nacja.

Moją szczególną uwagę zwrócił jego wpis z 19 kwietnia 2024 roku, w którym stwierdzał:

„Państwo Izrael, odpowiadając na terrorystyczny atak Hamasu, przekracza wszelkie granice. 1300 październikowych ofiar po stronie Izraela i ponad 33 tys. zabitych Palestyńczyków w odwecie. „Żeby zabić jednego terrorystę, może zginąć stu cywilów” – taką zasadę władz Izraela podało niedawno Tok FM.”

Trzeba głębokiego przekonania, żeby przyznawać się do wiary w tak absurdalne „informacje” otrzymane z takiego źródła. Dobrze wykształcony, inteligentny człowiek słyszy absurdalnie sformułowanie zdanie, z którego można by sądzić, że podczas intensywnie prowadzonej wojny, między 7 października 2023 a 19 kwietnia 2024 armia izraelska zdołała zlikwidować 330 do 400 terrorystów, a reszta to kobiety i dzieci. Żaden dzwonek alarmowy w jego mózgu nie reaguje, przekazuje tę „wiadomość” dalej. Czy trzeba to komentować?

Przeczytałem trzynaście wpisów tego autora o jego głębokim współczuciu dla krzywdzonych przez syjonistów i odniosłem wrażenie, że jego niepełna informacja o ludobójczej wojnie islamu z Żydami (w której zamiar eliminacji grupy narodowej jest oczywisty i otwarcie deklarowany) jest wyborem, a nie brakiem umiejętności dotarcia do rzetelnej informacji.

Czy kierownictwo Muzeum Polin jest tego nieświadome, czy wręcz przeciwnie, w pełni świadome i aprobujące?
Nie mogę o tym wiedzieć, ale mamy tu zaledwie jeden z tysięcy dowodów uczestnictwa polskich środowisk w celebrowaniu i umacnianiu zmartwychwstania idei, przed którą różne muzea miały chronić.

Tak się składa, że 7 października 2023 roku, prawdopodobnie bez najmniejszego związku z wydarzeniami, które wstrząsnęły światem tego dnia, a które były starannie przygotowywane przez długie lata, Mariusz Szczygieł na swojej stronie Facebooka pisał:

„Wczoraj przed północą szedłem przez krakowskie planty. Stoją tam tablice z poezją Wojtyły. Mimo krzyków pijanej młodzieży udało mi się poczytać trochę jego wierszy. W poemacie ‘Kościół’ z 1938 roku pisał o prawdzie, że ‘ona nie sączy oliwy do ran, by nadto nie piekły’. Prawda musi boleć. ‘Prawda dźwiga człowieka. Kiedy człowiek nie dźwignie siebie.’”

Mieszkam ponownie w Polsce, ale z wielu powodów koncentruję większą uwagę na reszcie świata. Czytam dużo tekstów muzułmańskich dysydentów – tych pięknie wierzących, których inni nazywają heretykami, i tych, którzy porzucili swoją wiarę – próbuję zrozumieć, wiem, że nie wiem, próbuję odcedzić fakty bezsporne od opinii i plotek, przyglądam się, jak intelektualne mody zalewają nasz zaścianek. Żyłem już zbyt długo, ale ciągle jestem, więc ugotowałem kilka jajek na twardo i w samotności świętuję zmartwychwstanie Boga, w którego nie wierzę. Zapewne jakiś Jezus był, pewnie różnił się mocno od tego z Ewangelii, wielu pięknie wierzącym dostarczył busoli moralnej dokładniejszej niż ta, którą posługują się ludzie łagodni i dobrzy, celebrujący zmartwychwstanie najstarszej nienawiści.


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com


Dutch police probe blast at pro-Israel center


Dutch police probe blast at pro-Israel center

JNS Staff, Canaan Lidor


“This attack not only affects us, but is also a signal to the Jewish community in the Netherlands,” the Christians for Israel nonprofit said.

A rally against antisemitism and in support of Israel in Amsterdam, the Netherlands, on Dec. 17, 2025. Photo by André Dorst/Christenen voor Israel.

Police are investigating an explosion that took place overnight Friday outside a building belonging to a pro-Israel Christian organization in the Dutch town of Nijkerk, Reuters reported.

No injuries were reported and the damage inflicted on the structure was minimal, the police was cited as saying.

As of Saturday night, no arrests have been made.

Sara van Oordt-Jonckheere, head of communication at Christians for Israel, the nonprofit group whose center was hit, spoke to JNS on Saturday.

“What we know is that a person dressed in black placed an explosive device near the fence and then cycled away,” she said.

“There was a very loud explosion that was heard all the way to the nearby village of Putten, police told us. We have no further information but the characteristics seem similar to previous explosions in Rotterdam and Amsterdam. We received many expressions of solidarity and people went by to visit and many people called to wish us strength, so this will likely not affect our activity going forward,” van Oordt-Jonckheere added.

The organization released a statement in the wake of the incident, saying in Dutch that it was “shocked.”

“The blast could be heard in the wide perimeter. The damage was limited, but the impact is large. The attack fits into a worrying pattern of previous attacks on Jewish and pro-Israel targets in the Netherlands and Belgium,” the group wrote.

“That this took place on the eve of Easter, the main celebration for Christians, makes it extra poignant. This attack not only affects us, but is also a signal to the Jewish community in the Netherlands, which has long been confronted with threat and intimidation. That’s what worries us a lot,” it added.

The organization vowed to continue its work and combat antisemitism.

Israel’s ambassador to the Netherlands, Zvi Vapni, took to X on Saturday, noting that the blast was not an isolated incident.

The criminals behind the explosion “must be captured and punished. This is the only way to deal with fanatics who wants to spread fear and hate,” he wrote.

He went on to extend solidarity with Christians for Israel on behalf of the Jewish state.
.

Geert Wilders, leader of Netherlands’ Party for Freedom, lashed out at his country’s leaders in light of the incident, tweeting that they are “weak” and “afraid.”

The culprits “hate Jews” and “hate Christians,” he wrote. “They will keep attacking us unless we fight back.”

Dutch newspaper De Telegraaf noted that the pro-Israel group has been targeted in the past.

Christians for Israel was founded in 1980 by Karel van Oordt. It functions as a meeting place and travel agency for individuals who wish to visit Israel, especially for evangelical and Protestant Christians, according to the daily.


Jewish News Syndicate (JNS) is the fastest-growing news agency covering Israel and the Jewish world. We provide news briefs features opinions and analysis to 100 print newspapers and digital publications on a daily basis.


Canaan LidorCanaan Lidor is an award-winning journalist and news correspondent at JNS. A former fighter and counterintelligence analyst in the IDF, he has over a decade of field experience covering world events, including several conflicts and terrorist attacks, as a Europe correspondent based in the Netherlands. Canaan now lives in his native Haifa, Israel, with his wife and two children.

Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com


Iran Leaves Door Open for Peace Talks as Hunt for Missing US Pilot Continues


Iran Leaves Door Open for Peace Talks as Hunt for Missing US Pilot Continues

Reuters and Algemeiner Staff


A U.S. Air Force F-16 Fighting Falcon aircraft refuels from a KC-135 Stratotanker aircraft during a mission supporting Operation Epic Fury during the Iran war at an undisclosed location, April 2, 2026. U.S. Air Force/Handout via REUTERS

Iranian forces were hunting for a missing US pilot on Saturday from one of two warplanes downed over Iran and the Gulf, raising the stakes for Washington as the war entered its sixth week with scant prospect of peace talks in sight.

The incidents show the risks still facing US and Israeli aircraft over Iran, despite assertions by President Donald Trump and his Defense Secretary Pete Hegseth that US forces had total control of the skies.

The prospect of a US service member alive and on the run in Iran comes days after Trump threatened to bomb Iran “back to the Stone Ages” in a war that has killed thousands, sparked an energy crisis and threatened lasting damage to the world economy.

With Iran’s leadership defiant since the start of the war, its foreign minister in principle left the door open for peace talks with the US via mediation from Pakistan, but gave no sign of Tehran’s willingness to bow to Trump’s demands.

“We are deeply grateful to Pakistan for its efforts and have never refused to go to Islamabad. What we care about are the terms of a conclusive and lasting END to the illegal war that is imposed on us,” Foreign Minister Abbas Araqchi said on X.

Trump on Saturday repeated his threats to intensify attacks on Iran if it failed to reach a deal, or open the key Strait of Hormuz waterway.

“Remember when I gave Iran ten days to MAKE A DEAL or OPEN UP THE HORMUZ STRAIT. Time is running out – 48 hours before all Hell will reign down on them. Glory be to GOD!” he said in a post on Truth Social.

As hostilities continued, Iran attacked an Israel-affiliated vessel with a drone in the Strait of Hormuz, setting the ship on fire, Iran’s state media said on Saturday, citing the commander of the Revolutionary Guards’ navy.

Iran has virtually shut the ​strait, which normally carries about a fifth of the world’s oil and liquefied natural gas.

IRAN TOUTS NEW AIR DEFENSE SYSTEMS

Iranian fire brought down a two-seat US F-15E jet, officials in both countries said, while two US officials said the pilot ejected from an A-10 Warthog fighter aircraft that crashed in Kuwait after being hit by Iranian fire.

Two Black Hawk helicopters engaged in the search for the missing pilot were hit by Iranian fire but made it out of Iranian airspace, the two US officials told Reuters.

The scale of injuries to the crew was unclear.

Iran’s Revolutionary Guard Corps said it was combing a southwestern area near where the pilot’s plane came down, while the regional governor promised a commendation for anyone who captured or killed “forces of the hostile enemy.”

Iranians, pummeled by air power since the US and Israel began their attacks on February 28, celebrated the plane downings.

The Khatam al-Anbiya joint military command said it used a new air defense system on Friday, which targeted a US fighter jet, three drones and two cruise missiles.

“The enemy should know that we rely on new air defense systems built by the young, knowledgeable, and proud people of this country, unveiling them one after another in the field,” a Khatam al-Anbiya spokesperson said, according to Iran’s state media.

Iran’s Revolutionary Guards said they had targeted various areas in Israel in a wave of missiles and drones. They also targeted US HIMARS rocket launcher batteries in Kuwait and Patriot missile batteries in Bahrain, according to a statement read on state TV.

Increasingly frustrated with the political fallout from the war, Trump is considering a broader cabinet shake-up in the wake of Attorney General Pam Bondi’s removal this week, people familiar with the discussions said.

Any potential reshuffling could serve as a reset for the White House as it confronts rising gas prices, falling ratings and worries for Republicans heading into November’s midterm elections.

“They’ve (US) got themselves caught in a sort of double bind. If they simply leave, it’s really bad, and if they try to get the comprehensive defeat of Iran … that looks really bad as well,” said Gareth Stansfield, a professor of Middle East politics at the UK’s Exeter University and senior fellow at the Atlantic Council.

“They’ve managed to get themselves into a lose-lose situation with this one.”

PETROCHEMICAL ZONE STRUCK IN IRAN

Iranian state media reported air strikes at a petrochemical zone in southwestern Iran, with five people reported injured so far.

A projectile also hit an auxiliary building near the perimeter of Iran’s Bushehr nuclear plant, the Tasnim news agency said, killing one person. The operations of the plant were unaffected.

Russia’s state nuclear company Rosatom evacuated a further 198 of its staff from the site on Saturday, Russian news agencies reported, in evacuations already planned before the latest incident.

The Israeli military meanwhile said it had carried out “a wave of strikes” on Tehran.

Israel has been waging a parallel campaign against Iran-backed Hezbollah in Lebanon after the terrorist group fired at Israel in support of Iran. Early on Saturday, Israel’s military said it was striking the militants’ infrastructure sites in Beirut.


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com


Prawdziwy powód stojący za izraelską ustawą o karze śmierci

Źródło zdjęcia Times of Israel


Prawdziwy powód stojący za izraelską ustawą o karze śmierci

Seth Mandel


Wczoraj izraelski Kneset uchwalił przełomową ustawę, która jednak najpewniej nigdy nie wejdzie w życie. W tej sytuacji motywacja stojąca za projektem jest prawdopodobnie ważniejsza niż jego treść.

Ustawa rozszerza zakres stosowania kary śmierci tak, by obejmowała zabójstwa dokonane w celu „zanegowania istnienia Państwa Izrael”. Izrael formalnie wciąż posiada karę śmierci w swoim systemie prawnym, lecz nigdy z niej nie korzysta, przez co pozostaje ona w praktyce martwym przepisem. Ostatnią osobą straconą przez izraelski wymiar sprawiedliwości był nazistowski zbrodniarz Adolf Eichmann — w 1962 roku (i powszechnie uznaje się, że był to przypadek wyjątkowy, z oczywistych powodów).

Od dawna w Izraelu pojawiają się postulaty wprowadzenia kary śmierci dla terrorystów, lecz nigdy wcześniej nie zostały one uchwalone. Teraz się to udało — i wkrótce ustawa zostanie uchylona przez izraelski Sąd Najwyższy. Dlaczego przyjęto ją właśnie teraz i dlaczego nie przetrwa kontroli sądowej?

Zacznijmy od drugiego pytania. Ustawa w obecnym brzmieniu ułatwiłaby uniknięcie kary śmierci oskarżonym żydowskim w porównaniu z arabskimi, którym łatwiej byłoby przypisać szczególny motyw działania polegający na próbie zniszczenia państwa. Inne szczegóły, takie jak ograniczone ramy czasowe na odwołania, również wydają się niewykonalne. Z tych i innych powodów ustawa wygląda niemal tak, jakby została napisana z myślą o tym, by Sąd Najwyższy ją odrzucił.

Czy taki był zamiar lub oczekiwanie jej zwolenników? Prawdopodobnie nie, ale mogło to ułatwić poparcie projektu przez polityków partii centroprawicowych, takich jak Likud Benjamina Netanjahu, którzy nie spodziewają się, że będą musieli bronić jego faktycznego wdrożenia.

Dlaczego więc taka ustawa została w końcu przyjęta właśnie teraz? Ma to związek z jej rzeczywistym celem: storpedowaniem porozumień dotyczących zakładników.

Kontrowersyjne wymiany, w których Izrael oddaje tysiąc lub więcej palestyńskich więźniów — wielu odpowiedzialnych za śmiertelne ataki terrorystyczne — w zamian za niewinnych izraelskich cywilów przetrzymywanych przez Hamas i inne organizacje terrorystyczne, od dawna uznawane są za zachętę do kolejnych porwań. Najgłośniejsza taka wymiana miała miejsce w 2011 roku, gdy Netanjahu zgodził się uwolnić ponad tysiąc palestyńskich więźniów w zamian za kaprala Gilada Szalita, który spędził wówczas pięć lat w lochach Hamasu.

Nie tylko jednak dysproporcja liczb budzi wśród wielu Izraelczyków wątpliwości. Między kwietniem 2014 a lipcem 2015 roku sześciu Izraelczyków zostało zamordowanych przez terrorystów uwolnionych w ramach tej wymiany. A to był dopiero początek: Jahja Sinwar, przywódca Hamasu i architekt wydarzeń z 7 października, również został wtedy wypuszczony na wolność. Dlatego choć Izraelczycy traktują priorytetowo odzyskanie wszystkich zakładników, obawiają się także zagrożeń, jakie to rodzi dla reszty kraju. To rozdzierający dylemat, którego samo rozważanie jest bolesne — i właśnie dlatego Hamas oraz inne grupy uczyniły branie zakładników barbarzyńską koroną palestyńskiego terroryzmu.

Nasuwające się pytanie brzmi: jeśli izraelscy ustawodawcy chcą zapobiec przyszłym wymianom więźniów, dlaczego po prostu nie uchwalą ustawy, która by to jasno zakazywała?

Odpowiedź brzmi: próbowali i wielokrotnie im się to nie udało od 2014 roku. Głównym powodem porażki tych inicjatyw było to, że kolejne rządy nie chciały same sobie wiązać rąk, dlatego projekty ustaw ograniczały się do wprowadzania pośrednich restrykcji dotyczących takich porozumień, zamiast ich całkowicie zakazywać. Najskuteczniejszym rozwiązaniem byłoby zakazanie zwalniania palestyńskich więźniów skazanych na dożywocie w ramach takich wymian. Jednak i tak prawdopodobne jest, że rządy izraelskie znalazłyby sposób na obejście wyroków.

Co więcej — i dotyczy to również obecnej ustawy o karze śmierci — nowe przepisy nie działałyby wstecz, więc nie objęłyby osób już przebywających w więzieniach.

W związku z tym pojawia się tok rozumowania: jedynym sposobem, by uniemożliwić rządowi uwalnianie skazanych terrorystów, jest zobowiązanie go do ich egzekwowania.

Istnieje jeszcze jeden powód „sukcesu” ustawy, która od początku skazana jest na unieważnienie — i wiąże się on z obecnym wzrostem przemocy antyarabskiej w Judei i Samarii.

Najlepszym przykładem jest sprawa Chalida Nadżdżara. Został on skazany za terrorystyczne morderstwo ponad 20 lat temu. Rodzina ofiary pamięta, jak podczas ogłoszenia wyroku szydził z nich słowami: „Będziemy porywać żołnierzy, dopóki ostatni z naszych więźniów nie zostanie uwolniony. Siedem wyroków dożywocia? Nie przywiązuję wagi do tych liczb. Zostanę uwolniony”.

I tak się stało. Zginął dopiero w maju 2024 roku w wyniku uderzenia Sił Obronnych Izraela.

Nadżdżar, jak wielu splamionych krwią terrorystów, wiedział, że nigdy nie odsiedzi swojego wyroku do końca. Z powodu porozumień dotyczących zakładników wyroki za morderstwa jedynie tymczasowo usuwają sprawców z pola walki. To kpina z systemu sprawiedliwości.

Nieliczna grupa młodych osadników terroryzujących Palestyńczyków w Judei i Samarii jest łatwa do potępienia z moralnego punktu widzenia: morderstwo jest złem, podpalenia są złem, kradzież jest złem. Zasługują oni także na potępienie z perspektywy strategicznej: szkodzą wizerunkowi Izraela, prowokują odwet, szerzą anarchię, zmuszają do przekierowania zasobów i sił IDF itd. Jednak ci nieliczni brutalni osadnicy wierzą — błędnie — że działają w warunkach już istniejącej anarchii, a nie że torują drogę nowemu bezprawiu. Wykorzystali oni jako broń poczucie frustracji części Izraelczyków wobec systemu, który gwarantuje, że najgroźniejsi palestyńscy terroryści unikną odbycia kar i będą wypuszczani, by zabijać raz za razem.

Ci brutalni osadnicy nie mają racji — bez żadnych zastrzeżeń. Nie zmienia to jednak faktu, że terroryści potrafili wykorzystać izraelski system sprawiedliwości, a izraelscy przywódcy nie byli w stanie lub nie chcieli powstrzymać tej manipulacji.

Ustawa o karze śmierci ma charakter performatywny. Jej celem jest wysłanie sygnału w sprawie porozumień dotyczących zakładników. A ten sygnał — w świecie po 7 października — trafia do szerszej publiczności niż kiedykolwiek wcześniej.


Link do oryginału: https://www.commentary.org/seth-mandel/the-real-reason-behind-israels-death-penalty-bill/

Commentary, 31 marca 2026


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com


Finish the job, Mr. President!


Finish the job, Mr. President!

Melanie Phillips


U.S. President Donald Trump signs an executive order creating an anti-fraud task force to be led by U.S. Vice President JD Vance, March 16, 2026. Credit: Molly Riley/White House.

As the clock ticks away toward U.S. President Donald Trump’s latest “negotiate or I unleash hell” deadline, the Iranian regime thinks that it’s winning.

In the West, the serried ranks of “experts” also think that America and Israel are heading either for a deepening quagmire or a humiliating retreat. It’s not possible to predict how the war against Iran will end—or even what the next day will bring.

But on the face of it, Tehran’s claim that it has the upper hand—echoed by Western commentators who said before the war even started that it would be a disaster, have kept saying that it is a disaster and predict that it will undoubtedly end in disaster—is demonstrably absurd.

On every available metric of war, the regime is clearly losing. Its air defenses are all but obliterated, its navy is largely sunk, its stocks of missiles and launchers have been decimated, its senior ranks are being progressively eliminated, and its nuclear program has been further damaged.

In these respects, the United States and Israel have had so far a spectacularly successful war.

Yet despite all this, not only is the regime not yet defeated, but it still presents fearsome challenges. It has turned the Strait of Hormuz into a lethal weapon by choking off most of its normal shipping channels. And Israel and the United Arab Emirates are still being bombarded by missiles every day, causing damage, injury and death.

Washington is reportedly chewing over the likely costs to its own forces if it tries to seize Kharg Island to gain control over Iran’s oil production or free the Straits of Hormuz. Trump is likely weighing up the damage to his own political future from a domestically unpopular war that may start drawing American blood.

The stakes are enormous. If the Iranian regime isn’t totally defanged but survives to recover and rearm, it will not only continue to menace the region. Such an outcome will also advertise that the leader of the free world is a paper tiger.

That will hugely embolden China, Russia and North Korea. Israeli defense expert professor Dan Schueftan says that if America doesn’t prevail in this war, it will be the beginning of the end for the West.

“These processes don’t happen overnight,” he told the Israeli commentator Haviv Rettig Gur. “But if the United States is incapable of dealing with the Iranian challenge, the ability of the Chinese to change the world order will be much stronger than before.”

So why can’t the West see this? Why do so many Americans and Brits view Trump and Israeli Prime Minister Benjamin Netanyahu as their greatest threat rather than Iran, the world’s No. 1 terrorist state, exporter of violence and cultural destabilization to the West, and crucial hinge of the world’s axis of evil powers?

Partly, this is because the Trump administration has never properly made the case for war to the American public, while governments in Britain and Europe are actively hostile.

Partly it’s because of the belief that whenever the West ventures into the Middle East cauldron, the outcome is disastrous.

While the wars in Iraq and Afghanistan ended in a debacle, the obdurate refusal by the West to take commensurate action against Iran has resulted in a conflict that is now infinitely more difficult and damaging than it would otherwise have been had the threat from Tehran been countered earlier.

Richard Williams, a former commander of Britain’s SAS commando force in Iraq and Afghanistan, wrote in Britain’s Mail that he witnessed Iran’s Islamic Revolutionary Guard Corps up close as they and Iranian proxies killed hundreds of British and American soldiers.

Saying that this gave him an understanding of the “utter evil that is the Iranian regime,” he wrote: “We have let the regime fester and grow since the revolution in 1979 as a result of the cowardice and indecision of our political leaders.”

By doing everything it could to avoid war with Iran, the West made this terrifying and now desperate war inevitable. The catastrophic 2015 nuclear deal brokered by former President Barack Obama allowed Iran to cheat and make steady progress over the years towards building nuclear weapons.

Some 440 kilograms of enriched uranium—enough to make 11 nuclear bombs in two weeks—is reportedly still in Tehran’s hands.

Sanctions were also nearly useless because the regime simply bypassed them and sold its oil to China.

It did not use this revenue to look after the basic needs of the Iranian people. It used it instead to construct missile cities below ground—some buried deep inside mountains, apparently out of reach even of America’s most powerful bombs, and from where the regime continues to fire missiles at Israel and its neighbors in the Gulf.

The death and destruction being inflicted as a result—not least upon the oppressed Iranian people—is the real disaster. This should be laid at the door of a West that has sung the siren song of appeasement for decades.

It’s done so largely because it subscribes to the dogma that war is pointless, and all conflicts can and should be settled by negotiation and compromise. No longer valuing its own historic identity, which it has dismembered through multiculturalism and victim culture, it has become suicidally defeatist, believing there is nothing to fight or die for.

The reason Israel survives and thrives as it does is because it is never defeatist and believes there is everything to fight or die for.

Saudi Arabia and the UAE also understand the mortal threat posed to them by the Tehran regime. That’s why they are urgently pressing Trump to finish it off rather than declare a totally false victory and walk away.

Trump is incredulous that the regime won’t accept that it has lost the war. This may be merely Trumpian rhetoric designed to humiliate Tehran. More ominously, it may be that he’s trying to reshape reality to what he wants it to be, but isn’t.

But on another level, he’s applying the wrong metric. It may well be that in terms of conventional warfare, the regime can’t possibly win. But fanatical Islamists like this think in completely different terms. To them, mere survival is victory.

Iran’s foreign minister, Abbas Aragchi, gloated this week: “No nation in history has stood for nearly a month against the greatest nuclear-armed power on earth and stopped them from achieving a single goal. This is a point of pride for all of humanity.”

The West simply doesn’t understand religious fanaticism. It doesn’t understand that for the Islamists of Tehran, who believe that causing an apocalypse will bring the Shia messiah to earth, “martyrdom”—their mass deaths—is accordingly to be embraced with ecstasy.

The West also fails to grasp something Israel has been forced to accept for decades. The Iranian regime may be outgunned by America’s superior military might, but it can outfox it through its use of “asymmetric warfare,” which refuses to recognize the conventions of war laid down by the international community.

This means that while the West takes care not to target civilians or hit the essential civilian infrastructure of electricity or water supplies, the Iranians will not only target all such enemy lifelines but will unhesitatingly sacrifice all their own people, too.

Accordingly, they think that the more missiles they continue to fire, the more they’ll demonstrate defiantly that they hold all the cards, and so America must “negotiate” on the terms they have laid down.

The only acceptable response to that is to redouble the effort to defeat them utterly and completely.

Let’s hope Trump has come to the same conclusion.


Melanie Phillips, a British journalist, broadcaster and author, writes a weekly column for JNS. Currently a columnist for The Times of London, her new book, Fighting the Hate: A Handbook for Jews Under Siege, has just been published by Wicked Son. Her previous book, The Builder’s Stone: How Jews and Christians Built the West and Why Only They Can Save It, was published in 2025. Access her work at: melaniephillips.substack.com.


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com